Przed śmiercią Cichej Łapy i mianowaniem Bąbelka.
Mech, mech... wymiana mchu...
Wolałaby robić cokolwiek innego, nawet kopanie tu- nie, kopanie tuneli było jeszcze gorsze, ale przynajmniej trenowała wtedy mięśnie. A wymiana mchu? W dodatku w tej wylęgni wszystkich przegrywów, pokrak i ucieleśnienia błędów rodzicielskich? I jeszcze w środku znajdowały się teraz te przynoszące wstyd, rude flądry. Widać było, że nie mają w sobie za grosz wychowania, a ich ojciec wcale nie był lepszy. Po co robił sobie kociaki, skoro nie mógł się nimi zająć i odpowiednio wychować? Co to było? Kolejny błąd a nie ojciec.
I w ten właśnie sposób, zerknęła z góry na rude kocię, które przed nią stało. Nie było ich przypadkiem więcej? Tych małych fląder? Jej wzrok poleciał w bardzo wyraźnym, ostentacyjnym zirytowaniu i znużeniu w górę, zanim powędrował ze zobojętnieniem w bok. Może to i nawet lepiej, mniej szczurów do przejmowania się. Nie musiała też przy nich grać słodkiej miłej siostry, jak zakładała. W końcu już teraz widać po nich było, że nie będą niczym pożytecznym... chociaż? Zobaczmy...
- Przyniosłam mech do wymiany posłań~ - zaświergotała w kwiecistej aurze, niczym nie przypominającej jej poprzedniego spojrzenia - Jak myślisz, od czego by tu zacząć.... - ze zmartwieniem i zamyśleniem rozejrzała się po tym zakurzonym padole. Jak na jej gust można by to było spalić. Śmierdziało tu mlekiem, śliną, kupą i czymś charakterystycznym dla kociaków, co w połączeniu tworzyło bardzo drażliwe i irytujące combo.
- To pytanie... było do mnie? - zapytał rudy kociak. - Myślałem, że porządny uczeń wie, co robi i po co tu jest... ups! - wymsknęło mu się i z szokiem zasłonił swój pyszczek łapką. - Najmocniej przepraszam...! - dodał dramatycznie. Coś drgnęło w oku kotki.
- Hahahah~ - ah, cóż za klarowny, słodki śmiech, z łapką przy pysku przyłożoną, który tak bardzo nie współgrał z wyrazem pyska, który zaraz potem nastał. - Tsk, ten jest zepsuty - wymamrotała do siebie niemal bezdźwięcznie, w sufit, z niezwykle zirytowanym wyrazem pyska, jakby młodszy właśnie nie dość, że zniszczył wszystkie jej oczekiwania, to jeszcze okazał się być kawałkiem robaka zamiast prezentu, gdy już rozdarła kolorowy papier. Gdyby to był ktoś ważny to pewnie brnęłaby dalej w przedstawienie, przełykając dumę. Ale to... to coś? Nie, nie było warte.
- Powinnam wam zostawić tu ten mech i sami byście się nauczyli robić posłania pod swoje tłuste dupska, to może nauczylibyście się szacunku do starszych. Uczniowie mają ważniejsze rzeczy do nauki, a nie zajmowanie się latającymi po żłobku szczurami.
- Jeśli będziesz tak dalej trajkotać - zaczął powoli, ostrożnie patrząc na mimikę pyska uczennicy - I nie wykonywać swojej roboty, mogę to zawsze zgłosić takiemu Rozg... Pogłosowi Klanu Burzy, który następnie rozniesie wieść, że uczennica Śpiewająca Łapa nie dość, że nie wykonuje swoich obowiązków, to jeszcze spiskuje za plecami własnego przywódcy.
Zakończył swoją sentencję i zmarszczył brwi w oczekiwaniu.
- O, i powiem Zawilcowej Koronie, aby przebadał takich uczniów jak ty! Twój śmiech na peeeeewno nie jest zdrowy! A może i nawet wpada w kategorię... yyy... chorego... jak to tam gadał jakiś kot... o, wiem! Wpada to w kategorię kota chorego psy...psychicznie! - wyszczerzył śnieżnobiałe ząbki w szeroki uśmiech z dumą, że umiał wymówić wszystko prawie bez jąkania się.
- Uwierz mi, niedouczony kiełku, kiedy ci powiem, że Zawilcowa Korona ma lepsze rzeczy na głowie niż słuchanie wymysłów niepoczytalnego kociaka - mruknęła słodziutko pomiędzy pluciem jadem, łapą miętosząc policzek rudego, jak ta jedna, znienawidzona ciocia. Szybko jednak łapę zabrała i nią strzepnęła, albo przynajmniej ruch taki stworzyła, jak gdyby chciała się pozbyć z niej resztek zapachu kociaka, jak gdyby choroby - Oh i proszę bardzo, kto ci broni? No dawaj, śmiało, leć! Jestem pewna, że taaaak ci uwierzy - przeciągnęła, kończąc z sarkastycznym uśmiechem - Widzisz, jestem tu najlepiej pracującym kotem, dzięki wychowaniu odpowiedniemu, obok którego ty nawet nie stałeś. Nie jestem tylko pewna czyja to wina, twojego ojca czy bardziej matki, ale widać, że raczej nic z ciebie nie będzie... wstyd jedynie przynosisz - rzuciła już jakby ciszej, zamyślając się, oceniająco, za pomocą łapy krótkim trzepnięciem unosząc końcówkę ogonka Pierza, który był w jej oczach teraz jak kiepskiej jakości serwetka przeznaczona do zakupu. Nie odezwał się już jednak, a jedynie z obrażonym prychnięciem skierował gdzieś w kąt żłobka, zostawiając Śpiewkę samą ze sobą. Nie, żeby narzekała. Z uśmiechem satysfakcji i krótkim prychnięciem, zajęła się wymianą mchu w legowisku. Kto tam jeszcze został z tych kociąt? Na pewno był jeszcze jeden, głupi i głupszy, można by rzec, więc został... jakiś kociak, którego nie zabrali ze sobą na zgromadzenie. Trzeba zobaczyć, może on ma nieco więcej oleju w głowie i da się odpowiednio pokierować? Jeśli tak, klan będzie miał szczęście, że chociaż jedno z kociąt wyszło na koty.
Mech, mech... wymiana mchu...
Wolałaby robić cokolwiek innego, nawet kopanie tu- nie, kopanie tuneli było jeszcze gorsze, ale przynajmniej trenowała wtedy mięśnie. A wymiana mchu? W dodatku w tej wylęgni wszystkich przegrywów, pokrak i ucieleśnienia błędów rodzicielskich? I jeszcze w środku znajdowały się teraz te przynoszące wstyd, rude flądry. Widać było, że nie mają w sobie za grosz wychowania, a ich ojciec wcale nie był lepszy. Po co robił sobie kociaki, skoro nie mógł się nimi zająć i odpowiednio wychować? Co to było? Kolejny błąd a nie ojciec.
I w ten właśnie sposób, zerknęła z góry na rude kocię, które przed nią stało. Nie było ich przypadkiem więcej? Tych małych fląder? Jej wzrok poleciał w bardzo wyraźnym, ostentacyjnym zirytowaniu i znużeniu w górę, zanim powędrował ze zobojętnieniem w bok. Może to i nawet lepiej, mniej szczurów do przejmowania się. Nie musiała też przy nich grać słodkiej miłej siostry, jak zakładała. W końcu już teraz widać po nich było, że nie będą niczym pożytecznym... chociaż? Zobaczmy...
- Przyniosłam mech do wymiany posłań~ - zaświergotała w kwiecistej aurze, niczym nie przypominającej jej poprzedniego spojrzenia - Jak myślisz, od czego by tu zacząć.... - ze zmartwieniem i zamyśleniem rozejrzała się po tym zakurzonym padole. Jak na jej gust można by to było spalić. Śmierdziało tu mlekiem, śliną, kupą i czymś charakterystycznym dla kociaków, co w połączeniu tworzyło bardzo drażliwe i irytujące combo.
- To pytanie... było do mnie? - zapytał rudy kociak. - Myślałem, że porządny uczeń wie, co robi i po co tu jest... ups! - wymsknęło mu się i z szokiem zasłonił swój pyszczek łapką. - Najmocniej przepraszam...! - dodał dramatycznie. Coś drgnęło w oku kotki.
- Hahahah~ - ah, cóż za klarowny, słodki śmiech, z łapką przy pysku przyłożoną, który tak bardzo nie współgrał z wyrazem pyska, który zaraz potem nastał. - Tsk, ten jest zepsuty - wymamrotała do siebie niemal bezdźwięcznie, w sufit, z niezwykle zirytowanym wyrazem pyska, jakby młodszy właśnie nie dość, że zniszczył wszystkie jej oczekiwania, to jeszcze okazał się być kawałkiem robaka zamiast prezentu, gdy już rozdarła kolorowy papier. Gdyby to był ktoś ważny to pewnie brnęłaby dalej w przedstawienie, przełykając dumę. Ale to... to coś? Nie, nie było warte.
- Powinnam wam zostawić tu ten mech i sami byście się nauczyli robić posłania pod swoje tłuste dupska, to może nauczylibyście się szacunku do starszych. Uczniowie mają ważniejsze rzeczy do nauki, a nie zajmowanie się latającymi po żłobku szczurami.
- Jeśli będziesz tak dalej trajkotać - zaczął powoli, ostrożnie patrząc na mimikę pyska uczennicy - I nie wykonywać swojej roboty, mogę to zawsze zgłosić takiemu Rozg... Pogłosowi Klanu Burzy, który następnie rozniesie wieść, że uczennica Śpiewająca Łapa nie dość, że nie wykonuje swoich obowiązków, to jeszcze spiskuje za plecami własnego przywódcy.
Zakończył swoją sentencję i zmarszczył brwi w oczekiwaniu.
- O, i powiem Zawilcowej Koronie, aby przebadał takich uczniów jak ty! Twój śmiech na peeeeewno nie jest zdrowy! A może i nawet wpada w kategorię... yyy... chorego... jak to tam gadał jakiś kot... o, wiem! Wpada to w kategorię kota chorego psy...psychicznie! - wyszczerzył śnieżnobiałe ząbki w szeroki uśmiech z dumą, że umiał wymówić wszystko prawie bez jąkania się.
- Uwierz mi, niedouczony kiełku, kiedy ci powiem, że Zawilcowa Korona ma lepsze rzeczy na głowie niż słuchanie wymysłów niepoczytalnego kociaka - mruknęła słodziutko pomiędzy pluciem jadem, łapą miętosząc policzek rudego, jak ta jedna, znienawidzona ciocia. Szybko jednak łapę zabrała i nią strzepnęła, albo przynajmniej ruch taki stworzyła, jak gdyby chciała się pozbyć z niej resztek zapachu kociaka, jak gdyby choroby - Oh i proszę bardzo, kto ci broni? No dawaj, śmiało, leć! Jestem pewna, że taaaak ci uwierzy - przeciągnęła, kończąc z sarkastycznym uśmiechem - Widzisz, jestem tu najlepiej pracującym kotem, dzięki wychowaniu odpowiedniemu, obok którego ty nawet nie stałeś. Nie jestem tylko pewna czyja to wina, twojego ojca czy bardziej matki, ale widać, że raczej nic z ciebie nie będzie... wstyd jedynie przynosisz - rzuciła już jakby ciszej, zamyślając się, oceniająco, za pomocą łapy krótkim trzepnięciem unosząc końcówkę ogonka Pierza, który był w jej oczach teraz jak kiepskiej jakości serwetka przeznaczona do zakupu. Nie odezwał się już jednak, a jedynie z obrażonym prychnięciem skierował gdzieś w kąt żłobka, zostawiając Śpiewkę samą ze sobą. Nie, żeby narzekała. Z uśmiechem satysfakcji i krótkim prychnięciem, zajęła się wymianą mchu w legowisku. Kto tam jeszcze został z tych kociąt? Na pewno był jeszcze jeden, głupi i głupszy, można by rzec, więc został... jakiś kociak, którego nie zabrali ze sobą na zgromadzenie. Trzeba zobaczyć, może on ma nieco więcej oleju w głowie i da się odpowiednio pokierować? Jeśli tak, klan będzie miał szczęście, że chociaż jedno z kociąt wyszło na koty.
[746 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz