Schowała się pod jednym z drzew, nawet teraz promienie słoneczne nie były wystarczająco litościwe. Nadal grzały z niesamowitą siłą w grzbiet, wprawiając koty w dyskomfort. Dopiero o zmroku oraz z samego świtu dało się jakkolwiek funkcjonować, ponieważ w najwyższym słońcu ciężko było ruszyć się z obozu – dostęp do wody był ograniczony, vanka czasami spotykała ogromne, granatowo-zielone ważki, które też najprawdopodobniej szukały wody, aczkolwiek z niepowodzeniem. Albo źródełko było zbyt małe, albo coś innego im nie odpowiadało. Westchnęła cicho pod nosem. Mimo wszystko miała dobry dzień.
Poczuła nagle, jak ktoś uderza o nią. Przymrużyła oczy z niezadowoleniem, po chwili otwierając je. Gdy zauważyła, kto znowu w nią wpadł, zmarszczyła nos.
— Patrz pod łapy wredna sroko! — burknął do kotki. — Nie widzisz, że jestem w trakcie cierpienia?!
— Znowu we mnie wpadasz! To TY patrz pod łapy — oburzyła się, kładąc uszy po sobie. Nie wyglądała jednak dużo inaczej niż chwilę temu przez oklapnięte uszka. Miała ochotę wskazać na niego jeszcze palcem, jednak wiedziała, że tak nie wypada. Ciekawe czy robił to specjalnie? Tylko jaki interes by miał w wiecznym zderzaniu się z nią? Co mogło wpłynąć na jego słabą koordynację? — Może sobie zapracowałeś na cierpienie — prychnęła, kręcąc głową niechętnie. Poduszki łap delikatnie piekły ją od nagrzanego gruntu, a także tarcia, z jakim miały do czynienia przez stłuczkę. Wiedziała, że Chuda Łapa sobie nie wybrał przykrótkiej kufy, jeśli to było powodem jego cierpienia, aczkolwiek nie chciała oferować mu zbyt dużo zrozumienia, skoro wydawało się, że sam go nie miał za wiele, o ile w ogóle.
Chudy wciągnął gniewnie powietrze. Obrzucił kotkę piorunującym wzrokiem.
— Ta, niby czym?! Ledwo co się urodziłem, nie zdążyłem nic zrobić — obruszył się, odwracając głowę.
Końcówka jego ogona drgała. — A może ja mam słaby wzrok, co? Nie pomyślałaś o tym! Tylko ślepo zwalasz na mnie winę. A ja kaleka jestem! Powinienem być tu specjalne traktowany, a co dostaję? No, właśnie to! Taka jesteś!
Kalinowa Łapa westchnęła pod nosem, słysząc odpowiedź pobratymcy. Faktycznie, nie wybrał sobie takiego pyszczka ani takiej budowy, jednak... chyba nie myliła się w pełni, przecież każdy kot, nieważne co, musiał szanować innych w mniejszym lub większym stopniu. Bo co to byłby za klan, gdyby nikt siebie nie szanował i pomiatał każdym? Chociaż może coś w tym było, może Klan Wilka działał właśnie w ten sposób. Vanka nie chciała się nigdy taka stać, nie chciała spoglądać na innych, jakby byli gorsi.
— Jeśli rzeczywiście masz problem ze wzrokiem, to tym bardziej powinieneś uważać, gdzie chodzisz. Rozumiem, że możesz mieć trudniej, ale myślę, że to nie powód, żeby warczeć na każdego — odparła, mrużąc oczy. Ucho zadrgało jej nerwowo. Nie powinna na niego krzyczeć, nawet jeśli ją momentami tak denerwował, starała się, jak mogła, żeby wyjść na tą spokojniejszą w tej sytuacji. — Jak bardzo źle widzisz? — zapytała. Jednak czy nadal mogła coś takiego osiągnąć, jeśli już oburzyła się za stłuczkę z jego winy? — Jeśli to ci tak przeszkadza, to udaj się do Roztargnionego Koperku albo Cisowego Tchnienia, żeby ci podali zioła. Albo możemy iść razem, jeśli sam nie chcesz — poleciła po paru uderzeniach serca. Nie miała w tym żadnego interesu, jednak potrafiła zrozumieć, że niektóre rzeczy mogły być dla niego bardziej skomplikowane. Jeśli nie widział dobrze, to może nie trafiłby do legowiska, a lepiej, żeby nie krzątał się pod łapami innych Wilczaków.
Chudy zmarszczył krótki pysk. Uderzył kilka razy gniewnie ogonem o trawnik, nim westchnął. Wysłuchał Kalinki od początku do końca, zerkając na nią tylko raz po raz spod przymrużonych powiek.
— Huh, cała moja osoba to jest jeden wielki warkot na innych — pomachał łapą lekceważąco.
Po sekundzie jednak położył po sobie uszy i spuścił wzrok na swoje łapy. — A co Cię to interesuje? — Burknął nerwowo. — N-Nagle się martwisz?
Kalinka otworzyła oczy szerzej. Po jej pysku rozszedł się gorąc. Może zawstydzenie? Zirytowanie? Może wynikało to z absurdu tej sytuacji? Z jakiegoś powodu nie przewidziała takiej odpowiedzi. Poruszyła końcówką kity z podenerwowaniem. — Nie! Po prostu nie mam ochoty na ciebie znowu wpadać — syknęła oburzona, kierując się już powoli w stronę legowiska medyków.
Chudy dostrzegł zmianę na pyszczku Kalinki i prychnął, odwracając głowę.
Kiedy kotka na niego syknęła, odskoczył, a jego ogon był napuszony.
— Ahhh i czego się złościsz?! — Miauknął nastroszony. — Eh te samice...
Ruszył jednak mimo narzekań. Niechętnie, mozolnie, ale jednocześnie posłusznie.
Powłóczył za nią łapami, a pod legowiskiem obrzucił jasną kotkę niecierpliwym spojrzeniem.
— Ja pukam, ty mówisz! — Oznajmił wszem wobec.
Przymknęła na chwilę oczy, nie odpowiadając na słowa Chudej Łapy. Nie miała czasu na takie rzeczy, już wystarczająco długo zdążyli posterczeć na środku obozu i się pokłócić. Nie chciała, żeby Krucze Pióro pomyślał sobie, że się obija w najlepsze i nie przysługuje w żaden sposób klanowi. Jeśli by zechciał, to by mógł przedłużyć jej trening i nie dopuścić do mianowania, a absolutnie tego nie chciała!
Chuda Łapa wydawał się nerwowy. Może związane to było, z tym że na co dzień nie rozmawiali za bardzo? Przynajmniej nie pozytywnie, nawet jeśli vanka raczej nie szukała sobie wrogów. On był chyba jedynym kotem, z którym zdążyła pokłócić się już tyle razy.
Kalinowa Łapa weszła do legowiska medyków, rozglądając się w półmroku po jamie. Jej oczy dość szybko się do niego przyzwyczaiły. Gdy spotkała się ze zdziwionym wyrazem pyska Roztargnionego Koperku, pochyliła przed jeno głowę w geście szacunku i przywitania.
— Czego chcecie? — burknęło, strzepnąwszy uchem.
— Chuda Łapa skarży się, że źle widzi. Widzi na tyle źle, że wpada na inne koty — wyjaśniła szara oschle, nie spuszczając wzroku z asystenta.
Roztargniony Koperek westchnęło.
— Zawracacie mi głowę takimi głupotami! Chudej Łapie ucięto język i sam nie potrafi powiedzieć, co? — syknęło, wycofując się do magazynka. Kalinowa Łapa spojrzała na burego, czując lekką frustrację rosnącą w jej piersi. Przez niego na nią krzyczą! Nie podobało jej się zachowanie starszego, aczkolwiek nie mogła na to poradzić za wiele o ile cokolwiek. Musiała mieć wobec nich szacunek, chociaż było to trudne, szczególnie że do niej rzadko kiedy ktoś go miał. Nie miała dzisiaj ochoty na więcej kłótni, już na pewno nie z medykami. Gdy asystent wrócił, podszedł do Chudej Łapy, po czym nakazał mu usiąść. Chwycił łapami jego pysk w swoje, przyglądając się bliżej jego oczom.
— Weź ten mech i mu to przemyj, nie mam czasu na takie głupstwa. Oczy mu zaropiały, tylko tyle. Idźcie mi stąd, już! — zażądał, podsuwając szybko mech w stronę uczennicy. Miała wrażenie, jakby miało ich stąd zaraz wypchnąć. Kalinowa Łapa kiwnęła głową, po czym chwyciła otrzymany przedmiot w pysk. Szturchnęła lekko Chudą Łapę, żeby poszedł za nią.
Gdy wyszli z nory, usadowiła się gdzieś na uboczu, w cieniu, żeby przypadkiem nikt na nich nie wpadł ani żeby też promienie nie prażyły ich grzbietów. Nagle rzuciła wilgotną kulką w pręgusa, czując zażenowanie całą tą sytuacją. Polizała się parokrotnie po piersi.
— Sam sobie wymyj tę ropę! — prychnęła, uderzając ogonem lekko o podłoże, z którego wydobywał się gęsto pył z powodu tego, jak bardzo nagrzana była ziemia. Trawa schła szybciej, niż ktokolwiek mógłby tego chcieć. Kulka wydała z siebie pluśnięcie, gdy odbiła się od ucznia.
Chudy wydał z siebie "ow", gdy trafił w niego mech. Mokra kulka potoczyła się po ziemi, zostawiając po sobie kilka kropli. Trawa była sucha, a ziemia gorąca, więc powinien się pospieszyć, nim wyparuje z niej woda. Bury miał nietęgą minę.
Zacisnął zęby i przysunął łapami kulkę. Podniósł ją, przetarł niezdarnie oczy i spojrzał na Kalinkę. Dostrzegł śliczną nastoletnią kotkę z potarganą grzywką i wredną miną na pyszczku. Prychnął.
— Myślisz, że to tak fajnie mieć tyle problemów?! Wstawać któregoś ranka i nagle słabo widzieć, co?! Nie móc biegać tak jak inni?! — wyrzucił z siebie gniewnie. Jego cienki ogon uderzał o ziemię. — Ty to masz tak fajnie, jesteś samicą i wszystko dostajesz, odkąd byliśmy kociętami!
Złapał jeszcze wilgotny mech w zęby i wyminął kotkę. Kalinka poczuła, jak się w niej gotuje. Dostawała wszystko? Jej matka nie miała dla niej czasu, to Ognikowa Słota i cała reszta odwiedzających wojowników się nimi zajmowali. Co takiego dostała? Zastępcę jako mentora? Nie wybierała go sobie. Nie wybrała sobie także rodziny.
— Zacznij doceniać to, co masz. Strasznie mnie wkurzasz tą ignorancją — warknął jeszcze do jej oklapniętego ucha, używając mądrego słowa, które kiedyś od kotki usłyszał. Zastrzygła wąsami, nie mogąc zignorować słowa, którego sama używała i to dosyć często.
***
Kalinowa Łapa wracała z legowiska starszych spokojnym krokiem. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, śpiew ptaków zaczynał odrobinę cichnąć, grane były ostatnie melodię przed zapadnięciem zmroku. Promienie słońca, w ciągu dnia silne i niezwykle dokuczliwe, teraz nieco zelżały, przyszedł chłodny, przyjemny wiaterek. Rozejrzała się po azylu – wojownicy powoli wracali z ostatnich patroli, a także polowań. Szukała jednego konkretnego kota, do którego miała pewną sprawę. Gdy jej oczom ukazał się znany jej buras, podeszła do niego, nie zwlekając ani chwili dłużej z pilną sprawą.
— Chuda Łapo, dlaczego rzuciłeś w mojego wujka jedzeniem? — zapytała, marszcząc brwi. Nie miał prawa traktować go w ten sposób! — Nie sądzisz, że takie traktowanie zwierzyny to nie szanowanie jej? — poruszyła nerwowo kitą. Nie podobało jej się to, jak zaczęła się przy nim zachowywać. Czyżby kocur miał na nią zły wpływ? Dlaczego jej wiecznie poważna postawa, uporządkowane myśli oraz krytyk w głowie, który trzymał wszystko w ryzach, nagle zaczęły słabnąć?
<Chuda Łapo? Chyba musimy porozmawiać>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz