BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeleni Puch x Mroczna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jeleni Puch x Mroczna Gwiazda. Pokaż wszystkie posty

27 lipca 2023

Od Jeleniego Puchu CD. Mrocznej Gwiazdy

 "Do zobaczenia, przyjacielu. Niedługo tu wrócę" Te słowa lidera zbudziły go ze snu. Jego pierwszą reakcją był ścisk w brzuchu spowodowany strachem. Rozejrzał się po dziurze, ale to nie była dziura w Klanie Wilka. Ta była większa i zadbana. Na dodatek czuł miły ciężar na żołądku, który informował go o tym, że był syty, chociaż chęć zjedzenia czegoś go nie opuszczała. Dopiero po takim długim czasie, gdy wrócił do Klanu Burzy, przypomniał sobie o liderze wilczaków. Złapał się na tym, że instynktownie zerka w górę, jakby miał go zaraz ujrzeć. Na szczęście jednak... Ten niepokój był tylko wymysłem jego wyobraźni i sennej mary, która nawiedziła go, gdy spał. Teraz był bezpieczny. Miał w końcu Pożara! Jego oko spoczęło na śpiącym kocurze, do którego boku się tulił. Był taki mięciusi i cieplusi. Przy nim świat nabierał nowych barw. I mimo tego, że był burzakiem i powinien go zjeść, nie potrafił. Nie, gdy na powrót był szczęśliwy. 
Chciał odciąć się od przeszłości. Zostawić mroczne piętno daleko za sobą, ale nigdy już się od tego nie uwolni. Od tego piekła, które przeżył. Wciąż czuł jak śmierć zagląda mu w oczy. To jak tracił zmysły, zamieniając się w rozszalałą bestię. Teraz... Teraz nieco jego stan się ustabilizował, lecz wciąż to się za nim ciągnęło. Wciąż i wciąż. I mimo tego, że pragnął zapomnieć o krzywdach wyrządzonych mu przez pana, nie potrafił. Jego głos, jego wzrok, jego pazury na jego ciele, to wszystko w nim wciąż było. 
Skulił się, ponieważ poczuł się bardzo malutki i słaby. Tak jakby właśnie był obserwowany przez swojego oprawce. Leśny Pożar nie wiedział co przeżył. Nie zdawał sobie sprawy z tego jakie to było okropne piekło i ile łez wylał, i co takiego robił, aby przeżyć. Nie był dobrym kotem. Był złym Puszkiem. I chociaż odzyskał dawne imię, było dla niego obce i odległe. Jedyne czego teraz pragnął to bliskości, zapewnienia, że wszystko będzie dobrze. Że wcale jego demony nie powrócą. Ale co zamykał oczy bał się, że zaraz to wszystko co widział zniknie, a on obudzi się z powrotem w Klanie Wilka, walcząc o przetrwanie, o każdy oddech i o każde marzenie, by spotkać ukochanego. 
Załkał cicho, budząc tym sposobem rudego. Kocur ziewnął i rozejrzał się zaskoczony. 
— Co się dzieję, Jelonku? — zapytał go, na co rozkleił się bardziej.
— O-on znów mi się śnił. Ja nie chcę do niego włacać, Pożał. Ułatuj mnie, płosze — wychlipiał, przytulając się do jego boku.
— Nie wrócisz. On... nie żyje. Odszedł. Jesteś już wolny — szepnął mu do ucha, uspokajając. 
Był wolny? To wydawało się snem... Ale ufał partnerowi. Wierzył w jego słowa, ponieważ... Ponieważ on nigdy by go nie zdradził. Nigdy. 

29 maja 2023

Od Mrocznej Gwiazdy CD. Puszka (Jeleniego Puchu)

 Kultyści szli przodem, on zaś zamykał pochód. Słyszał głośny warkot rudego kierowany w stronę jego popleczników. Teraz musieli bardziej uważać, ale przeciw dużej grupie kocur nie mógł nic zdziałać.
Dopiero, gdy kultysci zbili się w gromadę, po kilku uderzeniach serca van wyłonił się zza drzew, stając na czele gromady i wpatrując się z wysoko uniesioną brodą w zdziczałego jeńca. Rudy Burzak syczał na koty, które zebrały się nad jego terenem. Jego oczy lśniły niepohamowaną agresją. Szczerzył kły, obserwując uważnie każdy ich najmniejszy ruch, jakby był gotów oderwać im wszystkim łapy, gdyby tylko je do niego wyciągnęli. Nagle jednak tłum się rozstąpił, a widok Mrocznej Gwiazdy sprawił, że położył po sobie uszy. Jego wrogie syki ucichły i jedyne co robił to wpatrywał się w kocura z szybko bijącym sercem. Przed nim szli kolejno kultyści. Sosnowa Igła, a obok przyjaźniący się Stokrotkowa Polana i Trójoka Wrona. Nieopodal Gęsi Wrzask z synem. Do uszu przywódcy dotarł warkot i syk prawdopodobnie należący do rudego.  Dopiero, gdy tłum jego popleczników rozstąpił się, by ujawnić swojego przywódcę, wyłonił się spośród nich Mroczna Gwiazda. Lider zauważył, że na jego widok rudzielec spotulniał. Van napuszył się, wpatrując się z kpiną i odrazą w siostrzeńca Rysiej Pogoni. Nieważne, ile będzie musiał utrzymywać tego tutaj kota. Będzie czekać na Burzaków tak długo, aż się nie zjawią. Aż ich przeklęta zastępczyni nie przekroczy granicy, by mógł zatopić w niej swoje kły i nie pozwolić, by ta haniebna zmora objęła przywództwo. Żaden członek rodziny tej nadętej ropuchy nie mógł żyć. Albo ulegną, albo zdechną jak robactwo. Uwagę vana przyciągnęła ziemia wyglądająca na świeżo rozkopaną.
— Co to ma być? — warknął, spoglądając na jeńca, który zerknął okiem w stronę ziemi, uginając łapy i kuląc się przed postawą lidera wilczaków. Drżał na ciele, aż wydobył się z jego gardła odgłos zakrztuszenia. Parsknął, oblizując nos. Spojrzał na swego pana ze strachem, kładąc się całkowicie na ziemi, zasłaniając swoją wygłodzoną posturą ziemię. Przywódca wysunął kły. Skinął głową Gęsiemu Wrzasku, który z automatu ruszył za liderem. Van wskoczył do dołu. Widział, że rudy drżał. 
— Odsuń się — rozkazał warkotliwie, gdy podszedł już do cętkowanego.
Rudy odsunął się natychmiastowo spod jego łap, przyklejając się do ściany dołu najdalej jak to możliwe od ich dwójki. Obserwował ich uważnie, łapiąc spazmatycznie oddechy. Jednak... Ani drgnął, chociaż skapująca ślina i rozchylony pysk wskazywały na to, że był o włos od wgryzienia się w ich futro. Na widok jego cieknącej śliny lider stanął łapą na miejscu przykrytym rozkopaną ziemią i spojrzał na cętkowanego.
— Co tam jest?
— Tup... Tłup... Ość... Ko...Kość. Dawno. Ty dać... — mówił dość niezrozumiale i ciężko, oblizując pysk. — Kic, kic — dodał zaraz.
Van prychnął. Gdyby to były tylko kości, ten nie byłby tak nerwowy.
Odkopał dół, znajdując z zaskoczeniem futro, które musiał tu pozostawić Puszek. Spojrzał się jeszcze raz na kocura, a potem na dół - i znów, na kocura i dół. Wyszczerzył zęby, chociaż wymagało od niego pewnego sprytu, żeby użyć takich pozostałości jako czegoś, co ułatwiłoby mu przeżycie.
— Zabierz mu to — miauknął Gęsi,  a ten wykonał polecenie, zabierając futro z dołu. Van natomiast zbliżył się do Jelenia ściśniętego w rogu dołu i skoczył na niego, zaciskając mocno kły na jego grzbiecie i szarpiąc, czując strumień krwi w swoim pysku. Jeleń natychmiast wrzasnął cierpiętniczo, zaciskając oczy z bólu. Pysk wykrzywił mu się, a z gardła uciekł żałosny jęk. 
— Nie! Zostaw! Zostaw. Ja wszystko. Wszystko. Złobie wszystko. Zostaw kic, kic. Błagam. Ty mi ał, ał. Wszystko. A ja kic, kic. Błagam — miauczał mu w panice, tak jakby kocur zabierał mu ostatnią krople wody, która umożliwiłaby mu przeżycie. — Kic, kic nie złe. To nie jeść. — skomlał do niego.
— Wszystko, mówisz? — zamruczał. — Dobrze. Zgodzę się... Na razie. Ale nie licz, że to futro zostanie z tobą na długo. 
Odwrócił się i skoczył, a z pomocą kilku kultystów, którzy złapali go za kark i wciągnęli, ustanął na powierzchni, patrząc z dołu na Puszka.
— Do zobaczenia, przyjacielu. Niedługo tu wrócę — zamruczał, oddalając się od tego miejsca.

<Jeleń?>

07 stycznia 2023

Od Puszka CD. Mrocznej Gwiazdy

Otworzył oko i spojrzał na dwie kultystki, które zaczęły się do niego zbliżać. Zasyczał w ich stronę, nie mając jednak sił wstać. Pierwszy cios padł niespodziewanie. Żołądek mu się skręcił boleśnie, a z gardła wyrwał pisk. Kłapnął zębami, chcąc wgryźć się w łapę Sosnowej Igły, która dała mu po pysku. Szturchnięcia powodowały w nim coraz większe zirytowanie, które dodało mu sił. Przewrócił się na brzuch, unosząc łeb i szczerząc na nie kły. Kotki podskubywały go, uciekając przed jego łapą czy zębami ze śmiechem. Sosnowa Igła nie szczędziła drwin, które podniosły go chwiejnie na łapy. Osłabienie jednak spowodowało, że zmuszony był znów się położyć. Ale... ale udało mu się dopaść celu. Wgryzł się w umykający ogon Stokrotkowe Polany, wyrywając niestety tylko sierść. Wypluł ją, sycząc na nie wściekle, strosząc swoje futro, gdy te odsunęły się zdziwione.
— Patrzcie... Już gryzie — prychnęła bura wojowniczka.
— Nie przestawajcie. Podgryzajcie go jak możecie — odezwał się z góry lider. 
Rudzielec dyszał, czując się niczym zaszczute zwierzę. Jego łeb latał to od jednej, to do drugiej, odczuwając ból w ciele, gdy ich pazury i zęby dosięgały celu. To irytujące uczucie w nim narastało z każdym uderzeniem serca. Osłabione ciało nie chciało z nim jednak współpracować. Wydawał z gardła zduszone charkoty, dysząc od wysiłku jaki sprawiało mu odganianie się od kotek. 
Krzyk złotej, którą udało mu się dorwać był wspaniały. Nareszcie poczuła jego ból. Chciał oderwać jej tą łapę, ale dostał po pysku, wypluwając tylko sierść. Kłapał zębiskami, próbując odgonić i burą, starając podnieść się na osłabione i wychudzone kończyny, czując jak ślina kapała mu z pyska niczym wygłodniałemu zwierzęciu, pragnącemu zasmakować krwi. I w sumie było to prawdą. Pragnął je zagryźć. 
Widząc ruch nad dziurą, pokierował w tamtą stronę wzrok. Przywódca wymachiwać nad nim piszczką, niemal tuż przed jego nosem. Jedzenie. Jedzenie. Widział je. Czuł. Poderwał się na łapy, skacząc i ryjąc pazurami w ziemi. Warczał, kłapiąc zębiskami nad zwisającą zdobyczą, chcąc dorwać ją, dorwać ją i zjeść. Jego kły błyszczały, a oczy pełne furii, próbowały dopaść bezskutecznie pokarm, który był dla niego za wysoko. Zignorował kotki, które przyglądały mu się w ciszy. Teraz widział tylko i wyłącznie tą mysz. Wydał z siebie wrzask pełen wściekłości, bólu i goryczy, gdy ześlizgnął się po raz kolejny, nie mając już sił, by podnieść się i dalej podskakiwać. Charczał i dyszał, nie odwracając wzroku od posiłku, który był dla niego teraz całym światem.
— Czyżbyś był głodny? — Kocur schylił się jeszcze bardziej, by zwierzyna była po doskoczeniu na wyciągnięcie pyska. 
Tak. Był głodny. Był bardzo głodny. Skręcało go i wręcz zwierzęcy instynkt dodawał mu sił, by dorwać ten kawałek mięsa. Widząc, że stworzenie opadło niżej, nie czekał. Rzucił się do góry, łapiąc je w pysk i wyrywając z uścisku vana, by w kilka chwil pogryźć ją i połknąć prawie że w całości. To ciepło i ten ciężar, który osiadł mu na żołądku był wspaniały. Oblizał pysk, zaczynając węszyć, by odnaleźć może i kolejną porcję. Niestety na nic się nie natknął, tylko dostrzegł nad sobą lidera wilczaków, na którego widok położył uszy. Przez chwilę wpatrywał mu się w oczy, oblizując pysk, by zaraz wydać z siebie odgłos przypominający ni mruczenie, ni jęk rozpaczy.
Mroczna Gwiazda bez krzty zawahania wytrzymał kontakt wzrokowy, mierząc go zimnym, acz zadowolonym spojrzeniem.
— Złap zwierzynę żywcem. Chcę coś sprawdzić — miauknął w kierunku kogoś kogo nie widział. — Dasz sobie radę?
Gdy ten ktoś się zgodził, van ponownie obrócił się w jego stronę, spychając kamyk tak, by spadł wprost na jego łeb, obserwując go uważnie.
Widząc jak coś leci w jego stronę, chciał złapać to w pysk, ale spudłował. Kamień uderzył go boleśnie w nos, przez co zaskomlał, po czym otrząsając się łbem z chwilowego zamroczenia spowodowanego przez ból, spojrzał na przedmiot, rzucając się w jego kierunku. Chwilę go pomemlał, ale był twardy i nie nadawał się do zjedzenia, dlatego też go wypluł, po czym wrócił z powrotem do wpatrywania się w Mroczną Gwiazdę z nadzieją w oczach. Zacharczał do niego, oblizując pysk, mając nadzieję, że zrozumie co miał na myśli. Chciał jeszcze jeść. Jeść... Jeść.
Dostrzegł na pysku czarno-białego uśmiech. To oznaczało, że dostanie jeść? Da mu? Da? Jego uszy zastrzygły, gdy usłyszał czyjś pisk. To jedzenie? Nie widział nic co działo się na górze. Próbował dojrzeć, ale bezskutecznie. Nie miał sił na kolejne podskakiwanie. Nie, gdy dopiero niedawno odzyskał władzę w złamanej kończynie, która przez ten okres czasu zrosła się ku jego uldze. 
Lider ostrożnie wziął zwierzę od swojego wojownika i wrzucił je do dołu, obserwując, jak królik niezgrabnie, kulejąc i utykając, ucieka w kąt jego rewiru. On za to dostrzegł tylko, że coś spadło. Coś dużego. W pierwszej chwili był zaskoczony, bo nie spodziewał się takiego daru. Liczył na marną mysz.

*Uwaga rozszarpywanie posiłku*

23 grudnia 2022

Od Mrocznej Gwiazdy CD. Puszka

 — T-tak... Ł-łozumiem. N-nie mówić. N-nic. Nic... 
— Radziłbym ci nie testować mojej cierpliwości. Chyba, że mam złamać ci kolejną łapę — miauknął w końcu, spokojniej.  — Wiesz, do czego jestem zdolny. 
Odbił się na tylnych łapach, by wyjść z dołu. Na powierzchnię wciągnęła go Stokrotkowa Polana, spoglądająca kątem oka w dół. 
— Kto zawinił?
— Astrowy Migot — miauknął w odpowiedzi. — Ostatni kot, którego podejrzewałbym o coś takiego. Rozliczę się z nim później — westchnął na moment, a po chwili ciszy wziął kolejny wdech. — Zniszczył w jeden dzień całą moją pracę. Jeleń zaczynał już wariować, a teraz? Został znów udobruchany. 
— Mamy mu coś zrobić? — spytała, przekręcając łeb, a na te cztery słowa Sosnowa Igła naprężyła mięśnie z uśmiechem.
— Nie. Na razie nie — spojrzał w dół, gdzie przerażone ślipie błyskawicznie spuściło wzrok pod naporem zimnego niebieskiego spojrzenia. — Złamałem mu łapę, to wystarczająca nauczka. 
Zbliżył się znów do dołu, gdzie spojrzał na swojego jeńca.
— Jak myślisz, Puszku, czy wypadałoby jakoś ukarać Astrowy Migot za takie postępowanie? — zamruczał, podczas gdy cętkowany zadrżał na to pytanie.
— N-nie... N-nie... Z-zlituj się nad nim. O-on też nie chciał nic złego złobić.
Skrzywił się nieznacznie, nie spuszczając wzroku z własnej ofiary.
— Błędna odpowiedź. Dlatego głupi nie powinni mieć prawa głosu — miauknął. Musiał porozmawiać z Astrem. — Możesz podziękować twojemu wybawcy od siedmiu boleści, bo nie zjesz nic przez resztę księżyca. A o ciepłym posłaniu i wodzie możesz zapomnieć — miauknął, kierując wzrok na Sosnę. — Zabierz mu to.
Obserwował bezlitośnie, jak bura zabiera posłanie z mchu, chichocząc pod nosem jak kruk żerujący na wycieńczonej sarnie.
— C-co?! — pisnął w szoku. — N-nie! B-błagam! Ja umłę! Jest Pora Zielonych Liści! Nie przeżyję bez wody tak długo i jedzenia! — przyczołgał się z uwagi na złamaną łapę bliżej kocura, który siedział na zewnątrz dziury. — Płoszę! P-panie! L-litości!
Uniósł jedną brew, zaintrygowany słowem "Panie". Czyżby jego mały Puszek zaczął zauważać swoją zależność od niego i traktować go jak pana jego losu?
— Równie dobrze przy odrobinie szczęścia mógłbyś zaczekać na burzę — odparł. — Ale dobrze. Pozwolę ci się napić, kiedy będziesz tego bardzo potrzebować. Wystarczy, że dasz znak. I radzę ci, lepiej oszczędzaj i decyduj mądrze, bo nie dostaniesz więcej, niż potrzebne ci do zachowania jakichkolwiek funkcji życiowych — ostrzegł go. — Dość się  ostatnio nasyciłeś, chyba ci za dobrze, nie sądzisz?
Rudy skinął łbem, oddychając z ulgą. 
— U-um... N-niezbyt, b-bo... b-bo mój żołądek n-nie chciał i... i wszystko z-zwymiotowałem. W-więc... — Położył po sobie uszy, wbijając wzrok w łapy. — D-dalej jestem gło-odny...
— To już twój problem. Powinieneś jeść po małych kęsach w odpowiednim odstępie czasu, by twój organizm przystosował się do przyjmowania pożywienia po głodówce, a nie żreć wszystko na raz — odparł. — Ja nie dam ci drugiego posiłku, dopóki nie staniesz się wrakiem kota. 
Aster wszystko zniszczył. Lider musiał dopilnować, by Jeleń zwariował od głodu.
— Cz-czemu mam b-być włakiem? N-nie łozumiem cię. J-jesteś okłutny — wyskomlał, patrząc na niego ze strachem, smutkiem, ale też niemym błaganiem o litość.
— Bo kot na skraju wyczerpania daje mi duże pole do manewru — miauknął, nie chcąc dzielić się swoimi planami. — Nie martw się, nie umrzesz. Chyba, że doprowadzisz mnie do skraju cierpliwości — mruknął. — Zależy, jak rozumieć szeroko pojęte okrucieństwo. Robię to, co jest dla mnie korzystne — uśmiechnął się.
— A-ale... Ale... Na co ci ja? — wyskomlał. — N-nie jestem kimś ważnym.
— Ale jesteś naiwny i prosty, Puszku. To czyni cię przydatnym narzędziem — miauknął. — Są koty, które potrzebują dużo cierpienia, by się wygadać. A są koty takie jak ty... Łatwe do rozszyfrowania — miauknął.
— N-n-nie chcę być na-arzędziem. J-ja chcę tylko do domu... — pisnął. Wbił wzrok w ziemię, wiedząc już jaką dostanie odpowiedź. Odwrócił się do kocura tyłem, zwijając w kłębek, krzywiąc się przez ból w kończynie. 
— Z-zostaw mnie 
Van prychnął cicho na te słowa. Dostrzegając średniego rozmiaru kamień, strącił go wprost na więźnia.
— Jeśli tupniesz nóżką i popłaczesz się za domem, to nic to nie zmieni — miauknął, odwracając się i pozostawiając go samego, dołączając do grupy swoich kultystów. Słyszał jedynie pisk Jelenia za swoimi plecami.
* * *
On razem z kilkoma jego wspólnikami udali się w kierunku dołu, żeby znów zobaczyć na jakim etapie jest syn Tygrysiej Smugi z Klanu Burzy. Gdy tam dotarli, spojrzał na Sosnową Igłę i Stokrotkową Polanę.
— Rozjuszcie go. Głodny będzie bardziej podirytowany. Jeśli efekty będą zadowalające, to dostanie może minimum pożywienia — miauknął, spoglądając ukradkiem w kierunku dołu. Kotki skinęły szybko głowami i zeskoczyły na dół, usatysfakcjonowane, jakby karmiły się cudzym cierpieniem niczym podłe wrony.

<Puszku?>

Od Puszka cd Mrocznej Gwiazdy

 Siedział schowany pod mchem, ciesząc się z wygody jaką uzyskał dzięki szczodrości pewnego Wilczaka, który go odnalazł. Nie udało mu się go uwolnić, ale nie narzekał. W końcu mógł odpocząć, a jego brzuch był syty, chociaż zdarzyło się, że kilka razy zwrócił pokarm. Jego żołądek nie chciał z nim współpracować, co go martwiło. Powinien zjeść i być szczęśliwy, a nie wszystko cofać. Nie wiedział czemu tak się działo. Czuł z tego powodu ogromne cierpienie. Zwinął się w ciaśniejszą kulkę, ponieważ nie wiedział ile tam już był, pogrążając się w samotności i swojej rozpaczy. Skryty przed światem, lepiej znosił tą niesprawiedliwość, jaka go spotkała. 
— Co tu się do cholery jasnej stało. Gadaj. Gadaj, zanim połamię ci wszystkie kończyny i roztrzaskam głowę — warknął gruby, przenikliwy głos.
Drgnął, zadzierając łeb, natykając się na widok swojego oprawcy. Zadrżał, cofając się od razu na sam kraniec dołu, by być od niego jak najdalej. Nie spodziewał się, że tak szybko wróci. Nie odwiedzał go w końcu od wielu dni, które liczył wraz z cyklem dnia i nocy. Znalazł sobie idealne wejście. Tak jak wcześniej modlił się o to, by przyszedł, by dać mu jeść, tak teraz cofał to wszystko, pragnąc by odszedł.
— K-klanie Gwiazdy, łatuj — wyskomlał przerażony, wpadając w panikę. Nie chciał czuć bólu, nie chciał mieć połamanych kończyn. — T-to nie ja! — pisnął. — D-dali mi!
Czuł jak zaczyna panikować. Dalej pamiętał ból jaki mu sprawił. Jak jego ciało płonęło niczym trawione przez płomienie. Nawet teraz zagojone już rany, na sam dotyk powodowały w nim dyskomfort. 
Kocur warknął jeszcze głośniej, wysuwając brodę. Wydał z siebie długie miauknięcie, by zwołać swoich kompanów, a w tym czasie sam zbliżył się bardziej do krawędzi przy więźniu, nie spuszczając z niego wzroku. Zeskoczył na dół i naprężając wyćwiczone mięśnie, przyszpilił go do ziemi, odsłaniając kły. Był za bardzo osłabiony by wlaczyć, więc charknął głucho, gdy van go przycisnął. Spoliczkował go z pazurami. Zadrżał, czując jak z oka wylatują mu łzy, a po pysku rozlewa nieprzyjemne, szczypiące mrowienie po ciosie. Zawył jak ranne zwierzę, nie chcąc patrzeć w oczy temu potworowi. 
— Gwiazdki z nieba ci tutaj nie pomogą — syknął lider. — Bo siedzą na dupach i oglądają twoje cierpienie, nie przejmując się tym. Nie obchodzisz ich. Żadne pierdolone życie ich nie obchodzi. Nigdy ich nie obchodziło, co się z nami stanie — wysyczał. — Kto. Kto ci to dał.
Miał rację. Klan Gwiazdy był głuchy na jego modlitwy, mimo to... mimo to i tak się modlił w duchu, pragnąć przeżyć to bliskie spotkanie ze wściekłym liderem. 
— N-n-nie wiem — pisnął, chociaż czuł, że popełnia błąd. Obiecał wybawicielowi, że go nie wyda, ale im bardziej patrzył na oblicze Mrocznej Gwiazdy, tym większy dopadał go strach. Zaczął łapać szybciej powietrze. Zabiję go. Złamie mu coś. Czuł to. Było po nim! — N-n-nie zabijaj! — załkał. — B-błagam. J-ja myślałem, że to ktoś od was! N-nie złobiłem nic złego!
Jego kat przycisnął go mocniej. Z góry słychać już było odgłosy idących kotów. Jego kompanów zbliżających się do dołu.

*Uwaga! Złamanie kości*

22 grudnia 2022

Od Mrocznej Gwiazdy CD. Puszka

 — J-ja napławdę nie wiem gdzie ona jest! — zapiszczał przerażony jeniec. Lider strzepnął na to ogonem.
*uwaga! dalsza część opowiadania zawiera przemoc, tortury i ograniczoną ilość przekleństw*

Od Puszka cd Mrocznej Gwiazdy

Patrzył na ogon myszy, który upadł mu u łap. Rzucił kocurowi pytające spojrzenie. Co miał niby z tym zrobić? Bo miał, prawda? Słysząc o Łasiczym Skowycie, rozdziawił pysk. Jego siostra?! A nie... czekaj. Przecież wmówił kocurowi, że jego mamą była Rysi Puch. Bał się co mógłby mu zrobić, gdyby nakrył go na kłamstwie, dlatego postanowił udawać dalej. 
— Och... Um... Nie łozmawiałem z nią... Ale wydaje się jakaś... dziwna... Czyli mama miała z kimś kocięta? — W sumie... mógł wypytać o przeszłość cioci, tym sposobem dowiadując się o niej nieco więcej. — I czemu zrzuciłeś mi mysi ogon?
— Nie ty tu jesteś od zadawania pytań, a ja nie od spowiadania się tobie — warknął. — Całkiem sprytny sposób na zdobycie informacji. Ale nie ze mną. — Spojrzał na niego z ukosa. — Jak to czemu? Do jedzenia. Bo za te kilka marnych informacji tylko na to zasłużyłeś. A jak dłużej będziesz grać mi na nerwach, to zamiast na całą mysz, zasłużysz na serię uderzeń.
Położył po sobie uszy, wpatrując się w ogon. Tym się przecież nie naje! Chciał jak już to całą piszczkę...
— Um... Dziękuję za posiłek — powiedział mimo wszystko, by go dalej nie denerwować, bo jeszcze zmieni zdanie i nic nie dostanie. — T-to... Jak powiem coś więcej, to dostane całą mysz? — zapytał chcąc się upewnić. 
— Zadajesz tak dużo zbędnych i niepotrzebnych pytań... — uciął. — Domyśl się.
Dobrze... Czyli to oznaczało, że musiał lepiej się postarać. Akurat wiedział bardzo dużo o Klanie Burzy. Przecież tam się wychował. Liczył na to, że jeśli powie wszystko co ten chciał, to go wypuści, bo nie będzie mu już dłużej potrzebny. 
— T-to... — przeszedł do konkretów. — Kamienna Gwiazda nie jest lubiana w klanie. Niektórzy płóbują ją zabić. Znaczy... nie wiem tego na pewno, ale Szczypiołkowa Łodyga patrzy na nią tak, jakby chciała ją otłuć. Zdegładowała ją do łoli ucznia właz z Łozżarzonym Płomieniem. To wnuk Piaskowej Gwiazdy. Kamienna Gwiazda i nasza dawna lidełka się nie lubią... Podobno na zgłomadzeniu Piaskowa Gwiazda wstąpiła w kota i chciała zabić jej dłogą osobę... Ale był niełudy, więc... Więc nie bałem się, gdy to usłyszałem, bo swoich nie mołduje. A Kamienna Gwiazda cóż... Jakbym był Piaskową Gwiazdą i widział jak się jakaś niełuda znęca nad moją łodziną, to też bym jej zagłoził.
— A więc wasz klan jest podzielony. Dobrze wiedzieć — odrzekł. — Coś jeszcze?
— Słyszałem jeszcze, że nowy lideł Klanu Nocy i Kamienna Gwiazda to przyjaciele. Łudzikowa Gwiazda był za czasów Zajęczej Gwiazdy jeńcem i... i podobno dawał jej dupy. I nie tylko jej, bo swojemu pałtnełowi odełwał ucho. Nie wiem czemu, ale to stłaszne. T-też z niego potwół...
Mroczna Gwiazda na te słowa uśmiechnął się. Wyglądał... Koszmarnie. Zadrżał. Musiał jednak to znieść, by móc odzyskać wolność. Nie mógł pozwolić Leśnemu Pożarowi umrzeć z tęsknoty! 
— Wszystko? Masz coś jeszcze do przekazania?
— Jeszcze... Mamy więźnia w klanie. Zaatakował tak nagle kota i go zabił. Tak jakby został opętany... Ale Kamienna Gwiazda go nie wygnała, a wsadziła do dziuły, bo... to jej błat i nie chcę go stłacić. No i mówi się u łudych, że Kamienna Gwiazda zabiła Zajęczą Gwiazdę i dlatego została lidełem. No i ten cały Owocowy Las. Ich lideł przyszedł do Kamiennej Gwiazdy, a ta się zgodziła z nimi na sojusz. Zapłaszała na zgłomadzenie i dlatego przybyli 
Lider skrzywił się, co go jeszcze bardziej zaniepokoiło. Powiedział coś nie tak?! Oby nie!
— Dobrze. Wreszcie na coś się przydałeś. Coś jeszcze siedzi w tym małym móżdżku, czy wyczerpałeś wszystkie zasoby swoich wieści?
— To wszystko... — miauknął mając nadzieję, że teraz kocur zmieni zdanie i go wypuści. Patrzył na niego z nadzieją, czekając na jego dalsze słowa 
— Rozmyśliłem się. Nie dostaniesz jedzenia — miauknął lider, uśmiechając się perfidnie. — Masz czas, żeby się przygotować, bo gdy przyjdę tutaj z moimi wojownikami, to czekają cię cierpienia. Może przy okazji dowiem się czegoś więcej? — zamruczał. — Wiesz, gdzie może być twoja matka?
Co takiego?! Jak to się rozmyślił. Spojrzał na niego w szoku, uchylając aż pysk. To tak nie miało wyglądać! Dostał tylko marny mysi ogon! Położył po sobie uszy, patrząc na niego z urazą. Wronia, nieruda strawa!
— Nie wiem tego... I nic ci już nie powiem! Jesteś okłopnym kotem! Kusiłeś mnie jedzeniem i nic mi nie dałeś! A byłem grzeczny!
Uśmiech vana nie zniknął z jego pyska.
— Jesteś bardzo niemądry, Puszku... Zapomniałeś już, co mówiłem ci przed chwilą. Wyśpiewasz wszystko jak skowronek. — westchnął i odwrócił się, znikając mu z oczu.
Przecież wszystko mu powiedział co wiedział! Kocur odszedł, zostawiając go samego, a mu znów zaburczało w brzuchu. Chwycił za mysi ogon i go zjadł. To było nic, ale zawsze coś. Nasłuchiwał otoczenia, ale nie słyszał niczego podejrzanego. Po raz kolejny spróbował wyjść z dziury, ale bezskutecznie. Siedział więc tam tak długo, aż nie usłyszał ponownie głosu lidera wilczaków. Uniósł łeb na niego i jego... zgraję. Bał się ich, a zwłaszcza pewnej burej, na której pysku widniał zniecierpliwiony uśmiech i jakoś tak sama zdawała się czekać tylko na to, aby dostać pozwolenie, by go rozszarpać. 
— Dalej będziesz milczeć, Jelonku? — zapytał Mroczna Gwiazda.
Najeżył sierść, czując jak ogarnia go strach.
— P-p-powiedziałem ci p-przecież wszystko co wiem! — pisnął.
— Powiedziałeś, że nic mi już nie powiesz. Musisz wiedzieć cokolwiek o własnej matce. Sosna? — mruknął, na co bura wystrzeliła jak petarda, jakby tylko na to czekała. Za nią kilka innych kotów ruszyło w stronę jeńca, wyszczerzając swoje kły. — Albo będziesz mówić, albo będziemy bawić się w ten sposób.
Wydał z siebie przerażony pisk. Cofnął się, zderzając się ze ścianą dziury, ale na nic to się zdało, bo ta agresywna kotka dopadła do niego, szarpiąc i rzucając go bliżej lidera. Przygniotła go do ziemi, a on pisnął ze strachu. 
— Powiem wszystko! Wszystko! — zadrżał, łapiąc przerażony oddech. Jak dobrze, że nie powiedział im, że jego mamą jest Tygrysia Smuga, bo na pewno kocur by nie czekał, tylko od razu ją zabił! Musiał dalej w to grać, by ocalić jej życie. 
— M-m-moja mama... Łysi Puch... Ona... Ona odeszła z klanu jak zostałem uczniem... Nie widziałem jej od tamtego czasu. Chyba została na stałych tełenach!
Lider warknął, uderzając łapą w ziemię. 
— Łgarstwo! — syknął. — Rysi Puch nigdy nie była członkiem Klanu Burzy. Uważasz mnie za głupca?
Jakby było to nieme polecenie, Sosna przeorała mu pazurami w ciele. Wrzasnął czując przeraźliwy ból, który rozszedł się po jego barku. Zapach krwi uderzył go po nosie, a ciało zadrżało ze strachu. Załkał, zaciskając mocno pysk, pociągając nosem. Bał się. Tak strasznie! Co miał mu odpowiedzieć? Że jednak to wszystko zmyślił? Ale przecież... Uwierzył w to, że Rysi Puch była jego mamą. Czy jeśli teraz powie, że nie, to czy mu uwierzy? Zresztą... skąd on wiedział, że nie była członkinią Klanu Burzy? 
— J-ja napławdę nie wiem gdzie ona jest! — zapiszczał przerażony.

<Mroczna Gwiazdo?>

20 grudnia 2022

Od Mrocznej Gwiazdy CD. Jeleniego Puchu (Puszka)

 Tupot łap. Kroki, powoli kierujące się do dołu, w którym pozostawili jeńca. I to spojrzenie, gdy przywódca wreszcie złapał z rudzielcem kontakt wzrokowy. Czuł woń przerażenia. Czuł strach w jego oczach i postawę ciała sugerującą, że wywoływał w wojowniku Klanu Burzy trwogę. Podszedł do dołu ostrożnie, i siadając na krawędzi, spojrzał w dół. Położył między swoimi łapami mysz, ale nie zamierzał dawać jej więźniowi. Przynajmniej nie, dopóki nie stanie się użyteczny. 
— Witaj, przyjacielu. Mam nadzieję, że zdążyłeś się już rozgościć — miauknął donośnie w stronę syna jego byłej. Po chwili zauważył, że na jego słowa rudzielec nastroszył sierść, patrząc na niego. Położył po sobie uszy, przełykając ślinę. 
— Nie podoba mi się tu. Płosze. Wypuść mnie. Ja... ja przepłaszam — wyskomlał.
W odpowiedzi przywódca jedynie uśmiechnął się sardonicznie.
— Teraz jest już trochę za późno na przeprosiny, nie uważasz? — przekrzywił łeb. — Za czyny się płaci. Mogłeś myśleć wcześniej. Jedno puste słówko cię nie poratuje.
Jeniec poruszył się niespokojnie, zadzierając łeb na kocura. 
— P-płoszę... N-nie zabijaj mnie — skomlał. — Ja... Ja byłem mysim móżdżkiem, wiem. Nie powinienem. N-nie chcę tu być. Płoszę. Dałuj mi życie.
Mroczna Gwiazda przewrócił ostentacyjnie oczami i przyłożył swoją łapę do brody, udając zmartwienie.
— Och jakie biedactwo...— wymruczał, by po chwili zmarszczyć pysk.  — Tak, błagaj mnie do woli, tylko tyle ci pozostało. Ilekroć gołosłownych wyrazów nie rzuciłbyś na wiatr, nie uratujesz tym swojej skóry, a prędzej pogorszysz swoją sytuację, więc radzę ci skorzystać z mojej szczodrości i nie grać mi na nerwach. Jak już przyjdzie co do czego, to nie jesteś już taki odważny, hm? Tak wygląda ta twoja śmieszna dominacja rudych nad nierudymi... Czyli, najprościej mówiąc, nijak, bo to kocięce przeświadczenie nie mające nic wspólnego z prawdą — szczerze bawiło go podejście co niektórych burzaków, a najbardziej, że takie poglądy wyznawały dorosłe koty, które powinny być już madrzejsze. Jeleń natomiast zerkał speszony na boki.
— T-to były tylko takie żałty, napławdę. C-co chcesz... C-co chcesz ze mną złobić?
— Coś, przez co będziesz mnie błagać o śmierć — odparł. Uniósł po chwili brew. — Żarty? Robisz ze mnie idiotę?
Na te słowa więzień wycofał się, uderzając tyłem o ścianę dołu.
— J-ja... Ja podziękuję... I nie... Nie łobie idioty... Napławdę. To były takie żałty, bo chciałem zaimponować Płomień...
— Twoja koleżanka najwidoczniej była mądrzejsza od ciebie, bo zauważyła, że nie macie wyrównanych szans, a każda próba zaimponowania swoją odwagą skończy się nieszczęśliwie. A ty nie miałeś tyle rozumu... I przez to tu jesteś. Nie obchodzi mnie, jakie miałeś intencje. Sprawię, że utopisz się we własnych łzach. Gdybyś miał choć krztę skromności i uległości wobec osoby silniejszej od ciebie, to byś tutaj nie był. A ostrzegałem cię dwukrotnie, czym skutkuje zuchwałość do kotów wyższych sobie, Puszku.
Kąciki jego ust podniosły się do góry w pełnym sadyzmu i satysfakcji spojrzeniu, gdy Puszek zwiesił smętnie łeb, wpatrując się w swoje łapy, po czym uniósł na niego wzrok.
— Nie jestem żaden Puszek... Mówiłem jak się nazywam...
— Od dziś jesteś, mój drogi. Nie zasługujesz na dwuczłonowe imię. Ani na miano wojownika — odparł. Uśmiechnął się chłodno na widok jego załamania. Podniósł się i wolnym, lekkim krokiem zaczął iść wzdłuż krawędzi dołu, patrząc z góry na rudego. — Powiedz mi, ile bliskich osób zostawiłeś w domu, dziecino? — zamruczał, chcąc doprowadzić go do łez, przez co Burzak zamarł i wziął głęboki oddech, zaczynając najwidoczniej panikować. W oczach Omenu nie pojawiła się ani skra litości, nawet gdy porwany zaczął płakać.
— Błagam! Wypuść mnie! Ja muszę włócić! Będą za mną tęsknić. Mój chłopak... On nie przeżyje! Złobi coś głupiego. Litości!
Czarnobiały uśmiechnął się, nie przestając chodzić. Słowa jeńca nie ruszyły go w żadnym stopniu.
— Oczywiście, że będą tęsknić. Niewykluczone, że zrobią coś głupiego. Przeciętny kot bardzo źle znosi zmiany... Zwłaszcza utratę bliskiej osoby. To  często prowadzi często co najmniej do załamania psychicznego i samobójstwa. Kto wie, może twój partner już ciebie opłakuje, gotowy skoczyć do rzeki? Albo właśnie zaciera łapy,  by pozbawić kogoś życia? Łzy prowadzą do szaleństwa, puszku.
Lider obserwował z pewnym rozbawieniem, jak Jeleń jeszcze bardziej się rozryczał, zwieszając smętnie łeb. Jednak po chwili skoczył z determinacją i znów próbował wyjść z dołu, ale tylko ześlizgnął się z powrotem na dół. 
— Przestań! Nie mów tak! Wypuść mnie! Muszę go zobaczyć!
Uśmiechnął się szerzej, patrząc na jego żałosne próby wydostania się z dziury.
— Milczenie nie sprawi, że prawda zniknie, mój drogi. Ale cóż... Przynajmniej nie będziesz musiał tego widzieć.
— Jesteś potwołem! — załkał, próbując znów się wydostać, z mizernym skutkiem. Nie poddawał się jednak. Skakał i drapał, zsuwając się, aż się nie zdyszał, leżąc załamany na ziemi.
— Niejeden raz mnie tak nazwano — wzruszył barkami. — Jeśli będziesz próbować stąd uciec, to zamiast się wydostać, szybciej zgłodniejesz, a od razu mówię, że twoje racje żywnościowe są ograniczone. A gdyby nawet udało ci się uciec, zabiłbym cię od razu. Nie radzę więc.
Jego słowa sprawiły, że słysząc to, jeniec zamarł  i cofnął się od razu od ściany dołu, nie zamierzając próbować. Groźba była najwidoczniej wystarczająca. Wzrok cętkowanego spoczął na myszy, którą trzymał.
— Czego ode mnie chcesz? Ja... Ja cię nie lubię...
— Informacji. Odwetu. Za swoje cierpienie możesz podziękować mamusi — odparł. — Zdradź mi wszystko, co wiesz o Klanie Burzy. A może pomyślę o małym wynagrodzeniu? — wbił pazury w mysz i pomachał nią nad dołem, na co więzień oblizał pysk.
— Dobrze... Um... To... Wiem, że Kamienna Gwiazda kłęci z zastępczynią, bałdzo się kochają, a jednocześnie jest z wojowniczką, któła... w sumie nie odzywa się, jest takim... warzywem. No i... nie lubi łudych! To łasistka! My mamy gorzej, bo nie jesteśmy czałni jak ona — fuknął oburzony.
Kocur gwałtownie zabrał łapę i kładąc mysz, wysunął pazury i wyszczerzył kły.
— Zaraz poderżnę ci gardło. Co to ma być za odpowiedź?! Jesteś bezużytecznym ścierwem. Może lepiej byłoby cię zabić — rzucił. — Podaj mi pożyteczne informacje — warknął, na co rudzielec skulił się przestraszony. 
— Um... T-to... K-kamienna Gwiazda... Przyjmuje do klanu wilczaki... Chodzą plotki, że... że ona was bałdzo lubi. Ostatnio dwie kotki do nas tłafiły...
Naprężył mięśnie. Jedna z nich to z pewnością Ość. Ale druga? Miał przypuszczenia.
— Jak wyglądały?
— N-n-no... Ta piełwsza to liliowa w cętki, cała w bliznach. Zakrzywiona Ość, a długa... długa to szylkłetka z blizną na pysku. Była w ciąży... Łasiczy Skowyt. — odpowiedział na jego pytanie. Skinął głową. Wreszcie pożyteczna informacja. Córka dołączyła do Burzaków. Dziwne. Sądził, że bardziej ciągnęło ją do Klifiaków. Niczym się nie różniła od matki.
Oderwał myszy ogon i rzucił rudemu. To wciąż było mało.
— Łasiczy Skowyt to twoja przyrodnia siostra — miauknął jedynie. Niech wie o tej przeklętej krwi.

<Puszku mój?>

05 grudnia 2022

Od Jeleniego Puchu do Mrocznej Gwiazdy

Skierował się z Płonącą Pożogą na granice z Klanem Wilka, ponieważ Zakrzywiona Ość widziała jak się wydurniali, szeptając za plecami nierudych obraźliwe komentarze i kazała im się wziąć do roboty i tam zrobić obchód. Nie podobał mu się ten rozkaz, jego towarzyszce również, ale ostatnio kocica była miła, więc udał się wraz z rudą w teren, grymasząc pod nosem.
Szli spokojnym tempem, obgadując ściszonym głosem, tą nierudą wywłokę. Musiał przyznać, że świetnie się bawił ze swoją przyjaciółką i nie żałował wspólnego patrolu. Kiedy byli już prawie na miejscu dostrzegł, że coś działo się na granicy z wilczakami. Widział jakąś grupkę, która właśnie odchodziła. Czyżby również odbywali patrol? Trącił rudą w bark, wskazując na to dziwne zjawisko, bo wcześniej wydawało mu się, że te koty tam siedziały, jakby nie miały nic innego do roboty. Knuli atak? Trzeba było wybadać sprawę. 
— Podejdźmy. Coś mi tu śmiełdzi.
Płonąca Pożoga skinęła mu głową w skupieniu. 
— Panoszą się — mruknęła. — Tylko ostrożnie. Ruda sierść będzie się rzucać w oczy, a liczebnie nas przewyższają. Coś czuję, że te zwierzęta nie powitałyby nas miło.
Nawet nie chciał o tym myśleć. Powinni znać swoje miejsce! Byli w końcu tym gorszym sortem. Ruszyli powoli w stronę cienkiej linii zapachowej, rozglądając się uważnie po otoczeniu. Grupka zniknęła, ale ślady łap były nadal dobrze tu widoczne. Jak nic, musieli tu przesiedzieć jakiś czas. Ziemia była wydeptana i śmierdziała dość intensywnie lasem. Strzepnął uchem. 
— Chyba ich nie ma. Wystłaszyli się naszej łudości. — wibrysy mu zadrgały z rozbawieniem. — Głupie niełude łajzy. Ale bym im nagadał, gdyby jakiś był w pobliżu!
Kotka zaśmiała się cicho.
— Są głupi jak stado szczurów. Dwójka młodzików wyczuła ich szybciej, niż oni nas... Banda nierudego ścierwa. Nawet, gdybyś ich powyzywał prosto w pysk, to debile by się śmiali z samych siebie jak głupi.
— Ha! Pławda — zachichotał. — Mysie móżdżki i włonie stławy, tfu! — Splunął na granicę z wilczakami. — Nie mają żadnych łudzielców widać, że to plebs — Uniósł wyżej łeb, by poczuć się wielki. 
Nagle dostrzegł jakiś ruch. Szybko zerknął w tamtą stronę, dając sygnał ogonem kotce, że ktoś tu był. Jakiś zabłąkany członek Klanu Wilka? Musieli zachować ostrożność. Kto wie co to było. 
Wojowniczka znieruchomiała, przyjmując znów postawę na baczność i uważnie wodząc wzrokiem za miejscem, skąd dobiegał odgłos.
— Może wrócili? — miauknęła szeptem, lecz po chwili pokręciła głową. — To chyba pojedynczy kot.
Zawęszył, ale nic to nie dało, bo przecież już tutaj mocno cuchnęło zapachem tego nierudego łajna. 
— Wyjdź. Nie chowaj się. Wiemy, że tam jesteś! — rzucił w przestrzeń, unosząc wyżej brodę, by zaszpanować przed Płomień swoją odwagą. Zaraz sprawi, że ten ktoś poleci do mamusi! Tak! Tak właśnie będzie! Nie zamierzał się cofać. Nie był tchórzem. 
Wtem dojrzał jak z krzaków wyłania się czyjaś postura. Czarny van. Nie okazał krzty zawahania. Uprzejmy uśmiech widniał na jego pysku, co przywodziło mu na myśl dobrego staruszka, który wyszedł na spacer. Nie był jednak siwy... Zdawał się w pełni sił. 
Skrzywił na to pysk. Fuj! Nierudy! I jeszcze się cieszył tak, jakby był kimś wielkim! To niedopuszczalne! Nierudzi powinni się ich bać, a nie zgrywać przed sobą i innymi, że mogą im dorównać. 
— Nie muszę się przed wami chować. — odparł grzecznie obcy.
— Co tu robisz? — warknięcie rudej kotki nie wywołało na nim wrażenia. Nie odpowiedział na pytanie, lustrując oba koty intensywnym spojrzeniem.
— Właśnie co ty tu łobisz? Zmykaj do swoich kumpli, którzy na nasz widok podwinęli ogon, niełuda stławo — warknął w jego stronę, chcąc zaszpanować przy przyjaciółce. Nadarzyła się okazja i nie zamierzał jej zmarnować. A zresztą... Co ktoś taki jak on, mógłby im zrobić? Nic! Ich była dwójka, a on był sam.
Dojrzał przez moment zawahanie rudej. Czyżby jednak nie uważała tego za dobry pomysł? Po chwili jednak uniosła wyżej brodę, śmiejąc się drwiąco.
— Uciekli w popłochu jak małe pieski. Wiedzą, gdzie ich miejsce. Twoja kolej — prychnęła, chcąc wesprzeć przyjaciela.
Uśmiech nie znikł z pyska kocura, co go tylko zirytowało. Powinien się rozpłakać i pognać do mamusi! Może był jakiś nie ten tego? Świr! Na dodatek przez moment wpatrywał się w nich w milczeniu, co zaczynało być dla niego dość niekomfortowe. 
— Nie, nie wydaje mi się, by się was przestraszyli. Przed chwilą skończyli swoją zmianę — odparł spokojnie. — Nieruda strawa? Różnie mnie nazywano, ale muszę przyznać, że to oryginalne wyzwisko. Na waszym miejscu byłbym jednak ostrożny ze słowami kierowanymi do nieodpowiedniego kota. Zuchwałość okazuje się przy kotach niższych lub równych sobie. Nie do przywódców.
Czy on się właśnie porównał do lidera? Obrzydlistwo! To był chyba jakiś nieśmieszny żart! Kocur nie wyglądał mu na kogoś takiego. Po pierwsze - był nierudy, po drugie - śmierdział, a po trzecie - żaden lider nie chodził sobie po terytorium, jak gdyby nigdy nic! Kamienna Gwiazda nie ruszała się bez swojej obstawy, a ten wybrał się pilnować granicy? 
— Ty jesteś przywódcą? Chyba przywódcą leszczy — prychnął z kpiącym uśmieszkiem. — Liderzy nie wychodzą z obozu i nie patłolują głanic. Mają od tego koty. Ale płosze bałdzo. Co nam złobisz? Nie przekłoczyliśmy głanicy, jesteśmy u siebie i łobimy co chcemy. Możesz nam podskoczyć. A złesztą... niełuda stława jako lideł klanu? Do takiego kogoś nie będę miał za głosz szacunku. Pewnie nazywasz się Obsłaną Gwiazdą, nie? — zaśmiał się.
Widząc jak obcy uśmiechnął się szerzej, poczuł dziwny niepokój w piersi. Lubił się naśmiewać z samego siebie? No wiedział, że jakiś wariat! 
— Moi wojownicy są niedaleko — zamruczał. — Nie, mój drogi. Nazywam się Mroczna Gwiazda. A tobie i twojej koleżance jak na imię? — zapytał delikatnym głosem. 
Dojrzał jak Płomień rzuca vanowi piorunujące spojrzenie i usłyszał jej warkotliwy pomruk. Też nie podobały mu się jego słowa. Trzeba było pokazać śmieciowi, gdzie było jego miejsce. Tchnięty nową falą odwagi, posłał mu wywyższające spojrzenie. 
— Młoczna Gwiazda? Brzmi stłasznie. A wcale nie jesteś stłaszny, bałdziej żałosny — fuknął nie przejmując się jego ostrzeżeniem, że mógł zaraz zwołać swoich kumpli. — Ja jestem Jeleni Puch. Czystej kłwi. Moja mama jest łuda, mój tata i łodzieństwo — pochwalił się, by go zgorszyć. — A to Płonąca Pożoga — przedstawił kocicę. — Też pochodzi z łodu łudzielców, dlatego z nami nie zadziełaj.
— Mówi prawdę — usłyszał warkot wojowniczki. — Pochodzimy z potężnych rodów. Nie chciałbyś wchodzić z nami w problemy. Jak na "przywódcę" twój iloraz inteligencji jest zasadniczo niski. Może to przez tą obrzydliwą nierudą sierść, co?
Mroczna Gwiazda postawił łapę do przodu, przechylając łeb z paskudnym uśmiechem.
— Och, oczywiście. Bardzo potężne rody... — uszy niemal z automatu uniosły się mu na wydźwięk słowa "Puch". Nie ukrył jednak zainteresowania. — Ładne imiona... Pożoga, która pochłania las w płomieniach — uśmiechnął się krzywo, czując na sobie ostre spojrzenie kotki. — i Puch... Osobliwy człon. Kim są wasi rodzice?
O nie. Pytanie, przed którym niedawno ostrzegała go Zakrzywiona Ość. Nie mógł zdradzić obcemu imienia mamy, bo na pewno doniesie na niego i będzie miał problemy! Albo gorzej! To mama będzie miała! Dlatego też, zadecydował się nieco nagiąć prawdę, tak jak polecała liliowa. 
— Łysi Puch. — rzucił, nie zastanawiając się nad tym. Cioci i tak nie było w klanie, więc nigdy jej nie znajdzie. — Supeł wojowniczka. Na pewno nigdy nie słyszałeś o lepszej od niej! Szpiegowała sam Klan Klifu! — nagiął nieco prawdę, ale musiał pokazać obcemu, że z nim się nie zadziera. Imienia ojca nie wspomniał, bo i tak go nie miał. 
— A moi rodzice to najwspanialsze osoby w klanie. Pochodzę z rodu Piaskowej Gwiazdy. Oboje mamy powody, by się ciebie nie bać. Jesteś zwyklą nierudą wywłoką, a my czystymi, pochodzącymi z silnych rodów — miauknęła Płomień.
Był wdzięczny, że przyjaciółka go nie wydała. Też miała łeb na karku! Może również rozmawiała na ten temat z Ością? 
Dojrzał jak kocur rozszerzył lekko oczy na wieść o Rysim Puchu. Ha! Zatkało go! No! Teraz wiedział, że nie byli byle kim. Już widział w wyobraźni, jak ten "wielki lider" daje nogę. Aż cisnął mu się na pysk zadowolony uśmieszek. Stało się jednak coś odmiennego niż założył. Kocur wyprostował się i wydał z siebie krótki, acz donośny dźwięk, obserwując zdezorientowane spojrzenie ich dwójki. Wariat. To był jakiś chory wariat. Teraz miał tego dowód! Kilka uderzeń serca wystarczyło jednak, by grupka wojowników wyłoniła się z gęstych wilczackich zarośli.
Spojrzał zaskoczony na zbliżające się koty. Czyli nie kłamał? Miał kumpli i dał im znak? Zerknął niepewnie na Płomień. Jednak nie był wariatem. Chyba powinni... Sobie już iść... 
— Ha! Nie boimy się twoich kumpli. Jak przekłoczycie głanice, to Kamienna Gwiazda się o tym dowie! — rzucił, próbując jeszcze przez chwilę, zachować swoją pewność siebie, nie dając pokazać po sobie, jak serce mu przyspiesza.
— Jeleń... Nie — Kotka złapała go za kark, próbując zmusić do biegu. — Przestań, ich jest za dużo. Musimy wiać! Pożałują, zobaczysz, ale nie teraz...
Przywódca zignorował groźby z ich pysków. Szybko skinął głową.
— Bierzcie go — rozkazał. 
To stało się tak szybko. Mroczna Gwiazda rzucił się na rudą, przybijając ją do ziemi. Widział jak ugryzła go w łapę, jak ten przygniótł jej głowę do ziemi i otworzył pysk, żeby wbić tam swoje kły i zamordować ją raz na zawsze. Chciał rzucić się jej na ratunek, ale... wmurowało go. Ciało przestało go słuchać. Tak jakby stracił nad nim panowanie, jakby już nie należało do niego. Drżał, czując jak otaczają go wrogowie.
— Nie zależy mi na tym, by cię krzywdzić i mieć zatargi z twoimi przodkami. Więc milcz, jeśli chcesz żyć, moja droga. Nie martw się, zaopiekujemy się twoim kolegą — Uśmiechnął się van. — Jeśli chcesz uchować życie swoje i swoich bliskich, to zamknij mordę. Mamy umowę?
Kotka splunęła mu w pysk w odpowiedzi, wbijając w niego ostre spojrzenie. Gdy wysunął pazury, pod naciskiem presji pokiwała jednak głową, spuszczając wzrok. Lider podniósł ją za kark i cisnął w pobliskie drzewo, a go aż skręciło. Serce biło mu w szaleńczym tempie, a wzrok kierował ku rudej, która się nie poruszyła. Nie zdołał jednak nic z tym faktem zrobić, bo unieruchomiła go dwójka syczących kotów. To pozwoliło mu wyjść z tego szoku, tego transu. Drapnął i ugryzł ich w łapy, uwalniając się spod mocnego uścisku, ale to było i tak bezcelowe. Otoczyli go. Mroczna Gwiazda odwrócił się w jego stronę. Odsunął się, gdy zaczął do niego podchodzić, wpadając tyłem na jednego z jego wojowników. Położył po sobie uszy. Cholera. Co on zrobił! Trzeba było uciekać, a teraz był w pułapce i coraz bardziej się bał! Cała pewność siebie od razu z niego wyparowała. 
— P-poczekaj! Tak nie wolno! Wasz klan zapłaci!
— Mam pod ogonem, co wolno, a czego nie wolno według waszych morałów, Puszku. — odparł. — Może zapłaci. Kto wie. Los o tym zadecyduje. Ale mój klan to nie zgraja bachorów, tylko profesjonalnie szkolonych wojowników... Mogłeś być mądrzejszy i nie zadzierać z silniejszymi od siebie... Mogłeś też nie mówić mi imienia swojej matki... Bo tak się składa, że znam ją doskonale. — miauknął. — Musimy przyprowadzić jeńca do dołu. — rozkazał twardszym głosem, patrząc, jak wojownicy zbliżają się do rudzielca.
Znał jego ciocię?! Wytrzeszczył oczy, próbując uciec, ale dostał w łeb. I to tak, że aż go oszołomiło. Padł na ziemię, widząc przed oczami ciemne plamy, czując zaraz silny chwyt na swoim karku. Zaczęli go ciągnąć na obce tereny, a on nie był w stanie nic zrobić. To był jakiś koszmar! Na pewno zaraz się obudzi i wszystko będzie dobrze! Pobudka jednak nie nadchodziła. Słyszał tylko ciszę, kroki łap i ich oddechy, gdy bez litości odbierali mu wolność. 

*** 

Przerażenie. To czuł, gdy doszedł do siebie na tyle, aby wstać. Głowa dalej go pobolewała, ale nie tym się teraz martwił. Był w dole. Wrzucili go tu i zniknęli. Bał się. Tak potwornie. Próbował wyjść, lecz było tu dość głęboko. Obtarł sobie tylko łapy, a ziemia nawet ani drgnęła. Nie wiedział jakim cudem. Coś na to zastosowali? A może te rejony były bardziej twardsze od miękkiej ziemi na terenach burzaków, w której łatwo kopało się doły? 
Nie mając pojęcia co zrobić, siedział i drżał, zastanawiając się co go czekało. Ale był głupi! Oby Płomień nic się nie stało i powiadomiła klan o jego porwaniu! Klan Wilka zapłaci! Zapłaci! Wierzył, że mama go ocali, ona i Kamienna Gwiazda. Lider wilczaków był głupi! To było jak wypowiedzenie wojny! 
Słysząc czyjeś kroki, zadarł łeb, próbując wykrzesać z siebie nieco odwagi. Było to jednak trudne, bo serce mu tylko bardziej przyspieszyło. Nie wiedział czego miał się spodziewać. 
I wtedy... 
Dojrzał jego. 

<Panie zły liderze?>