Zgromadzenie
Nadszedł w końcu ten dzień dla Chudej Łapy. Jego pierwsze zgromadzenie, na które niestety musiał iść. Nie miał na to najmniejszej ochoty… wolałby zostać w obozie i przespać noc, a nie słuchać biadolenia o sytuacji w innych klanach. Na co mu to było? Bo on o polityce nie zamierzał gadać!
Gdy nadszedł wieczór, a on był po kolacji (bo trafiła się ładna wiewiórka na stosie, to zjadł), został wyciągnięty za fraki z obozu. Włóczył łapami, idąc za pobratymcami i tylko zbierał spojrzenia za swoją zgarbioną postawę, którą reprezentował.
Droga była całkiem daleka, przynajmniej jak dla niego. Doszli, a on od razu klapnął na zimnej skale. Oby nie dostał potem zapalenia pęcherza… Nie chciałby tego.
Rozejrzał się po kotach.
To było jego pierwsze zgromadzenie i miał nadzieje, że ostatnie. Dawno się tak nie zasapał w drodze gdzieś, jak tutaj. Jeśli nie dożyje, do następnego, to znaczy, że zabił go długi spacer. Podszedł do losowego kota, nie zwracając w ogóle uwagi, kim był, z jakiego klanu, czy życzył sobie w ogóle jego obecności. Nagle ni z gruszki, ni z pietruszki, rozdziawił paszczę i beknął głośno, a potem zamlaskał, czując posmak resztki kolacji.
— Ale dziś gorąco. Masakra, żyć się nie da. Zalotna Gwiazda mnie wyciągnęła tutaj siłą, znaczy, niekoniecznie ona, ale koty pod jej rozkazami, więc w sumie to tak jakby ona mnie złapała za ogon i tu przytaszczyła co nie? Ej a słyszałem ostatnio plotkę, że jakiś wojownik od nas ma babę z innego klanu. Żenada. Co znaczy, u nas nie ma dobrych partii, więc w sumie mu się nie dziwię, że szukał gdzieś dalej, ale z tego, co słyszałem to marny wybór. Nie mówię oczywiście, że mu zabraniam, ale tego nie popieram. W końcu mam już jedenaście księżyców i jestem wystarczająco dorosły, żeby rozmawiać na takie tematy. Co nie?
Czarno-biały, który tej nocy miał pecha spotkać Chudego, zmarszczył brwi i trzepnął ogonem. Obleciał go wzrokiem oceniająco i spojrzał z obrzydzeniem wymalowanym na pysku.
— Hę? — chwila ciszy. Odchrząknął obcy. — Czego chcesz?
Chudy przymknął oczy i popatrzył dłuższą chwilę na kocura. Po chwili zaczął paplać dalej.
— A słyszałem też, że Zalotna Gwiazda ostatnio miała w swoim legowisku jakąś kotkę. Podobno przylazła do niej rano i wyszła wieczorem, a z nikim ona nie chce nic o tym gadać. Nie dałem rady też podsłuchać, o co chodziło, ale myślę, że Zalotna jest gejem. W sensie wiesz, ta rzecz, kiedy kotka lubi drugą kotkę. Nie wiem, czy ktoś z tobą o tym gadał? No wiesz, zamiast pszczółki i kwiatka to są... yyyyy dwa kwiatki.
Tamten milczał, przyglądając się tępo buremu.
— Wasza liderka pewnie gada z różnymi kotami, to nic nie znaczy — wzruszył ramionami rozmówca Chudego. — Nieciekawe masz te plotki. Lepiej zajmij się czyszczeniem futra... Wskazał łapą na jego grzbiet.
Spojrzał na swój zmierzwiony, ledwo owłosiony grzbiet z wyraźnie wystającym kręgosłupem. Wzruszył ramionami.
— Tam nie ma co czyścić. Nie widzisz, że jestem prawie łysy? To po co Ci te wielkie paczały? — machnął łapą w trakcie. — Czasem tarzam się w piachu i po sprawie, bo nie lubię wody.
Speszyła czarno-białego bezpośredniość Wilczaka.
— A... aha — wymamrotał nieco ciszej. — Właśnie widać tego efekty...
Odwrócił nieznacznie łeb, ukradkiem spoglądając na przerzedzone futro na karku kocura. — To ten... jak się nazywasz, brzydalu?
— Jestem chudym Chudym — odpowiedział prosto. Po chwili dotarło do niego, jak go tamten nazwał i aż się skrzywił bardziej niż zwykle. Jego wklęsły nos wszedł mu głębiej w czaszkę. — Poza tym to sam jesteś brzydal — wytknął go palcem. — Nazywasz się Brzydalowa Łapa?
Chudy widział, jak na pysk kocurka wstąpił szeroki grymas.
— Jestem Narcyzowa Łapa, a nie żaden brzydal — zaprotestował.
— Ta? — Chudy zeskanował go wzrokiem od góry do dołu. — Bo nie widzę różnicy.
Sierść na karku Brzydalowej Łapy zjeżyła się nieznacznie.
— Ty... ty... ścierwojadzie! Jak możesz tak mówić? — warknął.
— No ale czego się wściekasz! Jak jesteś brzydki to brzydki no i trudno! Takie geny, pogódź się z tym! — odparł na swoją obronę, odsuwając się na wszelki wypadek o krok. — Ja jestem po prostu szczery, doceń to! Pfff. Nie dość, że brzydki to jeszcze bezczelny.
Brzydalowa Łapa zerwał się do pionu, a jego ogon uderzał gniewnie o ziemię.
— Stul pysk, paskudo! — warknął do Chudego. — Głupoty wygadujesz, spójrz na siebie!
Aż się bury zapowietrzył, co na co dzień było trudne, zważając na jego problemy z oddychaniem. — Jak Ty mnie nazwałeś ty... ty zapchleńcu?! Sam stul pysk! Po co mam patrzeć na siebie skoro mam taki przykład jak ty, kleszczu!
W jednej chwili (zapominając o obrzydzeniu względem łysiejącej sierści) Brzydalowa Łapa wysunął łapę, celując wprost w mordkę kocura.
— Odwołaj to, śmierdzielu! — wysyczał.
Dostał z liścia od Brzydalowej Łapy! Aż się zatoczył dwa kroki w tył i spojrzał z ogromnym szokiem na ucznia. Zlustrował go wzrokiem, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało!
— Nigdy! Nie muszę, mam rację! Ty...! Ty pokrako! — miauknął. Eh, będzie musiał poszerzyć słownik wyzwisk.
Ogon Narcyza przeciął nerwowo powietrze.
— Nieprawda — wymamrotał.
— A właśnie, że prawda! — miauknął skrzeczącym głosem. Bez namysłu wziął w łapę garść kurzu ze skały i rzucił nim w Brzydalową Łapę.
— Ej! — usłyszeli nagle. — Nie zbliżaj się do niego z tymi swoimi brudnymi łapskami! Kotka jednym susem doskoczyła do Narcyza i złapała go za ogon. — Koniec, bo matka wywróci cię futrem do środka — wymamrotała uczennica, ciągnąc łaciatego Nocniaka. — To ścierwo nie jest tego warte.
Gdy obca kotka wlokła za sobą brata, Narcyz warknął jeszcze na odchodne;
— Co za… co za prostak!
— No! No uciekaj, bo mnie popamiętasz! — krzyknął jeszcze za Narcyzem-brzydalem, patrząc, jak się oddalają powoli, ale nieubłaganie.
Chudy prychnął, wypiął swoją kościstą pierś i odszedł z podniesionym wysoko ogonem. Z dziesięć razy chciał uciec w trakcie tej nerwowej części konfrontacji… ale to można było pominąć.
Niedługo później klany musiały zbierać się do domu, więc burego czekała daleka podróż powrotna. Eh… a mógł się zdrzemnąć… A teraz co? Powtórka z cierpienia! Gdyby nie ten…! Ten bokser kalekich kotów! O! Tak go będzie nazywać! Brzydki bokser kotów kalek.
[969 słów]
[Przyznano 19%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz