BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sokół. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sokół. Pokaż wszystkie posty

23 lutego 2020

Od Sokoła CD. Iskry


odpis nr 1

Trzepnął ją bezczelnie ogonem w ucho, chociaż na jego pysku malował się wesoły uśmiech.
- A moooooże – wymruczał, starając się naśladować ton głosu Iskry. Czekoladowa, widząc dziwaczenie dawnego mentora, zachichotała cicho. Na moment jednak jej dech zamarł, a wojowniczka przypadła do ziemi.
- Patrz – wyszeptała, a jej głos drżał niczym listek na wietrze. Sokół powędrował wzrokiem za jej łapą i zobaczył drobnego, pląsającego ptaszka. Miał jasnoszare piórka upstrzone drobnymi cętkami. – Strzyżyk. Ktoś mi kiedyś mówił, że strzyżyki wskazują drogę wędrowcom. Ich śpiew mówi im, w jakie strony mają się udać.
Szary zmarszczył z konsternacją nos.
- A kiedy strzyżyki śpiewają, że trzeba iść „na lewo” albo „na prawo”?
Iskra otworzyła pyszczek, żeby udzielić błyskawicznej odpowiedzi, jednakże po chwili go zamknęła.
- Tego już nikt nie wie. Tak po prostu jest – powiedziała, a ton jej głosu nie pozostawiał miejsca na sprzeczki.
Och, gdyby tylko wtedy wiedział, jak szybko niektórzy potrafią się zmienić...


*** *tutaj już na nowych terenach i po „przemianie” Iskry*

Obudziło go wolne, miarowe i uciążliwe kapanie z „sufitu” legowiska wojowników. Gdy ciężkie krople spadały na jego długie futro, rozejrzał się dookoła zaspanym wzrokiem. Posłanie jego partnerki było puste i zimne; pewnie wstała skoro świt i udała się na trening ze swoją uczennicą i zarazem najlepszą przyjaciółką Sokoła, Nostalgią. W leżu wojowników został tylko Dymek. Syn Płomykówki z zakłopotaniem przywitał się z kocurem, po czym szybkim krokiem opuścił to przemoczone i zimne miejsce. Jego wzrok błądził po obozie w poszukiwaniu pewnego kota, a gdy w końcu go wytropił, z chłodnym uśmiechem znalazł się przy nim w kilku susach.
- Legowisko wojowników przecieka, Horyzoncie – powiedział syn Krogulca i Płomykówki, ze zniecierpliwieniem oczekując odpowiedzi niebieskiego.
- Czy moi wojownicy nie potrafią poradzić sobie z paroma kroplami wody? – zapytał spokojnym tonem, czym jeszcze bardziej rozdrażnił dawnego mentora Iskry. Wspomniany nie dał po sobie zbyt wiele poznać, jedynie jego biała końcówka ogona drgała ze złością.
- Ja tam nie śpię – powiedział po krótkiej chwili milczenia Horyzont. – Ale radziłbym ci wziąć trochę mchu od medyczek i załatać większe szczeliny. A że prawie wszyscy są zajęci, musisz zrobić to sam.
Sokół zatrzymał się gwałtownie i pozwolił Horyzontowi siebie wyprzedzić. Każdy włos na skórze palił go z wściekłości. To zadanie dla ucznia! Przewrócił ślepiami i zawrócił w kierunku legowiska medyczek, żeby chwilę później zabrać się do mozolnej roboty.
Gdy skończył, postanowił wywlec resztę przemoczonego mchu poza obóz. Tuż przy wyjściu nie spodziewał się nikogo zobaczyć, więc zrozumiałe, jak duży był jego szok, gdy…
- I-Iskra? – zapytał cichym tonem. Czekoladowa musiała go nie usłyszeć; stała kilka długości lisa dalej i złocistymi oczami wpatrywała się w czyste niebo, po którym leciały w kluczu czarne ptaki. Lekki wiatr mierzwił jej futro, a kocur nie mógł dostrzec wyrazu jej pyska. Ewidentnie była rozluźniona, szczęśliwa, wodząc złotym spojrzeniem za skrzydlatymi zwierzętami.
- Chciałabym być ptakiem – wyszeptała cicho, zapewne do siebie.
- Oh, nie musisz. Niektórzy już są jak ptaki; odlatują, gdy widzą robotę, a potem przyłażą, żeby korzystać z gotowego. – powiedział, wypluwając kawałek mchu, który ugrzązł mu między zębami.
Iskra aż podskoczyła, jednak rozpoznawszy głos dawnego mentora ruchem łapy zachęciła go, żeby usiadł.

< Iskro? Nauka ornitologii według Iskry? >

16 lutego 2020

Od Sokoła CD. Iskry


Jako, że mam zamiar odpisać na oba opka, to załóżmy, że ten odpis ma nr 2
Myślał, że jego spokój nie zostanie niczym zachwiany. Stracił wszystkie złudzenia, gdy dostrzegł pędzącą w jego kierunku kulę czarno-białej sierści, a za nią trochę wyższą i smuklejszą, chociaż nadal pokracznie chodzącą Iskrę. Rzucił dwójce kotów ponure spojrzenie. Po kolejnej jatce z Nostalgią stracił ochotę na towarzystwo jakiegokolwiek kota.
Dlaczego Iskra tak dziwacznie podnosiła łapy, gdy biegła?
Jego rozmyślania przerwała pędząca kometa, która jak gdyby nigdy nic wpadła na jego grzbiet i zwaliła go z łap. Z zaciśniętymi zębami zrzucił z siebie ciężar arlekina i otrzepał dymną sierść z drobnych pyłków i kurzu. Sztywno skinął Iskrze na „dobry”, a na Koguta nawet nie spojrzał. Skutkowało to tylko serią wrzasków, które rozpieszczony syn Płomykówki wykrzyczał tuż przy uchu swojej mentorki. Żółtooka Iskra nawet się nie skrzywiła – zupełnie, jak gdyby była na to uodporniona.
- Opowiesz mu o Kodeksie Wojownika, najfajowszy mentorze? – Iskierka rozciągnęła szeroko oba kąciki ust. Miał wrażenie, że jeszcze milimetr, i czekoladowa pożre własne uszy.
- Mówiłem ci już o tym, czyżbyś zapomniała? No, na pewno coś pamiętasz. – nacisnął, mrużąc ślepia.
- Mówiłeś mi o tym tylko raaaaz – jęknęła czekoladowa mentorka, podnosząc spojrzenie złocistych ślepi. Kogut przykucnął, owijając puchaty ogon wokół łap, i obrzucił starszego brata srogim spojrzeniem.
- Czterdzieści dwa i pół – powiedział, obrzucając Iskrę chłodnym spojrzeniem. – A pół było wtedy, gdy wlazłaś na drzewo i nie skończyłem.
Iskra opuściła duże uszy z rozczarowaniem, a złociste ślepia na moment utraciły blask. Odwróciła się i zawołała cicho Koguta, wlokąc puchaty ogon po ziemi. Arlekin wystawił Sokołowi język i pognał za mentorką, nawet nie oglądając się na dymnego.
- Zaczekaj! – krzyknął z wahaniem. Długo nie trzeba było czekać, aby przeszczęśliwa Iskra i wrzeszczący z radością Kogut zjawili się przy nim, zapewne z zamiarem dotrzymywania mu towarzystwa przed resztę dnia.
- Zacznijmy od podstaw – powiedział chłodno, patrząc z góry na swojego krewnego. Kogut pokiwał z zapałem głową; to samo zrobiła Iskra. – Swojego klanu należy bronić nawet kosztem własnego życia. Starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni jako pierwsi. Nie wolno traktować Kodeksu Wojownika jak luźnych wskazówek, które tylko cośtam wspominają o tym, jak należy postępować. Na Kodeksie Wojownika oparty jest cały sens naszego życia.
- I trzeba słuchać się mamy – powiedział dumnie Kogut, bez najmniejszego mrugnięcia okiem. Spojrzenie Sokoła powędrowało w kierunku Iskry, która z szerokim uśmiechem pogratulowała swojemu uczniowi dobrej pamięci.

<Iskro?>

08 lutego 2020

Od Sokoła CD. Jaskółczego Chłodu (Bazylii)

Słysząc prośbę – nie, rozkaz – niebieskiej, odruchowo zagłębił pazury w glebie. Po chwili jednak odetchnął głęboko. Pomogła mu, więc nie mogła być taka zła, prawda? Położył zawiniątko na ziemi i ruchem ogona zachęcił uczennicę, żeby usiadła. W tym momencie zdał sobie sprawę, że nie wie, od czego zacząć. Córka Chłodnego Wiatru przypatrywała mu się wnikliwie, a on czuł, że traci grunt pod łapami.
- A co konkretnego chcesz wiedzieć? – spytał, niepewnie przebierając łapami po ziemi. Nie ufał jej, ale czuł, że za pomoc należy jej się odpowiedź na co najmniej połowę z pytań.
- Jaki jest twój klan? Nie widziałam was nigdy na zgromadzeniu, musi być u was strasznie nudno. Gdzie żyliście, zanim… No wiesz. Jaki jest wasz lider? Niewiele wiem o Klanie Lisa… Sokole.
- Zanim opuściliśmy tereny, mieszkaliśmy na bagnach. Było mokro… I brzydko, ale lubiłem tam mieszkać – powiedział z nutką nostalgii w głosie.
A nasz lider jest wredny i go nie lubię, pomyślał, ale nie wypowiedział tego na głos. Zamiast tego delikatnie rozdzielił łapą zebrane zioła i podsunął je w kierunku córki Chłodnego Wiatru.
- Masz. To dla twojego klanu. I dziękuję za pomoc.
Niebieska zmarszczyła nos i machnęła ogonem.
- Już idziesz?
Odpowiedziało jej krótkie skinięcie głowy.
- Cóż, szkoda. Dobrze mi się z tobą rozmawiało. Jestem pewna, że w Klanie Lisa jest mnóstwo takich fajniutkich kotów.
Oh, z pewnością. Odruchowo pomyślał o Nostalgii. Był ciekaw, czy córka Grzmiącego Potoku zauważyła jego gwałtowną zmianę nastroju. Dziko pręgowana napuszyła lekko sierść i dotknęła nosem jego nosa, na pożegnanie.
- Do zo-… - urwała, a jej oczy zrobiły się nieco większe – Może zobaczymy się jeszcze na nowych terenach. Cześć.
Odprowadził ją wzrokiem, gdy odwróciła się z ziołami w pyszczku i pognała pędem w kierunku swojego klanu. Przez chwilę utrzymywał pomarańczowe spojrzenie na oddalającej się, niebieskiej sylwetce, jednak po chwili wziął ziółka w pysk i skierował się w kierunku miejsca postoju Klanu Lisa. Jaskółcza Łapa. Cóż za dziwaczne imię.

***
*time skip, Klan Lisa jest już na nowych terenach*

Obudziło go poruszenie w legowisku medyczki. Po krótkiej chwili z leża Pszczółki wychylił się Horyzont, a zaraz po nim niewyraźna sylwetka innego kota. Sokół trącił nosem śpiącą kilka długości ogona dalej Iskrę, jednak wojowniczka albo go nie usłyszała, albo postanowiła go olać i wrócić do błogiego snu. Gdy już przyjął tę drugą wersję, czekoladowa kotka niespodziewanie zerwała się z posłania.
- C-co się d-dzieje? Już ranek, prawda? – Iskra nerwowo okręciła się wokół własnej osi i usiadła na ziemi, przykrywając łapki puszystym brązowym ogonem. Jej złociste oczy błysnęły w ciemności legowiska, a wojowniczka ziewnęła szeroko, ukazując rzędy białych zębów.
- Jest noc. Mamy nowego kota w obozie, Iskro – powiedział z zaskoczeniem, wytężając wzrok. Córka Wodza skoczyła na równe łapy i uśmiechnęła się wesoło, a w jej oczach znowu pojawił się ten straszny błysk. Czasami Sokół z irytacji miał ochotę wydłubać jej te oczy, bo dzikie pomysły Iskry nigdy nie zwiastowały niczego dobrego.
Skoro się jednak obudziła, to równie dobrze mogła mu potowarzyszyć. Machnął ogonem w jej kierunku, a czekoladowa w uderzenie serca zrównała się z nim krokiem.
- Myślisz, że możemy zgarnąć też Koguta? On na pewno chciałby się poznać z tym tajemniczym przybyszem! Może zaprosimy go do środka? Mój tata, Wódz, mówił, że duchy przodków mogą się zdenerwować, gdy zostawia się biedne zmarznięte koty na zewnątrz! A wtedy wiesz… Obdzierają ze skóry i rzucają na pożarcie lisom. To co, bierzemy ją? – zapytała prosząco i niewinnie Iskra, a jej oczy powiększyły się co najmniej dwukrotnie.
Ją? Sokół powędrował spojrzeniem w stronę. Leżąca tyłem do nich istota z pewnością nie mogła być kocurem. Jej krucha budowa ciała i długie łapy od razu podpowiedziały jemu oraz Iskrze, z kotem jakiej płci mieli do czynienia. Gdy jednak nieznajoma odwróciła pysk, a jej niebieskie oczy błysnęły w ciemności, z jego pyska wyrwał się lekki krzyk.
Jaskółcza Łapa. Co ona tu robiła?
- Nie krzycz – powiedziała Iskra – Lubię, jak się drzesz, ale nie ze strachu przed biednymi samotnymi kotkami. To niegodne wojownika. Poza tym ona nie jest chyba taka straszna. Widzisz? Ojejku, biedna… Chyba płacze!
Rzeczywiście, po pysku kocicy spłynęła srebrzysta łza i upadła bezgłośnie na twardą ziemię. Sokół wyprzedził swoją dawną uczennicę i stanął na drodze Horyzontowi, który akurat zmierzał w ich kierunku. Oboje mierzyli się chłodnymi spojrzeniami przez krótką chwilę, która została przerwana naglącym pytaniem syna Płomykówki.
- Kto to? – spytał, udając głupiego. Nie mógł nie rozpoznać Jaskółczej Łapy, ale na razie wolał tę wiedzę zachować dla siebie. Może po prostu ją z kimś pomylił.
- Czyżby w mózgach moich wojowników coś się poprzestawiało, że zaczęli prowadzić sowi tryb życia? – warknął niebieski, z przyzwyczajenia utrzymując spokojny ton głosu. – To Bazylia, samotniczka. Możecie dać jej coś ze stosu, ale potem chcę was widzieć słodko śpiących w legowiskach.
Zszokowany kocur przepuścił Horyzonta i powędrował spojrzeniem w kierunku skulonej kotki, wpatrującej się w sierp księżyca.
- B-bazylia?
Iskrze nie trzeba było powtarzać dwa razy. Czekoladowa pognała w kierunku stosu i jeszcze w biegu złapała drobną mysz. Podeszła do Jaskółczej Łapy – czy, jak kto woli, Bazylii – i położyła przed nią martwe zwierzątko. Gdy zbliżył się do dwóch kocic, usłyszał wesoły głos córki Wodza.
- Musisz rozgryźć o tu, na górze. Tylko nie piszcz, jeśli coś wypłynie, jak kiedyś mój mentor… Są naprawdę cza-do-we, mówię ci. Tylko wiesz, dzielimy się pół na pół. Pamiętaj o tym!
Usiadł obok czekoladowej, mierząc uważnym spojrzeniem Jaskółczą Łapę. Albo Bazylię. Albo… sam nie wiedział.
- Witaj w Klanie Lisa, Bazylio – powiedział spokojnym głosem. W obozie wiał ciepły wiatr, mierzwiąc futra kotom. Sokół usadowił się wygodnie i czekał na reakcję dziko pręgowanej. Szybkie spojrzenie, nerwowy ruch ogona, drganie wąsów, cokolwiek. Jakiś znak, że go rozpoznała...

<Bazylio?>

29 stycznia 2020

Od Sokoła CD. Nostalgii


Gdy ta paskudna szylkretowa strawa dla wron dotknęła jego futra, odskoczył jak oparzony. Uśmiechnął się krzywo do Nostalgii, zaś ta czmychnęła do tyłu i ukryła się za najbliższym kotem. Nie rozumiał, o co jej chodziło, jednego był jednak pewien. Od kiedy Nostalgia zwyzywała go przy całym klanie, nie mógł być bardziej szczęśliwy. Teraz był pewien, że uczennica absolutnie nic do niego nie czuje. Ta myśl napawała go wewnętrznym spokojem, była po prostu cudowna.
- Przed czym się chowasz, panikaro? – warknął, z irytacją strzepując ogonem w kierunku córki Wodza. Szylkretka wychyliła nos zza grzbietu Puchu i posłała mu mordercze spojrzenie. Prychnęła z pogardą i w kilku krokach znalazła się przy niebieskim, idąc ze spuszczonym w dół łbem.
- Ładną mamy dzisiaj pogodę, prawda? – spytał wesoło, posyłając jej ostre spojrzenie. Pomimo tego, że szylkretowa raz próbowała go otruć, a raz wrzucić do nory, cóż… Pomimo tego, że jej szczerze nie znosił, krótka i chłodna pogawędka nikomu by nie zaszkodziła. I tak będą musieli się znosić jeszcze przez resztę wędrówki.
- Cudowną. Słonko świeci, ptaszki śpiewają, a ciebie zaraz trzaśnie piorun – fuknęła uczennica Szyszki, jednak nie podniosła spojrzenia. Wydawała się być smutna i… przygaszona? A obelgi, jaki wyrzucała pod jego adresem, brzmiały tak smutno, że niemal zrobiło mu się jej żal.
- Hej, nie przejmuj się Szakłakiem. To o niego chodzi, prawda?
- Jeśli myślisz, lisia strawo, że będę ci się zwierzać, to jesteś w błędzie.
Przez chwilę szli obok siebie w milczeniu, nasłuchując odgłosów przyrody. Nostalgia szła tak ślamazarnym krokiem, że zaczynała spowalniać grupę. Rzucił jej wściekłe spojrzenie, ale kotka nawet nie obdarzyła go wzrokiem.
- Zatrzymujemy się! – usłyszał z przodu i spojrzał z zaskoczeniem na Nostalgię.
- O co chodzi?... – rzucił w kierunku uczennicy jego partnerki, zaś Nostalgia tylko obojętnie wzruszyła ramionami. Powędrował wzrokiem dalej i znalazł odpowiedź. Płytka, aczkolwiek rwąca rzeka biegła tuż przed kotami Klanu Lisa. Nie było mowy, żeby do końca dnia znaleźli inną drogę, więc pewnie będą musieli ją przepłynąć.
- Po kolei – instruowała Puch, chodząc pomiędzy panikującymi kotami – Najpierw idą uczniowie, Pszczółka, Mucha i Płomykówka. Reszta idzie druga.
Z niespokojnym spojrzeniem obserwował zastępczynię, która weszła do wody jako pierwsza. Rwący pęd rzeki zachwiał nią, jednak szylkretowa błyskawicznie odzyskała równowagę. Dała znak ogonem, że wcześniej wyznaczone koty mogą za nią podążać. O dziwo bez strat w kotach udało im się przejść na drugi brzeg. Teraz przyszła kolej na resztę. Horyzont dał znak wojownikom, aby weszli do wody. Gdy łapy Sokoła wreszcie dotknęły suchego lądu, z radością otrząsnął szarą sierść z kropelek wody (wcześniej upewniając się, że zimny prysznic nie ominie Nostalgii)
Jednak szylkretowa nawet na niego nie spojrzała. Jej wzrok utkwiony był w czymś bardzo odległym, a gdy spojrzał w tamtym kierunku, dostrzegł Szyszkę.
- Czemu się tak na nią gapisz? – spytał, mocno zaskoczony.

<Nostalgio? Kurdę, wybacz, chyba wyszedł taki trochu gniot
>

26 stycznia 2020

Od Sokoła CD. Iskry

*chronologicznie jeszcze sprzed upałów i podróżowania w nocy (chyba, mam skleroze)*

- No bo wiesz, trochę strasznie to wyglądało! Ale ten samotnik był całkiem miły, szło z nim wytrzymać. Powiedziałam mu o wyjadaniu mysich oczu i wiesz co? W ogóle nie wiedział, że tak można! To ci dopiero! Dasz wiarę? No ale w końcu sobie poszedł, a przyszła Nostalgia wraz z Szyszką. Moja siostrzyczka życzyła ci szybciutkiego powrotu do zdrowia, Sokole! Mam ją od ciebie pozdrowić? Dawno nie widziałam, żeby była tak szczęśliwa! No normalnie od kiedy tu trafiłeś, uśmiecha się od ucha do ucha. Zaczynam się o nią martwić… Myślisz, że powinnam się o nią martwić? Chyba nie jest z nią najlepiej, dawno nie była taka szczęśliwa! – czekoladowa trajkotała jak najęta, co jakiś czas przerywając swój monolog w celu zaczerpnięcia tchu. – A tak na serio… Myślisz, że ma kogoś na oku? No wiesz… Że tak kogoś lubi-lubi. Ostatnio spędza czas tylko z Szyszką, ale może ma na oku jakiegoś przystojniaka? Może to Szakłak? Chociaż czekaj, nie. Przy śniadaniu nazwała go lisim bobkiem i powiedziała, że może jej co najwyżej stopy lizać. A co sądzisz o Wodospadzie? Oj dobra, ja tam nie wiem. Po prostu martwi mnie to, że jest taka… szczęśliwa? Może coś jej dolega? Może powinnam coś zrobić? Może to po prostu przez ten upał?
Czekoladowa przerwała swój wywód i zaczęła dyszeć ze zmęczenia, niczym po maratonie. Niebieski spojrzał na czekoladową ukradkiem, a w jego wzroku malowało się głębokie zdziwienie. Taaak, on też nie wiedział, dlaczego po jego trafieniu do medyczki Nostalgia była taka szczęśliwa… Wcale. Nawet się nie domyślał.
- A ty sobie kogoś znalazłaś? – spytał niby mimochodem, jednak w jego mózgu już uruchomił się tryb „przesłuchanie”.
Ogłupiała Iskra przez moment wpatrywała się w niego, a później energicznie pokręciła głową.
- Nie – powiedziała, żeby chwilę później wrócić do swojego wywodu – A w ogóle to ty wiesz, że pytałam Pszczółki i jutro możesz wrócić do swoich obowiązków? Dwa razy pytałam! A w ogóle to wiesz, że coś tu dla ciebie mam… O czekaj, dzie to było?... – młoda wojowniczka energicznie obróciła się dookoła własnej osi, po czym wyrzuciła z siebie okrzyk pełen tryumfu. Złapała martwą mysz na kark i rzuciła kocurowi przed nos – Rozgryzaj. Możesz zjeść połowę, żeby było sprawiedliwie. Eee… Albo ćwiartkę. Eee… Albo pasuje ci jedna piąta? Powiedz, że tak, bo wieki nic nie jadłam!
Uśmiechnął się i – pod czujnym spojrzeniem Iskry, która pilnowała, by nie zepsuł tej misternej sztuki rozgryzania mysich łbów – wziął pierwszy kęs. Iskra znowu zaczęła o czymś nawijać, ale słuchał jej tylko jednym uchem. Machnął zachęcająco ogonem, a jego dawna uczennica „obudziła się” i dosiadła do niego przy kawałku zwierzyny.
- Ale wiesz – rzucił w stronę kotki, łapczywie pochłaniającej mysz uprzednio „przyniesioną mu w prezencie” – w klanie jest dużo fajnych kotów. Na przykład, eee… No Horyzont to może nie. Za stary. Ale taki Dym na przykład. Co, Iskro, nie chciałabyś się z nim zaznajomić? – spytał ostrożnie i nieco nazbyt podejrzliwie.
Naprawdę, Sokole? Aż tak się stoczyłeś, żeby plotkować ze swoją dawną uczennicą o najprzystojniejszych kocurkach w klanie? Cóż, pozostawało mu jedynie przerwać jedzenie i poczekać na odpowiedź dziko pręgowanej.


<Iskro?>

20 stycznia 2020

Od Sokoła CD. Jaskółczej Łapy

Słysząc pytanie dziko pręgowanej, zmarszczył nos i zamyślił się. A co, jeśli zaraz pójdzie do swoich i wypapla wszystko, co jej o sobie powiedział?
- Nie widziałam cię nigdy na zgromadzeniu – ciągnęła, obrzucając go z lekka surowym spojrzeniem – Jesteś samotnikiem?
- Już ci mówiłem, że jestem wojownikiem – warknął. Zawinął zebrany podbiał w szeroki liść paproci, po czym spróbował go podnieść. Nie przyniosło to najlepszych rezultatów; podbiał wypadł na ziemię, a zirytowany syn Płomykówki wzniósł oczy ku niebu.
Dziko pręgowana koteczka nie przestawała go przesłuchiwać, mimo jego wzrastającej irytacji.
- To z jakiego jesteś klanu? A może jednak skłamałeś, jesteś samotnikiem? Jeśli ładnie przeprosisz, nikomu nie powiem – powiedziała, a jej chłodne oczy błysnęły gniewem. Machnęła długimi wibrysami, przysiadając na ziemi i najwyraźniej oczekując odpowiedzi dymnego.
- Jestem wojownikiem Klanu Lisa – powiedział z nutką dumy i uśmiechnął się krzywo do niebieskiej. Jego wesoły humor znikł natychmiast, gdy natrafił wzrokiem na rozsypany podbiał. Westchnął ciężko i powrócił do mozolnego zbierania.
- Mogę ci pomóc – powiedziała z lekkim uśmiechem. Pokręcił głową, kontynuując męczącą walkę z podbiałem.
- Nie i lepiej, jeśli już sobie pójdziesz. Łamiesz granice mojego klanu – powiedział zdenerwowany, jednak sam zaczynał wątpić we własne słowa.
- Nie mamy już granic. – wypaliła kotka i pochyliła się, łapiąc zębami za przeciwną część paproci. Pozwolił, by ta mu pomogła, jednak liść paproci przerwał się na pół przy pierwszym gwałtowniejszym kroku dwójki kotów. Załamany kocur usiadł na ziemi i przyglądał się rozsypanym ziołom.
- Możemy zawinąć w mech – zasugerowała po chwili Jaskółcza Łapa. Spojrzał na nią z powątpiewaniem, jednak córka Chłodnego Wiatru od razu przystąpiła do działania. Pazurkami oberwała mech z pobliskiego drzewa i przyniosła go w pyszczku. Po zawinięciu podbiału w mech, uśmiechnęła się do wojownika tryumfalnie, a on mruknął z uznaniem. Całkiem ogarnięta z niej istota, nie ma co. Pod względem paru cech przypominała Nostalgię, ale tylko tych pozytywnych (o ile Nostalgia jakiekolwiek pozytywne cechy posiadała).
- Teraz trzeba toczyć to łapami, o tak – Jaskółcza Łapa zademonstrowała mu to, po czym na jej pysk wkradł się zadowolony uśmiech. Sokół oparł przednie łapy na kulce mchu i, naśladując ruchy córki Grzmiącego Potoku, zaczął ją ostrożnie przemieszczać.
- Dobrze! – instruowała go koteczka, jarząc z zadowoleniem ślepia – Nie opieraj łap aż tak, bo zniszczysz zioła! Uważaj na dziurę! Nie tak szybko!
Po chwili zatrzymał się i spojrzał na kotkę z nutką wdzięczności.
- Dzięki, że mi pomagasz – powiedział. Wciąż starał się zachować dystans, ale skoro mu pomogła, to nie musiała być taka zła – Jak już zaniesiemy ten podbiał, to dam ci połowę dla twojego klanu.
Nie wiedział, dlaczego zaoferował jej coś takiego. Chyba po prostu był wdzięczny za pomoc. Gdyby nie ona, do tej pory męczyłby się z tymi nieszczęsnymi ziołami. 

<Jaskółcza Łapo? Nie zepsułam charakteru?>

Od Sokoła CD. Szyszki


Co prawda nienawidził podróżować, jednak gdy tylko jego partnerka otarła się o jego futro i wymruczała mu czułe słówka na ucho, nastrój od razu mu się poprawił. Liznął Szyszkę za uchem i powędrował wzrokiem do przodu wędrującej grupy Klanu Lisa. Jego uczennica… - była uczennica, wciąż nie mógł się przestawić – była w swoim żywiole. Iskrze chyba podobała się perspektywa bezsensownej włóczęgi, trwającej nawet kilka księżyców. Czemu go to nie dziwiło?
- Tęsknisz za nią? – podsunęła łagodnie czarna wojowniczka. Pokręcił szorstko głową.
- Nie tęsknię.
- Kłamiesz. Przecież widzę, jak się przy niej zachowujesz! A dzisiaj rano nawet jej powiedziałeś, że pójdziecie razem na trening, bo nie podoba ci się jej ruch bitewny… - choć nie wątpił w dobre intencje wojowniczki, nie poprawiła mu tym wcale humoru.
Wzruszył ramionami.
- Już mnie nie potrzebuje – powiedział, starając się brzmieć jak najbardziej optymistycznie. Rezultat był mierny.
Przed dłuższą chwile szli obok siebie w milczeniu, którą przerwało westchnienie jego partnerki. Stanęła jak wryta i wzięła głęboki wdech. Jej wzrok sam powędrował w kierunku pobliskich gąszczy.
- Czuję mysz! – powiedziała półszeptem i, nim zdążył wypowiedzieć choćby słowo, rzuciła się w krzaki. Po kilku uderzeniach serca wróciła, a z jej pyska zwisała bura mysz. Zdyszana szła obok niego, wciąż trzymając zwierzątko w pysku. Posłała mu niepewnie spojrzenie, bo mimo upolowanej zdobyczy dalej pruli do przodu.
- Może za dnia ktoś ją zje? – zasugerował spokojnie, a Szyszka kiwnęła głową. Z niemożności przeprowadzenia rozmowy (czarna wojowniczka dalej trzymała mysz w pysku), po prostu szli obok siebie, od czasu do czasu splatając ze sobą swoje ogony.
Jednakże po chwili z ziemi wyrosła Nostalgia, zakłócając ten stan rzeczy.
- Możemy ją zjeść, Szyszko – powiedziała szybko, nawet nie spojrzawszy na Sokoła. Gdy córka Okopconego Dzwonka rzuciła jej zaskoczone spojrzenie, Nostalgia szybko wzruszyła ramionami – W sensie, możemy ją zjeść. Mysz. We dwie.
- Dochodzę do wniosku, że nie wiesz, że Horyzont wyraźnie kazał nam i ś ć. – powiedział ze złością Sokół, odgradzając Nostalgię machnięciem ogona od czarnej kotki.
- Jasne, że wiem, lisi bobku – wydusiła żółtooka szylkretka – Ale Rudek złapał ciernia i koniec końców i tak musimy stanąć.
Co ona znowu wymyśliła? Zaskoczony Sokół spojrzał do przodu. Ten jeden jedyny raz Nostalgia mówiła prawdę. Faktycznie zbaczali z wcześniej obranej trasy, schodząc na drobną leśną polankę. Po chwili do rudego wojownika dotruchtała Pszczółka i zaczęła energicznie wylizywać jego poharataną przez cierń łapę.
- Chyba tu utknęliśmy, przynajmniej na razie – powiedziała Szyszka, odkładając mysz na bok. Sokół pokiwał głową, po czym przeniósł wzrok na niebo. Nocne cienie zaczynały bardzo powoli ustępować delikatnym odcieniom błękitu. Spojrzał na Szyszkę, po której futrze tańczyły pierwsze promienie poranka.
- Świta. I tak musielibyśmy tu zostać, bo będzie za gorąco, żeby podróżować. – powiedział, zwracając się bezpośrednio do Szyszki i odwracając się tyłem do Nostalgii, która zmarszczyła pogardliwie nos.
Jego partnerka położyła na ziemi mysz i machnięciem ogona zachęciła uczennicę i wojownika, by się do niej dosiedli. Niechętnie przesunął się, robiąc szylkretce miejsce przy posiłku.
- Jaka beznadziejna mysz, Sokole – wysyczała cichutko i pogardliwie Nostalgia do jego ucha, mrużąc oczy w szparki – W ogóle nie potrafisz upolować niczego lepszego, pokrako?
- To moja mysz, nie Sokoła – powiedziała łagodnie Szyszka.
Nostalgia otworzyła zaskoczona pyski i cicho westchnęła. Jej oczy były dwa razy większe niż normalnie.
- Ja… Ale… Ja… Myślałam… Nawet niezła ta twoja mysz – wyjąkała w stronę czarnej, podnosząc lekko jeden kącik ust. To chyba miał być uśmiech.
Miał olbrzymią ochotę po raz kolejny przywalić Nostalgii, jednak od incydentu na starych terenach zaczął się pilnować. W zasadzie trochę dziwnie czuł się ze świadomością, że nie czuł wstydu po uderzeniu tej wyrachowanej gówniary. Chyba taka już jego natura.
Po chwili Horyzont podniósł się, i przemówił głosem, który rozniósł się po polance i dotarł do uszu każdego kota:
- Ruszamy! Wciąż jest chłodno, musimy odrobić ten postój! Gdy słońce wniesie się wyżej, zatrzymamy się i odpoczniemy.
Siedząca niedaleko Pszczółka mruknęła coś o Rudku, ale Horyzont pokręcił łbem.
- Wyjęłaś tego ciernia i posmarowałaś mu łapę? – spytał, a vanka niechętnie pokiwała głową – Więc ruszamy. Gdy noc zupełnie przeminie, możemy zrobić postój.
Uśmiechnął się w kierunku swojej partnerki i przywołał ją ogonem. Gdy klan ruszył, specjalnie przepuścili inne koty przed siebie i zostali na tyłach grupy.
- Cieszę się, że wtedy na mnie wpadłaś – wymruczał jej do ucha, a kotka nieco się zarumieniła. Splotła swój ogon z ogonem kocura i zdołali przejść kilka metrów, nim do jego uszu dotarł znajomy głos.
- Jak życie, lisi bobku? – wydyszała Nostalgia. Obrzuciła dwójkę kotów spiętym spojrzeniem i zaczęła iść tuż obok nich. Co jakiś czas rzucała im nieco zaniepokojone spojrzenia, a gdy Sokół odwracał się w jej stronę, uciekała gdzieś naburmuszonym wzrokiem.
Jego dobry humor znikł bezpowrotnie.

<Szyszko?>

Od Sokoła CD. Barwinkowej Łapy


- Zaraz wrócę – rzucił Barwinek, a Sokół w zamyśleniu kiwnął głową. Lubił Barwinkową Łapę, był sympatycznym kocurkiem i dziwił się, że nie został jeszcze wojownikiem.
Z zasadzie to mógłby być nawet liderem tego swojego Klanu Klifu.
Zrobił kilka kroków, jednak po chwili jakaś pędzącą szylkretowa kupa futra wpadła centralnie na niego. Stracił stabilność i upadł plackiem na ziemię. Pechowo, w miejscu, w którym się wyłożył, rozkładała się wronia karma. Chwiejnie wstał i obrzucił rozłoszczonym spojrzeniem swojego wiernego prześladowcę.
Nostalgia zamrugała niewinnie.
- Ojejku, Sokole, tak bardzo cię przepraszam! Chociaż w zasadzie to powinieneś być mi wdzięczny. Wreszcie zakryłam to twoje paskudne futro czymś godniejszym – pokiwała z uznaniem głową, a przerażony Sokół obrzucił spojrzeniem swoją uwaloną sierść.
Chwiejnym krokiem odłączył się od klanu. Musiał to z siebie zmyć, i to jak najszybciej. Gdy w zasięgu wzroku nie znajdował żadnej wody, spróbował szybkimi pociągnięciami języka doprowadzić sierść do porządku. Obrzydliwy posmak został mu na podniebieniu, jednak po chwili jego oczom ukazało się wybawienie.
Strumyk z wartkim nurtem.
Dostrzegł również czarnego kocurka z oklapniętymi uszkami i uśmiechnął się, gdy ten spróbował złapać rybę. Może by tak zrobić mu niespodziankę? Chociaż najpierw wypadałoby zmyć z siebie ten swąd.
Nachylił się nad strumieniem i włożył do niego przednie łapy. Nurt był tak silny, że Sokół został wciągnięty do wody. Przepłynął kilka metrów i wpadł na zszokowanego Barwinkową Łapę. Syn Koziej Nóżki wrzasnął i upadł plackiem w wodę. Sokół był już w zasadzie pewny, że stracił przyjaciela. Po chwili jednak okazało się, że w miejscu, w którym stał, wylatywały bąbelki powietrza. Zrobił krok w tym, a głowa Barwinkowej Łapy błyskawicznie przebiła taflę wody.
- Depczesz po przyjaciołach? – jęknął Barwinek, spluwając wodą. Zakaszlał i stanął chwiejnie na łapach. Silny nurt cały czas nim chwiał, ale Barwinkowa Łapa tylko patrzył oskarżycielsko na Sokoła.
- To było zamierzone? – wydusił – Wiesz, że tylko mi wolno robić innym żarty?
Odetchnął z ulgą. Założył, że z kocurkiem wszystko jest w porządku i złapał go za luźną skórę na karku, z zamiarem przeciągnięcia go do brzegu. Gdy wreszcie dotknęli suchego brzegu, Barwinkowa Łapa padł na ziemię i się nie poruszał.
- B-Barwinkowa Łapo! Barwinkowa Łapo…
Barwinek uchylił oszczędnie tylko jedno oko.
- Nie drzyj się tak – jęknął – Jeszcze nie umieram.
Sokół pochylił się i polizał przyjaciela za uchem, mrucząc cicho.
- Oh, jak to dobrze! Barwinkowa Łapo, to tak strasznie wyglądało! Musimy już wracać, bo nie dogonimy Klanu Lisa! No, już! No wstawaj, leniu…
Barwinkowa Łapa spróbował wstać, a spękane poduszki łap bynajmniej mu tego nie ułatwiały. Po chwili udało mu się utrzymać stabilną pozycję. Spojrzał na przyjaciela spode łba, krzywiąc nos.
- Wiem, wiem – powiedział Sokół – To wszystko Nostalgia, ta zołza… No, ale teraz naprawdę musimy już wracać!
W ten chwili najważniejszą kwestią było doprowadzenie Barwinkowej Łapy do porządku, a nie roztrząsanie sprawy szylkretowej uczennicy. Pozwolił Barwinkowi się o siebie oprzeć, po czym posłał mu zmartwione spojrzenie.
- Ale, Barwinkowa Łapo… Gdzie mamy iść? Do Klanu Klifu czy Lisa?

<Barwinku?>

15 stycznia 2020

Od Sokoła CD. Nostalgii

― Nie mam pojęcia, co Szyszka widzi w takiej mysiej strawie! ― wykrzyczała mu prosto w pysk rozgoryczona Nostalgia. Zachłysnął się powietrzem, słysząc to oskarżenie. Wbił zszokowane spojrzenie w szylkretkę, która otarła łapą łzę. Miał bardzo wybujaną wyobraźnię, ale w życiu TO nie przyszłoby mu do głowy.
Nostalgia była w nim zakochana?
Na przemian miał ochotę oberwać sobie uszy i wydrapać oczy. Serce waliło mu jak po maratonie, pod oczami pojawiły się kropelki potu. A jednak senne koszmary się spełniają. Żałował, że uczennica jego partnerki nie połamała mu jednak tego karku, gdy spadali do dziury. Pisnął żałośnie niczym kociak, a Nostalgia rzuciła mu tylko kolejne ostre spojrzenie. Był już naprawdę blisko wydrapania sobie tych oczu.
― No proszę, Sokole, do łba mi nie przyszło, że po głowie takiego porządnego jak ty chodzą takie chore fantazje ― wyrzuciła. Nie no, co w tym chorego? Jak dwa koty się bardzo kochają, to łączą się w pary i… Miał ochotę zwymiotować. Był blisko rzucenia Nostalgii przepełnionego wstrętem spojrzenia, jednak był po prostu zbyt zszokowany, by cokolwiek zrobić. A tym bardziej powiedzieć. Był już nawet skłonny uwierzyć, że Klan Gwiazdy istnieje, a jego własny brat jest kotką. Co on takiego w życiu uczynił, że ta lisia strawa się w nim zakochała? Przymknął oczy i zaczął robić po cichu rachunek sumienia. Pod powiekami pojawiła się jednak wizja jego samego z szylkretową uczennicą za – kto wie? – dziesięć księżyców, otoczonych gromadką paskudnych bachorów. Kolejny wstrząs obrzydzenia na karku.
― Nostalgio! Sokole! Cały klan was szuka, a wy sobie gawędzicie w najlepsze w tym dołku? ― z góry patrzyły na niego piękne oczy jego partnerki. Uśmiechnął się do niej niepewnie, a ta tylko pokręciła w odpowiedzi łbem.
                                                                                               ***
Od ich dziwacznej pogawędki minęło sporo czasu. Czasu, przez który unikał Nostalgii niczym ognia. Co miał innego zrobić? Domysły, że szylkretowa się w nim podkochiwała, traktował niczym najgorszą obrazę. Znalazła równego sobie. Nie dopuszczał do siebie myśli, że mógł się pomylić i źle zrozumieć sens przekazu siostry swojej dawnej uczennicy. Starał się do niej nie zbliżać w ogóle, jeśli nie było to konieczne, bądź po prostu traktował ją jakby była przezroczysta. Szkoda, że nie była. Raz czy dwa, gdy siedział z Szyszką i starał się nie patrzeć na szylkretkę, wcześniej wspomniana rzucała mu oskarżycielskie spojrzenia. Czyżby była zazdrosna? Zmroziło go.
Właśnie siedział sobie przed legowiskiem medyczki, ponieważ jego ukochany braciszek z ADHD złapał ciernia i mamusia pogoniła go do opieki nad rodzeństwem. Nerwowo obserwował swoją dawną uczennicę i jej siostrę. Miał ochotę zakopać się pod ziemią i już nigdy stamtąd nie wyłazić. Przełknął gulę w gardle.
I wtedy usłyszał to.
― Nie mów, że znów posprzeczałaś się z Sokołem?
Czy w klanie już krążyły plotki o ich rzekomym związku? Trzasnął zębami. Nie, nie, nie! Tylko nie to! Wzdrygnął się z obrzydzeniem. On kochał Szyszkę i tylko Szyszkę! Swoją partnerkę! Czyżby miało być inaczej? Nie widział już innego wyjścia jak wstać i wyprowadzić Iskrę z błędu. Wstał i chwiejnym krokiem podszedł do dwóch kotek.
― N-n-nostalgia… N-n-nostalgia… Ty głupia, podła… ― język mu się plątał, serce przyśpieszyło swój rytm co najmniej stukrotnie ― Ja cię nie kocham!
Widząc ogłupiałą minę Nostalgii, zastanawiał się tylko, o co tym razem chodziło.

<Nostalgio?>

08 stycznia 2020

Od Sokoła

― Ej, Sokół, widziałeś? ― zapytał jego braciszek, Myszołów ― Masz siwe włosy na gębie.
Mocno zszokowany szary wojownik przybliżył pysk do przejrzystej tafli wody w kałuży. Niby wszystko w normie. Te same duże, pomarańczowe ślepia. Te same stożkowate, ostre, rysie uszy i niechlujnie ułożone, białe wąsy. W okolicach pyska, pod lewym okiem, w najmniej pożądanym miejscu jego oczom rzucił się siwy kłak.
Czyżby już wybierał się do grobu?
― Nie, niemożliwe ― powiedział, gwałtownym ruchem odsuwając się od kałuży.
― Prawdę mówię ― wydusił podekscytowany błękitnooki ― No patrz, pochyl się! Siwiejesz! Siwiejesz, dziadku Sokole!
Niechętnie zacisnął mocno oczy i pochylił się nad taflą wody. To na pewny koszmar, blado-siwy włos zaraz zniknie. Ostrożnie uchylił oczy, zamrugał. Żadnej zmiany. Zszokowany nie bardzo wiedział, co powiedzieć. Myszołów nie przestawał chichotać niczym jakaś mała, kilkuksiężycowa gówniara.
― D-dziadek Sokół… Posiwiałeś przez Nostalgię?
Nawet wspomnienie o szylkretowej kotce nie sprawiło, żeby przestał stać nad tą nieszczęsną kałużą z półotwartą gębą i szeroko rozszerzonymi ślepiami. „Jeszcze nie umieram, jeszcze nie umieram” – pocieszył się w duchu. Ale czy aby na pewno? Opuścił wzrok na swoje łapy, spodziewając się, że zamiast nich ujrzy wypłowiałe nogi telepiącego się dziadka. Nic takiego nie zobaczył.
J-jak to możliwe, że już w tym wieku ma się siwe włosy? Ile żywota mu jeszcze zostało? Księżyc? Kilka dni? Już umiera? Nie, ten parszywy czarny futrzak nie może go przeżyć. Opamiętał się, pokręcił głową i trzepnął śmiejącego się Myszołowa w ucho, przywracając go do porządku. Czarny otarł łezkę spod oka.
― W-wybacz ― Sokół z łaskawą miną przyjął przeprosiny brata, jednak jego dalsza wypowiedź wcale mu nie pomogła ― Ale czy nie uważasz, że to dziwne, że kot już w tym wieku może posiwieć?
― To tylko jeden włos ― powiedział z uśmiechem srebrnoszary wojownik, bardziej próbując przekonać siebie aniżeli Myszołowa. Wizja jego samego za kilka księżyców gnijącego w legowisku starszyzny… Była przerażająca. Co z tego, że miał dopiero czterdzieści księżyców na karku? Najwidoczniej ktoś już wołał go na tamten świat. 
― No niby tak ― rzucił lakonicznie jego braciszek, a gdy jego wciąż śmiejące się spojrzenie spotkało się z wściekłym wzrokiem Sokoła, spoważniał. ― No, ta! Jasne, że tak!
Tym bynajmniej nie poprawił mu humoru.

***

Gdy klan w końcu zatrzymał się na chwilowy postój, chyba tylko jeden kot nie był z tego faktu zadowolony. Sokół od razu rzucił się na posłanie 
― Opowieeeedz baaajkę! ― ryknął mu prosto do ucha Kogut. Żadnych zbędnych „proszę” czy tam „mógłbyś?”, nie. Po prostu „rzucaj wszystko i opowiadaj bajkę”. Codzienne życie z młodszym, rozpuszczonym dzieciakiem. Podniósł się ciężko i rzucił młodemu rozłoszczone spojrzenie. 
― Nie mam siły, dobra? ― odburknął, wciąż gorączkowo rozmyślając o tamtym siwym kłaku. ― Poproś mamę. 
― Sokole, no co ty, umierasz? ― zapytał go spokojnie Horyzont, który akurat przechodził obok. Pytanie to miało być prawdopodobnie ironiczne, jednak nie dla Sokoła. Zachłysnął się powietrzem i gwałtownie wstał. Zrobił kilka kroków, przypadkiem wpadając na jakiegoś kota. 


<idk co to jest, ale jeśli ktoś chce, to może zrobić odpis. Miałam wenę akurat na takie coś>

Od Sokoła

Wędrowanie było dla niego czymś zupełnie nowym. Jednego dnia widział pola, a drugiego lasy. Chyba tylko Iskra, Nostalgia oraz Muszelka były przyzwyczajone do ciągłego szlajania się. Iskra emanowała energią, Muszelka była natomiast nieco ostrożniejsza, jednak można było dostrzec jej podekscytowanie. A Nostalgia… Wiecznie wyrzucała z siebie najrozmaitsze bluzgi z przewagą „lisich bobków”, toteż nie mógł stwierdzić, czy przeprowadzka była jej w smak. Niespecjalnie go to też obchodziło, więc skupił się na oglądaniu krajobrazów. Kilka razy podszepnął do Szyszki ciche: „Widziałaś to drzewo?” bądź „Patrz na ten strumień!”. Krótko mówiąc, podchodził do przeprowadzki dosyć sceptycznie, jednak absolutnie nie przeszkadzało mu to w luźnym eksplorowaniu.
― Kończy mi się podbiał ― marudziła Pszczółka, niechętnie nakładając kolejną warstwę ziela na spękane poduszki łap Golca. Będący akurat w pobliżu Sokół poruszył nieznacznie uchem.
― Mogę ci przynieść, jeśli chcesz ― powiedział, sam nie wiedząc zbytnio, na co się pisze. Nie znali przecież tych terenów. Gdy po chwili chciał się wycofać ze swojej wielkodusznej oferty, Pszczółka szybko posłała mu szeroki uśmiech.
― O tak, pewnie ― rzuciła ― Będziesz wiedział, jak wygląda? Lepiej ci powiem. To roślina o słodkim zapachu i dużych, paprociowych liściach. Ma białe kwiaty i brunatne korzenie. Wszystko jasne? ― spytała, gdy wolno pokiwał głową ― To idź już. I przynieś tyle, ile się da.
Opuściwszy grupę Klanu Lisa, udał się na poszukiwanie owego podbiału w pobliskie gąszcze. Chciał zrobić to jak najszybciej, żeby nie trafić niepotrzebnie na jakiegoś kota, który dalej uważa, że klany dzielą jasno ustalone granice. Przecież teraz, kiedy się przenosili, koty mogły się trochę bardziej „zintegrować”, prawda? 
Skoczył i pisnął jak kociak, gdy usłyszał poruszenie w pobliskich gąszczach.

<Ogółem to chciałby ktoś się poznać podczas wędrówki? ;)>

Od Sokoła CD. Barwinkowej Łapy

― Jesteś moim pierwszym przyjacielem ― oznajmił Barwinek. ― nie licząc oczywiście mojego rodzeństwa.
Aż przystanął i uśmiechnął się nieco. Przypomniał sobie ich wspólna eskapadę i kolejne spotkanie wiele księżyców potem. Dzielił ich wiek, klan i jeszcze kilka rzeczy, ale Sokół musiał przyznać – polubił wiecznego uczniaka. Był rezolutny, sympatyczny i przyjemnie upływał im razem czas. Zamiast jednak rozczulać się jakoś nad ich relacją, po prostu zaśmiał się i skierował dyskusję na inny tor. Starał się zignorować to, że niektóre koty z Klanu Klifu posyłają mu podejrzliwe i wrogie spojrzenia. Przecież nic złego nie robi, skoro nie mają już swoich granic, prawda?
― Powiedz lepiej, czy już jesteś wojownikiem! ― wymruczał do kumpla. Jeśli do tej pory nim nie został, to ten Lisia Gwiazda miał mech zamiast mózgu. Przecież Barwinkowa Łapa był świetnym materiałem na wojownika.
Barwinek spiął się lekko i pokręcił głową. 
― Nawet bez imienia wojownika nim jestem! ― odparł nieco nonszalancko. Zaskoczony Sokół skinął łbem ― Mianowanie pewnie będę miał na nowych terenach… może przyjdziesz na nie? ― zanim się w ogóle zastanowił, z automatu skinął głową. Co on mu obiecuje? Nie należeli do jednego klanu. Skrzywił się, w duszy pogardzając sobą za taką lekkomyślność.
Barwinkowa Łapa po chwili przerwał tę krótkotrwałą ciszę.
― Ej, a pójdziemy do twojego klanu? Może w końcu poznam tego twojego Horyzonta!
Zgodził się po krótkiej chwili. Miał trochę dość przebywania w miejscu, w którym czuł się obcy. Jakiś szary cętkowany arlekin rzucał mu raz po raz wściekłe spojrzenia, tak samo jak zupełnie obca mu szylkretowa kotka. Hej, on przecież nic złego nie robi…
― W porządku ― wymamrotał ― Chciałem poznać twoich znajomych, ale nie są zbyt przyjaźnie nastawieni, więc…

***

Wędrując na tyłach grupy Klanu Lisa czuł się u siebie i na miejscu. Co prawda nie obeszło się bez niewygodnych pytań, gdy przyprowadził przyjaciela, jednak jakimś cudem się wybronił. Obiecał, że Barwinkowa Łapa nie sprawi problemów (raz po raz posyłając czarnemu proszące spojrzenia) i że w ogóle nie będzie ich słychać. Poza tym, przecież niedługo będą rozdzielać pomiędzy siebie tereny i wręcz wypadałoby mieć przyjaciół w innych klanach… Gdy to mówił, miał wrażenie, że Horyzont obedrze mu pysk. 
― To jest Iskra ― powiedział, końcówką ogona wskazując na czekoladową kotkę o żółtych ślepiach ― Moja dawna uczennica. A to z kolei Nostalgia. Nie podchodź, jeśli nie musisz. Ta obok to Muszelka. Na lewo masz Szakłaka, a na prawo Szyszkę ― powiedział, nie czując nawet, kiedy jego ton głosu zmienił się na miękki niczym u kociaka. ― No, to chciałbyś poznać jeszcze kogoś?

<Barwinkowa Łapo? Wybacz, że takie… króciutkie i bez pomysłu, wena trochę uciekła>

06 stycznia 2020

Od Sokoła CD. Nostalgii

*jeszcze na starych terenach*

― Nic, spadaj, od dziś tutaj mieszkam ― syknęła wrogim tonem, jeżąc sierść na karku ― Możesz pozdrowić ode mnie Szyszkę i Iskrę? ― rzuciła jeszcze, wchodząc w głąb jamy.
Wzruszył obojętnie ramionami, jednak nie mógł powstrzymać się przed rzuceniem kotce ciekawskiego spojrzenia. Myślał, że będzie mu tu wygrażać, pluć na niego, a tu proszę. Taka zmiana nastawienia była trochę szokująca. Podniósł wyżej jedną brew i pochylił się nad jamą.
― No, co tu jeszcze siedzisz, wracaj do siebie, wypłoszu ― Rozluźnił się nieco, słysząc znajomy głos z wnętrza jamy.
― Dobra! ― powiedział na tyle głośno, by mieć pewność, że to usłyszała ― Odchodzę!
Po czym podniósł łapy i, udając chód, uderzył nimi kilka razy w podłożę. Po wykonaniu tej czynności czmychnął w pobliskie krzaki. Będzie czekał cierpliwie dopóty, dopóki nie usłyszy krzyków tej małej gnidy. Jeśli nie poprosi go o łaskę, trochę tu jeszcze posiedzi. Usadowił się cierpliwie w gąszczach jeżyn. Trzydzieści uderzeń serca – nic. Czterdzieści – dalej cisza. Zaczynało go to lekko frustrować, ale był nieugięty. Będzie tu siedział, aż smarkula poprosi go o łaskę.
― Wciąż czuję tu twój smród, Sokole ― spokojny, może nawet wesoły ton Nostalgii był potwornie wnerwiający, ale nie odpowiedział. ― Może wracaj już do rodzinki, dobrze? Tylko przekaż, żeby trzymali się z dala od mojej nory.
Nie wytrzymał.
― No, a co tu będziesz robić tak sama?
― Nie twoje zmartwienie.
― Mogę ci pomóc, jeśli ładnie poprosisz.
― Pozdrów ode mnie Iskrę i Muszelkę. Szyszkę też możesz. Powiedz, że jej przydupasek załatwił mi fajną norę.
Zamilkł. Po rozważeniu wszystkich „za” i „przeciw” ostatecznie uznał, że najlepiej będzie, jeśli bez zwlekania wyjmie tą chodzącą pokrakę z dziury. Skrzywił się, podchodząc bliżej do lisiej nory. Chociaż opuszczona, ciągle można było przy niej poczuć zwietrzałą lisią woń. Z dołu wpatrywały się w niego spokojne, obojętne, żółte ślepia Nostalgii.
― Wyjmować cię?
― Skoro nalegasz.
Wymamrotał ciche „bardzo” pod nosem, po czym kazał Nostalgii położyć przednie łapy na wystającym z niemalże pionowej ściany lisiej nory kamieniu. Aż dziw, że szylkretka zrobiła to tak chętnie. Pochylił się i złapał ją za skórę na karku, po czym spróbował wywindować ją w górę. Gdy był mniej więcej w połowie, Nostalgia gwałtownie szarpnęła się i złapała go za kark, ciągnąc w dół. Stracił oparcie pod łapami i puścił uczennicę, po czym spadli oboje, wzbijając tumany kurzu.
Wstał i otrzepał się, nieprzytomnym spojrzeniem przeczesując norę. Jej ciemne krańce niknęły w mroku. Mniej więcej długość lisa od niego siedziała Nostalgia, próbująca energicznymi pociągnięciami języka doprowadzić swoje rozczochrane futro do porządku. Jej żółte ślepia jarzyły się w ciemności z niezadowolenia. Nie miał złudzeń. Utknęli tu oboje.

<Nostalgio? Jeśli chcesz, możesz zrobić skipa, bo to jest jeszcze przed wędrówką klanów idk, chyba na następnym sejmie poproszę o autora, męczy mnie to wysyłanie na gmaila>

05 stycznia 2020

Od Sokoła CD. Iskry

Nieco zbladł, gdy koteczka bez najmniejszego skrępowania rozgryzła łeb myszy i podsunęła mu, żeby zobaczył… Co jest w środku. Kiwnął głową z szybkim „aha”, po czym nieznacznie odsunął od siebie rozbabrany obiad. Gdy Iskra zrobiła to samo z drugą myszą, przeszedł go niemiły, zimny dreszcz.
- Ty pierwszy? – zagadnęła, wpatrując się w nieco z szeroko otwartymi ślepiami, w których tańczyły iskierki radości – Prawdę mówiąc, ja chyba bardziej lubię oczy, świetnie się je żuje, ale mózgi też są fajne. Z tego co pamiętam, bo dawno ich nie jadłam, dlatego ci je zaproponowałam. Ale oczy są, no ja ci mówię, oczy są świetne. Można je długo żuć, i mają taki dobry, mleczny posmak. Zaczyna się zawsze od brzegów. Ale jesteśmy przy mózgu… Więc mózg musisz nadgryźć od środka. I nie przejmuj się, jak coś wypłynie, to normalne. No, coś ty taki blady, zaczynaj!
- Panie przodem – wymamrotał, przysuwając wybebeszoną mysz w jej kierunku. Starał się nie skupiać na tym, co z tej myszy… hm… wylatywało, tylko na jej futerku. Jakie ładne futerko. Wziął kilka haustów powietrza, słyszał przyspieszone bicie swojego serca.
Iskra przez moment przenikliwie mu się przypatrywała, a po tym obojętnie wzruszyła ramionami. Pochyliła się i w kilku „mlaśnięciach” skonsumowała to, co owa mysz miała w środku. W głowie.
- Było mniej więcej takie, jak zapamiętałam – powiedziała, łapką ocierając pyszczek – Lekko gorzkawy posmak, łagodna, galaretowata konsystencja. Im dłużej żujesz, tym więcej smaku zostaje ci na języku – zamyśliła się lekko i przymknęła oczy – Zresztą, po co ja ci to mówię, sam próbuj.
- Gardło mnie trochę drapie, a tą mysz pewnie ktoś będzie jeszcze jadł.
- Nie wywiniesz się.
Pod surowym wzrokiem uczennicy pochylił łeb (bardzo powoli) i (jeszcze wolniej) złapał zębami to, co mysz miała  w  g ł o w i e,  po czym zaczął żuć. Przełknął.
- Nie jest takie złe – przyznał – Nawet dobre.
Ostre spojrzenie jego uczennicy spoczęło na w połowie niedojedzonym mózgu. Westchnął i pochylił głowę. Kęs za kęsem i musiał przyznać, że dziwne nawyki jego uczennicy nie było wcale najgorsze. To było nawet smaczne. Nadal czuł się jednak dość dziwnie, jedząc to, co służyło do myślenia. 
- Nie martw się – powiedziała Iskra, gdy zwierzył jej się ze swoich wątpliwości – Nabierzesz wprawy.

<Iskro? To jest jeszcze przed przeprowadzką, więc możesz zrobić time skip w odpisie>

Od Sokoła CD. Iskry

Na moment stracił z oczu osaczoną gratulacjami Iskrę. Nie chciał pchać się w tłum, poczekał, aż sama zwróci na niego uwagę. Skrzywił się lekko. Ile to trwało? Księżyc? Dwa? Mniejsza. Gdy zaczynali, była wiecznie trajkoczącym o wszystkim i o niczym lekkoduchem… 
Na tej płaszczyźnie nie zmieniła się ani trochę. Ten sam przerażający, figlarny błysk w ślepiach. 
Ale jednak... Było w niej coś innego. Trochę wyrosła, a chodem przypominała prawdziwą wojowniczkę. Zamyślił się. Przez ostatnie dni treningu nie mieli zbyt wielu okazji, by spędzić czas na czymś innym niż walka bądź polowania. Za wszelką cenę chciał zakończyć trening Iskry przed mianowaniem Nostalgii. Nie przeżyłby tego, gdyby szylkretowa została wojowniczką przed Iskrą. Nawet, gdyby był już zasuszonym dziadem, z zachwytem przypominałaby mu o tym, że była pełnoprawną wojowniczką podczas, gdy jego uczennica grzała stanowisko ucznia.
Gdy spojrzał w zachwycone, żółte oczy Iskry, naszła go nagła myśl.
Ciekawe, czy wyrosła z rozgryzania mysich móżdżków…
Niespecjalnie w to wierzył.
- Zostałam wojowniczką! – pisnęła zachwycona, przytulając się do niego. Gdy Horyzont wyraził zgodę na jej mianowanie, cieszył się, bo wiedział, że Iskrze zależało. A teraz, gdy było już po wszystkim, zastanawiał się tylko nad jednym. Jak będzie wyglądało ich życie teraz, po mianowaniu. On – przynajmniej chwilowo – nie był mentorem, a ona nie była uczennicą. Mogli rozmawiać jak równy z równym. Już nie jak lekko zagubiony mentor i wiecznie szlajający się po drzewach, roztrzepany dzieciak. Jego Iskra dorosła, przynajmniej formalnie. 
- Fajnie – mruknął i zaraz oprzytomniał. – Znaczy, super! Cieszę się! Gratulacje! Teraz to już będziesz prawdziwym postrachem wśród klanów!
- Ooo, tak – wydusiła zachwycona, zagłębiając szpony w glebie – Niech się lękają!
Po czym potraktowała pazurami drobna gałązkę, starając się naśladować walkę. Gdy, lekko zdyszana, pokonała drewnianego przeciwnika, posłała już dawnemu mentorowi rozradowane spojrzenie. Na głowie miała niesforny, uschnięty liść, który, jak się domyślał, odpadł z gałązki. Jej bok unosił się w rytm przyspieszonego oddechu, oczy lśniły niczym płomienie.
Chciał coś powiedzieć.
Zastanawiał się, czy „będę tęsknić” będzie odpowiednie w tej sytuacji.

***

*time skip, przeprowadzka. Klan Lisa ma chwilowy postój na obiad czy coś takiego*

Przenosiny były dla wszystkich szokiem. No, może poza Iskrą. Młoda wojowniczka zdawała się być w swoim żywiole, non stop wyprzedzała grupę i oglądała okoliczne tereny. Gdy ktokolwiek kazał jej wracać do podróżujących, z opuszczonym ogonem i przygaszonym blaskiem w oczach wykonywała polecenia. Gdy słońce było wysoko na nieboskłonie, Horyzont zarządził krótki postój na posiłek. Łapy prawie każdego kota były obolałe, no może z wyjątkiem Iskry wraz z siostrami oraz jego młodszego rodzeństwa. Płomykówka cały czas zaganiała go do noszenia Koguta, czego skutkiem była potwornie obolała szyja i obity małymi pazurkami pysk.
- Idziemy na polowanie? – rzucił w kierunku dawnej terminatorki. Oczy Iskry rozbłysły i skinęła głową. Miał wielka ochotę znowu poczuć się jak mentor. Od czasu, gdy została mianowana, nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić.
Oddalając się od zgromadzonych kotów, Iskra przystanęła.
- C-czuję kota – powiedziała cichym, pełnym napięcia głosem.
- Zostawmy go w spokoju – odparł na to, lekko zdenerwowany – To nie nasze terytorium, nie możemy się oddalać. A może po prostu wyczułaś zapach Klanu Nocy? Ryby były tu przed nami.
Czekoladowa pokręciła głową, jednak oboje nie mieli ochoty drążyć tematu. Zamiast tego skierowali się w pobliskie gąszcza, wypatrując zwierzyny. Musiał przyznać, że okolica była całkiem ładna. Było ciepło, słonecznie, zielono. Jak okiem sięgnąć, rozległe pola poprzecinane tylko od czasu do czasu przejrzystymi strumykami. Nie było drzew, tylko drobne, pojedyncze krzewy. Mimo tego, że był sceptycznie nastawiony do tej całej przeprowadzki, to jednak musiał przyznać, że było tu bardzo ładnie. Aż żal, że nie założą tu obozu.
- Źle chodzisz – rzucił w stronę Iskry. Uśmiechnął się lekko, gdy odpowiedziało mu tylko zaskoczone „hę?”. – Źle, źle, źle. Łapy jak zwykle za wysoko, łeb tak samo. Będziesz szukała tej zwierzyny na niebie?
Tym razem odpowiedział mu szeroki uśmiech i rozbawiony chichot byłej uczennicy.
Został on przerwany silną wonią obcego kota, który wyczuli wcześniej. Futro Iskry zjeżyło się na grzbiecie, jego zresztą też. Nie miał najmniejszej ochoty zostawać tu ani chwili dłużej, nie chciał też wracać z pustymi łapami. Gorączkowo zastanawiał się, co robić, gdy jego rozmyślania przerwał wściekły syk.
Jakaś obca, czarno-biała kupa futra rzuciła się z krzaków na Iskrę. Podbiegł, żeby pomóc zaciekle broniącej się pobratymce. Wściekłość i furia obcego samotnika skierowały się teraz przeciw niemu. Kot puścił Iskrę, po czym rzucił się na niego. Sokół zdążył jedynie wrzasnąć, gdy ten przewrócił go na ziemię. Poczuł rozsadzający ból z tyłu czaszki. Przed oczami pojawiły się czarnoniebieskie mroczki.
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczył, nim stracił przytomność, był przerażony pysk jego byłej uczennicy – Iskry.

Od Sokoła CD. Barwinkowej Łapy

- Dobra – powiedział, patrząc w pełne zapału oczy uczniaka – Oprowadzę cię po naszych terenach. Wszystko, wszyściutko ci pokażę. Obiecuję. Naprawdę! Ale teraz już idź. – Ostatnie słowa wypowiedział, niemalże wypychając Barwinkową Łapę z terenów Klanu Lisa. 
Czarny uczeń skinął głową, po czym w kilku zwinnych susach opuścił tereny jego klanu. Gdy już miał puścić się pędem w kierunku rewirów Klanu Klifu, odwrócił się i powiedział ciche: „Trzymam za słowo”. Sokół przewrócił oczami i pomachał mu jeszcze na pożegnanie. 
Wizja przeprowadzki była naprawdę szokująca i napawała strachem, jednak chwilowo nie miał ochoty się tym zadręczać. Wezbranie rzeki, zalanie obozu – to wszystko i tak od początku zmierzało w tym kierunku. Będzie mu brakowało entuzjazmu Barwinkowej Łapy, jednak kto wie? Może ich drogi przetną się w pewnym momencie? Może pozna jeszcze jakiegoś kota? Klan Lisa nigdy nie uczęszczał w zgromadzeniach, toteż Sokół nie mógł poszczycić się jakąś większą ilością znajomych w innych klanach. 
Słońce powoli chowało się za linią ziemi, oblewając szkarłatnymi promieniami jego pysk. Jak na tę porę roku było nadzwyczaj ciepło, wiał lekki wiatr.
- Trzymaj się, wieczny uczniu – wyszeptał w kierunku znikającej na horyzoncie, czarnej sylwetki.

***

*time skip, przeprowadzka*

Odnalezienie Barwinkowej Łapy wcale nie graniczyło z cudem. Gdy w nerwowej atmosferze opuszczali dawne tereny, nikt nie przejmował się tym, że klany mogą na siebie wpadać i zbytnio się ze sobą… integrować. Co prawda wędrowali w znacznych odstępach, jednak koty i tak często się spotykały. Dziś rano Klan Lisa przyspieszył i spotkał się z Klanem Nocy. Mimo tego, że oficjalnie nie mieli już swoich terytoriów, to jakiś bezzębny, młody płowy wojownik starał się na niego warczeć i go przegonić. Skutkowało to jednak czymś zupełnie odwrotnym. Przez kilka godzin zwijał się ze śmiechu, próbując naśladować zabawne odgłosy szczerbatego kocura, dopóki Horyzont nie kazał mu się zamknąć.
Tak więc po kilku godzinach węszenia natrafił na woń Klanu Klifu i odłączył się na momencik od rodzimego klanu. Z daleka dostrzegł grupę kotów z Klifu, z rudym kocurem na czele. W środku szła jakaś szylkretowa, stara kocica, bura kotka oraz kolejna szylkretka. Wszystkie otoczone gromadką uroczych kociaków. Dopiero gdzieś na obrzeżach dostrzegł znajomą, czarną kupę futra wraz z towarzyszącą mu parą innych kotów, jak się domyślał, uczniów.
Zamyślił się. Ciekawe, czy Barwinkowa Łapa został wreszcie tym wojownikiem. Ciekawe, jakie nosi teraz imię? Barwinkowy Krzew? Barwinkowy Płatek? Mniejsza. Było to miłe uczucie zalewające go od uszu po opuszki palców, gdy zobaczył starego znajomego.
Wiedział, że dużo ryzykuje, podchodząc tak blisko. Jednak teraz klany nie miały przecież własnych terenów, prawda? Czyli nie robił nic złego. Wyszedł z zarośli i podszedł ostrożnie do grupy kotów Klifu. Ośmielił się nieco bardziej i potruchtał do Barwinkowej Łapy, witając zaskoczonego ucznia szerokim uśmiechem.

<Barwinkowa Łapo?>

30 grudnia 2019

Od Sokoła CD. Szyszki

― Ej no ― W kilku szybkich krokach zastawił Szyszce drogę ucieczki. Czy przez tego małego smarka ma tracić całą relację cierpliwie budowaną ze swoją partnerką przez te wszystkie księżyce? Niedoczekanie. Wysilił się na wesoły uśmiech.
― Ja… Lubię… Nostalgię ― Prawie wysyczał. Miał wrażenie, że ten uśmiech zaraz mu odpadnie wraz z całą gębą.
Szyszka uniosła jedną brew i uśmiechnęła się współczująco.
― Naprawdę ją lubisz?
Prawie zwymiotował.
― Jasne. Jest super. Sympatyczna, przemiła i do jaka zdolna. ― Widząc wyczekującą minę partnerki, dalej trajkotał niczym jakaś nakręcana lalka. Normalnie w życiu by czegoś takiego z siebie nie wydusił ― Ma… Ładne oczy i śliczne futerko. I jest kochana.
Serdeczny śmiech jego partnerki i jej pokrzepiające otarcie się jej sierścią o jego sierść, to wszystko dało mu do zrozumienia, że chyba złość jej powoli przechodzi.
― Nie odlatuj aż tak, Sokole ― Na moment zapatrzył się w jej pełne głębi, złociste ślepia ― W takim razie możesz ją przeprosić przy wszystkich.

***

W myślach klął się za tą naiwność. Z samego rana nazrywał kilka badyli w drobny bukiecik przeprosinowy. Przez moment głęboko rozważał dodanie do niego kilku kropel mysiej żółci, żeby dogłębniej pokazać Nostalgii, gdzie jej miejsce. Ostatecznie, niby przypadkiem, nasmarował kwiaty błotem i z szerokim uśmiechem skierował się w stronę legowiska uczniów.
― Sokole!
W ostatniej chwili dostrzegł czarną kotkę, biegnącą ku niemu. Jego uśmiech zniknął. Z zażenowaniem patrzył, jak Szyszka na powitanie styka się z nim nosem. Nie odwzajemnił tego gestu. Że niby co? Że ona ma być przy tym, jak będzie wręczał te nieszczęsne kwiatki Nostalgii? W jednej chwili miał ochotę zapaść się pod ziemię. Ukrył bukiet pod łapą.
― Eee… A n-nie miałaś p-patrolu czy coś?
W odpowiedzi Szyszka tylko pociągnęła go w stronę legowiska uczniów. Teraz, gdy Iskra została mianowana, kisiła się tam tylko Nostalgia z Golcem. Sokół w duszy modlił się o to, by szylkretowa została jak najszybciej mianowana. Wtedy Szyszka wreszcie będzie mogła skupić się na ważniejszych rzeczach – i kotach – niż ta mała szylkretowa gnida i jej szkolenie. 
Może w końcu Horyzont ją mianuje i wszyscy będziemy mieli spokój?
Dostrzegłszy wychodzącą z legowiska, nieco zaspaną Nostalgię, uśmiechnął się pod nosem. Przyspieszył kroku. Wyprzedził Szyszkę i rzucił Nostalgii wesoły uśmiech. Podszedł do niej i nieco zabłocone kwiaty, które trzymał w pysku, niby przypadkiem rzucił jej w prościutko twarz. Ups…

<Szyszko? Złoisz mu skórę? Nostalgio? Fajny bukiet? Nie bij go, starał się xD>

Od Sokoła CD. Szyszki

Kogut darł się wniebogłosy, gdy Szyszka próbowała wyczyścić jego sierść z cierni. Okładał łapami pysk czarnej kotki i przez moment Sokół miał ochotę złoić mu skórę. 
― Ktoś musi ci to wyjąć, brudny sierściuchu! ― warknął i nachylił się nad kocurkiem, który zawył jeszcze głośniej. ― Czemu tylko ty musisz zawsze sprawiać problemy?
― Kto to mówi…
Łagodny i dobrze znamy mu głos przywołał go do porządku. Próbując wyjąć Kogutowi ostatniego rzepa, obrócił się z cichym „hę?”. Rozbawiona Płomykówka stała kilka długości lisa dalej i mierzyła wzrokiem obydwie swoje latorośle oraz dawną uczennicę.
Przez ostatnie księżyce nie zauważył, jak bardzo jego matka się zestarzała. Prawie cały jej pysk pokryty był bladymi, rzadkimi włosami, a błękitne oczy straciły dawny blask. Również sposób jej mówienia się zmienił. Zamiast wyrzucać z siebie potoki słów energicznym, żywiołowym i naglącym głosem mówiła jakby wolniej, z widocznym trudem. Stała nieco przygarbiona, a łapy z lekka się pod nią uginały. 
Można by wręcz rzec, że cała jej siła i żywiołowość przeszły na Koguta.
― Możemy ci go odnieść do żłobka ― Powiedział przez szacunek do rodzicielki, jednak wcale nie miał na to ochoty.
― Nie trzeba ― Rzuciła Płomykówka i złapała dzieciaka za skórę na karku. Kolejny wrzask Koguta spowodował tylko lekkie zmarszczenie się nosa Płomykówki. Na jego matce nie robiło to specjalnego wrażenia. 
O tak, bierz go. Zabieraj.
Jego matka zaniosła drącego japę Koguta do żłobka i w kilku zwinnych susach znowu była znów przy nich. Zastanawiał się, jak to możliwe. Niby stara, posiwiała i przygarbiona, a jednak poruszała się z gracją typową dla klanowego kota. Spojrzał z podziwem na swoją matkę, jednak ta odwróciła się w stronę Szyszki.
― Wiesz, dlaczego tak dobrze radzę sobie z Kogutem? ― Jej bladoniebieskie ślepia lśniły z rozbawienia ― Wytrenował mnie mój straszy syn. Zawsze darł się tak głośno jak Kogut. Kiedyś z Myszołowem uciekli ze żłobka i zniszczyli Rudzikowi zapasy lekarstw. Cały klan był osłabiony przez dwóję dzieciaków! Albo wtedy, jak postanowili zrobić sobie mały spacerek poza obozem i znalazł ich patrol…
W duszy prosił matkę o to, by nie wypuszczała już ani słowa. Przełknął ślinę i spojrzał z lekkim grymasem na Szyszkę, bo cichu prosząc o to, by już sobie stąd poszli.

<Szyszko? Wybacz za gniota>

Od Sokoła CD. Barwinkowej Łapy

― A nie znasz jakiejś okrężnej drogi? ― wyrzucił w jego stronę Sokół ― Zresztą pierwsze słyszę, żeby koty z Klifu pływały.
― A owszem, znam ― Barwinkowa Łapa zmrużył oczy i pacnął przejrzystą taflę wody, ochlapując dymnego kocura ― Jakieś… Trzy dni drogi, przez tereny wrogo nastawionych klanów Wilka i Burzy. Wpadniemy do nich w gości? Ty jesteś z Klanu Lisa, a ja z Klifu. Zacznij myśleć, Sokole.
Westchnął. Wszedł do wody po kolana. Wyczuł, że jest zimna. Natychmiast wyszedł.
― Może jednak Klan Wilka i Burzy przyjmują gości? ― wyjąkał, otrzepując sierść z przejrzystych kropelek wody.
― Właź ― Barwinkowa Łapa był nieustępliwy.
Zacisnął oczy i wszedł. Był pewien, że zaraz pochłonie go pierwsza większa fala. Żegnaj, okrutny świecie. Jego zaskoczenie było duże, gdy otworzył pomarańczowe ślepia i zdał sobie sprawę, że jest zanurzony ledwo po kostki.
Lekcja pływania z Barwinkową Łapą dłużyła się niemiłosiernie i miał pewność, że w Klanie Lisa już dawno zauważyli jego nieobecność. Pewnie Nostalgia z szerokim uśmiechem na gębie ogłasza, że będzie jej go bardzo brakowało.
Kilkaset uderzeń serca później mógł poszczycić się tym, że przepłynął kilka długości lisa i nie zapił się na śmierć brudną wodą. Zdaniem Barwinkowej Łapy tyle wystarczyło, więc mogli płynąć.
― B-Barwinkowa Łapo ― wydusił ― A gdzie jest ta zdobycz, którą upolowaliśmy?
― Ty jej nie brałeś?
Zszokowany obrócił się i dostrzegł płaski kamień, na którym wcześniej zostawił chude ptaki. Aktualnie był on obmyty przez wodę i wszystko stało się jasne. Pokarm dla jego klanu poszedł z nurtem wody, a on pobierał korepetycje z pływania na terenach wrogiego klanu. Wyśmienicie.
― Dobra, płyniemy ― mruknął znudzony Barwinkowa Łapa. Sokół musiał przystać na jego rozkaz. Sam nie dałby rady trafić z powrotem. 
Łapa za łapą. To wcale nie było takie trudne. W duszy modlił się o to, by nie zostać zauważonym przez Klan Nocy. Trzymali się naprawdę blisko brzegu i to był najdłuższy kwadrans w jego życiu. W dodatku nurt spychał ich uporczywie w kierunku linii brzegu. Miał wrażenie, że zaraz wychyli się piątka wojowników gotowych rozszarpać ich na strzępy.
Gdy wreszcie jego łapy dotknęły terenów Klanu Lisa, miał wrażenie, że zaraz ją pocałuje. Witaj w domu, Sokole. Uśmiechnął się pod nosem. Kątem oka dostrzegł, że Barwinkowa Łapa wygładza zmierzwione od wody futerko szybkimi pociągnięciami języka.
― Boimy się bycia mokrym? ― zadrwił, nie chcąc jednak głęboko urazić wiecznego ucznia.
― Boimy się wody? ― odpalił Barwinkowa Łapa. 

<Barwinku?>

28 grudnia 2019

Od Sokoła CD. Barwinkowej Łapy

Dziwnie czuł się stąpając tak swobodnie po terenie Klanu Klifu. Jeszcze dziwniejsza była wiadomość o ciągle stojącym treningu czarnego uczniaka.
― A kto był twoim mentorem? ― Spytał, kierowany czystą ciekawością.
― Księżycowy Pył ― Burknął Barwinkowa Łapa i zaczął trajkotać coś o jakimś Łabędzim Plusku, gubieniu sierści ze strachu i wspinaczce. Sokół wzruszył tylko ramionami i wziął kilka ptaków w pysk. Wyrzuty sumienia, że zapolował na terytorium innego klanu, żeby wykarmić swój, nie dawały mu spokoju. Przecież Klan Klifu też mógł cierpieć głód i być osłabiony. Skrzywił się. Nie znosił się za tę słabość. Przecież najważniejszy był interes jego własnego Klanu, Klanu Lisa.
― I to nie wszystko ― westchnął żałośnie Barwinkowa Łapa ― Moja siostra, Bodziszek, wącha kwiatki od spodu. Dasz wiarę? A była taka fajna. No, ale w klanie mam jeszcze tatę, więc nie jest najgorzej!
Sokół wymamrotał coś, co miało najprawdopodobniej być „a ja nie”. Krogulec, podobnie jak siostra Barwinkowej Łapy, wąchał kwiatki od spodu. Nawet nie zwrócił uwagi na to, jak jego stary, dawno niewidziany znajomy zmienił się w przeciągu ostatnich księżyców. Wychudł, a w jego głosie Sokół wyniuchał jeszcze coś – lekką irytację, frustrację.
― Pomyśleć ― Burknął Barwinkowa Łapa ― już prawie trzydzieści księżyców na karku, a ja ciągle w legowisku uczniów… Beznadziejnie, prawda? Żywiczna Mordka jest już wojownikiem, tak samo Jarzębinowy Strumień. A mi dali takiego mentora, Łabędzi Plusk, co tylko trzęsie kuprem…
Nie mogąc nic powiedzieć z powodu pliszek w pysku, położył po prostu końcówkę ogona na barku Barwinkowej Łapy, chcąc jakoś pocieszyć ucznia. Przeszli jeszcze kilka kroków, po czym położył kradzioną zdobycz na śniegu.
― Możesz odprowadzić mnie do granicy ― zasugerował.
― Mam lepsze rzeczy do roboty ― wymruczał Barwinkowa Łapa, jednak po chwili jego oklapłe uszka nieco się podniosły ― A wiesz co? Dobry pomysł! Może wtedy nie będę musiał iść na kolejny, nudny trening… 

<Barwinek? Kończymy sesję? Bo zaczynam pisać coraz gorsze gnioty ;-;>