Przeszłość
Dzięki opiece uzdrowicieli Owocowego Lasu Wróżce udało się w pełni dojść do siebie, a przynajmniej na tyle, że była w stanie podnieść się z posłania, nie chcąc spędzić na nim kolejnego całego dnia. Dlatego też, korzystając z faktu, że oprócz pacjentów i mieszkańców legowiska uzdrowicieli nie było nikogo innego w dziupli, za pozwoleniem Purchawki zdecydowała się przycupnąć na rampie prowadzącej do wnętrza lecznicy, która ku zadowoleniu pokiereszowanej albinoski, znajdowała się akurat w cieniu drzew.
Fioletowe oczy spoczęły na dwójce przekomarzających się uczniów, którzy właśnie wracali z treningu, a tuż za nimi powolnym krokiem zbliżali się do obozowiska ich mentorzy. Z kociarni dochodziło ciche popiskiwanie kociąt, a oprócz nich dało się usłyszeć brzmienie melodii kołysanki. Kilkoro stróży wiło z gałęzi nowe legowiska na środku obozu. Grupka starszych wylegiwała się tuż przed swoim legowiskiem, grzejąc się w promieniach słońca wpadających przez dziurę w koronie drzew, na której znajdowali się odpoczywający wojownicy i zwiadowcy. Gdy kotka przeniosła wzrok na jedną z gałęzi, spostrzegła na niej drzemiącego czarnego kocura, z którym spędziła całą wczorajszą i dzisiejszą noc na rozmowie.
Albinoska wciąż miała status gościa w Owocowym Lesie, czy też raczej więźnia. Mimo że urazy fizyczne zdążyły się zagoić, nadal pozostawała mieszkańcem legowiska medyków, który przypominał jej o prawdziwym domu. O swoich bliskich, zmarłych i żywych, tych, którzy byli na wyciągnięcie łapy i tych, którzy byli mieszkańcami Srebrzystej Skóry. Na dobrą sprawę nic jej nie powstrzymywało przed próbą kontaktu z braćmi, jednak nie chciała dodatkowo narażać się Czereśni, który przez te kilka księżyców pozwolił jej pomieszkiwać w Owocowym Lesie. Dlatego też posłusznie czekała na jego zgodę odnośnie do prośby, którą podczas ostatniej rozmowy z nim przedstawiła.
Im dłużej przyglądała się życiu członków Owocowego Lasu, jak i rozłożeniu obozu, tym bardziej pojmowała, dlaczego zamiast niepokoju odczuwała jedynie spokój, przebywając na tych terenach. W Klanie Burzy większość swojego życia spędziła na parterze Skruszonej Wieży, do której tak bardzo podobne było drzewo w społeczności wyznawców Wszechmatki. Podobnie, jak kamienna budowla, drzewo również było legowiskiem lidera oraz miejscem, z którego przemawiał. Sam układ obozu przypominał jej obóz Klanu Burzy, przynajmniej w czasach swojej świetności nim języki ognia na zawsze go pochłonęły. Bliska odległość lecznicy od kociarni i legowiska starszych, jak i pozostałych legowisk. W tym wypadku jedynym problemem dla Burzaczki był fakt, że zwiadowcy, wojownicy oraz uczniowie mieszkali wśród koron drzew, na które przez wzgląd na swoje pochodzenie niekoniecznie potrafiła się wspinać, przynajmniej z taką łatwością, jak chociażby Śnienie czy inni mieszkańcy Owocowego Lasu.
"Nic dziwnego, że Klan Burzy oraz Owocowy Las od zarania dziejów mają ze sobą sojusz, który z biegiem księżyców jedynie starają się jeszcze bardziej umacniać".
Dwoje z czwórki kociąt Zawodzącej Gwiazdy, które na stałe mieszkało w Owocowym Lesie, właśnie wróciło do obozu, trzymając w pyskach kępki ziół. Na sam ten widok w jej umyśle zaczęły pojawiać się wspomnienia, jak to ona sama, jako uczennica wraz z Lotosowym Pąkiem czy Białym Strumieniem, a nawet Skrzydlatą Płomykówką, gdy cała ich trójka nosiła człon "łapa" spędzała wspólnie czas podczas zbierania ziół. Jak witała się z rodzicem po powrocie ze szkolenia, w podobny sposób, jak to robił Modrogończyk czy Psianka.
~~~
Aktualnie
Była świadkiem wielu ważnych wydarzeń mających miejsce w Owocowym Lesie. Widziała, jak rudy kocur o imieniu Kolendra, który do tej pory pełnił funkcję zastępcy, ustąpił z pozycji młodszemu buremu kocurowi o imieniu Guziczek. Uczestniczyła również w ceremonii pogrzebowej Fruczaka, czując, że powinna pożegnać mieszkańca tutejszej społeczności, nawet jeśli nie zamieniła z nim innych słów, jak przywitanie się, gdy czarno-biały gościł w lecznicy. Również do jej uszu doszły słuchy na temat tego, że w Owocowym Lesie została utworzona rada. Miała cenne informacje na temat sojuszniczej społeczności i to w dodatku z pierwszej ręki, a właściwie łapy. Ba, nawet udało jej się zażartować podczas rozmowy ze Śnieniem, że przez to, że nie była na bieżąco z wydarzeniami, nie udało się jej zgłosić jego kandydatury na czas do rozpatrzenia przez pozostałych członków, którzy na pewno doceniliby jego zasługi względem ich społeczności.
– Klan Gwiazdy do mnie nie przemawiał od kilkudziesięciu księżyców, jak nie więcej, Śnienie – miauknęła podczas rozmowy z kocurem, gdy temat przeniósł się na ten odnośnie Srebrzystej Skóry i tego, czego od nich oczekiwano, jako medyczki, jak i członka Świetlików. Ostatni raz, kiedy słyszała głos przodków, miało to miejsce podczas jej ostatniego zgromadzenia medyków. – Jednak odnoszę wrażenie, że przodkowie maczali swoje palce odnośnie mojej tułaczki na terenach niczyich. Zamiast przyciągać mnie do klanu, wszystkie zdarzenia odciągały mnie od niego. Zupełnie tak, jakby przodkowie zgodnie przystali na to, że ja, medyczka klanu powinnam go opuścić i nie powinnam do niego wracać, pomimo paru prób... Pożar, potwór oraz lis uniemożliwili mi powrót do klanu. Zupełnie tak, jakby mieli mnie zaprowadzić do czegoś... a raczej kogoś... – Nie odrywała spojrzenia od złotych oczu Śnienia. – Zaczęłam się zastanawiać, czy Klan Gwiazdy nie chciał, abym was, Świetliki, w jakiś sposób wsparła, tym razem oficjalnie. Nawet pomimo tego, że aktualnie ty i pozostali jesteście członkami Owocowego Lasu... – Tylko w jaki sposób miała ich wesprzeć, grupę, która się rozpadła i tych, którzy ostali żyli na terenach Wszechmatki? Może chodziło o wyjawienie prawdy na temat sytuacji wygnańców z Klanu Wilka, jak i fakt, że na terenach Klanu Wilka dochodziło do kontaktów z Mroczną Puszczą, która była czczona przez kult, o którym istnieniu wiedziała od czarnego? – Słyszałam, jak Modrogończyk podczas rozmowy z Gołąbkiem mówił, że powinnam być martwa już dawno temu i zgadzam się z jego słowami. A jednak... wciąż tu jestem... Już sama nie wiem, co o tym wszystkim myśleć... – miauknęła zrezygnowana, żałując, że Klan Gwiazdy nie mógł po prostu jej powiedzieć wprost, czego od niej oczekiwał i dlaczego zaprowadził ją na tereny Owocowego Lasu. – Udało ci się spotkać i porozmawiać z Brukselkową Zadrą? – zagadnęła, spoglądając na kocura z nadzieją, jednak ten jedynie pokręcił przecząco głową.
🐑
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz