Przypomniał sobie, że przecież obok niego leżała Urodziwa Łapa, Szafirka. Spojrzał na nią lekko niepewnie. Był taki wdzięczny, że chociaż ona nie opuszczała jego boku. Z jakiegoś powodu zawsze spędzała z nim sporo czasu. Może rozumiała, że jest nieco inny od reszty. W końcu Fląderkę także broniła tak zaciekle, mimo że prawdopodobnie nawet nie znały się najlepiej…
Na pytanie, czy nikt mu nie dokuczał, otworzył oczka nieco szerzej. Szylkretka ułożyła mu futro na grzbiecie, za co był jej wdzięczny.
— Nie… z Nocniaków nikt, tylko ja sam sobie — odparł całkowicie szczerze. Jego dzisiejszy dzień minął dość przyjemnie. Zmierzchająca Fala był dobrym kotem. Dbał o to, żeby Przypalona Łapa wyrósł na porządnego wojownika. Gdyby nie on, prawdopodobnie na zawsze tkwiłby w żłobku albo wykonywał karne prace tak, jak Fląderka, która zawiniła jedynie innym kolorem futra, a nawet sobie go nie wybrała.
Wysłuchał do końca słów niebieskookiej, zapatrując się w jeden punkt przed nimi. Mały robak kierował się w stronę ściany, skrzydła miał złożone, a sam zlewał się ciut z tłem dookoła przez swoje ciemne ubarwienie. Czy gdyby Nocniacy zobaczyli jego, to by go zabili albo zmusili do pracy na nich tylko dlatego, że wyglądał inaczej? Uczennica przylgnęła bliżej niego, a on pozwolił jej na to. Prawdopodobnie, gdyby był to inny kot, odskoczyłby jak poparzony, jednak ze strony pręguski zdążył przywyknąć już do takich bliskości. Może wcale nie były takie złe, jak mogłoby się wydawać? Pokiwał głową, mając nadzieję, że powie coś jeszcze. Nie był wcale dobry w prowadzeniu konwersacji, a dobrze mu się jej słuchało. Całkowicie zapomniał, że skierowała w jego stronę pytanie, więc była jego kolej na opowiedzenie czegoś o sobie. Uczennica obejrzała się. Może spodziewała się kogoś? Może przyszła do niego jedynie na chwilę, dla zabicia czasu, a tak naprawdę zaplanowała spotkanie z innym Nocniakiem?
— Masz ulubioną, eeee… rybę? — zapytał niepewnie, gdy ich łapy zetknęły się przypadkowo. Patrzył na nie, nie wiedząc, czy powinien ją zabrać, bo może Urodziwą Łapę brzydził dotyk z jego strony, czy może zostawić to tak, jak było. Oblał go zimny pot, a futro wzdłuż kręgosłupa podniosło się z zaniepokojenia. Jego serce przyspieszyło. Bał się, co zrobi dalej niebieskooka. Nawet jeśli z pewnością nie byłoby to nic złego. Nic, czego powinien się tak bardzo obawiać.
— Wiesz, Kasztanku, ja tak naprawdę nie mogę jeść ryb. Mam na nie uczulenie i gdybym je spożyła, skończyłoby się to dla mnie bardzo źle — wyjaśniła spokojnie, kładąc swoją łapę na jego, delikatnie.
— Ach… — zapowietrzył się z obawą, że powiedział właśnie najgłupszą rzecz na świecie. Zniechęcił ją do siebie? Może uznała jego pytanie za głupie? Po co on w ogóle pytał… po co w ogóle się odzywał… przeszkadzała mu cisza? Źle mu było, gdy to Urodziwa Łapa rozmawiała, a nie on? Poruszył niespokojnie kikutem.
— Próbowałeś kiedyś coś narysować pazurem w ziemi? Można wiele miłych rysunków stworzyć w taki sposób! Uwiecznić twoją wizję twórczą — uśmiechnęła się, sprawnie zmieniając temat, jakby chciała w ten sposób przekierować uwagę dymnego na inny, przyjemniejszy. I tak naprawdę to wychodziło jej, bo brązowooki momentalnie zaczął zastanawiać się, co najkorzystniej byłoby odpowiedzieć w takiej sytuacji.
— Nie… nigdy — powiedział niezbyt wylewnie, czując przypływ ulgi, że tym razem, chyba, nie zepsuł tego.
— Moglibyśmy siebie narysować! Zobacz, ja spróbuję cię, a ty mnie. Co ty na to? — zaproponowała, poruszając ogonem spokojnie. Po chwili wysunęła pazur u palca i zanurzyła go w podłożu pod nimi. Narysowała pewien kształt, wzrok miała skupiony na malowidle. Przypalona Łapa patrzył na jej pyszczek z szeroko otwartymi oczami, nie czując nawet, że może jego zachowanie było w tym momencie dziwne. Gdy była blisko ukończenia własnego dzieła, szybko przekierował ślepia na obrazek. — I jak mi wyszło? — zapytała jeszcze, mrużąc oczy z zadowoleniem. Była z siebie widocznie dumna… i słusznie!
Pręgowany kocurek poczuł, że ponownie robi mu się odrobinę słabo. Co powinien odpowiedzieć, żeby jej nie zranić ani nie zasmucić? Nie mógł pozwolić na to, żeby go przestała lubić z powodu tak błahej sytuacji! Z kim by spędzał czas jak nie z nią?
— B-bardzo ładnie — wyjąkał, mając szczerą nadzieję, że te słowa wystarczyły. Poczuł przypływ frustracji, która spowodowana była przez jego własne niezdecydowanie i brak pewności siebie.
[997 słów]
<Urodziwa Łapo, przepięknie ci wyszło>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz