Guziczek poczuł, jak łapa Kurki zaciska się mocniej na tej od niego. Odwrócił wzrok. Nie mógł tego zamienić w żart ani zaproponować Kurce jakiejś kotki na partnerkę. Nie chciał tego. Ale bał się powiedzieć prawdę.
— To… nieważne — pokręcił więc głową.
— Ważne! Bo… — Kurka zamilkł na chwilę.
Guziczek na niego patrzył, ale się bał. Bał się reakcji Kurki, jeśli się przyzna albo się domyśli. Bał się, że jedyny kot, przy którym czuje się tak komfortowo, odejdzie.
— Czy ty proponujesz, że my… My… Że my powinniśmy być parą?
Guziczek nie odpowiedział. Odwrócił wzrok, czując, jak się rumieni. Zastanawiał się, czy jest jeszcze szansa wybrnąć z tej sytuacji, czy może właśnie skończył długą przyjaźń kilkoma głupimi słowami.
— Tak — Kurka miauknął. Tak po prostu.
Guziczek spojrzał na Kurkę, unosząc brew. Czyżby… Kurka czuł jednak to samo…?
— Ale... Ale co tak? — zapytał z nadzieją.
— No tak. Tak będę twoim partnerem. Tak… Proszę…
Guziczkowi chyba nigdy serce nie biło tak mocno. Nawet gdy robił najgłupsze rzeczy, które mogłyby się skończyć tragedią. I już uwielbiał to uczucie, bo było lepsze, niż jakakolwiek dawka adrenaliny, za którą biegał od tak wielu księżyców. Czy naprawdę wystarczył Kurka i prawda, która skrywała się w jego sercu, od kiedy pamiętał?
Uśmiech czarno-białego z każdą sekundą był coraz szerszy. Spojrzał prosto w oczy przyjaciela i aby się upewnić, że nie jest to jakiś sen na jawie, zapytał:
— Naprawdę?
— Tak. Chciałbym… Ja… Chciałbym rządzić z Tobą, wiesz? Nie… nie… ja… nie ma… kota innego … em… eh … dzieci z Tobą i… życie. Ja… uchhh…— Kurka zmieszał się kompletnie i zasłonił pysk obiema łapkami.
Liliowy naprawdę był uroczy, na ten swój sposób. Guziczek na jego zachowanie zaniósł się donośnym śmiechem, ale zaraz wtulił się w niego, aby ich futra zlały się w jedność.
— W takim razie… Kurko, to będzie dla mnie zaszczyt, jeśli zostaniesz oficjalnie moim partnerem! — czarno-biały zabrał łapy z twarzy liliowego i spojrzał w jego zielone oczy.
Kurka już nie odpowiedział, ale wszystko to zapieczętowali delikatnym pocałunkiem. Tym razem żaden z nich podczas niego nie uciekł.
Siedzieli tam przez jeszcze chwilę, bo do obozu wrócili, gdy gwiazdy były wysoko na niebie. Zasnęli wtuleni w siebie, zresztą jak zwykle, a jednak nawet dla innych wydawali się trochę zbyt blisko. Nikomu jednak nie powiedzieli oficjalnie o swoim przypieczętowaniu miłości, po prostu ta mała granica, która ich trzymała wreszcie znikła. A Guziczek pomimo wszystkich tych strasznych rzeczy zaczął być najszczęśliwszym kotem na świecie. A nawet trochę się uspokoił i skupił na treningu swojego ucznia.
Rozmyślał jednak o sobie i Kurce praktycznie cały czas. O przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wreszcie odważył się zapytać, gdy znów siedzieli razem w owocowym lasku, jak zwykle, gdy tylko nadchodziła Pora Opadających Liści.
— Gdybyśmy mieli mieć dzieci… — zawahał się. — To chcemy przygarnąć jakieś zguby, czy może poprosić jakąś kotkę? — zapytał, wpatrując się w liście, które powoli zmieniały kolor.
<Kurko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz