BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owieczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owieczka. Pokaż wszystkie posty

14 września 2021

Od Owieczki

 Stał się chyba jakiś cholerny cud, Bielik, która zdawała się jej nienawidzić przyszła porozmawiać. Owieczka nie chciała jej słuchać, po prostu machnęła ogonem rozzłoszczona i odwróciła się do wojowniczki tyłem, niczym małe, obrażone kocię.  Nie miała zamiaru iść na ugodę jako pierwsza, skończyło się wykorzystywanie jej dobrego serduszka.
Bielik jednak mówiła dalej, nawet nie zrażając się obojętnością płynącą ze strony szylkretki. Co jakiś czas Owieczka wyłapała łamiący się głos wojowniczki, który dodatkowo z każdym mijającym uderzeniem serca - cichł. 
— Więc... jeśli chcesz to... to spotkajmy się o zachodzie słońca. W-wiesz g-gdzie...
W odpowiedzi prychnęła tylko, zupełnie ignorując kotkę. Mimo wszystko, jakaś część medyczki wręcz krzyczała aby tam poszła. Wręcz błagała, żeby porozmawiać. Zdrowy rozsądek został jednak zakłócony przez czystą złość. 
Owieczka nie przyszła na spotkanie.
Zamiast tego, pogrążyła się w swoich myślach a także i pracy, której przez morderstwo Wschodu miały z Niezapominajką dwa razy tyle. Kotka nawet nie kryła żalu oraz złości w kierunku ich przywódczyni, która nic nie zrobiła, żeby dowiedzieć się, kto odebrał życie rudemu. Zamiast tego zamknęła się w swoim legowisku, nakładając kolejne ograniczenia. Też coś...
Rozzłoszczona kotka uderzyła z całej siły w kupkę mięty, która leżała nieopodal.
Zamknęła ślepia, próbując odetchnąć spokojnie. 
Życie było cholernie niesprawiedliwe. Najpierw śmierć ojca, którego nawet nie poznała, później mamy i brata... A... a teraz Wschodu. Dlaczego umierały wszystkie koty, które były ważne dla Owieczki a reszta chodziła wesoło po świecie, jak gdyby nigdy nic?!
Kotka kolejny raz uderzyła łapą w niewinną kupę ziół, która rozsypała się po całym legowisku. Łzy spływały po jej policzkach, zaś ciało trzęsło się raz po raz w spazmach szlochu. Zacisnęła szczęki, próbując nie wydać z siebie żadnego, nawet najmniejszego dźwięku. Zrozpaczona zakryła pyszczek łapami, zaciskając mocniej ślepka, gdy tylko starła z nich łzy. 
Nie miała pojęcia co robić, gdzie iść. Siła, która popychała ją w stronę odejścia z tego cholernego sadu uciekła, każdy najbliższy robił to samo. Teraz była samotna, pozbawiona jakiejkolwiek formy rodziny. Nie miała siły iść dalej, stawiać kroków przez życie. Myślała tylko o śmierci, która miała kiedyś ją dorwać.
Schowane pod mchem i w wykopanym zagłębieniu kwiaty szaleju przykuły jej uwagę. 
Ostrożnie sięgnęła po kilka płatków, próbując nie obudzić Niezapominajki. Szylkretka mamrocząc coś przez sen, przewróciła się na drugi bok, ziewając. 
Kilka chwil i wszystkie jej problemy by zniknęły, raz dwa. Już nie musiałaby się o nic więcej martwić, byłaby martwa. Odeszłaby z tego świata, od dłuższego czasu o tym myślała, była niemalże pewna, że to jest właśnie to, czego chce.  
Zawahała się uderzenie serca. Zaraz jednak potrząsnęła głową, biorąc do pyszczka kilka płatków. Sięgnęła jeszcze po jagody cisu, tak dla pewności. Gorzki smak rozpłynął się na języku kotki, kiedy ze łzami w oczach przełykała kolejne porcje trucizny. 
— Owieczko? — drgnęła niespokojnie, słysząc znajomy głos. Że akurat teraz... — Chciałam zapytać czy wszystko dobrze... N-nie przyszłaś na spotkanie i j-ja... — ciężki, chrapliwy oddech; dosłownie czuła go na swoim karku. Wbiła pazury w ziemię, czując jak kotka kładzie swój pyszczek na jej barku, zachodząc szylkretkę od tyłu.
— Chciałam przeprosić... Za wszystko... Nigdy nie chciałam cię zranić... W-wschód rozmawiał ze mną dzień przed tym straszliwym wypadkiem i... — srebrna zamilkła na kilka uderzeń serca, biorąc głębszy wdech. Jej łzy spłynęły po grzbiecie kotki — C-chciałam zacząć wszystko od początku. O-od zera, dasz mi tę szansę? P-proszę... Kocham cię, Owieczko. Zawsze kochałam... 
Czekoladowa otworzyła szerzej ślepka. Bielik... chciała się pogodzić? 
Dreszcz przeszedł przez jej ciało razem z okropną falą bólu. Upadła na pyszczek, tocząc pianę z pyska. Żołądek ściskał się co chwilę, paląc żywym ogniem. Kolejne fale torsji odbierały kotce mowę. Ślina ściekała z jej pyszczka wprost na łapy. Spanikowana Bielik rozejrzała się dookoła, dostrzegając zabójcze zioła.
— N-nie... nie nie nie nie... Nie zrobiłaś tego, prawda? NIE ZROBIŁAŚ! — w oczach wojowniczki pojawiły się łzy, gdy Owieczka kiwnęła twierdząco głową w odpowiedzi na jej pytanie. Przerażona pozwoliła się medyczce wtulić w jej ciało, cały czas szepcząc jej kojące słowa na ucho.
Pierwszy raz w swoim krótkim życiu Owieczka pożałowała podjętej decyzji, jak niczego innego. Na przemian kaszląc i dławiąc się spienioną śliną, próbowała coś powiedzieć, na darmo jednak.
Przekrwione, niebieskie ślepka utkwiła w przerażonym szaro-białym pyszczku.
Czuła jak odchodzi, powoli traciła kontakt z rzeczywistością. Dlaczego wszystko szło zawsze nie tak, jak powinno? Pociągnęła nosem, pozwalając łzom płynąć.
Z ogromnym trudem wydusiła z siebie "kocham cię", nim opadła bezwładnie w ramionach ukochanej.
Może po tamtej stronie będzie im dane zaznać szczęścia...
"Kocham cię Bielik, zawsze kochałam. Przepraszam za wszystko"

02 września 2021

Od Owieczki

— Powiedz mi Owieczko, kochasz ją?
Kotka niemrawo skinęła łebkiem, upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu. Wschód zamruczał radośnie ciesząc się, że mimo iż między kotkami panowała wojna, Owieczka nadal żywiła do srebrnej ciepłe uczucia. Otoczył młodszą ogonem, zaczynając opowiadać, jaki to ma cudowny plan, aby te dwie nareszcie porozmawiały ze sobą szczerze i bez wrzasków. Calico uśmiechnęła się tylko krzywo, jakoś nie potrafiła uwierzyć, że kiedykolwiek się pogodzą. 
— Więcej wiary we własnego mentora, kochanie! — tym razem uśmiechnęła się lekko ale szczerze, gdy rudzielec przyciągnął ją do uścisku.
Zamknęła oczy, wtulając się w miękkie, długie futro kocura, którego śmiało mogła nazwać ojcem przez ich relację.
Szkoda tylko, że nie wiedziała, że rozmawiają ostatni raz...
Ciało Wschodu zostało wniesione do obozu przez Niezapominajkę. Owieczka wyjrzała z legowiska, czując jak jej serce się łamie.
Zmasakrowane zwłoki kocura leżały na środku obozu, wokół których zbliżały się koty. Szylkretka wyszła na zewnątrz, podchodząc bliżej stawiała łapy sztywno, jakby były unieruchomione patykami. 
Łzy płynęły po jej pyszczku, nie wiedziała co robić. 
Z pyska kotki uciekł gorzki szloch, zaś ona sama drżąc w spazmach wtuliła się w futro byłego mentora.
Dlaczego Wschód musiał odejść?
Dlaczego on?
Co takiego Wschód zrobił przodkom, że pokarali go w najgorszy, możliwy sposób? 
Owieczka razem z Niezapominajką czuwały przy ciele zmarłego najdłużej ze wszystkich, nawet nie zważając na szczypiący w oczy mróz a także opady maleńkiego gradu. Dopiero przy pochówku czekoladowa zrozumiała, że płakała tak długo, że straciła zupełnie głos.
Otarła łzy łapą.
Musiała wrócić do obowiązków szybciej.

Od Owieczki CD Orzełka (Orła)

 Myślami wróciła do czasów, kiedy wszystko jakoś tak było łatwiej. Orzeł był Orzełkiem, uganiał się za Piorunem, zaś ona i Bielik nieśmiało okazywały sobie uczucia.
Właśnie... Bielik... 
Od ostatniej awantury jaka zaszła w legowisku medyków, kotka przestała przychodzić odwiedzić nawet kocięta brata. Albo po prostu przychodziła wtedy, kiedy Owieczka spała. Kotka nie miała jednak zamiaru roztrząsać tego tematu dalej i mimo paskudnego bólu, który rozrywał je serce, starała się zepchnąć uczucia do srebrzystej na bok.
— Owieczko... — zwinęła się jeszcze mocniej w kulkę, słysząc głos przyjaciela. Dlaczego nie chciał po prostu dać jej świętego spokoju? Czy prosiła o tak wiele?
— Daj mi spokój — mruknęła w odpowiedzi, nie mając ochoty słuchać kazań. Słyszała jak kocur wzdycha ciężko. Liczyła, że sobie odpuści, jednakże czuła jego obecność tuż za sobą.
— Jest coś co mogę dla ciebie zrobić? Widzę, że nie czujesz się najlepiej 
Milczała, poruszając niespokojnie końcówką ogona. Chciała mu odpyskować, jednakże wiedziała, że dymny nie zrobił niczego złego i po prostu chciał dobrze. Westchnęła ciężko, nie ruszając się z miejsca.
— Zajmiesz się Perkozem i Miodkiem kiedy wrócę do swoich obowiązków? Za dwa księżyce — w odpowiedzi usłyszała jedynie ciche, twierdzące miauknięcie, przygłuszone przez gwar bawiących się kociąt. 
— Jeszcze wszystko się ułoży, zobaczysz. Coś na to poradzimy — miauknął spokojnie, chcąc podnieść przyjaciółkę na duchu. Ta jedynie prychnęła w odpowiedzi, chowając mordkę między łapami.
— Nie możesz niczego obiecać.
Później została sama, ponownie pogrążając się w swoich myślach.

Od Owieczki CD Konopii

No i poszły szukać tych cholernych chabrów. Szkoda tylko, że na darmo... Owieczka czuła się zdradzona, oszukana... Nie potrafiła wybaczyć Bielik, która zachowywała się tak, jakby nigdy niczego złego nie zrobiła. Jeszcze zasłaniała się dobrocią tego zawszonego owocowego lasu!
To wszystko doprowadzało młodą kotkę do furii. Jeszcze musiała siedzieć z tymi cholernymi bachorami, zamiast pomagać Niezapominajce i Wschodowi. Dwie pary łap do pracy to było zbyt mało przy takich warunkach... 
Jak Jabłko nie przyszedł z bólem gardła to Kolendrze się dostał paskudny kaszel, który w każdej chwili mógł skutkować czymś poważniejszym...  Wschód opowiadał jej nawet, że są problemy z wodą przez to, że praktycznie każde źródło zdatne do picia zamarło, przez to Pędrak potwornie się odwodnił. Chyba faktycznie będą musieli zacząć żreć śnieg żeby nie wymrzeć z pragnienia.
Owieczka machnęła ogonem, wychodząc z kociarni. Nie potrafiła wytrzymać siedzenia w tym więzieniu, szczególnie wtedy, gdy była potrzebna jak nigdy.
— Weź te zioła a wymioty ustąpią, następnym razem sprawdzaj świeżość myszy, Konopio — radosny głos Wschodu trochę podniósł ją na duchu. Jednakże nie na długo. Widok kolejnych chorych, w tym Komara z infekcją gardła a także Tajfun, której jako kolejnej trafił się kaszel. Taka paskudna pora roku nie zapowiadała się dobrze. 
Weszła do środka, witając się cicho, chciała brzmieć wesoło, jednakże nie wyszło. Najwidoczniej potrafiła tylko brzmieć albo nijako albo wściekle... 
Spokój ducha kotki nie trwał jednak długo, został zmącony przez znienawidzoną przez nią córkę liderki - Bielik. Medyczka położyła po sobie uszy, prychając ze złości.
— Czego chcesz? — uderzyła ogonem o ziemię, strosząc futerko na grzbiecie. 
Źrenice oczu wojowniczki znacznie się zmniejszyły.
— Nie odzywaj się do mnie
— Oh, teraz wielce pani obrażona?
Chwila ciszy dzwoniła im w uszach. Wschód z nerwów zaczął udawać, że sortuje zioła, zaś reszta pacjentów milczała.
— Tak! Obrażona! I zraniona! Myślałaś ty kiedyś o mnie robiąc sobie kociaki? Nie! Gdybyś mnie kochała to... to byś tego nie zrobiła — Bielik tupnęła łapą, odsłaniając pazury.
— Owieczko, to prawda? — Konopia odwróciła pyszczek w stronę młodszej kotki, której łzy już zbierały się w niebieskich ślepiach — Zrobiłaś coś tak okropnego?
— Nie — kotka zacisnęła szczękę, próbując nie płakać — Ona zrobiła. Najpierw poszła w krzaki z moim bratem, chociaż jak twierdzi, już wtedy mnie kochała... A później miała pretensje, że się odsunęłam, bo czułam się jak nic nie warty śmieć. Jakby moje uczucia nic nie znaczyły. Wielce pani zaczęła zasłaniać się dobrem tego zasranego owocowego lasu!
— Chciałam dla naszej społeczności jak najlepiej!
— Gówno prawda! Twoja matka nakładła ci bzdur do łba! Jakbyś mnie kochała to byś mi takiego okropieństwa nie zrobiła, więc teraz nie becz, że też zrobiłam sobie kociaki. Przecież to dla dobra owocowego lasu! Sama tak mówiłaś zawszona hipokrytko! 
Bielik dyszała ciężko, patrząc to na Owieczkę, to na Konopię. Córka Bazyli milczała przez krótką chwilę, aż nie otworzyła pyszczka przyznając medyczce rację. Srebrzysta warknęła pod nosem, po czym wyszła, mrucząc coś pod nosem, że wróci z bólem stawu później. 
Dopiero gdy zniknęła z jej oczu - Owieczka pozwoliła sobie na wybuch płaczu. Zwiesiła łeb wyjąc niczym zranione zwierzę, nawet gdy Konopia położyła jej ogon na grzbiecie, chcąc jakoś uspokoić. 
— Durny owocowy las... Mogłam odejść jak miałam okazję. Wszystko jest leprze niż siedzenie tutaj — mruknęła, kuląc się, przez co wyglądała na jeszcze mniejszą niż była.
Kotka praktycznie straciła nadzieję, że kiedykolwiek się pogodzi. A wystarczyło, żeby przed pójściem w krzaki z Klonem, Bielik przyszła porozmawiać z nią na ten temat. Calico starała się jej nienawidzić, jednak wątpiła, że może nienawidzić kogoś, kogo mimo tylu zadanych ran nadal kochała całą sobą.

Wyleczeni: Jabłko, Kolendra, Pędrak, Konopia, Tajfun, Komar

01 września 2021

Od Owieczki

Czasem odwiedzał ją Wschód. Czasem bo jednak miał swoje obowiązki, mimo to chciał wesprzeć swoją byłą uczennicę, której stan psychiczny był okropny. Kotka przez pierwsze kilka dni życia swojego potomstwa nie miała ochoty nadawać im imion, liczyła po cichu, że umrą tak, jak reszta.
Los jednak był złośliwy i przy pomocy rudego kocura, wybrała im w miarę znośne imiona.
Perkoz i Miodek
Wschód jednak miał całkiem niezłe pomysły. Szylkretka uśmiechnęła się blado, pasowały im. Zaraz jednak uśmiech znikał z jej mordki a zastępował go smutek.
Były momenty, kiedy w jej głowie pojawiał się pomysł, by wcisnąć mordkę któregoś z nich w mech i przydusić. Szybko jednak potrząsała głową i szła do Wschodu po kolejną porcję kocimiętki. 
Bała się tego, że myślała o morderstwie własnych kociąt.
Bała się, co będzie dalej.
Nie chciała młodych, tęskniła za spokojnymi, pełnymi wolności dniami. Mogła chodzić za płot po zioła, rozmawiać ze Śliwką, spędzać czas z rudym kocurem. Żałowała, że zrobiła je po złości.
A później widziała jak Bielik spędza czas z synem i momentalnie wszystkie wątpliwości znikały i zastępowała je czysta wściekłość. 
— Jakie one są słodkie, prawda? — kocur przysiadł obok wylegującej się w ostatnich promieniach słońca medyczki. Ta w odpowiedzi mruknęła coś niezrozumiale. Gdyby nie to, że Orzeł ją poprosił, puściłaby bachory same licząc, że coś je zeżre — Jak się czujesz?
— Źle — odwarknęła, ignorując zupełnie fakt, że rudzielec był całkowicie szczery i po prostu się o nią martwił. Ułożył ogon na jej grzbiecie, na co drgnęła, zrzucając go pospiesznie. 
— Jeszcze będzie lepiej, obiecuję — miauknął cicho, uśmiechając się w stronę kociąt. Owieczka zmarszczyła nos, widząc, jak Perkoz podchodzi do nich z czymś w pysku.
— Czego chcesz? — mruknęła niechętnie, zwijając się w jeszcze mniejszy kłębek niż poprzednio — Idź do wujka i daj mi spokój — dodała, wskazując kitą rudego medyka.

< Perkoz? >

Od Owieczki

Prychnęła, zwijając się w kulkę w swoim nowym, cholernie niewygodnym legowisku. Kotka nie była zadowolona z obrotu spraw, dopiero teraz docierało do niej, jak poważne konsekwencje miały ją dorwać przez decyzję, którą podjęła kilkanaście wschodów słońca temu.
Cholerna Szyszka.
Cholerna Bielik.
Cholerny Owocowy Las.
Srebrzysta kotka odwiedziła ją raz, jednakże szylkretka ani myślała, by się jej tłumaczyć, jedynie odwróciła się grzbietem i słuchała.
Słuchała wywodów, pretensji, krzyków, że córka liderki teraz przez jej decyzję cierpi, że jej smutno, bo myślała, że między nimi coś jest. Kotka prychała an to, śmiejąc się gorzko pod nosem.
Ojej, biednej Bielik było smutno.
Jaka szkoda, na osty i ciernie!
Szkoda, że ta wyliniała księżniczka nawet nie raczyła pomyśleć, jak Owieczka będzie się czuła, gdy zobaczy ją w kociarni a ojcem Zimozioła będzie jej własny brat! Ale tak, oczywiście, w tamtym momencie nic nie było ważne, bo przecież liczył się tylko ten zasrany owocowy las!
Gorycz zalewała całe jej ciało gdy tylko o tym myślała.
Na zmianę czuła wściekłość i zadowolenie ze swojego odwetu, zaś za moment miała ochotę siłą wydrapać sobie z brzucha nienarodzone młode. Była mieszanką wszelkich znanych skrajnych emocji i ani trochę jej się to nie podobało.
Cholerna Bielik, niech idzie do diabła a nie się teraz wielce wybiela i zgrywa pokrzywdzoną.
Dwulicowa zdrajczyni o podwójnych standardach. 
Jak ona kogoś skrzywdziła to było dobrze! Ale jak ktoś się odwinął tym samym to leciała do starej z bekiem i podkulonym ogonem!
Pierwszy raz w życiu Owieczka poczuła, że żałuje iż urodziła się w tym cholernym miejscu.

12 sierpnia 2021

Od Owieczki CD Szyszki

 "Nic mi nie jest, czuję się dobrze. To tylko mała kłótnia"
Tylko tyle i aż tyle była w stanie z siebie wyrzucić, czując jak liderka wbija w nią intensywnie swoje błyszczące ślepia. Owieczka odwróciła głowę, odchodząc czym prędzej, tłumacząc się dużą ilością obowiązków. 
To była ostatnia rozmowa jaką miała z liderką, kiedy na wiele księżyców pogodziła się z Bielik, zwyczajnie nie miała czasu zamienić chociaż kilku słów z czarnulką, cały czas była zajęta szkoleniem Niezapominajki, pracą i spotkaniami z kotką, którą bardzo kochała.
A później przyszła ciąża Bielik i cały świat Owieczki legł w gruzach.
Pracoholizm dawał jej się we znaki, podobnie jak śladowe ilości snu. Ponownie stawała się przemęczona, jednakże ignorowała ten fakt. Szybko wróciła do swoich obowiązków po wypadku, z którego tylko ona wyszła cało. Mimo uwag byłego mentora, zdecydowała się na powrót do pracy, chociaż nie czuła się najlepiej. Klonik został pochowany obok Madzi.
Szylkretka przychodziła na jego grób, zanosząc się szlochem, błagając o wybaczenie. Nie chciała spowodować śmierci brata. Nie ważne ile jej bólu sprawił... kocurek nie zasługiwał na to wszystko. 
Wyrzuty sumienia zżerały ją żywcem każdego dnia.
Ukojenie znalazła w dalekich wyprawach po zioła, tuż za południowo-zachodnią granicą owocowego lasu, którą stanowiło podniszczone ogrodzenie. 
Wędrując czuła się tak, jakby nic się nie stało złego w jej życiu. Znalazła nawet ogromne połacie kocimiętki, której w sadzie było niewiele. Natychmiast podzieliła się ze Wschodem radosną nowiną, zabierając go na jedną ze swoich wypraw.
A później przychodziła szara rzeczywistość, gdy wracając do obozu mijała Bielik, która ze smutkiem próbowała coś do niej powiedzieć. Kotka jednak szybko odbiegała, nie mając zamiaru jej słuchać. Ze złością obserwowała, jak wojowniczka spędza czas z synem. Z uczniem, który przypominał jej tragicznie zmarłego brata i związek, który został zaprzepaszczony przez decyzję córki liderki.
Podczas jednej ze swych wypraw poznała Śliwkę, samotnika. Z początku negatywnie nastawiona do niego kotka, zaczęła zmieniać swoje nastawienie. Kocur zaciekawiony jej obowiązkami dotrzymywał chcącej tego czy nie medyczce towarzystwa. Co prawda z daleka, jednakże Owieczka zawsze czuła jego obencość.
Z biegiem czasu zaczęli rozmawiać. Każde jednak trzymało swoje sekrety ukryte głęboko, podali sobie tylko imiona, nic więcej. Ich rozmowy były raczej krótkie, jednak Owieczka całkiem je lubiła.
Kocur przypominał jej Bielik, jednak ta wiedziała, że nikt ani nic nie zastąpi jej kotki.
I tak mijał dzień za dniem.
Powoli, leniwie pora zielonych liści zmieniła się w porę opadających liści, które niedługo miały zmienić się w nagie drzewa.
Mała kotka szła przez polanę, emanując furią, w głowie miała słowa Bielik, które wykrzyczała jej paręnaście uderzeń serca temu.
"Dziwisz mi się?! NIC MI NIE POWIEDZIAŁAŚ! Po prostu poszłaś w krzaki i to z moim bratem! Pomyślałaś kiedykolwiek o mnie!? Nawet nie zapytałaś mnie o zdanie!"
"Myślałam, że to oczywiste! Ale najwidoczniej się myliłam, bo ty tylko myślisz o sobie! Jak zwykle! Nic, tylko się obrażasz!"
"Najwidoczniej zakochałam się w złym kocie! Idź w krzaki jeszcze z kimś innym! PRZECIEŻ TO DLA DOBRA OWOCOWEGO LASU, NA OSTY I CIERNIE!"
Dyszała ciężko, przed oczami mając szeroko otwarte ślepia kotki, do których napływały łzy. Machnęła jednak ogonem, zabierając się czym prędzej z miejsca zdarzenia, zostawiając Bielik samą.
Z daleka widziała Śliwkę, który machnął do niej na powitanie ogonem.
Owieczka otarła łzy, które ściekały po policzkach. Skoro tak chciała się bawić, to proszę bardzo, niech ma to cholerne dobro owocowego lasu.
"Potrzebuję twojej pomocy. A po wszystkim... odejdź i zapomnij o naszej znajomości"
Zdziwiony Śliwka zamrugał oczami, jednakże skinął powoli łbem, przysięgając wypełnić obietnicę.
Kotka zacisnęła oczy, próbując powstrzymać łzy rozpaczy, które próbowały uciec.
* * *
Odwróciła głowę, próbując uniknąć zaniepokojonego wzroku Wschodu, który badał brzuch młodej medyczki. Słysząc diagnozę, myślała, że zwymiotuje. Dopiero teraz, gdy było już zbyt późno zrozumiała, jak ogromny błąd popełniła.
Nigdy nie chciała kociąt.
Nie nadawała się na matkę.
Nie lubiła ich.
Mogła po prostu spróbować porozmawiać Bielik zamiast mścić się i przekreślać całą ich relację. Od Orzełka słyszała, że srebrna ponoć też ją kochała... To wszystko, cała ta sytuacja, emocje, których nie rozumiała...
Pokręciła głową, zaciskając szczękę.
Mała ochotę rzucić się pod potwora albo lisowi na pożarcie.
Zniszczyła wszystko, na czym jej zależało. Teraz przed nią była najgorsza ze wszystkich sytuacji - rozmowa z liderką.
Szylkretka wzięła głębszy wdech, wskakując na drzewo. Cały czas czuła na sobie smętny wzrok, nie musiała się nawet odwracać - wiedziała do kogo należy. 
Stojąc u wejścia, kaszlnęła cicho, zwracając uwagę Szyszki na siebie.
— Dzień dobry — zadrżała na ciele, gdy została zaproszona do środka — Ja... Przyszłam z prośbą. Mogłabym prosić o przeniesienie do kociarni? — szepnęła, czując jak Szyszka wbija w nią zdziwione ślepia — Spodziewam się młodych — wzięła głębszy wdech, zmuszając się, by popatrzeć na ich przywódczynię.

< Szyszko? >

11 sierpnia 2021

Od Owieczki

 "Ja jestem ojcem Zimozioła"
Wpatrywała się w brata z niedowierzaniem, pozbawiona oddechu przez jego słowa. Serce kotki złamało się jeszcze bardziej niż przedtem. Własny brat, kot, który łączył z nią więzy krwi wbił jej sztylet prosto w plecy. Klonik spuścił głowę, stojąc na krańcu gałęzi.
Kolejne łzy pociekły po pyszczku kotki, gdy ta stała w bezruchu. Czuła ucisk w klatce piersiowej, jakby powstała wyrwa z każdym uderzeniem serca tylko się powiększała.
Zakała, wbijając pazury w korę.
— Dlaczego mi to zrobiłeś!? DLACZEGO?!
Wrzasnęła, zanosząc się płaczem. Klon zacisnął ślepia, biorąc głębszy wdech.
— Bo Bielik mnie poprosiła...
— NIEMOŻLIWE! 
— A JEDNAK! Chciała żebyście były rodziną, żebyście miały kociaka, który jest połączeniem was obu. Dlatego mnie poprosiła, bo jestem twoim bratem.
Źrenice szylkretki zmniejszyły się niemalże do wielkości ziarnka piasku. Syknęła wściekle, zachowując się zupełnie jak nie ona. Ogon smagał powietrze, co jakiś czas uderzając o pięty medyczki.
— Mogłeś odmówić! Mogłeś! A jednak się zgodziłeś! 
Nie sądziła, że własny brat zrobi jej coś tak okropnego. Ich relacja nie była kolorowa, po prostu egzystowali obok siebie, jednakże... jednakże nadal byli rodzeństwem.
Kotka zaniosła się kolejnymi spazmami szlochu, drżąc na całym ciele.
Klonik miauknął cicho, że przecież nic nie wiedział, że tak to może wyjść. Sądził, że Owieczka na wszystko się zgodziła.
Mówił, że chciał tylko pomóc.
Owieczka jednak mu nie wierzyła, wszystko co znała i kochała zostało zrujnowane, dlaczego więc miała uznać, że brat jej nie okłamuje? 
Ze złości uderzyła w gałąź.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
Usłyszała trzask, wczepiając się pazurami w korę. Serce jej stanęło, gdy runęli wprost na kamienie znajdujące się pod drzewem.
Klonik zdołał tylko wydać z siebie pełne bólu stęknięcie, gdy jego głowa z impetem uderzyła o głaz, brudząc go na czerwono.
Później i dla Owieczki zapadła ciemność.

Od Owieczki

Przestała się odzywać. Tak po prostu zamilkła, jakby ktoś rzucił na nią parszywy czar odbierający mowę. Często bywała poza obozem nie dając jej okazji na wspólną rozmowę a gdy już przebywała w swoim legowisku - Wschód na jej prośbę zbywał każdego, kto próbował z kotką rozmawiać. Nie ważne, czy to była liderka, jej przyjaciel czy niedoszła partnerka. 
Kilkakrotnie zdarzyło się, że warknęła coś nieprzyjemnego w stronę srebrzystej, która kilkanaście wschodów słońca po tamtej sytuacji przeniosła się do starszyzny.
Ból i rozpacz tańczyły w jej złamanym sercu, paląc resztki racjonalnego myślenia. Całe ciało Owieczki zalał gniew i chęć odwetu.
Nocami przelała wiele łez, znowu wróciła do swojego dawnego trybu życia - pracoholizmu oraz mikro ilości snu.
Wydawało się, że są sobie bliskie, wręcz stworzone dla siebie w co Owieczka szczerze wierzyła, nawet nie mając odwagi myśleć, że to wszystko było wierutnym kłamstwem. Bała się, że mogło okazać się inaczej i właśnie jej najgorsza obawa właśnie się ziściła. Bielik kochała jakiegoś kocura i to z nim zrobiła sobie kocięta, ona była dla niej nikim.
Kotka zacisnęła ślepia, próbując zapaść w sen.
I tak w kółko.
Księżyc gonił księżyc.
Przez ten czas jej relacja z córką Szyszki przegniła gorzej niż jabłko, które spadło z drzewa i zastała je pora nagich drzew. Niechęć, złość, może nawet nienawiść, wszystkie negatywne emocje towarzyszyły jej każdego dnia od kiedy podsłuchała rozmowę kotki z medykiem.
Wschód starał się ją wesprzeć, jednakże ta ignorowała pomocną łapę kocura, odwracając się do niego grzbietem. 
Chciała żeby wszyscy dali jej święty spokój.
Ominięcie porodu Bielik.
Niezadowolone mruknięcia w stronę Zimozioła, który kiedykolwiek miał czelność zmącić jej spokój.
Niechęć w stronę liderki, która zdaniem szylkretki, nakładła córce bzdur do głowy. 
Czysta niechęć podczas mianowania kocurka na ucznia.
Wszystko co robiła nie miało w sobie ani krzty pozytywności czy radości. Zdarzało się jej być złośliwą, jednak większość czasu po prostu milczała, otwierając pyszczek tylko wtedy, gdy wydawała polecenia chorym. Resztę czasu milczała jak zaklęta, pogrążając się we własnej rozpaczy.

Od Owieczki

    Od samego wschodu słońca zbierała polne kwiaty, ledwo unosząc je w swojej mordce. Słońce przyjemnie grzało jej w grzbiet, słowiki niosły swoją pieśń między koronami drzew, które szumiały poruszane przez wiatr. Kotka na kilka uderzeń serca przystanęła, biorąc głębszy wdech.
Mięśnie szylkretki rozluźniły się, zaś tą zalał przyjemny, stoicki spokój. Serce kotki biło spokojnie, co jakiś czas przyspieszając, gdy jej umysł wrócił do tych chwil, gdy Bielik okazywała jej czułości. Od tamtej sytuacji podczas oglądania chmur, srebrzysta stała się jeszcze bardziej śmiała. Nie omieszkała dawac kotce na każdym kroku buziaków, przez co Owieczka niemalże kilka razy dziennie schodziła prawie na zawał serca.
Policzki zapiekły ją na wspomnienie bardziej intymnych czułostek, które między nimi zaszły. Po grzbiecie przeszedł przyjemny dreszcz, zaś wąsy poruszyły się niespokojnie.
Za radą Wschodu postanowiła wreszcie wyznać jej co czuje.
Zebrać się w sobie i powiedzieć te dwa słowa, które ciążyły jej w gardle.
“Kocham Cię”
Żwawym krokiem ruszyła w stronę obozu, zamieniając po drodze kilka słów z Orzełkiem, który wyruszał właśnie na poranny patrol, przyjaciel życzył jej szczęścia i powodzenia, podnosząc zestresowaną do granic możliwości medyczkę na duchu.
Krok za krokiem, zbliżała się do legowiska medyków, gdzie powinna spać Bielik. Słysząc jednak rozmowę, przystanęła z boku wejścia, nie chcąc przeszkadzać.
Lekko zmieszany głos Wschodu i pełen szczęścia pomruk Bielik, mieszały się ze sobą.
“Gratulację Bielik, jesteś w ciąży”
“Tak się cieszę Wschodzie! Dziękuję!”
Serce Owieczki sprawiało wrażenie, jakby się zatrzymało.
Coś zabolało ją w klatce piersiowej tak, jakby pies swymi ostrymi kłami wyrwał jej kawałek duszy.
Kwiaty wypadły z szeroko otwartego pyszczka wprost na ziemię, mieszając się z błotem, które powstało przez poranny deszcz.
Owieczka zacisnęła szczęki, gdy do jej oczu dochodziły łzy.
Więcej i więcej.
I jeszcze więcej.
Z każdym uderzeniem serca czuła się tak, jakby coś zżerało ją żywcem. Pierwsze krople spłynęły po jej trójkolorowej mordce, kapiąc wprost na ziemię.
Kotka załkała żałośnie, kuląc uszy i podwijając ogon.
Słysząc szelest, uciekła z płaczem w najdalsze zakątki sadu, zanosząc się rwącym, gorzkim szlochem.
Wszystko w co wierzyła, co kochała, runęło w gruzach.
Dlaczego jej to Bielik zrobiła? Dlaczego?

Od Owieczki

Uważnie obserwowała niebo, doszukując się na nim kształtu królika, którego niby widziała Bielik. Wąsy srebrzystej kotki poruszały się ilekroć ta coś mówiła. Wyglądało to zabawnie, gdy kotka miała na nich pozostałości słodkiego miodu. 
Owieczka strzepnęła z łapki kilka listków, które przykleiły się do pobrudzonej kończyny. 
— Z czego się śmiejesz? — miauknęła, pusząc futerko, gdy gardło Bielik opuścił radosny chichot.
— Z ciebie, głuptasie.
Szylkretka zmarszczyła brwi, uderzając ogonem o ziemię niezadowolona.
— Śliczna jesteś, wiesz?
Kotka otworzyła pyszczek by coś powiedzieć, jednak szybko go zamknęła. Zamiast tego po prostu schowała zawstydzona mordkę między swoimi łapkami, czując, jak palący gorąc zżera ją od środka. Czując ogon kotki na swoim grzbiecie spięła się jeszcze bardziej, sztywniejąc niemalże jak jakiś posąg. Córka Szyszki była chyba jednak niezwykle rozbawiona z całego obrotu spraw.
Przysunęła się bliżej, przeciągając językiem między uszami młodszej kotki. Przy tym geście wtórował jej niski, gardłowy pomruk, wywołujący gęsią skórkę u Owieczki.
Zadrżała, czując jak kotka wtula się w nią.
Serce medyczki biło jak oszalałe i gdyby nie była tak wprawiona w leczeniu, mogłaby podejrzewać u siebie zawał.
W odpowiedzi na komplement stęknęła żałośnie, nie wiedząc co ze sobą zrobić. 
Niesamowite jak jedno słowo doprowadziło ją do takiego stanu i zniweczyło wspólne oglądanie chmurek.
— T-ty... t-ty też jesteś... — wydukała ledwie zrozumiale, próbując iść za jedną z rad Konopi. 
Ponownie zadrżała kiedy Bielik zamruczała z rozbawieniem, próbując odsunął łapy kotki od jej mordki, którą między nimi chowała. W pewnym sensie mogła uznać zadanie za wykonane - różowiutki nosek ujrzał światło dzienne.
Srebrzysta uniosła kącik pyszczka w pobłażliwym uśmiechu.
Niewiele myśląc - zetknęła ich nosy razem i to właśnie w tym momencie Owieczka uciekła stamtąd z żałosnym piskiem.

Od Owieczki

Przymknęła ślepka, chowając pyszczek w srebrzystym futrze. Poruszyła niespokojnie ogonem, gdy gałąź na której spały poruszyła się. Przez całą noc nie zasnęła nawet na parę uderzeń serca, narowisty wicher sprawiał, że część drzewa, na której spała non stop się ruszała. 
Owieczka żałowała, że przystała na propozycję Bielik. Kora drzewa była szalenie niewygodna, do tego cały czas towarzyszyło jej dziwne uczucie, że za chwilę spadnie na ziemię. 
Wzdrygnęła się.
Jej posłanie z mchu, piór oraz polnej roślinności było zdecydowanie przyjemniejsze. 
Do tego ładnie pachniało a nie trąciło deszczem.
Zmarszczyła nos, schodząc niezgrabnie na ziemię. Kilka razy niemal upadła na ziemię, ześlizgując się na mokrej od porannej rosy korze. Niezadowolona dotknęła nareszcie trawy, oddychając głębiej. 
Uniosła głowę, wlepiając niebieskie ślepia w sylwetki wojowników, które unosiły się spokojnie, ilekroć ci brali oddech. Nie potrafiła pojąć dlaczego rajcuje ich budowanie legowisk w tak niestabilnym miejscu. Nie dość, że zimą listowia nie było i śnieg padał prosto na głowy i grzbiety, to podczas deszczu niejednokrotnie koty wstawały mokre.
A później medycy mieli łapy pełne roboty.
To reumatyzm.
To przeziębienie.
To zielony kaszel.
Na wspomnienie ostatniej choroby Owieczka wzdrygnęła się mimowolnie, ostatnie czego chciała, to epidemii w społeczeństwie owocowego lasu. Co prawda zapasy ziół mieli stabilne, nawet musieli myśleć powoli o powiększeniu składzika przez zbyt dużą ilość medykamentów, jednakże nie życzyła nikomu źle. No, poza Bocianem. Ten akurat zdaniem Owieczki mógł zostać przez coś zeżarty. 
Spojrzała w niebo, obserwując jak na pomarańczowym niebie powoli wznosi się słońce. Dzień zapowiadał się taki, jak zwykle. Pójdzie po zioła, ktoś ich odwiedzi bo będzie potrzebował pomocy i może... może na sam koniec dnia Bielik znowu przyniesie jej kwiatka i poliże po policzku tak, jak robiła to od kiedy się pogodziły.
Serduszko Owieczki radośnie przyśpieszyło, zaś przez ciało przeszedł jej przyjemny dreszcz.
Zapowiadał się cudowny dzień.

31 lipca 2021

Od Owieczki

*przed ciążą Bielik*
Zdążyła zapomnieć.
Zdążyła zapomnieć jak bardzo tęskniła za wtulaniem się w miękkie futro Bielik. 
Jak bardzo kojące są jej liźnięcia między uszami szylkretki.
Ile koszmarów odeszło w niepamięć, od kiedy srebrzyste futro ponownie zadomowiło się w jej legowisku. 
Bielik była całym jej światem. Słońcem i księżycem, które codziennie, od wielu księżyców towarzyszyły jej radośnie. 
Potrzebowała jej tak, jak kwiaty deszczu, jak ptak nieba, by mógł czuć się wolnym. Bo tak właśnie czuła się przy córce liderki. Jej obecność zapewniała jej bezpieczeństwo oraz spokój. Przyjemne uczucie rozlewało się po całym ciele medyczki, zalewając ją od koniuszek ogona aż po wąsy.
Od kiedy ich relacja wróciła na właściwe tory, Owieczka miała wrażenie, że rozwija skrzydła.
Trening Niezapominajki.
Jej samopoczucie.
Nowe, poznane dzięki Iskrze mieszanki ziołowe.
Wszystko jej wychodziło.
Nie spodziewała się, że tak, zdawać się było, nieistotna rzecz miała wpływ na tyle aspektów w jej życiu.
Tego dnia rozpierała ją duma oraz radość. W przeciwieństwie do siebie samej gdy była w podobnym wieku co szylkretowa uczennica, ta była pewna swych umiejętności. Kotka rozwijała się pod jej skrzydłami, obecność Wschodu a także Iskrzy były tylko kolejnym plusem na ścieżce edukacji.
Obserwowała jak mieszkańcy owocowego las zbierają się pod jedną z gałęzi. Szyszka, ich liderka, siedziała prostując się dumie, jej wąsy uniosły się lekko, gdy na pyszczku czarnulki zawitał śmiech. Biorąc głęboki wdech, Owieczka wskoczyła na pień, pnąc się ku górze. Skinęła liderce głową z szacunkiem.
— Owocowy Lesie, zebraliśmy się dzisiaj z powodu radosnej nowiny — kotka machnęła ogonem. Uśmiech na jej pysku tylko jeszcze bardziej rozkwitł, gdy pozwoliła Owieczce zabrać głos.
— Niezapominajko, podejdź proszę — serce biło jej jak rozszalałe, oddychała niespokojnie, widząc jednak dziarski wyraz mordki swej wychowanki - odetchnęła głęboko — Trenowałaś ciężko, by poznać wszystkie sekrety świata ziół i medykamentów. Pokazałaś żar ducha i chęć ciągłego kształcenia się. Zapytam więc, czy przysięgasz służyć mieszkańcom owocowego lasu póki w twoim sercu tli się choć odrobina żaru?
— Przysięgam!
— Tak więc z radością witam cię jako medyczkę owocowego lasu. Nigdy nie przestawaj iść do przodu i pamięta, by by wykonywać swe obowiązki z należytą odpowiedzialnością.
Z zapartym tchem obserwowała jak rodzina i przyjaciele Niezapominajki gratulują jej ściskając i tarmosząc za futerko. Owinęła ogonem swoje łapki, gdy Szyszka wesoło wymruczała, że Owieczka spisała się bardzo dobrze.
Serce zabiło jej jednak jak nigdy, gdy pośród kotów, dostrzegła Bielik, której futro zdobione było makami. Tymi samymi, które Owieczka zostawiła jej rano, gdy wstała jako pierwsza.
Łzy pojawiły się w jej błękitnych ślepkach, jednak bardzo szybko je starła. Niewyraźnie poruszyła pyszczkiem szepcząc cichutkie "Kocham cię".
Bo kochała ją.
Zupełnie szczerze i prawdziwie.

19 lipca 2021

Od Owieczki

 Próbując uspokoić całe swoje ciało i umysł, nerwowym krokiem ruszyła w kierunku Bielik, która radośnie rozmawiała z Głogiem. Owieczka skuliła uszy, gdy głos kotki przycichł. Głóg miauknął coś do siostry, nim skinął medyczce głową, odchodząc gdzieś. 
Serce Owieczki waliło jak szalone, zupełnie tak, jakby chciało wydostać się z jej klatki piersiowej. Obiad podchodził jej do gardła, żołądek robił fikołka, zaś powietrza w płucach w jakiś dziwny sposób jej brakowało.
— Chyba chcesz o czymś porozmawiać, prawda? — Bielik poprawiła futro na swojej klatce piersiowej, wzdychając ciężko. Jej rozeźlone spojrzenie, dziwnie niechętny ton głosu... To wszystko sprawiało, że ciało młodszej kotki drętwiało, stawało się nieprzyjemnie sztywne i ciężkie.
Im więcej uderzeń serca mijało, tym bardziej miała ochotę podwinąć pod siebie ogon i uciec. Łzy niemalże pojawiły się w jej oczach, dosłownie czuła, że to tylko kwestia paru chwil, nim zacznie beczeć niczym przerażony kociak.
Ostrożnie pokiwała głową, smutnymi, niebieskimi ślepiami wpatrując się w córkę liderki.
 — C-chciałam przeprosić — szepnęła, piszcząc niczym mały ptak. Czuła się tak, jakby powietrze uciekło jej z płuc, kontynuowała jednak, wbijając pazury w ziemię — Ja... ja dużo o tym myślałam i... I zostaję. M-miałaś r-rację... P-przepraszam za wcześniej.
Szylkretka wypuściła z siebie powietrze z cichym sykiem, niemalże opadając na brzuch. Bielik wpatrywała się w nią przenikliwie, poruszając końcówką ogona.
— Lepiej późno, niż nigdy — na pysku wojowniczki pojawił się łagodny uśmiech. Owieczka jednak siedziała w bezruchu, nie wiedząc jak się zachować. Czyżby jej wybaczyła? Nie była już zła? A może nigdy nie była? Może tylko czekała na przeprosiny? 
Była uczennica Wschodu drgnęła, gdy srebrzysta kupa futra przylgnęła do jej boku, mrucząc. Z początku była w szoku, lecz im więcej czasu mijało - tym bardziej się rozluźniała. Przymknęła oczy, wzdychając cicho. Tak bardzo brakowało jej wtulania się w Bielik... dopiero teraz zrozumiała jak za tym wszystkim tęskniła. 
Owieczka dosłownie zatonęła w jej miękkiej sierści, wtulając się w nią najmocniej, jak tylko potrafiła. Non stop szeptała jak bardzo przeprasza, jak bardzo głupia była. Ledwie powstrzymywała drżenie głosu oraz wybuch płaczu. Bielik spokojnie jednak mruczała, powtarzając, że najważniejsze, że przeprosiła. Że nic więcej nie ma już znaczenia.
Przez uderzenie serca Owieczka prawie wyznała, jak bardzo ją kocha.

01 lipca 2021

Od Owieczki

— To wszystko twoja wina! Twoja! Nakładłaś jej bzdur do głowy! Gdyby nie ty, B-bielik by mnie n-nie zostawiła! — krzyknęła drżącym głosem, czując, jak jej oczy wypełniają się gorzkimi łzami. Wlepiała swoje niebieskie ślepka w czarny cień, który wpatrywał się w nią pustymi dziurami, gdzie powinien mieć ślepia. Kotka przystąpiła z łapy na łapę, łkając co raz głośniej — "Owocowy Las jest najważniejszy"! Też coś! P-powinna być z-ze mną a n-nie z brzuchem w k-kociarni! P-powinna b-być z k-kimś kogo kocha! A zamiast t-tego, p-poświęciła się dla tego śmierdzącego l-lasu! I w imię c-czego!? L-lojalności?! — medyczka zawyła żałośnie, zwieszając głowę. Łzy rozbijały się o wypłowiałą trawę między jej przednimi łapami. Nie była w stanie zmusić się do ruchu, nawet tego minimalnego, znikomego. Po prostu siedziała i z każdym uderzeniem serca kuliła się jeszcze bardziej. 
— Nienawidzę Owocowego Lasu! Nienawidzę! Niech lis go pożre!
Czarny kształt wpatrywał się w nią, przechylając jedynie głowę. W tle rozległo się krakanie wron, zaś między ciemną postacią pojawił się mniejszy, drobniejszy kształt. 
Kociak. 
Rozzłoszczona Owieczka uderzyła go łapą a ten rozmył się w nicość. Serce bolało ją potworne. Jakby pies złapał je w swoje zębiska i szarpał ze wszystkich sił. 
"Gdybyś nie chciała odejść, nic by się nie zmieniło"
Zakwiliła głośnej na te słowa, chowając pyszczek między łapami, gdy łzy moczyły futerko na jej policzkach. 
Owieczka obudziła się, dysząc ciężko. Łzy płynęły strumieniem po jej mordce, zostawiając mokry ślad. Dookoła rozchodziło się wieczorne granie świerszczy oraz spokojnie pochrapywanie Wschodu. 
Calico skuliła się w swoim legowisku, próbując ze wszystkich sił zniknąć. 
Nie myślała teraz o odejściu z owocowego lasu. Myślała o śmierci. 
Śmierci, która byłaby dla niej wybawieniem. 

10 maja 2021

Od Owieczki

Szylkretowa kotka westchnęła cicho, podążając za swoim dawnym mentorem, który żywo opowiadał pierwszy raz, kiedy to spotkał Sarnią Pręgę, swoją miłość życia. Co prawda rudzielec miał dobre intencje, wręcz całym sobą pokazywał, jak bardzo chce poprawić humor swej wychowance, jednakże jego działania przyniosły odwrotny skutek. 
Kilka łez spłynęło po policzku medyczki, gdy próbowała zwalczyć uczucie żalu na wspomnienie niezadowolonej mordki Bielik, gdy zaproponowała jej aby razem odeszły. Dzień za dniem żałowała, że otworzyła pysk i zadała to durne pytanie. Lepiej by było, gdyby zniknęła pod osłoną nocy, tak, aby nikt jej nie widział.
Bielik miałaby spokój.
Klonik nie musiałby znosić widoku mordercy ich własnej matki.
— Ojej, Owieczko, wybacz mi, nie chciałem — miauknął speszony, trącając ją nosem. Kotka pokręciła głową, przysiadając na trawie — Hej, przecież kochasz ją, tak?
Calico ostrożnie pokiwała głową. Nie potrafiła odnaleźć się w uczuciach, jednak przy Bielik czuła się tak, jak przy nikim innym. Wschód pomógł jej też zrozumieć co oznaczają te przedziwne motylki w brzuchu, czy też strach przed palnięciem czegoś głupiego.
— No więc właśnie! Weź się nareszcie w garść i wyznaj jej swoje uczucia. Przecież nie masz nic do stracenia, prawda? Ubierz to wszystko w słodkie słówka, przynieś mysz do wspólnego pałaszowania i kilka polnych kwiatków, zobaczysz, będzie twoja! No, ja bym nie odmówił — rudzielec zamruczał rozbawiony, poruszając entuzjastycznie wąsami. Niebieskooka uśmiechnęła się słabo, mamrocząc ciche "dziękuję".
Dalszą drogę kontynuowali w ciszy oraz spokoju, co jakiś czas wymieniając się informacjami odnośnie tego, że zaczęło brakować im poszczególnych ziół. W obozie natomiast, czekała ich wyczerpana Kostka z wysoką gorączką. Upał dał jej popalić i teraz kremowa kotka leżała z mchem namoczonym wodą na czole oraz innych częściach ciała. Do zjedzenia dostała ogórecznika oraz krwiściąga. Jedno z ziół miało zbić gorączkę, zaś drugie - wzmocnić organizm kotki. 
Pozostało tylko czekać, aż córka Bazylii wróci do poprzedniej sprawności, jednakże musiała odpoczywać przez kilkanaście wschodów słońca. Wschód obiecał doglądać kotki, co dało Owieczce wolną łapę w rozmyślaniu nad odpowiednim doborze kwiatów dla Bielik.

 wyleczeni: Kostka

07 maja 2021

Od Owieczki

Kolejny kot trafił do ich legowiska. Pora zielonych liści zapewniła medykom łapy pełne roboty. To ktoś kichał, bo jakiś pyłek go uczulił, innym razem jakiś kot przyszedł cały poparzony na poduszkach od pokrzyw. Tym razem ich pacjentką, chcąc czy nie, została Jedynka, którą wręcz trzeba było za skórę wciągnąć do siedziby uzdrowicieli. Kotka coś majaczyła, miała wysoką gorączkę, zaś z jej pyska leciała ślina. Sam widok nie był przyjemny, Owieczka musiała wyjść nawet na kilka uderzeń serca na zewnątrz, te sceny zbyt przypominały jej śmierć rodzicielki.
Mamrocząc coś niewyraźnie do siebie, brała jeden głębszy wdech za wdechem, próbując się uspokoić. Podziałał dopiero mak, a raczej jego ziarenko podane przez Wschód.
Szylkretka podziękowała mu cicho. Na całe szczęście, tortie była po prostu wyczerpana. Obowiązki wojowniczki, żar lejący się z nieba a także problem z dostępem do wody zrobiły swoje.
Kotka dostała zioła na wzmocnienie, musiała tylko leżeć przez jakiś czas i wypoczywać. Nic więcej. Uradowana calico przywołała swoją uczennicę do siebie ogonem, wzdychając cicho.
— Pójdziemy zbierać zioła. Brakuje nam też trochę pajęczyn, trzymaj się mnie i nie odchodź za daleko a już szczególnie za ogrodzenie — poleciła spokojnie. koteczka entuzjastycznie skinęła łebkiem, wyprzedzając swoją mentorkę o kilka króliczych susów. 
Niebieskooka przymknęła ślepka, sztywniejąc, gdy w wejściu do obozu wyminęła się z Bielik, która nawet na nią nie spojrzała. Wojowniczka szła przed siebie mocnym, sztywnym krokiem, zaś za nią dreptała Kolendra.
— B-bielik...? — miauknęła chrapliwie, kuląc uszy. Srebrna przystanęła, rzucając jej obojętne spojrzenie. Brwi kocicy były zmarszczone, zaś na jej pyszczku nie było widać żadnej emocji. Owieczka milczała kilkanaście uderzeń serca.
Bała się.
Po prostu się bała.
Nieśmiało odwróciła wzrok, podążając za Niezapominajką.
— Do czego służy mak? — zapytała spokojnie. Póki co miała zamiar sprawdzić, co jej wychowanka zapamiętała przez ostatni księżyc nauki. Póki co uczyła ją naprawdę podstaw, takich pierdół jak mocno uciskać ranę, jak zawijać pajęczynę, czy też jak uśmierzyć ból.

< Niezapominajko? >

wyleczeni: Jedynka

04 maja 2021

Od Owieczki CD Szyszki

Skinęła liderce głową dosyć niemrawo, cały czas walcząc z zamykającymi się oczami, ostatecznie jednak - poległa. Słysząc cichnące kroki liderki pozwoliła sobie na opuszczenie gardy i chociaż częściowy odpoczynek. Krople deszczu odbijały się od jej nosa czy grzbietu, mocząc kręcone, szylkretowe futerko. Owieczka jednak się nie poruszyła, po prostu zamknęła nareszcie oczy, wzdychając ciężko.
Czuła się tak cholerne winna… Madzia żyłaby, gdyby za kociaka nie zdecydowała się być medyczką, teraz jak wspominała we śnie tamtą chwilę, nie widziała w niej nic pięknego. Żadna część jej ciała nie poruszała się w euforii, wręcz przeciwnie - poczucie winy lunęło na nią mocniej niż deszcz. Co jakiś czas budziła się ze snu otumaniona, mając jednak przed sobą grób matki szybko przypominała sobie co jest i co się stało.
— Owieczko, hej, Owieczko… Wstawaj — poruszyła nosem, gdy usłyszała dobrze znany głos, który sprawiał wrażenie, jakby przedzierał się przez mgłę. Niechętnie otworzyła ślepia.
— No, nareszcie
— B-bielik? — szepnęła, przecierając zaspane, nadal opadające ślepka.
— Chodź, idziemy, nie powinnaś tu spać. Jeszcze się przeziębisz — srebrna zamruczała czule, pomagając się jej podnieść. Szylkretowa kotka powoli wstała na drżących łapkach, powoli kierując się w stronę legowiska medyków, opierając się przy tym o bok srebrnej. Nieśmiało zerkała na córkę Szyszki, której czarno-srebrne futro powoli mokło w strugach deszczu. Woda spływała po jej policzkach, by na samych końcach sierści zawisnąć a po chwili skapnąć na ziemię.
Nie wiedziała co powiedzieć, to wszystko odebrało jej mowę. Zarówno zmęczenie, ból po śmierci matki oraz pewien rodzaj ulgi, gdy miała Bielik przy swym boku… Przełknęła zaległą gulę w gardle. Obóz owocowego lasu wyglądał tak smutno, gdy przeszły obok legowiska karmicielek. W koronach drzew dostrzegła kilka sylwetek skulonych w śnie wojowników.
Przez szum deszczu wyłapała zmieszane w szept głosy, nie bardzo rozumiała o czym koty rozmawiały a i nie bardzo chciała się w to wszystko zagłębiać.
Po przekroczeniu progu legowiska natychmiast padła na swoje posłanie, pośród mchu, trawy i piór. Z pyszczka córki Sokoła uciekł rozbawiony pomruk, gdy podeszła bliżej, układając się obok. Zaskoczona szylkretka zadrżała, czując, jak przyjemne gorąco ogarnia jej ciało. Nieśmiało wtuliła główkę w jej półdługie futerko. Otulona ogonem poczuła się nareszcie bezpiecznie, na moment zapomniała nawet o śmierci matki, zapadając w sen
* * *
tutaj jest skip, który ma miejsce w tym opku: here
* * *
Z lekką niechęcią przyglądała się swojej uczennicy. To nie tak, że coś do niej miała. Po prostu... nie sądziła, że zasługuje na ucznia, jej zdaniem Niezapominajkę powinien szkolić Wschód, nie ona. Może po prostu Szyszka się zamotała i nie chciała teraz tego odkręcać, albo sprawdzała szylkretową medyczką... Sama nie wiedziała. Trzecia myśl była taka, że stara liderka dała jej uczennicę, by zatrzymać ją w Owocowym Lesie.
Jeśli taki miała cel, to osiągnęła zamierzony efekt. Chociaż po części.
Owieczka cały swój wolny czas skupiała na uczeniu młodej kotki, jednak świadomość, czyją jest córką sprawiała, że medyczka zachowywała między nimi stosunki czysto profesjonalne. Ona ją nauczała, zaś tortie pobierała u niej nauki. Nic więcej. Nie chciała przeżyć później gorzkiego rozczarowania jak Wschód, gdyby ta się rozmyśliła.
— Nie myślałaś, żeby jej to wyznać? — zamruczał Wschód, gdy kotka badała Borówka. Nadal trzęsły jej się łapki, gdy podawała poszczególne zioła uczniowi, jednakże obecność Wschodu działała na nią niczym ziarenka maku — Wiesz, już sporo księżyców się w niej kochasz 
— To nie takie łatwe — stęknęła, upewniając się, że legowisko ucznia jest porządnie wyściełane — Odpocznij sobie Borówku, zaraz powinny wrócić ci siły. Nie przemęczaj się tylko na treningach — poleciła, wracając do rozmowy z kocurem — C-chciałabym a-ale.... — urwała na kilka uderzeń serca, bojąc się przyznać przed kocurem o co im poszło — To nie jest najlepszy moment. Jednak dziękuję, że się martwisz.
Mówiąc to, podeszła do Niezapominajki, która ćwiczyła owijanie opatrunku wokół grubszej gałęzi, którą znalazły podczas zbierania ziół w sadzie. Nie rosło tu dużo, jednakże kilka gatunków dało się znaleźć. A Owieczka póki co wolała nie wyciągać swojej uczennicy za ogrodzenie, póki nie podrośnie.
— Ciaśniej, to nie może się ruszać — miauknęła, pokazując tortie, jak powinien wyglądać prawidłowo założony opatrunek.
Na kilka uderzeń serca zamyśliła się. Nadal rozważała odejście, szczególnie teraz, gdy ona i Bielik przestały się do siebie odzywać, jednak teraz nie była tego taka pewna. Wiedziała, że w pewnym sensie złamałaby Wschodowi serce a tego nie chciała robić, kocur był zbyt kochany, żeby tak cierpiał. Już i tak stracił ukochaną.
Strzepnęła uchem, gdy usłyszała głos byłego mentora, radośnie witającego ich starą przywódczynię.

< Szyszko? >

wyleczeni: Borówek

03 maja 2021

Od Owieczki

Niewielka kotka przemknęła pod krzakiem jeżyn, który swoimi liśćmi  zaczepił o jej szylkretowe futerko. Owieczka otrzepała się, chcąc pozbyć się każdej, nawet najmniejszej gałązki z jej sierści. Gdzieś tam czekała na nią Bielik, z którą miała poważnie porozmawiać. Serce w klatce piersiowej kotki sprawiało wrażenie, jakby za chwilę miało z niej wyskoczyć, w głowie układała sobie każde, nawet te najkrótsze słowo. gdzie wziąć głębszy wdech.
Śnieg skrzypiał pod każdym jej krokiem, imo iż starała się zachowywać jak najciszej tylko potrafiła. Przed wyjściem z legowiska medyków wzięła kilka ziół na uspokojenie, a także porozmawiała chwilę ze Wschodem, który jak zwykle służył jej dobrą radą. Co prawda Owieczka nie sądziła, że tym razem mądrość kocura jej się przyda, jednakże i tak była mu wdzięczna za wsparcie.
"Rób to, co ci serce podpowiada" mówił, szkoda tylko, że ona sama nie miała zielonego pojęcia, co jej organ pragnie powiedzieć.
Sal powoli się przerzedzał, zaś Owieczka im dłużej szła, tym widziała więcej, czuła więcej. Swoje kroki stawiała ostrożnie, gdy słońce grzało jej grzbiet mimo ziąbu, promienie odbijały się również w śniegu, który miejscami zaczynał topnieć, odsłaniając brązowawą trawę, która potrzebowała czasu, by wrócić do poprzedniego piękna. 
Parę przebiśniegów urządziło sobie małe zebranie obok jednego z większych kamieni, porośniętych mchem. Krzak porzeczek uderzył ją swoimi gałązkami w pyszczek, gdy próbowała wyjść na skraj lasu. Stara grusza ukazała się jej błękitnym ślepkom, niewiele myśląc wskoczyła na nią, wdrapując się niemalże na sam czubek drzewa.
— Przyszłaś — uśmiechnęła się delikatnie na widok Bielik, po czym otarła czule o jej policzek. Na kilka uderzeń serca zapomniała, że czekała je poważna rozmowa — Już się bałam, że o mnie zapomnisz. O czym chciałaś porozmawiać, Owieczko?
Uśmiech zszedł z mordki młodszej kotki. Niepewność zalała ją od końcówki ogona aż po same wąsy, do tego stopnia, że kotka zwyczajnie nie miała pojęcia co takiego ma ze sobą zrobić.
— J-ja... — zaczęła nieśmiało, przełykając ślinę — Ja myślałam o tym naprawdę wiele i... i chyba o-odejdę z Owocowego Lasu — szepnęłą na jednym wdechu, spuszczając głowę — J-ja... j-ja nie mogę znieść wiecznych wyrzutów sumienia. P-próbowałam. P-przez tyle wschodów s-słońca... Myślałam, że wszystko się t-tu ułoży. Jednak w-wszystko przypomina mi o mojej mamie, K-klonik, on... o-on otwarcie mówi, ż-że jestem m-matkobójcą. 
Zamilkła na kilka uderzeń serca, otwierając pyszczek jeszcze raz, zaraz jednak szybko go zamknęła, widząc niezadowoloną mordkę srebrnej wojowniczki.
— Pfh- I co? Zostawisz mnie? Tak po prostu? — rozeźlona, wręcz wściekła Bielik był widokiem niecodziennym, praktycznie tylko raz w życiu widziała kotkę w takim stanie i to był właśnie ten moment. Pręgowana machnęła ogonem, wysuwając pazury — Nie odejdę z tobą, zapomnij. Obie mamy tu dom, rodzinę, naprawdę chcesz to wszystko zostawić, Owieczko? Bo jakiś mysi bobek nakładł ci pajęczyn do głowy?
Czekoladowa odwróciła główkę w bok, nie wiedząc, co powiedzieć. Położyła po sobie uszy, żałując, że rozpoczęła tą rozmowę, że podzieliła się ze swoimi przemyśleniami z kotką, którą kochała. Że zaproponowała jej odejście.
— Odpowiedź brzmi nie i... i jeśli ci na mnie zależy to zastanowisz się d-dwa razy, Owieczko
Obserwowała, jak kotka zeskakuje na ziemię, zostawiając ją samą na gałęzi gruszy. Była uczennica Wschodu starła łzy, które powoli zaczęły spływać po jej policzkach.
— Z-zaczekaj Bielik! — pisnęła, nieporadnie zeskakując na ziemię — Z-zaczekaj... — przedarła się przez zarośla, jednak po srebrnej nie został nawet ślad. 
Kotka usiadła, czując się nawet gorzej, niż kiedy Bocian tylko potwierdzał jej własne przekonania. Zaniosła cię szlochem, nie potrafiąc sobie wybaczyć, że popełniła takie głupstwo. Powinna po prostu odejść, nie bawić się w żadne rozmowy.
To by było lepsze dla każdego.

25 kwietnia 2021

Od Owieczki CD Bociana

 Po prostu zignorowała kocura, nie mała nawet siły na niego patrzeć a tym bardziej wchodzić z nim w jakąkolwiek interakcję. Po prostu czuła ogromną niechęć względem siebie, zaś co do Bociana... miała ochotę rzygać, gdy tylko go widziała. Toteż idąc za własną radą - postanowiła mieć go gdzieś. Za bardzo pogrążyła się w rozpaczy za matką, by bawić się w jego gierki. 
Chciała chwili spokoju, nic więcej.
"Biedna, biedna Owieczka. Taka byłaś pewna, że znasz się na ziołach. Zostałaś medyczką.... i zabiłaś własną matkę. Kto będzie następny? Skoro potrafisz pomylić tak proste zioło.... Żaden z naszych pobratymców nie może czuć się bezpiecznie. Jesteś okropną medyczką. Gdybyś nie pomyliła tych ziół, to Madzia by żyła. Zabiłaś własną matkę, która cię tak kochała. Pewnie cię teraz nienawidzi. Twój brat również. Nie mogę im się dziwić. Nie jesteś warta więcej niż wronia karma. Do końca życia będziesz winna jej śmierci. I nosiła krew na łapach."
W głowie cały czas rozbrzmiewały jej słowa bialego. Wstydziła się przed samą sobą, że w swoim myślach przyznała mu kilkukrotnie rację. Najlepiej by dla wszystkich było, gdyby się nie urodziła. Klonek miałby mamę całą dla siebie, zaś Madzia... żyłaby. Może by sobie kogoś znalazła, pewnie byłaby szczęśliwa, obserwując jak jej syn dorasta.
Mimowolnie jej myśli skręciły w kierunku Klonika.
Nigdy nie przepadał za nią, uważał za dziwną, specyficzną, jednakże po śmierdzi Madzi, rudy kocur wykrzyczał jej w pysk, jak bardzo ją nienawidzi. Obwiniał ją za wszystko i nawet mu się nie dziwiła, miał rację.
Powinna umrzeć, jednakże nie miała na to odwagi. Pozostała jej jednak jeszcze ucieczka z owocowego lasu. Tą opcję musiała dokładnie przemyśleć.
Tak, żeby przez nią nie ucierpiał nikt więcej.