BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 6 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śpiewający Raniuszek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Śpiewający Raniuszek. Pokaż wszystkie posty

03 kwietnia 2026

Od Śpiewającego Raniuszka

 Gdy wróciła do obozu zastała chaos. Głosy wielu kotów już przymilkły, ale wciąż jeszcze było czuć wyraźnie przejęte echo i szemrania, a atmosferę można było wręcz ciąć pazurami. To natomiast, co najbardziej przykuło uwagę dymnej, była zestresowana figura Gadożerowej Łapy, która rzuciła jej się w oczy podczas szybkich oględzin. I już chciała podchodzić, gdy to zatrzymała ją rozmowa przeprowadzana obok, ku której skłoniła ucho.
- Myślisz, że to było specjalnie? 
- Nie ma mowy... popatrz na niego, wygląda, jakby zjadł stos kamieni. Tak by wyglądał świadomy morderca? Z resztą, to dzieciak. - huh? Morderca? Kto?
- Niektórzy ostatni delikwenci też nie wyglądali jak rasowi mordercy. Do tej pory mnie ciarki przechodzą, jak pomyślę, że dzieliłam się jedzeniem z tym lisim sercem... 
- Naah, wciąż tego nie widzę. Po prostu dostaliśmy ironiczny, nieszczęśliwy wypadek podczas masowych mordów. Zdaje się, że ta cała siła pawiej trójcy niewiele daje, co? - Raniuszek strzepnęła krótko uchem, odstępując od podsłuchiwania rozmowy, mając zamiar zamiast tego otwarcie do niej dołączyć i dopytać się, co zaszło, jednak nim zdążyła otworzyć pysk, została wezwana przez rudą łapę Śnieżycowej Chmury. Dziwne, że nie było obok niej Dziewanny. 
- Śpiewający Raniuszku! - szepnęła głośniej, przywołując ją do siebie. 
- O co zamieszanie? Kto umarł? - spytała zaraz, niezwłocznie przydreptując do starszej koleżanki. 
- Strzępotkowy Kokon został otruty, najpewniej przez Gadożerową Łapę... 
- Proszę?! - gwałtownie skierowała głowę w stronę zwiniętego, miernego ucznia, podczas, gdy Śnieżyca wyjaśniała bardziej detalicznie do czego doszło, albo przynajmniej do czego myślą, że doszło, bazując na wszystkich informacjach jakie posiadali. A posiadali mało. Na moment przestraszone spojrzenie jednego zdrowego oka skrzyżowało się ze spojrzeniem Śpiewki, ale od razu powędrowało w inną stronę, jakby poraził go ktoś prądem. Pod koniec wyjaśnień młodsza wojowniczka podziękowała za wyjaśnienia, niemal niezwłocznie drepcząc w stronę Gadożera, który chyba nie wiedział, czy spodziewać się dostania z liścia, czy jednak słów otuchy, patrząc na całkiem mylący wyraz na pysku Śpiewającego Raniuszka. 

⭠❇◦·♛∙◦❇→

- Królicza Gwiazdo, to pomówienia - siedziała w legowisku lidera, patrząc bardziej na zastępcę niż samego Królika, co do którego nie miała wielkich nadziei. Z zewnątrz była... poniekąd spokojna, natomiast w środku niej coś wrzało i nie była w stanie logicznie i na chłodno tego opanować, pozwalając, by gorąco raz po raz uderzało ją w pysk. - Po pierwsze, celowe zatrucie kogokolwiek to ostatnie, na co porwałby się Gadożerowa Łapa i założenie, że to w ogóle zrobił jest całkowicie pozbawione sensu. Spędzałam z nim o wiele więcej czasu niż reszta uczniów i mogę śmiało stwierdzić, że jest to najbardziej rozważny i oddany kot, jakiego klan mógłby sobie zażyczyć. Z resztą, czy na prawdę muszę mówić, czyich słów powinniśmy słuchać? Wierzycie Pierzastej Łapie? Na gwiezdnych, czy wszyscy tu pozapominali jak się zachowywał na zgromadzeniu? I nie, nie zmienił się, nadal zachowuje się jak roszczeniowy kociak któremu tylko przybyło w masie a nie w głowie, a Cyklonowe Oko jestem pewna, że potwierdzi moje słowa. Jeszcze jak byłam w legowisku uczniów, to postanowił sobie zająć moje legowisko jak ostatni prostak, zwyzywać mi brata i uwa- nie, Zawodzące Echo, nie przerywaj mi. Rozmawiałam z Gadożerową Łapą zanim tu przyszłam, jest w szoku i zaklinał, że dostał wróbla od Pierzastej Łapy. Nie wiem, czy ten mysi móżdżek znalazł padlinę i postanowił, że to będzie świetny żart by ktoś dostał bólu brzucha ale nie mieć przy tym żadnych konsekwencji, czy też, w co jestem bardziej skłonna uwierzyć, nic nie myślał, ale to naprawdę paskudny, niewychowany kot i każdy jest w stanie to zauważyć, w tym i wy. Słodka Dziewanna, jeśli nie byłaby teraz w żałobie i gdyby sprawa ogółem jej nie dotyczyła, pewnie też przyznałaby mi rację, podobnie jak Równonocna Łapa, oh, na gwiezdnych, CAŁY klan przyznałby mi w tej chwili rację. Czy w ogóle przycisnęliście go? Czy ktoś zbadał jakiś zapach? Czy ktokolwiek o to zadbał? - wyrzuciła z siebie wszystko na raz, czując, jak ulatuje z niej też część frustracji jaką w sobie trzymała. Rosnąca nienawiść w stronę Pierzastej Łapy tylko się pogłębiała, z każdym dniem, z każdą chwilą, z każdą sekundą świadomości, że istniał. Już wystarczyło, że jego ojciec uciekł z klanu wraz z matką. Widać, jak się zajmowali swoimi dziećmi i oto tego konsekwencje. Medyka też widocznie mieli lipnego i gdyby nie była tutaj z konkretną sprawą, to pewnie wypowiedziałaby na głos wszystkie swoje żale, że powinni pilnować kto jest na jakim stanowisku i nie pozwalać lichym jednostkom siać zamętu. 
Królicza Gwiazda podniosł łeb, wpatrując się w Śpiewkę z szeroko otwartymi oczyma. U jego boku, Zawodzące Echo westchnął i przejął inicjatywę.
- Cyklonowe Oko potwierdził, że Pierzasta Łapa nie oddalał się on niego dalej, niż potrzebne, aby zapolować. Piszczka została przyniesiona przez Gadożerową Łapę, a wzmianka o tym, że to Pierze mu ją podrzucił, pojawiła się dopiero wtedy, gdy ten pojawił się w legowisku. Chciałbym wierzyć Tobie oraz Gadożerowej Łapie, ale na podstawie czego? Nawet, gdybym chciał, nie mogę sądzić Pierzastej Łapy bez jasnych dowodów.
- Dowodów? Znajdę wam dowody, jak tylko stąd wyjdę - zadeklarowała z determinacją - A ,,oddalanie się konieczne tylko po to, by zapolować" nie wydaje wam się wystarczające? By zebrać coś z siebie wystarczy uderzenie serca. Gdzie to w ogóle było? Ah, nie ważne, sama spytam, zapomniałam zrobić tego wcześniej. To co próbuję powiedzieć, to to, że sama obserwacja może nie być wystarczająca a opóźnione mianowanie na ucznia widocznie nie jest dostateczną konsekwencją dla Pierzastej Łapy.
Echo zerknął na ojca i po chwili namysłu skinął głową.
- Dobrze - oznajmił. - Jeżeli  zdołasz udowodnić mi niewinność Gadożerowej Łapy, będę skłonny odwołać jego karę, a Pierzastą Łapę spotkają odpowiednie konsekwencje.
Zamilknął na moment, po czym spojrzał w oczy Śpiewki.
- Cenię sobie Twoją determinację. Klan Burzy potrzebuje kotów, które dążą do odkrycia prawdy... W ostatnich księżycach takich nam brakuje - skrzywił się nieznacznie na własne słowa, natomiast Śpiewka ukryła szybko wyraz zadowolenia na pysku, wynikający z połechtanego ega. Tak. Tym chciała być. 
- Oczywiście. Nie mam zamiaru patrzeć, jak jeden z najbardziej zaufanych kotów zostaje niesłusznie oskarżany. I dziękuję za wysłuchanie, jeśli tylko coś odkryję, a mam nadzieję, że odkryję, to od razu dam znać. - pożegnała się szybko, dreptając na zewnątrz legowiska. Jeszcze przed wyjściem na otwarty teren zatrzymała się na moment, obejmując wzrokiem rozproszone koty. Nie musieli wcale szukać konkretnych dowodów, jeśli Pierze sam się do wszystkiego przyzna, tylko do tego potrzebowaliby odrobinę podstępu, szczęścia i Gadożera. Wzięła głębszy oddech, a zauważając kremowe, gęste futro, szybko podjęła decyzję. 
- Cyklonowe Oko, pozwól na chwilę! - jeśli mieli zrobić coś i cokolwiek znaleźć, powinni zabrać się za to od razu. Nie było czasu na przechodzenie żałoby. 

Od Śpiewającej Łapy (Śpiewającego Raniuszka)


- Dzień dobry, Gadożerowa Łapo - przywitała się z drugim uczniem Słodkiej Dziewanny oficjalnie, gdy rankiem usiadła przed obozem, czekając na swoją mentorkę. Nie przeszkadzała jej obecność młodszego kocura, pewnie dlatego, że zbliżała się do końca treningu i nie wymagała tyle aż uwagi podczas nauki, a biały przybłęda zdawał się być całkiem rozgarnięty. Właśnie... przybłęda. Pomimo swojego pochodzenia był całkiem rozgarnięty i kotka nie mogła zrozumieć, jakim cudem ktoś spoza klanu był bardziej wiarygodny od tych, którzy się w nim urodzili. Nawet patrząc na swojego ojca mogła stwierdzić, że nie był stąd, a Gadożer... Gadożer się wpasowywał... albo przynajmniej próbował, chociaż to dziwaczne imię wcale mu nie pomagało. Z początku Dziewanna dzieliła dni na naukę ze swoimi podopiecznymi, jednak końcowo połączyła oba treningi w jedno, by młodszy mógł podpatrzeć coś od Śpiewki i rzeczywiście wyszło mu to na dobre, a sama dymna nie miała się do czego przyczepić, z zaskoczeniem uznając, że młodszy był całkiem rezolutny. Nawet, gdy rzuciła raz czy dwa razy w jego stronę uszczypliwą uwagę odnośnie postawy łowieckiej czy odsłoniętych wrażliwych części podczas walki, ten jedynie dopytywał o rozwinięcie tematu i w jaki sposób mógłby to naprawić. 
,,Czemu wszyscy nie mogą tacy być?" przeszło jej przez myśl, gdy układała skrupulatnie swoje futro. 
- Dzień dobry, Śpiewająca Łapo - uśmiechnął się ciepło, chociaż wyglądał na nieco zmartwionego - Czy Słodka Dziewanna zdradziła ci wczoraj, co będziemy robić dzisiaj? 
- Na pewno nic co wymaga długiego chodzenia - mruknęła, zerkając krótko na łapy młodszego, nie przerywając swojej pielęgnacji - Poranione opuszki już się zagoiły? 
Kocur przez krótki moment się zawahał, unosząc zaraz jedną łapę by przyjrzeć jej się podczas robienia ciasteczek w powietrzu. 
- Można tak powiedzieć, na pewno nie będą mi już przeszkadzać - miauknął pewnie, zmierzony oceniającym wzrokiem. 
- Wiesz, że chodzenie na treningi i nie zadbanie o swoje zdrowie to jedynie dodatkowe obciążenie dla klanu, prawda? - spytała rzeczowo. Nie, żeby była to jej sprawa jak się mają opuszki kolegi, ale nie mogła pozwolić na nadgorliwość, która doprowadziłaby do nieprzyjemnych zmian, chociaż o Gadożera nie miała się co martwić. Zdołała poznać białego na tyle, by wiedzieć, że w niczym nie jest podobny do tych nierozgarniętych, rudych szczurów. 
- Nie ma mowy... oczywiście! Nie zaniedbałbym swojego zdrowia - przejęty i pełen pewności, a może lekko urażony, spojrzał na starszą koleżankę, która teraz kiwnęła głową z aprobatą. 
- Bardzo dobrze~ - mruknęła z zadowoleniem, dostrzegając zbliżającą się Słodką Dziewannę. Mentorka miała dobry nastrój, zagadkowy wyraz pyska i pięknie ułożone futro, którego większość klanowiczów mogła pozazdrościć i już w chwili zbliżenia ogłosiła, że dzisiejszy dzień jest idealny na mały, niezobowiązujący test sprawnościowy... 

⭠❇◦·♛∙◦❇→

- Ja, Królicza Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika.
Śpiewająca Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysięgam.
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Śpiewająca Łapo, od tej pory będziesz znana jako Śpiewający Raniuszek. Klan Gwiazdy ceni twój rozsądek i lojalność, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy. 
Gdy podano jej rdzawy barwnik, z zadowoleniem i dumą zanurzyła w nim łapę, by później z wielkim namaszczeniem odcisnąć ją na ścianie i przez krótką chwilkę, mgnienie oka, które zdawało się trwać wieczność; obserwować, jaki ślad się na niej utworzył. Oto jej moment, została wojownikiem, doprowadziła do końca treningu i pomimo trudności i pewnych... psychicznych przeszkód, zdołała stanąć na wszystkich łapach tutaj, w jaskini, wśród wszystkich kotów które zdołały się zgromadzić by wykrzykiwać jej imię. Spojrzała z dumą na widocznie zadowoloną Słodką Dziewannę, podobnie jak później na Cyklonowe Oko, który to kiwnął z aprobatą głową, przez co tylko się rozjaśniła. Mama również tam była i chociaż wymieniły między sobą przepełnione dumą spojrzenia, tak Raniuszek nie była w stanie patrzyć na nią zbyt długo, a nawet przyłapała się na krótkiej myśli, uczuciu, wręcz echu, które podszeptało jej, że wolałaby, by na jej miejscu siedział Cicha Łapa, który może był cichy, ale nie miał na sobie ani jednej skazy. Kim więc była, gdzie swoją lojalność powinna ukierować? W stronę rodziny, która dała jej jedynie złą, odgórną opinię, czy całkowicie oddać się klanu? 
- Gratulacje, Śpiewający Raniuszku! Tak się cieszę~ Mam nadzieję na długie, wieczorne plotki... zrobiłam ci miejsce na legowisko obok, by lepiej było się usłyszeć - Śnieżycowa Chmura jako pierwsza się odezwała i pewnie mówiłaby dalej, gdyby ktoś nie przypomniał jej o milczącym czuwaniu. Raniuszek kiwnęła głową z wdzięcznością, w tyle głowy mając myśl, że dobrze się stało z tym szybkim mianowaniem. Nie chciała spędzać wśród uczniów ani chwili dłużej, szczególnie z kocurami, które posiadały połówki mrówczego odwłoku w głowie, zamiast aktualny mózg. W końcu była teraz ponad to oficjalnie, była rzeczywistym wojownikiem z krwi i kości i z tą myślą rozpoczęła swoje czuwanie, wyzbywając się całej reszty myśli, które mogły niepotrzebnie zakłócać jej spokojne i rozsądne dążenie do celu, jaki sobie obrała. 

31 marca 2026

Od Śpiewającej Łapy


Tak wiele śmierci i to wszystko wina jednego kota. Gdyby tylko jej pozwolono, sama zgłosiłaby się do unieszkodliwienia Świerszczowego Skoku, który rozbił harmonię klanu, była pewna, że dałaby radę go unieszkodliwić, w końcu co w tym trudnego? Nie mogła zdawać sobie sprawy z ciężaru, jaki by na niej spoczywał ani koszmarów nocnych, które pewnie tylko by się nasiliły, urozmaicając zwyczajne koszmary dotyczące zawalających się tunelów. Coraz częściej zaczęła mieć również wrażenie, że z jej rodziną jest coś nie tak, a nie zrozumcie jej źle, już wcześniej bowiem coś przeczuwała, jednak z wiekiem zaczęła dostrzegać pewien wzór i coraz trudniej było jej określić, czy wciąż jest córeczką mamusi, za którą podąża z bezgranicznym zaufaniem i uniesionym ogonem, czy jednak w jej matce również jest problem i przez to Śpiewka również obrywała. Dzień w dzień starała się być jak najlepsza, chodziła na treningi, spisywała się jak najlepiej, brała dodatkowe zajęcia, jeśli czegoś nie umiała, zaraz wiedzę uzupełniała, nawet odwiedzała kronikarzy a wszystko po to, by błyszczeć na tle klanu. Może nie miała łatwego charakteru, ale przynajmniej była kimś, na kim można było polegać i brać przykład. Kimś, kto może usłyszeć ,,powinieneś być bardziej jak Śpiewająca Łapa, ona już dawno odrobiła swoje zadania domowe, a ty?". Nie narzekała zazwyczaj na ilość pracy, przynajmniej nie głośno, była idealnym przykładem idealnego klanowicza, niemal książkowy przykład osoby ,,jak ubrać się na rozmowę o pracę". 
A mimo wszystko, mimo wszystko łatka która do niej przyległa ciągnęła się niemiłosiernie, a wszystko postanowiła zrzucić na pewną część rodziny. Chociaż, czy nie całej? Jej lojalność zaczynała powoli kruszeć i z moralnego punktu widzenia, strasznie przez to cierpiała. Czemu Świerszcz postanowił zabić swoją matkę, partnerkę i jeszcze w dodatku syna? Czemu wykrzykiwał jakieś obrzydliwe rzeczy, jeszcze w dodatku w kierunku do medyka? Żeby to jeszcze był jakiś podrzędny kot, ale to medyk, na gwiezdnych! Gdy ogłaszano wszystko z wieży, zaczynała aż drżeć z oburzenia, już omijając fakt, że Królicza Gwiazda wcale nie postanowił się zjawić. Pozbawiono ich wojowników. Pozbawiono jej cioci i lepszego kuzyna, klan jest przez to osłabiony, a wszystko przez wadliwego wojownika! Głupcy! Wszędzie byli głupcy o problemach psychicznych! 
- Jak tak dalej pójdzie, będziemy najsłabszym klanem - warknęła po cichu do stojącej obok Równonocnej Łapy, która jedynie kiwnęła głową krótko, za bardzo zszokowana tym co się stało, by myśleć rozsądnie o przyszłości i o polityce. 

[385 słów]

[8%]

30 marca 2026

Od Śpiewającej Łapy do Rybiej Łapy (Oświeconej)


Dzień byłby naprawdę piękny, gdyby nie niektóre osobniki. Jeśli miałaby jakoś określić i opisać wszystkie koty w klanie, to na pewno nieliczne byłyby jej ulubieńcami. Oczywiście na szczycie był Zawodzące Echo (bo sam lider niezbyt liderował), później medycy, kronikarze i przewodnicy, a wśród nich Cyklonowe Oko którego szczerze podziwiała, oraz jej mentorka oczywiście. Miała również całkiem dobrą relację z Równonocną Łapą... eh, gdyby tylko nie zadawała się z tym pokracznym dziwadłem z krzywym pyskiem, byłoby idealnie. No i byli jeszcze kuzyni, którzy... cóż, nie należeli do topki na liście i jeśli miała być szczera, w ogóle się na niej mogli nie znajdować, a jak się miało za chwilę okazać, jedna z córek Poczciwego Dziwaczka (w przeciwieństwie do swojej siostry), również miała zaraz wylecieć. Śpiewająca Łapa właśnie dreptała przez obóz, jak zwykle z uniesionym wysoko ogonem, wymieniając sobie w głowie wszystkie obowiązki i planując co zrobi potem, gdy to nagle coś na nią chamsko wpadło i jeszcze miało czelność pyskować. Stanęła, otrzepała się i już po chwili zlokalizowała przeszkodę. 
- Suń się z drogi! - ojej? Dolne powieki uniosły się ostrzegawczo, gdy syknięto w jej stronę. Tak, zdecydowanie powinna wylecieć z listy normalnych (zrozum przez to: uległych) kotów. Najpierw Śpiewkę staranowano, a potem jeszcze nawet nie przeproszono? Wtedy może by wybaczyła temu żywemu błędowi medycznemu, jednak w tym wypadku... 
- Ah? Przepraszam, chyba nie dosłyszałam, co tam miauczysz? Coś mówiłaś? Coś o przeprosinach? - nie ruszyła się z drogi, świergotając milutko, chociaż kto ją znał wiedział, że było w tym ostrzeżenie. Nie chciała też źle wypaść przed innymi kotami w klanie w tej sytuacji i postanowiła... dać niemądrej flądrze jedną szansę. Rybia Łapa miała jeszcze okazję przeprosić i się wycofać, by nie robić sceny w obozie...
- Nie będę rozmawiać z kimś o tak zamkniętym umyśle jak twój! - Rybkowa Łapa dumnie wypięła pierś, robiąc krok do przodu, co tylko zmniejszyło jej osobę w oczach Śpiewającej Łapy. Czy ona naprawdę była starsza? Zielone oczy zlustrowały niebieską z góry na dół, końcowo zatrzymując się ze znużonym wyrazem na jej pysku. Zamkniętym? Może miała zamknięty umysł, jednak przynajmniej go miała, w przeciwieństwie do niektórych. Czyżby Rybią Łapę upuszczono na głowę, gdy była jeszcze dzieckiem? 
- Ojej, chyba jednak się nie zrozumiałyśmy~ ,,Przepraszam, Śpiewająca Łapo, że cię staranowałam"~ Popatrz, to nie takie trudne, Rybia Łapo... Czyżby ten paskudny kikut pomieszał ci w głowie? Jesteś pewna, że nie powinnaś odwiedzić medyka? - spytała tym samym tonem, nieco zatroskanym... ale głośniejszym, korzystając z okazji, że koty gromadziły się w obozie, a nieopodal grzali się starsi wojownicy. Może nawet zabierze ją publicznie jakiś medyk? To by był wspaniały widok.
- Nie mam zamiaru chodzić do tego szarlatana. Nie będzie mi zatruwać umysłu swoimi ziółkami - warknęła Rybkowa Łapa - Mam wrażenie, że tylko ja w tym klanie mam zdrowy rozsądek. Ale jeśli chcesz, nadal wierz sobie w te głupie bajeczki. Wy wszyscy jesteście ślepi na prawdę! 
- Czyżby upały padły ci na-znaczy, ekhm, czyżby upały spowodowały u ciebie przegrzanie? - Śpiewka była widocznie zmieszana. Może wraz z utratą ogona kotka utraciła również piątą klepkę i zamiast jej poszukać, postanowiła wsadzić głowę w mrowisko? Miałoby to sens. Pierwotnie zakładała, że kotka jest po prostu prostackim przedstawicielem jakiegoś plebsu niewychowanego, jednak z czasem i rozmową zaczynała dochodzić do wniosku, że rzeczywiście było coś z nią nie tak. Uszkodzony produkt, wadliwy, stwarzający niebezpieczeństwo dla reszty społeczeństwa, którego trzeba było się natychmiastowo pozbyć. Te myśli frunęły z niebywałą prędkością przez głowę kotki, gdy tak patrzyła przez zwężone źrenice na starszą. - Jeśli nie chcesz iść do medyków, to może masz zamiar uleczyć się słońcem? Jestem jednak pewna, że akurat tego masz już nadmiar. Medycy naprawdę mogą ci pomóc... klan nie potrzebuje obłąkanych kotów, dlatego nalegam - przyjęła swój wyrozumiały ton. Nie potrzebowała teraz dramy w klanie, niech wyjdzie na tą rozważną, chociaż nawet nie musiała się starać, bo Rybia Łapa odwalała całą robotę w byciu szaloną. Co ta Zwiewny Mak z nią robiła? Czy nie widzi, że jej uczennica zaczyna wariować i należy ją naprostować?
- Nie jestem obłąkana - syknęła Rybka -A jeśli kiedykolwiek miałabym się leczyć, to tak, już wolałabym słońce. Przynajmniej ono utworzone było przez wyższe siły, a te suche zielska już nie! A poza tym, pewnie mają w sobie jakieś trucizny.
- Każda rzecz, jeśli w nadmiarze, może robić za truciznę, o czym ty mówisz? Rybia Łapo, naprawdę weź się w garść, to nie jest śmieszne, przecież nie jesteś rośliną! - powiedziała już bardziej stanowczym tonem. Ten kot chce się zabić. Znaczy, nie, żeby Śpiewka się tym przejmowała, nie znała dobrze Rybiej Łapy a skoro głupi chce się zabić to niech się głupiemu pozwala, przynajmniej będzie mniej błędnych członków w klanie, którzy mogą zaburzyć harmonię i funkcjonowanie. Takiego czegoś najlepiej się pozbyć, zanim złoży jaja. - Nalegam na odwiedzenie medyka, od słońca, szczególnie o tej porze, można jedynie dostać przegrzania.
- Nie zamierzam z tobą dłużej dyskutować! - Rybia Łapa znów przepchnęła się do przodu, celowo popychając Śpiewającą Łapę, która z trudem powstrzymała chęć wyrwania jej reszty kikuta z kupra. Zamiast tego odprowadziła ją wściekłym wzrokiem, wzięła głęboki oddech i z zatroskanym uśmiechem przydreptała do siedzącej nieopodal grupy, by przedyskutować to wydarzenie, planując już osobno w myślach, co podłożyć do legowiska Rybiej Łapy. Nie była też wcale zdziwiona, gdy starsza podczas mianowania uciekła z własnej ceremonii. Bardziej szokującym było, że w ogóle ją do niej dopuszczono. Nie tęskniła natomiast wcale a jedynie cieszyła się i z uśmiechem słuchała ogłoszeń, mając nadzieję, że jednak nigdy nie będzie musiała znowu oglądać tego obłąkanego pyska. 

<Rybia Łapa? Może kiedyś się jeszcze spotkają>
[894 słów]

[18%]

Od Śpiewającej Łapy do Żywicy


Znowu w tej norze, ale tym razem nie miała jeszcze wyrobionej opinii o nowych jej lokatorach, chociaż miała co do Pożarowej Łapy... miała nadzieję jednak, że nowe kiełki okażą się być bardziej zaopatrzone w mózg, niż ich poprzednicy. Ale kto wie, może uda się na nich jakoś wpłynąć i wychować na porządnych obywateli? Co prawda była to robota odgórnie narzucona na rodziców, jednak była w stanie się poświęcić i użyczyć trochę swojego czasu, by młode wyrosły na odpowiednie koty. Wślizgnęła się do żłobka z nową porcją mchu, rozglądając się za posłaniem Pożar, która spała zwinięta wraz z jednym z kociąt. Drugie natomiast... było całkiem żywe, nie śpiące i wlepiało w nią swoje wielkie, zielone ślepia. Można było pomyśleć, że kotka to dosłownie skurczony Dzwonkowy Świst. 
— Dzień dobry~ — przybrała swój milutki ton, puszczając mech na ziemię — Nie możesz zasnąć?
Uszy kociaka drgnęły nieznacznie, a spojrzenie na moment uciekło w bok ku matce i ku śpiącemu rodzeństwu. Czyżby była nieśmiała? W końcu większość kociąt jest znana ze swojej nieśmiałości, nic w tym dziwnego! 
— Nie… — odezwała się cicho. — A ty… — urwała na moment, marszcząc lekko nos, jakby analizowała coś ważnego. — Jesteś nowa? To znaczy, czy będziesz tu teraz mieszkać? — zapytała z pewną podejrzliwością, choć wciąż brzmiała na niepewną.
— Ależ skąd, jestem uczniem, moja droga, śpię w innym miejscu — wyjaśniła ciocinym głosem — Ty również będziesz spać gdzie indziej, jak tylko dostaniesz swoje uczniowskie imię, wraz z innymi uczniami. — powrót do żłobka w tym wieku dla Śpiewki był równoznaczny z karą i poniżeniem, oraz wzrokiem całego klanu spoczywającym na plecach. Nie miałaby nic przeciwko, co prawda, gdyby wzrok na niej lądujący był pełen podziwu, ale to... ah, aż ciężko sobie wyobrazić i gdy tylko przechodziło jej to przez myśl, zbierało się jej na wymioty. 
— Gdzie indziej? — powtórzyła młodsza w międzyczasie, bardziej do siebie niż do niej, otwierając przy tym szerzej oczy. Sprawnie wycofała się o krok, depcząc sobie po przykrótkim ogonie. — Przyszłaś... Czy ty przyszłaś mnie tam zabrać? J-ja nie chcę, jeszcze nie jestem gotowa  — wymamrotała speszona.
— Ależ nie, jeszcze jesteście za mali — Śpiewka uśmiechnęła się, przysiadając nieco bliżej. I tak nic nie zmieni z mchu, jak Pożar będzie leżeć uwalona na posłaniu, a mała, ruda kotka zdawała się być zwyczajnym, naiwnym kociakiem, czyli czymś, czego Śpiewka pożądała. Młodą glinkę zawsze można ukształtować tak, jak się chce! Dlatego odgrywanie cioci, czy też cool starszej siostry albo koleżanki było dla niej jak świetna zabawa, z dodatkowymi korzyściami. — Kocięta zostają mianowane w wieku sześciu księżyców, by rozpocząć szkolenie na wojownika. No, przynajmniej większość z nas, na przykład ja. Są jeszcze medycy, kronikarze oraz przewodnicy. Z tego co wiem, w innych klanach mogą znaleźć się nieco inne role...
Młodsza koteczka przebrała łapkami,  chyląc głowę i spoglądając na uczennice spod byka, na co ta się tylko uśmiechnęła szerzej.  
— Sześć księżycy... To chyba jeszcze mam trochę czasu, prawda? — wymamrotała. — A te wszystkie role, to... to się samemu wybiera, czy ktoś o tym decyduje?
— Można samemu coś zaproponować, albo ktoś może zaproponować, na przykład medyk. Możesz wtedy oczywiście odmówić, albo mogą odmówić tobie... i wtedy idziesz na wojownika. To taka pewna droga, ale nie masz się jeszcze o co martwić skarbie, sześć księżyców do naprawdę sporo czasu~ — zagderała słodziutko, myśląc, że zaczynają ją boleć policzki. Nie miała okazji jeszcze tak długo się uśmiechać i brak wyrobionych mięśni dawał o sobie znać. 
— Medyk? To jak ciocia... — zauważyła, znowu wbijając wzrok we własne kończyny. — Ja... Ja chyba bym chciała być wojownikiem, jak tata. Ale nie wiem, czy się nadaję. — Zabrzmiała momentalnie na niezwykle zmartwioną, kuląc się.
— Oczywiście, że się nadajesz! — rzekła pewnie Śpiewka — Masz wszystkie łapy sprawne, widzisz, słyszysz, czujesz, czego więc ci brakuje? Jestem pewna, że twój tata powiedziałby ci to samo. Poza tym, wyglądasz całkowicie jak on, więc pewnie będziesz tak samo dobrym wojownikiem — dodała jeszcze pewniej, w dumnej postawie, tym razem sprawiając, że szeroko otwarte oczy kociaka, połyskujące radosnymi iskierkami, utkwiły w dymnej na dobre. Przez dłuższą chwilę nawet nie mrugnęła, w milczeniu wpatrując się w dymną, co w pewnym momencie mogło wydawać się wręcz niepokojące. 
— N-naprawdę? — odezwała się w końcu, jakby dopiero teraz odzyskała głos. — J-jeśli to tak działa... To chyba nie muszę się aż tak martwić. — na jej pyszczku pojawił się nieśmiały uśmiech. — A ty będziesz dobrą wojowniczką? — zapytała, przechylając lekko głowę, z szczerą, dziecięcą ciekawością.
— Oczywiście! By być pożytecznym dla klanu wystarczy się praktycznie urodzić sprawnym — chociaż nie była to do końca prawda. Można było być na przykład sprawnym i głupim, jak w przypadku Pierza i Aminka oraz Rudzik. Czy jednak to się liczy jako bycie ,,całkowicie sprawnym"? W końcu sprawność umysłowa też się do tego wlicza... 
— A jaaa... hm, oczywiście, będę najlepszą wojowniczką — dodała, dumnie się pusząc i unosząc głowę w górę — Już teraz jestem wspaniałą uczennicą, a wszystko dlatego, że trzymam się odpowiedniej dyscypliny i kieruję się kodeksem wojownika, który określa wszystkie prawa które powinnaś wiedzieć.
— Powinnam wiedzieć? — wykrztusiła. — Ale że już teraz? Ja nic nie wiem... To znaczy coś wiem, ale to raczej za mało — wymamrotała, a szczęka jej lekko zadrżała.
— Jeszcze nikt cię nie będzie sądził z nieznajomości kodeksu wojownika, tego nauczysz się na szkoleniu. Oczywiście możesz się uczyć już teraz, jak ja, kiedy byłam w two-... no, może byłam odrobinkę starsza niż ty, ale wciąż byłam w żłobku. Dzięki temu było później o wiele mniej do zapamiętania. — pochwaliła się swoim myśleniem przyszłościowym, dając młodej tipy jak przetrwać w tym całym wojowniczym świecie. Im szybciej zacznie tym lepiej, a kotka podczas szkolenia już teraz młodej, czuła się o wiele ważniejsza niż była w rzeczywistości. Tymczasem młodsza co rusz oglądała się na śpiącą część rodziny, jakby z nadzieją, że wybudzą się lada moment i wyciągną ją z tego żywego koszmaru. Stety-niestety, sen mieli twardy, a to całe oglądanie się nie umknęło uwadze Raniuszek. 
— O rety... — wzięła głębszy wdech, bardzo ostrożnie wstając. — Czyli sugerujesz, że powinnam się już zacząć... uczyć? A gdzie ja znajdę tego... mentora, tak już na teraz? Są jacyś awaryjni? Pewnie mogłabym spytać taty, ale nie chciałabym go męczyć... — zamartwiała się na głos, podrygując co rusz nerwowo.
— Oh nie, wystarczy, że podpytasz mamy albo taty i na pewno ci wszystko powiedzą — Śpiewka pokiwała głową na potwierdzenie swoich słów — I nie martw się nic, nie zmęczysz go, a na pewno będzie szczęśliwy, że już teraz jesteś ciekawa szlachetnego kodeksu wojownika. A jeśli nie, to ja cię zawsze chętnie pouczę.
— Mogłabyś? — Żywica zabrzmiała na szczerze zdziwioną. Przez chwilę z wyraźną bezmyślnością wpatrywała się w losowy punkt żłobka. — To znaczy... Proszę... Jeśli to dla ciebie nie problem i masz czas, to... To chciałabym wiedzieć więcej. Mogłabym wtedy zaskoczyć tatę wiedzą. — śmiechnęła się lekko, bardziej sama do siebie, niż do kotki.
— Oczywiście. Jeśli tylko się będziesz mnie trzymać to na pewno nie zginiesz, a ja postaram się przekazać ci całą potrzebną wiedzę — tak, była pewna, że się z kotką polubią, a przynajmniej jak na razie, Śpiewka lubiła Żywicę.  — Jak tylko będę mieć odrobinę czasu to cię odwiedzę~
— A teraz... Nie masz? — zapytała, oglądając się raz po raz za siebie. — Bo wiesz, rzadko się zdarza, by mój brat spał, a przy nim... Przy nim ciężko się czegokolwiek nauczyć. To znaczy, jest super, ale... Bywa głośny i ciężko się wtedy skupić — westchnęła.
— Rozumiem! — szepnęła głośno, szerzej otwierając oczy przy klaśnięciu w obie łapy — Cóż, niby bym mogła... przysłano mnie tu, żebym wymieniła mech w legowiskach, ale skoro legowisko jest zajęte... hmm, ale czy mogę? Pewnie przydzieliliby mnie do jeszcze jednego patrolu z Dziewanną... i legowiska starszyzny równiez wymagają uporządkowania...  Pomyślmy, pomyślmy... chyba mogę poświęcić ci odrobinę czasu — miauknęła końcowo, robiąc wrażenie na całkiem zapracowaną.
Kocię uchyliło pyszczek z wrażenia, mrugając powoli, jakby dopiero co przetwarzała każde słowo. 
— N-naprawdę? Byłabyś gotowa poświęcić swoje poważne obowiązki, by zająć się przez chwilę kimś takim... Kimś takim jak ja? — wypaliła, będąc w szoku. — J-ja nie wiem co powiedzieć... Ja serio bardzo dziękuję! Jestem... Jestem wdzięczna, że mi ciebie tu zesłano! To... to cud, tak cud! — skwitowała, wyjątkowo zbyt bardzo entuzjastycznie, choć język zdawał jej się plątać przy każdym słowie i nie brzmiało ono wyraźnie.
Na pyszczku Śpiewającej Łapy pojawił się wyraz zrozumienia i skromnej chęci do pomocy, podczas, gdy jej wnętrze właśnie tańczyło w deszczu śpiewając w niebo z niebowzięcia. Tak! Właśnie takiego uwielbienia i pochwał potrzebowała! Widać było, że udało jej się już zaskarbić młodszą kotkę i nie miała zamiaru odpuszczać, a zostało jej jedynie pielęgnować dalej tą... hm, relację? Czy tak to było można nazwać? Na pewno jakaś to relacja była, ale bardziej dla osobistej korzyści, niż przez wzgląd na sympatię. Chociaż, kto wie? 
— Oczywiście~ Chwilka mnie nie zbawi, a zależy mi na tym, by nowe pokolenia były jak najlepiej wykształcone — zaświergotała — Od czego chciałabyś zacząć? Co mam ci powiedzieć?
— Wszystko — wypaliła Żywica bez chwili zawahania, a potem dopiero zdawała się być tknięta faktem, że taka bezpośredniość mogła nie być najlepszym  rozwiązaniem. — Znaczy, od tego kodeksu mogłybyśmy zacząć, proszę. Już... już bym chyba wolała wiedzieć co jest najważniejsze, może... zaskoczę tym w przyszłości swojego mentora wiedzą... — zamyśliła się.
— Oczywiście, świetny wybór, jeśli dalej będziesz chcieć chłonąć wiedzę, to na pewno wyrośniesz na wspaniałego wojownika — mruknęła chwaląco — Więc dobrze, kodeks wojownika ma całe 12 punktów których trzeba przestrzegać, z małymi odstępstwami w wyjątkowych sytuacjach o których ci powiem później. Istnieje również kodeks medyka ale tym zajmują się medycy. Nie zwalnia cię to jednak z nieznajomości go, pamiętaj, gdyż nieznajomość praw szkodzi. A więc, gotowa? Pierwsza zasada brzmi: ,,Broń wszystkich klanów, nawet kosztem własnego życia. Twoja pierwsza lojalność jest wobec klanu, ale wszystkie koty, które przestrzegają kodeksu wojownika, są twoimi sojusznikami. Każdy klan musi zapewnić, że żaden inny klan nie upadnie." 

<Żywica?>
[1585 słów]

[32%]

22 marca 2026

Od Śpiewającej Łapy

 - Dzień dobry, Bąbelkowa Łapo! - przywitała się radośnie z czekoladowym młodszym uczniem, który stał obok Trzmielego Pyłku. Co do Trzmiela miała całkiem dobrą opinię. Skończył swoje szkolenie wtedy, kiedy trzeba i nie przynosił wstydu rodzinie, więc mogła go zaakceptować jako członka rodziny i śmiało powiedzieć, że tak, jest to jej kuzyn. Nie miała więc żadnych obiekcji, by się z nim przywitać i utrzymywać ich znajomość w dobrych relacjach, nie zabijając się przy wigilijnym stole, jak z resztą kuzynostwa... znaczy, w sumie, to z jednym kuzynem, z większością nie miała konkretnych relacji. 
- Cześć Trzmiel - przywitała się również oczywiście więc i z nim. 
- Cześć Raniuszku, Słodka Dziewanno - przywitał się również i z mentorką, która to kiwnęła głową na powitanie. Zgadali się, żeby poćwiczyć razem polowanie na króliki, chociaż dla niej było to coś, co leżało na drugim miejscu ,,rzeczy do przerobienia których chcę się najpierw nauczyć". W końcu powinni się skupić na nauce walki w tunelach bo był to ich efekt zaskoczenia na przeciwniku. Nauczyła się już rozmieszczenia wszystkich dziur i jak biegną tunele, żeby przezwyciężyć strach i niechęć do nich. Nie wiedziała dokładnie, kiedy się to pojawiło, ale chciała się tego pozbyć. Być może miało to związek ze śmiercią Cichej Łapy i sposobu w jaki umarł (na pewno), ale od jakiegoś czasu ciemne nory sprawiały, że po jej karku dreptało stado mrówek, które zamiast stóp miały sosnowe igły. Dlatego chciała mieć to już za sobą, chciała przejść to wszystko jak najszybciej i z dumą ogłosić, że nie ma się czego bać, wszystko można przezwyciężyć i nie być tym samym ciężarem dla klanu. Niestety jednak wejście do tuneli teraz nie było możliwe, więc zostały te nieszczęsne króliki... mogła to jednak wykorzystać, jakoś. Bąbelkowa Łapa był tym, którego wykluczono z głupiego spisku pójścia na zgromadzenie, nie wiedziała, czy to dlatego, że pozostali bracia byli po prostu głupsi i go nie lubili, czy dlatego, że zwyczajnie czekolad znalazł się w nieodpowiednim (czy też właśnie odpowiednim) miejscu o właściwym czasie. Miała nadzieję, że to pierwsze, bo to oznaczało, że miała szansę go poznać i może poprowadzić w odpowiednim kierunku, ucząc dyscypliny i tak dalej, jednocześnie wyciągając z łap przygłupich braci. 
- Polowałeś już kiedyś na króliki? - spytała, zrównując krok z kocurkiem. Nie było w tym pytaniu ironii, jadu czy nawet słodkiej nuty której często używała przy nowych kotach (no, może odrobinę, tak dla niepoznaki), dlatego też Bąbelek spojrzał na nią odrobinę niepewnie. Nie winiła go, ani też nie była zdziwiona, w końcu na pewno usłyszał już od swojego brata jaka to pewna kotka nie jest zła, okropna i w ogóle paskudna i że należy na nią uważać. Co z tym zrobi? Oczyści swoje imię w oczach młodszego kocurka i pokaże mu o wiele lepszą drogę. Mogła z tym pracować, nie było to nic niemożliwego, a jeśli nagrodą miał być prawilny członek klanu, to mogła zaryzykować. - Nie wstydź się, nie gryzę - dodała pół żartem z uśmiechem, gdy ten nie odpowiadał od dłuższego czasu. Może był niemową tak jak Cichy?
- Miałem tylko teorię, ale jeszcze za żadnym nie goniłem - przyznał trochę nieśmiało, jakby się jednak obawiał, że go Śpiewka ugryzie, chociaż powiedziała, że tego nie robi. 
- W takim razie trzymaj się mnie a wszystko będzie dobrze, w polowaniu grupowym możesz polegać też na drugim kocie! Chociaż moje łapy są dość krótkie, nie uważasz? Nie powstrzymuje mnie to jednak, daję ci słowo, że potrafiłabym przegonić i ciebie i królika. - miauknęła wesoło, już ubarwiając nieco swój ton. Wciąż niezbyt jej ufał, co? Ale damy radę, w końcu zacznie kwestionować, czy aby na pewno Pierze po prostu nie był dla niej wredny, dlatego ta nie odpłaciła się tym samym, chociaż, była to w sumie po części prawda? W końcu próbowała go zmaaa... znaczy, próbowała być miła, a on postanowił odegrać rolę wrednego, więc zwyczajnie za tym poszła, żadna filozofia. 
- Rzeczywiście jesteś niska, jesteś pewna, że jesteś starsza? Chyba widziałem zające większe od ciebie - Co proszę? Jej wąsy lekko drgnęły, kiedy zerknęła na Bąbelka badawczo. Wydawał się być całkiem szczery w tym co mówił, nie dlatego, że był wredny, po prostu nie myślał.
... Idealnie. 
- Może masz rację, ale to tylko po to, by uśpić czujność wroga - miauknęła lekko, unosząc brodę wysoko, wraz z ogonem. 
- Tsi! - krótki alarm wychodzący z pyska Trzmiela, jednocześnie mówiącego o tym, że to pora by się zamknąć, skutecznie uciszył dalszą możliwość wypowiedzi dla Śpiewki, która zaraz przypadła wraz ze starszymi do ziemi, podczas, gdy Bąbelek poszedł z lekkim opóźnieniem w ich ślady. Chwilę później Trzmieli Pyłek wskazał wąsami w stronę, gdzie po chwili zobaczyć można było mały ruch zająca, skutecznie zlewającego się z tłem. Rzeczywiście był tam i czekał, wysłuchując niebezpieczeństwa. Śpiewająca Łapa poczuła szturchnięcie w bok, kiedy Słodka Dziewanna dała jej znać, że to czas, by się ruszyła i spróbowała się jakoś wykazać. W końcu już to robiły, co prawda Dziewanna była o wiele bardziej doświadczonym partnerem, nie oznaczało to jednak od razu pewnej porażki. Raniuszek kiwnęła głową, po czym zerknęła zdecydowanym wzrokiem w stronę Bąbelka, z którym bezgłośnie wymienili spojrzenia zgody. Szybkie wskazanie głową stanowiska i podziału ról i już po chwili czekoladowy siedział w trawie wyczekując by wyskoczyć w odpowiedniej chwili na zajęczaka, podczas, gdy Śpiewająca Łapa starała się go okrążyć dookoła, nie dając się złapać wiatrowi czy kruchym gałązkom. Jeszcze sekunda, jeszcze chwila... wyskoczyła! Zające były niezwykle szybkie i nie oddalały się od swoich nor, więc obok powinna być dziura do której się skierował, a przed którą już miał czekać drugi uczeń, gotów by złapać zająca. Gotów... gotów! Iiiii nie wyszło. 
Co prawda udało mu się zahaczyć pazurami o skórę zwierzęcia, jednak to wcale nie miało zamiaru się poddać, zaraz zaczynając walkę z użyciem swoich tylnych nóg, szarpiąc się i wijąc, nie tylko zostawiając ucznia z niczym więcej, jak kłębkiem futra między pazurami, ale również z poobijaną i poranioną mordką. Obiad zniknął w oddali wzniecając chmury pyłu. 
- Uciekł mi, przepraszam!
- O tak, widzieliśmy, spektakularna ucieczka - miauknęła Słodka Dziewanna, wynurzając się zza traw - Nic ci nie jest? - kocurek zbadał sobie pysk łapami, po czym pociągnął obitym nosem i pokręcił przecząco głową. Było w porządku... raczej. Raniuszek przygryzła z niezadowoleniem wnętrze policzka, przydreptując powoli do poobijanego ucznia. 
- Następnym razem ci wyjdzie, w końcu dopiero się uczysz - pocieszyła spokojnie, siadając w miejscu. Bądź co bądź była to prawda i była z tym całkowicie szczera, chociaż, mimo wszystko, nie przepadała za porażką. Ale początek nie był wcale taki zły. Zmierzyła czekolada wzrokiem, w tyle głowy mając myśl, że jest w nim potencjał, który należy wykorzystać. 

[1066 słów]
+ polowanie na króliki (w sumie zając ale no)

[21% + 5%]

Od Śpiewającej Łapy do Berberysowej Łapy

 Gdy stanęli przed nią Śnieżycowa Chmura wraz z Berberysową Łapą, najpierw oczywiście przywitała się ze starszą kotką grzecznie. Ładnie skłoniła główkę, utrzymując przyjemny uśmiech, a gdy dwie mentorki zajęły się sobą i swoją rozmową, ta mogła całą swoją uwagę przekierować na drugiego ucznia, chociaż dała przy tym znać swoją mimiką, że wcale nie jest jej to na łapę i wolałaby być gdzie indziej. Kuzyn był... stary. Przynajmniej w jej oczach, w dodatku niedołężny, bo niby czemu wciąż gnił w legowisku uczniów? Z resztą nie tylko on, ale całe kuzynostwo, prócz Zwiewnego Maku było, jakby to ująć ładnie, pozbawionymi piątej klepki kociętami z żelatyną w kolanach. Dlaczego więc ich mentorki uznały, że łączenie tej dwójki podczas treningu to świetny pomysł? Po pierwsze, mało zwracały pewnie uwagę na prywatne sprawy swoich uczniów, a po drugie, po prostu chciały między sobą poplotkować. 
– Wciąż tu jesteś? – prychnęła, obdarzając go najbardziej wymownym spojrzeniem, na jakie było ją stać. – Mój brat jest bardziej rozgarnięty od ciebie. Nie znudziło ci się dreptanie za mentorką? Sam nie umiesz znaleźć drogi powrotnej do obozu i potrzebujesz, żeby cię zaprowadziła?
W odpowiedzi Berberys przewrócił oczyma. 
– Pff wracaj do żłobka kociaku, nadal masz mleko pod nosem – prychnął nawet nie racząc ją swoim spojrzeniem.
– I ten kociak cię dogania? Jesteś pewien, że nie chcesz nad sobą popracować? – na jej pyszczku pojawił się drwiący uśmieszek, którego "przysłoniła" łapką.
Kocur zignorował kotkę, kładąc się na trawie i pozwalając, aby promienie słońca przyjemnie ogrzewały jego futerko. Co za bezczelny gówniarz (co z tego, że starszy od niej). Przywykła do bycia w centrum uwagi, gdy kogoś obrażała, ale niestety za ignorowaniem nie przepadała. Również go zignorować, czy może zarzucić mu, że nic nie robi i to nie jest czas na wylegiwanie się, bo są na treningu? Zerknęła kątem oka na dwie starsze kotki i nie minęła chwila, jak zdecydowała. Uniosła głowę dumnie, wraz ze zmiotką do kurzy (ogonem) i otworzyła pysk. 
– Ni-(...) 
– (...) Wiem, że ziemia jest przyjemnie nagrzana, ale to nie pora na siedzenie w miejscu. Śpiewająca Łapo, powinnaś wiedzieć lepiej, wstajemy, Berberysowa Łapo. Wraz ze Śnieżycową Chmurą uznałyśmy, że fajny byłby wspólny trening przez jakiś czas, żeby przyzwyczajać was do współpracy już teraz, zanim będziecie mianowani. Przy okazji poznacie trochę swoje możliwości, no i jaka zabawa jest z treningu tylko ze starszymi wojownikami? Zaczniemy najpierw od jakiegoś lekkiego sparingu a innego dnia spróbujemy polowań dwójkami, pasuje taki układ? 
Berberysowa Łapa się skrzywił i pokręcił przecząco głową. Nie zamierzał mieć nic wspólnego, ze Śpiewającą Łapą, tak samo, jak ona z nim. Z tą różnicą, że nie chciała okazywać tego w pełni i wychodzić na rozpuszczonego kaszojada, który nie wie, że trening jest od trenowania, a nie do spełniania życzeń.
– Wolałbym, żeby był to nasz pierwszy i ostatni trening. Wolę polować sam oraz walczyć najwyżej z bratem. Po co mam przepychać się z jakąś pchłą? – prychnął, wstając z ziemi.
– Nigdy nie wiesz w jakiej sytuacji się znajdziesz, a walka z różnymi przeciwnikami da ci dodatkowe doświadczenie w przyszłości, nawet, jeśli byłaby to walka z pchłą, szczególnie, że niestety w takich sytuacjach zapoznanie się ze wzrostem przeciwnika, a tym samym z jego zmianami anatomicznymi, może być kluczowe – wyjaśniła wyrozumiale Dziewanna, natomiast Śpiewka, chociaż nieco urażona, posłała w stronę kuzyna wzrok pokroju ,,nawet tego nie wiedziałeś?". 
– Dam z siebie wszystko, by współpraca była udana – miauknęła na głos z wysoko uniesionym ogonem, zerkając z ukosa to na mistrzynie, to na Berberysa. Patrz i się ucz, niedorobiona pokrako, tak trzeba się reprezentować przed dorosłymi. Upartość Berberysowej Łapy była jednak ponad najśmielsze oczekiwania, gdyż kocur znów pokręcił przecząco głową, wstając jednak bez słowa, gotów na trening. Nie obyło się jednak bez komentarza od strony Śpiewającej Łapy, bo kim by była, gdyby odpuściła? Na pewno nie sobą. 
– I przekładasz swoje osobiste uczucia ponad trening? Ależ Berberysowa Łapo, to strasznie niedojrzałe, powinieneś brać ze mnie przykład. Chętnie z tobą zawalczę i zapoluję, by wyciągnąć z tego jak najwięcej cennego doświadczenia! – przyłożyła łapkę do piersi przybierając ton słodkawy, lekko kujonowaty, z wyraźnym komunikatem dla odbiorcy mówiącym, że jest lepsza. 
– Śpiewająca Łapo, nie drocz się z nim – tym razem to Śnieżycowa Chmura postanowiła zabrać głos, gdyż Słodka Dziewanna, jak by się zdawać mogło, nie widziała wiele złego w zachowaniu swojej uczennicy. Szkoda tylko, że nie wiedziała, jak owa uczennica mówi i myśli o jej przybranej córce. Jeszcze. 
– Nie zawsze będziesz współpracował z przyjacielem. Nie mówię, że to łatwe, szczerze powiedziawszy, czasami jest to naprawdę potężnym utrapieniem – Śnieżyca kontynuowała swoją przemowę, ze zbywającym machnięciem łapą i niezbyt kolorowym wyrazem pyska – Niemniej takie chwilowe zawieszenia konfliktu są bardzo ważną częścią w funkcjonowaniu klanu, bez tego mielibyśmy same wewnętrzne mini wojny i końcowo pozdychalibyśmy z głodu, chociaż Szarej Skórze zdaje się, że to nie grozi... ekhem, tak. Więc dajmy z siebie wszystko~
Berberysowa Łapa strzepnął ogonem poirytowany, a na słowa Śnieżycowej Chmury, przewrócił oczyma. Zdawało się, że wcale jej nie słuchał, podobnie jak jego mentorka nie zwracała uwagi na jego niesłuchanie. 
– Mhm... Czy Słodka Dziewanna może jednak robić treningi z kimś innym? Nie chce mi się przepychać z Śpiewającą Łapą. – upierał się nadal swego.
Dwie dorosłe spojrzały po sobie niepewnie. 
– Znaczy.... oczywiście, możemy ominąć teraz wspólne treningi, jeśli ci przeszkadzają, ale kiedyś ewentualnie trzeba będzie do nich wrócić, przynajmniej przy polowaniu nie chciałabym tego odpuścić – odezwała się po chwili Słodka Dziewanna, nie bardzo widocznie wiedząc, jak ugryźć temat. – A teraz... myślę, że moglibyście spytać Zwiewny Mak, czy nie chciałaby z wami poćwiczyć z Baziową Łapą...? dodała, zerkając znów niepewnie na Śnieżycę, która kiwnęła w milczeniu głową. 
Tymczasem Śpiewająca Łapa lustrowała Berberysa wzrokiem, zniżając nieco głos. 
– Ale z ciebie dzieciak – mruknęła miękko, chociaż oceniająco – Nic dziwnego, że nadal tkwisz w legowisku uczniów, najwyraźniej to miejsce jest dla ciebie stworzone.
Wzrok wypełniony odrazą spoczął na jej pysku. 
– Powiedział dzieciak i lizus. – prychnął. – Jak ci miaukną tak ty tańczysz. Żałosne.
– Znam swoje miejsce i obowiązki, Berberysku, w przeciwieństwie do niektórych. Klan Burzy nie potrzebuje upartych dzieci przebranych w dorosłą skórę – mruknęła już raczej sucho i wyniośle, przypominając bardziej znienawidzoną nauczycielkę matematyki, zanim znów na jej pysku pojawił się kpiący, powątpiewający uśmieszek. – A może boisz się, że byś ze mną przegrał? – o proszę, co za ciekawa reakcja pojawiła się na jego pysku na te słowa. Taka zmarszczona, brzydka, wspaniały opis jego osoby. 
– Aż tak ci zależy żeby ze mną walczyć? Nie jestem twoją nianią i nie zamierzam z tobą robić cokolwiek, nawet jeśli sam Klan Gwiazdy mi kazał. 
– Ależ skąd ten pomysł? Dotykanie cię jest niebezpieczne, jeszcze bym się czymś zaraziła. – zaraz skierowała głowę bardziej w tył z obrzydzeniem, niby chcąc się odsunąć. Jedyną przyczyną, dla którego go męczyła, był sam fakt męczenia kogoś, a rodzina się świetnie do tego nadawała. Psucie nerwów nierobom to nie było nic złego w końcu, prawda? W końcu nic nie robią tak czy inaczej, więc mogą się trochę podenerwować. Kocur wstał z wygodnej trawy i otrzepał się, z jego białego futra oderwały się zielone źdźbełka i opadły z gracją na ziemie.
– Chodźmy na ten trenig, chcę mieć to już z głowy... – zwrócił się do wojowniczek poirytowany. – Następnym razem nie bierzcie mnie na trening z Śpiewającą Łapą. Jest dużo uczniów, macie w czym przebierać.
– Jednak? Obiecujemy więcej cię nie męczyć. Prawda, Śpiewająca Łapo? – Dziewanna przerwała swoją rozmowę, by obdarzyć uśmiechem starszego ucznia. Problem zażegnany, nie muszą nic zmieniać i mogą spokojnie ze Śnieżycą plotkować, jak planowały. Przynajmniej to przeszło przez myśl Śpiewce, która miauknęła krótkie ,,Oczywiście!"  w odpowiedzi. 
– Znajdziemy może jakieś piaszczyste wgłębienie, co? W takim podłożu ciężej jest utrzymać równowagę, piasek potrafi pochłonąć ci łapy... z resztą już to wiesz – Śnieżycowa Chmura machnęła krótko ogonem, mówiąc niby do Berberysowej Łapy, jednak na tyle głośno, by wliczyć w rozmowę całą grupę.

[1263 słów]
<Berberys?>

[25%]

Od Śpiewającej Łapy do Pierza (Paskudka)

 Przed śmiercią Cichej Łapy i mianowaniem Bąbelka. 

Mech, mech... wymiana mchu... 
Wolałaby robić cokolwiek innego, nawet kopanie tu- nie, kopanie tuneli było jeszcze gorsze, ale przynajmniej trenowała wtedy mięśnie. A wymiana mchu? W dodatku w tej wylęgni wszystkich przegrywów, pokrak i ucieleśnienia błędów rodzicielskich? I jeszcze w środku znajdowały się teraz te przynoszące wstyd, rude flądry. Widać było, że nie mają w sobie za grosz wychowania, a ich ojciec wcale nie był lepszy. Po co robił sobie kociaki, skoro nie mógł się nimi zająć i odpowiednio wychować? Co to było? Kolejny błąd a nie ojciec. 
I w ten właśnie sposób, zerknęła z góry na rude kocię, które przed nią stało. Nie było ich przypadkiem więcej? Tych małych fląder? Jej wzrok poleciał w bardzo wyraźnym, ostentacyjnym zirytowaniu i znużeniu w górę, zanim powędrował ze zobojętnieniem w bok. Może to i nawet lepiej, mniej szczurów do przejmowania się. Nie musiała też przy nich grać słodkiej miłej siostry, jak zakładała. W końcu już teraz widać po nich było, że nie będą niczym pożytecznym... chociaż? Zobaczmy... 
- Przyniosłam mech do wymiany posłań~ - zaświergotała w kwiecistej aurze, niczym nie przypominającej jej poprzedniego spojrzenia - Jak myślisz, od czego by tu zacząć.... - ze zmartwieniem i zamyśleniem rozejrzała się po tym zakurzonym padole. Jak na jej gust można by to było spalić. Śmierdziało tu mlekiem, śliną, kupą i czymś charakterystycznym dla kociaków, co w połączeniu tworzyło bardzo drażliwe i irytujące combo.
- To pytanie... było do mnie? - zapytał rudy kociak. - Myślałem, że porządny uczeń wie, co robi i po co tu jest... ups! - wymsknęło mu się i z szokiem zasłonił swój pyszczek łapką. - Najmocniej przepraszam...! - dodał dramatycznie. Coś drgnęło w oku kotki.
- Hahahah~ - ah, cóż za klarowny, słodki śmiech, z łapką przy pysku przyłożoną, który tak bardzo nie współgrał z wyrazem pyska, który zaraz potem nastał. - Tsk, ten jest zepsuty - wymamrotała do siebie niemal bezdźwięcznie, w sufit, z niezwykle zirytowanym wyrazem pyska, jakby młodszy właśnie nie dość, że zniszczył wszystkie jej oczekiwania, to jeszcze okazał się być kawałkiem robaka zamiast prezentu, gdy już rozdarła kolorowy papier. Gdyby to był ktoś ważny to pewnie brnęłaby dalej w przedstawienie, przełykając dumę. Ale to... to coś? Nie, nie było warte. 
- Powinnam wam zostawić tu ten mech i sami byście się nauczyli robić posłania pod swoje tłuste dupska, to może nauczylibyście się szacunku do starszych. Uczniowie mają ważniejsze rzeczy do nauki, a nie zajmowanie się latającymi po żłobku szczurami.
- Jeśli będziesz tak dalej trajkotać - zaczął powoli, ostrożnie patrząc na mimikę pyska uczennicy - I nie wykonywać swojej roboty, mogę to zawsze zgłosić takiemu Rozg... Pogłosowi Klanu Burzy, który następnie rozniesie wieść, że uczennica Śpiewająca Łapa nie dość, że nie wykonuje swoich obowiązków, to jeszcze spiskuje za plecami własnego przywódcy. 
Zakończył swoją sentencję i zmarszczył brwi w oczekiwaniu. 
- O, i powiem Zawilcowej Koronie, aby przebadał takich uczniów jak ty! Twój śmiech na peeeeewno nie jest zdrowy! A może i nawet wpada w kategorię... yyy... chorego... jak to tam gadał jakiś kot... o, wiem! Wpada to w kategorię kota chorego psy...psychicznie! - wyszczerzył śnieżnobiałe ząbki w szeroki uśmiech z dumą, że umiał wymówić wszystko prawie bez jąkania się. 
- Uwierz mi, niedouczony kiełku, kiedy ci powiem, że Zawilcowa Korona ma lepsze rzeczy na głowie niż słuchanie wymysłów niepoczytalnego kociaka - mruknęła słodziutko pomiędzy pluciem jadem, łapą miętosząc policzek rudego, jak ta jedna, znienawidzona ciocia. Szybko jednak łapę zabrała i nią strzepnęła, albo przynajmniej ruch taki stworzyła, jak gdyby chciała się pozbyć z niej resztek zapachu kociaka, jak gdyby choroby - Oh i proszę bardzo, kto ci broni? No dawaj, śmiało, leć! Jestem pewna, że taaaak ci uwierzy - przeciągnęła, kończąc z sarkastycznym uśmiechem - Widzisz, jestem tu najlepiej pracującym kotem, dzięki wychowaniu odpowiedniemu, obok którego ty nawet nie stałeś. Nie jestem tylko pewna czyja to wina, twojego ojca czy bardziej matki, ale widać, że raczej nic z ciebie nie będzie... wstyd jedynie przynosisz - rzuciła już jakby ciszej, zamyślając się, oceniająco, za pomocą łapy krótkim trzepnięciem unosząc końcówkę ogonka Pierza, który był w jej oczach teraz jak kiepskiej jakości serwetka przeznaczona do zakupu. Nie odezwał się już jednak, a jedynie z obrażonym prychnięciem skierował gdzieś w kąt żłobka, zostawiając Śpiewkę samą ze sobą. Nie, żeby narzekała. Z uśmiechem satysfakcji i krótkim prychnięciem, zajęła się wymianą mchu w legowisku. Kto tam jeszcze został z tych kociąt? Na pewno był jeszcze jeden, głupi i głupszy, można by rzec, więc został... jakiś kociak, którego nie zabrali ze sobą na zgromadzenie. Trzeba zobaczyć, może on ma nieco więcej oleju w głowie i da się odpowiednio pokierować? Jeśli tak, klan będzie miał szczęście, że chociaż jedno z kociąt wyszło na koty. 

[746 słów]

[15%]

Od Śpiewającej Łapy

 — Jesteś naprawdę do niczego, jeszcze nic nie umiesz? Co ty przez ten czas robisz, łapiesz trawę? — syczała oceniającym tonem, drepcząc obok Cichej Łapy w okolicach obozu, zbierając mech. Niestety dalej sami wyjść nie mogli, a też nie bardzo chciała, by przez przypadek jej wredny wylew żali był usłyszany przez cały klan (głównie przez koty, które jej nie znały), więc starała się mówić raczej cicho. 
Brat natomiast jedyne co zrobił, to rzucił jej ukośne spojrzenie, przez co ta odczuła jeszcze większą irytację, niż do tej pory. 
— Ugh, ty to rób — parsknęła, rzucając w niego kawałkiem mchu który oderwała z kamienia, sama kładąc się obok na umoszczonej trawie — Może się czegoś przy okazji nauczysz, mnie już pazury bolą.
Kremowy niezbyt chętnie ale cicho zabrał się do pracy, kiedy ona (oczywiście bardzo zmęczona bo już swoje zrobiła) chwilę jeszcze zawiesiła wzrok na swoim bracie, upewniając się, czy na pewno wszystko robi w odpowiedni sposób, po czym skierowała swoją głowę w bok, chcąc ułożyć ją na łapach. Jak więc musiała być zdegustowana, zaskoczona, a może nawet przestraszona,  gdy zamiast miłego widoku przed jej oczami pojawił się niezwykle pokraczny, demoniczny pysk. 
— Agh! Oh gwiezdni... — zaskrzeczała strosząc sierść, zanim do jej mózgu dotarło, że to nie żaden demon czy inna pokraka, a tylko Bazia Łapa trzymająca jakiś kawałek kory obrośnięty obficie mchem. — A, to ty... — mruknęła jakby z niesmakiem i zawodem, patrząc na wlepione w nią zielone oczy... (czy też bardziej prawidłowo - oko). Mimo, że znała Bazię praktycznie całe życie, to nie mogła przywyknąć do widoku jej pyska. Był krótko mówiąc paskudny i Śpiewająca Łapa nie miała pojęcia, jakim cudem ta pokraka chodziła z tym czymś odkrytym, narażając wszystkich w koło na zawał serca i zwyczajne obrzydzenie. Ten pysk wyglądał, jakby gnił... 
— Musisz być bardzo odważna, skoro chodzisz wciąż z tą częścią pyska odkrytą... na twoim miejscu bym już dawno poszła w ślady Zawilcowej Korony i to czymś zakryła... ja bym nie dała rady w ten sposób. Jesteś pewna, że nie chcesz z tym nic zrobić? Pomyśl o biednych kociakach, jestem pewna, że już im się śnisz po nocach — miauknęła swoim przesłodzonym tonem, w którym jednak nie ukrywała swojego jadu, skierowanego w stronę Bazi. Nie miała po co, bo lilowa kotka już dobrze znała charakter Śpiewki, a sama Śpiewka nie widziała korzyści w zagadywaniu do Pół-pyska. 
— A ty jesteś pewna, że nie chcesz zrobić coś ze swoim? — Bazia nie pozostawała dłużna na zbyt długo, odkładając korę na ziemię, zerkając jeszcze w stronę Cichej Łapy, do którego przyszła. Śpiewająca Łapa w tym wypadku była jedynie przeszkodą. 
— Nie muszę, w przeciwieństwie do twojego, mój nie wywołuje powszechnego obrzydzenia. — rzekła z dumą, przejeżdżając łapą po swoim policzku. Cóż, urodziwa szczególnie nie była, to prawda. Pomimo, że wyglądała na pierwszy rzut oka jak okrągła, przyjazna i urocza kuleczka, wzór słodkiej kobiecości, to jeśli się przyjrzeć, można było zauważyć, że źrenice w pięknych, okrągłych oczach zazwyczaj były jadowicie zwężone, uszy małe, szpiczaste i trójkątne a sam pysk lekko jakby spłaszczony i wygięty w nieprzyjemnym grymasie, jak gdyby pod nosem zawsze miała podsunięte wijące się larwy. Mimo wszystko jednak, wciąż była jednym z najlepiej zadbanych w klanie kotów! Na jej futrze nie było ani jednego kołtuna, mimo, że było niezwykle ciężkie w utrzymaniu. Żadnych niepotrzebnych brudów, dodatków, traw czy kwiatków, pięknie przylizane i lśniące w słońcu. Więc tak, była przykładnym obywatelem społeczeństwa! Tak powinno być, a Bazia? Dziwaki albo powinny spróbować się dopasować, albo żyć tak cicho, żeby nie być ziarnem w oku dla innych. W przypadku lilowej nie widać było starania w żadnym z tych kierunków. 
— Tak? A co to za plama na twoim czole? 
— Plama? Czy ty używasz w ogóle swojego zdrowego oka? Nie mam żadnej... OUGH! Fu! Co ty... co ty.... DO RESZTY ROZUM STRACIŁAŚ? — zawołała, gdy lilowa łapa z impetem uderzyła w czoło Śpiewki, zostawiając na nim błotnisty odcisk, którego resztki zgranulowały się i spadły w dół, odbijając się Raniuszkowi od nosa. 
— Jesteś martwa, Pokraczny Pysku, słyszysz?! Wyrwę z ciebie kłaki dziwolągu! — zanim wstała z miejsca, klnąc pod nosem by dorwać tą parszywą abominację, która śmiała zdeptać dymnej ego, sama Bazia była już daleko, biegnąc w stronę Zwiewnego Maku z szerokim wyrazem zadowolenia na pysku, wraz ze swoim mchem, zostawiając i Śpiewkę, i zawieszonego w szoku Cichą Łapę daleko za sobą. 

⭠❇◦·♛∙◦❇→

zgromadzenie
Została wzięta na zgromadzenie pomimo śmierci Cichej Łapy i naprawdę nie mogła po prostu nie iść... w końcu nie jest tak, że zawsze będzie wybierana, powinna reprezentować klan, prawda?
Nie czuła się szczególnie pewnie, zgrabnie przy tym unikając wzroku matki. Może była nieco... zagubiona? Co prawda gdy weszli na wyspę uniosła wysoko ogon, ale już po chwili jakby zgubił swoją podstawę. Chyba pierwszy raz w życiu czuła się w ten sposób. Usiadła gdzieś na boku, nie chcąc wcale analizować tego, co czuje i dlaczego, a raczej skupić się na zgromadzeniu, dzięki któremu może odpędzi irytujące uczucia.
— Hej! Jak się nazywasz? — bum, obcy kot który przyćmił jej chwilowe zamyślenie. Dość szybko się obok niej zrespił, nie ma co...  — Ja nazywam się Gąbczasta Perła, jestem medyczką Klanu Nocy. To twoje pierwsze zgromadzenie? — W pierwszym odruchu chciała syknąć, żeby rybojad spadał na swoje mielizny czy inne muły, gdzie żyją ryby, jednak w ostatniej chwili oprzytomniała. Rozmowa w sumie może jej pomóc. Nie przez rozwiązanie problemu, a przez jego zaklepanie. 
— Dobry wieczór, jestem Śpiewająca Łapa~ Nie, to nie moje pierwsze zgromadzenie, jestem tu już drugi raz... chociaż pani wygląda na doświadczoną, nie gubi się pani w tym tłumie? — zagderała więc z przyjaznym uśmiechem, zdając sobie sprawę gdzieś w połowie, że nie ma na to siły. Jednak jeśli już zaczęła, to wypadałoby pociągnąć tą szopkę, szczególnie, że rybi zad miał pozostałości swojego posiłku ma czole, co zazwyczaj uznałaby za wyraz niechlujstwa, jednak w tym wypadku było to spowodowane czymś zupełnie innym, co uznawane było, z tego co zrozumiała z podsłuchanej wiadomości, za coś ważnego. A z ważnych kotów można było coś wydoić. 
— Nie, nie! Dlaczego miałabym? — odparła. — Sama wyspa nie jest jakaś ogromna. Poza tym nikt cię tu nie trzyma w miejscu, więc nie ma się gdzie zgubić. Wystarczy słuchać i wiedzieć, kiedy przywódca zbiera swoich wojowników, żeby wrócić do obozu!
— Naprawdę? Zazdrooszczęę~ Już za pierwszym razem było strasznie głośno, a teraz wcale się nie polepsza, mam nadzieję, że kiedyś uda mi się przyzwyczaić, prawda? Hałas i tłok bywają takie mylące, jeszcze mieszanka wszystkich zapachów, czasem nie można odróżnić który kot należy do jakiego klanu, jeszcze z moim wzrostem łatwo jest wpaść komuś pod łapy, boję się, że zostanę staranowana — zaśmiała się, niby z siebie. Rzeczywiście, była mała. Mała i drobna pchła, która wyglądała niepozornie i bardzo była tego świadoma. Szkoda tylko, że nie potrafiła wytworzyć potężnych mięśni czy coś w tym stylu, a byłaby już po chwili najlepszym wojownikiem nie tylko w obozie, ale we wszystkich klanach. 
— Ach, no co ty! — odparła, zbywająco wymachując łapą. — Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby ktoś podczas zgromadzenia został stratowany! Widziałam co prawda, jak koty ze sobą walczyły, ale… to akurat było specjalnie — mruknęła, przypominając sobie o Miłostce, a także tamtej nocy, podczas której czekoladowy kocur z Owocowego Lasu pobił się z wojownikiem Klanu Klifu. Wtedy to dopiero były emocje!
— Pobić się na zgromadzeniu? Przecież to niezgodne z kodeksem, co te koty mają w głowach? Nie trafił ich piorun? — spytała zszokowana, tym razem naprawdę, chociaż przedstawiła to w łagodniejszy do odbioru sposób. W głowie natomiast zdążyła już przeklnąć i zwyzywać osobę, o której mówiła Gąbka. 
— Nie trafił! Ale inne koty musiały ich od siebie rozdzielić, bo by się chyba pozabijali! — mruknęła. — Co za wstyd, no nie?
— Prawda, prawda! Szczególnie ostatnie... ah, co za wstyd! — Śpiewka zakryła gwałtownie głowę łapami, nie kończąc swojej myśli — Do tej pory śni mi się po nocach, nie mam pojęcia, skąd to wyszło, przysięgam! Ale nie tylko my mamy takie sytuacje, prawda... to dobrze... znaczy! Nie dobrze! Bardzo nie dobrze, że takie sytuacje mają miejsce, ale dobrze, że każdy klan, jak przypuszczam, miał jakieś sytuacje które zostały w pamięci innych — a Śpiewka doskonale wiedziała jakie. A przynajmniej ich część, gdyż była prawilną uczennicą i przykładała się do wykładów prowadzonych przez kronikarzy! Ale czy to wywlekaaać~ Nieeee, na razie nie ma sensu, swoją kartę pułapkę mogła zostawić na inne czasy.
— Co?
Co co. Jak to, co. Raniuszek zabrała łapy z pyska. 
— Co? Nie było cię? Nie widziałaś? Nie? — zdezorientowana próbowała wyczytać odpowiedź w oczach nocnej kotki. Co to ma być, odegrała szopkę za darmo? Na nic? Na próżno? Medyczka nie wiedziała nawet o tej akcji z Paskudem i Smrodem? Nic? Jeju co za zmarnowanie czasu w takim razie...
— Ach, ach! — wymamrotała nagle. — Chodzi ci o ostatnie zgromadzenie, tak?
W odpowiedzi dostała krótkie kiwnięcie głową, gdy Raniuszek zamierając w jednej pozycji, nie spuszczała z Gąbki z wzroku.
— No, na nim faktycznie się nie popisaliście! Te dwa kociaki, ach... Ja w ich wieku też różne rzeczy miałam w głowie, ale nigdy nie miałam na tyle tupetu, by obrażać kogoś na tak wysokiej randze!
Ah, jednak załapała! Czas powrócić do swojej roli więc. Raniuszek zmarszczyła pyszczek we wstydzie, przykładając łapy do piersi, znów, by wejść w vibe ponownie. 
— Prawda? Chyba tylko jeden ich brat ma trochę oleju w głowie, ale kto wie, czy go przez to nie wykluczyli, biedaczysko... Naprawdę chciałabym być już wojowniczką, wie pani? Mogłabym wziąć któregoś z nich i poprowadzić... jestem pewna, że dałabym sobie radę, w końcu porządek i dyscyplina to podstawa.
Gąbka skinęła głową.
— Racja, racja. Jak się komuś na za dużo pozwala, to potem wychodzą takie sytuacje! Dobrze, że w Klanie Burzy są jeszcze jakieś porządne koty.
— Oczywiście! — Śpiewka napuszyła się, prostując dumnie — Nie możemy pozwolić, żeby jakieś pojedyncze koty, nawet, jeśli to tylko kociaki, zepsuły nam reputację przez swoją niesubordynację, prawda, Cicha Łapo? — przekierowała głowę delikatnie na prawo, oczekując uległego potwierdzenia, które zazwyczaj otrzymywała.
— Kim jest Cicha Łapa? — do uszu burzaczki doszło zakłopotane pytanie, które uderzyło w nią falą realności.
,,Kim jest Cicha Łapa?" Jak to, przecież... tu stoi. Śpiewka zamarła w bezruchu, całkowicie odpływając, nie mając przy tym jednak ani jednej myśli, a jedynie chłonąc coraz to głośniejszy szum z otoczenia. Coś zdecydowanie było nie na miejscu... coś.... 
— Nie interesuj się! — syknęła gwałtownie, budząc się ze swojego otępienia z nastroszoną sierścią. Zirytowana i zdezorientowana przyłożyła łapę do pyska. Na osty i ciernie, zepsuła to. — Prze...praszam, muszę iść — burknęła, nie patrząc medyczne w oczy podczas wstawania i kierowania się gdzieś na obrzeża, jak najdalej od tłumu, jak najszybciej chcąc wrócić do obozu by nie robić z siebie dziwadła przed oczami wszystkich kotów z klanu. Po raz pierwszy żałowała wyjścia gdzieś i powrót do legowiska zdawał się być czymś zbawiennym. 

[1477 słów]

[30%]

25 lutego 2026

Od Raniuszka (Śpiewającej Łapy)

 Była śliczna, mała, puchata, a oczy to miała po mamie. 
Z tymi słowami spotykała się od czasu, gdy tylko zyskała jakieś początki świadomości, zostawiając w tyle tryb samouczka. Z początku, jak to każde kocię, nieco bała się obcych i tkwiła przy ogonie mamy, jednak nie trwało to zbyt długo, a na wierzch zaczęło wychodzić jej prawdziwe ,,ja". Pewne siebie i chętnie przyjmujące komplementy. Nie rozumiała jeszcze, dlaczego nie odwiedzają ich wszystkie koty i dlaczego większość z nich chętniej przychodzi porozmawiać ze starszymi kociętami, ani dlaczego w stronę mamy wtedy lecą niezbyt przyjazne spojrzenia i zdawało się, że nie miała jeszcze tego rozumieć przez jakiś czas. Albo nie, zrozumiała dość szybko jedną, istotną rzecz: jeśli nie jesteś miły, inni cię nie lubią. Mama często podnosiła głos i była opryskliwa, jednak to było to, z czym młoda kotka była obeznana, więc jej zachowanie nie było niczym obcym, czy nieprzyjemnym. Co innego tata. Porządny kot pewnie by się teraz zastanowił, jakim cudem rudy hipis jak Lisówka, skończył z kociętami z kimś takim jak Chomik, ale podobno miłość zaślepia, czy jakoś tak. Pojęcia miłości romantycznej kotka też teraz nie bardzo rozumiała, ani "miłości" ogółem, chociaż mogła stwierdzić, że jest to pozytywne i występujące często w rodzinie uczucie. I jak się komuś mówi, że się go kocha, to zazwyczaj spotyka się od razu z pozytywną reakcją... zazwyczaj. Nigdy nie widziała by ktoś mówił, że kogoś kocha do totalnie obcej osoby. Czy to by było dziwne? Cóż, dla małego móżdżku nie było to teraz wcale ważne. 
- Włókniczek tak nie można, to bszydko - tak, to było ważne. Włókniczek, jedyny brat jakiego posiadała (nie, żeby posiadała jakieś inne rodzeństwo ogółem) był jej obecnym zmartwieniem i ważną sprawą. Mama go nie lubiła. Tata go lubił a Raniuszek... Raniuszek nie wiedziała, ale szybko się przekonała, że i tak nic jej nie powie ani nie naskarży dorosłym, więc nie tylko wzięła sobie za cel naprostowywanie kocurka gdy robił coś nie tak, ale wchodzenie mu na głowę za każdym razem, gdy była ku temu okazja. W tym wypadku jej problemem było to, że rudy wgapiał się przez chwilę w przechodnia, a nie ładnie jest się gapić (nie, żeby sama była lepsza, czasami obrzucając oceniającym spojrzeniem inne kociaki). Włókniczek spojrzał na nią wielkimi oczami, otworzył pysk i zaraz go zamknął, nie wypowiedziawszy ani słowa. Nie, żeby spodziewała się czegoś innego. Milczał, a ona dzięki temu, pomimo sprzeciwu, mogła zabierać mu zabawki wedle swoich zachcianek. 

***

Dzień mianowania przyszedł szybko i kotka dumnie stanęła pośrodku zgromadzonych kotów. 
- Wyprostuj się - syknęła jeszcze w ucho do brata, który nieco z obawą wypiął bardziej pierś do przodu. Cisza. To było to, z czym się spotkała i całkiem pasowało do jej brata. Nie, żeby jakoś bardzo miała z tym problem, o ile nie przyniesie jej to wstydu, milczący pachołek jest nawet wygodniejszy, chociaż szkoda, że nie mógł jej o niczym donosić czy coś. Nawet jeśli był dziwny starała się trzymać go dość blisko... chociaż trudno było powiedzieć, dlaczego. - Jak już tu jesteś to staraj się chociaż nie zrujnować mi ważnego dnia i ładnie się prezentować. - ... Czasem w sumie nawet żałowała, że nie mówił. Fajnie by było mieć partnera w zbrodni, a zamiast tego miała mokrą ciapę. Zerknęła kątem oka na Chomik, która dumnie obserwowała swoje dzieci, wcześniej dość długo układając puchate futerko Raniuszek.
 - Ciszo, Raniuszku, wystąpcie - ah, zaczyna się! Dumna, nie okazując zbyt wielkiej ekscytacji wybyła do przodu, patrząc z wyczekiwaniem w stronę lidera. - Ukończyliście sześć księżyców i nadszedł czas, abyście zostali  uczniami. Ciszo, od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Cicha Łapa. Twoim mentorem będzie Strzępotkowy Kokon. Raniuszku, od teraz Śpiewająca Łapo, twoim szkoleniem natomiast najmie się Słodka Dziewanna. Mam nadzieję, że wyznaczeni mentorzy przekażą wam całą swoją wiedzę. Strzępotkowy Kokonie, Słodka Dziewanno, jesteście gotowi do szkolenia własnego ucznia... - Słodka Dziewanna? Hm, nie, żeby miała nic przeciwko, chociaż liczyła na coś więcej. Na przykład na Zawodzące Echo. W końcu był zastępcą, prawda? I synem lidera, więc coś idealnie dla niej. Chciała wzbić się na tyle, by móc sięgnąć po to stanowisko a wszystko za sprawą ciężkiej pracy, oczywiście! Lilowa kotka wyrosła przed nią krótko po tym, jak Królik skończył swoją przemowę. Śpiewka zmierzyła ją wzrokiem krótko, jednak już po chwili na jej pyszczku zagościł szeroki uśmiech. 
- Mam nadzieję na owocny trening! 

***

Wróciła z biegów długodystansowych, z których zadowolona wcale nie była. Łapy miała krótkie, była raczej krągła a futro wcale nie ułatwiało sytuacji. Co chwila o coś zahaczała i coś wyrywała z ziemi, resztki pajęczyn i suchych traw przylepiały jej się do futra przez co na koniec nie tylko była zdyszana, ale również wyglądała jak najgorsze pomyje. Oczywiście trening był ważny! Nie, żeby bała się brudu, żeby osiągnąć coś wielkiego trzeba się natrudzić, jednak wciąż... trochę ją to brzydziło. W dodatku potknęła się w trakcie biegu kilka razy, więc klnąc pod nosem i próbując zachować spokój starała się nadgonić stracone susy, które dzieliły ją od mentorki. 
- Biegi długodystansowe przygotowują cię również do polowania na króliki - odezwała się Słodka Dziewanna, gdy obie siedziały przy cieplejszym kamieniu, czyszcząc sobie futra. Szybko się okazało, że mają podobne umysły i obie raczej nie przepadają za brudem i nieporządkiem. - Chociaż osobiście wolałabym robić cokolwiek innego. Medycy to mają dobrze, nie muszą się tarzać za bardzo w ziemi - westchnęła.
- Bez medyków bylibyśmy podczas bitwy zdani sami na siebie. W teorii wiedza medyczna i umiejętności w walce są ważne, ale ciężko by było walczyć i opatrywać sobie wybity bark jednocześnie - podzieliła się swoim jakże dorosłym spostrzeżeniem, wygłoszonym dorosłym tonem - Chociaż tak, jak się tak na to patrzy, to trochę im zazdroszczę. 

***

Szara Skóra był irytujący, a tym samym irytujące były jego dzieci, szczególnie Lotosowy Pąk. Za kogo się niby uważali? To, że mieli białe futro niczego nie zmieniało, też jej coś, jakim cudem klan mógł wierzyć w jakieś pawie dzieci? Z resztą, dobre. Wszystkie trzy osiadły na innych stanowiskach niż wojownik, jeszcze brakuje, by któreś z nich dostało gwarantowaną posadę lidera. Oczywiście nie miała oporów do podzielenia się tą myślą z Równonocną Łapą podczas przesiadywania w legowisku medyka, gdy Trzmieli Pyłek został opatrywany. Podobno zapalenie ucha czy coś, Śpiewkę mało to obchodziło, podobnie jak sam Trzmiel, ale widocznie Równonoc lubiła przesiadywać w towarzystwie kremowego kocura, który teraz musiał słuchać wywodu Raniuszek. Kotka specjalnie mówiła nieco głośniej, żeby sama albinoska usłyszała, podobnie jak Oskrzydlony Ognik, który wyszedł z lecznicy chwilę wcześniej, skarżąc się na migreny. Akurat przy nim starała się uważać przez rolę jaką pełnił. Chciała wypaść dobrze i się jakoś przypodobać, a siedzenie w środku lecznicy nie należało do jej celów życiowych. Może następnym razem go złapie i porozmawia? W końcu chciała dobrze wypaść, a jeśli zaproponuje pomoc na pewno jakoś zapunktuje. 

[1101 słów]
[biegi długodystansowe]

[Przyznano 22% + 5%]

Wyleczeni: Oskrzydlony Ognik, Trzmieli Pyłek