Gdy stanęli przed nią Śnieżycowa Chmura wraz z Berberysową Łapą, najpierw oczywiście przywitała się ze starszą kotką grzecznie. Ładnie skłoniła główkę, utrzymując przyjemny uśmiech, a gdy dwie mentorki zajęły się sobą i swoją rozmową, ta mogła całą swoją uwagę przekierować na drugiego ucznia, chociaż dała przy tym znać swoją mimiką, że wcale nie jest jej to na łapę i wolałaby być gdzie indziej. Kuzyn był... stary. Przynajmniej w jej oczach, w dodatku niedołężny, bo niby czemu wciąż gnił w legowisku uczniów? Z resztą nie tylko on, ale całe kuzynostwo, prócz Zwiewnego Maku było, jakby to ująć ładnie, pozbawionymi piątej klepki kociętami z żelatyną w kolanach. Dlaczego więc ich mentorki uznały, że łączenie tej dwójki podczas treningu to świetny pomysł? Po pierwsze, mało zwracały pewnie uwagę na prywatne sprawy swoich uczniów, a po drugie, po prostu chciały między sobą poplotkować.
– Wciąż tu jesteś? – prychnęła, obdarzając go najbardziej wymownym spojrzeniem, na jakie było ją stać. – Mój brat jest bardziej rozgarnięty od ciebie. Nie znudziło ci się dreptanie za mentorką? Sam nie umiesz znaleźć drogi powrotnej do obozu i potrzebujesz, żeby cię zaprowadziła?
W odpowiedzi Berberys przewrócił oczyma.
– Pff wracaj do żłobka kociaku, nadal masz mleko pod nosem – prychnął nawet nie racząc ją swoim spojrzeniem.
– I ten kociak cię dogania? Jesteś pewien, że nie chcesz nad sobą popracować? – na jej pyszczku pojawił się drwiący uśmieszek, którego "przysłoniła" łapką.
Kocur zignorował kotkę, kładąc się na trawie i pozwalając, aby promienie słońca przyjemnie ogrzewały jego futerko. Co za bezczelny gówniarz (co z tego, że starszy od niej). Przywykła do bycia w centrum uwagi, gdy kogoś obrażała, ale niestety za ignorowaniem nie przepadała. Również go zignorować, czy może zarzucić mu, że nic nie robi i to nie jest czas na wylegiwanie się, bo są na treningu? Zerknęła kątem oka na dwie starsze kotki i nie minęła chwila, jak zdecydowała. Uniosła głowę dumnie, wraz ze zmiotką do kurzy (ogonem) i otworzyła pysk.
– Ni-(...)
– (...) Wiem, że ziemia jest przyjemnie nagrzana, ale to nie pora na siedzenie w miejscu. Śpiewająca Łapo, powinnaś wiedzieć lepiej, wstajemy, Berberysowa Łapo. Wraz ze Śnieżycową Chmurą uznałyśmy, że fajny byłby wspólny trening przez jakiś czas, żeby przyzwyczajać was do współpracy już teraz, zanim będziecie mianowani. Przy okazji poznacie trochę swoje możliwości, no i jaka zabawa jest z treningu tylko ze starszymi wojownikami? Zaczniemy najpierw od jakiegoś lekkiego sparingu a innego dnia spróbujemy polowań dwójkami, pasuje taki układ?
Berberysowa Łapa się skrzywił i pokręcił przecząco głową. Nie zamierzał mieć nic wspólnego, ze Śpiewającą Łapą, tak samo, jak ona z nim. Z tą różnicą, że nie chciała okazywać tego w pełni i wychodzić na rozpuszczonego kaszojada, który nie wie, że trening jest od trenowania, a nie do spełniania życzeń.
– Wolałbym, żeby był to nasz pierwszy i ostatni trening. Wolę polować sam oraz walczyć najwyżej z bratem. Po co mam przepychać się z jakąś pchłą? – prychnął, wstając z ziemi.
– Nigdy nie wiesz w jakiej sytuacji się znajdziesz, a walka z różnymi przeciwnikami da ci dodatkowe doświadczenie w przyszłości, nawet, jeśli byłaby to walka z pchłą, szczególnie, że niestety w takich sytuacjach zapoznanie się ze wzrostem przeciwnika, a tym samym z jego zmianami anatomicznymi, może być kluczowe – wyjaśniła wyrozumiale Dziewanna, natomiast Śpiewka, chociaż nieco urażona, posłała w stronę kuzyna wzrok pokroju ,,nawet tego nie wiedziałeś?".
– Dam z siebie wszystko, by współpraca była udana – miauknęła na głos z wysoko uniesionym ogonem, zerkając z ukosa to na mistrzynie, to na Berberysa. Patrz i się ucz, niedorobiona pokrako, tak trzeba się reprezentować przed dorosłymi. Upartość Berberysowej Łapy była jednak ponad najśmielsze oczekiwania, gdyż kocur znów pokręcił przecząco głową, wstając jednak bez słowa, gotów na trening. Nie obyło się jednak bez komentarza od strony Śpiewającej Łapy, bo kim by była, gdyby odpuściła? Na pewno nie sobą.
– I przekładasz swoje osobiste uczucia ponad trening? Ależ Berberysowa Łapo, to strasznie niedojrzałe, powinieneś brać ze mnie przykład. Chętnie z tobą zawalczę i zapoluję, by wyciągnąć z tego jak najwięcej cennego doświadczenia! – przyłożyła łapkę do piersi przybierając ton słodkawy, lekko kujonowaty, z wyraźnym komunikatem dla odbiorcy mówiącym, że jest lepsza.
– Śpiewająca Łapo, nie drocz się z nim – tym razem to Śnieżycowa Chmura postanowiła zabrać głos, gdyż Słodka Dziewanna, jak by się zdawać mogło, nie widziała wiele złego w zachowaniu swojej uczennicy. Szkoda tylko, że nie wiedziała, jak owa uczennica mówi i myśli o jej przybranej córce. Jeszcze.
– Nie zawsze będziesz współpracował z przyjacielem. Nie mówię, że to łatwe, szczerze powiedziawszy, czasami jest to naprawdę potężnym utrapieniem – Śnieżyca kontynuowała swoją przemowę, ze zbywającym machnięciem łapą i niezbyt kolorowym wyrazem pyska – Niemniej takie chwilowe zawieszenia konfliktu są bardzo ważną częścią w funkcjonowaniu klanu, bez tego mielibyśmy same wewnętrzne mini wojny i końcowo pozdychalibyśmy z głodu, chociaż Szarej Skórze zdaje się, że to nie grozi... ekhem, tak. Więc dajmy z siebie wszystko~
Berberysowa Łapa strzepnął ogonem poirytowany, a na słowa Śnieżycowej Chmury, przewrócił oczyma. Zdawało się, że wcale jej nie słuchał, podobnie jak jego mentorka nie zwracała uwagi na jego niesłuchanie.
– Mhm... Czy Słodka Dziewanna może jednak robić treningi z kimś innym? Nie chce mi się przepychać z Śpiewającą Łapą. – upierał się nadal swego.
Dwie dorosłe spojrzały po sobie niepewnie.
– Znaczy.... oczywiście, możemy ominąć teraz wspólne treningi, jeśli ci przeszkadzają, ale kiedyś ewentualnie trzeba będzie do nich wrócić, przynajmniej przy polowaniu nie chciałabym tego odpuścić – odezwała się po chwili Słodka Dziewanna, nie bardzo widocznie wiedząc, jak ugryźć temat. – A teraz... myślę, że moglibyście spytać Zwiewny Mak, czy nie chciałaby z wami poćwiczyć z Baziową Łapą...? dodała, zerkając znów niepewnie na Śnieżycę, która kiwnęła w milczeniu głową.
Tymczasem Śpiewająca Łapa lustrowała Berberysa wzrokiem, zniżając nieco głos.
– Ale z ciebie dzieciak – mruknęła miękko, chociaż oceniająco – Nic dziwnego, że nadal tkwisz w legowisku uczniów, najwyraźniej to miejsce jest dla ciebie stworzone.
Wzrok wypełniony odrazą spoczął na jej pysku.
– Powiedział dzieciak i lizus. – prychnął. – Jak ci miaukną tak ty tańczysz. Żałosne.
– Znam swoje miejsce i obowiązki, Berberysku, w przeciwieństwie do niektórych. Klan Burzy nie potrzebuje upartych dzieci przebranych w dorosłą skórę – mruknęła już raczej sucho i wyniośle, przypominając bardziej znienawidzoną nauczycielkę matematyki, zanim znów na jej pysku pojawił się kpiący, powątpiewający uśmieszek. – A może boisz się, że byś ze mną przegrał? – o proszę, co za ciekawa reakcja pojawiła się na jego pysku na te słowa. Taka zmarszczona, brzydka, wspaniały opis jego osoby.
– Aż tak ci zależy żeby ze mną walczyć? Nie jestem twoją nianią i nie zamierzam z tobą robić cokolwiek, nawet jeśli sam Klan Gwiazdy mi kazał.
– Ależ skąd ten pomysł? Dotykanie cię jest niebezpieczne, jeszcze bym się czymś zaraziła. – zaraz skierowała głowę bardziej w tył z obrzydzeniem, niby chcąc się odsunąć. Jedyną przyczyną, dla którego go męczyła, był sam fakt męczenia kogoś, a rodzina się świetnie do tego nadawała. Psucie nerwów nierobom to nie było nic złego w końcu, prawda? W końcu nic nie robią tak czy inaczej, więc mogą się trochę podenerwować. Kocur wstał z wygodnej trawy i otrzepał się, z jego białego futra oderwały się zielone źdźbełka i opadły z gracją na ziemie.
– Chodźmy na ten trenig, chcę mieć to już z głowy... – zwrócił się do wojowniczek poirytowany. – Następnym razem nie bierzcie mnie na trening z Śpiewającą Łapą. Jest dużo uczniów, macie w czym przebierać.
– Jednak? Obiecujemy więcej cię nie męczyć. Prawda, Śpiewająca Łapo? – Dziewanna przerwała swoją rozmowę, by obdarzyć uśmiechem starszego ucznia. Problem zażegnany, nie muszą nic zmieniać i mogą spokojnie ze Śnieżycą plotkować, jak planowały. Przynajmniej to przeszło przez myśl Śpiewce, która miauknęła krótkie ,,Oczywiście!" w odpowiedzi.
– Znajdziemy może jakieś piaszczyste wgłębienie, co? W takim podłożu ciężej jest utrzymać równowagę, piasek potrafi pochłonąć ci łapy... z resztą już to wiesz – Śnieżycowa Chmura machnęła krótko ogonem, mówiąc niby do Berberysowej Łapy, jednak na tyle głośno, by wliczyć w rozmowę całą grupę.
– Wciąż tu jesteś? – prychnęła, obdarzając go najbardziej wymownym spojrzeniem, na jakie było ją stać. – Mój brat jest bardziej rozgarnięty od ciebie. Nie znudziło ci się dreptanie za mentorką? Sam nie umiesz znaleźć drogi powrotnej do obozu i potrzebujesz, żeby cię zaprowadziła?
W odpowiedzi Berberys przewrócił oczyma.
– Pff wracaj do żłobka kociaku, nadal masz mleko pod nosem – prychnął nawet nie racząc ją swoim spojrzeniem.
– I ten kociak cię dogania? Jesteś pewien, że nie chcesz nad sobą popracować? – na jej pyszczku pojawił się drwiący uśmieszek, którego "przysłoniła" łapką.
Kocur zignorował kotkę, kładąc się na trawie i pozwalając, aby promienie słońca przyjemnie ogrzewały jego futerko. Co za bezczelny gówniarz (co z tego, że starszy od niej). Przywykła do bycia w centrum uwagi, gdy kogoś obrażała, ale niestety za ignorowaniem nie przepadała. Również go zignorować, czy może zarzucić mu, że nic nie robi i to nie jest czas na wylegiwanie się, bo są na treningu? Zerknęła kątem oka na dwie starsze kotki i nie minęła chwila, jak zdecydowała. Uniosła głowę dumnie, wraz ze zmiotką do kurzy (ogonem) i otworzyła pysk.
– Ni-(...)
– (...) Wiem, że ziemia jest przyjemnie nagrzana, ale to nie pora na siedzenie w miejscu. Śpiewająca Łapo, powinnaś wiedzieć lepiej, wstajemy, Berberysowa Łapo. Wraz ze Śnieżycową Chmurą uznałyśmy, że fajny byłby wspólny trening przez jakiś czas, żeby przyzwyczajać was do współpracy już teraz, zanim będziecie mianowani. Przy okazji poznacie trochę swoje możliwości, no i jaka zabawa jest z treningu tylko ze starszymi wojownikami? Zaczniemy najpierw od jakiegoś lekkiego sparingu a innego dnia spróbujemy polowań dwójkami, pasuje taki układ?
Berberysowa Łapa się skrzywił i pokręcił przecząco głową. Nie zamierzał mieć nic wspólnego, ze Śpiewającą Łapą, tak samo, jak ona z nim. Z tą różnicą, że nie chciała okazywać tego w pełni i wychodzić na rozpuszczonego kaszojada, który nie wie, że trening jest od trenowania, a nie do spełniania życzeń.
– Wolałbym, żeby był to nasz pierwszy i ostatni trening. Wolę polować sam oraz walczyć najwyżej z bratem. Po co mam przepychać się z jakąś pchłą? – prychnął, wstając z ziemi.
– Nigdy nie wiesz w jakiej sytuacji się znajdziesz, a walka z różnymi przeciwnikami da ci dodatkowe doświadczenie w przyszłości, nawet, jeśli byłaby to walka z pchłą, szczególnie, że niestety w takich sytuacjach zapoznanie się ze wzrostem przeciwnika, a tym samym z jego zmianami anatomicznymi, może być kluczowe – wyjaśniła wyrozumiale Dziewanna, natomiast Śpiewka, chociaż nieco urażona, posłała w stronę kuzyna wzrok pokroju ,,nawet tego nie wiedziałeś?".
– Dam z siebie wszystko, by współpraca była udana – miauknęła na głos z wysoko uniesionym ogonem, zerkając z ukosa to na mistrzynie, to na Berberysa. Patrz i się ucz, niedorobiona pokrako, tak trzeba się reprezentować przed dorosłymi. Upartość Berberysowej Łapy była jednak ponad najśmielsze oczekiwania, gdyż kocur znów pokręcił przecząco głową, wstając jednak bez słowa, gotów na trening. Nie obyło się jednak bez komentarza od strony Śpiewającej Łapy, bo kim by była, gdyby odpuściła? Na pewno nie sobą.
– I przekładasz swoje osobiste uczucia ponad trening? Ależ Berberysowa Łapo, to strasznie niedojrzałe, powinieneś brać ze mnie przykład. Chętnie z tobą zawalczę i zapoluję, by wyciągnąć z tego jak najwięcej cennego doświadczenia! – przyłożyła łapkę do piersi przybierając ton słodkawy, lekko kujonowaty, z wyraźnym komunikatem dla odbiorcy mówiącym, że jest lepsza.
– Śpiewająca Łapo, nie drocz się z nim – tym razem to Śnieżycowa Chmura postanowiła zabrać głos, gdyż Słodka Dziewanna, jak by się zdawać mogło, nie widziała wiele złego w zachowaniu swojej uczennicy. Szkoda tylko, że nie wiedziała, jak owa uczennica mówi i myśli o jej przybranej córce. Jeszcze.
– Nie zawsze będziesz współpracował z przyjacielem. Nie mówię, że to łatwe, szczerze powiedziawszy, czasami jest to naprawdę potężnym utrapieniem – Śnieżyca kontynuowała swoją przemowę, ze zbywającym machnięciem łapą i niezbyt kolorowym wyrazem pyska – Niemniej takie chwilowe zawieszenia konfliktu są bardzo ważną częścią w funkcjonowaniu klanu, bez tego mielibyśmy same wewnętrzne mini wojny i końcowo pozdychalibyśmy z głodu, chociaż Szarej Skórze zdaje się, że to nie grozi... ekhem, tak. Więc dajmy z siebie wszystko~
Berberysowa Łapa strzepnął ogonem poirytowany, a na słowa Śnieżycowej Chmury, przewrócił oczyma. Zdawało się, że wcale jej nie słuchał, podobnie jak jego mentorka nie zwracała uwagi na jego niesłuchanie.
– Mhm... Czy Słodka Dziewanna może jednak robić treningi z kimś innym? Nie chce mi się przepychać z Śpiewającą Łapą. – upierał się nadal swego.
Dwie dorosłe spojrzały po sobie niepewnie.
– Znaczy.... oczywiście, możemy ominąć teraz wspólne treningi, jeśli ci przeszkadzają, ale kiedyś ewentualnie trzeba będzie do nich wrócić, przynajmniej przy polowaniu nie chciałabym tego odpuścić – odezwała się po chwili Słodka Dziewanna, nie bardzo widocznie wiedząc, jak ugryźć temat. – A teraz... myślę, że moglibyście spytać Zwiewny Mak, czy nie chciałaby z wami poćwiczyć z Baziową Łapą...? dodała, zerkając znów niepewnie na Śnieżycę, która kiwnęła w milczeniu głową.
Tymczasem Śpiewająca Łapa lustrowała Berberysa wzrokiem, zniżając nieco głos.
– Ale z ciebie dzieciak – mruknęła miękko, chociaż oceniająco – Nic dziwnego, że nadal tkwisz w legowisku uczniów, najwyraźniej to miejsce jest dla ciebie stworzone.
Wzrok wypełniony odrazą spoczął na jej pysku.
– Powiedział dzieciak i lizus. – prychnął. – Jak ci miaukną tak ty tańczysz. Żałosne.
– Znam swoje miejsce i obowiązki, Berberysku, w przeciwieństwie do niektórych. Klan Burzy nie potrzebuje upartych dzieci przebranych w dorosłą skórę – mruknęła już raczej sucho i wyniośle, przypominając bardziej znienawidzoną nauczycielkę matematyki, zanim znów na jej pysku pojawił się kpiący, powątpiewający uśmieszek. – A może boisz się, że byś ze mną przegrał? – o proszę, co za ciekawa reakcja pojawiła się na jego pysku na te słowa. Taka zmarszczona, brzydka, wspaniały opis jego osoby.
– Aż tak ci zależy żeby ze mną walczyć? Nie jestem twoją nianią i nie zamierzam z tobą robić cokolwiek, nawet jeśli sam Klan Gwiazdy mi kazał.
– Ależ skąd ten pomysł? Dotykanie cię jest niebezpieczne, jeszcze bym się czymś zaraziła. – zaraz skierowała głowę bardziej w tył z obrzydzeniem, niby chcąc się odsunąć. Jedyną przyczyną, dla którego go męczyła, był sam fakt męczenia kogoś, a rodzina się świetnie do tego nadawała. Psucie nerwów nierobom to nie było nic złego w końcu, prawda? W końcu nic nie robią tak czy inaczej, więc mogą się trochę podenerwować. Kocur wstał z wygodnej trawy i otrzepał się, z jego białego futra oderwały się zielone źdźbełka i opadły z gracją na ziemie.
– Chodźmy na ten trenig, chcę mieć to już z głowy... – zwrócił się do wojowniczek poirytowany. – Następnym razem nie bierzcie mnie na trening z Śpiewającą Łapą. Jest dużo uczniów, macie w czym przebierać.
– Jednak? Obiecujemy więcej cię nie męczyć. Prawda, Śpiewająca Łapo? – Dziewanna przerwała swoją rozmowę, by obdarzyć uśmiechem starszego ucznia. Problem zażegnany, nie muszą nic zmieniać i mogą spokojnie ze Śnieżycą plotkować, jak planowały. Przynajmniej to przeszło przez myśl Śpiewce, która miauknęła krótkie ,,Oczywiście!" w odpowiedzi.
– Znajdziemy może jakieś piaszczyste wgłębienie, co? W takim podłożu ciężej jest utrzymać równowagę, piasek potrafi pochłonąć ci łapy... z resztą już to wiesz – Śnieżycowa Chmura machnęła krótko ogonem, mówiąc niby do Berberysowej Łapy, jednak na tyle głośno, by wliczyć w rozmowę całą grupę.
[1263 słów]
<Berberys?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz