– Oczywiście. I tak planowałam taki trening dla niej. Zobaczymy się jutro.
Odpowiedziała, zarzuciła grzywką i oddaliła się, żeby roztaczać swoją królewską aurę gdzieś indziej.
***
Powoli szli we czwórkę trasą od Kolorowej Łąki do odbudowywanego obozu. Szli powoli, ponieważ dwie uczennice toczyły kamienie. Co chwilę słychać było wzdychanie i stękanie uczennic, które nie były przyzwyczajone do takiego wysiłku fizycznego. Ona oraz Żmijowcowa Wić nieśli mech nasączony wodą, by podczas przerwy uczennice mogły się napić. Na szczęście dla uczennic, Mandarynka nie mogła posłać żadnych złośliwych uwag ze względu na przedmiot w jej pysku. Byli już prawie pod obozem. Wtedy uczennice mogły odpocząć i napić się. Był to dziwny widok. Dwie wyczerpane uczennice leżące w śladach po toczeniu wielkich kamieni.
– Możecie już iść. To koniec treningu na dzisiaj – zwróciła się do uczennic, po czym zawołała kilku wojowników, żeby wtoczyli kamienie na wyspę.
– Jaki trening powinienem zorganizować jej następny? Ten trening siłowy chyba zadziałał. Mam go powtórzyć?
– Tak, ale nie od razu. Kropiatkowa Łapa jest przemęczona. Zorganizuj jej coś łatwego, kilka patroli albo łowienie ryb.
Bury skinął głową w wielkim zastanowieniu, najwyraźniej próbując wszystko sobie uporządkować w głowie.
– Dołączycie do nas znowu? – zapytał jakby z nadzieją.
– Ja również zorganizuje mojej uczennicy łatwiejszy trening, ale nie zamierzam dawać jej mniej zajęć. Po prostu poćwiczymy walkę, bo już jest w tym dobra. Będziesz musiał sobie poradzić sam.
Nie czekała na jego odpowiedź. Sama była zmęczona niańczeniem uczennicy, ale musiała przynajmniej na chwilę pojawić się na odbudowie obozu. Po prostu odeszła na wyspę. Nikt do niej nie podszedł. Czyli najwyraźniej Algowa Struga albo Spieniona Gwiazda już tu były. Już miała znaleźć dla siebie dobre zajęcie, myślała o umocnieniu ścian żłobka, ale wtedy zauważyła, że pracę z sadzeniem roślin przy źródełku nadzorowała Pierzasta Kołysanka. Nie ma szans, że będzie pracować na wyspie z tą żałosną podróbką księżniczki. Piórko była gorsza od jakiegokolwiek czekoladowego kota, te przynajmniej umieją siedzieć cicho albo uciec z klanu. Ją trzeba było wsadzić na oddzielną pozycję, żeby nikomu nie przeszkadzała, a i tak jakimś cudem wepchnęła się w centrum uwagi. Czemu nie mogła przysłać tu swojego ucznia? Tamten był przynajmniej wartościowym czarno-białym kotem. No i przy okazji był synem Wężynowego Kła... ale to zupełnie inna sprawa. Zanim zdążyła się dokładniej przyjrzeć, kto rzeczywiście sadzi te rośliny, żeby skreślić ich z listy honorowych kotów, szybko obróciła się i wróciła do tymczasowego obozu.
***
– Dobrze, ale musisz też czasem użyć siły. Specjalnie ją trenujemy, żeby pomogła ci w walce – zwróciła uwagę uczennicy. Trenowały na polance niedaleko obozu. Już miały jeszcze raz przećwiczyć pewien manewr, gdy nagle obok nich pojawili się Żmijowcowa Wić z Kropiatkową Łapą. Zastępczyni była okropnie zdezorientowana, więc nie zdążyła zrobić uniku. Trzcinowa Łapa skoczyła na nią, ale nie udało jej się jej przewrócić.
– Jesteś głupim kociakiem?! Nie widzisz, że mamy przerwę?! – syknęła na nią. – Poćwicz sobie z Kropiatkową Łapą – powiedziała i pociągnęła wojownika na bok. Zaczęła próbą szeptania, która jednak niezbyt jej wyszła, biorąc pod uwagę to, że jednocześnie próbowała krzyknąć:
– Co ty tu robisz?! Nie widzisz, że jestem zajęta?! Upokarzasz mnie!
<Żmijowiec? masz kłopoty>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz