W zasadzie to Mgiełka nie powinna wychodzić sama na zewnątrz, ale czy oprócz Porzeczki ktoś to zauważył? Niestety, w życiu nie ma tak łatwo jak by się chciało, więc po koteczkę natychmiast ruszyła matka Imbiru i Puszki, Owcze Futerko. Kochana Owieczka wyręczyła tą kalekę, która ze względu na swój stan, nie mogła ruszyć w pogoń. Cholerna przybłęda. Po co Pstrągowa Gwiazda taką przyjęła, skoro nawet własnych dzieci nie będzie w stanie upilnować? Nie wiedziała, czy Obłok była w ciąży przed stratą łapy czy została zapylona tuż po tym, ale na miejscu Pstrąg zastanowiłaby się nad jej losem, jakkolwiek okrutnie nie miałaby postąpić.
Myślała o Obłoku i zdała sobie sprawę, że chyba uciekł jej kawałek empatii. Ale... Kurcze, rozumie wszystko, ale jakby chociaż na coś się przydała, byłaby w lepszej pozycji. Empatia jednak jest do bani. Porzeczka niegdyś chciała być liderką klanu, a uwierzyła w to, kiedy jej mentor Deszczowe Futro został przemianowany na Gwiazdę; że jako jego zdolna uczennica przejmie po nim władzę. Myślała wtedy o wypraniu z wszelkich emocji, bo, wzorem Lisiej Gwiazdy, żeby klan mógł działać sprawnie i żeby dorównać (a potem podbić) Klanowi Klifu, musiała być stanowcza, bezwzględna i pobudzić do działania wszystkie koty. Kaleki i staruchy niestety działać nie będą, więc po co trzymać przy sobie takie kule u nogi? Wtedy ta myśl lekko ją przerażała, a teraz...
O nie, odleciała za bardzo.
W międzyczasie wróciła Owieczka z Mgiełką. Znowu się zacznie...
— Imbir! Mam pomysł! Chodźmy do medyka i wtedy wezmę coś dla ciebie na przeprosiny...
Co? Chyba się nie przesłyszała. Pokręcił głową.
— Po pierwsze, nie powinnaś wychodzić bez opieki dorosłego, czego przed chwilą się nauczyłaś. Do drugie, co ciekawego jest u medyka? Zielsko, zielsko i chore, jęczące koty.
Mała chyba zrezygnowała. Dała mu spokój.
* * *
(po mianowaniu)
Miło było wrócić do polowania. Oczywiście, że pamiętała wszystko z treningów ze świętej pamięci Deszczem, ale wciąż musiała udawać w jakimś stopniu nowicjusza, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Miała więc do zagrania ucznia uważnego i szybko uczącego się, zachowując jednak tendencje do marnych pierwszych prób. Na koniec lekcji z polowania, musiała zanieść upolowane dobra do kociarni.
Jako że Mgiełka była najbliżej, swoją mysz dostała jako pierwsza.
— Nie jedz tak szybko, bo się udławisz — Imbir przewrócił oczami.
<Mgiełka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz