BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mały. Pokaż wszystkie posty

10 marca 2019

Od Małego CD Rudzika

- Musimy poczekać. - powiedział Mały, próbując ukryć się w pobliskich krzakach. - Nie wiem, kiedy się zjawią.
- Dobrze. - powiedział Rudzik i powtórzył działania Małego. Srebrno-biały był aktualnie zajęty rozmyślaniem, czy Jagodowa Skórka na pewno pamięta o ich spotkaniu. "Co jeśli w ogóle się nie pojawią? Albo któreś z kociąt się rozchorowało i nie mogą przyjść?" Gdyby rzeczywiście tak się stało, oznaczałoby to, że Mały przeszedł z Rudzikiem całą drogę na marne. Oba kocury czekały w ukryciu, aż zjawią się oczekiwani członkowie klanu Nocy. I wtedy, gdy zrezygnowany asystent medyka już zaczął zbierać się do drogi powrotnej, usłyszał cichy głos nadchodzący zza drzew.
- Mały? To ty? - zapytała kotka, wychylając głowę.
- Jagodowa Skórka? - oczy młodszego kocura zabłysły. Jednak nie tylko na widok liliowej kotki, a trzech kociaków przy niej. W końcu wszystkie zebrane koty powyłaziły z kryjówek i Mały zaczął przedstawiać Rudzikowi swoje kocięta. Widać było, że maluchy (już wcale nie takie małe) polubiły starszego medyka. Nawet jego córka Pająk wydawała się być do niego przyjaźnie nastawiona.
- Mógłbyś się chwilę nimi zająć? - zapytał Mały, posyłając Rudzikowi błagalne spojrzenie.
- T-tak, jasne. - miauknął Rudzik i zaczął rozmowę z Komarem i Żółwikiem. Mały i Jagodowa Skóra odeszli nieco na bok, by w ciszy porozmawiać.
- Ja... przepraszam, Jagodowa Skórko... - wydusił w końcu Mały, patrząc w piękne, złote oczy matki jego kociąt.
- Nie masz za co, Mały. - westchnęła kocica, oglądając się na kociaki. - Oboje wiedzieliśmy, że to będzie błąd...
- A jednak się stało... - mruknął niebieskooki. - Narobiłem ci tylko kłopotów. Gdyby nie ja, nie musiałabyś teraz wychowywać sama kociąt, nie musiałabyś trzymać w tajemnicy, kto jest ich ojcem...
- Wiesz, za parę wschodów słońca zostaną uczniami. - powiedziała po chwili Jagódka, jakby zapominając o wcześniejszej wypowiedzi Małego. - Będą trenowali z mentorami i szkolili się na wojowników. Nie będę mogła więcej ich tu przyprowadzać, byłoby to zbyt podejrzane.
- Coś wymyślę. - Mały spojrzał na bawiące się koty. Najpierw zwrócił uwagę na srebrno-białe rodzeństwo. Ile dałby syn Sarny, żeby się z nimi spotykać. Lepiej je poznać, spędzać z nimi więcej czasu... wychować. Jeszcze chwilę przyglądał się dzieciom, a potem zaczął przyglądać się przyjacielowi. Rudzik wydawał się być rzeczywiście szczęśliwy poznając Komara, Pająka i Żółwika, jednak Mały nadal dostrzegał w nim coś dziwnego. Nie potrafił odczytać z jego pyszczka, co czuje, nawet gdy bardzo się starał. Już od dawna wiedział, że jego relacja z dawnym mentorem się ochłodziła, ale nie wiedział, jak cofnąć to działanie.
- Mały? - głos liliowej wytrącił niebieskookiego z rozmyślań. - Czy ty... nadal coś do mnie czujesz? Wiesz... czy nadal...
Kocura zdziwiło to pytanie, chociaż nie powinno. Już przecież nie raz się nad tym zastanawiał. Czy tamto, co wtedy czuli do siebie można było nazwać miłością?
- Jagodowa Skórko... pamiętasz, co wtedy razem czuliśmy? Gdy zaczęliśmy się spotykać? - Mały zadał pytania, jednak nie oczekiwał od kotki odpowiedzi. - Oboje chcieliśmy uciec od problemów i skończyło się tak, jak się skończyło. Nie chcę cię zranić, ale nie jestem pewien, czy "to coś" kiedykolwiek naprawdę istniało między nami.
Asystent medyka spodziewał się, że liliowa wybuchnie przed nim płaczem lub zacznie na niego wrzeszczeć, albo mu grozić. Jednak Jagodowej Skórce najwyraźniej ulżyło.
- Cieszę się, że też to zauważyłeś. - miauknęła w końcu, patrząc w zimne oczy kocura. Mały cieszył się, że rozstali się w przyjaźni. Zwrócił łeb z powrotem w kierunku Rudzika, Żółwika, Komara i Pająka. Rudo-biały najpewniej zauważył to, bo również obrócił głowę w jego kierunku.

<Rudzik? Argh....Przepraszam, że tak długo i takie mierne ;-;>


10 lutego 2019

Od Małego CD Rudzika

Mały w ciszy obserwował, jak Rudzik ociera białą łapką łzy z pyszczka, mało co sam ich nie roniąc. Po chwili, gdy dawny mentor już trochę się uspokoił, spojrzał niepewnie na pysk Małego.
- Więc...? - zapytał cicho, delikatnie drżącym głosem. Mały westchnął i pokiwał głową.
- Jasne. - powiedział, spuszczając wzrok na swoje łapy. - Niedługo miałem się do nich wybrać...
Rudzik skinął głową i próbował się ulotnić z powrotem do stodoły, jednak Mały zatrzymał go jeszcze, zagradzając mu drogę. Syn Sarny chciał mu powiedzieć, co teraz czuje, jak to wygląda w jego oczach. "Dlaczego mnie okłamujesz? Widzę, że między nami dzieje się coś złego! Nie chce cię stracić! Nie teraz, nie w taki sposób!" Chciał mu to wykrzyczeć, rozwiązać wszystkie ich problemy, jednak słowa ugrzęzły mu w gardle. Zamiast tego wykrztusił w końcu tylko to:
- Rudziku, musisz mi powiedzieć co jest nie tak!
Mały zobaczył w oczach przyjaciela przerażenie. Rudo-biały przełknął głośno ślinę i zaczął otwierać pysk, ale po paru uderzeniach go zamknął, odwróciwszy głowę, po czym szybko wyminął młodszego kocura i zniknął za pobliskimi roślinami. Mały wbił w ziemię wzrok i pazury, a jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Chciał z nim porozmawiać, a tak go tylko przestraszył. Może wszystko działo się za szybko? Może powinien spróbować znowu za jakiś czas?

***

Parę wschodów słońca później oba koty zaczęły się przygotowywać do podróży. Ustalili, że wyjdą po południu, a jakoś w połowie drogi zatrzymają się, żeby trochę odpocząć.
 - Gotowy? - zapytał Mały, upewniwszy się, że Rudzik jest tuż za nim.
- Tak. - usłyszał w odpowiedzi za sobą. Po chwili dwie sylwetki cicho wymknęły się ze stodoły i zniknęły w zaroślach. Mały zdążył zauważyć, że Rudzik ma na pyszczku jedynie wymuszony uśmiech, a ich ostatnie rozmowy ograniczały się do "Cześć" rano, pogadance o potrzebnych medykamentach i niemalże niesłyszalnym "Dobranoc" w nocy. Widać było, że Rudzik unika Małego jak mysz drapieżnika. Aktualnie także szli w ciszy. W tej okropnej, niezręcznej ciszy. Ta cisza zapanowała między nimi już na co dzień. Nie powinno tak być, Mały dobrze o tym wiedział.
- Już się nie mogę doczekać. - rzucił starszy medyk, niby beztrosko. Mały spojrzał na niego kątem oka. Syn Jagódki starał się wyglądać energicznie i szczęśliwie.
- Cieszę się, że tak do tego podchodzisz. - miauknął krótko srebrno-biały, zwalniając. - Tutaj się zatrzymamy.
Znajdowali się na polanie, otoczonej obalonymi drzewami, a w środku leżał ogromy, wyschnięty dąb. Słońce prawie skryło się już za drzewami, przyozdabiając ziemię parą długich cieni obu kotów. Pomimo trwającej już jakiś czas Pory Nowych Liści, dzisiaj było dosyć chłodno. Rudzik położył się w dosyć osłoniętym miejscu, by chwilę odsapnąć, ale Mały zauważył, że kruchym ciałem przyjaciela zaczynają wstrząsać dreszcze. Może i Rudzik przestał lubić jego bliskość, ale gdyby niebieskooki nic nie zrobił, rudo-biały na pewno by się przeziębił. Długowłosy kocur podszedł do niego i położył się obok, by ogrzać nieco zielonookiego.

<Rudzik? OwO >

14 stycznia 2019

Od Małego

- Mały? Gdzie się wybierasz? - zapytał Rudzik, widząc wymykającego się z stodoły Małego. Kocur niemalże podskoczył, gdy usłyszał głos swojego dawnego mentora. Myślał, że rudy już dawno śpi i nic nie zauważy.
- Eeeeee...
- Nie eeeuj mi tu. - miauknął Rudzik, podchodząc do Małego z zmarszczonymi brwiami. Po chwili powtórzył swoje pytanie. Niebieskooki źle by się czuł, okłamując przyjaciela, więc postanowił powiedzieć mu prawdę.
- Nad rzekę... miałem nadzieję, że może zobaczę Jagodową Skórkę i kociaki... - mruknął pod nosem, siadając przed wyjściem. Rudzikowi się to najwyraźniej nie spodobało, bo zmarszczył nos i zmrużył oczy. Jednak zaraz potem wyraz jego pyszczka całkowicie się zmienił - wyglądał na zawiedzionego i przygnębionego.
- Idź już. - powiedział, obracając się Rudzik i wracając do swojego legowiska. Małemu szkoda się go zrobiło. Nie rozumiał jego reakcji. Był tym zaniepokojony. Jeszcze chwilę patrzył na odchodzącego Rudzika, po czym sam ruszył przed siebie. Szybkim truchtem zmierzał nad rzekę. Uznał, że może przy okazji poszukać jakiś ziół rosnących na podmokłych terenach.

***

Kocur siedział przy rzece, wpatrując się w swoje odbicie. Nie dawała mu spokoju reakcja Rudzika. Czyżby Mały zrobił coś nie tak? Kocur jednak nie potrafił sobie przypomnieć niczego, co mogłoby tak wpłynąć na Rudzika. Chociaż... nie. Niebieskooki potrząsnął głową, by pozbyć się tej myśli. W końcu oderwał się od wody i lustrzanego odbicia i poszedł poszukać roślinek. Mały akurat zbierał zioła, gdy usłyszał cichy szmer niedaleko. Zaciekawiony, powolnym krokiem poszedł zbadać przyczynę dźwięku. W końcu gdy wyłonił się z krzaków ujrzał jedynie ogonek myszy, znikający w norce. "Mogłem ją złapać... szkoda" pomyślał kocur.

19 grudnia 2018

Od Małego CD. Czereśni

Mały pokręcił przecząco głową.
- Nie ma u nas Kory. Nie wiemy gdzie jest. Ostatnio próbowałem jej szukać po okolicy, jednak zniknęła bez śladu. Niestety, obawiam się najgorszego. - mruknął pod nosem kocur, spuszczając nieco łeb. Czereśnia położyła uszy po sobie. Asystent medyka miał nadzieję, że taka wiadomość nie przygnębi liderki na dosyć długo. Klan musiał widzieć wsparcie w nowej liderce, a ciężko byłoby to dostrzec, gdyby przywódczyni chodziła zdepresjonowana.
- A Kropla nie czuje się najlepiej. - westchnął Mały, rzucając okiem na Kroplę leżącą za nim. Jej brzuch ledwo co się unosił, oczy miała zaciśnięte, a rany ropiały. Przykry wygląd. Mały miał sobie za złe, że razem z Rudzikiem nie potrafią jej pomóc.W międzyczasie zauważył, że nowa liderka nawet nie chce na niego spojrzeć. Czyżby zrobił coś nie tak? Czy liderka obwiniała ich, że nie umieją wyleczyć jednej z wojowniczek? Przez parę uderzeń serca stali w ciszy, gdy nagle Mały uświadomił sobie, że należałoby poinformować Czereśnię trochę dokładniej o stanie czarno-białej ciotki. - Już gdy pojawiła się w naszym legowisku, była w ciężkim stanie. W jej rany wdarło się zakażenie i chociaż robimy co możemy, jej szanse na przeżycie są niskie... bardzo niskie. - powiedział w końcu, nie owijając w bawełnę. Pysk Czereśni wykrzywił dziwny grymas. Kotce nie podobało się to, że koty z jej klanu giną. Mały doskonale o tym wiedział. Skierował wzrok na swoje łapy. Srebrno-biały kocur wziął w płuca powietrze i ze świstem wypuścił je nosem.

***

W obozie panowała ponura atmosfera. Parę dni wcześniej umarła Kropla, a Kory do tej pory nie znaleziono. Jedyną dobrą nowiną było to, że niedawno urodziła Mucha, partnerka Szerszenia i na szczęście, maluchy okazały się całkowicie zdrowe, nie licząc braku jednego palca u malutkiej, szylkretowej koteczki zwanej Puchem. Mały własnie układał zioła. Zauważył, że w ich zapasach brakuje niektórych, szczególnie tych, co rosną niedaleko rzeki czy na podmokłych terenach, takich jak bagna. Kocur wstał i uznał, że należy powiedzieć o tym Rudzikowi i jak najszybciej się po nie wybrać. Nidy nie wiadomo, kiedy może się przydać pobiał na kocięcy kaszel, czy kora olchy na ból zęba. Niebieskooki nie przepadał za terenami na których rosną, ponieważ właśnie na nich mieści się klan Nocy, do którego uciekł Srebrny, brat kocura. Mały nie zdawał sobie sprawy, że Srebrne Poroże nie żyje. Wiedział tylko, że złotooki narcyz go nienawidzi i że nie chce go więcej widzieć na oczy.
- Rudziku? Rudziku! - Mały zaczął rozglądać się po stodole, nawołując swojego dawnego mentora. Rudzik spojrzał na srebrno-białego i posłał mu pytające spojrzenie.
- Musimy uzupełnić zapasy. Wybiorę się nad rzekę i pozbieram to, co jest potrzebne. Przy okazji sprawdzę, czy nie ma tam czasem Kory. - powiedział Mały, siadając obok Rudzika. Rudo-biały zmarszczył brwi, po czym zaproponował, że to on pójdzie po medykamenty. Mały jednak pokręcił głową.
- Nie martw się, poradzę sobie. - miauknął z uśmiechem Mały.
- O to się nie martwię. - prychnął Rudzik, śmiejąc się pod nosem, ale po chwili spoważniał. - Wiem, że nie lubisz tam chodzić...
- Nie ma sprawy... jak trzeba to trzeba, nie?

***

Kocur szedł już parę godzin. Czas strasznie mu się dłużył, szczególnie, że nie miał z kim rozmawiać podczas podróży. W końcu do jego uszu dobiegł szum rzeki. Kocur odetchnął z ulgą, wiedząc, że już prawie dotarł na miejsce. Powoli zaczął wypatrywać ziół, gdy przeszedł go dziwny dreszcz. Ktoś go obserwował. W jednym momencie wypełnił go niepokój, nasłuchiwał jakichkolwiek obcych dźwięków. W końcu w krzakach dojrzał parę lśniących, złotych ślepi, wpatrujących się w niego jak drapieżnik w ofiarę. W tej chwili kocur naprawdę poczuł się jak łowna zwierzyna. Schylił nieco łeb i mrużąc oczy przyglądał się skrytemu kotowi.
- Srebrn... Srebrne Poroże? - zapytał w końcu z ledwo słyszalną nadzieją w głosie, nastawiając uszu. W głębi duszy chciał zobaczyć brata, nie ważne, czy musiałby przed nim zwiewać prosto do stodoły. Złociste ślepia przymknęły się nieco, po czym z kryjówki wyszła zjawiskowa kotka. Jej liliowe futro delikatnie smagane przez wiatr, błyszczało w promykach słońca. Kocica przyglądała się Małemu uważnie, przez co kocur odczuwał mały dyskomfort.
- Kim jesteś i skąd znasz Srebrne Poroże? - zapytała w końcu, marszcząc jasny nosek. Mały odwrócił wzrok, po czym westchnął głęboko, zawiedziony.
- Jestem medykiem, zbieram tu tylko zioła... - miauknął kocur obojętnym głosem. - Srebrny... Srebrny to mój brat. Jesteś z klanu Nocy, prawda? Co u niego?
- Srebrne Poroże nie żyje. - powiedziała w końcu kotka, zwieszając głowę. W Małym coś pękło. W jednym momencie jakby przygniótł go wielki ciężar. Miał okropne uczucie, że został sam na świecie. Całkowicie sam. Po jego policzkach spłynęły łzy. Przytłoczony tym wszystkim próbował sobie przypomnieć cokolwiek, co by chociaż trochę poprawiło mu humor. Nie potrafił. Po dłuższej chwili usłyszał, że kotka podchodzi do niego. Kocur uniósł łeb, po czym spojrzał w zaszklone oczy liliowej.
- Co cię z nim łączyło? - zapytał cicho, nieco zaciekawiony reakcją kotki.
- Byliśmy... przyjaciółmi. - odparła kotka, odwracając wzrok.
- Jestem Mały. - przedstawił się porządnie medyk, ścierając krople łez z policzków, próbując zapomnieć o śmierci Srebrnego. Brat go nienawidził, nie powinien za nim rozpaczać. Mały uświadomił sobie, że nie jest przecież sam. Ma jeszcze Rudzika i Czereśnię.
- Naprawdę? Nie wyglądasz na małego. - kocica zdobyła się na żart. Mały prychnął, uśmiechając się nieco.
- Jestem Jagodowa Skórka. - miauknęła. Po niedługiej rozmowie Mały zapytał, czy ta mogłaby mu opowiedzieć coś o Srebrnym. Ta zgodziła się i umówili się na następne spotkanie.

***

Po paru spotkaniach między kotami zaczęło się pojawiać dziwne uczucie. Nie była to miłość, raczej przelotne zauroczenie, jednak po kolejnych postanowili zrobić o krok dalej. Skończyło się to ciążą Jagodowej Skórki. Z jednej strony Mały się cieszył, jednak z drugiej towarzyszyło mu okropne uczucie, że jego kocięta nie będą szczęśliwe bez ojca. Z Jagódką jednak zdecydowali, że młode na początku będą w klanie Nocy, dopiero potem zdecydują, czy chcą zostać czy odejść do klanu Lisa. Kocur obudził się obok Rudzika. Jego dawny mentor wiedział o całej sytuacji, jednak Mały zastanawiał się, czy podzielić się tą informacją również z Czereśnią. Gdy słońce chyliło się ku zachodowi, Mały uznał, że porozmawia z liderką. Chciał się dowiedzieć, czy kotka ma jakieś plany dotyczące dalszych losów klanu Lisa.
< Czereśnio? Gdzieś po drodze wena mnie opuściła i opko jest mierne, ale jest>

07 września 2018

Od Małego Synka CD. Księżyca

Wujek Srebrny... Srebrne Poroże, bo tak teraz nazywa się jego brat, nawet nie chce go widzieć po ostatnim spotkaniu. Terminatora rozproszyły lekko te myśli, a syn Czereśni wykorzystał okazję i wyrwał się kocurowi i wybiegł prosto na drogę grzmotu. Srebrno-białemu zjeżyła się sierść na grzbiecie, widząc błyszczące oczy potwora w oddali.
- Księżyc! - wrzasnął kocur, biegnąc za kociakiem. Młody nawet się za nim ni spojrzał, po prostu nieudolnie próbował się przedostać na drugą stronę Drogi Grzmotu. Niebieskooki szybko dogonił czarno-białego, wziął go za luźną skórę na karku i ignorując protesty młodzika paroma susami przeskoczył na drugi koniec twardej i nieprzyjemnej pod łapami drogi.
- Fajnie, że mnie przeniosłeś, ale teraz mógłbyś łaskawie mnie odstawiać i zniknąć z mojej drogi?!- krzyknął kocurek, wymachując łapakami. Mały Synek zmarszczył nos i poruszył wąsami, słysząc ton małego, jednak postawił go na ziemi i spojrzał w jego duże, zielone ślepia. 
- Księżycu, posłuchaj. Przed chwilą mogłeś skończyć swój krótki żywot rozdeptany przez potwora. Słyszałeś w ogóle o czymś takim? 
- Pff, nie i nie potrzebuję! Ten "potwór" nie zrobiłby krzywdy takiemu superowemu kotowi jak ja! - powiedział maluch z wyższością. Oba kocury poczuły drżenie pod łapami. Wyraz syna Czereśni wskazywał na to, że ten lekko się przestraszył, a widząc ogromną bestię przebiegającą za uczniem medyka zrobił wielkie oczy. 
- Czy to był ten potwór? 
- Tak. - miauknął Mały, nie kryjąc swojego rozbawienia. Sam nie przepadał za tym czymś, czym były potwory dwunożnych, jednak chcąc zrobić wrażenie na młodszym, ukrył to. Może wtedy maluch go posłucha. Synek nie rozumiał, co jest z tym klanem nie tak. Już trzeci kociak chce z niego uciec. Najpierw był Srebrny, któremu się to udało i teraz żył sobie w klanie Nocy z Żwirką i jakimś biało-rudym kocurem. Później był Oset, który chciał sobie pozwiedzać las, a teraz Księżyc, który chciał... w sumie nawet srebrno-biały tego nie wiedział.
- Właściwie, młody, co ty chcesz zobaczyć poza klanem Lisa?

<Księżyc?>

04 sierpnia 2018

Od Małego Synka CD. Rudzika

Mały zastanowił się chwilkę.
- Jeden z nas mógłby go spłoszyć, by trochę się odsunął od drogi grzmotu, po czym drugi złapać. Ja mogę go spłoszyć. - powiedział Mały, patrząc w oczy mentora.
- Dobrze, spróbujmy. - Rudzik kiwnął głową, po czym pokazał ogonem miejsce w które Mały powinien zagonić królika. - Tylko uważaj, żebyś nie wpadł na drogę grzmotu.
- Jasne. - miauknął uczeń. Gdy Rudzik Synek podkradł się do królika, który gdy go tylko zobaczył zaczął zwiewać w ustalone przez nich wcześniej miejsce. Gdy Mały chciał biec za nim, z drogi grzmotu nagle zszedł potwór i zatrzymał się niedaleko osłupiałego kota. Potwór wypluł bokiem dwunożnych, lecz biało-srebrny nie miał zamiaru czekać na to, co zrobią - szybko zniknął w najbliższych krzakach i pobiegł do Rudzika, który trzymał w pyszczku królika.
- Udało się! - powiedział uśmiechnięty terminator, nie wspominając słowem o dwunogach.
- Tak, wracając do stodoły możemy coś jeszcze upolować.

***

Mały Synek bardzo przeżył śmierć matki. Nawet nie wiedział, co się do końca stało. Po prostu pewnego dnia po powrocie z treningu zobaczył ją martwą. Pomiomo tego, że minął już jakiś czas od tego wydarzenia, Mały nadal nie potrafił się z tym pogodzić i ciągle wracał w myślach do tamtego dnia.
- Mały? Mały! Gdzie ty je... - Rudzik szukał swojego ucznia, nawołując go, gdy spostrzegł, że ten siedzi w kącie, wpatrując się w jeden punkt na drewnianej, nieco pękniętej już ścianie stodoły. Gdy jego mentor spostrzegł opadnięte uszy zakończone pędzelkami i ogon bijący wściekle o podłoge, westchnął głęboko. - O nie, tylko nie to...
- Jestem nieszczęśliwy, idź sobie. - funął kocur, próbując zamrozić wzrokiem Rudzika.
- Mały, to już trzeci raz w tej kwadrze. - miauknąl Rudzik, opuszczając głowę. - Jeśli tak dalej pójdzie, opuścisz się w treningach...
- Daj mi spokój, Rudziku. - powiedział cicho Synek, odwracając wzrok od rudo-białego.
- Mały, wiem, że teraz ci ciężko, ale...
- Powiedziałem daj mi spokój! - ryknąl wściekle terminator i wybiegł ze stodoły, szybko zostawiając zszokowanego Rudzika w tyle. Mały miał zamiar wdrapać się na najwyższe drzewo w okolicy i schować się w jego liściastej koronie, by nikt go tam nie znalazł. Chciał wszystko przemyśleć jedynie w towarzystwie cichego szumu liści drzewa. Potrzebował samotności. Nie chciał, by Rudzik zobaczył, jak bardzo mu teraz brakuje utracinej rodziny.

***

Mały położył się na dosyć grubej, ale jednak nie najwyższej gałezi drzewa. Jego kora pachniała przyjemnie, więc Mały zamknął oczy, by się uspokoić. Otworzył je jednak, czując znajomy zapach. Spojrzał w dół i zobaczył Rudzika siedzącego na korzeniach.
- Po coś tu przylazł? - zapytał Mały, biorąc głeboki wdech.
- Ja... Pomyślałem, że będziesz postrzebował rozmowy... - miauknąl głośno Rudzik, patrząc z dołu na przyjaciela. Mały usłyszał tylko: "Ja...", "potrzebował rozmowy..." Niebieskooki kocurek patrząc w górę uznał, że jednak rozmowa z przyjacielwm może mu pomóc, więc krzyknął Rudzikowi, z eby się do niego wspiął. Chwilę później mentor i uczeń siedzeli obok siebie, obserwójąc naturą pod nimi.
- Przepraszam, że tak sie zachowałem... Rudziku, wybaczysz mi? - zapytał błagalnym tonem młodszy.

<Rudzik? Przepraszam, jeśli są błedy, ale pisze z telefonu o późnej godzinie xd Chciałabym, żeby siedzieli nadal na drzewie w twoim opku, bo mam pewnien pomysł, więc twoje opko może być krótkie jak coś :) >

22 czerwca 2018

Od Małego Synka CD. Rudzika

Mały westchnął ciężko i spojrzał na mniejszego kocura wtulającego się w jego długie futro. Od teraz Rudzik jest medykiem i jego mentorem. Kocur zamknął oczy, przypominając sobie pysk i niekiedy surowe spojrzenie dawnej mentorki. 
- Obyś miał rację, Rudziku... - mruknął cicho i spojrzał na kocura. Obyś miał rację...

***

Mały wstał, przeciągną się i ziewnął. Następnie spojrzał na legowiska nowego mentora, jednak jego już tam nie było. Mały zdrętwiał, przypominając sobie o tym, że mieli dzisiaj zacząć trening wcześniej. Kocur pędem wybiegł ze stodoły i pobiegł na miejsce spotkanie.
- Spóźniłeś się, Mały... - miauknął Rudzik, udając poważnego.
- Wiem, wiem, przepraszam... - mruknął terminator, po czym spojrzał w zielone oczy medyka. - To... co dzisiaj będziemy robić?
- Dzisiaj będziemy polować. - powiedział, obracając się w stronę polanki.
- W takim śniegu? - zaczął marudzić Mały. Tego dnia naprawdę nie miał ochoty na nic innego oprócz łażenia po drzewach i spania.
- Tak. - starszy kocur stanął i poniuchał w powietrzu.
- Nie możemy dzisiaj sobie odpuścić? - Synek próbował naciągnąć Rudzika na lżejszy trening, jednak znając go wiedział, że są na to marne szanse. Rudo-biały odwrócił głowę i posłał mu pytające spojrzenie.
- Nie chce mi się dzisiaj trenować... - wytłumaczył Rudzikowi, podchodząc szybkim krokiem do przyjaciela.
- Będziemy trenować choćby nie wiem co. - powiedział, udając powagę. Większy zrobił obrażoną minę, poniósł ogon i głowę.
- A nie! Nie będzie dzisiaj treningu. Aż sobie łapką tupnę. O! - i zrobił jak powiedział. Chwilę tak stali, gapiąc się na siebie, po czym razem wybuchnęli śmiechem.
- Dobra, koniec tej zabawy. - powiedział Rudzik, biorą głęboki wdech.

<Rudziku? Trenujemy czy nie? Może nie o to ci chodziło, ale chciałam trochę popisać o treningach c: >

Od Małego Synka CD. Srebrnego Poroża

Mały nie spodziewał się takiego obrotu akcji. Miał nadzieję, że uda mu się porozmawiać z bratem, ale po tym, co powiedział Srebrny, zdał sobie sprawę, że naprawdę tak było. Nikt nim się nigdy nie przejmował. Ojciec był zapatrzony w Małego, a matka w Miętus. Nawet jego własne rodzeństwo się nim nie przejmowało. Więc dlaczego Mały przyszedł tutaj razem z Rudzikiem? Bo chciał naprawić relacje z bratem, chciał, by wrócił do klanu Lisa. Jednak widząc go teraz, wraz z przyjaciółmi z klanu Nocy, widząc jego przywiązanie do nich... Mały postanowił odpuścił. Jego brat jest tutaj szczęśliwy i tak powinno być już w klanie Lisa. Mały wziął głęboki wdech i zaczął mówić.
- Srebrny, m-masz rację... klan Lisa nigdy nie dał ci miłości, na którą zasługiwałeś. - miauknął, po czym spojrzał na wojowników zwanych Rozżarzonym Popiołem i Żwirką, po czym westchnął. - Ja... przepraszam, że was zaatakowałem i dz-dziękuję, że zaopiekowaliście się Srebrnym. - następnie zwrócił wzrok ku bratu. - Srebrny, wiem, że nie chcesz mnie widzieć po tym wszystkim, ale wysłuchaj mnie przynajmniej... później odejdziemy i już więcej nas nie zobaczycie na terenach klanu Nocy.
- Jeśli nie ma innego sposobu, byś stąd poszedł, to mów. - mruknął srebrny kocur. Mały spojrzał w złote oczy Srebrnego, jednak szybko odwrócił wzrok, nie chcąc czasem sprowokować brata.
- Srebrny, ja wiem, że w klanie Lisa brakowało ci miłości i towarzystwa, ale uświadomiłem to sobie dopiero, gdy podrosłem...
- A Sarna i Jaś? - prychnął kocur. - Nie byli kociakami, żeby tego nie zauważyć, a jednak nadal zwracali uwagę tylko na ciebie i Miętus. Na pewno nadal tak jest...
- Miętus nie żyje. - powiedział chłodnym tonem Mały. Przed jego oczami ukazał się obraz dwóch kotek leżących na piasku z zakrwawionymi ciałami. To wspomnienie wyryło mu się w pamięci i najpewniej już na zawsze tam zostanie. Potrząsnął delikatnie głową, jakby próbując się pozbyć z niej tego obrazu - Wracając do tego, o czym mówiłem wcześniej. Jako kociak niezbyt się tobą interesowałem i nie potrafiłem zrozumieć, czemu wtedy uciekłeś. Jednak teraz już to wiem. Srebrny, ja przepraszam, że nie mogłeś w dzieciństwie na mnie liczyć. Przyszedłem tu, aby jeśli okażesz się żywy, naprawić nasze relacje. Chciałem, żebyśmy byli jak prawdziwi bracia... spodziewałem się, że nie żyjesz, albo zostałeś samotnikiem. Nie miałem pojęcia, że znalazłeś nową rodzinę... z resztą pewnie lepszą niż Srana, Jaś, Miętus i ja... Z rodzeństwa zostałeś mi już tylko ty, ale jeśli wolisz tu zostać, to zostań... - Synek podniósł łeb i spojrzał na Srebrnego. Kocur odwrócił głowę i zamknął na chwilę oczy. Mały już znał odpowiedź, jedynie czekał na ostateczne potwierdzenie.
- Mały Synku, na nic mi twoje przeprosiny, jak już mówiłem, klan Nocy dał mi to, czego klan Lisa najwidoczniej nie potrafił dać. Co do twoich chęci na naprawienie, albo raczej stworzenie relacji ze mną... naprawdę myślisz, że to wszystko da się ot tak zrobić? Potrzeba wielu księżyców zanim zaczniemy sobie chociażby ufać...
- A więc żegnaj, Srebrny... Srebrne Poroże. - poprawił się Mały, po czym odwrócił się i podszedł do Rudzika. Na pożegnanie po raz ostatni spojrzał na srebrno-białego kocura i powiedział cicho: "Może jeszcze się kiedyś spotkamy..."

<Rudzik? Srebrny? Ychhh... miałam pomysł na coś lepszego, ale nie wyszło :/ >

Od Małego Synka cd. Ostu

Mały westchnął i spojrzał na w sumie już nie taką małą, czarno-białą kulkę długiego futra.
- To, że jesteś trochę za młody na to, żeby samemu wychodzić do lasu... - miauknął, przypominając sobie o Srebrnym, który poszedł tam i już nie wrócił. - A poza tym, gdybyś się zgubił, mama... znaczy Sarna by się na mnie wściekła, wiedząc, że cię nie powstrzymałem.
- Ale to nie twoja sprawa, gdzie JA idę! Zejdź mi z drogi, głupia kupo futra! - powiedział kociak, podnosząc wysoko głowę i ogon. Terminator pokręcił głową. To nie będzie takie proste, jak się spodziewałem. Kocur zagrodził czarno-białemu, przewidując, że młody zaraz się będzie chciał ulotnić.
- Wiesz, poczekaj jeszcze księżyc czy dwa, a będziesz mógł wychodzić do lasu z mentorem i po sprawie. Więc jak na razie zostać w stodole i pobaw się z kimś tam.
- Pfff... - miauknął i po paru uderzeniach serca próbował czmychnąć obok ucznia, jednak Mały skutecznie mu to uniemożliwił.
- Posłuchaj, możemy tak w nieskończoność, więc grzecznie proszę, idź do stodoły. - mruknął starszy kocur. Kociak zmarszczył nos i tupnął łapką, ale zawrócił, mrucząc coś pod nosem. Mały Synek był pewien, że owe mruczenie było czymś w rodzaju obiecaniem sobie zemsty na biało-srebrnym.

***

Mały podszedł do buro-białego kocura, cudem przypominając sobie o spotkaniu jakiś czas temu.
- No i widzisz, poczekałeś i żadne z nas nie ma kłopotów. - miauknął kocur, uśmiechając się lekko.
- Co. - młodszy wlepił w niego swoje ciemnoniebieskie ślepia z zaskoczeniem.

<Oset? Sorry, że tak długi i taki głupi gniot :/ >

16 czerwca 2018

Od Małego Synka CD. Rudzika

Mały Synek ospale otworzył oczy, a jasne promienie słońca go oślepiły. Zamrugał kilkakrotnie, by przyzwyczaić wzrok do światła. Kocur podniósł delikatnie głowę tak, żeby nie obudzić, śpiącego jeszcze, przyjaciela. Wziął głęboki wdech i rozejrzał się dookoła. Z tego co zapamiętał z wczorajszego dnia, znajdowali się na terenach niczyich.
- Mały? Coś nie tak? - zapytał cicho Rudzik.
- Nie, wszystko dobrze. - miauknął młodszy kocur, po czym spojrzał na rudo-białego. Jego ciało było pokryte ranami po ostatniej walce. Zmarszczył brwi i powiedział:
- Powinniśmy to opatrzyć. Zaraz wrócę, tylko przyniosę trochę pajęczyny na twoje rany. - mruknął i po chwili wrócił z srebrnymi nićmi. Mały zaczął powoli je nakładać, a gdy po paru minutach skończył, oboje zaczęli się szykować do dalszej podróży. Postanowili na coś zapolować na szybko, by nieco się wzmocnić. Gdy każde zjadło po jednej, nędznej myszy, udali się w stronę dostrzeżonego wcześniej szumiącego strumienia.
- Klan Nocy znajduje się nad rzeką, prawda? - zapytał Mały, próbując wygrzebać z odmętów swojej słabej pamięci położenie klanu, o którym mówiła kotka, która wcześniej na nich napadła.
- Tak mi się wydaje. - miauknął Rudzik.
- Jeśli pójdziemy wzdłuż tego strumienia, może dojdziemy do rzeki. - powiedział Mały Synek, myśląc na głos. Oba koty próbowały ostrożnie i możliwie jak najciszej przemieszczać się do przodu. Przez większość drogi nie rozmawiali ze sobą, by czasem nie zwrócić na siebie czyjejś uwagi. Mały prawie ciągle się rozglądał, by zapamiętać jak najwięcej terenów, by wrócić z powrotem tą samą drogą. Gdy poczuli zapachy jakiś kotów i usłyszeli ich rozmowy, Małemu i Rudzikowi zjeżyła się sierść na karku. Szybko zniknęli w najbliższych krzakach, by obserwować nadchodzących z ukrycia. Po paru uderzeniach serca w polu widzenia terminatorów z klanu Lisa pojawiła się trójka kotów - kotka, o bardzo dziwnym umaszczeniu, i dwa kocury, jeden rudo-biały, drugi srebrno-biały. Ten ostatni do złudzenia przypominał Srebrnego. Między rozmową tej trójki Mały usłyszał imię kocura. Wojownik nazywał się Srebrne Poroże. Mały Synek tak naprawdę nie miał już wątpliwości, że ten kot, to jego zaginiony brat - Srebrny. Niebieskooki zmarszczył brwi oraz nos, wyciągał i chował pazury, a w jego głowie siedziała aktualnie tylko jedna myśl. Te lisie bobki odebrały mu brata! I jeszcze jakaś kotka ciągnie go za ucho!
- T-tylko nie rób nic głupiego... proszę... - miauknął cicho Rudzik, widząc wściekłego przyjaciela, mając nadzieję, że kocur się go posłucha. Niestety, Mały w ogóle go nie posłuchał. Źrenice kocura się zwężyły i głośno sycząc wyskoczył z krzaków, rzucając się z ogromną siłą na kotkę, która zupełnie się tego nie spodziewała. Mały na ślepo machał pazurami i kąsał, próbując jeszcze przez chwilę wykorzystać element zaskoczenia. W końcu poczuł, że ktoś zrzucił go z kotki. Szybko się otrząsną i zobaczył, że rudo-biały, dorosły wojownik pomógł tamtej, nie dając mocno jej zranić. Miała jedynie naderwane ucho. Mały zebrał siły i zaatakował jeszcze raz, nie zważając na nawoływania Rudzika, który chciał jak najszybciej się ulotnić. Wojownik na którego tym razem rzucił się Mały, zrobił unik i zaczął atakować. Młodszy pamiętając o radach Bluszczu, nie odsłaniał brzucha i atakował pomiędzy unikami. Jednak płomienno-biały okazał się szybszy. Najpierw drasnął terminatora nad okiem, przez co ten musiał je zamknąć, by więcej krwi się do niego nie dostało, a następnie zrobił głęboką ranę ciągnącą się po pyszczku i potem przygwoździł go do ziemi. Rudzik widząc, że jego przyjacielowi dzieje się krzywda, próbował jakoś mu pomóc, lecz zanim do niego dotarł, wojowniczka go zauważyła i szybkim ruchem uniemożliwiła pomoc młodszemu.
- Kim jesteście i co robicie na terenach klanu Nocy?! - prychnął wściekle dorosły kocur, patrząc w niebieskie oczy Małego. A ile on by oddał, by jego wzrok mógł zamrozić przeciwnika.
- Nic ci nie powiem, dopóki nie będę mógł normalnie porozmawiać z bratem. - wycedził przez zaciśnięte zęby kocur. - Nie mam zamiaru mówić cokolwiek kotom, które mi go odebrały.
- Mały... proszę, m-może nas puszczą, jeśli obiecamy, ż-że już tutaj nas nie zobaczą... - zaproponował drżącym głosem Rudzik.
- Nie, przyszliśmy tutaj, by znaleźć Srebrnego i mamy się stąd zmyć, gdy ten stoi tuż obok mnie?! - krzyknął Mały, próbując oswobodzić się spod łap silnego wojownika.

<Rudzik, Srebrne Poroże albo Żwirowa Ścieżka?>

26 maja 2018

Od Małego Synka CD. Rudzika

Kocur zadrżał, jego oddech przyspieszył, a oczy miał szeroko otwarte i zaszklone. Zakrwawione ciała wojowniczek klanu Lisa leżały na piasku, a on nie mógł nic zrobić!
- Miętus! - wrzasnął Mały, jakby w nadziei, że młodsza z kotek otworzy oczy i wstanie. Może i Miętus nie była ideałem, ale to jego siostra! Brata już stracił, nie umiał przyjąć do wiadomości, że właśnie stracił i siostrę. Przerażony uczeń chciał jak najszybciej zejść do kocic, jednak nigdzie nie widział zejścia. Mały Synek wpadł na pomysł, by zsunąć się powoli po zboczu, więc podszedł szybko bliżej. Spoglądając w dół, przełknął ślinę. Wiedział, że jeden zły ruch może skończyć się upadkiem z śmiertelnym skutkiem, jednak wciąż miał nadzieję, że jeśli zejdzie tam na dół uratuje obie kotki.
- Mały! C-co ty robisz?! - zapytał Rudzik drżącym głosem, robiąc chwiejny krok w stronę klifu.
- Chcę im pomóc! - krzyknął, rzucając zrozpaczone spojrzenie biało-rudemu. - Ja muszę im pomóc!
- Nie, Mały, czekaj! N-nie możesz i-im już pomóc! Nikt nie może... - powiedział smutnym głosem Rudzik. Do Synka w końcu dotarło, że obie kotki nie żyją i nawet jeśli by chciał, nie może im zwrócić życia. Po policzkach kocura spływało coraz więcej łez. Odsunąwszy się lekko od krawędzi, położył się na klifie i zakrył łapą oczy.

***

Gdy Rudzik i Mały wrócili do stodoły, wszyscy wiedzieli, że coś jest nie tak.
- Mały, Rudziku? Znaleźliście je? - zapytała Wisienka, podchodząc do kocurów. Mały Synek jedynie odwrócił głowę, by ukryć napływające do oczu łzy.
- Z-znaleźliśmy je martwe na plaży... - miauknął cicho Rudzik. Mały dostrzegł kątem oka, że oczy Wisienki i reszty jej rodzeństwa zaszkliły się. Młodszy terminator zacisnął oczy i pomknął do miejsca dla medyków. Położył się na swoim miejscu i próbował się uspokoić. W nocy męczyły go koszmary, przewracał się z boku na bok, nie mogąc normalnie zasnąć. W końcu postanowił cicho wyjść z stodoły, odetchnąć świeżym powietrzem. W dali rysowały się pnie drzew, należących do leśnych klanów. Może jest jednak jakaś nadzieja, że jego brat żyje? Pomimo tego, że nie byli do siebie mocno przywiązani, tęsknił za nim. Westchnął, po czym poprzysiągł sobie, że pewnego dnia znajdzie Srebrnego - żywego lub martwego.

***

Mały i Rodzik wiele się już razem nauczyli. Oboje już wiedzieli, do czego służą dane zioła i gdzie najlepiej je zbierać. Każdego dnia spędzali czas siedząc przy ziołach razem z Bluszczem, trenując walkę i polowania i rozmawiając. Mały niekiedy wspominał Rudzikowi, że chce iść szukać Srebrnego, ale rudo-biały najpewniej odbierał to jako żarty. Jednak pewnego dnia, a raczej nocy, Mały wyszedł z stodoły razem z małym zawiniątkiem z ziołami, które dodadzą mu sił na podróż. Na początku w ogóle nie zorientował się, że ktoś za nim poszedł. Gdy się odwrócił, zaniepokojony chrzęstem gałązek ujrzał Rudzika, który przyglądał mu się ze zdziwieniem.
- M-mały? Gdzie idziesz? Chyba nie chcesz uciec z klanu Lisa, prawda?
- Nie, Rudziku. Idę szukać Srebrnego... - miauknął kocurek, odwracając wzrok od pyszczka przyjaciela. Najbardziej go bolało, że go zostawia.
- Ale on... Dlaczego? Wiem, że to może źle zabrzmieć, ale jest możliwość, że on nie... - powiedział nie pewnie, jakby bojąc się reakcji Małego, na te słowa.
- Wiem, ale jednak jest jakaś nadzieja. Jak chcesz, możesz iść ze mną, jeśli nie, powiedz jedynie Sarnie, że poszedłem go szukać... - spojrzał ze smutkiem w zielone oczy przyjaciela, być może już po raz ostatni.
<Rudzik?... Wybacz mi, że tak długo nie odpisywałam :/ No i teraz musisz dokonać wyboru - idziesz z Małym czy zostajesz w obozie? :) >

29 kwietnia 2018

Od Małego Synka CD. Rudzika

- Skoro jesteś zmęczony, to idź spać. - miauknął Mały Synek, przekrzywiając głowę jeszcze bardziej niż wcześniej.
- Chyba masz rację... - mruknął Rudzik zwijając się w jeszcze mniejszą kulkę niż wcześniej. Synek uśmiechnął się lekko i polizał terminatora po łebku, mrucząc cicho "dobranoc". Rudo-biały kocur lekko zadrżał, lecz po chwili ułożył się wygodniej, owijając się ogonem.
- Dziękuję. - miauknął po chwili, lekko się uśmiechając. Mały kocurek, by mu nie przeszkadzać, wyszedł z legowiska medyków i ruszył w kierunku mamy siedzącej akurat na górnym piętrze. Nie zawsze udawało mu się tam wspiąć samodzielnie, jednak nigdy się nie zraził do dalszego próbowania, mimo że ostatnio kiedyś stamtąd zleciał, przez to, że nie zauważył dziury w podłodze. Na szczęście tym razem udało mu się tam dostać bez większych problemów.
- Mamo? - miauknął, siadając obok przywódczyni.
- Tak, Mały? - kotka spojrzała na niego swoimi dwukolorowymi ślepiami. Kocurek wiedział, że to co powie, nie spodoba się liderce, więc spuścił głowę i zaczął wpatrywać się w swoje łapy.
- Chciałbym zostać medykiem... - bąknał pod nosem.
- Mały, mów wyraźniej. - powiedziała kotka, jak na razie spokojnym tonem.
- Chciałbym zostać medykiem! - powiedział dużo głośniej po chwili. Kotka położyła uszy po sobie i westchnęła głęboko.
- Dlaczego? Nie chcesz ciągnąć klanu Lisa do całkowitej potęgi jako wspaniały wojownik? - miauknęła, przeszywając kociaka wzrokiem.
- T-to nie tak. Uważam, że jeśli kaln Lisa nadal będzie się tak dobrze rozwijał, będzie potrzebne więcej medyków, by leczyć ranne i chore koty. Klan Lisa już jest potężny, ale żeby było jeszcze lepiej, potrzebujemy uzdrowicieli... - powiedział cicho, a po chwili dodał również jeszcze ciszej: - A poza tym myślę, że mam do tego talent...
- Skoro tak... - westchnęła Sarna.

*po mianowaniu*

- To co będziemy dzisiaj robić, Bluszczu? - Mały zwrócił się do swojej nowej mentorki.
- Rudzik ci pokaże jakie mamy zapasy i opowie o niektórych z nich. - mruknęła uzdrowicielka, patrząc na Rudzika. Rudo-biały kiwnął lekko głową, a Mały jednym skokiem znalazł się obok niego.

<Rudzik? Przepraszam, że tyle nie ospisywałam :/ >



16 kwietnia 2018

Od Małego Synka CD. Rudzika

- Dwunożni... to te dziwne duże zwierzęta które chodzą na dwóch łapach i mają sierść tylko na czubku pyska? - Mały Synek musiał się nieco wysilić, by przypomnieć sobie, co to te Dwunogi.
- Tak, to oni. - odpowiedział Rudzik, lekko zdziwiony. Mały nie rozumiał, co w tym dziwnego, że nie pamięta czasem czegoś. To przecież normalne... chyba.
- Mogę ci coś jeszcze pomóc? - kocurek spojrzał w zielone oczy terminatora.
- Chyba nie...
- A mogę chociaż popatrzeć co robisz? - poprosił, robiąc maślane oczy. Bardzo lubił nie tylko uczyć się ziół, ale także przebywać z Bluszczem i Rudzikiem w ich legowisku. Mały Synek uwielbiał zapach, jaki się w nim unosił, uwielbiał patrzeć na różnokolorowe kwiaty i ogromne liście. Był zafascynowany leczeniem chorych i bardzo chciał zostać medykiem, ale wiedział, że mamie się to nie zbyt podoba.
- Myślę, że tak, chociaż nie jest to zbyt ciekawe. - mruknął uczeń, przy okazji oglądając się za siebie. Gdy zobaczył stojącą za nim Bluszcz zjeżył sierść i skulił się lekko.
- Co tu się dzieje? - zapytała starsza kotka, mrużąc zielone oczy.
- M-mały Synek p-przyszedł się spytać, czy może nam w czymś pomóc. - powiedział po chwili Rudzik nerwowo machając ogonem. On chyba się czasem boi Bluszczu. Wydedukował prędko biało-szary kociak. W tym czasie uzdrowicielka podniosła głowę i spojrzała na Małego Synka.
- No dobrze, skoro aż tak się palisz do pomocy, to pójdziesz z Rudzikiem po liście stokrotki i mniszek. - powiedziała, po czym sama zajęła się przekładaniem i liczeniem zapasów. Jej uczeń tymczasem spojrzał w sufit stodoły, jakby zastanawiając się, jak wyglądają rośliny, o które poprosiła kremowa kocica.
- Poczekasz na mnie, Rudziku? Muszę się iść spytać mamy albo taty, czy mogę wyjść ze stodoły. - powiedział szybko Synek. Uczeń tylko skinął głową, po czym usiadł przy wyjściu do legowiska. Mały prędko przybiegł do Sarenki, która akurat rozmawiała o czymś z Jasiem. Idealnie.
- Mamoo, tatooo! - krzyknął. Przywódczyni zamknęła oczy i wzięła głęboki wdech, po czym wypuściła powietrze nosem z cichym świstem.
- O co chodzi, Mały? - zapytała spokojnym tonem.
- Mógłbym iść z Rudzik poszukać kwiatów dla Bluszczu? - zapytał, podchodząc do taty i ocierając się przy okazji o bok Sarny.
- Myślę, że możesz iść. Tylko nie zrób sobie krzywdy. - miauknął Jaś, uśmiechając się troskliwie do synka. Pyszczek młodego się rozpromienił, po czym wrócił do Rudzika.
- Mogę iść z tobą! - powiedział radosnym głosem kocurek.

<Rudzik? Oznajmiam, że zagięłam czasoprzestrzeń XDDD>


02 kwietnia 2018

Od Małego Synka CD. Rudzika

Mały Synek spojrzał na pyszczek Rudzika, po czym pokiwał główką na zgodę. Jednak po chwili jego mózg zaczął lepiej pracować i zdał sobie sprawę, że nie wie, co to "mały sekret".
- Rudziku? Cio to mały sekret? - zapytał, przekrzywiając główkę na bok.
- Mały sekret to... - uczeń medyka zaczął się namyślać, po czym zamknął oczy i westchnął. - Po prostu nikomu nie mów, dobrze?
- Tak. - miauknąwszy podszedł do rudo-białego kocura i otarł się o jego łapy. Rudzik stał prosto jak drzewo. Chyba się tego nie spodziewał. Mały Synek polubił syna Jagódki. Szybkim kroczkiem wyszedł z legowiska uzdrowicielki, gdzie czekał na niego Jaś z szerokim uśmiechem na pysku.
- Co robiliście? - zapytał żółtooki.
- Rudzik pokazywał nam legowiska medyka i... - kociak już chciał wszystko opowiedzieć, ale przypomniał sobie, co obiecał i musiał szybko wymyślić coś innego. - I... było bardzo fajnie.
- To dobrze.
- Tatusiu? Czy... ja bym mógł zostać medykiem? - zapytał cichutko. Nie był pewny, czy tata uważał to za dobre zajęcie dla niego. Zawsze wydawało mu się, że Jaś zawsze chciał, żeby jego Synek wyrósł na wielkiego, potężnego i najlepszego wojownika klanu.
- Cokolwiek byś wybrał, ja i tak będę z ciebie dumny. - powiedział kocur i przytulił malucha czule.

***

- Rudziku? - zawołał Mały Synek, który już wcale nie był mały. Pomimo, że miał dopiero 4 księżyce był naprawdę ogromny, a jego długa sierść tylko to potęgowała. Kociak szukał terminatora, by się spytać, czy nie potrzebuje czasem pomocy przy ziołach. Trzeba przyznać, że Synek bardzo lubił przychodzić do Bluszczu i Rudzika, by chociaż pooglądać co robią. Jeśli Bluszcz pozwoliła mu coś przynieść lub przełożyć w inne miejsce już był zadowolony. Niebieskooki po chwili stanął przed rudo-białym.
- O co chodzi? - zapytał kocur, uśmiechając się delikatnie.
- Mógłbym wam w czymś pomóc? - zaproponował Mały, lekko wychylając głowę, by sprawdzić, czy uzdrowicielka nie czai się za uczniem.

<Rudzik? Szybki, szybki odpis :)>

30 marca 2018

Od Małego Synka CD. Rudzika

- Tak! - miauknął podekscytowany Mały Synek z szeroko otwartymi oczami. Kociak poniuchał chwilę w powietrzu. Do jego noska dotarło tyle nowych zapachów, a zioła leżące na ziemi były strasznie różnorodne i takie kolorowe! Maluch potuptał do pierwszego lepszego zioła i powąchał go.
- Cio to? - zapytał zaciekawiony. Miało śmieszne liście, a pomiędzy nimi można było dostrzec parę dziwnie wyglądających kwiatków.
- To jest łopian. - miauknął Rudzik spokojnym tonem.
- A to? - maluch nagle zjawił się przy białych kwiatkach, po czym zaczął je dokładnie obwąchiwać. Kocurek zmarszczył nosek, gdy poczuł ich zapach. - Fuuuj, dlacego to tak pachnie?
- To rumianek. - biało-rudy kocur uśmiechnął się lekko. - I...
- A do cego słuzy? - kociak szybko mu przerwał i spojrzał na niego coraz bardziej zaciekawiony tym wszystkim.
- Uspokaja. - kontynuował uczeń uzdrowicielki. Kociak spojrzał jeszcze raz na kwiatki, po czym powiedział ze spokojem:
- Klogulcowi by się psydały.
- Zgadzam się. - prychnęła rozbawiona Kora, podbiegając do Rudzika. Po chwili uśmiechnęła się i powiedziała coś do brata, ale Mały Synek już nie słuchał. Niepostrzeżenie podszedł od grupki i podszedł do jakiś małych, śmiesznych ziarenek. Powąchał je po czym zlizał kilka z listka, na którym leżały i zaczął gryźć. Gdy przeżuł dokładnie i połknął trochę, zmarszczył nosek i wypluł resztę.
- Fuuuj. - mruknął cicho i szybkim kroczkiem dołączył się do reszty, potykając się co chwilę.
- Bluszcz jest dosyć su... - zaczął Rudzik, lecz po chwili zauważył Małego Synka. Zmrużył oczy i przyjrzał się kociakowi. - Co ty masz na pyszczku?
- Nic. - powiedział Synek, oblizując się z tego okropnego paskudztwa.
- Co ty zjadłeś? - miauknął lekko przestraszony Rudzik i zaczął chodzić szybkim krokiem po legowisku medyczki. W tym czasie Mały zrobił się strasznie senny. Ziewał co chwilę i oczy mu się kleiły. Nawet nie zauważył kiedy usnął.

<Rudzik? Kora? Wisienka?

18 marca 2018

Od Małego Synka

Pierwszym, co poczuł kociak był słodki zapach mleka matki. Nie widział jeszcze nic, a do jego uszek dochodziło tylko parę niezrozumiałych dla niego dźwięków. Z czasem zaczął czuć coraz więcej zapachów, więcej słyszeć i w końcu otworzył swoje zimne, błękitne oczy. Pierwszym, co zobaczył były złote oczy na białym, pręgowanym łebku.
- Odsuń się od nich! Nie chcę, by moje dzieci maiły traumę do końca, bo pierwszym co zobaczyły był twój szpetny pysk! - zasyczał jakiś głos. Kocurek zamrugał kilkakrotnie i odwrócił łepek w stronę właścicielki głosu. Była to kotka o niebieskich oczach i szaro-białym futrze. Uśmiechnęła się i przybliżyła pyszczek do młodego.
- Cześć, Mały. - miauknęła i polizała kociaka po główce, co mu się spodobało. Nawet bardzo.
- To jest Mały Synek. - powiedział jakiś kocur.
- Już ci mówiłam, że to mój Mały. - syknęła zdenerwowana kotka. - No chodź.
Kocurek poczuł, jak kotka bierze go za kark i kładzie sobie na łapach. Jej sierść była miękka i ciepła oraz pachniała bardzo ładnie. Mały Synek wtulił się w nią z uśmiechem na pyszczku. Po chwili znudziło mu się tulenie i postanowił pozwiedzać trochę resztę tego nowego kolorowego świata. Spróbował zejść z łap kotki, co niestety skończyło i się upadnięciem na nosek i piskiem. Kocur stojący naprzeciwko szybko podbiegł do malucha i go podniósł. Mały spojrzał na jego pysk i zobaczył te same złote oczy, co wcześniej. Patrzyły na niego z miłością i troską. Mały Synek został położony obok innych kociaków leżących przy brzuchu mamy, po czym podczołgał się do jej piersi i zaczął ssać mleko.

***

Mały Synek podreptał powoli w stronę taty, który z uśmiechem na pyszczku go obserwował, ale maluch minął go, ocierając się lekko o jego bok i poszedł dalej do grupki kociąt bawiących się w kącie stodoły.
- Ceść, jestem Maly Synek. - powiedział, by zwrócić na siebie ich uwagę. Byli starsi, ale jakoś się ich nie bał. Największy z nich roześmiał się głośno i szybkim krokiem podszedł do srebrno-białego.
- Mały Synek! To chyba najgorsze imię jakie słyszałem! Kto cię tak nazwał? - zapytał, szczerząc zęby w złośliwym uśmiechu.
- T-tata. - pisnął cicho Mały, kuląc się lekko. Reszta kociaków patrzyła to na niego, to na starszego kocura, który znów wybuchł śmiechem.

<Rudzik, Kora, Wisienka? A może tata mnie uratuje?>