Gdy Chudy był mniejszy niż teraz
— Odeskortuje cię nawet do samej opiekunki — odpowiedział Wilczy. — Nawet Cię polubiłem, wiesz? Miałem podobny charakter jak ty, jak byłem kociakiem — dodał z uśmiechem na pysku. — Wiewiórki są pyszne, pamiętaj o tym! Najlepsze są te pulchne z ognisto rudym futrem!
Chudy nie skomentował wypowiedzi kocura, bo miał w buzi włochaty ogon. Doszli do żłobka, odłożył swój posiłek i spojrzał na ciemnego. Chudy powstrzymał się od oceniania czy go lubi, czy nie, za szybko było na takie osądy, dopiero co się poznali przecież.
— Zjem teraz — oznajmił starszemu, żeby dać mu znać, by wyszedł.
Machnął mu cienkim ogonem na pożegnanie, biorąc się za rozpruwanie brzucha swojemu posiłkowi.
~*~
Odkąd Chudy został uczniem, minęło trochę czasu. Jego dni wyglądały bardzo podobnie; pełne katorżniczego treningu i wymieniania mchu w cudzych śmierdzących legowiskach. Chuda Łapa chociaż raz w życiu cieszył się z zatkanego nosa, bo nie dochodziły do niego te smrodki. Nie zmieniało to jednak faktu, iż bardzo szybko się męczył lataniem tu i tam. Najpierw trzeba było przytachać świeży mech, zabrać stary na jedną stertę i jako tako poukładać, a potem położyć nowy. Wymiana kilku legowisk skutkowała u niego niemal dusznościami (które miewał na co dzień) i musiał robić częste przerwy, bo by umarł. A nie widziało mu się zdychanie od wymiany mchu w legowiskach starszych. Straszna śmierć.
Niemal codziennie również przechodził koło medykowego legowiska, kątem oka próbując zajrzeć do środka. Niby to przypadkiem, kręcąc się obok, a to tu coś podsłuchał, tam zobaczył, obejrzał. Czasem sam potrzebował pomocy z zatkanym nosem i wtedy Roztargniony Koperek mu dawał jakieś mieszanki. Na problemy skórne ucznia również medyk próbował znaleźć odpowiedni preparat. Mieszanki ziół, czasem okłady czy kąpiele. Chudy doceniał w głębi swojego zdziadziałego serca starania starszego i go podziwiał, chociaż nie mówił o tym głośno. Chciałby kiedyś umieć i wiedzieć tyle, co on. Bury uczeń doskonale zdawał sobie sprawę, że nie podoła wymaganiom wojowniczego treningu. Jeszcze nie wiedział jak, ale zamierzał wkręcić się i zagrzać miejsce w medykowym legowisku na dłużej. Potrzebował tylko jakiś plan albo dobrą okazję…
Wychodząc od Koperka, dostrzegł swoimi niebieskimi oczyma Wilczy Skowyt, z którym nie miał okazji rozmawiać od ich wyprawy do stosu ze zwierzyną. Podszedł więc do niego i zadarł swój krótki pysk.
— Ej, Wilczy! — Zaczął. — Jestem teraz Chuda Łapa, słyszałeś? Przeszedłem tę makabryczną próbę i mało nie umarłem. Ten wojownik co mnie zaniósł do tego lasu, miał nadzieję znaleźć mnie martwego, a tu hyc! Im na złość znalazłem norę i przeczekałem tamtą noc Pory Nagich Drzew! Ale ciężko było, sam już prawie widziałem wrota Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. A Ty, Wilczy? Pamiętasz swoją próbę czy jesteś za stary, by takie rzeczy trzymać w pamięci? Ile ty w ogóle masz księżyców? Bo staro wyglądasz! Ej, a słyszałem w ogóle, że masz babę z innego klanu! Czy to nie jest, aby zakazane? Hmm? No to lepiej mnie ładnie poproś, żebym trzymał buzię na kłódkę, bo wszystko rozgadam! Ale dam Ci szansę na udobruchanie mnie, jeśli wymienisz za mnie mech u wojowników, znaj moją dobrą stronę.
Po czym wykrzywił pyszczek w dziwnym uśmiechu.
<Wilczy Skowycie?>
[506 słów]
[506 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz