– Dobrze. Zanieś to do obozu. Dla ciebie już starczy treningu. A! I przynieś starszyźnie trochę wody w mchu! – Tropiąca Łaska zeskoczyła na ziemię. Liście chrupnęły pod jej ciężarem.
– Dobrze. – Noc kiwnął jej głową i ruszył do obozu. Porzucił zdobycz na jej miejscu, przyniósł wody starszyźnie i odetchnął. Stanął w obozie i ogarnął go wzrokiem. Wszystko było takie spokojne, cichutkie o tej porze dnia. Czemu Łaska puściła go tak wcześnie? Może ma dla niego jakiś plan później.
– Nocna Łapo! – z myśli wyrwał go zachrypnięty głos brata. – Wracasz z treningu? Jak Ci idzie? Woooohoa! Jakie Ty masz mięśnie, jesteś jeszcze większy, niż wcześniej! Normalnie zaraz dorównasz wojownikom! Siadaj, opowiem Ci, co dzisiaj robiłem. Bo jestem uczniem medyka, fajnie nie? Nie mógłbym zostać wojownikiem, to nie dla mnie. A tak to, dzisiaj zaopiekowałem się użądleniem Makowem Iluzji! Musisz uważać na pszczoły, bo jest jesień i lata ich wciąż sporo, nim zasną na zimę, dobra? Chociaż… jeśli coś Ci się stanie, to brat Ci pomoże! No, no, a jak u Ciebie? – słowotok Chudego zalał Noc, ale przynajmniej jego brat wydawał się być szczęśliwy na miejscu ucznia medyka.
– U mnie dobrze. A i... no... mówisz, że wyglądam muskularnie? Nie zdawałem sobie...sprawy. – odpowiedział Chudemu, samemu spoglądając na swoje łapy. Może rzeczywiście przybrał trochę na masie?
– Tak! Widać to nawet przez Twoje futro! Nie ma co, trening wojownika totalnie Ci służy! – Chudy machnął ogonem.
– Dzięki. Ty też widzę, że dobrze się bawisz jako uczeń medyka, co? Szkoda tylko, że nie mogę z tobą już trenować… – Noc nadąsał się dla zabawy. Uderzył go trochę sentyment, bo fajnie jest mieć braci do treningów.
Chudy opuścił nieco uszy na słowa brata.
– Oh... – Noc przymknął oczy słysząc smutek w głosie brata. – Wiesz, że raczej nie bardzo mi szło... ciągle byłem ranny i Pomrok musiała mnie zwalniać. Nie nadążałem też przy bieganiu z wami i w ogóle... Ale teraz będę mógł leczyć Twoje skaleczenia!
– Pewnie! Chociaż mam nadzieję, że nie będziesz musiał! Nie mam zamiaru przegrywać z nikim! I niech mi Mro.... – Noc zmarszczył nos – Klan Gwiazdy sprzyja... – starał się nie skrzywić. Nie wszyscy akceptują w tym kanie Mroczną Puszczę, a Słota mówiła, że z pewnością nie medycy, którzy kręcili się pewnie niedaleko. Lepiej, żeby nie kłapał pyskiem tak głośno, bo jeszcze ktoś usłyszy.
Chudy zastrzygł uszami na jego słowa.
– Haha... ttsssaak... – Mruknął. – Niech Ci sprzyja! – i posłał mu krzywy uśmiech. No dobra. Może jego brat nie wierzy w Klan Gwiazdy. To jest do wybadania, ale kiedy indziej. Na razie Noc miał inny plan.
– W każdym razie. Jakbyś potrzebował z kimś pójść po zioła to ja zawsze z wielką chęcią! W ogóle! Mam świetny pomysł i ty, jako medyk mi w nim pomożesz!
Chudy spojrzał na niego tymi swoimi pięknymi, wielkimi oczętami.
– Zamieniam się w słuch!
– Otóż... Mam nadzieję niedługo zostać wojownikiem. Niedużą, ale mam. Chcę poprosić może grubego, żeby ze mną walczył...albo Cykoriową łapę. W każdym razie! Jako wojownik chcę wyglądać cudownie i niebezpiecznie i... znalazłem ostatnio parę kości, nie wiem po czym, ale są ostre i ładne... Nie chcesz mi przebić ucha? I ich tam utknąć?! – zapytał Noc z nadzieją.
Chudy mierzył go zaskoczonym wzrokiem, po czym coś błysnęło w jego oku.
– Pomogę Ci! – odparł po chwilce. – O ile znajdzie się i dla mnie kawałek kości! Też chcę wyglądać fajnie! A Tobie takie dodatki na pewno dodadzą superanckości! I wszystkie kotki będą Twoje, bracie!
Noc zarumienił się nieco.
– Pewnie! Mam trochę zapasowych to wybierzesz sobie, która podoba ci się najbardziej! Tylko... Chyba będziesz musiał ukraść trochę czegoś na odkażenie. Żeby to się nie zbrzydziło! – Noc uśmiechał się szeroko. Jego brat będzie miał piękne uszy razem z nim!
Chudy potarł brodę pazurkiem.
– Hmmm – pomyślał chwilę. – W takim razie mak... I chyba aksamitka rozpierzchła... może lepszy będzie dąb szypułkowy... – Zaczął wyliczać na głos. – Wezmę to co będzie i przemycę. Spotkajmy się po południu za obozem, dobra?
– Oh robimy to teraz od razu! Okej! Pewnie! – Już i tak przestają rosnąć w tym wieku. – To ja idę po kości i zmyć Tropiącą Łaskę z dodatkowego treningu. Będę za paręnaście minut! – oznajmił bratu i ruszył w swoją stronę. Oczywiście najpierw odnalazł mentorkę i wymigał się od czegokolwiek co miała zaplanowane.
– Naprawdę nie chcesz iść na dodatkowy trening? To do ciebie niepodobne. – Tropiąca Łaska spojrzała na niego spode łba.
– Chciałem spędzić trochę czasu z Chudym. Dawno tego nie robiliśmy, zwłaszcza odkąd został uczniem medyka. A teraz ma chwilę… i może ja też mógłbym? – Noc podrapał się po nosie zawstydzony.
– No dobrze. Rozumiem. Możesz iść. Zrobimy wieczorne polowanie jutro. – machnęła łapą. – Idź do brata.
– Dziękuję! – Nocna Łapa uśmiechnął się do mentorki i pobiegł do swojego legowiska. Spod swojego dobrze ułożonego i wypchanego piórami mchu wyjął parę większych kości jakiegoś zwierzęcia. Zanim wniósł je do obozu to umył je w rzece i porządnie wylizał. Nie było już na nich żadnych resztek i zachowały się całkiem przystępnie.
Pochwycił je w pysk i udał się na wyznaczone przez brata miejsce. Gdy się tam stawił Chuda Łapa już na niego czekał.
– Nocna Łapo? – zapytał, jakby dopiero przyszedł. Pewnie tak było.
– Jestem! – odparł do brata, rzucając kości pod ich łapy. – Mam kostki! Masz zioła? Nie mogę się doczekać. Będziemy wyglądać tak epicko!
— Wybierz te kości, które chcesz a ja przeżuję liść i nałożę Ci na ranę. — Szepnął. — Potem ty mi. I weźmiesz ziarno maku. – Chudy uśmiechnął się do brata, a Noc mógł tylko odwzajemnił ten gest.
– O ile będę w ogóle maku potrzebował! – przechwalił się Noc! – Ale zobaczymy. Dobra... Ja chcę te dwie. Jedna pod drugą na tym uchu. Tutaj i tu – pokazał bratu dokładnie gdzie i które kości mu się marzyły. Już nie mógł się doczekać. Był też trochę zaskoczony, że jego brat także chciał się tego podjąć nie tylko na uchu Nocy, ale też na swoim.
– Połóż głowę na ziemi, o najlepiej na tym kamieniu. – Chuda Łapa pokierował swojego brata, który od razu się posłuchał. – Na trzy. – Noc poczuł jak kosteczka delikatnie napiera na jego skórę. – Raz, dwa… TRZY! – i się zaczęło. Noc zagryzł mocno zęby. Ból był... Znośny. Nie było to przyjemne, w żadnym wypadku, ale też nic bardzo strasznego!
– Ha! Jeszcze...jedna. – i poczekał z podniesieniem głowy aż Chudy wbije drugą kość. Ta bolała bardziej ku zdziwieniu czarnego kota. Po nałożeniu ziół wskazał łapą, że to kolej brata! Chudy widocznie się zawahał, odetchnął ciężko i przeszedł z łapy na łapę. Widocznie się bał i miał wątpliwości. Noc zerknął na brata niepewnie
– Słuchaj. A może... ty chcesz wziąć oba nasionka maku przed zrobieniem tego? Bo wyglądasz jakbyś zaraz miał mi tutaj zejść do Puszcz... do ... w każdym razie. – Noc zaproponował braku ziarna łapą. Niby sam miał zjeść jedno i właściwie by nie pogardził, ale jeśli to ma ukoić nerwy jego brata, to jest w stanie się poświęcić i znieść ten kłujący ból. W końcu dla nich wszystko!
Chudy bez słowa pokiwał łebkiem, zjadł mak i po paru chwilach ułożył głowę na kamieniu, dając znać bratu, że jest gotowy. Noc nadal nie był pewien czy Chudy rzeczywiście był gotowy, ale nic do stracenia teraz nie mieli!
– Dobra... To na trzy, jak ze mną. – oznajmił Noc, po czym przymierzył kosteczkę. Specjalnie wziął najostrzejszą, jaka była, aby dziurka była prosta i jak najłagodniejsza do zrobienia. – Raz. Dwa. TRZY! – i wbił kosteczkę zgrabnym ruchem w ucho brata, zaraz od razu potem nakładając przygotowane zioła.
Chudym wstrząsnął nagły dreszcz na tyle silny, że Noc był w stanie dostrzec ruch jego mięśni gołym okiem.
– ARGHHH – wrzasnął po chwili a potem zaczął masować ucho co z pewnością mu nie pomoże. Noc wiedział, żeby nie dotykać swojego. Korciło go to, ze względu jak bardzo go bolało, ale to tylko pogarsza sytuację. – No żesz na naszą matkę!
Kilka oddechów i uderzeń serca później oboje się sobie porządnie przyjrzeli.
– Wyglądasz epicko! – Chudy skomentował.
– Ty też wariacie. Odważny jesteś wiesz! I naprawdę, wyglądamy teraz groźnie! Będziesz odstraszał wszystkie złe choroby samym wyglądem! – Noc zaśmiał się w głos. Cieszył się, że brat mu tu nie zemdlał. – Wylizać cię trochę z krwi, zanim cię Koperek takiego zakrwawionego zobaczy czy wolisz wymknąć się nad skrawek wody? – dodał po sekundzie bez myślenia. Zadbanie o brata stanowiło pierwszą i najważniejszą rzecz na jego liście, patrząc na to, że jego łapy nadal trzęsły się jak królik w norze.
– Wyliżesz mnie? – Chudy brzmiał wręcz błagalnie. – Tak jak kiedyś…
– Oczywiście, że tak. Kładź się, wtul się i brat zrobi całą robotę! – oznajmił wykładając się obok niego i klepiąc ziemię przed sobą. – Jak kiedyś. I jakbyś kiedykolwiek potrzebował to przecież wiesz gdzie mnie znaleźć. Jesteś moim kochanym bratem i dla ciebie mój język jest do usług zawsze!
Chuda Łapa odetchnął i położył się blisko brata wtulając się w jego futro. Noc od razu zabrał się do roboty i zaczął lizać swojego brata i mruczeć głośno, aby go trochę też uspokoić.
– Nie mogłem wymarzyć sobie nikogo lepszego od Was.– Chudy odetchnął ponownie.
Ach... jak miło jest znowu być tak blisko siebie z kochanym bratem. Brakowało jeszcze tylko ciepłego futra Grubego.
– To prawda. Nie ma nikogo lepszego od was. – powiedział między liźnięciami.
<Chuda Łapo?>
[1593 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz