Mentor pokazał mu podstawowe ruchy bitewne. Królicza Łapa obserwował go z uwagą, starając się zapamiętać każdy szczegół i go powtórzyć. Nie miał jednak wyćwiczonych łapek, dlatego ciężko mu to szło. Powtarzał sobie, że musi dać radę. Był Króliczkiem! Kto jak nie on sobie poradzi?
Kocurek wziął głęboki wdech i wydech, wypuszczając ze świstem powietrze, zanim napiął każdy skrawek swojego tłuściutkiego ciałka. Uczeń obserwował Jesionowy Wicher. Wojownik utkwił w nim spojrzenie, a ruch ogona zdradzał oczekiwanie. Niebieski będzie musiał być gotowy. Musiał być szybszy od starszego kocura.
Trening był na tyle ciężki, że łapy zaczęły odmawiać mu posłuszeństwa. Był zmęczony, jednak to jeszcze nie koniec ćwiczeń. Królicza Łapa przygotował się i gdy tylko Jesionowy Wicher ruszył w jego kierunku, odskoczył, jednak znowu niezbyt szybko, przez co poczuł łapę mentora na swoim barku, zanim został przyszpilony do ziemi. Z niezadowoleniem poruszył ogonem. Nie był burzakiem, żeby być prędki! Fuknął pod noskiem, wstając na równe łapki i przygotowując się do zadania ciosu, lub wykonania uniku.
- Skup się, Królicza Łapo. - miauknął Jesionowy Wicher.
Syn Szałwiowej Chmury pokiwał łebkiem. Uh, przecież walka nie mogła być trudna! Musi się tylko bardziej przełożyć! W końcu co to za wojownik, który nie umie porządnie zadać ciosu? Z tą myślą uczeń odczekał chwilę, zanim rzucił się na mentora, próbując mu wskoczyć na kark. Jesionowy Wicher musiał się nie spodziewać takiego nagłego ruchu z jego strony, zdążył jednak odskoczyć. Króliczek również zrobił unik, gdy tym razem mentor próbował go przycisnąć do ziemi. Wykorzystał chwilę by czmychnąć pod jego brzuchem i powalić go na ziemię od boku. Zadowolony machnął ogonkiem, próbując nie tracić przy tym czujności i uśmiechając się szeroko. Kto wie, może na następnym treningu z walki, pójdzie mu jeszcze lepiej? Widząc zadowolonie wymalowane na pysku mentora, nie wątpił w to ani trochę.
***
Tego dnia, Królicza Łapa obudził się wcześniej niż zazwyczaj. Polana obozu Klanu Nocy, skąpana była jeszcze w promieniach wschodzącego słońca. Wkrótce zrobi się strasznie ciepło, jak to bywało w Porze Zielonych Liści. Zdecydowanie wolał jesień, wtedy przynajmniej wiatr dawał ochłodzenie, no i obóz pokrywały listki! Rozejrzał się wokół. Czy znajdzie w ogóle jakiś przyjemny cień?
Ze żłobka dobiegły go piski. Oh, kociaki. Będzie musiał odwiedzić swoich przyjaciół, gdy tylko znajdzie dość dużo wolnego czasu, a jak wiadomo, w życiu ucznia harmonogram był napięty. Westchnął. Treningi były najważniejsze.
Kocurek dostrzegając swojego mentora, podbiegł do niego od razu, jeszcze zanim Jesionowy Wicher zdążył go zauważyć. Wojownik czasami musiał go budzić, więc teraz pewnie stanie tak wcześnie na łapach przez jego ucznia, było lekkim, jednak pozytywnym zaskoczeniem. Króliczek uśmiechnął się delikatnie.
Jesionowy Wicher dał mu znać ogonem. Oboje skierowali się w stronę wyjścia. Niebieski zastanawiał się, czy odbędą patrol, polowanie, a może kolejną lekcję ze sztuki walki. A co jeśli dzisiaj porobią coś innego? Słyszał od starszych uczniów, że uczyli się łapać ryby. Może już nadszedł czas? Chociaż Króliczek nie umiał nawet pływać. Na samą myśl o wodzie poczuł przepływające przez jego ciałko ciarki.
- Słyszałem, że Brzoskwiniowa Bryza spodziewa się kociąt. G-gratuluję, wujku. - miauknął cicho kocurek. Czy teraz gdy Jesionowy Wicher zostanie tatą, zapomni o ich wspólnym treningu? A może już nie będzie chciał bawić się z Króliczkiem? Kocurek westchnął. Taka cena dorosłości. - Co dzisiaj robimy?
Chyba próbował zmienić temat. A może po prostu przemówiła jego ciekawość?
<Jesionowy Wichrze? Pływanie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz