BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lavik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lavik. Pokaż wszystkie posty

17 sierpnia 2018

Od Lavika

Czereśnia rosła w oczach, nawet, jeśli widywał ją tylko co kilka dni. Jej brzuszek - brzuszek, noszący ich dzieci - stawał się powoli podobny do jednej z wielu kolorowych piłeczek, jakie miała Ellie. Lavik trochę się obawiał, że kiedy dziewczynka zobaczy jego ukochaną w takim stanie, zapragnie zatrzymać ją w domu. Jeśli czegoś się nauczył o kociętach dwunożnych, to między innymi tego, że uwielbiają małe kotki. Duże też, ale trochę mniej. (Chociaż jego Ellie zawsze uwielbiała go tak samo, a czasem miał wrażenie, że danego dnia uwielbia go jeszcze bardziej, niż poprzedniego. Było mu z tego powodu trochę przykro, bo przecież był do niczego). Dotychczas jednak żaden taki incydent nie miał miejsca, gdy partnerka witała do ich gniazda. Lavik zauważył raz, że nie ma jej od dłuższego czasu i trochę (bardzo, bardzo, bardzo) się wtedy martwił, ale kiedy łaciata ponownie wróciła, powiedziała mu, że nareszcie odnalazła swojego kuzyna, Srebrnego (a raczej Srebrne Poroże, bo właśnie tak się teraz nazywał). Opowiedziała mu, że van nie jest jednak taki super, jak myślała za kociaka, ale jest spoko. Mieszka teraz w Klanie Nocy, ze swoją fajną, ciężarną “siostrzyczką”, Żwirką. Powiedziała mu także, że zjadła świeżą rybę i jej smaku nigdy nie zapomni. Lavika bardzo to ucieszyło, a jeszcze bardziej cieszył go uśmiech na pyszczku towarzyszki. Zawsze czuł w sercu błogie ciepło, kiedy tylko Czereśnia była szczęśliwa. Był pewien, że dobrze wychowa ich kociaki. Że razem wychowają je na wesołe, kochane istotki. Nie wiedział jeszcze jakie, ani ile ich będzie, był jednak pewien, że dołoży wszelkich starań, aby czuły się przy nim bezpiecznie. W końcu, był ich ojcem.
On, Lavik, przegryw bojący się własnego cienia, miał zostać ojcem. Szczęśliwym ojcem u boku ukochanej kocicy. Świat nie mógł być bardziej surrealistyczny.
Leżeli wtuleni w siebie, skrywając się w cieniu krzewu, znajdującego się w jego ogródku. Nawet tutaj słońcu zdarzało się raz po raz buchać ciepłem na ich ciemne grzbiety, w gruncie rzeczy było to jednak przyjemne. Czereśnia ziewnęła, opierając głowę na jego szyi.
— Wiesz… — mruknęła cicho w kierunku jego ucha — niedługo nie będę mogła już tutaj przychodzić.
Oczywiście, że wiedział, że będą musieli ograniczyć swoje spotkania. Kocięta powoli zaczynały dawać jej się w znaki, z każdym kolejnym wschodem słońca. Powinna zacząć już myśleć o odpoczynku i powolnym wyczekiwaniu narodzin ich potomstwa.
Nie umiał sobie tego wyobrazić. Że kolejnych kilka księżyców ma spędzić bez niej. To aż zabawne, że on, odludek jakich mało, zamierzał tęsknić za bliskością innego kota. Za szorstkim języczkiem, gładzącym jego rzadkie futerko i wesołymi, pełnymi życia zielonymi ślepiami, w których zawsze połyskiwał ten niezwykły blask. Jednak na pewno nie był mile widziany w Klanie Lisa. Miejscowi rozgnietliby go jednym ruchem łapy i zdawał sobie z tego sprawę bez najmniejszego problemu. Był słabym, małym piecuchem, podczas gdy oni byli (względnie) dzicy.  
— T-tak. — Powoli pokiwał głową. Pyszczek partnerki przez moment przejechał po jego karku, powodując milusie uczucie. Uśmiechnął się, aby powoli obrócić łeb w jej kierunku i obdarzyć córkę Srebra czułym spojrzeniem.
— Pomyślałam sobie, że przez ten czas musisz wiedzieć, co się ze mną dzieje. — Wyszczerzyła ząbki. — Dlatego poproszę Płomykówkę, by co trzy zachody słońca się z tobą spotykała i mówiła, co i jak. Co ty na to?
Całkiem nieźle to wymyśliła. Raz czy dwa widział jej siostrę i nie czuł jakiegoś wielkiego oporu, co do rozmów z nią. Była w porządku, chociaż nie tak Czadowa, jak Czereśnia. Jedna rzecz mu jednak nie pasowała.
— T-tutaj? — Niepewnie spojrzał w kierunku swojego gniazda. — P-Płomykówka ma p-przychodzić… Tutaj?
Czereśnia zaśmiała się.
— A czemu nie? — zapytała — W końcu ja ciągle tutaj przychodzę.
Lavik pokręcił głową.
— B-Będę ojcem — oznajmił na tyle stanowczo, na ile umiał — t-to ja powinienem się f-fatygować w wa-waszym k-kierunku.
Jego partnerka uśmiechnęła się, słysząc to. Ponownie wyszczerzyła ząbki, a zaraz po tym odpowiedziała mu.
— W takim razie możesz spotykać się z Płomykówką tam, gdzie poznałam cię z moją rodziną.
Na tę wersję wydarzeń oboje przystali.

~*~

On i Płomykówka odbyli już kilka takich spotkań informacyjnych. Zazwyczaj siostra jego wybranki mówiła mu z szerokim uśmiechem na pyszczku, że u Czereśni wszystko gra, dużo o nim mówi i nie może się doczekać ich kociąt. Lavik zawsze kazał przekazać łaciatej, że bardzo ją kocha i również czeka w niecierpliwości. Czekał z zapartym tchem na dzieci, których nigdy nie zobaczy. Których nie dotknie pyszczkiem i nie powie im, jak bardzo przypominają członków jego rodziny, albo, że są śliczne po mamusi. Jednak czy on mógł to wiedzieć?
Polubił Płomykówkę. Była podobnie wesoła, co Czereśnia i nigdy nie narzekała na jego jąkanie. Zawsze też czekała, aż przejdzie na drugą stronę ulicy, nim znikała we własnym kierunku. Kocura bardzo cieszyło, że ukochana ma przy sobie tak wspaniałą, opiekuńczą rodzinę. Tego dnia również się tam wybierał. Ellie położyła się już spać i Lavik przez moment leżał przy niej, obserwując jak jej klatka piersiowa upada i podnosi się, upada, podnosi się i tak w kółko. Liznął swoją panią w policzek i zeskoczył z łóżka na puchaty, fioletowy dywan, który starsza dwunożna niedawno przyniósł do jej leża. Lavik bardzo lubił tarzać się w nim. To było tak, jakby ten dywan go pieścił. Będzie musiał go kiedyś pokazać Czereśni, zachwyci się!
Teraz jednak nie trwonił czasu na zabawy w dywanie. Wyszedł z pokoju i wydostał się z gniazda przez okno, aby następnie o tyle szybko, o ile mógł pokierować się do lasu. Nocne ptaki pohukiwały i Lavi miał nadzieję, że nie wezmą go za żadnego przerośniętego gryzonia, czy coś w tym stylu. Mimo że właściciele zawsze dobrze go żywili, zachował swoją drobną, pierdołowatą budowę. Coraz to większymi krokami zbliżała się Pora Opadających Liści i kocur odczuwał to na swoim krótkim, brzydkim futerku. Dotychczas ciepłe noce stawały się z wycieczki na wycieczkę coraz to zimniejsze, kocura jednak wcale ten fakt nie zrażał. Musiał wiedzieć, co słychać u Czereśni. Doszedł już na miejsce, gdzie musiał przeprawiać się przez Drogę Grzmotu. Jak zawsze na moment przystanął, usłyszał jednak za sobą szczekanie. Dość blisko.
Nie odważył się, aby spojrzeć za siebie, zamiast tego wybrnął do przodu, nie oglądając się na boki. Błąd.
Zobaczył po drugiej stronie sylwetkę Płomykówki, której mina wyrażała jawne przerażenie. Chyba coś krzyczała, ale nie był pewny, zagłuszał to ogromny łoskot dudniący z jego lewej strony. Strumień światła owiał jego ciało, oślepiając go na moment, a z gardła pędzącego nań potwora wydobył się pisk.
Gardła. Czy potwory mają gardło?
Tyle zdążył pomyśleć, nim jego ciało wsunęło się pod ogromną łapę, która wykręciła nim w chyba każdym możliwym kierunku, grając przy tym orkiestrę z pomocą łamanych kości.
Czuł ból tylko przez chwilę. Później nadeszło ciepło. Nieznane mu dotąd, inne, niż ciepło jego ukochanej, czy to, które dawały mu Biełka lub Ellie. To ciepło było na swój sposób chłodne.
Dziwne.
Obce.
A kiedy ono minęło, nie było już nic.

< No, to tak się kończy ta historia. Muszę przyznać, że pokochałam moje smutne bubu. Dziękuję wszystkim za sesyjki i miłe słowa i do zobaczenia w innych opowiadaniach :3 >

05 sierpnia 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Kocur zastygł w bezruchu, słysząc słowa swojej wybranki. Ciąża. Cią-ża. Ciąąąąża. Cią-ża... to słowo w różnych odsłonach świdrowało w jego głowie. Wygrywało nieznane mu melodie i tańczyło  zagadkowe tańce, przeskakując z komórki na komórkę. Czereśnia. Była. W. Ciąży. Z. Nim.
On coś spłodził.
I teraz to siedzi w niej.
A co, jeśli pierdołowatość tej istoty siedzącej w niej przełoży się na nią?!
W jego gardle zawrzała panika, której nijak umiał wydobyć. Całe jego ciało drżało. Niech to. Niech to! Teraz, przez niego, właśnie przez niego, w Czereśni pływa sobie coś, co ma jego okropne geny. Czy właśnie zniszczył życie kilku nienarodzonym kulką?!
— Laviku? — Czereśnia uroczo przechyliła swoją śliczną główkę — powiedz coś. Przerażasz mnie.
Lavik spuścił wzrok, zawstydzony swoim zachowaniem. Znowu to robił. Znowu milczał. Jaki niby był cel jego durnego milczenia? Chciał czemuś tym zapobiec?
— P-p-p-przepraszam, Cze-cze-cze-czereśnio — wyszeptał cicho — t-to mo-moja wi-wina.
Policzki jego ukochanej nadęły się, a ona sama uderzyła go łapką w pierś. Nie było to mocne uderzenie. Nawet nie prasnięcie. Bardziej takie, które matka dyskretnie daje dziecku, kiedy robi jej wstyd.
— Laviku! — zirytowała się — Przestań tak mówić! — Jej wzrok był bardzo poważny. Kocurek ponownie zastygł. — To bardzo wcześnie, na kocięta, fakt, ale cieszę się, że są właśnie twoje, wiesz? Nie wyobrażam sobie nikogo innego na tym miejscu.
Lavik westchnął ciężko, chociaż w jego serduszku zabuzowało przyjemne ciepełko, na słowa kocicy. Zawsze je czuł, kiedy mówiła w ten sposób. Jej głos zdawał się łagodzić jego zbolałe myśli za każdym razem, kiedy delikatnie wpełzał do jego uszu. To było dziwne. Nigdy nie czuł czegoś podobnego. Czegoś tak niezwykle przyjemnego w stosunku do drugiej osoby. Oczywiście, całym sercem kochał swoją dawną rodzinę, Ellie i Biełkę, jednak to nie był ten rodzaj miłości. Całe jego ciało podpowiadało mu, że Czereśnia jest inna.
— A-ale... T-ty m-mieszkasz t-t-tam, a-a j-ja... — Spojrzał na swoje łapy, ponownie zawstydzony. Czereśnia delikatnie potrąciła partnera główką.
— I co z tego? Będę im o tobie mówić, dobrze? Powiem im, jakiego mają czadowego ojca i jakie on ma fajne okno! A kiedy będą już same chodzić, poznam je z tobą, wiesz? Jestem pewna, że cię pokochają.
Lavik uśmiechnął się delikatnie.
— Zro-zrobię wszystko, aby tak by-było — obiecał, stykając ze sobą ich noski. Czereśnia uśmiechnęła się, słysząc te słowa. Nareszcie się wyluzował. Lavikowi jednak przeszła przez myśl jedna istotna rzecz. Skoro stało się coś, czego nigdy nie oczekiwał... skoro będzie miał dzieci... jest coś, czego by pragnął.
— A-ale Cze-czereśnio... — pociągnął, odsuwając się lekko — z u-uwagi n-na to... t-to chy-chyba od-odpowiednia po-pora, a-abym p-powiedział c-ci... n-no wiesz...
Czereśnia spojrzała na swojego partnera, potakując. Od dawna zastanawiała ją ta tajemnica, chociaż starała się nie naciskać na kocura. Od zawsze chciała poznać jego przeszłość.

~*~

Pewnie cię to zdziwi, ale urodziłem się w dziczy. (Poważnie?! Ale super! Mieliście stodołę?) Proszę, nie przerywaj mi. Boję się, że jak przerwę, nie wykrzesam z siebie tego do końca. (Czereśnia uśmiechnęła się ciepło i kiwnęła głową.) Moja rodzina... mieszkała na dziwnym terytorium. Wokół grasowały koty, które zjadały inne koty. Mama zawsze chciała się przenieść, jednak jej łapy... cóż, były w opłakanym stanie. Była za słaba, aby uciekać, a my nie umieliśmy jej zostawić. No właśnie - my. Miałem całkiem spore rodzeństwo, wiesz? Niestety, mama zawsze miała problem, aby nas wykarmić. Z mojego miotu byli Krecik i Wiewiórka. Mój brat zawsze pokonywał mnie w zabawach, a siostra była nieśmiała i urocza, acz kiedy się denerwowała, lepiej było do niej nie podchodzić. No, był też ktoś jeszcze. Ktoś najważniejszy. Moja idolka. Ważka była z poprzedniego miotu naszej mamy. Miała piękne, złociste futerko, a sama zawsze śmiała się i patrzyła w przód. Zawsze o nas dbała. Kiedyś wspominała o naszym zmarłym braciszku, Maku. Twierdziła, że porywał się na głęboką wodę. Było nam ciężko, ale bardzo się kochaliśmy. Czasami towarzyszyłem Ważce w polowaniach. To ona musiała wykarmić nas wszystkich i naszą mamę, niezdolną do polowań. Dlatego też jestem teraz taki mizerny, sama nie dawała sobie z tym rady. Miałem nadzieję, że kiedy podrosnę, będę mógł jej pomóc. Wybierałem się często na polowania razem z nią. 
Tego dnia zresztą też.
Zaatakował nas jeden z nich. Ważka chwyciła mnie w zęby i zaczęła uciekać. Naszym jedynym ratunkiem była droga grzmotu, za którą moglibyśmy ją zgubić, to też właśnie tam brnęliśmy. Nie było czasu, aby się rozejrzeć. Usłyszeliśmy tylko ryk potwora, nim Ważka wyrzuciła mnie przed siebie. Kiedy się obróciłem, napastnik był po drugiej stronie, a ona już nie żyła. Nie wiem, jak długo kwiczałem w miejscu, niezdolny do ruchu. Po jakimś czasie dwunożni po prostu mnie stamtąd zabrali.

~*~

Oczywiście, cała ta historia wypowiedziana była z licznymi zacinkami, Czereśnia jednak cierpliwie słuchała. Już miała coś powiedzieć, kiedy jej partner otworzył usta.
— Dla-dlatego t-t-też... chciał-chciałbym cię po-pop-popprosić... je-jeśli u-urodzi nam się có-córeczka... na-nazwij ją W-ważką — powiedział, patrząc na swoje łapy — n-nigdy n-nie m-mogłem jej po-podziękować... — mruknął, uśmiechając się smutno. Nie było jednak tak, jak sobie to wyobrażał. Nie trząsł się. Nie płakał. Przeciwnie.
Czuł się bezpiecznie, dzieląc się tą historią z zaufaną mu osobą.

<Kochanie? :v>

29 lipca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

To było ostatnie, czego spodziewał się kiedykolwiek usłyszeć od kogokolwiek. Kochać? Jego? Lavik nie był nikim szczególnym. Właściwie, był nikim. Był brzydki, chudy i niezgrabny. Nie potrafił w całości wypowiedzieć zdania. Dlaczego niby on miał by stać się obiektem uczuć Czereśni? Właśnie on, kiedy w klanie ma na pewno i wiele więcej przystojniejszych, charyzmatyczniejszych i ciekawskich kocurów. Tak wspaniała kotka, jak Czereśnia, na pewno nie mogła odpędzić się od adoratorów. Miała tyle lepszych opcji. Dlaczego więc proponuje związek nieudacznikowi?
Nie rozumiał. Nie rozumiał, jak można kochać kogoś takiego, jak on. Kogoś, kto był chyba najbardziej poronionym pomysłem całego wszechświata. Czy to w ogóle możliwie?
Po plecach kocura przebiegł dreszcz. A może się zgrywa? Żartuje sobie z jego i jego uczuć? Nie. Czereśnia nigdy by tego nie zrobiła. To wspaniała, miła i tolerancyjna kotka. Czasem miał wrażenie, że rylko ona jedna na tym świecie go rozumie. Że tylko ona akceptuje jego pokraczną, okropną osobę. Może i lubiła sobie żartować, ale nie zażartowałaby, aby go skrzywdzić.
Mimo to, cała jego ciało się trzęsło, a on sam nie mógł nad tym zapanować. Miał tyle pytań, ale kiedy otwierał usta, znikały. Jego usta chciały powiedzieć tylko trzy słowa, nic więcej. Ile by się Lavik nie starał, nie był w stanie wydusić z siebie żadnych dodatkowych linijek tekstu. Żadnych kolejnych dźwięków. Tylko to. Czuł, że może powiedzieć tylko to.
Ale czy naprawdę chce? A co ważniejsze, czy ona tego chce? Czy nie będzie żałować, jeśli wejdzie w związek z nim? On jej się na nic nie przyda. Jest bezużyteczny i powinien umrzeć. Jest zbyt czadowa dla niego.
Powoli uniósł wzrok, patrząc w jej zielone oczy. Dostrzegał w nich napięcie. Oczekiwanie. Ciepło. Bardzo dużo ciepła. Jego brązowe tęczówki zabłysły, szkląc się. Chciała tego.
Był pewny, że tego chciała.
Tak samo bardzo, jak on.
— J-ja... — Jego pysk powoli się otworzył, bąkając niepewne słowo, aby zaraz się zamknąć. Kocur głośno przełknął ślinę. — Ja c-c-cieb-b-b-b-bie t-te-te-te-też — powiedział.
Koteczka przez moment zdawała się zastanawiać, czy usłyszała to, co usłyszała. Faktycznie słowa Lavika nie były łatwe do odczytania. Zaraz jednak skoczyła na niego, przygważdżając zaskoczonego kocura do podłoża, aby po chwili zachichotać mu do ucha.
— Tak się cieszę, Laviku — westchnęła.
Cieszyć się. Tak. On chyba też to czuł. Oprócz paru łez przerażenia, wędrujących leniwie po futerku pod jego oczami czuł coś, czego nie znał? Czy to właśnie była ta słynna radość? W jego serduszku buzowało od mieszaniny ciepełkani ekscytacji. Czuł je całym sobą.
Poczuł także szorstki, różowy języczek, który zlizał łzę z jego policzka.
I wtedy to się stało.
Zachichotał.
Lavik zachichotał.

< Czereśnio? Lareśnia confired :3 >

13 lipca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Miał mieszane uczucia, chociaż przeważały te przyjemne.
Oto bowiem mięciutka, łaciata kulka, spała, wtulona w jego bok. Zupełnie tak (co jest oczywistym fałszem) jakby przy nim nic złego nie mogło się jej przytrafić. Jakby ten chudy, brzydki kocur mógł ją obronić przed złem tego świata. To było dziwne. Czuć na sobie ciepło innego kota. Kiedy ostatnio je czuł? Dziesięć księżyców temu? Piętnaście?
Czereśnia była jednak inna. Nie była nikim z jego małej, smutnej rodzinki. Nie była też Biełką, która w jakimś sensie również przypominała bardziej kogoś z rodziny, niż przyjaciela. Uczennica miała swój dom. Swoją rodzinę. Przychodziła do niego z własnej, nieprzymuszonej woli. Mimo tego,  że Lavik był... Lavikiem. Czasami myślał, że bycie nim to właśnie największa obelga. Że on jest okrutny, zły i powinien przepaść. Jest tylko bezwartościowym śmieciem, zabrudzającym ten świat. A jednak. Ona chciała z nim przebywać. Tak wesoła, kochana kluseczka tuliła się jakby nigdy nic do jego boku.
Mruknął cicho, kładąc swój łebek na jej szyi. Gdzieś na dnie serca chciał, aby ta chwila trwała wiecznie.

~*~

Wesoły pisk Ellie obudził go. Wszędzie by ją rozpoznał. Jego dwunożna zaczęła robić zdjęcia jemu i jego przyjaciółce, patrząc na nich z rozczuleniem. Lavik zmrużył oczka, nie wiedząc, po co atakuje go tym fleszem. Uwielbiał Ellie. Była dla niego najważniejsza. Mimo to, czasami zwyczajnie jej nie rozumiał. Przeszkadzało jej to, że Czereśnia tu była i dlatego im świeciła?
Głowa jego przyjaciółki poruszyła się na prawo i lewo, a sama kotka powoli podniosła się do siadu.
— Dzień dobry, Laviku — mruknęła wesoło — zaczynamy kolejny, Czadowy dzień!
Lavik uniósł nieznacznie wargi, słysząc to.
— Cz-cz-cześć, Cze-czereśnio — wydukał ciepło. Koteczka spojrzała na Ellie.
— Co robi twoja dwunożna? — zdziwiła się. Bury poruszył niepewnie ogonem.
— N-nie wiem... — przyznał. Bał się trochę, że Ellie będzie chciała, aby kotka tutaj została. Może gdzieś w głębi duszy sam by tego chciał, wiedział jednak, że Czereśnia nie może. Jest szczęśliwa żyjąc tam, gdzie żyje.

<Czereśnio?>

27 czerwca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Lavik drgnął zdziwiony. Dlaczego miałby nie chcieć spotykać się z Czereśnią? Była bardzo w porządku kotką i lubił ją. Ba, specjalnie dla niej zmusił się do r o z m o w y z innymi kotami, a to już coś znaczyło!
A może... może źle wypadł i chciała się go teraz delikatnie pozbyć? Powinien jej to ułatwić? Ale przecież sama powiedziała, że ta rozmowa nie ma znaczenia. Że chce tylko, aby poznał jej rodzinę. Może powinien się trochę uspokoić?
Jednak przede wszystkim, winien jej jest odpowiedź. W końcu sam doskonale wiedział, jak okropne jest czekanie w niepewności. Jego całe życie było niepewnym oczekiwaniem na śmierć, która wcale nie chciała nadejść. Chociaż może ostatnio oczekiwał jej troszeczkę mniej?
— O-oczywiście, ż-że chcę się z t-tobą s-spotykać — powiedział, starając się nabrać w miarę pewny ton głosu — prze-przecież sa-sama mówiłaś, że to zapoznanie nic nie zmie-zmieni.
Czereśnia spojrzała nań, zdziwiona. Tak, dokładnie tak mówiła. Między nimi pozostanie tak samo, niezależnie od tego, jak wypadnie Lavik. Między nimi pozostanie tak samo, niezależnie od tego, jak wypadnie rodzina Czereśni.
Kocica uśmiechnęła się lekko.
— Więc mówisz, że w tym wypadku panuje równouprawnienie, he? — zaśmiała się niezręcznie. Lavik uśmiechnął się nieznacznie, kiwając głową.
— Z-zdecydowanie t-tak.
Kolejna przeprawa przez Drogę Grzmotu nie była aż taka trudna. Przyjaciołom udało się bezpiecznie ominąć potwory i w jednym kawałku trafić na drugą stronę. Wbrew pozorom, ten wielki krok w życiu Lavika, to wyjście poza bezpieczny domek, nie był aż tak traumatyczny. Mogło być przecież o wiele gorzej. Chociaż właściwie, to buras nie miał pojęcia, jak było.
I tutaj jest pies pogrzebany. Jak mógł wiedzieć, czy nic nie spartaczył, nie znając opinii? Westchnął cichutko, stawiając kolejne kroki.
— Cz-czereśnio... — Kotka spojrzała nań pytająco, a buro-biały nieomal podskoczył, widząc, jak skupia swoją uwagę wyłącznie na nim. Było to stresujące, ale za razem niezwykle przyjemne uczucie. Dziwne. — Myślisz, że b-bardzo, b-bardzo ź-źle wypadłem? — zapytał, kuląc uszy, aby chociaż odrobinę mniej uderzyły go słowa, jakie miał usłyszeć. Bo przecież nie mógł wypaść dobrze.
Nie on.

<Czeru? Wybacz za takie gniotajło, zamulam ostatnio D: >

24 czerwca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Gdyby miał zwiewać, to byłby najodpowiedniejszy moment. Myk, no i tyle, nie ma go. Lavik jednak wiedział, ze teraz nie może się wycofać. Podjął decyzję, jak prawdziwy kocur, musi więc stawić jej czoła. Zastanawiał się, czy jego futro wygląda w porządku. Och, może powinien się wyprostować? Na pewno się teraz garbi! Niczym struna rozprostował plecy, czując, jak coś mu tam strzyka. Skrzywił się. Jak dawno temu był w takiej pozycji? Chyba sam już nie pamiętał. Był jednak przekonany, że swojego garba już się nie pozbędzie, jak bardzo by się nie starał. To zostanie z nim na zawsze.
Jego oczy powędrowały w ślad za Czereśnią. A jeśli go wystawiła? Czemu miałaby być dla niego miła? Uciekł jej. Po raz kolejny. Zachował się, jak ostatni... (jak ona to mówiła?) mysi bobek! Czemu chciałaby, aby jej rodzina poznawała mysiego bobka? Czekał, czekał, a z każdą chwilą czuł, że zaraz puszczą mu nerwy. Jeszcze moment, uderzenie serca, a zwariuje. Wtem jednak dojrzał czarno-białą kotkę, idącą wraz z dwiema innymi przedstawicielkami jego gatunku. Bez cienia wątpliwości były to samice, jedna w wieku Czereśni, a druga - starsza.
Rówieśniczka jego przyjaciółki miała ładne, biało-płowe futro. Znaczenia na jej pyszczku nadawały jej swoistego uroku i ożywiały niebieskie oczy. Lavik mógł bez cienia wątpliwości stwierdzić, że ta istota ma tyle samo energii, co jej siostra, nawet jeśli nie zamienił z nią jeszcze ni słowa.
Niebieska kocica, krocząca obok nich, prezentowała się o wiele poważniej, chociaż na jej pyszczku spoczywał miły uśmiech. Gdyby pieszczoszek miał ją porównywać z poprzedniczką, jedynym podobieństwem, jakie by znalazł, byłyby ślepia, które najwidoczniej odziedziczyła właśnie po niej. Czereśnia wyszeptała mu na uszko kojące słowa, aby następnie począć przedstawiać swoje towarzyszki. Nim jednak dobrze zaprezentowała starszą z przybyłych, ta skoczyła na burego, przygważdżając go do chłodnej ziemi.
— No cześć — powiedziała przyjaźnie, pochylając się nad nim — chcesz zostać ojcem moich dzieci?
Lavik pisnął, nie wiedząc, co zrobić. Jak to, ojcem jej dzieci? Niby skąd? Przecież Czereśnia to jego przyjaciółka, nie może zostać jej ojcem. Nie po to tutaj przyszedł!
A może właśnie tak myślała kocica? Że zostanie jej tatą? Zatrząsł się, na samą myśl. To nie możliwe!
— Mamo! — warknęła zła kotka — zejdź z Lavika, ale już!
Rodzicielka zielonookiej zaśmiała się, po czym zeszła z gościa z gracją, siadając przed nim.
— No już, tylko żartowałam — powiedziała pogodnie, po czym dodała, ciszej — zostawię cię mojej córce. Chyba, że jesteś niemy. Nie jestem pewna, czy widzi mi się niemy zięć. — Puściła mu oczko, dając sygnał, że tylko sobie żartuje. Lavik poruszył się niespokojnie.
— Dz-dzień dobry — powitał kotki, starając się nie brzmieć płochliwie.
— Oj już nie bądź taki poważny — zachichotała Płomykówka — nie codziennie witam partnerów mojej siostry, ale nie trzeba z tego czynić oficjalnej okazji?
— Partnerów? — zapytali zdziwieni, niemalże równocześnie. Różnica była jedynie taka, że Lavik zaciął się przy literce "P".

< Czereśnio? ^^ >

21 czerwca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Zamarł. Zamarł, a zimno oplotło go z taką gwałtownością, jak jeszcze nigdy wcześniej. Od czubka uszu, aż po koniuszki pazurów przeszedł przezeń mroźny powiew. On? Spotkać się z rodziną Czereśni? O nie, nie, nie! To nie możliwe! Wykluczone!
Co by pomyślały dzikie koty widząc takie chucherko, jak on? Na pewno miałyby z niego nie lada polewkę. Och, tak. Zresztą, ile by ich było? Trójka? Czwórka? Buras uświadomił sobie, że od czasów swojego zamieszkania u dwunogów nie rozmawiał więcej, niż z jednym kotem na raz. Będzie musiał podzielić swoją uwagę! A co, jak nie da rady i kogoś zaniedba? O nie, o nie! On się po prostu nie nadaje do poznawania innych. Nie i tyle. Veto.
Czereśnia spojrzała nań wyczekująco. Kocur zatrząsł się gwałtownie i pisnął donośnie, zupełnie tak, jakby ktoś rzucił weń kamieniem. Kociczka przysunęła się doń, przestraszona.
— Laviku? Co ci jest? — powiedziała, czule liżąc kocura za uszkiem. Lavik ponownie pisnął, cofając się o kilka kroków.
— Prze-przepraszam, przep-raszam! — wydukał, aby następnie szybko wycofać się i zniknąć za oknem. Uszka koreczki opadły, widząc oddalającego się przyjaciela. Znowu to samo.

~*~

Czuł, że nie powinien był tego robić. Czuł to bardziej, niż zwykle. Czereśnia liczyła na niego, a on nawalił. Sprawił jej przykrość. Uciekł. Znowu uciekł. Nie mógł tego tak zostawić. A co, jeśli już nie wróci? Jeśli ma go dość? Skoro czarno-biała kotka chce, aby poznał jej rodzinę, zrobi to. Chyba. Nie, zrobi to. Chy... Ughhh. Zrobi to!
Szybko wyskoczył przez okno, nim zdążył się rozmyślić. Ślady Czereśni nadal znajdowały się na śniegu. Upewnił go w tym także zapach kotki. Szybko ruszył za nią, mając nadzieję, że jeszcze ją złapie. Idąc dalej miał jednak wrażenie, że już nigdy nie znajdzie koteczki. Znowu coś zepsuł. To wszystko jego wina. Jego i tylko jego. I po co lezie dalej? Czereśnia nie zasługuje na takiego przyjaciela. Powinna mieć kogoś lepszego. Kogoś, kto będzie ją wspierał, a nie tylko trząsł się i uciekał. Kogoś sto, nie, tysiąc razy lepszego, niż Lavik. Miał już wracać, gdy zobaczył czarną plamę, sunącą z wolna po śniegu. To fakt, zapach był coraz ostrzejszy, chociaż on nie zwrócił wcześniej na to uwagi, zbyt zanurzony w swej niedoli. Teraz jednak uszka Lavika podniosły się nagle, a on sam zdobył się na zawołanie, chociaż bardzo niesforne i dość stłumione.
— Cz-Czereśnio!
Ku jego zdumieniu, koteczka obróciła głowę, a widząc trzęsącego się z zimna burasa, jej oczy otworzyły się szeroko w niedowierzeniu. Szedł za nią? On? Ta urocza pipka, bojąca się powiewu wiatru?
Przez moment nie do końca wiedziała, co zrobić. Wydawała się zszokowana. Zaraz jednak nieśmiało ruszyła w kierunku kocura.
— Co ty wyprawiasz? — burknęła — zmarzniesz.
Lavik spojrzał na ziemię, nie do końca wiedząc, co chce powiedzieć.
— N-Nie chciałem spr-sprawić ci przy-przykrości — powiedział cicho, nie unosząc wzroku. — J-ja po prostu... Ja nie je-jestem za do-dobry w p-p-poznawaniu k-kotów. N-na p-pewno t-woi bliscy n-nie byliby szcz-szczęśliwi w-widząc mnie.
Czereśnia westchnęła cicho, po czym zbliżyła się do Lavika. Z wolna wtuliła się w mokre, półdługie futro.
— Mysi móżdżek z ciebie — mruknęła — jesteś swietny. Musisz tylko uwierzyć w siebie i przestać się bać. Zresztą, skoro ja cię lubię, to ich zdanie się nie liczy.
Kocur wzdrygnął się lekko, aby następnie oprzeć głowę o kufer przyjaciółki. Możliwe, że bardzo, ale to bardzo powoli zaczynał rozumieć, że ta go akceptuje, pomimo jego pierdołowatości. Wypuścił powietrze, a z jego pyszczka wydobyła się ciepła para. Czereśnia zachichotała cichutko, czując jak owa łaskocze jej futerko. Cień uśmiechu przebiegł również po pyszczku pręgusa. Czuł miłe ciepło.
— T-to chodźmy — wydukał.
Czereśnia uniosła głowę.
— Co? Gdzie? — zapytała zdziwiona.
— D-do twojej r-rodziny. Ch-chciałaś, a-abym ich po-poznał, p-prawda?

<Czerefele?>

15 czerwca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Bishu doskoczyła do swojej ukochanej pokraki, aby począć lizać go po głowie i szczekać radośnie. Nigdy nie pytała go o zgodę. Po prostu przekraczała jego przestrzeń osobistą z radością wymalowaną na pyszczku i merdającym wciąż ogonkiem. Lavik wiedział doskonale, co to znaczy. Ellie wróciła! A skoro wróciła, to na pewno zaraz tutaj przyjdzie! Jego serduszko napełniło się falą ciepła. Ellie tu będzie! I pozna Czereśnię! Jak super!
Zaraz, nie, wróć.
To wcale nie super.
To jest bardzo, bardzo, bardzo niedobrze. Ciepełko na serduszku szybko zmieniło się w panikę, przyswajając kolejne informacje. Przecież Czereśnia jest leśnym kotem. Z lasu! Ona musi wrócić do swojej rodziny, do tego całego Klanu Lisa! Przecież Ellie na pewno będzie chciała ją zatrzymać! I zabierze ją do tego pana, z wielkim żądłem! Kochał Ellie całym sercem, ale wiedział, że nowa koleżanka (przyjaciółka?) wcale nie chce tutaj zostać! Miała swoją rodzinę i tego całego Oseta, którego niby nie lubiła, a jednak wciąż o nim mówiła. Nie mogła od tak zostać kotem domowym! Na pewno nigdy by mu tego nie wybaczyła!
Kocur musiał więc działać, nie zważywszy na pieszczoty, jakimi darzyła go Bishu! Musiał ratować Czereśnię!
— O-ona nie jest z-zagrożeniem! — zawołał, a raczej spróbował, bo jego głos wciąż był słaby i niepewny. Ten kocur chyba nigdy nie zrozumie, że powinien mieć w sobie chociaż minimalną wiarę. A może nie rozumiał, co to wiara? Wziął głęboki wdech przed następną wypowiedzią. — A-ale Ellie- znaczy, m-moja dwunożna, o-ona zaraz tu-tutaj będzie, mu-musisz uciekać!
Na początku kotka nie poruszyła się. Zaraz jednak zrozumiała i wyskoczyła z kosza na pranie, szybko skacząc do uchylonego okna. Suczka widząc to zaszczekała po raz kolejny.
— Do zobaczenia, Lavika! — odezwała się na odchodnym — pamiętaj, jesteś czadowy!
Cień uśmiechu przemknął po pyszczku Lavika, nim Bisku polizała go w nos. 

~*~

Chyba na nią czekał. Nie chyba, na pewno. Chciał po raz kolejny spotkać tę czarno-białą kotkę i dojrzeć jej entuzjazm i podejście do życia, jakiego on pewnie nigdy nie osiągnie. Siedlisko dwunogów zdążyło już pokryć się białym puchem. Kocur niejednokrotnie łapał się na patrzeniu w okno. To o tej porze, księżyce temu poznał Biełkę. Wszystko było tak białe, jak jej futerko. Może dlatego tęsknił za nią ze zdwojoną siłą? Kocur westchnął. Nagle jednak dojrzał coś nowego. To czarna plama, wyróżniająca się na tle białej otoczki. Czyżby to była uczennica Klanu Lisa? Lavik uśmiechnął się nieznacznie, zaraz jednak spoważniał. Ona też na pewno kiedyś zniknie. Tak, jak Biełka. Kocur wyślizgnął się z gniazda dwunogów i ruszył jej na spotkanie. Już prawie zapomniał, jak chłodny jest śnieg! Zetknięcie z łapami kocura nie było dlań w ogóle przyjemne. Przeciwnie, krzywił się z każdym kolejnym krokiem, wyglądając przy tym tak komicznie, że nawet zielonooka Czereśnia zachichotała, widząc go. 
— Czyżbyś zamierzał znieść jajo, Laviku? — zapytała, rozbawiona.
— Jaj-jajo? Ze-ze mnie? T-to by by-było bardzo dzi-dziwne jajo — stwierdził, grzebiąc łapą w śniegu. Kocica uśmiechnęła się nieznacznie, po czym liznęła go za uchem.
— Tylko żartowałam, głuptasie — powiedziała. Rozejrzała się wokół, z lekkim przekąsem. Zupełnie tak, jakby zamierzała stopić śnieg wzrokiem.
— N-nie lubisz pory Nagich Drz-drzew? — Przyjaciółka spojrzała na kocura, przestając omiatać spojrzeniem lokalną faunę.
— To nie tak, że nie lubię. Kiedyś jednak podobała mi się bardziej... to o tej porze mój kuzyn opuścił Klan Lisa — mruknęła, patrząc w ziemię. Lavik pokiwał głową. Wywnioskował, że na pewno bardzo lubiła tego swojego kuzyna, skoro to właśnie z jego zniknięciem kojarzy porę Nagich Drzew. On sam już nie pamiętał, jak to jest mieć rodzinę, aczkolwiek uczucie straty owej rodziny nigdy nie opuściło jego serca. To też częściowo mógł wiedzieć, co czuła owa koteczka. Lavik podszedł nieznacznie bliżej czarno-białej, mrucząc.
— N-na pewno ci go brakuje.

< Czereśnio? Naszym głównym tematem rozmowy są twoi kuzyni, co zrobimy, jak się skończą? xD >

11 czerwca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Kocur był porządnie zdziwiony. Chyba nawet w tym nielicznym, głuchym momencie, zdziwienie miało przewagę nad strachem, jaki zawsze mu towarzyszył. Czemu miałaby go słuchać i czemu on miałby jej mówić? Musiałby wrócić. On nie chciał wracać. Nigdy już nie chciał poczuć tego, co czuł w tamtych dniach. Nigdy już nie chciał widzieć ciała Ważki, tak okrutnie poturbowanego. Nigdy już nie chciał czuć, jak śmierć wyciąga ku niemu swoją chudą, kościstą, zimną łapę, jednak zamiast wziąć go - odbiera mu najbliższą osobę, ukochaną siostrzyczkę. Nie. Po prostu, nie.
Jeśli nawet istniały koty, które wiedziały, co czuł, nie mógł sobie tego wyobrazić. Był przekonany o tym, że jest jedyny. Że nie ma nikogo, niczego, kto go zrozumie. Że nikt nie siedzi wieczorami i nie rozmyśla nad tym, co się stało z jego rodziną. Czy jego rodzeństwo i matka zostało zjedzone? A może umarli z głodu? Może oba? Czy kiedyś dowiedzieli się, co się stało z Ważką? Czy myślą, że ich opuścił?
Czy go nienawidzą?
Chociaż w ułamku tego stopnia, w jakim on nienawidził siebie, swojej zgarbionej, kościstej postury i jąkającego się, wysokiego głosiku? Tego, że mimo księżyców nic się nie zmieniło? Nadal jest śmierdzącą kupą gówna?
Czemu ta kotka chciała mu pomóc? Dla niego nie było pomocy. Nic, nikt nie mógł nic zdziałać.
Spojrzał, prawie że nieobecnym wzrokiem, na Czereśnię. Była taka... Ładna. Miała kształtne, długie łapy. Pełne życia, zielone oczy. Długie, gładkie futerko, teraz troszkę sponiewierane, przez pogoń i miejsce, w jakim się znajdowali, lecz nadal zjawiskowe. Była uroczą, miłą kotką, która wyczekiwała, aż w końcu coś powie.
Jednak on nie wiedział, co powiedzieć.
W końcu z jego ust wypadło słowo, które wypowiadał zdecydowanie zbyt często.
— P-przep-prze-przepraszam. — Spuścił wzrok, aby nie czuć na sobie ciężaru jej spojrzenia. — N-nie-nie mogę.
Czereśnia przez moment milczała, a Lavik był pewny, że zaraz sobie pójdzie. Machnie ogonem i już nie wróci, widząc jego niechęć. Nie obwini jej za to. Sam pewnie by od siebie uciekł, gdyby tylko mógł. Poszedłby siną w dal. Kotka jednak nie zrobiła niczego takiego.
— W porządku — powiedziała, pochylając głowę — nie musisz mi teraz mówić. Powiesz, jak będziesz chciał. Tylko... Wyjdźmu stąd, dobrze? Okropnie tutaj śmierdzi. — Akurat, gdy unosił głowę, zmarszczyła uroczo nosek, przez co kąciki ust Lavika podniosły się.
— T-tak — powiedział. Po chwili oboje wyskoczyli ze zbiornika na brudne ubrania, w końcu oddychając (względnie) świeżym powietrzem. Przez moment milczeli, a następnie buras wydukał cicho.
— Dz-dziękuję, Cze-czereśnio.

< Czereśnia? >

10 czerwca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Lavik nigdy nie słyszał wyrażenia "mysi bobek", nie trudno było mu jednak się domyślić, że była to obraza. W końcu, bobek nie był niczym fajnym, ani smacznym, a wręcz śmierdzącym i nieprzyjemnym. Słuchając o kuzynie Czereśni, mógł jedynie utwierdzić się w tym mniemaniu, chociaż znając tylko wersje czarno-białej kotki nie było co go oceniać. Z drugiej strony, jeśli kocur faktycznie taki był, Lavik nie chciał poznawać jego wersji.
Poznawać jego wersji?
To znaczy, że musiałby spotkać też go, prawda?
Nie! Wystarczy mu wersja Czereśni, po co tak brnąć do przodu? Sama perspektywa spotkania kogoś nowego przerażała kocura na tyle, że zaczął się trząść.
– Huh? Co ci jest? – zapytała zdziwiona Czereśnia, patrząc na towarzysza – jest wredny, to fakt, ale nie jest straszny! Poza tym, nie przyjdzie tutaj. Nie musisz się bać.
Kocur speszony spojrzał na swoje łapy. Dostrzegła to. Czemu musiała to dostrzec? Poczuł, jak wręcz zalewa go okropna fala wstydu i słabości. Znowu. Znowu wychodzi na boidupę. Nie, nie wychodzi nań. On faktycznie JEST boidupą. Zatrząsł się po raz kolejny, zupełnie tak, jakby kotka była gdzieś dalej. Nie dostrzegał jej. Jego łapy zaczęły poruszać się gwałtownie, wzmagając panikę. Z przerażeniem spojrzał w zielone oczy.
– Prz-przep-przepr-przepraszam! – krzyknął, aby następnie zerwać się do biegu. Minęło tyle księżyców, a on nadal był taki sam. Wciąż tylko uciekał. Chyba już nigdy nie będzie prawdziwym kocurem. Nigdy. Wskoczył do kosza na brudne ubrania. Cuchniało tutaj, ale przynajmniej go nie znajdą. Siedział tak, mając nadzieję, że Czereśnia pójdzie do domu. Że zapomni o nim. Bo które to było ich spotkanie? Trzecie? Był dla niej nikim. Kimś zupełnie obcym. Mogłaby wykluczyć go ze swojego życia od tak i dobrze by zrobiła. Czemu po prostu sobie nie pójdzie?
Jego serce zabiło szybciej, kiedy usłyszał kroki. Zaraz po chwili koteczna wskoczyła do tego samego kosza, co on, patrząc nań.
– Czemu uciekasz? – zapytała, wpatrując się w niego z dziwną mieszaniną troski i złości. Oczy kocura zaszkliły się.
– Cze-czemu mn-mnie gonisz? – odpowiedział jej pytaniem na pytanie, obracając wzrok. – N-nie jest ni-nikim wa-wartym u-uwagi.

<Czereśnia?>

08 czerwca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Kocurek pochylił łeb, zawstydzony. Właściwie, to nie było niczego, w co lubił się bawić. Najchętniej leżałby cały dzień i nic nie robił, a jeszcze lepiej by było, aby zupełnie zniknął. Poruszył niespokojnie ogonem po ziemi, starając się nie trząść. Nie chciał sprawić jej przykrości, zachowywała się wobec niego nawet miło. Chociaż jak na jego, była zbyt... bezpośrednia? Tak, to chyba dobre słowo. Biełka kiedyś polizała go po głowie, ale nie zdarzało się to często. Czereśnia natomiast zrobiła to od tak, spontanicznie. Na wspomnienie białej kotki z blizną przeszywającą polik, Lavik poczuł, jak zalewa go kolejna salwa smutku. Nie chciał znowu uciec, czuł jednak, że to się zbliża.
– W su-sumie sam nie wiem. A t-ty? – zapytał cichutko, decydując się na bezpieczniejszą opcję. może jak nie powie jej, że nie lubi się bawić, nie uzna go za skończonego dziwaka? Tak po prawdzie, to Lavik nawet nie znał żadnych zabaw. Bishu trącała go czasem pyskiem i biegała wokół niego, a Ellie niejednokrotnie machała mu przed oczami zabawką, ale to wszystko. Nigdy nie bawił się, bo chciał.
Zresztą, nigdy nie chciał.
– Hmmm... w berka. O, albo w chowanego! – zawołała uradowana. Chowanego? Lavik był w tym niezły. Potrafił zaszyć się w kącie na cały dzień i nikt nie mógł go wtedy znaleźć. Teraz jednak używał całej swojej siły woli, aby tego nie zrobić, nie było to więc dobre posunięcie. Była jeszcze druga zabawa, chociaż kocur nie wiedział za bardzo, na czym polega. Brzmiała tak... dziwnie.
– B-berek? A c-co to t-takiego? – Uniósł wzrok, tylko na moment, aby na nią spojrzeć, jednak zaraz opuścił głowę, widząc mimikę jej twarzy. Pyszczek otworzył się delikatnie, a duże, zielone oczy rozszerzyły ze zdziwienia. Tylko tyle zdążył odnotować, nim jego wzrok opadł na jej białe łapy. Nie zauważył zaś, jak koteczka uśmiechnęła się zagadkowo, gdy do jej głowy weszła jednoznaczna myśl. Jakież było jego zdziwienie, kiedy jedna z jej łap poszybowała w górę. Skulił się, będąc pewny, że zamierza go uderzyć. W końcu był głupi i nie znał zabawy w berka! Należy mu się!
Koteczka jednak jedynie delikatnie klepnęła go łapą w bark.
– Berek! Goń mnie! – A następnie zwinnie zeskoczyła z łóżka i wybiegła z pokoju. Lavik przez moment wpatrywał się w ślad za nią, aby natychmiast zrozumieć. Chciała, aby się z nią bawił. Teraz. Kocur westchnął głęboko, po czym pobiegł za nową konfranterką.
Szybko ją odnalazł, jak zgrabnie przemykała między meblami. Pobiegł za większą od siebie kotką, doganiając ją. Przez chwilę prnęli jedno przy drugim, kiedy Lavik wyciągnął swoją chudą łapę i pacnął towarzyszkę.
– Be-be-berek! – pisnął, lekko przerażony, po czym się zatrzymał, bojąc się, że zrobił jej krzywdę. Czereśnia stanęła niczym posąg, wpatrując się weń.
– Co Ty robisz? Uciekaj! – Kocur zrozumiał, że teraz to ona goni i zaczął biec, oddalając się od niej. Poruszali się w mniej więcej równym tempie, to też nic dziwnego, że młoda uczennica klanu lisa szybko dogoniła burego piecuszka. Lavik spanikował i pobiegł przed siebie, wskakując na kanapę. Rozradowana koteczka zaśmiała się i pobiegła dalej. Kocur wskoczył na stół, wpadając wprost na koszyk z włóczkami babci Ellie, które wysypały się na ziemię.
– O nie! – zawołał, wpatrując się w rozsypane kawałki wełny. W tym momencie dobiegła do niego koteczka i pacnęła go.
– Berek! – Już miała odbiec, gdy jej ozy rozszerzyły się nagle, niczym dwie gruszki. Dojrzała rozsypane zabawki i prawdopodobnie urodziła w sobie instynkt swojej babki-pieszczoszki. – O rajuśku! – zawołała, aby następnie zeskoczyć ze stołu i zacząc tykać puszyste zawiniątka. Lavik spojrzał nań, zdziwiony.
– C-co robisz, Cze-czereśnio? – zapytał. Kotka spojrzała nań jedynie na moment, zafascynowana.
– Nie mam pojęcia, ale jest super! – powiedziała, posuwając włóczkę coraz dalej. Lavik zatrząsł się.
– S-starsza dwunożna n-nie będzie sz-szczęśliwa, jak to z-zobaczy – wybełkotał cichutko.

<Czereśnio?>

07 czerwca 2018

Od Lavika C.D Czereśni

Kocur czuł się nieswojo. Koteczka nie dość, że była od niego większa, to i dużo gadała. Wydawała się niezwykle ciekawska i zainteresowana jego małym światem. Dla kocura była to zupełna nowość... nikt nigdy wprost o nic go nie zapytał, nawet, jeśli chodziło tylko o to, do czego służy okno. Przybyszka nie pachniała tak, jak Biełka, chociaż Lavik na pewno kojarzył ten zapach. Był taki... typowy? Stał jednak za daleko, aby dokładnie wywęszyć, czym pachnie koteczka, a i nie widziało mu się za bardzo podchodzić bliżej.
Jeszcze ją wystraszy swoją szkaradną posturą, szkaradnym chodem, szkaradną mową, lub szkaradną osobowością.
Z daleka było bezpieczniej.
– Dw-dwunodzy na-nazywają t-t-to o-oknem – wytłumaczył pokrótce – s-s-służy d-do pod-podglądania św-świata.
Koteczka spojrzała zdumieniem na rozmówcę, uśmiechając się zagadkowo.
– Podglądania świata? Dziwne te dwunogi, jakby nie mogły po prostu wyjść na zewnątrz... – stwierdziła sceptycznie, jej oczy przejawiały jednak głębokie zainteresowanie – a jak to wyminąć? Tak jak ty, przed chwilą? Trzeba mieć jakieś s u p e r  z d o l n o ś c i? – zapytała, podkreślając ostatnie dwa słowa. Lavik nie był do końca pewny, czy naśmiewa się zeń, czy ukazuje w ten sposób swoją ekscytację, ale bał się zapytać. Wolał tylko odpowiadać, skoro już musiał. Był zbyt nieśmiały na własną inicjatywę.
– M-musi być u-uchylone. W-wtedy wystarczy w-wejść przez d-dziurę i już – powiedział, patrząc na swoje łapy. Nie widział, jak koteczka poruszyła powoli ogonem.
– Och, tak? Kto by pomyślał... a ja głupia stukałam w tę bar-- okno – zaśmiała się cicho, po czym odwróciła na doń plecami – no nic, będę już spadać, zanim zaczną się o mnie martwić. Następnym razem powiesz mi więcej o dwunogach!
I odbiegła. Lavik za zdumieniem patrzył w ślad za tą energiczną istotą. Nie bała się? On byłby przerażony, poruszając się sam po siedlisku, nawet, jeśli było ono tak małe, jak to. Był pełen podziwu do Biełki, że robiła to tak naturalnie, jakby nigdy nic. Była jednak jeszcze jedna rzecz, która zdziwiła burego, szpetnego kocura.
"Następnym razem".
Chciała go widzieć po raz kolejny?

~*~

Ellie wyszła z Bishu na spacer, więc Lavik nie miał nic kreatywnego do roboty. Dlatego też, dużo czasu po prostu leżał, wgapiając się w sufit i rozmyślając o Biełce. Ciekawe, co teraz robi? I czy wie, jak bardzo mu jej brakuje? Miał nadzieję, że gdziekolwiek nie jest, jest szczęśliwa. On sam chyba nigdy nie pojmie do końca szczęścia... to był taki dziwny stan. Nietypowy, a przynajmniej dla tego kocura.
Był tak pochłonięty swoimi rozmyślaniami, że nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wygląda. A wyglądał zupełnie tak, jakby został wciągnięty do zupełnie innego świata, oddalonego o dziesiątki długości drzew od tego, do którego przywykł. Nie usłyszał ruchu, za jego plecami, a dopiero, gdy czarno-biała głowa wyrosła przed nim podskoczył, nie omal się z nią zbijając.
– Cześć! – zawołała Czereśnia, zgrabnie unikając nadlatującej głowy przestraszonego kolegi, z którego gardła wydobył się pisk. Rozluźnił się dopiero, rozpoznając widzianą parę wschodów słońca temu sylwetkę.
– Cz-czereśnio, j-jak tutaj w-weszłaś...? – zapytał zdumiony. Koteczka roześmiała się, zupełnie tak, jakby to było oczywiste.
– No jak to jak? Oknem! Tak, jak mi mówiłeś, kupo futra – powiedziała wesoło. Lavik spuścił wzrok, słysząc to określenie. Domyślał się, że oznaczało, że jest głupi. – Och? No przestań! Nie chciałam cię urazić! W ogóle, to strasznie ciężko było cię znaleźć. Macie tutaj bardzo dużo dziwnych drzew i miękkich kamieni... zabawne to to.
Określenia, jakich używała kotka były równie zabawne dla Lavika, co jego świat dla niej, nie roześmiał się jednak, za bardzo okiełznany swoimi kompleksami i niepewnością. Kotka westchnęła, pacając go łapą.
– Ej! Jak nie zamierzasz ze mną gadać, to chociaż mi się przedstaw. To nie fair, że ty znasz moje imię, a ja twojego nie – powiedziała. Kocur skinął z wolna głową. Miała rację.
– Jestem L-lavik – mruknął cichutko, nie patrząc na nią.

<Czereśnia, włamywaczu? xD>

06 czerwca 2018

Od Lavika

Jak się okazało, pies wcale nie próbował go zabić, a był nawet przyjaźnie doń nastawiony. Bishu, bo tak się nazywała, niejednokrotnie skakała przy nim i zachęcała do zabaw, na które on nie miał ochoty. Po czasie jednak zaczął wykonywać w jej kierunku chociażby minimalne ruchy, byleby tylko zadowolić tę uroczą istotę. Ellie zawsze rozczulało, kiedy jej pupilek próbował zintegrować się z Bishu. Tak, była dość miła, mimo że trząsł się czasem na sam jej widok, a dźwięk jej imienia wprowadzał go w niezidentyfikowany strach. Była w porządku, ale nigdy nie zastąpiłaby mu Biełki, za którą kociak okropnie tęsknił. Wiedział, że starsza kotka nie zostanie z nim na zawsze, a jednak czuł dobitną pustkę, za każdym razem, kiedy uświadamiał sobie, że więcej jej nie zobaczy.
Bo nawet jeśli kotka miałaby wrócić, w co Lavik wątpił, to przecież już go nie znajdzie. Jest gdzieś daleko, gdzie wyniósł go potwór dwunogów.
Jego łapa wygoiła się niemal zupełnie, co ułatwiało mu poruszanie się. Kocur wskoczył na okno, wzdychając cicho. Jego framuga była lekko uchylona, acz nic nie zachęcało Lavika do wyjścia przez nią. Bo i po co? Aby zniknąć, jak Biełka? Przez dłuższą chwilę po prostu wpatrywał się w okno, obserwując dwunogów, których na tym terenie osiedliło się znacznie mniej. Całe siedlisko było w ogóle jakieś takie mniejsze, wszyscy kiwali sobie nawzajem głowami, na przywitanie...
Nagle pisnął przerażony, kiedy coś wskoczyło na jego parapet. Coś Biało-czarnego. A właściwie nie coś, tylko ktoś, była to bowiem przedstawicielka jego gatunku. Pieszczoch spojrzał nań przerażony, a ta dotknęła łapą szyby, usilnie starając się przejść na drugą stronę, najwyraźniej zaintrygowana. Lavik poprzez krótką chwilę obserwował jej poczynania.
– Poczekaj, na pewno cię jakoś uratuję! – zawołała, co zdziwiło Lavika. Ratować go? Przecież był bezpieczny...
Pod dłuższym czasie oglądania prób kotki dostania się do mieszkania, kocur postanowił wyjść jej na spotkanie, co by się biedna nie męczyła. Wydostał się więc zwinnie przez futrynę i stanął przed kotką.
– Ni-nic mi nie gro-grozi. Mo-możesz iść do-do domu – wydukał. Ta jednak w ogóle nie zwróciła uwagi na jego słowa, zafascynowana tym, co zrobił przed chwilą.
– Co to była za bariera? I jak przez nią przeszedłeś? Ale czad! Ja jestem Czereśnia, z Klanu Lisa, ale wyszłam na spacer i...
Urwała nagle, czując zapach. Węszyła przez moment w powietrzu, po czym zawołała.
– Musimy uciekać! Tu jest pies! – Zeskoczyła z parapetu i pobiegła przed siebie. Po chwili jedna obróciła się, patrząc na Lavika. – Czemu nie biegniesz? Chcesz zginąć?
– Bi-Bishu jest nie-niegroźna... – powiedział cichutko, poruszając niespokojnie łapką po parapecie.

<Czerefele?>

01 czerwca 2018

Od Lavika

Brzydki, zgarbiony od wiecznego trzymania głowy w dole kocur, zastanawiał się już jakiś czas, co się dzieje. Ostatnio jego łapa miała się coraz lepiej, chociaż nadal nie mógł biegać. Dwunogi za to, a szczególnie Ellie, były czymś przejęte. Wkładały swoje rzeczy do dziwnych toreb. Lavik przyglądał się temu, jednak nie czynił żadnych reakcji. Można powiedzieć, że jego stan depresyjny jedynie się powiększył. Biełki nie było widać, ani słychać od dawna, a ten fakt zdawał się przygniatać go, niczym łapa dwunogów miękki owoc. Ciekawe, czy z niego też wypłynąłby słodziutki płyn?
Nie. Płyn z Lavika byłby gorzki. Gorzki, jak każda jego poszczególna myśl. Jak jego bura osoba.
Dopiero, kiedy dwunogi spakowały także jego rzeczy, zaczął nad tym myśleć poważnie, a w jego łepku kłębiło się to, co dwunodzy medycy od głowy nazywają myślami automatycznymi.
Na ostry i ciernie, oni to chowają.
Chowają to.
Na pewno chcą to wyrzucić.
Chcą wyrzucić moje rzeczy.
Ale czemu?
Oczywiście!
Chcą się mnie pozbyć, bo jestem taki słaby i smutny.
Na pewno wyrzucą mnie za drzwi.
Na pewno!
Bał się. Jego ciało niemalże bezustannie drżało i nawet ciepłe słówka Ellie i jej głaskanie po główce nie pomagało. Nie chcą go. Nie chcą! Czemu jest aż tak niewystarczający? Biełka odeszła, a teraz oni go zostawią! W końcu ktoś - nawet nie przyjął się, kto - podniósł go i zaniósł do potwora. Lavika to nie obchodziło. Miał zostać oddany. Nic nie miało już sensu, więc po co ma się przejmować? Potwór wystartował i pobiegł przed siebie, a on przeleżał całą drogę w jednej pozycji, jakby był szmacianą lalką. Kto wie, może gdzieś daleko, bardzo daleko, drzemią w nim geny ragdoll'a?
W końcu, po wielu, wielu godzinach dojechali na miejsce. Kocur miał to gdzieś. Pewnie zaraz go zostawią. Dwunodzy długo, ale to długo witali się z kimś i wynosili swoje rzeczy, aż w końcu wynieśli i jego. Młodzik olał to zupełnie.
Przywitała go życzliwa, starsza dwunożna, która wręcz wytuliła go z każdej strony. Fajnie, gdyby tylko go to obchodziło. On jednak za bardzo się bał, aby poczynić ruchy. Jak oni śmieli? Jak śmieli gdzieś pojechać i nie szukać Biełki?
Kiedy w końcu babcia-dwunóg położyła go na ziemi, zamarł.
Albowiem przed nim właśnie stał pies, nieco mniejszy odeń.
Kocur przez moment wpatrywał się w długowłose zwierzę, aby następnie pisnąć donośnie i zacząć swoją ucieczkę. Co tam pobolewająca jeszcze lekko łapa, tutaj chodziło o jego życie! Psiak zaczął więc donośnie szczekać, goniąc go. Buras ślizgając się na własnych łapach, wparował do jakiegoś pokojnu i wskoczył na krzesło, z którego następnie (wywracając je)  przeskoczył na stół, uderzając w miskę, która spadła na ziemię z donośnym trzaskiem rozbijając się. Skulił po sobie uszy, piszcząc żałośnie.
A więc to tak. Chcieli go zabić psem.

27 maja 2018

Od Lavika

Podsadzili go tutaj niedawno, gdyż sam nie miał jeszcze na tyle zdrowia. Widział, jak za oknem opadały liście. Delikatnie sunęły, spadając jedno za drugim. Ile to już czasu, odkąd go znaleziono?  Właściwie, sam nie pamiętał. Wydarzenie to wydawało się bardzo odległe. Sam Lavik z tego czasu też był trochę dalszy od obecnego kocura. Na pewno trochę przytył, chociaż według Biełki nigdy już nie będzie przeciętnym przedstawicielem swojego gatunku, jeśli chodzi o budowę. Blizny na jego plecach schowały się pod warstwą futerka, która wyglądała już znacznie lepiej. Nie była taka rozrzedzona. Jego pyszczek również spoważniał, wydoroślał... mimo jednak licznych zmian, jakie zaszły w Laviku, nadal był zwyczajnie szkaradny. Mała, brzydka kulka. Oto właśnie on.
– Co tam, Mały? – zapytała Biełka, a bury drgnął, zwracając głowę w jej kierunku. Chyba nigdy nie przestanie go tak nazywać, nie ważne, ile księżyców sobie liczył. Mały. Lavik był za młody, aby to zrozumieć, w oczach kotki jednak po prostu zawsze będzie kociakiem. Może to przez jego pierdołowatość, strachliwość, a może fakt, że ciągle się jąka, przypominał jednak kocię, szczególnie w oczach liczącej sobie blisko osiemdziesiąt księżyców kocicy. Ona przeżyła przynajmniej pięć razy tyle księżyców, ile żył Lavik.
– Li-liście spa-spadają – mruknął kocur. Biełka uśmiechnęła się lekko, kiwając głową.
– Ano. Jeszcze trochę, a wszystko pokryje śnieg – odparła, ziewając. Lavik zdał sobie sprawę, że to właśnie podczas pory Nagich Drzew dołączyła do nich Biełka. Pamiętał, jak bardzo się przeraził, kiedy drzwi zamknęły się za nim... a potem jeszcze ten pies. Na samo wspomnienie tegóż stworzenia, po ciele Lavika przeszły gwałtowne dreszcze. Tak. Pies. Chyba nigdy więcej nie chciałby spotkać psa.
– Co jest, Mały? – mruknęła rozbawiona kotka, obserwując reakcję swojego współlokatora. Chyba się lubili. Lavik na pewno ją lubił, chociaż czasami nie wiedział, jak z nią rozmawiać. Nie bał się jej już praktycznie wcale, jednak... był aspołeczny i chyba każdy, kto miał z nim jakąkolwiek styczność nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. O ile strach przed kotką znikł, lęk przed samym sobą i tym, że się źle wobec niej zachowa pozostał na swoim miejscu. Chyba już nigdy się go nie wyzbędzie. – Przecież mówiłam ci, że tutaj nie dosięgnie nas Zielony Kaszel.
Bury pokiwał głową, leciutko się uśmiechając.
– T-tak, B-biełko – przytaknął – jesteśmy bez-bezpieczni.
Przez moment wpatrywała się weń, żadne z nich nie powiedziało jednak ani słowa więcej.

~*~

Lubił spać na łóżku Ellie. Było takie cieplutkie i mięciutkie. Szczególnie, gdy była na nim jego właścicielka. Tak, wówczas była o wiele cieplejsze, o wiele bezpieczniejsze. Lavik mógłby przespać tak kilka wschodów słońca i nadal nie miałby dość. Coś jednak zakłóciło jego błogi sen. Nad jego uszami rozległo się mruknięcie. Był bardzo wczesny ranek i kocurek jedynie leniwie uchylił jedno oko. Dostrzegł białą sylwetkę.
– Cześć, Mały – powiedziała Biełka. Lavik spojrzał nań, zdziwiony. Nigdy jeszcze go nie obudziła.
– Cz-cześć – mruknął, zdziwiony. Koteczka pochyliła się z lekka nad nim, po czym polizała go po głowie. Nie zdrygnął się. Już kiedyś, gdy zaplątał się w kołdrę, zrobiła to samo. Teraz jednak nie był w nic zaplątany.
– Chciałam ci powiedzieć... wiesz... jesteś naprawdę świetnym kocurem. Musisz tylko uwierzyć w siebie, dobrze? Obiecaj mi, że spróbujesz uwierzyć w siebie – jej głos brzmiał tak... dziwnie. Smętnie. Lavik przechylił głowę na bok, zdziwiony.
– A-ale... – zaczął, nie rozumiejąc.
– Obiecaj mi to. – Lavik poczuł się dziwnie, kiedy nalegała. Nie potrafił od tak jej odmówić. Po prostu... nie umiał.
– Dobrze. O-obiecuję się-się pos-postarać – wydukał, zdziwiony. Kotka pokiwał łbem, po czym zeskoczyła z łóżka.
– Trzymam Cię za słowo – to mówiąc, skierowała się do wyjścia. Lavik powoli podszedł bliżej krawędzi łóżka. Jego złamana łapa dawała o sobie znać, nawet usztywniona. Każdy ruch musiał być kierowany przez skok. Na szczęście, kocur nie spadł z łózka.
– Bie-biełko... – wymruczał, dość cichutko. Kotka jednak odwróciła się i spojrzała nań, a coś w jej oczach zdawało się gasnąć. Lavik zadrżał, zauważając to. – Wszystko w porządku?
Kocica uśmiechnęła sie blado, acz ciepło, co jeszcze bardziej go zdziwiło. Zwykle wydawała mu się taka... smutna. Zniewolona. Tak, z pewnością była zniewolona. Wcale nie chciała tutaj być, a Lavik dobrze o tym wiedział. Nie umiał jednak, a może po części nie chciał jej pomóc. Nie chciał jej stracić.
– Pewno – powiedziała – niedługo będzie w jak najlepszym porządku. Nie martw się.
I wyszła. Opuściła pomieszczenie. Lavik nie wiedział wtedy jeszcze, że widzi ją po raz ostatni.

~*~

Biełka zniknęła. Tak po prostu, kiedy już wstał nigdzie jej nie było. Przeszukał nawet kryjówki, w które tylko on się mieścił. Nic. Jego właściciele z początku nic nie zauważyli, spiesząc się tam, gdzie zawsze się spieszą. Lavik jednak miał nadzieję, że coś zrobią, jak tylko wrócą.
A może oni także nie wrócą?
Kocura okropnie uderzyła ta myśl. Bo dlaczego mieli wracać codziennie? Skoro Biełka zniknęła, to oni też mogą zniknąć, prawda?
Nie, nie, nie!
Ostatnio rehabilitowana łapa nie miała znaczenia, gdy z coraz to większą prędkością przemierzał cały dom, czując okropny ból. Skakał. Po prostu skakał na trzech pozostałych, ignorując złamaną kończynę. Nie było jej. Nigdzie jej nie było.
W końcu, zmęczony poszukiwaniami, a może dobitną pustką w domu, położył się pod oknem. Nie było dwunogów, więc nikt nie mógł go tam podsadzić. Pisnął cichutko, nie wiedząc, co ma robić. Przez moment po prostu wpatrywał się w szybę, kiedy coś spadło, delikatnie sunąc się na wietrze.
Liść?
Nie, to nie liść.
Zupełnie białe piórko powoli zsunęło się po szybie, opadając na parapet, czego kocur nie mógł zauważyć.
Lavik widział już kiedyś ptaka, którego szyja posiadała podobne upierzenie. Było to pióro orła. Sam nie wiedział, czemu, nagle jednak poczuł w sercu dziwne ukłucie. Z jego oczu popłynęły łzy. Bo właśnie ta, drobna poszlaka nasunęła mu myśl, że Orzeł już nie wróci.
Że odeszła.

21 maja 2018

Od Lavika C.D Biełki

Wrócili, wrócili!
Łatwo było zdefiniować tą ekscytację, która przepływała przezeń w nielicznych momentach, gdy potwór chował się w cieniu swej groty, a dwunogi wchodziły przez drzwi. Czuł wtedy coś... Dziwnego. Jakby... Ciepło? Szczęście? Czy jest to rodzaj szczęścia? Właściwie, sam nie wiedział, jak właściwie wygląda szczęście. Czasami czuł się w porządku, ale czy był szczęśliwy?
Przemknął po schodach, nie uważając na to, jak biegnie. Jego wzrok skupiony był na istotach, które właśnie weszły do budynku. Już był u dna schodów, już prawie miał łapy na prostym gruncie, gdy nagle...
Przez moment nie wiedział, co się dzieje. Duże, jasne łapy jakby wyrosły przed nim. Wpadł w nie, czując, jak na dobre traci równowagę. Zupełnie zresztą tak, jak ich właścicielka. Oboje upadli jak dłudzy, a z ust młodszego wydobył się skrzękliwy pisk. Żadne z nich nie zwróciło na to uwagi, jednak głowy bezwłosych obróciły się w ich kierunku. W oczach Ellie płonęły przez moment iskierki rozbawienia.
— Mały? — bąknęła Biełka, kręcąc z wolna łbem — Na ostry i ciernie, zupełnie Cię nie zauważyłam. Jesteś cały?
Kocur zatrząsł się lekko, zupełnie jak maleńki, spłoszony kociak, gdy mysz przeleci mu pod nogami. Poczuł wstyd. To jego wina. Za bardzo się spieszył i przez to wleciał w nią... A gdyby stała jej się krzywda? Spojrzał na swoje łapy, przerażony, aby następnie wymruczeć, piszcząc niemalże.
— Przep- przyp- prz- przepraszam — wybełkotał. Biełka westchnęła cicho, a wodząc dwunogi zmierzające w ich kierunku, uzupełniła swój gest prychnięciem. Ellie zaśmiała się cicho, po czym pogłaskała obojga, nazywając ich świruskami, lub czymś takim. Oczywiście, kocica szybko umknęła jej ręce, ruszając w swoją stronę. Dwunożna westchnęła cicho, przez moment patrząc za nią. Następnie podniosła Lavika, z zamiarem przytulenia go, jak zwykle. Wówczas jednak, z gardła kocura dobył się kolejny pisk, a jego nogę przeszyła fala bólu. Cała trójka właścicieli stworzyła nań, zdziwiona. Bury dopiero teraz, po zejściu całej adrenaliny poczuł, jak ogromnym bólem pulsuje jego tylna łapa.

< Biełka? Lavik sobie złamał, jak by co xD >

12 maja 2018

Od Lavika C.D Biełki

Ta mała trzęsidupa nie była po prostu roztrzęsiona. Hah, mało powiedziane, moi drodzy. Lavik czuł, że jego ciało przygniatają centyliony emocji, których sam dotąd nie znał, a nawet jeśli znał, to nie umiał ich nazwać.
Czemu?
Czemu jej powiedział?
Co chciał tym osiągnąć?
Przecież jego historia nic nie znaczy. On nic nie znaczy. Na świecie jest więcej cierpienia, niż może pomyśleć. Dlaczego w ogóle twierdził, że ktokolwiek chciałby wiedzieć, co go spotkało? Siedział skulony w swoim kartonie, a jego głowa raz podnosiła się, raz opadała. Czuł się okropnie, w jego przypadku było to jednak najbardziej pospolite z pospolitych uczuć. Uczucie, które musiał po prostu przeczekać. Zasnąć, lub przeboleć w swojej samotni. Mimo że znał je tak dobrze, za każdym razem dotykało go bardzo mocno. W delikatnej strukturze kartonu, nakrył swoimi łapami głowę i zamknął oczy, czując drgania na całym ciele.
Aż dziw, że tak po prostu zasnął.

~*~

Nie wiedział, ile czasu minęło, nim wyskoczył ze swojego pudła. Może tylko parę minut, a może długie godziny? Podjął jednak bardzo męską i dorosłą decyzję, po przebudzeniu. Naprawdę, chwała mu za nią. Jaka to była decyzja? Będzie udawał, że nic się nie stało. Męsko, oraz dorośle, nieprawdaż? Kiedy zszedł na dół, Ellie ani Pana i Pani jeszcze nie było. Najwidoczniej nie spał tak długo, jak przewidywał. Jednakże, dojrzał Biełkę. Siedziała na parapecie, smętnym wzrokiem wpatrując się w okno. Obok niej stała roślinka doniczkowa, której duże liście częściowo dawały cień kocicy. Lavik uśmiechnął się, bardzo blado. Miałą swoje lata, była jednak wyjątkowo sprytna. On nigdy taki nie będzie. Ani sprytny, ani zaradny. Na zawsze pozostanie burą kuleczką nicości. Powoli ruszył w kierunku kotki, ostrożnie stawiając kroki. Nie chciał jej przestraszyć swoim głośnym zachowaniem. Może przez chudą postawę nie należał do najsilniejszych, ale skakał całkiem nieźle, generalnie rzadko miewał problemy z ruchami. Może czasami w stresie podwijały mu się łapy, ale to tyle. Kiedy już znalazł się pod oknem, wskoczył na miejsce obok kotki. Dojrzał na jej pyszczku dość smętną minę, może wyraz tęsknoty? Na pewno brakowało jej miejsca, z którego przybyła. Ciekawe, czy gdyby drzwi było otwarte, wyszłaby i nigdy nie wróciła? Lavik nie winiłby jej za to. Doskonale wiedział, że nie lubiła dwunogów. Przez chwilę milczał, myśląc, jak zagaić rozmowę. Nagle, przypomniał sobie, jak mówiła o kocimiętce. Nie był do końca pewien, co to jest, jednak kotka powiedziała mu kiedyś, że jemu by się taka przydała. Bury powoli otworzył pyszczek, zamknął go jednak natychmiast, widząc, jak kocica zwraca wzrok w jego stronę.
Jej oczy rozszerzyły się w lekkim zdziwieniu, po chwili jednak kiwnęła głową.
– Już myślałam, że nigdy nie wyjdziesz, mały – powiedziała. Lavik spojrzał speszony na swoje łapki, po czym ponownie podjął próbę.
– B-biełko... – mruknął cichutko – co to jest k-ko-kocimiętka?

<Biełka?>

10 maja 2018

Od Lavika C.D Biełki

Właściwie, to już nie był strach. Znaczy, poczekajcie... to był strach, ale inny. Nie bał się Biełki. Polubił starszą kocicę, może nawet obdarzył względnym zaufaniem? Bał się... siebie. Nie był z nikim blisko od księżyców... prawdopodobnie, od połowy jego życia i to tej połowy, którą lepiej pamięta. Ważka była jego całym światem. Po jej odejściu, miał wrażenie, że już nigdy nie przywiąże się emocjonalnie do żadnego kota. Że będzie zawsze sam. I właśnie tego się bał. Bał się, że spartaczy. Że nie będzie potrafił być dobrym przyjacielem. Ba, on się nie bał. On był przerażony. Powoli uniósł wzrok, patrząc na kocicę, która przyglądała mu się z troską. Gdyby tylko umiał jej wyjaśnić, aby się nie przejmowała. Że on po prostu taki jest z natury. Wcale nie chciał urodzić się mały i żałosny.
– Jak uważasz – miauknęła. Niewielki kocurek westchnął cichutko. Wtem zauważyła go jego ulubiona dwunożna. Zawołała jego imię, po czym podniosła do góry. "Jak się miewasz, maleńki?" zapytała z uśmiechem, a Lavik miauknął, zabrzmiał jednak równie ponuro, co zazwyczaj. Kocię bezwłosych przytuliło go, po czym odłożyło na ziemię, a następnie zabrało swoją torbę i machając dwójce swoich zwierzaków, opuściło gniazdo. Lavik położył się w miejscu, w którym przed chwilą stał, mrucząc pod nosem.
– Cz-czemu oni zawsze wy-wychodzą?
– Czemu oni zawsze wracają?
Ich słowa zabrzmiały równocześnie, a oni oboje spojrzeli na siebie, zdziwieni. Przez moment toczyli niemą bitwę spojrzeń, burasek pisnął jednak cichutko i opuścił wzrok, co było zresztą do przewidzenia. Biełka westchnęła cicho.
– Lubisz dwunożnych? – zapytała po chwili – Czemu?
Lavik przez moment się wahał. Nie był pewny, czy chce do tego wracać. Całe jego dotychczasowe życie opierało się na cierpieniu, po tamtym zdarzeniu. Ba, cały jego świat się na tym opierał. Nawet jego wygląd świadczył o tym, co go spotkało. Był brzydki i na pewno będzie taki do końca życia. Lecz, hej. Biełka też nie należała do królowych piękności, chociaż Lavik lubił jej wygląd. Wydawała się o wiele bardziej... silna, od tych wszystkich kotów, które raz po raz widywał. Tamte nie kiwnęłyby ogonem, bez pomocy dwunogów. A kocica? Lavik był pewny, że dotychczas radziła sobie sama. Prócz tego, od czasu do czasu mówiła mu o jakiś ziółkach. Bardzo możliwe, że pełniła jakąś rolę leczniczą, w poprzedniej części swego żywota. Lavik nie mógł się niczym pochwalić. Najpierw był pokraką, a teraz jest pokraką z miseczką pod noskiem. To wszystko.
– U-u-uratouawlisi mnie – wypowiedział te słowa tak chaotycznie i niezrozumiale, a do tego cicho, że towarzyszka jedynie zmarszczyła brwii.
– Co mówisz, mały? – zapytała. Kocurek wciągnął powietrze, jakby próbując się uspokoić, po czym powiedział, zamykając oczy.
– Uratowali mnie – nie zająknął się przy tym, ale żadne z nich nie zwróciło na to uwagi. – Gdy-gdyby n-nie oni ju-już dawno skoń-skończyłbym swój ża-żałosny żywot, pe-pewnie rozszarpany i zje-zjedzony, jak moja sio-siostra. Pomogli mi.
Nie otwierał oczu. Bał się usłyszeć słowa kotki. Bał się jej reakcji. Przez krótką chwilę miał wrażenie, że nie może się ruszyć. Po co jej to powiedział? Teraz zobaczy, jak bardzo jest słaby. Nie, ona nie może patrzeć, na taką pokraczną istotę. To wstyd dla jej oczu!
– Prze-przepraszam – pisknął, po czym odbiegł, z zamiarem ukrycia się w swoim pudełku. Otworzył oczy dopiero na schodach, przewracając się przy tym. Szybko jednak zebrał się na równe łapy i ruszył dalej.
Znowu uciekł.
Znowu stchórzył.

<Biełko?>

05 maja 2018

Od Lavika C.D Biełki

Nie znał tej dużej dwunożnej. Kim ona była? Ellie jednak zdawała się ją bardzo lubić. Ciągle mówiła coś do niej i żartowała. Lavik obserwował bacznie kobietę. A jeśli była groźna? Ta jedynie częstowała pozostałych dwunogów dziwnym, kwadratowym jedzeniem, oraz śmiała się raz za razem. Kociak przez dłuższą chwilę pilnował, czy nie jest ona kłopotem, kiedy jednak ich spojrzenia skrzyżowały się, a ona ruszyła w jego kierunku, mówiąc coś dziwnym głosem, burasek pisnął i odbiegł, płynnie zeskakując ze swojego dotychczasowego miejsca, jakim był blat. No, prawie płynnie. Przewrócił się na lewy bok, zignorował jednak ból i szybko rzucił się do ucieczki, szurając pazurami po drewnie i z ledwością wyrabiając na zakręcie. Przeskakiwał kilka schodów na raz. Nie pokierował się jednak na samą górę. Postanowił schować się w pokoju Ellie. Tam się go nie spodziewali! Wskoczył z impetem na miękką skałę dziewczynki, ułożył swoje ciało na jej poduszce, a łeb wsadził pod kołdrę. Skoro on ich nie widzi, to oni też go nie zobaczą! Z tą myślą zasnął.

~*~

Coś uderzyła go łapą w bok. Najpierw ledwie tyknęło, jakby sprawdzało, czy żyje. Potem, o wiele mocniej, chociaż w sposób, jaki nie zrobi mu krzywdy. Podniósł się i z przerażeniem odkrył, że widzi ciemność. Coś oplatało jego twarz! Zaczął poruszać głową, jak opętany, próbując się wyswobodzić, na próżno jednak. Uniósł łapy do pyszczka, próbując to zrzucić. Poczuł jednak aksamitne nakrycie, gdy dotknął łapą miejsca, w którym znajdował się jego nos. A za razem poczuł swój dotyk, na własnym nosie. Pisnął donośnie, upadając na plecy i nadal z tym walcząc.
– Mały? Mały, żyjesz? – rozpoznał ten głos. To była o wiele starsza od niego kotka, z którą mieszkał. Najwidoczniej wróciła z miejsca, do którego zabrały ją dwunogi. Kocurek poczuł przypływ nadziei.
– Bie-biełko! Ratuj mnie, to-topię się! – pisnął, nadal walcząc z płachtą, zakrywającą jego pyszczek.

<Biełka? Lavik się w kołdrę zaplątał, jak by co xD>

03 maja 2018

Od Lavika C.D Biełki

Mieszkał z nimi już tyle czasu, że wyczuwał nawet, kiedy mniej więcej wrócą. Co prawda, drzemki zaburzały troszkę jego system "ogarniania czasu dwunogów", jednak nie był to wcale aż tak znaczny stopień. Dlatego też, wyczołgawszy się z bezpiecznego kartonu i zobaczywszy pezez okno, w jakim miejscu jest słońce, zbiegł na dół. W idealnym momencie, jak się okazało. Pani, Pan i Ellie właśnie wchodzili do domu! Buro-biały przeskakiwał dwa schodki na raz, prawie nie licząc się ze swoją drobną posturą, jak i faktem, że zaraz wywinie koziołka. Właściwie - wywinął, a przez ostatnie dwa schodki wręcz przeleciał, nikt jednak nie zwrócił na to zbytniej uwagi. Bezwłosu próbowali przywitać się z Biełką, było to jednak bezskuteczne. Chudy kocur podniósł się na równe łapy dokładnie wtedy, gdy ta syknęła na nich z niechęcią. Chyba nigdy się nie przekona. Pieszczoszek ruszył w ich kierunku, co nie umknęło uwadze ani kotki, ani Ellie. Biełka wymruczała jakieś przywitanie, a dziewczynka z uśmiechem chwyciła Lavika w ramiona, obkręcając się w kółko wraz z nim, tak, że kotu zakręciło się w głowie.
Dobry dzień, co, Ellie? – pomyślał, lekko zgorszony. Było mu głupio, że nie potrafił cieszyć się tak, jak robiła to ona. Po prostu, że nie był taki. Zresztą, ani on, ani Biełka tacy nie byli. Byli typowymi smutasami, co to narzekają przy pierwszej lepszej okazji.
Co za porażka.
Dziewczynka odłożyła swoją brzydką pociechę i zawołała coś z radością. Lavik spojrzał nań zdziwiony. Co jej chodzi po głowie? Wszyscy w domu zachowywali się dziwnie. Panowała jakaś krzątanina...
– A ta twoja mała bezwłosa, to co? – burknęła Biełka – nawdychała się kocimiętki?
– Ko-kocimiętka? – zdziwił się Lavik. Uzdrowicielka jedynie przewróciła oczami, lekko się uśmiechając.
– Tobie przydałaby się kocimiętka, mały – stwierdziła jedynie, po czym uwaliła się na kanapie. Lavik przysiadł na tyłeczku i bacznie obserwował dwunogi. Byleby nie wyjeli tego potwora, przez którego raz zbił wazon...
Dłuższa chwila minęła, nim buro-biały stalker, oraz wylegująca się kotka usłyszeli pukanie do drzwi, a w nich stanęła masywna dwunożna, wołając radośnie na inne dwunogi.

<Biełka?>