BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imbirowy Korzeń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Imbirowy Korzeń. Pokaż wszystkie posty

02 listopada 2020

Od Imbirowego Korzenia

Częste odwiedziny Imbirowego Korzenia u Porannej Zorzy i Mglistego Snu nie umknęły uwadze Aroniowej Gwiazdy. Doszły go również słuchy, że młody wojak jakiś czas temu rozdzielił się od nocnego patrolu, a wrócił cały w ranach, tłumacząc się, że walczył z borsukiem czy czymś tam. Nieważne, bo nikt w to nie uwierzył, a że Imbirowy Korzeń był uparty jak osioł to Wieczornikowe Wzgórze polecił liderowi rozmowę z nim.
I chociaż Aroniowa Gwiazda koniecznie chciał wiedzieć co odczynia jego własna siostra, to w trakcie tych kilku dni, zanim w ogóle odwiedził progi klanowego medyka, zatrzymało go wiele spraw, a tymczasem Porzeczka zdążyła zaliczyć prawie piętnaście wizyt, a ostatnia z nich skończyła się utratą cierpliwości Zorzy i zatrzymaniem Imbirowego Korzenia na miejscu. 
Dawna Porzeczkowa Łapa była zwinięta w kokon z bólu. Na imbirowym ciele nosiła jeszcze blizny po walce z Pigwą, zaś najbardziej rzucającą się w oczy było spuchnięte prawe oko ze szramami po pazurach. Dla Porzeczki był to ironicznie ciekawy powrót do przeszłości, a konkretniej do pamiętnego Zgromadzenia, kiedy kawał gradu wybił jej to przeklęte prawe oko. Cokolwiek. 
— Przychodzi tu codziennie po kilka razy — skwitował ją Poranna Zorza przy liderze. — Pierwszy raz z zadrapaniami, a potem zaczął się skarżyć na skręty żołądka, gorączkę i zawroty głowy. Nic nie pomaga temu dzieciakowi, a z dnia na dzień jego sytuacja się pogarsza.
Aronia kiwnął głową i zwrócił się do pacjenta.
— Musimy pogadać. Poranna Zorzo, zostawisz nas? 
Medyk dał znać gestem łebka swojej asystentce. Wyszli, a rodzeństwo nareszcie zostało pozostawione samo sobie.
Porzeczka podniosła głowę zaciekawiona. A przynajmniej na chwilę. Zakręciło jej się w głowie. 
— Tak? O co chodzi?
— Co ci strzeliło do głowy?
— Hę? Ale że co? 
— Opuściłaś patrol bez ostrzeżenia i ponoć walczyłaś z borsukiem — syknął brat. Nie ukrywał, że był wściekły. — Jakoś ciężko mi uwierzyć w to drugie. 
— Bo nie walczyłam — Porzeczka wzruszyła ramionami, jakby nic za chwilę nie miało się wydarzyć. — Ale przynajmniej Pigwowy Kieł nie żyje i nikt nie musi go szukać, ani już ci nie zaszkodzi. Jesteś bezpieczny, bracie. 
— Zabiłaś Pigwowy Kieł?! Zwariowałaś?! 
— No… tak.
— Zakazałem ci. 
— Wiem, pamiętam, ale to dla wyższego dobra — Porzeczka spuściła uszy. — I co? Wygnasz mnie za to, że chciałam cię ochronić? 
Aronia potrząsnął łebkiem. Dawno nie wpienił się aż tak. 
— Na razie zostaniesz tutaj. Najwyżej zdechniesz w męczarniach — rzucił lekceważąco, może nawet w emocjach. 
— Aronio… 
— To był twój bratanek. Zabiłaś własnego bratanka! 
I odszedł. To był ostatni raz, kiedy go widziała.
Jakiś czas po powrocie Zorzy, ból zaczął narastać. Nim zemdlała, zdążyła wypluć z siebie nieco krwi. Zabarwiła sobie tym wąsy i brodę.
Czuła się, jakby ktoś wydrapywał jej wnętrzności od środka, czego nie potrafiła wytrzymać łatwo. Czarne plamki zaczęły tańczyć przed jej oczami. Wtedy wpadła w trans, nie wiedząc co się dzieje wokoło. Odzyskując przytomność widziała Mglisty Sen, całą spanikowaną.
Znów mimowolnie zamknęła oczy. Obiło jej się o uszy jej imię, a raczej imię Imbiru, ale swojego nie usłyszy już nigdy.
Bo… czemu ma usłyszeć, jak już jej nie było?
Ostatnie, co zobaczyła to Imbir. Kiwnął głową i poszedł w swoją stronę. Została sama. 
W Pustce. 
Teraz na pewno nie wróci.

nie bijcie, że ja wrzucam, cynkowi blogger się buntował

18 października 2020

Od Imbirowego Korzenia CD. Zbożowego Kłosu

Oczywiście, Porzeczka zaprowadziła Zbożowy Kłos na ceremonię. Nie obyło się bez emocji i czułości, na co patrzyło się milutko, ale... Musiała ukryć pewnego rodzaju zazdrość. A zazdrość, ponieważ sama bardzo mocno pragnęła takiej relacji z jakąś kotką. Miała ochotę się rozpłakać tylko dlatego, że nikt nie szepnie do jej ucha, że ją kocha albo nie przytuli jej na dobranoc. Niestety, przez jej nowe ciało; przez to, że musiała się reinkarnować w kocura, nie dozna czegoś takiego. Nie, dopóki nie zaakceptuje swojej nowej tożsamości.

***
— Muszę ci coś wyznać — zaczęła Porzeczka, odwiedzając swoją byłą mentorkę w żłobku. Rany na ciele Imbira już się zregenerowały. Pozostały jedynie blizny, acz oka już nie odzyska.
Zbożowy Kłos nastawiła uszu zaciekawiona.
— Niech zgadnę — rzuciła kpiąco starsza kotka. — Zadurzyłeś się w jakieś koteczce? A może kocurze? Tak czy siak, nie pomogę ci, bo nie znam się na takich bajerach. Nawet jak jakimś cudem mam Żyto.
— Swatką to ty nie zostaniesz, a przynajmniej nie dla mnie — westchnęła ta druga, przewracając oczami. — Chodzi o to, że zabiłem kogoś i niby powinienem się cieszyć, bo mogłem ocalić życie Aroniowej Gwieździe, ale... sam nie wiem. Był na mnie zły. Martwię się, że mnie wygna czy coś w tym rodzaju.
Zboże zaśmiała się.
— A to już zależy od tego, kogo zabiłeś.
— Pigwowy Kieł.
I w tym momencie Porzeczkę zalała fala gorąca, aż zakręciło jej się w głowie. Położyła się na chwilkę obok Zbożowego Kłosu i jej kociąt. Być może powinna wrócić się do medyka, ale musiała iść na kolejny patrol. Zbagatelizowała prawdopodobną chorobę i poszła w długą.

<Ok, kończymy na tym, gdybyś chciała>


Od Imbirowego Korzenia CD Aroniowej Gwiazdy

Skręcało ją z nerwów, kiedy dowiedziała się o ucieczce Pigwy. Miała ją upilnować, a tu proszę - zawiodła na całej linii. Nawet nie wiedziała, kiedy wziął i zwiał. Trzeba było nie spuszczać z niego oka i dlatego teraz trzęsła tyłkiem z nerwów. Aronia przed chwilą powiedział, że wszyscy zawinili. W sumie to mógł sobie mówić, co chciał, a czuć jeszcze inaczej i z tego powodu Porzeczka miała wrażenie, że niosła największy z ciężarów tej "wspólnej winy". Potem napomniał, że muszą przeczekać i że jest pewny ponownego pojawienia się Pigwy gdzieś w pobliżu. Uniosła wtedy imbirowe uszy ze zdziwienia, myśląc że braciak nie boi się o własne życie. Uważała wręcz inaczej - że im szybciej znajdzie się zbiega, tym lepiej, a Aroniowa Gwiazda będzie bezpieczny. Bo... skoro Pstrągowa Gwiazda skończyła. jak skończyła to tym bardziej martwiła się o życie brata.
— Pójdę po niego. — Koteczka w ciele kocura wyprostowała się i rzuciła stanowczo. — Słuchaj, tu nie ma czasu do stracenia. A co, jeśli tobie też coś grozi? Poradzę sobie!
— Nie! — Lider nie miał zamiaru ryzykować. — Ja doskonale wiem, co robię. Zostań w obozie albo skopię ci tyłek!
Siostra przewróciła oczami, ale już wiedziała, że go nie posłucha.

***

Zguba się znalazła przypadkiem, kiedy właściwie miała już rezygnować z poszukiwań. Porzeczka specjalnie odłączyła się od nocnego patrolu, żeby się rozejrzeć po okolicy. Faktycznie, Okazało się, że Pigwa polował przy granicy z terenem Klanu Burzy. Porzeczka czuła się, jakby wygrała na loterii, aczkolwiek nie miała pojęcia, jak do tego podejść. Przez dłuższy czas czaiła się na niego w ukryciu, choć później uznała, że to nie ma sensu. I tak wyglądało na to, że lada moment miałby zwiać jej spod łap, więc po prostu wyszła naprzeciw niemu.
— Ah, to ty jesteś tym młodym od Owczego Futra? I tym, co ostatnio kręcił się koło mnie. Myślisz, że nie zauważyłem? — Cwaniaczył. Wydawał się niewzruszony.
— Ja też zauważyłem kilka ciekawych rzeczy. Myślałeś, że o niczym nie wiem? Ja wiem wszystko o tobie — No dobrze, tak naprawdę nie wiedziała wielu rzeczy, ale po prostu chciała dobrze wypaść.
— Aroniowa Gwiazda mógłby się bardziej wysilić, zamiast wysyłać takiego wyrzyganego kłaka, jak ty. Jesteś świeżo po treningu, więc dlaczego miałbyś mnie dorwać? — westchnął.
Acz Porzeczka wolała darować sobie bogate wypowiedzi; po prostu przystąpiła do działania. Wskoczyła na niego, cisnęła go w ziemię, ale błędnie myślała, że takie słabe ciałko zdoła utrzymać dorosłego kocura w bezruchu. Natychmiast została wykopana stamtąd.
I walczyli, można by powiedzieć, że łeb w łeb. Porzeczka wytrenowała w Imbirze całkiem pokaźną zwinność, co odbiło się na skutecznych unikach, lecz Pigwa nadrabiał siłą i doświadczeniem, czyli jak trafił to porządnie. Siłowali się, prezentując sobie rany większe czy też nie. Ale... już nie przeciągając zbędnie, zwycięsko mógł wyjść tylko jeden. (albo po prostu Cynek ucieka od opisów i logiki).
Pigwa dyszał ze zmęczenia. Jego sytuacji nie poprawiały głębokie rany, tryskające krwią jak z wodospadu. Nie, żeby Porzeczka wyszła z tego bez szwanku, ale to właśnie starszy z kocurów padł na w pół martwy z wycieńczenia. Zostało go tylko dobić. Cóż, odtąd na pewno był martwy. Zresztą zasłużenie.
Porzeczkę odnalazł patrol, od którego odłączyła się wcześniej. Oczywiście, nie powiedziała im wszystkiego. Oficjalna wersja brzmiała tak - "chciałem coś sprawdzić, a zaatakował mnie borsuk". Ciekawe, kto w to uwierzy.
Po powrocie natychmiast udała się do medyka, co nie umknęło uwadze Aroniowej Gwiazdy.

<Bro? Po jeszcze jednym odpisiku?>



03 października 2020

Od Imbirowego Korzenia CD Aroniowego Podmuchu

— Porzeczko... znaczy Imbirze — mruknął braciszek, skinąwszy łebkiem w stronę ustronniejszego miejsca w obozie klanu.  — Wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale możesz mieć oko na Pigwowy Kieł?
— J-Jasne. — Nie widziała w tym problemu. Nie będzie to trudne zadanie, ale dlaczego? Czy coś się wydarzyło? Słyszała kilka razy, jak Pigwa psioczy za plecami Aronii niestworzone rzeczy; czasem lecą w jego stronę przekleństwa małe i duże. Porzeczka wątpiła, że chodziło o taką błahostkę, więc o co? Czas pokaże. — Będę na niego uważać.
— Porzeczko — Tym razem byli daleko od kocich uszu, więc Aroniowa Gwiazda nie miał powodów do zahamowań. — Mam dla ciebie jeszcze jedną sprawę. Chodzi o Pstrągową Gwiazdę.
Ah, Pstrąg. Kiedyś miała ją za drugą mentorkę, choć wtedy trenował ją Deszczowa Gwiazda. Ale dała wiarę temu, że Pstrąg zabiła Deszcza i nagle ma jej za złe. Poza tym, nasłuchała się nieco u Zbożowego Kłosu, jaką liderką to ona nie była. Mimo to, najbardziej przełomowym argumentem ku tak drastycznej zmianie podejścia było właśnie zabójstwo mentora z poprzedniego życia. Karma zrobiła swoje, bo nie tak dawno, na jakąś chwilę przed porodem Zboża, znaleziono ówczesną liderkę martwą, prawdopodobnie otrutą, a Aronia wyruszył podzielić sny z Klanem Gwiazdy i przejąć stanowisko po zmarłej. I to w wszystko w przeciągu kilku dni, a dziś, po tych kilku dniach, brat zadał pytanie, którego można było się spodziewać.
— Gdzie byłaś, kiedy otruto Pstrągową Gwiazdę?
— Wysłałeś mnie na nocny patrol, więc na pewno nie było mnie w obozie. — Pewnie Aronia o tym pamiętał, a jednak warto było o tym przypomnieć, tak dla formalności.
— Podejrzewasz kogoś?
— Nie, bracie. Nie podejrzewam.
Znała koty mściwe i mniej mściwe. Koty, które nie przepadały za obecną liderką, ale czy na pewno posunęłyby się do czegoś takiego? Nie. Raczej nie.
— To wszystko, Aronio? 

<Bro?>

11 września 2020

Od Imbirowej Łapy (Imbirowego Korzenia) CD Zbożowego Kłosu

Patrzyła z boku na Zbożowy Kłos i Żyto; cieszyła się, że miały taką ciepłą relacje i poniekąd im zazdrościła. Któregoś dnia zamarzyła jej się taka relacja. Nie z kocurem, a kotką właśnie. Ale... to za poprzedniego życia. W tej reinkarnacji miała ciało kocura, którego szczerze się brzydziła, a wejście w jakikolwiek związek przekracza wszelkie granice, bo... z kim? Z kotką? Z kocurem? Brr. Nie, nie jest na to gotowa.

* * *

Zboże powiedziała, że poleciła Imbirową Łapę na wojownika. Rozemocjonowana nie mogła zasnąć dobre kilka dni, totalnie zapominając, że przecież jeszcze czeka ją noc czuwania po mianowaniu i że musi się oszczędzać. A jednak organizm plecie różne dziwne figle, jak na złość.
I te kilka dni po wygadaniu się jej mentorki, stanęła przed Pstrągową Gwiazdą, mając za sobą tłum kotów z klanu. Wraz z nią stanęli: Królicza Łapa, Łososiowa Łapa i Pluskająca Łapa. Oczywiście, że życzyła im jak najlepiej i cieszyła się razem z nimi, acz nadal była dumna z faktu, że jej trening trwał najkrócej, a Imbir miał zaledwie dziesięć księżyców. Dzięki, Zboże...
Po wypowiedzianych przysięgach, Porzeczkowa Łapa spełniła swoje marzenie z poprzedniego życia i została Imbirowym Korzeniem.
Przyjęła gratulację od "matki" i "siostry" i od brata również. Praktycznie to od wszystkich po kolei. Zostało jedynie czuwanie. To będzie nie lada wyzwanie po nieprzespanych nocach, ale może reszta świeżych wojowników jakoś ją postawi na nogi?
Zobaczymy.
To będzie ciężka noc...

10 września 2020

Od Imbirowej Łapy CD Zbożowego Kłosu

Owcze Futerko...
Przyjęła ją dobrze jako swoją córkę, a raczej syna. Wiedziała doskonale o tym, kim naprawdę jest jej kocię, bo przecież była przy tym, jak ujawniała się Aroniowemu Podmuchu, a mimo to potrafiła zachować się wobec niej nadopiekuńczo. Zupełnie jakby jej nie przeszkadzało, że zastąpiła duszę jej syna; że go pożarła. No dobrze, może nie dosłownie... miała nadzieje. Po prostu cholera wie, co się działo w Klanie Gwiazdy, z czego Owcze Futerko doskonale zdawała sobie z tego sprawę, ale nie przeszkadzało jej to w pokochaniu Porzeczki w roli jej kociaka. Nawet, jeśli to skomplikowane...
— Imbirku, serdeńko! Kochanie, nic ci nie jest? Kwiatuszku, kto ci to zrobił? 
Natomiast Zboże wyglądała, jakby miała zaraz wybuchnąć.
— Daj spokój, Owcze Futerko, nic mu nie jest! — burknęła — To tylko kilka ran, a ty trzęsiesz się nad nim, jakby umierał! Chcesz żeby wyrósł na miękką faje jak połowa tego klanu?
— Nic mi nie jest! — wykrzyknęła Porzeczka, chcąc koniecznie dodać swoje dwa grosze. Mimo to będzie przeklinać Burzaków za to, że śmiali wtargnąć na ich teren.
Ale.. Wow, to była jej pierwsza wygrana bitwa z jej udziałem i tym razem bez ubytku oka i kociaków. Świetnie! Poczuła się bardzo silna i tak pewna siebie, jak nigdy. Nie jest miękką fają, jak wojownicy innych klanów!
I faktycznie, zebrała jedynie kilka zadrapań, ale Zboże? Tu już było znacznie gorzej...

<Di end>

Od Imbirowej Łapy CD Zbożowego Kłosu

Nigdy nie uczyła się pływania wraz z Deszczową Gwiazdą, toteż w tym miejscu nie mogła się popisać. Zmagała się ze stresem, myśląc czy powinna zwiać natychmiast przed nerwowym obliczem swojej trenerki czy może w którymś momencie uda jej się "wymachać" tymi łapami, jak należy, a Zboże nie będzie aż tak przyciskać jej do ściany.
— Z takimi ruchami to nawet Bobrzej Kłody byś nie złapał, kurduplu — zaśmiała się Zbożowy Kłos.
— Bobrza Kłoda? — Tak, pamiętała go, ale musiała udać zaskoczenie. W sumie to była ciekawa, czy Pstrągowa Gwiazda nareszcie go zabiła, acz pozwoliła kontynuować mentorce swoją opowieść.
— Ta, uczył mnie. Zdechł jak próbował mi przywalić podczas nauki pływania. Konkretniej to się utopił, pniak na którym ćwiczyłam ani trochę nie potrafił utrzymać jego spasionej dupy. A teraz... wszyscy w klanie myślą, że to moja wina. No, poza kilkoma wyjątkami...
Porzeczka ukazała miłe zaskoczenie; może nawet na moment się zawiesiła, bo jak ten spasły kretyn mógł kogokolwiek trenować? Jeszcze pływania, kiedy on sam nie potrafił? Jak ona się cieszyła, że już nie żył!
— Spokojnie szczylu, ciebie nie utopię! No dalej, chcę żebyś był mianowany w wieku dziesięciu księżyców. Zesram się a do tego doprowadzę — miauknęła Zboże, powróciwszy do rzeki i poganiając Porzeczkę.
— Wiesz co, Zbożowy Kłosie — zaczęła kotka w ciele uczniaka, zanurzając łapy w wodzie. — Ja ci wierzę. Bo... ja wiele słyszałem o Bobrzej Kłodzie od mamy i Aroniowego Podmuchu i myślę, że zasłużył na tak głupią śmierć. Utopił się sam i to do niego pasuje jak ulał. Bo... on był tego typu łamagą, nie?
— I śmierdzącym, spasionym bucem — Mentorka obruszyła się. — Dobra, skończmy temat. Powtórz to, co robiłeś na lądzie.

<Zbożu?>

07 września 2020

Od Imbirowej Łapcy CD Mgiełki (Mglistej Łapy)

I słuchała, i słuchała, a uszom i tak nie wierzyła. Przez dłuższy czas gapiła się w małą, wydzierającą się wniebogłosy na nią. Coś o nielubieniu Imbira, czy jakoś tak. Rozchodzi się raczej o sam fakt, że wreszcie przestała beczeć, a zaczęła walczyć, krzyczeć, pokazywać pazur. To dobrze, ponieważ czegoś w końcu się nauczyła, mimo iż Porzeczkowa Łapa nie miała zamiaru uczyć jej czegokolwiek. Miała tylko nadzieje, że w końcu będzie miała spokój od niej i od jakiegokolwiek wkurzającego kociaka.
A teraz... a teraz kazała Imbirowi się wyprostować i spojrzeć na koteczkę z góry.
— Lekcja zakończona — skwitowała krótko, acz treściwie.
— J-Jaka lekcja? O czym ty znowu mówisz, lisi bobku? — Mgiełka obruszyła się, kiedy gniew nadal nie ustawał.
— Dorosłaś.

* * *


Chcemy dowodu na to, że karma wraca i dumnym krokiem chodzi wraz z ironią losu? Proszę bardzo. Mgiełka została Mglistą Łapą, uczącą się na medyka Klanu Nocy, zaś Imbirowa Łapa podczas treningu został użarty przez szczura. A u kogo musiał się podleczyć? U wariata, który nie może zamknąć paszczy o owieczkach i górach i u jego nowej uczennicy, czyli Mgiełki właśnie. 
Stało się to rano, na początku treningu, więc Zboże zbagatelizowała zdarzenie i przetrzymała swojego ucznia do końca, cisnąc po nim równo, zupełnie jak na ich regularnym treningu. Do tego czasu, w skorupie zwanej Imbirową Łapą, rozwinęła się gorączka. Chociaż... gorączka? Nie! To był żywy płomień tańczący w jego ciele tańce połamańce. A przynajmniej tak mniej więcej Porzeczka się czuła. Mogła bardziej uważać na to, gdzie postawia łapę...
Ale tak czy siak, Zbożowy Kłos uparła się, że najpierw skończą trening. Inaczej nazwie ją ostatnią łamagą, a później to sobie mógł iść do medyka. 
I poszedł, omijając wspólną ucztę, ostatkami sił obolałych mięśni. Najwidoczniej Mgiełka jeszcze nie opuściła legowiska swojego mentora.
— A tobie co? — zapytał Zorza, mierząc wzrokiem młodego ucznia.
— Łeb mnie boli, zgrzany jestem — Porzeczka pokazała ślad po ugryzieniu. — Wszystko przez szczura.

<Mgiełka?>

25 sierpnia 2020

Od Imbirowej Łapy CD Mgiełki

Chwila...
Czy ona naprawdę wyzbyła się emocji? Wiedziała, że znienawidziła te małe, pełzające i oślizgłe larwy kota, odkąd wróciła do żłobka, dlatego była w stosunku do nich chłodna; nie miała powodu, żeby być wredną dla nich, ale obrzucać bezgraniczną miłością również nie miała zamiaru. Ale zaraz bez emocji? A jeśli to prawda?
Chociaż... walić to. Życie jest brutalne, nie? Pełne rzeczy, na które nie ma się wpływu, w tym na swój własny charakter, jakkolwiek by się nie ukształtował. Bywa. Nie wykluczajmy jeszcze opcji takowej, że Imbir miał w sobie duszę kotki o wiele starszej, niż Mgiełka. Lalkarz w nim zaklęty był już kotem dojrzałym; mniej więcej dorosłym, jeśli spojrzeć na to, iż była o krok od mianowania na wojownika. Może to nie wredota, lód w sercu czy co jeszcze, acz dojrzałość, odrzucająca te wszystkie dziecinne psoty młodszych kolegów.
Wciąż jednak musi zapytać Aronii, czy faktycznie jej emocje umarły razem z nią.
— Dziecino — zaczęła, zapominając, że przecież sama wróciła do bycia kociakiem i że nie miała prawa nazywać tak Mgiełki. — Podaj mi chociaż jeden powód, dlaczego miałbym cię uczyć czegokolwiek. Wkurzasz mnie odkąd pojawiłaś się na świecie. Naprawdę dziwisz się, że cię nie lubię?
Tknęła łapą nosek młodej kotki.
— Jeśli już tak bardzo potrzebujesz rady to po prostu dorośnij.
Wkrótce zniknęła ze żłobka i miała nadzieje na święty spokój do końca dnia, acz okazuje się, że Mgiełka pobiegła za nią, żeby odpyskować.

<Mgiełka?>

22 sierpnia 2020

Od Imbirowej Łapy CD Aroniowego Podmuchu

Trening był bardzo wyczerpujący. Tak jak się spodziewała, Zbożowy Kłos była dość wymagającą mentorką, ale skoro obiecała ją wyszkolić w jeden księżyc... a przynajmniej w najkrótszym możliwym czasie to musiała cisnąć po Porzeczce, jak po dzikiej świni, a udawanie, że odbywa trening na wojownika po raz pierwszy w życiu stawało się coraz trudniejsze i trudniejsze. Chociaż w pewnych momentach udawać nie musiała. Po prostu wiele rzeczy przerabiała w inny sposób z Deszczem, ale starała się jak mogła dostosować do metod Zboża i nawet usłyszała kilka pochwał. Choć owe pochwały brzmiały raczej jak "no, może być", zamiast "wow, masz talent". Wierzyła, że wyszkoli się bez większych problemów.
Byłą okropnie głodna i przemęczona, a jeszcze ten bobek zwany Aronią musiał ją zaciągnąć na stronę. Cóż... niby taki bobek, ale i tak za nim tęskniła.
— Co jest? Co się stało? — zapytała zdziwiona.
— Zbożowy Kłos uczyła cię już pływania? — wypalił, najwidoczniej zestresowany, czego nie widziała u niego... właściwie to nigdy nie widziała go zestresowanego. Co go w czachę walnęło? Pewnie ten sam gnój, co ją dziabnął w oko na jakiś tam zgromadzeniu.
— Eeee... nie? Jeśli miałaby powód, żeby mnie uczyć pływania to chyba nie na tym etapie, co?
Porzeczce zdawało się, że braciszek martwi się, aby nie utopiła się po raz drugi. Jej głowa zapulsowała, przypominając sobie o bólu, jaki wtedy ją dorwał. A potem o Deszczu...
— Tyle chciałem wiedzieć — mruknął starszy kocur.
— Aronia...
— Hm?
— Czy... — Po tym, co powiedziała jej Zboże, postanowiła, że potwierdzi u niego pewne informacje. Mówiła cicho, głosem tak zawiedzionym, jak niczym innym. — Czy Pstrągowa Gwiazda zabiła Deszczową Gwiazdę?


<Bro?>

Od Imbirowej Łapy CD Zbożowego Kłosu

I tak słuchała tych wszystkich wyzwisk, które leciały w stronę Pstrągowej Gwiazdy, i tak ciężko było jej uwierzyć w to, że kotka, którą tak bardzo szanowała zamieniła się w... to? To znaczy, zawsze było z niej niezłe ziółko, ale nie spodziewała się czegoś takiego.
A morderstwo Deszcza... naprawdę to zrobiła?

Porzeczka miała mętlik w głowie. Doskonale wiedziała, że jej dawnego mentora już dawno z nimi nie ma. Oficjalnie usłyszała to od Aronii, ale wcześniej mogła się tylko domyślać, skoro Pstrągowy Pysk została liderem. Pytanie, czy można dać wiarę Zbożowemu Kłosu? Chyba... chyba tak, co nie?
Koniecznie musi zapytać Aronii, jak było naprawdę.
— Oh, nie wiedziałem... — Myślała o Klanie Lisa, który zawsze trzymał się na uboczu i nikomu nie szkodził; o Słodkim Języku, która... naprawdę zdradziła ich? Najprędzej spodziewałaby się manipulacji ze strony Lisiej Gwiazdy; o Deszczowej Gwieździe, przez którego miała ochotę wybuchnąć płaczem, ale tego nie zrobiła. Nie mogła. Z trudem się powstrzymała, byleby nie wzbudzić podejrzeń. Bo skąd Imbir miałby znać Deszcza? Naprawdę dużo ją ominęło... — Ja.. chyba nie mam więcej pytań.
— I tak trzymaj, dzieciaku — Zbożowy Kłos naprawdę już chciała skończyć ten temat i wrócić do treningu. Wyglądała, jakby miała zaraz eksplodować.
— Jasne, jasne — Porzeczkowa Łapa pokręciła głową. — To gdzie idziemy najpierw?  Mama opowiadała mi zgromadzeniach. Skoro mam poznać teren to przy okazji chciałbym zobaczyć miejsce, gdzie się odbywają.

<Zboże?>

18 sierpnia 2020

Od Imbiru (Imbirowej Łapy) CD Mgiełki

Pozbyła się wrzoda na zadzie. Świetnie! Można teraz wyciągnąć łapki do przodu i położyć łeb na ziemi. Zrelaksować się na całego, wyciszyć. Może nawet zdrzemnąć się, dopóki reszta tych małych pasożytów ma zamknięte jadaczki. 
W zasadzie to Mgiełka nie powinna wychodzić sama na zewnątrz, ale czy oprócz Porzeczki ktoś to zauważył? Niestety, w życiu nie ma tak łatwo jak by się chciało, więc po koteczkę natychmiast ruszyła matka Imbiru i Puszki, Owcze Futerko. Kochana Owieczka wyręczyła tą kalekę, która ze względu na swój stan, nie mogła ruszyć w pogoń. Cholerna przybłęda. Po co Pstrągowa Gwiazda taką przyjęła, skoro nawet własnych dzieci nie będzie w stanie upilnować? Nie wiedziała, czy Obłok była w ciąży przed stratą łapy czy została zapylona tuż po tym, ale na miejscu Pstrąg zastanowiłaby się nad jej losem, jakkolwiek okrutnie nie miałaby postąpić.
Myślała o Obłoku i zdała sobie sprawę, że chyba uciekł jej kawałek empatii. Ale... Kurcze, rozumie wszystko, ale jakby chociaż na coś się przydała, byłaby w lepszej pozycji. Empatia jednak jest do bani. Porzeczka niegdyś chciała być liderką klanu, a uwierzyła w to, kiedy jej mentor Deszczowe Futro został przemianowany na Gwiazdę; że jako jego zdolna uczennica przejmie po nim władzę. Myślała wtedy o wypraniu z wszelkich emocji, bo, wzorem Lisiej Gwiazdy, żeby klan mógł działać sprawnie i żeby dorównać (a potem podbić) Klanowi Klifu, musiała być stanowcza, bezwzględna i pobudzić do działania wszystkie koty. Kaleki i staruchy niestety działać nie będą, więc po co trzymać przy sobie takie kule u nogi? Wtedy ta myśl lekko ją przerażała, a teraz...
O nie, odleciała za bardzo.
W międzyczasie wróciła Owieczka z Mgiełką. Znowu się zacznie...
— Imbir! Mam pomysł! Chodźmy do medyka i wtedy wezmę coś dla ciebie na przeprosiny... 
Co? Chyba się nie przesłyszała. Pokręcił głową.
— Po pierwsze, nie powinnaś wychodzić bez opieki dorosłego, czego przed chwilą się nauczyłaś. Do drugie, co ciekawego jest u medyka? Zielsko, zielsko i chore, jęczące koty.
Mała chyba zrezygnowała. Dała mu spokój.

*  *  *

(po mianowaniu)

Miło było wrócić do polowania. Oczywiście, że pamiętała wszystko z treningów ze świętej pamięci Deszczem, ale wciąż musiała udawać w jakimś stopniu nowicjusza, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Miała więc do zagrania ucznia uważnego i szybko uczącego się, zachowując jednak tendencje do marnych pierwszych prób. Na koniec lekcji z polowania, musiała zanieść upolowane dobra do kociarni.
Jako że Mgiełka była najbliżej, swoją mysz dostała jako pierwsza.
— Nie jedz tak szybko, bo się udławisz — Imbir przewrócił oczami.

<Mgiełka?>

12 sierpnia 2020

Od Imbiru (Imbirowej Łapy) CD Zbożowego Kłosu

— Daleko jeszcze? — Uczeń Zbożowego Kłosa jęknął zrezygnowany. Porzeczka nie pamiętała, żeby podczas swojego pierwszego treningu z Deszczowym Futrem zapuszczała się aż tak daleko w las.
— Nie bądź taką fujarą, Imbirze — fuknęła na niego starsza wojowniczka.
Zbożowy Kłos poznała dopiero na kilka dni przed swoim mianowaniem, kiedy odwiedziła kociarnie. Pochodziła z Klanu Burzy, co wyjaśnia, dlaczego Porzeczkowa Łapa nie spotkała jej w swoim pierwszym życiu. Jest młoda i bardzo wyszczekana, ale to nic. Polubiła ją. To, jak straszyła te irytujące kociaki było miodem dla jej uszu. Problem w tym, że zapowiadała się z niej wymagająca trenerka... 
Stary dobry Deszcz był bardzo wyrozumiały i świetnie się z nim współpracowało; jeśli umawiali się za ulgi to na zasadzie "coś za coś", a i tak ich treningi nie słabły na jakości. Zresztą była blisko do otrzymania tytułu wojownika, a kiedy dowiedziała się o jego śmierci? Nie mogła w to uwierzyć. Szkoda typa i tęskniła za nim.
A jej aktualna mentorka... cóż... może być ciekawie, jeśli zepnie ten swój imbirowy zad do roboty.
— Zboże? Mogę się o coś zapytać?
— W granicach zdrowego rozsądku? Tak.
— Jaką liderką jest Pstrągowa Gwiazda? Bo wiesz... dużo słyszałem od Aroniowego Podmuchu i.. kurcze, jakoś nie mogę uwierzyć... — Chciała dopowiedzieć, że "tak się zmieniła", ale ugryzła się w język. — Że pozwolono, żeby ktoś taki został liderem.

<Zboże?>

08 sierpnia 2020

Od Imbiru CD Mgiełki

Kociaki, z którymi musiała się męczyć do szóstego księżyca życia były męczące i nie ma o czym tu dyskutować. Ale Mgiełka? Przechodziła samą siebie.
- Tak bardzo ci przykro? No to może nie powinnaś tego robić, co? Daj sobie na wstrzymanie! - fuknęła ostro imbirowym tonem, co z pewnością wyszło lepiej, niż jakby posiadała głos z poprzedniego życia.|
- N-nie krzyc... plosie - wymamrotała młodsza koteczka.
- Imbir! Uspokój się! - Zdenerwowana Owcze Futerko nawoływała do pokoju, mając na sobie mordercze spojrzenie Obłoku. Z pewnością nie chciała słuchać wywodu, jak to nie umie wychować własnego potomstwa i z jakiej racji Imbir naskakuje na jej córkę. - Jest od ciebie młodsza. Daruj jej.
Porzeczka nakazała Imbirowi wycofać się. Warknęła zrezygnowana i powlekła jego łapy w kąt, gdzie skuliła się do snu.
"Jeszcze jeden księżyc...", pomyślała sobie. Jeszcze jeden księżyc i w końcu stąd wyjdzie. Może brat załatwi jej stanowisko medyka? A jeśli nie, to trudno. Treningi na wojownika i tak będą dla niej pestką, skoro prawie była gotowa na mianowanie. Rany, żeby tylko ten czas upłynął szybciej to da im popalić...
- N-Nadal jesteś na mnie zły? - Mgiełka położyła się obok kocurka.
Co za głupie pytanie. Tak głupie, jak wszystko, co się ledwo urodziło. Dlaczego kociaki są takie głupie? Czy tylko to pokolenie?
- Co to za pytanie w ogóle? - prychnęła Porzeczka.

<Mgiełka?>

06 sierpnia 2020

Od Imbiru

- Zjedz to, młody - nakazał Porzeczce... A raczej Imbirowi Poranna Zorza, aktualny medyk Klanu Nocy.
Poranna Zorza...
Porzeczkowej Łapie ciężko było uwierzyć w to, że nie ma już z nimi Słodkiego Języka, a zamiast niej podstawili jakiegoś klifiaka. W ogóle to, co się działo zanim się odrodziła w ciele tego kocurka to jakiś paradoks.
Całą historię tego, co ją ominęło usłyszała od Aronii i Owieczki, ale dalej nie mogła uwierzyć, na co pozwoliła Pstrągowa Gwiazda. Tak łatwo dała się klifiakom? Zawsze podziwiała ich lidera za to, jak twardą ręką rządził i jak nie pozwalał sobie pluć do jedzenia, ale to nie znaczy, że chciałaby podporządkowania Klanu Nocy przez niego. Miała tylko nadzieje, że jej dawna mentorka wiedziała co robi i da się usprawiedliwić jej niemoc.
- Imbirze? - ponaglił kocur. - Jesteś jeszcze z nami?
Spojrzała na zielsko, które podstawił przed nią klifiak. Serio, ma coś żuć, kiedy bolą ją dziąsła? Cóż, w poprzednim życiu szkoliła się na wojownika, nie medyka. Czemu ma się znać? Chyba, że Imbir zostanie medykiem. Wtedy się dowie, że nie ma innego sposobu na ból dziąseł.
Imbir jako medyk? Tak powinna go wykreować? Niezły plan...
Posłusznie zjadła zioła, choć nie przyszło jej to łatwo. Później podreptała imbirowymi łapkami do legowiska, patrząc jak jacyś wojownicy szykują wyprawę. Wśród nich był Aroniowy Podmuch, czyli kochany braciszek z poprzedniego wcielenia. Może była o niego nieco zazdrosna? O to, że został wojownikiem, nawet zastępcą lidera, a ona musi przeżywać wszystko od nowa.
No i musiała przyznać, że tęskniła za tym, jak chodziła na polowania ze Pstrągową Gwiazdą, ówcześnie Pstrągowym Pyskiem. To było życie.
Na razie jest uwięziona w ciele jakiegoś miernego kocurka, ale na pocieszenie, lada moment zostanie mianowana na ucznia. Jeszcze parę chwil...
Na wejściu przygniótł ją ciężar jakiegoś kociaka. Wiła się, dopóki nie strąciła z siebie koteczki.
- Oszalałaś?!

<Mgiełka?>

27 lipca 2020

Od Imbiru CD Aroniowego Podmuchu

Zawód. Co za pazerne uczucie.
Imbir wbił pusty wzrok w starszego kocura.  Za nim zaś stała Porzeczkowa Łapa, która była w zbyt w wielkim szoku, żeby dalej pociągać za sznurki swojej nowej marionetki. Może poza panicznym śmiechem, którego nie przeniosła na Imbira, więc kociak nadal miał kamienną twarz, nie potrafiła wywołać w sobie jakiejkolwiek innej reakcji.
Zresztą, czego miała się spodziewać? Oklasków? Wróciła do klanu, gdzie wszyscy myślą, że nie żyje. Na dobitkę, w zupełnie innym ciele. Jak bardzo brzmi to nieprawdopodobnie? Dlaczego ktoś miałby jej uwierzyć?
A jednak... Musiała to jakoś udowodnić.
Spojrzała na Owcze Futerko, wyraźnie zdezorientowaną i niecierpliwie czekającą na jakieś wyjaśnienia. Porzeczka nie chciała, żeby wiedział o niej ktoś inny niż Aronia, ale wydawało jej się, że kochana Owieczka potrafi dochować tajemnicy. Zaś Puch była zbyt młoda, żeby rozumieć co się dzieje.
- Pamiętasz, Aronio... - Jej głos drżał, a właściwie głos Imbiru. - Jak klifiaki na nas najechały? Straciliśmy wtedy tatę. Dalej mam przed oczami jego pysk. Taki... Wykrzywiony z bólu. I jego oczy. Puste i bez życia. Ja wiem, że nie mieliśmy z nim dobrych, ale i tak oboje byliśmy w szoku, nie? Do tego stopnia, że cię przytuliłam. Fuj!
Zarówno Porzeczkowa Łapa, jak i Imbir wzdrygneli się.
Zastępca lidera nadal nie wykazywał przekonania.
- Rusz mózgownicą - nakazał chłodno.
Nie tak melancholijnie, Porzeczko. 
- Nikt nie wiedział o tym, że chcieliśmy zwiać do Błotnistej Zatoczki. Nie udało nam się, ale nikt ostatecznie nie wiedział, gdzie chcieliśmy uciec.
Aroniowy Podmuch podniósł uszy, ale nadal obrzucał Imbira chłodnym spojrzeniem.
- To może pamiętasz, jak ojciec zabrał nas na tajne polowanie? Nadział swój tłusty zad na jeża.
Porzeczka pomyślała, że pora na cios ostateczny. Wzięła głęboki wdech.
- Podkochiwałeś się w Niedźwiedzim Futrze, mysi bobku. 
Z cwanym uśmiechem oczekiwała reakcji brata.

(Dobra, zmieniamy perspektywę na Porzeczkę, bo brzmi sensowniej)

<Aronia? Dalej, wyłam się XD>

19 lipca 2020

Od Imbiru cd. Aroniowego Podmuchu

Stał przed nim w pełnej okazałości. Cały i zdrowy, a przede wszystkim żywy. Wydawało mu się, że go rozpoznał. W jakikolwiek sposób jest to możliwe, a jednak! Spojrzenie Aronii dawało taką nadzieję.
Chciałby z nim pogadać. Teraz, w tej chwili, ale...
    Czy ktoś oprócz niego powinien wiedzieć o jego powrocie? Wydawało mu się, że klan nie jest gotowy na takie wariactwo. Mogliby to uznać za zły omen i co wtedy? Pstrągowa Gwiazda go wygna? Albo od razu podrzuci do Klanu Klifu, gdzie Lisia Gwiazda się nim zajmie, o ile jeszcze żyje i rządzi tak samo twardą ręką, jak za życia Porzeczki, żeby "odechciało mu się tych bzdur". Problem leży w tym, czy brat z poprzedniego wcielenia mu uwierzy. Warto spróbować. Najwyżej zwieje przy najbliższej okazji do Klanu Wilka czy gdzieś tam. Ale... Nie teraz. Nie dzisiaj.
    - Cześć. - Choć wydusił z siebie niewiele, to lawina innych słów chciała się wylać z jego pyszczka. Udało mu się jednak ją powstrzymać. Szybko się odwrócił i zajął się polowaniem na motyla, który śmiał wlecieć do kociarni. Aroniowy Podmuch zaś wzruszył ramionami, pozdrowił Owcze Futerko i wyszedł. Tłumaczył się pośpiechem do medyka. 

~~

To był pierwszy sen, który zapisał się w pamięci Imbiru. Wyśnił wspomnienie Porzeczkowej Łapy z pamiętnego zgromadzenia. Była wtedy kociakiem, ledwo po zostaniu uczniem. Głupiutkim i zaczepnym dla zabawy - z pewnością nie takim, na jakiego ukształtuje się Imbir. Wspominał tą niewinną zabawę na złość Mokrej Blizny. To jedna z nielicznych chwil, kiedy Aronia i Porzeczka znaleźli porozumienie. Potem rozpętał się chaos. Zaczął padać deszcz, zaś gwiezdni zesłali potężny grad. Ranił zebranych, którzy zostali zmuszeni do powrotu do klanów. Wiele kotów na tym ucierpiało, w tym Porzeczka, która przez cios w głowę straciła nie tylko oko, ale i swoją osobę.
    A potem ukazał się wykopany dół z Dębowym Futrem na dnie. Miał szeroko otwarty pysk i wyłupiaste oczy. Był pokryty licznymi ranami, krew już zdążyła skrzepnąć. Jego wyraz twarzy ukazywał jego ostatnią emocje - przerażenie. Porzeczka wtulała się w futro brata. Po raz pierwszy poczuła taką więź z Aronią. To dziwne ciepło i tak silną emocjonalność. Poznała znaczenie słowa "rodzina". Nawet patrząc na martwego ojca... Przecież nigdy się nie znosili. Dlaczego więc płakała. Dlaczego za nim tęskni? Chciała krzyczeć, a nie mogła. W zamian usłyszała głosy, które powtarzały rozpaczliwie mantry, jak bardzo chcą znów żyć. 

~~

Imbir miał okazje porozmawiać z Aronią, kiedy Puch uciekła z obozu, zaś Owcze Futerko postanowiła poszukać ją na własną łapę. Pstrągowy Pysk... To znaczy, już Pstrągowa Gwiazda zarządziła poszukiwania. Sama poszła z trzema innymi wojownikami, zaś uznała, że Aroniowy Podmuch, wielki zastępca lidera, upilnuje kociaki. Cóż... Ale stało się i to na rękę niektórym klanowiczom. Wtedy Imbir zagadnął:
    - Aronio...  - Nie przyszło mu to łatwo, ale... - Nie uwierzysz mi, chociaż wolałbym, żebyś to wiedział. Nie jestem tym, za kogo mnie masz. Posiadam wspomnienia, które nie należą do mnie. Duszę, która nie nazywa się Imbir, a odziedziczoną po kimś, kogo doskonale znasz. Zrobisz z tym faktem, co chcesz, ale Aronio, jesteś moim bratem. To ja, Porzeczka. Pamiętam moment swojej śmieci, a potem obudziłam się w ciele tego obrzydliwego samca... Nie wiem, co się dzieje... Co się w ogóle wydarzyło? Gwiezdni wiedzą, a jeśli zdążyli mi powiedzieć to nie pamiętam nawet, żebym do nich dołączyła. Po co ci to wszystko mówię? Nie uwierzysz mi...

<Aronia?>

01 lipca 2020

Od Imbiru

Minęło już parę dni, odkąd kocięta Owczego Futerka otworzyły oczy. Słuch miały równie dobry, na tyle, żeby były świadome, co się wokół nich dzieje; żeby poznały swoją przekochaną mamę oraz niezbyt rozgarniętego tatusia, który nie potrafi mówić, bo bez zębów sepleni jak kociak. Natomiast mama... Cóż... A mama miała bardzo miękkie futerko i była przewrażliwiona na ich punkcie.

Było ich dwóch. Ta młoda dama miała na imię Puszek, zaś panicz Imbir.

Ta, Imbir. Może nie całkiem. Porzeczkowa Łapa powinna się przyzwyczaić do nowego imienia, a tym bardziej ciała. Nadal nie wiedziała, jak to się stało. Najpierw upadła. Poczuła, jak woda zmywa ją z powierzchni ziemi. Uderzenie. Krzyki klanowiczów. Lepką głowę i mokre futro. Na końcu sen, z którego właśnie się wybudziła jako inny kot, w dodatku kocur. Ale czy powinna pamiętać cokolwiek z poprzedniego życia? Według opowieści starszych, nie jest to możliwe. Co się nagle stało?

Mama wiele razy wypowiadała nazwę Klanu Nocy i znajome imiona, stąd wie, że na pewno jest ze swoimi. Może niekoniecznie w tym samym miejscu, ale z tymi samymi kotami. To dobrze, bardzo dobrze. Szkoda, że nie może się nazywać, jak zwała, więc...

Imbir. Kocur. I niech tak zostanie. 

Imbir nie widział się jeszcze swojego brata z poprzedniego wcielenia - Aroniowego Podmuchu. Jeśli kiedykolwiek od narodzin kociąt odwiedził Owcze Futro, to pewnie wtedy, kiedy całymi dniami Imbir wylegiwał się przy cielsku matki, nie mając pojęcia, co się wokół niego dzieje. Odkąd zrozumiał, że coś tu jest nie tak, pierwszą rzeczą, o której pomyślał był właśnie Aronia. Przez ten cały czas martwił się, czy przeżył powódź. I w ogóle kto przeżył? Pstrągowy Pysk? Słodki Język? Powiedzcie, że ten tłusty zadek Bobrowa Kłoda nie dał rady. Pamiętał jak jako Porzeczkowa Łapa planował go zabić, wspólnymi siłami z Pstrągowym Pyskiem. Nie zdążyły. Cóż...

Fajnie było w poprzednim życiu. Wzloty, upadki, dramaty i zabawy. Trochę za tym tęsknił...

Właściwie to Porzeczka tęskniła. Imbir w ogóle nie miał wspomnień. W ogóle nie miał osobowości. Był nikim. Musiała nadać mu postaci i ją przybrać. Mogła ją oprzeć na sobie, nic by się nie stało, ale... Sam fakt, że ma nowe imię i futro wprawia w poczucie inności. Tym bardziej, że nagle stała się kocurem - a to dopiero niezręczne.

Dzisiaj Imbir był... Gburowaty. Objawiło się to niechęcią do zabawy z siostrą. W sumie, jakby kiedykolwiek chciał się z nią bawić. W ogóle jej nie trawił; czuł do niej taką małą niechęć, totalnie znikąd. Chyba już wiedział, co niegdyś czuł Aronia.

O wilku mowa, chyba ich odwiedził.


<Bro? To znaczy, Aronia?>