BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot Samotników!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lśniąca Róża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lśniąca Róża. Pokaż wszystkie posty

20 listopada 2019

Od Lśniącej Łapy CD. Aroniowego Podmuchu

— Czego? — warknął czarno-biały. — Pszczoły już kompletnie snuły ci mózg przez treningi z Bobrzą Kłodą?
Po tych słowach dalej gadał, Lśniąca Łapa miała ochotę zostawić mu ładną bliznę na pamiątkę. Dlaczego jeden kot może być tak denerwujący jak całe stado nieznośnych kociaków? Czy na serio nie mógł raz na zawsze zniknąć? W najlepszym wypadku coś mogłoby go zagryźć, mógł też zachorować na Zielony albo i Czarny Kaszel, wykrwawić się, utopić i wiele innych genialnych propozycji, w najgorszym dalej będzie siedział w Klanie Nocy. Położyła płasko uszy, a skołtunione futerko zjeżyła przez co jeszcze bardziej przypominała jeża. Okropnego i wielkiego, ale jeża. Syknęła i odwróciła się w drugą stronę. Ruszyła energicznym krokiem wchodząc do legowiska uczniów. Jak zawsze, ktoś był w legowisku. Tym razem był to syn lidera Deszczowej Gwiazdy i Oszronionego Płatka, niezbyt go lubiła, ale przynajmniej Skalna Łapa nie próbował z nią porozmawiać. Zwinęła się w kłębek na swoim legowisku. Czuła wstyd, wcale nie dlatego, że uciekła od Aroniowego Podmuchu. Mama mówiła, że kotka powinna kochać kocura. Ba! Lśniąca Łapa sama tak uważała, a teraz co? Na zgromadzeniu wśród wielu innych kotów zauważyła kotkę, wyraźnie też uczennicę, śliczną i wspaniałą. Bała się, że się zakochała. Przecież kotki nie mogą być z kotkami! Zaczynała brzydzić się sama siebie, każde spojrzenie na jej futro sprawiało, że miała ochotę zwrócić mysz, którą zjadła. Próbowała przekonać samą siebie, że przecież to nie może być miłość. Miłość, uczucie zdaniem trzykolorowej zarezerwowane tylko dla kotek i kocurów będących razem w związku. A teraz co? Czy Pstrągowy Pysk mogłaby wstydzić się swojej córki? Czy powiedziałaby, że ją zawiodła? Że nie jest taka jaka być powinna? Spojrzała na swoje łapy, co teraz mogła zrobić? Pojedyncza łza spłynęła na mech. Kotka zamknęła oczy i zasnęła.

***

Od dłuższego czasu leżała w miejscu płacząc, nie było innej opcji, zakochała się w kotce. Chociaż jej nie poznała, ale przecież nie powinna? To, że jej nie znała nic nie znała nic nie znaczyło, prawda? Jej nie wypada prawda? Do legowiska uczniów weszła niebieska wojowniczka.
— Kwiatuszku zapomniałaś o tym, że idziesz na patrol? — spytała się calico niebieskooka, Lśniąca Łapa szybko poderwała się z miejsca i wybiegła z legowiska.
Wraz z nią na patrol szły jeszcze cztery koty, Kaczy Pląs, Szopowa Łapa, Owcze Futerko i ten okropny czarno-biały kocur, Aroniowy Podmuch. Łzy wciąż spływały po jej futerku, ale dzielnie stanęła w tłumie kotów. Wkrótce patrol się rozpoczął.

< Aroniowy Podmuchu? >

14 listopada 2019

Od Lśniącej Łapy

Lśniąca Łapa spojrzała na swoje legowisko, miękkie i ciepłe zaczynało coraz bardziej być jej niż innego, nieznanego jej kota. Uśmiechnęła się wiedząc, że dziś nie musiała już trenować, Bobrza Kłoda uznał, że nocny patrol wystarczy calico. Jeszcze nigdy nie była na nocnym patrolu, poranny patrol wydawał się jej nudny, ale może nocny był inny? Tak przynajmniej myślała. Wiedziała, że musi się wyspać, by na patrol wstać wypoczęta. Zwinęła się w ciepły kłębek gotowa do snu.

***

Otworzyła ślepia obserwując jak księżyc powoli wspina się po niebie, oświetlając śpiący obóz Klanu Nocy. Wkrótce miała wyjść na nocny patrol, jej pierwszy w życiu nocny patrol. Wyszła z legowiska terminatorów wcześniej lekko przygładzając trzy kolorowe futro. Usiadła przed wejściem do obozu czekając na inne koty. Wkrótce z legowiska wojowników niebieski cętkowany kocur o imieniu Żółwi Brzask, dla Lśniącej Łapy imię to było bardzo dziwne. Następnym członkiem patrolu była liliowo-biała kocica Wierzbowy Brzeg, pachniało od niej jakimiś kwiatkami, liliami i jednym nieznanym Blask. Czekała jeszcze na jednego ucznia i wojownika prowadzącego patrol. Dołączył do nich Skalna Łapa, z którym nie miała nawet jak porozmawiać. Prowadzić patrol miała szaro-biała niebieskooka kocica, Oblodzona Sadzawka. Wyruszyli z obozu w drogę dookoła terenów. Powoli, bardzo powoli posuwali się do przodu. Klifiaki ani trochę nie przesuwali swojej granicy, najwyraźniej żaden z nich nie przekroczył granicy oprócz dziwnego zapachu jakiegoś kota z Klanu Klifu, ale ten wydawał się już dawno nie odświeżany. Idąc dalej nie było nic bardziej ciekawego, kolejne granice, a w końcu powrót do obozu.

08 listopada 2019

Od Lśniącej Łapy

Liliowa wstała z legowiska, na którym leżała zdyszana po treningu walki. Było zimne południe Pory Opadających Liści. Czy dobrym pomysłem nie byłby mały spacer, by zapolować na kilka myszy? Otrzepała się z resztek mchu i energicznym krokiem wyszła z legowiska terminatorów, które było puste. Popatrzyła się na obóz starając się zauważyć jakiegoś dorosłego kota, który zwrócił by jej uwagę, że uczniowie nie mogą sami wychodzić z obozu. Już ruszyła w kierunku wyjścia, gdy zauważyła rudo-białego partnera byłej liderki jedzącego posiłek przed legowiskiem starszych. Nie mogła teraz wyjść. Usiadła i czekała, aż Rozżarzony Popiół pójdzie do swojego legowiska. Strasznie jej się nudziło, a gdy w końcu kocur wszedł do swojego legowiska prawie nie krzyknęła z radości. Szybko opuściła obóz kierując się na północ. Po chwili lekko się zmęczyła, ale dalej szła tym samym, energicznym tempem. Po dłuższej chwili usiadła zmęczona, przeszła prawie połowę terenów Klanu Nocy. Zapomniała o polowaniu chcąc dojść do Wielkiego Drzewa. Polizała się po piersi po czym wstała idąc dalej już wolniejszym krokiem. Rozglądała się dookoła, niebo zaczynało przybierać barwy charakterystyczne dla zachodu słońca. Szła dalej przed siebie i przed siebie czując chłód, było okropnie zimno. Nie przestawała iść do przodu, wkrótce zapadła noc. W mroku nie zauważyła nawet Wielkiego Drzewa.
< Ktoś? Coś? Jest teraz trochę za Wielkim Drzewem. >

Od Lśniącej Łapy CD. Pstrągowego Pyska

Lśniąca Łapa wymknęła się z obozu wiedząc, że może dokładniej pozwiedzać tereny Klanu Nocy, które poznała niedokładnie podczas treningów z Bobrzą Kłodą, który zwykle zabierał ją w kilka miejsc, przez co nie mogła poznać dokładnie części terenów. Powoli szła po brudnych liściach w najróżniejszych kolorach, calico była zachwycona, podobała jej się Pora Opadających Liści, ale kilka rzeczy niezbyt jej się podobało. Dlaczego rzeka była tak głęboka? Wojownicy wspominali też coś o podniesieniu poziomu wody, ale niezbyt obchodziło to córkę Baraniego Łba. Pogoda niezbyt jej pasowała, częste deszcze skutecznie zmieniały piękny krajobraz w bagno. Szła przed siebie, gdy nagle zaczęła czuć charakterystyczny zapach Pstrągowego Pyska, na który aż podskoczyła, jednak nie zrezygnowała z dalszej drogi. Zazdrościła rodzeństwo mentorów. Zimna Łapa, zwyczajny czekoladowo-biały kocur otrzymał dziwną, szarą szylkretkę, która i tak prawdopodobnie była lepszym mentorem od Bobrzej Kłody. Szczupacza Łapa, otrzymał świetnego mentora, bowiem jego wujka Szakłakowego Cienia, który wydawał się być świetnym kocurem. Cicha Łapa dostała dziwaczną czarno-białą niska kocicę o niebiesko-żółtych oczach, która była medyczką Klanu Nocy, nosiła imię Słodki Język i wydawała się Blask dość… dziwna. Ćmia Łapa, ukochana siostrzyczka calico została uczennicą dziwnego czarno-białego kocura, który był synem Ognistego Kroku, mentorki Zimnej Łapy. Nie lubiła go, gdy jeszcze była małym kociakiem nie był dla niej wcale miły, a na dodatek ją denerwował, Aroniowy Podmuch był okropny.

< Pstrąg? >

Od Lśniącej Łapy

Lśniąca Łapa wstała i rozejrzała się po legowisku. Ćmia Łapa poszła gdzieś ze swoim młodym mentorem, Zimna Łapa jeszcze smacznie spał zwinięty w brązowo-białą kulkę, Szczupacza Łapa prawdopodobnie gdzieś wyszedł może nawet na trening, a Cicha Łapa najwyraźniej spała w legowisku medyczek, inni uczniowie niezbyt ją obchodzili. Inne koty miały mentorów, który mogły ich czegoś nauczyć, a ona? Będzie wiecznie w tym okropnym legowisku, sama, gdy inni uczniowie opuszczą legowisko, by stać się wojownikami. Popatrzyła się na swoje łapy, dzisiaj pozna tereny Klanu Nocy nie może być, aż tak źle. Wyszła z legowiska terminatorów, zdecydowanie przyjemniej spało się jej, gdy była wtulona w matkę, nie polubiła spania samotnie w dużym legowisku, które nie wydawało się jej, jakby położyła się na posłanie obcego kota, wokół nie było gwaru ani starszych kotów albo chociaż piłeczek z mchu. Usiadła i zaczęła czekać, przez wejście do legowiska widziała, że obóz zdążył już opuścić poranny patrol złożony z czarnej kotki, Blask wydawało się, że nosi imię Żmijowy Język, ale mogła się mylić, Szałwiowej Chmury, ciotki calico i niebiesko-białej uczennicy, za którą nie przepadała. Siedziała już dłuższy czas, a jej mentor dalej chrapał. Wszyscy uczniowie opuścili już swoje legowiska i wyszli na trening. Słońce zaczęło wspinać się po niebie, a Lśniąca Łapa prawie zasypiała przed legowiskiem. Po upływie dłuższego czasu jej mentor w końcu wstał i zabrał ją na trening.
— Lśniąca Łapo dzisiaj pójdziemy zwiedzić tereny. — Powiedział spokojnie niebieski kocur uśmiechając się obrzydliwie, kotka tylko skuliła uszy i kiwnęła głową świadoma tego, że do obozu wróci później niż wszystkie koty.
Skierowali się na północ od obozu, po dłuższej chwili nudnej drogi podczas, której córka Baraniego Łba wcale się nie odzywała doszli do jakiegoś miejsca. Liście zaczęły opadać, ale kotka nawet nie mogła stwierdzić czy jest to brzydka czy ładna Pora Opadających Liści z jednego powodu, miała dopiero sześć księżyców, przyszła na świat, gdy był jeszcze śnieg jakiś czas po wojnie Klanu Klifu i Klanu Nocy podczas której porwano dwa kocięta ze żłóbka, dopiero niedawno je poznała, Dzik teraz Dzicza Łapa wydawała się jej strasznie głupia, bowiem uważała się za kocura, a Skalna Łapa jakiś dziwny, gdyż nie gadał. Rozejrzała się dookoła. Mały, wartki strumyk płynął szumiąc głośno, w jednym miejscu zmieszane były dwa zapachy, jej klanu i jakiegoś innego wrogiego. Bobrza Kłoda usiadł i popatrzył się na swoją uczennicę żółtymi ślepiami, ta tylko rzuciła mu wściekłe spojrzenie.
— Za tym strumykiem jest Klan Burzy, niedawno na jego terenach wybuchł pożar przez co nie jest dla nas żadnym zagrożeniem, dobrze zapamiętaj ten zapach. — Powiedział mentor Lśniącej Łapy, nie chciała się odzywać więc tylko siedziała cicho, ale nie mogła wytrzymać, by nie krzyknąć czegoś obraźliwego w kierunku spasionego kocura.
— Nie obchodzą mnie tamte lisie łajna, nie możesz pokazać mi terenów mojego klanu a nie pokazywać i opowiadać o innym klanie gruby mysi bobku? — spytała calico lekko zdenerwowana. Kocur spojrzał na nią żółtymi ślepiami, coraz bardziej go nie lubiła, miała ochotę skoczyć mu do gardła i je przegryźć, ale wiedziała, że nawet, gdyby chciała nie dała, by rady.
— Lśniąca Łapo, po pierwsze nie nazywaj mnie tak jestem twoim mentorem, z którym spędzisz kolejne księżyce, jeśli będziesz się tak zachowywać dłużej będziesz moją uczennicą, a po drugie lepiej pierwsze poznać inne klany, nasze tereny też dzisiaj zobaczymy. — mruknął srebrny kocur wstając, Blask tylko rzuciła mu zdenerwowane spojrzenie i postanowiła nie rozmawiać z bratem lidera.
Szli dalej wzdłuż strumyka, a gdy ten zakręcał na tereny Klanu Burzy doszli do Wielkiego Drzewa. Dla Lśniącej Łapy nie było niczym specjalnym, zwyczajne drzewo.
— To jest Wielkie Drzewo, to tutaj spotykają się wszystkie klany co księżyc. Na drzewo wskakują liderzy, Brzoskwiniowa Gwiazda, Błotnista Gwiazda, Lisia Gwiazda i nasz lider Deszczowa Gwiazda. Opowiadają co dzieje się w ich klanach, zwykle zgromadzenia są nudne. — Powiedział syn Żurawinowego Krzewu lekko się uśmiechając, trzykolorowa starała się go słuchać, ale strasznie ją denerwował. Kiwnęła lekko głową w środku praktycznie krzycząc.
Ruszyli w dalszą drogę idąc na granicy z Klanem Klifu. Nieprzyjemne błoto brudziło łapy kotki, gdy szła za niebieskim srebrnym kocurem. Wielka deszczowa chmura mknęła cicho po niebie, by za chwilę miało zacząć nieprzyjemnie mżyć, ale mentor córki Baraniego Łba najwyraźniej się tym nie przejął idąc do przodu. Droga trwała długo, kocur okropnie się wlekł co irytowało calico, która po dłuższej chwili drogi miała ochotę wykrzyczeć wszystkie znane sobie przezwiska w kierunku Bobrzej Kłody. w końcu przeszli przez całą granicę i doszli do wielkiej płaczącej wierzby. Spojrzała na drzewo, spodobało jej się, wiedziała, gdzie będzie przesiadywać, by nie iść na treningi. Wojownikiem zostanie za dziesięć księżyców jeśli nie zmieni mentora. Spojrzała na swoje łapy. Czy ona, Blask mogłaby kogoś nimi zabić? Zabrać mu życie, by musiał udać się w swoją ostatnią podróż do Klanu Gwiazdy? Raczej nie teraz, jeśli już to kiedyś w dalekiej przyszłości. Teraz było to głupie, nie wątpiła w to, że by się jej nie udało, ale mimo wszystko nie był to dobry pomysł.
— To tutaj to Płaczący Strażnik, graniczy z Klanem Klifu. — Powiedział niebieski kocur obrzydliwie się uśmiechając, Lśniącej Łapie zebrało się na wymioty. Czy nie mogła dostać jakiejś miłej kotki? Machnęła tylko wściekle trzykolorowym ogonem popędzając syna Żurawinowego Krzewu.
Ruszyli dalej w długą i nudną drogę, ruszyli w prawo od Płączącego Strażnika, kotka była już mocno zdenerwowana. Kocur siedział cicho nie robiąc nic pożytecznego. W końcu doszli do bajora, gdy srebrzysty się na nie spojrzał kotka przerażona krzyknęła.
— Nie wejdę tam! Nigdy, przenigdy! — wykrzyknęła łamiącym się głosem bojąc się wejścia do bajora i ubrudzenia futra. Bobrza Kłoda zaśmiał się cicho.
— To Błotnista Zatoczka — zaczął kocur, ale córka Pstrągowego Pyska nie chciała czekać.
— Chyba widzę mysi móżdżku, jest tam pełno błota! — dodała szylkretowa myśląc, że kocur jest za głupi, by to zrozumieć.

***

Trening z Bobrzą Kłodą był koszmarem, jednym wielkim koszmarem, o którym nawet jej się nie śniło. Smutna położyła się w legowisku uczniów.

< Jak ktoś chce można odpisać >

Od Lśniącej Łapy CD. Ćmiej Łapy

– Jejciu, współczuję ci. Szkoda, że mentora można zmienić tylko, gdy poprzedni umrze albo coś mu się stanie – westchnęła bura szylkretka. W tamtym momencie, jednak Blask chodził po głowie jeden pomysł. Uśmiechnęła się lekko pokazując dużą ilość ostrych, białych kiełków. Czyżby Ćma naprawdę nie wpadła na ten pomysł?
Musiała obmyślić szczegóły tego okropnego planu, czy mogła zrobić coś Bobrzej Kłodzie? Wystarczyło wepchnąć go do rzeki, która według niektórych członków klanu niedawno niepokojąco zwiększyła swój poziom, przymknęła lewe oko, idealnie niebieskie zastanawiając się nad tym jak zwabić grubego kocura nad rzekę, a potem go tam wepchnąć. Musiał dużo ważyć, a Blask pomimo tego, że była okropnie silna, na pewno silniejsza od swojego mentora, ale mimo wszystko srebrny był dla niej zbyt ciężki. Pozostało zmusić innego kota, by wrzucił go do rzeki lub wykorzystać podstęp. Zwabienie go nad rzekę też może być trudne, taki leń nie ruszy nawet uchem jeśli nie będzie trzeba, a co dopiero bez sensu leźć nad rzekę. Niby była blisko obozu, ale przecież nie mogła tego zrobić przed obozem , bo innym wydałoby się to zbyt podejrzane. Musiała więc trochę odejść od obozu, może poprosi Bobrzą Kłodę o pokazanie jej mokradeł po drugiej stronie rzeki? Zajmie czymś innym jego uwagę, a on wpadnie do rzeki.
— Mam Plan Ćmia Łapo — powiedziała cicho Lśniąca Łapa. — Trzeba wrzucić Bobrzą Kłodę do rzeki albo zrobić coś innego, by nie mógł dłużej być moim mentorem.

< Ćmia Łapo? >

26 października 2019

Od Blasku (Lśniącej Łapy) CD. Aroniowego Podmuchu

— Kociaku — mruknął czarno-biały. — Czy ty wiesz z kim masz zaszczyt rozmawiać?
Liliowa szylkretka o nietypowych oczach spojrzała na kocura, zwykły kot nic specjalnego, ani duży ani mały. Nie słyszała o nim żadnej ciekawej historii przez co była pewna, że dla klanu nic nie znaczy. Wyglądał na ucznia, raczej nie pasował jej na wojownika, jak już to młodego mianowanego przez tą głupią starą liderkę, nikt o zdrowych zmysłach nie mianowałby takiego głupiego kota.
— Nigdy o tobie nie słyszałam, mama nic mi nie opowiadała, a ona wie wszystko, jeśli nic mi nie mówiła znaczy, że jesteś nudny. wyglądasz na dość młodego, mogę sądzić, że jesteś zwykłym uczniem albo młodym wojownikiem. — powiedziała Blask obserwując kocura.

***

Blask stała się Lśniąca Łapą i uczennicą najgorszego kota w Klanie Nocy, Bobrzej Kłody, młodego srebrzystego wojownika, którego od zawsze nie lubiła, jej mama też go nie lubiła, a jak ona go nie lubi to ona też. Miała ochotę nie chodzić na treningi, ale to mogłoby opóźnić jej mianowanie, opóźnione mianowanie zdecydowanie jej nie pasowało. Wyszła z legowiska uczniów wkurzona na wszystko i wszystkich, wtedy zauważyła czarno-białego kocura, za którym nie przepadała, skierowała się w jego stronę myśląc sobie o czym mogłaby mu powiedzieć, może powie mu jak głupi jest?

< Aroniowy Podmuchu? >

Od Blask (Lśniącej Łapy)

Dzisiaj było jej mianowanie, miała ochotę krzyczeć z radości, wiedziała, że dostanie mentora, który będzie choć trochę szlachetny i mądry. Uśmiechnęła się lekko i językiem liznęła swoje skołtunione futro w trzech kolorach, cieszyła się na to, że już następnego dnia opuści obóz wraz ze swoim mentorem. Rodzeństwo gdzieś było, ale niezbyt ją to obchodziło, gdyż miała lepsze rzeczy do roboty bez tych kociaków. Uśmiechnęła się lekko, czuła dumę, była już duża, przeniesie się do legowiska uczniów razem z rodzeństwem i zamieszka z innymi terminatorami. Miała nadzieję, że jedno z jej rodzeństwa na mentora dostanie Bobrzą Kłodę, jak by się z niego śmiała! Wiedziała, że jej lider nie przydzieli tak głupiego kota, na pewno nie pasującego do szlachetnej kotki jaką była Blask.

***

Mianowanie wspaniały czas, chyba nie dla Blask teraz Lśniącej Łapy. Spełnił się jej koszmar, na mentora otrzymała najgorszego kota jaki kiedykolwiek istniał, Borza Kłoda, brat lidera i syn Żurawinowego Krzewu oraz nieznanego jej kota, pewnie jakiegoś obleśnego samotnika. Miała ochotę płakać, przecież taki kot nie mógł być jej mentorem, to musiał być sen, najgorszy koszmar jaki tylko mógł się spełnić. Brzydziła się kocura, był taki dziwny i głupi. Nie lubiła już Deszczowej Gwiazdy, który był niewiele lepszy od Żwirowej Ścieżki i jej głupiego partnera, który niedawno zmarł.

< Jak ktoś chce odpisać to można >

25 października 2019

Od Blasku

Blask otworzyła lewe oko, żadne z jej rodzeństwa jeszcze nie wstało, jej matka też jeszcze drzemała. Kociak powoli i delikatnie wstał na łapy nie chcąc obudzić śpiącej w jego pobliżu burej szylkretowej kotki, calico bardzo lubiła swoją siostrę Ćmę, ale nie chciała, by ta brała udział w jej wyprawie po obozie. Kotka szybko opuściła kociarnię, miejsce to wydawało się jej strasznie nudne. Wyszła z kociarni rozglądając się po jeszcze śpiącym obozie, dobrze wybrała porę, gdyż gdyby ktoś zauważył kociaka chodzącego po obozie bez nadzoru na pewno odniósłby go do żłóbka, a tego przecież nie chciała. Obóz był taki jak zawsze, zadbany, dobrze ukryty i ładny. Dzisiaj, jednak zamiast zabawy z rodzeństwem i prób odszukania legowiska Żwirowej Gwiazdy skierowała się w stronę jednego z legowisk. Nie wiedziała czyje ono jest, ale przeczuwała, że może jest to legowisko liderki, gdyż wydobywał się z niego okropny hałas, najwyraźniej ktoś chrapał. Podeszła do wejścia zauważyła wielu śpiących wojowników w tym także zastępca i syna Żwirowej Gwiazdy, chrapał niebieski srebrny kocur przez innych nazywany Bobrzą Kłodą. Wyszła z legowiska i poszła w inną stronę. Zobaczyła jeszcze dwa takie same legowiska, jedno starszych i drugie uczniów, w którym spał ten dziwny kocur, który ją denerwował w żłóbku zaraz obok ładnej kotki, czyżby był jej partnerem? Kto wie. W końcu zrezygnowała, było za zimno, wróciła do żłóbka.

30 września 2019

Od Blasku

Blask siedziała na krańcu ciepłego posłania wyłożonego miękkim mchem, jej matka spała, pod ogonem burej karmicielki miejsce znalazł mały... wróć, Szczupaka zdecydowanie nie można było nazwać małym, był to kociak o masywnej budowie i ogromnym cielsku. Pozostałe kocięta spały porozrzucane po całym posłaniu, jedynie Blask nie mogła spać, miała ona bowiem lepsze rzeczy do roboty. Co było tymi lepszymi rzeczami? Myślenie, dużo myślenia, liliowa wręcz to kochała! Zmrużyła lewe oko, kto mógł być jej ojcem? Dotychczas widziała dużo kotów, często widziała szarego krępego kocura o charakterystycznych cętkach na półdługim futrze, podobno był samym zastępcą tej starej kupy futra zwanej Żwirową Gwiazdą, a jeśli ona go wybrała musiał być słaby, a jej ojciec nie mógł być słaby, przecież mama nie chciałaby mieć kociąt ze słabym kotem, do wszystkiego dochodził też fakt, że często przesiadywał przy małej czarno-rudo-białej kupie futra obok, której od niedawna siedziały dwa kocięta, ale nie chciała z nimi rozmawiać, ich matka wyglądała na małą, a ich ojciec był zastępcą przywódcy, co dobrego mogłoby wyjść z tego połączenia? Raz czy dwa widziała też dziwnego rudo-białego kota, ale on odpadał, był dziwny, brzydki i stary. Czasem pojawiał się też brązowo-biały o futrze pełnym zawijasów, słyszała, że jest synem dymnej liderki więc z góry odpadał. Poza tym były jeszcze inne kocury, ale one odpadały z góry, były albo brzydkie albo dziwne albo głupie albo spokrewnione albo z Pstrągowym Pyskiem lub z Żwirową Gwiazdą. Westchnęła cicho, czy mógł być to kot spoza klanu? Mama raczej nie, by tego nie zrobiła, ale kto jej zabronił? Musiała odnaleźć ojca! Ale nie teraz, było przecież zimno, okropnie zimno, liliowej nie chciało się ruszać tyłka z ciepłej, pachnącej mlekiem kociarni. Wstała i przeszła jeden chwiejny krok po czym znowu usiadła, nie chciało się jej chodzić. Zwinęła się w kłębek i patrzyła się na wejście do żłóbka w nadziei, że ktoś zechce wejść, by odwiedzić drugą królową, chociaż na kogoś kto zechciałby odwiedzić kogoś tak małego mogłaby czekać i wieczność, zaśmiała się na tyle cicho, by nikogo nie obudzić. Ktoś pojawił się w wejściu, okazała się być to ładna kupa liliowo-kremowo-białego futra, Blask szybko spojrzała na swoje futerko i miała ochotę nakrzyczeć na przybysza. Jak można kraść jej futerko? Tylko ona mogła takie mieć! T y l k o Blask, nikt inny, nikt, a nikt! Przybysz spojrzał na Pstrągowy Pysk spojrzał wielkimi pomarańczowymi oczami i najwyraźniej zauważył, że śpi, gdyż wyszedł. Och! Blask miała teraz nowy temat do rozmyślań, kim był owy kot? Pachniało od niej jedną z uczennic, Guzowatą Łapą, cętkowana uważała jej imię za głupie. Wiadomo kto je nadawał prawda? Pewnie, że była to ta przeklęta liderka! Och, jak córka Pstrągowego Pyska jej nienawidziła, gdyby mogła sama wyprułaby jej flaki, byleby zostawił jej wspaniały klan w spokoju! Po kilku chwilach, które calico zdawały się być wiecznością do żłóbka ktoś wszedł. Szybko spojrzała na kota i odwróciła wzrok, jak się nazywał? Nie mogła sobie przypomnieć, Rybie Serce? A może Hortensja? Albo Cyprys? W końcu była prawie pewna, że kot nosi imię Goździkowego Futerka.

< Ktoś? Coś? >

19 września 2019

Od Blasku CD Ćmy

— Jak to co? Rozdzielamy się i zwiewamy! — Wykrzyknęła bura szylkretka zwana Ćmą. Według Blask był to dobry pomysł, w końcu Żwirowa Gwiazda na pewno odda klan burej karmicielce i jej kociętom! Razem doprowadzą do upadków pozostałych trzech klanów i tej bandy samotników. Dadzą sobie radę! Przecież była najlepszym kotem, a jej rodzeństwo niewiele gorszym? Plan był idealny! Łatwy, ale bardzo przemyślany i posiadający sto procent szans na sukces! Chmury nie pozwalały słońcu wyjść i świecić radośnie ogrzewając kocie klany. Pora Nagich Drzew dalej trwała, dla Blask nie było to nic dziwnego, ale gdyby żyła choć trochę dłużej wiedziałaby, że wszystko zbyt się przeciąga, a zwierzyna wciąż jeszcze nie wyszła ze swoich kryjówek. Ćma wraz z pozostałymi kociętami zaczęła iść w jakąś stronę, a Blask truchtała za nimi. Tylko był jeden malusieńki problem, bowiem rodzeństwo nie wiedziało, gdzie znajduje się legowisko szylkretowej liderki. Liliowa próbowała choć trochę się wysilić i pomyśleć, gdzie może ono być, ale cały obóz pełny był legowisk! Skąd miałaby wiedzieć, które należy do liderki?
— Jest problem! — wykrzyknęła Blask do rodzeństwa, które coraz bardziej się od niej oddalało. — Oczywiście zaraz go rozwiąże, ale chcę was o nim poinformować! — dodała jeszcze, by jej rodzeństwo przypadkiem się nie przestraszyło. — Gdzie mieszka ta kupa futra? — spytała bardziej siebie niż swoje rodzeństwo.

< Ćma? >