BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leśny Pożar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leśny Pożar. Pokaż wszystkie posty

12 listopada 2023

Od Leśnego Pożaru

 Leżał w dole z Jelonkiem, wyczesując jego krótką, jak zwykle pełną piasku sierść. Mruczał cicho, by ten mógł się zrelaksować. Uśmiechał się i opowiadał o przebiegu dnia, używając prostych form, które Jeleni Puch zrozumie. Dzień w dzień. Ale powoli zaczynał go męczyć brak poprawy. Miał nadzieję, że gdy spędzi tydzień, księżyc, może dwa z Jelonkiem to ten wróci do siebie. Jednak im więcej spędzał czasu z synem liderki, tym bardziej rozumiał, jak był głupi wierząc, że to możliwe. Przecież rudy spędził tam ile? Rok? I chciał odwrócić działania nierudego, oby sfajczonego w ziemi, Omena w jeden dzień? Mocą magii przyjaźni i miłości?
Żałosne.
Był żałosny.
Ale nie miał zamiaru tak łatwo się poddawać. Gdy Jeleni Puch zasnął, wyskoczył z dołu, wyciągając po kolei zdrętwiałe od siedzenia czy leżenia łapy. Zawsze jak wychodził, mógł usłyszeć ciche szepty na swój temat. Obserwowali go. Plotkowali. O nim i o kotce którą sprowadził. Zięba szybko wprowadziła się do żłobka, co podniosło parę brwi w Klanie. Nie miał jednak zamiaru się z tego tłumaczyć. To nie była zdrada, a jedynie spełnienie powinności wobec rodu. Wyrwa się nie nadawała, Płomień też nie. Został on. Pręgowany klasycznie zmarszczył nos, co sprawiło, że wciąż nie do końca wyleczona część twarzy zapiekła go delikatnie. Był ciekawy jak wyglądał, jednocześnie unikając oglądania swojego odbicia w tafli wody. Mógł jedynie przypuszczać, że jest źle, gdy dostrzegł odrazę, czasem przerażenie w oczach współklanowiczów. Jednak czym było stracenie kawałka pyska w obliczu zemsty? Miał nadzieję, że ogień pochłonął im grób tego całego Mrocznej Gwiazdy. Że ich tereny będą wyjałowione już na wiele księżyców, a zapach sadzy, popiołu i siarki będzie ich prześladował jak najdłużej. Myśląc o tym, ból na pysku sprawiał mu nawet przyjemność. Ba, nawet wspomnienie palonego lasu, zapachu siarki od płonącego futra zaraz przy nosie, i buchające w pysk gorąco zamiast traumatycznych były… kojące. Pamiętał, jak przebiegał między krzewami, które imały się ogniem. Pamiętał czerwono-czarne niebo i duszący dym, który gryzł go w nos i ciało. A przede wszystkim, pamiętał słodki smak zemsty w pysku, pławiąc się w poczuciu, że Omen, chociaż martwy, zerka na niego z zapyziałego miejsca gdzie brak gwiazd i wyrywa sobie kłaki, widząc, jak ten głupi burzak którego próbował zniszczyć w klanie wilka, teraz pomaga żywiołowi pożreć jego smutny dobytek.
Czy żałował straty połowy pyska i uszkodzenia głosu? Nigdy w życiu. Gdyby miał jeszcze jedną taką okazję, wykorzystałby ją w mgnieniu oka. Nienawidził wilczaków całym sercem, życzył im wszystkim śmierci w tym pożarze. Jedynym zarzutem, jaki mógł sobie postawić to fakt, że nie biegł centralnie przez ich zatęchły las.

***

Jakoś w biegu usłyszał, że Zięba rodziła. Nowe pokolenie rodu Piaskowej Gwiazdy nareszcie przychodziło na świat. Niby umówili się, że nie musiał się udzielać w wychowywaniu dzieci, jednak wypadałoby poznać chociaż swoich potomków. I upewnić się, że nada im godne rudych imiona. Właściwe, porządne imiona, godne ich rodu. Tylko tyle chciał mieć z nimi wspólnego. Nie potrzebował więcej na barkach, spełnił swoją powinność wobec Piaskowej Gwiazdy i na tym to wszystko powinno się skończyć. Był zmęczony spojrzeniami, szeptami i plotkami, które podążały za nim niczym przyczepione do ogona. Nie chciał mieć biegających za sobą problemów, jakim były kociaki. Zięba się nimi należycie zajmie.
Jak krzyki, wrzaski i popłoch medyczek ustał, kocur wychylił łeb, by zajrzeć do środka. Zmęczona porodem ruda widząc go, tylko odsłoniła delikatnie ogon pod którym opiekuńczo chowała zgrajkę młodych. Jedno od razu rzuciło mu się w oko. Chociaż nigdy nie widział Piaskowej Gwiazdy na żywo, nie zdążył zobaczyć jej prawdziwej potęgi… tak w tamtej wizji…
Z opowieści Rozżarzonego Płomienia też wiedział, że była kremowa. Kocur nie zdawał sobie sprawy jednak, jak bardzo jego syn przypominał dawną liderkę. Jednak nawet i bez tej wiedzy, same opowieści Żaru wystarczyły, by zdecydować się na imię.
— Jak chcesz je nazwać? — miauknęła łagodnie Zięba, jednak w jej tonie można było wyczuć, że spytała z zasady. Pożar jednak zaraz wskazał łapą kremowego kocurka.
— Proponuję Piasek. Wygląda kropka w kropkę jak moja prababcia, co gnębiła nierudych — wymruczał, na co Zięba powoli skinęła łbem.
— A ona? — polizała po łebku jedną z rudych koteczek, na co Leśny Pożar w zamyśleniu zmrużył ślepia.
— Podpaliłem las, więc może na cześć tego wydarzenia nazwiemy ją Iskra. A tą możemy nazwać— już się rozpędził, gdy Zięba nagle mu przerwała.
— Wiesz co, właściwie może teraz ja coś zaproponuję. Może Lew? Tak ładnie, zadziornie, walczenie…
Pożar po chwili namysłu ostatecznie wzruszył tylko ramionami.
— Niech będzie. Piasek, Iskra i Lew — podsumował krótko  by zaraz odwrócić się na pięcie i skierować ku wyjściu ze żłobka. Przystanął tylko na moment na progu, zerkając na Ziębę, która mruczała głośno dzieciakom nad uszami. — Pamiętasz o naszej umowie?
— Oczywiście — kocica odpowiedziała ze spokojem na jego chłodne spojrzenie, by zaraz odprowadzić znikającego za progiem kocura wzrokiem.

***

Jego życie stało się monotonne. Nawet bardzo. Dzień w dzień chodził do Jeleniego Puchu, próbując na nowo wyrzeźbić mu psychikę. A raczej poskładać na nowo, chociaż zadanie było równie łatwe, jak pozbieranie skorupek jaja i sklejenia w jedno. Jednak trwał przy nim, bo jeśli nie on, to kto? Kto inny podjąłby się takiego zadania? Kochał Jeleni Puch, nie mógłby go przecież od tak zostawić. Nie miał nikogo innego, komu byłby w stanie zwierzyć się z czegokolwiek. Jelonek chociaż nie zawsze obecny, nie zawsze rozumny, siedział i pozwalał mu gadać co ślina naniesie.
Czasem miał wrażenie, że czas się dla niego zatrzymał. Że stał w jednym miejscu od tych… nawet nie był w stanie określić ilu księżyców. Jednak to wrażenie było złudne. Mimo rutyny i monotonii dnia, to życie wokół niego wciąż się przecież toczyło. Najlepszym przykładem były jego dzieci. Pamiętał, jak jeszcze zaglądał do kociarni, żeby zobaczyć, jak radzi sobie Zięba, a teraz? Zdarzyły zacząć i skończyć szkolenie, a potem, oprócz Iskry, wszystkie zostać znowu zdegradowane na ucznia. Jednak czego się dziwić? Jego ojciec przez to przechodził, on przez to przechodził, najwidoczniej taka kolej rzeczy. Róża, mimo bycia szylkretą, była porównywalna do Tygrys - niby chciała, a jednak nie. Nie rozumiał, dlaczego nie chciała korzystać z przywilejów, których fundamenty postawiła Piaskowa Gwiazda. Przecież za jej czasów Klan Burzy przeżywał świetny czas. A każda liderka po niej próbowała zakopwać sukcesy kremowej władczyni. Miał tylko nadzieję, że po jej śmierci, Klan Burzy doczeka się znowu świetnego lidera, jak któreś z jego dzieci, które z tego co widział Zięba wychowywała na porządnych rudzielców, godnych miana potomstwa Piaskowej Gwiazdy.

20 czerwca 2023

Od Leśnego Pożaru

Klan Burzy wszczął rewoltę. I tak szybko znów usłyszał krzyki, jak poczuł juchę plamiącą ziemię, tak szybko to minęło. Uwolnili się. Nie spodziewanym przez niego był fakt, że go to uspokoi. Nie zależało mu w końcu na tym Klanie, na tych nędznych kupach futra, które już od początku, gdy tylko dołączył do Klanu Wilka dla Jelonka, patrzyły na niego jak na najgorszego zdrajcę. I ta łatka mu nigdy nie przeszkadzała. Liczył się Jeleni Puch i Rozżarzony Płomień. Z matką już dawno relacje mu się posypały, a siostra straciła rozum ostatniego razu jak ją widział. Jednak dopóki Jeleni Puch go potrzebował, a Rozżarzony Płomień mu ufał i w niego wierzył... to mu wystarczyło. Nie potrzebował niczego ani nikogo więcej.
Pamiętał jak przechadzał się po obozie Klanu Burzy, kiedy jeszcze cały klan był zakładnikami. Kiedy ich serce, ich całe tereny należały do Klanu Wilka. Kątem oka widział ich pyski, zasnute pogardliwym wyrazem. Ich oczy, na nowo przesiąknięte jadem, gotowym wylać się, gdyby tylko mogli go dorwać. Był dla nich niczym więcej niż szumowiną, która wybierała strony jak mu wygodnie. A jednak, patrząc na nich, widząc całą ich złość, całą niemoc, nie czuł zupełnie nic. Pustka, która zaczęła mu towarzyszyć od zaginięcia Jelonka nadal go nie puściła. Trzymała w zimnych szponach, znikając jedynie w momencie, gdy mógł zobaczyć się z ukochanym, ojcem, albo... liderem Klanu Wilka. I tak jak pierwsza dwójka pozwalała mu na odetchnięcie, na ponowne zobaczenie kolorów w życiu, tak Mroczna Gwiazda stał po drugiej stronie jego emocji. Darzył kocura tak skrajną nienawiścią za wszystko co zrobił jego Jelonkowi. Złość sięgająca nieba zdawała się nie mieć końca. Już pierwszego dnia, gdy tylko dowiedział się o uprowadzeniu, Leśny Pożar obiecał sobie, że liderzyna Klanu Wilka... nie - cały klan Wilka będzie musiał zapłacić za swoje grzechy.
Podchodząc ddo dziury Jelonka, na rdzawym pysk rozbłysnął uśmiech. Kiedy niebieskie ślepie zwróciło się w jego kierunku, Pożar zgrabnie zeskoczył na dół, lądując przed kocurem.
— Jelonek! — zakrzyknął uroczym, energicznym tonem. Przyzwyczaił się do faktu, że musiał do kocura mówić prostszymi zdaniami. Dostosował ton głosu, wyraz pyska, a nawet postawę - wszystko, żeby Jeleni Puch mógł go lepiej rozumieć. Klarowniej, szybciej. Jak do nierozumnego kocięcia. Wiedział, zże tak przynajmniej go zrozumie. Pewnego dnia, wraz z cierpliwością, na pewno uda mu się przywrócić Jeleni Puch takim, jakim go znał przed porwaniem. Musiało się udać. — Buzi dla Jelonka! — zawołał znowu, widząc niezdarny Jelonkowy uśmiech.
— Pożał! — mruczał uradowany, gdy rudzielec z czułością lizał go po czółku. — Pożał włócić! Ja tęsknić za Pożał, jak Pożał nie być... — mruknął zaraz, kładąc po sobie resztki uszu. Syn Rozżarzonego Płomienia tylko westchnął cicho i otulił partnera ogonem.
— Pożar też tęsknić za Jelonek. Bardzo bardzo — miauknął cicho, odkładając łeb na łebku srebrnego. Gdyby tylko mógł, spędzał by swój cały czas tutaj w dziurze. Z Jelonkiem. Jednak nie ważne jak się starał, zawsze ktoś musiał przyjść i kazać mu wyjść. Kazać mu zostawić najdroższą mu osobę, gdy ten potrzebował go bardziej niż kiedykolwiek dotąd. Serce łamało mu się za każdym razem, gdy błękitne ślepie przeszywał smutek. — Więc dzisiaj zostać na całą noc! Tulić i dawać buziaczki! — obiecał, mrucząc uspokajająco. Poczuł, jak Jelonek chowa nosek w sierści na jego szyi, jak jego ciepły oddech łaskocze jego skórę. — Buziaczki! — powtórzył z uciechą Jelonek.

***

Wióry. Tak mógł określić trawę, którą miał aktualnie pod łapami. Prawie rozsypywała się pod jego ciężarem, a jak nie, to kłuła i parzyła w już i tak suche, spękane poduszki. Rudzielec westchnął, potrząśnięciem próbując pozbyć się gorąca z grzbietu. Cholerna susza. 
Klan Burzy odzyskał swoich wojowników parę dni temu. A raczej wojowniczkę i medyczkę. Wiśniowa Iskra od zawsze była chłodno nastawiona do syna Rozżarzonego Płomienia, ale odwiedzając ją w legowisku medyka w Klanie Wilka tylko bardziej czuł to na skórze. Aż nie udało im się zdobyć momentu dla siebie. Wystarczył moment, by mógł wymienić kilka zdań. Miał nadzieję, że dzięki temu, gdy wrócą z Diament do siebie, Klan Burzy nie spisze go całkowicie na straty. Nie mógłby wtedy wrócić do ojca czy Jelonka. A miał jeszcze coś do zrobienia. Żałował tylko, że stary pryk jakim był Mroczna Gwiazda nie będzie mógł tego zobaczyć. 
Podczas polowania natknął się na coś bardzo ciekawego. Zapach. Duszący, gryzący w nos, zaraz nadgoniony przez czarny, oślepiający dym. Czerwony kwiat trawiący snopy traw i wysuszonych roślin w uderzenia serca. I śmieci dwunożnych obok. Już sczerniałe, osmolone, pachnące spalenizną i rozpuszczonym plastikiem. Zanim dołączył do Klanu Wilka, na widok rozprzestrzeniającego się w błyskawicznym tempie ognia zaraz by uciekł. Do ojca, ostrzec go przed niebezpieczeństwem. Słyszał wiele historii o poparzeniach i ogniu, który pożerał nawet struny głosowe. A teraz? Mimo mrowienia łap, chęć zemsty na Wilczakach przezwyciężała jakikolwiek zdrowy rozsądek jaki mu pozostał. 
Chwycił w pysk suchą, długą gałąź, najgrubszą jaką był w stanie unieść i przytrzymał tak, by ogień liznął końcówkę. Skoro już i tak się paliło, dlaczego nie miałby skorzystać z okazji podrzuconej przez prababcię i nieco pomóc w smażeniu terenów Klanu Wilka?
Zaraz zaczął pędzić przez las, trzymając w pysku zabójczą broń. Czuł, jak iskrzy, jak gorąc podgryza jego policzek. Jednak w zastrzyku adrenaliny to było tylko to - podgryzanie. Nawet nie zauważył, jak zaczął czuć zapach siarki zaraz przy nosie. Żył aktualnie jedynie nadzieją, że płomienie z sukcesem zatańczą na grobie Omena, a ten, z piekielnych podziemi pożałuje, że nie docenił siły burzaków. 
Nie wiedział, kiedy jego rozgrzane ciało objęła chłodna toń, a świadomość odpłynęła z nurtem. 

***

Obudził się z piekielnym bólem głowy. Połowa jego pyska gryzła i swędziała niemiłosiernie, tak samo jak część gardła i prawy bok. Zmarszczył brwi i wydał z siebie głośne burknięcie, co zwabiło parę złotych oczu nad jego skromną osobę. Przyglądając się bliżej, mógł zobaczyć całkiem ładny i dodatkowo rudy pysk, uważnie oglądający jego łeb i szyję.
– Dobrze, że żyjesz, rydzu – zamruczała z nikłym uśmieszkiem, czekając, aż kocur usiądzie. – Nieźle cię poharatało w tym pożarze. Gdybym cię nie znalazła, pewnie czekała by cię rychła śmierć.
Leśny Pożar otworzył szerzej oczy, przypominając sobie ostatnie wydarzenia. Na jego pysk zaraz wlazł obrzydliwy uśmiech z akompaniamentem wydechu. Nie żałował niczego. Chociaż zemsta kosztowała nieco więcej niż przypuszczał, wiedział, że wilczakom nieźle się odebrało. Wciąż pamiętał płomienie pląsające w jego oczach i czerwone niebo nad ich terenami. Piękny widok. Doprawdy piękny. Z bólem otworzył pysk, chcąc podziękować rudej kotce, jednak z jego gardła zamiast normalnego głosu wydobyło się tylko głośne chrypnięcie, w którym ledwo co można było usłyszeć “dziękuję”.
– Nawdychałeś się dymu, więc to było oczekiwane – mruknęła tylko cętkowana. – Powinieneś dać gardłu odpocząć. Przyniosę ci coś do picia, poczekaj.
Gdy wyszła, kocur rozejrzał się po otoczeniu. Nora była mała, ale widocznie zadbana. Kocica nie pachniała jak żadna znana mu grupa. Była samotniczką? Więc dlaczego mu pomogła? Nie wierzył, że to z dobroci jej serca. Czyżby prababcia nadal nad nim czuwała? Oczekiwała czegoś, sprowadzając mu pod łapy przydatną duszę? I w dodatku w ich rodowym kolorze? 
Gdy wróciła, przyniosła mu mech nasiąknięty wodą i niewielką mysz. W jej oczach widział zaciekawienie - przyglądała mu się uważnie, prawdopodobnie nie tylko z powodu ran, które obejmowały część jego ciała. Zdecydował, że gdy znów będzie mógł mówić, opowie jej skąd jest. Może Tygrysia Gwiazda będzie chętna do uzupełnienia szeregu wojowników, a w Klanie nareszcie znowu zaczną pojawiać się przyzwoite rude koty, a nie plebs, który nie potrafi się zachowywać.
– Jestem Zięba – przedstawiła się, a gdy on próbował znowu coś wycharczeć, ta tylko zatkała mu łapą pysk. – Imię zdradzisz mi, gdy twoje gardło znowu zacznie działać. Do tej pory będziesz Rydzem – uśmiechnęła się, marszcząc delikatnie rdzwy nosek, na co klasyk tylko wywrócił oczami. Rydzem? Cóż, przynajmniej lepsze niż Pszczółka…

***

Zięba okazała się całkiem przyjemną osobą przy której mógł powoli wracać do zdrowia. Wciąż ledwo mógł się ruszać, a pysk zalewała fala bólu za każdym razem, jak zmieniał minę, ale powoli mógł z powrotem mówić. Chociaż jego głos wciąż był zachrypnięty, a ruda przypuszczała, że już taki zostanie. Cóż. Pasowało do obrazu, który pojawiał się w tafli wody jak zerkał na swoje oblicze. Zięba z każdym dniem opowiadała mu więcej o sobie. O dorastaniu na plaży, życiu samotniczki, pragnieniu założenia rodziny… 
Ah.
To dlatego dane było mu się z nią spotkać? Prababcia tak przekazywała mu znak, że miał przedłużyć ich ród? W Klanie Burzy miał tylko Jelonka, a z nim nie miał szans na potomstwo. Nie czuł jednak nic do Zięby. Nie nadawałby się do rodzicielstwa. Poza tym, nie wiedział jak Jelonek by zareagował… dlaczego się oszukiwał? Jelonek w aktualnym stanie nawet nie zauważyłby, że ma kocięta. A przecież Rozżarzony Płomień, jego ojciec, też tylko przedłużył swój ród. Między Szczypiorkową Łodygą a nim nie było żadnego uczucia. A Piaskowa Gwiazda potrzebowała silnych potomków. I z rodzeństwa tylko on się do tego nadawał.
W zamian za opiekę, raczył kotkę opowieściami o Klanie Burzy za czasów Piaskowej Gwiazdy i o samej kremowej liderce. Zięba zdawała się być niezwykle zainteresowana jej postacią oraz samym Klanem Burzy. Trochę mu zajęło, nim znów mógł chodzić z takimi obrażeniami, ale gdy w końcu udało mu się samodzielnie stawiać kroki, wiedział, że to czas by wracać. Do Jelonka. Do domu. 
– Mam propozycję, Ziębo – powiedział, przygotowując się do wyjścia. – Wróć ze mną do Klanu Burzy. Dołącz – mruknął krótko, przełykając ślinę z nieznacznym skrzywieniem. Krtań wciąż go pobolewała podczas rozmowy w gorsze dni. – Zawsze chciałaś rodziny. A ja potrzebuję potomków. Brzmi jak dobry układ dla obu stron.
Zięba posłała mu nieco zaskoczone spojrzenie, jednak widział, że myśli nad odpowiedzią. Kiedyś, chcąc osiągnąć swój cel, starałby się chociaż być bardziej romantyczny w swojej propozycji, robiąc kotce jakieś nadzieje, by ją bardziej przekonać. Ale teraz? Chciał tylko wrócić do Jeleniego Puchu. Nawet w stanie, jakim był, tęsknił za jego jednookim spojrzeniem. – Więc?
– Dobrze. 
Nieco zaskoczyła go pewna odpowiedź kotki. Nie tracąc jednak czasu, niedługo potem oboje wybrali się w podróż powrotną, po drodze załatwiając konieczne. 

06 kwietnia 2023

Od Leśnego Pożaru

Stanął nad dołem, do którego zaprowadził go lider. Z niepokojem spojrzał w dół, by zobaczyć... potwora. Jednooką, dziką bestię, która kłapała na niego zaślinioną paszczą. Jego wychudzona sylwetka, rzadkie, rude futro poprzecinane licznymi bliznami i zimne, niebieskie ślepie, które z głodem wpatrywało się w niego jak zwierzynę. Z jego gardła wyrywały się głośne pomruki, gdy próbował z dziury dosięgnąć nową ofiarę.
To... miał być jego Jelonek?
Najgorszym był jednak fakt, że w tym wszystkim mógł poznać swojego ukochanego. Jeleni Puch, bez którego nie wyobrażał sobie życia... został przemieniony w coś takiego przez obojętność Kamiennej Gwiazdy.
Łapy mu zesztywniały, a oczy zaszkliły się. Serce bolało, słuchając kolejnych kłapnięć kota pod nimi.
Ostatni posiłek podszedł mu do gardła, by zaraz opuścić jego pysk i skończyć gdzieś obok w krzakach, w które Pożar zdążył się odwrócić. Między spazmami rozchodzącymi się po całym ciele, rudy otarł pysk i przymknął oczy. Po jego policzkach spłynęły łzy i chociaż na usta cisnął mu się rozdzierający wrzask jego roztrzaskiwanego serca, kocur rzucił się do skaju dziury i ignorując strach, wyciągnął ku Jeleniowi łapę, wrzeszcząc rozpaczliwie jego imię.
— Jelonku! — Kilka łez spadło na pysk niebieskookiego. — Jeleń, to ja! Pożar! Leśny Pożar! Przyszedłem po ciebie! Jestem tutaj! Ukochany, proszę!
Żałosne zawodzenie rudzielca nie ustawało, z nadzieję, że coś, cokolwiek trafi do kochanka. Rudzielec jednak zdawał się nie wiedzieć co takiego mówił do niego kocur. W jego oku nie dało się dostrzec niczego, co sugerowałoby, że go rozpoznał. Gdy łapa znalazła się nieco niżej, więzień złapał za nią, wgryzając się w nią dość boleśnie. Stracił jednak równowagę, przez co wypuścił ją z pyska, sycząc wrogo pod nosem.
— Burzak! — zachrypiał wrogim tonem. — Panie daj! Daj burzak! Jeść! — zwrócił wzrok na vana, wręcz patrząc na niego błagalnie, łykając raz po raz ślinę, zawodząc niczym smutne zwierzę.
Mroczna Gwiazda przez moment stał z tyłu w ciszy. Obserwował w milczeniu, aż w końcu podszedł kilka kroków do Burzaka, nachylając się nad jego uchem.
— Twoja żałosna przywódczyni wolała siedzieć na dupie, mimo że miała świadomość, co się dzieje. Musiała mieć świadomość, dałem jej wystarczająco powodów do ataku — wyszeptał rudzielcowi. — Ale nie musisz dłużej służyć jej za mięso armatnie. Nie musisz dłużej walczyć za nią. Nie musisz walczyć przeciw Jeleniemu Puchowi... Możesz walczyć u jego boku. Wilczaki są panami własnego losu. Niszczą wszystko, co ośmieli się podnieść na nich łapę. Pustoszą tych, którzy z nich zadrwią. A Klan Burzy? Klan Burzy niemo akceptuje swoją dolę, kryjąc się we własnej nędzy. Dołącz do mnie, Burzaku, a będziesz mógł po naszej stronie widzieć, jak płonie Kamienna Gwiazda i cała reszta, która nie słuchała twojego głosu i przyzwalała na to, co spotkało tego niewinnego kota.
Zupełnie zignorował mamroty nad jego uchem. Miał ochotę odsunąć od siebie łeb liderzyska, który chuchał mu na ucho i nie dawał się skupić na Jelenim Puchu. Ten z kolei zdawał się być ślepy i głuchy na jego zawodzenie. Pożar zacisnął kły na ból rozchodzący się po łapie, jednak zdusił jakikolwiek okrzyk bólu. Bolało, ale nie aż tak, żeby odsunąć jego myśli od ukochanego. Co mógł zrobić, żeby przywrócić mu pamięć? Co mógł zrobić?!
— Jak tam zejść? — warknął w końcu jakby w amoku, obchodząc dół dookoła. Postanowił to już przed przekroczeniem granicy między Klanem Wilka a Klanem Burzy - albo wróci z Jelenim Puchem, albo zdechnie próbując.
Mroczny Omen najwidoczniej nie był zadowolony z braku odzewu rudego i nie przejęty, jednym ruchem wrzucił go do dziury Jelonka.
Nie zarejestrował, kiedy znalazł się w dziurze z Jeleniem. Upadł głucho na ziemię, nie przygotowany na jakiekolwiek lądowanie. Przestraszył się, widząc błysk kłów Jelonka. Zdążył jedynie zasłonić się już i tak pogryzioną łapą, gdy Puszek znów zatopił się kłami w jego ciele. Zalewając się łzami, wciąż nie do końca mógł uwierzyć, że tyle czekał na ich ponowne spotkanie, by zastać to. Połączone starania Klanu Wilka i Klanu Burzy, by zniszczyć najwspanialszego kota w jego życiu.
— Jelonku... — wyrzucił przez zaciśnięte z bólu zęby, po czym polizał zdziczałego kocura w czoło. Jeśli miał zginąć tutaj, z jego kłów, to chciał chociaż ten ostatni raz pokazać Jelonkowi, nawet nieobecnemu w tym pokiereszowanym ciele, że nadal go kochał, nie ważne co. — Przepraszam…
— Zostaw — miauknął głośno lider Klanu Wilka, by Puszek nie zamordował mu wojownika, na co ten machinalnie wypuścił kąsek z pyska, wycofując się ze zwieszonym łbem. Zdziwiony wyraz pyska zaraz zamienił się we wrogie syknięcie, przenosząc niezadowolony wzrok na pana.
— Pan mówić burzak! — rzucił do niego z wyrzutem, oblizując pysk z krwi rudzielca. — To nie burzak? Puszek zły? — Zwiesił łeb bardziej, najwidoczniej oczekując nagany od wilczaka.
...Puszek? Tak go nazywał? I wyszkolił, by słuchał się jego komend? Przecież to okrutne!
— Nie! Puszek nie zły... Puszek dobry! — powiedział w końcu, próbując używać języka, którym posługiwał się Jelonek. Prostego, łatwego do zrozumienia. Nie mógł uwierzyć, że lider wilczaków sprowadził rozumną istotę do takiego stanu. Płakał, jednak nie z powodu bólu. Było ma tak żal, był na siebie tak wściekły, że nie przyszedł wcześniej...
— Ja Pożar. Pożar przyjść. Pożar wrócić do Puszek. Pożar kochać Puszek. — Krwawiącą łapą delikatnie musnął go łapą po policzku, tak, jak zwykł niegdyś robić. — Pożar być tu dla Puszek.
— Dobry Puszek. — Rudy jednak zareagował dopiero na słowa czarno-białego. — Nie zmienisz go kilkoma słowami. Twojego ukochanego już nie ma. — Zwrócił się do Leśnego Pożaru, przysiadając na skraju dołu.
— Dobły Puszek — Jeleni Puch powtórzył po nim słowa, jakby uczył się na powrót mowy. — Ha! Ha, ha, ha! — wydobył z siebie skrzek.
Jego wzrok cały czas wodził po sylwetce Mrocznej Gwiazdy, jakby czekając i szukając u niego smacznej nagrody, ignorując burzaka.
Rozjuszyły go słowa lidera Wilczaków, przez co prawie rzucił mu jawne, mordercze spojrzenie. Jak to nie ma? Musiał być. Musiał gdzieś być, w tym marnym cielsku. Jeśli nie... to co mu zostało? Nie. Był tam. Gdzieś głęboko był. Coś musiał móc zrobić, by go przywrócic. Chociaż garstkę. Miał ukochanego na wyciagnięcie łap, a jednak miłosne spojrzenie, którym Jelonek niegdyś go darował, wydawało się tak odległe. Tyle minęło... czy naprawdę przyszedł za późno?
Wymyślił tylko jeden sposób, by się o tym przekonać. Położył jedną ze swoich łap na jego, by zwrócić na siebie uwagę, a gdy tylko Puszek przestał zadzierać łeb, pocałował go prosto w pyszczek. Po tym przylgnął do zabliźnionej piersi i między szlochami wyrzucił z siebie kolejne "przepraszam", chowajac mordkę w jego przerzedzonym futrze.
W jednym momencie poczuł, jak serce Jelonka przyspieszyło, a wibrysy zadrgały. Srebrny wziął głębszy oddech, jakby zetknął się pierwszy raz ze świeżym powietrzem. Rozejrzał się po dole, a następnie spojrzał na rudzielca, a szok zagościł w jego ślepiach.
— Leśny... — szepnął cicho, a zaraz wziął kolejny, gwałtowniejszy oddech. Objął go łapami, niczym tonący, czując jak sam zaczyna szlochać. Wydarł się niczym zażynane zwierzę, nie zamierzając go puścić. — Znaleźć. Mnie — wyszeptał. — Znaleźć. Znaleźć... — powtarzał w kółko. — Pożał... Nie puścić. Zostać. Tu. Zawsze. Ze mną. Nie oddać. Nigdy... Nie budzić. Nie budzić. Pożał, nie budzić. Zostać z tobą. Tu — miauczał coraz ciszej, coraz bardziej zaniepokojony tym, że kocur zniknie. — Nie chcę. Budzić. Nigdy. Już. Nigdy.
Udało mu się! Naprawdę mu się udało! Zdołał obudzić chociaż skrawek świadomości Jeleniego Puchu, głęboko pogrzebanego przez Mroczną Gwiazdę. Kurczowo trzymał go w ramionach, zalewając się łzami.
— Tak, Pożar zostać. Zostać tu z Jelonek. Nie zostawić. Znaleźć — wypluwał krótkie, zwięzłe słowa, wciąż walcząc z cieknącym nosem o każdy oddech.
— Nie chcę przerywać waszych czułości, ale pospiesz się, nie będę tu siedzieć cały dzień. Będziesz mógł go odwiedzać, jeśli przyłączysz się do Klanu Wilka. — Niczym grom głos Mrocznej Gwiazdy przerwał im ich moment.
Słysząc pospieszania Mrocznej Gwiazdy, znienawidził go całym sercem. To, co zrobił jego Jelonkowi było niewybaczalne. Zasłaniał się niekompetencją Kamiennej Gwiazdy, w co chociaż Pożar głęboko wierzył, nie uznawał za powód. Lider Klanu Wilka był bezwzględnym sadystą, któremu władza uderzyła do głupiego łba. Jak wszystkim liderom. Nienawidził ich. Nienawidził ich wszystkich. Nie chciał przyłączać się do Wilczaków i nie chciał służyć za czyjekolwiek mięso armatnie, nie ważne, czy Kamień czy Omena. Jednak podstawiony pod ścianą, jaką była jedyna możliwość spotykania się z Jeleniem...
— Dołączę do Klanu Wilka — powiedział w końcu, nie puszczając Jeleniego Puchu i nie patrząc Mrocznej Gwieździe w pysk. — Wtedy Pożar i Puszek razem. Na zawsze — obiecał jeszcze rudemu kocurowi, który wył mu przy uchu.
Omen uśmiechnął się z parszywym zadowoleniem i podał łapę rudemu, by pomóc mu wyjść z dołu.
— Będziesz tak długo w naszej armii, jak zniszczysz każdego Burzaka na swojej drodze — zamiauczał melodyjnym głosem, najwidoczniej zdziwiony jak łatwo było przekonać Burzaków do zdrady. Leśny jednak nie miał zamiaru mu służyć. Owszem, będzie się płaszczyć kiedy trzeba, będzie wykonywał rozkazy, jednak do czasu. W końcu znajdzie moment na zemstę.
Jelonek tulił Pożara, smarkając mu w futro. Syn Rozżarzonego Płomienia czuł, że ten nie chciał go puścić. Tak samo jak on chciał już na zawsze z nim tak tkwić. Słowa lidera sprawiły, że oboje zadrżeli. Wówczas Puszek objął partnera mocniej, prawie wyrzucając mu powietrze z płuc.
— On nie iść! On mój! Mój Pożał! Nie budzić! Nie! On zostać w dół! Dół dobły! Zostawić go w dół! Ja nie zjeść Pożał — obiecał.
Kątem oka zobaczył wyciągniętą ku nim białą łapę. Nie chciał wstawać, nie chciał odrywać się od odzyskanego ukochanego. Ba, jak już by wstał prędzej korciło by go ogryzienie liderowi kończyny, niż skorzystania z jego pomocy.
Owinął Puszka ogonem ciaśniej, żeby chociaż ten wiedział, że nie chciał go zostawiać.
— Zostanę — zapewnił Jelonka cicho. — Powiedziałeś, że mogę go odwiedzać, jeśli zostanę Wilczakiem. Chcesz mojego słowa? Dobrze. Pozbęde się każdego Burzaka, który napatoczy mi się pod łapy — obiecał pusto, wtulając się w słabą sylwetkę Puszka.
— Przyślę do ciebie jednego z moich o nadchodzącym zmroku. O ile dożyjesz — dodał ostatnie zdanie pod nosem, uniósłszy łapę i odwrócił się powoli. Wkrótce zgrabna sylwetka lidera zniknęła między drzewami, pozostawiając dwójkę Burzaków samych.

27 marca 2023

Od Leśnego Pożaru

 Zbyt długo nic się nie działo w sprawie Jeleniego Puchu. Kamień jak siedziała, tak siedziała, a Tygrys mimo starań, nie potrafiła nic wskórać bez współpracy z liderką. Dni bez partnera zlały się w jedno, Pożar letargicznie wykonywał swoje obowiązki we wzorkiem pusto wbitym gdzieś pod łapy. Nigdy nie wyobrażał sobie, że mógłby popaść w taki dół, taką pustkę po stracie jednego kota. Jednego. Przecież wiele zdychało jak szczury, wiele traciło życia w codziennym życiu, wielu znikało - nigdy nie obchodził go ich los. Aż nie pojawił się Jeleni Puch. Ten pokazał mu, że wcale nie chce samotności, wywyższając się nad innymi. Był jedynym kotem, do którego otwierał swobodnie pysk, bez nakładania maski czy barwienia wypowiedzi półprawdami. Był jedynym, na którym mógł polegać. A teraz, gdy go zabrakło, gorzki ból rozrywał jego serce, a nieporadność kotów wyżej rangą rozsierdzała go do granic możliwości. Tak więc zdecydował się wziąć sprawy we własne łapy. Pod osłoną nocy, niczym cień wymknął się z legowiska wojowników. Uwięzione w jego płucach powietrze, z delikatnym drżeniem opuściło w końcu jego pysk, gdy przemknął się przez nocnych strażników, którzy przysypiając mieli pilnować wyjścia z obozu. Pierwszy sukces podsunął wiatr pod jego łapy i kocur przyspieszył kroku. W tym momencie, jeszcze przed granicą, nie bał się śmierci. Prowadzony przez chęć uratowania Jelenia, nie myślał o konsekwencjach swoich czynów.
Nie wiedział, gdzie dokładnie na terenach Klanu Wilka jest Jeleni Puch. Jednak jeśli był, to go znajdzie. Musi go znaleźć. Wątpił, że jest w obozie Wilczaków, skoro część z nich nie wiedziała o jego istnieniu. Mieli więc go trzymać gdzieś poza, ale wciąż na swoich terenach. O ile był żywy... nie. Musiał być żywy. Musiał być żywy i na pewno na niego czekał.
W końcu przekroczył granicę, uprzednio maskując swój zapach w liściach i trawach, które znalazł po drodze. Dopiero na terenach wilczaków złapał go stres, jednak parł dalej przez morze swoich wątpliwości. Zapach Klanu Wilka gryzł go w nos, jednak wciąż trzymał się nisko ziemi i ostrożnie rozglądał się, szukając czegoś, czegokolwiek, modląc się, by los dał mu jakikolwiek znak, gdzie może przebywać jego Jeleń. 
Próbował mknąć niepostrzeżenie wśród wilgotnego, leśnego runa, wtopić się w nie, stać się jego częścią. 
— Witaj. Nie wydaje ci się, że zabłądziłeś?
Momentalnie zamarł, stawiając nieuważnie łapę na gałązce, która trzasnęła pod jego ciężarem. Głos, który znał ze zgromadzeń... czy to...
Nastroszył się, brzuchem niemalże szurając po ziemi. Chciał uciekać. Wydostać się. Ale zaprzysiągł sobie, że bez Jeleniego Puchu nie wróci. Przełknął więc ślinę, która paradoksalnie zebrała się w suchym jak pieprz gardle i zlustrował otoczenie szeroko otwartymi oczami.
— Szukam... — pisnął, łamiącym się głosem, by zaraz odkaszlnąć i zacząć na nowo. — Szukam kogoś. Kogoś bardzo ważnego dla mnie. I wiem, że go przetrzymujecie, Mroczna Gwiazdo — powiedział w końcu, walcząc z drżącym oddechem i chęciom ucieczki. Nawet nie wiedział, gdzie kocur siedział. Słyszał tylko jego głos, który w kółko odbijał się echem w jego głowie.
Cichy i pewny siebie śmiech rozległ się w uszach rudego. 
— Wy, Burzacy, macie strasznie denerwującą tendencję do wściubiania swoich nosów tam, gdzie nie potrzeba — zamruczał. — Kto cię tu przysłał? Kamienna Gwiazda czy siostra zbrodniarki z Klanu Klifu, która jakimś cudem nazywa się waszą zastępczynią?
Gdyby nie śmiech, który przeraził go do granic możliwości, Leśny Pożar pewnie zdziwiłby się na słowa Mrocznej Gwiazdy. Tygrys mieszana z błotem przed lidera Klanu Wilka? Byłby nawet zaciekawiony tą nowo odkrytą informacją, jednak w innej sytuacji. Pod wpływem obecności czarno-białego, Pożar nie mógł wykrzesać z siebie żadnego kłamstwa, nawet jeśli chciał napsuć Kamień krwi i narobić jej problemów.
— Nikt. Przyszedłem sam — odpowiedział, kuląc się delikatnie. Nie wiedział, skąd kocur nagle na niego wyskoczy. Przez strach, nawet źródło jego głosu mu się mieszało.
— To takie naiwne z twojej strony, że przychodzisz tu całkiem sam — stwierdził. — Klan Wilka nie kieruje się regułami, które znasz. Nie dajemy obcym stąpać po naszych ogonach. Wykryli by cię szybciej, niż zdążyłbyś dojść do obozu. To cud, że dalej żyjesz — nie kończył nakręcać w młodym strachu. — Mógłbym cię w tej chwili zabić, a ty nawet nie wiedziałbyś, z której strony zaatakuję. Ale nie martw się. Nie zamierzam. Możecie się ukrywać ile chcecie, ale prędzej czy później zetkniemy się pazurami i oboje dobrze o tym wiemy. Wybijemy wszystkich. Co do jednego. Pora, abyście zapłacili za głaskanie po główkach zdrajców. I za to, czego dopuściła się wasza cholerna przywódczyni — wysunął się z zarośli, wbijając wzrok błękitnych oczu w kocura. — Chcesz zobaczyć Jeleni Puch? Zobaczysz. Powiedz swojej władzy, żeby przestali skrywać się w cieniu i przyszli tu po swojego wojownika — miauknął, kompletnie nie ostrzegając się, że kot, którego zobaczy, to nie ta sama osoba, którą znał.
Kocur wyłonił się z zarośli i wydawał się ogromny. Jego cień zdawał się pochłaniać w tym momencie niewielkie, skulone ciało rudego kocura, paląc jego futro, zostawiając po sobie jedynie ciemne, osmolone skrawki. Pożar jednak się nie ruszył. Pokręcił głową, a na jego pysk wpadł charakterystyczny, prawie kołtuński uśmieszek, ratujący w tym momencie jego resztki pewności siebie. Wystarczyło wspomnienie Kamień w pogardliwy sposób, by zachował resztki odwagi i momentalnie nie zmył się sprzed oczu lidera Wilczaków. Poza tym... Jeleni Puch żył! Mroczna Gwiazda właśnie to potwierdził! Jego ukochany żył i kiedyś będzie dane im się spotkać! Ta myśl pokrzepiła go i dodała odwagi. Na tyle, by znów się odezwać.
— Muszę się z tobą zgodzić, Mroczna Gwiazdo. Cholerna przywódczyni Klanu Burzy zasługuje wszystkiego co najgorsze. Gdybym mógł, spaliłbym wszystko, na czym jej kiedykolwiek zależało i teraz zależy. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym, żeby poniosła klęskę i zapłaciła za wszystkie swoje grzechy — powiedział, marszcząc brwi. — Dlatego tu jestem. Kazała nam siedzieć na dupach w obozie i nic nie robić w sprawie Jeleniego Puchu. Nie obchodzi on ją. Nie ruszy się po niego. Więc przyszedłem i nie wrócę, dopóki się z nim nie spotkam.
— Nie spodziewałem się, że Burzak będzie równie źle nastawiony do Kamiennej Gwiazdy, co i ja... Miała chcicę na mojego mentora — zakpił, zbliżywszy się do rdzawego lawirując między drzewami. — Nie chciałbyś osobiście wbić jej szpony w gardło? Leśny Pożar myślał, że zwymiotuje. Soki żołądkowe już podchodziły mu do gardła. Nie był jednak pewien, czy tę reakcję wywoływał u niego stres czy wspomnienie o chcicy Kamień do kogokolwiek. Rudy wzdrygnął się tylko, nie odsuwając się, nawet gdy ten do niego podszedł.
— Kiedyś więcej jej nienawidziło. Teraz... prawie wszyscy się poddali. Pogodzili z losem. — Chciał splunąć, wypowiadając te słowa. Gardził wszystkimi, którzy przestali pragnąć zmiany. Przecież Kamień nigdy nie była prawowitą liderką! Zabrała sobie to miejsce! Na pytanie Omena ucichł, by po chwili pierwszy raz podczas ich spotkania, spojrzeć prosto w oczy lidera.
— Chciałbym.
Zaciętość, pogarda i szczerość wylewały się z tego jednego słowa.
— Chciałbym, bardzo bym chciał. Ale to niemożliwe. Nie potrafiłbym się do niej zbliżyć, nie dałbym rady zrobić tego niepostrzeżenie... — zaczął mamrotać pod nosem, jakby w głębokim zamyśle. Mógł wymyślić plan. Mógłby to załatwić na czysto. Zabić, zemścić się, za te księżyce, które spędziła na siedzeniu we własnym legowisku, gdy jego ukochany został uprowadzony przez Wilczaki...
Kocur potrząsnął zaraz chaotycznie głową, odpędzając od siebie myśli. Nie. Przyszedł tu po Jelenia. On był jego priorytetem.
— Gdzie jest Jeleni Puch? Jeśli ja go nie znajdę, ona nigdy po niego nie przyjdzie, nawet, jeśli naplułbym jej informacją, gdzie Jeleń się znajduje prosto w pysk. — Wziął głębszy wdech, w końcu uspokajając drżenie łap. Mroczna Gwiazda zaśmiawszy się cicho, dał mu znać, by poszedł za nim. Nie wierzył, że do uprowadzonego partnera prowadził go sam lider Klanu Wilka. To była pułapka? I jego próbował w ten sposób uwięzić? Potrząsnął głową, marszcząc brwi. Nie. Nawet jeśli, to będą wtedy we dwójkę. On i Jeleń na jednego. Poradzą sobie. Uciekną. I znowu będą mogli być razem.
Mroczna Gwiazda stanął, gdy zbliżyli się do dołu. Kąciki jego ust ułożyły się w chłodny i zobojętniały uśmiech. Pożar powoli, niepewnie podążył za jego spojrzeniem, a to, co dostrzegł w dole całe jego ciało uwięziło w potrzasku terroru, szoku i strachu. Sparaliżowany, nawet nie zauważył, kiedy Mroczna Gwiazda nachylił się nad jego uchem i wypowiedział coś, co wryło się dogłębnie w jego mózg:
— Sam popatrz, Burzaku. Sam podejdź i popatrz na wynik bezmyślności rządów twojego klanu.

C.D.N

28 lutego 2023

Od Leśnego Pożaru CD. Jeleniego Puchu

*przed porwaniem Jelonka* 

Nieco zawiodła go rekacja Kamiennej Agonii. A liczył na coś fajniejszego. Jednak słowa Jelonka musiały jakoś do niej trafić. On sam z początku się nie odezwał, wiedząc, że jak otworzy pysk wydrze się z niego szyderczy śmiech, jednak po chwili udało mu się to uspokoić.
— Właśnie. Podwójna randka brzmi ciekawie, ja nie mam nic przeciwko — zamruczał, bardzo zadowolony. Kocurowi jednak udało się dojrzeć chwilowe zaskoczenie i zmieszanie na pysku Kamień, które zaraz zniknęło.
— Dziękuję za zaproszenie, Jeleni Puchu, ale chyba się źle zrozumieliśmy. Ja i Tygrysia Smuga nie jesteśmy razem. Mam już swoją partnerkę, nazywa się Wilcza Zamieć. — odparła jedynie. Kątem oka posłała piorunujące spojrzenie Pożarowi; szybko jednak znów zmieniło się na takie, jakie było wcześniej. Gdyby nie to, że byli na widoku, prawdopodobnie Pożar już by leżał ze skręconym karkiem. Jelonek Zamrugał zdziwiony. 
— Ale moja mama daje ci przecież dupy... Więc... Nie łozumiem... — Zmarszczył czoło. — To się nie kochacie? To dawanie dupy, to zadanie zastępcy? Nie musicie mnie już okłamywać, ja o wszystkim wiem. W zasadzie każdy o tym wie... — dodał zaraz niepewnie. Leśnemu Pożarowi coraz bardziej się ty podobało. Tym razem siedział cicho, niewinnie tylko mrugając ślepiami. Nie spodziewał się, że Kamień usłyszy tą wspaniała plotkę kiedykolwiek w pysk, ale wcale nie żałował, że tak wyszło. Pokiwał tylko głową na potwierdzenie słów Jelonka, po czym zerkał to na Tygrys, to na Kamień, chcąc zobaczyć ich wybuch. W Tygrys za to, od momentu w którym rudzi zaczęli się przed nią migdalić, coś pękło. Popełniła błąd wychowawczy, do czego najciężej było jej się przyznać. Jej syn zabrał się za sprawiającego najwięcej problemów kocura w klanie.
— Nic takiego nie ma miejsca, mówiłam ci już — wepchnęła się ze swoim zdaniem, patrząc z zakłopotaniem na Kamień. — Nie wiem, skąd im wpadło to do głowy — rzuciła natychmiastowo, choć Pożar był idealną odpowiedzią. I miałaby rację. 
— Też nie wiem — westchnęła, spoglądając na dwójkę kocurów. — To, że wybrałam Tygrysią Smugę na zastępcę nie znaczy, że coś nas łączy. Mam już swoją partnerkę i nie jestem zainteresowana związkiem z kimkolwiek innym. Nie miałabym powodu, by kłamać — uszy podniosły jej się na "każdy o tym wie". 
— Jak tam uważacie... Tylko jak się dowiem, że będę miał łodzeństwo, to nie będziesz mogła już się wypiełać! — miauknął, wtulając pyszczek w kocura, szukając w nim pocieszenia.
— Nie będziesz miał żadnego rodzeństwa — zapewniła, biorąc głęboki wdech. Gdyby tylko znalazł się sposób na wywalenie tej rudej kupy futra z klanu, to oddałaby wszystko za to. — Już pomijając fakt, że żadna z nas nie jest sobą zainteresowana, z dwóch kotek dzieciaki nie wyjdą. Zastanawia mnie, czy nie macie za mało obowiązków, skoro macie czas na snucie tak absurdalnych domysłów — zasugerowała zastępczyni. Pożar za to pławił się w uciesze z sytuacji. Ich miny były bezcenne. Tak samo jak cała ta sytuacja. Zgodzenie się na chodzenie z Jeleniem było cudowną decyzją. Nie dość, że miał kocura teraz tylko dla siebie, to mógł brać udział w takim pięknym spotkaniu. Polizał Jelenia uspokajająco po łebku, po czym spojrzał z wyrzutem na kotki, biorąc stronę swojego partnera.
— Oh, ale to nie nasze domysły — miauknął, słysząc jej groźbę. — Już długo krążą po obozie, wystarczy nastawić ucho i zaraz się coś ciekawego znajdzie — wytłumaczył z niewinnym wyrazem pyszczka. — Aż dziwne, że same nie słyszałyście. Tyle kotów to powtarza, że uznaliśmy, że to prawda.
— To, że ktoś coś mówi, nie znaczy, że jest to prawda. Więc nie należy tego po kimś powtarzać, dopóki nie ma się jasnego dowodu, że to nie jest zwykła plotka. A to akurat jest plotka, bo mnie i Tygrysią Smugę nic nie łączy. Jesteśmy dobrymi znajomymi, ale nie kochamy się i nigdy nie będziemy razem. Skoro Tygrysia Smuga urodziła ciebie, Jelonku, to ma już kogoś na oku. Ja także mam i jestem temu komuś wierna. — wytłumaczyła Kamienna Gwiazda spokojnie, ignorując wrzącą w jej żyłach krew.
— Moja mama nikogo nie ma. Tata nie żyje — przypomniał liderce, bo może o tym zapomniała. Chyba, że... chyba, że mama... Spojrzał na Tygrysią Smugę, otwierając z szokiem pyszczek. — To z panem Łozżarzoną Łapą jesteś mamo?! — pisnął zdumiony. — Ale... Czemu nie mówiłaś? — W końcu często ich widywał razem... Teraz już wiedział dlaczego!
Leśny Pożar momentalnie zastygł, a w jego pysku zrobiło się sucho.. Spojrzał z przerażeniem na Tygrys, modląc się w duchu, by to nie była prawda! Nie chciał jej za matki! Teściowa mu wystarczyła!
— Co? — wykrztusiła, momentalnie kłopocząc się. Najwyraźniej ona też się tego nie spodziewała. — Oczywiście, że nie. Żar jest również jedynie moim znajomym, z nim też mnie nic nie łączy, więc proszę zaprzestania podejrzewania mnie o romans z każdym, bo naprawdę, aktualnie nikt mnie nie interesuje — zapewniała. Pożar odetchnął z ulgą na tą wiadomość. Pf, o co on się martwił. Może i spędzali dużo czasu ze sobą, ale jego ojciec by przecież nie poleciał na coś takiego jak Tygrys. A co do romansu z Kamień... na pewno go miały, tylko się wstydziły przyznać i szły w zaparte. Będzie musiał to potem wyjaśnić Jelonkowi, żeby czasem nie pomyślał, że go okłamywał.

***

— Pożał... Ale ty jesteś pewien, że możemy tam wejść? — zapytał Jeleni Puch, zerkając niepewnie na legowisko liderki. Kamienna Gwiazda poszła na patrol i było puste, z czego Leśny Pożar miał zamiar skorzystać. Rankiem wpadł na taki wspaniały pomysł, że nie mógł sobie tego odmówić.
— Tak, jestem pewien — zamruczał złowieszczo, stawiając parę kroków w stronę legowiska. Dzięki niewinnemu żarcikowi Jeleniego Puchu wpadł na genialny pomysł, jak jeszcze bardziej poniżyć Kamienną Gwiazdę, nawet jeśli miałoby to być tylko potajemnie. — Nie martw się, to będzie tylko chwila. Będzie fajnie, obiecuję. — Miauknął, przejeżdżając kocurowi ogonem pod brodą.
— No dobrze. Wierzę ci. — Ruszył za nim, jeszcze rozglądając się na boki. Chyba nikogo nie było, kto patrzył zaciekawiony w ich stronę. Powoli wszedł za rudym do legowiska, gdzie sypiała ich liderka. 
— To co tełaz panie liderze? — Uśmiechnął się do niego. Pożar zamruczał, gdy usłyszał jego słowa. Panie liderze... tak, zdecydowanie mu pasowało. On nadawał się do tej roli, nie to co Kamienna Gwiazda. Wyprostował się dumnie, pusząc sierść na piersi. Posłał młodszemu władcze, zachłanne spojrzenie, przyozdobione szerokim uśmiechem. 
— Teraz, mój kochany, powiedz... — wymiauczał gardłowo, delikatnie muskając go łapą po policzku. — Kto jest najwspanialszym liderem Klanu Burzy?

< Jeleń? >

20 listopada 2022

Od Leśnego Pożaru CD. Jeleniego Puchu

Cholerna czarna kupa gówna. Jak mogła dać Jelonkowi, który jest młodszy od niego o 10 księżyców ucznia, a mu nie?! Przecież dzieciak dopiero skończył szkolenie i nadal nie ogarnął własnego zdania! Zawsze chodził za nim! Jak niby miał wyszkolić ucznia?!
Leśny Pożar był conajmniej wściekły na tą całą szopkę. Jednak już miał zamiar puszczać plotki o Kamień, faworyzującej dzieciaki zastępcy. Niech sobie nie myśli, że nie widział tego, co odpierdalała.
Na Jelonku jednak nie miał zamiaru się wyżywać. Był cennym pionkiem i nie chciałby się go pozbywać w taki sposób. A i też sam w sobie najgorszy nie był.
Usiadł obok Jelonka, przeczesując językiem futro na piersi, rozglądawszy się ukradkiem po okolicy, w którą zabrał go Jeleni Puch. 
- Tak? - miauknął spokojnie, nie przerywając czynności.
- Bo... Spotkałem podczas podłóży taką jedną kotkę i ona wyjaśniła mi, że należy się dzielić miłością z innymi, a więc... - spojrzał na niego, szeroko się uśmiechając. - Co ty na to, aby spłóbować tego we dwoje?
Już myślał, że znalazł sobie dziewczynę, aż nie usłyszał drugiej części. Zachłysnął się aż futrem, zaraz prychając i charkając, próbując pozbyć się sierści z gardła.
- Co? - wykrztusił zaskoczony propozycją kocura, wciąż w to trochę niedowierzając.
- No to co słyszałeś. - miauknął spokojnie, najwidoczniej bardzo pozytywnie nastawiony co do tego pomysłu. - Jesteśmy przyjaciółmi. Lubimy się. To chyba na tym polega ta miłość, nie?
Pożar spojrzał na niego ze zdziwieniem, charcząc co chwilę. O czym on gadał? Jaka miłość? Wypluł w końcu kłak, by odchrząknąć niezręcznie. On go właśnie próbował przekonać do tego, że coś takiego ich łączyło? Wytrzeszczył oczy, procesując chwilę ta informację.
- Oddychaj! Spokojnie! Co ci się dzieję? Potrzebujesz wody? - rzucił zaniepokojony Jeleń, klepiąc rudego po grzbiecie.
- Już dobrze - wypluł Leśny Pożar w końcu. - Po prostu... zaskoczyłeś mnie... tym - wydukał, wciąż mając problemy po kłaczku. Musiał to przemyśleć. Jeleń nie był kotką, ale też był rudy. Przecież Czarnoworon też kręcił z Węglem, nawet jak się dowiedział, że jest kocurem. Poza tym, nikt nie powiedział, że to... coś, miało trwać wieki. Co więcej, będzie miał wtedy Jelenia pod łapą i stanie się nietykalny dla Kamień i Tygrys ze względu na to, że będzie chodził z ich ślicznym Jelonkiem... hej, to nie brzmiało w zasadzie tak źle...
- Ale możemy spróbować - odpowiedział w końcu, prostując się z uśmiechem, który wpadł na jego pysk podczas przemyśleń.
Słysząc jego odpowiedź, Jeleń odetchnął z ulgą. Uśmiechnął się szeroko na wieść, że był jak najbardziej za tym pomysłem, zaraz przysuwając się do syna Rozżarzonego Płomienia bliżej.
- No to... Skoło jesteśmy łazem to co tełaz? Bo ja nie wiem - przyznał szczerze, w zasadzie podzielając zdanie Pożara. Co teraz? Powinien użyć rad Czarnowrona na Jeleniu? Czy coś zaimprowizować? Zamyślił się na chwilę. A im więcej myślał, tym więcej pożytku znajdował w całej tej sytuacji. Mógł testować porady Czarnowroniego Lotu bez opcji ośmieszenia się przed kimś, na kim rzeczywiście będzie potrzebował zrobić wrażenie w takim sensie. Na jego mordce pojawił się czarujący uśmieszek, obejmując Jelonka ogonem.
- Ja wiem - zamruczał gardłowo, spoglądając kocurowi w ślepia.
- Masz przepiękne oczy, Jelonku. Takie jedyne w swoim rodzaju. Gdy na nie patrzę, czuję się jakbym się rozpływał - powtórzył prawie słowo w słowo komplement Czarnowrona, patrząc, czy rzeczywiście działa na innych, a nie tylko Węgla. Rzucił ulotne spojrzenie na pysk kocura, zaraz wracając do patrzenia w oczy. I co? Miał mu dać buzi w pysk? Jak Czarnowron Węglowi? Nie wiedział, w jaki sposób ma to być przyjemne czy działające. Ale skoro już powiedział coś takiego, co mu szkodziło? Poza tym, co gdyby Jeleń wpadł na to pierwszy? Miał wyjść na jakąś kotkę, że nie mógł się przemóc? Nie ma mowy. Musnął Jeleni Puch delikatnie pod brodą, zbliżając swoją mordkę do jego i łącząc ich pyski polizał przeciągle, tak jak Czarnowron Zwęglonego Kamienia.
- D-dziękuję. To... to było miłe. - Również delikatnie polizał go po pyszczku, rumieniąc się pod futrem. Pożar poczuł, jak jego policzki się rozpaliły. Nie spodziewał się, że Jeleń go poliże z powrotem! Węgiel tak nie robił Czarnowronowi! Musiał jednak przyznać, ze nie było to takie złe, jak myślał. Przymknął nawet oczy, mrucząc cicho. Tak, zdecydowanie, było całkiem miło. I działało! Jeleń wyglądał na zadowolonego z komplementu i buziaka.
- No widzisz. - Mruknął, odrywając się od Jelonka. - A skoro jesteśmy razem, możemy tak częściej. - Oznajmił, po czym polizał go krótko po łebku. - Tylko czy twoja mama o tym wie? Nie chciałbym, żeby na mnie krzyczała, że niby przeszkadzam jej znowu - miauknął, chcąc się upewnić, ze Jeleń nie będzie tego trzymał w tajemnicy. W końcu robił to dlatego, żeby zrobić sobie immunitet!
- Um... mama... A chcesz by wiedziała? Jak tak... to pójdziemy do niej i cię jej przedstawię. - zaproponował, przytulając się do niego. - Musi nas zaakceptować skoło sama daje dupy lidelce.
Zamruczał głośniej, zadowolony. Uwierzył mu, że jego własna matka puszcza się z liderką. Nie to, ze nie była to prawda, jednak to pokazywało, że ufał mu bezgranicznie. Władza nad nim, nad jego myślami, była wspaniała. Bardzo podobało mu się to uczucie. Był jego, tylko jego.
- Tak, chciałbym. Nie chcę się z tym ukrywać. Ty też nie, prawda? - uniósł brew. - Ale możemy iść później. Teraz... zostańmy tu jeszcze chwilę - mruknął, po czym znów pocałował kocura w pysk, mrucząc głośniej. Oznaczył go jako swojego, ocierając się potem o niego głową. Żadna Kamień czy Tygrys nie miały nad Jeleniem takiej kontroli. Tylko i wyłącznie on, Leśny Pożar.

< Jeleń? >

Od Leśnej Łapy (Leśnego Pożaru) CD. Jeleniej Łapy (Jeleniego Puchu)

 - Oh, ale przecież to Kamienna Gwiazda - wzruszył ramionami. - Ona nie słucha nawet swojej zastępczyni. Przykro mi, będziesz miał ciężko. Na twoim miejscu bałbym się.
Był wściekły na decyzję liderki. Chciała zabrać mu zabawę! Ta czarna mątwa specjalnie wzięła sobie na ucznia jego małego kolegę. Mysie łajno, przecież oboje byli grzeczniutcy! Jak aniołki! Przynajmniej dla niewścibskiego oka reszty klanowiczów...
Jelonek za to wbił w niego przerażony wzrok, zdradzający, że nie chciał starej kotki jako mentorki. I bardzo dobrze.
- Leśna Łapo! Pomóż mi! Ja nie chcę! Nie chcę by ten leszcz mnie szkolił i coś mi złobił! - Poczuł w oczach łzy.
- No już, już - poklepał dzieciaka po głowie. - Coś zaradzimy i nie damy cię zleszczyć - zamruczał zapewniająco. Kamień nie mogła popsuć jego planów.
- Jak zaradzimy? - dopytywał, mając nadzieję, że Leśna Łapa podzieli się z nim swoim planem.
- Nie damy cię splugawić jej naukami - miauknął krótko. - Co jakiś czas będziesz mi zdawał raport z tego, co ci Kamień nagadała, a ja wtedy powiem ci co jest prawdziwe, a co kłamstwem. Stoi?
- Dobrze. - zgodził się. - Dziękuję. Jesteś najlepszym przyjacielem jakiego mam - przytulił się do niego.
- Tak, wiem - Pożar zamruczał, zadowolony z pochwały. - Ty... też jesteś moim najlepszym przyjacielem - rzucił zaraz, dziwiąc się, ze taki cukier wyleciał mu z pyska. Ale to wszystko dlatego, by dzieciak czasem nie wybrał Kamień zamiast niego. To dopiero byłaby porażka. A Jeleń wydawał się łykać wszystko, co podstawiał mu pod nos. Nie zamierzał narzekać na coś takiego.

***

- Kamień powiedziała mi, że muszę poćwiczyć bałdziej pozycję łowiecką. W zasadzie ona... tylko mnie szkoli. Nie pyta o nic - wytłumaczył przyjacielowi na postoju. Wędrowali już któryś dzień.
- I bardzo dobrze. Najwidoczniej zauważyła, że nie ma po co próbować cię zniszczyć swoimi durnymi ideałami - powiedział, unosząc dumnie łeb. I dobrze. Przynajmniej miał mnie roboty.
- Być może... Albo to dlatego, że stałałem się nie wchodzić z nią w głębsze łozmowy. Jest... wciąż nieco stłaszna... - szepnął do niego. Leśna Łapa pokiwał ze zrozumieniem głową. Czyli Jeleń wciąż bał się Kamień. To dobra wiadomość.
- Na twoim miejscu też bym się bał. Wiesz, ze podobno kiedyś zamordowała kociaki swojego kumpla? - podzielił się informacją zdobytą ostatnio od mamy.
- C-co?! - pisnął. - J-jak to zabiła? I mama... mama pozwalała, by przychodziła nas odwiedzać?! A jakby i nas zabiła? Przecież ona nie lubi łudych! - zauważył tylko jak zaczyna drżeć, na co Pożar pokiwał głową. Im bardziej się będzie bał Kamień tym lepiej. 
- Podobno kiedyś jej odpierdoliło. I chodzą plotki, że medyk nie zdołał jej wyleczyć do końca... - straszył ucznia dalej. - Ale jeśli coś ci zrobi, to będzie miała do czynienia ze mną. Ja nie dam cię skrzywdzić - zapewnił, klepiąc rudzelca po łebku.

< Jelonku? >

18 listopada 2022

Od Leśnej Łapy (Leśnego Pożaru) CD. Jelonka (Jeleniego Puchu)

 *bardzo bardzo dawno*

- Tak! Wspaniale! - miauknął zachwycony. To było prostsze niż się spodziewał! - A tamten? - wskazał łapą jakiegoś rudego, żeby sprawdzić, czy kociak dobrze odpowie.
- To nie leszcz, bo jest ludy. Tamten jest leszcz - Wskazał na jakiegoś wojownika, który miał barwę inną niż on i Leśna Łapa
- Ślicznie - miał aż ochotę wytulić tego dzieciaka z zadowolenia. Niech se Kamień wsadzi tą całą karę pod ogon, jeszcze parę dzieciaków i będzie miał armie popleczników pod łapami!
- Zdobywasz więcej punktów młody. Ja też widzę leszcza. O tamtego - wskazał prosto na Kamienną Gwiazdę z uśmiechem. Na pysk Jelonka wypłynęło chwilowe zastanowienie, gdy zaraz energicznie pokiwał łebkiem, szczerząc się głupiutko.
- Blawo masz punkt! - pochwalił go, wypatrując kolejnych leszczy. - Dużo w obozie jest leszczy, wiesz? - zauważył tak teraz.
- Niestety wiem. Lepiej, jakby było ich mniej, ale cóz poradzić - westchnął, wzruszając ramionami. - Ale ty nie jesteś leszczem. To jakiś plus, nie?
- Tak, plus, ale jakby było mniej leszczy, to tludno byłoby zdobyć punkty - zauważył, nadal uważając to za zabawę
- Prawda, ale wtedy o ile bardziej ekscytująca była by zabawa, nieprawdaż?
- To może pobawmy się w leszcze na odwrót. Mniej jest ludych, to niech oni będą leszczami i będzie fajniej! - zaproponował mu, na co starszy pokręcił zaraz głową. Nie mógł pozwolić tak nagiąć zasady ich małej "zabawy". Przecież liczył, że malec kiedyś wprowadzi to w życie! Musiał szybko wymyślić coś innego, żeby czasem sobie nie pomyślał, że można rudych nazywać leszami... ygh, obrzydliwe.
- Nie. Nie ma takiej opcji, młody. Tylko nierudzi są leszczami. Jeśli chcesz szukać rudych, możemy szukać gwiazd. Nierudzi to leszcze, rudzi to gwiazdy. Rozumiesz?
Malec kiwnął łebkiem, że zrozumiał.
- To tu widzę... dwa leszcze i jedną gwiazdę - Wskazał na grupkę, która właśnie wchodziła do obozu.
- Wspaniale. Punkcik dla ciebie - teraz zostało przekonać dzieciaka do tego, że to nie zabawa, a powinien tak patrzeć cały czas. Ale na to przyjdzie czas. - Fajne, prawda?
- Tak, fajne - zgodził się z nim, nie zbywając uśmieszku z pyszczka. Pożar już jednak wymyślił nowe, lepsze zajęcie. Takie, dzięki któremu będzie mógł w dosyć nieszkodliwy sposób uwolnić swoją złość na liderkę. 
- Wiesz co jeszcze jest fajne? - zapytał, nawet nie czekając na odpowiedź. - Tamten leszcz - znów wskazał na Kamień. - Jest mega giga gruby. Chcesz, żeby ciocia Kamień była brzydkim leszczem?
- No nie wiem... - zaczął, a widząc minę starszego, poczuł się tak okropnie, jakby sam go obraził, przez co się poprawił. - Znaczy... Ciocia jest leszczem, ale ma ładne futelko. Takie czalne. - wytłumaczył.
- Nie prawda - mruknął niezadowolony, czekając, aż malec sam się poprawi.
- Um... Jednak... jak tak telaz myśle to... To jest wielkim, glubym, brzydkim leszczem, takim fuj, fuj i śmieldzi ble - miauknął, oczekując od starszego aprobaty.
- Tak! Bardzo dobrze - zamruczał zaraz z uśmiechem, chwaląc malucha. Zdał sobie sprawę, że jest świetnym nauczycielem. Poklepał młodszego po łebku, pokazując swoje zadowolenie. Nie było łatwiejszego sposobu na obrabianie Kamień dupy, jednak rudy był na tyle zdesperowany, że nie zamierzał się cofać przed nawet najbanalniejszymi sposobami.
- I...i ciocia Kamień tak śmieldzi, że kwiatki usychają - rozkręcał się bardziej, aby zdobyć sympatię kocura. - I ma jape taką kanciastą, bo jest leszczem!
- Świetnie! Wspaniale ci idzie! - zamruczał zachwycony. Może coś z tego smroda wyrośnie. Zaraz chwycił kamień i położył go przed kocurkiem. - Masz. Udawaj, że to ciocia Kamień. Teraz możesz powiedzieć jej to prosto w pysk.
Malec nabrał w pyszczek powietrza, patrząc na kamień. Chciał pokazać mu jaki jest cool, więc przyjął to wyzwanie.
- Cześć ciociu Kamień. Jesteś leszczem, bo śmieldzi ci z japy. Jesteś ofujna, masz mózg jak lisie łajno i capi ci z krzywego pyska jak zeee.... eeee... zdechliska.
Uwielbiał już tego dzieciaka. Nawet jeśli to tylko kociak, a bachory śmierdzą. Jelonek mógł być tym jednym wyjątkiem.
- A teraz opluj Kamień.
Za poleceniem starszego, dzieciak charknął i napluł na kamień, patrząc na kolegę zadowolony.
- Jest telaz baldzo fuuuuj.
- Dokładnie. Na żywo też jest fuj - splunął z nienawiścią na głaz. - Niech się udławi.
- Tak! Niech się udławi, ha tfu - znów splunął na kamień. - Fuj, fuj, zła ciocia Kamień.
- Ślicznie, młody - zamiauczał kolejny raz, po czym pogłaskał kocurka po łebku. - Jeszcze trochę i będziesz mógł powiedzieć to cioci w twarz. To będzie ostatni etap naszej zabawy. Wtedy zostaniesz wielkim zwycięzcą.
- Tak! Będę wielkim zwycięzcą! Zobaczysz! - udawał wcale nie przejętego
- Na to liczę. Wiesz, jaki dumny wtedy będę z ciebie? - miauknął, licząc, że dzieciak na pewno będzie chciał to zrobić.
- Naplawdę? - Oczka mu aż błysnęły. Podskoczył swoimi przednimi łapkami w górę radosny. - To zlobie to! Zobaczysz!
- Tak, naprawdę - zamruczał, zadowolony. - Będę czekał.

***

Jego rozmowa z Tygrys zakończyła się co najmniej żenującym rezultatem. Właściwie, to nic nie osiągnął, jedynie zdenerwował się nastawieniem Tygrys. Nie... nic było złym słowem. Udało mu się wyciągnąć z kotki przynajmniej jakieś informacje. Nie wiedział, czy mu się przydadzą, jednak nie miał zamiaru zapominać o jakże miłej pogawędce z zastępczynią. Z rozmyślań wydarł go Jelonek, który podszedł do niego z żałosnym wyrazem wymalowanym na pysku.
- Coś sie stało?
Obrzucił malucha wciąż niezadowolonym po rozmowie z Tygrys spojrzeniem. Głupia Tygrys. Głupia Kamień. Głupi Klan Burzy. Westchnął. Nie miał czasu dąsać się nad ułomnością władzy w własnym klanie. Zobaczymy, jak Tygrys pilnuje te swoje pociechy, skoro tak się na to zarzekała.
- Twoja mama sprawiła, że jest mi przykro - burknął cicho, robiąc smutną minkę do kociaka. Ten zaskoczony spojrzał na niego, po czym powędrował wzrokiem na mame.
- Jak to? Mamusia nigdy nie splawiłaby nikomu przyklości! Ona lubi jak się uśmiecham, to i na pewno chciała u ciebie wywołać ladość - wyjaśnił mu, siadając obok, próbując go pocieszyć.
- A jednak. Powiedziała mi coś niemiłego. I brzydkiego - wytłumaczył prostym, banalnym językiem, by kocurek na pewno zrozumiał. - Powiedziała, że jestem gorszy od leszczy. - I wziął jego stronę.
Jelonek sapnął, nie mogąc w to uwierzyć. Od razu go pogłaskał po boku łapka, dodając mu otuchy i posyłając wspierające spojrzenie.
- Pewnie to przypadkiem. Mamusia na pewno tak o tobie nie myśli.
- Nie było w tym żadnego przypadku. I myśli. Gdyby tak nie myślała, to by tak nie mówiła. - Mruknął, w głębi duszy nieco rozbawiony reakcją dzieciaka, który teraz zrobił smutną minkę. 
- Na pewno przeplosi, gdy zlozumie, że popełniła błąd. Nie przejmuj się. Ja tak o tobie nie myślę. Jesteśmy przecież przyjaciółmi, plawda? - Otarł się o niego pocieszająco
- Tylko twoja mamusia nie pomyśli, że zrobiła błąd. Bo ciocia Kamień ją podtrzymuje w przekonaniu, że tak jest. Obie myślą, że do niczego się nie nadaję - tłumaczył dalej. - I dlatego się cieszę, że chociaż ty jesteś moim przyjacielem. Najlepszym jakiego kiedykolwiek miałem.
- Jesteś supel, a one się nie znają. Nie przejmuj się ich słowami, plose. Szkoda łez... Może chcesz się pobawić? Zabawa zawsze splawia, że się uśmiecham, to może ci też pomoże? - zaproponował.
- Tak, masz rację... zabawa może pomóc - miauknął, udając nieco pocieszonego. Poczucie, że ktoś inny niż rodzina się nim przejął było... całkiem miłe. To musiał przyznać. Ale... nie, to głupie. To kociak. On każdemu będzie współczuć, jak tylko zobaczy smutek na pysku.

< Jelonek? >

12 listopada 2022

Od Pszczółki (Leśnego Pożaru) CD. Tygrysiej Smugi

Futro na jego karku zjeżyło się nieznacznie. Spojrzał na kotkę z niezadowoleniem, by ostentacyjnie odwrócić łeb i wywrócić oczami, okazując swoją wdzięczność za "pomoc", którą otrzymał. Zachowanie kocicy w jego oczach było co najmniej żałosne. Tyle się nastarał, żeby dostać jakieś półsłówka i sztuczne wyrazy współczucia. Skrzywieniem nosa znów zdradził po sobie podirytowanie.
— Postaram się — mruknął lakonicznie, z jadem w oczach wbijając spojrzenie we własne łapy. Uniósł zaraz łeb, długim ruchem zwracając się do Tygrys, chcąc spróbować jeszcze czegoś. — Ale proszę mi chociaż powiedzieć jedno. Naprawdę myśli Pani, że karanie kota, za coś, co zrobił jak ledwo umiał chodzić, jeszcze gdy miał złamaną łapę, po tym, jak porwał i skrzywdził go więzień jest słuszne? Naprawdę? Czy cofnięto mnie do rangi kociaka rzeczywiście za to, czy miał na to wpływ, no nie wiem, mojego koloru futra? Albo pochodzenia?
— Oczywiście, że tylko i wyłącznie za to — odezwała się natychmiastowo, zdradzając kocurowi tylko to, że miała wbitą to nieszczerą odpowiedź w pamięć. Język tylko wypluł to, co Kamienna Gwiazda kazała mu wyrzucić. — To nie ma nic wspólnego z twoim futrem bądź rodziną, naprawdę. Po prostu... Powiedzmy, że to taka nauczka po latach, która ma cię tylko uświadomić, że to, co stało się przez ciebie z Węglem, nie było niczym dobrym.
— Tylko uświadomić? — wyrzucił zaraz z cichym, zirytowanym parsknięciem. Pokręcił głową, zagryzając zawistnie zęby. — Więc dlatego opóźnia mój trening, niszczy mój obraz w Klanie i upokarza mnie? — po tej całej szopce zaczęły mu puszczać nerwy. Mimo spokojnego tonu, w jego głosie można było usłyszeć raz po raz nerwowe drżenie. Sam to słyszał. Przełknął więc ślinę, mając nadzieję, że to pomoże. — Czekam tylko, aż twoja córeczka za coś dostanie. Będę wtedy tylko patrzył i przypominał, że to tylko taka nauczka. Nie ważne, czy dostanie ją sprawiedliwie czy nie. To przecież tylko taka nauczka po latach, nieprawdaż?
— Ja swoją córkę akurat pilnuje i nigdy nie dopuści się czegoś, co miałoby skrzywdzić innego kota — burknęła podirytowana. — Ciebie za to mogła lepiej pilnować twoja matka. Proszę, gdzie była, gdy zostałeś karany? Dlaczego nie przyszła chociaż spróbować wytłumaczy Kamiennej Gwieździe, że byłeś takim niewinnym dzieckiem? Nie musi siedzieć cały czas w legowisku uczniowskim, mogła wyjść chociaż zaingerować. Wiń też innych, bo za dużo mówisz i za dużo kręcisz, zamiast szukać czegoś, co rzeczywiście udowodni, że byłeś i jesteś grzeczny — rzekła. — Przeszłości nie zmienisz, więc naucz się z nią żyć.
— Skąd wiesz, że tego nie zrobiła? Albo nawet jeśli nie, to może wie, że jak tylko Kamienna Gwiazda usłyszy jej głos, cofnie ją, tak jak mojego ojca, do żłobka? Wzięłaś coś takiego pod uwagę? — uniósł brew, przekręcając łeb. — Kamienna mi nie uwierzy, nawet jakbym jej przyprowadził orszak moich znajomych. Wiesz dlaczego? Bo nikogo oprócz mnie i Węgla w żłobku nie było. A chcesz kolejny powód? Wszyscy są rudzi. Nie ważne, co powiemy, ona zawsze będzie wierzyć swojemu ukochanemu Węgielkowi - mówił coraz szybciej, aż w końcu z jego pyska wydarło się warknięcie. Walnął ogonem o ziemię, rozeźlony. Lisie łajno miało czelność wspomnieć o jego matce. Już i tak powstrzymywał się od wytknięcia kotce takie dobre pilnowanie Diament, że ta najpierw, jak to ładnie mu powiedziała, rozpierdoliła legowisko Kamień, a potem do niego nasrała. Ruda skrzywiła się, dając Pszczółce satysfakcję z doboru słów. Chciał dobrać się do jej skóry, wbijać szpileczki, tak, by dobrze zapamiętała ten moment. Liczył, że wtedy zrozumie, że to wina Kamień i że gdyby nie ona, takiej rozmowy nawet by nie było. Zastępczyni wzięła jednak wdech, kontynuując swój monotonny wywód, próbując utrzymać niewzruszoną maskę.
— I to jest właśnie problem. Byliście tam tylko wy. Okey, może zaprzeczę temu, co wcześniej mówiłam, ale Kamień bardziej ufa Węglowi i nic dziwnego, że to jego słowom zaufała. Może i było to niesprawiedliwe, ale i mi trudno uwierzyć, że jesteś taki niewinny. I nie dlatego, że twój ojciec był zły. On się chociaż stara i rzeczywiście widzę, że intencje czasami ma dobrze. A ty ze swoimi odżywkami wydajesz się gorszy od niego — stwierdziła szczerze.
— 3 księżycowy bachor winny złu wszechświata. Gratuluję punktu widzenia — już dawno zaczęło go zastanawiać, czy tylko on w tym klanie był na tyle inteligentny, że to widział? Poza tym, wciąż utrzymywał, że nie zrobił nic złego. — Cóż, w takim razie będę się bawić z kociakami, skoro tylko do tego się nadaję waszym zdaniem. Dziękuję za wiarę, pani zastępczyni — prychnął, gotowy wstać i przenieść się w drugi kąt żłobka.
— Słuchaj. — Wzięła głęboki wdech, co przykuło uwagę kocura. — Ja też bym wolała, żebyś jednak został uczniem, który przyjął po prostu karne imię i ma więcej obowiązków. Byłoby to pożyteczniejsze, więcej byś trenował, bardziej się męczył i to by zawsze było lepszą nauką. Tak to tracisz czas — burknęła.
— Ktoś to przynajmniej rozumie — prychnął niemalże pobłażliwie, wiedząc, że kotka albo blefuje, albo ma dość ich sprzeczki. Dobrze też wiedział, że mały móżdżek Kamiennej Agonii nie potrafi pojąć takiej opcji. — Cudownie, że mogę zrobić cokolwiek z tą informacją. Kamienna Gwiazda i tak mnie nie posłucha, bo dla niej moje słowa nic nie znaczą. — Mruknął, co spotkało się z kolejnym westchnięciem ze strony Tygrysiej Smugi.
— Przykro mi, ale mało co z tym mogę zrobić. Okey, może jest trochę do ciebie uprzedzona — mruknęła niechętnie — i dlatego przekonanie jej jest prawie że niemożliwe.
— A żeby tylko trochę — burknął, wywracając oczami. — Czekam na dożywocie za ukończenie treningu na wojownika, bo przecież wtedy będę mógł wychodzić sam z obozu. Nierudy złamie sobie łapę podczas wyjścia i od razu podejrzenia będą na mnie, bo nasza liderka jest do mnie "trochę uprzedzona".
— Bez przesady — odparła delikatnie. — Nie będziesz dawał jej powodów do podejrzeń, to nic się nie stanie. Kamień myśleć potrafi, zrozumie, że twój jeden wybryk z kocięcych czasów nie świadczy o twoim zachowaniu na całe życie. W końcu kiedyś dojrzejesz.
— Tak, a ona na pewno to zobaczy —  mruknął, prostując się. —  Już to widzę. Znowu komuś się coś przypomni i wyląduję tu z powrotem, nie ważne za co. Gdyby Kamień taka nie była, to bym tu nie siedział, a trenował 3 razy tyle co reszta, żeby wydojrzeć, nie uważasz?
— Kamień nie będzie żyć wiecznie — zauważyła. To wiedział. I życzył jej szybkiego kopnięcia w kalendarz. — Ale teraz z zażaleniami biegaj do niej. Jest uparta i jej racji nawet cały klan zebrany by nie zmienił. W niczym ci nie mogę pomóc, przykro mi — powtórzyła po raz kolejny w czasie ich rozmowy to puste wyrażenie.
— Więc po coś pytała? — odburknął kotce, poniekąd znudzony. — Widzę, że razem z Kamień lubicie dawać płonne nadzieje. Nic dziwnego, że się dogadujecie — rzucił, tylko i wyłącznie żeby napsuć kotce krwi. Być może i miał nadzieję, że zastępczyni okaże się rozsądniejsza niż ich głupia liderka, ale nieźle się dobrały. Jak grochem o ścianę, do obu nic nie docierało.

< Tygrys? >

31 października 2022

Od Leśnej Łapy (Leśnego Pożaru) CD. Zwęglonego Kamienia

 Uśmiechnął się podle na widok wywracającego się w śnieg Zwęglonego Kamienia. Ha! Przecież pomoc Czarnowrona była opcją zawsze. Ogarnął, ze im blizej rudego będa walczyć, tym miał większą szansę na wygraną. Chciał upokorzyć Węgla. Jak najbardziej się dało. Tak, żeby głupio było mu wstać po tej walce. Nie ważne jak brudne zagrania będzie stosował, nawet nie ważny był teraz wynik walki - chciał pokazać czarnemu, gdzie jego miejsce. A dokładnie zmieszanie z piachem. Szybko doskoczył do Węgla i przycisnął do ziemi tak, żeby kocur łatwo się nie wyrwał.
- Oh, nie spodziewałem się takiej postawy. Lubisz jak ktoś jest nad tobą? - zamruczał mu do ucha. Ten spróbował się wyszarpać, lecz słysząc jego słowa zamarł, by zaraz pokręcić szybko głową, kopiąc go w brzuch.
- Nic nie lubię!
Pożar wypuścił gwałtownie powietrze, gdy poczuł kopniaka na brzuchu. Niech to! Ale wytrzyma. Nie był jakimś nierudym niedołęgą. Uśmiechnął się tylko i mocniej się zaparł, próbując nie dać się zrzucić z góry.
- Nie? Czuję, jak się rumienisz pod futrem - skłamał z kpiącym uśmieszkiem, chcą tylko zawstydzić kocura. - Węgielku, masz przecież partnera... - szepnął tak, żeby Czarnowron nie usłyszał co mówi. Nie chciał, żeby pomyślał sobie nie wiadomo co, jak on się tylko bawił.
Zwęglony Kamień za to wbił w niego przestraszony wzrok, przełykając ślinę.
- T-to tylko walka! Więc... więc walcz, a nie... - Po czym znów spróbował go z siebie zrzucić
- Przecież walczymy... chyba, że widzisz to inaczej? Nie wiedziałem, że jesteś taki niegrzeczny - zamruczał, słysząc jego nerwowe przełknięcie. Nim Węgiel zdołał go zrzucić, udało mu się dać mu, lekko bo lekko, ale wciąż w mordę, a jak tylko znalazł się na śniegu, znów zaszarżował, by nie dać kocurowi chwili oddechu. Zwęglony upadł, gdy ten go powalił, jednak spróbował dać mu również po pysku łapą. Dzielnie zniósł plaskacza, by zaraz, niby przypadkowo, pośliznąć się na śniegu obok i docisnąć czarnego całym ciężarem ciała.
- Ups... - zamruczał, ciekawy reakcji Węgielka, który skrzywił się, gdy kocur go przygniótł.
- Złaź ze mnie - miauknął, czując się bardzo niekomfortowo z tym, że ten wręcz na nim leżał. Miał świadomość, że z daleka mogło wyglądać to dwuznacznie, jednak nie miał zamiaru się podnosić.
- A poprosisz mnie ładnie? - uśmiechnął się, układając się nieco wygodniej.
Dech mu zaparło w piersi, a wzrok od razu zaczął wodzić za Czarnowronem, który przecież powinien ogarnąć swojego ucznia! Zaczął się wić pod nim, próbując go z siebie zepchnąć.
- N-nie - odparł uparcie. - Z-zejdź, bo Czarnowron cię skrzywdzi... On bywa... zazdrosny
- Przecież my tylko ćwiczymy. Nie ma się czym martwić - zapewnił, zerkając na Czarnowrona. - Nie przypuszczałbym, że możesz mieć takie myśli, Węgiel - mruknął, na co czarny spalił się ze wstydu bardziej.
- J-j-ja nie mam... A-ale on może mieć... zresztą nieważne! - pisnął, próbując zrzucić z siebie Pożara.
- Nie? A kto mi tu szepta takie rzeczy pod uchem? - Rudzielec uśmiechnął się, unosząc brew, tylko bardziej przyciskając się do czarnego.
-T-to nie tak! P-poprostu czuję się n-niekomfortowo jak tak na mnie leżysz. T-tak nie wygląda walka - miauknął próbując się wydostać spod jego ciała.
- Unieruchomiłem cię. To chyba część walki, nieprawdaż? - przekręcił łeb. - Ale jak ci nie pasuje, to... - mruknął, by chwycić za jego ucho i delikatnie przygryźć. - Bardziej wygląda na walkę?
- N-n-nie... - pisnął, czując jak wali mu w panice serce. Wyciągnął łapę spod jego cielska, po czym odsunął jego głowę do tyłu, dalej walcząc o wolność.
Delikatnie wbił kły w jego łapę, nie dając się tak łatwo zrzucić. Jego plan działał. Słyszał to zakłopotanie, tą panikę w jego głosie. Czuł, jak kocur się wierci, ale Węgiel był całkiem wygodny. Nie miał zamiaru tak łatwo dać się zrzucać. Nie, jak tak dobrze się bawił. Węgiel za to skrzywił się czując jego kły w łapie. Uwolnił kolejną, dając nią mu mocno po pysku, dalej próbując się wydostać. Na ten ruch, uczeń zmarszczył nos, niezadowolony z plaskacza.
- Widzę, że chcesz się zamienić? - zamruczał mu jeszcze do ucha, nim szybko z niego zlazł, by sypnąć mu śniegiem w oczy podczas wstawania.
Stęknął, gdy został na chwile oślepiony, wytarł pysk i otrzepał głowę, posyłając mu niezadowolone spojrzenie.
- A żebyś wiedział! - miauknął tylko, po czym zaatakował go. Leśna Łapa nie spodziewał się takiej odpowiedzi, a na pewno nie szybkiego ataku. Nie zdążył uniknąć i zaraz wylądował w śniegu.
- Czarnowron nie będzie zły? - posłał mu uśmieszek.
Szybko od niego odskoczył, jeżąc sierść z paniką.
- W-walczymy tylko - miauknął, po czym sam sypnął Pożarowi śniegiem w pysk, uderzając go łapą w bok. Ten syknął, gdy śnieg wpadł mu w oczy, więc zamachnął się na ślepo, mając nadzieję, że w coś trafi. Zrobił unik, gryząc go w ogon. Co jak co, ale nie zamierzał się łatwo poddać, zwłaszcza że ten już wytrącił go tak bardzo z równowagi. A to gnida. Prychnął, a gdy pozbył się śniegu z oczu, próbował szybko wstać z ziemi.
- Podoba ci się, że gryziesz tak łapczywie?
- N-nie wiem co masz na myśli - miauknął. - Skup się na walce, bo nigdy nie zostaniesz wojownikiem. - Po czym znów go zaatakował
- Jestem skupiony - rzucił, robiąc unik, co było niemałym wyzwaniem na śniegu. - Ty chyba mniej - parsknął, atakując jego bok. Węgiel zacisnął pysk, nie odpowiadając na to. Jednak rzeczywiście. Nadal był rozkojarzony, przez co upadł, lecz szybko wstał na łapy.
Lamus przewracał się o własne łapy. Co znaczy, że jego zabawa podziałała. Czas mu jeszcze ładniej podziękować za to, co odwalił. Oblizał pysk po czym skoczył na niego, chcąc wgryźć się w grzbiet albo kark. Nie zdążył umknąć i przed tym, bo po prostu się poślizgnął. Zamiast odskoczyć, wywrócił się na pysk, czując zęby młodszego na swoim ciele.
Wbił się w jego ciało niczym pijawka, nie dając się tak łatwo zrzucić. Kąsał go w kark, coraz mocniej, cały czas pilnując się, żeby go nie zranić. Chociaż... Czarnowron raczej nie będzie miał nic przeciwko tłumaczenia się, że to jego trochę poniosło. Wgryzł się więc mocniej, a dopiero czując śnieg z jednej strony, a ciężar kocura z drugiej, puścił, nie chcąc utknąć między ziemią, a nierudym, który skrzywił pysk czując ból na skórze. Kocur teraz zaczął walczyć na poważnie. Udało mu się wstać na łapy, dysząc ze zmierzwionym futrem. Skoro tak chciał, to dobrze. Zaatakował go ponownie, próbując też go pokąsać. Nie zdążył uniknąć ataku Węgla i jak głupi pozwolił się powalić. Syknął głośno, mając nadzieję, że to jakoś uratuje mu skórę, po czym spróbował zrzucić Węgla tylnymi łapami.
Mocno się w niego wczepił, wgryzając w jego sierść, jednak był pod tym względem delikatniejszy od ucznia. Nadepnął mu nogą na brzuch, mając nadzieję, że to wystarczy do jego poddania się.
- Pizda z ciebie - wypluł na jednym wydechu, czując tylko, jak Węgiel się z nim cacka. Jak już bili się na poważnie, to nie chciał być traktowany jak jakiś nędzny bachor co nie potrafi się obronić czy wytrzymać mocniejszych ataków. Nadepnięcie na brzuch chwilowo zabrało mu oddech, jednak był teraz tylko bardziej wkurzony. Nie miał zamiaru przegrywać z dziwadłem! Użarł go w łapę, myśląc, że być może to mu pomoże w pozbyciu się przeciwnika z siebie.

<Zwęglony Kamieniu?>

09 października 2022

Od Leśnej Łapy (Leśnego Pożaru)

Mimo przeprowadzki, jego trening nie zwolnił. Na szczęście. Już i tak miał problem z Kamienną Agonią na karku. To przez nią tyle był miernym uczniem! Najpierw kara, a teraz patrzyła na niego jak na prawdziwego diabła po akcji ze zgromadzenia! Cały czas pieściła się nad Węgielkiem, który został opętany na zgromadzebiu. Ale on też był! A jakoś nie otrzymywał specjalnego, troskliwego traktowania ze strony liderki. Prychnął głośno, widząc jak Węgiel chowa się przed nim w cieniu. Dobrze. Powinien się bać. Był wściekły, że taka durna kupa futra mogła zostać wojownikiem nie przysługując się klanowi, a on by musiał wykonywać katorżnicze prace by Kamień się nim chociaż zainteresowała. Żałosne.
– Pożar – jego imie padło z ust matki, która jakby znikąd pojawiła się obok. Obrzucił ją zirytowanym spojrzeniem, by po chwili odetchnąć, wbijając wzrok w łapy. Szczypiorkowa Łodyga polizała kocura troskliwie za uchem, posyłając mu ciepłe spojrzenie. – Przejmujesz się tym nierudym plebsem? – miauknęła, równając swój krok z syna.
– Działa mi na nerwy – burknął krótko, strzepując uchem.
– Nie powinieneś się nim przejmować. – Powiedziała stanowczo. – Tak wspaniały rudzielec jak ty nie powinien brudzić sobie myśli czymś takim.
Pożar kątem oka zobaczył ostrość w jej spojrzeniu. Karciła go? Za to, że myślał o czarnym?
Miała rację. Zachowywał się głupio. Myślał o durnotach. Jednak nie mógł od tak wyrzucić w pamięci spojrzenia Zwęglonego Kamienia, gdy jego pysk tonął w szkarłacie i strachu. Wciąż czuł zapach jego przerażenia i krwi. Wciąż pamiętał ten smak na języku… i to, że w tamtym momencie czuli to samo. Obrzydliwe, dręczące.
– Tak, mamo. – Potwierdzil jej tylko, opuszczając głowę skruszony. Kotka skinęła lbem, po czym otarła się o syna i uniosła jego szyję, zmuszając go do wyprostowania się.
– Głowa do góry, synku. Teraz, gdy pozbyłeś się brudów z pamięci, znowu możesz chodzić z dumą – zamruczała. – Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Ptaszki świerkają, że ktoś niedługo zostanie mianowany – uśmiechnęła się szerzej. – Jestem dumna, synu.
Pożar otworzył szerzej oczy na tą wiadomość. Kamień nareszcie zobaczyła jego wspaniałość? Aż niemożliwe… jednak spojrzenie szylkrety wskazywało na to, że rzeczywiście tak się stało. Jego mordkę od razu rozjaśnił charakterystyczny uśmiech.
I tak jak Szczypior zapowiedziała, Kamienna Gwiazda wywołała jego imię podczas jednego z postoi.
– Leśna Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– Przysiegam.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Leśna Łapo, od tej pory będziesz znany jako Leśny Pożar. Klan Gwiazdy cieni twój spryt i charyzmę, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Uśmiechnął się dumnie, słysząc wykrzykiwane nowe imię. Teraz wzrok Kamień gówno mógł mu zrobić i nareszcie będzie mógł mieć spokój od treningów z Węglem i Czarnowronem. Po ceremonii ciemnooki przyszedł do niego i poklepał go po głowie. Pożar prychnął, rozbawiony gestem dawnego już mentora.
– Gratulacje, młody – zamruczał starszy. – Najwyższa pora, co?
– Tak. Najwyższa. – Odparł krótko, spoglądając na wyjście z tymczasowego obozu, gdzie będzie musiał spędzić noc. 
Durna tradycja.

07 października 2022

Od Leśnej Łapy

 *zgromadzenie*

Z dumnie uniesioną głową i futrem wyczyszczonym do perfekcji, po królewsku maszerował na zgromadzenie. Jego ruda szata delikatnie falowała przy każdym kroku, ciesząc oko każdego, kto szukał perfekcji.
Musiał się godnie reprezentować. Siebie i swoją rodzinę. Bo kto, jeśli nie on? Było to jego pierwsze zgromadzenie i mimo, lekko mówiąc ciekawych opowieści, z niecierpliwością wyczekiwał wymarszu z obozu. Kamień nareszcie go wzięła. Straucha może nareszcie zaczęła rozumieć, że prezentuje Klan Burzy jako gówno i potrzebuje pomocy rudych by sobie poradzić.
Z perspektywy czasu głupim było zakładać, że nic większego tej nocy się nie stanie. Leśna Łapa miał zamiar pomęczyć Zwęglony Kamień. Na tym miała się kończyć jego rozrywka, jego plan. Jednak los, a raczej Mroczna Puszcza miała inne plany. Ze znudzeniem i irytacją patrzył, jak czarny ogon oddala się w tłumie. Jak znika, zostawiając za sobą parę śladów. Usłyszał pierwszy grzmot. Jego oczy rozświetliła podniebna bitwa, gdy nagle, wszystko wokół ucichło. Zaniepokojone pomruki kotów, przerażone piski czy okrzyki zdziwienia. Nawet pioruny ucichły, by zaraz raz po raz odezwać się na nowo, jednak jakby z oddali. Wtem ciemność spowiła jego wzrok, a łapy jakby oderwały się od ziemi. Czuł zapach własnego strachu. Nie wiedział, co się działo. Próbował obracać głową, szukając czegokolwiek innego niż nienaturalna czerń, jednak nie czuł własnych mięśni. Pustka zalała jego płuca, a strach napędzał coraz płytszy oddech.
- Nie bój się, Pożarze - ciepły głos odezwał się nagle, poprzedzony dźwiękiem krwistej kropli roztrzaskującej się o ziemię. - Wiesz, kim jestem?
Obecność bytu przyniosła mu dziw. Dziwne poczucie bezpieczeństwa, ciepła, ukojenia. I mimo, że nie widział postaci, która do niego mówi, miał wrażenie, że skądś znał ton czy charakter głosu.
- Przyszłam pokazać ci siłę, mój prawnuku. Prawdziwą siłę.
Po tych słowach odzyskał połowę wizji. Nie czuł łap, jednak wiedział, że poruszają się do przodu. Nie on jednak kontrolował swoje ciało. Dusza zmarłej kocicy przejęła jego mięśnie, jego skórę, jego nerwy, robiąc sobie z niego marionetkę. Jednak on nie widział tego w ten sposób. Dla rudego zaszczytem było, że Piaskowa Gwiazda, we własnej osobie postanowiła obdarzyć go czymś tak wyjątkowym, niezwykłym. - Kamienna Gwiazdo - ryknął donośnie obcym głosem, zwracając na siebie uwagę liderki. Głos wydobywający się z rudej gardzieli łatwo było rozpoznać, a jedno ze ślep kocura zabłysło złotem. - Zrywam moją obietnicę. Tej nocy żadne prawo nie będzie dłużej obowiązywać. Klan Gwiazdy polegnie, a wasze ciała spłoną na tych terenach.
Kontrolowany przez Piasek, z prędkością błyskawicy doskoczył do Zwęglonego Kamienia, powalając go na ziemię w akompaniamencie grzmotu. Wgryzł się w jego gardło, a gdy topił kły w czarnym ciele, z rudego nosa poszła strumyczkiem krew, a z lewego, wciąż pomarańczowego ślepia spłynęło parę łez, które po chwili mógł zasmakować zmieszanej z krwią czarnego.
Nie wiedział, co się dzieje. Nie panował nad swoim ciałem. Nie panował nad mową, ruchami, niczym. Nie było dłużej jego. Mógł tylko patrzeć, co robiła z nim Piaskowa Gwiazda.
Powinien czuć się dumny? Powinien cieszyć się, że to jego wybrała, by pokazać swą siłę? Biorąc głębokie oddechy, które rozpływały się w pożyczonych płucach, patrzył prosto w przerażone, brązowe ślepia. Parę kropel krwi spadło na czarny pysk, który skrzywił się przy kontakcie z nią. Zobaczył swoje odbicie w brunatnej tafli i pierwszy raz mógł zrozumieć, co czuł Zwęglony Kamień. Gdyby nie Piaskowa Gwiazda, rudy uciekałby w popłochu, szukając najbliższej kryjówki. Bał się, cholernie się bał tego co zobaczył. Ten pysk nie był jego, ten wzrok nie był jego.
Po zgromadzeniu wiedział, z pewną ulgą przyjął do wiadomości to, że mieli się przeprowadzić. Że mógł opuścić to miejsce. Mimo zaszczytu, jakiego doznał, nie czuł się tak wspaniale. Przecież powinien być zachwycony. Powinien skakać ze szczęścia, że babcia wybrała akurat jego. A czuł się... obco. To uczucie potęgowało tylko to dzienne spojrzenie Zwęglonego Kamienia. Gdyby nie on, prędzej zapomniałby o tym zgromadzeniu.

[przyznano 20%]

05 października 2022

Od Pszczółki (Leśnej Łapy) do Tygrysiej Smugi

 *jeszcze za czasów kary*

Nareszcie mógł zaznać chwili spokoju od bachorów Tygrysiej Smugi. Owszem, zabawa w uczenie brzydkich słów Jelonka była wyśmienitą rozrywką, jednak nawet i najwspanialsze zajęcia kiedyś męczą. W szczególności, gdy robi się za niańkę z przymusu. I akurat wtedy musiała podejść do niego matka latającej po żłobku gówniarzerii. Jej rude futro zabłysło mu w kącie oka, a głos zadzwonił nieprzyjemnie w uszach. Starucha miała w sobie coś irytującego, nawet jeśli nie mógł przypiąć do tego znanej mu cechy na ten moment.
- Hej Pszczółko! - zapiszczała radośnie, z słyszalną satysfakcją w głosie. - Jak radzisz sobie w swojej nowej rzeczywistości? Musi być ci ciężko, prawda?
Strzepnął uchem. Oczywiście, usłyszał jej przywitanie, jednak, tak jak z Węglem, nie miał zamiaru reagować na to idiotyczne imię. Nie było jego! Nie ważne, co w bani ma Kamienna Agonia (nie miał zamiaru nazywać jej Gwiazdą), on nie będzie tak łatwo dał soba pomiatać. Nawet niekompetentnej liderce. Przymknął tylko ślepia, udając, że ruda popleczniczka Kamień nie istnieje. Ta, zamiast sobie odpuścić, uparła się na nawiązanie rozmowy i odkaszlnęwszy głośniej, znowu zaczęła swoje.
- Czy wszystko w porządku? - zapytała wciąż spokojnie, jednak tym razem bardziej stanowczo.
Że też i ta musiała się do niego przyczepić. Mu wystarczyły jej bachory, nie potrzebował mieć na głowie ich matki. Widząc jednak, że ta nie odpuści, posłał jej delikatny, sztuczny uśmieszek. - W jak najlepszym, proszę pani - miauknął uroczo. Dobrze wiedział, że jak Tygrys potwierdzi jego niewinność to Kamień da mu spokój. Kotki właściwie ze sobą chodziły, więc to była najlepsza droga. - Co by miało być nie tak?
- Wiele - odparła bez zastanowienia, nie dając się zwieść niewinnym spojrzeniom. - W końcu nie bez powodu zostałeś ukarany. Nie chciałbyś coś więcej powiedzieć na ten temat? Coś na swoją obronę? - spytała.
Oh, więc to ją interesowało. W zasadzie czemu się z nią nie podzielić częścią przemyśleń? Na pewno ucieszy się, słysząc jego część historii. Może chociaż trochę przejrzy na oczy i zrozumie, jakim absurdem była ta kara. - Powód może był. Ale przestarzały o 7 księżyców - odpowiedział ze spokojem. - Zwęglony Kamień postanowił pochwalić się Kamiennej Gwieździe, że jak miałem 3 księżyce to mnie uderzył i żeby zamknąć mi pysk postanowił zrobić co zechcę. 3 księżycowy brzdąc uznał, że skoro kocur nie ma czegoś pod ogonem to jest kotką, więc chciałem mu pomóc to odkryć. Proste, prawda? Nie chciałem źle dla niego. Po prostu dla młodego kociaka wydawało się to logiczne. Może pani nie pamięta, jak to jest być takim malcem, ale pani dzieci są niewiele młodsze. Nie pytają o jakieś odrealnione rzeczy? - przerwał pytaniem retorycznym. Oczywiście, że pytały. To głupie bachory. Idealne na powołanie się na nie. - Więc tak, pół roku później, zostałem cofnięty do rangi kociaka za coś, co zrobiłem jak ledwo co nauczyłem się chodzić. Sprawiedliwe, prawda? Ale oczywiście, powinienem się przyzwyczajać. Kamień nie jest przyjaźnie do mnie nastawiona i zawsze weźmie stronę Wegielka, tylko dlatego, że jestem rudy, a moimi rodzicami są Rozżarzony Płomień i Szczypiorkowa Łodyga. Piękna sprawiedliwość - zamruczał z wymuszonym uśmiechem. Przez cały wywód utrzymywał spokojną osłonę. Już raz to opowiadał, więc nie plątał się nigdzie w tłumaczeniu. Nie było tu gdzie się plątać. Przecież wszystko, co powiedział, było prawdą.
- Mhm - mruknęła, starając się podejść sprawiedliwiej do tematu. Nie mogła przyznać się do tego, że sama miała krzywe spojrzenie na kocura przez błędy jego rodziców. - Może rzeczywiście Kamień jest wobec was trochę bardziej surowa, ale twój czyn ogromnie namieszał w życiu Zwęglonego i ma prawo wyciągnąć konsekwencje w ramach zadośćuczynienia. Im szczerszą i większą skruchę wyrazisz, tym szybciej możesz jej zaimponować i pozbyć się kary - zasugerowała, zbyt bardzo chcąc wypędzić go z tego miejsca.
- Mój czyn? Miałem 3 księżyce. To tak jakby twój maluch coś zrobił, bo chciał dobrze, a nie wyszło i potem jak jest uczniem by wrócił za to do żłobka, bo komuś coś się przypomniało - prychnął. - Skruchę? Mam przepraszać za to, że Węgiel mnie walnął jak byłem bachorem? I próbował uciszyć spełnianiem życzeń?

<Pani Tygrys?>

[przyznano 5%]

Od Pszczółki (Leśnej Łapy) CD. Zwęglonego Kamienia

 *jeszcze za czasów kary*

- A za to że mi sprzedałeś lepa jak byłem kociakiem? A nie, zaraz... przecież nie byłoby tej całej zabawy z przerabianiem cię na kotkę jakbyś tego nie zrobił - zauważył, unosząc jedną brew. - Więc chyba jednak należą mi się przeprosiny, kolego.
- Jak ci ją dałem, to od razu przepraszałem, ale dla ciebie to było za mało - wytknął mu to. - Więc nie mów, że tego nie było.
- Bo byłem poszkodowany, bolało... - wymieniał, by zaraz wzruszyć ramionami. - Chciałeś to zatuszować, a teraz Kamień myśli, że jesteś taki niewinny. Jakbyśmy mieli być kwita, to skończyłoby się na przyjacielskiej pogawędce, jak kocur z kocurem. A tak, musiałeś to zawlec do liderki...
- Z tobą się nie dało rozmawiać - Skrzywił się. - Prędzej byś mnie zwyzywał.
Być może ten wypłosz miał rację. Ale to tylko i wyłącznie jego wina, że dał sobą tak pomiatać. Albo że reagował tak wspaniale, że szkoda było siedzieć bezczynnie i nic mu nie psuć krwi.
- Węgielku, przeproś go - westchnął w końcu Czarnowron. - Nawet jeśli to zrobiłeś, to nie zaszkodzi ponownie. Widzisz, on cię przeprosił, to teraz twoja kolej. No już - Poklepał czarnego ogonem po grzbiecie. Ten pochylił głowę jakby to on był tu skazańcem, a nie Pszczółka.
- Ale... - Chciał się wykłócać.
- Kochanie, kończ już ten cyrk. Przepraszasz go i już. - miauknął stanowczo rudy, zmęczony tymi podchodami.
Węgiel zmierzył Pszczółkę niechętnym spojrzeniem, mrucząc pod nosem.
- Głośniej - rozkazał rudy.
- Przepraszam - powiedział tak by to oboje usłyszeli.
Zamruczał głośno, ze zmrużonymi z zadowolenia ślepiami. Doprawdy uwielbiał Czarnowrona. Nie mógł uwierzyć, że dostał co chciał. Ba, co mu się należało. Niestety raczej żadna siła nie przekona liderzyny do zmiany zdania, więc to była druga najlepsza rzecz. I nie chodziło nawet o same przeprosiny. Po co mu były przeprosiny od jakiegoś nierudego debila? Chodziło tylko i wyłącznie o upokorzenie Węgla przed samym sobą. I co? Wychodziło pięknie. - Wybaczam ci - miauknął w końcu z wyższością. - Widzisz, jak miło jest się przyjaźnić?

<Zwęglony?>

[przyznano 5%]

16 września 2022

Od Pszczółki (Leśnej Łapy) CD. Zwęglonego Kamienia

Dotknął go. Dotknął go swoją obrzydliwą, czarną łapą. Pożar położył po sobie uszy i momentalnie odwrócił łeb w stronę czarnego, wbijając w niego mordercze spojrzenie.
- Oh, chcesz przeprosin? - zaczął, wstając ze swojego miejsca. Głupie jęczenie Węgla doprowadzało go do szału. Gniew się w nim gotowała, odkąd czarny otworzył do niego pysk, zwracając się tym prześmiewczym, żałosnym imieniem. Nie miał zamiaru mu tak łatwo teraz odjeść. - Dobrze, przepraszam żeś taka pizda, że nie potrafiłeś rozwiązać sprawy z 3 księżycowym kociakiem do tego stopnia, że 7 księżyców później z podkulonym ogonem i zasmarkanym nosem poleciałeś do kotki z którą się mizdrzysz na boku po to, żeby mnie ukarać, bo nie potrafiłeś się obrobić przed połamanym dzieciakiem. Może gratulacje też byś chciał, co? - syczał, cały czas zbliżając łeb do idioty, rzucając mu wyzywające spojrzenie prosto w oczy. Zwęglony Kamień widocznie przestraszył się nagłego ataku, otwierając szeroko brązowe ślepia.
- Gdybym to zrobił wcześniej, to bym nie żył, przez Piaskową Gwiazdę i twoją matkę - położył po sobie uszy. - A skoro wszyscy rasiści teraz płacą za swoje winy z przeszłości, ty nie mogłeś pozostać bezkarny - rzucił.
- Mógłbyś też, no nie wiem, postawić się 3 księżycowemu kociakowi? Który mógł gówno zrobić ze swoją połamaną łapą? Ah, zapomniałem, nie masz jaj, żeby to zrobić. Oh, ale widzę, że Kamień o nie zadbała bo nagle przypłynęło ci energii - prychnął. - A problem z twoim rozumowaniem jest taki, że to nie moja wina. Tylko twoja. Tylko i wyłącznie twoja - wysyczał z jadem. - Gdybyś był normalnym wojownikiem to słowa takiego bachora przeszłyby ci mimo uszu, a tak uderzyłeś mnie i zgodziłeś się na układ. Widzisz? Co ja miałem do twojej debilności?
Czarny chwilę stał w ciszy, skacząc wzrokiem po pysku Pożaru, by ostatecznie wbić spojrzenie w podłogę.
- I tak żądam od ciebie przeprosin, Pszczółko. - mruknął tylko niezadowolony.
- I przeprosiłem. Nie słyszałeś? Wyrecytować ci jeszcze raz, o niedosłyszący pół kocurze?
- To nie były szczere przeprosiny. Obraziłaś mnie w nich kilka razy. - prychnął, akcentując mocno żeńską formę w słowie, by mógł zaznać odrobinę tego upokorzenia, które on sam na co dzień przeżywał. 
- Jeśli jeszcze raz powiesz do mnie jak do kotki, zacznę się zachowywać jak ty i pożałujesz tego - fuknął, jeżąc się na grzbiecie.
- Będę mówić tak na ciebie, jak ty na mnie, póki mnie szczerze nie przeprosisz, Pszczółko. - odpowiedział mu, nieprzejęty jego słowami.
- Powodzenia - prychnął wywracając oczami. - Nie dostaniesz szczerych przeprosin. Bo nie żałuje tego co zrobiłem. Gdybym żałował, Czarnowronowi byłoby przykro, bo to oznaczałoby, że nie cieszę się z waszego związku. A ty nie chcesz chyba dołować swojego ukochanego, prawda?
- Nie musisz cieszyć się z naszego związku. Przeprosiny i to nie mają ze sobą nic wspólnego. - Machnął ogonem. - Właśnie widzę, że nie żałujesz. Jesteś okropną, niewychowaną kotką, dlatego właśnie będziesz uczyła się szacunku, a nie udawała. - miauknął. - Tym razem to nie ty jesteś górą.
Słysząc jak znowu się zwraca do niego jak do baby, coś go strzeliło. Zamknął oczy i wziął głębszy wdech. Cóż, sam tego chciał.
- Oh nie, jestem Zwęglona Pszczółka, nie mam jaj, a moje życie jest takie smutne - podciągnął parę razy nosem. - Może pójdę dać dupy Kamiennej Gwieździe, bo do niczego innego się nie nadaję - jęknął, próbując naśladować ton głosu Zwęglonego. - Dlaczego Pożar nie chce mnie przeprosić? To przecież nie moja wina, że nie ogarniam swojego życia. Wszyscy są winni tylko nie ja, chlip chlip. Brzmi znajomo, co? A teraz wyobraź sobie, że cały klan musi to słyszeć parę razy dziennie. Może i ty wisisz komuś przeprosiny po tym, jak dostał infekcji ucha od twojego jęczenia.
- Nie obrażaj mnie - miauknął Węgiel ze łzami w oczach. Odwrócił głowę w bok, a Czarnowron tylko na to westchnął, a Pożar parsknął pod nosem, zadowolony z swojego aktu.
- Leśna Łapo, nie tak głośno. Widzisz, że moje kochanie jest delikatne - rzucił Czarnowron, kręcąc głową.
- Oj, obraziłem uczucia damulki? - syknął z drwiną, mrużąc ślepia. Na słowa Czarnowrona tylko prychnął. - Dobrze, przepraszam że byłem głośno i że uraziłem delikatny kwiatek Klanu Burzy - mruknął, mając nadzieję, że po przeprosinach Węgiel się odwali.

< Zwęglony Kamieniu? A może raczej Delikatny Kwiatuszku? >

[przyznano 5%]


Od Pszczółki (Leśnej Łapy) CD. Jelonka (Jeleniej Łapy)

- Nasz sekret - posłał mu oczko. Dzieciak chłonął wszystko jak gąbka. Nie mógł uwierzyć, z jaką łatwością nauczył go przeklinania. Kamień chciała wojny, więc wojnę dostanie. Powinna dobrze wiedzieć, że posyłając go do żłobka narobi więcej problemów niż pożytku. A z odrobiną szczęścia skłóci lidereczkę z panią zastępczynią i łachura dostanie za swoje. By to osiągnąć, musiał dobrać się do bachorów. Więc co jeszcze mógł tego purchalaka nauczyć... - Wiesz, jaka jest jeszcze fajna zabawa? Mówienie miło o innych kotach! Może nie brzmi aż tak ciekawie, ale jeśli dodasz do tego punkty i to, że kto powie coś ładniejszego wygrywa zupełnie to zmienia! A jeśli wygrasz, dajesz przegranemu wyzwanie. Co ty na to? - miauknął przyjaźnie z niewinnym uśmiechem na pysku.
- Nie bawiłem się nigdy w taką zabawę - miauknął, jednak pokiwał głową. - Jasne! Możemy splóbować! Ja jestem baldzo miły. Mamusia potwieldzi
- Tak, ale żeby zdobyć punkty w tej zabawie, trzeba być milszym niż ja. A ja jestem super miły - zamruczał. - Kamienna Gwiazda potwierdzi. Inaczej by mnie tutaj nie przysyłała. Więc dlaczego nie zaczniemy od niej, co? Znasz jakieś bardzo bardzo miłe słowa?
- Ciocia Kamień? - To był wyśmienity pomysł! Lubił ją bardzo i nie miał oporów, by powiedzieć jej coś miłego. - Tak znam. Mamusia mnie nauczyła. Na przykład... Baldzo ładnie pani wygląda, jest pani supel silna i wielka, najlepsza lidelka jaką klan burzy widział! Chciałbym być taki jak pani - wymieniał mu dzieciak,na co rudy skrzywił się z obrzydzeniem na pysku.
- Nie, nie, nie - zatrzymał go zaraz. - To sa tylko zwykłe miłe słowa. A my chcemy bardzo super miłe.
Jelonek przekrzywił pytająco główkę.
- A jakie są supel miłe? Nie słyszałem o takich - wyznał. Chciał dowiedzieć się jak mógł zapunktować u cioci, więc nadstawił uszy.
- Na przykład... - udał, że się zastanawia. - Pierdolona pani Kamień jebie i ma zęby wspaniałe jak lisie łajno - miauknął tak, by Tygrys go nie usłyszała. Nie mogła go przecież przypłapać na sprzedawaniu takich słów jej bękartowi. - Widzisz? Trzeba używać słów z poprzedniej zabawy.
- Supel... - westchnął Jelonek z zachwytem i błyskiem w zauroczonych oczkach.
- Co nie? Jako, że dopiero się uczyć, dam ci jeszcze jedna szansę. Próbuj - miauknął z uśmiechem.
- Pieldolona pani Kamień jebie i ma zęby wspaniałe jak lisie łajno - pisnął radośnie, powtarzając po starszym koledze. Taka prosta zabawa: uczenie dzieciaka przeklinania i plucia na Kamień, a tak radowała jego złośliwe serduszko. Ta niewinna mordka puchlnego kocięcia z której sypią się tak podłe słowa na znienawidzoną przez Pożara liderkę... miód na uszy!
- Ślicznie - zamruczał rozmarzony. - To teraz może... tamten - miauknął, wskazując na niebieskiego kocura. - Co o nim powiemy?
Spojrzał na wojownika, zastanawiając się. - Um... ja bym powiedział, że ma ładne futelko, takie jak niebo i wygląda na silnego wojownika.
- Skucha! Musisz być milszy, pamiętaj! - miauknął z rzadko spptykaną u niego cierpliwością. - Ma mózg jak lisie łajno i capi - powiedział. - To znaczy, że jest mądry i ładnie pachnie, ale wszystko tak bardzo bardzo.
- Ma mózg jak lisie łajno i capi - powtórzył, zapamiętując słowa. - Dobrze. To eee o ta - Wskazał na innego wojownika. - Też capi! - Uśmiechnął się dumnie.
- Świetnie! Punkt dla ciebie! - zamruczał głośno pochwałę. Jego oko zaraz pochywicło futro jego wroga, a w głowie już urodził mu się kolejny pomysł. - A ten? Ten to ofujny, nierudy oblech, któremu jedzie z pyska. Wiesz dlaczego ofujny?
- Dlaczego ofujny? - zaciekawił się nieznanym słowem.
- Bo nierudy. Nierude jest ofujne. Dlatego twoja mamusia jest ruda. Czyli dobra i wspaniała. Prawda? - "dobra i wspaniała". Ta, na pewno. Ledwo mu to przeszło przez gardło. Jednak to była najłatwiejsza forma pokazania dzieciakowi, że rude futra były lepsze.

<Jelonku?>

[przyznano 5%]

13 sierpnia 2022

Od Pszczółki CD. Diamentu

— No — odparła, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, zaś uczeń stojący tuż przed nią był po prostu debilem. — Mama to zastempca. Obroni mnie — wzruszyła barkami. Pomarańczowe spojrzenie zaiskrzyło, wyczuwając kolejną okazję jak tu by się odegrać na Kamień. Zidiociała liderka wysłała go tutaj, więc teraz zapłaci korupcją młodzieży Klanu Burzy. Sama tego chciała. On się w tańcu nie pierdolił, nie będzie siedział grzecznie na dupie, czekając, aż łaskawa pani się nad nim zlituje.
— I zajebiście, młoda — odparł z szerokim, niecnym uśmiechem na rudym pysku. Nareszcie czarny babsztyl dostał to, na co zasłużył. Gówno. — A mocno? Poczuje na pewno? — upewnił się, zainteresowany umiejętnościami bachorka.
— Śmieldzi. Aż się zygać chce — odparła niewinnie, jakby właśnie prowadzili rozmowę o kwiatkach — Bendzie capić mocno — zapewniła z cholerną dozą dumy i zadowolenia z siebie, na co kocur uśmiechnął się szerzej.
— I dobrze. Bardzo dobrze — zamruczał uradowany. Ta młoda też była niezła. Może będzie się dało z nia pracować. Jak z Jelonkiem. Chociaż ta wydawała się nawet bystrzejsza niż jej tłusty braciszek. — Następnym razem nażryj się czegoś mocnego, to będzie jebać bardziej — doradził jej, chcąc tylko uprzykrzyć życie liderzyny bardziej.
— To nastepnym razem. Chocias pewnie bemdzie wiedzieć, że to ja. Juz jej wcześniej buldel zlobiłam — pochwaliła się swoim innym wyczynem, a Leśna Łapa uniósł brew — Lozpieldoliłam jej legowisko — wyjaśniła szybko i po krótce.
— Rozpierdoliłaś, mówisz? Była wściekła? — zapytał, by zaraz pokręcić głową. — Pewnie, że była. Ale widze, że mamuśka ci nieźle dupsko broni. I dobrze. Pozwalaj sobie na ile chcesz. Stary babsztyl zasługuję na nauczkę. Jak będziesz potrzebowała czegoś od starszego kolegi to zapraszam. Chętnie pomogę — zaproponował luźno. W końcu jak dzieciak potrzebuje środków, to on będzie bardziej niż szczęśliwy by pomóc w rozpierdolu, jak to młoda nazwała.
— Dobła. Odezwem siem — miauknęła wesolutko, jakby nie wiedząc, że właśnie zasugerowano jej robienie czegoś złego i paskudnego. — Jestem Diament — przedstawiła się jeszcze szybciutko.
— Ładnie. Jestem Leśna Łapa. Albo Pożar w skrócie — skinął jej głową, wciąż przyzwyczajony do starego imienia. Nie będzie się przedstawiał jako jakaś Pszczółka. To imie dla pizdy, nie dla niego. — Miło poznać, dzieciaku.

***

Miał dosyć bezczynnego siedzenia w żłobku wraz z Tygrys, bachorami i jego ojcem. Chociaż ten ostatni znikał na całe dnie, kopać jakieś rowy, które, jak oboje mieli nadzieję, z czasem staną się grobem Kamiennej Gwiazdy. Tylko czekał na moment, aż ta kopnie w kalendarz i będzie mógł zakopać jej bezużyteczne zwłoki. Ale by to zrobić, musiał mieć siłę. Tak więc, gdy Czarnowron nie przychodził uczyć go o szacunku, manierach i innych dyrdymałach, postanowił robić parę ćwiczeń wzmacniających, by nie zostać na długo w tyle.
Podczas jednej z sesji, gdzie kładł się i wstawał, by ćwiczyć łapy, podszedł do niego nie kto inny niż kociar-rozpierdol. Diamencik we własnej osobie. Ta pezyglądała mu się chwilę, by zaraz z iskierką w oczkach otworzyć do niego pyszczek.
— Dawaj salto.
Leśna Łapa obrzucił ją tylko pytającym spojrzeniem, nie zaprzestając treningu.
— Wyglądasz jak fikająca ropucha — stwierdziła koteczka. — Zrób salto w tył.
Pożar wywrócił tylko oczami. Jeszcze będzie mu tu pisklak przeszkadzał. Lubił młodą, ale nie miał czasu na głupie, kocięce żarty. Chyba, że szukała kogoś, kto jej pomoże z wkurzeniem Kamień.
— Czego chcesz? — mruknął w końcu, przeciągając łapy.


<Diament?>

[przyznano 5%]