BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimorodkowy Blask x Zgubiona Dusza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zimorodkowy Blask x Zgubiona Dusza. Pokaż wszystkie posty

09 maja 2021

Od Zgubionej Duszy CD. Zimorodkowego Blasku

Stała z lekka oszołomiona, wpatrując się w pociechę Zimorodka i Kwaśnego. Była zmieszana, patrząc na to, że malec nawet przypominał swoich „rodziców”, co było dla niej poniekąd niepokojące. Niebieski ziewnął i zaczął rozglądać się po otoczeniu, przekrzywiając swą małą mordkę. Wydawał się być jeszcze zaspany, a na pysku tkwiła mina wyrażająca niezadowolenie z pobudki.
- Zobacz! To ciocia Zgubiona Dusza. Przywitaj się! – zachęcił pręgowany wojownik, patrząc wyczekująco na kociaka.
Malec wbił wzrok w kotkę, po czym uśmiechnął się szeroko i miauknął:
- Dzień dobly!
- Widzisz jaki uroczy? To Mały Słodki Bąbelek Zimorodek Junior - przedstawił go przyjaciółce. - Mama się jednak czepia o to imię. - Nadął z niezadowolenia policzki. - Chcę mu dać jakieś normalne, ale dla nas zawsze pozostanie Małym Słodkim Bąbelkiem Zimorodkiem Juniorem.
- Oh, witaj, Mały Kwaśny Bąbelek… - Zawiesiła, gubiąc się i myląc w długim imieniu żółtookiego.
- Mały Słodki Bąbelek Zimorodek Junior – poprawił ją kocur, wciąć z uśmiechem wpatrując się w swojego syna. – Czyż nie jest przeuroczy? – zapytał. Było widać po nim nadmiar dumy.
- Tak, jest bardzo uroczy – odparła. – I całkiem duży…
Nie chciała być niemiła i stwierdzić wprost, że to naprawdę spory kawał kota. Była w stanie pokusić się nawet o stwierdzenie, iż jest gruby i te  krótkie łapki z trudem muszą utrzymywać jego ciężar ciała.
Mimo wszystko cieszyła się ze szczęścia przyjaciół, bo w końcu mają swoją wymarzoną pociechę. Nie zamierzała kwestionować tego, czy ten dzieciaczek spadł im z drzewa, czy po prostu sam tu zaszedł – skoro go zdobyli, to niech teraz spełniają swoje marzenia i opiekują się nim wspólnie. Poza tym, razem wyglądali na naprawdę szczęśliwych. Uśmiechnęła się, rozczulając się nad widokiem ich małej rodzinki.
- Musi jeść dużo, bo dopiero dorasta i powinien mieć dużo siły, aby kiedyś zostać dobrym wojownikiem – oznajmił Zimorodkowy Blask. Szylkretka tylko pokiwała głową, okazując zrozumienie.
- Naprawdę jest piękny. Zostawię was już samych, miłego dnia – mruknęła przyjaźnie, pochylając się do kociaka i żegnając z nim na odpowiednim poziomie. – Jeszcze kiedyś wpadnę! – zapewniła.
Wyszła ze żłobka i udała się pod cień w rogu obozu. Lubiła mieć spokój i ciszę, toteż położyła się tam, wzdychając lekko. Kolejny dzień zmierzał ku końcowi, a następnego dnia czekały ją standardowe obowiązki. Popadła w pewną rutynę, aczkolwiek nie przeszkadzało jej to.  Przyzwyczaiła się do swoich zadań i lubiła je pomimo tego, że cały czas robiła to samo.

13 kwietnia 2021

Od Zgubionej Duszy CD Zimorodkowego Blasku

 Była bardzo zmieszana jego pytaniem. Nigdy nie zastanawiała się, czy lubi kogoś w ten konkretny sposób. Dobierając sobie znajomych celowała pod kątem znalezienia przyjaciół, a nie jakiegoś partnera na całe życie.
  - Wiesz… to trochę skomplikowane – wykrztusiła, wbijając spojrzenie we własne łapy. Powoli wysuwała i chowała pazury, starając się skupić na temacie. W głowie od razu wytworzył jej się pewien dylemat.
  - A… a to ma znaczenie, czy wolę kotki czy kocury? – spytała w końcu, wzdychając ciężko. Zimorodek z uśmiechem od razu zaczął energicznie kręcić głową. Szylkretka rozejrzała się niepewnie po otoczeniu, upewniając się, że nikt ich nie słucha, bo dyskusja była dla niej trochę wstydliwa. Według jej rozumowania była spora różnica między lubieniem kogoś, a chociażby tym całym kochaniem. Miłość wydawała jej się dziwna.
  - Oczywiście, że nie! Kochasz kogo chcesz, nie musisz niczego wybierać! – wyjaśnił, machając z zadowolenia ogonem.
 Zguba ponownie spuściła wzrok na ziemię, kolejny raz wypuszczając głośno powietrze z płuc.
  - To… chyba podobają mi się i kotki i kocury, ale nie ma w klanie kogoś, kogo bym na tyle lubiła – stwierdziła jedynie.
  - A spoza klanu? Może na zgromadzeniu poznałaś jakiegoś przystojniaka albo pięknisie? – dopytywał się, nie zważając na to, iż towarzyszka rozmów była coraz mocniej speszona.
  - Chyba też nie, nie rozmawiałam z nikim z innych klanów. Wszyscy wydają się być nawet mili, ale to wciąż za mało na takie… relacje. – Starannie dobierała słowa, by nie palnąć jakiegoś głupstwa. Co prawda przy Zimorodku nie musiała się obawiać, że ją za coś wyśmieje, bo sam miał swój dziwny tok rozumowania świata. Mimo to często miała wiele obaw, więc wolała uważać.
  - To musisz zacząć więcej rozmawiać, na pewno spotkasz kogoś fajnego! - rzekł optymistycznie, czym z lekka rozluźnił spiętą kotkę.
  - Spróbuję na następnym zgromadzeniu do kogoś zagadać. – Uśmiechnęła się, choć w środku wiedziała, że może jej się to nie udać. Bywała czasami za bardzo nieśmiała na jakiekolwiek interakcje z innymi, dlatego też nie była pewna swej obietnicy.
  - Dobra, to wierzę w ciebie, a póki co muszę iść. Mamy z Kwaśnym coś do załatwienia! - miauknął i popędził na drugi koniec obozu.
  Wpatrywała się przez chwilę niepewnie w ślad za nim, zastanawiając się, co znowu zrobił. W końcu jednak uznała, że Zimorodek Zimorodkiem pozostanie, więc nawet jak zrobi coś głupiego, to nic mu się nie stanie.

***

  Wróciła z treningu ze swoim pierwszym uczeniem. Prędki łapa był jaki był, ale w miarę się słuchał i całkiem dobrze szło mu polowanie. Czuła poniekąd dumę, bo w końcu to ona kogoś trenowała. Kocurek pożegnał się z nią od razu po podejściu do legowiska uczniów i uciekł w stronę swej siostry. Szylkretce od razu przypomniało się, że jest jedynaczką i jak bardzo nieposiadanie rodzeństwa bywało dla niej dołujące.
 -Zgubo! Zgubo! Zgubo! – Z zamyśleń wyrwał ją głos przyjaciela. Zimorodkowy Blask pędził w jej stronę z drugiego końca obozu, a na jego pysku widniał uśmiech. - Chodź, muszę ci kogoś przedstawić! – wyrzucił.
  - Kogo? – spytała od razu, zainteresowana jego optymizmem.
  - Mojego syna! Ja i Kwaśny jesteśmy rodzicami! – miauczał, dumnie prężąc się. Kotka rozchyliła pyszczek ze zdumienia.
  - Chwila moment… skąd wy go wzięliście? Drzewa wam naprawdę coś dały? – Na jej mordce widniało niezrozumienie. Wciąż nie dowierzała, że rośliny mogą wypluć komuś kociaki i coś jej w tym wszystkim nie pasowało.

<Zimorodku?>





08 marca 2021

Od Zgubionej Duszy CD Zimorodkowego Blasku

Lekko się skrzywiła, gdy ją polizał. Wilgoć obcego języka na pyszczku była dziwnym uczuciem, ale wielu dorosłych wojowników tak robi, więc i ona powinna w końcu dojrzeć. Otrząsnęła się, spoglądając na niego z niepokojem.
- Widzisz? To nie takie trudne. Dobra. To teraz ty. - Zadecydował i odsunął się, czekając na jej ruch.
- Mam powiedzieć jakiś podryw i zrobić to samo? – westchnęła, zastanawiając się, co zazwyczaj inni mówią w takich sytuacjach. Dobrze, że Zimorodek jest takim dobrym przyjacielem i uczy ją czegoś o życiu, bo sama nigdy by nie domyśliła się, jak robi się takie rzeczy.
- No musisz powiedzieć coś, by zachęcić drugiego kota do romansowania z tobą. Wiesz, coś w stylu tego, co ja powiedziałem. Nie przejmuj się, jak ci nie wyjdzie! Dopiero się uczysz, kiedyś będziesz jeszcze dobra. Najlepiej dla ćwiczeń mów coś często do innych i patrz na ich reakcje, będzie im miło! – rzucił pokrzepiającą. Zguba wzięła głęboki wdech.
- No dobra – zrobiła krok w jego stronę, intensywnie myśląc. – Em… Twoje oczy są żółte jak słońce, chcesz oświetlić mi w życiu drogę? – rzuciła niepewnie, lekko się garbiąc – Takie coś może być? To w ogóle zadziała przy kimś?
- Nie jest najgorzej, całkiem pomysłowe! – stwierdził pocieszająco – To kwestia czasu, a będziesz w sekundę wymyślała najlepsze podrywy w całym lesie – dodał. – No, to teraz musisz mnie polizać. Zguba wpierw się spięła, a potem uznała, że przecież to jej jedyna szansa na trening, bo jak kiedyś stanie z kimś blisko, to nie będzie wiedziała co zrobić. Niepewnie przysunęła się i wysunęła język, przejeżdżając nim mu po pysku.
- To trochę dziwne – mruknęła, odsuwając się. – Ale dzięki, że mi to wyjaśniłeś i pokazałeś, jak to się robi – dodała, patrząc na niego z wdzięcznością – Naprawdę, jesteś najlepszym przyjacielem jakiego mogłam mieć! – oznajmiła. - Muszę iść, bo chciałam jeszcze dzisiaj zapolować, ale się jeszcze pewnie spotkamy – pożegnała się i odeszła z nowo nabytą wiedzą.


*********

 Przed oczami wciąż miała niszczycielski ogień, który pochłonął ich cały obóz. Aktualnie znajdowali się w nowym miejscu, gdzie mieli ogromne braki w pożywieniu i ziołach, a chorych było wielu. Do tego po wojnie utracili bardzo ważne dla nich tereny, na których często polowano. Musieli zadowolić się tym, co oferował im las.
Tego dnia udało jej się złapać tylko jedną zdobycz, mimo to i tak wróciła z nią do obozu, dorzucając do stosika. Rozejrzała się, patrząc, czy ktoś nie potrzebuję przy czymś pomocy. Każdy miał jakieś zajęcie, więc uznała, iż ma chwilę na odpoczynek. Kierowała się w stronę cienia pod jednym z drzew, kiedy to przypadkiem wpadła na Zimorodka.
- O, hej – zaczęła rozmowę – Co tam dzisiaj porabiałeś? – spytała.
- Byłem na polowaniu z Kwaśnym i złapaliśmy aż 3 piszczki! – oznajmił dumnie, wypychając pierś do przodu.
- To naprawdę nieźle, ja dzisiaj zdobyłam tylko jedną – mruknęła. – Chyba mam pecha. Gdzie polowaliście, że tak dobrze wam poszło? – spytała zaciekawiona.

<Zimorodkowy Blasku?>

22 lutego 2021

Od Zgubionej Duszy CD Zimorodkowego Blasku

- Tak, poznałam go na zgromadzeniu. Wydaje się naprawdę miły – zaczęła spokojnie, a jego kolejne słowa dopiero do niej dochodziły – To chyba niemożliwe, aby dwa koty były jednością. To znaczy… jak dla mnie to nie ma sensu – mruknęła, krzywiąc się. Jego słowa trochę wzbudziły w niej tęsknotę za kochanym dziadkiem. Gdziekolwiek ktoś nie wspominał o Lisiej Gwieździe, spotykała się z samymi negatywnymi zdaniami na jego temat. Nie wiedziała, co też takiego złego w życiu zrobił, że zasłużył sobie na taką opinię, ale ona i tak nie zamierzała zmieniać swojego podejścia. Zapamiętała go jako kogoś dobrego i z tym stwierdzeniem chciała też żyć.
- Mówię ci, to zasługa magicznych ziółek. Nikt nie rozumie ich działania, to jest po prostu niepojęte – Zimorodek z każdą chwilą się nakręcał. To był chyba pierwszy raz, kiedy powiedział coś dziwnego, a kotka wiedziała, że to po prostu nie ma racji bytu i w to akurat nie planuje wierzyć. Postanowiła jednak tego nie komentować, bo tylko wkręci się w jakąś dyskusję, która znowu namiesza jej w głowie i skończy się na tym, że nic nie będzie wiedziała.
- No dobra, załóżmy, że tak jest – mruknęła tylko, rozglądając się po otoczeniu i szukając czegoś, co zainspiruje ją do zmiany tematu. Obawiała się pozostawać przy tym, bo nawet nie miała żadnych argumentów, by udowodnić, że dwa różne koty nie mogą być tym samym.
Swój wzrok zawiesiła na skupisku białych roślinek na krańcu lasu.
- A w kwestii kwiatów – zaczęła, pacając go ogonem po grzbiecie, czym zwróciła jego uwagę od drzew, którym wciąż przyglądał się z dziwnym zainteresowaniem – Czy tamte się nie będę nadawać? – spytała, wskazując miejsce łapią. Zimorodek powędrował tam wzrokiem i miauknął z zafascynowania.
- Chyba mogą być, ale ja bym jeszcze poszukał – mruknął. – Kwaśny zasługuje na wszystko, co najlepsze – dodał. Kotka pokiwała z uznaniem głową. Dziwne było to, że niebieski potrafił do czegoś podejść bardzo na poważnie. Ostatnio przeżywała swój okres mentalnego dojrzewania i zaczynała wątpić w większość jego mądrych słów. Wciąż jednak lubiła jego towarzystwo i był jej przyjacielem, więc niezależnie od odmiennych poglądów, będzie utrzymywać z nim kontakt.
- No to chodźmy dalej. Kiedyś widziałam takie ładne, były jasne, może różowe – zawahała się, próbując przypomnieć sobie kolor roślinek – Albo niebieskie… Nie pamiętam. Wiem za to, gdzie były, więc możemy tam pójść. – dodała
- O, byłoby super! – oczy kocura zaświeciły z ekscytacji. Zgubiona ruszyła we wschodnią stronę, gdzie raz na polowaniu wpadła na to piękne miejsce. 
 - Ej, Zimorodku.. – zaczęła – Bo skąd w sumie się wie, że się kogoś kocha? I jak natrafić na takiego kogoś? To… taki ktoś inaczej wygląda w oczach? Wyróżnia się jakoś z tłumu? I… trzeba w sumie w ogóle mieć kogoś takiego w życiu?

<Zimorodku?>

10 lutego 2021

Od Zgubionej Duszy CD Zimorodkowego Blasku

 -Jak chcesz to ci pokaże i cię nauczę. - zaproponował święcie przekonany, że kotka dałaby radę odtworzyć te dziwne ruchy. Szylkretka lekko się skrzywiła.
- M-może najpierw chodźmy na polowanie? – spytała, zmieniając temat. Wszystko, o czym mówił Zimorodek, wydawało jej się strasznie dziwnie. Dorosłość każdego dnia wprawiała ją w coraz większe zmieszanie, kiedy to dowiadywała się nowych rzeczy. Zawsze wiedziała, iż ma ona trochę ograniczone myślenie, ale kociaki z drzewem? To brzmiało dla niej wręcz nierealnie, ale jeśli zaczęłaby to kwestionować, wyszła by na jeszcze głupszą, niż była.  Będąc w lesie, rozdzielili się na moment, w celu samodzielnego zdobycia zwierzyny. Zguba z nieufnością spoglądała na wszystkie okazy tych wielkich przedstawicieli fauny z liśćmi. Wzdrygnęła się, gdy przypadkiem gałązka musnęła jej grzbiet. Podskoczyła w miejscu i popędziła do przodu, a widok wiewiórki przywołał ją do porządku.  Otrząsnęła się i na ugiętych łapach skradła się w stronę rudego stworzonka, a potem naskoczyła na niego i wbiła zęby. Ofiara chwilę się wierciła i wydawała z siebie płaczliwe piski, nim w końcu zaczęła bezwładnie wisieć w pysku kotki. Szylkretka postanowiła wrócić do towarzystwa, nim w pełni dostanie jakiegoś przewrażliwienia na punkcie „niebezpiecznych” drzew. Szła dosyć żwawym tempem, nim w końcu wpadła na kocura, który nie miał ani jednej piszczki.
- O! Tak… Miałem pecha… - wytłumaczył, na co kotka tylko pokręciła łebkiem z niedowierzaniem. Odstawiła zdobycz na ziemię, by łatwiej było jej mówić.
- No w sumie mało tu w pobliżu zwierzyny, może się akurat dzisiaj pochowały – stwierdziła,  rozglądając się. Zauważyła, iż Zimorodek co chwilę wbija spojrzenie w każde napotkane drzewo. – Em… Te kociaki tak serio pojawiają się znikąd? – spytała niepewnie, z lekka zaciekawiona tym wszystkim. Wciąż wydawało jej się to dziwne, więc musiała się upewnić, o co w tym chodzi.
- No nie znikąd, tylko z drzew- oznajmił spokojnie – To nauczyć cię? – zapytał.
- Ja chyba podziękuję – machnęła ogonem – Poza tym… kotki tak chyba nie mogą – dodała niepewnie. Wciąż było to dla niej zbyt skomplikowane i w przyszłości nie wyobrażała sobie, że miałaby mieć dzieci. Raczej nigdy do tego nie dojrzeje i podziwiała Zimorodka, że on i Kwaśna Łapa są już gotowi na własne pociechy i się o to starają. – Ale tobie życzę powodzenia, skoro tak bardzo ci zależy – miauknęła.
- Dzięki, przyda się, bo póki co nic nie wychodzi – odparł zasmucony. Zgubiona nawet nie zamierzała poruszać kwestii tego, czy aby na pewno drzewka dają kociaki, więc tylko pokiwała głową.
- Może przejdziemy się na taki spacer i po prostu poprzyglądasz się wszystkim drzewom i znajdziesz do idealne. Czy twój brat jak tłumaczył ci to wszystko, to nie wspomniał przypadkiem, że to musi być jakiś specjalny rodzaj drzewa? – szukała sposobu na pocieszenie go i jednocześnie wyjaśnienie sobie tego wszystkiego – Najwyżej jak już ogarniesz, co gdzie rośnie, to tu kiedyś wrócisz i… spróbujesz jeszcze raz – dodała, gdyż sama nie chciała być świadkiem tego, jak kocur tworzy kocięta z drzewem.

<Zimorodkowy Blasku?>

28 stycznia 2021

Od Zgubionej Duszy CD Zimorodkowego Blasku

Ślady jak zwykle pojawiły się i znikały, co zaczynało wprowadzać kotkę w pewien stan irytacji.  Nie znała prawdziwego pochodzenia tego mistycznego stworzenia, ale z pewnością należało ono do jakiegoś niezwykłego rodu magicznych saren, skoro potrafiła zataić odciski kopyt na śniegu. Zaczęła rozkopywać łapą biały puch.
 - Co ty robisz? – zapytał Zimorodek, spoglądając z zaciekawieniem na jej czyny.
 - Szukam jakiś poszlak, ale chyba na marne. – mruknęła trochę niezadowolona. - Z nią jest coś zdecydowanie nie tak – stwierdziła, spoglądając w kierunku jaskini. – Uh, wolałabym tam nie iść. Albo przynajmniej nie dzisiaj – spojrzała na niego błagalnie. W głębi duszy obawiała się takiego podróży, gdyż prawdopodobnie nawet nie mogli tam iść. Poza tym, z każdą chwilą ta wielka, brązowa istota zdawała się mieć więcej tajemnic i dziwnych umiejętności, których ona nie rozumiała. Zdecydowanie była nieprzewidywalna, a może i nawet niebezpieczna.
 - No to kiedyś tu wrócimy – miauknął w odpowiedzi kocur, na co odetchnęła z ulgą. Przynajmniej nie musiała przyznawać się do tego, jaki lęk by czuła, gdyby zdecydowali się tam udać.
 - Może następnym razem pojawi się w jakimś innym miejscu i będzie się dało ją zagonić w jakiś punkt bez ucieczki? – gdybała, machając ogonem - Tam ją najwyżej załatwisz – dodała. Podziwiała go za plan samodzielnego zgładzenia tej istoty. Teraz na samą myśl czuła dreszcze na grzbiecie. Zimorodek pokiwał tylko łebkiem i postanowili wrócić do obozu, niosąc zdobytą przez nich zwierzynę i to głównie wiewiórki.

*****

Nastała Pora Nowych Liści, a Zgubiona musiała oczywiście coś odwalić, toteż tym razem wybiła sobie bark, podczas zwykłego polowania. Miała nieprzyjemny upadek po koślawym skoku na zwierzynę. Starała się wymazać ten upokarzający obraz w głowie, kiedy to siedziała  u medyków i korzystała z ich usług. Nawet nie syknęła, kiedy Firletkowy Płatek zbyt mocno dotknęła ją w skrzywdzone miejsce. Bolało ją, ale pilnowała się z odruchami obronnymi, gdyż nie chciała przypadkiem wyjść na niemiłą, bo w końcu ta jej pomagała. Przy medyku kręcił się jej uczeń, Bursztynowa Łapa, który co chwilę coś mówił, dzięki czemu nie było tu cicho. Dostała coś do przegryzienia i po wszystkim zdecydowanie czuła się lepiej, choć uprzedzono ją, iż może ją jeszcze pobolewać, a w razie problemów ma do nich wracać. Podziękowała skinieniem łba i opuściła legowisko medyków. Teraz zdecydowanie lepiej jej się chodziło, więc mogła wrócić do beztroskich polowań, z tym, iż teraz powinna na siebie bardziej uważać. Stwierdziła, iż to trochę głupie, aby zrobić sobie krzywdę przy zwykłym skoku na wiewiórkę.
Po zgromadzeniu nabrała lekkiej pewności siebie, kiedy to zdobyła tam nowego przyjaciela.  Zdecydowanie częściej zaczęła się uśmiechała i miała prawie że przez cały czas dobre samopoczucie, nawet wtedy, gdy wybiła sobie ten przeklęty bark.
Rozejrzała się po otoczeniu, szukając jakiegoś towarzystwa. Nie musiała wypatrywać go długo. Chociaż Zimorodek miał wielu znajomych, to czasami zastawała go samotnie stojącego, przez co mogła do niego podejść i spokojnie porozmawiać o różnych rzeczach, czy chociażby poplotkować o bzdetach.
 - Cześć! Byłeś już dzisiaj na polowaniu? – zagadnęła. Jego widok przypomniał jej o sarnie, aczkolwiek ona sama wolała chwilowo tego tematu nie poruszać. Lekko obawiała się ponownego spotkania z tym stworzeniem.
 - Jeszcze nie – odparł z wesołym tonem głosu, jak to miał w zwyczaju. – A ty?
 - Cóż, wybiłam sobie bark przez ostatnie polowanie. Byłam u medyków i niby jest lepiej, ale i tak wolę teraz trochę uważać – wyjaśniła swój problem, siadając i owijając swoje łapki cienkim, ale za to długim ogonem.

<Zimorodkowy Blasku?>


Wyleczona: Zgubiona Dusza

18 stycznia 2021

Od Zgubionej Duszy CD Zimorodkowego Blasku

Kiedy kocur bez większego namysłu kazał jej przeszukać las w poszukiwaniu wymyślonej sarny, wręcz oniemiała. Chciała wyrazić sprzeciw, lecz ten odbiegł szybciej, niż zdążyła z oburzeniem machnąć ogonem. Otworzyła pysk z niedowierzania i stała tam niczym skamieniała przez kilka dłuższych chwil. Nie bardzo wiedziała, co ze sobą począć. Jej wiara w występowanie tych mitycznych stworzeń na terenach klanu była dosyć nikła. Mimo to w końcu zrobiła krok za siebie i powoli zaczęła przeczesywać każdy skrawek krzaczka, z nadzieją na znalezienie dowodu, iż to było całkowicie inne stworzenie niż jakaś tam sarna. Łapami z trudem przedzierała się przez grubą warstwę śniegu. Niby Pora Nagich Drzew dobiegała końca, a ona wciąż topiła się w tym białym puchu.
W pewnym momencie już nawet zapomniała, po co w ogóle jest w tym lesie. Skupiała się na innych rzeczach, niż powinna. Co rusz zawieszała wzrok na wszelkich okazach flory, a w głowie układała wiele domysłów na temat pochodzenia danej roślinki. Była bowiem znudzona powierzonym jej zadaniem i szukała ciekawszych rzeczy.
Kręciła się bez większego celu po okolicy, dopóki po lesie nie rozległ się wrzask znajomego jej kota. Zaciekawiona obróciła łebek w tamtym kierunku. Wpatrywała się chwilę w przerwę między drzewami, po czym ruszyła szybkim tempem ku źródła dźwięku. Ni stąd, ni zowąd, wpadł na nią Zimorodkowy Blask, przez co upadła w zimny śnieg. Ledwo się otrzepała, a kocur zaczął ją popędzać, zrywając się na równe łapy.
- Wstawaj, bo będzie po nas! Dzik nas zje! - powiedział, popychając ją nosem, aby ta ratowała swoje życie. Spojrzała na niego z niezrozumieniem w oczach. Nagle coś poruszyło się za nim, a ona wręcz oniemiała. Widziała wysokie, brązowe stworzenie i wbite w nią puste spojrzenie. Niebieski zaczął miauczeć coś o swojej wiewiórce.
 - Zimorodku, ale… to nie jest dzik.. – wyszeptała tylko, podnosząc się z ziemi i robiąc kilka kroków w tył. Ciągle wpatrywała się w sarnę, którą wręcz uznawała za mityczne i nie istniejące w tym lesie zwierzę – Albo mam omamy.. – dodała tylko, gdyż stwór stał w bezruchu.
 Kocur uchylił pysk ze zdumienia, kiedy spostrzegł „bestię”. Żadne z nich nie wiedziało co robić i przez bardzo długą chwilę cała trójka się nie ruszała.
 - Um... Co teraz? – zapytała niespodziewanie kotka.
 - No…Nie wiem – odparł.
 - Będziesz na nią polował? Wydaje się niegroźna… - ledwo to powiedziała, a brązowy stwór odskoczył do tyłu, pochylił łeb i pacnął nim zwłoki wiewiórki. Zguba czekała, aż otworzy swą paszczę i pożre pomarańczową istotę, jednak nic takiego nie miało miejsca.  Nagle zza drzew dobiegł odgłos łamanej gałęzi, a sarna wyprostowała się, po czym spłoszona zaczęła uciekać. Jako, iż szylkretka w tym momencie sama zainteresowała się zwierzęciem, bez wahania ruszyła za nim.
 - Dokąd idziesz? – miauknął zdumiony Zimorodek.
 - No… ona jest chyba całkiem miła. Nie możemy spróbować się z nią zaprzyjaźnić, zamiast ją zabijać? Ja wiem, że próbowała ci ukraść zdobycz, no ale… Można zobaczyć, czy ma gdzieś jakieś swoje legowisko.  Jak okaże się niebezpieczna, to można spróbować ją upolować – oświadczyła. – Poza tym, wciąż uważasz, że dasz sobie sam radę z takim wielkoludem? – mruknęła zaciekawiona.

<Zimorodkowy Blasku?>

09 stycznia 2021

Od Zgubionej Duszy CD Zimorodkowego Blasku

Z zaciekawieniem wsłuchiwała się w jego słowa, choć lekko wątpiła w możliwość dokonania czegoś takiego.
 - A byłbyś w ogóle w stanie powalić sam taką sarnę? – spytała niepewnie. Nigdy nie widziała w życiu tego stworzenia. Z opisów innych kotów wiedziała tylko, iż jest brązowa, duża i ma kopyta.
 - Pewnie tak – odparł spokojnie. Zgubiona Dusza stwierdziła, że skoro tak mówi, to ma pewnie rację. Było jej trochę głupio z powodu nie złapanej zdobyczy, podczas gdy kocur mógł już się pochwalić ładną wiewiórką. Zaczęła rozglądać się za czymś, co mogła by grzecznie zabić i zanieść do obozu. Ich okolica wydawała się opustoszała względem zwierzyny, więc zdecydowali się pójść trochę dalej. Zimorodkowy Blask niósł swoją ofiarę w pysku, a jej bezwładne ciało kołysało się na boki, w szczególności rudy, puszysty ogon. Ich kocie łapy wciąż pozostawiały wyraźne ślady w śniegu, a dzięki temu, iż aktualnie nie zanosiło się na opady, ich droga powrotna była bardzo widoczna. Omal nie zaszli do terenów Klanu Nocy, więc kawałek przed granicą wykonali zwrot w prawo, zataczając pewne kółko wokół lasu.
 - Coś pusto tu dzisiaj – mruknęła cicho kotka, zawiedziona, że mają pecha co do ilości zwierząt.
 - Tam coś jest! – rzucił niespodziewanie niebieski, na co ta podskoczyła, zaskoczona jego nagłą reakcją. Powędrowała wzrokiem w tą samą stronę co on i dostrzegła rude stworzonko. Kolejna wiewiórka, przy której mogła się wykazać. Kocur dał jej szansę na zapolowanie, więc stwierdziła, że i ona musi coś zdobyć, by nie wracać do obozu z pustymi łapami. W głowie powtarzała sobie obraz polującego Zimorodka, przez co wbiła swe spojrzenie w drzewo i przypomniała sposób, w jaki się od niego odbił. Nie wiedziała, czy sama była na tyle zwinna, a jednak spróbowała to wykonać. Na ugiętych łapach przyczaiła się. Ruda istota kręciła się po środku, przez co Zguba nawet nie wiedziała, gdzie się przygotować, by być w jak najlepszej pozycji. W końcu jednak zwierzę skręciła do najbliżej znajdującego się niej okazu flory. Szylkretka postanowiła od razu przejść do działania, przyspieszając. Nie udało jej się skoczyć w stronę drzewa i od niego odbić, lecz w porę zahamowała i łapą przygniotła stworzenie do ziemi, pozbywając go ostatniego oddechu. Poczuła ulgę, wiedząc, iż coś jej dzisiaj wyszło. Nie była to może najzgrabniejsza i najskuteczniejsza metoda polowania, ale skoro się udało, to może uznać dzień za udany.
 - Nie jest jeszcze ciemno, możemy jeszcze trochę poszukać – stwierdziła do zbliżającego się w jej stronę kocura. Ten kiwnął łebkiem i pogratulował jej zdobyczy. Ledwo przeszli parę kroków, a ujrzeli w puchu dziwnie, okrągłe ślady. Zimorodek uparł się, by za nimi pójść, jednak  te urwały się dosyć prędko i tyle było z ich poszukiwań ciekawego zwierzęcia.
 - Kurczę, byłem pewny, że to sarna – oświadczył kocur.
 - One w ogóle żyją w tym lesie? – spytała Zguba, spoglądając na płaski śnieg przed nimi, na którym nie widać było jakichkolwiek oznak życia.

<Zimorodkowy Blasku?>

05 stycznia 2021

Od Zgubionej Łapy(Zgubionej Duszy) CD Zimorodkowego Blasku

Przysłuchiwała mu się w spokoju, starając się nie przejmować zimnem, które atakowało jej zatopione w śniegu łapki. Przyzwyczaiła się do tego, iż kocur musi się wpierw porządnie wygadać, nim ona będzie miała szansę zrelacjonować wydarzenia ze swojego życia. Lekko zawiesiła się na wspomnieniu o śmierci jej ojca, a stwierdzenie „zaczął sikać czerwonym czymś” wydawało jej się dziwne, aczkolwiek nie kwestionowała słów Zimorodka. To on w końcu był świadkiem tej sytuacji i z pewnością lepiej wiedział, co tak naprawdę miało miejsce tamtego dnia. Wciąż czuła w sercu ból po widoku nieruchomego ciała ojca oraz fragment pozlepianej od krwi sierści. Zadrżała, zdając sobie sprawę, jak bardzo żałuję tego, iż tak mało chwil spędzała ze Świszczącą Wichurą. Najgorszym ciosem dla niej była śmierć matki, w dosyć krótkim odstępie czasowym po zgonie ojca. Przełknęła głośniej ślinę, starając skupić się na reszcie słów towarzysza, wręcz z radością depczącego biały puch łapami. Podziwiała jego optymizm nawet w absurdalnych i dramatycznych momentach życia. Niekiedy wydawał się infantylny i głupi, aczkolwiek znała go wystarczająco długo, by się do tego przyzwyczaić i zaakceptować to.
 Gdy kocur zakończył swój monolog, postanowiła udzielić mu wyczerpującej odpowiedzi na wszystkie pytania.
 - No, odkąd Czerńcowy Mrok umarł, moim mentorem jest Miodowa Chmura. Cóż, wydaje się być zdecydowanie milszy od tamtego gbura, aczkolwiek ten ma dziwną chęć bycia we wszystkim lepszym. Nie twierdzę, że nie ma doświadczenia w walkach i jestem od niego lepsza, ale wszystko traktuje jako… zawody? Sama nie wiem, jak to nazwać, ale mam nadzieję, że w końcu zostanę mianowana i nie będę musiała znosić jego dziwnych fochów o to, że pierwsza upolowałam mysz. Raz nie odzywał się do mnie przez 3 dni z takiego powodu – miauknęła z lekką żałością. Jej nowy mentor nie był zły, ale miał dosyć wysoką samoocenę i ciągłą chęć rywalizacji, a przy tym nie akceptował porażek. Było to irytujące, jednak nie powiedziała mu tego wprost, bo stwierdziła, iż nie ma co psuć sobie z nim w jakikolwiek sposób relacje. Spojrzała na moment na kocura, który wręcz wydawał się zdumiony tym, iż jest w stanie tyle powiedzieć. Zguba nigdy nie czuła się jakoś mało gadatliwa. Jeśli miała temat i wiedzę, to lubiła wypowiadać się w dłuższy sposób. Była odbierana jako zamknięta w sobie tylko przez rzadkie spędzanie czasu w większych gronach znajomych. Wydawało jej się, że w klanie niektórzy mają swoje własne grupki i głupio było jej się gdzieś przyłączyć.
 - Na zgromadzeniu… było dobrze – miauknęła, unikając faktu, iż przesiedziała go na uboczu. Co prawda wymieniła parę słów z kilkoma osobnikami, ale przede wszystkim skupiła się na wszystkim, o czym opowiadali liderzy. Więcej na ten temat się nie wypowiedziała, bowiem nie miała o czym.
 - A przystojniak? Był tam jakiś? Rozmawiałaś z nim? Próbowałaś go poderwać? – dopytywał się. Lekko się skrzywiła, gdyż jego definicja tego słowa bywała inna, niż ta, którą słyszała od innych kotów.
 - Hm… - zamyśliła się na chwilę, przywołując we wspomnieniach tamten dzień. Był swego rodzaju tłum i z pewnością ktoś przykuł jej uwagę, ale raczej w formie innej, niż Zimorodkowy Blask mógł sobie wyobrażać – Jakiś się z pewnością znalazł, ale dupy nie urywał – stwierdziła ostatecznie. W końcu posadziła swój tyłek na zimnym śniegu. Automatycznie poczuła jak chłód przeszywa całe jej ciało, ale tylko lekko zadrżała i owinęła ogonem przednie łapy.  Potem zaczęli wymieniać się innymi informacjami z ich żyć, plotkując niczym stare przyjaciółki. Zgubioną Łapę zawsze zadziwiał fakt, iż kocur otaczał się taką ilością znajomych. Lekko mu tego pozazdrościła, lecz ten obiecał jej zapoznać ją z paroma fajnymi osobnikami, jeśli będzie chciała.  Skinęła mu tylko łebkiem, na znak zgody. Pewnie spędzili by tak cały dzień, gdyby ktoś w końcu nie pogonił ich do roboty, bo przecież zwierzyna sama się nie złapie, a w Porze Nagich Drzew było o nią szczególnie ciężko.  Obiecali sobie, iż jak dostąpi mianowania, to udadzą się na wspólne polowanie i pobiją rekord zdobytej zwierzyny, o ile taki był ustawiony. Jeśli nie, będą pierwszymi.

***

Dla Zguby zaskakujące było, iż następnego dnia została mianowana. Nowe imię brzmiało ładnie i dosyć interesująco, więc tym bardziej nie miała powodów do żalów. Sam fakt, że została wojownikiem sprawiał jej poczucie swego rodzaju dojrzałości i wyrafinowania. Zmiana legowiska i otoczenie się dorosłymi, było dla niej pierwotnie stresujące, jednak czuła się trochę pewniej, kiedy Zimorodkowy Blask wręcz oprowadził ją po tym miejscu i z zapałem opowiadał o tym, kto gdzie śpi. Sama miała swój kącik do snu niedaleko niego, co też wpływało na jej samopoczucie. Choć wiele było o nim opinii, dla niej był przede wszystkim dobrym przyjacielem, nieco dziwnym, ale wspaniałym.
 - Kiedy pójdziemy na to ustalone wspólne polowanie? – spytała, kiedy w środku dnia przypadkiem natknęli się na siebie na środku obozu. Miała teraz nieco większy zakres obowiązku, ale dodatkowo mogła opuszczać tereny obozu o każdej porze, co było dla niej wspaniałe. Aktualnie kończyło się popołudniowe lenistwo, więc sporo z kotów dojadało posiłek, bądź wylizywało swe brudne futro. Odpoczynek minął i nastał czas powrotu do aktywnych zajęć.
 - Teraz! – ożywił się kocur, niespodziewanie pacając ją łapą  i krzycząc – Berek!
 Następnie odbiegł w stronę lasu, a ona siedziała chwilę zamyślona, czy aby na pewno wyrósł z okresu kociaka. W końcu jednak podniosła swoje cztery litery z ziemi i popędziła za nim. Pewnie miałaby problem ze znalezieniem go, gdyby nie ślady łap odbite w śniegu. Prowadziły idealnie za drzewo, za którym krył się kocur. Był niezmiernie zdziwiony tym, że tak szybko znalazła jego kryjówkę. Następnie swe uwagę skupili na znajdującym się nieopodal ptaku, który z pewnością był głuchy, skoro nie słyszał głośnych dźwięków, które świadczyły o ich obecności.
 - Ty chcesz iść czy ja mogę? – zapytała w końcu. Kocur kiwnął łebkiem, pozwalając jej być pierwszą. Niemalże dotykając brzuchem podłoża, zaczęła skradać się w stronę stworzenia. Żałowała, iż jej futro nie było w większej ilości białe, bo wtedy idealnie maskowałaby się w tym śnieżnym puchu. W końcu oddała skok, wykonując zamach łapką na ptaka. Ten jednak w porę spostrzegł niepokojący ruch po swej lewej stronie i wzbił się w powietrze. Ledwo musnęła pazurem jego ogon, bowiem gdyby zrobiła to mocniej, zwierzę straciłoby równowagę i nie byłoby problemu ze strąceniem go na ziemię. Lekko zrezygnowana swoim nieudanym polowaniem, spojrzała zasmucona na towarzysza, który stał trochę dalej, gdyż właśnie czaił się na coś innego. Podeszła cichaczem do pobliskich krzaków, nie chcąc przegonić mu jego ofiary. Wbiła w niego pełne zainteresowania spojrzenie, przypatrując się, jak napina wszystkie mięśnie podczas polowania. Liczyła, że zaprezentuje jakąś tajną technikę, o której mało kto wie. Może i została wojowniczką, ale wciąż się w pewien sposób uczyła życia, gdyż dopiero teraz zaznała jego prawdziwego znaczenia. 


<Zimorodkowy Blasku?>

29 grudnia 2020

Od Zgubionej Łapy CD Zimorodkowego Blasku

 Chwilę przyglądała się kocurowi w milczeniu, upewniając się, czy da jej w końcu dojść do głosu, czy też będzie gadać w nieskończoność. O dziwo jego gadatliwość nie przeszkadzała jej w tym momencie szczególnie, gdyż sama nie wiedziała, co powinna mówić. Czasami Zimorodek paplał o czymś niemalże niewiarygodnym, ale skąd ona mogła wiedzieć, czy to nie jest prawda? W końcu był od niej starszy o parę księżyców, a do tego z pewnością przeżył o wiele więcej ciekawych sytuacji. Może nie był idealnym wzorem do naśladowania, lecz będąc młodym uczniem, Zguba widziała w nim cechy do naśladowania, choć czasami zastanawiała się, czy aby na pewno jest normalny pod każdym względem. Oczywiście dłuższy moment zajęła jej analiza jego słów, bo proces myślenia trochę trwał.
  - Nie wiem – wypaliła w końcu, bo skoro niebieski się nie odzywał, to raczej nic już nie zamierzał dopowiadać. – Za dużo się dzieje i niczego nie rozumiem – przyznała szczerze, z lekka zrezygnowana. Była już zmęczona akcją z całego dnia, aczkolwiek pójście do kogoś ważniejszego i chociażby poinformowanie o tym zajściu, wydawało się czymś sensownym. Poza tym, nie zamierzała już tam nigdy więcej wracać.
  - Mówię ci, to jakiś większy spisek – Zimorodkowy Blask uparcie bronił swojego zdania, a jego determinacja wręcz mąciła kotce w głowie, przez co z każdą sekundą zaczynała coraz mocniej wierzyć w jego słowa. To dodatkowo powodowało u niej strach, gdyż źle to wróżyło dla całej ziemi.
  - Masz na myśli jakąś apokalipsę? – zapytała, choć do końca nie wiedziała, co ten wyraz oznacza. Miała w głowie zasób wielu dziwnie brzmiących dla niej słów, które wypowiadał jej mentor za każdym razem, kiedy szło jej źle na treningu.  Raz powiedział pewne słowo na k, ale kiedy powtórzyła je przy matce, wręcz widziała zgorszenie na pyszczku rodzicielki.  – Wszyscy zginiemy? – ożywiła się i spojrzała na niego z przerażeniem w oczach.
 - Możliwe – odpowiedział spokojnie, co tylko bardziej ją zestresowało – Jest to bardzo możliwe, ale nie martw się! Dowiem się każdego możliwego szczegółu i zadbam o bezpieczeństwo wszystkich! Jestem młody i nie mogę umrzeć, więc tak łatwo się im nie dam! Ja jeszcze wszystko naprawię!
 - Jakim „im”? – dopytywała dalej, pragnąc poznać wszelkie zakamarki tej wiedzy, którą prawdopodobnie dzierżył kocur. Choć wcześniej w lesie wydawał jej się przez moment trochę głupi, tak teraz słuchała go z zainteresowaniem.  Wydawał się być tak pewny w tym co mówił, że nie była w stanie już czuć się spokojna. W głowie wciąż miała obraz sikających potworów, a przy nich klan dwunożny, na czele z dziwnie pomarszczonym osobnikiem. Zimorodek nazwał go wcześniej „szalonym dziadkiem”, więc pewnie był to starzec, który żył więcej niż powinien i jakimś cudem zdobył przychylność innych jak on, a teraz jego grupa siała spustoszenie.
 - No.. w sumie to jeszcze nie wiem. Każdy może być winny, nawet jakiś dziwne pozaziemskie siły, których działania jeszcze nie znamy – wytłumaczył jej, wypinając pierś z dumą, iż sam doszedł do takich konkluzji. – Jak już mówiłem, rozgryzę to i jak coś ci powiem.
 - Ale obiecujesz?
 - Tak – odparł tylko. To jednak uspokoiło Zgubę, więc skinęła głową w podzięce. Następnie podreptała za kocurem do obozu. Był już porządny wieczór, wręcz początek nocy. Ich podróż zdecydowanie trwała dłużej, niż przewidywali. Większość kotów już kładła się spać, a Zimorodek koniecznie chciał jeszcze zawiadomić liderkę o całym zamieszaniu.
  - Nie wiem, czy to dobry pomysł. Może powinieneś iść do niej sam? Ja jestem jeszcze uczennicą i nie powinnam opuszczać obozu bez zgody mentora. – zaczęła niepewnie – Poza tym, to twoja matka i pewnie lepiej się z nią dogadasz w takich wieczornych odwiedzinach. A co jeśli śpi? Będzie zła, jak zostanie zbudzona –  mruknęła. Wiedziała, że sytuacja z sikającymi potworami była ważna, jednak trochę bała się konsekwencji wynikających z tego, że w pewien sposób złamała jakiś zakaz.


<Zimorodkowy Blasku?>

25 grudnia 2020

Od Zgubionej Łapy CD Zimorodkowego Blasku

 Kotka zestresowana przenosiła wzrok to ze starszego towarzysza, to na nietypową sytuację, która miała miejsce przed nimi. Z jednej strony ciekawość omal nie przygniotła jej do ziemi, zmuszając do obserwacji, w celu zaspokojenia nadmiaru pytań. Natomiast ta niewielka, rozważna część kazała jej uciekać, jeśli nie chciałaby skończyć martwa. Ostatecznie jednak przełknęła cicho ślinę i odskoczyła do tyłu, w ślad za Zimorodkowym Blaskiem. Kocur nabrał prędkości, ale Zguba miała w sobie jeszcze na tyle sił, by nie tracić go z oczu. Wciąż nie pojmowała w pełni tego wszystkiego, choć to, iż dwunożni także żyli w klanach, mogło mieć sporo sensu. W końcu hierarchia, jaka obowiązuje na ich terenach, mogła tyczyć się wszystkich żyjących na ziemi istot.  Choć byli już dosyć daleko, dostała nagłego napadu kaszlu, przez co musiała się zatrzymać i uspokoić swój nierównomierny oddech. Ledwo jej się to udało, a okazało się, że została sama. Podnosząc wzrok ku górze, zdała sobie sprawę, iż kocur zniknął z jej otoczenia. Spięła się i lekko skuliła, rozglądając się bacznie po okolicy.  Może i znajdowała się na terenach Klanu Klifu, aczkolwiek nie do końca orientowała się co do swego konkretnego miejsca położenia. Delikatnie zgarbiona, zaczęła sunąć do przodu, uważnie nasłuchując każdego dźwięku, który dobiegał choćby z pobliskiego krzaka. Była tylko uczennicą, nie powinna od tak opuszczać terenów obozu bez mentora. W dodatku z kotem, który choć był od niej starszy i miał już miano wojownika, wydawał się czasem egzystować w kompletnie innej rzeczywistości. Zaczęła podejrzewać, iż nie wszystko, co mówi Zimorodek, może zawierać w sobie jakąkolwiek rację. Czasami odbierała wrażenie, jakby niektóre kwestie wymyślał na poczekaniu, a jej młody i naiwny móżdżek wierzył we wszystko.
Z westchnieniem spojrzała w górę na ciemniejące niebo. Choć mrok jej nie przeszkadzał, to cała jej pewność siebie potrafiła gwałtownie opaść. Coraz mocniej zestresowana, wzięła głęboki oddech i modląc się o brak kolejnych napadów kaszlu, ruszyła przed siebie żwawszym pędem. Przez chwilę straciła czujność, a spojrzenie wbite miała jedynie we własne łapy, dopóki nie zderzyła się z czymś większym i puszystym.  Odskoczyła od razu, martwiąc się, że wraz ze swoim szczęściem trafiła na jakiegoś lisa bądź borsuka. Ku uldze spostrzegła przed sobą niebieskiego kocura, który tylko spojrzał na nią przelotnie.
 - O. Znalazłaś się – stwierdził, a ona od razu uznała, że nie warto tego komentować. Nie ukrywała jednak swej urazy, że zostawił ją tam, zamiast od razu zorientować się, że jej nie ma. – Czemu się nie odzywasz? Ktoś ci odgryzł język?
 W tym momencie posłała mu lekko oburzone spojrzenie, jednak Zimorodkowy Blask prawdopodobnie wciąż nie łapał aluzji. Z wielkim fochem ruszyła powoli przed siebie, upewniając się, że kocur podążą za nią. Czuła się pewniej w jego towarzystwie, aczkolwiek i tak w myślach miała wspomnienie swego strachu, gdy go nie było. Niespodziewanie odczuła ogromny ból na ogonie, którym dotychczas szurała po ziemi. Pisnęło głośno i odwróciła się, widząc, że Zimorodek przypadkiem nadepnął łapą na jej ogon.
 - O, jednak mówisz! – rzucił tylko, najwyraźniej uspokojony.  
 - Mówię, mówię – odparła jedynie, spychając go lekko na bok i lekko liżąc bolącą część ciała.

<Zimorodkowy Blasku?>

06 grudnia 2020

Od Zgubionej Łapy CD Zimorodkowego Blasku

Kolejny dzień i kontynuacja jej standardowej rutyny. Wstała wystarczająco wcześnie, by przysiąść na swoim ulubionym miejscu, na uboczu obozowiska. Po przeżytej chorobie miewała problem z oddechem, dlatego po powrocie do drobnych treningów, miewała napady kaszlu po dłuższym biegu. Nie cieszyło to jej markotnego mentora, ale cóż miała poradzić, skoro klan dopiero co podnosił się po pandemii? Wzięła wdech i poszła zająć się podstawowymi czynnościami, które należały do jej uczniowskich obowiązków. Szło jej to dosyć powolnie, gdyż po każdym, cięższym wysiłku, musiała przystanąć i uspokoić swój nierówny oddech. Trening tego dnia nie zaliczyłaby do udanych, ale z pewnością prezentował się lepiej, niż ten ze wczoraj, podczas którego większość czasu stała na środku polany i kaszlała niczym opętana. Medyk jednak nie uznał tych objawów jako coś poważnego, a jedynie efekty uboczne po przebytej chorobie, z którymi po prostu będzie musiała  się trochę pomęczyć. Zbulwersowana tymi wszelkimi utrudnieniami, postanowiła wrócić do swojego legowiska, by choć na moment odpocząć od wszystkiego. Jednak w drodze do celu, jej uwagę skupiło coś innego, przez co zboczyła z zaplanowanej trasy. Wpierw do jej nozdrzy doszedł nieprzyjemny zapach, który wręcz drapał jej gardło, przy każdym wdechu. Obruszona zaczęła rozglądać się po okolicy, szukając źródła tej trucizny.  Powolnymi krokami odsuwała się od terytorium głównego obozu, wędrując po innych terenach. Rozproszyła się, spostrzegając Zimorodkowy Blask na skarpie. Niepewnie wyprostowała się, upewniając się, czy w pobliżu nie czai się na nią jakiekolwiek zagrożenie. Następnie podreptała w stronę kocura i przysiadła obok niego, podążając wzrokiem w to samo miejsce co on. Przed nimi dział się totalny chaos. Dziwne, czerwono-pomarańczowe płomienie, szalały po całym terenie. Unoszący się nad ogniem ciemny dym, aż nazbyt szybko rozprzestrzeniał się po okolicy. To właśnie on musiał być wynikiem trującego powietrza. Dopiero w oddali rzuciły jej się w oczy dziwne światła, migające w dwóch różnych barwach.
 - Co to? – spytała, spoglądając zaciekawiona na kocura. W końcu – był od niej starszy, miał już miano wojownika, a to oznaczało, iż wie, co się tam może dziać.
- Właśnie nie wiem - odpowiedział kotce zgodnie z prawdą, co ją całkowicie zszokowała. Jak to możliwe, że on mógł czegoś nie wiedzieć? Zawsze wydawał jej się w przedziwny sposób mądry.  - Ej... Chciałabyś to sprawdzić? 
 Zguba lekko zamrugała. Wydawało jej się to trochę niebezpieczne i mało rozsądne, ale skoro on to proponuje, to z pewnością poradzi sobie w każdej kłopotliwej sytuacji i nic im się tam nie stanie. Poza tym, jej ciekawska strona nie wybaczyłaby sobie, gdyby nie dowiedziała się, co tam się znajduję.
 - A my możemy tam tak po prostu iść? Wiesz, ty niby już jesteś wojownikiem, ale ja jako uczennica chyba nie mam takich przywilejów – mruknęła zakłopotana. Zimorodek spojrzał na nią na chwilę i machnął jakby od niechcenia łapą.
 - Co ty! Nikt się nie dowie, a i nic się tam złego pewnie nie stanie – oświadczył podekscytowany, a jego radosne podejście z lekka udzieliło się kotce, więc poderwała się gwałtownie, co spowodowało lekki napad kaszlu. Mimo to postanowiła iść za kocurem, który ruszył na tyle szybkim pędem, że miała problem z dogonieniem go. By dojść do migoczących barw, musieli przejść dosyć blisko tej ognistej blokady. Zguba poczuła lekki lęk, kiedy temperatura otoczenia zaczęła drastycznie wzrastać. Na wszelki wypadek odsunęli się na dalszy skraj.  W pewnym momencie całkowicie zaczęła opadać z sił, więc przystanęła i spojrzała w niebo, które drastycznie pociemniało.
 - Robi się chyba późno... – rzuciła niepewnie w kierunku swojego towarzysza. Może i byli już na miejscu, gdyż farma znajdowała się dosłownie za paroma drzewkami, aczkolwiek sytuacja powoli zaczynała ją niepokoić.
 - Nie jest tak źle, poza tym, spojrzymy tylko i możemy od razu wracać – oświadczył kocur. Zgubiona Łapa głośno wciągnęła powietrze, ale mając w sobie pewien respekt do jego wojowniczej pozycji, zdecydowała się mu zaufać. Już po chwili mieli widok na całą akcję.  Na miejscu kręciło się pełno dwunożnych, których kotka miała okazję widzieć pierwszy raz na oczy. Wiele słyszała o nich, ale nigdy jeszcze nie spotkała jakiegokolwiek. A tu było ich sporo. W dodatku stały tu jakieś podejrzanie duże przedmioty, które przypominały jej kamienie o dziwnych kształtach i barwach. To właśnie one były przyczyną tych migoczących barw. W głowie cisnęło jej się tak wiele pytań, na których odpowiedzi nie była w stanie znaleźć, obserwując zaistniałą sytuację.
 - Co tu się tak naprawdę dzieje? Czy dwunożnych zawsze jest tak wiele? Oni też mają swoje klany? – wyrzuciła na jednym wdechu w stronę kocura. Teraz z pewnością nie myślała o powrocie, kiedy dookoła miały miejsce takie niespotykane zgromadzenia tych istot.

<Zimorodkowy Blasku?>

21 listopada 2020

Od Zgubionej Łapy CD Zimorodkowej Łapy (Zimorodkowego Blasku)

Kotka z wrażenia, iż był on w stanie wyrzucić z siebie tyle słów bez zaczerpnięcia oddechu, usiadła na ziemi. Wpatrywała się w niego na wpół zdezorientowana, niepewnie uchylając pyszczek, w celu udzielenia odpowiedzi na jakiegokolwiek z zadanych przez niego pytań. Przyjęła aż nazbyt wiele informacji jak na krótki moment, a jej móżdżek nie był w stanie ich sprawnie przetworzyć. W końcu doszły do niej ostatnie słowa i niepewnie pokiwała łebkiem, sama nie wiedząc, do czego tak naprawdę ma się odnieść, gdyż poruszył on za dużo tematów w jednej, krótkiej chwili.
 - Cóż… - zaczęła cicho, starając się uporządkować wszelkie zdobyte fakty w swojej niewielkiej główce. – Zawody? Uh… Obawiam się, że mogę nie mieć na to czasu – miauknęła.  W rzeczywistości takie wydarzenie wydawało jej się lekką stratą czasu, a ona powinna zacząć skupiać się na treningach, bowiem ostatnimi czasy bywała rozkojarzona, czym niezmiernie irytowała mentora. Z wymienionych przez Zimorodkową Łapę kotów, znała tylko jego rodzeństwo, z czego bardziej siostrę. Całą resztę spotykała przelotem, ale nie bardzo orientowała się, kto jest kim.  Wizja spotkania w tak licznym gronie z prawie że nieznajomymi, nie przynosiła jej pozytywnych myśli.  Nie zależało jej na liczebnej ilości przyjaciół,  od pewnego momentu zaczęła się od wszystkich wręcz odcinać, a bliższy kontakt utrzymywała tylko z tym, z kim uznała, że warto mieć lepsze relacje.
 - Oh… szkoda – odparł spokojnie – No to jak kiedyś będziesz miała więcej wolnego czasu, to daj znać, dobrze? – spytał z entuzjazmem w głosie. Jego dobry nastrój z lekka udzielał się Zgubie, więc w odpowiedzi pokiwała energicznie łebkiem. Próbowała przypomnieć sobie, o czym jeszcze mówił do niej wcześniej kocur, ale ten podjął się już innego tematu do rozmów. Nie przeszkadzało jej to, gdyż tylko co jakiś czas rzucała przelotnym „Tak” bądź „Nie wiem”.  Była tylko zaskoczona, iż pomimo wcześniejszego monologu, wciąż miał siłę do dyskusji. Tym razem miała możliwość udzielać się na bieżąco, jednak były to krótkie wymiany zdań i opinii wobec danej sprawy. Wbrew pozorom spędzili dosyć długą część dnia razem, przez co Zguba odczuła, iż brakowało jej towarzystwa przyjaciół i powinna się częściej do niektórych odzywać.

*****

Nastała Pora Zielonych Liści, a w otoczeniu zaszło wiele zmian, wpływających na  życie kotki niekiedy w większy, bądź mniejszy sposób. Przede wszystkim spory szok wywarła na niej śmierć jej dziadka, którego niezwykle podziwiała. Po jego odejściu ze świata nasłuchała się na jego temat wielu rzeczy, ukazujących go w zdecydowanie złym świetle. Zguba co prawda nie wiedziała o jego całej egzystencji zbyt dużo, natomiast postanowiła nie kierować się opiniami innych, a wspominać go tak, jak ona go widziała. Z jej perspektywy był waleczny i mądry, a ona wciąż miała marzenie, zostać chociaż w połowie tak dobrym wojownikiem jak on. W międzyczasie na terenie klanu wybuchła pandemia Czerwonego Kaszlu, której ofiarą stała się również i ona. Choć jej stan zdecydowanie się poprawił, wciąż potrafiła odczuwać lekkie duszności i ból we wnętrzu ciała. Nie było to jednak tak poważne, jak na początku, gdzie leżała prawie martwa na ziemi i z trudem łapała oddech, a każdy ruch przynosił jej falę cierpień. Teraz, kiedy było jej lepiej, mogła wędrować chociaż po większym obszarze,  a i tak najwięcej czasu przebywała na uboczu obozu.
Poza tym, jej przyjaciel został mianowany na wojownika, otrzymując imię Zimorodkowy Blask. Akurat tego dnia czuła się wciąż koszmarnie, więc nie mogła mu pogratulować. Minęło trochę czasu, nim dostała okazję do spotkania się z nim, będąc w lepszym stanie. Choć kocur był od niej starszy o parę księżyców, patrząc na niego, niemalże dostrzegała ogromną przepaść. Wydawał jej się teraz taki dorosły, a ona przy nim czuła się jak mały kociak.
 - Gratuluję twojego nowego imienia, Zimorodkowy Blasku! – rzuciła z uśmiechem, gdy w końcu stanęła z nim pyskiem w pysk. – Jak się czujesz, będąc wojownikiem? – zapytała, choć wiedziała, iż zaraz otrzyma naprawdę wyczerpującą odpowiedź. Była na to przygotowana, a przez pandemię zatęskniła za towarzystwem innych, więc z miłą chęcią wysłuchałaby jakiejś dłuższej przemowy.

 <Zimorodkowy Blasku?>

20 października 2020

Od Zgubionej Łapy cd. Zimorodkowej Łapy

 Zmrużyła oczy, próbując ułożyć ten cały chaos w swojej małej główce. Czy takie słowo aby na pewno istniało? Brzmiało może i dosyć legalnie, ale dziwne było dla niej to, że nie spotkała się z nim przez te parę księżyców życia.
    — A to nie jest czasem tylko dla dorosłych? — mruknęła niepewnie, rozglądając się po otoczeniu i szukając wzrokiem kogoś starszego, kto wyjaśnił by coś więcej. – To skoro to znaczy to samo co przyjaźń, to po co nazywać to podrywem? — dopytywała, dosyć zaciekawiona tą sprawą.
    — Bo to taki inny rodzaj znajomości, znaczy, tak jakby, ale nie do końca — odparł z dużą pewnością w głowie, najwyraźniej zadowolony z pokaźnej wiedzy, jaką dysponuje. — Szczawiowy Liść mnie tego uczył.
    Zguba jedynie pokiwała głową, choć tak naprawdę wciąż nic nie rozumiała. Uznała, że jak będzie starsza, to ta wiedza przybędzie do niej sama. Póki co będzie tkwiła w braku świadomości na te dziwne tematy.  
    — A te całe treningi z twoją magiczną mentorką są... fajne? — zapytała. Nigdy nie była świadkiem dziwnych zjawisk, aczkolwiek nie mogła w to wątpić, skoro Zimorodek opowiedział jej o tylu niespodziewanych rzeczach. No bo, jak dwa koty mogą być tak naprawdę jednym? Poza tym, uczeń który był tak naprawdę ptakiem? Mimowolnie się skrzywiła. Jej mózg ledwo to trawił, gdyż było tego zdecydowanie za dużo.
    — Tańcząca Pieśń jest super, ale to właśnie dzięki jej mocom! Ciągle mnie uczy czegoś nowego! — mówił podekscytowany, przez co szylkretka poczuła potrzebę zobaczenia tego na własne oczy. Czerńcowy Mrok nie przejawiał jakichkolwiek nadnaturalnych zdolności, poza byciem nadzwyczaj wrednym.
    Poczuła w sobie niesamowicie wielką potrzebę zobaczenia tego na własne oczy. I choć może nie powinno, postanowiła zakraść się za kocurem na jego trening. W końcu, szansa zobaczenia czegoś, co wydaje się niemożliwe, może nadarzyć się tylko raz.
    Następnego ranka zerwała się najszybciej, jak tylko było to możliwe. Miała szczęście spotkać mentora dosyć szybko i przenieść swój własny trening na późniejszą porę. Potem wyczekiwała momentu, w którym Zimorodek i Tańcząca Pieśń zaczną kierować się poza tereny obozu. Choć wiedziała, iż raczej nie powinna bawić się w takie rzeczy, nie mogła oprzeć się pokusie ujrzenia niespotykanych zjawisk. Musiała zachować sporą odległość i być ostrożna, kiedy dreptała za nimi na ugiętych łapach. Uznała to za pewien rodzaju sprawdzian jej umiejętności niezauważalnego poruszania się w terenie. Cisnęła się przez wszystkie krzaki, przez co jej sierść stała się całkowicie brudna i prawdopodobnie będzie musiała poświęcić dużo czasu, na przywróceniu jej do ładu.
    W końcu obserwowane przez nią koty zatrzymały się. Przycupnęła w bezpiecznej długości za drzewem i przyglądała się, czując w serduszku lekką ekscytację. Przecież zobaczy zaraz coś niesamowitego!
    Stała dosyć długo, ale z każdą sekundą traciła nadzieję. W rzeczywistości nie wydarzyło się nic, co sobie wyobrażała. Po jakimś czasie zrezygnowana postanowiła wrócić do obozu. Straciła tylko czas i była całkowicie do tyłu z własnymi obowiązkami!
    A może ta cała Tańcząca Pieśń kryje swoje moce, kiedy jest obserwowana przez większą ilość kotów?
    Kotka podchodziła do tego już coraz mniej entuzjastycznie. Dopiero wieczorem natknęła się ponownie na Zimorodkową Łapę. Wolała się nie przyznawać do tego, co zrobiła.
    — Cześć, jak ci dzisiaj poszedł trening? Czy twoja mentorka znowu czarowała? — zagadnęła niepewnie.

<Zimorodku?>

04 października 2020

Od Zguby (Zgubionej Łapy) cd. Zimorodka (Zimorodkowej Łapy)

 *z góry przepraszam za odpis dopiero po miesiącu*

Sama przycupnęła na łapkach i zakradła się za kocurkiem, a za sobą słyszała ciche kroki Rosy. Ich trójka przecisnęła się przez wejście do legowiska medyka. Obie kotki bezradnie spojrzały po sobie, skryte w kącie, natomiast Zimorodek niczym przywódca ich gromady, najodważniej zbliżał się do stosiku z ziołami. Sokole Skrzydło był zajęty badaniem jednego z wojowników, którego imienia Zguba nie znała, aczkolwiek nie wyglądał jej na miłego.  Nie była pewna, czy podbieranie leków było najlepszym pomysłem, ale jeśli nie chce umrzeć, to musi to zrobić.  Wciąż lekko trzęsła się ze stresu, iż jej się nie uda i nie dożyje następnego dnia.
    Niebieski podszedł do nich ze zdobyczą w pyszczku i z dumą wyrzucił przed kotki.
     — Widzicie? — wyszeptał, obracając się i spoglądając na Sokole Skrzydło, który był zbyt pochłonięty pacjentem, aby zauważyć trójkę kociaków, kradnących mu niezbędne roślinki. — Teraz wasza kolej — dodał.
     Obie kotki, wciąż sparaliżowane, ruszyły cicho do przodu, obserwując bacznie medyka, a przy tym starając się wykonać zadanie jak najszybciej. Będąc przy stosie obie pochwyciły ząbkami drobne zioła, a następnie biegiem wróciły do Zimorodka.
     — Co wy tu robicie? — zamarły, kiedy usłyszały głos dorosłego. Obrócili się w stronę Sokolego Skrzydła, który wydawał się spokojny, dopóki nie odkrył, iż został okradziony. — Ej! Oddajcie to — zażądał.
     — W nogi! — rzucił młody kocurek i łapiąc swoje zioło, wybiegł z legowiska. Kotki spanikowane powtórzyły jego ruch i czym prędzej przebierając łapkami, popędziły za synem Berberysowej Bryzy. Medyk krzyknął coś za nimi, ale nie gonił ich. Kociaki zatrzymały się dopiero przy żłobku, wyrzucając z pyszczków obślinione roślinki.  Wszyscy ciężko dyszeli, nie mogąc ochłonąć po tak energicznym biegu.
     — To. Było. Super! — wyrzucił w końcu Zimorodek, pełen radości w głosie. Rosa i Zguba nie do końca podzielały jego entuzjazm. — Teraz jesteśmy bezpieczni i będziemy żyć! — dodał, z jeszcze weselszym tonem w głosie.
     — Nie powinniśmy chyba okradać medyka… — zaczęła niepewnie liliowa, ale jej brat tylko machnął łapką.
     — To była sprawa życia i śmierci. Musieliśmy to zrobić — stwierdził poważnie. Postanowili odpuścić sobie ganianie za liśćmi i walkę z nimi, gdyż woleli już nie ryzykować swoją egzystencją.

****************

Kiedy Rosa i Zimorodek opuścili żłobek, szylkretka zaczęła czuć się samotna. W końcu i ona otrzymała miano ucznia i nowe imię, przez co mogła dołączyć do przyjaciół w legowisku ucznia.
    Zmiana otoczenia jednak wpłynęła trochę na nią. Coraz częściej popadała w chwilę zamyśleń, lecz z każdym dniem, dotyczyły one coraz to poważniejszych rzeczy. Nie wpłynęło to jednak na jej całkiem pozytywne spojrzenie na świat. Co najwyżej przestała aż tak dbać o relacje z innymi. Zauważyła, że niektórzy mają całkiem spore ilości przyjaciół, a ona ograniczyła się do dwójki, w dodatku — coraz rzadziej z nimi rozmawiała.
    Po treningach z mentorem, lubiła chodzić na spacery, które odbywała w wolnej chwili od wypełniania innych obowiązków ucznia. To wszystko było zarazem ekscytujące i przerażające. W końcu — z każdym dniem rosła i powinna bardziej przykładać się do niektórych rzeczy, jeśli chce osiągnąć coś satysfakcjonującego w czasie swojej egzystencji.
    Kiedy pewnego dnia wróciła z treningu, zderzyła się z wybiegającym z legowiska niebieskim kocurkiem.
     — Przepraszam! — rzuciła instynktownie. Mamusia przez cały czas powtarzała jej, jak bardzo ważne jest używanie słów, którymi można okazać komuś szacunek. — Oh, Zimorodkowa Łapo, nie zauważyłam cię! — wyrzuciła pogodnie.
     — Cześć! — odparł, otrząsający się lekko po zderzeniu. — Dawno cię nie widziałem! — oznajmił. Zgubiona Łapa co prawda widziała go każdego poranka, jak spał. Wstawała zdecydowanie za szybko, aby z rana posiedzieć sobie na ulubionym kamyku, znajdującym się na krańcu obozu, a następnie poobserwować poranek innych kotów. I ta rutyna powtarza się za każdym razem, kiedy wschodzi słońce. I zawsze przerywa ją jej mentor, który już doskonale wie, gdzie powinien jej zazwyczaj szukać.
     — Ja ciebie również — stwierdziła, zastanawiając się, czy jest jeszcze jakieś produktywne i interesujące zadanie, jakie powinna dzisiaj wykonać – Gdzie się tak spieszysz? – spytała z lekkim, kocim uśmiechem. Machnęła ogonem, kiedy zaczęła mocniej odczuwać aktualną porę Nagich Liści. Z pewnością chciała się już znaleźć w z lekka cieplejszym miejscu, aczkolwiek chciała też pogadać z innymi rówieśnikami.

<Zimorodkowa Łapo?>

30 sierpnia 2020

Od Zguby CD Zimorodka

Kotka z podziwem przyglądała się starszemu koledze.  Choć nie bardzo rozumiała jeszcze o co chodzi, plan wydawał jej się idealny i tylko energicznie kiwała łebkiem. Niebieskawy kocur rozejrzał się, po czym dał łapką znać, aby ruszyła za nim. Zguba spostrzegła, iż przemieszczał się nisko na zgiętych nogach, niemalże przylegając do ziemi brzuchem. Czy to była jakaś taktyka na skradanie się? Zainspirowała się tym i niemalże czołgała się po ziemi. Przy wyjściu ze żłóbka spojrzała na tyły, aby upewnić się, iż jest niezauważalna. Na jej szczęście Paprotkowa Pieśń aktualnie rozmawiała z inną karmicielką, a i z pewnością była przyzwyczajona do ucieczek jedynej pociechy.
 Zimorodek zaraz po przedostaniu się na zewnątrz, zrobił szybki skok w stronę kępy mchu. Szylkretka nie chcąc pozostać w tyle, postanowiła wziąć z niego przykład. Problem w tym, iż wciąż była małą, nieproporcjonalną kulką, przez co nie była w posiadaniu takiej równowagi. Jej łapa zahaczyła o leżący przed nią kamyk, przez co poszybowała do przodu, wpadając na drugiego kociaka. Wydała z siebie cichy pisk, czym zwróciła uwagę stojącej niedaleko Berberysowej Bryzy. W porę wczołgała się pod mech, biorąc przykład z kocura, przez co pozostała niezauważalna.
 - Musisz być szybsza – mruknął pośpiesznie Zimorodek. – A telas cho! – wyrzucił cicho, podnosząc się lekko i czołgając w bok, przez co pociągnął za sobą kępę rośliny. Jego matka od razu spostrzegła niecodzienny widok, jakim był przemieszczający się mech. Przeprosiła na moment swojego rozmówcę i podeszła do nich. Oboje zastygli w bezruchu, wierząc naiwnie, iż jeśli oni jej nie widzą, to ona nie widzi ich. Ta metoda nie sprawdziła się jednak tak, jak powinna.
 Kociaki zostały przyłapane i niechętnie wycofały się do legowiska, mamrocząc niezadowolone pod nosem, z powodu nieudanej podróży.

 ********

Minęły dwa księżyce, a Zguba mimo wciąż młodego wieku, coraz częściej uciekała ze żłobka. Zazwyczaj spotykała dziadka i odbywała z nim krótkie spacery, bądź też zwyczajnie bawiła się ze znajomymi, którzy za niedługo mieli znaleźć się w innym miejscu.
- Co to w sumie znaczy, że zostaniesz uczniem? – zawzięcie dopytywała Zimorodka. Wiedziała bowiem jedynie to, iż jest to etap przejściowy między byciem kociakiem, a zostaniem prawdziwym wojownikiem, jak te wszystkie duże koty w klanie.
 - No… Po prostu będę się szkolił. Wiesz, walka i te sprawy – odparł, czując dumę z tego, iż będzie dla kogoś autorytetem, bowiem Zguba była ogromnie zafascynowana tym, że za niedługo może mieć za przyjaciela ucznia. Zmartwiła się na moment. A może będzie zbyt bardzo zajęty, aby mogli się czasami widywać? W końcu zmieni legowisko na to specjalne dla kotów, które ukończyły sześć księżyców. No i dojdzie mu ogrom obowiązków. Mruknęła z niezadowolenia. Dlaczego musiała być jeszcze taka młoda? Bycie kociakiem zaczynało ją mocno nudzić, gdyż nic nie mogła zrobić, bo mama co chwile upominała ją i zaganiała do kąta.
 - Ej, Zimorodku – zaczęła niepewnie, przyglądając się większemu od niej kocurkowi – Jak już zostaniesz uczniem, to będziesz mnie czasem odwiedzał?

<Zimorodku?>

13 sierpnia 2020

Od Zguby

Jej łapki całkowicie odmawiały posłuszeństwa, kiedy próbowała ustać na nich dłużej, niż zaledwie parę chwil. Za każdym razem upadała, uderzając z głuchym łoskotem, swym chudym zadkiem o ziemię. Liczne próby doprowadziły do nagromadzenia się w kotce irytacji, przez którą odpuściła sobie i przy kolejnym zderzeniu z ziemią, zdecydowała się na przekręcenie na bok i zwykłe leżenie. Ślepia z trudem przyzwyczajały się do widoków otaczającego ją świata, a każda nowa barwa i przedmiot, wywoływały u niej natłok myśli. Miała wciąż ograniczony zasób słów, a mimo to potrafiła uporczywie dopytywać się matki o każdą rzecz, póki ta nie udzieliła jej jednoznacznej i wyczerpującej odpowiedzi. Codziennie zdobywała nową wiedzę i uczyła się podstawowych umiejętności, choć minęło zaledwie kilka dni od jej narodzin.
 Każdego ranka z zainteresowaniem spoglądała na inne kociaki w żłóbku, z którymi nie mogła się jeszcze bawić, gdyż wciąż była malutka, a stanie na wszystkich, czterech łapach, sprawiało jej wiele trudności. 
 W końcu ustawiła sobie za cel nauczyć się tej podstawowej czynności. Długo się potykała o własne nogi, zderzając się coraz częściej z podłożem. Była bliska poddania się, lecz w końcu udało jej się stabilnie ustać, przez co mogła przejść do procesu nauki chodzenia.
 Pewnego ranka z radością spostrzegła, iż wszystko zaczyna jej ładnie wychodzić, a Paprotkowa Pieśń chwaliła ją, mając w oczach łzy dumy, za osiągnięcia swojej pierworodnej i jedynej pociechy. Zguba od samego początku była pewna, iż każdy kot jest tak dobry i serdeczny, jak jej matka. Nie wiedziała, jak bardzo życie poza żłóbkiem zaskoczy ją w przyszłości.
 Siedząc bezczynnie przy ścianie, uznała,  iż jest to idealny czas na zapoznanie się z kimś. Skoro umiała chodzić i trochę mówić, wszystko, co ją teraz czeka, pójdzie jak z płatka. Jej wzrok padł na starsze od niej kocię, które  wpatrywało się w wyjście ze żłóbka. Kotka wiedziała, że jeśli teraz nie podbije do kogokolwiek, to czeka ją niezwykle nudny dzień, gdyż zdążyła zwiedzić już każdy zakątek żłóbka, a ledwo co odkryła tajniki chodzenia.
 Spróbowała podbiec to sporawego kocurka, ale jej łapy przy szybszym tempie odmówiły współpracy i ledwo co wyhamowała, nie wpadając na nieznajomego. Kiedy już przy nim była, uchyliła pyszczek i zamarła w bezruchu. Co miała mówić? Nie przemyślała tego drobnego szczegółu, polegającego na tym, by sensownie nawiązała nową i pierwszą w jej życiu znajomość. Zamiast cokolwiek powiedzieć, zamyśliła się i drętwo wpatrywała w koniec legowiska.
 - Coś se stało? – zagadnął wpierw nieznajomy, wybudzając Zgubę z transu. Potrząsnęła łebkiem i spojrzała na niego z zainteresowaniem.
 - Nieeee – przeciągnęła odpowiedź, niepewna tego, co mówić. Kiedy siedziała przy Paprotkowej Pieśni i spoglądała na rówieśników, w jej głowie rozmowa wydawała się prostsza. – W sumie to szukam pszyjaciół. Moja mamusia mówiła, ze dobsze mieć pszyjaciół – zaczęła, nie zdając sobie sprawy, że będąc kociakiem nie jest w stanie porozumiewać się przy użyciu poprawnego słownictwa.
 - O! Lubię mieć pszyjaciół! – odezwał się dosyć radośnie, co momentalnie podniosło Zgubę na duchu.  – Jestem Zimorodek, a tam jest mój blat Mesek i siostla Losa – wskazał łapą dwa inne kocięta. Mała szylkretka zamachnęła z fascynacji ogonkiem.
 - Ja mam na imię Zguba. Chyba – obróciła łebek i spojrzała niepewnie na matkę, która aktualnie była zajęta wylizywaniem swojej sierści. Paprotkowa Pieśń mówiła czasem do niej innymi określeniami, ale „Zguba” najbardziej pasowało jej na imię. – I nie mam sadnego lodzeńśtwa – schyliła ze smutku łebek.
                                                                                                 
<Zimorodku?>