– Pożar – jego imie padło z ust matki, która jakby znikąd pojawiła się obok. Obrzucił ją zirytowanym spojrzeniem, by po chwili odetchnąć, wbijając wzrok w łapy. Szczypiorkowa Łodyga polizała kocura troskliwie za uchem, posyłając mu ciepłe spojrzenie. – Przejmujesz się tym nierudym plebsem? – miauknęła, równając swój krok z syna.
– Działa mi na nerwy – burknął krótko, strzepując uchem.
– Nie powinieneś się nim przejmować. – Powiedziała stanowczo. – Tak wspaniały rudzielec jak ty nie powinien brudzić sobie myśli czymś takim.
Pożar kątem oka zobaczył ostrość w jej spojrzeniu. Karciła go? Za to, że myślał o czarnym?
Miała rację. Zachowywał się głupio. Myślał o durnotach. Jednak nie mógł od tak wyrzucić w pamięci spojrzenia Zwęglonego Kamienia, gdy jego pysk tonął w szkarłacie i strachu. Wciąż czuł zapach jego przerażenia i krwi. Wciąż pamiętał ten smak na języku… i to, że w tamtym momencie czuli to samo. Obrzydliwe, dręczące.
– Tak, mamo. – Potwierdzil jej tylko, opuszczając głowę skruszony. Kotka skinęła lbem, po czym otarła się o syna i uniosła jego szyję, zmuszając go do wyprostowania się.
– Głowa do góry, synku. Teraz, gdy pozbyłeś się brudów z pamięci, znowu możesz chodzić z dumą – zamruczała. – Mam dla ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Ptaszki świerkają, że ktoś niedługo zostanie mianowany – uśmiechnęła się szerzej. – Jestem dumna, synu.
Pożar otworzył szerzej oczy na tą wiadomość. Kamień nareszcie zobaczyła jego wspaniałość? Aż niemożliwe… jednak spojrzenie szylkrety wskazywało na to, że rzeczywiście tak się stało. Jego mordkę od razu rozjaśnił charakterystyczny uśmiech.
I tak jak Szczypior zapowiedziała, Kamienna Gwiazda wywołała jego imię podczas jednego z postoi.
– Leśna Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– Przysiegam.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Leśna Łapo, od tej pory będziesz znany jako Leśny Pożar. Klan Gwiazdy cieni twój spryt i charyzmę, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Uśmiechnął się dumnie, słysząc wykrzykiwane nowe imię. Teraz wzrok Kamień gówno mógł mu zrobić i nareszcie będzie mógł mieć spokój od treningów z Węglem i Czarnowronem. Po ceremonii ciemnooki przyszedł do niego i poklepał go po głowie. Pożar prychnął, rozbawiony gestem dawnego już mentora.
– Gratulacje, młody – zamruczał starszy. – Najwyższa pora, co?
– Tak. Najwyższa. – Odparł krótko, spoglądając na wyjście z tymczasowego obozu, gdzie będzie musiał spędzić noc.
Durna tradycja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz