BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kawcze Serce x Makowe Pole. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kawcze Serce x Makowe Pole. Pokaż wszystkie posty

15 kwietnia 2024

Od Kawczego Serca CD. Makowego Pola

Nie spodziewała się, że już na samym wejściu do legowiska medyków zostanie “zaatakowana” przez Makowe Pole, która wygłaszała niestworzone rzeczy na temat jednego z jej kociąt. Wiedziała, że starsza kotka od momentu, gdy pierwszy raz miała okazję zobaczyć na własne oczy jej syna nie pałała do niego miłością, jednak nie sądziła, że kocica będzie go oskarżać o próbę morderstwa.
— Co ty wygadujesz?! — syknęła poirytowana, że też Makowe Pole miała czelność wygadywać takie bzdury na temat Krakwiej Łapy przy innych kotach znajdujących się w legowisku medyka — Mój syn wie, że nie powinien się do ciebie zbliżać i nie w głowie mu usiłowanie zabicia starszej kotki. Może twój stan to sprawka innego kocura, któremu się naraziłaś… albo kara od Klanu Gwiazdy?
— Ja dobrze już wiem czyja to wina! Nie mieszaj w to Klan Gwiazdy. Nie potrafię uwierzyć, że ty dalej jesteś nim tak zaślepiona! Powinnaś już dawno zrobić z tym czymś porządek! Dzisiaj ja, jutro Pszczółka i kto jeszcze? — prychnęła zła.
— Czy ty słyszysz co mówisz? Od kilku kwadr całe dnie spędza w moim towarzystwie na treningach, a po nich pomagał w poszukiwaniach Niesfornej Łapy i Rusałkowej Łapy. Kiedy miał niby znaleźć czas na to o co go oskarżasz! — Ukazała kły. — Może jeszcze powiedz, że to jego wina, że zaginęły… 
— Ekhm. Chciałabym przypomnieć, że znajdujecie się w legowisku medyka. Nie jesteście tu same. — Wtrąciła się spokojnym głosem Strzyżykowy Promyk, przyglądając się kotkom. 
Makowe Pole prychnęła.
— Niech wiedzą jakiego ma syna! Żeby się do tego czegoś przyznawać! Wstyd! — nie dodała nic więcej, odwracając dumnie łeb. 
Rozmowa z Makowym Polem była jak rozmowa ze ścianą, czy też lepszym stwierdzeniem byłoby z odbiciem w wodzie. Czarna nie była w stanie przemówić jej do rozumu. Dziwiła się ciotce Sroczej Gwieździe, że też czarno-biała tolerowała zachowanie srebrzystej wojowniczki. W końcu kocica była chodzącym zagrożeniem nie tyle co dla wszystkich kocurów, ale przede wszystkim dla członka rodziny liderki. 

***

Krakwie Skrzydło nie wrócił z patrolu granicznego, mimo że reszta jego członków od jakiegoś czasu spędzała czas na odpoczynku w legowisku wojowników. Pchli Nos, jeden z kotów, który towarzyszył niebieskiemu na patrolu z tego co się dowiedziała, zajęty był pielęgnacją swej białej sierści, a na pytania zmartwionej wojowniczki tylko wzruszył ramionami.
— Nie jest już kociakiem, jest przecież wojownikiem, Kawcze Serce. — W rozmowę wtrąciła się Borsuczy Język, łypiąc na czarną kocicę. W jej oczach dało się dostrzec iskierki rozbawienia z powodu zachowania młodszej. — Nie powinnaś się tak martwić. Na pewno zaraz wróci. Może postanowił po drodze zapolować, albo… spotkać się potajemnie z ukochanym z innego klanu? Sama powinnaś to zrozumieć.
Łatwo jej było mówić. W przeciwieństwie do Krakwiego Skrzydła, ona była kotką i nikt jej nie nienawidził, a przynajmniej otwarcie tego nikt nie okazywał. A widząc o co tak niedawno oskarżyła jej syna Makowe Pole, wolała mieć pewność co takiego niebieski kocur wyrabia, aby w razie czego po prostu go obronić przed kolejną falą oskarżeń z jej strony. To była dla jego dobra. W końcu może i był wojownikiem, jednak wiedziała, że jego siostry będące jeszcze uczennicami prześcigały go niemalże ze wszystkim, a poza tym zdawała sobie sprawę z tego, że był jeszcze o wiele słabszy od szylkretek.
— Tak. Pewnie postanowił zapolować dla królowych — miauknęła w odpowiedzi kotka. Mogła to być prawda, w końcu Krakwie Skrzydło od narodzin Cytrusa odwiedzał częściej kociarnie, aby móc przywitać kolejnego członka ich rodziny - małego kocurka będącego małą kopią Mglistego Spojrzenia. Być może wziął sobie za cel obronę tego szkraba przed kotami pokoju Makowego Pola.
Sama Kawcze Serce często zaglądała do żłobka. Czuła się jednak nieco dziwnie, gdy odwiedzała swojego tak właściwie jakby nie patrzeć kuzyna, który leżał wtulony w bok niewiadomej karmicielki. A to wszystko przez sporą różnicę księżyców. Wątpiła, że z przyszłym wojownikiem będzie miała relację taką jaką udało jej się zbudować z córkami Sroczej Gwiazdy. Prędzej dogada się z jej dziećmi, a ona będzie dla niego pewnie ciocią.
Była samotniczka miała rację - Krakwie Skrzydło skrzydło faktycznie zdecydował się zapolować dla Mglistego Spojrzenia, ale i również dla Kotewkowgo Powiewu. Udało jej się złapać kocurka, gdy ten właśnie opuszczał kociarnie. Widok rozgniewanej i zmartwionej matki sprawił, że z jego pyska zniknął uśmiech na dosłownie uderzenie serca.
— [...] Nie jest królową i nie musi karmić kociąt, ale głupio przyjść do kociarni i ją tak pominąć, prawda? — Uśmiechnął się do matki ukazując białe ząbki 
— Prawda — odparła z ulgą Kawka, ciesząc się, że jej jedyny syn był cały i zdrowy. Borsuczy Język miała rację, niepotrzebnie się zamartwiała. Nachyliła się do syna i czule go polizała po sierści na głowie.
— Mamo… Nie jestem już kociakiem. Jestem wojownikiem.
— Dla mnie zawsze będziesz kociakiem, ty i twoje siostry. — miauknęła, a ton jej głosu z przyjemnego zmienił się na poważniejszy — Następnym razem uprzedź kogoś o tym gdzie idziesz. W szczególności, jak masz zamiar wybrać na na samotną wyprawę, dobrze?
— Dobrze.

***

tw: śmierć, krew, smutno ogólnie

04 marca 2024

Od Makowego Pola CD. Kawczego Serca

 Czy to klątwa za jej sucze zachowanie, że jej jelita zaczęły wydawać dziwne dźwięki, a latanie w krzaki stało się normą? A może jakiś dzieciak postanowił sobie z niej zadrwić i dodał jej coś do piszczki? Coś czuła, że winna była Kawcze Serce i te jej dzieci. Wciąż rozpamiętywała to jak kotka ją potraktowała. Najwidoczniej miała coś ze swojego ojca. To dopiero był wstyd! 
Pszczela Duma znosiła jej humorki i potakiwała niepewnie na wzmianki o tym jaka Kawka by nie była. O tak... Obgadywała ją na potęgę, ciesząc się, że partnerka podzielała jej zdanie. Chociaż czy na pewno? Pszczółka wydawała jej się momentami niepewna własnych słów, ale być może to przez to, że martwiła się o Rusałkową Łapę. Ich córka zaginęła i nikt nie potrafił jej znaleźć. To dopiero było okropne! O wszystko obwiniała oczywiście liderkę, która wybrała sobie na zastępczynie własną córkę. 
Była wściekła. To ona powinna zostać jej prawą łapą! W końcu się przyjaźniły! Wychodziło jednak na to, że przez ten głupi zamach stanu na Rudzikowy Śpiew, straciła jedyną szansę na zaistnienie w Klanie Nocy jako lider. Teraz pozostało jej wściekać się na niesprawiedliwość tego świata, planując krwawą zbrodnię, która da jej spokój ducha. Bo oczywiście... Gdyby ona władała Klanem Nocy, do wielu tych rzeczy nigdy by nie doszło. Miała w końcu łapę do rządzenia. Każdy kto z nią rozmawiał mógł się o tym przekonać. Jednak co jej z tego, jak Srocza Gwiazda okazała się zdrajcą ich przyjaźni! 
W końcu dotarła do medyka, mordując wzrokiem każdego kto tylko na nią spojrzał. Oj, chodziła dzisiaj zła jak osa. Każdy to wyczuwał i zmykał jej spod łap, aby nie zostać jej przyszłą ofiarą. I ona się nie nadawała na władczynię? Właśnie, że tak! 
— Ty! Brudasie jeden, zawołaj Strzyżykowy Promyk — zwróciła się do pachołka medyczki pogardliwym głosem. Co on w ogóle tu robił? Nie było mowy, aby kocur ją leczył. Dlatego też poczekała, aż ten Topik czy inna ryba zawoła kocicę, która zjawiła się po chwili z uniesioną brwią. — Co się tak gapisz? Potrzebuje pomocy! Inaczej bym tu nie przyszła. Ten bachor Kawczego Serca mnie otruł! Mówiłam, że z dzieciaka nic dobrego nie wyrośnie, a ona go broniła jak gdyby był kotką! Phi! — żaliła się medyczce, która nie zdawała się chętna na plotki. 
— Z czym dokładnie przychodzisz? Objawy zatrucia są różne — wyjaśniła. 
— Jestem damą! Nie będę przecież mówić o takich rzeczach! — no bo co miała powiedzieć? Że dostała biegunki? Przecież tak nie wypada! Na dodatek ten czekoladowy niewolnik im się przysłuchiwał! 
— Makowe Pole... Nie pomogę ci jeśli mi nie powiesz. Mogę jedynie cię zbadać — westchnęła widząc jej złowrogo marszczący się pysk. 
— Zbadaj! Jak jesteś dobra w swoim fachu to wysnujesz prawidłową hipotezę. — Podeszła do mchu i rzuciła na niego oceniającym wzrokiem. Wydawał się czysty. — Żaden kocur na tym nie leżał? — Spojrzała ostro na Topika, który szybko rzucił się do odpowiedzi. 
— Przyniosłem go ledwie co. Jest świeży.
To jej starczyło. Ułożyła się z gracją na posłaniu, a Strzyżykowy Promyk ją zbadała, zapytała o to czy często odwiedzała krzaki na co z trudem potaknęła i podała jej jakieś zioła. Oby zadziałały. 
I wtem... do legowiska medyka zawitała Kawcze Serce. Od razu poderwała się na łapy i podeszła wkurzona do kotki, by dać upust swej frustracji. 
— No proszę! Ten twój "syn" powiedział ci co zrobił i przyszłaś sprawdzić czy żyje? Otóż tak. Żyje i mam się dobrze. Mówiłam ci, że z kocura nigdy nic dobrego nie wyrośnie! A teraz widzisz! Próbował mnie zabić! 

Wyleczona: Makowe Pole
<Kawko?>

02 stycznia 2024

Od Kawczego Serca CD. Makowego Pola

 Wizyta srebrnej kocicy nie była na łapę królowej. Skłamałaby mówiąc, że ucieszyła ją wizyta "ciotki", niegdyś podziwianej. Odkąd do Klanu Nocy zawitała Księżycowy Blask, starała się odciąć od swoich ciotek, tych, które tak jak i ona były zamieszane w morderstwo Jagodowego Gąszczu.
Wystarczyło, aby Mak postawiła jedną łapę we wnętrzu żłobka, aby sprawić, że Kawcze Serce stała się bardziej czujniejsza i wręcz instynktownie skryła swe dzieci przed ciekawskim spojrzeniem zielonych ślip kocicy. Kocięta były zbyt małe, by wiedzieć co dokładnie się dzieję, kim jest dziwna nieznajoma, o której mama nie mówiła im ani razu do tej pory i dlaczego wraz z jej przybyciem królowa stała się bardziej spięta, tak jak sama atmosfera w bezpiecznej ostoi karmicielek i ich dzieci stała się gęstsza.
— Skłamałabym mówiąc, że planowałam posiadanie kociąt... — Jeszcze nie tak dawno wzbraniała się przed wizją siebie spędzającej dni w kociarni, co nijak się miało do pozostania wspaniałą wojowniczką, wpisując się w szablon kotki z Klanu Nocy. A teraz? Serce jej się radowało, gdy spoglądała na te małe puchate kulki, które były jej. Każda sekunda, która z nimi spędzała była cenna. — Jednak nie żałuję tej decyzji. — Na jej pysku pojawił się uśmiech, kiedy czule spojrzała na kocięta, ignorując uwagę dotyczącą jej ojca — Córki nazwałam Cyranka i Kazarka, ... a syna Krakwek. — zawahała się nieco w momencie zdradzenia płci oraz imienia ostatniego z kociąt wtulonych w jej bok — Chciałam, aby wszystkie nosiły imiona od ptactwa wodnego
Mak skrzywiła się widocznie zniesmaczona na wzmiankę o jej synu.
— Tak bardzo ci współczuje. Gdyby nie ten jeden pasożyt co teraz będzie żerował na naszym klanie, mogłabyś być dumną mamą.
Znała poglądy swojej ciotki, widziała jaka kocica jest, jednak miała nadzieję, że chociaż raz ugryzie się w ten swój język, darując sobie niemiłe komentarze dotyczące jej syna będącego małym bezbronnym kociakiem. Jeszcze brakowało, aby zaczęła wypominać czarnej to, że jej córki zdobi czekoladowe futro, a w tym wypadku srebrna sama by się postrzeliła; w końcu jedno z "jej" kociąt było czekoladowe, nawet jeśli więcej 
— Ten "pasożyt" to jest MÓJ SYN, Makowe Pole. Radzę ci zważać na to jakimi określeniami nazywasz moje dzieci, jeśli mamy żyć w zgodzie... I mogę się nazywać dumną mamą, w przeciwieństwie co do niektórych...
Nie miała zamiaru pozostać bierna, tak jak jej matka pozostawała bierna przez większość czasu, nie potrafiąc zawalczyć o swoje. Nie była ani Błotnistą Plamą, ani też swoim ojcem; obojgiem pogardzanych przez klan rodziców, rodziny w końcu sobie nie wybrała.
Przynajmniej teraz miała możliwość stworzenia własnej rodziny, z kotami mającymi podobne poglądy do niej, gdzie na pierwszym miejscu było dobro bliskich, nie zważając na to jakiego koloru futra byli czy płci.
Mak w odpowiedzi prychnęła na słowa Kawczego Serca.
— Jaka delikatna... Naprawdę zależy ci na tym... czymś? Sądziłam, że jesteś mądrzejsza.
— I nie myliłaś się. — miauknęła pewnym tonem nie spuszczając spojrzenia ze srebrnej, starając się przewidzieć jej następny ruch, jak i również to co ma zamiar powiedzieć na temat jej syna — Czy sam fakt, że nie pogardzam bezbronnym kociakiem tylko ze względu na to, że jest kocurem, nie czyni mnie mądrzejszą od ciebie, ciociu? Nie przeszkadza mi wcale to, że urodziłam syna. Prawdziwa matka kocha swoje dzieci, nie ważne co.
Nie widziała, na kogo wyrosną jej pociechy, miała nadzieję, że jednak będą zaliczać się do tych dobrych kotów, które nie będą kierować się przenigdy zemstą i nienawiścią, bo to była zgubna droga. Tego im życzyła z całego serca, mając nadzieję, że przodkowie z Klanu Gwiazdy będą czuwać, aby nigdy nie zbłądziły na złą drogę. Nie chciała, aby stały się kimś takim jak Makowe Pole. Jednak nie ważne jaką drogę by obrały, chciała móc przy nich być, wspierać i służyć radą. Chciała być dla nich taką matką, jakiej nigdy jej nie przyszło mieć.
Była pewna, że partnerka Pszczelej Dumy wyśmieje ją za to co mówi, bądź zezłości się, że Kawka ujmuje jej pomyślunku, a mimo to kocica milczała. I to milczała dość długo, aż sama córka Błotnistej Plamy zaczęła się czuć dziwnie i przytłoczona tą ciszą w kociarni.
— Och, widzę, że macie gościa... — odezwał się Poranny Ferwor niezbyt wyraźnie, przez trzymane zerwane kwiaty w pysku, tym samym przerywając ciszę w kociarni, kiedy do niej wszedł. A zrobił to na tyle cicho, że nawet Kawka z niemałym opóźnieniem zarejestrowała jego obecność. Nim przywitał się ze starszą kocica, zbliżył się do Kawki i ich dzieci, i to właśnie z królową jako pierwszą się przywitał, stykając się z nią głową. — Chyba wam przeszkodziłem w rozmowie... — odezwał się nieco zmieszany i przytłoczony gęstą atmosferą 
— Nie. Właśnie skończyłyśmy rozmawiać. Makowe Pole właśnie wychodziła... — przeniosła spojrzenie na ciotkę, mając nadzieję, że ta faktycznie wyjdzie, zostawiając jej rodzinę w spokoju 
Ku uldze królowej, tak się też stało. Nim jednak srebrna wyszła z legowiska, obrzuciła nieprzychylnym spojrzeniem każde z ich piątki.
— Wszystko w porządku? — spytał się złoty kocur widząc niepokój na pysku przyjaciółki, kiedy ta odprowadzała spojrzeniem kocicę 
— Mam taką nadzieję...

<Mak?>

20 grudnia 2023

Od Makowego Pola CD. Kawczego Serca

 Obrzydzało ją to, że Kawcze Serce tak podchodziła do tej znajdy. Wzięła go sobie jak gdyby nigdy nic, zostając jego matką! To było dla niej niepojęte. Sądziła, że ta odrzuci młode, a tu proszę. Włączył się jej pewnie instynkt macierzyński. Nie znała innego racjonalnego wytłumaczenia, dlaczego by taka mądra kotka, ulitowała się nad przebrzydłym kocurem, który nie był w Klanie Nocy nic wart. Tu rządziły silne kocice. Samce nie były im do niczego potrzebne. Gdyby tylko była liderką... pozbyłaby się każdego nieroba. Ta wizja własnego utopijnego świata nieco ją uspokoiła, lecz oburzenie powróciło, gdy tylko widziała w pobliżu Piórolotka. Ten dzieciak za bardzo działał jej na nerwy. Podchodził za blisko jej córek i się z nimi spoufalał. Jeszcze brakowało, aby w przyszłości je skrzywdził tak, jak zrobił to Jagodowy Gąszcz Pszczelej Dumie. Liczyła na to, że Kawcze Serce przejedzie się na opiece nad nim i zrozumie, że szkoda było na to jej czasu. 

***

Wieść o tym, że Kawcze Serce była w ciąży mocno nią wstrząsnęła. Nie spodziewała się, że wojowniczka z własnej woli zrobi sobie z kimś dzieci. Dla niej to było wciąż niepojętne, że takie kotki mogły istnieć. Ona nie miała takich marzeń. Wolała zachować swój honor i nie poniżać się w ten sposób. W końcu pozwolić, aby kocur miał nad nią jakąś władzę? Absurd! Prędzej zagryzłaby drania, niż pozwoliłaby mu się do siebie zbliżyć. Ale tak... Kocica była w ciąży, a niedługo potem urodziła. Musiała sprawdzić co takiego powołała na świat, bowiem wcześniej nie odwiedzała jej z uwagi na to, że obawiała się usłyszeć słowa, których by nie ścierpiała. 
Gdy weszła do żłobka, dojrzała jak ta wymywa właśnie trzy kulki, które wtulały się w jej bok. 
— Kawcze Serce... — zwróciła się do niej, stojąc sztywno. — Widzę, że dobrze się miewasz... — mruknęła, chociaż napięcie było wyczuwalne w jej słowach. — Nie spodziewałam się jednak, wiesz... że tak nagle zechcesz niczym Pszczela Duma powiększyć swoją rodzinę, zwłaszcza że twój ojciec był niespełna rozumu. Oby odziedziczyły po tobie intelekt, a nie po dziadku — skomentowała to, wwiercając spojrzenie w młode. — Jak je nazwałaś? 

<Kawko? Straszna ciocia Mak przybyła>

22 października 2023

Od Kawczego Serca CD. Makowego Pola

Po wydarzeniu nad rzeką, z trudem była w stanie spojrzeć w oczy Szyszkowemu Zagajnikowi, który ilekroć się mijali, spoglądał na nią z wyrzutem. Nie raz cicho szeptał, że mogła Jagódka zatrzymać i nie pozwolić mu opuścić klanu. Przez pewien czas te ciche docinki i spojrzenie łamało jej serce. Przynajmniej Trzcinowa Sadzawka pogodził się z decyzją podjętą przez swojego syna, nie wypytywał o nic. Dał Kawczemu Sercu spokój, dzięki czemu wyrzuty sumienia, aż tak bardzo ją nie nękały w nocy.
Księżyce mijały, a Pszczela Duma wydała na świat kocięta. Ich klan ponownie zwiększył swoją ilość, tym razem o dwie koteczki. Była ciekawa jak nowe członkinie wyglądają, więc postanowiła złożyć wizytę w kociarni świeżo upieczonej mamie, czy też matkom. Mak nie opuszczała prawie, że wcale boku Pszczelej Dumy, odkąd na świecie pojawiły się dwie koteczki. Wstrzymała się jednak z tym, aby już od razu złożyć im wizytę, tak by matki w spokoju mogły się nacieszyć swoimi pociechami.
Przynajmniej dwie dobre rzeczy wyniknęły od czasu zniknięcia brata srebrnej — to, że Makowe Pole i Pszczela Duma zostały partnerkami, oraz fakt, że razem będą mogły tworzyć szczęśliwa rodzinę.
Powoli wkroczyła pomiędzy sumaki, które to stanowiły ochronę dla młodych i królowych. Już na dzień dobry powitała ją urokliwa scena, w bok z każdej kotki wtulone było jedno kocię. 
— Poznaj proszę Rusałkę i Biedronkę. — Wskazała na dwie koteczki, które leżały wtulone w ich boki. 
Zbliżyła się nieco bardziej, chcąc dokładnie się przyjrzeć przyszłym wojowniczką. Obie były prześliczne. Nawet ten pogardzany przez zastępczynię kolor, który w niektórych miejscach zdobił rudawe futerko jednej córki kotek, nie był w stanie odebrać jej uroku. 
— Są... przepiękne. — wyznała, a na jej pysku zagościł szczery uśmiech. Kocięta wtulone w bok obu dumnych i uśmiechniętych kotek. Tylko takie obrazy powinno się widywać w żłobku, przedstawiającą szczęśliwa rodzinę. — Wyrosną na wspaniałe wojowniczki. Jeśli coś trzeba będzie wam przynieść, możecie się z tym zwrócić do mnie. Z przyjemnością wam pomogę. — zaproponowała bez namysłu. 
W końcu pomocą w żłobku i dbaniem o dobrostan królowych, jak i jej kociąt zajmowali się przede wszystkim uczniowie, ale zamiast nich to właśnie Kawcze Serce wołała brać udział codziennym życiu małych szylkretowych kulek i doglądać ich, aby wyrosły na silne kotki. Jakby nie patrzeć, zyskała kolejne dwie małe kuzynki. I nawet jeśli nie łączyła jej z nimi krew, będzie o nie dbać. Musiała pilnować, aby nic złego im się nie stało. Na pewno uda jej się wcisnąć i ten obowiązek w plan dnia, poza patrolami i treningiem z Wirującą Łapa.

***

Po śmierci Morelowej Łapy w każdej wolnej chwili starała się zaglądać do kociarni. Nawet dosłownie na chwilę, by móc przyjrzeć się nowemu życiu, które to z każdym minionym księżycem rosło w oczach. To koiło jej serce, tak samo fakt, że udało jej się wytrenować uczennice, która otrzymało dumne miano brzmiące Wirująca Lotka.
Dzisiaj również zawitała do żłobka. Przyglądała bawiącej się Rusałce i Biedronce, które rozrabiały na środku kociarni. Niegdyś maleństwa wielkości nornicy, a teraz prawie, że uczennice. Raz za razem jedna z nich chciała przyszpilić drugą do podłoża. Jednak ilekroć jedna miała wygrać ten kocięcy sparing, drugiej udawało się wykorzystać moment triumfu wygranej, by już po chwili górować nad przeciwniczką. I tak zamieniały się miejscami chyba z pięć razy jak nie więcej, po pewnym czasie Kawka przestała liczyć.
Swoje spojrzenie przeniosła na rozgniewaną Mak, która z odrazą spoglądała na kocięta Śnieżnego Wspomnienie, będące w tej chwili karmione przez Pszczelą Dumę. 
— Może, nie są wasze, jednak będziecie w stanie zadbać o to, by wyrosły na porządne koty, a nie na kogoś takiego jak ich ojciec. Zdrajcę. — mówiąc to słowo czuła jak piecze ją język. Osobiście nie uważała syna Śnieżnej Toni za zdrajcę. Rozumiała go i to, że po prostu się zakochał. Tylko postąpił głupio, bezmyślnie. Mógł z tamtą kotką inaczej to rozegrać, a kto wie, może dane byłoby im razem wychowywać kocięta, a Klan Nocy zyskałby nie dwóch członków, a trzech nowych. — Mają śliczny kolor oczu. Jak morze. — zagadnęła, imię czarnej pointki idealnie do niej pasowało. Tak właściwe, córka Nastroszonego Futra zaczęła się zastanawiać czy mała koteczka była czarna, czy jednak brązowa, bo oba kolory zdobiły jej futerko. Kolor jej sierści zdawał się ciemnieć i rozjaśniać w zależności od światła, co sprawiało, że trudno było dokładnie określić, jaki dokładnie oni jest. — Gdyby nie to, że potrzebują mleka, odciążyłabym was i sama się nimi zajęła. 
— Porządne koty? Czy ty siebie słyszysz? Dali nam pod opiekę kocura! Obrzydlistwo. — Skrzywiła swój pysk, mordując wzrokiem kociaka, a pazury już jej się wysuwały, aby pozbawić go głowy. — Ja tak tego nie zostawię! Po moim trupie! Po co w ogóle odbierali te młode? Mogła je sobie wziąć ta cała samotniczka. Nie byłoby problemu!
— Mak, spójrz na to z inne strony... Może i jest kocurem, ale to jeszcze kocię. W połowie jest Nocniakiem, więc nic dziwnego, że Mglista Gwiazda oraz Sroczy Lot podjęły taką decyzję, a nie inną. — Przyglądała się kocurkowi. Biedak nie widział jeszcze jaki los mu Śnieżne Wspomnienie zgotował sprowadzając go na ten świat. Gdyby tylko urodził się kotką. 
— Jak tak ci się podoba, to go sobie weź! Mdli mnie na jego widok! — W ich rozmowę wtrąciła się mała szylkretka marszcząc swoją małą mordkę i wystawiając w stronę Kawczego Serca język, a po chwili wróciła do zabawy ze swoją siostrą 
Czarna zamrugała zaskoczona. Cóż, nauki matek kocięta chłonęły jak gąbki, więc nic dziwnego, że i niechęć do kocurów przejęły po Makowym Polu. Byłoby to dziwne, gdyby tak nie było.
— To tylko kocię. — powtórzyła, mając nadzieję, że chociaż to trochę uspokoi srebrną. — Jest niczego nieświadomy, zależny od was. — kontynuowała wracając spojrzeniem na swoją ciotkę. — Poza tym kodeks mówi...
Umilkła. Położyła po sobie uszy. Nie miała prawa powoływać się na kodeks, kiedy sama go złamała.
— To nim się zajmij skoro taka z ciebie bogobojna — prychnęła, unosząc malucha i rzucając jej go pod łapy. — Siedź z nim i go wychowuj, Pszczółka będzie karmić, ale nic ponad to. Jak będzie wołał do nas mamo, zginie — przestrzegła kotkę jaki los czeka dziecko, jeśli z nimi zostanie.
Nachyliła się do kociaka, chcąc się upewnić, że nic mu się nie stało, lekko szturchając go pyskiem. Malec na szczęście już po chwili otworzył oczka, wlepiając spojrzenie w Kawcze Serce, z błyskiem w swych małych morskich oczach. Następnie rozdziawił pyszczek, ziewając przeciągle. Nie wyglądało na to, by cokolwiek jeszcze rozumiał z tego co tu właśnie zaszło. Kawka również nie bardzo to rozumiała. Wychodziło na to, że stając w obronie kocurka została jego drugą mamką? No pięknie. 
— Nie musisz się o to martwić, Makowe Pole. Dopilnuję, aby nie zwracał się do was "mamo".
Polizała syna Śnieżnego Wspomnienia po policzku, po czym uniosła go za kark. 
Zajęła miejsce kawałek dalej od kocic, nie chcąc kusić losu, a żeby to Piórolotek był wystawiony na kolejne niedelikatne traktowanie przez srebrną. I to tylko ze względu na swoją płeć.
Otuliła srebrnego ogonem, nie chcąc, aby ten się zbytnio wychłodził. Naprawdę, nie został potraktowany ulgowo przez los.
— Obym nie żałowała tej decyzji — westchnęła cicho spoglądając na wyjście z kociarni, a następnie znowu zerknęła na kociaka, który upatrzył sobie jedno z jej piórek włożone w sierść, jako przedmiot zabawy. Raz za razem lekko muskał je swymi małymi łapkami.
Pozostawało jej poinformować jeszcze liderkę, o chwilowej zmianie jej stanowiska. Na te parę księżyców. Nie było mowy, aby tylko wpadała w odwiedziny, sprawdzając czy Mak pozbawiła życia nic niewinnego malca czy też nie. Nie pozwoli ciotce na to.

<Maczek?>

26 września 2023

Od Makowego Pola CD. Kawczego Serca

 Wróciły do obozu jak gdyby nigdy nic. Nawet jeśli te mysie móżdżki zaczną wypytywać o to, gdzie podział się jej brat, wierzyła w to, że łatwo wciśnie się im kit. Ojciec może oczywiście coś podejrzewać i wietrzyć jakiś podstęp z jej strony, ponieważ na starość obudził mu się intelekt, tak miała po swojej stronie swoją paczkę, która potwierdzi jej wersje wydarzeń. 
Dlatego też, kiedy dotarły na miejsce, od razu udała się z Kawczym Sercem do Cedrowej Rozwagi, wyjaśniając jak sprawa się miała. Może córka Nastroszonego Futra była zbyt przerażona faktem, że właśnie zwierzali się kolejnej osobie ze swych nikczemnych czynów, oczywiście zachowując należytą dyskrecję, ale kocica była jej psiapsi. Zawsze ją kryła, nawet wtedy, gdy rozorała Truposzkowi paszczę. 
Wojowniczka w razie czego zgodziła się potwierdzić ich wersję wydarzeń, wypytując o jej relacje z Pszczółką. Domyśliła się, że musiało pójść o nią, skoro spełniła swoje groźby. Nie wyśniła w końcu śmierci brata z dnia na dzień. Planowała to dosłownie od kocięctwa, o czym wiedziało niewielkie grono jej przyjaciół. 
Wierzyła w to, że sprawa nie zostanie z nią połączona. No bo jak to? Siostra zostałaby bratobójcą? Nikt w to nie uwierzy! Była zbyt idealna, aby przykleili jej taką łatkę. 
Następnie powróciły do Pszczółki, która wciąż zerkała na nią niepewnie, jakby obawiając się, że zmieni co do niej zdanie. Kotka także postanowiła wziąć jej stronę. Zawsze to robiła, więc czemu miałoby być inaczej? A skoro miała już trzy osoby, które mogły poświadczyć o jej rzekomej niewinności, nie musiała się tym tak martwić. Liczyła, ze Kawcze Serce też się ogarnie. Jeszcze tego brakowałoby żeby ze strachu palnęła coś głupiego, pogrążając siebie w tym bagnie. 

***

No i na świat przyszły ich pociechy. Pszczela Duma była przeszczęśliwa. Ciągle się uśmiechała, opowiadała jak to będą wspaniałymi mamami. Nie mogła zaprzeczyć, że ta cała szczerość wyszła im na dobre. Teraz były oficjalnie razem i nie kryły się z tym. Czasami dziwnie było jej tytułować przyjaciółkę mianem partnerki, ale powoli przyzwyczajała się do tego. Kotka była w końcu dla niej najważniejsza. Dla niej zrobiłaby wszystko, byle tylko ta już nigdy nie była smutna. 
— Witaj, Kawcze Serce — przywitała się z wojowniczką, która właśnie przyszła w odwiedziny do świeżo upieczonych matek. — Poznaj proszę Rusałkę i Biedronkę. — Wskazała na dwie koteczki, które leżały wtulone w ich boki. 
Pszczela Duma uśmiechnęła się szerzej, opływając w dumę, że oto na świat zawitały te dwa maleństwa, tak podobne do swoich matek, że bez przeszkód postanowiły wmawiać dzieciom, gdy tylko otworzą oczy, że narodziły się z ich miłości, bez kontaktu z kocurem. Może i było to kłamstwo, ale znacznie wygodniejsze niż prawda o tym, że za ich stworzenie odpowiadał jej brat. Tfu! 

<Kawko?>

21 września 2023

Od Kawczego Serca CD. Makowego Pola

 Może i w spojrzeniu Makowego Pola dostrzegła pałająca nienawiść na samo wspomnienie o bracie srebrnej, to nie sądziła, że skończy się to tak jak skończyło. Była pewna, że może i dojdzie do bójki między rodzeństwem, sprzeczki, jednak nie spodziewała się że Makowe Pole bez mrugnięcia okiem pozbawi kocura życia. Gdyby to był ktoś inny, to może by jej to nie ruszyło, ale na Gwiezdnych! To był brat kotki. Był to też Nocniak. Nie powinno zabijać współklanowiczów. Zbyt dużo krwi zostało w ostatnim czasie przelanej w taki oto sposób.
Postąpił głupio, to prawda, jednak czy to był powód żeby go pozbawić życia? Mak mogła mu postawić ultimatum, zakazać byciu obecnym w ich życiu, jej i Pszczółki i w życiu kociąt. Mogła też go przegonić z klanu, ale zabijać? Czy zrobiła to po prostu dlatego, że był kocurem? Czy w przyszłości skończy się tak, że w Klanie będą tylko same kotki? Jej brat też zostanie zabity, bo będzie zawadzał? 
Ledwo co trzymała się na łapach czując ucisk w piersi. Każdy wdech i wydech sprawiał jej ból, tak jakby coś znajdowało się w jej płucach i uniemożliwiało normalne zaczerpnięcie powietrza.
Dopiero syknięcie ciotki sprawiło, że wróciła do okropnej rzeczywistości.
— Pomóż mi go wepchnąć głębiej w nurt rzeki, a nie się gapisz
Nerwowo rozejrzała się dookoła, chcąc  się upewnić, że nikt ich nie widział. A już na pewno nikt z kim kocur się przyjaźnił. Bo w końcu wyglądało to podejrzanie, że kotka która na co dzień nie interesowała się kimś takim jak Jagodowy Gąszcz, dzisiaj postanowiłam z nim się oddalić. Na szczęście były same, tylko one dwie i martwy kocur.
Niepewnie zbliżyła się do ciotki decydując jej się pomóc, w końcu i ona maczała w tym swe łapy, nie mogła teraz tak samej zostawić z tym kotki. Nawet mimo że jedyne o czym pragnęła w tej chwili była to ucieczka, nie ważne dokąd, ważne by jak najdalej od tego miejsca. Pomogła wepchnąć ciało, tak by już po chwili zostało porwane przez prąd. Miała nadzieję, że nie zatrzymają się na żadnych skałach i żaden z patroli nie odkryje zwłok. 
W ciszy siedziała obok ciotki, słowa nie były w stanie wypłynąć z jej pyska. 
— Mak... To był twój brat... — wyszeptała ledwo słyszalnie wciąż będąc w szoku, wciąż przed oczami miała obraz uśmiechającego się do niej kocura, gdy zgodził się jej pomóc 
— Pragnę ci przypomnieć, że to coś było nic nieznaczącym ścierwem, które wykorzystało Pszczółkę, moją Pszczółkę. Dostał to na co zasłużył. Gdybym tylko go wcześniej zabiła, nie doszłoby do tego... — zagryzła zęby spoglądając z nienawiścią w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się jej brat
— Tak... 
Kawcze Serce żałowało bardzo, że Mak nie zdecydowała się wcześniej zakończyć żywotu kocura. Nie musiałaby wtedy uczestniczyć w pozbywaniu się ciała, jak i być świadkiem morderstwa.
— Będą go szukać, Mak. Co jeśli znajdą jego ciało, bo osiądzie na mieliźnie? To ja będę podejrzana. Ja zostanę uznana za mordercę, bo to ze mną był widziany ostatni raz!
— Uspokój się! Wymyślisz coś, w końcu mądra jesteś, a to wszystko zasługa Sroki. Gdyby nie ona najpewniej byłabyś tak samo irytująca jak twoja matka. — miauknęła z przekąsem kotka. — Przez kilka kolejnych dni będziesz mi towarzyszyć przy patrolach rzeki, skoro martwi cię to, że ciało może osiąść i zostanie znalezione. Bo według mnie takie coś nie będzie miało miejsca. Spójrz tylko na poziom wody. Widzisz, nie będzie żadnej mielizny. Jego ciało wprost wpłynie do morza, i zalegnie na morskim dnie, tam gdzie było jego miejsce od początku. — Brzmiało to tak prosto, a jednak Kawka była pewna, że przez kolejne kilka dni nie zmruży oka. Znowu. Będzie musiała wykorzystać ucznia medyka, aby dał jej coś na nerwy i bezsenność. — Wiem! Gdy ktoś cię będzie pytał o tę szuje, powiesz, że zwierzył się tobie z pewnej informacji. Znalazł miłość w innym klanie i postanowił uciec. I prosił, abyś nie ogłaszała na forum jego decyzji.
— Obawiam się, że nie kupią tego... w końcu nie przyjaźniłam się z nim, ani nic takiego. Praktycznie wcale z nim nie rozmawiałam! To Szyszkowy Zagajnik był jego przyjacielem, z nim najczęściej rozmawiał. A wasz ojciec, on też…
— Zwierzył ci się dlatego, bo był przekonany, że zrozumiesz go jak nikt inny, a Szyszkowy by go powstrzymał przed opuszczeniem klanu. Patrząc co wyrabiałaś na ostatnim zgromadzeniu, nie kryjąc się ani trochę z tym, na pewno to łykną... — Oceniające spojrzenie zielonych przeszyło młodą wojowniczkę — Ja, Pszczółka i Cedr to potwierdzimy, więc nie musisz się niczym martwić. Parę księżyców i wszyscy zapomną, że ktoś taki jak mój brat w ogóle istniał. 
Kawcze Serce wątpiło, że kolejny pusty wzrok wpatrujący się w nią zniknie z jej umysłu tak szybko, jak zakładała to Makowe Pole.

<Maczek?>

15 września 2023

Od Makowego Pola CD. Kawczego Serca

 Oczekiwała na brata, wpatrując się w milczeniu w tafle wody. Jej odgłos nie koił jej myśli, a jedynie je nakręcał. Jak on śmiał dotknąć Pszczółkę?! Jak śmiał zrobić jej kocięta za jej plecami?! To nie mieściło jej się w głowie! Nawet jeśli przyjaciółka tego chciała, ten mysi móżdżek powinien odmówić! Wiedział w końcu ile dla niej szylkretka znaczyła! Doigrał się. Przekroczył granicę, która doprowadzi go na dno. 
Słysząc głos Kawczego Serca, która prowadziła w tą stronę srebrnego, zagryzła z całych sił pysk, aby nie podejść do niego i nie rozerwać mu gardła tu i teraz. O nie... Nie zasłużył na tak lekką śmierć. Powinien cierpieć. A ona... Ona postara się, aby już nigdy jego przebrzydły pysk nie kalał obozu Klanu Nocy. 
— Mak! Widzę, że sobie poradziłaś sama. Czyżbyś dostała przypływu siły po tym jak Kawka poszła po pomoc? — zawołał brat. 
Uśmiechnęła się sztucznie w jego stronę. Nie miała pojęcia co Kawcze Serce mu powiedziała, ale to i tak nie było ważne. 
— Wcale nie. Chodź tu bliżej — czekała, czekała na idealny moment, by rozszarpać go na kawałki. 
Wojownik zmarszczył czoło, po czym podszedł, rozglądając się po spokojnej rzece. Wtedy też skoczyła na niego, zanurzając mu pysk pod wodę. 
— Ty draniu! Jak mogłeś jej to zrobić! — w końcu wybuchła, wrzeszcząc mu do ucha, gdy próbował ją z siebie zrzucić. Wynurzył łeb, kaszląc i prychając, a jej pazury wbijały się tylko mocniej w jego skórę, ryjąc w nim bolesny ślad zdrady. 
— Ale co?! Zwariowałaś?! Kawcze Serce! Pomocy! — zawołał do wojowniczki, która stała zamurowana, przyglądając się tej scenie. 
— Zgwałciłeś moją przyjaciółkę! — uzmysłowiła mu to, pogłębiając tylko uścisk. 
— Nie zgwałciłem! Sama chciała! Zostanę tatą! Powinnaś się cieszyć, a nie odstawiać szopkę! 
Splunęła na niego. Czcze tłumaczenia. 
— Nie wiedziała co robi, a ty ją podle wykorzystałeś! Jak śmiałeś ją tknąć?! Jesteś prawdziwym ścierwem, a nie moim bratem! Mogłeś odmówić! Ale tego nie zrobiłeś, bo myślałeś tylko o swoim egoistycznym tyłku! — Znów zanurzyła mu łeb. 
Chociaż Jagodowy Gąszcz starał się wyswobodzić, tak była od niego znacznie silniejsza. Dusiła go, wgryzając się raz po raz w jego ciało, rozrywając mu skórę. Przemawiała przez nią wściekłość. Nie zwracała uwagi na podwodne wrzaski brata. On już nie był dla niej kotem. Był problemem, czymś co sprawiło Pszczółce ból. Nigdy nie pozwoli mu wychować tych kociąt. Nie będzie żadnym tatusiem. Po jej trupie! 
Nawet, gdy zwiotczał nie przestawała go kąsać. Wyżywała się na nim, ostatecznie unosząc go za kark i wrzucając głębiej w wodę. Opadł niczym kamień, a jego puste spojrzenie wbite było przed siebie. Zabiła go, ale nie poczuła ulgi. Świadomość tego, że dotykał Pszczółki ją obrzydzała. 
— Pomóż mi go wepchnąć głębiej w nurt rzeki, a nie się gapisz — syknęła w kierunku Kawczego Serca, która stała jak zamurowana, nie mogąc wyjść z szoku, że naprawdę to zrobiła. 

<Kawko?>

12 września 2023

Od Kawczego Serca CD. Makowego Pola

 Z całego serca żałowała, że nie porozmawiała kilka księżyców temu z Pszczelą Dumą. I tylko z nią. Gdyby z nią może porozmawiała to udałoby się wybić z jej głowy pomysł o posiadaniu kociąt. Może by się nie speszyła tak jak Mak to sugerowała? Dzięki temu nie doszłoby  do tego co miało się zaraz wydarzyć.
— O-oczywiście — odpowiedziała niemal od razu.
Skinęła starszej głową, po czym oddaliła się starając się znaleźć kocura. W głowie chuczało jej od przeróżnych myśli, nie tylko związanych z tą sytuacją. Musiała jakoś to rozegrać, żeby Jagodowy Gąszcz udał się z nią nad rzekę niczego się nie domyślając. Wątpiła czy od tak z nią pójdzie, w końcu rzadko mieli okazję rozmawiać, jeśli sytuacja tego nie wymagała. Już uniesiona sierść Kawczego Serca zdradzała jej podenerwowanie. Dostrzegła rządzę mordu w spojrzeniu ciotki, gdy ta kazała odnaleźć srebrnego. Wątpiła w to, czy rozmowa pomiędzy rodzeństwem skończy się na wyjaśnieniu kocurowi, że ma się trzymać z dala od szylkretki. 
Chwilę zajęło jej znalezienie Jagodowego Gąszczu, który promieniował blaskiem, jakby to on był w ciąży, a nie Pszczela Duma. Dostrzegając jednak Kawcze Serce mina mu zrzedła, w końcu nie miał zielonego pojęcia o tym, że zarówno ona jak i Mak znały ojca kociąt, które za dwa księżyce miały się narodzić.
— Jagodowy Gąszczu, jesteś zajęty? — spytała równając z nim kroku, kocur właśnie wrócił z polowania i udało mu się złowić pokaźnych rozmiarów rybę. 
Wiedziała komu niesie ten podarunek, a przynajmniej niósł, bo już po chwili odłożył zdobycz na stosie zwierzyny. W milczeniu przyglądał się Kawce, a jego podejrzliwy wzrok świdrował kotkę. 
— O co chodzi, Kawcze Serce? 
Czarna rozejrzała się po wojownikach znajdujących się w obozie. Miała zachować dyskrecję, a przy tych wszystkich gapiach i plotkarzach, raczej wątpiła, że jej się to uda. Musiała już poza obozem poinformować kocura o tym, że jego siostra ma z nim do pogadania. A może najlepiej wcale, może po prostu go zaprowadzi w umówione miejsce i sobie pójdzie. Za dużo już i tak wiedziała niż powinna, kolejny raz wmieszała się w sprawę, która jej nie dotyczyła.
— Potrzebuję pomocy kocura. Twojej pomocy — miauknęła starając się panować nad towarzyszącymi jej nerwami, uśmiechnęła się 
— Oh, naprawdę? — Mimo zdziwienia, na jego pysku pojawił się uśmiech — A myślałem, że w Klanie Nocy to wszystkie kotki są samowystarczalne. To miłe móc pomóc, odskocznia od bycia ciągle zbywanym.
Ty to już się biedaku za bardzo przydałeś, i to niepotrzebnie.
— Tak. Wstyd mi o tym mówić, jednak kotki mają swoje ograniczenia. — szepnęła przykładając łapkę do pyszczka. — Na patrolu odkryłam, że bobry zaczęły budować tamę u góry rzeki. Trzeba ją zburzyć jeśli nie chcemy przez kolejne księżyce głodować, jednak nie jestem w stanie sama sobie z tym poradzić. Zechcesz mi pomóc? Jesteś silny, a ja sama nie byłam w stanie rozwalić ich budowli... — zmierzyła go wzrokiem, że też wcześniej nie dostrzegła brzydoty Jagodowego Gąszczu, miała nadzieję, że kocięta nie odziedziczą w całości urody po ojcu 
On i Makowe Pole to były dwa inne światy. Jedyne co ich łączyło to pokrewieństwo wynikające z posiadywania tych samych rodziców, jak i to samo umaszczenie, tylko z innym pręgowaniem. Poza tym byli tak różni od siebie, ciotka była wzorem do naśladowania, a on przestrogą by nie stać się kimś jego pokroju.
— Oczywiście. Nie możemy sobie pozwolić na braki pożywienia, gdy okazało się, że Pszczela Duma spodziewa się kociąt. Prowadź. — polecił
Tak też Kawcze Serce zaprowadziła kocura prosto na ścięcie, decydując się nie poinformować go wcześniej o rozmowie, która zaraz przeprowadzi z siostrą. Kocur ochoczo parł naprzód, do czasu, gdy nie doszli do rzeki, gdzie rzekomo bobry zaczęły budować tamę. Rozglądał się dookoła, po czym marsząc brwi utkwił zawiedzione spojrzenie w córce Błotnistej Plamy.
— Kawcze Serce, co to ma znaczyć? Gdzie jest ten wał? — ton głosu kocura zmienił się na nieco podirytowany. — Nie jesteś już za duża na zgrywy? Nie powinnaś marnować mojego czasu.
— Może ktoś w międzyczasie jak po ciebie poszłam uporał się już z nim? O, może Makowemu Polu się udało? Chodź, dowiemy się tego. — miauknęła kierując się w stronę sylwetki siedzącej kawałek od nich
—Nie zdziwiłbym się, gdyby ubodło ją to, że miałby jej kocur pomóc! — zaśmiał się kręcąc głową — Mak! Widzę, że sobie poradziłaś sama. Czyżbyś dostała przypływu siły po tym jak Kawka poszła po pomoc?

<CIOCIUUU?>

Od Makowego Pola CD. Kawczego Serca

 Nie mogła w to uwierzyć. Pszczółka była w ciąży. Jakiś plugawy kocur ją tknął i tak okropnie skrzywdził. Czuła przeogromną złość, która w niej szalała niczym gradowa burza. Obiecała ją chronić. Obiecała, że jeżeli jakikolwiek typ ją chociażby dotknie, straci swoje nędzne życie. Zawiodła. Zawiodła ją. Czuła się tak okropnie źle. Nie była przy niej, gdy to się stało. Pewnie walczyła, płakała, a ona w tym czasie była na treningu ze swoją uczennicą. Była najgorszą przyjaciółką. A żeby tego było mało, Kawcze Serce zjawiła się tuż obok, rzucając nieświadomie słowa, które wywołały w niej natychmiastową reakcję. 
— Ona nie jest szczęśliwa! — zasyczała, mierząc ją ostrym spojrzeniem. — Byłabyś szczęśliwa, gdyby jakiś kocur cię zgwałcił?! O nie... Ja tego tak nie zostawię. Dowiem się kto to — i nie zamierzając siedzieć bezczynnie skierowała swoje kroki do żłobka. 
Pszczela Duma leżała i rzeczywiście wyglądała na szczęśliwą, lecz widok Makowego Pola sprawił, że spięła się, obawiając tego co zaraz nastanie. I słusznie, że się bała, ponieważ srebrna niosła ze sobą powiew śmierci tak doskonale wyczuwalny, że aż przerażał.
— Powiedz kto to. Powiedz, a obiecuję, że zgotuje mu taką śmierć, że pożałuje, że cię skrzywdził — zwróciła się do szylkretki, która zdumiona spojrzała na nią z niepokojem wymalowanym w oczach. 
— Mak... Nie... T-to nie tak... — tłumaczyła się, ale ona wiedziała lepiej. 
Na pewno była zastraszona. Chroniła swojego oprawcę, co nie mieściło jej się w głowie. Szybko skróciła między nimi dystans, ignorując nawoływania Kawczego Serca, która za nią tu przyszła. Stanęła z Pszczółką pysk w pysk, pokazując jej, że nie zamierzała odpuszczać. 
— Nie tak? Czy ty siebie słyszysz?! Będziesz mieć kocięta! Nie powinnaś mu odpuszczać, bo poczuje się bezkarny! Zasługuję na najgorsze tortu... — nie dokończyła, ponieważ przyszła królowa szybko się wtrąciła.
— Będziemy mieć kocięta! My! — Kocica dotknęła jej piersi, a w jej oczach pojawiły się nagle łzy. — Zrobiłam to dla nas, Mak. 
Zamrugała zaskoczona, nie wierząc w to co słyszy. Jak to dla nich. Jej pysk otworzył się w szoku, pierwszy raz nie mogąc wykrztusić z siebie żadnego słowa. Pszczela Duma widząc, że miała idealny moment na wytłumaczenie swojego postępowania, kontynuowała. 
— Mak... J-ja... Ja cię kocham. Zawsze kochałam. A ty... Ty tego nie dostrzegałaś... Chciałam ci powiedzieć, ale... Ale bałam się twojej reakcji. Sądziłam, że kocięta to zmienią. Że spojrzysz na mnie inaczej. Że założymy rodzinę — z każdym wypowiadanym słowem spływały jej po pysku łzy. W końcu się przemogła. W końcu wyznała prawdę odnośnie swoich uczuć do Makowego Pola. 
Srebrna wpatrywała się w przyjaciółkę czując jak przez jej ciało przebiega dreszcz. Czyli to co mówiła Kawcze Serce... Plotki... Każdy to dostrzegał, lecz nie ona? Sądziła, że Pszczółka nigdy nie zapałałaby do niej żadnym uczuciem. W końcu... przyjaźniły się od dziecka. Miłość nie szła z tym w parzę. A może jednak? Czyżby się myliła? 
— Pszczółko... — zaczęła, ale nie dokończyła zdania. Nie miała pojęcia co jej powiedzieć. Nie tego się spodziewała. 
Szylkretka spuściła głowę, oczekując najpewniej na odrzucenie. Zostałaby wtedy sama z dziećmi. Zniszczyła ich przyjaźń. Na zawsze. 
Kawcze Serce stała w ciszy, przyglądając się tej scenie, bojąc się nawet odetchnąć. Dopiero Makowe Pole przerwała napięcie unoszące się w powietrzu, obejmując przyjaciółkę, która wybuchła szlochem. Jednak nie takim rozgoryczonym, pełnym smutku, a pełnym ulgi i szczęścia. 
— Nie potrzebuję kociąt by cię docenić... Twoja przyjaźń wiele dla mnie znaczy... Ja... Przepraszam Pszczółko, że byłam taka ślepa. Słyszałam plotki, ale nie sądziłam, że się z nimi zgadzasz — powiedziała czując jak poczucie winy zaczyna ją przygniatać. To przez nią Pszczółka postanowiła przespać się z jakimś kocurem, aby ją w końcu zauważyła. Teraz jej dziwne zachowanie, ostatnia ucieczka w śnieżyce, kłótnia z Cedr, te kojące muśnięcia językiem po głowie, nabierały sensu. Zdawało się jakby wszyscy o tym wiedzieli oprócz niej. 
— Ja... Ja bałam się, że mnie odrzucisz — wyszeptała. 
— Nigdy bym cię nie odrzuciła. 
Pszczela Duma spojrzała jej w oczy. W te piękne zielone oczy. Przeniosła je zaraz na pysk, by nieśmiało zrobić to o czym śniła przez te wszystkie księżyce. Pocałowała nieśmiało srebrną, która nie uciekła z krzykiem, nie zaczęła jej wyzywać, a jedynie otuliła ogonem, wpatrując się w nią z niespotykaną dotąd łagodnością. 
— Czyli... My... — miauknęła niepewnie przyszła królowa. 
— Tak — Makowe Pole potwierdziła, kiwając głową.
I tak oto, po wielu księżycach spełniło się marzenie Pszczółki. I chociaż Makowe Pole wydawała się spokojna, tak w jej wnętrzu kotłowało się od wielu myśli. Była tym nieco przytłoczona, a także zaskoczona. Na dodatek gniew na ojca kociąt wcale nie zniknął. Nie chciała jednak straszyć kotki, więc gdy ta się uspokoiła, dopiero wtedy zadała pytanie o to kto pomógł jej zaciążyć. 
Pszczółka niepewnie zerknęła na nią, a potem przeniosła wzrok na Kawcze Serce, o której obie zapomniały. 
— T-twój brat... 
Te dwa słowa sprawiły, że krew odeszła jej z pyska. Jagodowy Gąszcz. Ta irytująca jednostka, którą chciała ubić już dawno temu. On... ośmielił się ją tknąć. Pszczółkę... Jej pysk zmienił się w kamień, co było jasnym sygnałem dla szylkretki, że nie zamierzała tak tego zostawiać. 
— Mak... Proszę. Chciałam, aby nasze dzieci miały coś z twojej krwi. Nie chciałam cię skrzywdzić. T-to nie zdrada. J-ja... ja byłam zdesperowana, a on...
— A on to wykorzystał. — Wbiła pazury w ziemię. — Pewnie dlatego tak się tobą interesuje i za tobą lata. 
— Nie rozumie, że zrobiłam to dla ciebie. On liczy na to, że będzie mógł wychować te dzieci... Nie słucha mnie... — tłumaczyła się Pszczółka. 
— Porozmawiam z nim. Jak siostra z bratem. Zostawi cię w spokoju. Na zawsze — zapewniła, podnosząc się na łapy. Rzuciła jeszcze spojrzenie w kierunku Pszczółki, po czym niepewnie polizała ją w policzek. Dziwnie się czuła z tym, że to zrobiła. Nie przywykła do całowania kogokolwiek. To przyjaciółka była zawsze tą, która inicjowała takie kontakty, a nie ona. 
Kiedy wyszła ze żłobka, odetchnęła rześkim powietrzem. Nie odwracając się za siebie, zwróciła się do Kawczego Serca. 
— Znajdź mojego brata. Przyprowadź go nad rzekę. Powiedz, że mam z nim do pogadania i nikomu nie mów, że tam idziemy. Najlepiej... Aby nikt nie wiedział o naszym spotkaniu. Mogę na ciebie liczyć? — Dopiero teraz jej wzrok spoczął na czarno-białej. 
W jej oczach widniała zapowiedź śmierci. 

<Kawko?>

11 września 2023

Od Kawczego Serca CD. Makowego Pola

 Czuła się głupia, gdy poruszyła temat związku kotek. Zwłaszcza, gdy Makowe Pole zarzekała się, że jedyne co je łączy to przyjaźń. Może faktycznie tak było. A Kawcze Serce tylko się ośmieszyła zadając tak osobiste pytanie. A wszystko to przez jej brata, z którym rozmowa zmieniła spojrzenie na dwie przyjaciółki. Cóż, nic dziwnego. W końcu granica między przyjaźnią, a miłością w Klanie Nocy pomiędzy kotami zacierała się bardziej niż chyba w innych klanach.
— Wybacz, nie miałam nic złego na myśli! — powiedziała niemal od razu, nie chcąc narażać się na gniew ciotki. Była ciekawa czy ta rozmowa potoczyłaby się inaczej, gdyby zamiast z Makowym Polem, przeprowadziła ją z Pszczelą Dumą. Czy też by tak samo odpowiedziała, jak jej przyjaciółka? — O-oczywiście nikomu nie będę rozpowiadać tych plotek, postaram się je ukrucić, by nie ucierpiała na tym wasza relacja. — oświadczyła kładąc po sobie uszy, że też taką gafę strzeliła
Makowe Pole zadarła wysoko pysk i zmierzyła ją spojrzeniem. 
— No ja myślę. Skoro już przyszłaś zaprzątać mi głowę, to może podzielisz się jakimiś bardziej na miejscu plotkami?
— Coż... — zawahała się, lepiej nie było wyciągać innych plotek, którymi wojowniczka mogłaby zdenerwować srebrną. Nie wspominający, że dotyczyły one głównie kotek z bliskiego otoczenia samej Mak, jak i Kawki. — Takich na miejscu to chyba raczej ostatni czasy nie ma. Zresztą to tylko plotki, wynikające najpewniej z zazdrości innych kotek i kocurów. Nie warte powtarzania. — Przeniosła spojrzenie na uczennice, które nie zaprzestały treningu w czasie, gdy mentorki sobie gawędziły — Świetnie sobie radzą, z księżyca na księżyc są coraz lepsze. — przyznała, chwaląc poniekąd też naukę czarnej — Nie mogę się doczekać, aż zostaną mianowane na wojowniczki — zmieniła temat na ten bardziej przyziemny, niż plotki, które mogły zawierać ziarno prawdy

***

W Klanie Nocy doszło chyba do jakiegoś baby boom, bo jak się okazało, kolejna kotka oczekiwała potomstwa. To dobrze, w końcu młoda krew była potrzebna w klanie. Tyle, że tą kotką będącą w ciąży była Pszczela Duma. Szylkretka według Kawczego Serca należała do grupy tych kotek, które jako ostatnie zgodziły by się zajść w ciążę, z własnej nieprzymuszonej woli. Tyle, że przyszła królowa wyglądała na szczęśliwą że stanu w jakim się znalazła. Czyli planowała ciążę, a nie był to zwykły przypadek. A z tego co Kawcze Serce wiedziała, ona nie miała partnera. A może miała tylko nikomu nie wyjawiła tego? Nawet Mak? 
Kotkę ciekawiło czy ojcem przyszłych kociąt jest któryś z kocurów z klanu czy może jednak samotnik. O to jednak nie śmiała się zapytać, miała nauczkę po ostatnim wytykaniu nosa w nie swoje sprawy.
Córka Nastroszonego Futra przyglądała się ciotce, która nie wyglądała na zadowoloną ani trochę, po tym jak dowiedziała się o ciąży swojej przyjaciółki. Nawet jeśli zdawała sobie sprawę, że starsza gardzi kocurami, to czy nie powinna się cieszyć ze szczęścia kotki bliskiej jej sercu? 
— Ciociu Mak, nie powinnaś się tak denerwować. Złość tylko szkodzi i zdrowiu, i urodzie... Spójrz tylko na Pszczelą Dumę. Jest szczęśliwa. Jesteście przyjaciółkami, powinnaś cieszyć się razem z nią. — podjęła łagodnie, wiedząc, że rusza tykającą bombę. 
I ta bomba właśnie wybuchła.

<Ciociu Mak, spokojnie, nie denerwuj się, to się wyklepie>

05 września 2023

Od Makowego Pola CD. Kawczego Serca

Skrzywiła nos, kiedy córka Błotnistej Plamy zaczęła się jąkać jak swoja matka. Oczywiście wiedziała, że młoda była z nią spokrewniona, ale wolała wyrzucić to z pamięci. Kawcze Serce wydawała jej się kimś znacznie godniejszym niż czekoladowa, z którą miała nie lada problemy podczas jej szkolenia. Wciąż okropnie wspominała tamte czasy, więc gdy kocica zaprezentowała przed nią tą słabość, aż ją zemdliło. 
— Przepraszam... Po prostu zauważyłam, że ty i Pszczela Duma jesteście ze sobą blisko. I mam tu na myśli, że bardzo blisko, bardzo jak na przyjaciółki... — zasugerowała Kawcze Serce —  Czy wy jesteście razem?
Parsknęła krótkim i urwanym śmiechem, jak gdyby słyszała dobry żart. Gdyby tylko Pszczółka o tym usłyszała! Już widziała jak przyjaciółka kręci głową i chichocze pod nosem, słysząc te dziwne i niepoprawne przypuszczenia z pyska czarnej, a zaraz potem czuje jak ogarnia ją wstyd i zażenowanie.
— To żarty? — Spojrzała na kocicę, jakby oczekując, że ta zaraz pokiwa głową i potwierdzi. Ta jednak wpatrywała się w nią nieco zaskoczona jej reakcją, co pokazywało, że mówiła to na serio. Od razu jej mina zrzedła. — Pszczela Duma i ja jesteśmy przyjaciółkami. Nie łączy nas nic romantycznego, nie. Co za głupi pomysł — prychnęła pod nosem, karcąc spojrzeniem wojowniczkę. — I wątpię, aby ona żywiła do mnie jakieś uczucia. Znam ją od kocięctwa. Zawsze trzymałyśmy się razem, więc nic dziwnego, że jesteśmy blisko. Ja, Pszczółka i Cedr odkąd pamiętam tworzyłyśmy paczkę najlepszych przyjaciółek. Może i pogardzamy kocurami, ale to nie powód by nas ze sobą swatać — powiedziała, kręcąc głową. 
Naprawdę co ta młodzież nie wymyśli. Może i spały razem, a Pszczółka lubiła oczyszczać jej futro z brudu, ale nie zauważyła w tym nic nadzwyczajnego, co spowodowałoby, że zaczęłaby myśleć, że były parą. Pewnie to Truposzek rzucił tą plotkę, aby się na niej odegrać. To na pewno to. Chociaż jej zdaniem był zbyt mało inteligentny, aby wpaść na taką zemstę. 
— Och, Kawcze Serce — westchnęła, uspokajając swoje oburzenie. — Lepiej zajmij się czymś ciekawszym, zamiast słuchaniem plotek. Dobrze, że Pszczółka tego nie słyszała, bo pewnie spaliłaby się ze wstydu! Ona jest delikatna i pewnie przestałaby się ze mną zadawać, gdyby usłyszała, że klan ma nas za partnerki. Dlatego nie rozpowiadaj tego na prawo i lewo, proszę cię. Zależy mi na tym, aby nasza przyjaźń się nie rozpadła z tak głupiego powodu. 

<Kawko?>

27 sierpnia 2023

Od Kawczego Serca CD. Makowego Pola

 Starsza miała rację. Wczorajsze zgromadzenie było jednym z dziwniejszych zgromadzeń, na których Kawcze Serce miało przyjemność być. Ale czy to źle? Sama chwilę się pośmiała, jednak śmiech zastąpiło u niej zmartwienie, gdy wymieniała uwagi z kotką z Klanu Klifu, z samą córką liderki, Księżycowym Blaskiem znaną aktualnie jako Uroczy Księżycuś. Może i te imiona brzmiały nawet uroczo, jednak co najwyżej można było tak nazywać kocięta, nie prawdziwych wojowników. Prawdziwy wojownik nigdy nie zgodził się na to by jego imię zamiast podziwu albo strachu wywoływało śmiech u innych kotów, a tym bardziej możliwym przeciwniku. Chyba, że to był plan szylkretki. Sprawić, że koty z innych klanów pomrą ze śmiechu.
— Dobrze, że u nas władza jest w kompetentych łapach — rzekła przyglądając się roześmianej srebrnej, po czym swój wzrok przeniosła na tortie — Nie wiem jakim cudem wciąż żaden z kotów nie zarządzał od — tutaj zmieniła trochę ton głosu — Aksamitnej Gwiazdeczki rezygnacji z roli lidera. Jak mogła tak ośmieszyć swój klan i koty, za które jest przecież odpowiedzialna... — miauknęła sama do siebie, powoli uciekając myślami gdzieś indziej 
Im dłużej tak się przyglądała się przyjaciółkom, tym bardziej ukłucie zazdrości w sercu dawało o sobie znać. A to z powodu, że wczorajsze zebranie nie przebiegło tak jak sobie to zaplanowała. Było miło, ale mogło być przecież milej. Chciałam spędzić ten czas na rozmowie z uczennicą medyka z Klanu Burzy.
— A co z tobą Kawcze Serce?
— Proszę?
Kotki wymieniły ze sobą znaczącej spojrzenie, po czym Mak kontynuowała swój wywód, na którym niestety Kawka się nie skupiła. W każdym radzie było kontynuacją śmiania się że zmian zaisynialaych w Klanie Klifu.
— Myślę, że ty nazywałabyś się Kawusiowe Serdusio. — Parsknęła, po czym znów wyraziła się niepochlebnie o nadawaniu tak durnych imion
Sierść kotki zjeżyła się, a jej ciałkiem przeszedł dreszcz. Gdyby była wciąż kociakiem zapatrzonym w swoją matkę, na pewno ucieszyłaby się, że nosi takie imię. Lecz teraz czuła jednie obrzydzenie. Z dumą nosiła swoje aktualne imię, wojowniczę miano i na pewno nie zaakceptowała by takich zmian.
— Proszę cię Mak, przed chwilą jadłam — miauknęła, posłała lekki uśmiech kotce
Temat w końcu zszedł na sprawy inne niż zgromadzenie. Głównie na sprawy klanowe. Rozmawiały o zmianach, o kotce, która jakiś czas temu zasiliła ich szeregi, jak i o tym, że pogoda bywa ostatnio kapryśna. Mak jeszcze kilka razy zahaczała o wczorajsze zebranie, jednak w odniesieniu o to, że było to pierwsze zebranie córek Sroczego Lotu. Pokręciła nieco nosem na temat tego, że kotki nie powinny marnować czasu na zaprzyjaźnianie się z potencjalnymi wrogiem, tylko skupić się na treningu i pielęgnowania więzi klanowych. Nie umknęło córce Błotnistej Plamy, że ta uwaga skierowana jest również do niej. Szczególnie ta o dbaniu o relacje z współklanowiczami.
A Kawcze Serce nie śmiała się z tym nie zgodzić. 

***

Od czasu rozmowy z Makrelową Łapą, bacznie obserwowała obie kotki. Naprawdę rzadko zdarzało się zobaczyć jedna z nich samą, samiuteńką, bez towarzyszki u boku. A za te towarzyszkę często robiła właśnie Pszczela Dumą, gdyż Mak wyglądało na to, że nie ważne z kim, jeśli to była kotka i nie była matką Kawczego Serca, z każdym mogła porozmawiać.
Tak też w trakcie jednego z łączonych treningów zdecydowała się zaspokoić swoją ciekawość. Gdy Wirująca Łapa i Tuptająca Łapa ćwiczyły walkę, zbliżyła się do nadzorującej je starszej kotki. 
— Makowe Pole, mam do ciebie pewne pytanie... Dość prywatne. — dodała ciszej. 
Teraz się czuła jak totalna idiotka, gdy zdecydowała się otworzyć pysk. W myślach to jeszcze miało jakiś sens, ale teraz język odmawiał jej posłusznego. Tak też zaczęła się jąkać, co spotkało się z nieprzychylnym spojrzeniem czarno-białej.
— Na gwiezdnych! Kawcze Serce, natychmiast przestań się jąkać i się wysłów. Genów wprawdzie nie da się oszukać, ale nie powinnaś przynosić wstydu swojej mentorce. Jaki przykład dajesz jej córką!
— Przepraszam... Po prostu zauważyłam, że ty i Pszczela Duma jesteście ze sobą blisko. I mam tu na myśli, że bardzo blisko, bardzo jak na przyjaciółki... — zasugerowała zakłopotaną tą całą sytuacją, zdawała sobie sprawę, że nie powinna być wścibska, jednak chciała przekonać się czy w plotkach i w tym co ostatnio dostrzegła było ziarno prawdy. —  Czy wy jesteście razem?

<Mak? Prosto z mostu ot co>

04 sierpnia 2023

Od Makowego Pola CD. Kawczej Łapy (Kawczego Serca)

 Słowa kotki miło połechtały jej ego. To było cudownie słyszeć, że kolejny kot zgadzał się z tym, że byłaby idealną liderką. Od razu wprowadziłaby zmiany. Na pewno kocury straciłyby wszystkie prawa. Nie można było w końcu dopuścić, aby ta rozwydrzona hałastra, która ma umysł myszy dorwała się do władzy. Tylko kotki powinny rządzić Klanem Nocy... No i oczywiście te mądre, a nie takie jednostki pokroju Błotnistej Plamy. Doprowadziłaby do tego, że byłyby czczone jak boginie. Zero głupich samców, którzy mogliby się im naprzykrzać. Zdegradowałaby ich do roli parobków, by zdobywali im tylko jedynie pokarm. Spędzaliby całe dnie na pracy, gdy one mogłyby zajmować się polityką i zmienianiem świata na lepsze. 
— Cieszę się, że tak uważasz — mruknęła zadowolona. — Ale jak widzisz... Aktualna liderka mnie nie doceniła. Wybrała kogoś innego na moje miejsce. — Pokręciła niezadowolona nosem. 
— Jestem pewna, że niedługo to się zmieni Maczku — odezwała się Pszczółka. 
— Oj, dziękuję za wiarę. — Otarła się łbem o przyjaciółkę. — Chciałabym w to wierzyć — westchnęła, spoglądając na Kawczą Łapę. 
Porozmawiali jeszcze o różnych babskich sprawach. Młoda mogła dowiedzieć się jak prawidłowo dbać o sierść, a nawet została zaproszona na kocie spa. Raczej nikt nie obrazi się, że porywa tą małą na babskie sprawy. Kawka może i była młoda, ale trzeba było dbać o osobniki z jej manierami. Widziała w niej potencjał na wspaniałą wojowniczkę, nie to co jej matka. 

***

Chichrała się z Pszczółką, leżąc w legowisku wojowników, przeżywając wczorajsze zgromadzenie. Klan Klifu tak się zbłaźnił! Nie mogła wyrzucić tego z pamięci. Raz po raz jej ciałem wstrząsał chichot, gdy rozmawiały o tamtej nocy. 
— Byłabyś Pszczółeczkową Dumusią, a ja Maczusiową Polanką. Kto ją wybrał na to stanowisko? Chyba wariat! — miauczała do kocicy, dostrzegając kątem oka, że podchodzi do nich Kawcze Serce. 
— O czym rozmawiacie? — zapytała zaciekawiona. 
— O wczorajszym zgromadzeniu. Boki zrywać! Nigdy tak się nie uśmiałam. Zawsze jest nudno, ale wczoraj? Myślałam, że to mi się śni! — miauczała czarno-białej, nie umiejąc powstrzymać parsknięcia. 

<Kawko?>

01 sierpnia 2023

Od Kawczej Łapy (Kawczego Serca) CD. Makowego Pola

 "Nie bierz przykładu ze swojej matki"
Ile razy już to słyszała? Chyba codziennie minimum dwa razy, od różnych kotów. Głównie od tych, którzy przyjaźnili się z jej ciotką, jak i od niej samej. Było to uciążliwe i jak na początku zawsze ochoczo zgadzała się, że nie będzie brać przykładu z Błotnistej Plamy, to za setnym razem ta uwaga wychodziła jej bokiem. W końcu nie brała z niej przykładu, wkładała całe w serce w treningi, aby być lepszą każdego dnia. Chciała coś udowodnić, że nawet jeśli była tym najsłabszym kocięciem, to teraz wcale taka nie jest. Zdecydowała się zmienić temat na ciotkę, by nie ciągnąć tematu jej rodziców. Może i samej jej się zdarzało na ich temat ponarzekać, ale nie lubiła gdy ktoś to robił. Miała w końcu oczy, przejrzała na nie i wiedziała, że związek jej rodziców nie był zdrowy, a oni sami pozostawiali wiele do życzenia.
— Sroczy Lot przekazuję mi najpotrzebniejszą wiedzę, dzięki czemu staję się lepszą wersją siebie. Ostatnio kilka dni temu wspomniała, że to tylko kwestia czasu nim zostanę wojowniczką. — powiedziała czując wielką dumę, że kotka doceniała jej poświęcenie sprawie jakim były treningi. Nie mogła się doczekać dnia, gdy otrzyma imię wojownika.
— Gratuluje więc. Bycie wojownikiem niesie dużo korzyści, na przykład można chodzić gdzie się chcę i robić co się chcę. Ja z Pszczółką często po wykonaniu obowiązków chodzimy się kąpać w rzece albo na plaże. Czasem należy się zrelaksować w babskim gronie.
— To prawda. Nie mogę się już doczekać tych wojowniczych przywilejów — miauknęła rozmarzona, ona już jako wojowniczka po skończeniu wojowniczych obowiązków spędza miło czas z ... No właśnie, z kim? Z bratem? Z siostrą? Z Porankiem? Z kuzynkami? — Mam nadzieję, że tak jak wy teraz, ja również kiedyś będę spędzać czas ze swoją przyjaciółką. — odparła uśmiechając się do kotek — Gdzie nie spojrzeć, zawsze was widać razem. Zazdroszczę wam waszej relacji. — przekrzywiła łebek, przenosząc wzrok na Pszczelą Dumę — W moim przypadku jak na razie nie udało mi się znaleźć wspólnego języka z żadną z rówieśniczych kotek z naszego klanu, więc pozostaje mi towarzystwo mojej leniwej siostry, bądź hałaśliwego brata i Porannej Łapy — westchnęła ciężko, żałowała tak bardzo, że kotki, z którymi udało jej się znaleźć wspólny język, szczególnie ze Słoneczną Łapą, mieszkały w innych klanach, więc nie mogły tak łatwo się spotykać.
— Uh... — Skrzywiła nos na wzmiankę o bracie Kawki. — Musisz wiedzieć moja droga, że lepiej otaczać się kobiecym towarzystwem. Tylko my siebie rozumiemy... Kocury są... Głupie. Mój brat także jest jakiś odklejony, a ojciec... Szkoda gadać. — Machnęła łapą, aby nie wracać do tych wspomnień. — Jestem pewna, że znajdziesz sobie jakieś wartościowe damskie towarzystwo. Pszczółka i ja znamy się od żłobka, czasem jeszcze dołącza do nas Cedrowa Rozwaga, twoja mentorka oraz Zajęcza Troska. Jesteś młoda — oceniła. — Ale warto korzystać z wiedzy starszych. Prawda, Pszczółko? 
Kotka zarumieniła się, gdy Mak na nią spojrzała, ale nie było to zbyt widoczne przez jej sierść. Skinęła głową, potakując.
— Prawda. 
— Widzisz? Mogę cię wszystkiego nauczyć — mruknęła niezbyt skromnie, prostując się w idealnie. — W nas jest bowiem siła. Większa niż sądzisz.
— W takim razie z chęcią skorzystam z twojej wiedzy — odparła ochoczo, będąc ciekawa nauk Makowego Pola, która uśmiechnęła się do kotki promiennie. 
— A więc... My kotki jesteśmy nie bez powodu lepsze od kocurów. Jesteśmy bardziej inteligentne. Widać to po klanie. Rudzikowy Śpiew sobie nie radził, nie chciał nawet przyjąć imienia lidera. Mój ojciec... Cóż... Zawalił sprawę i dał się obalić, phi! A teraz bawi się w jakiegoś detektywa. A twój tatuś od siedmiu boleści? Cham i prostak, który nawiał, gdy zmarła mu mamusia. Widzisz więc, że oni potrzebują naszego przywództwa. Dlatego od teraz same kotki wybierane są na stanowisko lidera.
— Rudzikowy Śpiew ledwo co pamiętam, byłam zbyt mała. Ale wychodzi na to, że to nawet lepiej... — zauważyła, coś faktycznie obiło jej się o uszy odnośnie kocura, jednak słowa Mak utwierdziły ją w przekonaniu odnośnie niezdolnego do sprawowania władzy lidera — Dobrze, że Klan Nocy przestał być pod jego łapami. Martwi mnie jednak to, że władza ostatnim czasy się bardzo często u nas zmienia. Zmiany są potrzebne, jednak w innych klanach z tego co zauważyłam na zebraniach od dłuższego czasu panują ci sami liderzy. — wyznała kotkom coś co trapiło ją od dłuższego czasu — Czy tak samo było przed moim narodzeniem, że lider zmieniał się prawie, że z upływem pory roku?
— Może... Nie żyje aż tak długo, aby to ocenić. Ale słyszałam, że wiele razy lider się zmieniał, bo sobie nie radził. Dotyczyło to jednak kocurów. Krucza Gwiazda rządziła długo, ale Rudzikowy Śpiew ją zabił, a potem szerzył tą swoją niedole na resztę klanu. Gdybym ja została wybrana liderką, nie pozwoliłabym na to, aby ktoś się buntował i próbował mnie obalić. Upadają słabi co nie potrafią się utrzymać.
— Tak... — zgodziła się z jej ostatnimi słowami, a w jej głowie na słowo "słabi" pojawił się obraz Błotnistej Plamy. Czy można było upaść niżej niż jej matka? — Myślę, że nadawałabyś się idealnie na liderkę Makowe Pole. Na pewno uzyskałabyś poparcie całego klanu, w szczególności kotek. A gdy ty byłabyś liderką to myślę , że Pszczela Duma świetnie spisałaby się jako twoja zastępczyni — uśmiechnęła się do drugiej kotki, która była cichsza.

<CIOCIU MAK? proszę nie zabijaj cioci mgiełki w teraźniejszości, jeśli ta wizja posiadania władzy ci podpasuje 🤧>

15 lipca 2023

Od Makowego Pola CD. Kawczej Łapy (Kawczego Serca)

 Ten czas spędzała na uboczu wraz z Pszczelą Dumą, która promieniała szczęściem. Nie za bardzo wiedziała co sprawiło, że humor przyjaciółki uległ takiej poprawie, ale skoro ona była radosna, to i ona czuła spokój ducha i zadowolenie. Szylkretka opowiadała właśnie o tym jak minęło jej polowanie. Chciała, aby wybrały się na następne razem, owijając swój ogon o ten należący do niej. W zasadzie... To mogły. Nie widziała w tym żadnego problemu. 
— Ale na ryby — mruknęła do kotki, która przytaknęła jej łbem.
Była ładna pogoda, więc szkoda byłoby ją zaprzepaścić na zwierzynę lądową. Zamruczała, gdy przyjaciółka musnęła ją językiem po futrze na szyi. Lubiła jak czyściła tak jej sierść. Zawsze robiła to tak dokładnie, że sama nie musiała skupiać się na swojej pielęgnacji, ponieważ Pszczółka sprawiała, że wyglądała zawsze nieskazitelnie. I oczywiście jej to nie przeszkadzało. Była w końcu wspaniała. 
Dojrzała kątem oka, że ktoś się w nią wpatruje. Jej wzrok spoczął na spojrzeniu Kawczej Łapy, która szybko zerwała kontakt wzrokowy. 
— Patrz. Idzie dzieciak twojej uczennicy — usłyszała szept w uchu i zaraz zwróciła ponownie swój łeb w stronę uczennicy.
Zmrużyła oczy na kotkę, oceniając ją spojrzeniem. Szkoliła się u Sroczego Lotu, więc wątpiła, aby odziedziczyła coś po swoich upośledzonych rodzicach. Inaczej wojowniczka już dawno zaczęłaby na nią narzekać. 
— Mogę się dosiąść? — zagadnęła czarno-biała po tym jak się z nimi przywitała.
— Witaj — przywitała się z młodą, kiwając łbem. — Oczywiście. Możesz się dosiąść — zaprosiła ją, bowiem była ciekawa co takiego sprawiło, że córka Paskudy chciała z nimi rozmawiać. — Co cię do nas sprowadza? — zapytała oczekując wyjaśnień. Niecodziennie w końcu ktoś zawracał sobie nią głowę. Zwykle ten czas spędzała z Pszczołą i Cedr na wspólnych plotkach. Miała niezbyt dobre wyczucie do dzieci, co było widać po jej stosunku do swojej uczennicy, którą terroryzowała przez jej ciapowatość. 
— Przyjaźnicie się ze Sroczym Lotem, prawda?
— Owszem. Kotki powinny w końcu trzymać się razem. To w nas drzemie prawdziwa siła. Kocury... Cóż... To tylko dodatek. Są od nas słabsi pod względem fizycznym. Nie wiem czy wiesz, ale twój ojciec... — Skrzywiła się na wspomnienie dymnego. — To był prawdziwy dowód na to, że samce to wielkie kocięta. Zawsze płakał jak kocię tuląc się do mamusi, gdy działa się mu krzywda. A sam do niej doprowadzał. Nawet nie był w stanie pokonać twojej mentorki. Czuj dumę z tego, że Sroczka cię szkoli. Jest niezłą wojowniczką. Nie bierz przykładu ze swojej matki...

<Kawko?>

01 lipca 2023

Od Kawczej Łapy Do Makowego Pola

 Nie było czuć, że nastała pora odpadających liści. Było tak ciepło jak latem, dlatego też wiele kotów spędzało czas nad rzeką. Kawka leżała w cieniu drzewa przyglądając się Sroczemu Lotowi i jej przygarniętym pociechą, które brodziły w wodzie. Nawet Śnieżna Gwiazda pozwoliła sobie na dzień lenistwa. Zajęła miejsce na jednej z gałęzi drzewa, pod którym odpoczywała Kawka, gdzie miała doskonały widok na wszystkich klanowiczów. 
Dostrzegając zbliżającego się ku niej Makrelka przeniosła na niego spojrzenie. W tym samym momencie dostała łapa prosto w twarz.
— Przepraszam, to niechcący — powiedział Poranek szczerząc się do kotki, która oberwała jego stopą, gdy ten się przeciągał
— To, że twoja siostra jest czasami moja dziewczyną, nie znaczy, że możesz podrywać moją... Jako, że naszego ojca nie ma tymczasowo w klanie, to ja teraz odpowiadam za to z kim moje siostry się zwiążą w przyszłości! — zadeklarował brat Kawki podchodząc do nich — I ty nie znajdujesz się na liście potencjalnych kandydatów dla nich.
Czarna kotka spojrzała się spode łba na kocurka. Nie chciała by robił za jej swatkę i decydował o tym, kto będzie dla niej odpowiedni, a kto nie. Jeśli będzie chciała się z kimś kiedyś związać, na pewno nie będzie rozmawiać o tym z bratem, tego była pewna. Jak już raczej spróbuję poradzić się żeńskiego grona kotów. Na to jednak miała jeszcze czasu, a czasu. Najważniejszym aktualnie dla niej było ukończenie treningu, a nie romanse, nawet te kocięce.
— Na całe szczęście. Nie chciałabym by mój partner uderzał mnie łapą w twarz — odparła podnosząc się z ziemi, po czym otrzepując się, potarła łapką po pysku rozmasowując obolałe miejsce — Nie będę wam przeszkadzać w męskich rozmowach — mówiąc to oddaliła się od kocurów, już raz miała okazję przysłuchiwać się jak rozmawiali o Ryjówkowej Łapie i żałowała tego, była pewna, że koniec końców rozmowa i tym razem zejdzie na nią
Przemieściła się kawałek dalej, bliżej mostu przy którym dostrzegła Makowe Pole w towarzystwie Pszczelej Dumy. Z tego co udało jej się zauważyć te dwie kotki często trzymały się razem, czasami również kręciła się obok nich Zajęcza Troska. Przez dłuższą chwilę im się przyglądała, gdy dostrzegła wpatrujące się w nią zielone ślipia czarno srebnej. Speszona, że została przyłapana na wpatrywaniu się w nie odwróciła wzrok. Momentalnie skarciła się w myślach, powtarzając sobie, że nie jest już przecież mała Kawką. Było jej bliżej do wojowniczki. I jeśli chciała być przez innych tak odbierana, powinna się tak zachowywać.
Pewnym krokiem zbliżyła ku starszym kotkom. Dostrzegła jak Pszczela Duma coś szepcze do ucha byłej mentorki jej matki. Nie wiedziała jaka była między nimi relacja, jednak miała nadzieję, że nie było aż tak tragicznie. Chociaż patrząc na aktualne zachowanie Błotnistej Plamy musiało tak być. Miała nadzieję, że kotka nie będzie jej oceniać przez pryzmat matki. W końcu różniły się, i to było z każdym księżycem jeszcze bardziej widoczne.
— Mogę się dosiąść? — zagadnęła po tym jak się z nimi przywitała, mając nadzieję, że nie spotka się z odmową starszych 

<Ciociu Mak?>

[przyznano 5%]