BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melodyjna Łapa x Słonikowa Łapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Melodyjna Łapa x Słonikowa Łapa. Pokaż wszystkie posty

10 maja 2020

Od Melodyjnej Łapy CD. Słonikowej Łapy

Przed emeryturą Czapli Papli

Trzepnęła ogonem z frustracją. Wystarczało, że Rzeczny Nurt wyprowadziła ją dzisiaj z równowagi, nie potrzebowała zbierać negatywnych emocji jeszcze od przyjaciela. Musiała go jakoś przekonać do swoich racji i dać do zrozumienia, że musi wiedzieć, po której stronie staje — Melodyjnej Łapy, dobrej znajomej i przyszłej wielkiej wojowniczki, czy zapchlonego, śmierdzącego Czaplej Gwiazdy i reszty tych miękkich buł.
— Skoro dalej masz zamiar siedzieć cichutko jak pieszczoszek przed swoim Dwunogiem, to najwyraźniej nie… Hej, mam uznać, że Czapla osiągnął swój cel? — Zadała pytanie, chcąc go bardziej podjudzić. — Dobra. Wiesz, jeżeli nie chcesz mi pomóc, to chyba będę musiała zrobić wszystkie fajne rzeczy sama…
— Nie no — odpowiedział po dłuższej chwili. — Oczywiście, że ci pomogę.
Kotka postarała się zamaskować rosnące radość i satysfakcję. Zmusiła się do pozostania w miejscu bez ruchu i jedynie skinęła łbem. Musiała pokazać, że potrafi być opanowana i wie, co robi, nawet jeśli było to kłamstwo bardzo dalekie od prawdy.
— To świetnie. No więc chciałabym zawrzeć swego rodzaju pakt — miauknęła, ściszając ton głosu. — Tak jak mówiłam, będziemy robić same super rzeczy. Nie nie, nic ryzykownego — Przynajmniej nie na początku, przemknęło przez myśl. — Małymi czynami będziemy się odpłacać za zło i przy okazji świetnie bawić. Z czasem dzięki temu urośniemy w siłę i zostaniemy wielkimi wojownikami, których wszyscy będą wspominać! A kto wie, może nie tylko wojownikami? Czy Melodyjna Gwiazda nie brzmi wspaniałe? Słonikowa Gwiazda oczywiście też — zakończyła, oczekując reakcji.
Słonikowa Łapa przekręcił głowę. Wyglądał, jakby intensywnie myślał. Czyżby wątpił w ten cudowny, wymyślony raptem chwilę temu plan? Może nie brzmiało to dla niego zbyt realnie?
— Możemy zacząć już niedługo — kontynuowała. — Wtedy przekonasz się, że nie da to nam nic złego. Nawet już wiem, co możemy zrobić!
— Co takiego? — zapytał z ciągłą nutą niepewności w głosie.
Na pysku uczennicy pojawił się mały, szyderczy uśmieszek.
— Co prawda nie możesz jeszcze wychodzić z obozu… ale, gdy wrócę, ty pomożesz mi podłożyć już trochę nieświeżą zwierzynę jakiemuś kotu. Tym kotem będzie rzecz jasna Czapla Gwiazda — wyjaśniła. — Nic mu się nie stanie, no, oprócz bólu brzucha, biegunki i wymiotów. Nie da rady odkryć, że to my. Chyba nawet nie wie, że go nie znosimy. Teoretycznie mógł nabrać podejrzeń po ostatniej akcji z mchem, ale to też da się zrobić. Przekażemy to pyszne jedzonko jakiemuś naiwnemu pachołkowi i każemy zanieść liderowi. Jeśli ten postanowi na nas naskarżyć, powiemy, że wzięliśmy to ze stosu i nie wiedzieliśmy, że jest zepsute, a sami nie zanieśliśmy Czaplej Gwieździe, bo nagle Świetlisty Potok czy ktoś tam nas wezwał. Widzisz, wszystko przemyślałam. Nam nic nie będzie, a zyskamy dobrą zabawę i satysfakcję.
Prawda była taka, że ten konkretny rodzaj zemsty wymyśliła już jakiś czas temu i dopiero teraz, niewiele myśląc, podpięła go pod świeży pomysł "paktu". Ale, czy to ma jakieś znaczenie?
— Nie brzmi źle — stwierdził powoli Słonik. — Ale Melodyjko, skąd chcesz wziąć nieświeżą zwierzynę?
— Jutro na treningu upoluję coś, ale nie zabiorę ze sobą i zostawię w jakimś dogodnym miejscu. Poczekamy troszkę, żeby już była nieświeża, ale żeby nie zaczęła się rozkładać. Możemy zawsze zamaskować jej zapach. Ewentualnie… można by zdobyć jakąś lekką truciznę i nafaszerować nim królika, ale no nie znam się zbytnio na roślinach, a nie wierzę, żeby Jeżowa Ścieżka chciał nam pomóc. To jak, wchodzisz w to?

<Słoniku? Dynastię czas zacząć>

21 marca 2020

Od Melodyjnej Łapy CD. Słonika

Kotka parsknęła, po czym zamilkła na dłuższą chwilę. Dlaczego Słonik zachowywał się jak ostatni tchórz? Nawet on, jej najlepszy kumpel z którym tyle rzeczy robiła razem, z którym tak się narażali, pokazywali potęgę swego klanu? Nawet on uległ Czaplej Gwieździe i uwierzył w jego żałosne przekonania!
— Mogę ci pomóc w sprzątaniu. — Słonik w końcu przerwał ciszę i najwyraźniej starał się poluzować wiszące w powietrzu napięcie. — Mogę unieść trochę trawy. Będę spał bardzo nieruchomo, i uważał, żeby mech się nie pobrudził. I powiem Orlikowi, Mniszek i Bluszcz, żeby robili tak samo, to będzie mniej pracy! A Świetlisty Potok i tak nie będzie chciała, żebyś do niej przyszła, więc chyba nie musisz. Bo wtedy będzie zła, a ma być jej dobrze. — Na chwilę przerwał i polizał ją za uchem. — I w końcu jakoś się uda, prawda?
Milczała jeszcze przez dłuższy moment, aż uniosła głowę i obdarzyła srebrnego uważnym spojrzeniem. Może i był naiwny wobec tego zapchlonego lidera, ale nie można było powiedzieć, że nie był dobrym przyjacielem. Naprawdę doceniała jego chęć pomocy.
— Dziękuję — mruknęła, lekko niechętnie, z wymuszonym uśmiechem, jakby nieprzyzwyczajona do używania zwrotów grzecznościowych. —  Tak, w końcu na pewno jakoś się uda. Jeszcze wielokrotnie pokażemy temu starcowi, że robimy dla Klanu Burzy tyyyyle dobrego. I jeszcze nam podziękuje za wszystko! — zamruczała.
Ogon trzepiący o ziemię wskazywał, że wciąż jest strasznie poirytowana, jednak słowa towarzysza mimo wszystko podniosły ją trochę na duchu i dały kopa do działania.
Garstka pozytywnych emocji wyprysnęła jednak tak szybko, jak się pojawiła, gdy do młodzików znienacka podeszła Rzeczny Nurt. No tak. W tym całym zgiełku Melodyjna Łapa nie zdążyła zamienić nawet słowa z mentorką, jedynie symbolicznie zetknęły się nogami. Jednak… rozmowa z nią była jedną z ostatnich rzeczy, na jakie kotka miała teraz ochotę.
— Hej — zaczęła łagodnie wojowniczka,
— Hej — odpowiedziała przez zęby, nieznacznie trącając Słonika ogonem, by dać mu znak, że ma siedzieć cicho i się nie pokazywać.
— Na razie i tak nie będziesz wychodzić poza obóz, ale chcę, żebyś tutaj nauczyła się równie wiele, ile mogłabyś wynieść z treningów polowania czy walki
To zdanie na chwilę rozbudziło nadzieję w terminatorce. Ale tylko na chwilę.
— Tym, co wyniesiesz z tych naszych  lekcji będzie oczywiście cierpliwość i szacunek. Pomyślałam więc, że może zaczęłybyśmy już dzisiaj? Co ty na to? — zapytała z takim spokojem, jakby właśnie pytała swoją podopieczną o to, co zje na śniadanie.
Uczennica miała ochotę ją dosłownie opluć, jedynie cichy, protestujący pisk kociaka, który chyba się domyślił, co chodzi kotce po głowie powstrzymał ją w odpowiednim momencie.
— Dobrze, mogę zacząć dziś — mruknęła pod nosem, odwracając się.
— To w takim razie chodź już teraz, legowisko wojowników jest w miarę puste. Możemy zacząć od niego, a ja pokażę ci, co i jak.
— Ale mogę jeszcze chwilkę? Muszę, ten… coś załatwić
— Jasne, będę na ciebie czekać na miejscu — miauknęła radośnie, ukradkiem spoglądając na malca siedzącego za szylkretką.
Melodyjna Łapa wstała z miejsca, spoglądając niepewnie to na oddalającą się Rzeczny Nurt, to na Słonika. Czy kocurek teraz będzie chętny na podążenie za nimi i faktyczną pomóc, czy jego słowa były rzucone na wiatr? Może okaże się za dużym tchórzem?
— Słoniku, to jak, pomożesz mi? Najlepiej to pójdź do Koniczynki i się jej zapytaj, ale nie tak wprost! Powiedz, że Rzeczny Nurt chce cię zabrać na spacer, okej? Potem przyjdziesz do nas, a ona na pewno nie będzie miała nic przeciwko. Jest taka łagodna i… powinnam dostać o wiele lepszego mentora! — Przerwała swój monolog wstawką o tym, jak strasznie nie podoba się jej dobór nauczyciela. Zatopiła pazury w ziemi, przeklinając pod nosem. Negatywne emocje znowu zdołały przedrzeć się na wierzch i przejąć kontrolę.
— Wiesz, mogło być gorzej — miauknął nieśmiało. — Rzeczny Nurt wydaje się bardzo miła…
— Ale jest za miła! Do tego strasznie leniwa i na pewno niczego dobrego mnie nie nauczy!  — syknęła. Jej sierść nieznacznie się najeżyła, ale po chwili opadła. — No dobra. To co, pomożesz mi?
Pokiwał łebkiem i bez słowa pognał w stronę żłobka, by spróbować przekupstwa na Koniczynce. Liliowa tymczasem ruszyła do legowiska wojowników. Tak, zawsze chciała się w takowym znaleźć, ale z pewnością nie w celu sprzątania mchu. Ostrożnie wcisnęła łeb do środka, rozglądając się po sporej, pokrytej półmrokiem przestrzeni. Niebieska kotka siedziała w kącie, jakby od dawna tam na nią czekała.
— Jestem — oznajmiła Melodyjna Łapa, ujawniając swoje przybycie. Podeszła kilka kroków.
Jej mentorka zamruczała, wstając i podchodząc do niewielkiego legowiska w pobliżu wyjścia. Uczennica również do niego podeszła. Było całe od paskudnych kłaków! Wykrzywiła pysk w grymasie, mając jednak nadzieję, że wojowniczka nie zdołała tego dostrzec.
Córka Brzozowego Szeptu krok po kroku zaczęła jej pokazywać, jak skutecznie czyścić stary mech i jak dokładać nowy. Tak tak, jakież to fascynujące. Kotkę zaczynało korcić, żeby coś odpyskować, ale wtem, na horyzoncie pojawił się…
— Słonik! — zawołała z nieukrywaną radością, gdy kocurek powoli wszedł do środka, rozglądając się ostrożnie. — On nie będzie przeszkadzał, tylko pomagał — rzuciła na prędce do Rzecznego Nurtu i pośpiesznie podeszła do kumpla.
 — Już mniej więcej wiem, jak się tym zajmować… ciekawe i przydatne zajęcie, nie ma co — wyżaliła się mu przyciszonym głosem. — Dalej, pokażę ci.

<Słoniku?>

29 lutego 2020

Od Melodyjki CD. Słonika

Teraz zaciągnęła kociaka do legowiska uczniów, koniecznie chcąc mu pokazać również je, chociaż te i tak nie różniło się praktycznie niczym od legowiska wojowników. Ale ej, jak miała mu pokazać cały obóz, to cały. Zabawa w przewodnika naprawdę sprawiała jej frajdę, co więcej Słonik wydawał się kimś naprawdę fajnym i wartym uwagi, do tego stopnia, że totalnie rozluźniła się przy rozmowie z nim i zapomniała, że teraz przecież odgrywa strażniczkę, a nie kota.
Odsłoniła przed kociakiem wejście, sama włożyła łebek do środka. Część uczniów również wciąż leżała skulona na mchu. Melodyjka spojrzała kątem oka na swojego towarzysza, którego podekscytowany wyraz pyszczka lekko się zmieniał, jakby zawiedziony tym, co zobaczył. Chyba chciał coś powiedzieć, ale wtem znalazł się ktoś, kto najwyraźniej chciał pokrzyżować ich plany wspaniałego, potajemnego zwiedzania… w kociaki bowiem była wpatrzona para groźnych ślepi. No nie, któryś z terminatorów się obudził! Srebrny pisnął i odskoczył w tył, a szylkretka machinalnie zrobiła to samo. Zanim zdążyła jednak powiedzieć mu cokolwiek, ten rzucił się w stronę bezpiecznego żłobka, chyba zbyt przerażony tym widokiem.
— Hej, cekaj! — jęknęła, od razu podążając za nim. Nie chciała, żeby ich emocjonująca wycieczka skończyła się tak szybko z powodu jakiegoś głupiego ucznia.
Przekroczyła próg kociarni, z zawodem widząc, że Słonik wtulił się w wciąż śpiącą matkę, z lekka się trzęsąc. Podeszła do niego, przekrzywiając łebek.
— Słoniku, nie bój się tak no! To był tylko kot tak jak ty tylko tlochę fiększy, on nie zlobiłby nam nic złego — Kucnęła obok niego. — Śfiat jest naplafdę supel, nie mas się cego bać! Zlestą w lazie niebezpieceńsfa ja cię oblonię! A ten kot na pefno zalaz pójdzie i nic nam nie zlobi. Ucniofie od lazu po obudzeniu wychodzą na tlening — wyjaśniła. Kochała dzielić się ze wszystkimi swoją wiedzą, więc niewiedza towarzysza wręcz jej sprzyjała.
Z czasem trwania jej paplaniny kocurek wydawał się ufać jej coraz bardziej, aż w końcu, gdy skończyła, wstał. Melodyjka, usatysfakcjonowana z wyniku negocjacji, machnęła ogonem na znak, że mogą iść i wróciła do wejścia, przy nim jednak na chwilę przystanęła. Tak jak się spodziewała, terminator, który ich przyłapał już ruszał ku wyjściu z obozu z innym kotem obok siebie, pewnie mentorem, nawet nie oglądając się w stronę żłobka. Poczekała jeszcze moment, aż ci faktycznie wyszli, by chwilę później wystrzelić jak z procy, zatrzymując się jednak na środku polany, gdy zorientowała się, że srebrny za nią nie nadąża. Oj, będzie musiała go jeszcze wiele nauczyć.
— Patrz tam. — uniosła łapę na stertę kamieni przed nimi. — Tu jest stos zfierzyny. Pod tymi kamieniami koty chofają zdobyce z polofań, no a potem fsyscy mogą z nich zablać coś dla siebie — wytłumaczyła. — Ale tu nie ma nic do zfiedzania. Chodź dalej!
To mówiąc, skierowała się w stronę legowiska starszyzny. Owszem, teraz świeciło pustką, ale tatuś jej opowiadał, że gdy w klanie są starsi wojownicy, nie mogący już służyć jak dawniej, mieli oni prawo, a wręcz obowiązek, stać się starszym. Takowi podobno całe dnie tylko marudzili, ale za to potrafili opowiadać bardzo ciekawe historie. W sumie to dobrze by było, gdyby mieli takich w Klanie Burzy. Ale, skoro nie mają, a przeznaczony dla nich kąt obozu jest pusty…
— A tu jest legofisko stalsyzny — oznajmiła, stając przed kamiennym wejściem do niego. W środku nie było nawet mchu, ale co się dziwić, skoro nikt tam nie mieszkał? Od razu wychwyciła, że Słonik jest tym faktem mocno zawiedziony.  — Na lazie nikogo tu nie ma, ale kiedy fojofnicy są już starzy to zostają stalsymi, nie polują, nie falcą i mieskają tu.
Weszła do środka, zachęcając towarzysza do tego samego. Kichnęła od unoszącego się w powietrzu kurzu. Było tu zupełnie tak, jakby nikt nigdy tu nie mieszkał… właściwie,  Melodyjka wielokrotnie widywała to miejsce z dala, ale nigdy nie zdecydowała się tutaj przedrzeć. Nora wyglądała, jakby nikt o niej nie pamiętał, nikt do niej nie wchodził, nikt się nie interesował… i właśnie to obudziło w jej łebku nieziemski pomysł.
— Ej, Słoniku, skolo i tak nikogo tu nie ma… możemy przejąć to miejsce, to będzie taka taka nasa tajna baza! — zawołała z ekscytacją, obracając się w jego i oczekując na reakcję.

<Słoniku? :')>

19 lutego 2020

Od Melodyjki CD. Słonika

— Ceść — miauknęła ochoczo, jednocześnie uważnie przypatrując się dotąd nieznanemu, znacznie mniejszemu od niej kociakowi. Jak szybko się domyśliła, był to maluch Koniczynki. Nie udało jej się jeszcze poznać bliżej żadnego z nich, ale ten stojący przed nią wydawał się szczególnie ciekawy. Barwą swego futra dosyć odstawał od innych lokatorów żłobka i ogólnie wszystkich kotów, jakie Melodyjka miała okazję dotąd poznać.
— Ceść — odpowiedział nieśmiało młodszy, chyba lekko zaskoczony nagłym spotkaniem z szylkretową kotką. — Cy ty pilnujes ś’iatła? Mogę tam? — zapytał po chwili, a jego łapka wskazała wyjście z kociarni, od którego tego dnia biło przyjemne światło słoneczne.
Koteczka aż pisnęła z przypływu radości. Bardzo podobało się jej, a wręcz schlebiało to, że kocurek wziął ją za kogoś w rodzaju strażnika. W końcu to oznaczało, że wyglądała mu na kogoś ważnego, nie na zwykłego kociaka, a Melodyjka właśnie chciała być inna i lepsza. Ta duma od razu sprowadziła do jej łebka pewną myśl. Skoro ten nowy i tak uznawał ją już za wartownika, to może go udawać dalej! Oprowadziłaby nieznajomego po obozie jak najlepszy spec, pokazałaby najciekawsze kryjówki, a gdyby jego matka okazała się z tego powodu zła, kotka miała zawsze kochanego tatusia jako obronę! Tak, to brzmi jak wyśmienity plan na rozpoczęcie dnia. A może ten kociak okaże się kimś naprawdę świetnym i liliowa zyska dobrego towarzysza do zabaw? Takich przecież nigdy nie za wiele.
— Tak, pilnuję! I możes tam iść, ale to ja ci fsystko pokażę — oznajmiła, pusząc się. — Chodź za mną — dodała, tak na wszelki wypadek, gdyby jej rozmówca nie zrozumiał.
Dumnie podreptała ku wyjściu, wdychając rześkie powietrze poranka. Było naprawdę wcześnie, więc zarówno w żłobku, jak i całym obozie panowała cisza, jedynie pojedynczy wojownicy kręcili się dookoła. Szylkretka zaraz obejrzała się za siebie, obserwując, jak syn Koniczynki niepewnie stąpa po gruncie jaskini, powoli przemieszczając się w stronę dworu. Wydawał się dosyć nieśmiały i niepewny, ale hej, ona nauczy go, jak należycie traktować świat!
— No dalej! Musis zobacyć, jaki śfiat jest supel — stwierdziła zachęcająco, czekając, aż kocurek w końcu znajdzie się tuż przy niej.
— Śfiat? — powtórzył, podchodząc coraz bliżej… i już chwilę później stał obok Melodyjki, z ogromnym niedowierzaniem obserwując to wszystko. Nie spodziewał się pewnie, że tak wyglądają rzeczy poza bezpiecznym, znajomym żłobkiem?
— No śfiat to to fsystko, co nas otaca. Wies, ja pilnuje fejścia do niego, fięc fiem — wyjaśniła, starając się zgrywać jak najbardziej mądrą, choć w rzeczywistości przywołała jedynie słowa dziadka Czapli. Drugie zdanie jednak sformułowała sama na szybko, a zabawa w strażnika zaczęła coraz bardziej się jej podobać. — Cały śfiat jest o fiele, o fieeeele fięksy, a to co telaz fidzisz to obóz. Najpiefl chodźmy tędy! — żwawym krokiem poprowadziła go w stronę pierwszego leża znajdującego się zaraz przy żłobku. Wystarczyło przecież wyjść lekko na polankę przed jamą i potuptać kawałek przed siebie, by się tam znaleźć. — Tu śpią fojofnicy, dolosłe, niesamofite koty — wytłumaczyła, siadając przy wejściu. — Ty też kiedyś takim zostanies, tak myślę.
Srebrny z zainteresowaniem i wciąż widocznym szokiem z tego, jak kolosalnie wielkie jest całe otoczenie, lustrował legowisko wojowników uważnym spojrzeniem. Melodyjka zerknęła na niego i bardzo ostrożnym ruchem wsadziła łebek do środka. "Odważni wojowie" w dużej mierze wciąż chrapali skuleni na swych posłaniach. Kotka zmrużyła żółte ślipka. Chciała się już wycofać, bo może i była na zbyt ciekawska, ale wiedziała, że plątanie się tutaj może mieć spore konsekwencje. Wtedy jednak poczuła, że jej nowy towarzysz również niepewnie zagląda do wnętrza, przeciskając się obok niej. Pozwoliła mu się rozejrzeć. Od momentu przedstawienia się jako ważna postać stróżująca nad światłem czuła, że musi opiekować się tą śmieszną kluską i faktycznie pokazać jej obóz najlepiej, jak tylko umie. No właśnie, jak ta kluska w ogóle miała na imię?
— A telaz zfiedzamy dalej, fojofnicy nie lubią, kiedy kociaki zaglądają im do legofiska — szepnęła, szybko się wycofując. — Tak fłaścifie to jak się nafywas? — dodała, gdy byli już w bezpiecznej pozycji.

<Słoniku?>