BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Wilka!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Wilka!
(trzy wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chudy x Wilczy Skowyt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chudy x Wilczy Skowyt. Pokaż wszystkie posty

11 kwietnia 2026

Od Chudej Łapy CD. Wilczego Skowytu

Jeszcze kiedy Chudy był uczniem woja

Bury uczeń doczekał się wreszcie powrotu wojownika ze świeżym mchem. Niechętnie wziął od niego trochę i potuptał smętnie, by wymienić go w legowiskach. Co i rusz próbował się wymigiwać, robić mniej, ale Wilczy Skowyt skutecznie udaremniał jego próby leniuchowania.
Kiedy skończyli, Chuda Łapa padł plackiem na środku obozu. Oddychał zmęczony, jakby przynajmniej obiegł całe tereny Klanu Wilka, a nie tylko odświeżył legowiska uczniów. Wilczy Skowyt przysiadł obok niego, chwilę pomyślał, nim złapał za ogon burego.
— CO TY ODWALASZ WILCZY !? — wrzasnął skrzekliwie młodziak.
— Nie będę Ci przecież gadać o mojej wybrańce na środku obozu — burknął.
Zaczął go ściągać za złapany ogon na bok. Chudzielec machał łapkami, jakby mu się działa krzywda. Koty dookoła patrzyły ciekawsko, ale gdy dostrzegały ucznia Nadciągającego Pomroku, odwracali wzrok, bo ten to zawsze robił z igły widły. Nic ciekawego.
Kiedy oba kocury były na uboczu, Chudy wstał i się otrzepał z nadmiaru piachu.
— Następnym razem weź mnie na plecy — warknął, garbiąc się. — No, to dawaj mi te tajne informacje. Co to za koteczka?
— No to wiesz, taka biała z czarnymi uszami i ogonem. Mam z nią też dwie córki!
Chudy rozdziawił buzię w szoku tak bardzo, że mogłaby mu do niej wpaść mucha.
— TY MASZ BACHORY?!
Zeskanował czekoladowego wzrokiem od góry do dołu. Jakoś tak… Nie wyglądał na materiał ojcowski. Ale może po prostu Chudy się nie znał.
Czekoladowy wojownik lekko się roześmiał.
— No właściwie to jedno, miałem dwie córki. Wąsatkę i Kobczyk, ale Wąsatka… Zaginęła. — Mruknął ciszej, lekko zawiedziony.
Chuda Łapa opuścił uszy. To jak on tego dzieciaka pilnował? Chyba, chociaż czekaj… Chudy nie bywał w kociarni w ogóle, ale może te koty nie wiedzą o swoim pokrewieństwie z Wilczym? To wszystko było zagmatwane.
— Ah, oh... yyyy — mruknął nie bardziej wiedząc co ma na to odpowiedzieć. — Kiedyś się znajdzie. Mi też kiedyś zgubił się patyk, którym dokuczałem Kalince, a potem magicznie znalazłem go w miejscu, w którym zawsze kładła się Ognista Słota. Dziwne miejsce, no ale nie wnikam! A jak to się stało, żeś poznał tą swoją...samotniczkę?
— No to było tak… Kiedyś jako uczeń, ponad 30 księżyców temu! Podczas jednego z patroli spotkałem właśnie ją! Była nie za bardzo pozytywnie nastawiona! Ale zaczęliśmy się częściej spotykać iiii… się zakochaliśmy! Nazywa się Mewa i gdybyś ją poznał, też byś się zakochał!
Chudy momentalnie skrzywił pysk. Trzydzieści księżyców… Chuda Łapa policzył na palcach swoich łapek… on nawet wtedy nie żył jeszcze! Ale ten Wilczy stary jest.
— Huh? Chyba nie chciałbyś, żeby ktoś ją też lubił, nie kochasiu? — miauknął. — No ale nic nie poradzę na mój przystojny pyszczek!
Wilczy uśmiechnął się.
— Czy taki przystojny jesteś, to ja nie wiem, haha — odpowiedział mu. — Ale masz rację! Nie chcę, żeby ktokolwiek inny ją lubił!
Chudy prychnął na słowa starszego i odwrócił głowę, obrażony. Skrzyżował chuderlawe łapki na kościstej piersi.
— Nie znasz się! — odburknął. — Jeśli ja kiedykolwiek kogoś znajdę, to jej nie poznasz, ty wredny dziadu.
Wypiął mu język.

~ Teraźniejszość ~

Chudy od kilku dni gorzej się czuł. Dosłownie, jak na co dzień było źle, to teraz było bardzo źle. Ledwie oddychał, nos jakby taki ciągle zatkany. W płuca coś mniej powietrza wchodziło, częściej kasłał…
Roztargniony Koperek chyba to zauważył, bo któregoś dnia wziął go za fraki i wybadał. Jeszcze mu się dostało za lekceważenie objawów… a co on miał poradzić? Przecież na co dzień było źle, więc nie umiał odróżnić choroby od codzienności!
Dostał porcję ziół, na które skrzywił pysk. Fajnie było leczyć, a nie być leczonym. Przewrócił oczami, kiedy nakazano mu zjeść pierwszą porcję.
Wylazł potem z legowiska, cały naburmuszony. Zobaczył siedzącego z boku Wilczy Skowyt, który chyba jadł obiad. Chuda Łapa podszedł więc do niego i po prostu, bez pytania, się dosiadł.
— Powiem Ci, Wilczy, że ciężki jest mój żywot — zaczął smętnie, niczym stary dziadek. Pokręcił głową nad własną niedolą. — Kilka dni temu coś gorzej się poczułem, ale no wiesz, ja na co dzień źle się czuję, więc nie widziałem różnicy! Poza tym, że trudniej mi się oddychało. Ale wiesz, doszedłem do wniosku, iż taka moja przystojność i nic z tym nie zrobiłem. Aż wkurzyłem tym Kopra, który mnie wziął przebadał, dał zioła i jeszcze ochrzan. Gdybyś Ty tam był… to bym się za Ciebie schował. Zazwyczaj robię tak z Grubym, bo on jest wiesz…gruby. A ja chudy! I się za nim mieszczę.
Zeskanował kocura wzrokiem.
— No, Tobie trochę się schudło z tyłka, ale myślę, że i tak dałoby radę. Co tam jesz? — zapytał. — Fuj, wróbel. Spróbowałbyś sikory. Lepsze są. W ogóle słyszałeś ploty o Cisowym Tchnieniu? Ponoć kręci coś z Bladym Licem. Nie, żeby mnie to interesowało, ale nigdy nie uważałem jej za zbyt… względną. Jakby, no, nie oceniam przecież, chociaż Cis mało mówi i chyba ma depresję. Ciężko powiedzieć, bo z nią nie gadam. Zwykle siedzi gdzieś z dala i tylko czasem łypnie na mnie wzrokiem. Przerażająca samica.

<Wilczy?>
Liczba słów: 797, medyczny trening Chudej Łapy

[16%]

Wyleczeni: Chuda Łapa

16 marca 2026

Od Wilczego Skowytu CD. Chudej Łapy

— Ej, Wilczy! — zaczął. — Jestem teraz Chuda Łapa, słyszałeś? Przeszedłem tę makabryczną próbę i mało nie umarłem. Ten wojownik co mnie zaniósł do tego lasu, miał nadzieję znaleźć mnie martwego, a tu hyc! Im na złość znalazłem norę i przeczekałem tamtą noc Pory Nagich Drzew! Ale ciężko było, sam już prawie widziałem wrota Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. A Ty, Wilczy? Pamiętasz swoją próbę czy jesteś za stary, by takie rzeczy trzymać w pamięci? Ile ty w ogóle masz księżyców? Bo staro wyglądasz! Ej, a słyszałem w ogóle, że masz babę z innego klanu! Czy to nie jest, aby zakazane? Hmm? No to lepiej mnie ładnie poproś, żebym trzymał buzię na kłódkę, bo wszystko rozgadam! Ale dam Ci szansę na udobruchanie mnie, jeśli wymienisz za mnie mech u wojowników, znaj moją dobrą stronę. — mruknął Chudy, na co Wilczy Skowyt się skrzywił. Co to miało znaczyć? Czy ta ruda kupa futra narzuca młodziakom nienawiść do osób, których nie lubi?! Żałosne z jej strony! Ale… taki chuderlak! Przeżył próbę? To są same kości! Chyba miał naprawdę dobrą kryjówkę albo szczęście skoro przeżył. Tym bardziej że jest to ten bury… już uczeń.
— No wiesz… mam taką jedną samotniczkę, ale to nic wielkiego chuderlaku. — westchnął — nie zrobię roboty za ciebie, ale mogę ci pomóc. Gdy skończymy, możemy się przejść i ci opowiem o mojej wybrance, co ty na to? — Zapytał kocur. Chuda Łapa najwidoczniej z niechęcią skinął mu głową. Może nie był zadowolony z tego, że Wilczy nie odwali za niego całej roboty, ale na wieść o informacjach o partnerce czekoladowego oczy zaświeciły mu się jak pięć złotych! Wariat! Chociaż Wilczek w jego wieku był równie ciekawski jak on. Nie dziwił mu się oczywiście, bo dopiero co oddalił się od żłobka, więc miał prawo być ciekawskim.
— Ej Wilczy! Przynieś no mech! Przydaj się na coś, a nie stoisz jak drzewo! — Wybił z myśli wojownika, który najwidoczniej wolał myśleć o „byle czym”, zamiast uważać i może pomóc, tak jak obiecał uczniowi. Bury przysiadł zniecierpliwiony obok legowiska wojowników i czekał, aż Wilczek wróci z mięciutkim mchem i innymi rzeczami gotowymi do posłań.
— Co za gbur! Chyba coś go dzisiaj ugryzło! Może ta jego niunia! — mruknął Chudy pod nosem. Wilczy Skowyt już wrócił z pyskiem pełnym asortymentu.

<E! Chudy, nie obijaj się tylko do roboty!>

11 marca 2026

Od Chudego (Chudej Łapy) CD. Wilczego Skowytu

Gdy Chudy był mniejszy niż teraz

— Odeskortuje cię nawet do samej opiekunki — odpowiedział Wilczy. — Nawet Cię polubiłem, wiesz? Miałem podobny charakter jak ty, jak byłem kociakiem — dodał z uśmiechem na pysku. — Wiewiórki są pyszne, pamiętaj o tym! Najlepsze są te pulchne z ognisto rudym futrem!
Chudy nie skomentował wypowiedzi kocura, bo miał w buzi włochaty ogon. Doszli do żłobka, odłożył swój posiłek i spojrzał na ciemnego. Chudy powstrzymał się od oceniania czy go lubi, czy nie, za szybko było na takie osądy, dopiero co się poznali przecież.
— Zjem teraz — oznajmił starszemu, żeby dać mu znać, by wyszedł.
Machnął mu cienkim ogonem na pożegnanie, biorąc się za rozpruwanie brzucha swojemu posiłkowi.

~*~

Odkąd Chudy został uczniem, minęło trochę czasu. Jego dni wyglądały bardzo podobnie; pełne katorżniczego treningu i wymieniania mchu w cudzych śmierdzących legowiskach. Chuda Łapa chociaż raz w życiu cieszył się z zatkanego nosa, bo nie dochodziły do niego te smrodki. Nie zmieniało to jednak faktu, iż bardzo szybko się męczył lataniem tu i tam. Najpierw trzeba było przytachać świeży mech, zabrać stary na jedną stertę i jako tako poukładać, a potem położyć nowy. Wymiana kilku legowisk skutkowała u niego niemal dusznościami (które miewał na co dzień) i musiał robić częste przerwy, bo by umarł. A nie widziało mu się zdychanie od wymiany mchu w legowiskach starszych. Straszna śmierć.
Niemal codziennie również przechodził koło medykowego legowiska, kątem oka próbując zajrzeć do środka. Niby to przypadkiem, kręcąc się obok, a to tu coś podsłuchał, tam zobaczył, obejrzał. Czasem sam potrzebował pomocy z zatkanym nosem i wtedy Roztargniony Koperek mu dawał jakieś mieszanki. Na problemy skórne ucznia również medyk próbował znaleźć odpowiedni preparat. Mieszanki ziół, czasem okłady czy kąpiele. Chudy doceniał w głębi swojego zdziadziałego serca starania starszego i go podziwiał, chociaż nie mówił o tym głośno. Chciałby kiedyś umieć i wiedzieć tyle, co on. Bury uczeń doskonale zdawał sobie sprawę, że nie podoła wymaganiom wojowniczego treningu. Jeszcze nie wiedział jak, ale zamierzał wkręcić się i zagrzać miejsce w medykowym legowisku na dłużej. Potrzebował tylko jakiś plan albo dobrą okazję…
Wychodząc od Koperka, dostrzegł swoimi niebieskimi oczyma Wilczy Skowyt, z którym nie miał okazji rozmawiać od ich wyprawy do stosu ze zwierzyną. Podszedł więc do niego i zadarł swój krótki pysk.
— Ej, Wilczy! — Zaczął. — Jestem teraz Chuda Łapa, słyszałeś? Przeszedłem tę makabryczną próbę i mało nie umarłem. Ten wojownik co mnie zaniósł do tego lasu, miał nadzieję znaleźć mnie martwego, a tu hyc! Im na złość znalazłem norę i przeczekałem tamtą noc Pory Nagich Drzew! Ale ciężko było, sam już prawie widziałem wrota Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. A Ty, Wilczy? Pamiętasz swoją próbę czy jesteś za stary, by takie rzeczy trzymać w pamięci? Ile ty w ogóle masz księżyców? Bo staro wyglądasz! Ej, a słyszałem w ogóle, że masz babę z innego klanu! Czy to nie jest, aby zakazane? Hmm? No to lepiej mnie ładnie poproś, żebym trzymał buzię na kłódkę, bo wszystko rozgadam! Ale dam Ci szansę na udobruchanie mnie, jeśli wymienisz za mnie mech u wojowników, znaj moją dobrą stronę.
Po czym wykrzywił pyszczek w dziwnym uśmiechu.

<Wilczy Skowycie?>
[506 słów]

[Przyznano 10%]

28 stycznia 2026

Od Wilczego Skowytu CD. Chudego

Czekoladowy wojownik spojrzał w dół, gdy zobaczył czarnego kociaka i zaczął myśleć co mu odpowiedzieć. Po chwili namysłu dał mu odpowiedzi na jego pytanie oraz prośbę:
— Jestem Wilczy Skowyt, czy twoja matka nie będzie zła, że spacerujesz po obozie z nieznanym ci wojownikiem? — Przykucnął, aby chociaż trochę dorównać wzrostem młodziakowi. Chudy trząsł się, ale nie z zimna, tylko ogólnie przez kondycję jego ciała. Bury pociągnął nosem i podrapał się w bok, z którego posypało się nieco sierści, niedługiej i w złym stanie. Słysząc pytanie wojownika, o mało się nie zakrztusił śliną.
— Ja nie mam matki! — odpowiedział. — Opiekują się nami opiekunki, ty ignorancie! Mieszkasz w tym klanie i nie wiesz?!
Wilczy Skowyt westchnął.
— Co za okropny dzieciak… — burknął pod nosem, po czym dodał:
— Nie interesują mnie sprawy żłobkowe, a tobie by się przydało szacunku do starszych chuderlaku — odpowiedział, już tym razem głośniej, z niechęcią do wyszczekanego kociaka, który jak widać, nie miał za grosz szacunku.
— Jeśli się dobrze będziesz zachowywać, zaprowadzę cię do stosu — odparł i zaczął wylizywać łapy.
— Bla, bla, bla! – cmoknął pod nosem, słuchając wywodu Wilczego Skowytu. — Nie przesadzaj! Chcesz, żebym umarł tu z głodu? Będę cię nawiedzać jako duch! Zobaczysz!
— Młody! Słuchaj no mnie, zaczynasz mi działać na nerwy i z wielką przyjemnością zaprowadzę cię do medyczki, aby przez cały księżyc karmiła cię ziołami! A są naprawdę ohydne! — parsknął. Ten kociak był dla niego nieznośny. Już lepiej znosił częste ględzenie swoich kociąt niż jego. — A jak umrzesz z głodu, to przynajmniej nikt nie będzie marudzić mi, ani innym kotom nad uchem. — Chciał już odejść, ale się powstrzymał. Mógł z nim jeszcze chwilę podyskutować o szacunku, ale wiedział, że Chudy i tak się nie posłucha.
— Ziołami?! Zwariowałeś!? — przeraził się Chudy, odskakując w tył, żeby Wilczy nie mógł go sięgnąć.
— Jesteś potworem! — krzyknął swoim skrzekliwym głosem. — Mi jest zimno, jestem głodny i jeszcze muszę znosić takiego ponuraka jak ty! Mało tego TY CHCESZ, żebym ja umarł z głodu! Poczekaj tylko, jak powiem o tobie mojej opiekunce! Ona złoi ci skórę tak, że się nie pozbierasz!
Wilczy Skowyt się zaśmiał
— Czekam! Niech mi wyrwie ogon i uszy! — Wojownik dalej się śmiał, ignorując wyzwiska Chudego.
W końcu się uspokoił i postanowił powiedzieć coś, co może by zaspokoiło potrzeby pręgowanego kociaka.
— Dobrze, pójdziemy do stosu ze zwierzyną. Ale jak zjesz, to migiem wracasz to legowiska. Zgoda?
Chudy od razu zmienił swoje nastawienie, słysząc, że kocur jednak nie będzie czekał, aż on umrze z głodu. Wyprostował się, eksponując wystające spod skóry kości.
— Ha! Wiedziałem, że porządny z ciebie kot! — miauknął dziarsko i z wysoko uniesionym ogonkiem podszedł do czekoladowego. — Się wie! Nie będę przecież jeść na tym mrozie!
— W takim razie chodźmy. — Widząc zmianę w zachowaniu Chudego, powolnym krokiem zaczął kierować się do stosu ze zwierzyną. Na polanie nie było widać za dużej ilości innych kotów. Prawdopodobnie chowali się w legowiskach przed mrozem. Gdy przed Wilczym Skowytem ukazała się niezła kupka już nie doskonale świeżej zwierzyny, choć nadal zdatnej do jedzenia, odparł:
— Chudy, proszę cię bardzo. O to twoje smaczne królestwo. Do wyboru do koloru. — Usiadł obok stosu i wpatrywał się w czarnego kociaka.
Bury kocurek zaczął się rozglądać za jakimś smakołykiem. Nagle jego uwagę przykuł puchaty, szaro-rudy ogon. Wyciągnął zimną piszczkę spod sterty chudych myszek.
— Hmmm... — Obejrzał ją. — Dam szansę tej. Wygląda względnie, w porównaniu z resztą.
Zadarł nosa i odwrócił się do Wilczego.
— Pozwolę ci odeskortować mnie do żłobka! — oznajmił.
— Odeskortuje cię nawet do samej opiekunki — odpowiedział. — Nawet cię polubiłem, wiesz? Miałem podobny charakter jak ty, jak byłem kociakiem — dodał z uśmiechem na pysku. Może nawet mógłby częściej z młodym wychodzić, aby prowadzić go do stosu ze zwierzyną. — Wiewiórki są pyszne, pamiętaj o tym! Najlepsze są te pulchne z ognisto rudym futrem!

<Chudy?>

23 stycznia 2026

Od Chudego Do Wilczego Skowytu

Zaczęła się zima, a mroźne powietrze wpadało co i rusz do żłobka mimo zabezpieczeń. Chudy cały czas siedział przyklejony do Grubego, bo był bardzo puszysty, a co za tym idzie - cieplutki. Noc chyba też o tym pomyślał, bo po niedługim czasie cała trójka siedziała w kącie krzewów, tuląc się do siebie. Chudy non stop się drapał. Jak była ciepła pora roku, to jakoś mu ta skóra nie dawała się aż tak we znaki. Odkąd przyszły mrozy non stop czuł, jak go piekła, więc musiał ją poskrobać. Noc czasem się o to wkurzał, tak jak Kalinka, która siedząc obok ich opiekunki, rzucała tylko braciom nienawistne spojrzenia.
– Czego się patrzysz?! – fuknął buras.
– Nie mówi się “czego” tylko “dlaczego” – poprawiła go Kalinka, zadzierając nosa.
– Jak taka mądra jesteś, to możemy podyskutować! – warknął na nią.
– Nie zniżam się do poziomu takiego flejtucha jak Ty – odpowiedziała, po czym pełna gracji wstała i odwróciła się do nich plecami.
Bracia wymienili między sobą spojrzenia.
– Eh te kotki! – żachnął się Chudy. – Wszystkie takie same. To źle, tamto brzydkie, to brudne. Tutaj mówisz nie tak, chodzisz nie tak, patrzysz niepoprawnie. Co za życie! Masakra!
Kalinka odwróciła łebek, by rzucić okiem na wychudzonego kociaka. Jej wzrok mówił “ty jesteś gorszy”, ale Chudy uznał, że nie będzie się zniżać do poziomu kogoś takiego jak ONA. W końcu był od Kalinki starszy i już niedługo zostaną uczniami. Wyrwą się z tego głupiego krzaka, wyjdą na wolność i…! No właśnie, co wtedy? Zostaną rozdzieleni, czego Chudy najbardziej się obawiał. Wiedział, że jego bracia nie są tak zaradni, jak on! Czy dadzą radę w tym wielkim świecie? Jak oni sobie poradzą bez niego, wielkiego obrońcy, który zawsze ma gotową ripostę?!

Minęło trochę czasu, gdy nadeszła pora posiłku. Cała czwórka kociąt zebrała się przy miejscu, w które zawsze dostawali pyszności. Chudy został wypchany obok Kalinki. Kotka odwróciła głowę z obrzydzeniem, a on poczuł się urażony. Przecież nie wybrał sobie takiego ciała…
Jedzenie przyniósł duży, postawny kocur. Pachniał intensywnie, miał długą sierść i wydawał się niezbyt rozmowny. Na jego nieszczęście, przyniósł wróble, a Chudy nie lubił wróbli.
– Co to ma być? – skrzywił się, kiedy inni jedli. – Weź, przynieś mi coś innego! Albo nie, wiesz co?
Chudy wstał i ominął swoich wspaniałych braci. Podszedł do czekoladowego kota, spojrzał w górę w jego oczy i wyprostował swój cienki jak u szczura ogon.
– Jak Cię zwą wojowniku? – zapytał. – Zabierz mnie na stos zwierzyny, żebym mógł wybrać sobie posiłek!

<Wilczyński? :D >