BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lśniący Księżyc x Pierwszy Brzask. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lśniący Księżyc x Pierwszy Brzask. Pokaż wszystkie posty

01 maja 2022

Od Pierwszego Brzasku cd. Lśniącej Łapy

Lśniąca Łapa nawet nie wiedział, jaką przyjemność sprawił buremu, gdy poprosił go o opowieść. Kocur poczuł się taki… potrzebny. Ktoś się nim zainteresował. I to nie tylko dlatego, że mentor kazał mu go nakarmić. Uśmiechnął się do kocurka, szczęśliwy, szybko puszczając w niepamięć słowa o zasłużonym odejściu do starszyzny.
– No pewnie, jeśli tylko masz ochotę posłuchać – miauknął. – Co by tu…
Bardzo mu zależało, żeby opowiedzieć coś ciekawego. Nie chciał zawieść Lśniącej Łapy. Sięgnął pamięcią do czasów młodości, gdy to on razem ze Skowronek męczyli Wilcze Serce o opowieści. Chodzili za ojcem tak długo, aż w końcu zabierał ich na polanę przed legowiskiem, kładli się wszyscy obok siebie i patrząc w Gwiazdy, słuchali opowieści o wielkich wojownikach, którzy za swoje zasługi po śmierci lśnili jako jedna z gwiazd. Tata często się mylił, plątając kocie wierzenia z wilczymi, nieraz też nazwał ich szczeniakami zamiast kociętami, ale żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Jego historie były dużo ciekawsze niż opowieści o Kodeksie innych wojowników. Przymknął ślepia.
– Daleko, daleko stąd, był sobie kiedyś potężny Klan… Lasu. Wszyscy jego członkowie byli dla siebie jak rodzina, znali się i dbali o siebie jak o własnych braci i siostry. Kierował nim mądry I… Liściasta Gwiazda, jego zastępcą był zaś jego najlepszy przyjaciel… przyjaciel, Wierne Serce. Wierne Serce był najlepszym wojownikiem swojego klanu. Imię zawdzięczał swojej lojalności. Nigdy nie zawiódł swoich przyjaciół. Życie w Klanie Lasu toczyło się swoim spokojnym rytmem. Któregoś dnia Wierne Serce przyprowadził do obozu małą, wystraszoną kotkę. Przekonał lidera, żeby pozwolił jej dołączyć do klanu i opiekował się nią. Niektórzy klanowicze zastanawiali się, dlaczego poświęca jej tyle czasu. Nie ufali jej. Pojawiła się znikąd, a niedługo po tym, gdy dołączyła do klanu, zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Z lasu zaczęły znikać piszczki, które znajdowano później martwe. Wierne Serce nie chciał wierzyć, że to wina małej kotki. Któregoś razu przyszedł do niej i powiedział: “Mała kotko, odkąd tu jesteś, w lesie dzieją się dziwne rzeczy. Czy to prawda, co mówią klanowicze?” “A co mówią?”, spytała go. “Że to ty jesteś ich przyczyną.” Mała kotka spojrzała wojownikowi w oczy. “Kiedy byłam mała, spotkało mnie wielkie nieszczęście. Zostałam przeklęta i prześladuje mnie demon, który nie daje mi spokoju. Podąża za mną dokądkolwiek pójdę, w nocy krzywdząc tych, na których mi zależy. To, co się dzieje w lesie, może być jego sprawką.” Wierne Serce bardzo się zasmucił. Klanowicze mieli rację w tym, że obecność małej kotki była dla nich zagrożeniem, a równocześnie to nie była jej wina. Niesprawiedliwym byłoby wygnanie małej, bezbronnej kotki, ale nie mógł pozwolić na narażanie całego klanu. “Co w takim razie mam zrobić?”, spytał małej kotki. “To, co dyktuje ci serce”, odparła. “Zawsze bądź wierny temu, co mówi ci serce.” Wierne Serce spędził całą noc patrząc w Gwiazdy i słuchając głosu swojego serca. O wschodzie słońca podjął decyzję. Przyszedł do swojego najlepszego przyjaciela, Liściastej Gwiazdy i powiedział: “Mała kotka przyznała mi się, że podąża za nią demon, który krzywdzi jej bliskich. To nie jej wina, że tak jest, ale nie możemy narażać całego klanu. Odejdę stąd wraz z nią. W ten sposób klan będzie bezpieczny, a ja będę się nią opiekował, żeby nie spotkała jej żadna krzywda.” Liściasta Gwiazda spojrzał na przyjaciela. “Jesteś pewien, że chcesz od nas odejść? Życie samotnika jest pełne niebezpieczeństw, nigdy nie wiadomo też, czy sama mała kotka nie okaże się groźna. Jeśli z nią odejdziesz, nie będziesz mógł nigdy wrócić.” “Jestem”, odparł wojownik, “Muszę postąpić tak, jak dyktuje mi serce”. Tak jak powiedział, tak zrobił. Jeszcze tego samego dnia Wierne Serce i mała kotka odeszli z Klanu Lasu. Gdy tylko opuścili obóz, wszystko ustało. Klan Lasu znów żył w spokoju.
Pierwszy Brzask umilkł i spuścił łeb.
Drobne ciałko małej kotki leżało bezwładnie na liściach. “Musiałem postąpić jak dyktowało mi serce”, rzekł wojownik. “Musiałem postąpić jak dyktowało mi serce” powtórzył, przynosząc do klanu kocięta. “Muszę postąpić jak dyktuje mi serce” szepnął, wychodząc z bezpiecznego legowiska. “Musiał postąpić, jak dyktowało mu serce” szeptał samotnej sylwetce nad jego grobem wiatr.


<Blasku?>

15 kwietnia 2022

Od Blasku (Lśniącej Łapy) CD. Pierwszego Brzasku

 — T-to nic takiego. Poleżę chwilkę i mi przejdzie.
Ale kociakowi ciężko było uwierzyć, że "to", czymkolwiek było, szybko przejdzie. Spojrzał zmartwionym i zaskoczonym wzrokiem na kocurka.
— P-przepraszam, zawołać kogoś? Medyków?
— Wszystko jest dobrze, tak jak mówiłem. Nic się nie dzieje. To nic takiego.

* * *

Wracał z treningu z Kalinką. Ciężarna kotka często ciężej znosiła treningi i dużą ilość ruchu, ale Lśniąca Łapa kibicował jej i już nie mógł się doczekać, aż urodzą się jej kocięta. Chciałby już poznać dzieci swojej mentorki i mentorki swojej siostry.
Poleciła mi, by odniósł zwierzynę do starszyzny, więc podszedł do sterty, która zaczynała znów nabierać barw, chociaż zwierzyny i tak nie było zbyt dużo. Wziął pierwszego lepszego wróbla, jakiego mógł wyszukać wzrokiem i zawrócił się, kierując do starszych. Był tam kiedyś jako kocię. Teraz w legowisku gościł następny członek. Pierwszy Brzask. Lśniący mógł się już spodziewać, że partner Iskrzącego Kroku niedomagał przez starość. Przypomniała mu to sytuacja z kocięcych księżyców, gdy Pierwszy Brzask przewrócił się na jego oczach. I dobrze, że teraz mógł odpocząć. Zasłużył. Chociaż albinos nie znał tak dobrze kocura, z pewnością był mądry i przysłużył się klanowi.
— Witaj, Tańcząca Pieśni i... Pierwszy Brzasku — miauknął, skłaniając głowę, nim wszedł do środka. Ślepa kotka tylko prychnęła coś marudnie, owijając się ogonem.
— Czuję jedzenie. W końcu. Zgłodniałam. Już myślałam, że uczniowie tylko obijają się po kątach swoich legowisk.
— Nie słuchaj jej, czasami bywa trochę marudna — miauknął  cicho Pierwszy Brzask, uśmiechając się lekko.
— Jeszcze nie ogłuchłam.
Lśniąca Łapa położył zwierzynę między starszymi i spojrzał z lekkim uśmiechem i zmartwieniem na nowego starszego.
— Tak myślałem, że niedługo już odejdziesz do starszyzny — przyznał szczerze, kładąc uszy. — Ale z pewnością przysłużyłeś się klanowi. To dobrze, że teraz możesz odpocząć. Chciałbym... Usłyszeć jakąś historię. Opowiedziałbyś mi, Pierwszy Brzasku? — miauknął, siadając i owijając łapy ogonem. Miał nadzieję, że starszy się zgodzi. Był tak wspaniałym wojownikiem. Uwielbiał jego mądre słowa. A Tańcząca Pieśń... Nie wyglądała na zbyt chętną do opowieści. 

<Pierwszy Brzasku?>

11 kwietnia 2022

Od Pierwszego Brzasku cd. Blasku (Lśniącej Łapy)

Jak mógł pomylić szyszkę z piszczką? Na samo wspomnienie wczorajszego polowania spuścił łeb zażenowany. To wina głupiego zbiegu okoliczności, że leżała akurat w miejscu, w którym schowała się mysz. I kwestia tego, że słońce zdążyło już schować się za horyzont i panował półmrok. Każdy mógł się pomylić. Nawet dużo młodszy niż on. Wcale nie chodziło o to, że jego wzrok nie był już tak dobry jak kiedyś. Wcale. Był dobrym wojownikiem i mógł służyć klanowi na tym stanowisku jeszcze długo. Dzieci zdążą zostać wojownikami, a on dalej będzie w stanie polować. Odejdą do starszyzny razem z Iskierką, należał jej się odpoczynek po byciu liderką i wychowywaniu dzieci. Ale wcale nie…
Coś w niego wpadło. Zachwiał się, sycząc cicho z bólu. Wytrącony z zamyślenia, zamrugał zaskoczony.
– Wybacz mi, proszę pana! — rozległo się gdzieś z okolicy jego łap. — Mam nadzieję, że nie zabolało! Przepraszam, byłem nieuważny. Niech się pan na mnie nie gniewa.
– Spokojnie, Blasku – miauknął, przerywając potok przeprosin wydobywających się z pyszczka kociaka. – Nie przejmuj się, nic mi nie jest. – Na potwierdzenie swoich słów uśmiechnął się szeroko i przeciągnął. A przynajmniej spróbował. Coś przeskoczyło i łapa ugięła się pod nim, a on z wyrazem bezbrzeżnego zaskoczenia na pysku, runął na nos. Nawet nie zdążył się podeprzeć. Leżał na ziemi, nie mogąc uwierzyć w to, co się stało. Jego łapa na uderzenie serca po prostu przestała go słuchać. Bark mrowił go dziwnie.
– Proszę pana! – pisnął kociak.
Bury przeturlał się na plecy, bojąc się, że gdy spróbuje wstać, znowu się przewróci.
– T-to nic takiego. Poleżę chwilkę i mi przejdzie.


<Blasku? :')>

23 marca 2022

Od Blasku CD. Pierwszego Brzasku

 — No, i są też samotnicy. Żyją poza klanami, na własną łapę. A czasami dołączają do klanów. Jak ja. – Uśmiechnął się trochę blado.
Blask popatrzył się grzecznie na wojownika, próbując powstrzymać zafascynowane spojrzenie. Więc był wcześniej samotnikiem? Ciekawe, od kogo dowiedział się tylu informacji o klanach. Też by chciał. Mama mu trochę opowiadała, ale nie to, co sięgało aż tak daleko.
— A więc dołączył pan do klanu? To naprawdę ciekawe. — uśmiechnął się łagodnie. Brzask był miły i fajny. Czerwonooki już go lubił. — A... Czy samotnicy są agresywni? Słyszałem, że często atakują klanowe koty, gdy te są na patrolach. Nie wiem, czy to prawda.
— Wiesz, to zależy — miauknął Brzask, śmiejąc się cicho pod nosem. Spojrzał gościnnie w oczy malca, gdy zaczął mówić. — Niektórzy samotnicy naprawdę mogą być niebezpieczni i powinieneś na nich uważać, ale nie wszyscy. Zdarzają się też naprawdę sympatyczni włóczędzy i nie należy od razu atakować, gdy któryś się zbliży do granicy. Zawsze warto być czujnym, ale nie warto osądzać innych kotów zbyt wcześnie.
Albinos kiwnął głową. Te słowa były naprawdę mądre i czuł, że z pewnością kiedyś jeszcze porozmawia z wojownikiem. Teraz jednak usłyszał wołanie swojej matki, więc musiał przeprosić wojownika i odwrócić się, by do niej dołączyć.
— Wybacz, muszę już iść. Bardzo panu dziękuję za rozmowę — miauknął. 
Rdzawe Futro od razu zaczęła go wylizywać, gdy tylko ponownie pojawił się w progu żłobka. Rodzeństwo rozmawiało w którymś kącie kociarni, ale nie zwracał na nich uwagi. Był zbyt podekscytowany tą ciekawą rozmową.
— Naprawdę lubisz dokuczać wojownikom, co? — stwierdziła nieco ironicznie mama, uśmiechając się lekko.
— Nie dokuczam. Pierwszy Brzask był bardzo miły — odparł Blask, wysuwając z dumą klatkę piersiową. — I dużo się dowiedziałem. Widzisz, jak szybko się uczę?
— Tak, tak. Zdecydowanie — miauknęła pobłażliwie Rdzawe Futro. — A teraz lepiej idź odpoczywać. Następnego świtu sobie porozmawiasz.

***


— Hej, chcesz się pobawić? — syknęła mu zaczepnie do ucha Zimorodek. — Jarzębinka nie chciała się wybudzić!
— Jeszcze nie teraz, zmęczony jestem — wymruczał jedynie. Otworzył ślipia i niemal natychmiast je zamknął, gdy zobaczył światło porannego słońca zasłoniętego gęstymi chmurami, ale wciąż rzucającego jasne promienie. Nie chciał wstawać. Zamrugał parę razy powiekami, by strzepnąć łezki z oczu. Mrużąc je, skupił je na swoich łapach. Nienawidził poranków. A jeszcze bardziej nienawidził pór szczytowania słońca. Jasność go dobijała. Niewygodnie było być zmuszonym w patrzenie na jasne punkty, od których łzawiły mu oczy. Równie niewygodne było wylegiwanie się na słońcu tylko po to, by parę minut później czuć okropne pieczenie na całej jego skórze. Najchętniej by jeszcze pospał, ale z drugiej strony sumienie nie pozwoliło mu siedzieć bezczynnie w legowisku. Dlatego niepewnie wstał, chociaż krótkie łapki sprawiły, że podejście do mamy zajęło mu parę uderzeń serca.
— Chciałbym porozmawiać jeszcze z Pierwszym Brzaskiem. Mogę?
— Hej! — miauknęła z tyłu Zimorodek, jak gdyby żartobliwie urażona, że kocurek wolał rozmowy z jakimiś wojownikami, niż zabawy. 
Rdzawe Futro ze zmartwieniem popatrzyła w wyjście z kociarni, a potem westchnęła.
— No dobrze, ale nie oddalaj się. I pójdźcie porozmawiać w jakimś zacienionym miejscu. Nie zadawaj wścibskich pytań.
Blask uśmiechnął się lekko, słysząc zgodę matki. Wyszedł ze żłobka z nową energią. Niebo było ponure, zasnute chmurami jak pajęczyną, ale w jakiś sposób napawało go pozytywnym myśleniem, nawet, jeśli zbierało się na deszcz. Kuśtykał na króciutkich łapkach, unosząc dumnie brodę, co z perspektywy wojowników musiało wyglądać komicznie. Gdy tak z przymrużonymi oczami spacerował, nawet nie zauważył, że napatoczył się komuś pod łapy. Odskoczył, gdy poczuł, że ustał na większą i masywniejszą kończynę. Podnosząc pysk w górę, zobaczył twarz Pierwszego Brzasku.
— Wybacz mi, proszę pana! — miauknął natychmiast. — Mam nadzieję, że nie zabolało! Przepraszam, byłem nieuważny. Niech się pan na mnie nie gniewa. — nieco zmartwiony wyraz pyska skierował się w stronę partnera Iskrzącego Kroku.

<Brzask?>


28 lutego 2022

Od Pierwszego Brzasku cd. Blasku

 Na świat przyszło potomstwo Rdzawego Futra i Jaśminowego Snu. Pierwszy Brzask słyszał o niej dokładnie tyle, że jest partnerką nowego lidera. Sporo mówiło się o tych narodzinach w klanie. Nie tylko przez pozycję szynszylowego kota (i dziwny chłód, który przez jakiś czas panował między nimi a partnerką), ale także dlatego, że dwa kocięta były całkiem białe i miały czerwone oczy. Szybko okazało się jednak, że są zdrowe i poza wyglądem niczym się nie wyróżniają od innych kociąt w ich wieku, więc temat ucichł.
Liznął Iskierkę w policzek. Uśmiechnęła się, mrucząc cicho.
– Wrócę niedługo – miauknęła, splatając ich ogony. – Wiesz, że obiecałam…
– Wiem, wiem… – Westchnął żałośnie, ale w jego ślepiach lśniły radosne iskierki. – Taki już mój los, ty idziesz się dobrze bawić, a ja będę tu siedział całkiem sam i się nudził… 
Szturchnęła go lekko łapą, śmiejąc się.
– Ej, nikt ci nie zabraniał umówić się z kimś na polowanie. Może któreś z dzieci… – urwała, widząc minę burego. Zachichotała. – Albo Koperkowe Futro – zamilkła na chwilę. Żółte ślepia patrzyły na niego z uczuciem, od którego jego serce biło szybciej. – Naprawdę muszę iść – miauknęła.
Wtulił się w miękkie, szylkretowe futro.
– Teraz już możesz – odparł. – Bawcie się dobrze.
W odpowiedzi posłała mu ciepły uśmiech. Ruszyła w stronę legowiska lidera, odwracając się jeszcze raz. Obserwował ją, aż nie zniknęła w środku.
– Witaj, Pierwszy Brzasku.
Tuż obok niego rozległ się cienki głosik. Odwrócił się i dostrzegł przyjaźnie uśmiechniętego kociaka, stojącego tuż obok. Jego białe futro i czerwone oczy zdradzały, czyim był dzieckiem. Odwzajemnił jego gest.
– Dzień dobry…
– Blasku.
Bury uśmiechnął się szerzej.
– A, tak, dzień dobry, Blasku. Miło mi się poznać. – Rozejrzał się, szukając wzrokiem jego mamy. – Nie powinieneś być w żłobku?
– Mama pozwoliła mi wyjść żeby z tobą porozmawiać. – Malec wydawał się niesamowicie dumny ze swojej wycieczki. Bury uśmiechnął się mimowolnie.
– Ze mną? To bardzo miłe z twojej strony. Chciałbyś porozmawiać o czymś szczególnym?
Malec przez chwilę się zastanawiał, widocznie nie mógł zdecydować się, które z pytań zadać jako pierwsze. W końcu miauknął:
– Opowiesz mi o historii klanów?
Bury skinął głową. Westchnął, zastanawiając się, od czego zacząć. W końcu zaczął opowieść.
– Kocie klany istnieją od kiedy tylko sięga ich pamięć. Każdy z nich miał swojego założyciela, od którego wzięła się jego nazwa. 
– Czyli była kiedyś Klifowa Gwiazda? – Malec wpatrywał się w niego zafascynowany.
Brzask chrząknął.
– Eee, raczej… nie? Nazwa Klanu wzięła się raczej z tego, że mieszkał na klifach. Takich skałach nad morzem – dodał, widząc jego pytające spojrzenie.
– Ale powiedział pan…
– Taką nazwę wybrał założyciel klanu. Ale są też takie klany, które faktycznie nazywają się od pierwszego lidera. Jak Klan Wilka na przykład, założył go Wilcza Gwiazda…
Urwał. Coś do niego dotarło. Wygadał się. Dołączył do klanu jako samotnik, nie miał prawa wiedzieć tyle o Klanie Wilka. Powstrzymał jęknięcie. Oby malec tego nie zauważył.
– …tak przynajmniej słyszałem. Liderzy zebrali pierwsze koty według tego, co uważali za najważniejsze – szybko zmienił temat. – Klan Klifu na przykład najbardziej ceni skoczność, która pozwala mu wspinać się na drzewa i polować na ptaki. Są też inne klany. Klan Nocy mieszka na wyspie pośród wody i poluje na ryby, tereny Klanu Burzy to wielka łąka, na której mieszkają króliki, a Klan Wilka… Klan Wilka żyje w lesie i jest znany ze swojej zwinności – dokończył szybko. – Istniał kiedyś też Klan Lisa, ale został zniszczony podczas okrutnego ataku Klanu Nocy. 
– Zniszczony? – Ślepia kocurka zrobiły się dwa razy większe. Brzask skinął głową.
– Nikt nie wie, dlaczego Klan Nocy to zrobił. Normalnie klany żyją ze sobą w pokoju, każdy na swoim terenie. Spotykają się podczas zgromadzeń, na których wymieniają się informacjami i zawierają przyjaźnie. – bury na moment urwał, zamyślony. W końcu podjął opowieść. – Jakaś część Klanu Lisa pewnie dalej żyje, ale trzyma się z dala od leśnych klanów. No, i są też samotnicy. Żyją poza klanami, na własną łapę. A czasami dołączają do klanów. Jak ja. – Uśmiechnął się trochę blado.


<Blasku? :3>

26 lutego 2022

Od Blasku CD. Pierwszego Brzasku

 Świst wiatru śpiewał kociakowi do uszu, gdy przewrócił się na grzbiet w kociarni. Życie zdawało się być tak monotonne. Tylko jadł, pił, rozmawiał z mamą i rodzeństwem i odpoczywał. No i co jakiś czas wychodził, ale Rdzawa nie lubiła, gdy wychodził w pory, gdzie słońce rzucało najsilniejsze promienie, albo gdy wręcz przeciwnie - siedział na śniegu, na mrozie, gdzie mógłby się przeziębić. 
Czerwonooki ziewnął przeciągle, oplatając ogon wokół swoich łap. Było zimno i nieprzyjemnie, a mały brzuszek wciąż domagał się pożywienia. Mama nie zawsze miała dużo mleka. Zresztą wydawało mu się, że Rdzawa sama nie jadła zbyt dużo. Na stercie leżała ograniczona ilość zwierzyny, chociaż Blask nie jadł jeszcze mięsa. Musiał przyznać, że był głodny, ale nie chciał przeszkadzać matce, gdy odpoczywała. 
Słyszał, jak Rdzawe Futro mówi coś do jednej z jego sióstr, ale nie zagłębiał się w te słowa. 
Zza wyjścia widział paru wojowników wracających z patrolu, Jaśmin rozmawiających ze swoją zastępczynią i jakąś dwójkę kotów liżących się po pyszczkach. Rozpoznał Iskrzący Krok - tata Jaśmin mówiło trochę o kotce. Ale tego drugiego nie kojarzył.
Spojrzał na matkę.
— Kto to jest? — spytał rodzicielki piskliwym kocięcym głosikiem.
— To jest Pierwszy Brzask — miauknęła Rdzawe Futro. Jej szorstki ciepły język przejechał mu po czole. 
— Wygląda na doświadczonego — stwierdził bielutki. — Mógłbym do niego podejść, mamo? Pewnie dużo wie. Mógłby mi o czymś opowiedzieć.
— Mówiłam, żebyś nie przeszkadzał wojownikom, kochanie — odparła kocica trochę z przymrużeniem oka, a trochę ostrzegawczym tonem.
— Nie będę przeszkadzać — miauknął kocurek. Jakaś jego część w środku już szanowała wojownika. Na jego pysku widniał lekki uśmiech, poza tym zdawał się mądry i sympatyczny na pierwszy rzut oka. Albinos chciał go poznać. Był ciekaw. 
Gdy patrzył na matkę, zachował poważny wzrok. Naprawdę nie miał zamiaru nikomu zawadzać. Wojownicy byli bardzo ważną częścią klanu. Chciał być tacy jak oni. Silny, odważny, honorowy. 
— Dobrze. Idź, tylko nie zadawaj wścibskich pytań — ostrzegła mama. — I jeśli dowiesz się czegoś nowego, koniecznie nam to powiedz. — dodała już z miłym uśmiechem wymalowanym na twarzy.
Kocurek kiwnął głową. Gdy zobaczył, że Iskrzący Krok odchodzi od wojownika, wyszedł ze żłobka. W środku był trochę nieśmiały, jednak na zewnątrz starał się tego nie pokazywać - szedł wyprostowany, z lekkim gościnnym uśmiechem na pysku, pokazując swoje spokojne i przyjazne nastawienie. Kocię skłoniło głowę z szacunkiem, gdy dotarło do kocura.
— Witaj, Pierwszy Brzasku. — miauknął czerwonooki, spoglądając na wojownika. Miał nadzieję, że Brzask okaże się sympatyczny i będzie chciał odpowiedzieć na jego pytania. 
Syn Rdzawej uważał wojowników za świetną drogę do poznania historii klanów, opowieści, życia codziennego, kodeksu wojownika i wielu innych rzeczy. Bardzo mu zależało na tym, by uczyć się od nich wszystkiego, co powinien wiedzieć. Przecież walczyli dla klanu jak prawdziwi bohaterowie. Większości z nich z pewnością mógł ufać. Tak przynajmniej myślał. 

<Brzask?>