– Ostatnio mówiłeś o partnerce. Dzieciach. – Rzeczywiście jakiś czas temu myślał o takiej możliwości. Nawet trochę rozejrzał się, po tym, kto mógłby w klanie w ogóle chcieć z nim być. I jedyne co sobie wtedy uświadomił, to że nie chciał nikogo w tym klanie. Nikogo innego jak Guziczka. Na samą myśl, że miałby spać wtulony w sierść innego kota, przechodziły go ciarki. Kiedy zastanawiał się nad dziećmi, nie wyobrażał sobie wychowywać ich z jakąś kotką. Nikt w tym klanie nie pasował do niego. Nikt poza Guziczkiem! Jednak Kurka dawno zaakceptował, że Guziczek niekoniecznie może chcieć tego samego co on. – Nadal o tym myślisz? Bo jak tak to…– Guziczek nie dokończył swojego zdania. Kurka, gdyby mógł to, zrobiłby się czerwony jak wiśnia. Jego serce podeszło mu do gardła.
– Bo jak tak to… to? – Kurka przycisnął swoją łapę do łapy Guziczka mocniej.
– To… nieważne. – Guziczek za to pokręcił głową.
– Ważne! Bo… – I Kurka musiał zamilknąć na chwilę. Zebrać myśli. Zebrać odwagę. – Czy ty proponujesz, że my… My… – Zawahał się. Może po prostu chciał mu kogoś zaproponować. Może znał jakąś kotkę, która była chętna zapoznać się z Kurką? Nie… Jego przyjaciel by tego nie proponował. Nie w takim momencie. – Że my powinniśmy być parą?
Guziczek nie odpowiedział od razu. Zamiast tego zarumienił się i odwrócił wzrok zawstydzony.
– Tak. – Kurka miauknął
– Ale... Ale co tak? – Guziczek uniósł na niego swoje piękne oczka. Patrzył na niego z zaskoczeniem. Może z nadzieją?
– No tak. Tak będę twoim partnerem. Tak… Proszę…
Serce Kurki było jakby, zaraz miało wyrwać się mu z piersi. Obijało się o jego żebra w nadmiernie szybkim tempie. To było głupie tak z tym wypalać bez ładu, składu czy planu! Ale jednak na samą myśl, że Guziczek nawet odrobinę myśli o Kurce w ten sposób, młody zwiadowca dostawał zawrotów głowy. Tych dobrych, ale jednak zawrotów. I motylków w żołądku. I łez w oczach.
Obawiał się, że Guziczek odpowie mu nie. Że odepchnie jego łapę ze swojej i odejdzie po tak odważnych słowach przyjaciela. Że wszystko to, co razem zbudowali, nagle pryśnie, ale ta obawa przyszła za późno. Kurka już spytał, już się przyznał.
– Naprawdę? – Guziczek jednak nie zmienił ich pozycji. Zamiast tego uśmiechnął się szeroko.
– Tak. Chciałbym… Ja… Chciałbym rządzić z Tobą, wiesz? Nie… nie… ja… nie ma… kota innego … em… eh … dzieci z Tobą i… życie. Ja… uchhh…– Kurka zmieszał się kompletnie i zasłonił pysk obiema łapkami. Guziczek odpowiedział mu tylko donośnym śmiechem, przysuwając się tak, aby ich futra wręcz się ze sobą zlewały.
– W takim razie… Kurko, to będzie dla mnie zaszczyt, jeśli zostaniesz oficjalnie moim partnerem! – Guziczek zabrał łapy z pyska starszego zwiadowcy, aby móc spojrzeć mu w oczy. Kurka za to mógł tylko pisnąć w odpowiedzi, zbyt zażenowany swoimi własnymi czynami, chociaż wielce zadowolony z obrotu spraw.
A wszystko przypieczętował delikatny pocałunek, jaki sobie ofiarowali, kiedy słońce już ledwo tylko malowało horyzont na różowo.
<Guziczku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz