BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajfun x Szkarłat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajfun x Szkarłat. Pokaż wszystkie posty

17 września 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Tajfun

Obudził się. Wziął krótką drzemkę po patrolu przez zwykłe przemęczenie. Trening z Żukiem, polowanie i patrol w jeden dzień wyczerpały Szkarłatny Mróz. Z tego powodu musiał odmówić małej Tajfun zabawy, chociaż obiecał kotce spędzić z nią trochę czasu. Spotkał się z negatywną reakcją, gdy odnalazł kotkę.
Żeby zbyt długo nie rozmyślać nad tą sytuacją, postanowił poćwiczyć swoją kondycję. Wspinał się na drzewa, używając do tego każdego mięśnia kończyn. Machając ogonem, utrzymywał stabilną pozycję. Czuł spokojny wiatr, powiewający rytmicznie i wzmacniający jego uwagę. Dodawał mu pewności, że nie spadnie tak łatwo.
Z góry dostrzegł Tajfun. Zszedł z drzewa szybciej, niż się wspiął. Przyszła pora na nadrobienie obietnicy. Szkarłat nie zamierzał łamać słowa po raz kolejny.
Kotka zauważyła kierującego się do niej wojownika, bo zmieniła kierunek swojego chodu. Pomimo tego rudy wyprzedził małą i zaszedł jej drogę.
- Tu cię mam! Znalazłem cię! Zauważyłem cię ze szczytu drzewa! - pochwalił się sukcesem niebieskooki, machając energicznie ogonem.
- Po co do mnie przyszedłeś?! Szukałam Śliwki i Brzoskwinki - oburzyła się Tajfun.
- Mała, obiecałem ci zabawę, więc dotrzymam słowa - miauknął Szkarłat.
- Miałeś zrobić to wcześniej, a spałeś - mówiła dalej oburzona czarna.
- Byłem po naprawdę ciężkim dniu, skarbeńku... Uwierz mi. Obiecuję, następnym razem tego nie zrobię. - Rudy usiadł i położył prawą łapę na sercu. - Jeszcze się przekonasz, jak uciążliwe potrafi być życie wojownika. Teraz... Skoro tak sprytnie chciałaś się ukryć... Zabawimy się w chowanego!
Wibrysy Tajfun zadrżały z ciekawości.
- No... Dobrze. Ja chcę się chować! - miauknęła i uciekła w stronę najbliższych krzaków, a rudy liczył do dziesięciu.
Resztę dnia spędzili na chowaniu się i wzajemny szukaniu samych siebie. Szkarłatny Mróz w żadnym stopniu nie zachowywał się jak dorosły. Bawił się jak nowonardzone kocię
***
Szukał wzrokiem Tajfun, już nie takiej małej. Otrzymał od Szyszki bardzo ważne i ciekawe wieści, które wręcz musiał przekazać czarnej. Chodził wesoło po Owocowym Lesie, wypatrując bicolorki.
- Taaaajfuuuuuun. Małaaaaaaa Taaaaajfuuuun. Wujek Szkarłacik cię szuka - miauczał na cały głos, niebieskimi oczami przeszukując teren.
Znalazł kotkę przy wejściu do żłobka.
- Tajfun! Nareszcie cię znalazłem! Mam cudowne wieści! Zostałaś moją uczennicą! - oznajmił radośnie. - Będziesz trenować wraz z Żukiem. Polubicie się! On też uwielbia się bawić!

<Tajfun?>

28 sierpnia 2020

Od Tajfun cd. Szkarłatnego Mrozu

- Zaczynaj- miauknął Szkarłat. Tajfun niepewnie chwyciła owoc w pyszczek i rzuciła. Owoc upadł parę kocięcych kroków dalej. Teraz wojownik chwycił owoc w zęby i rzucił, trafił w drzewo. Mała spróbowała jeszcze raz i owoc upadł trochę dalej. Próbowała raz za razem, aż w końcu owoc upadł na jeden z wystających z ziemi korzeni.

***Księżyc później***

Mała wyszła ze żłobka i zobaczyła znajome rude futerko. Podbiegła i otarła się na powitanie o jego łapę.
- Cześć Szkarłatny Mrozie- miauknęła na powitanie.
- Cześć mała. Nie mogę się teraz z tobą bawić muszę iść na patrol- miauknął wojownik.
- Mogę iść z tobą?- zapytała Tajfun i spojrzała na kocura.
- Nie, ale jak wrócę to się z tobą pobawię, dobrze?- miauknął.
- Dobra- miauknęła.
Poszła do najbliższego drzewa i wspięła się na nie. Mała zaczęła zrzucać jabłka. Po chwili na ziemi leżało ich całkiem sporo. Zeszła z drzewa i przeturlała wszystkie na kupkę. Zaczęła rzucać w duży sęk po złamanej gałęzi. Po parunastu próbach owoc wbił się na wystający, osty kawałek drewna. Znudziła się jej ta zabawa i poszła szukać wojownika. Zabawa zajęła jej parę godzin, więc pomyślała, że powinien już wracać. Szukała go wszędzie, ale nigdzie nie mogła znaleźć, w końcu zajrzała do leża wojowników i zobaczyła tam rudą kupę futra śpiącą w najlepsze. Stwierdziła, że się na niego obrazi i poszła spać u boku brata. Po parudziesięciu minutach snu, coś zaczęło ja szturchać, odgoniła to łapą i fuknęła. Jednak to nie przestawało. Młoda otworzyła pomarańczowe oko i spojrzała z nienawiścią na Szkarłata.
- Idź sobie- prychnęła.
- Mieliśmy się pobawić- miauknął.
- Taa mieliśmy, ale ty jak wróciłeś to nie przyszedłeś do mnie tylko do leża wojowników spać- fuknęła.
Rudy spojrzał na nią z niedowierzaniem. Tajfun odpowiedziała spojrzeniem kipiącym nienawiścią i poszła dalej spać. Rudzielec już jej nie przeszkadzał. Po kwadransie obudziła się znowu. Przeciągnęła się ziewnęła i wyszła na dwór. Przebiegła się po obozie i weszła do leża medyków, by porozmawiać z kimś na kogo nie była zła, a z tego co wiedziała, były tutaj dwie kotki Brzoskwinka i Śliwka. Jednak nikogo nie znalazła. Wyszła i zobaczyła rudego, odwróciła się i poszła w inną stronę jednak Szkarłat musiał ją zauważyć, bo przybiegł do niej.


<Szkarłatny Mrozie? Sorka, że tak późno>

20 sierpnia 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Tajfun

- Nidzie ne ide dopuki mi ne powesz gdze idemy - miauknęła niezadowolona Tajfun i spojrzała na Szkarłatny Mróz.
Rudy uśmiechnął się i chwilę pomyślał. Planował zaprowadzić czarną do żłobka, by tam poszukać jakiś jabłek czy innych przedmiotów do zabawy. Z drugiej strony kotka przebywała z nim, z wojownikiem, więc nie łamała ustalonych zasad. Nie mieli żadnego prawa wychodzić poza Ogrodzenie, więc pozostała część Owocowego Lasu należała do nich.
- Pójdziemy do... Tamtego drzewa. - Wskazał pręgowanym ogonem na rosnącą na ukos od nich jabłoń. - Ścigamy się! Kto ostatni ten zgniła ryba... Znaczy owoc! - miauknął i zaczął biec przed siebie. Poruszał łapami i cieszył się z idelanej pogody na drobny wyścig. Tajfun będzie mogła zużyć trochę kocięcej energii i zabawi się, nim powróci do żłobka.
Przystanął kilka żabich skoków od korzeni drzewa. Odwrócił się. Mała kotka siedziała w tym samym miejscu, co wcześniej. Wibrysy kocura obniżyły się. Chciał się poruszać, a czarna tkwiła nadal w tym samym miejscu. Potrząsnął głową i wrócił do znajdki.
- Dlaczego nie biegłaś? Jakbyś wygrała, to byłabyś z siebie zadowolona - miauknął Szkarłat.
- Ne sce biegac. To dsewo jest bsydkie. Sce tamto. - Tajfun pokazała łapą nieco niższą jabłoń, znajdującą się bliżej nich. Od razu rzuciła się biegiem w jej kierunku, wojownik ruszył od razu za nią. - Cio telas? - zapytała się, gdy znaleźli się przy roślinie.
Szkarłatny Mróz rozejrzał się i zobaczył kilka jabłek, które niedawno spadły z gałęzi.
- Najpierw musimy przyturlać owoce stamtąd tutaj - powiedział cierpliwie  wojownik. - Pomożesz mi, bo sam szybko nie zdołam ich przenieść.
Tajfun przekrzywiła lekko głowę i zmarszczyła nos. Spojrzała raz na jabłka, raz na rudego.
- No dobse - miauknęła mało entuzjastycznie, ale z błyskiem zaciekawienia w oku.
Szkarłatny Mróz się ucieszył. W końcu dymna się na coś zgodziła! Ucieszył się, bo zwykłym oczekiwaniem i ochotą do działania zdołał poczekać na pozytywną odpowiedź od kotki.
Przez kilka najbliższych minut zajęli się turlaniem jabłek pod ich drzewo. Rudy czasami pomagał małej w przesunięciu większych owoców. Kocię wyglądało na naprawdę małe w porównaniu do turlanych przedmiotów.
- Cio telas? - zapytała się czarna.
- No więc... Istnieje taka zabawa, która nazywa się rzut jabłkiem. Zasady są bardzo proste: bierzesz jeden z owoców i rzucasz nim w kierunku drzewa. Starasz się, żeby poleciało jak najwyżej i trafiło w korę. Wygrywa ten, kto wyrzuci owoc najwyżej - wytłumaczył w skrócie zasady Szkarłatny Mróz. Wymyślił tę zabawę na poczekaniu, żeby zająć uwagę kotki i przy okazji samemu rozerwać się przed resztą dnia.
- Cemu ne mosemy pobawic sie w chowanego? - zapytała się Tajfun.
- Z prostego powodu. W chowanego bawią się wszyscy, a rzut jabłkiem to typowa zabawa dla kociąt z Owocowego Lasu. Poza tym... Nie po to turlaliśmy owoce, żeby sobie tak bezczynnie leżały. Rzuć jednym jabłkiem. Zobaczysz, to naprawdę fajna zabawa. - Szkarłatny Mróz szybko pokazał kotce, jak powinna chwycić owoc w pysk i w którym momencie go wypuścić, żeby poleciał w kierunku drzewa. - Zaczynaj.
<Tajfun?>

18 sierpnia 2020

OD Tajfun CD. Szkarłatnego Mrozu


-Wiesz co? Mam pomysł. Pobawimy się razem. Wstałem już i cóż... Nie zdołam zasnąć ponownie. Jeśli się zgodzisz, to nie powiem nic twoim rodzicom ani nic, że zapuściłaś się aż tutaj - zaproponował Szkarłatny Mróz. Myślała trochę nad propozycją rudego, zmarszczyła przy tym brewki i zmrużyła oczy. Musiała przy tym wyglądać zabawnie, bo Szkarłat się zaśmiał. Tajfun nie spodobało się to fuknęła podniosła dumnie ogon i zaczęła odchodzić, ale Szkarłat ją zatrzymał. Dymna ponownie fuknęła.
- Zostaf mne w spokou!- wysyczała i pobiegła pędem byle dalej od żłobka. Jednak Mróz ją dogonił i złapał za skórę na karku. Po czym zaniósł ją do o zgrozo przed żłobek i postawił na twardej ziemi. 
- No mała zastanów się dobrze idziesz ze mną, czy idziesz ze mną?- zamiauczał i uśmiechnął się promiennie. Tajfun nie spodobał się zwrot „mała”. Spojrzała hardo w oczy rudego. Zastanawiała się nad propozycją. Zdecydowała jednak, że da wojownikowi szansę, więc odpowiedziała. 
- No dobla ide z tobom- miauknęła i lekko się uśmiechnęła. Rudy pręgus też się uśmiechnął. Zaczęli iść w nieokreślonym dla kociaka kierunku. Starała się dowiedzieć gdzie idą pytaniami, ale rudy nic nie chciał powiedzieć. Wkurzona kotka tupnęła z frustracji łapką.

- Nidzie ne ide dopuki mi ne powesz gdze idemy- syknęła i spojrzała wyczekująco na Szkarłata.

<Szkarłat? Sorki za gniota>

17 sierpnia 2020

Od Szkarłatnego Mrozu cd. Tajfun

Poranek zapowiadał się naprawdę spokojnie, gdyby nie czyiś donośny krzyk.
- Pfomoooocy! Latuuuunkuu!
Obudził się nagle, wyrwany z naprawdę przyjemnego snu. Ziewnął, powoli przebudzając się. Jego uwagę przykuła czarna, mała kulka biegnąca przestraszona między drzewami. Zastanowił się przez chwilę, czy nie kojarzy tego kocura bądź kotki.
Szkarłatny Mróz wstał i zszedł z drzewa na ziemię. Chłodne powietrze smagało jego futro. Przez chwilę obwąchiwał okolicę, znajdując trop uciekiniera. Doszedł do krzaka, porośniętego zielonymi liśćmi. Włożył głowę pomiędzy gałęzie i wyciągnął z niej... Małe kocię. Nie spodziewał się, że takie maluchy, już o tej porze, biegają po Owocowym Lesie.
Postawił kotkę na ziemi, a ta spojrzała na niego z wyrzutem.
- No, proszę, masz charakterek - miauknął. Z tego, co kojarzył, zwykłe maluchy nie obdarzają dorosłych takimi spojrzeniami. Mimo chłodnej reakcji czarnej uśmiechnął się promiennie, chcąc wyglądać na miłego kocura.
- Cio s tego? - zapytała się od razu.
- Nic, nic. Jestem Szkarłatny Mróz! - powiedział, wypinając dumnie pierś do przodu. - Mów mi Szkarłat, będzie krócej i łatwiej zapamiętasz. Jak się nazywasz?
Kotka spojrzała nieufnie na rudego.
- Ne pofem - skrzywiła się.
Czarna zachowywała się dosyć podobnie jak Czermieniowy Gniew, brat Szkarłatu. Niebieskooki przyzwyczaił się do podobnego zachowania. Spotykał podejrzanie dużo osób z takim charakterkiem i podejściem do życia.
- Wiesz... Znalazłem cię i się przedstawiłem. Chyba, że mam cię nazywać... - Wojownik na chwilę się zamyślił. -... kluseczka?
- Ne! Jeśtem Tajfun - odpowiedziała niezadowolona kotka, prychając z irytacją.
- No, umiesz ładnie odpowiadać - miauknął ochoczo wojownik. Spodobało mu się imię czarnej. Wydawało się znacznie bardziej oryginalne niż imiona wzięte od nazw zwierząt, roślin czy ryb, jak w przypadku Klanu Nocy. Przypomniał mu się jego mentor, Sumowy Wąs, który niestety zginął podczas walki z Klanem Klifu. Przez chwilę posmutniał, ale odegnał od siebie to uczucie. Miał przed sobą kocię i musiał poświęcić mu swoją uwagę.
- Co robisz o tej porze poza żłobkiem? - zapytał się rudy.
- Ne tfoja splawa! - Tajfun pokazała Szkarłatnemu Mrozowi język.
 - Hmmm... Wstałaś wcześnie i chciałaś się zabawić, prawda? - zadał kolejne pytanie starszy. Skoro Tajfun zdołała uciec przed zagrożeniem o i tak dosyć wczesnej porze dnia, to musiała zerwać się z legowiska. Pamiętał, jak sam nudził się w miejscu przebywania królowych z ich dziećmi i często opuszczał swoją mamę. Zwyczajnie z powodu braku możliwości zabawienia się.
Tajfun spojrzała z nutą zdziwienia na wojownika.
- Nio... Mose. Ne tfoja splafa - odpowiedziała pod nosem.
- Wiesz co? Mam pomysł. Pobawimy się razem. Wstałem już i cóż... Nie zdołam zasnąć ponownie. Jeśli się zgodzisz, to nie powiem nic twoim rodzicom ani nic, że zapuściłaś się aż tutaj - zaproponował Szkarłatny Mróz.
<Tajfun?>

15 sierpnia 2020

Od Tajfun

Udało jej się wymknąć ze żłobka. Mama i brat tymczasem spali. Od razu zaczęła wspinaczkę na pierwsze lepsze drzewo. Po półgodzinnej zabawie znudziło się jej to i zeszła z drzewa, by się przejść. Gdy się obróciła zobaczyła o zgrozo swoją mamę wychodzącą ze żłobka.
- Tajfun wracaj tutaj!- krzyknęła. Jednak ona nie miałam najmniejszej ochoty się jej słuchać i pobiegła najszybciej jak potrafiła z dala od swojej mamy, jednak jej kocięce łapki musiały się o siebie potknąć. Przez co wylądowała na ziemi. Słyszała już Sarnę, która udała się w pogoń za nią. Szybko schowała się pod krzak. Po pięciu minutach czekania Sarna odbiegła w innym kierunku. Wyszła ostrożnie spod krzaka. Rozejrzała się i stwierdziła, że wszystko jest w porządku. Ostrożnie ruszyła w dalszą podróż. Po chwili poczuła silny nieznany zapach, który dochodził z góry. Usłyszała przerażający pisk i poczuła na skórze ostre pazury. Wpiła wszystkie pazurki w ziemię nie dając się od niej oderwać pierzastemu potworowi. Zaczęła przeraźliwie miauczeć.
- Pfomoooocy! Latuuuunkuu!-miauczała mając nadzieję, że ktoś ją usłyszy. Po paru sekundach poczuła, że już nic nie ciągnie jej w górę. Czym prędzej zaczęła biec na oślep, byle dalej od tej strasznej bestii. Znalazła bezpieczne schronienie i ukryła się w nim. Po paru minutach poczuła zapach kotów z klanu, zbliżały się do niej. Usłyszała szelest liści i zobaczyła pyszczek kota, który chwycił ją za kark i wyciągnął ją z kryjówki. Po krótkiej chwili stała na ziemi i piorunowała stojącego przed nią dorosłego kota.

<Przepraszam za gniota. Ktoś z dorosłych?>