BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 18 października, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gawronie Piórko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gawronie Piórko. Pokaż wszystkie posty

20 maja 2019

Od Gawrona CD Szakłakowej Łapy (Szakłakowego Cienia)

Spojrzała na niego z mieszanką zdziwienia i zmartwienia. To, że kocur na pewno za nią nie przepadał widoczne było gołym okiem, ale że aż tak nie mógł jej zdzierżyć? Co takiego mu niby zrobiła? Wiedziała, że świat nie jest idealny i nie każdy będzie ją kochać, ale bez przesady! Nie miał do tego najmniejszego powodu, a przynajmniej tak sądziła Gawron. Nie chciała jednak na niego najeżdżać, a załatwić tę sprawę spokojnie i, w miarę możliwości, miło. Dopiero co przyjęli ją do klanu, więc pokłócenie się z kimś po kilku minutach raczej nie było dla kotki najlepszą opcją.
- Eh - miauknęła cicho - Płaczesz z mojego powodu?... Nie chciałam cię urazić, wybacz, jeśli to zrobiłam.
Usiadła naprzeciwko niego, wbijając wzrok w ziemię. A może wcale nie była taka niewinna? W końcu nie płacze się z byle powodu.
Nagle poczuła niekontrolowany przypływ poczucia winy i jednocześnie, niewiadomego pochodzenia, współczucia dla ucznia. Właściwie nie miała pojęcia, dlaczego tak się stało. Prawdopodobnie po prostu nie mogła patrzeć na płaczącego Nocniaka.
Westchnęła głęboko, analizując wszystko, co miało miejsce od spotkania kocura. Nie przypominała sobie jednak żadnego momentu, w którym mogła chociaż w najmniejszym stopniu zranić. A jednak, jak widać, to zrobiła. Wbrew swojej woli, ale jednak.
''Ale ty jesteś tępa, Gawron...'' warknęła do siebie samej w myślach ''Zapewne zrobiłaś coś, co tylko koty urodzone w klanie mogłyby uznać za obraźliwe!'' kończąc te myśl, teatralnie mocno tupnęła łapą o ziemię. Tak, to musiało być to!

/Szakłak? Wyszło mi beznadziejne i strasznie krótkie, ale nie mam weny. Wybacz.

24 kwietnia 2019

Od Gawrona C.D Szakłakowej Łapy (Szakłakowego Cienia)

Cóż mogła pomyśleć sobie kotka po usłyszeniu słów tak ociekających gorzkim jadem, jak tylko było to możliwe? Że kocur, jeśli tylko liderka zgodzi się na pozostanie Gawrona w klanie, w nocy przyjdzie i własnoręcznie udusi ją podczas snu. Albo rozszarpie na strzępy, to również mogłoby pasować. Jednak ani jedna, ani druga opcja nie brzmiała dla kotki kusząco.
Mimo to, nie zamierzała się tym stresować. No bo hej, przecież nie mógł po prostu wparować do legowiska i zamordować jej, nie? W każdym razie, starała się nie dopuszczać do siebie tych myśli. Przecież nie jest zły! Co najwyżej uszczypliwy i porywczy, niezbyt miły, ale zły? Gdzie tam!
Po krótkiej chwili niepokoju i nieco dłuższej chwili wykorzystanej na uspokojenie się, samotniczka ruszyła w za Nocniakami.
''Czy ta liderka się zgodzi? A co, jeśli nie? Po prostu mnie wyproszą, a może... może mi coś zrobią? Przecież ja nawet nie potrafię walczyć, na co im się niby przydam?! Wdech i wydech, uspokój się! Dobra, przekalkuluj to na chłodno po raz kolejny... Raczej cię nie utopią, heh. H e h... p-prawda?'' takie i inne, aczkolwiek bliźniaczo wręcz podobne myśli, zalewały w tym momencie umysł uzdrowicielki. Trapiły ją, stresowały i nie pozwalały skupić się nawet na tym, czy idzie w dobrym kierunku, czy też nie. Nie słyszała głosów obcych kotów, nie zwracała też na nich uwagi. Nie interesowały jej teraz. Nie przejęła się nawet kociakiem, który przypadkowo wpadł na nią, ganiając niewielkiego, rudego kocurka. Była zaabsorbowana tylko tym jednym.
''Nie znam ich kodeksu! A co jeśli coś palnę? Albo ją w jakiś sposób obrażę? A może ich kulturę?... Co mam robić?!'' pomyślała ze zgrozą, idąc dalej, wbijając wzrok w ziemię. ''Czy tak właśnie zakończy się moja egzystencja? Nie, raczej mnie nie zabiją... tak? A co jeśli tak?!'' próby uspokojenia się tym razem na niewiele się zdały.
Dlatego też kiedy Rybi Ogon zatrzymała się przed leżem samej przywódczyni, czarnofutra zareagowała z przerażeniem. To już! A przecież absolutnie nie była gotowa!
''Nie, nie, nie, jeszcze nie teraz!'' całkowicie zestresowana rozglądała się dookoła, nie wiedząc co zrobić. W tym czasie starsza wojowniczka weszła do środka. Cóż jej pozostało?
- Wchodź już wreszcie - mruknął Szakłakowa Łapa, idąc i znikając w legowisku tuż za swoją mentorką.
''Muszę! Muszę...'' spięta weszła za nimi, nerwowo machając ogonem.


<Szakłakowa Łapo? Żwirowa Gwiazdo?>

23 kwietnia 2019

Od Gawrona CD. Szakłakowa Łapa

I cóż niby miała począć? Zszokowała ją to, musiała przyznać. Z jednej strony kotka patrząca na nią przyjaźnie i jakby... błagalnie? Przynajmniej tak zdawało się Gawronowi. Widziała już ten wyraz pyszczka. U siostry. Brata. Reszty rodzeństwa, w momentach, kiedy matka traciła nad sobą panowanie... Na to wspomnienie Gawron wzdrygnęła się.
Po drugiej stronie był natomiast Szakłakowa Łapa - jego wzrok zdecydowanie mówił, aby nie ważyła się nawet powiedzieć ''tak''. A co ona o tym myślała?
Ona nie miała pojęcia, co miała myśleć! Nie chciała zasmucić wojowniczki ani zdenerwować ucznia jeszcze bardziej. O samych klanach wiedziała tak niewiele, jak tylko można. Nie ciągnęło jej do nich. Nie czuła potrzeby przynależenia do żadnego... zresztą, na co im wojownik, który nie potrafi nawet walczyć? Na medyka na pewno by jej nie wzięli, w końcu medyk musi być kotem szanowanym i zaufanym. Tak przynajmniej twierdziła Rzeka, zbzikowana rodzicielka uzdrowicielki. Tak też nauczyła swoją córkę i resztę potomstwa. Gawron nie miała na tyle odwagi, by zapytać dlaczego. Właściwie, czy ją to interesowało? Nie za bardzo. Nigdy w końcu nie należała do tak pokaźnej grupy kotów, nie czuła więc obowiązku znać tego całego ''Kodeksu Wojownika'', czy jak mu tam było.
- No więc? - głos obcej kocicy wyrwał ją z zamyślenia. Musiała w końcu zdecydować. Tylko co miała powiedzieć, by nikogo nie urazić?
- Heh... No więc, em... Tak? - w tym momencie kocur posłał jej spojrzenie jeszcze bardziej mordercze, niż przedtem - Nie? Albo tak... Um... Ch-chyba t-tak?
Klapnęła na ziemi i wbiła wzrok w wilgotny od niedawnych deszczy grunt.
- A może nie? - wyszeptała pod nosem, niemal niesłyszalnie.
Nie chciała nikogo zawieść ani zirytować. To była dla niej zbyt ważna decyzja, by podjąć ją w kilka sekund! Ale co miała zrobić, powiedzieć im, że się z tym prześpi, pogadają jutro i pa? Nie chciała tego robić, bo znała siebie bardzo dobrze. Doskonale wiedziała, że, nawet jeśli się nad tym zastanowi, to w drodze na spotkanie zdanie zmieni ze sto razy.
''Co robić?!''
W końcu uniosła wzrok znad ziemi, zmieniając obiekt natchnienia. Najzwyczajniej w świecie zaczęła gapić się bezcelowo w niebo. Kruczoczarny ogon nerwowo drgał i uderzał o ziemię, kocica natomiast dalej rozważała wszystkie za i przeciw. Niestety, wyszło jej po równo.
- Nie mam pojęcia, okay?! - miauknęła donośnie, zrywając się na nogi. Na twarze Nocniaków wstąpił szok i niedowierzanie. Wpatrywali się w nią z mocnym zdziwieniem, milcząc - To znaczy... Uh - miła wojowniczka czy agresywny uczeń? Odpowiedź wydała się Gawronowi dosyć prosta. Przynajmniej teraz - T-tak. Mogę spróbować, ale nie wiem, czy wasz przywódca się zgodzi.

<Szakłak?>

17 kwietnia 2019

Od Gawrona C.D Szakłakowej Łapy

Stała, wpatrując się w nowoprzybyłą kotkę. Czy była równie agresywna i nieprzyjemna, co uczeń? I kim tak właściwie była? Jego matką, mentorką, a może nawet liderką klanu? Gawron nie miała pojęcia, co zrobić. W końcu kocica bez problemu mogłaby zaatakować ją i mocno zranić, jeśli nie zabić! Właściwie przed nikim tego nie przyznawała, ale nie walczyła za dobrze. Zresztą, czego można było spodziewać się po córce medyczki? Matka przedstawiła jej zioła, ojczym pokazał jedynie podstawy walki. Owszem, była silna, ale nie na wiele by się to zdało, jeśli w tym momencie rzuciłyby się na nią dwa koty.
Wolała się nie odzywać, czekając na rozwój wydarzeń. Końcówka jej ogona drgała niespokojnie, mięśnie były spięte, w razie czego gotowe do obrony lub ucieczki. Futro zjeżyło się, optycznie powiększając uzdrowicielkę. Czy jednak to na cokolwiek by się zdało? W duchu, próbując się uspokoić, jak mantrę powtarzała, iż owszem, na pewno teraz wygląda znacznie groźniej! Zdrowy rozsądek przemawiał niestety po przeciwnej stronie — w dwójkę poradziliby sobie z nią z zamkniętymi oczami! Poza tym, skoro przyszła tu kolejna obca, to ile jeszcze klanowiczów czai się dookoła? Cóż, na to pytanie kotka bardzo chciała znać odpowiedź. Nawet jeśli dla niej byłaby zgubna.
Uważnie rozejrzała się dookoła, mimowolnie licząc na to, że jeśli rzeczywiście stoją tu tabuny Nocniaków, to zobaczy je, zanim przystąpią do szarży i wcisną głęboko pod ziemię. A wizja wąchania pachnących, wonnych ziół od spodu nie wydawała się Gawronowi zbyt miła, zwłaszcza gdy była jeszcze w wieku tak młodym!
- Cóż... - zaczęła niepewnie, wbijając wzrok w wilgotny grunt.

<Szakłakowa Łapo?>

11 kwietnia 2019

Od Gawrona CD. Szakłakowej Łapy

Szła szybciej, nie chcąc jeszcze bardziej zirytować obcego. Wydawał się... hm, niezbyt groźny. Ale kto wie, co mógł zrobić? W końcu nie był dla niej zbyt przyjazny, nawet nie starał się zachować pozorów. Od razu odsłonił swój nieprzyjemny charakter, który kotkę jedynie zniechęcał do bliższego poznania jego osoby. Mimo to była bardzo ciekawa, nie można zaprzeczyć. Uczeń niezwykle ją interesował, w końcu był pierwszym spotkanym na tych terenach kotem. Nawet pomimo tego, że był zdziczałym i dziwacznym, agresywnym bucem, to przy tym wszystkim był czymś nowym, racja? Sama kocica nie czuła się zbyt dotknięta czy urażona wrogim zachowaniem klanowicza. Doświadczała znacznie gorszych rzeczy niż kilka nudnych rozkazów, pogardliwych zwrotów. Poza tym miło było po niemal pełnym księżycu milczenia, otworzyć do kogoś pysk i z nim pogadać. Nawet w taki sposób. Zwyczajnie, Gawron nie cierpiała samotności. Pragnęła towarzystwa innych, jednocześnie nie chcąc nikogo zranić tak, jak zraniła brata. Izolacja okazała się jednak niesłychanie trudna, za trudna dla uzdrowicielki. Także nawet tak przeprowadzony dialog lekko podbudował ją na duchu, co mogło wydawać się głupie i absurdalne. Dla niej natomiast absolutnie takie nie było.
Obejrzała się za siebie. Wyprzedzała ucznia o jakieś trzy, cztery lisie ogony. To było miejsce, w którym zapach był znacznie mniej wyraźny, niż kilka chwil temu.
''Czy to już koniec tych ich głupich granic?'' zapytała sama siebie w duchu, licząc na odpowiedź twierdzącą.
- A ty co taka mądra? Pakujesz się na nasze tereny i tylko krytykujesz! - po długiej chwili milczenia, kocur syknął do niej gniewnie - Skąd i kim ty w ogóle jesteś?
- Jestem Gawron, miło poznać - miauknęła, cicho parskając śmiechem - Uzdrowicielka, samotniczka. A pochodzę z terenów, o których nigdy w życiu nie słyszałeś.
Wpatrywała się w niego, czekając na reakcję i ewentualną odpowiedź Nocniaka.

<Szakłak?>

07 kwietnia 2019

Od Gawrona CD Szakłakowej Łapy

Spoglądała na niego, zmieszana. Jedynym, co wywnioskowała z całej tej krótkiej, acz treściwej pogawędki, był fakt, iż koty klanowe to agresywne, nieprzyjazne, społecznie nieprzystosowane buce, które czepiają się przechodniów za samo chodzenie. Tak przynajmniej zdawało jej się, bo paru chwilach pogawędki z Nocownikiem.
Nie dowiedziała się jednak niczego więcej, a jedynie jeszcze bardziej wszystko się jej pomieszało. Czym był ten tajemniczy Klan Nocy? W swoim życiu Gawron słyszała o wielu klanach, ale o tym? Nigdy! Pozostawał on więc dla niej zagadką, dwunastościenną kostką Rubika czy innym kodem enigmy.
- Hola, hola, czym jest ten cały ''Klan Nocy'', o którym cały czas mówisz? - spytała, przekrzywiając głowę.
Kocur obrzucił ją spojrzeniem, które mogło oznaczać tylko jedno; ''idiotka''. Mimo to, nie odpowiedział na jej pytanie, co tylko podsyciło ciekawość kotki.
- Wiesz, znam wiele innych klanów. Ale Klan Nocy? Phi, nigdy nie obiło mi się to o uszy!
Teraz wzrok ucznia uległ gwałtownej zmianie. Patrzył na nią z mieszaniną pogardy i zdziwienia.
Uzdrowicielka parę razy zamachała ogonem. Czy to w ogóle miało sens? Spotkała jakiegoś grożącego jej oszołoma, wyglądającego jak puszysty kłaczek, podającego się za klanowicza... To przecież nawet w jej myślach brzmiało komicznie. A jak zabawnie musiało wyglądać?
Na samą myśl o tym samotniczka uśmiechnęła się, powstrzymując od śmiechu. Miała zachować powagę, na wypadek, gdyby dziki obcy okazał się przybyszem niebezpiecznym. W takim wypadku należało zastosować jej ulubioną metodę - nastraszenie potencjalnego przeciwnika swoją ogromną siłą, po czym sprytne wzięcie nóg za pas, najlepiej tak, żeby wcale się nie skapnął. Jak wyglądało to w praktyce?... Cóż, tego raczej każdy się może domyślić. W końcu nie wszystkie blizny zadała jej matka.
Czarnofutra w milczeniu przypatrywała się uczniakowi, analizując każde jego, nawet najmniejsze, drgnięcie. Z boku wyglądała podczas tego dumnie, szlachetnie i dostojnie, być może właśnie dlatego agresor nie zaatakował jej do tej pory. W rzeczywistości było jednak kapkę inaczej - Gawron po prostu wgapiała się w niego, czekając, aż się ruszy. Żadna filozofia. Do tego w jej wspaniałym planie na wypadek, gdyby się poruszył, było - oczywiście - uciekanie. Racja, nie była zbyt szybka, a lekka nadwaga jej w tym nie pomagała. Mimo to, nastraszenie wroga na chwilę dawało jej kilka maluśkich punktów przewagi.
- A więc, samotniczko, odejdź z terenów Klanu Nocy, albo będę musiał przepędzić cię stąd siłą! - usłyszała głos liliowego kocura.
- A mógłbyś chociaż powiedzieć, jak opuścić te twoje wspaniałe tereny? - mruknęła, lustrując go wyczekująco.

<Szakłak?>

28 marca 2019

Od Gawrona

Szła szybkim krokiem, próbując nie poślizgnąć się na mokrej od ulewy nawierzchni. Rozglądała się dookoła, widząc ledwo czubek własnego nosa pomiędzy gęstymi strugami deszczu. Już dawno straciła orientację w terenie, nie wiedziała też, jak wiele czasu minęło, od kiedy uciekła od Rzeki. Wszystko zlewało jej się w całość, a przez ostatni księżyc po prostu wytrwale szła do przodu, zatrzymując się jedynie na krótką drzemkę i polowanie. W duchu dawno przyznała, że jak zwykle pomysł jej brata okazał się mądrzejszy, chociaż w życiu by mu się do tego nie przyznała.
- Brr... - mruknęła, bezcelowo otrzepując się z chłodnej wody.
Nie myśląc ani chwili dłużej, podbiegła do najbliższego drzewa i schroniła się pod jego gałęziami.
''Może uda mi się to jakoś przeczekać?'' pocieszała się w duchu, spoglądając na ciemne, zachmurzone niebo.
- Albo przynajmniej znajdę jakąś kryjówkę? - uśmiechnęła się ponuro pod nosem, spoglądając za siebie. Znalazła się na gęściej zalesionym terenie. Gdzie to było? Pojęcia nie miała, ale zamierzała wykorzystać to jak najlepiej.
Z gracją zdychającej żaby przemknęła z jednego drzewa, pod drugie, dużo większe, starsze i... podziurawione? Wskoczyła i uwiesiła się na śliskiej gałęzi, cudem nie spadając. Wsunęła się na górę i szybkim ruchem wślizgnęła do niezamieszkałej dziupli.
- Cóż, być może to nie ciepła nora, ale na pewien czas wystarczy - szczerząc się lekko, zwinęła się w kłębek i ułożyła na twardym dnie.
***
Poranne, delikatne promienie słońca wdzierały się do kryjówki, oświetlając pyszczek Gawrona i wytrącając ją ze snu. Kotka powoli otworzyła oczy, ziewając i przeciągając się. Teraz nareszcie mogła stwierdzić, gdzie tak naprawdę się znalazła.
Był to niewielki las, tego była pewna. Gdzieś w oddali słyszała ryki potworów, czuła ich smród. Poza nim, wyczuwalna była lekka woń jakiegoś zwierzęcia, prawdopodobnie myszy. Na samą myśl o pożywnym śniadaniu, samotniczce zaburczało w brzuchu.
- Co mi szkodzi?
Ochoczo wyskoczyła z dziupli i zaczęła tropić przyszłą ofiarę. Śledziła jej zapach, w każdej chwili gotowa do ataku... dopóki nie zaczął mieszać się z całkiem obcym, niezwykle silnym odorem.
Stanęła, jak słup soli, marszcząc nos. Nie znała tego zapachu, nie wiedziała czyj jest ani skąd pochodzi. Nie przypominał dobrze jej znanego zapachu dwunożnych, ani zapachu Klanu Piasku. Był po prostu... dziwny. Nieznany, niezbadany i tajemniczy. Poszła za nim.
Śledziła ten trop z równym zapałem, co wcześniej niedoszłe śniadanie. Co jak co, ale to ją zaintrygowało.
''Zresztą, co złego może się stać?'' powiedziała sobie w duchu. I naprawdę tak myślała. Do czasu.
Do czasu, gdy zobaczyła całkiem innego, groźnie wyglądającego kota.

<Ktoś z Klanu Nocy?>