BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miodek x Cierń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miodek x Cierń. Pokaż wszystkie posty

10 sierpnia 2025

Od Cierń CD. Miodka

– Nie dotknę tego zielska. Wygląda dziwnie, jakby umiało leczyć. Brzydzi mnie to całe zielarstwo. Jeszcze tego mi brakuje, żeby wyglądać jak jakiś durny dmuchawiec – prychnęła. Miodek tylko uśmiechnął się i podsunął ziele powoli bliżej.
– Dobra dawaj to, bo marznę – syknęła i nalepiła roślinę na żywicę na swojej skórze.
– Widzisz? Dmuchawce wcale nie są takie durne!
Wywróciła oczami i ruszyła do obozu, nie czekając na kocura za nią. Mimowolnie jednak uśmiechnęła się lekko. Fajnie było mieć takiego śmiesznego mysiego móżdżka przy sobie.

***

Życie ponownie było do łajna. Z plusów przynajmniej ta nadęta Ambrowiec już nie zatruwała obozowiska. Bukszpan uciekł razem z nią i dobrze. Sama by się go pozbyła, gdyby nie ten okropny mróz. Aktualnie siedziała w żłobku. Do towarzystwa miała tylko Kajzerkę spodziewającą się potomstwa i Żmiję, która co jakiś czas przychodziła do niej. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego siedziała w żłobku. Nie, nie zaciążyła ponownie. Po prostu porą nagich drzew musiała być w jakimś ciepłym schronieniu, a uważała, że przebywanie w legowisku stróżów to ujma na jej honorze. Nie spieszyła się też, żeby przejść do starszyzny, więc i tamtego legowiska nie chciała odwiedzać. Legowisko medyka również nie wchodziło w grę przez jej niezbyt dobrą relację z ciotką. A tutaj przynajmniej miała do kogo otworzyć pysk w intencji narzekania na szamankę. Choć Kajzerka mogłaby trochę wyluzować z tym całym gadaniem o małych łapkach i innych rzeczach dotyczących kociaków. Leżała zwinięta w kłębek przy wejściu do legowiska. Kompanka ciągle powtarzała jej, żeby weszła głębiej, bo jeszcze się przeziębi, ale nie słuchała jej. Żmija miała odwiedzić ją już jakiś czas temu, a nadal jej nie było. Martwiła się. Była więc zmartwioną, klejącą się od żywicy kupką liści o zielonych oczach wypatrujących partnerki. Nagle dostrzegła srebrną sylwetkę w wejściu. To była Żmija. Z pyska zwisała jej ruda wiewiórka. Na tle rudego futra wyraźnie widać było jej długie śnieżnobiałe kły. Cierń podniosła szybko głowę z zainteresowaniem. Żmija odłożyła wiewiórkę przed nią, splatając ich ogony razem.
– Nie przypomina ci to czasów, kiedy byłaś królową? – zażartowała niepewnie. – Zjedz. To dla ciebie.
Cierń położyła łapę na stworzeniu i przesunęła je na bok.
– Nie teraz. Opowiedz mi jak u innych.
Zrezygnowana zwiadowczyni westchnęła, kładąc po sobie uszy z bezsilności. Nie mogła nic zrobić, żeby odwlec Cierń od tego tematu, chociażby na chwilę. Za każdym razem zadawała te same pytania i dostawała te same odpowiedzi.
– Rokitnik narzeka tak jak zwykle, nawet nie wiem, czy to powód jego nowej niepełnosprawności, bycia w starszyźnie czy po prostu bycia sobą. – Srebrna starała się przeciągać słowa, tak jak zwykle, ale była zmartwiona i niezbyt jej to wychodziło. Widząc, że Cierń już chciała o coś zapytać, szybko znowu kontynuowała:
– Jaśminowiec świetnie idzie szkolenie, zahaczyłam dziś na patrolu Dereńkę, żeby o to spytać… Co do Cienia… No wiesz, on też nie może wychodzić teraz z legowiska. Jego trening może być trochę opóźniony.
Nie przejęła się tym za bardzo. To jej syn. Będzie silnym wojownikiem.
– A co z Wiciokrzewem? – spytała ewidentnie zmartwiona stanem pierworodnego. Żmija pokręciła tylko smutno głową.
– Nadal się nie obudził.
Przeklęła pod nosem Świergot. Zaniedbuje chorych, bo woli sobie szkolić uczniów. Nie mogła stracić syna tak samo, jak ojca. Żmija zaczęła ją pocieszać, ale wtedy została wezwana na kolejny patrol. Cierń przeklęła również Gruszkę. Głupia zastępczyni naprawdę nie potrafi zapamiętać, kto już przed chwilą był na patrolu? Była wkurzona. Na wszystkich i na cały świat. Nawet na głupią wiewiórkę, która miała czelność tak wpatrywać się w nią nieruchomymi oczami.

<Miodek? Przyjdziesz uspokoić wkurzoną kupkę liści?>

03 sierpnia 2025

Od Miodka CD. Cierń

Przed akcją z sępem

Pogoda z każdym dniem robiła się chłodniejsza, bardziej mokra, a nawet jeszcze bardziej nieprzewidywalna niż podczas Pory Zielonych Liści. Odprowadził właśnie Migotkę i Mirabelkę na ich wspólny, wieczorny patrol. Wiatr, na szczęście, uspokoił się, więc mógł spokojnie położyć się na legowisku, zostawić połowę wolną, aby jego Świergotka miała miejsce, aby położyć się obok niego, kiedy powrócą jeszcze przed brzaskiem. Aby chociaż te kilka chwil spędzili wtuleni w siebie, zanim Miodek będzie musiał wybyć na łowy. 
Do tego jeszcze było daleko, a jedyne czego chciał, to zjeść coś i polenić się spokojnie w cichym, ciepłym obozie. Jego uwagę jednak przykuła Cierń, której jasna postać zamigotała w świetle pomarańczowego zachodu. Zgarbiona nad czymś wojowniczka nie zauważyła go. Nie, zanim się odezwał. 
— Potrzebujesz pomocy? — zapytał radośnie, podchodząc bliżej. Odpowiedział mu jedynie głośny odgłos wypuszczania powietrza; aż rezonowała od niego irytacja. — Naprawdę pytam.
— A ja naprawdę próbuje cię ignorować, a ty i tak nie dajesz mi spokoju — burknęła, nie odrywając wzroku od swojej pracy. 
— A co robisz? — Usiadł obok niej. Z reakcji dawnej mentorki wywnioskował, że może zbyt blisko. Kotka przesunęła się ostentacyjnie w bok; kocur nie speszył się, jedynie mocniej nachylił w jej stronę. 
— Próbuje nie zamarznąć? — odpowiedziała z przekąsem, patrząc na czekoladowego jak na idiotę. 
— Oh... No tak... Ale nie odpowiedziałaś! Pomóc ci? 
— Czy ja wyglądam, jakbym chciała z tobą spędzać teraz czas? Przejrzyj na oczy — prychnęła, wracając do chwilowo przerwanej robótki.
— Jeszcze je mam, więc myślę, że mogło być znacznie gorzej — mruknął, ale o dziwo faktycznie wstał. Iskierka nadziei zaświeciła we ślepiach Cierń. — Przyniosę ci coś. Zostań tutaj i paplaj się w żywicy, a ja poszukam. Wiesz, wilgoć osiadła na trawie... Jeszcze się przeziębisz... 
— Już zejdź mi z oczu, ostrzegam — warknęła.
— Się robi! — Z tymi słowami pobiegł w głąb Owocowego Lasku. Wydawało mu się, że jakiś czas temu widział tam kępy czyśćca. Roślina musiała jeszcze tam być; przecież umiała przetrwać nawet całą zimę. Chłodna Pora Zielonych Liści nie mogła być żadnym problemem. Miłe w dotyku listki na pewno będą lepszą ochroną przed śniegiem i temperaturą niż zwykłe paprocie. Przy okazji mógł też coś zrobić z tym dziwnym drapaniem w gardle, które strasznie go irytowało. Nie chciał zawracać głowy córuni ani tym bardziej Starej Świergot, zwłaszcza że potrafił poradzić sobie z czymś tak błahym. Fakt, że niesamowicie zachodził za skórę Delikatnej Bryzie, która oddawała go pod opiekę Czereśniowej Gałązce, dalej był niesamowicie pomocny. W końcu dotarł do miejsca, gdzie wcześniej wyczuł zapach niebieskawego ziela. Wyrwał spory okaz i ułożył go z boku, a następnie powtórzył czynność jeszcze dwa razy. Z pyskiem pełnym czyśćca postanowił wracać. Ale wtedy, przechodząc przez malutką polankę, ujrzał wysoką łodygę z żółtymi kwiatami. 
"Farcik" — pomyślał i na moment wypluł rzeczy z pyska, aby urwać trochę wrotyczu. Potem znów, z pełnym pychem, pobiegł do Cierń, która o dziwo dalej siedziała na tym samym miejscu, chociaż spodziewał się, że od razu, kiedy odszedł, uciekła gdzieś do środka obozu. Odłożył wszystko pod łysymi łapkami. 
— Proszę! — oznajmił, wskazując na czyściec. 
— A to mierne zielsko? — zerknęła na samotną łodygę, nie skupiając się zbytnio długo na niej. 
— Och! To dla mnie... Pobolewa mnie gardło — odpowiedział.
— Nie masz dzieciaka u Świergot? — Zerknęła na niego kątem oka. 
— A mam... Ale po co skoro sam wiem, co robię — zapewnił dumnie. 
— Mhm... Jak się na mnie zerzygasz to urwę ci wszystkie wąsy, a potem i cały pysk. Nie żartuję. — Skrzywiła się, kiedy czekoladowy zaczął przeżuwać wrotycz, aby następnie go przełknąć. 
— Ważne, żeby nie przesadzić. Jak ze wszystkim w życiu! — Położył na piersi łapę i puścił jej oczko. Potem wskazał na czyściec. — Spróbuj tego. Jest miłe i ciepłe! Na pewno lepiej cię ogrzeje, a wiem, gdzie rośnie więcej. Możemy jutro iść razem na polowanie i przy okazji pozbierać, co ty na to?

<Cierń?>

Wyleczeni: Miodek

17 lipca 2025

Od Cierń CD. Miodka

— Przestań zadawać głupie pytania. I nie wplątuj w to Żmii — warknęła. Wiedziała, o co chodzi Miodkowi. Zgadzała się z nim. Tylko problem nie w tym, że zaatakował. Problem w tym, że sprowadził na siebie kłopoty. Patrząc na to, że była jego mentorką nie świadczyło to zbyt dobrze o niej. Chociaż według niej za to odpowiadało klifiackie przygotowanie do życia w społeczności. Eh te Klifiaki. Splunęła na samą myśl o nich. Jedyne co robili to lali wodę na temat tych swoich gwiazdek. A kiedy tego nie robili, pakowali się w bójki na zgromadzeniach.
— Ale byłoby tak, prawda? — Kocur zapytał, patrząc się na nią.
— A chcesz się przekonać?! — krzyknęła na niego. Tłum kotów nie zareagował przyzwyczajony do jej wybuchowego temperamentu. Tylko Orzeszek idący przed nimi zjeżył futro. Podsłuchiwał.
"Kanalia, nawet szkolenia wojownika nie potrafił ukończyć i nie ma na tyle honoru, żeby nie wściubiać nosa w konwersacje innych" — pomyślała.

* * *

Pora opadających liści. Było coraz chłodniej. To ostatnie kilka księżyców, kiedy mogła polować przed porą nagich drzew. Potem było za zimno, żeby wychodziła z legowiska. Dlatego, żeby nie była obciążeniem dla klanu, w Porę Opadających Liści miała wyjątkowo dużo patroli i innych zleceń. Był wieczór. Dopiero teraz mogła przejść się na spacer przez nawał obowiązków. Przydałoby jej się trochę roślin do przyklejenia na skórę, zanim już takich nie będzie. O tej porze było szczególnie łatwo zbierać materiał na "futro". Drzewa gubiły liście, a co za tym idzie, odpowiednie znaleziska leżały wszędzie na ziemi. Siedziała sobie niedaleko obozu, przyklejając do siebie pojedyncze liście. Nagle usłyszała głos.
— Potrzebujesz pomocy?
Westchnęła. To znowu on.

<Miodek?>

03 lipca 2025

Od Miodka CD. Cierń

 Time skip - droga powrotna ze zgromadzenia

— To niesamowite — mruknęła pod nosem Cierń. 
— S-słucham? — odpowiedział Miodek, idący u jej boku. Zamykali pochód, a przed nimi chybotały kocie ogony. 
— To niesamowite, że po tych wszystkich księżycach, jakie zostałam zmuszona z tobą spędzić, ty jeszcze jesteś w stanie zrobić coś nie tylko głupszego, ale i bardziej żenującego, irytującego i mieszającego z błotem dobry obraz ciebie, wszystkich kotów dookoła, a w dodatku całego Owocowego Lasu — wysyczała, posyłając mu mordercze spojrzenie. Chociaż nie potrafiła postawić futra na karku, jej dawny uczeń wiedział, kiedy kotka jest naprawdę zdenerwowana. To był właśnie taki moment. To była sytuacja, w której powinien włożyć ogon między nogi, spuścić wzrok i przeprosić. —  Nie masz nic w tym pustym łbie. Nie mam pojęcia, jakim cudem udało ci się zaciągnąć ten swój głupi zad tak daleko w życiu.
— Mam dużo szczęścia... Mama mówiła mi, że jestem urodzony pod szczęśliwą gwiazdą... — burknął, nie podnosząc oczu. 
— Phi! Mamusia ci tak mówiła?! A może mówiła ci coś jeszcze, co? — prychnęła, a wojownik zmarszczył brwi, nie wiedząc, co odpowiedzieć. — Może, że jesteś idiotą, że masz wszy we łbie, które mruczą ci najbardziej nieodpowiedzialne rzeczy? Mówiła ci tak?! 
— Nie, nie mówiła... Wyrażała się ładniej od ciebie, ogólnie była ładniejsza...
— Co tam szemrzesz?! Powiedz głośniej albo wyrwę ci jęzor, skoro i tak nie ma z niego żadnego faktycznego pożytku — zagroziła, a czekoladowy cofnął się o jeden krok do tyłu. Nie mógł jednak iść wolniej - już i tak byli ostatni. — Ruszaj zad, nie mamy całej wieczności, aby dotrzeć do obozu. 
— Przecież idę — fuknął i przyśpieszył. Myślał, aby ją wyminąć, ale nie chciał niszczyć zwartego szeregu Owocniaków. Przed nimi szli tylko Puma i Orzeszek. Stróże nie odzywali się; Miodek wiedział, że podsłuchiwali, ale ciężko byłoby nie słyszeć rozmowy wojowników z tak bliskiej odległości. 
Kocur nie wiedział, co do końca myśleć o tej całej sytuacji.
Czy żałował? Być może. Czy gdyby wiedział, jak się ona skończy, zareagowałby inaczej? Raczej nie. 
Nie było innej możliwości, jak obrona honoru jego ukochanej. Nie ważne kim byłby kot, który mówi o niej takie paskudne rzeczy, mógłby to być sam Przodek z Klanu Gwiazdy, on i tak rzuciłby się na niego, jeśli okoliczności by tego wymagały. Jego intencje były dobre. Stęsknił się faktycznie za Promienistym Słońcem, za jego własnym uczniem, a ten potraktował go jak najgorszą sowią wypluwkę. Napluł mu w pysk, obrażając jego najdroższą rodzinę. Musiał za to zapłacić, nie ważne, że znajdowali się na świętej wyspie. To nie była sprawa Klanu Gwiazdy, to nie była sprawa Wszechmatki, czy nawet potępionych dusz. To był konflikt między dwoma kocurami i między dwoma kocurami powinien był pozostać. Niepotrzebnie wtrącili się inni. Niepotrzebna była interwencja tego wojownika z Klanu Nocy, niepotrzebnie pojawił się jego drogi Barszcz. To wszystko było... Przedramatyzowane. Reakcja Promyka była przedramatyzowana. 
A najgorszym była realizacja, że ten sposób gry, ten sposób reagowania młodszy wojownik najpewniej zaczerpnął właśnie ze sposobu zachowywania się swojego mentora. Miodek pluł sobie w brodę nie dlatego, że złamał zasady, które panowały od wielu księżyców na Bursztynowej Wyspie, a dlatego, że widział swoją winę w tym, na jakiego kocura wyrósł kremowy. Najwidoczniej popełnił błędy, najwidoczniej nie nauczył go szacunku, na pewno nie do kotek. Ostatecznie to Promieniste Słońce sam stanie się swoją ofiarą. Takie podejście prowadzi do samotności i łkającego serca. 
— Hej! Mówię do ciebie. — Głos Cierń wyrwał go z zadumy. 
— Przepraszam, zamyśliłem się — wydukał zgodnie z prawdą. 
— Dogoniła cię potrzeba refleksji? — prychnęła kotka, nie zwalniając tempa. Zaczynało świtać.
— Nie do końca... Cierń, ale proszę bądź ze mną szczera, czy gdyby ktoś w twej obecności życzył Żmii rzeczy najgorszych z najgorszych... Czy nie zareagowałabyś agresją? Nawet wiedząc, że czyn ten będzie źródłem konsekwencji?

<Cierń?>

22 kwietnia 2025

Od Cierń CD. Miodka

— Ta, dzięki… — burknęła, zabierając pióra i próbując przyczepić je sobie do skóry, w miejscu, gdzie było więcej żywicy, po czym zasnęła, nie chcąc słuchać tych wszystkich ckliwych słówek, jakie do siebie kierują Miodek i Migotka.

* * *

— Wstawaj na patrol śpiochu — warknęła na kocura dziwnie powyginanego w swoim posłaniu. Po chwilowym braku reakcji trzepnęła go łapą. — Ty żyjesz? Wstawaj!
— Auć! — zaskomlał dramatycznie czekoladowy — Po co te nerwy Cierń?
— Nie filozofuj mi tutaj. Rusz zadek, idziemy na patrol — powiedziała i zeszła z drzewa, dołączając do Listka, Lnu i Kolendry. Po chwili dotarł do nich też oczywiście nasz śpioch, którym był nie kto inny, jak Miodek.
— Wybaczcie moje spóźnienie państwo, lecz potrzebowałem chwili, by doprowadzić się do porządku i…
— Przestań memłać tym językiem. Wyruszamy na granicę z terenami niczyimi od strony Klanu Wilka. Pamiętajcie, by zachować ostrożność. Ostatnio dużo podejrzanych rzeczy dzieje się u nas. Co prawda jesteśmy dużą grupą, ale chyba nie muszę przypominać incydentu z borsukami. Nikt nie odłącza się na wyłączność od grupy. Idziemy sprawdzić granicę i wracamy. Polowanie odłóżcie sobie na później.
Wszyscy skinęli głową, a przynajmniej nie protestowali. Miodek chciał jeszcze powiedzieć coś (pewnie okropnie błyskotliwego) przed wyjściem, ale Cierń szybko ucięła mu wypowiedź.

* * *

Szła przodem. Minęli właśnie owocowy lasek.
— Mentorze czy mogę zapolować? — Usłyszała pytanie od jedynego ucznia skierowane w stronę Listka. Stanęła i zmroziła go wzrokiem.
— Ty lepiej dyscyplinuj swojego ucznia, bo jego zachowanie zdecydowanie nie nadaje się na kota Owocowego Lasu — warknęła na Listka — Oznaczcie granicę, jak młodziak tak bardzo chce się popisać swoim geniuszem, to powodzenia. — Pójdę z nim.
Poszła więc razem z uczniakiem, zostawiając grupę i cofając się do Owocowego Lasku. Tam usiadła i obserwowała poczynania młodszego. Przez chwilę węszył, skradał się, jednak szybko gubił trop. Po chwili uznał, że dziupla, którą udało mu się wypatrzyć, jest jedynym ratunkiem z tej kompromitującej sytuacji. Powoli zaczął wspinać się na drzewo jednak, zamiast wrócić z ptakiem do zjedzenia, przyniósł tylko niebieskie jajko.
— Gratulacje geniuszu. Idź z tym do Ślimaka i Bryzy, to na pewno się ucieszą. — Popchnęła go w stronę reszty patrolu. Kiedy przyszli rzuciła zagniewane spojrzenie Listkowi. — Może zajmij się nauką swojego podopiecznego. Chciał nam tutaj podać jajko. Mało mu nie zwiało! — zakpiła.

<Miodek?>

26 lutego 2025

Od Miodka CD. Cierń

 Dalej przed porodem Cierń

Kiedy jego ledwo wyrośnięte pociechy rzuciły się na niego z głośnym okrzykiem bojowym, upadł teatralnie jeszcze przed tym jak faktycznie wskoczyły mu na grzbiet. Zakrył łapami pysk i zaczął przeciągle pojękiwać i piszczeć. 
— Ah! Straszni, wielcy wojownicy, litości! — miauknął żałośnie. Położył się na plecach, odsłaniając wrażliwy (przynajmniej na faktyczne ataki), brzuch i kark. — Odsłaniam się przed wami. Błagam o wybaczenie i akt łaski!
Na nic się to zdało, gdyż z całym impetem na klatkę piersiową wskoczył mu Sekrecik, faktycznie odbierając kocurowi tchu. Miodek kaszlnął i chaotycznym ruchem przewrócił się na lewy bok, targając za sobą synka. Kociak zaskoczony zaniósł się głośnym śmiechem i wpakował się ojcu między łapy, próbując ugryźć go w nogi. 
— O ty mały potworze! — zażartował czekoladowy i przycisnął go bliżej, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Sekrecik, niczym jasny robaczek próbował wyślizgnąć się z uwięzi, ale uścisk był zbyt mocny. — I co teraz? Nie jesteś już taki szczwany...
— Ha ha! Wyglądasz jak dżownica! — krzyknęła w stronę brata Miłostka, szykująca się do ataku z drugiej strony. — Prawda, że wygląda Kruszynko? 
— O-oh... Mhm! — zgodziła się najmłodsza, nieśmiało przytakując kolorowym łebkiem. 
— S-sama jesteś — sapał, dalej szarpiąc się z uczniem, kociak. — Nawet nie u-u-umiesz tego po... Wiedzieć! — wydusił z siebie w końcu. Niewielką łapką odepchnął czekoladowy pysk. Miodek w końcu wypuścił go, a Sekrecik niemal padł na ziemie. 
— Jesteście rodziną wariatów... — syknęła zmęczona samym patrzeniem i słuchaniem Cierń. Jej przymrożone ślepia były pełne politowania. — Szczere wyrazy współczucia Migotko — zwróciła się do przyglądającej się karmicielki. Uśmiech z puchatego pyszczka spłynął w jednej chwili. 
— Oh Cierń... Zrozumiesz, jak urodzą się twoje maleństwa, że ich zdrowy, radosny śmiech to najlepsze czego można słuchać — wymruczała, spuszczając nieśmiało wzrok na malutką córeczkę, która w międzyczasie wpełzła jej na łapki. Szorstkim językiem przylizała jej futerko za uszkiem. — Jejku! Ale ty przecież, moja droga, znasz już to uczucie... Skąd więc tyle nerwów? Czy pełna miłości kociarnia to nie wspaniały znak dla Owocowego Lasu? — wypowiadając ostatnie słowa, wlepiła rozczulony wzrok w leżącego na boku partnera. 
— Nie mieszaj mi się w rodzinę, Migotko! — syknęła bezwłosa. Już chciała odwrócić się na drugi bok i udawać, że zapada w drzemkę, ale przerwał jej uczeń. 
— Ah! No tak, prawie bym zapomniał! Moja omszona mentorko, może nie najlepsza, jaką miałem, ale całkiem zdolna, chciałem ci opowiedzieć, co ciekawego dzisiaj robiłem w ramach naszego pseudowstrzymanego treningu... — oznajmił Miodek, a z pyska Cierń wyrwało się głośne westchnięcie. 
— Umieram z niecierpliwości... 
— No więc... Poszedłem z Panią Kosodrzewiną, przy okazji, przesympatyczna kotka, chociaż już lepiej by dla niej było, jakby przeszła na spoczynek. — powiedział, ale pytający wzrok ukochanej zachęcił go do szybkiej poprawki — Oczywiście odpoczynku doczesnego w legowisku starszyzny! No ale... Byliśmy na wspólnym polowaniu, chociaż to ja głównie latałem za ptakami. 
— Czyli byłeś po prostu na łowach? To jest takie ważne? — zapytała karmicielka, patrząc na terminatora spod byka. 
— Ah nie! No więc... W pewnym momencie zobaczyłem, że Kosodrzewina co strasznie mamle językiem w buzi, więc zapytałem, czy coś się stało. Szanowna Pani wojowniczka powiedziała, że od kilku wschodów słońca boli ją ząb, a ja na to, że jestem w stanie jej pomóc. — powiedział z dumą. 
— Wyrwałeś go! — zawołała Miłostka, wcinając się w historię ojca. 
— Nic z tych rzeczy, moje serduszko... — mruknął pieszczotliwie, przyciągając najstarszą pociechę bliżej siebie. — Kiedy mieszkałem jeszcze w Klanie Klifu, odbyłem przyśpieszony kurs medyczny. Głównie dlatego, że moja niesamowita mentorka Bryzka miewała momenty, gdy nie potrafiła dłużej ze mną wytrzymać. 
— Kto by się spodziewał... — burknęła łysa.
— Pamiętałem, co należy począć z bolącym kiełkiem, a mianowicie... Posłuchajcie mnie, może wam się to przydać — zwrócił się do kociąt — Należy, i wiem, że brzmi to idiotycznie, ale trzeba przeżuć korę pewnego drzewa. No więc powiedziałem jej o tym i postanowiliśmy pójść w okolice rzeki. Znaleźliśmy ładną i zdrową olchę, a gdy Kosodrzewina pożuła chwile jej kawałek, puf! Ból ustał, jak łapą odjąć. 
— Aha... Czyli nic dzisiaj nie upolowałeś, tylko bawiłeś się w medyka? — prychnęła mentorka. 
— Uratowałem zasłużoną wojowniczkę przed niechybną śmiercią! Ba! Prócz zęba, jak już wracaliśmy, zauważyłem, że zostawia zakrwawione ślady... Coś mi świta, że na problemy z poduszkami pomaga szczaw, ale nie dałbym sobie urwać wąsów, no i też nie wiem, gdzie dokładnie go szukać... Powiedziałem o tym Pumie, gdyż spotkałem go przy wejściu. Zapewnił, że odwiedzi ze Świergotem Kosodrzewinę i rozwiąże i ten problem. — przekonywał i tłumaczył się czekoladowy. — Aha! I upolowałem śliczną sójkę! Ah! Zapomniałem kompletnie! — Wstał na równe łapy i podbiegł do wejścia, gdzie niezauważenie położył pukielek piór. — Moja Świergotka nie przepada za piórkami, bo mówi, że uwierają ją w kuperek, prawda Migotko? — zwrócił się szybko do partnerki, którą kiwnęła łebkiem — Ale ty je lubisz... Wiec, zanim położyłem ptaszka na stos, wyrwałem te najładniejsze i najmniej zakrwawione i obślinione... Proszę bardzo, moja mentoreczko! 

<Cierń?>

Wyleczeni: Kosodrzewina (oba ała)

25 lutego 2025

Od Cierń CD. Miodka


- Żałosne, to jest twoje podejście do życia. Kolorowe ptaszki na niebie i pachnące kwiatki nie wyżywią naszej społeczności. Świat nie jest piękną oazą życia. Świat jest okrutny. Ja to wiem i to dlatego to ja cię uczę, a nie ty mnie - warknęła. Miodek cofnął się trochę, jakby myśląc nad tym czy ucieczka jest w tej chwili rzeczywistą opcją, po czym podszedł do niej nadal z uśmiechem na pysku.
- Co się szczerzysz?! Idź polować dla tej swojej panienki
- Ale ja teraz muszę pomóc tobie
- Zjeżdżaj! - syknęła. 
- Ależ, po co te nerwy mentorko! Mamy piękny słoneczny dzień! Uśmiechnij się! - Walnęła swoim łysym ogonem o ziemię jak biczem. Ten gość tak ją irytował. Bardziej od Żagnicy, co już jest sukcesem. 
- Ja bym cię najchętniej odstawiła do tych twoich koleżków z klifów, ale wtedy to ja siedziałabym u Sówki za karę. Więc rusz swój nędzny tyłek i złap coś dla swojej pięknotki,  a potem wracamy
Miodek nie odpowiedział, najwidoczniej wiedząc, że wszelkie inne zaczepki dzisiaj już nie skończyłyby się dobrze. Wszyscy wiedzieli, że spróbuje jutro.

***
przed porodem

Dni w żłobku okropnie jej się dłużyły. Zupełnie tak jak wtedy, gdy mieszkała tu z Wiciokrzewem. Teraz na szczęście nie było tu denerwującej Ambrowiec. Tylko te wścibskie kuleczki, dzieci jej ucznia. Codziennie słyszała pytania "Czy ty jesteś ptakiem, skoro masz pióra?" Albo "Czy mogę pożyczyć od ciebie ten listek do zabawy?" Wszystkie pytania oczywiście dostawały odpowiedź przeczącą i dodatkowe "Nie zawracaj mi głowy". Jedyne momenty, które nie określała katorgą, były te, kiedy Żmija przychodziła do niej, albo kiedy Wiciokrzew uznał, że przyniesie matce zwierzynę. Oprócz fajniejszych od normy momentów były te gorsze. Tak jak właśnie ten.
- Dzień dobry mentorko! Cześć kochanie! - przywitał się Miodek wchodząc do żłobka głośno się witając. Oczywiście od razu został zaatakowany przez trójkę swoich dzieci za to, że się z nimi nie przywitał. Cierń patrzyła tylko na to wszystko z politowaniem.

<Miodek?>

17 lutego 2025

Od Miodka Do Cierń

 Przed ciążą Cierń, w trakcie ciąży Migotki


Jak można się było po nim spodziewać, odnalezienie się w nowej rzeczywistości, w nowej społeczności, sprawiło Miodkowi dokładnie tyle samo problemów, co gdy dołączył do Klanu Klifu; równe zero. Pierwsze noce faktycznie nie obyły się bez dziwnych wzroków, pomruków czy żartów uczniów. Nie przeszkadzało mu to; to były dzieciaki, nie miał się co dziwić, że jak owe się zachowywały. Ba! Mógł czuć się od nich lepszy, był już uczniem tyle księżyców, że do momentu, kiedy skończy trening w Owocowym Lesie, będzie najpewniej najlepiej wyedukowanym kotem w całym lesie. Nawet już nie umiał zliczyć, ilu mentorów posiadał; a jaka to była barwna gromadka, kiedy się ich wszystkich zebrało do kupy! 
Z każdym dniem coraz więcej kotów raczyło go uśmiechem. Lubił ich. Zwłaszcza kiedy ciążąca mgła żałoby po zmarłych kotach zaczęła się rozmywać; wtedy dopiero mieszkańcy sadu zaczęli pokazywać mu swoją prawdziwą naturę. Byli lekkoduchami, wielu z nich wierzyło w coś, z czym nigdy się nie spotkał-we Wszechmatkę. Nie chciał wnikać i grzebać pazurem; czekał, aż ktoś sam opowie mu o tej specyficznej sile. Dziura po dopiero wzrastającym w nim kulcie Klanu Gwiazdy wciąż była świeża, a Miodek nie chciał po raz kolejny się zawieść. 
Oczywiście, najwięcej czasu spędzał ze swoją ukochaną panieneczką, zwłaszcza teraz gdy ta spędzała swoje spokojne dni w żłobku. Nie potrafił w to uwierzyć; będzie tatusiem, będzie miał maleńkie Migoteczki, kręcące się wokół łap... Przynosił swojej najdroższej najlepsze upolowane kąski; specjalnie prosił Cierń, aby mógł dłużej popolować, zwłaszcza że większość ich treningów miała dość szczególny charakter i opierała się znacznie bardziej na rzeczach z codziennego życia Owocniaków. Kiedy przesiadywał z nią w kociarni, często przysiadywał się do nich Malinek lub Mirabelka. Szybko wkręcił się w ich przemiłą rodzinkę, czując się bardzo mile w niej widziany. Dowiedział się o rodzicach trójki, o tym, że mieli jeszcze jedną siostrzyczkę, o adoptowanych dzieciach Malinka... O wszystkim. On za to raczył tą bardziej energiczną dwójkę swoimi barwnym historyjkami; mimo że był trochę młodszy od nich, dużo przeżył, a skrzące ciekawością ślepia tylko upewniały go w tym, że nieźle mu idzie bajdurzenie. 
— [...] wtedy uciekałem przed wielką psiną! Pysk miała paskudny, naszpikowany zębiskami, spomiędzy których aż lała się biała piana! Wyglądało to jak wzburzone fale, które przeciskały się między wystającymi, ostrymi skałami. Wtedy spojrzałem za siebie, aby zobaczyć czy mój ówczesny kompan Wątroba podąża za mną, ale jego pysk był niemal tak samo szkaradny, więc tak się przeraziłem, myśląc, że bestia jest zaraz za mną, że tylko przyśpieszyłem i zostawiłem go daleko, daleko za sobą... — Był w trakcie opisywania jednej z wielu swoich przygód za czasów samotniczego życia. Brązowe oczy szylkreta były okrągłe niczym słoneczna tarcza. Migotka leżała przy jego boku, opierając ciążąca głowę o brązowe łapy. Brewki miała lekko ściągnięte, a pyszczek niemrawy. 
— Nie opowiadaj może tej historyjki naszym maluchom... — wymamrotała, uderzając go ogonem o udo. 
— Przecież nie słyszą; twoje futerko jest niczym chmurzasta, mięciutka, a jakże gęstą powłoczką, która uchroni je przed wszystkimi potwornościami. — zapewnił, kładąc pyszczek na jej czole. — Chyba że mówiąc o maluchach, masz na myśli Malinka? 
— N-nie! Głuptas! — oburzyła się ciężarna i udała obrażoną, odwracając głowę w drugą stronę. — Nie powinieneś trenować?
— No właśnie Miodku, to byłby wstyd, jakby twoje dzieciaki się urodziły i potem dzieliły z tobą legowisko uczniów — zaśmiał się ciemnooki. 
— Czy ja wiem; może to i lepiej. Mógłbym mieć ich na oku, mógłbym ocierać ich łezki, gdyby tęskniły za mamusią.
— Myślę, że to ty byś jako pierwszy się mazgaił — Niespodziewany głos doszedł do ich uszu. Niezadowolony, łysy pysk Cierń wyłonił się zza krzewu tworzącego kociarnie. Uszy miała położone, a jej krok był sztywny, chociaż elegancki. — Od szczytowania czekam na twój zad w kolorze błota, a ty grzejesz go tutaj?! Z tego co wiem, to Migotka nosi wasze bachory, nie ty, leniu. Chyba że jakoś się nimi podzieliliście, ale w takim razie zrób mi przysługę i po prostu zostań dożywotnią królową. 
— Po co te nerwy Cierń? Nabawisz się zmarszczek — powiedział radośnie czekoladowy. Wstał i rozciągnął tylne łapy. 
— Po to, że mam lepsze rzeczy do roboty niż czekanie na ciebie, kiedy ty trenujesz na Malinku swoje głupie umiejętności opowiadania głupot i wyssanych z pazura bajeczek. Sama mam ich już po dziurki w nosie... 
— No dobrze, dobrze... Ale rozchmurz się. To będzie dla nas o wiele prostsze, jeśli zaczniemy trening w pogodnych humorach. — Polizał ukochaną po policzku, a kocura szturchnął koleżeńsko barkiem. Mijając mentorkę, wyszedł ze żłobka. Łysa poszła za nim. — Opowiedzieć ci dowcip? Rozweselisz się.
— Daruj sobie, nie mamy rangi błazna, a Sówka potrzebuję wojowników, nie komików. — wysyczała, nie spoglądając w jego stronę. Szybkim krokiem skierowała się w stronę wyjścia. 
— Co dzisiaj porobimy? — zapytał, kłusując przy jej boku.
— Czy podczas swoich niesamowitych, zapierających dech w piersi przygód miałeś do czynienia z lisami? Ale takimi prawdziwymi, nie wymyślonymi, nieprzyśnionymi.
— Raz, czy dwa... Lisy często buszowały w okolicach kłody, gdzie spędziłem pierwsze księżyce. Rodzice chowali nas wtedy na wysokich gałęziach; problem zaczynał się, gdy zaczęliśmy robić się zbyt ciężcy; wtedy nauczyłem się wspinać. — odpowiedział w sposób, który dość usatysfakcjonował Cierń. Przynajmniej z tym nie musieli się zbytnio męczyć. 
— Znakomicie; w takim razie dzisiaj będziemy chodzić i szukać ich tropów. W międzyczasie popolujesz dla tej swojej skowroneczki, chmureczki, czy jak ją jeszcze nazywasz — Ostatnie słowa powiedziała z grymasem.
Miodek skinął łbem i przyśpieszył; nie lubił chodzić wolno, miał wrażenie, że bardziej się męczył. Głowę trzymał nisko. Wciąż nie do końca przyzwyczaił się do zapachu owoców, który kuł go w nos i maskował wiele innych tropów. Próbował się skupić, ale cisza była dla niego zbyt głośna. 
— Cierń... Czemu jesteś taka... — zwrócił się do wojowniczki, która tylko podniosła brew; jej mimika wyrażała pełnie pożałowania. — Znaczy! Nie, że łysa... Każdy jest piękny i wyjątkowy, po prostu niektórzy mniej, inni bardziej, ale no taka... Zimna i niemiła... Czy nie lepiej żyłoby ci się gdybyś otworzyła się na ciepło innych? Twoja nagutka skórka potrzebuje kogoś, kto będzie niczym pierze łabądka miłości... Uwierz mi, ja się znam na tym, co mówię. Ja ci mogę nawet pomóc, znajdę jakiś czas. Możesz mi się nawet zwierzać na naszych treningach! Widzisz, na przykład teraz! Jest idealny moment, abyś otworzyła się przede mną, ja nikomu nie powiem. Słowo honoru! Przysięgam na moje żółte ślepia, na moją miłość do Migotki, na calutki świat! 
— Skończyłeś? — wyrzuciła zażenowana.
— Oh no proszę! Aż mi się serduszko kraja, kiedy widzę kogoś tak żałosnego emocjonalnie, jak ty...

<Cierń?>
 + Rozpoznawanie tropów lisa