BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydrowa Stopa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydrowa Stopa. Pokaż wszystkie posty

09 kwietnia 2018

Od Wydrowej Stopy C.D Pierzastej Gwiazdy

Wojowniczka przecząco pokręciła okrągłym łebkiem. Nie miała nic do powiedzenia, czarnobiała przywódczyni wydusiła z niej wszelakie siły witalne. Zaczęła cofać się, a kiedy poczuła na swoim grzbiecie chłodny dotyk bluszczu, kiwnęła jej z szacunkiem głową.
Kiedy poduszką łapy dotknęła białego puchu, poczuła, jak przez jej niewielkie ciałko rozchodzi się nieprzyjemny dreszcz. Nastroszyła trzykolorową sierść, po czym ruszyła przed siebie, czujnie trzepiąc uszami w kierunku wchodzącego patrolu. Błyskające Niebo weszła na polanę w towarzystwie byłego mentora Wydrowej Stopy, którego pozdrowiła nieśmiałym miauknięciem, i jakiegoś terminatora. Właśnie chciała wyjść na polowanie, aby w spokoju uporządkować myśli, kiedy usłyszał głębokie mruczenie tuż za sobą. Odwróciła pyszczek i zamarła.
— Dokąd się wybierasz, Wydrowa Stopo? — miauknął czystym, przecinającym mroźne powietrze jak sztylet, głosem.
Błękitne ślepia Jagodowego Futra wywiercały w jej ciele wielką dziurę, a sam kocur nie poruszył się ani o długość ogona. Wyraźnie czekał na jej odpowiedź, toteż koteczka słabo wymamrotała, że wybiera się na polowanie. Czarny kot zmrużył oczy.
— Chciałabyś, żebym ci towarzyszył? — odparł, oblizując różowym językiem pysk.
Calico nie oczekiwała tak otwartej propozycji. Mimo łagodnego tonu, widziała w jego ślepiach wyraźny rozkaz. Musiała się zgodzić, ponieważ odmówienie mu byłoby tylko gwoździem do trumny.
— Byłabym zaszczycona!... — wyszeptała słabo, spuszczając wzrok na swoje krótkie łapki.
Zastępca nieoczekiwanie zbliżył się zdecydowanie za blisko krągłej koteczki, którą sparaliżował strach. Był zbyt blisko. Automatycznie odsłoniła białe ząbki i wpiła pazury w zaśnieżoną glebę, jednak gdy zobaczyła, że kocur wpatruje się w nią osłupiały, schowała pazurki i nieco ochłonęła.
Jagodowe Futro warknął coś pod nosem i przesunął puszystym ogonem po jej kręgosłupie, po czym przylgnął do jej boku, kiedy zniknęli w tunelu.


- - -


Wschód słońca przybył później niżeli zazwyczaj, toteż wojowniczka miała więcej czasu, żeby wyspać się po wyczerpującym polowaniu z błękitnookim kocurem. Zbudziła się, kiedy nieśmiałe i jeszcze słabe promyki rozpoczęły mozolną wędrówkę po jej nosie, aż dotarły do zamkniętych, zielonych oczu. Wydrowa Stopa kichnęła cicho, po czym rozpoczęła poranną pielęgnację.
Wyskoczyła na śnieg, czując przeszywający mróz rozchodzący się po jej kolorowym futerku. Poduszki łap nadal ją lekko piekły, w nos i uszy szczypał mróz. Zmarszczyła nosek i przednią łapką pomasowała się po bolącej nasadzie, jednak natychmiastowo ją opuściła, kiedy zobaczyła swoją babkę. Pierzasta Gwiazda szła ku niej, z drżącą końcówką ogona i dumnie uniesioną głową.
— Prowadź, Wydrowa Stopo. — rozkazała głosem równie zimnym, co panujący tutaj ziąb.
Calico zadrżała, po czym ruszyła sprężystym krokiem w kierunku Siedlisk Dwunożnych.


<< Pierzasta Gwiazdo? >>

26 marca 2018

Od Wydrowej Stopy C.D Pierzastej Gwiazdy

Słowa czarnobiałej kocicy były oczywistym szantażem, aczkolwiek calico była zbyt roztrzęsiona aby trzeźwo myśleć. Klan Gwiazd nie przyjmie jej po śmierci? Poczuła, jak do gardła napływa jej mysia żółć, a samej koteczce zakręciło się w niewielkim łebku. Potrząsnęła nim, aczkolwiek to nic nie dało.
Pierzasta Gwiazda zaczęła się jej rozmazywać, ale nadal widziała w nią wpatrzone, rozszerzone ze złości żółte oczy. Spróbowała otworzyć pyszczek, jednak ubiegło ją wściekłe syknięcie babki:
— Wróć do mnie, jak przemyślisz swoje zachowanie i zrozumiesz swój błąd. Wyjdź.
Nie miała dalej zamiaru nadużywać cierpliwości kocicy, toteż prędko wyskoczyła z jej legowisko, a mroźne powietrze szybko wypełniło jej płuca. Chłód przeszył jej niewielkie ciałko, gdy łapką dotknęła zaspy śniegu, jednak prawdziwy dreszcz przebiegł jej po grzbiecie, gdy usłyszała dźwięczny i świdrujący w jej uszach głos zastępcy Pierzastej Gwiazdy. Był to Jagodowe Futro.
Ostatnio kocur coraz częściej ją zagadywał, zapraszał na wspólne polowania, co nieco peszyło koteczkę. Czasem nawet bała się, że ponownie do niej podejdzie, a ona nie będzie wiedziała, co zrobić. Błękitnooki w kilku susach przybył do calico i zmrużył swe przenikliwe ślepia.
— Wydrowa Stopo? — to nie było warknięcie, bardziej coś w rodzaju mruknięcia. To zaskoczyło krępą koteczkę i nieco zdezorientowało. — Czy masz coś ważnego do zrobienia?
Wojowniczka podskoczyła, chociaż mniej-więcej wiedziała, jaka będzie propozycja zastępcy i jaka odpowiedź będzie go satysfakcjonowała. Pokornie zwiesiła niewielki łebek i skuliła po sobie uszy.
— Nie. — odpowiedziała zgodnie z prawdą, nadal nie patrząc się mu w oczy.
Jagodowe Futro zamruczał coś zadowolony, po czym podszedł jeszcze bliżej, a calico czuła jego gorący oddech na swoim pyszczku. Spróbowała powstrzymać dreszcz i nieco uniosła łeb. Wpatrywały się w nią zmrużone, błękitne ślepia, w których błysnęła tajemnicza iskra.
— Doskonale. Wybierzmy się więc na polowanie. — mruknął pod nosem i skoczył w kierunku tunelu, ponaglająco zwracając łeb w jej kierunku.
Wydrowa Stopa zdusiła w sobie jęk, skinęła mu szybko łebkiem i ruszyła tuż za starszym kocurem. Polowanie było pożyteczne dla Klanu Nocy, w końcu do czegoś się przyda. Pomogło też jej uporządkować myśli, ponieważ zastępca nie wydawał się zainteresowany rozmową z taką kotką jak ona.

- - -

Nadal nie chciała zdradzić tajemnicy swojej siostry, która prawdopodobnie była już martwa, ale nie chciała też zawieść matki. Wymyśliła kłamstwo, które pomoże wojownikom odnaleźć medyczkę, aczkolwiek nie powie też prawdziwego powodu. Ćwiczyła te kwestię w myślach i nie przejmowała się zastępcą, który czasami bywał zbyt blisko niej, czasem się o nią otarł. Była zbyt zamyślona.
Po południu skierowała się w stronę leża przywódczyni, a zarazem kocicy, które była z nią spokrewniona. Czuła się okropnie, że kłamie i w dodatku w takiej sprawie, aczkolwiek mus to mus. Miodowe Serce jest szczęśliwa w nowym miejscu i Wydrowa Stopa jest pewna, że medyczka była lojalna, tylko trochę zbyt naiwna. Ta sytuacja ją czegoś nauczyła. Nie wolno podejmować decyzji pod dykcją chwili. Wzięła głęboki oddech i weszła, próbując się nie zwymiotować.
Pierzasta Gwiazda już na nią czekała, wpatrując się w swoje pazurki. Na jej widok schowała je, usiadła, owijając swój wątły ogon wokół przednich łap i uniosła wyżej podbródek. Nie powiedziała nic, wyraźnie czekała na reakcje swojej wnuczki, która truchlała ze strachu.
— M-Miodowe S-Serce... — zaczęła, wpatrując się w swoje łapki. — Ona poszła zbierać zioła w kierunku Siedlisk Dwunogów.

<< Pierzasta Gwiazdo? >>

23 marca 2018

Od Wydrowej Stopy C.D Pierzastej Gwiazdy

Oczywiście, że wiedziała. Żółte oczy czarnobiałej przywódczyni błyszczały w egipskich ciemnościach jej legowiska, natomiast aromat ryby świdrował calico w nozdrzach. Pierzasta Gwiazda była widocznie spięta, nawet słyszała jej chrapliwy i urwany oddech, mimo, że zlewała się z ciemnością, natomiast jej białe części ciała oślepiająco jarzyły się w ciemnicy.
Nie mogła złamać danej obietnicy, mimo, że wydawała jej się ohydna. Mimo wszystko była lojalna swemu klanu, bardzo chciała pomóc mu się rozwijać i teraz z wielkim trudem spróbowała jakoś obejść słowną pułapkę zastawioną przez swoją liderkę. Spróbowała uspokoić roztrzęsione serce, które w jej klatce piersiowej szamotało się niczym ptak uwięziony w klatce. Wzięła głęboki wdech, skuliła uszy po swojej niewielkiej główce i bacznie spojrzała na Pierzastą Gwiazdę, dzielnie wytrzymując ciężar jej spojrzenia:
 — Przykro mi, ale nie wiem niczego ważnego. — miauknęła, starając się, aby jej głos nie łamał się przy wypowiadaniu każdego ze słów.
Była dumna, że przestała się jąkać i teraz może swobodnie rozmawiać. Wyzbyła się tej wady wymowy, kiedy dostała na mentora Bursztynową Bryzę. Imponował jej, podobała się jej jego pewność siebie oraz poczucie humoru. Podobno był kiedyś pieszczochem, ale nie mogła w to uwierzyć. Był dla niej ideałem prawdziwego wojownika — honorowy, szlachetny i odważny.
Odpędziła od siebie te nieważne myśli. Teraz musiała oprzeć się pokusie, żeby wyśpiewać wszystko Pierzastej Gwieździe. Miodowe Serce była w ciąży, zasmakowała zakazanego owocu i teraz ponosiła tego konsekwencje. Powiedziała jej cały plan ucieczki, w całkowitym zaufaniu, toteż calico nie chciała jej zawieść. Mimo, że asystentka medyka nie należała do kotów świętych, była dobra.
— Czyżby? — Wydrową Stopę przeszył dreszcz, gdy liderka uniosła wyżej podbródek. — Ostatnio widywano was razem. Powiedz, Wydrowa Stopo. To wyjdzie dobrze i dla mnie, i dla ciebie i dla Miodowego Serca.
Na imię szylkretowej niezauważalnie zadrżała i tylko spuściła łeb. Wpatrywała się w swoje łapy, jakby były największymi cudami świata i nagle poczuła żywy zapach Pierzastej Gwiazdy. Przednią łapą złapała młodą wojowniczkę za brodę, aby uniosła pyszczek wyżej i spojrzała w jej przerażające, rażące żółcią ślepia. Wydrowa Stopa przełknęła głośno ślinę.
— J-ja... ja nic nie wiem! — pisnęła, wyszarpując się gwałtowanie brodę z łapki kocicy.
Była zaskoczona swoją nagłą reakcją, tak samo jak Pierzasta Gwiazda, która tylko zamrugała kilkakrotnie oczami okrągłymi jak dwa księżyce, po czym trzasnęła końcówką ogona. Wyglądała na zezłoszczoną, a Wydrowa Stopa poczuła się bardzo źle. Okłamała ją.
 
<< Pierzasta Gwiazdo? >>

20 marca 2018

Od Wydrowej Stopy

Trening zapowiadał się jak każdy inny, aczkolwiek było coś nie tak. Nie chodziło tutaj o zniknięcie Miodowego Serca i jej tajemnicę (która zarazem przeraziła i zaciekawiła uczennicę), ani o pierwsze śniegi, które miały zwiastować surową zimę. Widziała błyszczące oczy swojego mentora, a cały niepokój zniknął, gdy zobaczyła jego powód. Zostanie wojowniczką! Dowiedziała się o tym po skończeniu pewnego testu, na którym bardzo się stresowała i ciągle mysia żółć podchodziła jej do gardła, który składał się z dwóch etapów. Pierwszym było polowanie, a drugim — atak z zaskoczenia. Z tym drugim poradziła sobie wręcz doskonale, natomiast z pierwszym ciut gorzej. Osiągnęła zadowalające wyniki i Bursztynowa Bryza oznajmił Pierzastej Gwieździe, iż jego terminatorka jest gotowa do piastowania rangi wojownika. Wydrowa Łapa nie mogła doczekać się swojego nowego imienia! Podekscytowana oczekiwała wieczoru, w którym miała zostać mianowana.

Ciemność szybko ogarnęła obóz Klanu Nocy, mróz nie ustał ani na jedno uderzenie serca, a śnieg nieprzyjemnie mroził opuszki łap, ale nic nie mogło zepsuć humoru Wydrowej Łapy! Ostatnio dowiedziała się również, iż jej kochany braciszek został ponownie terminatorem, co jeszcze bardziej napełniało ją euforią. Nie może się doczekać, aż powie mu o tym, że te długie i czasami żmudne treningi się opłaciły! Kątem oka zauważyła swojego czekoladowego brata i nie mogła powstrzymać mruczenia, które wydobyło się z jej krtani. Była taka dumna! Wpiła pazurki w kępkę trawy, która wyrastała z śnieżnego puchu. Kiedy już myślała, że ceremonia zostanie odwołana, na miejsce przemówień wskoczyła Pierzasta Gwiazda. Omiotła wzrokiem cały obóz swymi żółtymi oczyma, mrużąc je, kiedy napotkała spojrzenie Wydrowej Łapy. Trzepnęła długim ogonem w skałę i zawołała:
— Klanie Nocy! Zebraliśmy się tutaj, aby mianować Wydrową Łapę na wojowniczkę. — jej głos był mocny, aż rozległ się echem. Niektóre koty niepewnie poruszyły nerwowo ogonami. — Wydrowa Łapo, proszę, podejdź.
A więc to się dzieje! Teraz już nie myślała o zaginionej medyczce, bratem z problemami, czy innymi troskami życia codziennego. Wzięła tylko głęboki oddech, opanowała drżenie mięśni i zamknęła oczy. Następnie wstała na swoich krótkich łapkach i grzecznie podreptała pod skałę. Zauważyła, że Jagodowe Futro uważnie się jej przypatruje i podejrzliwe mruży oczy, po czym oblizuje pyszczek. Zadrżała.
— Bursztynowa Bryzo, czy twoja terminatorka jest gotowa? — upewniła się, a gdy liliowy wojownik skinął jej potężnym łbem, kontynuowała. — Wydrowa Łapo, czy przestrzegasz bronić swojego klanu nawet za cenę życia i przestrzegać Kodeks Wojownika?
Wydrowa Łapa poczuła się tym wszystkim przytłoczona. Mogła bezbłędnie wyrecytować wszystkie informacje, które otrzymała od Bursztynowej Bryzy, ale teraz na jej barkach będzie ciążył prawdziwy obowiązek. Czy poradzi sobie z czymś takim? Czy da radę poświęcić życie za Klan Nocy?
Zdała sobie sprawę, że każdy wyczekuje jej odpowiedzi. Czuła, że zaraz łapy jej się załamią i upadnie na pysk, nawet nie zdolna się podnieść. Próbowała powstrzymać mysią żółć napływającą jej do gardła. Odetchnęła, starając się uśmiechnąć i odparła:
— Obiecuję.
Pierzasta Gwiazda skinęła jej krótko łebkiem, unosząc ku górze podbródek. Recytowała formułkę tak jak zawsze, zapewne też nie miało to dla niej znaczenia. Wierzyła głęboko w możliwości swojej współklanowiczce, a sama calico nie wiedziała, co o tym myśleć.
— Na mocy Klanu Gwiazd nadaję ci imię Wydrowa Stopa. — miauknęła głośno i wyraźnie, cedząc każde swoje słowo. — Dzisiejszą noc spędzisz bez snu i w milczeniu, aby pilnować obozu.
Wydrowa Ł--, znaczy Wydrowa Stopa skinęła liderce gorliwie łebkiem. Nie mogła niczego powiedzieć, ponieważ jej słowa zagłuszyła dzika wrzawa kotów. Każdy wiwatował, a Wydrowa Stopa czuła się jeszcze bardziej przytłoczona. Zauważyła, że przed jej oczami tańczą czarne gwiazdki. Nie miała jednak czasu udać się do Dryfującego Obłoku, ponieważ ustawiła się do niej kolejka z gratulacjami. Szeleszcząca Łapa był pierwszy.
— Jestem z ciebie bardzo dumny, Wydrowa Stopo. — polizał ją w polik i wtulił się w nią, mimo, że był dwukrotnie większy. — Nie mogę się doczekać, aż wkrótce też zawitam w legowisku wojowników!
Następnie przewinęła się Zapomniany Szlak, Żwirowa Ścieżka, Bursztynowa Bryza, Jastrzębi Szpon. Następnych pysków już nie rejestrowała, tylko mówiła ciche "dziękuje" i próbowała powstrzymać wymioty. Czuła się okropnie. Co chwila ktoś przyjacielsko lizał ją w ucho, bark. Nikt nigdy nie okazał jej tyle czułości co cały Klan Nocy w jednym, ale nie zwracała na to uwagi.
Kiedy myślała, że to ostatni kot, zobaczyła idącą ku niej żółtooką przywódczynię. Nie mogła okazać przed nią słabości, toteż bez słowa skinęła jej szybko niewielkim łebkiem.


<< Pierzasta Gwiazdo? >>

08 marca 2018

Od Wydrowej Łapy C.D Miodowego Serca

Calico bez mrugnięcia okiem ruszyła za medyczką, żegnając się z Rybim Ogonem, która wróciła do czyszczenia swojego potężnego brzucha. Wydrowa Łapa widziała, że siostra jest zamyślona, jakby coś ją trapiło. Znała się trochę na kotach, mimo tego, jak wychowywana ją jako kociaka. Delikatnie dotknęła barku medyczki nosem, uśmiechając się do niej i głęboko wpatrując się w jej piękne, żółte ślepia, które wręcz hipnotyzowały. Nie spuściła wzroku, tylko jeszcze szczerzej się uśmiechnęła.
— Miodowe Serce, coś się dzieje? — zapytała spokojnie, równając krok z szylkretową.
Miodowe Serce niezauważalnie drgnęła, jakby wybudzona z jakiegoś długiego transu. Zdecydowanie przyśpieszyła, obróciła pyszczek w drugą stronę i zachowywała się, jakby nie usłyszała pytania młodszej siostry. Dlatego Wydrowa Łapa powtórzyła, jeszcze spokojniej i grzeczniej niżeli wcześniej.
Wtedy medyczka weszła do swojego leża, wymijając medyka z oklapniętymi uszkami, który wzruszył barkami. Następnie wrócił do porządkowania ziół i próbował nie przeszkadzać Miodowemu Sercu w zgniataniu papki. Calico jeszcze chwilkę stała w wejściu, a następnie cichutko pożegnała się z medykami. Dryfujący Obłok ją pożegnał, natomiast Miodowe Serce nie odpowiedziała, zajęta papką. Przynajmniej tak myślała Wydrowa Łapa, smutno odchodząc w kierunku legowiska uczniów.

- - -
 
Wesoło dreptała obok swojego liliowego mentora, co chwilę poprawiając zwisającą jej w pyszczku rybę. Ledwo co ją złapała, ponieważ ciągle jej się wyślizgiwała, aczkolwiek po kilku próbach dała radę. Pstrąg już od pewnego czasu nie miotał się w jej pyszczku, a jego łuski odbijały refleksy światła. Słońce chyłkiem zmierzało w kierunku zachodu, natomiast Wydrowa Łapa chciała jeszcze porozmawiać z szylkretową medyczką. Nie podobało się jej zadumanie, musiała ją rozgryźć.
Kiedy weszła do obozu, szybciej niż zwykle pożegnała się z mentorem, odłożyła na całkiem spory stosik rybę i jak burza pobiegła w kierunku leża medyków. Dryfujący Obłok, jak zwykle spokojny i stonowany, powitał ją cichym miauknięciem i rozpoczął sortowanie zapasów, na co Wydrowa Łapa skinęła mu łebkiem. Gdzieś w kącie dojrzała Miodowe Serce, toteż podleciała do niej.
— Miodowe Serce, czy możemy porozmawiać? — miauknęła, przechylając lekko łeb.
Szylkretowa wyglądała, jakby miała ochotę stamtąd uciec. Wodziła wzrokiem po swoim legowisku, ni to spoglądając na siostrzyczkę, ni to na medyka z oklapniętymi uszkami. W końcu zaczęła wpatrywać się w calico i otworzyła pyszczek, aby coś powiedzieć.
 
<< Miodowe Serce? >>

23 lutego 2018

Od Wydrowej Łapy

Była z siebie taka dumna!
Potrafiła już większość rzeczy, chociaż polowanie dalej jej szło niemrawo. Jej liliowy mentor ciągle jej gratulował, więc miała cichutką nadzieję, że zostanie niedługo wojowniczką. Chciałaby być mianowana wraz z Szeleszczącą Łapą, chociaż on nadal miał karę. Westchnęła i kopnęła kamyk.
Miała przyjść do Miodowego Serca i zapytać jej, czy aby nie potrzebuje pomocy. Tymczasem Bursztynowa Bryza nachodził kociarnię i męczył matkę swoich przyszłych kociąt, ciągle przy niej skacząc. Jeszcze nie urodziła, a ten już cały drży z podniecenia. Rybi Ogon jest chyba zmęczona, Wydrowa Łapa na jej miejscu też by była. Odgarnęła pyszczkiem bluszcze zwisające z legowiska medyków i cichym mruknięciem przywitała się z Dryfującym Obłokiem. Potrząsnął swoimi śmiesznymi uszami i również się przywitał, wracając do kupki mocno pachnących ziół.
— Miodowe Serce — zawołała cicho, wchodząc do drugiego pomieszczenia — Miodowe Serce, jesteś tam?
Ładna, szylkretowa koteczka wyłoniła się zza ściany splecionej z jeżyn, posyłając jej pytające spojrzenie. Wypluła gniecione przez nią zioła, oblizując pyszczek i podchodząc do młodej koteczki, dotknęła jej nosa swoim. Westchnęła, czując słodki aromat medyczki i sprostowała po co tutaj dokładniej przyszła:
— Czy nie potrzebujesz jakiejś pomocy?


<< Miodowe Serce? >>

01 lutego 2018

Od Wydrowej Łapy C.D Szeleszczącej Łapy

Calico tępo wpatrywała się w kocura, niepewnie poruszając końcówką zaokrąglonego ogona. W końcu westchnęła cicho i chciała przejść się po obozie, jednak gdy Dębowa Łapa posłał jej porażające spojrzenie, szybko zrezygnowała. Nie będzie nikogo niepokoić, też się położy. Chociaż nie chciało jej się spać. Nieśmiało wśliznęła się do czekoladowego brata, kładąc niewielki łebek na jego łbie. Przymknęła oczy, owijając ogon wkoło jego ogona.
Nie poruszył się. Zasnęła, próbując wyśnić jakiś przyjemny sen, jednak zamiast niego, całą noc męczyły ją koszmary.


_________________________________________________________________________________


Znowu nie było Szeleszczącej Łapy, gdy obudziły ją promienie słoneczne. Była z siebie zadowolona, że udało jej się wstać przed jej liliowym mentorem, aczkolwiek poczuła nagłą pustkę. Bratka nie było, odkąd zostali terminatorami zawsze wychodził tak wcześnie i wracał okropnie późno.
Trzepnęła krótkim ogonem, strzygąc lekko zaokrąglonymi uszami. W wejściu pojawił się Bursztynowa Bryza, który zamruczał na powitanie. Jego długą sierść zmierzwił chłodny wiatr, który wpadł do legowiska uczniów, od razu pobudzając Wydrową Łapę.
— Dzień dobry, Bursztynowa Bryzo! — miauknęła szylkretowa, wtulając się w jego futro i wdychała jego cudowny zapach.
Przywiązała się do kocura. Tak jak do każdego kota, z którym miała bliższe kontakty. Prawdopodobnie jest to związane z jej niezbyt szczęśliwym dzieciństwem, oprócz brata nikt jej nie kochał. Ani nawet nie lubił.
Więc widząc przyjacielskie zachowanie liliowego, natychmiastowo stała się dla niego małą przylepą. Wszędzie za nim łaziła, chyba, że akurat przychodził wtedy Szelest, jadała z nim (o ile inni wojownicy nie mieli ochoty z nim jeść) i rozmawiała. Bardzo długo rozmawiała.
— Witaj, malutka — wymruczał rozbawiony, liżąc ją po niewielkim łebku.
Tak ją nazywał. Podobało się jej to, zwłaszcza, że czuła się wtedy, jakby była jego córką. Oddałaby wszystkie skarby świata, żeby tak było. Odsunęła się od potężnego wojownika, uśmiechając się szeroko:
— To co dzisiaj? Polowanie? Walka? Może w końcu pójdę na patrol? — powiedziała radośnie, wyskakując z legowiska terminatorów.
Bursztynowa Bryza skinął łbem.
— Owszem, dziś zobaczymy, jak sobie będziesz radzić bez moich podpowiedzi.
— To na co czekamy? Szybko, Bursztynowa Bryzo!
Wydrowa Łapa szybko wyskoczyła z obozu, nawet nie czekając na długowłosego kota. Całkiem zapomniała o otaczających ją troskach.


__________________________________________________________________________________


Jak Pierzasta Gwiazda śmiała? Jak w ogóle mogła tak postąpić?
Bursztynowa Bryza postanowił, że dzisiaj treningu nie będzie. Widział, w jakim stanie jest kotka oraz że nie potrafiłaby się skupić. Przez cały dzień uważnie się jej przyglądał, próbował zagaić rozmowę, aczkolwiek calico zbywała go półsłówkami.
Przedarła się do Szeleszczącej Łapy, teraz noszącego miano kociaka, i nastroszyła idealnie przylegające do ciała futerko. Źrenice gwałtownie się jej zmniejszyły, a z jej gardła wydobył się syk:
— Jak ona mogła? Jak... śmiała? — urwała nagle, a ślepia zaszły jej mgłą — Szeleszcząca Łapo, jesteś najbardziej honorowym kotem, jakiegokolwiek widziałam. Zabiłeś demona.

 
<< Szeleszcząca Łapo? >>

26 stycznia 2018

Od Wydrzej Łapy

 — Uważaj! Zadek niżej, nie szuraj podbrzuszem po ziemi! Skradasz się jak kulawy borsuk!
Wydrza Łapa syknęła cicho. Polowanie nie szło jej aż tak dobrze jak walka, więc nie lubił treningów z łowów. Były nudne, wyczerpujące i głupie. Ona chce walczyć, aby bronić się przed Ziewającą Łasicą i podobnymi jej kotami! A to idiotyczne polowanie jej tego nie ułatwi. Prychnęła, słysząc kolejną drwinę od swojego mentora.
 — Dzisiaj chyba brakuje ci cierpliwości  — miauknął Bursztynowa Bryza, zeskakując z kamienia i truchtając do terminatorki  — Pamiętaj, żeby się nie zniechęcać. Idzie ci lepiej niż wczoraj, moja droga.
Calico przyjęła pochwałę z zaciętą miną, wściekła na siebie, na głupie polowanie i na liliowego wojownika. Wolałaby teraz walczyć i wysłuchiwać prawdziwych pochwał, a nie patrzeć na wymuszone uśmieszki. Mimo, że cicho się skradała, zdradzały ją gałązki, na które zdarzało jej się wpaść, szurające podbrzusze i łapy, które jakimś cudem lubiły się w siebie zaplątywać.
Bursztynowa Bryza uznał, iż nad koteczką wiszą burzowe chmury, więc nie próbował wymuszać na niej dyskusji. Polecił jej, aby za nim szła i wgłębili się w ciemny las.
Szylkretowa postawiła uszy na sztorc, czując, jak jej złość powoli przemija. Jej miejsce zajęło podekscytowanie, które wstrząsnęło jej filigranowym ciałkiem. Liliowy zauważył to, uśmiechając się pod nosem i puszczając jej przyjacielsko oczko. Wydrza Łapa odwzajemniła gest, zapominając o nieudanej próbie skradania się.
Nagle jej mentor zatrzymał się, przypadając do ziemi. Koteczka, nieco zdezorientowana, uczyniła to samo. Przez jej niewielki łebek przebiegło wiele myśli — czy idzie wrogi patrol, a oni go pokonają? Z takimi dwoma kotami się nie zadziera! Uśmiechnęła się w duchu.
 — Widzisz?  — spytał cicho liliowy wojownik, pokazując jej cel końcówką ogona.
Wyciągnęła krępą szyję, próbując zauważyć zmierzwioną sierść i jarzące się ślepia wrogów, aczkolwiek zamiast tego, kilka długości lisa przed nimi, widać było mysz, zajętą szukaniem ziarna. Zamiast zwichrzonego futerka, miała sierść idealnie przylegającą do tłustego ciałka, a miast świecących oczu, miała je czarne i przypominające paciorki. Calico trzepnęła ogonem.
 — C-co mnie o-obchodzi j-j-jakaś g-głupia mysz?!  — wrzasnęła koteczka, stając równo na cztery łapy.
Gryzoń usłyszał i zauważył kotkę, więc dał drapaka pomiędzy krzewy głogu. Natomiast Wydrza Łapa stała nad swym mentorem, wściekle dysząc i kuląc uszy po sobie. Jej źrenice zmniejszyły się, a krótki ogonek uderzał tylne łapy. Zmarszczyła nos.
Bursztynowa Bryza również wstał, nieco zaskoczony reakcję dotychczas spokojnej uczennicy i natychmiast ton jego głosu stał się bardzo poważny:
 — Wydrza Łapo, co to miało znaczyć?  — przeszył ją wzrokiem, a kotce automatycznie zrobiło się chłodno.
Cofnęła się kilka kroków w tył, czując, jak jakaś wielka gula w gardle uniemożliwia jej wypowiedzenie jakichkolwiek słów. Cała drżała. Co ona zrobiła? Jak śmiała krzyknąć na tego poczciwego wojownika?
Robiło jej się gorąco i chłodno na przemian.
 — Ja... ja p-p-przepraszam, B-bursztynowa B-bryzo!  — pisnęła cienko szylkretowa, potykając się o własne łapy i robiąc fikołka w tył. Upadła na pyszczek, ale zacisnęła mocno oczy, nie pozwalając łzom spłynąć po jej polikach.
Liliowemu srogi wyraz pyska spełzł natychmiast, ale nie mógł pozwolić na taką samowolę.
 — Dopóki nie minie Pora Szczytowania, będziemy polować.
Wydrza Łapa posmutniała.

25 stycznia 2018

Od Wydrzej Łapy

Obudził ją Bursztynowa Bryza, tak jak każdego dnia.
Wstała od razu, wskakując na cztery, krępe łapki i uśmiechając się od ucha do ucha. Nawet nie przygładziła odstającej, zmierzwionej, szylkretowej sierści, tylko obtarła się o bok swego niedużego mentora i zapytała:
 — Co d-dzisiaj r-robimy? Walka? A m-m-może pójdziemy łowić r-ryby w r-rzece? — pisnęła podniecona na myśl taplania się w rwącej wodzie.
Żółtooki wojownik parsknął mocnym, basowym śmiechem, który rozniósł się po legowisku terminatorów. Dębowa Łapa obudził się z sykiem, młócąc tylnymi łapami powietrza i z wyrzutem wpatrując się w liliowego, potężnego kocura. Wymamrotał coś, wyraźnie zdenerwowany, i obrócił się na bok, próbując dalej spać.
Bursztynowa Bryza zagryzł dolną wargę, powstrzymując kolejną salwę śmiechu. Wydrza Łapa uśmiechnęła się w duszy. Dobrze tak temu gburowi! Puszysty ogon mentora załaskotał ją w nos, gdy wymijał ją w przejściu. Ruszyła za nim.
Oślepiły ją promienie wiosennego słońca, które wesoło buszowało po błękitnym niebie wraz z kłębiastymi chmurkami. Liliowy ruchem ogona rozkazał jej coś przekąsić, sam biorąc sobie niewielkiego, nieco wychudzonego strzyżyka.
— P-powodzenia z tymi p-piórami! — wymruczała rozbawiona.
Wojownik odszedł, z wymalowanym uśmiechem na pysku, i podczas posiłku dzielił się jakimiś informacjami z Rybim Ogonem. Obydwoje wyglądali na szczęśliwych i zajętych, jednak na ich pyskach mieszały się różne emocje. Calico dokończyła posiłek, oczekując mentora.
Gdy przyszedł, miał szczęśliwy, aczkolwiek nieco przestraszony wyraz pyska. Wydrza Łapa nie pytała się dlaczego, utwierdzając się w przekonaniu, że to po prostu osobisty temat.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


— Brzuch, oczy, pysk to bardzo wrażliwe części ciała kota — kocur mówił rzeczowym tonem, wpatrując się w swoją uczennicę — Spróbuj, wykorzystując te informacje, mnie zaatakować.
Kiwnęła niewielkim łebkiem.
Odeszli od siebie, robiąc okręg. Krążyli wokół siebie, strosząc futerko, a w ich oczach błyskały iskry podekscytowania. Mieli spięte, równo grające pod skórą mięśnie, a adrenalina wzrosła do poziomu wręcz niemożliwego. Wydrza Łapa zaatakowała, uspokajając oddech.
Liliowy wojownik stał na kałuży błota (kto wie, może i celowo), a calico prześliznęła się na mokrej kałuży, drapiąc go podczas ślizgu. Kocur zawył z bólu, starając się złapać ją za kark i delikatnie odrzucić. Zrobiła jego słynny unik, odskakując w bok i robiąc od razu kontratak.
Nie spodziewał się prostego, aczkolwiek mocnego ciosu krótkimi pazurkami. Siła uderzenia zbiła go z łap, a gdy wylądował pyszczkiem w błocie, wycharczał:
— To... było całkiem dobre.
Wydrzej Łapie uśmiech nie schodził do końca dnia.

21 stycznia 2018

Od Wydrzej Łapy C.D Szeleszczącej Łapy

Calico nie wiedziała dokładnie co robić. Stała na środku, zaokrąglona końcówka ogona raz po raz poruszała się w chłodnym powietrzu. Nie mogła tępo zaprzeczyć słowom brata, ponieważ miał stuprocentową rację. Ziewająca Łasica pewnie jest wściekła, że jej znienawidzony syn będzie jej terminatorem. Przycisnęła nos do barku czekoladowego kocura, wdychając jego łagodny aromat.
— D-dasz s-sobie radę, S-s-szeleszcząca Łapo — wyszeptała cichutko, starając się w jakikolwiek sposób pocieszyć braciszka.
Uczeń nastroszył sierść, starając się nie zauważać przeszywającego wzroku swej wyrodnej mentorki. Wyglądał, jakby nawiedził go cały Klan Gwiazd — spocił się, oddychał nieregularnie, spojrzenie uciekało w bok, natomiast źrenice zwiększały się i zmniejszały.
— Łatwo ci mówić — mruknął w końcu słabo, aczkolwiek nie odepchnął siostry, tylko stał i patrzył się w pustą przestrzeń przed sobą — Ona mnie nienawidzi i mnie rozszarpie.
Czekoladowemu coraz bardziej załamywał się głos, gubiły mu się słowika i widać było, że traktował to naprawdę poważnie. Ale Wydrza Łapa uważała, że kremowa kocica nie jest głupia i nie chce, aby ktoś wygonił ją z Klanu Nocy. Więc jej bratek jest bezpieczny i nie musi się niczym martwić.
— O-ona c-cię p-przecież nie z-z-zabije! — pisnęła, trącając go barkiem i kierując się do legowiska terminatorów — C-chodźmy już s-spać, j-jutro się w-wszystkiego d-dowiemy.
Szeleszcząca Łapa nie wyglądał na przekonanego, ale niepewnie ruszył przed siebie. Wydrza Łapa szybko odgarnęła krótkim pyszczkiem bluszcze zwisające z wejścia do ich nowego leża, natomiast czekoladowy wszedł tuż za nią. Powietrze było gęste, a w nim unosiły się zapach wielu kotów. Dymna kotka, która była mianowana razem z nimi, zajęła jedno z wolnych miejsc, rozkładając się na całym legowisku i natychmiastowo zapadając w twardy sen. W ciemnościach widziała jeszcze boki pozostałych uczniów, które poruszały się powoli i spokojnie, żaden z nich nie hałasował czy chrapał. Wydrza Łapa końcówką ogona zachęciła czekoladowego, aby zajął leże obok niej. Braciszek ułożył się na nim wygodnie, bardzo zadowolony, że nie musi już spać w kociarni. Jednak w jego oczach nadal błyszczał dziwny strach. Calico postanowiła się tym nie przejmować, chociaż przybliżyła się do niego i polizała za uchem. Szeleszcząca Łapa uśmiechnął się blado, kładąc łebek na przednich łapach.
— D-dobranoc — wyszeptała jego siostra, wtulając się w jego gęste i grube futro.
— Dobranoc — odpowiedział, rozluźniając delikatnie spięte mięśnie.
Zasnęli wspólnie.


_____________________________________________________________________________________


Obudził ją chłód wczesnego ranka, mimo promieni słońca, które łaskotały ją w nos. Czekoladowego kocura już nie było, chociaż Wydrza Łapa chciała zjeść z nim ich pierwsze, wspólne, uczniowskie śniadanie. Westchnęła ciężko, po czym zaczęła się czyścić, aby zdążyć przed przyjściem Bursztynowej Bryzy.
Długowłosy wojownik przyszedł niedługo potem, sprężystym krokiem podszedł do swej szylkretowej terminatorki i dotknął swym wilgotnym nosem jej barku. Wzdrygnęła się, odskakując z zduszonym sykiem. Myślała, że chciał ją zaatakować. Jego żółte oczy zwęziły się w szparki.
— Hej, hej! Nie musisz się mnie obawiać — starał się nadać swojemu głosowi rozbawiony ton głosu, aczkolwiek nadal badawczo wpatrywał się w wychudzoną terminatorkę.
Wydrza Łapa uspokoił się nieco, a jej sierść ponownie opadła na wątłe ciałko. Wojownik gestem zachęcił ją do wyjścia na zewnątrz, a promienie słońca oślepiły ją i uniemożliwiły pole widzenia. Calico zamrugała, wyskakując przed swojego mentora. Bursztynowa Bryza zamruczał z rozbawieniem, siadając na pobliskiej, płaskiej skale. Koteczka usiadła przed nim, wpatrując się w niego z zaciekawieniem.
— Dzisiaj rozpoczniemy trening teoretyczny oraz pokaże ci granice — miauknął głośno, wypinając klatkę piersiową — Możemy przejść się z Jastrzębim Szponem oraz Dębową Łapę, aczkolwiek nie widzi mi się popołudnie w towarzystwie gburowatych kotów.
Liliowy zaśmiał się głosem tak basowym, że Wydrzej Łapie wydawało się, iż ziemia drży. Uczepiła się niej pazurkami, ot, dla pewności. Jednak mimo niewielkich rozmiarów, czuła się przy nim bezpiecznie. Miła odmiana.
— J-jasne! — wymruczała, stawiając uszka na sztorc.


Wróciła późnym popołudniem, niesamowicie rozgadana i prawie się nie jąkała. W towarzystwie wojownika czuła się naprawdę rozluźniona, a nauka szybko wchodziła do jej niewielkiego łebka. Aktualnie znała już cały skład Klanu Nocy, a przynajmniej próbowała go nie zapomnieć. Wiedziała już dokładnie, co znaczą poszczególne rangi, co to Klan Gwiazd oraz jego przeciwieństwo, Pustka i Kodeks Wojownika. Jej umysł był zmęczony ciągłą pracą, nowymi zapachami. To wszystko ją przytłaczało. Aczkolwiek dzięki temu mogła już odpocząć!
Wzrokiem chciała odszukać Szeleszczącej Łapy. Bursztynowa Bryza postanowił zjeść w towarzystwie innych wojowników, a jej dał czas na pogadanie z czekoladowym kocurem. Jednak nigdzie go nie widziała.

<< Szeleszcząca Łapo? >>

20 stycznia 2018

Od Wyderki C.D Szelestu

Jak Dąbek może się tak wywyższać! Nigdy nie będzie honorowym wojownikiem, jednak nie ma się od kogo tego honoru uczyć. Ziewająca Łasica na pewno nie jest dobrym przykładem takiego kota, i z charakteru, i z zachowania. Calico wzdrygnęła się, czując przeszywający wzrok nielubianego brata na sobie.
— Ty! — pisnął w jej kierunku, a na jego pysk wpełzł uśmiech wyrażający zadowolenie — Ty będziesz się ze mną bawić, a tamtego wyrzucimy.
Szelest zadrżał z oburzenia, pokiwał przecząco główką i tupnął zuchwale łapką w zmrożoną glebę. Nie wyglądał na zadowolonego. Przysunął się bliżej Wyderki, wtulając się w jej sierść.
— A-albo b-bawimy s-się r-r-razem, a-albo w-w-w o-ogóle! — wysyczała złowrogo, wyginając się w imponujący łuk. Mimo filigranowych rozmiarów, gdy nastroszyła futerko, wyglądała, jakby była trzykrotnie większa.
Dąbek również się nastroszył, więc logicznie był większy nawet od calico. Był kocurem, potężnie zbudowanym, w dodatku miał dłuższe futerko oraz był lepiej karmiony. Te kilka rzeczy wystarczyło, aby robił wrażenie. Czekoladowy kocurek dotknął nosem boku Wyderki, kiwając łebkiem. Zrozumiała natychmiast.
Nie warto.
— Bla, bla, bla! — wściekł się nielubiany brat, krążąc wkoło parki kociaków — Albo bawisz się ze mną, albo poskarżę się mamie!
Szelest położył uszy po sobie, ukazując rząd śnieżnobiałych kiełków i różowy języczek. Nie podobała mu się wizja bicia przez matkę oraz sztuki jak najszybszego lądowania, aby uniknąć kolejnych ciosów. Idea głodzenia przez następne wschody słońca nie przemawiała również do Wyderki, która zmrużyła tylko swe ślepia i trzasnęła ogonem, który wygiął się niczym bicz.
— A-a w-weź s-sobie, n-n-na Klan G-gwiazd, ten g-g-głupi ż-żłobek! I-i-idź s-stąd! — wrzasnęła już doszczętnie zirytowana Wyderka, cała drżąc na wychudzonym ciałku.
Brat zamarł, słysząc tak pewny siebie głos koteczki. Zazwyczaj, gdy coś do niego mówiła, łamała słowa, gubiła je i nie potrafiła poprawnie ułożyć najmniejszego zdania. A z dnia na dzień była coraz lepsza w potyczkach słownych i umiała się odgryźć, mimo jąkania, które powoli zanikało.
— Wezmę!... — miauknął już całkowicie niezdecydowany Dąbek, unosząc ku góry ogonek i dumnie odchodząc.
Pośliznął się przy najbliższej kałuży, rozkraczył łapki i upadł na pyszczek, aż zadzwoniło mu w uszach. Natychmiastowo zaalarmował płaczem cały obóz, a gdy Ziewająca Łasica wystawiła łeb z kociarni, rozgoniła tłum i zaniosła go do medyka.
Natomiast dwójka kociąt zmieniła kierunek, zostawiła z żalem swój cudny żłobek ze śniegu i wróciła do swojego prawdziwego "domu". Ułożyli się wygodnie, chociaż zbyt blisko siebie, na ciepłym i miękkim posłaniu z mchu. W duchu modlili się, aby kremowa kocica nie wróciła tak prędko i dała im zasnąć w spokoju.


___________________________________________________________________________________


Calico wstała bardzo wcześnie. Ale co, jak co, miała powód. Bo Pora Nowych Liści zagościła na dobre w obozie Klanu Nocy!
Jednak przez dużo śniegu, było zagrożenie powodzi. Oczywiście, koteczka o tym nie wiedziała, więc bardzo zadowolona wydostała się z zaduchu kociarni i odetchnęła pełną piersią. Tuż za nią przydreptał Szelest, jeszcze nie do końca dobudzony. Usiadł na skraju żłobka i począł się starannie czyścić. Natomiast Wyderka biegała w kółko, aż zawirowała i upadła na grzbiet z szaleńczym chichotem. Wpatrywała się w błękitne niebo, przez które leniwie przełaziły bialutkie chmury.

<< Szelest? >>

12 stycznia 2018

Od Wyderki

Młoda koteczka wyśliznęła się z żłobka, z żalem zostawiając czekoladowego braciszka. Postanowiła ponownie wykraść coś ze stosiku, bo pomimo surowej kary od Czarnego Piórka, Ziewająca Łasica przestała ich odpowiednio karmić.
Oczy szkliły się, gdy postawiła łapkę na zimnym, wilgotnym puchu. Uważnie rozejrzała się - raz za siebie, dwukrotnie obróciła łeb w prawo i lewo, a na końcu, z duszą na ramieniu, ruszyła przed siebie. Łapy poruszały się dwa razy szybciej od przeciętnego kociaka, uszy nadal czujnie wyłapywały jakikolwiek dźwięk, a ona sama starała się stąpać jak najciszej, pomimo szybkiego marszu.
Westchnęła ciężko, wiedząc, że przeszła dopiero kawałek niedługiej drogi. Jeszcze wiele kroczków czeka ją, gdy zagłębi swe śnieżnobiałe kiełki w żylastym ciele myszy albo nornika. Zrobiła niezgrabny sus, a po kilku uderzeniach serca w jej nozdrza uderzył odurzający zapach świeżego posiłku. No, nie takie świeży.
Poruszyła delikatnie końcówką ogona, schylając się po stworzonko. Jednak nagle uderzył w nią mocny zapach, przypominający zapach kocura. Wyderka nie potrafiła ich jeszcze dobrze rozpoznawać, toteż wygięła się w łuk i odskoczyła, uprzednio wypuszczając z pyszczka stworzonko.
Jej oczom ukazał się potężny kocur o rudo pręgowanej, zwichrzonej sierści, którego mięśnie zadrgały pod skórą na widok przestraszonego kociaka. Z jego krtani wydobył się pomruk rozbawienia.
Jednak Wyderce nie było do śmiechu. Naprężyła się, łapą zagarniając do siebie zdobytego gryzonia. Lider zamrugał okrągłymi, żółtymi oczyma, dopiero teraz dostrzegając, co ma kocię.

<< Płomienna Gwiazdo? >>

05 stycznia 2018

Od Wyderki C.D Szelestu

Calico z lubością zamruczała, ocierając się polikiem o bok brata.
 — T-ty t-t-to m-masz ł-łeb!  — miauknęła szczerze, promiennie się uśmiechając  — T-t-to j-ja c-chce b-b-być k-k-karmicielką, a-a t-t-ty b-będziesz t-tatusiem a-a-albo m-m-moim k-kociakiem!
Wyderka pisnęła z zachwytu. Będzie mamusią, która będzie dobra dla swoich dziatek, nie to co kremowa kocica, ich matka. Gdy tylko o tym pomyślała, jej wrzaski ekscytacji ucichły i uważnie obejrzała się dookoła. Na szczęście nikt ich nie widział, ponieważ stali po klatkę piersiową w śniegu i skrywała ich rozłożysta kępa paproci.
Szelest potrząsnął łebkiem, słysząc pytanie siostrzyczki. Jego czekoladowa sierść napuszyła się, natomiast zielone oczy błysnęły.
 — Będę kociakiem  — zadecydował pewnym głosem, dumnie wypinając pierś  — Szkoda, że nie mogę być uczniem...
Szylkretka podeszła do brata, ze zdenerwowaniem pacając go w ucho łapką ze schowanymi pazurami. Przewróciła okrągłymi oczyma, po czym położyła lekko zaokrąglone uszy po sobie i sapnęła gniewnie:
 — S-szelest, p-p-przecież u-uczniowie n-n-nie s-s-siedzą w-w k-kociarni!  — zganiła go przemądrzałym tonem, odwracając się i wskakując w śnieg  — B-b-budujmy już!
Czekoladowy kocurek tylko westchnął głęboko, pokręcił z niedowierzeniem łebkiem, po czym zanurkował wraz z calico w śnieżny puch.

___________________________________________________________________________________


Kilka godzin później, w kąciku obozu, powstało coś na wzór wielkiego kwadratu. Ściany "kociarni" były twarde, śnieg się nie rozsypywał, a całość była bardzo stabilna. Wyderka wraz z Szelestem weszli do swojego dzieła, i z jękiem zachwytu, popatrzyli się na wnętrze. Aktualnie było puste, aczkolwiek szylkretka uważała, że wypadałoby je trochę ozdobić i dokopać się do ziemi. Więc, bez zezwolenia Szelesta, zabrała się do roboty. Kopała niczym najprawdziwszy jamnik, w jej oczach błyszczało szaleństwo, a krępe łapki pracowały coraz szybciej.
Czekoladowy tylko wpatrywał się w nią ze zdziwieniem, po czym oznajmił, że idzie po mech i liście paproci do żłobka. Wyderka nie odpowiedziała, tylko z jeszcze większą siłą odkopywała zmrożoną glebę spod grubej warstwy puchu.
Następnie, gdy śnieg został prawie odgarnięty, kociaki porobiły prowizoryczne legowiska. Ziewająca Łasica nawet nie zobaczyła czekoladowego, ponieważ spała snem twardym jak kamień. Jednak Dąbek zobaczył. Postanowiła przydreptać za rodzeństwem i z uwielbieniem podziwiał bryłę. Otworzył pyszczek, po czym, bez żadnych grzeczności, wlazł do środka.
 — Jeny, ale super!  — wrzasnął, wskakując na jedno z legowisk, to najbardziej prestiżowe i miękkie.
 — Z-złaź s-s-stąd!  — syknęła w jego kierunku, spychając go z leża.
Dąbek faktycznie zlazł, jednak od razu rzucił się na siostrzyczkę. Oba kocięta, w walecznym kole, wyturlały się z "żłobka" i przeszły do konkretów. Calico nastroszyła sierść, przez co optycznie się powiększyła i to samo uczynił jej przeciwnik. Koty, w dość specyficzny i nieopłacalny sposób, zaczęły się okładać, a wygraną było to, gdy rywal przydusił przeciwnika do ziemi.
Kocięta jeszcze chwilę drapały się pazurami i nawzajem gryzły sobie łapy, gdy nieoczekiwanie na Dąbka skoczył Szelest. Siła uderzenia zbiły wrogiego brata z nóg, a ten, zaskoczony, leżał na grzbiecie. Wyderka trzymała jego tylne łapy, natomiast czekoladowy przyduszał Dąbka.
 — Nie przeszkadzaj nam w zabawie  — wyszeptał drżącym głosem, co było wielkim aktem odwagi z jego strony.
Dąbek się tylko naburmuszył, mruknął coś o nich pod nosem, po czym z wysoko uniesionym ogonem wysunął się spod jego krótkich pazurków i odszedł do Ziewającej Łasicy. Wyderka miała tylko nadzieję, że nie będą mieć kłopotów. Nastroszyła sierść, po czym otarła się o braciszka.
 — B-byłeś bardzo o-o-odważny  — wymruczała.

Oba kocięta zostały aż do wieczora w swojej własnej, małej, aczkolwiek przytulnej, kociarni. Razem bawiły się, zmieniając rolami, czasem też po prostu walczyły, udawały polowanie czy też rozmawiały. Czas leciał jak przez palce, nim się zorientowały, już nastąpiły egipskie ciemności. Kremowa kocica, czyli ich matka, zapewne niedługo zacznie ich szukać i dostaną porządne lanie. Jednakże szylkretka cieszyła się chwilą i rozłożyła się na legowisku, tym najbardziej miękkim, i gestem ogona przywołała brata. Ułożyli się obok siebie, nawzajem pielęgnując i dając ciepło.
Po dłuższej chwili takich pieszczot, Wyderka ziewnęła przeciągle, liznęła go w kark i ułożyła się przy jego boku.
 — W-w-wiesz c-c-co?  — zapytała, przerywając błogą ciszę, a Szelest rzucił jej pytające spojrzenie  — Kocham cię, braciszku.
Następnie, nie czekając na odpowiedź, położyła łebek na jego grzbiecie i zamknęła swe okrąglutkie oczy.

<< Szelest? >>

Od Wyderki C.D Żwirka

Koteczka weszła do lecznicy, z zamiarem wzięcia jakiegoś zioła, która opisała jej Ziewająca Łasica. Wyderka nie chciała zawieść matki, więc gdy zobaczyła, że Dryfujący Obłok wychodzi na zioła, a Miodowa Łapa gdzieś zniknęła, goniona wrzaskiem matki przybiegła do leża medyków. Wpierw niepewnie stanęła przy wejściu, rozglądając się rozszerzonymi z przerażenia oczami. Jej wzrok był rozlatany, a klatka piersiowa poruszała się w zadziwiająco szybkim tempie. Kocię myślało, że serce wyskoczy jej zaraz z piersi. Po raz pierwszy w swym krótkim życiu miała coś ukraść.
Wyderka nie wiedziała, czy matka chciała dopiec medykowi lub asystentce medyka (która, nawiasem mówiąc, była przecież jej córką), czy Dąb znowu zachorował. Ważne, że w jej świdrujących ślepiach błyszczałby gniew, gdyby odmówiła. Uznała, że Szelest to słaby materiał na złodzieja, że na pewno da się przyłapać, bo to "lisie łajno". Calico wzdrygnęła się.
Przekroczyła próg lecznicy, lekkim, nieco kulawym krokiem, wtoczyła się do samego środka. Legowiska z mchu świeciły pustkami, natomiast na skale leżała niezgnieciona kupka ziół. Zapewne Miodowa Łapa chciała zrobić z niej jakąś maść. Wyderka odetchnęła głęboko, czując, jak do jej nozdrzy dolatuje słodki i kuszący aromat. Ziele, które chciała Ziewająca Łasica, zwało się kocimiętka i podobno było doskonałe na znieczulenie. Cóż, oczywiście Wyderka nie wiedziała, jak koty po tym reagują, a już sam zapach ją upajał. Bez zastanowienia podążyła za nim i wzięła z malutkiego stosiku jedną z niewielu kocimiętek. Gdy złapała ją w kiełki, aż westchnęła, po czym kichnęła i... miauknęła nieco zdezorientowana. Nagle zauważyła dwójkę wpatrzonych w nią ślepi, wyglądających niczym dwa małe księżyce. Kotka wypuściła z krótkiego pyszczka "zdobycz", po czym, jakby zapeszona, spróbowała wyjść po angielsku.
— Hej!  — usłyszała z gardła leżącego kociaka cichy pomruk, który zapewne miał ją zatrzymać  — Co robiłaś? Po co ci to?
Następnie z krtani kotki wydobyło się charkanie i krótki, urwany w połowie, kaszel. Następnie z dziwnym błyskiem w niebieskich ślepiach przeszyła Wyderkę na wylot. Calico poczęła ugniatać ziemię pod łapami, czując się przyparta do ściany.
 — M-mamusia m-mnie o t-t-to p-p-poprosiła  — pisnęła wręcz błagalnie, unikając przenikliwego spojrzenia koteczki, której spojrzenie ją wręcz mroziło.
 — Ta, jasne  — prychnęła, po czym sturlała się z legowiska i potruchtała do nowoprzybyłej, uważnie się jej przyglądając  — Widziałam cię wiele razy w żłobku, wiesz? Okropną masz matkę. Ja z taką bym nie wytrzymała!
Kończąc swój krótki wywód, pociągnęła nosem, który był pokryty zaschniętą wydzieliną. Wyderka, z lekkim obrzydzeniem, wydęła wargi.
 — W-w-wyderka j-j-jestem  — przedstawiła się młodsza, a jej końcówka ogona niepewnie zadrgała.
Wyderka ponownie schyliła się po kocimiętkę, uważnie obserwując ruchy dymnej kotki. Jednak ona tylko przysiadła, obrzucając calico nonszalanckim spojrzeniem. Poczęła pielęgnować swoją przednią łapkę, czasem kątem oka zerkając na młodszą kotkę.
 — Żwirek  — miauknęła w końcu ciemniejsza, a jej kąciki pyszczka ukształtowały się na coś na wzór uśmiechu.

<< Żwirku? >>

04 stycznia 2018

Od Wyderki C.D Czarnego Piórka

Ta czarnobiała kocica bardzo zaimponowała kociakowi, którego ogonek poruszył się niepewnie po tylnych łapach, gdy podchodziła do martwego zwierzątka. Schyliła niewielki łebek, strzygąc lekko zaokrąglonymi uszami. Następnie wgryzła się w jego kruche mięsko, który było jej najbardziej pożywnym mięsem od ponad kilku wschodów słońca. Kompletnie zapomniała o otaczającym ją świecie, gdy zjadała powolutku wraz z rodzeństwem.
Tymczasem Czarne Piórko wydzierała się na kremową kocicę, z której krtani co chwilę słychać było syk godny żmii. Zastępczyni waliła końcówką ogona, chociaż starała się zachować spokojny ton głosu. W jej żółtych ślepiach błyszczała czysta wściekłość, a sierść zjeżyła się od karku aż po nasadę ogona. Wydawała się dwukrotnie większa, mimo widocznych żeber. Natomiast karmicielka złapała się łapą za polik, dysząc gniewnie.
— Coś ty zrobiła?! — wrzasnęła rozsierdzona, przełykając ślinę  —  Zaatakowałaś członka własnego klanu! Jak mogłaś?!
Czarnobiała kotka tylko ukazała rząd śnieżnobiałych kiełków. Wyderka uniosła na nią wzrok spod jedzenia, wewnętrznie czując, że obie koteczki niezbyt za sobą przepadają. Ale jaka ona była odważna! Zaatakowała mamusię! A mamusia nic nie robiła. A może po prostu nie mogła? Kim była ta kocica? Ach, tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. Jednak po kilku uderzeniach serca zaczęła kontynuować jedzenie - nie wiadomo kiedy trafi się kolejny posiłek.
Natomiast Czarne Piórko zadrżała od czubka łebka aż po pazury. Zmarszczyła nos, ściągnęła brwi i podeszła do Ziewającej Łasicy, która skuliła się niewidocznie. Po raz pierwszy poczuła coś na wzór przerażenia, ponieważ nie chciała, aby kocica ją uderzyła.
— Ja nigdy nie głodziłam własnych kociąt i chroniłam je ponad własne życie — wysyczała czystym głosem zastępczyni, a jej nos stykał się z nosem karmicielki — Ty natomiast nawet ich nie potrafisz szanować. Brzydzę się tobą.
Dąbek nastroszył futerko, słysząc ostatnią obelgę skierowaną w stronę jego matki. Mruknął coś pod nosem, po czym zaczął uderzać ogonem o glebę kociarni. Wyglądała na wielce zdenerwowanego, ale co on mógł wiedzieć o głodzie i o matce. Owszem, często również go biła i obrażała, aczkolwiek nie tak często jak młodszego brata i małą Wyderkę. Koteczka widząc zdenerwowanie brata, postanowiła natychmiastowo zareagować:
— C-co s-s-się d-dzieje? — pisnęła cienkim głosikiem, przełykając ciężko kolejny kęs — M-mama w-w k-k-końcu n-nauczy s-się, g-gdzie jej m-miejsce!
Brat tylko wydął niezadowolony wargi, a następnie skierował swój cały jad w stronę siostry:
— Ty tak sądzisz, jąkało — wytknął jej wadę wymowy, silnie usiłując oderwać większy kawał mięcha — Mi pasuje, jak matka się mną zajmuje. Przynajmniej mnie lubi, nie to co ciebie.
Już miała coś mu odparować, gdy poczuła, że leży na niej cień. Gdy odwróciła niewielką główkę, zobaczyła zastępczynię, która przeszywała ją wzrokiem.
— Ty i ty — wskazała pyszczkiem na czekoladowego Szelesta i Wyderkę — Idźcie za mną.
Kocięta niepewnie wstały, wpatrując się w siebie nawzajem. Postanowiły zaufać dzielnej kocicy i ruszyły truchtem za nią, aby dotrzymać jej sprężystego kroku. Jej futerko mierzwiły chłodny wiatr, a pod żylastym ciałem prężyło się wiele mięśni. Wyderka patrzyła na nią z nieukrywanym zachwytem, a Szeleścik po prostu szedł tuż obok siostry.
— P-po c-c-co p-pani nas z-z-zabrała od t-tego... — tutaj urwała, próbując sobie przypomnieć najczęstszą obrazę kierowaną w jej stronę — l-lisiego ł-łajna?
Czarne Piórko zatrzymała się.
<< Czarne Piórko? >>

30 grudnia 2017

Od Wyderki

Głód dawał się we znaki wszystkim kotom, a w szczególności kociętom. One musiały dużo jeść, by rosnąc. A Wyderka mało jadła, więc mizerniała. I zamiast piąć się w górę, niczym duzi wojownicy, jakby malała. Dosłownie w oczach - z dnia na dzień była coraz mniejsza. Nie przypominała już kulki, takiej mięciutkiej i puchatej. Futerko zmatowiało, a oczy się zapadły. Cień dawnej, pulchnej Wyderki.
- N-nie l-lubię P-pory N-nagich D-drzew - wyszeptała słabym głosem, drżąc, jakby powiedzenie tych pięciu słów sprawiało jej ogromny wysiłek.
Szelest, leżący tuż obok niej, pokiwał w zgodzie łebkiem. Oni nie zasługiwali na miejsce obok Ziewającej Łasicy, która aktualnie opiekowała się Dąbkiem. Mamusia mówiła, że on jest lepszy i on zasługuje na jej ciepło. A Wyderka żałowała, że nie ma tak puszystej sierści jak braciszek. Wtuliła się w jego puchate futerko, cichutko pomrukując. Nagle wpadła na genialny pomysł!
- S-Szelest! - mruknęła, czując, jak siły witalne jej powracają - P-pójdę d-do s-s-stosiku z-zwierzyny i-i u-ukradnę nam m-myszkę! N-nie b-b-będziemy g-głodni!
Czekoladowemu kocurkowi ślepia wyszły z orbit. Wyglądał na zaskoczonego pomysłem siostrzyczki, ale jednocześnie bardzo entuzjastycznie do tego nastawiony. Począł machać szybko łebkiem i miauczeniem poganiać Wyderkę.
- C-cii! B-bo mama usłyszy! - zganiła brata, wpychając mu końcówkę ogona do pyszczka - Z-z-zaraz w-wrócę.
Ziewająca Łasica kompletnie ignorowała dwójkę kociąt, sama pieszczotliwie tuląc Dąbka. Wiedziała, że jest słaby i wrażliwy, i, jeśli zachoruje, to umrze. Otoczyła go ogonem, mrucząc mu coś do ucha, a wtedy Wyderka się wymknęła.
Przed sobą zobaczyła ścianę śniegu, którego jeszcze nikt nie odgarnął. Kocię zacisnęło wargi w sznurek i zaczęło się przedzierać. Drżało z zimna, czasem się zapadało, albo kupka śniegu wpadała jej na łebek. Aczkolwiek szła dzielnie, szczękając kiełkami o siebie. Kotów nie było za dużo, więc gdy już miała brać myszkę za ogonek, postanowiła szybko uciec z powrotem do kociarni. Nagle stanęła przed nią ciemna, wysoka sylwetka należącą do zastępczyni Klanu Nocy. Czarne Piórko nachyliła się nad kociakiem:
- Co ty robisz? - spytała, marszcząc brwi, a w jej oczach pojawił się dziwny blask.
- M-my... m-m-mój b-brat i-i j-ja g-g-głodujemy! - pisnęła z przestrachem koteczka, drżąc ze strachu, a nie zimna.

<< Czarne Piórko? >>

28 grudnia 2017

Od Wyderki C.D Miodowej Łapy

Dumnie wypięła pierś.
- J-ja? N-nie! J-jestem w p-p-pełni s-samodzielna! - miauknęła wyniośle, siadając naprzeciwko uczennicy medyka, jednak po kilku uderzeniach serca się zasępiła i sprostowała - N-no, z t-tego t-t-towarzystwa j-j-jednym p-porządnym k-kotem j-j-jest S-Szelest!
Miodowa Łapa uśmiechnęła się, zaczynając lizać swoją przednią łapę. Kocię poczęło robić dokładnie to samo, jakby naśladując starszą kotkę. Gdy terminatorka medyka zakończyła pielęgnację, Wyderka również zrobiła to samo.
- Tak, Szelest to dobry kociak - powiedziała, wpatrując się w braciszka kotki, który po spokojnej zabawie z listkiem odpoczywał w kącie kociarni - Nie to, co Dąbek.
Jej ostatnie słowa zabrzmiały bardziej jak syk, a starszy brat poddawał się szorstkim pieszczotom Ziewającej Łasicy. Mimo wszystko, wydawało się, jakby lubiła go najbardziej z tej gromadki. Wyderka najeżyła krótką, idealnie przylegającą do krępego ciałka sierść.
- S-Szelest j-j-jest s-super! - zgodziła się, obchodząc koteczkę, która skrępowana siedziała niczym struna - A-a p-pani, t-tak w-w o-ogóle j-jest b-bardzo ł-ładna!
Ze smutkiem spojrzała na swoje futerko, które było szorstkie i dziwnie śliskie. Oczy były ciemnozielone, gdy się w nie patrzyło, nie dostrzegało się żadnych emocji. Równie dobrze mogłaby mieć puste oczodoły. Sierść była czekoladowa, bardziej podchodząca pod brąz, natomiast podbrzusze, klatkę piersiową i przednią, prawą łapkę ma mlecznobiałe. I, ku jej nieszczęściu, na jej futerku znajdują się dwie rude plamki, które według niej kompletnie do niej nie pasują. Gniewnie ściągnęła brwi i zmarszczyła z obrzydzeniem nosek.
- A-a m-mamusia m-mówiła m-m-mi, ż-że ż-żaden k-k-kocur n-nie b-będzie c-chciał z-z-ze m-mną s-s-spółkować! - wyznała, a w jej ciemnozielonych ślepiach pojawił się dziwny przestrach - A-a-a c-co t-to z-znaczy s-spółkować?!
Miodowa Łapa słuchała tej fali słów, nadal nie rozluźniając mięśni. Rzucała niepewne spojrzenie na karmicielkę, która w końcu odepchnęła Dąbka z wiązanką przekleństw. Westchnęła ciężko, kręcąc ze zrezygnowaniem łebkiem. Przysunęła łapką do siebie kociaka, delikatnie go poklepując.
- Wyderko, nie słuchaj słów matki - wymruczała, puszczając jej przyjacielsko oczko - To najgorszy koszmar! Jej krzyki słychać w całym lesie, nie ma do nikogo choć szczypty szacunku. A ty też jesteś piękna, naprawdę.
Wyderka rozpromieniła się nieśmiałym uśmieszkiem. Nikt nigdy jej nie chwalił. Zawsze słyszała, że jest tylko leniwą kluchą. I, że nie umie biegać. Przecież jest bardzo szybka i silna! Pokonała nawet Dąbka.
- A-a c-co t-to z-z-znaczy s-s-spółkować? - dopytywała się ciekawsko - P-powiedz, p-powiedz!
- To znaczy, że jak dwa koty bardzo się kochają i-- - przerwała, nie wiedząc jak wytłumaczyć to takiemu małemu szkrabowi - i wtedy mamie rośnie brzuszek. A później z tego brzuszka wyskakują takie piękne kociaki jak ty i Szelest.
Pokiwała w namaszczeniu główką.
- A-a t-ty b-będziesz z-z k-k-kimś s-spółkować? - pisnęła.

<< Miodowa Łapo? >>

24 grudnia 2017

Od Wyderki

Dni w kociarni były ciągłym koszmarem. Przez księżyc filigranowych rozmiarów koteczka stawiała się wyrodnej matce, ale gdy otrzymała parę siarczystych, idealnie wymierzonych policzków z naostrzonych pazurków Ziewającej Łasicy - przestała. Marzyła już o byciu uczniem. To tylko jedno życzenie, które za kilka księżyców miało się spełnić.
Leżała na boku, czując ból po niedawnym ciosie od matki. Musiała postawić się razem z Dąbkiem i oboje tego pożałowali. Tuż obok niej leżał jej braciszek, Szelest. Czasem chciała też go chronić. Ale nie potrafiła. Po za tym - jąka się i przez to jest niczym sierota. Zagryzła wargi.
- Sz-Szelest, ś-ś-śpisz? - miauczała mu nad uchem, ugniatając łapkami legowisko pod sobą - M-możemy s-s-stąd u-uciec! A-a-albo si-się p-po... po-pobawić.
Kocurek o sierści koloru gorzkiej czekolady, zdziwiony popatrzył na nią okrągłymi oczyma. Otworzył pyszczek, aczkolwiek szybko zamknął go z trzaskiem. Odwrócił się, a jego futerko napuszyło się. Chyba nadal się bał ucieczki.
- J-j-jeśli s-się b-boisz, t-to c-cię o-obronię! - zapewniła go Wyderka, dumnie wypinając klatkę piersiową. Zamknęła oczy, jakby już widziała się w laurach chwały, po czym otworzyła jedno oko - N-no, c-chodź, u-ucieknij!
Wtedy Szelest z prędkością światła przysunął się do wydrzastej koteczki, kiwając prędko łebkiem w górę i w dół. Znaczyło to, rzecz jasna - "tak". Wyderka zadowolona, pociągnęła za sobą braciszka. Wydreptała ze żłobka. Dużo śniegu, którego kocięta jeszcze nie znały. Koteczka niepewnie dotknęła go łapką i odskoczyła ze śmiechem.
- Z-zimny! - wyjaśniła swoją reakcję - D-dotknij!
Czekoladowy kocurek schylił łebek i polizał śnieżny puch. Z jego krtani wydobyło się jakieś chrząkanie, które miało być śmiechem. Wyderka tylko weszła w śnieg, ogonkiem pokazując swojemu bratu drogę. Brodziła w puchu, starając się nie zwracać uwagi na zimno. Biel była niewielka, sięgała kociakom tylko do łopatek, co i tak było dla nich wielką przeszkodą.
- W-widzisz t-to? - wskazała niewielkim łebkiem na tunel - T-to n-nasza d-d-droga u-u-ucieczki! Z-z-za m-mną!
Jej wrzask obudziłby umarłego. Szelest niepewnie biegł za wściekle cwałującą siostrzyczką, która wyglądała niczym mały czołg. W jej oczach widniał dziki błysk, a gdy była już przy tunelu, ktoś nadepnął jej na ogonek. Przewróciła się, a w kącikach ślepi pojawiły się łezki. Już chciała nakrzyczeć na Szelesta, będąc pewna, iż to jego wina, gdy nagle na obu kociakach legł potężny cień.

<< Szelest? >>