Po umieszczeniu Rysiego Tropu w izolatce
* * *
Po śmierci Jarzębinowego Żaru, Pora Zielonych Liści
— Witam Miodowa Koro, czy chciałbyś wyjść ze mną na krótkie polowanie? Chciałbym też z tobą porozmawiać.
— Hmm? — Wystawił uszy, wyglądał na zdziwionego, że czarny kocur chce z nim rozmawiać — Oczywiście, parę zwierząt się przyda do wykarmienia reszty. — Wstał na cztery łapy.
— W takim razie przejdziemy się nad rzekę. W te upały zwierzyna raczej woli siedzieć w chłodniejszych miejscach — zaproponował.
Nie czekając na odpowiedź, ruszył do wyjścia. W drodze nad rzekę zwolnił i spojrzał na Miodową Korę.
— Ostatnio dla Świetlików Klan Gwiazdy, nie jest łaskawy... — zaczął rozmowę po długiej ciszy. — Jednak widzę, że u ciebie również nie jest najlepiej, Miodowa Koro. Ostatnio prawie wcale nie rozmawiasz z Porywistym Dębem. Mogę spytać, czemu? Jesteście rodziną — zauważył zmartwiony.
Na ostatnie pytanie zaczął lekko machać ogonem, ale potem odpowiedział.
— Porywisty Dąb dowiedział się w końcu prawdy, dlaczego reszta rodziny została w klanie wilka i nie uciekła z nami... Od tej pory nie rozmawiamy ze sobą. Nie dziwię mu się, z ucieczką odebrałem mu rodzinę i kotkę którą kochał. — Na ostatnie zdanie obrócił się do rzeki, nie chcąc patrzeć czarnemu kocurowi w oczy.
— Ach... Więc to tak wygląda... — mruknął pod nosem, nie siląc się na kontakt wzrokowy z liljowym. — Zamierzasz odbudować waszą relację? Wiem z doświadczenia, że zbyt długa cisza może bardziej zaszkodzić, niż wyleczyć rany. Jesteście jednak rodziną, a Świetliki urosną w siłę, jeśli będziemy się trzymać razem. Od śmierci Jarzębinowego Żaru wszystko się sypie... Powinienem jakoś temu zapobiec i zagwarantować wam godne miejsce do życia w tym lesie.
— To miło, że się starasz i pokładasz dużo nadziei w tej grupie, tylko jest problem. — Spojrzał na Mglisty Sen i to poważnie — Niestety, muszę ci powiedzieć, że, szczerze, tracąc łącznik z Klanem Gwiazdy, już jesteśmy skazani na porażkę. Jeśli więc zrobimy coś źle jak poprzednio, nie mamy gwarancji, że przodkowie nam wytkną nasze błędy i wskażą nam lepszą drogę. Nie mówiąc już o tym, że grupa jest teraz bardziej rozdzielona przez moją siostrę. Niektórzy już pewnie stracili nadzieję i są niepewni tego, co nasz czeka, szczerze ja też na ten moment nie wiem w którą stronę idziemy.
Mglisty Sen pokiwał smutno głową. Z każdym dniem tracił więcej nadziei i siły w przywództwo Świetlikami, a ciężar, jakim była Rysi Trop w izolatce, utrudniał zdobywanie zasobów oraz ich zarządzanie. Zawsze musiał mieć jakiegoś kota, który musiałby pilnować więźniarkę, a Pora Zielonych Liści oraz upały nie pomagały im wcale. Mogli się jedynie cieszyć, że ich dom był bardzo gęsto zalesiony, dzięki czemu mieli dużo cienia.
Przystanął nad rzeką i lekko wszedł do wody, pozwalając, by fale lekko obmywały mu poduszeczki łap. Poziom w rzece był bardzo niski i niewiele im było potrzebne, by przedostać się na drugą stronę, gdzie znajdowało się już terytorium Klanu Nocy.
— Jeśli miałbyś szansę zostać moim zastępcą, czy podjąłbyś się tego, czy prędzej wolałbyś odejść z tych terenów i żyć własnym życiem, z dala od problemów, które na nas sprowadziłem.
Liliowy się zawahał.
— Byłbym zaszczycony, choć się obawiam, że niektórzy mogą mi nie zaufać.
Widząc wątpliwości wymalowane na pysku Miodowej Kory, westchnął.
— Może i masz rację... Ja zaczynam mieć wątpliwości, czy Świetliki mnie uważają za przywódcę. Mam wrażenie, że nie mam tutaj faktycznej władzy i jej nigdy nie będę mieć. Jakby było to takie proste, to ogłosiłbym upadłość Świetlików i wolałbym, żeby każdy z nas rozeszło się w swoją stronę... — mówił cicho i poważnie. — Jarzębinowy Żar mówiła mi, że za bardzo ufam tej grupie. Wierzę w nas, choć przyszłość nasza jest krucha. Teraz mam wrażenie, że rozumiem, co miała na myśli. Przejrzałem na oczy, kiedy jest już za późno... Chcę, żeby to wszystko trzymało się kupy, jednak z dnia na dzień widzę, że tak nie będzie. Zaraz skończy się Pora Zielonych Liści i będzie coraz mniej zwierzyny oraz będzie zimniej. Możemy nie przeżyć, jeśli będziemy nadal uparci, żeby trzymać się tego przeklętego miejsca. Mimo że chciałbym ciebie, jako mojego zastępcę, tak samo nie trzymałbym urazy, gdybyś z własnym synem poszukał miejsca bezpiecznego, gdzie moglibyście zamieszkać sami, zdala od Klanów, Świetlików i wszystkich problemów, które ciążą nam na karku. Byłbym spokojny i wiedziałbym, że jesteście bezpieczni.
— Nie obwiniaj się, najwyżej było takie nasze przeznaczenie. Jesteś kotem o dobrym sercu, dlatego zostanę twoim zastępcą, ale gdybym chciał kiedyś odejść i ci powiem to, nie martw się o mnie, a gdybym nigdy nie wrócił lub bym odszedł i ci nie powiedział, to znajdź własną ścieżkę i znajdź miejsce najlepsze dla wszystkich.
Skinął mu głową. Słowa Miodowej Kory uspokoiły sumienie Mglistego Snu. Może to wszystko nie miało sensu i teraz liczyło się, żeby każdy odnalazł swoją ścieżkę.
— Rozumiem. Niech będzie dokładnie tak, jak Gwiezdni mają w planach.
< Miodowa Koro? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz