Skrzywiła się na widok wybrzydzania kotki. Z pokolenia na pokolenie dzieci były coraz gorsze. Świetlikowe Skrzydło dostatecznie ją irytowała, a tu jeszcze mała kotka, która musi wziąć zwyczajne leki na odporność.
- Fujka, fujka - zawodziła Gorzka, machając z irytacją ogonem.
Medyczka usiadła, cierpliwie oczekując na ruch ze strony kotki. Gorzka wciąż biadoliła nad medykamentami, córka Biegnącego Strumienia czekała aż młoda pogrozi jej groźnym tatusiem.
- Albo to zeżresz, albo wepchnę ci te zioła do gardła - warknęła sfrustrowana, odruchowo kładąc uszy płasko przy głowie. Po minie córki Gęsiego Pióra widać było niepewność, może nawet strach.
- Och, już, już, spokojnie - parsknęła, biorąc w pyszczek kilka liści.
Turkawie Skrzydło cierpliwie czekała, obserwując ruch szczęki kotki. Przez chwilę kociak wyglądał, jakby chciał wypluć roślinę, potem jednak przełknęła, z głośnym parsknięciem.
- Zadowolona?
- Nawet nie wiesz jak bardzo - mruknęła rozbawiona kocica, po czym złapała Gorzką za skórę na karku.
***
Promienie słoneczne z dnia na dzień stawały się coraz jaśniejsze. Uzdrowicielka z zaskoczeniem stwierdziła, że minęły już kolejne księżyce, a jeden lub dwa włosy na jej czekoladowym pyszczku pobielały. Chociaż starała się je ukryć Cętkowany Liść wypatrzyła ten nowy mankament w wyglądzie zewnętrznym byłej mentorki.
- Starzejesz się - parsknęła, pieszczotliwie wyrywając ten jeden siwy włos. Turkawka syknęła, udając obrazę, później jednak uśmiechnęła się delikatnie.
- Pójdziemy po zioła? Potrzebuję kocimiętki, a Świetlikowego Skrzydła nie ma, poszła po ogórecznik...
- Chciałabym - gorliwie potaknęła wojowniczka - ale Iglasty Krzew wyznaczył mnie już na patrol.
- Mmm... - zasępiła się nieco kocica. - Może... Poproszę jakiegoś ucznia? Tak, to dobry pomysł, w końcu muszę nawiązywać nowe kontakty.
Z marsową miną, odprowadzana przez na wpół zatroskany, na pół rozbawiony wzrok Cętki, podążyła do legowiska terminatorów.
<Gorzka? uvu>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turkawie Skrzydło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turkawie Skrzydło. Pokaż wszystkie posty
10 października 2019
11 sierpnia 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Cętkowanego Liścia
Łzy Cętkowanego Liścia zmoczyły sierść na piersi Turkawki. Kotka oparła się o... No właśnie, o kogo? O znajomą? Przyjaciółkę? Przybraną starszą siostrę? Kocicę, która ją w to wszystko wpakowała? Niezgrabnie pogłaskała kotkę po grzbiecie. Odczuwała ból niemal w równym stopniu jak ona.
- Chodź, wracamy do obozu.
Tylko tyle zdołała z siebie wykrztusić. Cętka wstała i pomogła Turkawiemu Skrzydłu podźwignąć się na cztery łapy. W oczach buraski wciąż malował się szok. Asystentka medyczki zawróciła, delikatnie liżąc przyjaciółkę po łebku, tak jakby to robiła z maleńkim kociakiem.
- Ej, zaczekajcie!
W ich stronę mknęła pieszczoszka. Miała czekoladową sierść i wielkie niebieskie oczy... Turkawka zamarła. Znała te oczy. Patrzyły na nią ilekroć sama spojrzała w wodę. Bo to były... jej oczy. Pointka przystanęła w niedalekiej odległości, patrząc na nie z nadzieją.
- Znacie Różane Pole?
Cętka przetarła ślepia i otworzyła pyszczek. Turkawie Skrzydło w panice nadepnęła na jej łapę.
- Nie - warknęła w kierunku nieznajomej kocicy.
Tamta wyglądała na lekko zaskoczoną. Czekolada z przerażeniem pośpieszyła Cętkę, wojowniczka omal nie uderzyła w pień drzewa, rosnącego na skraju lasu.
- Czekajcie, chwilę! Jestem...
Ale asystentka medyczki nie chciała tego słuchać, bo doskonale wiedziała kim jest pieszczoszka. Upewniła się, że Cętkowany Liść stoi w cieniu drzew, zanim nie odwróciła się w stronę domostw Dwunożnych. Penelopa wpatrywała się w nią martwo, a potem jej oczu rozbłysły. Jakby zrozumiała. Turkawka przyspieszyła, czując ciarki wzdłuż kręgosłupa. Czym prędzej przebiła się przez gęste krzewy, raniąc poduszeczki łap, niesprawną trzymając ponad linią gałązek. Dopadła do Cętki i położyła się na trawie, dysząc ciężko. Oczy córki Atramentu wciąż były wilgotne, przez wcześniejszy wybuch emocji. Z szokiem i niedowierzaniem wpatrywała się w Turkawkę.
- Dlatego jej nie powiedziałaś? Przecież znamy - odchrząknęła cicho. - Znałyśmy Różane Pole.
- Nie jestem chodzącą informacją - syknęła głośno Turkawka. Niemal widziała trybiki obracające się w łebku Cętkowanego Liścia. - Bez urazy, ale nie muszę odpowiadać na pytania jakichś zapchlonych pieszczochów.
Serce Turkawki bezlitośnie tłukło o żebra. Miała wrażenie, że tonie i dłużej nie da rady utrzymać się na powierzchni.
Ślepia Cętki zamgliły się lekko, po usłyszeniu słów przyjaciółki. I wtedy Turkawie Skrzydło wpadła na pomysł. Pomysł tak genialny, że aż chciało jej się krzyczeć. Cętka była dla niej jak siostra. I Turkawka zrobiłaby wszystko, żeby była szczęśliwa.
- Tęsknisz za nimi? - zapytała.
- To moja rodzina - zielone oczy burej kotki zaszły łzami. Umilkła.
- Pójdziemy inną drogą - zdecydowała asystentka medyczki, po czym zawróciła w kierunku domostw Dwunożnych, planując trasę tak, by ominąć miejsce gdzie spotkały Penelopę.
- Ej, czekaj! Obóz jest w drugą stronę...
Dawna mentorka Miedzianej Iskry dołączyła do czekoladowej, która z determinacją kuśtykała w dół zbocza.
- Właściwe to wpadłam na pewien pomysł... - ślepia Turkawiego Skrzydła rozbłysły. Sprawi, by na pyszczek przyjaciółki powrócił uśmiech. Za wszelką cenę.
- Ułatwię ci powrót do... Do twojego domu. Wejdę pierwsza. Jeżeli powiem tej strawie... To znaczy twojej siostrze, że cię porwałam, najpewniej mnie załatwi, ale twoja rodzina ci wybaczy. Chcę żebyś była szczęśliwa Cętkowany Liściu. Ułatwiłaś mi kontakty z innymi kotami. Dziękuję. Wiele ci zawdzięczam.
<Cętełku? Poziom cukru wybił poza skalę. Myślałam, że lepiej wyjdzie mi to opko, no ale trudno, nie chciałam żebyś dłużej czekała c: >
- Chodź, wracamy do obozu.
Tylko tyle zdołała z siebie wykrztusić. Cętka wstała i pomogła Turkawiemu Skrzydłu podźwignąć się na cztery łapy. W oczach buraski wciąż malował się szok. Asystentka medyczki zawróciła, delikatnie liżąc przyjaciółkę po łebku, tak jakby to robiła z maleńkim kociakiem.
- Ej, zaczekajcie!
W ich stronę mknęła pieszczoszka. Miała czekoladową sierść i wielkie niebieskie oczy... Turkawka zamarła. Znała te oczy. Patrzyły na nią ilekroć sama spojrzała w wodę. Bo to były... jej oczy. Pointka przystanęła w niedalekiej odległości, patrząc na nie z nadzieją.
- Znacie Różane Pole?
Cętka przetarła ślepia i otworzyła pyszczek. Turkawie Skrzydło w panice nadepnęła na jej łapę.
- Nie - warknęła w kierunku nieznajomej kocicy.
Tamta wyglądała na lekko zaskoczoną. Czekolada z przerażeniem pośpieszyła Cętkę, wojowniczka omal nie uderzyła w pień drzewa, rosnącego na skraju lasu.
- Czekajcie, chwilę! Jestem...
Ale asystentka medyczki nie chciała tego słuchać, bo doskonale wiedziała kim jest pieszczoszka. Upewniła się, że Cętkowany Liść stoi w cieniu drzew, zanim nie odwróciła się w stronę domostw Dwunożnych. Penelopa wpatrywała się w nią martwo, a potem jej oczu rozbłysły. Jakby zrozumiała. Turkawka przyspieszyła, czując ciarki wzdłuż kręgosłupa. Czym prędzej przebiła się przez gęste krzewy, raniąc poduszeczki łap, niesprawną trzymając ponad linią gałązek. Dopadła do Cętki i położyła się na trawie, dysząc ciężko. Oczy córki Atramentu wciąż były wilgotne, przez wcześniejszy wybuch emocji. Z szokiem i niedowierzaniem wpatrywała się w Turkawkę.
- Dlatego jej nie powiedziałaś? Przecież znamy - odchrząknęła cicho. - Znałyśmy Różane Pole.
- Nie jestem chodzącą informacją - syknęła głośno Turkawka. Niemal widziała trybiki obracające się w łebku Cętkowanego Liścia. - Bez urazy, ale nie muszę odpowiadać na pytania jakichś zapchlonych pieszczochów.
Serce Turkawki bezlitośnie tłukło o żebra. Miała wrażenie, że tonie i dłużej nie da rady utrzymać się na powierzchni.
Ślepia Cętki zamgliły się lekko, po usłyszeniu słów przyjaciółki. I wtedy Turkawie Skrzydło wpadła na pomysł. Pomysł tak genialny, że aż chciało jej się krzyczeć. Cętka była dla niej jak siostra. I Turkawka zrobiłaby wszystko, żeby była szczęśliwa.
- Tęsknisz za nimi? - zapytała.
- To moja rodzina - zielone oczy burej kotki zaszły łzami. Umilkła.
- Pójdziemy inną drogą - zdecydowała asystentka medyczki, po czym zawróciła w kierunku domostw Dwunożnych, planując trasę tak, by ominąć miejsce gdzie spotkały Penelopę.
- Ej, czekaj! Obóz jest w drugą stronę...
Dawna mentorka Miedzianej Iskry dołączyła do czekoladowej, która z determinacją kuśtykała w dół zbocza.
- Właściwe to wpadłam na pewien pomysł... - ślepia Turkawiego Skrzydła rozbłysły. Sprawi, by na pyszczek przyjaciółki powrócił uśmiech. Za wszelką cenę.
- Ułatwię ci powrót do... Do twojego domu. Wejdę pierwsza. Jeżeli powiem tej strawie... To znaczy twojej siostrze, że cię porwałam, najpewniej mnie załatwi, ale twoja rodzina ci wybaczy. Chcę żebyś była szczęśliwa Cętkowany Liściu. Ułatwiłaś mi kontakty z innymi kotami. Dziękuję. Wiele ci zawdzięczam.
<Cętełku? Poziom cukru wybił poza skalę. Myślałam, że lepiej wyjdzie mi to opko, no ale trudno, nie chciałam żebyś dłużej czekała c: >
Od Turkawiego Skrzydła CD Gorzkiej
Turkawie Skrzydło potoczyła zagubionym spojrzeniem po legowisku. Gęsie Pióro i Iglasty Krzew chyba byli zbyt zajęci sobą, by zauważyć że jedno z ich młodych samowolnie opuściło żłobek, skacząc byle dalej od czekoladowej medyczki. Z zażenowaniem zerknęła na syna swojej kuzynki i jego partnerkę.
- To ja... Pójdę jej poszukać.
Nie, oczywiście że nie był to pierwszy taki przypadek. Kocięta dosyć ciężko odczuwały niepokój spowodowany samym zapachem ziół, krwi i choroby, dość często towarzyszących uzdrowicielom. Tak się jednak złożyło, że tego wschodu słońca Turkawka pachniała tylko i wyłącznie ziołami, więc nie rozumiała strachu młodej kotki. Nie miała jednak wyboru, potulnie wyszła przed żłobek , rozglądając się skrupulatnie za niewielkim kociakiem. Nie zdążyła wykonać trzech kroków, gdy usłyszała cichutki głosik.
- Idź sobie! Śmierdzisz.
Nie było jej z tego powodu jakoś specjalnie przykro, nie przez wyzwiska kociaka. Co ta mała mogła wiedzieć o życiu?
- Gorzka, tak?
Kotka przekrzywiła głowę.
- Nie złapiesz mnie! - pisnęła i rzuciła się do ucieczki.
Turkawie Skrzydło z westchnieniem rozejrzała się po obozie, szukając Cętkowanego Liścia lub Miedzianej Iskry, kogokolwiek kto pomógł by jej złapać psotnicę. Nikogo jednak nie znalazła. Z westchnieniem pokuśtykała w stronę młodej. Gorzka odskoczyła na bezpieczną odległość, przyglądając się jej spod na wpół przymkniętych powiek.
- Dlaczego mnie nie gonisz?
- Bo nie mogę - odwarknęła Turkawka. Przystanęła i uniosła okaleczoną łapę, chcąc ją odciążyć.
- Kulejesz - zauważyła Gorzka, jej ślepia zalśniły z ciekawości.
W tamtej chwili córka Odyseusza była naprawdę pełna podziwu dla Iglastego Krzewu i Gęsiego Pióra, że wytrzymują z tą małą mądralą.
- Cóż za refleks - burknęła cierpko asystentka medyczki i dopiero po chwili uprzytomniła sobie z kim rozmawia. - To znaczy... Posłuchaj. I ty i ja chcemy mieć to już za sobą. Pójdziemy do mojego legowiska, rozgrzejemy się. Ty zjesz zioła, a ja w zamian opowiem ci dlaczego kuleję, dobrze?
Gorzka łypnęła na nią nieufnie, ale skinęła głową.
- Pod warunkiem, że twoja historia będzie pierwsza.
- Zgoda.
Ruszyły ścieżką w kierunku legowiska medyczek. Pointka westchnęła i zerknęła na wnuczkę Leśnego Strumienia.
- Któregoś razu...
Zamilkła, wbijając spojrzenie w liście pod swoimi łapami. Nie mogła powiedzieć nic złego o Klanie Gwiazdy, zgromadzeniach i temu podobych. Kto wie jak wpłynęłoby to na umysł Gorzkiej. Oznaczało to też, że musi... Zataić pewne fakty.
- Wyszłam po zioła - ciągnęła niezgrabnie. - Rozpętała się największa burza, jaką kiedykolwiek widziałam. Pioruny trzaskały jak oszalałe. Jeden trafił w... Drzewo, rosnące obok ścieżki którą szłam. Ogień zajął pień, a potem trawę. I ja... Em... Przestraszyłam się i moja łapa wpadła w płomienie. Coś się uszkodziło i... Tego nie da się już naprawić.
Z nadzieją zerknęła na kotkę. No proszę, jaka zgrabna historia. Ani jednego złego słowa o Klanie Gwiazdy, zgromadzeniach...
- To jak, zadowolona? Zjesz teraz lekarstwo?
<Gorzka?^^>
- To ja... Pójdę jej poszukać.
Nie, oczywiście że nie był to pierwszy taki przypadek. Kocięta dosyć ciężko odczuwały niepokój spowodowany samym zapachem ziół, krwi i choroby, dość często towarzyszących uzdrowicielom. Tak się jednak złożyło, że tego wschodu słońca Turkawka pachniała tylko i wyłącznie ziołami, więc nie rozumiała strachu młodej kotki. Nie miała jednak wyboru, potulnie wyszła przed żłobek , rozglądając się skrupulatnie za niewielkim kociakiem. Nie zdążyła wykonać trzech kroków, gdy usłyszała cichutki głosik.
- Idź sobie! Śmierdzisz.
Nie było jej z tego powodu jakoś specjalnie przykro, nie przez wyzwiska kociaka. Co ta mała mogła wiedzieć o życiu?
- Gorzka, tak?
Kotka przekrzywiła głowę.
- Nie złapiesz mnie! - pisnęła i rzuciła się do ucieczki.
Turkawie Skrzydło z westchnieniem rozejrzała się po obozie, szukając Cętkowanego Liścia lub Miedzianej Iskry, kogokolwiek kto pomógł by jej złapać psotnicę. Nikogo jednak nie znalazła. Z westchnieniem pokuśtykała w stronę młodej. Gorzka odskoczyła na bezpieczną odległość, przyglądając się jej spod na wpół przymkniętych powiek.
- Dlaczego mnie nie gonisz?
- Bo nie mogę - odwarknęła Turkawka. Przystanęła i uniosła okaleczoną łapę, chcąc ją odciążyć.
- Kulejesz - zauważyła Gorzka, jej ślepia zalśniły z ciekawości.
W tamtej chwili córka Odyseusza była naprawdę pełna podziwu dla Iglastego Krzewu i Gęsiego Pióra, że wytrzymują z tą małą mądralą.
- Cóż za refleks - burknęła cierpko asystentka medyczki i dopiero po chwili uprzytomniła sobie z kim rozmawia. - To znaczy... Posłuchaj. I ty i ja chcemy mieć to już za sobą. Pójdziemy do mojego legowiska, rozgrzejemy się. Ty zjesz zioła, a ja w zamian opowiem ci dlaczego kuleję, dobrze?
Gorzka łypnęła na nią nieufnie, ale skinęła głową.
- Pod warunkiem, że twoja historia będzie pierwsza.
- Zgoda.
Ruszyły ścieżką w kierunku legowiska medyczek. Pointka westchnęła i zerknęła na wnuczkę Leśnego Strumienia.
- Któregoś razu...
Zamilkła, wbijając spojrzenie w liście pod swoimi łapami. Nie mogła powiedzieć nic złego o Klanie Gwiazdy, zgromadzeniach i temu podobych. Kto wie jak wpłynęłoby to na umysł Gorzkiej. Oznaczało to też, że musi... Zataić pewne fakty.
- Wyszłam po zioła - ciągnęła niezgrabnie. - Rozpętała się największa burza, jaką kiedykolwiek widziałam. Pioruny trzaskały jak oszalałe. Jeden trafił w... Drzewo, rosnące obok ścieżki którą szłam. Ogień zajął pień, a potem trawę. I ja... Em... Przestraszyłam się i moja łapa wpadła w płomienie. Coś się uszkodziło i... Tego nie da się już naprawić.
Z nadzieją zerknęła na kotkę. No proszę, jaka zgrabna historia. Ani jednego złego słowa o Klanie Gwiazdy, zgromadzeniach...
- To jak, zadowolona? Zjesz teraz lekarstwo?
<Gorzka?^^>
Od Turkawiego Skrzydła CD Perły
Przygryzła wargi i odwróciła wzrok, by nie widzieć palącego spojrzenia Perełki. Uch, dlaczego miała zawsze takie "szczęście"? Dlaczego to ona musiała odpowiadać na najtrudniejsze pytania. Szczerze? Nie dawała Jaśminowi jakichś wielkich szans na nagłe ozdrowienie, ale... Wszystko jest możliwe, prawda?
- Posłuchaj, hm... - Jak Śnieżny Sopel i Kozia Nóżka nazwali tą małą? - Muszelko...
- Jestem Perła - pomogła jej brązowa kotka. Jej duże oczy były wpatrzone w ślepia asystentki medyczki.
- Tak, Perło... Twój brat jest... Inny.
Kocię przekrzywiło głowę, marszcząc różowy nosek.
- Inny?
- No tak - Turkawka z namysłem dobierała słowa. - Bo on jest trochę inny niż ty, albo Zmierzch, Barwinek, Bodziszek czy Gorzka, rozumiesz?
Czasami może prosić, żebyś coś powtórzyła... To nie będzie nic dziwnego.
Perła spojrzała na swoje łapki. Pointka westchnęła i usiadła naprzeciwko kotki. Nie przepadała za kociętami, do tego nie była najlepsza w pocieszaniu, ale postanowiła spróbować.
- Nie zadręczaj się tym. I... Nie pomagaj mu jeżeli nie będzie o to prosił.
Turkawie Skrzydło podejrzewała, że Jaśmin jest inny. Taki jak ona. Silny i niezależny, może pytanie o pomoc było poniżej jego godności, ale na pewno nie chciał łaski. Nikt jej nie chciał, nikt nie chciał wyjść na słabszego. Kocica uśmiechnęła się całkowicie szczerze, widząc zaniepokojoną minę Perełki, po czym pacnęła ją białą końcówką swojego ogona w bark.
- Ej, nie smuć się. Wszystko z nim dobrze. Po prostu... Każdy jest inny, a Jaśmin trochę nie dosłyszy.
Tak stwierdziły obie, ona i Burzowe Futro po kilku testach. Zacisnęła szczęki, oczekując reakcji młodej kotki.
<Perełko? Nie wiem czy nie jesteś już w KK, przyjmijmy że to się działo dawno xD>
- Posłuchaj, hm... - Jak Śnieżny Sopel i Kozia Nóżka nazwali tą małą? - Muszelko...
- Jestem Perła - pomogła jej brązowa kotka. Jej duże oczy były wpatrzone w ślepia asystentki medyczki.
- Tak, Perło... Twój brat jest... Inny.
Kocię przekrzywiło głowę, marszcząc różowy nosek.
- Inny?
- No tak - Turkawka z namysłem dobierała słowa. - Bo on jest trochę inny niż ty, albo Zmierzch, Barwinek, Bodziszek czy Gorzka, rozumiesz?
Czasami może prosić, żebyś coś powtórzyła... To nie będzie nic dziwnego.
Perła spojrzała na swoje łapki. Pointka westchnęła i usiadła naprzeciwko kotki. Nie przepadała za kociętami, do tego nie była najlepsza w pocieszaniu, ale postanowiła spróbować.
- Nie zadręczaj się tym. I... Nie pomagaj mu jeżeli nie będzie o to prosił.
Turkawie Skrzydło podejrzewała, że Jaśmin jest inny. Taki jak ona. Silny i niezależny, może pytanie o pomoc było poniżej jego godności, ale na pewno nie chciał łaski. Nikt jej nie chciał, nikt nie chciał wyjść na słabszego. Kocica uśmiechnęła się całkowicie szczerze, widząc zaniepokojoną minę Perełki, po czym pacnęła ją białą końcówką swojego ogona w bark.
- Ej, nie smuć się. Wszystko z nim dobrze. Po prostu... Każdy jest inny, a Jaśmin trochę nie dosłyszy.
Tak stwierdziły obie, ona i Burzowe Futro po kilku testach. Zacisnęła szczęki, oczekując reakcji młodej kotki.
<Perełko? Nie wiem czy nie jesteś już w KK, przyjmijmy że to się działo dawno xD>
30 lipca 2019
Od Turkawiego Skrzydła
Szałwia na prawo. Mięta na lewo. Cis w najciemniejszy kąt, na wypadek gdyby trafił się jakiś samobójca. Kocimiętka... Też w kąt, lepiej żeby klanowicze nie balowali zbyt intensywnie.
Turkawce ciężko było uwierzyć, że Borsuczej Gwiazdy... Już nie ma. Gdy dołączyła do klanu był przywódcą. Gdy osiągała pierwsze sukcesy i porażki był przywódcą. Gdy ukończyła trening wciąż był przywódcą. No i od urodzenia... Jej dziadkiem? Dziadkiem z krwi i kości, nawet umaszczenie mieli podobne. Dziwne, że nikt, nawet sama Turkawie Skrzydło nie domyślił się wcześniej.
- Przepraszam, że nie poznaliśmy się lepiej.
Takimi też słowami pożegnała dziadka, stykając swój nos z jego nosem. Później ruszyła do Błotnistego Pyska, by osobiście pogratulować mu nowej rangi. Od zawsze starał się być dla niej jak ojciec i kocica cieszyła się, że to on zostanie nowym liderem Klanu Wilka. Przed śmiercią poprzedniego zastępcy asystentka medyczki miała wizję, zbyt krótką by wyciągnąć z niej lepsze wnioski. W owym śnie balansowała na wodzie, gorączkowo rozchlapując wodę dookoła. Chociaż chciała nie mogła wrócić na stały ląd, gdyż na brzegu szalały płomienie. Na horyzoncie ukazała się zgarbiona sylwetka, zbyt ciemna by rozpoznać kim jest owy kot.
Asystentka medyka westchnęła. Już czas. Powinna odwiedzić żłobek, by sprawdzić jak się mają kocięta. Przecięła obóz, z ziołami w pyszczku. Gdy była już prawie przy wejściu do kociarni zza progu wyskoczyło na nią kilka rozwrzeszczanych kulek różnokolorowego futra.
- Pani medyczka, pani medyczka!
Kociaki zatrzymały się obok pointki, ciekawie zerkając na nią dużymi ślepiami. Gdyby Turkawka nie była Turkawką, uznałaby, że są urocze. Ale tak stwierdziła tylko, że są to dzieci Śnieżnego Sopla i Koziej Nóżki.
<Perła, Jaśmin, Bodziszek, Barwinek?>
Turkawce ciężko było uwierzyć, że Borsuczej Gwiazdy... Już nie ma. Gdy dołączyła do klanu był przywódcą. Gdy osiągała pierwsze sukcesy i porażki był przywódcą. Gdy ukończyła trening wciąż był przywódcą. No i od urodzenia... Jej dziadkiem? Dziadkiem z krwi i kości, nawet umaszczenie mieli podobne. Dziwne, że nikt, nawet sama Turkawie Skrzydło nie domyślił się wcześniej.
- Przepraszam, że nie poznaliśmy się lepiej.
Takimi też słowami pożegnała dziadka, stykając swój nos z jego nosem. Później ruszyła do Błotnistego Pyska, by osobiście pogratulować mu nowej rangi. Od zawsze starał się być dla niej jak ojciec i kocica cieszyła się, że to on zostanie nowym liderem Klanu Wilka. Przed śmiercią poprzedniego zastępcy asystentka medyczki miała wizję, zbyt krótką by wyciągnąć z niej lepsze wnioski. W owym śnie balansowała na wodzie, gorączkowo rozchlapując wodę dookoła. Chociaż chciała nie mogła wrócić na stały ląd, gdyż na brzegu szalały płomienie. Na horyzoncie ukazała się zgarbiona sylwetka, zbyt ciemna by rozpoznać kim jest owy kot.
Asystentka medyka westchnęła. Już czas. Powinna odwiedzić żłobek, by sprawdzić jak się mają kocięta. Przecięła obóz, z ziołami w pyszczku. Gdy była już prawie przy wejściu do kociarni zza progu wyskoczyło na nią kilka rozwrzeszczanych kulek różnokolorowego futra.
- Pani medyczka, pani medyczka!
Kociaki zatrzymały się obok pointki, ciekawie zerkając na nią dużymi ślepiami. Gdyby Turkawka nie była Turkawką, uznałaby, że są urocze. Ale tak stwierdziła tylko, że są to dzieci Śnieżnego Sopla i Koziej Nóżki.
<Perła, Jaśmin, Bodziszek, Barwinek?>
07 lipca 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Miedzianej Łapy (Iskry)
Miedziana Łapa płytko wciągnęła powietrze, wpatrując się w nieruchomą kocicę. Turkawka usłyszała jej westchnienie ulgi, gdy rywalka poruszyła głową. Trochę wbrew sobie, pointka ruszyła w kierunku kocicy i położyła łapę na jej gardle. Ostrożnie policzyła uderzenia serca, mając okropne uczucie marnowania czasu. Właśnie teraz jakiś wilczak mógł słaniać się na łapach, konając powoli, podczas gdy asystentka medyczki zajmowała się jakimś lisim łajnem.
- Jest ranna - powiedziała rzeczowo córka Biegnącego Strumienia. - Ale żyje. Nie sądzę też, by miała jakieś obrażenia wewnętrzne.
Miedź odetchnęła z ulgą, co nie uszło uwadze wnuczki lidera.
- N-nie powinnyśmy jej pomagać - stwierdziła uczennica i stuliła uszy.
- Masz rację. Nie powinnyśmy.
Turkawie Skrzydło uniosła głowę i mruknęła cicho. Starała się ściągnąć na siebie uwagę kogokolwiek z innego klanu. Podziałało. Po kilku uderzeniach serca z tłumu wynurzył się niewielki kocur. Miał biało-rudą sierść i duże zielone ślepia. Czuć było od niego ziołami, więc obie kocice od razu wiedziały, że to medyk. Dawna uczennica Burzowego Futra pchnęła delikatnie Miedzianą Łapą.
- Idziemy - wyszeptała. - On jej pomoże.
- Dziękuję - zamruczała Miedź i otarła się o Turkawie Skrzydło. - O! Patrz! Idzie Cętkowany Liść!
Płowa pognała w kierunku dawnej, już, mentorki. Rzeczywiście, po chwili w zasięgu wzroku asystentki medyczki ukazała się buraska. Cętka uśmiechnęła się delikatnie i polizała Miedź po karku. Turkawka zmrużyła niebieskie oczy, obserwując obie kotki. Zostały przyniesione do klanu. I to przez nią, przez Turkawkę. Poczuła łzy, cisnące się jej do oczu. Kocica, która przyniosła do klanu ją, już nie żyła. Odeszła pokonana, broniąc żłobka przez atakiem wroga. Był to przejaw niesamowitej odwagi i determinacji. Siostra Horyzontu zacisnęła wargi, lecz to w niczym nie pomogło. Różanego Pola już nie było. Gdy Cętka i Miedź do niej dołączyły Turkawka zdążyła już osuszyć łzy. I udawała, ze wszystko jest dobrze. Chociaż nie było.
- Co będziemy robić?
Turkawie Skrzydło uniosła głowę i wbiła wzrok w wojowniczkę. Westchnęła i zgarnęła zioła na byle jaką kupkę.
- Potrzebuję pomocy - wymruczała cicho, by nie obudzić Burzowego Futra. - Skończyła się kocimiętka... - Miedziana Łapa uniosła brwi. Turkawka zdziwiła się, że dawna znajdka nie słyszała jeszcze o tej roślinie. - To taka roślinka... poprawia humor - zaczęła nieco nieporadnie. - No i nie rośnie u nas w lesie. Tylko u Dwunożnych. Cętkowany Liść patroluje granice, więc nie pójdzie z nami. I to ty będziesz musiała mi pomóc.
Jej wypowiedź była nieskładna, ale chyba wystarczająco jasna, by Miedź mogła ją zrozumieć.
- Jest ranna - powiedziała rzeczowo córka Biegnącego Strumienia. - Ale żyje. Nie sądzę też, by miała jakieś obrażenia wewnętrzne.
Miedź odetchnęła z ulgą, co nie uszło uwadze wnuczki lidera.
- N-nie powinnyśmy jej pomagać - stwierdziła uczennica i stuliła uszy.
- Masz rację. Nie powinnyśmy.
Turkawie Skrzydło uniosła głowę i mruknęła cicho. Starała się ściągnąć na siebie uwagę kogokolwiek z innego klanu. Podziałało. Po kilku uderzeniach serca z tłumu wynurzył się niewielki kocur. Miał biało-rudą sierść i duże zielone ślepia. Czuć było od niego ziołami, więc obie kocice od razu wiedziały, że to medyk. Dawna uczennica Burzowego Futra pchnęła delikatnie Miedzianą Łapą.
- Idziemy - wyszeptała. - On jej pomoże.
***
- Miedziana Iskra... Bardzo ładne imię - uśmiechnęła się delikatnie czekoladowa, tuż po ceremonii mianowania córki Rudej. Zaraz jednak przybrała swój zwyczajny wyraz pyszczka, obserwując rozpromieniony pyszczek koteczki.- Dziękuję - zamruczała Miedź i otarła się o Turkawie Skrzydło. - O! Patrz! Idzie Cętkowany Liść!
Płowa pognała w kierunku dawnej, już, mentorki. Rzeczywiście, po chwili w zasięgu wzroku asystentki medyczki ukazała się buraska. Cętka uśmiechnęła się delikatnie i polizała Miedź po karku. Turkawka zmrużyła niebieskie oczy, obserwując obie kotki. Zostały przyniesione do klanu. I to przez nią, przez Turkawkę. Poczuła łzy, cisnące się jej do oczu. Kocica, która przyniosła do klanu ją, już nie żyła. Odeszła pokonana, broniąc żłobka przez atakiem wroga. Był to przejaw niesamowitej odwagi i determinacji. Siostra Horyzontu zacisnęła wargi, lecz to w niczym nie pomogło. Różanego Pola już nie było. Gdy Cętka i Miedź do niej dołączyły Turkawka zdążyła już osuszyć łzy. I udawała, ze wszystko jest dobrze. Chociaż nie było.
***
Asystentka medyka wybrała kilka dużych liści. Odsunęła je na bok, po czym z westchnieniem zaczęła grupować mniejsze listki szałwii. Niewielka pointka przyglądała się ciekawie jej ruchom, obracając w łapach piszczkę.- Co będziemy robić?
Turkawie Skrzydło uniosła głowę i wbiła wzrok w wojowniczkę. Westchnęła i zgarnęła zioła na byle jaką kupkę.
- Potrzebuję pomocy - wymruczała cicho, by nie obudzić Burzowego Futra. - Skończyła się kocimiętka... - Miedziana Łapa uniosła brwi. Turkawka zdziwiła się, że dawna znajdka nie słyszała jeszcze o tej roślinie. - To taka roślinka... poprawia humor - zaczęła nieco nieporadnie. - No i nie rośnie u nas w lesie. Tylko u Dwunożnych. Cętkowany Liść patroluje granice, więc nie pójdzie z nami. I to ty będziesz musiała mi pomóc.
Jej wypowiedź była nieskładna, ale chyba wystarczająco jasna, by Miedź mogła ją zrozumieć.
<Iskierko? Sorry, za jakość i długość oczekiwania :c>
01 lipca 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Cętkowanego Liścia
*Żeby nie było, to zawaliłam czasowo. Pierwsza część tego opka dzieje się tuż po pierwszej bitwie (chyba XD). Turkawka jeszcze nie wie kim byli jej rodzice*
- Co?! Nie, nie ma takiej opcji! - syknęła, usiłując się podnieść. Cętkowany Liść podbiegła do niej i pomogła asystentce medyka wstać. - Nie będziemy szukać moich rodziców - syknęła Turkawka i poczuła, że czernieje jej przed oczami. Potrząsnęła głową. Świat zaczął obracać się wokół własnej osi. Buraska podprowadziła kocicę do legowiska i pomogła jej usiąść.
- Jak już mówiłam, poszukamy ich, o ile będziesz chciała - mruknęła Cętka, jednak córka Odyseusza zauważyła jej skwaszoną minę.
- A-ale ja nie wiem czy chcę - mruknęła Turkawka, zakrywając niebieskie oczy łapą. - Ja ich nigdy nie widziałam, nie wiem jacy są. Nie... to nieistotne. Przecież i tak są okropni!
- Och nie przesadzałabym - mruknęła Cętkowany Liść, przewracając oczami. - Sama mówiłaś, że nie wiesz kim są... więc jak możesz ich oceniać?
Pointka zacisnęła wargi i odwróciła wzrok od dawnej podopiecznej. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Cętka miała rację. Kocica obróciła niesprawną łapę, żałując, ze nie może tak po prostu wstać i stąd wybiec. Wojowniczka dogoniłaby ją w pół uderzenia serca.
- Słuchaj, wiem, że nie powinnam ich krytykować, tylko ja... już wiem jacy oni są. No bo jakim trzeba być kotem, by porzucić swoje dzieci?! Albo tylko córkę?!
Myśl o tym, że jej rodzice mogą podróżować ze swoimi innymi dziećmi wstrząsnęła nią do głębi. Rodzeństwo... to brzmiało tak... obco. Cętka pokręciła głową, jakby z żalem.
- Nie powinnaś... nie! Nie MOŻESZ oceniać ich na podstawie jednego drobnego błędu!
- Uważam inaczej - warknęła asystentka medyczki. - Wiesz co? Czasami strasznie mnie irytujesz przez tę swoją upartość!
- Nawzajem.
Przez chwilę obie kotki mierzyły się spojrzeniami. Turkawka prychnęła i usiadła przy ziołach, przesypując kupkę szałwii pomiędzy łapami. Wojowniczka rzuciła jej jeszcze ostatnie spojrzenie przez ramię, po czym wyszła z legowiska medyków.
***
- Chciałaś o czymś pogadać. To musi być ważne, skoro nie wzięłyśmy ze sobą Miedzianej Iskry... - Turkawie Skrzydło zatrzymała się przy krzewie i odgarnęła parę liści. Spłoszona mysz wybiegła z krzaków, gdzie czekała już na nią Cętkowany Liść. Kocica zabiła gryzonia jednym celnym ugryzieniem i rzuciła jego ciało na ziemię. Pointka odwróciła wzrok i nawinęła na gałązkę kilka nitek z pajęczyny. Buraska prychnęła i usiadła, przerzucając piszczkę między łapami.
- Dalej się gniewasz? - dawna pieszczoszka uniosła spojrzenie na byłą mentorkę. Córka Odyseusza odwróciła wzrok. Chciała już wracać do obozu. Znajdowały się zbyt blisko terenów Dwunożnych, jednak asystentka medyczki potrzebowała kilku medykamentów, właśnie stamtąd.
- Nie wiem - odpowiedziała Turkawka i wypuściła powietrze przez nos. - No dobra, już prawie wcale. W sumie tak, po głębszym namyśle mogłabym ich odnaleźć, no bo masz rację i w końcu są moją rodziną - uniosła głowę i zauważyła zaintrygowane spojrzenie kocicy. Przełknęła ślinę. - Too... o czym chciałaś porozmawiać?
<Cęteł? Wyszło takie sobie ;-;>
16 czerwca 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Bucka (Wilczej Łapy)
*całość dzieje się przed tym jak KW odbił obóz*
Ruszyła przez gęste poszycie lasu, słysząc za sobą kroki Bucka. Poczuła dziwną więź z tym kocurem w końcu on też utykał! Nie okazała jednak żadnych emocji i po prostu skierowała się do obozu. Znała go, a przynajmniej kojarzyła. Pamiętała ten wschód słońca, gdy Cętkowany Liść przyprowadziła Bucka do obozu. Obawiała się nieco o swą podopieczną. Przecież kocur mógł zrobić jej krzywdę! Zerknęła przez ramię na dawnego samotnika. Bury przeskoczył nad kępą wrzosu. Nie wyglądał na krwiożerczego, czy na innego oprycha ze złymi zamiarami. Samotnik zauważył jej spojrzenie i odwzajemnił je, niepewnie. Umknęła wzrokiem i zapatrzyła się na horyzont, bo za kolejnym zakrętem czekał już na nich obóz. Gdy do niego dotarli prześlizgnęli się szybko przez jego środek. Turkawka weszła do legowiska medyka i zauważyła brak Burzowego Futra. Widocznie niebieska wyszła na poszukiwanie ziół, co oznaczało, że pointka będzie musiała zająć się pacjentem osobiście.- Usiądź - warknęła i pokuśtykała po medykamenty.
Buck posłusznie klapnął na ziemi, rozglądając się po wnętrzu, co nie umknęło uwadze asystentki medyczki. Zirytowana machnęła ogonem i przyciągnęła kilka liści, oraz pajęczynę.
- Pokaż tą swoją ranę - rozkazała władczo.
Bury po chwili wahania wysunął przednią łapę. Oceniła rozmiary i stan rozcięcia. Przysunęła się nieco bliżej i ostrożnie umieściła łapę kocura na wystającym kamieniu. Kocur zajrzał jej przez ramię.
- Jest bardzo źle?
Skierowała na niego niebieskie oczy i prychnęła z irytacją. Nie lubiła, gdy ktoś jej przeszkadzał.
- Nie pozostaje nam nic innego jak odgryzienie - oznajmiła. Żaden mięsień jej pyszczka nie drgnął.
Masz za swoje.
Buck prychnął cicho.
- Tylko na taką odpowiedź cię stać?
To pytanie zawisło w powietrzu. Turkawie Skrzydło zmrużyła brwi. Trafiła na godnego przeciwnika. Ten kocur ją irytował. Niemal żałowała, że chciała mu pomóc. Nie odpowiedziała. Skończyła oczyszczać ranę, teraz nakładała na nią kolejne warstwy pajęczyny. Skończyła, dla pewności sprawdzając czy nici nie odpadną.
- Proszę - chrząknęła. - Teraz twa łapa nie powinna odpaść.
Kocur prychnął i zmrużył swoje złote oczy. Kiwnął głową i wyszedł bez słowa. Córka Biegnącego Strumienia z namysłem przyglądała się jak samotnik odchodzi. Potem potrząsnęła głową i znowu skupiła się na sortowaniu ziół.
***
Kilka wschodów słońca po przejęciu Klanu Wilka przez Lisią Gwiazdę, Buck, a właściwie już Wilcza Łapa, znowu zawitał do legowiska medyczek. Turkawie Skrzydło skrzywiła się lekko na jego widok, jednak kiwnęła głową uprzejmie.
- Jak twoja łapa?
- Całkiem nieźle - odpowiedział bury, po czym usiadł. Turkawka bez słowa odkleiła pajęczynę i zerknęła na rozcięcie. Tym razem powstrzymała się od złośliwości.
- Już prawie jej nie masz - oznajmiła. Podała uczniowi kilka ziół, a sama zabrała się do przesypywania liści, co było kompletnie niekonieczne. Wilcza Łapa zabrał medykamenty do pyszczka i zaczął przeżuwać. Nastąpiła "niewygodna" chwila ciszy. Turkawka roztarła nieco lawendy w łapach.
- Mam być milsza?
Wilcza Łapa łypnął na nią, ale się nie odezwał. Córka Odyseusza kontynuowała.
- Dobra, no to... Hura. Hura - powiedziała, bez cienia entuzjazmu. - Jesteś moim setnym pacjentem. To niesamowite wyróżnienie. W nagrodę otrzymujesz... tego oto królika!
Ślepia asystentki medyczki rozjarzyły się blaskiem. W końcu miała swoją szansę! Mogła złamać głupie zakazy Lisiej Gwiazdy! Podekscytowana rozejrzała się dookoła, by sprawdzić czy nie zbliża się żaden klifowicz. Ostatnio jeden z nich poszedł z nią nawet na zbieranie ziół. Terminator wyglądał na kogoś, kto nie jest pewny czy uciekać czy zostać.
- Nie, nie! Mówię serio! Bierz go - ruchem łapy pchnęła ssaka, przyniesionego tu przez Miedzianą Łapę, w kierunku burego. - Ile pozwala jeść wam ten lisi pomiot? Jedną mysz dziennie? Jedz, przecież widzę, że masz niedowagę.
Uśmiechnęła się tryumfalnie i usiadła, przypatrując się niecierpliwie poczynaniom kocura.
<Wilk? Takiego zastoju z opkiem chyba jeszcze nie miałam XD Nie mam pojęcia co tu się wydarzyło, wstyd mi za tego gniota. Przepraszam, jeżeli zepsułam jego charakter :c>
01 czerwca 2019
Od Turkawiego Skrzydła
- Chciałaś o czymś porozmawiać - stwierdziła Turkawka, kuśtykając obok swojej opiekunki. Różane Pole kiwnęła głową i zwolniła, dostosowując się do tempa asystentki medyczki. Pointka odetchnęła z ulgą i przestała dyszeć. Znajdowały się w okolicach Wielkiej Polany. Większość wojowników i terminatorów szykowała się do kolejnej bitwy i trenowali przy Białych Pniach, więc było tu cicho i spokojnie. Wojowniczka usiadła i odchrząknęła.
- Ja sądzę, że powinnaś... Nie, ja wiem, że ty musisz o tym wiedzieć!
Turkawiemu Skrzydłu zadrgało jedno ucho, milczała jednak, nie rozumiejąc absurdalności sytuacji. Dopiero po chwili niebieskooka połączyła fakty. Czy to możliwe, żeby... No, ale Różane Pole miała już swoje księżyce, więc raczej nie... Ale co jeżeli tak? W końcu chciała porozmawiać na osobności i w ogóle... Czekoladowa wojowniczka otworzyła pyszczek, ale Turkawka nie pozwoliła jej zacząć.
- Ja naprawdę wszystko rozumiem!
Brwi córki Milczącej Gwiazdy powędrowały do góry.
- Och, naprawdę?
- No... domyślam się - odpowiedziała asystentka medyczki. - Będziesz miała kociaki, tak?
- Och, to bar... Chwila, co?!
Turkawka stuliła uszy i skuliła się przy ziemi..
- Ależ nie, skarbie! - zawołała Róża i zaśmiała się cicho. - Na Klan Gwiazdy, chyba zwariowałaś! Jestem już na to o wiele za stara. Poza tym ostatni miot, miałam wiele księżyców temu...
Zamilkła nagle i przygryzła wargi. Turkawie Skrzydło miała ochotę zdzielić się po łbie. Tęczową i Dymną Łapę nie miała okazji poznać, wiedziała tylko, że zginęli na wiele księżyców przed jej przybyciem do klanu. Leśny Strumień pamiętała natomiast całkiem nieźle, ale niezbyt miło. Niebieska uciekła z Klanu Wilka, uprzednio zabijając swojego dziadka Burzowy Kwiat. Turkawka była wtedy Turkawią Łapą i kuliła się za nogą Burzowego Futra, obserwując sytuację. Jakże zmieniła się do tego czasu!
- Przepraszam - mruknęła pointka i spuściła wzrok na swoje łapy.
- Nic się nie stało - odpowiedziała wojowniczka. - Wróćmy do tematu, dla którego cię tu zaprosiłam.
Zawiesiła głos, a asystentka medyczki skinęła głową.
- Na pewno zastanawiałaś się kto jest twoimi prawdziwymi rodzicami. Turkawko, jesteś bardzo mądrą kocicą, mimo, że ja i Błotko usiłowaliśmy ci dać tyle miłości, to na pewno ci to ich nie zastąpiło.
Dawna uczennica Burzowego Futra nabrała powietrza w płuca. O to chodziło, od początku! Łapy zaczęły jej dygotać.
- Znałaś ich?
- Tylko twoją mamę - odpowiedziała kocica. - O ojcu słyszałam.
- Och - przestała oddychać, chłonąc jak gąbka kolejne słowa Róży.
- Jestem już stara, nie jestem nawet pewności czy przeżyję kolejną walkę. Dlatego wolę powiedzieć ci już teraz.
- Nie mów tak - w oczach Turkawiego Skrzydła stanęły łzy. Różane Pole była jedna z niewielu kotów, z którymi rozmawiała całkowicie szczerze. Co prawda wojowniczka czasami ją irytowała, ale pomimo wszystko była Róża, kotką którą asystentka medyczki znała od kociaka.
- Ale to prawda - czekoladowa wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się delikatnie. - To może... zacznę od początku?
Pointka wyprostowała się, wysunęła i schowała pazury i zastrzygła uszami. Jej ogon wywijał dzikie zawijasy. W oczach Różanego Pola dostrzegła... wahanie? Może niepokój. Jej rozmyślania przerwał spokojny głos córki Milczącej Gwiazdy.
- Urodziłam się w Klanie Wilka,wraz z dwiema siostrami. Miałam jeszcze kilkoro starszego rodzeństwa, pewnie wiesz, że jestem córką Borsuczej Gwiazdy.
Turkawie Skrzydło pokiwała z wolna głową. Słyszała, że lider miał kilka miotów, nie rozumiał jednak dokładnie kto jest z kogo... zresztą, nie interesowało jej to.
- Jedna z moich sióstr chyba nie czuła się najlepiej w klanie - kocica stuliła uszu, marszcząc brwi. - Odeszła i od tego czasu jej nie wiedziałam.
- Och, bardzo mi przykro - mruknęła szybko Turkawka. Wyciągnęła szyję i liznęła się w pierś, by ukryć zażenowanie. Było jej przykro z powodu siostry Róży, ale niewiele ją ona obchodziła. W końcu... Co je łączyło?!
Nie wyciągasz wniosków.
- Jeszcze nie skończyłam - parsknęła wojowniczka. - Nie widziałam jej aż do pewnej mroźnej Pory Nagich Drzew. Wciąż nie rozumiesz?!
Nie, nie rozumiała. Turkawka pokręciła szybko głową, czuła, że zbiera się jej na płacz. Co robiła nie tak?
- Wróciła na tereny Klanu Wilka zdyszana, ze strachem w oczach i z kociątkiem w pysku. Tym kociakiem byłaś ty, Turkawko! - Pointka poczuła, że robi się jej gorąco, ale Różane Pole kontynuowała bezlitośnie, zaciskając powieki. - Mówiła, że są jeszcze dwa kocury, że ukryła je w norze. Obie tam poszłyśmy, ale nie nikogo nie znalazłyśmy. Uwierz mi, Turkawie Skrzydło. Ona bardzo chciała was wychować, ale załamała się. Powiedziała, że jej ukochany Odyseusz walczy z lisem. Musiała wracać i go ochronić. Odrzuciła moją propozycję powrotu do Klanu Wilka, tata na pewno by ją przyjął, ale powiedziała, że chce abyś ty tam trafiła.
Pretensja w oczach czekoladowej była zbyt wielka, by córka przywódcy mogła kontynuować. Asystentka medyczki wstała i strzepnęła kilka liści z tylnych łap.
- Gdyby mnie kochała nie oddałaby mnie swojej siostrze. Bez urazy, Różane Pole. Porzuciła nas. Zostawiła na pastwę losu. Myślisz, że oni... - przełknęła szybko ślinę i szerzej otworzyła oczy. - Że... moi bracia żyją?!
Teraz wstała i Różane Pole, mierząc wzrokiem byłą mentorkę Cętkowanego Liścia.
- Kochała was - powiedziała z mocą.
- Bzdura - parsknęła Turkawka. - Może zdradzisz mi chociaż jak się nazywała?
Róża zamilkła i oblizała nerwowo pyszczek. Jej oczy zaszły na moment mgłą, gdy wymawiała imię.
- Dawniej nazywała się Biegnący Strumień. A teraz... Penelopa. Jest pieszczochem i ma swoich Dwunożnych, o ile się nie mylę za siedliskiem owiec.
Pomiędzy nimi zapadło niewygodne milczenie. Cisza aż wibrowała w uszach. Turkawie Skrzydło odetchnęła kilka razy. Stuliła uszy i niepewnie przygryzła wargi. Jej serce biło tak głośno, że była niemal pewna, że Różane Pole je słyszy. Wojowniczka przeskakiwała z łapy na łapę. Pointka wykonała krok w kierunku krzewów okalających polanę i burknęła cicho.
- Ja... muszę się z tym przejść.
- Och... jasne! - odpowiedziała entuzjastycznie brązowa. - To ja wracam do obozu.
Turkawka obserwowała jak córka Milczącej Gwiazdy odbiega. Dopiero gdy tamta zniknęła za zakrętem, medyczka odetchnęła głośno. Nie wiedziała co czuć, ba nawet co myśleć. Jakże zazdrościła Róży! Wojowniczka od kociaka wiedziała skąd jest, jakie ma przeznaczenie i kto jest je rodzicami. Podczas, gdy Turkawie Skrzydło nie pamiętała swoich, o ile można tak powiedzieć to nie widziała ich nawet na oczy. Uniosła w górę głowę i przez moment obserwowała nieboskłon. Potem odwróciła się i zerknęła w kierunku siedziska Dwunożnych.
- Czyli naprawdę tam gdzieś jesteś... mamo?
Las milczał, kryjąc odpowiedź pod warstwą liści i gałęzi.
- Kilka medykamentów na wzmocnienie. Lisia Gwiazda może "przybyć" w każdej chwili - oznajmiła asystentka medyczki, podciągając pod siebie łapy.
Róża schyliła głowę i przeżuła zioła. Turkawie Skrzydło z niepokojem oblizała nos. Powiedzieć, czy nie powiedzieć? Przełamała się i otworzyła pyszczek.
- Dziękuję, że mi powiedziałaś o moim rodzeństwie i... o nich - powiedziała cicho, przymykając ślepia. Pyszczek brązowej rozjaśnił się w uśmiechu.
- Proszę, myślałam, że będziesz zła!
- Nie, dlaczego? Przecież to nie twoja wina - odburknęła pointka, siląc się na wesołość.
To graniczy z szaleństwem, i tak przegramy.
Pierwsze uderzenie sprawiło, że poleciała w tył i grzmotnęła o ziemię. Kocur stanął w pewnej odległości, uderzając ogonem w pięty i szykując się do skoku, ale niemal w ostatniej chwili w jego barku zatopił zęby Borsuczy Kieł, tym samym odciągając go od medyczki. Turkawka leżała przez kilka uderzeń serca, nie mogąc złapać tchu, w końcu jednak dźwignęła się na łapy. Przez kurz i pył nie zauważyła nigdzie Różanego Pola. Podeszła do najbliższego ciała i zdała sobie sprawę, że to Nocny Kwiat. Delikatnie ułożyła łapę na piersi wojowniczki i zdała sobie sprawę, że jest zimna. Serce czarnej nie biło i za pewne dusza jest w Klanie Gwiazd. Turkawka ruszyła w kierunku żłobka, gdzie po raz ostatni widziała swoją opiekunkę. Kuśtykając dotarła do wejścia i intuicyjnie syknęła na jakąś terminatorkę z Klanu Nocy. Koteczka chyba nie zauważyła niesprawnej łapy kocicy, bo uskoczyła w bok i wbiła w nią przerażone spojrzenie. Asystentka medyczki podeszła do wejścia i poczuła znany sobie zapach. Śmierć. Schyliła się i wpełzła głębiej do kociarni, by sprawdzić co ze Złotą Rzeką i Wiewiórką. Płowa siedziała, oddychając płytko i z całych sił przyciskając do siebie rudą córkę. Nie to jednak zwróciło uwagę pointki. Zauważyła ona bowiem ciało. Zwłoki Różanego Pola. Chciała nabrać powietrza, jej płuca jednak, zmniejszyły się gwałtownie.
- Nie, nie, Różo, ty nie możesz mnie zostawić! Nie ty! - załkała i zbliżyła się do wojowniczki. Jej kark znaczyła rana. Idealne, perfekcyjnie ugryzienie, dokładnie w odpowiednim miejscu. - Nie, nie - potarzała córka Odyseusza.
Pragnęła tylko jednego. Chciała się położyć, zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić. Chciała żeby ten koszmar się skończył. Nie mogła jednak, tam, na zewnątrz wiele kotów czekało na jej pomoc. Zacisnęła powieki i złapała swoją ciotkę za ogon.
- Dopilnuję, żeby... ktoś inny pilnował żłobka. Jak widać Róża jest teraz... nieco niedostępna - warknęła, uruchamiając opcję "sarkazm"i odcinając od siebie uczucia. Szok i niedowierzanie na pyszczku królowej zmusiły ją do odwrócenia wzroku. Wyszła przed żłobek i rozejrzała się dookoła. Ciągnięcie ciała było niesamowicie uciążliwe. Ze względu na niesprawną łapę nie miała tyle siły co wojownik.
- Nagietkowy Pyle! Za tobą! - wrzasnęła ostro.
Niebieski, pogrążony w rozpaczy po stracie Pokrzywowej Łodygi niemal został powalony przez jakiegoś nocowicza.
- Pilnuj kociarni - wydała rozkaz Turkawka i udała się do legowiska uzdrowicieli, by ulokować zwłoki w bezpiecznym miejscu.
***
Kolejne uderzenia serca mijały zastraszająco szybko. Klan Wilka nie miał sił, by walczyć z tak licznym wrogiem jak cztery pozostałe klany. Koty zostały zagonione w jeden zaułek obozu.
Pokonani we własnym obozie. Żałosne.
- PRZEGRALIŚCIE! - wrzasnął, Lisia Gwiazda - Klan klifu bierze ten oto obóz i tereny klanu wilka pod swoje władanie. Część jednak oddaję moim wiernym sprzymierzeńcom; Klanowi Burzy, Lisa oraz Nocy - mówiąc to, skłonił łbem w podzięce za pomoc liderów. Zaś co do was, wy nędzni mordercy... Kotki mogą otwarcie korzystać z pożywienia jakie daje im stos, wychodzić jednak mogą tylko i wyłącznie z asystą przynajmniej jednego wojownika klanu klifu. Co do kocurów... przysługuje im jedna mysz dziennie. Polować macie tak często, aż nie każę wam przestać. Każde przewinienie to kara. A jaka... tego się dowiecie.
Z tłumu wybiegł Płonący Grzbiet. Wrzasnął kilka obieg i zwinął się na trawie, z bólu. Turkawka ze zgrozą obserwowała poczynania młodego lidera. Czuła ból, gdzieś w sercu. Ruchem głowy nakazał Cętkowanemu Liściowi, by ta się zbliżyła.
- Co my teraz zrobimy?! - zapytała ze zgrozą wojowniczka.
Córka Biegnącego Strumienia zerknęła w kierunku klifowiczów, świętujących zwycięstwo. Zniżyła głos.
- Nie wiem Cętko, ale z Klanem Wilka się nie zadziera. A już na pewno nie z tą medyczką!
- Ja sądzę, że powinnaś... Nie, ja wiem, że ty musisz o tym wiedzieć!
Turkawiemu Skrzydłu zadrgało jedno ucho, milczała jednak, nie rozumiejąc absurdalności sytuacji. Dopiero po chwili niebieskooka połączyła fakty. Czy to możliwe, żeby... No, ale Różane Pole miała już swoje księżyce, więc raczej nie... Ale co jeżeli tak? W końcu chciała porozmawiać na osobności i w ogóle... Czekoladowa wojowniczka otworzyła pyszczek, ale Turkawka nie pozwoliła jej zacząć.
- Ja naprawdę wszystko rozumiem!
Brwi córki Milczącej Gwiazdy powędrowały do góry.
- Och, naprawdę?
- No... domyślam się - odpowiedziała asystentka medyczki. - Będziesz miała kociaki, tak?
- Och, to bar... Chwila, co?!
Turkawka stuliła uszy i skuliła się przy ziemi..
- Ależ nie, skarbie! - zawołała Róża i zaśmiała się cicho. - Na Klan Gwiazdy, chyba zwariowałaś! Jestem już na to o wiele za stara. Poza tym ostatni miot, miałam wiele księżyców temu...
Zamilkła nagle i przygryzła wargi. Turkawie Skrzydło miała ochotę zdzielić się po łbie. Tęczową i Dymną Łapę nie miała okazji poznać, wiedziała tylko, że zginęli na wiele księżyców przed jej przybyciem do klanu. Leśny Strumień pamiętała natomiast całkiem nieźle, ale niezbyt miło. Niebieska uciekła z Klanu Wilka, uprzednio zabijając swojego dziadka Burzowy Kwiat. Turkawka była wtedy Turkawią Łapą i kuliła się za nogą Burzowego Futra, obserwując sytuację. Jakże zmieniła się do tego czasu!
- Przepraszam - mruknęła pointka i spuściła wzrok na swoje łapy.
- Nic się nie stało - odpowiedziała wojowniczka. - Wróćmy do tematu, dla którego cię tu zaprosiłam.
Zawiesiła głos, a asystentka medyczki skinęła głową.
- Na pewno zastanawiałaś się kto jest twoimi prawdziwymi rodzicami. Turkawko, jesteś bardzo mądrą kocicą, mimo, że ja i Błotko usiłowaliśmy ci dać tyle miłości, to na pewno ci to ich nie zastąpiło.
Dawna uczennica Burzowego Futra nabrała powietrza w płuca. O to chodziło, od początku! Łapy zaczęły jej dygotać.
- Znałaś ich?
- Tylko twoją mamę - odpowiedziała kocica. - O ojcu słyszałam.
- Och - przestała oddychać, chłonąc jak gąbka kolejne słowa Róży.
- Jestem już stara, nie jestem nawet pewności czy przeżyję kolejną walkę. Dlatego wolę powiedzieć ci już teraz.
- Nie mów tak - w oczach Turkawiego Skrzydła stanęły łzy. Różane Pole była jedna z niewielu kotów, z którymi rozmawiała całkowicie szczerze. Co prawda wojowniczka czasami ją irytowała, ale pomimo wszystko była Róża, kotką którą asystentka medyczki znała od kociaka.
- Ale to prawda - czekoladowa wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się delikatnie. - To może... zacznę od początku?
Pointka wyprostowała się, wysunęła i schowała pazury i zastrzygła uszami. Jej ogon wywijał dzikie zawijasy. W oczach Różanego Pola dostrzegła... wahanie? Może niepokój. Jej rozmyślania przerwał spokojny głos córki Milczącej Gwiazdy.
- Urodziłam się w Klanie Wilka,wraz z dwiema siostrami. Miałam jeszcze kilkoro starszego rodzeństwa, pewnie wiesz, że jestem córką Borsuczej Gwiazdy.
Turkawie Skrzydło pokiwała z wolna głową. Słyszała, że lider miał kilka miotów, nie rozumiał jednak dokładnie kto jest z kogo... zresztą, nie interesowało jej to.
- Jedna z moich sióstr chyba nie czuła się najlepiej w klanie - kocica stuliła uszu, marszcząc brwi. - Odeszła i od tego czasu jej nie wiedziałam.
- Och, bardzo mi przykro - mruknęła szybko Turkawka. Wyciągnęła szyję i liznęła się w pierś, by ukryć zażenowanie. Było jej przykro z powodu siostry Róży, ale niewiele ją ona obchodziła. W końcu... Co je łączyło?!
Nie wyciągasz wniosków.
- Jeszcze nie skończyłam - parsknęła wojowniczka. - Nie widziałam jej aż do pewnej mroźnej Pory Nagich Drzew. Wciąż nie rozumiesz?!
Nie, nie rozumiała. Turkawka pokręciła szybko głową, czuła, że zbiera się jej na płacz. Co robiła nie tak?
- Wróciła na tereny Klanu Wilka zdyszana, ze strachem w oczach i z kociątkiem w pysku. Tym kociakiem byłaś ty, Turkawko! - Pointka poczuła, że robi się jej gorąco, ale Różane Pole kontynuowała bezlitośnie, zaciskając powieki. - Mówiła, że są jeszcze dwa kocury, że ukryła je w norze. Obie tam poszłyśmy, ale nie nikogo nie znalazłyśmy. Uwierz mi, Turkawie Skrzydło. Ona bardzo chciała was wychować, ale załamała się. Powiedziała, że jej ukochany Odyseusz walczy z lisem. Musiała wracać i go ochronić. Odrzuciła moją propozycję powrotu do Klanu Wilka, tata na pewno by ją przyjął, ale powiedziała, że chce abyś ty tam trafiła.
Pretensja w oczach czekoladowej była zbyt wielka, by córka przywódcy mogła kontynuować. Asystentka medyczki wstała i strzepnęła kilka liści z tylnych łap.
- Gdyby mnie kochała nie oddałaby mnie swojej siostrze. Bez urazy, Różane Pole. Porzuciła nas. Zostawiła na pastwę losu. Myślisz, że oni... - przełknęła szybko ślinę i szerzej otworzyła oczy. - Że... moi bracia żyją?!
Teraz wstała i Różane Pole, mierząc wzrokiem byłą mentorkę Cętkowanego Liścia.
- Kochała was - powiedziała z mocą.
- Bzdura - parsknęła Turkawka. - Może zdradzisz mi chociaż jak się nazywała?
Róża zamilkła i oblizała nerwowo pyszczek. Jej oczy zaszły na moment mgłą, gdy wymawiała imię.
- Dawniej nazywała się Biegnący Strumień. A teraz... Penelopa. Jest pieszczochem i ma swoich Dwunożnych, o ile się nie mylę za siedliskiem owiec.
Pomiędzy nimi zapadło niewygodne milczenie. Cisza aż wibrowała w uszach. Turkawie Skrzydło odetchnęła kilka razy. Stuliła uszy i niepewnie przygryzła wargi. Jej serce biło tak głośno, że była niemal pewna, że Różane Pole je słyszy. Wojowniczka przeskakiwała z łapy na łapę. Pointka wykonała krok w kierunku krzewów okalających polanę i burknęła cicho.
- Ja... muszę się z tym przejść.
- Och... jasne! - odpowiedziała entuzjastycznie brązowa. - To ja wracam do obozu.
Turkawka obserwowała jak córka Milczącej Gwiazdy odbiega. Dopiero gdy tamta zniknęła za zakrętem, medyczka odetchnęła głośno. Nie wiedziała co czuć, ba nawet co myśleć. Jakże zazdrościła Róży! Wojowniczka od kociaka wiedziała skąd jest, jakie ma przeznaczenie i kto jest je rodzicami. Podczas, gdy Turkawie Skrzydło nie pamiętała swoich, o ile można tak powiedzieć to nie widziała ich nawet na oczy. Uniosła w górę głowę i przez moment obserwowała nieboskłon. Potem odwróciła się i zerknęła w kierunku siedziska Dwunożnych.
- Czyli naprawdę tam gdzieś jesteś... mamo?
Las milczał, kryjąc odpowiedź pod warstwą liści i gałęzi.
***
Położyła przed Różanym Polem kilka liści i odsunęła się na bezpieczną odległość.- Kilka medykamentów na wzmocnienie. Lisia Gwiazda może "przybyć" w każdej chwili - oznajmiła asystentka medyczki, podciągając pod siebie łapy.
Róża schyliła głowę i przeżuła zioła. Turkawie Skrzydło z niepokojem oblizała nos. Powiedzieć, czy nie powiedzieć? Przełamała się i otworzyła pyszczek.
- Dziękuję, że mi powiedziałaś o moim rodzeństwie i... o nich - powiedziała cicho, przymykając ślepia. Pyszczek brązowej rozjaśnił się w uśmiechu.
- Proszę, myślałam, że będziesz zła!
- Nie, dlaczego? Przecież to nie twoja wina - odburknęła pointka, siląc się na wesołość.
***
Niepokój w obozie wzrósł. Wrócił patrol, dosłownie kilka uderzeń serca przed atakiem, ostrzegając ich, że zbliża się Lisia Gwiazda. I to nie sam. A potem koty niemal wlały się do obozu Klanu Wilka. To nie była walka jak za pierwszym razem, to była rzeź. Turkawka zostawiła Burzowe Futro w bezpiecznym legowisku medyka, gdzie posyłała koty z większymi obrażeniami. Sama pointka uwijała się po polu walki, z pajęczyną i ziołami w zębach. Jej boku dopadł Dzika Zamieć. Krwawił w okolicach szyi, jego ścieżkę znaczyły szkarłatne ślady. Turkawie Skrzydło odciągnęła go na bok i nakazała, by się położył. Nie zważając na szalejący dookoła zgiełk, owinęła ranę pajęczyną. Przyklepała, by nici nie spadły i pozwoliła wojownikowi wrócić do walki. Dzisiaj widziała już gorsze rany, ale uparcie uspokajała wszystkich, że będzie dobrze. Nie było i nie będzie - pomyślała i wcisnęła do pyszczka Północnej Łapy kilka ziół, który uśmierzyły ból.To graniczy z szaleństwem, i tak przegramy.
Pierwsze uderzenie sprawiło, że poleciała w tył i grzmotnęła o ziemię. Kocur stanął w pewnej odległości, uderzając ogonem w pięty i szykując się do skoku, ale niemal w ostatniej chwili w jego barku zatopił zęby Borsuczy Kieł, tym samym odciągając go od medyczki. Turkawka leżała przez kilka uderzeń serca, nie mogąc złapać tchu, w końcu jednak dźwignęła się na łapy. Przez kurz i pył nie zauważyła nigdzie Różanego Pola. Podeszła do najbliższego ciała i zdała sobie sprawę, że to Nocny Kwiat. Delikatnie ułożyła łapę na piersi wojowniczki i zdała sobie sprawę, że jest zimna. Serce czarnej nie biło i za pewne dusza jest w Klanie Gwiazd. Turkawka ruszyła w kierunku żłobka, gdzie po raz ostatni widziała swoją opiekunkę. Kuśtykając dotarła do wejścia i intuicyjnie syknęła na jakąś terminatorkę z Klanu Nocy. Koteczka chyba nie zauważyła niesprawnej łapy kocicy, bo uskoczyła w bok i wbiła w nią przerażone spojrzenie. Asystentka medyczki podeszła do wejścia i poczuła znany sobie zapach. Śmierć. Schyliła się i wpełzła głębiej do kociarni, by sprawdzić co ze Złotą Rzeką i Wiewiórką. Płowa siedziała, oddychając płytko i z całych sił przyciskając do siebie rudą córkę. Nie to jednak zwróciło uwagę pointki. Zauważyła ona bowiem ciało. Zwłoki Różanego Pola. Chciała nabrać powietrza, jej płuca jednak, zmniejszyły się gwałtownie.
- Nie, nie, Różo, ty nie możesz mnie zostawić! Nie ty! - załkała i zbliżyła się do wojowniczki. Jej kark znaczyła rana. Idealne, perfekcyjnie ugryzienie, dokładnie w odpowiednim miejscu. - Nie, nie - potarzała córka Odyseusza.
Pragnęła tylko jednego. Chciała się położyć, zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić. Chciała żeby ten koszmar się skończył. Nie mogła jednak, tam, na zewnątrz wiele kotów czekało na jej pomoc. Zacisnęła powieki i złapała swoją ciotkę za ogon.
- Dopilnuję, żeby... ktoś inny pilnował żłobka. Jak widać Róża jest teraz... nieco niedostępna - warknęła, uruchamiając opcję "sarkazm"i odcinając od siebie uczucia. Szok i niedowierzanie na pyszczku królowej zmusiły ją do odwrócenia wzroku. Wyszła przed żłobek i rozejrzała się dookoła. Ciągnięcie ciała było niesamowicie uciążliwe. Ze względu na niesprawną łapę nie miała tyle siły co wojownik.
- Nagietkowy Pyle! Za tobą! - wrzasnęła ostro.
Niebieski, pogrążony w rozpaczy po stracie Pokrzywowej Łodygi niemal został powalony przez jakiegoś nocowicza.
- Pilnuj kociarni - wydała rozkaz Turkawka i udała się do legowiska uzdrowicieli, by ulokować zwłoki w bezpiecznym miejscu.
***
Kolejne uderzenia serca mijały zastraszająco szybko. Klan Wilka nie miał sił, by walczyć z tak licznym wrogiem jak cztery pozostałe klany. Koty zostały zagonione w jeden zaułek obozu.
Pokonani we własnym obozie. Żałosne.
- PRZEGRALIŚCIE! - wrzasnął, Lisia Gwiazda - Klan klifu bierze ten oto obóz i tereny klanu wilka pod swoje władanie. Część jednak oddaję moim wiernym sprzymierzeńcom; Klanowi Burzy, Lisa oraz Nocy - mówiąc to, skłonił łbem w podzięce za pomoc liderów. Zaś co do was, wy nędzni mordercy... Kotki mogą otwarcie korzystać z pożywienia jakie daje im stos, wychodzić jednak mogą tylko i wyłącznie z asystą przynajmniej jednego wojownika klanu klifu. Co do kocurów... przysługuje im jedna mysz dziennie. Polować macie tak często, aż nie każę wam przestać. Każde przewinienie to kara. A jaka... tego się dowiecie.
Z tłumu wybiegł Płonący Grzbiet. Wrzasnął kilka obieg i zwinął się na trawie, z bólu. Turkawka ze zgrozą obserwowała poczynania młodego lidera. Czuła ból, gdzieś w sercu. Ruchem głowy nakazał Cętkowanemu Liściowi, by ta się zbliżyła.
- Co my teraz zrobimy?! - zapytała ze zgrozą wojowniczka.
Córka Biegnącego Strumienia zerknęła w kierunku klifowiczów, świętujących zwycięstwo. Zniżyła głos.
- Nie wiem Cętko, ale z Klanem Wilka się nie zadziera. A już na pewno nie z tą medyczką!
Od Turkawiego Skrzydła CD Cętkowanego Liścia
Trochę późno, ale walka KK - Kw - part 1
- Kładź się - rozkazała i lekko pchnęła ucznia w kierunku posłania. Biało-rudy skrzywił się i usiadł na mchu, pozostawiwszy na ziemi kilka kropli krwi. Córka Odyseusza oceniła zapasy pajęczyny i z przerażeniem stwierdziła, że zostało im już tylko kilka zwojów. Wróciła do kocura i zlokalizowała ranę. Mieściła się ona w zgięciu barku i była dość spora, najpewniej od pazurów. Niebieskooka podeszła do kocura i sięgnęła w kierunku zadrapania, ten niemal intuicyjnie cofnął się. Czekoladowa westchnęła głośno.
- Jak się będziesz wiercił, to rana się nie zasklepi.
Łabędzia Łapa otworzył pyszczek, przełykając ślinę i wydobywając słowa z zaschniętego gardła.
- Boli...
- Wiem, przecież wiem - warknęła wnuczka Borsuczej Gwiazdy, z frustracją. Niezdecydowana oceniła sytuację na zewnątrz. Jej wzrok skupił się na klifowiczce, która oddalała się od Miedzianej Łapy, a teraz z furią atakowała Cętkowany Liść. Nic nie wskazywało na przychylność wyniku, dla którejś ze stron. Łabędź dyszał cicho. Turkawie Skrzydło podjęła decyzję. Terminator nie będzie walczył, przynajmniej przez kilkaset uderzeń serca.
- Połóż się - nakazała spokojnie i niezgrabnie podeszła do ziół. Kilkoma pewnymi ruchami wyjęła spomiędzy nich niewielkie zielone listki i pokuśtykała do biało-rudego. - Zjedz. To liście malin.
Terminator nie protestował. Wziął do pyszczka dwa liście i żuł przez chwilę. Po chwili jego oddech zdecydowanie się unormował. Turkawka ruszyła do oględzin rany. Przyłożyła doń trochę mokrego mchu, by usunąć zakrzepłą krew. Czekała aż substancje zawarte w medykamentach trafią do krwiobiegu. Odczekała kilkanaście uderzeń serca i odsunęła mech. Tym razem biało-rudy nie cofnął barku. Asystentka medyczki kilkoma wprawnymi ruchami przyłożyła pajęczynę. Powoli, wspomagając się zębami, wykonała prowizoryczny opatrunek i zostawiła syna Miodowego Nosa, który lekko otępiony, oddychał spokojnie. Do legowiska medyka wbiegła Nocny Kwiat. Upadła na ziemię, ale natychmiast wstała i uniosła głowę. Z jej nosa ciekła krew, ale oczy wojowniczki błyszczały w przytłumionym blasku legowiska medyków.
- Uciekają! - krzyknęła. Burzowe Futro podeszła do czarnej i lekko ją podtrzymała. Turkawka poczuła, że w jej oczach jarzy się nadzieja. Wymieniła spojrzenie z niebieską medyczką. Burza była jedną z niewielu kotów, przy których pozwalała sobie spuścić maskę obojętności. Pokuśtykała do wyjścia i zmrużyła oczy, oślepiona przez słońce. Przez środek obozu biegł liliowy uczeń, kurczowo zaciskając szczęki na delikatnym ciele rudego kocurka. Asystentka medyczki odprowadziła go wzrokiem, czując, że zbliżają się kłopoty. Ogon Lisiej Gwiazdy nikł w wyjściu z obozu. Turkawka patrzyła jak reszta klifowiczów ucieka za nim. Jedyną, która została była szylkretka, walcząca wcześniej z Miedzianą Łapą, Cętkowanym Liściem, Płonącym Grzbietem i Różanym Polem. Pointka zacisnęła zęby. Wojowniczka trzymała w szczękach zwłoki, które najprawdopodobniej były uczennicą Klanu Klifu. Szopka jaką tamta właśnie odgrywała przed Iglastym Krzewem, Płonącym Świtem i Wróblowym Śpiewem była naprawdę żenująca. Szylkretowa zaśmiała się złowieszczo i opuściła obóz. Turkawkę zajmowało jednak coś innego. NIGDZIE nie widziała Cętki ani Miedzi. Poczuła, że ogarnia ją ten rodzaj paniki, jaka ściskała w żołądku. Jej łapy zaczęły trząść się niekontrolowanie, powstrzymała jednak ten odruch i zerknęła do tyłu. Burzowe Futro uwijała się, pomagając Nocnemu Kwiatowi. Wymieniły szybki spojrzenia. Zielone oczy Burzy spotkały się z rozbieganym wzrokiem Turkawiego Skrzydła. Medyczka wykonała delikatny ruch w kierunku obozu, po czym wróciła do pacjentki. Czekoladowa wyleciała na dwór, powiewając ogonem. Niemal zapomniała o niesprawnej łapie, przynajmniej dopóki nie poczuła strasznego bólu. Uniosła ją w górę i dalej poruszała się na trzech. Co jeżeli Cętkowany Liść wybiegła poza obóz, chcąc pokazać klifiakom gdzie raki zimują? Młoda wojowniczka była porywcza, kto wie co przyszło jej do głowy? Turkawka ruszyła przez wyjście z obozu i dalej brnęła przez śnieg co dodatkowo utrudniało zadanie. Nie czuła woni burej, ale zdecydowała, że przejdzie prosto jeszcze kilka długości lisa. Przebiła się przez kilka kolczastych krzewów i wyszła na niewielka polankę. Ku swemu zdumieniu dostrzegła szylkretkę z Klanu Klifu, którą miała okazje podziwiać już dzisiaj podczas bitwy.
- To ty - powiedziała, nawet nie zdając sobie z tego spawy. Ruszyła do przodu, a w jej oczach płonął ogień.
Zielonooka warknęła arogancko i upuściła zwłoki poległej terminatorki na ziemię. Rzuciła się w kierunku zaskoczonej pointki i trzasnęła ja łapą w pysk, po czym odskoczyła na bezpieczną odległość. Turkawce zabrakło powietrza w płucach. Wstrzymał oddech i dotknęła łapą nosa. Na ziemię spadła kropa krwi.
- Jestem medyczką, idiotko! - Turkawie Skrzydło splunęła krwią i uniosła głowę. - Zaatakowałaś Różane Pole, Cętkowany Liść i Miedzianą Łapę!
Kocica wzruszyła ramionami, jakby jej to zupełnie nie obchodziło i stanęła przed ciałem, jakby chcąc go bronić.
- To jest wojna - burknęła i wbiła przeszywający wzrok w córkę Odyseusza.
W Turkawce się zagotowało. Poczuła, że wysuwa pazury, chociaż wcale tego nie chciała.
- Och, naprawdę? Nie zauważyłam - mruknęła. Zapadła krepująca cisza. Turkawie Skrzydło stała wyprostowana, z jedną łapą w górze. Nie rozumiała samej siebie. Po co tu przyszła?! Liczyła, że klifowiczka grzecznie przeprosi i potulnie uda się do obozu Klanu Wilka? Cóż... najwyraźniej się przeliczyła. Szylkretowa z bitewnym okrzykiem na pyszczku rzuciła się w kierunku córki Biegnącego Strumienia. Turkawka spanikowała. Jeszcze nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji. Jej pozycja nie była zbyt stabilna. Pod naporem wojowniczki zwaliła się na ziemię, tak że zielonooka znalazła się nad nią. Klifowiczkę ogarnął jakiś szał. Uderzała w pyszczek medyczki, chcąc zabić. Turkawie Skrzydło zadrżała, czując jej pazury tuż nad swoim okiem. Z przeciętej skóry trysnęła krew i zalała jedną powiekę wojowniczki. Turkawka na oślep chciała się podnieść, nie wiedziała jednak jak tego dokonać skoro kocica atakowała z góry. W ataku szału wojowniczka nie dbała o szczegóły. Błąd. Czekoladowa zacisnęła zęby w bolesnym grymasie. Wysunęła pazury i rozorała gardło szylkretki. Tamta zachłysnęła się powietrzem. Jej źrenice zmniejszyły się, a potem zwiększyły gwałtownie. Upadła na śnieg, plując krwią. Pointka nie bardzo wiedziała co zrobić. Doskoczyła do rywalki i przyłożyła łapę do jej gardła. Krtań wojowniczki podskakiwała w urywanych oddechach. Turkawie Skrzydło czuła łzy bólu i strachu, napływające jej do oczu. Zielonooka wywinęła się pod dziwacznym kątem i z całej siły zacisnęła zęby na niesprawnej łapie Turkawiego Skrzydła. Wypatrzyła ten drobny szczegół, który powodował ból kocicy. Turkawka zawyła i zeszła z klifowiczki, odskakując na jeden króliczy skok. Kręciło jej się w głowie, nie wiedziała gdzie góra, a gdzie dół. Odsuwała się powoli, gdy doleciał do niej nowy zapach.
Klan Wilka pomyślała, ale zaraz zmarszczyła brwi. To nie był ciepły i bezpieczny zapach jej klanu. Nie, to była woń ziemi, morskiej bryzy i piasku. Klan Klifu. Potknęła się i upadła w śnieg, czując, że łzy płyną po jej pyszczku. Wstała natychmiast i ruszyła dalej, chwiejąc się przy każdym kroku. Nie chciała oglądać się i sprawdzać czy szylkretka żyje. Nie, po prostu nie. Poślizgnęła się i weszła pomiędzy krzewy, słysząc cichy charkot klifowiczki.
- Turkawko?
Odwróciła się gwałtownie, nerwowo przełykając ślinę. Znała ten głos, aż za dobrze.
- C-co się stało? - Cętkowany Liść machnęła ogonem i uniosła nieco brwi. Jej źrenice zmniejszyły się bardzo szybko. Przewróciła oczami, po czym przymknęła powieki. Zwaliła się na śnieg, tuż przed Turkawim Skrzydłem, w błogiej nieświadomości. Pointka jęknęła głucho i dopadła boku przyjaciółki.
- Cętko! Cętko, wstawaj! - krzyknęła rozpaczliwie, usiłując dźwignąć buraskę.
Wojowniczka oddychała spokojnie, ale się nie poruszyła.
Widziała to, czy nie?
Turkawka zadrżała i schwyciła bury ogon córki Burki. Z niemałym wysiłkiem ruszyła do przodu, ciągnąc ciało kocicy po ziemi. Łzy spływały po jej pyszczku, mocząc śnieg i futerko na jej piersi. Cały stres i niepokój musiały z niej zejść. Dotarła do obozu zbyt szybko, by na dobre się uspokoić. Zatrzymała się przed wejściem i miauknęła cicho. Natychmiast ukazała się Nocna Burza, która miała cały bark pokryty pajęczyną. Zerknęła na Cętkowany Liść, a jej oczy rozszerzyły się lekko.
- Zemdlała - wyjaśniła szybko asystentka medyczki i z niepokojem oblizała nos.
Szylkretka westchnęła z ulgą i podźwignęła córkę Burki, zarzucając ją na swój grzbiet. Ruszyła do legowiska medyków, z Turkawką, depczącą jej po piętach. Okazało się, że sporo kotów wciąż potrzebowało pomocy. Córka Biegnącego Strumienia postanowiła zrobić co w jej mocy. Wraz z Miedzianą Łapą ruszyła, by pomóc rannym, pełne niepokoju o młodą nieprzytomną wojowniczkę, którą zajęła się Burzowe Futro.
***
- Naprawdę, muszę to jeść?
Cętka skierowała wzrok na kupkę ziół przed sobą i przewróciła oczami. Od utraty przytomności minęła może godzina. Na wieść o tym, że buraska się obudziła Turkawie Skrzydło przerwała rozmowę z Miedzianą Łapą i udała się do legowiska.
- Zjadłam już chyba tonę ziół! - jęknęła wojowniczka i potrząsnęła głową, usiłując skupić wzrok na córce Odyseusza. Turkawka kiwnęła głową. Bura przewróciła oczami i zabrała się do pałaszowania. Pomiędzy nimi panowała napięta cisza. Cętka niespiesznie skończyła i nieco chwiejnie usiadła, oblizując wargi.
- Wiesz co mi się śniło? Uważaj, będziesz się śmiała!
Turkawka zacisnęła wargi i wbiła wzrok w ziemię. Spodziewała się najgorszego.
- Śniło mi się... - Cętka zawiesiła teatralnie głos, zanim dokończyła. - Że walczyłaś z kotką z Klanu Klifu! Śmieszne co nie? Bo ty byś nigdy... Ej, spójrz na mnie!
Turkawie Skrzydło uniosła głowę i zdała sobie sprawę, że właśnie popełniła duży błąd. Jej pyszczek znaczyła niedługa, niegłęboka i niegroźna dla życia, za to doskonale widoczna rana. Cętkowany Liść stuliła uszy i otworzyła pyszczek w zdumieniu.
- Więc, ty naprawdę... Po co?! Dlaczego?!
Turkawka czuła się strasznie. Łapy jej drżały, chciała stąd wybiec, ale nie mogła. Została, wręcz przyparta do muru. Głośno przełknęła ślinę. Cętka, wciąż czekała na wytłumaczenia.
- Ja... ja po prostu nie potrafiłam znaleźć ani ciebie, ani Miedzianej Łapy. Bałam się, że... no wiesz...
Zacisnęła wargi w wąskim grymasie i odetchnęła głęboko.
- To chyba się minęłyśmy - stwierdziła wojowniczka. - Wbiegłam do legowiska medyka, od razu po zakończeniu walki.
- Wybiegłam w tym samym momencie - stwierdziła córka Penelopy. - Słuchaj, ja naprawdę nie wiem dlaczego za nią pobiegłam, dobra? Myślałam, że może cię widziała, ale czego ja od niej wymagałam?! Przeprosin? - zaśmiała się histerycznie. Czuła jakby wstąpił w nią ktoś inny, ktoś kto nad wyraz chętnie dzielił się przeżyciami. Nie chciała tego, ale nie potrafiła zamknąć pyszczka. - To był straszne... Ja... Cętko, ja miałam jej krew na łapach! - poczuła, że łzy ściekają po jej podbródku, nie przestawała jednak mówić. - Nigdy jeszcze nie walczyłam, nie miałam potrzeby... Nie tym zajmują się uzdrowiciele! - Turkawka chciała krzyczeć. Wbiła pazury w glebę. - Jesteście dla mnie tak ważne! Ty, Miedziana Łapa, Różane Pole, Burzowe Futro. Ja nawet nie znam moich prawdziwych rodziców! Bo jestem znajdką... jak ty...
<Cęteł? Jestem ciekawa Twojego odpisu^^ Sorry za długość, trochę mnie poniosło, ale chciałam gdzieś opisać samą walkę, a to mi się akurat zgadzało... Co do fabuły, to po prostu stwierdziłam, że Lilia powinna sobie kogoś przeorać tak porządnie, a że mam postać w KW to... czemu nie? XD>
Od Turkawiego Skrzydła CD Miedzianej Łapy
Czuła się dobrze. Była dowartościowana. To właśnie jej ogon był najlepszy. Miedź zanurzyła w nim pyszczek, odbijając go oboma łapami. Zaśmiała się cicho i stwierdziła, że przy nikim nie czuła się tak pewnie. Oczywiście, jeżeli nie liczyć Cętkowanego Liścia.
***
*tuz po pierwszej bitwie*Wyszła z legowiska medyka w ponurym nastroju. Cętka, wciąż pozostawała nieprzytomna. Zanim zdążyła złapać oddech znikąd zjawiła się kula energii w postaci Miedzianej Łapy. Wtuliła się ona w skołtunione futro na łapach medyczki, mrucząc radośnie.
- Turkawko, wszędzie cię szukałam! - pisnęła cienko i polizała ranę na pyszczku kocicy. - Kto ci to zrobił?!
Turkawie Skrzydło delikatnie, aczkolwiek stanowczo odsunęła uczennicę od swojej głowy. Lubiła ją, na swój dziwny i lekko pokręcony sposób, ale nie chciała, by tamta wiedziała zbyt wiele. Miedź, w jej odczuciu, była jeszcze kociakiem, młoda terminatorką, a cała historia mogła być nieco zbyt mocna, dla jej niewielkich uszu.
- A, taka jedna - odpowiedziała wymijająco i wypuściła z pyszczka zioła. - Tak właściwie ,to sama sobie zrobiłam!
"Tak Turkawko, całkowicie sama. SAMA. Gdybyś nie szukała guza, nic by się nie stało."
Miedź prychnęła z pogardą, chyba czując, że nie dowie się wszystkiego.
- Jak to sama? Wywróciłaś się?
- Bierz i nie marudź! - parsknęła asystentka medyczki i podała naręcze liści i pajęczyny. Uczennica prychnęła z pogardą, ale posłusznie schwyciła medykamenty. Ruszyły przez obóz. Turkawie Skrzydło pochłonięta w rozmyślaniach załatała czyjeś rozdarte ucho i wyglądającą wyjątkowo paskudnie, ranę na grzbiecie. Przy jej boku cały czas grzecznie dreptała Miedź.
- Pora na przerwę - zdecydowała pointka i ruszyła w kierunku środka obozu. Terminatorka podskoczyła i pogalopowała, wyprzedzając kuśtykającą medyczkę. Turkawka zatrzymała się przy dwóch martwych ciałach i westchnęła ciężko. Oba koty zginęły zapewne od razu. Zresztą... i tak było już za późno. Miedziana Łapa stuliła uszy i przejechała łapą po piasku, obserwując jak Turkawie Skrzydło po raz pierwszy i ostatni dzieli się językami z poległymi wojownikami.
- Znałaś ich... dobrze?
Asystentka medyczki przerwała czynność i zerknęła na Falującą Sadzawkę. Ktoś zamknął mu powieki i czekoladowy wojownik wyglądał jakby spał.
- Ech, można tak orzec, jeżeliby by powiedzieć, że asystowałam przy jego narodzinach - stwierdziła bez zająknięcia. Uniosła wyżej wzrok i dostrzegła smutne oczy Płomienistego Świtu. Obie kotki przeszły dalej do Miodowego Nosa. Miedziana Łapa spięła mięśnie i zerknęła w niebieskie oczy córki Odyseusza.
- A ją?
- Przy jej porodzie też asystowałam.
- Nie wyglądasz na aż tak starą - stwierdziła prostolinijnie uczennica.
Turkawie Skrzydło przymknęła oczy i zastanowiła się o co mogło jej chodzić. Kiedy to do niej dotarło uśmiechnęła się smutno.
- Asystowałam, gdy to ona rodziła, głuptasku. Gdy rodziła kociaki.
Głowa Miedzi przechyliła się w jedną stronę, po czym oblizała nos.
- Oni już nie wstaną, prawda?
Pointka poczuła ciężar i ból, gdzieś w okolicach serca.
- Nie - odpowiedziała spokojnie.
<Miedź? Możesz zrobić time skip, jeżeli chcesz :v >
12 maja 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Miedzi (Miedzianej Łapy)
Jej źrenice zwęziły się, pomimo niewielkiej ilości światła.
- Yyy - zaczęła powoli i odchrząknęła kilka razy. - To było... dosyć niesamowite.
Mysz pisnęła słabo i obie kotki skierowały na nią wzrok. Turkawka skrzywiła się ledwo zauważalnie.
- Chyba najwłaściwszym będzie ukrócić jej męczarnię - mruknęła.
- Ale jak? - zapytała niepewnie Miedź, unosząc brwi.
Asystentka medyczki wzruszyła ramionami. Wielokrotnie obserwowała jak robią to Spopielona Paproć lub Nocna Burza. Sama... nigdy nie próbowała. Nie czuła takiej potrzeby. Po prostu nie musiała się bić, ani polować.
- Chyba trzeba ją ugryźć, eee, tu! - łapą wskazała kark piszczki. Swoją drogą, co za głupie stworzenie! Weszło wprost do obozu pełnego kotów. Misja samobójcza, z góry skazana na powodzenie. Miedź zatopiła zęby we wskazanym miejscu i uniosła głowę, jakby nie zdając sobie sprawy, że właśnie odebrała komuś życie.
- Brawo - zamruczała asystentka medyczki. - Jestem pod wrażeniem!
Znajdka uniosła wyżej brodę i schwyciła gryzonia za bezwłosy ogon. Ruszyła w kierunku córki Odyseusza i upuściła obok jej łapy piszczkę.
- To dla ciebie! - zamruczała, a Turkawce przypomniała się Cętka, gdy była malutka. Wzruszyła się nieco i pewnie przygarnęła do siebie kociaka, przykrywając ją ogonem. Po chwili namysłu przejechała językiem pomiędzy jej uszkami.
***
Miedź została oficjalnie przyjęta do Klanu Wilka, a teraz stała się też uczennicą Cętkowanego Liścia. Cieszyło to Turkawie Skrzydło, która była dumna z obu swoich wychowanek. Zarówno Miedziana Łapa jak i Cętka, wciąż często towarzyszyły asystentce medyczki w poszukiwaniu ziół. Kocica uśmiechnęła się delikatnie na widok małej pointki.
- Mogę ci pomóc? - zamruczała koteczka, przysiadając na ziemi i obserwując zgrabne ruchy medyczki, gdy ta przekładała zioła.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł - powiedziała zaniepokojona Turkawka, rozglądając się po legowisku. - Nie powinnaś trenować z Cętkowanym Liściem? - zapytała niepewnie.
- Cętka wyszła na patrol - odpowiedziała uczennica, wzruszając ramionami.
- Och, no tak - zamruczała czekoladowa.
- Pokaże ci jak się skradam! - pisnęła Miedź, przypadając do ziemi. Ruszyła, z podkulonym ogonem, ostrożnie stawiając łapy.
- Specjalistką nie jestem, ale chyba dobrze ci idzie - Turkawka niepewnie spuściła wzrok na swoje łapy.
- Dzięki - krzyknęła terminatorka, obskakując asystentkę medyczki.
- Ale skoro jesteś już uczennicą - zaczęła córka Biegnącego Strumienia - mam nadzieję, że przestaniesz już atakować mój ogon!
- Nie, no coś ty! Twój ogon jest najlepszy! - zakrzyknęła koteczka i wtuliła się w sierść Turkawki, która nieprzygotowana do takiego obrotu sprawy, zastygła w bezruchu.
- Yyy - zaczęła powoli i odchrząknęła kilka razy. - To było... dosyć niesamowite.
Mysz pisnęła słabo i obie kotki skierowały na nią wzrok. Turkawka skrzywiła się ledwo zauważalnie.
- Chyba najwłaściwszym będzie ukrócić jej męczarnię - mruknęła.
- Ale jak? - zapytała niepewnie Miedź, unosząc brwi.
Asystentka medyczki wzruszyła ramionami. Wielokrotnie obserwowała jak robią to Spopielona Paproć lub Nocna Burza. Sama... nigdy nie próbowała. Nie czuła takiej potrzeby. Po prostu nie musiała się bić, ani polować.
- Chyba trzeba ją ugryźć, eee, tu! - łapą wskazała kark piszczki. Swoją drogą, co za głupie stworzenie! Weszło wprost do obozu pełnego kotów. Misja samobójcza, z góry skazana na powodzenie. Miedź zatopiła zęby we wskazanym miejscu i uniosła głowę, jakby nie zdając sobie sprawy, że właśnie odebrała komuś życie.
- Brawo - zamruczała asystentka medyczki. - Jestem pod wrażeniem!
Znajdka uniosła wyżej brodę i schwyciła gryzonia za bezwłosy ogon. Ruszyła w kierunku córki Odyseusza i upuściła obok jej łapy piszczkę.
- To dla ciebie! - zamruczała, a Turkawce przypomniała się Cętka, gdy była malutka. Wzruszyła się nieco i pewnie przygarnęła do siebie kociaka, przykrywając ją ogonem. Po chwili namysłu przejechała językiem pomiędzy jej uszkami.
***
Miedź została oficjalnie przyjęta do Klanu Wilka, a teraz stała się też uczennicą Cętkowanego Liścia. Cieszyło to Turkawie Skrzydło, która była dumna z obu swoich wychowanek. Zarówno Miedziana Łapa jak i Cętka, wciąż często towarzyszyły asystentce medyczki w poszukiwaniu ziół. Kocica uśmiechnęła się delikatnie na widok małej pointki.
- Mogę ci pomóc? - zamruczała koteczka, przysiadając na ziemi i obserwując zgrabne ruchy medyczki, gdy ta przekładała zioła.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł - powiedziała zaniepokojona Turkawka, rozglądając się po legowisku. - Nie powinnaś trenować z Cętkowanym Liściem? - zapytała niepewnie.
- Cętka wyszła na patrol - odpowiedziała uczennica, wzruszając ramionami.
- Och, no tak - zamruczała czekoladowa.
- Pokaże ci jak się skradam! - pisnęła Miedź, przypadając do ziemi. Ruszyła, z podkulonym ogonem, ostrożnie stawiając łapy.
- Specjalistką nie jestem, ale chyba dobrze ci idzie - Turkawka niepewnie spuściła wzrok na swoje łapy.
- Dzięki - krzyknęła terminatorka, obskakując asystentkę medyczki.
- Ale skoro jesteś już uczennicą - zaczęła córka Biegnącego Strumienia - mam nadzieję, że przestaniesz już atakować mój ogon!
- Nie, no coś ty! Twój ogon jest najlepszy! - zakrzyknęła koteczka i wtuliła się w sierść Turkawki, która nieprzygotowana do takiego obrotu sprawy, zastygła w bezruchu.
<Miedź :)>
Od Turkawiego Skrzydła CD Świetlika (Świetlikowej Łapy)
Zaskoczona odprowadziła kocię wzrokiem. Wbrew pozorom niebieska wydawała się sympatyczna. Może i zadawała sporo pytań, ale nie dotyczyły one wprost Turkawiego Skrzydła. No... może poza ostatnim. Koteczka odbiegła na bok, niezgrabnie, wzniecając tumany śniegu i pchnęła Łabędzia tak, że biedny kocurek zatoczył się i wywinął pięknego orła. Ogon Turkawki znieruchomiał, a ona sama otworzyła szerzej oczy. Oho! Ktoś tu jest bardzo charakterny! Świetlik zauważyła wzrok asystentki medyczki i z ironicznym uśmieszkiem pomachała jej ogonem. Potem z piskiem odbiegła, by uniknąć zemsty starszego kocurka. Turkawie Skrzydło pokręciła głową i wróciła do jedzenia.
***
- Dzień dobry.
Pointka uniosła głowę i zerknęła na Świetlikową Łapę.
- Um, cześć. Proszę, wejdź!
Kocica przestąpiła próg, rozglądając się na wszystkie strony i kulejąc na jedną łapę, co przypominało córce Odyseusza, jej własny, nierówny chód.
- W czym mogę ci pomóc? - zapytała, nie ruszając się zza górki ziół.
Terminatorka opadła na ziemię, unosząc w górę poduszkę łapy.
- Właściwie, to mogłabyś to opatrzyć - ruchem głowy wskazała rankę.
Turkawka zbliżyła się do uczennicy i wyciągnęła szyję w kierunku kotki. Uważnie obejrzała zranione miejsce i oceniła stan pacjentki.
- To kolec z maliny - oceniła fachowo, odsuwając się i ruszając po potrzebne jej medykamenty.
- A więc to tak nazywały się te kujące krzewy! - parsknęła Świetlikowa Łapa, odwracając wzrok. - Głupia wiewiórka!
Turkawka uśmiechnęła się delikatnie, po czym wróciła do pacjentki na powrót, z kamiennym wyrazem pyszczka. Owinęła język wokół kolca i szarpnęła głową w tył, wyrywając go z łapy kotki. Ta pisnęła z zaskoczeniem i oceniła stan swojej kończyny.
- Poczekaj chwilę, to ci ją opatrzę - mruknęła kocica, widząc cienką strużkę krwi, spływającą z rany uczennicy. Podniosła trochę mchu i przycisnęła ją do łapy. Obie zastygły na kilka uderzeń serca, w niezręcznej ciszy.
- A, więc - zaczęła dawna uczennica Burzowego Futra, z nerwów przesuwając ogonem p ziemi. - Jak idzie ci trening z Iglastym Krzewem?
***
- Dzień dobry.
Pointka uniosła głowę i zerknęła na Świetlikową Łapę.
- Um, cześć. Proszę, wejdź!
Kocica przestąpiła próg, rozglądając się na wszystkie strony i kulejąc na jedną łapę, co przypominało córce Odyseusza, jej własny, nierówny chód.
- W czym mogę ci pomóc? - zapytała, nie ruszając się zza górki ziół.
Terminatorka opadła na ziemię, unosząc w górę poduszkę łapy.
- Właściwie, to mogłabyś to opatrzyć - ruchem głowy wskazała rankę.
Turkawka zbliżyła się do uczennicy i wyciągnęła szyję w kierunku kotki. Uważnie obejrzała zranione miejsce i oceniła stan pacjentki.
- To kolec z maliny - oceniła fachowo, odsuwając się i ruszając po potrzebne jej medykamenty.
- A więc to tak nazywały się te kujące krzewy! - parsknęła Świetlikowa Łapa, odwracając wzrok. - Głupia wiewiórka!
Turkawka uśmiechnęła się delikatnie, po czym wróciła do pacjentki na powrót, z kamiennym wyrazem pyszczka. Owinęła język wokół kolca i szarpnęła głową w tył, wyrywając go z łapy kotki. Ta pisnęła z zaskoczeniem i oceniła stan swojej kończyny.
- Poczekaj chwilę, to ci ją opatrzę - mruknęła kocica, widząc cienką strużkę krwi, spływającą z rany uczennicy. Podniosła trochę mchu i przycisnęła ją do łapy. Obie zastygły na kilka uderzeń serca, w niezręcznej ciszy.
- A, więc - zaczęła dawna uczennica Burzowego Futra, z nerwów przesuwając ogonem p ziemi. - Jak idzie ci trening z Iglastym Krzewem?
<Świetlikowa Łapo? Przepraszam, że tyle czasu czekałaś na mój odpis :c>
Od Turkawiego Skrzydła CD Cętkowanego Liścia
- Wiedziałam, po prostu wiedziałam, że nie wyciągasz mnie na TYLKO szukanie ziół! - w przypływie emocji warknęła asystentka medyczki, drapiąc ziemię i śnieg pod swoimi łapami.
Córka Burki skurczyła się nieco, kontynuowała jednak, z uporem.
- Po prostu byłam ciekawa - wypaliła, obserwując emocje, które przez jedno uderzenie serca zajaśniały w oczach Turkawiego Skrzydła.
- Nie wydaje mi się, żeby powinno cię to interesować - odpowiedziała czekoladowa, równie niezłomna jak Cętka.
- A dlaczego niby nie? - zapytała wojowniczka, unosząc brwi. - Jestem dorosła, jestem wojowniczką, jestem członkinią Klanu Wilka w równym stopniu jak ty! Powinnam wiedzieć co się dzieje w moim klanie.
Miała rację, miała całkowitą rację, choć Turkawka nie chciała tego przyznawać. Dlaczego, więc Cętka nie miała dowiedzieć się o sytuacji między klanowej? Westchnęła kilka razy, po czym klepnęła ziemię obok siebie. Z poszukiwaniem ziół mogły dać sobie spokój, tym bardziej, że znad horyzontu nadchodziła chmura, zwiastująca śnieżycę.
- Posłuchaj - zaczęła cicho i umilkła, nasłuchując cichego wiatru. - To jest dosyć skomplikowana sytuacja...
Na pyszczku Cętkowanego Liścia zalśnił ironiczny uśmieszek. Usiadła obok kocicy, stykając swój bok, z jej bokiem.
- Na szczęście mamy tu cudowną asystentkę medyczki, która mi wszystko wyjaśni, prawda?
Turkawka zignorowała przytyk, kontynuując wcześniejszy wątek.
- Sytuacja z Klanem Klifu jest... dosyć napięta. Jak wiesz rządzi tam teraz Lisia Gwiazda. Te lisie łajna wprost wypowiadają nam wojnę!
Wciąż pamiętała Lśniące Słońce i Sokole Skrzydło, z którymi rozmawiała na swoim pierwszym w życiu zgromadzeniu. Te dobre wspomnienia zatarły się jednak, powodując niesmak i strach, ponieważ zagrażali Klanowi Wilka. Klanowi, w którym Turkawka się wychowała i w którym odnalazła dom. Jako medyczka, nie powinna okazywać niechęci innym klanom, ale wprost nie mogła się powstrzymać. Odetchnęła kilka razy i skierowała poważny wzrok, niebieskich oczu na wojowniczkę. - Szykuje się wojna, Cętkowany Liściu. Wszyscy to czują, ale jeszcze nic nie jest potwierdzone. Proszę, nie mów o tym nikomu. Taką informację ma prawo przekazać tylko przywódca, a ja nie chcę wybuchu paniki.
Bura z powagą skinęła głową.
***
Obserwowała obie kotki , gdy Cętkowany Liść stykała się nosami z Miedzią, to znaczy, z Miedzianą Łapą! Przez Turkawkę przenikały kolejne emocje. Ponad wszystkie inne przebijała się prawdziwa duma. Obie kotki to ona, asystentka medyczki, przyprowadziła do Klanu Wilka. Obie teraz stały się jego pełnoprawnymi członkiniami. Turkawka zamruczała głośno, ale niemal natychmiast rozejrzała się, by sprawdzić czy nikt jej nie obserwuje. Jej szczęście zauważyła tylko Burzowe Futro. Niebieska mrugnęła do dawnej uczennicy i odwróciła wzrok, rozdrapując pazurami ziemię. Po chwili przed pointką pojawiła się wojowniczka. Jej oczy lśniły, a pyszczek układał się w bezbrzeżne "wow".
- Dostałam ucznia, wiesz?! - krzyknęła. Turkawie Skrzydło nie mogła się nie uśmiechnąć, widząc jej zachwyt.
- Widać to po tobie - odburknęła.
- Co będziemy dzisiaj robić? - Miedź podskakiwała w miejscu, powiewając krótkim ogonkiem. Cętka oddaliła się, tłumacząc coś koteczce. Córka Biegnącego Strumienia westchnęła głęboko i weszła do legowiska medyczek.
***
- O, spójrz! Korzeń łopianu! - wykrzyknęła Cętka, z tryumfem na pyszczku, mocując się z rośliną.
- Dość wcześnie, mamy Porę Nagich Drzew - zamruczała ze zdziwieniem córka Odyseusza, sięgając po roślinę i pomagając ją wydobyć wojowniczce.
- Ło- łopi-ianu? - zapytała niepewnie Miedziana Łapa, oceniając znalezisko kocic.
- Ł-o-p-i-a-n-u - przeliterowała Turkawie Skrzydło, zawijając roślinę w liść i podając go Cętce. Trzy kocice ruszyły dalej, depcząc mokry śnieg łapami. Po chwili z pobliskich krzewów dał się słyszeć cichy i przeciągły dźwięk. Cętkowanemu Liściu zaświeciły się oczy. Przesunęła ogonem po ziemi.
- To bażant! - wyszeptała. Turkawka przekrzywiła głowę, za to Miedź podskoczyła wesoło.
- Mogę spróbować go upolować? - zapytała terminatorka, podskakując beztrosko.
- Tak, tylko po cichu - wyszeptała wojowniczka i pozwoliła Miedzianej Łapie się oddalić.
-Tak szybko dorosły - powiedziała Turkawka i schwyciła się za pyszczek. Co, na Klan Gwiazdy, było z nią nie tak?! Wszystkie kompromitujące myśli wychodziły na wierzch, a to co chciała pokazać chowało się gdzieś w środku. Skierowała wzrok na dawną uczennicę, mając nadzieję, że tamta nic nie zauważyła. Za późno.
- Brzmisz jak starszyzna - zarechotała córka Burki.
- Dzięki - odburknęła Turkawka i zerknęła na swoje łapy.
Córka Burki skurczyła się nieco, kontynuowała jednak, z uporem.
- Po prostu byłam ciekawa - wypaliła, obserwując emocje, które przez jedno uderzenie serca zajaśniały w oczach Turkawiego Skrzydła.
- Nie wydaje mi się, żeby powinno cię to interesować - odpowiedziała czekoladowa, równie niezłomna jak Cętka.
- A dlaczego niby nie? - zapytała wojowniczka, unosząc brwi. - Jestem dorosła, jestem wojowniczką, jestem członkinią Klanu Wilka w równym stopniu jak ty! Powinnam wiedzieć co się dzieje w moim klanie.
Miała rację, miała całkowitą rację, choć Turkawka nie chciała tego przyznawać. Dlaczego, więc Cętka nie miała dowiedzieć się o sytuacji między klanowej? Westchnęła kilka razy, po czym klepnęła ziemię obok siebie. Z poszukiwaniem ziół mogły dać sobie spokój, tym bardziej, że znad horyzontu nadchodziła chmura, zwiastująca śnieżycę.
- Posłuchaj - zaczęła cicho i umilkła, nasłuchując cichego wiatru. - To jest dosyć skomplikowana sytuacja...
Na pyszczku Cętkowanego Liścia zalśnił ironiczny uśmieszek. Usiadła obok kocicy, stykając swój bok, z jej bokiem.
- Na szczęście mamy tu cudowną asystentkę medyczki, która mi wszystko wyjaśni, prawda?
Turkawka zignorowała przytyk, kontynuując wcześniejszy wątek.
- Sytuacja z Klanem Klifu jest... dosyć napięta. Jak wiesz rządzi tam teraz Lisia Gwiazda. Te lisie łajna wprost wypowiadają nam wojnę!
Wciąż pamiętała Lśniące Słońce i Sokole Skrzydło, z którymi rozmawiała na swoim pierwszym w życiu zgromadzeniu. Te dobre wspomnienia zatarły się jednak, powodując niesmak i strach, ponieważ zagrażali Klanowi Wilka. Klanowi, w którym Turkawka się wychowała i w którym odnalazła dom. Jako medyczka, nie powinna okazywać niechęci innym klanom, ale wprost nie mogła się powstrzymać. Odetchnęła kilka razy i skierowała poważny wzrok, niebieskich oczu na wojowniczkę. - Szykuje się wojna, Cętkowany Liściu. Wszyscy to czują, ale jeszcze nic nie jest potwierdzone. Proszę, nie mów o tym nikomu. Taką informację ma prawo przekazać tylko przywódca, a ja nie chcę wybuchu paniki.
Bura z powagą skinęła głową.
***
Obserwowała obie kotki , gdy Cętkowany Liść stykała się nosami z Miedzią, to znaczy, z Miedzianą Łapą! Przez Turkawkę przenikały kolejne emocje. Ponad wszystkie inne przebijała się prawdziwa duma. Obie kotki to ona, asystentka medyczki, przyprowadziła do Klanu Wilka. Obie teraz stały się jego pełnoprawnymi członkiniami. Turkawka zamruczała głośno, ale niemal natychmiast rozejrzała się, by sprawdzić czy nikt jej nie obserwuje. Jej szczęście zauważyła tylko Burzowe Futro. Niebieska mrugnęła do dawnej uczennicy i odwróciła wzrok, rozdrapując pazurami ziemię. Po chwili przed pointką pojawiła się wojowniczka. Jej oczy lśniły, a pyszczek układał się w bezbrzeżne "wow".
- Dostałam ucznia, wiesz?! - krzyknęła. Turkawie Skrzydło nie mogła się nie uśmiechnąć, widząc jej zachwyt.
- Widać to po tobie - odburknęła.
- Co będziemy dzisiaj robić? - Miedź podskakiwała w miejscu, powiewając krótkim ogonkiem. Cętka oddaliła się, tłumacząc coś koteczce. Córka Biegnącego Strumienia westchnęła głęboko i weszła do legowiska medyczek.
***
- O, spójrz! Korzeń łopianu! - wykrzyknęła Cętka, z tryumfem na pyszczku, mocując się z rośliną.
- Dość wcześnie, mamy Porę Nagich Drzew - zamruczała ze zdziwieniem córka Odyseusza, sięgając po roślinę i pomagając ją wydobyć wojowniczce.
- Ło- łopi-ianu? - zapytała niepewnie Miedziana Łapa, oceniając znalezisko kocic.
- Ł-o-p-i-a-n-u - przeliterowała Turkawie Skrzydło, zawijając roślinę w liść i podając go Cętce. Trzy kocice ruszyły dalej, depcząc mokry śnieg łapami. Po chwili z pobliskich krzewów dał się słyszeć cichy i przeciągły dźwięk. Cętkowanemu Liściu zaświeciły się oczy. Przesunęła ogonem po ziemi.
- To bażant! - wyszeptała. Turkawka przekrzywiła głowę, za to Miedź podskoczyła wesoło.
- Mogę spróbować go upolować? - zapytała terminatorka, podskakując beztrosko.
- Tak, tylko po cichu - wyszeptała wojowniczka i pozwoliła Miedzianej Łapie się oddalić.
-Tak szybko dorosły - powiedziała Turkawka i schwyciła się za pyszczek. Co, na Klan Gwiazdy, było z nią nie tak?! Wszystkie kompromitujące myśli wychodziły na wierzch, a to co chciała pokazać chowało się gdzieś w środku. Skierowała wzrok na dawną uczennicę, mając nadzieję, że tamta nic nie zauważyła. Za późno.
- Brzmisz jak starszyzna - zarechotała córka Burki.
- Dzięki - odburknęła Turkawka i zerknęła na swoje łapy.
<Cęteł? Przepraszam za jakość opka i czas oczekiwania :c>
08 maja 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Spopielonej Paproci
- Jasne, czemu nie?
Pointka wzruszyła ramionami, wstając i kierując się do wyjścia z legowiska medyka. Jednocześnie, wciąż rozmyślała o reakcji Złocistej Rzeki. Ucieszyła się, czy nie? Turkawka zdecydowanie nie należała do kotek, które chciałyby takowe kocięta posiadać, i które opowiadały przy dzieleniu się językami, o opiece nad młodymi pędrakami. Nie byłoby to przesadnie intrygujące, wręcz nudne. Poza tym córka Biegnącego Strumienia nie bez powodu wybrała swoją profesję. Spopielenia Paproć miękko stawiała łapy, tuż obok nierównego chodu asystentki medyczki. Po kilkunastu uderzeniach serca stanęły w wejściu do żłobka, wdychając ciepłe, przesycone zapachem mleka, powietrze. Na szczęście Turkawiego Skrzydła, Świetlik, Owocek i reszta kociaków, opuściła to miejsce, wybierając się na spacer. Czekoladowa, naprawdę odetchnęła z ulgą, w duchu ciesząc się z takiego obrotu sprawy. Przynajmniej nie musiała odpowiadać na pytania grzdyli o to kim jest, co tu robi i dlaczego ostatnio wybiegła tak bez pożegnania. Córka Borsuczej Gwiazdy upuściła na ziemię naręcze mchu i wyprostowała ogon. Turkawka wprawnym ruchem, wskazała jej jak należy rozścielić miękkie porosty i ułożyć z nich ciepłe, wygodne posłania. We dwójkę uwinęły się znacznie szybciej niż niebieskooka myślała, po czym obie wygłodniałe kocice, ruszyły by coś zjeść.
***
Turkawka przesunęła nieco bliżej kupkę szałwii, jednocześnie pozwalając się bawić Miedzi, swoim puchatym, długim ogonem. Malutka koteczka z niewyjaśnionych przyczyn wymknęła się ze żłobka, by nieco ponękać asystentkę medyczki.
- No, proszę, proszę! Turkawka powoli staje się zastępczą mamą dla zagubionych znajdek! Idzie ci w tym coraz lepiej!
Spopielona Paproć radośnie wparowała do środka, zniżając głowę i dotykając lekko barku Miedzi, która pisnęła radośnie. Końcówki uszu Turkawiego Skrzydła stały się czerwone. Sama medyczka wypuściła głośno powietrze, wyrywając ogon spomiędzy ząbków kotki.
- Sama przyszła - warknęła i wyprostowała się. - Tak właściwie, to... potrzebuję rady...
- Ode mnie? - niebieska przysiadła na ziemi, zamiatając ogonem wyściółkę. - Zamieniam się w słuch.
- No, bo... Chodzi o to, że... Że chodzi o to...
- Wyduś to z siebie - pisnęła radośnie, mała koteczka, a wojowniczka zerknęła na nią ze zdziwieniem. Turkawka stuliła nieco uszy.
- Nie powinnaś się mieszać w sprawy, które cię nie dotyczą, i o których nie masz pojęcia, mysi móżdżku - warknęła, ale po chwili uspokoiła się nieco. - Poza tym zrobiło się już późno i uważam, że musisz już wracać do żłobka. Pa pa! - zamruczała, wypychając Miedź na zewnątrz.
Tym sposobem zostały same i córka Odyseusza, wzięła głębszy oddech.
- Wiesz... mamy bardzo napięte stosunki z Klanem Klifu i w ogóle... - zaczęła nieco niezręcznie.
Zielone oczy Spopiół rozszerzyły się nieznacznie.
- I uważam, że powinnam przejść jakieś szkolenie, żeby wam pomóc. No wiesz... Nie walczyłabym tak wprost, ale gdyby coś... w ostateczności... - zacięła się i pokręciła głową, tracąc wiarę we własne możliwości. - Jasne znam kodeks, ale... Nie, to głupie, co ja sobie myślałam?! Z tą łapą?!
Stuliła uszy i spuściła wzrok na ziemię, czekając na reakcję wojowniczki.
Pointka wzruszyła ramionami, wstając i kierując się do wyjścia z legowiska medyka. Jednocześnie, wciąż rozmyślała o reakcji Złocistej Rzeki. Ucieszyła się, czy nie? Turkawka zdecydowanie nie należała do kotek, które chciałyby takowe kocięta posiadać, i które opowiadały przy dzieleniu się językami, o opiece nad młodymi pędrakami. Nie byłoby to przesadnie intrygujące, wręcz nudne. Poza tym córka Biegnącego Strumienia nie bez powodu wybrała swoją profesję. Spopielenia Paproć miękko stawiała łapy, tuż obok nierównego chodu asystentki medyczki. Po kilkunastu uderzeniach serca stanęły w wejściu do żłobka, wdychając ciepłe, przesycone zapachem mleka, powietrze. Na szczęście Turkawiego Skrzydła, Świetlik, Owocek i reszta kociaków, opuściła to miejsce, wybierając się na spacer. Czekoladowa, naprawdę odetchnęła z ulgą, w duchu ciesząc się z takiego obrotu sprawy. Przynajmniej nie musiała odpowiadać na pytania grzdyli o to kim jest, co tu robi i dlaczego ostatnio wybiegła tak bez pożegnania. Córka Borsuczej Gwiazdy upuściła na ziemię naręcze mchu i wyprostowała ogon. Turkawka wprawnym ruchem, wskazała jej jak należy rozścielić miękkie porosty i ułożyć z nich ciepłe, wygodne posłania. We dwójkę uwinęły się znacznie szybciej niż niebieskooka myślała, po czym obie wygłodniałe kocice, ruszyły by coś zjeść.
***
Turkawka przesunęła nieco bliżej kupkę szałwii, jednocześnie pozwalając się bawić Miedzi, swoim puchatym, długim ogonem. Malutka koteczka z niewyjaśnionych przyczyn wymknęła się ze żłobka, by nieco ponękać asystentkę medyczki.
- No, proszę, proszę! Turkawka powoli staje się zastępczą mamą dla zagubionych znajdek! Idzie ci w tym coraz lepiej!
Spopielona Paproć radośnie wparowała do środka, zniżając głowę i dotykając lekko barku Miedzi, która pisnęła radośnie. Końcówki uszu Turkawiego Skrzydła stały się czerwone. Sama medyczka wypuściła głośno powietrze, wyrywając ogon spomiędzy ząbków kotki.
- Sama przyszła - warknęła i wyprostowała się. - Tak właściwie, to... potrzebuję rady...
- Ode mnie? - niebieska przysiadła na ziemi, zamiatając ogonem wyściółkę. - Zamieniam się w słuch.
- No, bo... Chodzi o to, że... Że chodzi o to...
- Wyduś to z siebie - pisnęła radośnie, mała koteczka, a wojowniczka zerknęła na nią ze zdziwieniem. Turkawka stuliła nieco uszy.
- Nie powinnaś się mieszać w sprawy, które cię nie dotyczą, i o których nie masz pojęcia, mysi móżdżku - warknęła, ale po chwili uspokoiła się nieco. - Poza tym zrobiło się już późno i uważam, że musisz już wracać do żłobka. Pa pa! - zamruczała, wypychając Miedź na zewnątrz.
Tym sposobem zostały same i córka Odyseusza, wzięła głębszy oddech.
- Wiesz... mamy bardzo napięte stosunki z Klanem Klifu i w ogóle... - zaczęła nieco niezręcznie.
Zielone oczy Spopiół rozszerzyły się nieznacznie.
- I uważam, że powinnam przejść jakieś szkolenie, żeby wam pomóc. No wiesz... Nie walczyłabym tak wprost, ale gdyby coś... w ostateczności... - zacięła się i pokręciła głową, tracąc wiarę we własne możliwości. - Jasne znam kodeks, ale... Nie, to głupie, co ja sobie myślałam?! Z tą łapą?!
Stuliła uszy i spuściła wzrok na ziemię, czekając na reakcję wojowniczki.
<Spopiołku?^^>
01 maja 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Miedzi
Och Klanie Gwiazdy, dlaczego pozwoliłeś mi stąpać po ziemi!?
Turkawka z rozpaczą zerknęła na kocię.
Przez mnie płaczą nawet kociaki!
Mała łkała, nawet nie starając się wycierać łez. Wszystkie oczy były skierowane na asystentkę medyczki. Borsucza Gwiazda wyglądał na nieco zaniepokojonego. Wstał ostrożnie i zbliżył się do Burzowego Futra, która usiłowała uspokoić koteczkę. Po chwili w wejściu do legowiska ukazała się głowa Płonącego Grzbietu. Zaskoczony uniósł brew i zerknął na malutką, szlochającą kotkę. Przywódca zbliżył się do zastępcy i wymienili kilka uwag. Turkawie Skrzydło poczuła, że końcówki jej uszu stają się czerwone. Płonący Grzbiet machnął ogonem, zapraszając Cętkowany Liść do uczestnictwa patrolu. Lekko zrozpaczona córka Biegnącego Strumienia obserwowała jak Cętka i przy okazji ostatnia deska jej ratunku, wychodzi, miaucząc na pożegnanie. Starsza medyczka ostrożnie zaczęła wylizywać ucho Miedzi, by ta się uspokoiła. Po kilku uderzeniach serca wstała i skierowała się do dawnej uczennicy. Znajdka obserwowała wszystko szeroko otwartymi oczyma. Niebieska zatrzymała się przed pointką i nerwowo przestąpiła z łapy na łapę.
- Turkawie Skrzydło. Zostaniesz z nią na... dosłownie chwilę.
Źrenice Turkawki zmniejszyły się na moment.
- Dlaczego?
- Ja i Borsucza Gwiazda musimy porozmawiać o... Klanie Klifu - mruknęła szeptem Burzowe Futro, zerkając na Miedź. - Zobacz już się uspokoiła, poza tym to ty ją przyniosłaś, na pewno sobie poradzisz.
- Podstępne lisie łajna - warknęła głośno, pod adresem klifowiczów, wnuczka Borsuczej Gwiazdy i machnęła nerwowo ogonem.
Niebieska pokręciła z dezaprobatą głową i wraz z liderem oddaliła się do jego legowiska. Miedź i Turkawie Skrzydło zostały same w legowisku. Czekoladowa naprawdę nie wiedziała co zrobić. Przesunęła łapą kilka zbłąkanych liści szałwii, po czym zastygła, siadając prosto i unosząc głowę.
- Z-zimno mi - szepnęła cicho koteczka, po czym wstrząsnął ją dreszcz. Turkawka przełknęła głośno ślinę i wstała, kierując się do miejsca gdzie leżało kocię. Położyła się i ostrożnie otuliła Miedź ogonem, tak jak wcześniej Burzowe Futro. Mała zamruczała z wdzięcznością i wtuliła łebek w futerko córki Odyseusza.
- To jesteś zła czy nie?
Jej wielkie oczy były przepełnione czystą ciekawością. Przeciągnęła nieśmiało łapki i spuściła nieco wzrok. Turkawka polizała pierś, zamyślona, lecz w końcu uniosła głowę.
- A dlaczego miałabym być?
Miedź lekko zakłopotana wzruszyła barkami. Asystentka medyczki westchnęła.
- Nie, nie jestem.
Turkawka z rozpaczą zerknęła na kocię.
Przez mnie płaczą nawet kociaki!
Mała łkała, nawet nie starając się wycierać łez. Wszystkie oczy były skierowane na asystentkę medyczki. Borsucza Gwiazda wyglądał na nieco zaniepokojonego. Wstał ostrożnie i zbliżył się do Burzowego Futra, która usiłowała uspokoić koteczkę. Po chwili w wejściu do legowiska ukazała się głowa Płonącego Grzbietu. Zaskoczony uniósł brew i zerknął na malutką, szlochającą kotkę. Przywódca zbliżył się do zastępcy i wymienili kilka uwag. Turkawie Skrzydło poczuła, że końcówki jej uszu stają się czerwone. Płonący Grzbiet machnął ogonem, zapraszając Cętkowany Liść do uczestnictwa patrolu. Lekko zrozpaczona córka Biegnącego Strumienia obserwowała jak Cętka i przy okazji ostatnia deska jej ratunku, wychodzi, miaucząc na pożegnanie. Starsza medyczka ostrożnie zaczęła wylizywać ucho Miedzi, by ta się uspokoiła. Po kilku uderzeniach serca wstała i skierowała się do dawnej uczennicy. Znajdka obserwowała wszystko szeroko otwartymi oczyma. Niebieska zatrzymała się przed pointką i nerwowo przestąpiła z łapy na łapę.
- Turkawie Skrzydło. Zostaniesz z nią na... dosłownie chwilę.
Źrenice Turkawki zmniejszyły się na moment.
- Dlaczego?
- Ja i Borsucza Gwiazda musimy porozmawiać o... Klanie Klifu - mruknęła szeptem Burzowe Futro, zerkając na Miedź. - Zobacz już się uspokoiła, poza tym to ty ją przyniosłaś, na pewno sobie poradzisz.
- Podstępne lisie łajna - warknęła głośno, pod adresem klifowiczów, wnuczka Borsuczej Gwiazdy i machnęła nerwowo ogonem.
Niebieska pokręciła z dezaprobatą głową i wraz z liderem oddaliła się do jego legowiska. Miedź i Turkawie Skrzydło zostały same w legowisku. Czekoladowa naprawdę nie wiedziała co zrobić. Przesunęła łapą kilka zbłąkanych liści szałwii, po czym zastygła, siadając prosto i unosząc głowę.
- Z-zimno mi - szepnęła cicho koteczka, po czym wstrząsnął ją dreszcz. Turkawka przełknęła głośno ślinę i wstała, kierując się do miejsca gdzie leżało kocię. Położyła się i ostrożnie otuliła Miedź ogonem, tak jak wcześniej Burzowe Futro. Mała zamruczała z wdzięcznością i wtuliła łebek w futerko córki Odyseusza.
- To jesteś zła czy nie?
Jej wielkie oczy były przepełnione czystą ciekawością. Przeciągnęła nieśmiało łapki i spuściła nieco wzrok. Turkawka polizała pierś, zamyślona, lecz w końcu uniosła głowę.
- A dlaczego miałabym być?
Miedź lekko zakłopotana wzruszyła barkami. Asystentka medyczki westchnęła.
- Nie, nie jestem.
<Miedź? Tak wiem, akcja taaaakk się ruszyła XD>
28 kwietnia 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Miedzi
Zacisnęła pyszczek w wąską linię. Dlaczego kotka nie zadała tego pytania komukolwiek innemu?! Tylko jej, Turkawce! Borsucza Gwiazda, Burzowe Futro, nawet Cętkowany Liść byłaby lepsza! Turkawie Skrzydło prychnęła z irytacją i otuliła łapy ogonem. Znowu te pytania! Ile razy już musiała tłumaczyć kolejnym znajdkom, gdzie są, kim są otaczające je koty i jakie mają zamiary? Sapnęła ze złością, widząc, że nikt ze zgromadzonych nie zamierza jej pomóc. Cętkowany Liść zerkała na koteczkę nieco nieufnie, lider z zaciekawieniem, a starsza medyczka, z właściwą sobie troskliwością. Wielkie, bladoniebieskie oczy kociaka, wpatrywały się w córkę Biegnącego Strumienia. Turkawka machnęła łapą, tak że z ziemi wzbił się obłok kurzu.
- To jest Klan Wilka - burknęła cicho, a mała nadstawiła uszu z zaciekawianiem. - Ja jestem Turkawie Skrzydło, asystentka uzdrowicielki.
- Ja jestem medyczką - wytłumaczyła niebieska kocica i Turkawie Skrzydło odetchnęła zadowolona, że ktoś inny przejął pałeczkę. Odwróciła się, wciąż słuchając rozmowy. - A tamten kocur, to nasz przywódca, Borsucza Gwiazda.
- Zgadza się - potaknął stary point. - No, więc jak się nazywasz?
Asystentka medyczki zatrzymała się przy stosiku z liśćmi szałwii i nadstawiła uszu.
- Miedź - wyszeptała koteczka.
Co to jest Miedź? Turkawka pokręciła głową, zdziwiona, ale nic nie powiedziała. Dalej przekładała zioła, aromatyczny zapach nieco ją uspokoił.
- Turkawie Skrzydło?
Czekoladowa odwróciła się na dźwięk cichego głosu. Znajdka wpatrywała się w nią ciekawsko, jakby zafascynowana tym, że starsza kotka zareagowała. Córka Odyseusza zmrużyła oczy.
- Coś się stało? - zapytała dość chłodno.
- To jest Klan Wilka - burknęła cicho, a mała nadstawiła uszu z zaciekawianiem. - Ja jestem Turkawie Skrzydło, asystentka uzdrowicielki.
- Ja jestem medyczką - wytłumaczyła niebieska kocica i Turkawie Skrzydło odetchnęła zadowolona, że ktoś inny przejął pałeczkę. Odwróciła się, wciąż słuchając rozmowy. - A tamten kocur, to nasz przywódca, Borsucza Gwiazda.
- Zgadza się - potaknął stary point. - No, więc jak się nazywasz?
Asystentka medyczki zatrzymała się przy stosiku z liśćmi szałwii i nadstawiła uszu.
- Miedź - wyszeptała koteczka.
Co to jest Miedź? Turkawka pokręciła głową, zdziwiona, ale nic nie powiedziała. Dalej przekładała zioła, aromatyczny zapach nieco ją uspokoił.
- Turkawie Skrzydło?
Czekoladowa odwróciła się na dźwięk cichego głosu. Znajdka wpatrywała się w nią ciekawsko, jakby zafascynowana tym, że starsza kotka zareagowała. Córka Odyseusza zmrużyła oczy.
- Coś się stało? - zapytała dość chłodno.
<Miedź? Sorry, że tak krótko :c Najlepiej spytaj się opiekunki zakładki czy możesz dołączyć do klanu^^>
27 kwietnia 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Cętkowanej Łapy (Cętkowanego Liścia)
Natarczywe pytanie ją otrzeźwiło. Nie chciała martwić Cętki wiadomościami, dochodzącymi zza granicy. Klan Klifu rósł w siłę i powoli stawał się poważnym zagrożeniem dla Klanu Wilka. Mocno niepokoiło to Turkawie Skrzydło. Medyczka miała złe przeczucia, ale nie chciała się nimi dzielić z dawną pieszczoszką. Uśmiechnęła się dość blado i pokręciła głową.
- Nic, nic...
Zamruczała dość niezgrabnie i przerzuciła górkę ziół, by móc czymkolwiek zająć łapy. Zmrużyła ślepia i przeanalizowała wcześniejszą wypowiedź Cętkowanej Łapy. Poprzedni wybuch kotki, mocno zaskoczył córkę Biegnącego Strumienia. Przejęła się tym mocno, choć wolała to ukryć. Oczywiście była zbyt dumna, by sama przeprosić byłą uczennicę.
- Dziękuję za przeprosiny - burknęła nieśmiało i lekka położyła po sobie uszy. - Naprawdę, nie powinnam była, być tak natarczywa.
Następnym razem będę trzymać język za zębami, dodała w myślach i wyprostowała się gwałtownie. Cętkowana Łapa chyba zauważyła, że asystentka medyczki nie jest w nastroju do rozmów. Turkawka obserwowała jak terminatorka wzdycha i wychodzi z legowiska.
***
Nadszedł w końcu ten, z całą pewnością, upragniony dla Cętkowanej Łapy dzień.
- Przysięgam - jej czysty, dźwięczny głos odbił się w całym obozie. Świerkowa Kora napuszył dumnie ogon i postawił na sztorc uszy, jakby chciał powiedzieć "spójrzcie to moja uczennica!". Turkawka zaśmiała się w duchu. Siedziała w wejściu do legowiska medyczek, tuż przy boku Burzowego Futra. Czujnie obserwowała buraskę, która wyprostowała się z dumą i delikatnie podwinęła ogon. Turkawie Skrzydło drgnęła lekko na głos lidera, przedstawiającego imię świeżo upieczonej wojowniczki. Cętkowany Liść... Liść... Liść?! Jak coś związanego z medycyną! Pointka podskoczyła nerwowo i skierowała pyszczek na Borsuczą Gwiazdę. Przywódca uśmiechnął się delikatnie, krzyżując swój wzrok z córką Penelopy. Poczuła dumę i... zakłopotanie? Nie miała jak tego przemyśleć, bo właśnie zjawiła się Cętkowana Ła... Liść. Kocica stanęła niepewnie przed Turkawką, machając nerwowo ogonem.
- Cieszysz się? - jej głos zabrzmiał dziwnie niepewnie. Turkawka przypomniała sobie swój ból, gdy kotka, z którą sama się zaprzyjaźniła, wybrała ścieżkę wojownika, a nie medyczki. Teraz jednak dawna asystentka Burzowego Futra uśmiechnęła się śmiało.
- Oczywiście - zamruczała, z radosnym błyskiem w oczach. - Gratuluję mianowania.
- Nic, nic...
Zamruczała dość niezgrabnie i przerzuciła górkę ziół, by móc czymkolwiek zająć łapy. Zmrużyła ślepia i przeanalizowała wcześniejszą wypowiedź Cętkowanej Łapy. Poprzedni wybuch kotki, mocno zaskoczył córkę Biegnącego Strumienia. Przejęła się tym mocno, choć wolała to ukryć. Oczywiście była zbyt dumna, by sama przeprosić byłą uczennicę.
- Dziękuję za przeprosiny - burknęła nieśmiało i lekka położyła po sobie uszy. - Naprawdę, nie powinnam była, być tak natarczywa.
Następnym razem będę trzymać język za zębami, dodała w myślach i wyprostowała się gwałtownie. Cętkowana Łapa chyba zauważyła, że asystentka medyczki nie jest w nastroju do rozmów. Turkawka obserwowała jak terminatorka wzdycha i wychodzi z legowiska.
***
Nadszedł w końcu ten, z całą pewnością, upragniony dla Cętkowanej Łapy dzień.
- Przysięgam - jej czysty, dźwięczny głos odbił się w całym obozie. Świerkowa Kora napuszył dumnie ogon i postawił na sztorc uszy, jakby chciał powiedzieć "spójrzcie to moja uczennica!". Turkawka zaśmiała się w duchu. Siedziała w wejściu do legowiska medyczek, tuż przy boku Burzowego Futra. Czujnie obserwowała buraskę, która wyprostowała się z dumą i delikatnie podwinęła ogon. Turkawie Skrzydło drgnęła lekko na głos lidera, przedstawiającego imię świeżo upieczonej wojowniczki. Cętkowany Liść... Liść... Liść?! Jak coś związanego z medycyną! Pointka podskoczyła nerwowo i skierowała pyszczek na Borsuczą Gwiazdę. Przywódca uśmiechnął się delikatnie, krzyżując swój wzrok z córką Penelopy. Poczuła dumę i... zakłopotanie? Nie miała jak tego przemyśleć, bo właśnie zjawiła się Cętkowana Ła... Liść. Kocica stanęła niepewnie przed Turkawką, machając nerwowo ogonem.
- Cieszysz się? - jej głos zabrzmiał dziwnie niepewnie. Turkawka przypomniała sobie swój ból, gdy kotka, z którą sama się zaprzyjaźniła, wybrała ścieżkę wojownika, a nie medyczki. Teraz jednak dawna asystentka Burzowego Futra uśmiechnęła się śmiało.
- Oczywiście - zamruczała, z radosnym błyskiem w oczach. - Gratuluję mianowania.
<Cęteł? "Turkawa" jak najbardziej mi odpowiada XD>
25 kwietnia 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Miedzi
Wychodząc po zioła niecodziennie spotyka się kotki, mdlejące pod łapami przypadkowych, klanowych kotków. Turkawie Skrzydło przyjrzała się uważnie znajdce, leżącej na śniegu. Poduszki łapek małej były nieco popękane, zapewne od dalekiej drogi. Pyszczek cały mokry. Asystentka medyczki pochyliła lekko głowę i polizała brodę kociaka. Słony smak tylko upewnił ją o pochodzeniu cieczy. Łzy. Przechyliła lekko głowę. Nie mogła zostawić tak malutkiej kotki, samej na śniegu. Znajdka była niewielka, zgrabna, płowa i najwyraźniej wycieńczona. Do obozu nie było daleko. Niebieskie oczy medyczki błysnęły delikatnie. Jej też ktoś pomógł, gdy leżała sama na śniegu, wiele, wiele księżyców temu. Kilka uderzeń serca myślała intensywnie, w końcu pochyliła głowę i schwyciła małą za skórę na karku. Tak to się zawsze kończy, gdy wychodzi sama po zioła. Poszukiwała pod śniegiem ostatnich liści, ale wszystkie zamarzły przez ujemną temperaturę. Leczniczych roślin nie znalazła, a wraca z czym? Ze znajdką. Wbrew sobie zamruczała cicho i schwyciła koteczkę za skórę na karku. Natychmiast spoważniała i ruszyła do obozu. Oprócz wyziębienia zmęczenia, kotce chyba nic nie groziło... Kulejąc asystentka medyczki przeszła kilka długości lisa. Po każdym takim odcinku robiła trwającą kilka uderzeń serca przerwę. Śnieg utrudniał całą sprawę, do tego miała dodatkowy ciężar w postaci kociaka, w szczękach. Weszła do obozu, zziajana z wysiłku. Odruchowo zaczerwieniła się, czując na sobie wzrok innych kotów i poczuła wielką ulgę, gdy podbiegła do niej Cętkowany Liść. Buraska skierowała zaskoczony wzrok na koteczkę, która zawierciła się niespokojnie, powoli odzyskując przytomność.
- Idź po Borsuczą Gwiazdę - miauknęła zawstydzona pointka, a wojowniczka bez słowa wykonała polecenie. Turkawka ruszyła do swojego legowiska, chcąc jak najszybciej rozgrzać koteczkę.
- Co się dzieje? - Burzowe Futro wstała ze swojego legowiska, zerkając zaskoczona na dawną uczennicę.
- Zemdlała gdy szukałam ziół - objaśniła kocica, kładąc kocię obok starej medyczki. Niebieska otuliła ogonem kociaka, a Turkawka ruszyła pomiędzy stosikami ziół, poszukując tych, które mogłyby się przydać, w oczekiwaniu na przywódcę. Zauważyła, że kotka otwiera oczy, więc podała jej odrobinę macierzanki. - Przełknij to - poprosiła i przysiadła w wejściu, czując jak uchodzi z niej cała energia.
- Idź po Borsuczą Gwiazdę - miauknęła zawstydzona pointka, a wojowniczka bez słowa wykonała polecenie. Turkawka ruszyła do swojego legowiska, chcąc jak najszybciej rozgrzać koteczkę.
- Co się dzieje? - Burzowe Futro wstała ze swojego legowiska, zerkając zaskoczona na dawną uczennicę.
- Zemdlała gdy szukałam ziół - objaśniła kocica, kładąc kocię obok starej medyczki. Niebieska otuliła ogonem kociaka, a Turkawka ruszyła pomiędzy stosikami ziół, poszukując tych, które mogłyby się przydać, w oczekiwaniu na przywódcę. Zauważyła, że kotka otwiera oczy, więc podała jej odrobinę macierzanki. - Przełknij to - poprosiła i przysiadła w wejściu, czując jak uchodzi z niej cała energia.
<Miedź?^^>
24 kwietnia 2019
Od Turkawiego Skrzydła CD Cętkowanej Łapy
Starała się to załatwić jak najszybciej. Nie chciała zostawiać Cętki na granicy, nie dłużej jak na kilkaset uderzeń serca. Niestety, niesprawna noga skutecznie jej to utrudniała. Terytorium Klanu Nocy, nie było tak płaskie jak na przykład wrzosowiska Klanu Burzy. Kocica kulejąc, posuwała się na przód z prędkością ślimaka. Gdy w końcu zatrzymała się przed niedużym nasypem z ziołami, słońce stało już wysoko. Ostrożnie, niemal z namaszczeniem zrywała łodyżki epimedium, nie chcąc uszkodzić owalnych liści. Przeżuła ich kilka, po czym przełknęła, złapała resztę i skierowała się w drogę powrotną. Gdy dochodziła do granicy z Klanem Wilka było już naprawdę późno. Wysunęła się spomiędzy liści i poczuła miękkie uderzenie w bark. Cętkowana Łapa szybko pozbierała się i wstała, zamiatając nerwowo ogonem.
- To tylko ja - mruknęła Turkawka i przesunęła uspokajająco łapą po nodze kotki. Buraska prychnęła niezadowolona i zaczęła otrzepywać sierść z trawy.
- Już miałam iść i cię szukać - fuknęła z niechęcią i przejęła część ziół od asystentki medyczki. Turkawie Skrzydło przekrzywiła głowę. To było naprawdę miłe i... urocze? Nie wiedząc co zrobić zamruczała niepewnie i machnęła ogonem.
***
(dzień po zgromadzeniu)
Pod pretekstem przechadzki Turkawka wyrwała Cętkowaną Łapę z obozu. Śnieg zalegał już po obu stronach ścieżki. Dawna uczennica Burzowego Futra wstrząsnęła się ze wstrętem. Było zimno mokro i bardzo nieprzyjemnie. Pointka musiała odbyć z dawną znajdką poważną rozmowę. Zatrzymały się na niewielkiej polance z dala obozu. Turkawka gestem wskazała córce Burki miejsce na ziemi, sama zaś stanęła, unosząc wysoko ogon.
- A więc Cętko. Czy pamiętasz tych młodzieńców ze zgromadzenia?
- Z Klanu Nocy?
- Tak.
Terminatorka pomimo zimna rozprostowała gwałtownie ogon, a jej uszy stały się czerwone. Turkawie Skrzydło zauważyła, że sama ma ten sam problem. Było jej wstyd, że osaczyła jakichś niczego (???) winnych uczniów. I to na zgromadzeniu, gdzie miał panować rozejm! Przeprowadziła im również pogadankę normująca ich chamskie zachowanie, sama nie mając pojęcia o co w ogóle chodzi. Tak Szakłakowa i Żółwia Łapa zapamiętają ten moment na długo...
- Młoda damo - kocica mrugnęła do dawnej podopiecznej, siadając na ziemi i owijając łapy ogonem - zechcesz mi zdradzić o co chodziło?
- To tylko ja - mruknęła Turkawka i przesunęła uspokajająco łapą po nodze kotki. Buraska prychnęła niezadowolona i zaczęła otrzepywać sierść z trawy.
- Już miałam iść i cię szukać - fuknęła z niechęcią i przejęła część ziół od asystentki medyczki. Turkawie Skrzydło przekrzywiła głowę. To było naprawdę miłe i... urocze? Nie wiedząc co zrobić zamruczała niepewnie i machnęła ogonem.
***
(dzień po zgromadzeniu)
Pod pretekstem przechadzki Turkawka wyrwała Cętkowaną Łapę z obozu. Śnieg zalegał już po obu stronach ścieżki. Dawna uczennica Burzowego Futra wstrząsnęła się ze wstrętem. Było zimno mokro i bardzo nieprzyjemnie. Pointka musiała odbyć z dawną znajdką poważną rozmowę. Zatrzymały się na niewielkiej polance z dala obozu. Turkawka gestem wskazała córce Burki miejsce na ziemi, sama zaś stanęła, unosząc wysoko ogon.
- A więc Cętko. Czy pamiętasz tych młodzieńców ze zgromadzenia?
- Z Klanu Nocy?
- Tak.
Terminatorka pomimo zimna rozprostowała gwałtownie ogon, a jej uszy stały się czerwone. Turkawie Skrzydło zauważyła, że sama ma ten sam problem. Było jej wstyd, że osaczyła jakichś niczego (???) winnych uczniów. I to na zgromadzeniu, gdzie miał panować rozejm! Przeprowadziła im również pogadankę normująca ich chamskie zachowanie, sama nie mając pojęcia o co w ogóle chodzi. Tak Szakłakowa i Żółwia Łapa zapamiętają ten moment na długo...
- Młoda damo - kocica mrugnęła do dawnej podopiecznej, siadając na ziemi i owijając łapy ogonem - zechcesz mi zdradzić o co chodziło?
<Cętuś^^>
Subskrybuj:
Posty (Atom)