Kotka zerknęła na kociaka z ukosa, po czym owinęła go ogonem i czułym gestem polizała po głowie. Malec lekko się wzdrygnął, ale zaraz spojrzał na uczennicę medyka z uwagą.
— Nie martw się! Na pewno ci się uda. Skoro nawet mojemu głupkowatemu bratu się udało, to taki mądry kociak jak ty poradzi sobie wzorowo! — wymruczała, ocierając policzek o jego puchaty pyszczek.
— Może masz rację... ale i tak się niepokoję — mruknął cicho, ocierając łapkę o łapkę. Owinął ogon dookoła łap i spuścił wzrok.
— To zupełnie normalne. Ja też się bałam przed testem. Ale kiedy tylko weszłam do legowiska Sosnowej Gwiazdy i spojrzałam jej prosto w oczy, od razu poczułam odwagę. Gdy będziesz sam w lesie, pomyśl o mnie i bądź tak samo dzielny, jak ja wtedy — miauknęła pokrzepiająco. Jej słowa rozjaśniły pyszczek Szczawika.
— Tak… masz rację. Ale teraz czas się położyć — zamruczał, ziewając przeciągle. Skulił się na miękkim mchu i przymknął oczy.
— Dobranoc, Szczawiku — szepnęła i jeszcze raz polizała go po karku. Z czułym machnięciem ogona opuściła żłobek.
Zatrzymała się tuż przed wyjściem z obozu i uniosła wzrok ku niebu. Słońce wspinało się wysoko, zalewając polanę ciepłym światłem. Większość kociąt i wojowników już pogrążyła się w popołudniowej drzemce, cicho mrucząc przez sen. Szylkretowa medyczka westchnęła cicho — miała nadzieję ruszyć w poszukiwaniu ziół i wesprzeć Cisowe Tchnienie. Lecz wtedy przypomniała sobie o zakazie. Uczennice medyka nie mogły opuszczać obozu samodzielnie. W jednej chwili cała energia z niej uleciała. Machnęła z frustracją ogonem i zawróciła, odczuwając niechęć do bezczynności. Skierowała się w stronę legowisk starszyzny. Nie przepadała za towarzystwem starych, leniwych kotów, jednak obowiązek był silniejszy. Musiała sprawdzić, czy żaden z nich nie zbliża się do kresu swoich dni — lepiej być przygotowaną na wszystko, nawet jeśli wiązało się to z narzekaniem i zgrzytaniem starych zębów.
[291 słów]
[przyznano 6%]