BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzwonek x Knieja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzwonek x Knieja. Pokaż wszystkie posty

27 września 2024

Od Kwiecistej Łapy (Kwiecistej Kniei) CD. Dzwonkowej Łapy (Dzwonkowego Świstu)

Niestety zatyczek w uszach kotka w tamtym czasie nie miała, a nawet nie wiedziała o ich istnieniu, przez co na głos Dzwonka skrzywiła się. Chociaż cichy, szeleścił jej w głowie, potęgując nerwicę. Była tak potwornie tym wszystkim zmęczona, że jedynie posłała bratu krótkie spojrzenie, chwilę później odwracając się na drugi bok, tyłem w jego stronę. Przez dłuższą chwilę panowała cisza, aż w końcu na swoim grzbiecie poczuła pocieszającą łapę, która znikła chwilę później. W powietrzu uniósł się dźwięk oddalających kroków, zwiastujących, że za chwilę kotka znów zostanie sama. Nie przeszkadzało jej to jednak, nie miała ochoty być oglądana w tym stanie, nawet przez najbliższych członków rodziny. 


 ◃―‧▫☽﹡❇﹡☾▫‧―▹

Knieja żyła sobie swoim spokojnym życiem, niemal nie widując już niektórych klanowych pysków. Zaszyła się w tunelach, wychodząc rankami lub wieczorami głównie przez to, że jej wzrok odwykł od jaskrawego światła dnia, przez co długi czas zawsze spędzała nad przyzwyczajaniem się do promieni słonecznych. Kolejny wróg na liście. Niestety nie dało się walczyć z wielką gwiazdą na niebie. Były jednak wyjątki, gdzie wychodziła po to, by wykonać obowiązki, lub po prostu miała dość tych zatęchłych tunelów, do których zdawało się, że przyrosła. Płynęła w nich jak krew w żyłach, wchodziła w coraz to mniej dostępne zakamarki, nie raz się gubiąc i przyprawiając Cykoriowy Pyłek o ból serca, jednak wracając najdłużej po dniu. Łapy ją wtedy bolały, wyglądała jakby własnoręcznie wykopała sobie tunel z grobu, by powstać z martwych. Cykoria raczej nie mógł zrozumieć stanu, w jakim znalazła się kotka. Nie miał problemów z wychodzeniem na zewnątrz, gdzie spędzał, w przeciwieństwie do niej, większość swojego życia. Po czasie jednak znalazła również swój powód, by przezwyciężać słońce. Pewnego razu przyuważyła, jak mentor próbuje zagadać do Norniczej Łapy. Z początku wydawała jej się to mało istotna informacja, niezbyt zajmująca ani wymagająca myślenia. ,,Nie moja sprawa", mówiła sobie, wzruszając barkami. A potem sama zaczęła obserwować brązowooką. Jej zachowanie, sposób poruszania się, dlaczego tak sceptycznie podchodziła do kocurów? Przewijała jej się przed oczami po powrotach z polowań, podczas wymiany mchu, przy sparingach. Miała okazję nawet przećwiczyć z nią walkę w tunelach, gdzie tak skupiła się na praktyczności ruchów starszej uczennicy, że zapomniała o wystającym korzeniu za swoją głową, w którego przy odskoku walnęła z impetem. Lilowa jednak nie kłopotała się w próby zagadania, jedynie obserwując lub czasem wymieniając z kotką krótkie kiwnięcia głowami. Czasem Nornica sama podchodziła, żeby ponarzekać lub podzielić się plotką, ale na tym się kończyło. W końcu jednak, lilowa wpadła pod łapy Cykorii, który to posłał ją na "przeszpiegi", a przynajmniej chciał. Kniejka w końcu ochoty na to nie miała, więc długo się opierała, w końcu się poddając. Im szybciej wypełni zadanie, tym szybciej jej męka się skończy. Nie spodziewała się jednak, że obserwacja jak i rozmowy z Norniczą Łapą, chociaż ta niemal bez przerwy paplała, okażą się całkiem ciekawą rozrywką. Spędzała więc tak chwile, krótkie lub dłuższe, coraz niechętniej wspominając mentorowi o czym obie rozmawiały, zwyczajnie zapominając o prośbie cynamona. A potem znów do tunelu, znów oznaczyć jakąś trasę, ta niebezpieczna, ta blisko powierzchni, na lewo, na prawo. Czasem znajdywała ślepy zaułek, aż w końcu, któregoś razu trafiła na bardziej otwartą przestrzeń. Poruszyła niespokojnie łapą, gdy ta natrafiła na piasek. Uh, piasek pod pazurami, co za utrapienie. Teren pewnie też mało stabilny. W szerszym tunelu panował całkowity mrok. Kotka przycisnęła się do ściany by iść wzdłuż niej, brudząc przy tym futro. Piaszczyto-ziemiste podłoże po chwili zmieniło się w kamień, a do nosa dotarł nowy zapach. Przepływ powietrza w tunelu przyniósł do niej smród Klifiaków. Czyżby była gdzieś przy granicy? Kusiło, by zapoznać się również z rozkładem tuneli po ich stronie, w końcu jakieś muszą mieć, jeśli jest tak wyczuwalny. Powinno być gdzieś też wyjście na zewnątrz, może nawet kilka, patrząc na przeciąg, który ciągnął się przy jej łapach. W oddali coś zapiszczało. Uszy kotki od razu skierowały się w stronę niespodziewanego dźwięku. Po korytarzu rozszedł się szelest, a po chwili grozy, spod sterty zeschniętych liści i grudek ziemi, wygrzebała się mała, przykurzona postać myszki polnej, która właśnie wybudziła się ze snu. Lilowa westchnęła jedynie, ignorując niedospane stworzenie, wracając w stronę tunelu, z którego przyszła.

 ◃―‧▫☽﹡❇﹡☾▫‧―▹

 - Ja, Obserwująca Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu oraz rozkładu tuneli. Polecam go wam jako kolejnego przewodnika.
Kwiecista Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam. - rozbrzmiało głucho w jej uszach. 
- Zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię przewodnika. Kwiecista Łapo, od tej pory będziesz zwana jako... - dalsze słowa docierały do jasnej główki z opóźnieniem, jakby świeżo mianowana przewodniczka nie do końca słuchała co się do niej mówi. Nie czuła radości czy dumy, była jedynie głusza, która narastała przez szumy w głowie, od momentu w którym włożyła sobie wosk do uszu, specjalnie by wyjść wśród inne koty. Potem nastała pora na Dzwonkową Łapę, na którym uwiesiła swój wzrok. Kocur z ekscytacją patrzył na liderkę w wieży, która to powtarzała formułkę, zmieniając kilka słów. Zazdrościła mu. Nie musiał się przed tym włóczyć do jakiejś magicznej sadzawki, no i przede wszystkim, był od teraz wojownikiem. Sama do tej pory miała mętlik w głowie, która bolała ją z każdym wykrzykniętym imieniem coraz bardziej, jakby niektóre koty zapomniały o jej problemie. Chociaż to nie słuch był teraz jej największym zmartwieniem. Wzrok lilowej na moment zawiesił się na Cykoriowym Pyłku, który to pomimo próby ustrojenia swojego pyska w uśmiech, nie był zbyt dobrym aktorem. Gdy ich spojrzenia się skrzyżowały, zaraz odwrócił wzrok, widocznie na coś czekając. Pozostało jej samej wrócić spojrzeniem na bok, ciesząc się ceremonią brata, który to już po zakończeniu szturchnął ją w bok, a już po chwili zostali otoczeni przez resztę rodziny. Nawet Konwaliowy Powiew zdołał się wygramolić z legowiska starszyzny i chociaż na pysku gościł mu uśmiech, tak cała jego postura o skruszone ciało w niczym nie przypominało dumnego, młodego niedźwiedzia, jakim kiedyś był. Wolała jednak o tym nie myśleć, z resztą, nie było jej to teraz największym zmartwieniem. Był nim Cykoria, w którego teraz wwiercała swój wzrok, próbując oddziaływać na niego siłą woli. Niech czuje presję, zdrajca. 
- Coś się z ciebie ulatnia - Zażartował Dzwonek pojawiając się obok, na co kotka musiała przerwać swoje wysyłanie klątw w stronę byłego już mentora. 
- Miłość do ciebie~ - rzuciła niezbyt emocjonalnie w odpowiedzi, puszczając oczko, po czym skierowała się nieszczęśliwie ku wyjściu z obozu, słysząc dreptanie brata zaraz za nią. Milczące czuwanie było czymś, co niezbyt napawało ją optymizmem, szczególnie patrząc na to, jak zimno było. Miała nadzieję wykorzystać krewniaka jako koc, jak bardzo "przytulanie się" do rodzeństwa nie było dla niej odpychające. Z resztą, miała o czym myśleć. Akceptacja gwiezdnych nie przebiegła bowiem tak, jak by tego wszyscy oczekiwali, a jeśli mielibyśmy to jakoś uściślić, to w ogóle nie przebiegła. Knieja w końcu nie wierzyła w te wszystkie duszki zjawy czy inne pierdoły, których ani dotknąć ani zobaczyć się nie da, więc jakim cudem miałaby się z takimi skontaktować? Cykoria natomiast musiał widzieć coś po jej minie, skoro wiedział, że duchowe kotki jej się nie przyśniły. Cóż, może powinna popracować nad grą aktorską? I tak zdziwiła się, że jeszcze nie nakablował. 
,,Nie było cię tam" - te słowa wciąż obijały jej się o uszy, kiedy to zdezorientowany cynamon patrzył jej w pysk, jakby chcąc coś z niego wyczytać. Tam, czyli gdzie? ,,O co ci chodzi?" Odtwarzała scenę w głowie. ,,Ale.... ale to tak nie może-" zabrzmiał jeszcze głos Cykorii. Nagle poczuła przypływ irytacji, gdy uświadomiła sobie, o czym kocur mówi. Ah, czy to naprawdę takie ważne, że nie wierzy w te sekciarskie brednie? Zna tunele, wie gdzie iść, odnajduje się w nich z łatwością i umie w nich walczyć, nie zaniedbując przy tym jakoś bardzo obowiązków na powierzchni. Oczywiście, próbowała mu to wyjaśnić, ale mentor był zbyt zaślepiony jakimiś swoimi głupimi przekonaniami. Skończyło się na tym, że kotka wierciła w nim przez cały czas dziurę, licząc na to, że się opamięta i odzyska zdrowe myślenie. Już i tak nic nie powiedział nawet po ceremonii. Może to znak, że będzie trzymać język za zębami? Usiadła z bratem przed wejściem do obozu, chwilę później używając rudego futra jako koca, jak bardzo by zazwyczaj nie trawiła dotyku, wzdychając po chwili z zamyśleniem, przez co Dzwonek popatrzył na kotkę pytająco. Ta jedynie wzruszyła barkami, obserwując parę wydobywającą się z pyska. 
Gdy wrócili po milczącym czuwaniu, czym prędzej skierowali się do legowiska wojowników (z rozpędu niemal nie wchodząc do tego uczniowskiego), by się trochę przespać i zagrzać. Nie umknęło jednak uwadze lilowej, że spoczęły na niej czyjeś czujne ślepia. Obserwująca Gwiazda, o ironio, obserwowała młodą przewodniczkę bez słowa ani bez wyrazu i z jakiegoś powodu kotka wiedziała, że liderka już wie. Zdrajca się jej wyspowiadał, niczym zagorzały wierny swojemu księdzu. Kniejka zatrzymała się jeszcze na moment, jakby próbując rzucić wyzwanie liderce, nie wiedząc, czy ta zechce zaatakować, czy coś przekazać. W końcu jednak starsza odwróciła głowę, wcześniej zdaje się... a może tylko się tak Kniejce zdawało-kiwając krótko głową. 
- Przymarzłaś tam? - Kotka skierowała wzrok w stronę Dzwonka, który zdawał się nie dostrzegać wcześniejszej walki na spojrzenia z liderką. W odpowiedzi, córka Gracji szybko wpełzła do legowiska, moszcząc się wygodnie w rudym futrze. Była zbyt przemarznięta na wybrzydzanie i marudzenie.  

 ◃―‧▫☽﹡❇﹡☾▫‧―▹

- AHOO - Gdyby nie zatyczki z wosku, kotka najpewniej by ogłuchła raz jeszcze. Strosząc sierść posłała w stronę rudzielca zaskoczone i rozeźlone spojrzenie. - Wybacz - jęknął - Po wczorajszym chyba coś złapałem. - Nie on był jednak kotem, którego należało pilnie leczyć. W stronę legowiska medyka kuśtykał Konwaliowy Powiew, który szybko zniknął w środku. Przynajmniej dzięki futrze nie jest mu zimno... A potem jej wzrok skierował się na żłobek. Kociaki to mają dobrze, tylko leżą i czekają, aż reszta zrobi wszystko za nich. 
- Przynajmniej na mnie nie pluj - odpowiedziała jeszcze na komentarz o chorobie, teatralnie wycierając łapą swój bok, by później otrzeć ją o bok brata. - Masz teraz szansę zostać mentorem, przyjmij więc moje wyrazy współczucia. Możliwe, że trafią ci się małe demony. 

<Dzwonek?>
[1640 słów]
[przyznano 32%]

Wyleczeni: Konwaliowy Powiew

06 września 2024

Od Dzwonkowej Łapy CD. Kwiecistej Łapy

Spojrzał na nią nieco zaskoczony jej propozycją. Miał się bić z siostrą w obecności swojej mentorki? Nie, żeby bał się jakiekolwiek przegranej, nawet nie zakładał takiej opcji, a poza tym ich walki nie były zbyt zacięte. Chociaż Kniejka potrafiła mocno zaatakować, gdy tego chciała.
— Pewnie, że tak! — odparł swobodnie. — Przygotuj się na swoją porażkę! — rzucił, czując przypływ adrenalinę krążącej w jego żyłach. Mała walka nikomu nie zaszkodzi, prawda? Tym bardziej w ramach treningu.
— Nie bądź taki pewny. Wygra po prostu lepszy — odparła kotka.
Dzwonkowa Łapa przyjął pozycję do ataku, ukradkiem zerkając na Bajkową Stokrotkę. Nieraz pokazywała mu co robić gdy już przyjdzie mu wziąć udział w jakimś starciu, więc chciał się upewnić, czy robi wszystko dobrze.
Jego siostra zrobiła to samo naprzeciwko niego. Spoglądał na nią, zastanawiając się, czy czuje to samo co on. Trochę się bał. Wiedział, że to jego rodzina i jako kociaki dużo razy bili się dla zabawy, ale teraz, jako uczniowie miał wątpliwości, czy temu podoła. Tu jednak liczyła się taktyka, której on nie zdołał sobie nadal wypracować.
Na pewno był od niej szybszy, ale czy ta cecha mogłaby aż tak pomóc? Zdawał sobie sprawę, że siostra również ciężko ćwiczyła na swoich treningach, więc ich szanse były wyrównane.
Kątem oka spostrzegł, jak szylkretka podbiega do niego i wysunęła pazury wprost na niego. Rudy nie mógł tak łatwo przegrać. Wysunął również pazury, kontratakując. Ledwo co uniknął jednego uderzenia, a zaraz po nim nastąpiło drugie. Poczuł, jak pazury siostry wbijają mu się w skórę pod gęstym futrem. Poderwał się i zepchnął ją delikatnie z siebie. Zauważył delikatny uśmiech na jej pyszczku. Widać było, że dobrze się bawi.
Wziął głęboki wdech. Teraz to on pierwszy rozpoczął atak, jednak kotka sprawnie go uniknęła. Dzwonek nie poddał się i pędem znalazł się przy niej, przyszpilając ją do ziemi, oczywiście nie zbyt mocno, aby jej nie skrzywdzić.
— Poddajesz się? — zapytał z uśmiechem, jednak Kniejka stanowczo pokręciła głową.
— Chyba śnisz, żebym tak łatwo ci odpuściła! — rzuciła, uwalniając się od jego ucisku.
Ich bitwa trwała jeszcze jakiś czas, nim obydwa koty zmęczone opadły na miękką trawę, ciężko oddychając. Słońce chowało się za horyzontem, a na polanę wpadł ciepły blask jego ostatnich promieni. Dzwonek i Kniejka w końcu usiedli bliżej siebie, patrząc na niebo.
— Nieźle się spisałaś — powiedział Dzwonek, przerywając ciszę. Jego głos był spokojny, ale w oczach tańczyły iskierki uznania. — Myślałem, że już cię mam.
Kniejka obróciła do niego głowę, by spojrzeć na niego z lekkim uśmiechem.
— Tobie też nie poszło źle — przyznała z błyskiem w oku.
Dzwonkowa Łapa zaśmiał się cicho, czując, jak napięcie dnia powoli opuszcza jego ciało.
— Następnym razem nie będziesz miała tyle szczęścia. Nie dam ci forów — dodał z rozbawieniem.
Kniejka przewróciła oczami, ale kocur widział, że wcale się na niego nie gniewa. Wręcz przeciwnie.
Ich potyczki niemal zawsze kończyły się w ten sam sposób — bez zwycięzcy, lecz ze znacznie silniejszą więzią między nimi. Siedzieli tak przez dłuższy czas, a rudy dopiero teraz zauważył, że Bajkowa Stokrotka i Szepcząca Pustka przyglądali im się z zaciekawieniem. Posłał im ciepły uśmiech. Rozejrzał się na otaczający ich widok. Mógł zostać w tym miejscu na dłużej, jednak słysząc komunikat od jego mentorki o powrocie, jego plany zostały pokrzyżowane.
— Do zobaczenia w obozie — rzucił do siostry i ruszył w drogę za Bajkową Stokrotką, wprost do obozowiska klanu.

***

Cała sytuacja na zgromadzeniu wciąż do niego nie docierała. Minęło parę dni, a on nie potrafił się otrząsnąć. Dopiero co niedawno szedł zadowolony wprost na nie, a teraz szwendał się pod legowiskiem medyka, nie mogąc sobie znaleźć miejsca. Miał złe przeczucie co do całej tej bitwy, którą wymyśliła jego siostra, ale nie chciał wyjść przy niej na tchórza. Zgodził się i czuł z tego powodu wyrzuty sumienia. Co gdyby powstrzymał Kniejkę? Na pewno nie skończyłaby w takim stanie, w jakim teraz była. Wciąż miał w głowie jej straszny krzyk wprost do niego oraz obraz skulonej kotki. Zdawał sobie sprawę, że bardzo cierpiała i bolało go serce, że nie był w stanie pomóc ulżyć jej w tym bólu.
Nie tak wyobrażał sobie swoje pierwsze zgromadzenie. Sądził, że nie wydarzy się nic złego, a przecież bliska mu kotka ucierpiała, a w dodatku z ich klanu zaginęła Pszeniczna Łapa. Nie rozmawiał z nią zbytnio, ale sprawa wydawała się dosyć poważna.
Westchnął ciężko, widząc, jak niedaleko niego siedzą Przepiórczy Puch i Szepcząca Pustka, również czekając na wejście do legowiska medyka. Nie chcieli teraz przeszkadzać medykowi, gdy sprawdzał stan Kwiecistej Łapy.
Dzwonkowa Łapa nie był nawet pewien, czy chciał tam wchodzić. Bał się, że Knieja będzie się niego gniewać. Nawet nie miała za bardzo za co, ale sam fakt, że doszło do tej sytuacji, powodowało u niego smutek i złość na samego siebie.
Myślał intensywnie, czy mógłby jakoś temu zaradzić, ale na nic sensownego nie wpadł.
Poczuł nagły ł ciężar odpowiedzialności na swoich barkach, mimo że wiedział, że to nie jego wina. Nurtowało go jednak, że gdyby postąpił inaczej, może jego siostra nie znalazłaby się w takim stanie. W głowie przewijały mu się obrazy wcześniejszych chwil, ale wcale nie chciał ich ponownie widzieć. Niepewnie spoglądał w stronę wejścia do legowiska medyka, zastanawiając się, czy powinien wejść razem z rodzicami i zobaczyć Kniejkę, ale jego łapy jakby były przyklejone do ziemi.
Nagle usłyszał kroki. W jego stronę szła Przepiórczy Puch. Jej oczy były pełne troski. Jej spokój zawsze działał na niego kojąco, ale teraz nawet jej obecność wydawała się niewystarczająca, by go uspokoić.
— Dzwonkowa Łapo — zaczęła cicho, siadając obok niego. — Wiem, że się martwisz, ale to nie twoja wina.
Kocur skinął głową, choć słowa mamy nie przyniosły mu ulgi.
— A jeśli coś mogłem zrobić, żeby jej pomóc? Może gdybym był bardziej ostrożny...
— Przestań się obwiniać — przerwała mu. — Każdy z nas podejmuje decyzje, które nie zawsze kończą się tak, jak byśmy chcieli.
Skinął lekko głową.
— Wiem o tym, ale poczucie winy we mnie zostanie — mruknął. — Pójdziemy do niej? — zapytał, zadziwiające samego siebie. Czuł jednak nagłą potrzebę zobaczenia szylkretki i upewnienia się, że nie jest aż tak źle jak sobie wmawia.
Udali się w trójkę do środka legowiska medyka. Widok Kniejki, która miała na pyszczku wymalowane cierpienie, zabolało go. Zauważył Skowronkową Łapę, który siedział przy siostrze. Starał się iść jak najciszej, aby nie nadwrażliwić jej jeszcze bardziej słuchu.
— Hej, jak się dzisiaj czujesz? Już lepiej niż ostatnim razem?— zapytał szeptem.


<Kniejko?>
 [1034 słów]
[przyznano 21%]

14 sierpnia 2024

Od Kniejki (Kwiecistej Łapy) CD. Dzwonka (Dzwonkowej Łapy)

Szylkretka spojrzała dumnie na to, co zbudowali. Co prawda dołączyła się później i jej pomoc nie była już czymś, co można by nazwać wspólną pracą (chyba, że byłby to projekt na technikę za którą trzeba było dostać jakąś spoko ocenę), niemniej wciąż czuła zadowolenie z pochwały. Może komentarz o poprzestawianiu nieco jej zapał gasił, niemniej nie była perfekcjonistką. Było? Było, na co drążyć temat. Niby należało to do części jej pracy, ale co z tego? Zaraz spojrzała na Dzwonka raz jeszcze. 
- To teraz chodź, wymyślimy własny - poddała z zadowoleniem i iskierkami w oczach. Podobało jej się takie przestrzenne planowanie, a skoro spróbowali już zrobić coś, co istniało, to czemu nie spróbować czegoś nowego? Skonstruowanie czegoś własnego, sama myśl o tym, zaczynała budzić w kotce jakieś instynkty. 
- Dobra! - Kniejka na moment położyła po sobie uszy przez głośniejszy dźwięk, jednak Dzwonek już szukał kolejnych materiałów na obóz, więc nie pozostawało nic innego, jak się do niego dołączyć. Nie chciała na razie burzyć obecnego obozu, w końcu po coś miał być, nie? 
- Mffm mych... - dało się usłyszeć, gdy ta próbowała łapą wygrzebać patyczek spod gęstwiny zarośli. Zerknęła w górę tylko po to, by zobaczyć, jak ruda wiewióra trzyma w pysku całe kłęby mchu, które niemal zasłaniały jego całą osobę, najpewniej wyciągnięte z czyjegoś legowiska. Informacja ta jednak niezbyt przejęła kotkę, która już w następnej chwili, dała radę dosięgnąć tego jednego patyka, chwilę później mierząc go w łapach, chwytając w zęby i dreptając w poszukiwaniu odpowiedniego, płaskiego podłoża, na którym by mogła wyrysować patyczkiem gdzie co powinno być. 
- Jedno ja planuję, drugie ty, dobra? - zagadała, burząc część jakiegoś legowiska, by dostać się do wydeptanej ziemi, którą zaraz zamiotła łapą - Dajmy na to... trafiliśmy na teren z dużą ilością krzewów... - i tak to szło. Nowa możliwość zabawy, zajęła kotce prawie całą resztę jej żłobkowego życia. Nowe zajęcie prawie całkiem wyciszało dźwięki z otoczenia, dzięki czemu mogła się skupić na jednej rzeczy, która do reszty ją pochłonęła. 

◃―‧▫☽﹡❇﹡☾▫‧―▹

Nudziła się. Nienawidziła się nudzić. Chciała odkrywać. Chodzić poza tereny, znajdować nowe rzeczy i koty, spróbować rozgryźć jakim cudem robak po upadnięciu z wysokiego drzewa nic sobie nie robi, a ona jakby spadła, to pewnie by sobie wszystko połamała. Chociaż...? Czy jakby pokryła się żukami i skoczyła z drzewa, to by to coś dało? Niestety Obsmarkany Kamień nie zapewniał jej wystarczającej ilości zajęcia, by się nudzić przestała. Nie zapewniał jej też wiedzy na tyle wystarczającej, by mogła czuć się usatysfakcjonowana. Chciała zostać najlepszym wojownikiem, pokazać, że jej wzrost wcale nie przeszkadza w byciu dumnym wojakiem, gdyż już dawno przestała się łudzić, że urośnie chociaż odrobinę więcej. Szczególnie przy swoich męskich członkach rodziny czuła się jak pchła. A więc jako pchła, musiała nauczyć się wysoko skakać. Teraz natomiast, niemal siłą, ściągnęła ojca z legowiska, by spełnił swoją powinność nakazaną przez obietnicę i trenował z nią raz na jakiś czas, nadrabiając braki w nauczaniu, chociażby walki u Smarka. Nadszedł czas na biegi długodystansowe i chociaż łapki miała krótkie, nie pozwała się przegonić. Być może miało to też związek ze zwyczajnym dawaniem jej wygrać, w tych małych zawodach ,,kto pierwszy do strażników", jednak nie chciała o tym myśleć. Z resztą, zdawało się, że Szepcząca Pustka próbował to ugrać tak, by wyglądało jak najbardziej naturalnie. I wtedy, gdy dobiegła do Przybrzeżnego Oka, zatrzymała się z poślizgiem na mokrych liściach, o mało nie wpadając na innego, również mokrego -nie-liścia. Chociaż z barwą futra za wiele od nich nie odstawał. Podobnie jak jego mentorka, na której widok Kniejka machnęła ogonem na powitanie. Nie zajęła jednak jej umysłu zbyt długo, gdyż zaraz spojrzała na ten bliższy jej obiekt, gdzieś z tyłu rejestrując dźwięk dobiegającego do niej ojca. 
- Spełniłeś marzenie o zostaniu rybą? - spytała, marszcząc czoło. Jak się tak bliżej przyjrzała, to Dzwonek nie wyglądał, jakby się po prostu wytarzał w liściach, tylko jakby dosłownie przeszedł przez wodospad, a potem próbował się szybko wysuszyć. 
- Nie bardziej jak ty - odparł, na co ta spojrzała w dół na swoje łapy. Rzeczywiście. Po porannym deszczu cała trawa zgromadziła wilgoć, przez co teraz prócz ociekającego futra, miała również wszędzie w sierści resztki pajęczyn oraz traw, poprzyklejanych gdzie tylko się dało. Niewiele myśląc otrzepała się szybko, nie zważając na możliwe ochlapanie przy tym innych kotów. 
- Przynajmniej nie będę się musiała starać przy myciu - rzuciła, wzruszając barkami, zerkając na bok, gdy to Bajkowa Stokrotka wraz z Szepczącą Pustką zaczynali wymieniać kilka słów. Zaraz podszedł jej więc jakiś pomysł. Zerknęła na brata z zadowoleniem. - Hej, chcesz się bić? 


<Dzwonek?>

[biegi długodystansowe] 

[735 słów]

[przyznano 15% + 5%]

27 lipca 2024

Od Dzwonka CD. Kniejki

Uśmiechnął się do niej szeroko.
— Oczywiście, że tak! — odparł, machając radośnie ogonem w jedną i drugą stronę. — Tutaj masz legowisko medyka. — Wskazał łapą jeden element na budowli z szyszek. — A natomiast tutaj mamy stos ze zwierzyną. — Zostało jeszcze do zrobienia parę miejsc, także zabierajmy się do pracy!
— A jakie? — zapytała z ciekawością.
Dzwonek poczuł, jak ogarnia go szczęście. Wreszcie ktoś docenił jego wielkie wysiłki. Z opowieści jego rodziców starał się jak najlepiej odwzorować obóz. Nie był on bardzo widowiskowy, ale póki Kniejka i on widzieli w nim poszczególne miejsca obozu, to był już ogromny sukces.
— Żłobek, legowisko uczniów i tunel — mruknął, starając się poukładać w głowie, gdzie umieścić kolejną szyszkę.
Kotka skinęła głową, przysiadła się do niego i w skupieniu przyjrzała się konstrukcji. Po chwili zastanowienia wskazała miejsce po lewej stronie budowli.
— Może tutaj? — zaproponowała, pokazując przestrzeń między dwiema większymi szyszkami. — To wydaje się idealne na żłobek.
Dzwonek zmrużył oczy, oceniając jej sugestię. Miejsce rzeczywiście wyglądało odpowiednio. Przytaknął z uśmiechem.
— O tak! Dobry pomysł! — pochwalił ją, podnosząc kolejną szyszkę. Delikatnie umieścił ją w wyznaczonym miejscu.
Szylkretka szybko zaczęła zbierać szyszki ze stosu, znajdującego się nieopodal rudego. Znalazła te najładniejsze i najbardziej symetryczne. Kocur pracował ramię w ramię z nią, a obóz powoli zaczął nabierać coraz wyraźniejszych kształtów.
Dzwonek na chwilę zastopował z budową, by spojrzeć na całość z góry. Było to coś niezwykłego. Bardzo mu się podobało jego dzieło i w głębi duszy pragnął, aby więcej kotów zobaczyło efekty jego ciężkiej pracy.
Przypatrywał się przez dłuższą chwilę swojej konstrukcji.
— Przydałoby się, żeby któryś z dorosłych rzucił okiem na to i powiedział, czy tak wygląda obóz. Kogo spytamy? — Spojrzał na Kniejkę.
— Może dziadka? Jest stary i wie doskonale, jak wygląda obóz!
Rudy kiwnął głową na znak zgody. Dwa małe kociaki podeszły do leżącego po drugiej stronie legowiska Konwaliowego Powiewu.
— Dziadku! Powiesz nam, czy nasza budowla z szyszek przypomina obóz? — spytali jednocześnie, na co starszy kocur uśmiechnął się lekko do nich.
— Muszę wpierw ją zobaczyć. Zaprowadźcie mnie tam — powiedział liliowy, powoli wstając ze swojego miejsca. Parę chwil potem byli przy szyszkowym obozie, a Konwaliowy Powiew oceniał wzrokiem budowlę.
— Wygląda to imponująco. Jest prawie idealnie odwzorowany, ale parę lokacji jest poprzestawiane. Ogólnie to bardzo ładnie — przyznał starszy, a Dzwonek podskoczył z ekscytacji na jego pozytywną uwagę.

<Kniejko?>

23 czerwca 2024

Od Kniejki do Dzwonka

Siedziała niezbyt zadowolona w objęciach Przepiórczego Puchu. Była jej kolej czyszczenia i o ile nie miała nic przeciwko masażowi grzbietu, tak sama czynność niezwykle ją irytowała, w dodatku potem była cała mokra, co z kolei prowadziło do tego, że było jej zimno. I przez to musiała siedzieć z resztą kociąt w jednej, małej kupce, żeby nie zmarznąć. 
- Stalczy... - kotka wykręciła się w sposób idealny, by wystawić swoje przednie łapki w górę i zablokować jakoś pysk czekoladowej. Jeszcze chwila i oszaleje, sama potrafiła się już umyć, nie potrzebowała pomocy! Po prostu nie chciała, a to była różnica. Walka była zaciekła, trwała jeszcze kilka uderzeń serca i dwa pociągnięcia językiem, ale w końcu udało się młodej wyrwać ze straszliwych szpon, które to wzięły się za atakowanie kolejnego z braci, któremu kotka mogła jedynie posłać wyrazy współczucia i poświęcić kilka sekund ciszy. Powodzenia, żołnierzu! A ona, omijając ogon ojca, potruchtała dalej w legowisku, deptając przez przypadek niektóre futra, by w końcu wdrapać się na grzbiet dziadka i zerknąć w dół, wypatrując znajomego futra. A jakże by inaczej, było! Nawet nie musiała szukać dalej, punkt widokowy położony na srebrnym grzbiecie był wystarczający. Zaraz się więc z niego ześlizgnęła, by wylądować obok Dzwonka. 
- Zalas będzie tfoja kolej - poinformowała go, omijając jedną z łap i stając obok czegoś, co budował. 
- Nieee, jusz? Jeszcze nie skończyłem - pożalił się, a Kniejka miała okazję bliżej przyjrzeć się temu czemuś, co niby budował. Wyglądało jak bałagan. Stała więc tak nadal, w miejscu, próbując zrozumieć co przed sobą ma, gdyż żadnej konkretnej budowli to nie przypominało. No, architekt, to z niego nie będzie. 
- Co to - spytała w końcu, gdy po chwili bezradnego myślenia, spojrzała na Konwaliowy Powiew, który na wpół śpiąc, jedynie wzruszył barkami ledwie zauważalnie. Nie pomógł jej w ten sposób za wiele. 
- Obóz! - pochwalił się, dumnie wypinając pierś, przez co wizja szylkretowej się rozjaśniła. Rzeczywiście, jeśli brać pod uwagę opis obozu przekazywany z ust dorosłych, rzeczywiście mogło to tak wyglądać. Kotka zaczęła powoli rozpoznawać możliwe miejsca wzrokiem, aż w końcu otworzyła pyszczek. 
- A to co? - wskazała na szyszkę - A to? - wskazała na drugą - A mogę tesz lobić? 

<Dzwonek?>