Zgromadzenie 14.03.2026
Całą dotychczasową drogę do Bursztynowej Skały spędziła u boku siostry, która jak zwykle się ekscytowała i już była chętna na jakiekolwiek interakcje z innymi. Węgiel czasem zazdrościła jej takiej otwartości, gdyż może wtedy miałaby więcej znajomych, niż tylko Kryształek. W dodatku to było jej pierwsze zgromadzenie, a raptem wschód słońca temu została mianowana na ucznia. Cudem przeżyła straszliwą noc w lesie, a teraz musiała kolejną spędzić, ale na pokojowym spotkaniu klanów. Nie podobało jej się i to bardzo, jednakże zbyt dużego wyboru nie miała, gdyż nieco obawiała się o siostrę, by ten nie zrobiła niczego głupiego — była niczym jej stróż, który czuwał, aby tej nic się nie stało.
Nieco wzdrygnęła się, kiedy po jej ciele przeszedł dreszcz spowodowany bijącym chłodem od Bursztynowej Wyspy. Na krótko oderwała wzrok od brata, co wystarczyło, by ten już zniknął w tłumie. Cicho jęknęła pod nosem, niepewnie ruszając w tłum.
— Przepraszam... — wymruczała cicho, kiedy w końcu zderzyła się z jakimś kotem i to większym od siebie. Jak się po chwili okazało, wpadła na jedną z wojowniczek Klanu Klifu, na której pysku pojawił się łagodny uśmiech. Klifiaczka nachyliła się nad drobniejszą, by sprawdzić, czy wszystko z nią dobrze.
— Nic się nie stało. Wszystko dobrze? Nie zrobiłaś sobie nic? — spytała z troską w głosie.
— Nie, bardzo przepraszam, nie patrzyłam, gdzie idę — przyznała, chcąc się wycofać, jak najszybciej, aby znaleźć siostrę i z nią spędzić całe zgromadzenie. Nie chciała nikomu się naprzykrzać. Jednakże zatrzymał ją ogon starszej, który znalazł się na szylkretowym boku uczennicy.
— Już spokojnie. Nic ci nie zrobię. Nazywam się Psotny Nietoperz, a ty? — miauknęła miękko, a uśmiech cały czas znajdował się na jej przyjaznym pyszczku
— Węgiel-- Znaczy się Zwęglona Łapa — mruknęła młodsza, przysiadając na chłodnym kamieniu, przy czym ciasno owinęła swój ogon wokół przednich łap. Nie wiedziała, czy mocno było widać jej niechęć do przebywania na wyspie.
— Ciekawe imię. Miło mi cię poznać — wymruczała i sama przysiadła tuż obok niej. — Nie wyglądasz na zbyt szczęśliwą z obecności tutaj. Czy wszystko dobrze? — spytała łagodnie.
— Dziękuje, twoje również — przyznała, posyłając wojowniczce lekki uśmiech. Może nie będzie tu tak źle? — Tak, jest dobrze, choć przed chwilą zgubiłam gdzieś w tym tłumie siostrę…
Psotny Nietoperz wypięła dumnie pierś na pochwałę jej imienia.
— Och? Rozumiem. Łatwo tu się zgubić. Wiem coś o tym. Jeśli chcesz, mogę pomóc ci jej poszukać. — zasugerowała delikatnie.
— Nie trzeba, powinna dać sobie radę, choć nie ukrywam, że mam lekkie obawy... Poza tym nie chcę ci zabierać cennego czasu na zgromadzeniu, zapewne masz z kimś nadrobić zaległości.
— Nie, niekoniecznie. Nie przejmuj się tym. Naprawdę — odparła pogodnie. — Powiedz, co lubisz robić? — spytała, by odwrócić myśli kotki, chociaż na moment.
— Nie jestem pewna... Do niedawna ciągle przebywała w żłobku i głównie pilnuje siostry, więc chyba nie mam zbytnio czasu dla siebie…
— Rozumiem — miauknęła. Zamyśliła się na moment, a następnie wręczyła kotce piórko sójki. — Zbieranie rzeczy jest fajne, proszę — wymruczała z uśmiechem.
— Akurat moja siostra uwielbia zbierać pióra. Nie pogniewasz się, jeśli je później jej przekaże? — spytała, woląc nie zgubić piórka od Psotki. Najchętniej, by je ciągle nosiła ze sobą, lecz obawa na stracenie tego podarku była zbyt wielka. W międzyczasie włożyła pióro za ucho z nadzieją, że to pozostanie na swoim miejscu.
— Nie, nie będzie mi to przeszkadzać. Jeśli lubi piórka to tym bardziej cieszę się, że ją to uszczęśliwi — wymruczała ciepło w odpowiedzi.
— Dziękuje Ci bardzo, Psotny Nietoperzu. Dzięki tobie to zgromadzenie jest nieco lepsze — przyznała z lekkim uśmiechem, który raczej rzadko gościł na jej pysku.
Po jakiś czasie gwar rozmów ucichł, a przywódcy znajdujący się na skale mogli wygłosić swoje przemówienia, dzieląc się wieściami z innymi klanami. Oczywiście wszystkie informacje głównie sprawdzały się głównie do tego, kto został mianowany, przyszedł na świat czy też łowy na terenach danego klanu są owocne. Węgiel trochę się skrzywiła na słowa liderów, uważając, że to wszystko jest jedynie na pokaz — nie znała do końca idei zgromadzeń, gdyż to było jej pierwsze, jednak miała wrażenie, że mija się nieco z celem. Przynajmniej w przypadku przemówień przywódców. Po tym szylkretka pożegnała się z Psotnym Nietoperzem, by ruszyć w poszukiwania siostry, która jak się okazało, entuzjastycznie rozmawiała z grupką uczniów, będąca połączeniem każdego klanu. Dymna przysiadła nieco z tyłu, chcąc jedynie usłyszeć ich rozmowę i w razie czego wkroczyć w obronie Kryształowej Łapy.
«★»
Powrót do obozu nastąpił dość późno, jednak to nie przeszkadzało radosnej uczennicy w ciągłym monologu, którego ofiarem była Zwęglona Łapa. Szylkretka próbowała słuchać uważnie rozemocjonowanej srebrnej, jednak niezbyt dobrze jej to wychodziło, patrząc na fakt, iż zgromadzenie wyssało z niej całe pokłady chęci do obcowania z drugim kotem, nawet z własną siostrą. Żółtooka jedynie lekko się uśmiechała i kiwała głową, kiedy to padało jakieś pytanie, czasem jeszcze coś mruknęła w potwierdzeniu, lecz na tym kończyły się jej jakże wylewne wypowiedzi.
— Zwęglona Łapo. — Niespodziewanie za nimi rozległ się niski głos liliowego wojownika. Dymna posłała Kryształowej Łapie przepraszający uśmiech i zwolniła kroku, by zrównać ze swoim mentorem.
— Tak Sowi Zmierzchu? — spytała, spoglądając na sylwetkę niebieskookiej, która znalazła sobie jakiegoś ucznia na kolejną ofiarę.
— Zaraz po wschodzie chciałbym wyruszyć z tobą na patrol graniczny, byś zapoznała się dokładnie z całymi naszymi granicami — wyjaśnił kocur. — Dlatego mam nadzieję, że kiedy tylko wrócimy do obozu, to udasz się do legowiska i wykorzystać każde uderzenie na sen.
— Dobrze Sowi Zmierzchu… I dziękuję za małe uratowanie mnie od siostry — mruknęła młódka nieco speszona, spuszczając wzrok na łapy.
— Musi nauczyć się być bardziej asertywna, nawet wobec Kryształowej Łapy — odparł, spoglądając na szylkretkę swoimi zielonymi oczami. — Jak widać, będę cię musiał nauczyć czegoś więcej niż zwykła walka.
— N-nie trzeba, naprawdę…
— Trzeba. W takim tempie to byle kto będzie mógł ci wejść na głowę, a to nie wypada żadnemu Wilczakowi. Nawet takiej znajdzie jak ty, czy to jasne?
— Tak Sowi Zmierzchu. — Żółtooka skarciła się w duchu, że miała odwagę podziękować wojownikowi za przerwanie jednostronnej rozmowy z jej siostry. Nie powinna być za coś takiego wdzięczna, wręcz przeciwnie, powinna korzystać z każdego uderzenia serca, jakie przypadnie spędzić jej z Kryształową Łapą. Czuła się niczym wyrodna siostra, która nie zasługuje na uwagę swojego rodzeństwa lub kogokolwiek z rodziny przez swoje mało przyjemne zachowanie.
Pogrążona w myślach, nawet nie zauważyła, kiedy przeszła przez tunel w krzewach i przed nią zaczął malować się obraz centrum obozu, które było pokryte zieloną trawą, lekko wysuszoną przez ostatnie dni, kiedy to słońce niemiłosiernie prażyło koty w ich grzbiety. Wojownicy, którzy byli na zgromadzeniu, niemal od razu skierowali się do swojego legowiska, podobnie jak uczniowie, tworząc ze swych ciał dwa nurty rzeki, powoli zalewające wnętrza krzewów, gdzie każdy miał swoje własne posłanie.
[1079 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz