Przeszłość, pora Nagich Drzew...
— Wyżej głowa, Diane! — miauknięcie Sycylii ponownie rozległo się za jej plecami. — Mhm, znacznie lepiej. A teraz ogon odrobinę niżej, dobrze, słonko? Nie chcemy przecież, żebyś sprawiała wrażenie zbyt wyniosłej.
Diane posłusznie skorygowała swoją postawę, unosząc podbródek i opuszczając nieco ogon, którego końcówka dotychczas unosiła się zbyt wysoko. Starała się przy tym zachować naturalność, choć z każdą kolejną poprawką coraz trudniej było jej odróżnić swobodny ruch od tego, który należało wykonać zgodnie z zaleceniami matki. Przeszła jeszcze kilka kroków po wyznaczonej trasie, uważnie stawiając łapy i pilnując, by jej grzbiet pozostawał prosty, a spojrzenie skierowane przed siebie. Wiedziała, że nie powinna nadmiernie skupiać się na poszczególnych elementach chodu, ponieważ wówczas cała jej sylwetka stawała się nienaturalnie sztywna. Jednocześnie nie mogła pozwolić sobie na zbytnią swobodę, gdyż Sycylia bez trudu dostrzegała nawet najmniejsze odstępstwa od wyznaczonego wzorca.
Ćwiczyły już od dłuższego czasu, a mimo to lekcja wcale nie zbliżała się ku końcowi. Za każdym razem, gdy Diane nabierała przekonania, że wreszcie opanowała dany ruch, matka odnajdywała kolejny szczegół wymagający poprawy. Raz chodziło o położenie głowy, innym razem o długość kroku, a jeszcze innym o sposób, w jaki powinna przenosić ciężar ciała, by jej ruchy sprawiały wrażenie płynnych i przemyślanych. Żadne z tych poleceń nie było szczególnie trudne samo w sobie. Dopiero ich mnogość sprawiała, że zwyczajny spacer zaczynał przypominać skomplikowany układ, w którym każdy element należało dopracować z niemal przesadną starannością.
Diane nie zamierzała jednak okazywać zniecierpliwienia. Sycylia od najmłodszych lat wpajała jej, że prawdziwa elegancja nie polega wyłącznie na odpowiedniej postawie czy starannie dobranych słowach, lecz również na umiejętności panowania nad sobą. Właśnie dlatego kotka starała się przyjmować każdą uwagę z należytą uwagą, nawet jeśli w głębi duszy zaczynała odczuwać zmęczenie. Nie chciała sprawiać wrażenia, że nauki matki ją przerastają, tym bardziej że doskonale zdawała sobie sprawę z oczekiwań, jakie wobec niej żywiono.
Nie była to zresztą pierwsza lekcja tego dnia. Jeszcze przed ćwiczeniami chodu poświęciła sporo czasu na doskonalenie wymowy, podczas których Sycylia zwracała uwagę na odpowiednią intonację, wyraźne artykułowanie słów i zachowanie spokojnego tonu nawet w trakcie trudniejszych rozmów. Później przyszła kolej na pozycje, gesty oraz kilka sztuczek, które miały nauczyć Diane odpowiedniego reagowania w rozmaitych sytuacjach. Najwięcej trudności sprawiały jej jednak ćwiczenia związane z kontrolowaniem własnego ciała. Musiała nauczyć się nie poruszać ogonem zbyt gwałtownie, niezależnie od tego, czy towarzyszyła jej ekscytacja, niezadowolenie, czy nawet zwykła ciekawość.
Ostatnie z tych zadań okazywało się szczególnie wymagające. Ogon często zdradzał emocje, zanim Diane zdążyła je świadomie opanować, a przecież matka oczekiwała od niej pełnej kontroli nad każdym gestem. Kotka rozumiała sens tych ćwiczeń, choć czasami zastanawiała się, czy naprawdę można nauczyć się panować nad każdym, nawet najdrobniejszym odruchem. Nie pozwalała sobie jednak na dłuższe rozważania, gdyż zwykle kończyły się one kolejnym upomnieniem, przypominającym jej o konieczności skupienia.
Za oknem wciąż panowała zima. Śnieg pokrywał ogród równą, białą warstwą, a nagie gałęzie drzew uginały się pod jego ciężarem. Od czasu do czasu wiatr poruszał krzewami, strącając z nich drobne płatki, które opadały na ziemię niczym rozsypane okruchy. Widok ten niezmiennie przyciągał uwagę Diane, która chętnie zamieniłaby kolejne ćwiczenia na choćby krótką przechadzkę po ośnieżonych ścieżkach. Wystarczyłoby jej kilka chwil spędzonych na zewnątrz, by móc przyjrzeć się ogrodowi z bliska i przekonać się, jak zmienił się od czasu ostatnich cieplejszych dni.
Niestety, Sycylia nie podzielała jej pragnienia. Za każdym razem, gdy dostrzegała córkę siedzącą na parapecie i zapatrzoną w zimowy krajobraz, przypominała jej o obowiązkach, które wciąż czekały na wykonanie. Diane nie próbowała się sprzeciwiać. Wiedziała, że matka nie zmieni zdania tylko dlatego, że ogród wydawał się szczególnie zachęcający, a ponowne podejmowanie tematu mogłoby jedynie niepotrzebnie przedłużyć rozmowę.
— Jeszcze raz, Diane. Tym razem spróbuj nie myśleć tak intensywnie o każdym kroku — poleciła Sycylia, obchodząc córkę, by móc przyjrzeć się jej sylwetce z innej perspektywy. — Powinnaś wyglądać, jakbyś doskonale wiedziała, dokąd zmierzasz. Nie jakbyś zastanawiała się, czy przypadkiem nie stawiasz łapy zbyt daleko.
Diane pozwoliła sobie na ledwie dostrzegalny uśmiech.
— Rozumiem, mamo. Spróbuję podejść do tego nieco swobodniej.
— Właśnie o to chodzi, kochanie. Elegancja nie wymaga, żebyś przez cały czas myślała o tym, jak się poruszasz. Powinna stać się dla ciebie czymś naturalnym.
Kotka skinęła głową, po czym wróciła na początek wyznaczonej trasy. Tym razem postarała się skupić na ogólnym wrażeniu, zamiast analizować każdy ruch z osobna. Uniosła głowę, rozluźniła barki i ruszyła przed siebie, pilnując jedynie, by jej krok pozostał równy, a ogon układał się swobodnie za jej grzbietem. Starała się przy tym nie zwracać uwagi na obecność matki, choć doskonale wiedziała, że Sycylia śledzi każdy jej ruch.
Kiedy dotarła do końca trasy, zatrzymała się i odwróciła ku białej kocicy, oczekując na jej ocenę. Nie musiała długo czekać.
— Znacznie lepiej — przyznała Sycylia. — Widzisz? Kiedy przestajesz przejmować się każdym szczegółem, wszystko przychodzi ci znacznie łatwiej. Musisz jedynie nauczyć się ufać własnym umiejętnościom.
Diane przyjęła pochwałę z delikatnym skinieniem głowy. Nie pozwoliła sobie na zbyt szeroki uśmiech, choć słowa matki przyniosły jej odrobinę ulgi. Miło było usłyszeć, że jej starania wreszcie przyniosły oczekiwany rezultat, szczególnie po tak długim czasie spędzonym na powtarzaniu tych samych ruchów.
— Dziękuję. Postaram się o tym pamiętać — odpowiedziała spokojnie.
Sycylia przyjrzała jej się jeszcze przez chwilę, po czym skinęła głową, najwyraźniej zadowolona z takiej reakcji. Diane zdążyła już poznać jej zwyczaje na tyle dobrze, by wiedzieć, że pochwała niekoniecznie oznacza koniec lekcji. I rzeczywiście, ledwie zdążyła nieco rozluźnić postawę, gdy matka ponownie zabrała głos.
— Dobrze. Skoro opanowałaś już podstawy, możemy przejść do kolejnego etapu. Chciałabym, żebyś spróbowała połączyć odpowiedni chód z zachowaniem właściwej mimiki. Pamiętaj, że twoja twarz również zdradza znacznie więcej, niż mogłabyś przypuszczać.
Diane przez moment trwała w bezruchu. Jedynie końcówka jej ogona poruszyła się nieznacznie, zanim zdążyła ją powstrzymać. Natychmiast przypomniała sobie wcześniejsze uwagi matki i przywróciła mu właściwe położenie, mając nadzieję, że Sycylia nie dostrzegła tego drobnego uchybienia.
Nie westchnęła, nie przewróciła oczami ani nie pozwoliła sobie na jakikolwiek komentarz, który mógłby zostać odebrany jako przejaw zniecierpliwienia. Zamiast tego spokojnie zajęła wskazane miejsce i przygotowała się do kolejnego ćwiczenia. Wiedziała, że jej matka oczekuje od niej wiele, być może nawet więcej, niż wymagała od pozostałych dzieci, ale nie zamierzała pozwolić, by zmęczenie stanęło jej na drodze.
W jej głowie wciąż wybrzmiewały słowa Celestyna: “[...] masz predyspozycje do osiągnięcia rzeczy, których nie powierzyłaby każdemu. Chce przygotować cię do zadań, jakie mogą w przyszłości wymagać od ciebie nie tylko wiedzy, ale również rozwagi i odpowiedzialności.”
Zastanawiała się, czy to wszystko naprawdę miało doprowadzić ją do czegoś więcej. Czy za tymi treningami kryło się coś więcej.
A jeśli tak, to co mogłoby to być?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz