BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Łapa x Porzeczkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aroniowa Łapa x Porzeczkowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

10 września 2019

Od Aroniowej Łapy (Klifowej Łapy) CD Porzeczkowej Łapy (Guzowatej Łapy)

Klifowa Łapa patrzył na martwe ciało ojca. Kocura z którego ciągle szydził, a wszelkie prośby lekceważył. Wojownika, który pomimo licznych psot i dogryzków do końca bronił swoje wredne kocięta. Aronia nigdy nie myślał, że śmierć tego głupiego osobnika wywoła u niego tyle... emocji? Widząc poranione ciało Dębowego Futra znikające powoli pod ziemią, nie potrafił wydusić z siebie ani słowa. Jedynie znienawidzone przez niego łzy kapały mu żałośnie z pyska.
— Aronio. — Usłyszał głos siostry, która, ku jego zdziwieniu, wtuliła się w bok bicolora. — Dlaczego doceniamy koty dopiero po ich śmierci? Będę tęsknić za tatą.
Kocurek jedynie spojrzał na siostrę. Nic nie odpowiedział, ogromna gula w gardle nie pozwalała mu wypuścić chociaż jednego słowa z pyska, które nie brzmiało, by jak żałosne skomlenie. W oczach Porzeczki zobaczył także łzy. Chociaż nie był sam. Teraz miał tylko ją i mamę. Przeniósł wzrok na na Ognisty Krok. Ta pustym wzrokiem wpatrywała się martwe ciało partnera nie zważając na swoje kocięta. Jej oczy zaczerwienione i podkrążone zdradzały, że szylkretka zapewne płakała całą noc. 
— Jak się trzymacie, dzieciaki? — usłyszał znajomy głos. 
Odwrócił się w stronę jego właściciela. Obok nich stała Pstrągowy Pysk. Ona też porządnie oberwała podczas ataku Klanu Klifu. Ciało kotki pokrywały liczne jeszcze nie do końca wyleczony blizny. Klifowa Łapa nie odpowiedział na pytanie wojowniczki. Nie czuł potrzeby dzielenia się z nią czymkolwiek, tym bardziej po tym jak ta uderzyła go na zgromadzeniu. 
— Dlaczego Żwirowa Gwiazda nie reaguje? Zginęli starsi, zginął tata i inni wojownicy. Kociaki od Szron zabrano do wrogiego klanu. Jak ona może stać i nic nie robić? — wyrwała się nagle Guzowata Łapa, nie rozumiejąc tego wszystkiego.
No właśnie!, pomyślał wściekły Aronia, czemu nadal nic nie robili? Czy ich liderka nie zamierzała zrobić nic z haniebnym czynem jakiego dopuścił się Klan Klifu? Klifowa Łapa kompletnie nie rozumiał zachowania szylkretki, która nadal nie wydała rozkazu odbicia kociąt i zemsty na tych przeklętych Klifiakach. Przecież już dawno powinni iść na te wyrzygane kłaki i wyrównać rachunki!
— Wszyscy jesteśmy w szoku, ona również —  broniła ją bura, przez co Aronia o mało co się najeżył. — Ale masz rację, jeśli natychmiast nic nie zrobi, żeby odzyskać kociaki, pokaże tylko, jak bardzo zaniedbuje nasz klan. — zakończyła, spoglądając na uczennicę Deszczowego Futra.
Guzowata Łapa westchnęła i wtuliła się w futro Aronii, który zostawił słowa Pstrągowego Pyska bez komentarza, pogrążając się we własnych myślach. 

***

Od ataku Klanu Klifu na ich klan minęło już cały księżyc, a Żwirowa Gwiazda nadal nic nie zaplanowała związku z odbiciem kociąt Oszronionego Płatka. Klifowa Łapa wstawał każdego dnia coraz bardziej wkurzony na to wszystko. 
Miał dość. Naprawdę dość tej całej bezczynności i "zbierania sił". 
Wiedział, że morderca ich ojca grzeje teraz sobie dupę w Klanie Klifu żyjąc w beztroskiej sielance, a on nie mógł nic z tym zrobić. Nie mógł go pomścić. A to teraz było dla niego najważniejsze. Wyszedł niespokojnym krokiem z legowiska uczniów i skierował się na środek obozu w poszukiwaniu swojej nowej mentorki Oblodzonej Sadzawki. Fakt, że nigdzie nie mógł znaleźć kotki zirytował go jeszcze bardziej. Sztywna i chłodna kocica już nie raz działa na nerwy kocurkowi, nawet bardziej niż poległa w wojnie Lipowa Gałązka. Nie widząc nigdzie niebieskiej podszedł do siedzącej niedaleko wyjścia z obozu siostry. Ta najwyraźniej także czekała na swojego mentora. 
— Czy ciebie też to denerwuje? — spytał lekko rozgoryczonym głosem, podchodząc do kotki. Widząc jej uniesioną brew, prychnął. — Ta cała bezczynność, nic nie robienie... — wymieniał, nerwowo się rozglądając za mentorką. — Czemu wszyscy się zachowują jakby nic się nie stało? 

<Porzeczko?>

23 sierpnia 2019

Od Aronii (Aroniowej Łapy) CD Porzeczki (Porzeczkowej Łapy)

Kocurek jęknął, słysząc, że będzie trenować kotka. Spojrzał na równie niezadowoloną z wyboru mentorów siostrę. Czemu to właśnie on nie mógł dostać Deszczowego Futra? Na pewno lepiej by to wykorzystał niż Porzeczka.
— Głupia Żwirowa Gwiazda — prychnął cicho niezadowolony, podchodząc do Lipowej Gałązki.
Szylkretowa kocica posłała mu ciepły uśmiech, który jeszcze bardziej zirytował Aronie.
— Gotowy na pierwszy trening, Aroniowa Łapo? — spytała wesoło go, odchodząc od miejsca mianowania.
Kocurek wywrócił oczami, wdychając cicho. No oczywiście, że był gotowy, po co ta głupio pyta? To jeszcze bardziej go utwierdziło w idiotyzmie swojej mentorki. Czemu akurat musiał trafić na tak durną kotkę?
— Ta — mruknął naburmuszony, machając zirytowany ogonem.
Nie tak miał wyglądać jego dzień mianowania. Miał dostać najlepszego i najsilniejsze wojownika, a nie jakąś rudawą buraske! Na dodatek to właśnie jego siostra będzie uczyła się pod okiem zastępcy, a nie on. Czy mogło być gorzej?
— To widzimy się po wschodzie słońca przy wyjściu z obozu — oznajmiła mu mentorka, idąc w stronę kolcolistu.
Kocurek tylko kiwnął ogonem i skierował się szybkim krokiem do legowiska uczniów. Niezadowolony wszedł do środka i zajął pierwsze lepsze legowisko, nie pytając do kogo ono na leży. Miał to głęboko gdzieś, był zły z tego jak przebiegły sprawy. Wszystko poszło zupełnie inaczej niż planował. Nie czekając na siostrę, położył się spać, by chociaż być wypoczętym na jutrzejszy trening.

***
Zimny powiew rozwiewał podgniłe liście na wszystkie strony. Dwójka kotów przemierzała pośpiesznie ściółkę leśną w ciszy. Aronia podążał grzecznie za niższą kocicą, niezadowolony z przebiegu spraw. Czemu to właśnie Porzeczce, a nie jemu przydzielono Deszczowe Futro? Gdyby tylko liderka przydzieliła mu swojego zastępcę, ten na pewno doceniłby jego wrodzony talent oraz umiejętności, a Aronia w jeden w księżyc zostałby wojownikiem. Ale nie, musiał dostać tą buro-rudą durną kupę futra. Mamrocząc pod nosem, stawiał długie łapy na mokrej ściółce. Wczoraj prawie cały dzień padało, więc kotka odwołała trening. Aroniowa Łapa nawet nie starał się ukrywać, jak bardzo nie podobał mu się fakt, że musiał się ciągle słuchać tego mysiego bobka. Tym bardziej, że wojowniczka, która z pozoru wydawała się miłą i wesołą kotką, już nie raz rozstawiała bicolora po wszystkich kątach. Ten jak się można domyśleć nie był zbyt zadowolony z przebiegu spraw. W końcu jak to niby miało mieć prawo bytu? Żeby to on, przyszły najdzielniejszy wojownik Klanu Nocy, został zmuszony do słuchania się jakiejś tam tej durnej samicy? Prychnął rozgoryczony, jednak zostawił te wszystkie żale w sobie. Im szybciej skończy trening, tym szybciej pozbędzie się tej kupy futra. 
— Dzisiaj będziemy ćwiczyć pływanie — oznajmiła jak gdyby nigdy nic mentorka, odwracając łeb do ucznia. 
Kocurek zatrzymał się gwałtownie, słysząc jakie ta plecie bzdury. Czyżby Lipowa Gałązka miała pszczoły w głowie? Nie czuła jak zimno i nieprzyjemnie jest dzisiaj? 
— Może od razu pobiegniemy popływać w Miejscu, Gdzie Zachodzi Słońce — warknął ironicznie Aronia, przewracając oczami. — Z resztą czego ja oczekuję po durnym Pieszczoszku? — mruknął ciszej, dumny z informacji jaką zdobył o mentorce. 
Kotka zastrzygła uszami i odwróciła się w stronę kocura. Prychnęła na niego ostrzegawczo, po czym pokręciła zrezygnowana łbem. 
— Tego, że wyszkoli Cię na przyszłego wojownika, Aroniowa Łapo — odparła zdenerwowana kocica, patrząc kocurkowi prosto w ślipia.
Aronia mruknął zaskoczony reakcją tego niziołka, który co prawda nie był o wiele niższy on niego, i odwrócił łeb. Ostatnie czego mu brakowało to to, żeby ten mysi bobek jeszcze pomyślał, że go szanuje w jakikolwiek sposób. Szylkretowa widząc reakcje ucznia, westchnęła tylko i zaczęła iść w stronę strumienia, gdzie sama trenowała pływanie za czasów swojej młodości. Aronia podążył za mentorką, udając, że w ogóle nie przejął się jej słowami. W końcu im szybciej się tego nauczy, tym szybciej będzie miał tą dwukolorową kupę futra z łba. Gdy już dotarli nad strumień oddzielający terytoriom Klanu Nocy i Klanu Burzy, kotka spojrzała oczekująco na niego. Aronia westchnął ciężko i podszedł do strumyka, by zamoczyć w nim łapę. Dotknął niepewnie wodę, po czym drgnął, czując jak ta jest zimna. 
— Chyba pająki snuły ci mózg jeśli myślisz, że tam wejdę — odparł pewnie kocurek, spoglądając zdegustowany na kotkę. 
Ta machnęła zdenerwowana ogon i zaczęła liczyć po cichu do dziesięciu. Kocurek spojrzał na nią rozbawiony. Głupia nadal myśli, że będzie mu rozkazywać. 
— Słuchaj uważnie Aroniowa Łapo — zaczęła Lipowa Gałązka. — Nie wiem czym tkwi twój problem, ale jeśli mam Cię wyszkolić na wojownika musisz odpuści sobie te wszystkie komentarze. A teraz wskakuj do strumienia albo sama cię tam wrzucę — ostrzegła go mentorka. 
Aronia niemal parsknął rozbawiony. 
Teraz ten mysi bobek jeszcze myśli, że przestraszy się jego gróźb? Żałosne. 
— Nie odważysz się — mruknął, spoglądając na kotkę z pogardą. — Takie pieszczoszki jak ty ni... — przerwał, czując jak przewraca się i wpada w lodowatą wodę. 
A jednak się odważyła. 
Kocurek wpadł do strumienia z głośnym pluskiem. Przebierając nerwowo łapami starał się utrzymać na powierzchni wody, lecz nie okazało się to aż tak łatwe jak myślał. Miał wrażenie, że z każdym uderzeniem serca zapada się coraz niżej i niżej strumienia. Spojrzał rozpaczliwie na swoją mentorkę. Ta siedziała sobie spokojnie, przyglądać się tonącemu uczniowi. Aronia poczuł jak coś w nim zadrżało. Niegodziwa, on tu umierał, a ta patrzyła sobie na niego jak gdyby nigdy nic. Złapał ostatni oddech nim jego łapy dotknęły o dno strumienia. 
To już koniec, stwierdził. Umarł nim zdążył zostać wielkim wojownikiem. Miał nadzieję, że jego wielcy przodkowie przyjmą go ciepło w Klanie Gwiazd. 
— Aroniowa Łapo — usłyszał załamany głos mentorki, która złapała go za kark i wyciągnęła go na powierzchnię. — Wiesz, że jak wyprostujesz łapy to na spokojnie powinieneś dotknąć podłoża? 
Kocurek spojrzał ogłupiony na kotkę. 
Że niby co?
Nie, to niemożliwe, stwierdził, prostując łapy. Już miał skrzyczeć mentorki, kiedy to rzeczywiście poczuł grunt pod poduszkami. Spojrzał się zdezorientowany na szylkretową. 
— Myślałaś, że tego nie wiedziałem? — rzucił, udając rozbawionego i porzucając przerażenie jakie przed chwilą mu towarzyszyło. — Sprawdzałem tylko czy rzucisz się mi na ratunek — odparł pewnie kocurek, wychodząc pośpiesznie ze strumienia. 
Jeszcze nigdy nie czuł się tak upokorzony. Spojrzał na rozbawiony pysk mentorki i parsknął cicho. 
Jeszcze się zemści na tej burasce. 

***

Przemoknięty i zły wpadł do legowiska. Nie miał humoru już na nic, nawet na dokuczanie dziwnopyskiej. Myślał tylko o jednym. 
O zemście. 
Przecież nie mógł zostawić tak tej sprawy. Został dziś poniżony. I na dodatek przez kotkę. Durną, małą kotkę!
— Nie za zimno dziś na kąpiele? — spytała lekko rozbawiona Porzeczkowa Łapa, widząc przemokniętego brata. 
Kocurek oburzony już miał wygłosić siostrze mowę o tym, jak został brutalnie wrzucony do strumienia, lecz zrezygnował po chwili.
I tak pewnie go nie zrozumie i wyśmieje.  
— Zostaw mnie — mruknął tylko, odwracając się tyłem do kotki. 

<Porzeczkowa Łapo?>

20 lipca 2019

Od Aronii CD Porzeczki

Kociaki wycofały się pośpiesznie do kociarni, widząc nadchodzącego ojca. Ostatnie o czym marzyły to też zebrać opieprz od Ognistego Kroku. Usiadły jak gdyby nigdy nic przed żłobkiem, wyczekując Dębowego Futra. Kocur podszedł do swoich pociech powolnym krokiem, snując ogon po ziemi. Najwidoczniej przejął się nieco słowami partnerki.
— I co teraz wyrzygany kłaku? — mruknął do ojca Aronia.
Co jak co, ale okazję, by trochę pocisnąć z ojca kocurek nie mógł zmarnować. Zaczął się zastanawiać, jakie to jeszcze przezwiska słyszał w klanie.
— Zgniłe, lisie łajno — zacytowała ojca Porzeczka, widząc zbliżającą się mamę.
Pomimo że rodzeństwo przez większość czasu raczej za sobą nie przepadało, nic ich tak nie łączyło jak wspólne dokuczanie ojcu. Wojownik spojrzał na kocięta zdumiony. Czyżby doszedł do wniosku, że może faktycznie nadużywał przekleństw w towarzystwie dzieci?
— Ej, co to za słownictwo — zaczął ostro Dębowe Futro, mając nadzieję, że dotrze tak do rozbrykanych pociech. — Jeszcze raz usłyszę coś podobnego to uszy wam powyrywam — zastraszał kocięta, modląc się do Klanu Gwiazd, by nie usłyszała tego jego partnerka.
Kociaki spojrzały po sobie. Nie wyglądały na jakkolwiek wzruszone słowami ojca. Zarówno Aronia jak i Porzeczka wiedzieli, że szybciej ich matka rzuci kocura wilkom na pożarcie niż ten podniesie na nich łapę.
— Rozlazłe dupsko — wycedził przez zęby bicolor, patrząc tacie prosto w oczy.
W końcu mógł sobie powyzywać bezkarnie tego leszcza. Uśmiechnął się zadowolony.
— Żabi wypierdek — dodała kotka niby niewinnie.
— Czy ja dobrze słyszałam żabi wypierdek?! — wrzasnęła Ognisty Krok, przyspieszając kroku.
Czekoladowy położył uszy i obejrzał się nerwowo za siebie. Przed resztą obozu mógł zgrywać niezależnego i samolubnego kocura, lecz nie przed wściekłą karmicielką. Nawet Aronia teraz trochę się jej obawiał.
— Hej, no dogadajmy się jakoś — rzucił lekko niezaspokojony wojownik, zerkając na coraz to szybciej zbliżającą się partnerką. — Nie wiem, zabiorę was nad Błotnista Zatoczka, czy gdzie tam będziecie chcieli... — przerwał, widząc jak Ognisty Krok siada tuż obok kociąt.
Oplotła rodzeństwo ogonem i spojrzała na nie z troską.
— I jak maluchy? Tata wam już wszystko wytłumaczył?
Aronia skrzywił się, słysząc zniewagę jaką określiła go matka, lecz nie pyskował. Wolał dziś nie podpadać karmicielce.
— Ymh — mruknął grzecznie kocurek, a Porzeczka kiwnęła głową.
Gdy mama weszła już do kociarni, spojrzeli oczekująco na tatę.
— To o której się jutro widzimy? — zapytała koteczka, myjąc łapkę.

<Porzeczko? Co powiesz na nielegalną wycieczkę nad bajorko?>

13 lipca 2019

Od Aronii CD Porzeczki

Kociaki wystartowały z legowiska i skierowały się na małą polankę, gdzie pod czujnym wzrokiem matki polowały na ów owada. Ciepły wiatr delikatnie targał sierść kociąt. Dzień wydawał się idealny do zwiedzania zakamarków żłobka, mimo to całą uwagę kociąt zyskały motyl. Żadne z nich nie miało ochoty przegrać z tym drugim. Gdy owad spoczął na pobliskim mleczu, rodzeństwo spojrzało po sobie.
— Zakład, że szybciej złapie go od ciebie, mysi bobku? — mruknął cicho Aronia, by nie dostać znów kazania od matki i zaczął powoli skradać się do stworzenia.
Porzeczka prychnęła tylko i sama przykucnęła by zbliżyć się do owada. Kocurek wywrócił oczami. Ani nie dało się jej sprowokować, ani obrazić. Gdzie niby miała być ta frajda z posiadania rodzeństwa? Uważnie stawiając łapy, przybliżał się powoli do motyla, obserwując kontem oka poczynania siostry. Widząc jak ta sprawnymi ruchami znajduje się coraz bliżej ofiary, poczuł nagły przypływ determinacji. Przecież nie mógł pozwolić jej wygrać. Udowodnić, że jest lepsza, że może mu dorównywać. Po prostu nie mógł do tego dopuścić. Białe skrzydła motyla zatrzepotały niespodziewanie, sprawiając nagłe zastygnięcie kociąt. Ich zaniepokojone spojrzenia natrafiły na siebie. Musieli działać sprawnie. Jedno z nich musiało zdecydować się szybki ruch. Nim Porzeczka zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję, kocurek napiął mięśnie i naszykował się do skoku. Przecież musiał pokazać tej kotce gdzie jej miejsce! Jednak nim jego pazury musnęły białe skrzydła, owad odleciał, zostawiając kocięta z otwartymi mordkami.
— Mamo! — krzyknęli jednocześnie.

<Porzeczko?>