Pointka wzruszyła ramionami, wstając i kierując się do wyjścia z legowiska medyka. Jednocześnie, wciąż rozmyślała o reakcji Złocistej Rzeki. Ucieszyła się, czy nie? Turkawka zdecydowanie nie należała do kotek, które chciałyby takowe kocięta posiadać, i które opowiadały przy dzieleniu się językami, o opiece nad młodymi pędrakami. Nie byłoby to przesadnie intrygujące, wręcz nudne. Poza tym córka Biegnącego Strumienia nie bez powodu wybrała swoją profesję. Spopielenia Paproć miękko stawiała łapy, tuż obok nierównego chodu asystentki medyczki. Po kilkunastu uderzeniach serca stanęły w wejściu do żłobka, wdychając ciepłe, przesycone zapachem mleka, powietrze. Na szczęście Turkawiego Skrzydła, Świetlik, Owocek i reszta kociaków, opuściła to miejsce, wybierając się na spacer. Czekoladowa, naprawdę odetchnęła z ulgą, w duchu ciesząc się z takiego obrotu sprawy. Przynajmniej nie musiała odpowiadać na pytania grzdyli o to kim jest, co tu robi i dlaczego ostatnio wybiegła tak bez pożegnania. Córka Borsuczej Gwiazdy upuściła na ziemię naręcze mchu i wyprostowała ogon. Turkawka wprawnym ruchem, wskazała jej jak należy rozścielić miękkie porosty i ułożyć z nich ciepłe, wygodne posłania. We dwójkę uwinęły się znacznie szybciej niż niebieskooka myślała, po czym obie wygłodniałe kocice, ruszyły by coś zjeść.
***
Turkawka przesunęła nieco bliżej kupkę szałwii, jednocześnie pozwalając się bawić Miedzi, swoim puchatym, długim ogonem. Malutka koteczka z niewyjaśnionych przyczyn wymknęła się ze żłobka, by nieco ponękać asystentkę medyczki.
- No, proszę, proszę! Turkawka powoli staje się zastępczą mamą dla zagubionych znajdek! Idzie ci w tym coraz lepiej!
Spopielona Paproć radośnie wparowała do środka, zniżając głowę i dotykając lekko barku Miedzi, która pisnęła radośnie. Końcówki uszu Turkawiego Skrzydła stały się czerwone. Sama medyczka wypuściła głośno powietrze, wyrywając ogon spomiędzy ząbków kotki.
- Sama przyszła - warknęła i wyprostowała się. - Tak właściwie, to... potrzebuję rady...
- Ode mnie? - niebieska przysiadła na ziemi, zamiatając ogonem wyściółkę. - Zamieniam się w słuch.
- No, bo... Chodzi o to, że... Że chodzi o to...
- Wyduś to z siebie - pisnęła radośnie, mała koteczka, a wojowniczka zerknęła na nią ze zdziwieniem. Turkawka stuliła nieco uszy.
- Nie powinnaś się mieszać w sprawy, które cię nie dotyczą, i o których nie masz pojęcia, mysi móżdżku - warknęła, ale po chwili uspokoiła się nieco. - Poza tym zrobiło się już późno i uważam, że musisz już wracać do żłobka. Pa pa! - zamruczała, wypychając Miedź na zewnątrz.
Tym sposobem zostały same i córka Odyseusza, wzięła głębszy oddech.
- Wiesz... mamy bardzo napięte stosunki z Klanem Klifu i w ogóle... - zaczęła nieco niezręcznie.
Zielone oczy Spopiół rozszerzyły się nieznacznie.
- I uważam, że powinnam przejść jakieś szkolenie, żeby wam pomóc. No wiesz... Nie walczyłabym tak wprost, ale gdyby coś... w ostateczności... - zacięła się i pokręciła głową, tracąc wiarę we własne możliwości. - Jasne znam kodeks, ale... Nie, to głupie, co ja sobie myślałam?! Z tą łapą?!
Stuliła uszy i spuściła wzrok na ziemię, czekając na reakcję wojowniczki.
<Spopiołku?^^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz