BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cętkowany Kwiat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cętkowany Kwiat. Pokaż wszystkie posty

05 października 2020

Od Cętkowanego Kwiatu

- Ej… Wstawaj masz trening z Rozżarzoną Łapą. – bura wojowniczka usłyszała głośne miauki partnera. – Cętka wstawaj.- Niiiiccc… Nic się stanie jak wstanę troszkę później. Daj mi trochę pospać… - cętkowana ziewnęła przewracając się na drugi bok. Biały na chwilę poszedł. Wrzasnęła, gdy poczuła coś zimnego i mokrego na pysku. Śnieg. Szybko łapami oczyściła pyszczek ze śniegu.
- Orlik?! Zabiję cię! – krzyknęła brązowooka budząc połowę burzków w legowisku.
Wojownicy wydawali z siebie niezadowolone pomruki, niektórzy nawet bluźnili. Kotka szybko wybiegła z miejsca do spania. Przez kilka dobrych Uderzeń serca przyglądała się zaśnieżonemu obozowi. W końcu bura wypatrzyła schowanego w śnieżku.
- Bu! – Cętkowany Kwiat przestraszyła partnera.
Orlikowy Szept zadrżał odwracając się za siebie.
- Przestraszyłaś mnie! – miauknął przyglądając się Cętce.
- Należało ci się głupia kupo futra.
- To było wstać rano – niebieskooki uśmiechnął się.
- Uważaj, bo zaraz ty dostaniesz śniegiem w pysk. I-… Czy ty mnie w ogóle słuchasz?! Orlik?
- Patrz, komuś uciekł pająk. Pewnie Jeżowa Ścieżka i Stokrotkowa Łapa go szukają. – powiedział biały, przyglądając się zbiegowi.
- Może Konwalia posłała go na przeszpiegi. Lepiej go im oddajmy, bo jeszcze zamarznie.
Wojownik delikatnie podniósł pajączka i zmierzał w kierunku legowiska medyków.
- Może ja zostanę na zewnątrz? – miauknęła brązowooka.
Partner kiwnął głową i przeszedł przez wejście.
- Stokrotko! Znalazł się. Dziękuje Orlikowy Szepcie. – usłyszała głośne podziękowania medyka.
Gdy tylko ukochany wyszedł z legowiska, bura wskoczyła na niego. Razem potoczyli się po śniegu.
- I widzisz wyg… - gdy miał dokończyć, Cętka sypnęła mu śniegiem w oczy.
- Za co t-to?
- Bo gdy Jeżyk dziękował nic nie wspomniałeś o mnie! Gdyby nie ja zdeptałaby go już dawno łapa jakiegoś wojownika. – cętkowana wygięła pysk w grymas.
- No to choć tu bohaterko pająków. Zobaczymy kto wygra bitwę na śnieżki.
****
W oczach burej było widać łezki. Wiedziała, że Czapli Potok był w sędziwym wieku i w każdej chwili mógł umrzeć, ale dlaczego właśnie teraz?
Wtuliła się bez słowa w białe futro białego.

<Orlikowy Szept?>

22 września 2020

Od Cętkowanego Kwiatu

Nadeszła pora nagich drzew. Brr. Trudno było wytrzymać zimno z krótkim futerkiem. Wstałam o wiele wcześniej niż inni wojownicy. Bałam się, że spóźnię się na trening Rozżarzonej Łapy. Spoglądałam na śpiących Burzaków. Zazdrościłam im. Wyszłam z marudną miną z legowiska.Lekkie płatki śniegu opadały na moje futro. Pod łapami już było czuć warstwę śniegu. Szłam w kierunku legowiska uczniów. Bengalka jeszcze spała. Czekałam. Patrzyłam na spadające płatki śniegu. Podobno każdy płatek był różny. Strzepnęłam z futra trochę śniegu. Brr.
- Jeszcze trochę, a tu zasnę. – pomyślałam. – Chyba nic się niestanie jak ją obudzę.
Przecisnęłam się przez wejście. Dawno mnie tu nie było.
- Ej wstaniesz? – poszturchałam uczennicę.
- Chc-ce jeszcze… Co? Gdzie?... Ach! Już, już wstaję. Co będziemy dzisiaj robić? Polować? Walczyć? – wypytywała entuzjastycznie.
Jeszcze nie wiedziałam. Walczyć raczej nie…
Ale polować? Chyba mogłyśmy zacząć uczyć się postaw. Ale przecież Żar nie znała jeszcze granic i kodeksu wojownika.
- Może nauczę cię kodeksu wojownika i poznasz tereny? – zapytałam niepewnie.
Usłyszałam ciche westchnienie swojej uczennicy.
Sama jak byłam uczniem, też nie lubiłam tłumaczenia zasad.
- Ale jeśli uwiniemy się szybko z tematem, nauczę cię podstaw i spróbujesz zapolować na myszy. – posłałam jej serdeczny uśmiech. Miałam nadzieję, że się na mnie za to nie obrazi, ale w końcu chyba nie ma za co, co nie?
- Jasne. – cichutko miauknęła, przyglądając się śniegu. Próbowała go toczyć łapką.

<Rozżarzona Łapo?>

27 sierpnia 2020

Od Cętkowanego Kwiatu Cd Nieba

– Widzisz Tupot, Świerszczyk i Niebo są zdrowe. - mówię-One... One są takie piękne.
- Niedługo będę musiał iść, Cętko. - mrukną i zaczął się przyglądać Tupot.
- Jasne... - burknęłam-Zostawisz mnie tu, a one zjedzą mnie żywcem. I mnie już nigdy nie zobaczysz.
- To tylko kociaki. Nic ci nie zrobią.
- Ta na pewno. Widzisz te zęby? Każdego dnia i nocy boję się, że mnie ugryzą.
- Ja już muszę iść.- zamruczał, wychodząc ze żłobka.
No to koniec.
Świerszczyk zaczął gryźć mój ogon. Tupot przyłączyła się do niego.
Tylko kremowo-białe kocięcie stało spokojnie. Jednak po chwili ruszyło w moją stronę. Byłam pewna, że zaraz zrobi to samo co oni, ale nie.
- Kim jesteś? - zapytało cicho.
- Ja? Jestem twoją mamą. - odpowiedziałam.
Kotka tylko pokiwała głową i zaczęła wąchać moje futro.
- Cekawe.... Cekawe... - szeptało cichutko. - Jiak se naziwasz?
- Mama. Cętkowany Kwiat.
- Diwne tio imie. Bard-dio dlugie. Masz dwa imona? Cętkowany i Kwiat?
- Nie... Kwiat to drugi człon. - westchnęłam cichutko.
- A ja mam tylkio jedno. Tież chce mieć drugi człon.
Świetnie. Świerszczyk i Tupot mnie zagryzą, a Niebo zagada na śmierć.
- Jak urośniesz i staniesz się uczniem, to dostaniesz drugi człon. Będziesz Niebiańska Łapa. - odpowiedziałam mając malutką nadzieję, że Niebo nie zapyta o nic więcej.
- Czyli za ile?
- Za sześć księżyców.

 < Niebo? >

14 sierpnia 2020

Od Cętkowanego Kwiatu

Zaczęło się. Nerwowo spojrzałam na białego partnera. Ból był coraz silniejszy. Medycy wyrabiali już swoje medykamenty. I o zgrozo, wsadzili mi patyk do buzi! Poczuła kolejną falę bólu. Zacisnęłam zęby na małej gałązce. Nie to, że każdy się na mnie gapił to jeszcze strasznie bolało.
TO SĄ „Komfortowe warunki”?! Jasne, że nie! Podeszła do mnie biało-czarna medyczka z uśmiechem na pysku. Ból coraz bardziej się wzmagał. Złapałam Orlika za łapę. Coś ze mnie wyszło.
Czekoladowo-biała mała kulka pisnęła. Uśmiechnęłam się mimo bólu.
- Kotka…- mruknął Jeżowa Ścieżka, wylizując narodzone kocię.
Ból znowu dał znak. Zaczęłam przeć.
Jak je nazwę? Czy będzie ich więcej? – te pytania chodziły mi po głowie.
Będą mnie nazywały „mamą”. Moje i Orliczka kociaki.
**** 
Narodził się ostatni kociak. Był bardzo mały i przypominał kwiatuszka. Na początku było w porządku, ale potem… zaczął się dusić. W oczach miałam łzy.
Konwaliowe Serce robiła co mogła, by uratować Kwiatuszka.
Moje kocię…umarło. Umarło. Jak to mogło się stać?! Płakałam…
- Przepraszam… To moja wina… - mruknęła smutno medyczka.
- Nie, to nie twoja wina. Kwiatuszek jest z Klanem Gwiazdy. – pocieszył ją Orlikowy Szept.
- Cał-łeżycie „jest z Klanem Gwiazdy” albo ,,Jest szczęśliwa w Klanie Gwiazdy''! – zapłakałam – Przez resztę żywota mam to sob-biepowtarzać?! Czemu-u on mi wszystko zabiera?! Co źle zrobiłam?... Czemu nie zostawili mi nawet kociaka?! On nic nie zrobił.
- Cętko uspokój się, musisz być silna dla pozostałych kociaków. Mnie też jest przykro. Mo-że je n-nazwiemy? – powiedział spokojnie biały kocur.
- M-mamy o nim zapomnieć?! On… On. – nie dokończyła zapłakana Cętka.

< Gniot ale Świerszczyk? Tupot? Niebo?>

02 sierpnia 2020

Od Cętkowanego Kwiatu Cd Orlikowego Szeptu

Przed narodzinami Nocy, Burzy i Stokrotki. Przepraszam że tak późno i za gniotka.
-Właściwie to pytanie... Konwaliowe Serce ostatnio dziwnie się zachowuje. Czy... Mówiła ci o jakiś problemach? Wiesz... To nasza przyjaciółka i powinniśmy się o nią wspólnie zatroszczyć, by nam nie padła za szybko. Każdy medyk jest cenny dla klanu - powiedział.
- Mieliśmy tę chwilę spędzić razem, a ty ciągle o Konwalii. Konwaliowe Serce to, Konwaliowe Serce tam to...Wiesz co?! Jak jak ją tak kochasz to do niej leć. No już! - fuknęła Bura wojowniczka. 
- Ale...Cętko, przysięgam na Klan Gwiazdy...Ja jej nie kocham!
- Ta, na pewno.Ale i tak jest już dawno zajęta.-
Zobaczyła na twarzy białego wielkie zdziwienie.
- On-na jest za-ajęta? Przecież...Przecież jest medyczką. Dlatego wychodzi z obozu?
- O wielkie zdziwienie. Myślałam że się domyślisz. -miauknęła Cętkowany Kwiat, skrobiąc pazurem w śniegu. - Złamała jeszcze kodeks wojownika. Jest z wojownikiem Klanu Wilka. No i jeszcze wpadła. Nie wiem, dlaczego się nie domyśliłeś. No teraz jak już wiesz to idź się z nią pożegnaj. Ja już idę. Żegnam.
- Cętko nie idź jeszcze. Ja naprawdę kocham tylko ciebie.
*****
- Tak tęskniłam... Chciałbyś zobaczyć te kociaki? - zamruczała wesoło. 
Orlikowy Szept skinął głową.
Oboje wyszli z legowiska wojowników.
- To Stokrotka, a to Burza - powiedziała wesoło, przedstawiając dwie niebieskie kotki.

<Orlik? Kończymy>

29 lipca 2020

Od Cętkowanego Kwiatu Cd Konwaliowego Serca

Z oczy Cętki zaczęły płynąć powoli łzy. Chłodne, zimne i takie smutne... Pyłek nie żyła. Nie żyła. Jak to mogło się stać? Jak? Jakim cudem? Czemu? - te pytania ciągle chodziły po głowie burej. Chciała usłyszeć, że to tylko żart, że to tylko głupi żart, a nie realia. Kopała kamienie, krzyczała, a w końcu cała złość przemieniła się w smutek. Leżała i cicho łkała. Czapla razem z nią. Konwalia i Orlik chcieli jej pomóc, ale nie mogli przywrócić życia zmarłej. Od czasu do czasu cętkowanej było niedobrze. Chciało jej się tylko jeść i spać. Nie miała ochoty nigdzie wychodzić, prawie cały czas leżała tylko w legowisku wojowników. 
- Cętko, może wyjdziesz pozbierać ze mną zioła? - spytała niepewnie Konwaliowe Serce, stercząc w wejściu. 
- Może k-kiedy indziej? Wiesz, jestem trochę zajęta. - Cętkowany Kwiat wymyśliła następną wymówkę. 
Czarno-biała wyszła z opuszczoną głową. Bura słyszała na zewnątrz szepty. Rozmawiali o niej. 
- Jak tak dalej pójdzie... to nie wiem co będzie. Chyba nie da się jej nakłonić do wyjścia. - szepnęła szybko medyczka do Orlikowego Szeptu.
 - Bardzo martwię się o nią. - zamruczał. 
                                               ***
 - Boli mnie brzuch... - wydała z siebie cichy pisk brązowooka, łapiąc się za brzuch. - Powinnaś iść do medyków. - miauknął biały bacznie przypatrując się swojej partnerce. 
- Prześpię się i mi przejdzi- 
- Nie, Cętko! Jeśli zaraz tam nie pójdziesz, to zaniosę cię jak kociaka. 
Bura nie odpowiadała. Orlikowy Szept zdecydowanie złapał cętkowaną za kark i zmierzał w kierunku leża medyków.
 - Puszczaj! Cały Klan nas widział! - krzyknęła niezadowolona. 

< Konwaliowe Serce? Orlik?>

20 lipca 2020

Od Cętkowanego Kwiatu Cd. Konwaliowego serca


- Ej, nie chciałam cię urazić. - miauknęła Konwalia — Przepraszam, że na ciebie nakrzyczałam...
- Nic się nie stało... Tylko źle się czuje. Ale minie jak się prześpię. - mruknęła smutno bura.
- Cętko, na pewno nic ci nie jest? Może cię zbadam? Ostatnio nic nie piłaś. -
rzekła troskliwym głosem asystentka medyka, mierząc od końcówek uszów kotkę aż po końcówki kończyn. - Nie wyglądasz zbyt dobrze...
- Ruszajmy. - odpowiedziała wojowniczka.
Konwaliowe Serce pokiwała głową i razem ruszyły za tereny Klanu Burzy.

***

- Musimy znaleźć jakąś norę... - dyktowała czarno-biała medyczka. - I mech...
- Może ta! - krzyknęła bura wojowniczka, wskazując na norę po borsuku.
- Jesteś pewna, że nikt tu nie mieszka? - zapytała nie pewnie medyczka- Może jednak zajrzę...
Kotki weszły razem do nory. Pieczara była przyozdobiona w grzyby oraz zwiędłe liście gnijące od pory spadających liści. Przy wejściu znajdował się topniejący śnieg.
- Jest idealna. Trzeba będzie tylko przynieść tu trochę mchu. - mruknęła zachwycona bura.

**kilka dni później**

- Gdzie idziesz?- zapytała biało-czarna.
- Na polowanie. - odparła druga, bura kotka.
- O nie, w takim stanie nigdzie nie pójdziesz. - miauknęła uparcie asystentka medyka.
- Ale nic mi nie jest...
- Zaraz cię-ę zbadam.
- Na prawdę, nic mi nie jest Konwalio. Na prawdę.
- Zobaczymy, jak cię zbadam.
- Teraz... Najważniejsze jest zdrowie twoich kociąt, musisz coś zjeść.
- Ale najpierw cię zbadam. 
- No dobrze.

<Konwaliowe Serce?>

14 lipca 2020

Od Cętkowanego Kwiatu cd. Konwaliowego Serca


- Tak, dziękuje ci za pomoc. – Czarno-biała medyczka przytuliła burą wojowniczkę.
***
- Dobra czekaj. - mruknęła Konwaliowe Serce – A jakby skłamać, że są kociętami mojej dawnej ,,koleżanki’’ z siedliska dwunożnych? W końcu kiedyś mieszkałam tam.
- Ooo… I jeszcze dołoży się gadkę o tym jaka była biedna i prosiła nas o pomoc. Błagała i płakała. I… - odpowiedziała wojowniczka.
- Cętko! Za dużo dramatyzmu…
- I trzeba było ją by uśmiercić. – dokończyła.
- Dl-laczego?!
- Bo kocięta będą chciały się z nią spotkać. A chyba nie chcesz -
- Kiedyś i tak im powiem. Nie chcę, żeby patrzyły ze smutkiem na swoich rówieśników opowiadających o swoich rodzicach. – mruknęła łaciata zlizując coś z łapy.
- Jasne. To punkt 2. Gdzie zamierzasz je urodzić?
- Myślę, że za terenami Klanów. Źle będzie, jeśli ktoś nas zobaczy. W jakieś bezpiecznej króliczej norze.
- Powiedziałaś Świtającej Masce o tym? – zapytała córka Czaplego Potoku i spojrzała się prosto w żółte oczy przyjaciółki.
Czarno-biała pokiwała tylko głową.
- Czas się pożegnać – mruknęła bura – Będę bardzo tęsknić za Orlikiem, nie wiadomo co z kim będzie robić.
- Cętko! – miauknęła biało-czarna i wydała z siebie cichy pomruk śmiechu i zażenowania.
- No co? – zapytała zdziwiona młodsza kotka i spojrzała na wschodzące powoli słońce – powiedzmy o tym Mokrej Gwieździe.
- Nie wiadomo, czy nam pozwoli…
- Musi, nie mamy przecież planu B.
- Racja. Nie wiem, jak je nazwiemy. - szybko zmieniła temat łaciata.
- O tym pomyślimy, jak się urodzą. - mruknęła partnerka Orlikowego Szeptu i machnęła ogonem.
Medyczka uśmiechnęła się lekko.
- Nie mogę się doczekać, aż je zobaczę.... Czy w ogóle przeżyją i...-
- Na pewno wszystko będzie dobrze i je zobaczysz, czas zleci pewnie szybciej niż myślimy. - zaśmiała się niepewnie bura i dotknęła przekonywająco przyjaciółkę łapą. 

<Konwaliowe Serce?>

Od Cętkowanego Kwiatu cd. Orlikowego Szeptu

Do brązowych ślepi burej dostało się światło, które trochę szczypało w oczy. Niechętnie je zamknęła, próbując jeszcze trochę pospać.
Poczuła muśniecie na ciele.
- T-tak
- Orliku? – ziewnęła Cętkowany Kwiat - Daj troszkę pospać… 
Nikt jej nie odpowiedział.Wiedziała, że biały już wstał i wyszedł z legowiska wojowników. Instynkt kazał jej wstać, zjeść i poszukać syna Koniczynki i Ostrzenia, ale łapy planowały co innego. Po kilku uderzeniach serca instynkt zwyciężył. 
*** 
Bura kocica zobaczyła białego. Przyglądał się zamyślony kociętom. Cętka podbiegła do Orliczka. 
- Orliku, co tu robisz?! - zapytała zaskoczona. Kocur nadal stał zamyślony. Po chwili potrząsnął głową.
- Emm... Przepraszam, nie usłyszałem... Zamyśliłem się – miauknął Orlikowy Szept, spoglądając na końcówkę swojego ogona. 
- Nic nie szkodzi… Zapytałam się ciebie co tu robisz. - wyjaśniła córka Czaplego Potoku i spojrzała na swojego partnera.
- J-ja? Nic… Tylko trochę myślałem nad tym, co się wydarzyło i ten… - nagle wojownik ochlapał burą śniegiem. 
- Dlaczego to zrobiłeś? Już jestem brudna… 
- Berek! - krzyknął wojownik, biegnąc przed siebie. 
Przez chwile Cętkowany Kwiat zastanawiała się, czy aby na pewno Orlik nie oszalał. Ta myśl szybko przeszła brązowookiej, gdy zaczęła biec za białym. Kilka razy próbowała złapać białego, ale nadaremno. W końcu zdyszana zatrzymała się na śniegu. 
- Coś się stało, Cętko? Kocur podszedł do ukochanej, a ta złapała go łapami za ogon i krzyknęła „Mam cię!”. Biały również chwycił burą. 
- Chciałbym ci o czymś powiedzieć. – zamiauczał.

<Orliku? Sry za gniota :c> 

06 lipca 2020

Od Cętkowanego Kwiatu cd. Konwaliowego Serca

- Czemu mi nic nie mówiłaś?
- Nie mogłam... Zrozum... Przykro mi, że tak wyszło. - odparła zdenerwowana Konwalia.
Usłyszałam cichy szloch mojej przyjaciółki. Płakała.
- Dlaczego p-płaczesz?
- Bo ja jeste-em najgorszą m-m-medyczką… Klan Gwiazdy m-nie ukarze. J-ja nie mogłam-m… Ja... - płakała Konwaliowe Serce.
- Ni-e płacz…Wszystko będzie d-dobrze. Proszę nie płacz… Jeszcze nie widziałam na świecie tak szczerej, mądrej medyczki. A Klan Gwiazdy to tylko jakieś gadające trupy…
- Nie mów tak, Cętko... Tak nie można. On-ni mnie ukarzą. Będę siedzieć w Miejscu, Gdzie Brak Gwiazd… Ja się boj-ję.
- Och, Konwalio… Nie bój się. Miauczą, że miłość nie zna strachu. A Gwiezdni… Nie m-mogą ci zabronić kochać. Miłość zawsze dopadnie. Nawet, jakbym ci zabroniła iść do niego, to i tak byś poszła. Wiedz jedno, zawsze będę po twojej stronie, Konwalio. Idź za głosem serca, ono zawsze wskazuje dobrą drogę. Nie płacz, wszystko będzie dobrze.
- No nie wiem, Cęt-tko…Ba-ardzo cię prz-zepraszam-m. Jeste-em najgorszą przy-yjaciółką. Tak-k bardzo go kocham, a on m-mnie… Bardzo bard-dzo cię przepraszam…
- Przestańmy myśleć o przyszłości…Przystojny jest?
- N-no tak, bardzo przystojny. Dlaczego pytasz?
- P-po prostu.
- Jesteś za zazdrosna?
- No coś ty. Ja? Zazdrosna?
- No ty!
- Nie przesadzaj.
***
- Orlik, proszę, nie smuć się. Na pewno jest szczęśliwa w Klanie Gwiazdy. Mam ci przynieść mak od medyków? - cicho mruknęłam do Orlikowego Szeptu.
Biały westchnął.
- N-nie trzeba… Nie musisz. – miauknął ściszonym głosem.
- Na pewno? Może jednak ci przyniosę.
Wojownik położył głowę na ziemi. Patrzył pusto w dal.
- M-mamo… - szepnął.
-T-to ja ci przyniosę mak.
Pobiegłam do legowiska medyków. Tak zastałam nucącą coś Konwaliowe Serce. Układała zioła.
- Z Orlikowym Szeptem coraz gorzej…
Czarno-biała medyczka odwróciła głowę.
- Cętko…W końcu to jego matka.
- Potrzebuję dla niego maku!
- Co za dużo to niezdrowo. Może potrzebuje chwili samotności, żeby pomyśleć i się wypłakać?
- A-ale on…Trzeba go jakoś rozweselić. Tyle złego przydarzyło się w klanie…
- Cętkowany Kwiecie, jestem pewna, że przydarzy się też coś dobrego…
<Konwalio?>

26 czerwca 2020

Od Cętkowanego Kwiatu cd. Konwaliowego Serca

- Te króliki są wyśmienite…W życiu takich dobrych nie jadłam. - zamruczała Zajęcza Stopa. - Jestem pewna, że Ciern…Przepraszam, zapomniałam.
- Nic się nie stało. Koty prawdę miauczą, że czas leczy rany. Cierniowa Łapa na pewno jest szczęśliwa w Klanie Gwiazdy. - mruknęłam.
- Święta prawda Cętko, Święta prawda. Nigdy nie widziałam, żeby złamała Kodeks Wojownika czy Medyka - odparła Zając.
Konwaliowe Serce ze wstydem zasłoniła łapami głowę.
- COŚ SIĘ STAŁO KONWALIO?! - zawyła.
- Nic się nie stało… naprawdę nic. Króliki są pyszne - miauknęła cichym głosem. - Naprawdę.
Czarno-biała medyczka udała uśmiech. Coś było nie tak.
Rzuciłam jej spojrzenie ,,Ty wiesz, że ja wiem’’.
- To może ja już pójdę. Pa!
Na chwilę przystanęłam przy Konwalii. Zmierzyłam ją wzrokiem.
- Wiem, że coś ukrywasz. Spotkamy się w porze Szczytowania Księżyca. Środek obozu - pisnęłam najciszej jak umiałam.
Nie opowiedziała. Otworzyła tylko pysk, po czym go zamknęła.
****
Czekałam na czarno-białą medyczkę.
Chwilę potem wyłoniła głowę z krzaków. Gestem ogona kazała mi podejść.
- Po co zawlekłaś mnie w krzaki!?
- Cicho! - prychnęła.
- Śmierdzisz zapachem Klanu Wilka. W co ty pogrywasz?
- Nic, nic…T-tyl-kko zbierałam tam zzioła… - jęknęła Konwaliowe Serce.
- Nie kłam! Nie jesteśmy kociętami, żeby się bawić w ,,Tajemnice’’. Dobrze wiemy, jak tamta się skończyła. Gadaj! - zażądałam.
- Zaraz cały klan usłyszy! Zrozum, Cętko… J-ja nie mogę. On też nie może.
- Kto to On? JEST Z KLANU WILKA?! Co z nim robisz?
- Ja nie-e mogę ci powiedzieć. Nie powiem ci. Odpuść.
- Nie odpuszczę. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Pomogę ci… Łamiesz Kodeks Medyka, czy coś?
- J-a nn-iemogę. Proszę… Odpuść.
Medyczka rozpłakała się.
- Nie płacz… Proszę! Nie płacz.
- Cęt-ko, jesteś dla mnie jak rodzona siostra… Znamy się od kociarni, ale nie mogę ci powiedzieć…

<Konwalio? Przepraszam za gniota>

12 czerwca 2020

Od Cętkowanego Kwiatu

- Poczekasz tu na mnie? Muszę dać te zioła Chabrowej Bryzie - mruknęła Konwaliowe Serce podnosząc zielone zioło.
Bardzo bałam się zostawać sama z myślami. Wtedy myślałam o śmierci Cierniowej Łapy, dlatego wtedy po moim pyszczku spływały łzy. Chciałam wsiądź się w garść, ale po prostu nie mogłam.
-M-mogę iść z t-tobą? - spytałam.
- No dobrze.
Szliśmy równym krokiem. Nie śpieszyliśmy się.

****

Weszliśmy do żłobka, zastając dziwnie dyszącą Chabrową Bryzę.
-Z-zac-zeło się! -powiedziała ciężko dysząc.
Obie z Konwaliowym Sercem spojrzeliśmy sobie w oczy.
-Zaraz wrócę! -wrzasnęła medyczka, - Zaopiekuj się nią…
Czarno-biała kotka wybiegła natychmiast z żłobka.
Patrzyłam się na karmicielkę w milczeniu.
- Jak mogę ci pomóc? Przynieść ci coś? - prychnęłam.
Na tamten czas zapomniałam całkowicie o smutku, zdegradowaniu do rangi ucznia i Cierniowej Łapie.
- Lamparci S-skok…Zawołaj Lampa-ardzi Skok. -odpowiedziała. - Pr-oszę.
- Jasn-e
Wyjrzałam z żłobka. Nikogo w pobliżu nie było.
Chwilę potem do kociarni wbiegła pewna siebie Konwaliowe Serce w zębach miała zioła na poród razem z Jeżową Ścieżką i jeszcze kimś.
- Dobrze się spisałaś - mruknęła.
Mijały wycia, zdechnięcia Chabrowej Bryzy i wyłonił się pierwszy kociak.
- Wylizuj - miauknął Jeżowa Ścieżka, podając mi pierwszego kociaka.
Kocię było czekoladowo-białe z króciutką sierścią. Najprawdopodobniej była to duża kotka.
Posłusznie wylizywałam kociaka, który wiercił się na wszystkie strony świata głośno piszcząc.
- Dlaczego ja? - mrauknęłam w myślach.
Czekałam jak rodzice nazwą swoich potomków.

<Bąbelki (Kózka, Krówka, Baranek)? Witajcie na tym świecie>

02 czerwca 2020

Od Cętkowanego Kwiatu

*legowisko wojowników*



- Podobno coś się stało z Ciernią i Burzą. Co znowu zrobili? - zapytałam wylizując przednią łapę.
- Nic im nie jest. Myślę, że powinnaś spędzić z nimi więcej czasu. Dawno nie rozmawialiście. - odparł Orlikowy Szept.
- To są kociaki, czy co? Nie będę z nimi bez przerwy przesiadywać. Ciągle wpadają w kłopoty.
- Trochę się zmieniłaś. Oni są twoim rodzeństwem i… może potrzebują rozmowy z tobą?
- Idę na polowanie.

****

Przysiadłam i wytężyłam węch i słuch.  Ciężkie kroki. Stary zapach… Coraz bliższe kroki. Cięższe kroki. Nowy zapach. Zapach młodej zwierzyny. Królików!
Biały Królik obserwował otoczenie. Przygotowałam się do skoku. A może by tak…
- Nie baw się jedzeniem! - usłyszałam troskliwy głos sumienia.
Jedno muśnięcie kocich pazurów… Drugie… Było mi go nawet szkoda. Ale jakby był uważniejszy to by przeżył. Życie to walka o przetrwanie.

****

Przechodziłam właśnie obok kociarni. Teraz w niej przesiadywała samotna ciężarna Chabrowa Bryza.
Wypadałoby dać jej jedną z piszczek i trochę pogadać.
- No cześć! Przyniosłam ci świeże piszczki. Jak tam zdrówko? - wpadłam do żłobka prawie krzycząc.
Milczała. Wiem co pewnie miała na myśli.  Ja nawet z nią nigdy nie rozmawiałam. Ba! Mogła nawet nie wiedzieć kim jestem. Chyba ta wizja w głowie samotnej i opuszczonej ciężarnej kotki mi namieszała.
-Yyy… Dobrze, dziękuje za świeże piszczki. A wiesz słyszałam że Orlikowy Szept cię poszukuje. – Udawała sztuczny uśmiech.

19 maja 2020

Od Cętkowanej Łapy (Cętkowanego Kwiatu) CD Mokrej Blizny

- Twój plan jest nawet niezły, ale przydałby nam się jakiś medyk.
- Medyk? Który?

****

- Mokra Gwiazdo?
- Tak? - spytał dziwnie uśmiechając się.
- Pies…
- Nie, nie to j-ja coś powiem. - zaczął - Jesteś już gotowa!
- Na co? -zapytałam rzucając innym spojrzenie ,,Czy on coś brał?’’.
- Na zostanie wojownikiem.
- Al-le przecież… przecież…
- Do jutra.

****

Całą noc nie mogłam zasnąć. Patrzyłam na gwiazdy i mruczałam pod nosem ,,Ja wojowniczką?’’
Znudziło mi się bezczynne leżenie i postanowiłam pójść do Orlikowego Szeptu.
- Cześć-miauknęłam cicho.
- To sen? -mruknął.
- Może tak, może nie.
- To nie sen. Tak to nie przyszłaś byś o tej porze. Co się stało?
- Nic… Śpij.
Otarłam się lekko o jego prawy bok i położyłam się.
Spojrzał na mnie niebieskimi ślepiami pytająco.
- Naprawdę nic… Oprócz…
Uśmiechnęłam się serdecznie i zaczęłam lizać go po uchu.
- Czego? -miauknął biały jak już przestałam.
- Mokra Gwiazda mówi, że jestem już gotowa… N-na zostanie wojownikiem!
- To świetnie! Teraz ja cię….
- Cii…
Przytuliłam się do niego.
- Pamiętasz, jak byliśmy mali i razem budowaliśmy w śniegu? Wtedy cię spotkałam. Wyobrażam sobie nasze kocięta…
- No… Em fajnie. Ale na razie ich nie mamy i nie będziemy mieć.
- Nie będziemy mieć?! Nie lubisz kociąt?
- Nie o to mi chodziło… Może kiedyś. A zostanie rodzicem to bardzo duża odpowiedzialność i czasami problemy.
- Ale też szczęście i miłość.
- Mamy na razie siebie… W lesie coś grasuje. Jak myślisz, co to?
- Niewiele wiem. Ale ja z Mokrym znaleźliśmy p…
- Co?
- Nic… Znaczy nic ważnego…
Popatrzył na mnie badawczo.
- Znaleźliśmy jeża…Nic więcej.
Kłamałam, ale... nie mogłam inaczej.
Jeż…Jeżowa Ścieżka. Jego matka, Brzozowe futro zginęła. Czy to było związane z tą sprawą?
- Mogę ci zadać pytanie? Obiecaj, że na nie odpowiesz.
- Jak ty odpowiesz na moje.
- Niech będzie.
- Orlikowy Szepcie… Dlaczego unikasz tematu kociąt?
- Nie unikam!
Przeniknęłam go wzrokiem.
- Po prostu… Po prostu nie byłbym najlepszym ojcem.
- Szczerze.
- No nie wiem czy jestem im w stanie zapewnić odpowiednie warunki.
- Kociaki nie potrzebują warunków. One chcą miłości.
- Teraz ty.
- Obiecaj, że nikomu nie powiesz.
- OBIECUJE!
- Ciszej! Ja z Mokrą Blizną znaleźliśmy psa.
- Co to pies?
- Pies to prawie kot tylko szczeka, gryzie i jest niebezpieczny. To był szczeniak.
- Aha… Wole nie znać szczegółów. Przed tobą ciężkie czuwanie radzę się wyspać.

*Mniej więcej zbliża się noc*

- Niech wszystkie koty wystarczająco dorosłe, by samodzielnie polować, zjawią się tutaj na zebranie! - krzyknął lider.
- To teraz… - usłyszałam wesołe mruknięcie Czaplego potoku.
- Ja, Mokra Gwiazda, przywódca Klanu Burzy, wzywam naszych wojowniczych przodków, by spojrzeli na tego ucznia. Ciężko pracował, by zrozumieć wasz szlachetny kodeks, więc polecam go wam jako wojownika. Cętkowana Łapo, czy obiecujesz przestrzegać kodeksu wojownika, chronić i bronić go nawet za cenę życia?
- Ob-biecuję.
- A zatem mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Cętkowana Łapo, od dziś będziesz znana jako Cętkowany Kwiat. Klan Gwiazdy honoruje twoją Odwagę i Uczciwość, a my witamy cię jako pełnoprawnego wojownika Klanu Burzy.
Liznęłam bark przywódcy.
- Cętkowany Kwiat! Cętkowany Kwiat!
Czas na nocne czuwanie.

<Mokra Gwiazdo?>

Od Cętkowanego Kwiatu CD Konwaliowego Serca

- Co się stało? – Zapytała Konwaliowe Serce. – Jakaś kłótnia z Orlikiem? Czy chodzi o to, że ty jeszcze nie zostałaś wojowniczką?
- Nie o to chodzi…-przyznałam zakłopotana- No bo trochę mi głupio, że muszę cię tym obarczać…
- Czym?

**Teraz**

- To tutaj…
Konwalia rozglądała się, w pierwszej chwili nie dostrzegła niczego, lecz w końcu zobaczyła psa.
- Co to jest?! - prawie krzyknęła, ale ją powstrzymałam.
- Muszę iść do Mokrej Gwiazdy i chciałam cię poprosić żebyś się nim zaopiekowała. To szczeniak, nic ci nie zrobi. Proszę…
- Niech ci będzie. Ale co on je?
- Jest jak kocię, tylko trochę gryzie i szczeka.
- Kiedy wrócisz?
- Niedługo.

****

- Mokra Gwiazdo?
- Tak? - mruknął niepewnie.
- Trzeba by było zająć się psem. Zostawiłam go z Konwaliowym Sercem.
- Powiedziałaś jej?!
- Jest przecież moją przyjaciółką.
- Zatem chodźmy.

****

Na chwilę zbaraniałam. Konwaliowe Serce i Jeżowa Ścieżka wplątywali kwiatki w futro Pieska.
- Miałaś nikomu nie mówić!-prychnęłam.
- Nic takiego nie mówiłaś, a Jeżyk nikomu nie powie.
- Przynajmniej pies wygląda ładnie. Cętkowany Kwiecie powiedziałaś komuś więcej?
- Jeszcze tylko Orlikowemu Szeptu, ale on chyba nikomu nie powiedział. Taką mam nadzieję.
Z krzaków wyskoczył Orlikowy Szept z wiewiórką w pyszczku.
- Nie podsłuchiwałem!
- Skoro już  i tak  się tu (dziwnym zbiegiem okoliczności) wszyscy zebraliśmy, Mokra Gwiazdo musisz zdecydować kto pójdzie.
- Więc…

<Jeżyk? Mokry? Konwalia? Orliczek? Drużyno pierścienia?>

05 maja 2020

Od Cętkowanej Łapy cd. Orlikowej Łapy (Orlikowego Szeptu)

– Kocham cię – powiedzieliśmy w tej samej chwili.
Słońce powoli zachodziło pozostawiając za sobą czerwono-pomarańczowy blask, który chwilę później miał zniknąć razem z słońcem. Na niebie zaświeciły gwiazdy i księżyc. Czułam, jak zmarli wojownicy na nas patrzą.
Dałam znak ogonem, żeby Konwaliowa Łapa zostawiła nas samych.
Splotłam z nim ogon. Nareszcie byliśmy sami. Czułam się szczęśliwa i bezpieczna. Wtuliłam się w miękkie futro Orlika.

**Teraz**

Patrzyłam jak biały stawia niepewne kroki ku Czaplej Gwieździe.
Usłyszałam tą samą ceremonie którą przechodził KAŻDY wojownik. Ciekawiło mnie, kiedy ja nim zostanę.
- Idź. Przed tobą ciężka noc. Powodzenia, Orliczku. – usłyszałam ciche słowa ojca.
- Czy on wie?! Chyba nie…- Spanikowałam w myślach.
Spojrzałam na Konwaliowe Serce.

***

Przeciągnęłam się. Zobaczyłam obok siebie skuloną białą kulkę. Orlikowy Szept!
Przypomniał mi się żłobek. Och…Te wspomnienia. Uśmiechnęłam się pod nosem. Oj…Mały Orlik. Ale nie! Nie jestem jeszcze staruszką, żeby wspominać i podsumowywać swoje życie.
- Orlik…Orlikowy Szept? – miauknęłam.
- No co? – prychnął niechętnie obudzony.
- Gratuluję stanięcia się wojownikiem.
- Dziękuje… ale mógłbym się porządnie wyspać? - ziewnął.
- Śpij i słodko śnij. - Zamruczałam.
Uśmiechnął się i miał już zasnąć, gdy…
- Uważaj, żeby…
- Żeby co?
- No bo wiesz…Koty już zaczynają zauważać, że ze mną śpisz. Domyślą się.
- Wstydzisz się mnie?
- Nie! Tylko chodzi o to… Po prostu boję się reakcji mojego ojca.
- Dlaczego? Narcyzowy Pył i tak pewnie powiedział połowie klanu. A Czapla Gwiazda powiedziałby, gdyby coś… On chyba jeszcze nie wie.
- Ale się dowie. Kiedyś im musimy powiedzieć. - powiedziałam, kątem oka zauważając głowę mojego mentora.


<Mokry? Orliczek?>

26 kwietnia 2020

Od Cętkowanej Łapy Cd Konwaliowej Łapy

Postanowiłam przemyśleć moje zachowanie. Może źle zrobiłam od razu na nich naskakując? Wina po części stoi po ich stronie… To oni nie powiedzieli co tam robią! Z resztą Orlik jeszcze ją bronił. A to wszystko według nich wyglądało tak, jakby to była moja wina. Ale nie to było najgorsze… Ten ból serca towarzyszący podczas kolejnego dnia i nocy.

****

 -Już mi nigdy nie wybaczy- posmutniałam.
- Hm… - zastanowiła się Konwaliowa Łapa.
Spojrzałam z nadzieją w jej żółte ślepia.
- Czy możemy, tak jak kiedyś, być najlepszym przyjaciółkami? – miauknęłam.
- Chyba t-tak- Mruknęła
Wpadłam w jej ramiona. Uśmiechnęłam się lekko. Poczułam, że dzisiaj wszystko musi się udać…wszystko. Konwaliowa Łapa odwzajemniła przytulasa.
- Naprawdę przepraszam.
- Byłaś tylko zazdrosna o Orlika, z resztą jesteś jeszcze niedoświadczona. Najpierw powinnaś wysłuchać, a później sądzić. – Liznęła po uchu Konwaliowa Łapa młodszą przyjaciółkę.
- O tak… Wszystko musi się dzisiaj udać. – zamruczałam w myślach.

*****

Do głowy wpadł mi pewien (jakże romantyczny) pomysł. Zerwałam dwie duże, czerwione róże. Pobiegłam do legowiska Orlikowej Łapy. Obsypałam płatkami jednej serduszko wokół jego posłana.  Drugą zaś położyłam w środku czerwonego serca pozostawiając na niej swój zapach. Schowałam się szybko w rogu legowiska.
-O nie… zapomniałam.
Na szybko zaczęłam wylizywać swoje futro, żeby jakoś wyglądało. Serce mi mocnej zabiło. Biały uczeń wszedł do legowiska.

<Orlikowa Łapo? Konwalio?>

Od Cętkowanej Łapy CD Mokrej Blizny

Poczułam, że Mokra Blizna jest zazdrosny. W końcu trzeba więcej uwagi poświęcić szczeniakowi.
Pójdę do obozu, a ty tu z nim zostań, dobra? – Zaczął Mokry. - Schowajcie się.
I teraz wszystko szło po mojej myśli…miało iść, gdyby pies umiał przez chwilę posiedzieć na tyłku.
Pod niektórymi względami pies i zastępca byli podobni. To mnie nie zdziwiło.
Leniwie położyłam się na trawie. Zrobiłam sobie drzemkę.
****
Ocknęłam się chwilę później. Słońce już szczytowało.
- Uch… GDZIE JEST PIES?
Ogarnęła mnie panika. Mokra Blizna mnie zabije.
- Gdzie jesteś pchlarzu?!- zawołałam- Pieseńku pokaż się proszę…
Cholerne psisko. Dlaczego teraz? Na Klan Gwiazd, dlaczego teraz?
Zaczęłam węszyć. Zawiodłam Mokrego. Jak pies jest w obozie to już…
*****
Zobaczyłam merdający ogon. Tak!
- Byłeś niegrzeczny…
Pies zaskomlał i zrobił smutne oczka.
- Na mnie to nie działa! Jakby cię znaleźli ja i Mokry mieliśmy by kłopoty.
Wyczułam pewną znajomą woń. To patrol łowiecki.
- Muszę gdzieś cię ukryć… Dosyć przygód na dzisiaj!
Złapałam szczeniaka za kark i pognałam przed siebie. Znalazłam króliczą norę.
- Jesteśmy bezpieczni. – odetchnęłam z ulgą. – Teraz już nikt nas nie znajdzie.
*****
Poczułam jak mały ciągnie mnie za ogon. W końcu gryzie.
- Tak? Pewnie chcesz się bawić… Tylko w co?

<Mokra Blizno?>

20 kwietnia 2020

Od Cętkowanej Łapy Cd Mokrej Blizny

Cień drzewa padł na szczenię. W przyszłości na pewno zostanie kimś wielkim. Ciarki mnie przeszły, gdy przypomniałam sobie, że to my musieliśmy zadecydować o jego przyszłości. Dlaczego on sam nie mógł wybrać? Muszą dobrze wybrać…Od tego zależy jego i ich przyszłość. Bałam się, że rybojady go wykorzystają. Z jednej strony widziałam smutne szczenię w obozie, a z drugiej dorosłe zwierzę pod rozkazami Klanu Nocy. Nie musi być tak źle, co nie? Może Klan Nocy tego wcale nie zrobi? Może…
Jednak najbezpieczniejszą opcją było go zaniesienie do obozu. Najbezpieczniejszą dla psa…
- Mam plan – mruknęłam. - Może zabierzemy go jednak do obozu? Ty zajmiesz się Czaplą Gwiazdą, a ja psem.
- Ty jesteś córką Czapli… ja mogę zająć się psem – miauknął.
- Ale ty zostaniesz w przyszłości przywódcą… Będziesz musiał rozwiązywać konflikty. A psa o mało nie zabiłeś. Kocięta, szczeniaki…Potrzebują troski, wyrozumiałości, odpowiedzialności i rodzica. Każdy kot wie, że w tej roli najlepsze są kotki…
 Nie mogłam rozpoznać jego emocji. Jest zły? Rozczarowany? Obojętny? Gorzej?
Spojrzałam na malucha. Kremowy z radością zaszczekał. Ten wzrok Mokrego… Był przepracowany. Musi odpocząć
- Jak chcesz to mogę ja się wszystkim zająć. Ty odpocznij.
- N-nie m- zaczął.
- Ale naprawdę Mokra Blizno… Najwyżej Czapla Gwiazda każe tego Psa gdzieś odnieść. A ty potrzebujesz odpoczynku.

<Mokry? W razie czego można jeszcze oddać tego psa>

16 kwietnia 2020

Od Cętkowanej Łapy Cd. Mokrej Blizny

W krzakach zalśniły brązowe oczy.
- Mokra Blizno, czy to ty?
Krzewy zaczęły się strasznie ruszać. Wtem kremowe coś skoczyło na mnie, podgryzając mi łapę.
Pisnęłam przestraszona. Poczułam obecność jeszcze jednego… To był Mokry.
- Mokra Blizno!
Stworzonko zaczęło wydawać dziwne dźwięki. Nie można było to nazwać mową, ono albo piszczało, albo szczekało.
- Co to jest?! - spytałam, odskakując od zwierzaka.
- To pies!
- Pies? A one nie są groźne? - zapytałam.
Uderzyłam łapą o Psiaka.
- Ten jest malutki. Powinniśmy go zostawić - oznajmił.
Piesek zainteresował się moim mentorem i zaczął za nim kroczyć.
- Czemu mamy go zostawiać? – zapytałam.
- Jego matka może gdzieś być. Chyba, że został porzucony.
- Wiem, że dopiero zaczęliśmy trening, ale musimy coś z nim zrobić. Może by go podrzucić Klanowi Nocy? Oni mają za terenami farmę...
Wpadł mi do głowy pomysł. Psina zaczęła się tarzać w trawie.
- Jak myślisz, co powinniśmy zrobić? Myślisz, że ktoś po niego przyjedzie?
No teraz mogę powiedzieć o nim (pomyśle) Mokrej Bliźnie.
- Możemy go zabrać do obozu - zaczęłam - i wychować. A jak dorośnie to będziemy szczuć psem inne Klany… I...
- Nie możemy go zabrać do obozu… Jedyną opcją jest odniesienie go na farmę - miauknął, spoglądając na szczeniaka.

< Mokry?>