BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Burzy!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Owocowym Lesie!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 listopada, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barwinkowy Podmuch. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Barwinkowy Podmuch. Pokaż wszystkie posty

23 października 2021

Od Barwinkowego Podmuchu

 Ja nadal żyję i właśnie powstałam z martwych 


Barwinkowy Podmuch źle znosił upały od małego. Przez długą, gęstą sierść, do tego całą czarną, wszystkie promienie słońca szły na niego. Mało tego, musiał łazić po otwartym terenie, po przecież nikt nie da mu wolnego.

No, ale to było kiedy miał czterdzieści księżyców. Wtedy to sobie mógł pobiegać, schować się w cieniu, by inni go nie widzieli, że się obija. I tak zawsze ktoś się znalazł, kto go podkablował.

Teraz, gdy starość coraz bardziej doskwierała kocurowi, zaczął doceniać tamte dni. Zawsze szukał wymówek, a jak tu nie iść, a może ktoś inny by poszedł... Teraz sobie ani nie pobiega, ani nie ponarzeka. Wladciwie, jego tryb życia polegał na wstawaniu rano z głośnym stękiem, chodzenie parę minut po obozie, żeby mu nie zesztywnialy stawy do końca, jedzonko i powrót. Przy okazji obserwował wszystkie nowe postaci w obozie. Jakieś kocięta, uczniów, którzy dorośli, nim się obejrzał. Naprawdę, nie zdążył mrugnąć, a jego wnuki stały się wojownikami. Płakał jak kociak, kiedy ich mianowali. Potem dostał kilka komentarzy, że robił im wstyd, ale przecież od tego są dziadkowie. Gdyby nie on to ich by na tym świecie nie było!! Jeszcze gdyby to była prawda... Chociaż, mógł być dumny z siebie, bo przecież to on ich wychował. Powinni paść na ziemię i mu dziękować za te wszystkie cenne lekcje. O, dokładnie tak.


Westchnął głęboko. Był strasznie zmęczony po kolejnym spacerze, na jaki postanowił się wybrać. Było cholernie gorąco, do tego piski kotów nie pomagały na jego skołatane nerwy.

- Zamknijcie się no! Starcowi żyć nie dacie. - Zaczął narzekać jak rasowy dziad.

- Ale my jesteśmy cicho.

- Guzik prawda, skoro JA was usłyszałem to nie byliście!! - Odparł.

- Myśleliśmy że dawno ogłuchłeś.

- Kochanieńki, ty sobie uważaj, bo mój słuch działa kiedy trzeba! - Burknął.

- Haha bo inaczej to nie działa - zażartował gówniarz.

- Tak jak Twój rozum. - Odgryzł się starszy. - Szare komórki to ty przy porodzie pogubiłeś. A teraz znikaj mi z oczu.

Koty mamrotaly pod nosem na starego Barwinka. A on się cieszył. Lubił tak podogryzać młodszym, patrząc na to, że całe życie uwielbiał żarty. W końcu niewiele uciech mu już pozostało. Starzał się, czas mu leciał.

Jak to mówią, szybciej czas leci, Im bliżej końca jesteśmy. Barwinek to czuł. Każdym włoskiem na ciele. Dni mijały mu szybciej, niż kiedykolwiek. Nie pamiętał co robił rano, ani czy zjadł poprzedniego dnia kolację. Mimo tego pamiętał doskonale większość swoich przygód. Ohh, gdyby ich zapomniał, nie miałby już pociechy na tym świecie.


Wrócił powolnym krokiem do legowiska starszych, czekając aż przyniosą mu posiłek, żeby mógł wciągnąć kogoś w ploteczki. W końcu skądś nowe informacje trzeba brać, a najlepszym źródłem są uczniowie! 

09 września 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Iskrzącego Kroku

 Słuchał płaczu kotki, a jego serce płakało wraz z nią. Zdołała wymówić tylko niektóre słowa z burzy własnych myśli. Barwinek cierpliwie klepał ją po grzbiecie, ocierał łapą łzy, przytulał, szeptał, że wszystko w porządku, a u niego jest całkowicie bezpieczna. Słuchał, domyślał się, martwił. Widział, jak bardzo kotka jest załamana. Nigdy nie spotkał podobnie przygnębionego kota, a fakt, że dotknęło to jego córeczki łamało mu serce.
Kotka mówiła, że nie kocha Olchy, że nie chce potomstwa, że by uciekła z Klanu, jednak Barwinek jest powodem, który ją od tego odwodzi. Niebieskooki polizał ją między uszami.
- Skarbie. - Zaczął, chcąc zwrócić na siebie jej uwagę. - Kochanie, proszę, spójrz na mnie.
Kotka pokręciła głową. Barwinek poczuł jak kręcą mu się łzy w oczach. Był silny, psychicznie jak i fizycznie, jednak kto by nie płakał wraz z własnym dzieckiem, kiedy ono cierpi, a ty jesteś bezradny? Pozostały ci jedynie słowa, glaskanie po grzbiecie i ciche proszenie gwiezdnych o lepsze dni.
- Iskierko, wiesz, że tatuś cię kocha, prawda? - Zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź. Sam fakt, iż kotka przyszła do niego się wypłakać był dla niego najważniejszym, najlepszym dowodem zaufania i miłości.
Iskrząca płakała, wbijając pazury w mech, który chłonął jej gorzkie łzy. Barwinek patrzył ze współczuciem, ale też ogromną miłością.
- P-posłuchaj... Wiem, że nie wszystko się może układać w życiu. Masz ciężki czas, nie wiesz co robić, pewnie się gubisz - mówił spokojnym tonem, cały czas głaszcząc kotkę ogonem. - Możesz wrzeszczeć i płakać, ale nie masz celu. Takiego, do którego dążyłabyś, by wyjść z dołka.
Kołysali się powoli w rytm wiatru, który grał na liściach drzew.
- Olcha cię kocha, ale to nie oznacza, że nie pozwoli Ci odejść. Wiesz, uczucia są bardzo niestałe. Będzie zła, ale po jakimś czasie jej minie. Znajdzie inny obiekt zainteresowań, a ty poczujesz, że się uwalniasz. Ty też... Ty też, jeśli nie czujesz, że Twoje serce należy do Klanu Klifu, powinnaś odejść. Nie męczyć się tutaj. Znaleźć miejsce dla siebie. O mnie nie musisz się martwić, kochanie. Poradzę sobie.
Nie wyglądało, jakby jego przemowa coś pomogła. Nie mógł nawet stwierdzić, czy kotka go słuchała. Miał jedynie nadzieję, że jej ulżyło, że poczuje się lepiej.
- Walcz o lepsze jutro. Dla siebie, bo to ty jesteś najważniejsza.
Złote oczy spojrzały na niego zapłakane, a on bardzo mocno przytulił swoją córkę, chcąc zabrać od niej cały smutek, ból, żal. Mógł je przyjąć - ponieważ przed nim zostało mniej czasu, niż przed nią. Nie chciał, żeby naznaczyła swoją drogę bólem i cierpieniem. Jeśli tylko mógłby zabrać z niej ten ciężar... Bez wahania by to zrobił. Dla jego córki wszystko. W końcu... Nie miał nikogo innego tak bliskiego. Nawet Droździ Trel potrzebował go mniej, niż w tej chwili Iskierka. Chociaż oboje byli dla niego jak własne dzieci, wiedział, że muszą sobie sami radzić. On jedynie służy radą, oraz miękkim futrem, w które mogą się skryć.

~*~

Jego córka została zastępcą. Po całym zamieszaniu ze śmiercią Zajeczego Omyku, który dotknął również Barwinka, została wybrana na to stanowisko. Nie mógł ukryć dumy, ale widział, że szylkretka wcale się nie cieszy. Pewnie dodatkowy stres i obowiązki bardzo ją przytłaczały.

Któregoś dnia, kiedy odnalazł w sobie na tyle sił, by ruszyć tyłek z legowiska starszych, poszedł w obóz. Szukał znajomego futra. Dostrzegł oczywiście mnóstwo znajomych, ale nie tego jednego. Usiadł w końcu w cieniu, wzdychając. Musiał odpocząć. Takie wyprawy to nie dla niego.
Siedział tak dłuższy czas, patrząc, jak życie w obozie mija spokojnym rytmem. Oglądał swoje wnuki, wojowników, kocięta... Aż w końcu dostrzegł wchodzącą kotkę, której szukał. Podniósł się z niemałym trudem, po czym poszedł do niej. Na jego pyszczku zawitał ogromniasty uśmiech, że samo słońce chowało się przy jego blasku.
- Dam radę zdobyć audiencję u naszej pięknej zastępczyni? - Zapytał z optymizmem.

<Iskrząca? >

10 sierpnia 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Droździego Trelu

 Czarny zobaczył, jak Drozd upada na ziemię. Zmartwił się bardzo, dlatego mimo bólu w stawach, ruszył przed siebie. 
- Wszystko dobrze?! - zapytał się Barwinek, podchodząc do własnego podopiecznego.
- Nie... Zagapiłem się. Zamyśliłem, przepraszam - mruknął Droździ Trel, nie patrząc na dawnego mentora.
- Za nic nie przepraszaj - skomentował czarny.
Drozd wydawał się czymś naprawdę zamyślony. Barwinek cierpliwie czekał, czy kocur mu się wygada. 
- Czy.... byłeś kiedyś zakochany? Jakie to uczucie? - zapytał się, spoglądając w oczy starszego.
Westchnął głęboko, słysząc niespodziewane pytanie. 
Niebieskooki przysiadł spokojnie, owijając ogonem łapy. Minęło dużo czasu od kiedy złamał dwa serca na raz. Swoje oraz swojej miłości. Nadal nosił w sobie żal, jednak zasłaniał się tym, że zrobił to dla niego. W końcu jakby to wyglądało, on, staruch, który ledwo rusza się z miejsca, i Szczawik, dużo młodszy, sprawniejszy. 
- Bycie zakochanym to takie ciepłe uczucie... Kiedy widzisz tego kota, którego kochasz, czujesz, jakby cię wiecznie przytulał. Łaskocze cię w brzuchu, kiedy rozmawiacie, śmiejecie się. Pragniesz jego dotyku, wsparcia, porad. Czasem nawet kłótni, bo coś się między wami psuje. - Mówił ostrożnie, patrząc na kiwającą się trawę. 
- Wiesz... - Miauknął powoli, wzdychając. Spuścił głowę. - Czasem wyobrażam sobie, jak leżę na miękkim mchu, a on obok mnie, ogrzewając swoim futrem. Jak liże mnie za uszami, owija ogonem, mówi, że mnie kocha - poczuł, jak łzy wzbierają w jego oczach. Zacisnął na chwilę zęby. - Jak później ja nazywam go gnojkiem, a on, mrucząc głośno, żartuje z mojego wieku.
Wbił pazury w ziemię. Wstał, by bez zapowiedzi wtulić się w bure futro swojego byłego ucznia. Słone łzy zmoczyły jego siwy pysk. 
- Kocham was wszystkich. Jego też. - Zapłakał. - Minęło tyle czasu. Tak wiele księżyców, a ja wciąż żyję tamtymi dniami. 
Drozd wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć. Finalnie nie otworzył pyska, gdyż żadne ze słów nie pasowały mu odpowiednio do sytuacji. Widział mentora w tym stanie pierwszy raz. 
Na jak wiele kawałków jego serce było roztrzaskane? 
- Czasem... Czasem zastanawiam się, jakby wyglądało moje życie, gdybym wtedy powiedział mu "ja też cię kocham". - Zacisnął mocno zęby, zamykając oczy. Spod jego powiek pociekły kolejne łzy, mocząc puchate policzki. 
- Myślałem, że rana w sercu się zagoi. Mimo tego, gdy wspominam tamten dzień, czuję niewyobrażalny smutek i pustkę. Gdy widzę go w obozie, chciałbym podejść i zagadać, jednak ledwo daję radę wstać. - Spuścił głowę. Użalał się nad sobą, mimo zaakceptowania takiego stanu rzeczy. Stawy nie pozwalały mu na zbyt wiele, do tego upały, stres, starcze choroby... Jego serce nie wytrzymywało już tyle, co kiedyś. Uszy coraz mniej słyszały, oczy coraz bardziej ślepły. 
Chodził z uśmiechem na pysku, bo co mu pozostało? Zresztą, raz na jakiś czas może się komuś wygadać. Należy mu się, po tych wszystkich księżycach noszenia w sobie smutków. 
Spojrzał na Drozda, który wyglądał, jakby zatkały go wyznania byłego mentora. Nie spodziewał się pewnie takich wywodów i tylu łez. 
- Chciałbym przed śmiercią móc go przeprosić. - Westchnął. 

<Drozd? Smutno tu trochę :( >

14 lipca 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Droździego Trelu

 Widząc swojego pierwszego i jedynego ucznia, aż podniósł się do siadu. Mimo bolacych stawów, bo w końcu jego mały skarbek na to zasługiwał. Żeby go przywitano z miłością, której tak mu brakowało... 
Uśmiechnął się, a widząc, że młodziak trzyma prezent, zamrugał szybko. Jego wzrok nädal był całkiem dobry jak na ten wiek! 
- Czy to... Uschły jesienny liść? - Zapytał zaciekawiony starszy. 
- J-ja... Tak-k. To liść... Jesienny. Suchy, bo... nie lubi być mokry - palnął bury, czując drżenie wibrysów. - Jest kolorowy.... jak... jak... nasze wspólnie spędzone treningi, c-c-co n-nie? To najbardziej kolorowa rzecz, jaką znalazłem. Gdybym przyniósł kwiaty... zachowałbym się jak... jak.. gej...
Spojrzał na niego szczerze wzruszony, ale też nieco rozbawiony.
- Jesteś taki uroczy, ale też niepewny. Kochany, mówiłem Ci, że nie ma się czego bać! - Miauknął wesoło. - Zwłaszcza, kiedy tu przychodzisz. No chodź no tu!
Zgarnął go łapą do siebie, otulając swoim pięknym, miękkim futrem.
- Ten prezent jest przepiękny! Jego kolory takie żywe, nawet jeśli usechł dawno temu! Poza tym, kwiaty są piękne. Nawet jeśli byś mi je dał, bym to docenił. Nie ma znaczenia twoja orientacja. Zresztą, geje to też koty, prawda? Po prostu kochają tę samą płeć. - Głaskał go delikatnie po boku. - Dziękuję, że o mnie pamiętasz. Wiesz jak tu cicho? Czasem wpadają moje wnuki, bo ja mam wnuki rozumiesz? Moje małe skarby, tak jak ty. Wszystkich was bardzo kocham, jesteście jak moje własne dzieci.
Mówił i mówił, nie dając nawet chwili, by Drozd mu odpowiedział. Jednak kocurowi to nie przeszkadzało. Uspokoił swoje drżenie pod czułym, delikatnym dotykiem starszego byłego wojownika. Wyrównał oddech, nawet chyba zaczął się odprężać. Barwinek między słowami mruczał, by go dalej uspokajać.
Podczas treningu też tak robił. Bardzo często po prostu siedzieli, wtuleni w siebie. Barwinek mruczał wtedy, mówił do kocurka, że wszystko w porządku, że on zabierze cały jego strach. To było prawdą. Czarny, gdyby mógł, uchylił by dla niego świat. Całe zło zabrał, byle tylko się uśmiechał częściej... W końcu zasługiwał. Nie miał łatwo w życiu, a tyle jeszcze przed nim. Nie to co Barwinek. On już raczej szykował się na tamtą stronę... Ale! Póki miał czas, chciał spędzać go z bliskimi. W końcu nie miał już obowiązków, mógł przeznaczyć cały dzień dla wnuków, bądź córki. Albo po prostu wylegiwać się w cieple, spokoju.
- Jeśli chcesz to możemy razem pozbierać kwiaty i dać je komuś, komu będziesz chciał - zaproponował. - Wpadł Ci ktoś w oko, hm? No powiedz dziadkowi Barwinkooowi. Jestem idealnym przechowywaczem sekretów, naprawdę!
Zaśmiał się serdecznie, liżąc kocura po głowie. Cieszył się, że miał okazję go wyszkolić.
- Jesteś mym pierwszym i jedynym uczniem. Zajmujesz specjalne miejsce w moim sercu - mruknął, gdy tak lizał jego głowę. Był szczery w stu procentach, zresztą, nie miał powodu, by kłamać. Nie lubił tego robić, czuł się wtedy taki... Ciężki. Jakby obciążony tym faktem.
- To jak? Idziemy na spacer? - Zapytał pogodnie. 

<Drozd? >

08 lipca 2021

Od Barwinkowego Podmuchu

 Kolejny upalny dzień w Klanie Klifu. Barwinek jako posiadacz długiego, czarnego dodatkowo futra, był istną skwarką. Jego zdrowie się pogarszało przez te upały. Nie mógł chodzić, ciężko oddychał, duchota mu nie pomagała. Praktycznie leżał w miejscu, raz po raz prosząc o świeżą wodę przechdozacych obok wojowników.
Czasem próbował wstać. Zawsze jednak kończyło się tak samo. Siadał zmęczony, a jeśli nie wyszło, upadał z ciężkim hukiem. Lwia Grzywa próbował go wspierać, jako stary przyjaciel, jednak wiadomo - sam znosił upały niewiele lepiej.
Barwinek kochał swoje futro, o które dbał nawet mimo bólu stawów. Wciąż było jego dumą, tak samo jak urocze uszka, na których widniało wiele siwych włosków. Tak jak pyszczek, ozdobiony wielką szramą.
Westchnął cicho, gdy pewnego razu usłyszał przed legowiskiem starszych wysoki głosik.
- To chyba tu... - Nadstawił uszu. Znajomo brzmi...
Gdy po chwili dostrzegł swoją wnusię, Barwinek. Koteczka musiała wyjść sama ze żłobka!
- Skarbie co tutaj robisz? - Zapytał zmartwiony. - Czy z mamą wszystko w porządku? Boli cię coś? Chodź, dziadek pomoże.
Poklepał łapą miejsce obok siebie. Kotka chętnie do niego podeszła, wtulając się, mimo gorąca. Zrobiła krok w tył po chwili, prostując się dumnie.
- Przyszłam! - Oznajmiła. Barwinkowy Podmuch zaśmiał się serdecznie.
- Widzę, piękna ty moja. - Uśmiechnął się.
- Sama! Na ploteczki! - Miauknęła wesoło.
- A o czym byś chciała poplotkować? - Zapytał, kiedy siadała obok niego.
- O wszystkim! Dziadkuuu, możesz mi poopowiadać o swoim życiu! Masz zawsze tak dużo fajnych historii! A pamiętasz, mówiłeś coś kiedyś o lisie! Że broniłeś małego kociaka!
Na to wspomnienie Barwinek uśmiechnął się smutno. Owszem, stanął wtedy pyskiem w pysk z lisem, broniąc Szczawiowego Liścia, gdy był mały. Nie musi wspominać, jaki dostał później wpieprz od jego matki.
- No dobrze. - Uznał w końcu. - Dawno temu, gdy byłem młodszy, zaczepił mnie taka okruszynka jak ty. Był mały, ale bardzo dzielny. - Mówił, oczami widząc tamten stary obóz, malutkiego, pachnącego mlekiem Szczawika. Piękne, niewinne czasy. - Uparł się, bym zabrał go na misję. Cóż, to trochę moja wina, bo mu naopowiadałem historii. Jednak zabrałem go, kiedy jego mama nie patrzyła. I wtedy spotkaliśmy wielkiego lisa! Warczał i chciał nas pożreć, jednak ja zwinnie unikałem jego wielkich łap! Zabrałem Szczawika na drzewo, gdzie bestia nas nie sięgnęła.
- Woooah! - Oczy wnuczki świeciły się wielkimi promyczkami. - To było odjazdowe! Jesteś taki dzielny dziadku! A mnie też wykradniesz z obozu? Kiedy mama się odwróci?
Czarny zaśmiał się w głos. Owinął koteczkę ogonem.
- Niestety nie. Ale spokojnie, już niedługo będziesz mogła wyjść i zwiedzić cały wielki świat! - Obiecał jej. - Może nawet uda mi się wyjść z tobą, hmm?
- No pewnie! - Aż podskoczyła z radości.
Barwinkowy Podmuch spojrzał na nią tak łagodnie, z miłością w oczach. Był dumny ze wszystkich swoich wnuków, z córki również, tak samo z Olchy. Kochal swoją rodzinę, którą udało mu się stworzyć.
Odwrocik wzrok ku obozowi. Ciekawiło go... Czy Szczawiowy Liść o nim pamięta? Czy wspomina ich pojedynki, zabawy, kłótnie, żartowanie, pierwsze, nieśmiałe sygnały? Barwinek mógłby rzecz, iż żałował wtedy, że odrzucił kocura. Kochał go przecież całym wielkim sercem. Ale nie mógłby bo tak trzymać. Barwinek był stary, a on młody i taki przystojny...
Czasu nie cofnie, wręcz przeciwnie - może na niego oczekiwać z radością. Kiedy jego wnuki zostaną uczniami, wszyscy wspólnie pójdą na spacer poza obóz! Postanowione. O ile oczywiście nie będzie takich upałów. 

28 czerwca 2021

Od Barwinkowego Podmuchu

 Rana po załamanym sercu nadal trochę go bolała. Strata Szczawiowego Liścia okazała się trudniejsza do zaakceptowania, niż wcześniej sądził. Ale co mógł poradzić? Nie chciał ograniczać kocura. Liliowy był młody, dlaczego zakochał się w takim starym dziadku, jak on?
Barwinek miał aktualnie sto jeden księżyców i z ciężkim stęknięciem mógł wstać. Kiedy chodził, czuł ból stawów, a gdy kładł - jakby był sparaliżowany. Coraz trudniej, coraz wolniej. Gdyby miał kiedyś okazję i wiedział, że starość będzie tak wyglądać, poprosiłby jakiegoś samotnika o zabicie go w uczciwej walce. Barwinek nie wiedział już, czy cierpiał bardziej przez starość, czy może swoją bezradność w wielu sytuacjach. Nie mógł już biegać, skakać, nawet wspinać się na te głupie drzewa. Co i rusz wbijał pazury w ziemię, gdy duchem pędził przez gęsty las, ale ciałem stał w miejscu oraz patrzył z utęsknieniem.
Jedną z niewielu radości były jego córka i wnuki. Kochał je całym starczym sercem. Do tego przyjaciele, którzy jeszcze po tym świecie chodzili umijali mu czas. Tańcząca, Lwia Grzywa, Zajęczy Omyk, kotka nierzadko wpadała do niego z wizytą, gdyż wiedziała, jak bardzo lubił rozmowy. Barwinek częstował ją opowieściami ze swojego życia, a ona w zamian po prostu była. W tym wieku kot chciał, by go słuchano. I Barwinkowi udawało się to spełniać jak na razie.

Któregoś razu, gdy szedł do partnerki jego ukochanej córki. Mimo, że kotkom trochę się nie układało, on robił wszystko, by je odciążyć. Nawet pomimo wieku mógł! Tak więc i tym razem, gdy tak tuptał sobie wesoło, na wejściu na jego pyszczku zawitał szeroki uśmiech. Trzy małe kuleczki, które były jego wnukami!
- Jakie one są cudowne! - Miauknął po raz kolejny do Olchy. - Kocham je wszystkie. Moje maleństwa, no chodźcie do dziadka!
Przycupnął obok nich, pozwalając, by na niego weszły. Małe puchate kuleczki zaczęły tymi tycimi łapulkami niezdarnie wchodzić na jego plecy!
- Nie zróbcie dziadkowi krzywdy - ostrzegła dzieci Olcha. - Muszę wyjść się przewietrzyć. Dasz sobie radę?
- Nie doceniasz mnie! - Zaśmiał się serdecznie. - Tyle dzieci już wychowałem, że ta trójka nie jest mi straszna. Idź, odpocznij sobie.
Kotka złagodniała, posyłając mu wdzięczny uśmiech. Wyszła, kiedy maluchy były zajęte jedzeniem futra dziadka.
- No już moje skarby, co dziś robimy? - Zapytał, chociaż on miał już w głowie cały plan.
- Pobawmy sie! - Zaczęła Barwinek, jego najukochańsza wnusia, która miała imię po nim, z czego był naprawdę dumny jak i wzruszony (oczywiście nie faworyzował jej! Po prostu doceniał za cudowne imię).
- Pobawimy. Ale może najpierw... - Zrobił przerwę by zwrócić na siebie uwagę całej trójki. - Spacerek?
- SPACELEK - powtórzyła podekscytowana Barwinek, przewalając się na mordkę.
Barwinkowy Podmuch pomógł jej wstać. Koteczka przytuliła nos dziadka, odzyskując równowagę. Pozostała dwójka nadal miała frajdę z gryzienia jego uszu. Zdjął ich delikatnie.
- No dobrze, tylko trzymajcie się mnie. - Oznajmił.
Gorzki przewrócił oczami, jakby to doskonałe wiedział. Jako jedyny z całego miotu, nie był tak podekscytowany na wyjście. Wydawał się wręcz znudzony.
- No już Gorzki! Uśmiechnij się do dziadziusia, o taaaaak - czarny pokazał mu szeroki uśmiech.
Gorzki spojrzał na niego uważnie, po czym niezdarnie, jakby wymuszenie, powtórzył ten gest. Chyba chciał mieć dziadka z głowy.
Kiedy byli gotowi (to znaczy wnuki przestały rozbiegiwać mu się między nogami) mogli ruszyć.
Wyszli przed żłobek, by usiąść sobie na trawce. Byli dwie długości zająca od bezpiecznego legowiska królowych. Barwinek starczym, ale nadal uważnym wzrokiem, pilnował młodych, jak się bawili. Rubinek skakał na Barwinek, która kotłowała się wraz z nim po trawie. Gorzki siedział niedaleko nich, patrząc jakby z politowaniem. Dużo bardziej ciekawiło go to, co działo się w obozie. Wielkimi oczami obserwował wojowników, którzy wracali z polowania, albo uczniów wychodzących na treningi.
Barwinkowy Podmuch dostrzegł wśród kotów Szczawiowy Liść. Jego serce zapiekło, gdy patrzył stęsknionym wzrokiem na kocura. Wychodził z obozu, zapewne na patrol. Czarny westchnął, odwracając wzrok.
Usłyszał nagle pisk, więc podniósł głowę z prędkością geparda. Nie sądził, że wciąż tak potrafi, gdy poderwał się do góry jak poparzony.
- Co się dzieje, słoneczko? - Zapytał Barwinek, która wtedy pisnęła.
- On mnie ugryzł! - Pokazała wkurzona na Rubina. Tupnęła łapką.
- Ona zaczęła! - Miauknął w swojej obronie.
- Zmyślasz! - Burknęła kotka.
- Nie!
- Tak!
- Dość. - Oznajmił poważnie, odsuwając Rubina ogonem od kotki. - Jak nie umiecie się bawić to tego nie róbcie.
- Dokładnie. - Potwierdził Gorzki, kiwając głową.
- Mądry się znalazł - mruknął Barwinkowy Podmuch, przewracając oczami. - A teraz, dzieci moje kochane-
- Nie jestem dzieckiem! - Oburzył się Rubin.
- Ale jesteś ode mnie młodszy. - Zauważył dziadek.
- No... No tak. - Przyznał mu rację.
- Więc jesteś dzieckiem! Takim malusim tyciusim bububu uwuu - wytarmosił jego puchate policzki, a Rubin próbował użreć go w łapy. - No już nie denerwuj się słodziaku ty! Malutki taki uroczy bubuś!
- Fu, nie! - Rubinowi udało się wymknąć puchatym łapom dziadka, po czym schować za Gorzkim. Bracia odsuneli się od dziadka, by nie zostać złapanymi.
- Ja CHCE - Barwinek miauknęła głośno, po czym skoczyła na dziadka.
Czarno-biały staruszek, któremu pyszczek już siwiał, przyjął jej atak na siebie, z łatwością powalając.
- A tu cię mam, słoneczko! No masz ty te polisie takie puchate, zupełnie jak mamusia - potarmosił ją, a Barwinek śmiała się w głos. - Kto jest ukochaną wnusią? No pewnie, że Ty, cukiereczku!
Gdy skończyli, a Barwinek leżała wykończona zabawą na łapach dziadka, bracia odważyli się podejść. Nie chcieli w końcu paść ofiarą łaskotek.
- Dziadku... - Zaczął Gorzki, potrącony łapą przez Rubina. - Opowiesz nam coś?
Barwinek owinął kocurki puchatym ogonem.
- Pewnie! - Miauknął. - Wiecie, że byłem wojownikiem? Silnym, odważnym, brałem udział w wielu wojnach, przeżyłem pożary, przeprowadzkę, różne wygnania. Musicie być grzeczni, żeby was nie spotkał nie fajny los. Bo wiecie, wasz dziadziuś ma za sobą kilka bójek. - Uciekł pamięcią do swoich czasów ucznia. Kiedy próbował pobić Księżycowy Pył, a niedługo później mentor został wygnany z klanu.
- Ty i bójki? - Zapytał Rubin zaciekawiony.
- No pewnie! Uwielbiam pojedynki. - Uśmiechnął się. - Są ekscytujące! Biłem się nawet z samym liderem. Co prawda przegrałem, bo liderzy są bardzo silni, i nie możecie im podskakiwać. Tę bliznę na pysku mam po tym starciu. Wielki, przerażający Lisia Gwiazda zostawił mi ją na pamiątkę.
Mówił i mówił, kiedy nagle dostrzegł Olchowe Serce. Zaprzestał opowieści. Pomógł kotce zabrać maluchy do żłobka, gdzie ululał je do snu. 

10 maja 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Szczawiowego Liścia

Barwinek był rozluźniony. Cieszyła go ta chwila bliskości ze Szczawikiem. Było mu miło, kiedy usłyszał nagle swoje imię. Odwrócił więc głowę ku niemu.
- Muszę ci o czymś powiedzieć. — miauknął. Zauważył jak czarny kocur zastrzygł uszami. Zanim Barwinkowy Podmuch zdążył się odezwać, Szczawiowy Liść zatkał mu pysk swoim ogonem. - To ważne.
Zabrał ogon i powrócił do poprzedniej pozycji. Czuł jak szaleńczo bije mu serce. 
- Pamiętasz jak mówiłem ci, że się zakochałem? Odkąd zostałem młodym wojownikiem i pojawiło się to dziwne, ale piękne uczucie, nie chciałem wyznać prawdy i próbowałem od niej uciec. Nie mogłem jednak zmienić tego, że oddałem serce innemu kocurowi. Że jest dla mnie bardzo ważny i.... i byłbym szczęśliwy, gdyby chciał dać mi szansę i ze mną być. - zatonął w oczach Barwinka. - Kocham Cię. 
Przybliżył się o pół kroku do przodu i dotknął swoim nosem nosa czarnego.
Barwinkowy Podmuch był bardziej, niż zdziwiony. Szok obezwładnił go na tyle, że nie drgnął, kiedy chłodny nos liliowego dotknął tego jego. Nie wiedział, co ma robić. Po dłuższej chwili, wciągnął gwałtownie powietrze, odsuwając się speszony.
- T-to… - Wydukał tylko. Błądził wzrokiem dookoła, byle nie spojrzeć na liliowego. Co jest do cholery?! 
Serce czarno-białego biło jak oszalałe, jednocześnie od zszokowania wyznaniem, jak i od własnych uczuć wojownika. Nigdy by nie przypuszczał, że ten zapatrzony w siebie narcyz obdarzy kogoś miłością. I to w dodatku jego! Barwinek sam już jakiś czas temu ogarnął, że kocha Szczawiowy Liść. Oswoił się z tym uczuciem, można by rzecz, iż bardzo łatwo je zaakceptował. Był otwarty na innych, na ich uczucia, zresztą - sam bardzo chętnie obdarowywał pozostałych sympatią, pomocą, współczuciem. Można powiedzieć, iż stał się takim klanowym dziadkiem. Był starszy, owszem, ale nadal w jego wnętrzu kłębiło się mnóstwo pozytywnych uczuć, którymi dzielił się z innymi. Czasy zmieniały zarówno Klan Klifu jak i Barwinka. Kiedyś odrzucony, nienawidzący lidera, teraz przyjaciel Lwiej Gwiazdy, oraz wielka kulka szczęścia mieszanego z miłością.
Ale… Mimo tego… Barwinek był stary, słaby, a Szczawik młody i silny. Mnóstwo uczuć kotłowało się w starszym wojowniku. Nie chciał tego źle rozegrać. Prawdą było, że kochał Szczawiowy Liść, ale wiedział, iż przed liliowym czasu było dużo więcej, jak przed nim. Nie chciał skazywać Szczawika na cierpienie, jeśli umrze nagle niespodziewanie. Ani nie chciał też zostawać za nim w tyle. Czułby się okropnie. Już teraz ledwo co mógł szybciej spacerować. Stawy dawały mu się we znaki, a co by było później? Pewnie czeka go ciągłe leżenie. Nie...Nie mógł tak. Nie potrafiłby patrzeć na Szczawika, który zachęca Barwinka do wstania, a on nie może tego zrobić, mimo chcenia całym sobą. Pragnął wręcz uszczęśliwić liliowego, jego serce do niego rwało jak głupie, ale...jeśli go kochał, to pozwoli mu odejść. Według Barwinka wybierze w ten sposób mniejsze zło. Teraz liliowy pocierpi, a później kto wie, może znajdzie sobie nową miłość? W końcu Szczawik był młody i miał czas, nie to co on… Nawet jeśli cierpieć będzie również i czarny.
- S-szczawiku… - Miauknął, a jego głos drżał, tak jak łapki. Pamiętał ich pierwsze spotkanie. Nie sądził wtedy, że tak to wszystko się potoczy. Iż zakocha się w tym głupim pierdzie i będzie go bronić, mimo bycia rywalami. Serce Barwinka biło szybko oraz głośno, echem odbijając się w jego uszach.
- Tak? - Zapytał miękko wspomniany wojownik.
- J-ja… Przepraszam cię! - Poczuł, jak do jego błękitnych oczu, które widziały w życiu wiele, napływają pierwsze łzy. - J-ja n-nie s-sądzę, ż-że k-ko-chan-ie m-mnie j-jest d-dobre - dukał słówko po słówku. - J-jest-em st-ar-y... N-ie c-chcę patrz-eć j-jak c-cierpisz. - Pokręcił głową. - Z-znaj-dź s-sobie k-kogo-ś m-młodszego…
Atmosfera stała się ciężka, nieprzyjemna. Czarny czuł, jak go przygniata.
Spojrzał na niego oczami pełnymi łez. Łamał w tym czasie dwa serca. Zarówno swoje, jak i jego. Nie widział jednak lepszego wyjścia. Uczucia przysłoniło zmartwienie o liliowego w przyszłości. Barwinek już teraz chciał go chronić. Przed stratą większą, niż kiedykolwiek.
- B-bo w-ie-sz...d-zięk-uję, ż-ze mnie ko-chasz. - Zdołał mruknąć jeszcze. Otarł niemrawo łapą łzy. Nie patrzył na niego. - M-mim-o, ż-że ja c-iebie t-eż… - Szepnął.
Nie sądził, iż w życiu będzie musiał tak wybierać. Czuł się źle z sobą, ale wmawiał sobie, że robi to dla Szczawika. Jego łapy drżały jak oszalałe. Nawet jeśli bardzo chciał, nie mógł uciec. Był skazany na zostanie tu, patrzenie, jak łamie im obydwóm serca. Po tylu wspólnych księżycach…
- A-ale p-pamięt-aj, ż-że j-ja tu j-jestem - pociągnął nosem. - Ni-ie z-apominaj o m-mnie, d-d-obrze…?
Nie zwracał uwagi na to, jak wygląda. Płakał, pociągając nosem, ocierając stale napływające łzy. Nie oczekiwał, że Szczawik to zaakceptuje. On sam oddałby wszystko, by być młodszym i móc go kochać bez żadnych przeszkód. Jednakże los pokierował ich drogi takimi ścieżkami, pozwalając się spotkać nieco zbyt późno. Barwinek był gotów na to, że Szczawiowy Liść może go uderzyć, wrzeszczeć w pysk, zwyzywać...na wszystko niemalże. Nie był tylko gotowy na nienawiść z jego strony. Jeśli liliowy powiedziałby mu teraz... Uhh nie mógł nawet o tym myśleć! Zbyt wiele uczuć obciążało jego serce.
Czarny pokręcił głową. Wrzeszczał całym sobą.
- C-chcia-łbym b-być m-młod-szy… - Wydukał. - P-prze-praszam…N-nie z-znienawidź mnie...
Czuł, jak wszystkie dźwięki wokół nich cichną, jakby czekały na dalszy rozwój wydarzeń...

<Szczawik? wszystko w twoich łapkach, przepraszam :c >

13 kwietnia 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Droździej Łapy

- To twoje? Ojoj... Mały, twój porywacz po ciebie przyszedł - powiedział Sokole Skrzydło, patając Drozda po głowie. Bury w odpowiedzi pisnął jak nowonarodzona kotka. Odsłonił oczy, patrząc żółtymi ślepiami pełnymi strachu na czarnego. 

Znalazł się w pułapce, znowh zrobi z siebie ofiarę losu. 

- Nie! Nie zabijaj mnie! Ja... Ja nie miałem być taki gruby i paskudny, i.... Nie, nie... To nie tak... Wybacz, mój.... Panie? Mentorze? Potworze? Nie wiem... Nie bij mnie.... Nie.... Nie... Nie chciałem.... Ja.... Nie jestem silny. Ja.... - mówił spanikowany Drozd, a właściwie już Droździa Łapa.

Barwinek posmutniał trochę. Co za skrzywdzone maleństwo… aż tak się go bał? Był przecież miły i kochany. Drozd widocznie miał ciężkie dzieciństwo, skoro bał się takie kuli miłości, jaką był Barwinek. 

Czarny spojrzał na Sokole Skrzydło, który uśmiechnął się łagodnie. 

Wojownik ruszył ku buremu, powoli oraz ostrożnie. Nie chciał znowu go wystraszyć. 

-Droździa Łapo… hej, nie bój się. Nic ci nie zrobię, obiecuję. - Miauknął miękko. - Jestem tu, by cię uczyć oraz bronić. 

No i dać mnóstwo miłości, dopowiedział sobie w myślach. Serce mu się krajało, kiedy widział strach u młodego. Naprawdę, jego pierwszy uczeń, a taki pokrzywdzony… musiał mu pomóc! 

-Wyjdziesz ze mną? - Zapytał delikatnie. 

Drozd zatrząsł się, ale ruszył chwilę później łapami. Powolutku, ostrożnie, udało im się wyjść na zewnątrz. Barwinek pożegnał się ze starym przyjacielem, dołączając do Drozda. 

Kocurek siedział skulony. Jego mina mówiła wojownikowi, że chyba nad czymś rozmyślał. Oby to nie były czarne scenariusze!! 

-Drozd? - Mruknął delikatnie. Ogonem pozwolił sobie go dotknąć. - Wszystko w porządku? Jesteś gotowy na trening? 

Chciał uchronić swojego pierwszego ucznia od wszystkiego co złe. Ba, nawet jakby był trzecim, to i tak by go chronił. Schowa pod swoim puchatym ogonem, odganiając to, co go przeraża. Sprawi, że wyrośnie z Drozda prawdziwy wojownik! 

Dlatego czekał cierpliwie, aż bury zdobędzie się na odwagę i mu odpowie na pytanie. Nie chciał w końcu go przestraszyć, ani do siebie zniechęcić. Zresztą, jeśli nie teraz, to może później Drozd się przed nim otworzy. Wystarczy cierpliwość, czas oraz duuużo miłości od Barwinka! 


<Drozd? Możesz zrobić skipa po tym uwu>

08 marca 2021

Od Barwinkowego Podmuchu

 — Klanie Klifu! Wyruszyłem z naszego obozu jako Lwia Grzywa, wróciłem jednak jako Lwia Gwiazda wraz z dziewięcioma żywotami! — miauknął donośnie, biorąc więcej powietrza w płuca — Przysięgam poświęcić całe swoje życie, by klan klifu znów był potęgą, a lojalność jego wojowników znana będzie we wszystkich klanach! — położył po sobie uszy, by stłumić wrzaski radości — Od dzisiaj moim zastępcą będzie Miętowy Strumień! Wierzę, że nasza współpraca przyniesie dorodne owoce! Lecz! Zanim się rozejdziecie, chciałbym jeszcze coś ogłosić… Ja, Lwia Gwiazda, niniejszym ściągam wszystkie zakazy i dotychczasowe prawa ustawione przez Berberysową Gwiazdę, Lisią Gwiazdę i pozostałych liderów! Oznacza to, że wszelkie zakazy chodzenia na zgromadzenie, czy zakaz posiadania ucznia od tej chwili już NIE OBOWIĄZUJĄ! To tyle, jutro odbędzie się mianowanie uczniów. Teraz zbierzmy się wszyscy, by pożegnać naszą drogą liderkę.
Barwinek czuł jedno wielkie zaskoczenie. Stał osłupiały, tak jak cały klan. Jak to...zniesienie zakazów? Zarówno tych Lisa jak i Berberys? Przecież to oznaczało...
Drgnął, potrząsając głową. Nie, niemożliwe. Był za stary na ucznia. Miło było jednak wiedzieć, że został uwolniony. Teraz, kiedy chylił się ku końcowi życia, wreszcie mógł swobodnie odetchnąć. Nie związany żadnymi zakazami, odcięty od przeszłości.
Cofnął się o krok, patrząc na pozostałych. Szeptali między sobą. 
- Jak to Miętowy na zastępcę...? - Nerwowym głosem.
- On i władza...to nie brzmi dobrze - ktoś inny wydał swoją opinię po cichu, byleby rudy go nie usłyszał.
Barwinek podzielał ich obawy. Znał temperament nowego zastępcy. Jednocześnie nie od dziś znał się z Lwią Gwiazdą, by wiedzieć, iż kocur nad wszystkim zapanuje. Mimo tego...uprzedzenia pozostały. Nie da się jednak każdemu dogodzić.
Czarny przeszedł między kotami. Ich zmartwione spojrzenia, kiedy inni byli wręcz zachwyceni. Zwolennicy Miętka wymieniali między sobą podekscytowane uwagi. Że teraz w klanie będzie żywo, na pewno uda im się wszcząć jakąś bójkę...
Barwinek aż posłał im zniesmaczone spojrzenie. Ew, ta młodzież. Tylko bójki im w głowach!
Poszedł za innymi kotami, by pożegnać ich byłą liderkę. Nawet jeśli nie lubił się z Beberys, postanowił okazać jej należyty szacunek, oraz pamięć.

~*~

Następnego dnia, o wschodzie słońca, kiedy Barwinek wyszedł z legowiska, rozciągając się cicho, usłyszał szepty między innymi. Coś mówili o opóźnionym mianowaniu dzieci Maślak. Czarny spotkał ich podczas ucieczki z pożaru. Wiedział, że dwójka jest bardzo wrażliwa, a jeden z kolei odważny, o silnej woli. Ciekaw był, z kogo te dzieciaki są, skoro mają tak różne temperamenty.
Nie wnikał w to jednak. Maślak dawno była po tamtej stronie, więc i tak nie miałby skąd się dowiedzieć.
Usiadł na uboczu, zaczynając myć sierść. Słońce zdążyło wejść wyżej na nieboskłon, kiedy Lwia Gwiazda zwołał zebranie klanu. Jak się jednak okazało, postanowił mianować dzieci Maślakowego Zagajnika! Barwinek machnął z aprobatą ogonem. 
Trzy kociaki wyszły na przód. Liliowy był na czele, a za nim kuliła się dwójka pozostałych. Ohh! Jakie słodziaki!!
Lwia Gwiazda zwrócił się do burego, który wyglądał, jakby miał wyzionąć ducha.
- Droździe, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Droździa Łapa. Twoim mentorem będzie... - Przerwał na chwilę, i ku niezrozumieniu czarnego, spojrzenie lidera spoczęło na nim. - Barwinkowy Podmuch. Mam nadzieję, że Barwinkowy Podmuch przekaże ci całą swoją wiedzę.
...CHWILA CO? Barwinek nie był w stanie się ruszyć. Osłupiały stał, gapiąc się na lidera i swojego...swojego ucznia?! Ale, że to na poważnie?? To on mógł zostać...? Wciąż miał szansę?! 
Z szoku wybudziło go szturchnięcie Iskrzącego Kroku, która zachęciła go, by się ruszyć. Na miękkich łapach, z mocno bijącym sercem, podszedł do Droździej Łapy. Górował nad nim o wiele - on, mały i przerażony, Barwinek masywny, pewny siebie. Miał jednak łagodne spojrzenie. 
- Barwinkowy Podmuchu, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora, Łabędziego Pluska - na wspomnienie pointa, czarny uśmiechnął się smutno. - Doskonałe szkolenie i pokazałeś swoją odwagę i pomocną łapę. Będziesz mentorem Droździej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz mu całą swoją wiedzę.
Wykonał ten legendarny gest, o którym wcześniej zwykł jedynie marzyć. Dotknął się z burym nosami, delikatnie, by go nie wystraszyć. 
Aww! Jaki on słodziutki, taki malutki, zagubiony...zdecydowanie potrzebował jego ciepła oraz troski!

<Drozd? uwu>

Od Barwinkowego Podmuchu CD Jabłkowej Łapy

 tururu nadrabianie wojny i tuli tuli z wrogiem <3

Odbudowa obozu trwała w najlepsze. Barwinek cały czas miał zajęte łapki. Pomagał, jak mógł. A to medykom, a to wojownikom, czy uczniom. Rozmawiał też często z zastępcą, czy nie mógłby jakoś bardziej się zaangażować. Lew, jego stary poczciwy przyjaciel z kolei namawiał go do odpoczynku. Siadali więc zazwyczaj gdzieś na uboczu, rozmawiając. Czarny chętnie plotkował też z Bursztynową Łapą, czy Tańczącą Pieśnią. Martwiło go jednak, że od wczoraj nie widział swojego najbliższego sercu przyjaciela. 
Zaginął gdzieś Łabędzi Plusk. Wojownik o oklapniętych uszkach martwił się bardzo, chciał go znaleźć, przytulić się. Dawno tego nie zaznał, w końcu point był dość skryty w sobie. 
Barwinek westchnął. Pozostało mu czekać.

Było południe, kiedy usłyszał jakieś szmery w obozie. Następnie mały tłum przy wejściu do obozu. Dostrzegł wojowników taszczących coś...coś dużego, jasnego, jednak splamionego krwią. Czarny podszedł bliżej, kiedy, jak się okazało, ciało zostało ułożone na miękkiej trawie. 
Momentalnie jego serce stanęło. W uszach zaszumiało, łapy odmówiły posłuszeństwa. Czuł pustkę w głowie, a przed jego oczyma pojawił się obraz martwego Łabąda. Nie mógł odwrócić wzroku, Nie potrafił. Czuł, jak gorzkie łzy napływają mu do oczu, a wargi drgają, niezdolne do wypowiedzenia jakichkolwiek słów. 
Ruszył, w ogóle nie rejestrując tego, co działo się dookoła. Kręcił głową, płacząc coraz mocniej. Usiadł ciężko przy ciele pointa. Stan, w jakim był...te rany, rozszarpana skóra, pogruchotane na pył kości...Barwinek odwrócił wzrok, zaciskając zęby, płacząc dalej. Nie ukrywał tego. Po raz drugi w życiu łzy leciały z niego tak swobodnie. Jego serce było w strzępach. Rozerwane nagłą stratą ważnej mu postaci.
Wtulił się w jego futro, nie patrząc na to, co dzieje się dookoła. Nie dbał o zdanie innych. Miał prawo opłakiwać przyjaciela.
- Łabąd... - Trącił go nosem. - Ł-Łabąd, p-proszę c-cię...
Szlochał, a jego głos łamał się przy każdym słowie wypowiedzianym do martwego ciała pointa. Barwinek czuł przerażenie. Nie wiedział, co będzie dalej. Jak będą wyglądały jego dni...? Te wszystkie wieczory, które spędzał z przyjacielem, polowania, patrole...? Z kim będzie wymieniać smutki, wątpliwości, sekrety? Dla kogo będzie nosił uśmiech na pysku, żeby go pocieszać?
Schował głowę w zakrwawione, jasne futro. Pragnął zniknąć, by Łabąd ostatni raz pozwolił się przytulić, z tym jego typowym jąkaniem się. Z nieśmiałym uśmiechem, spojrzeniem jasnych oczu...

~*~

Ta wojna nie była nikomu potrzebna!
Barwinkowi zwłaszcza, po tym, jak ich obóz został spalony. Byli zmęczeni, wyniszczeni, pełni czarnych scenariuszy. Do tego...doszła kłótnia liderów, wypowiedzenie wojny, śmierć Łabędziego Plusku....
Westchnął głośno. Szedł z innymi na bój. Na śmierć, której się spodziewał. W końcu był już stary, na pewno jakieś młodsze koty będą chcieć go ubić. Przejechał łapą po ziemi, rozglądając się.
Poszedł na ubocze. Wyczuł już Klan Nocy, widział, jak nadbiegają. Ich wojownicy się szykowali. Barwinek wraz z nimi starł się z wrogiem w potyczce. Nie chciał jednak nikogo zabijać. 
Nie zależało mu na krwi na łapach. 
Bił się z jakimś kocurem. Celowo unikał zadawania śmiertelnych ciosów, nawet jeśli miał ku temu kilka okazji. Pocharatał go, odganiając od siebie. Później pomógł w walce innym wojownikom z jego klanu. Przeganiali, odrywali uszy, straszne rzeczy. Barwinek widział, jak tamci zabijali. Przełknął ślinę, czując, jak jego łapy się trzęsą. Nie pierwszy raz widział śmierć, nie był mu to obcy widok. Mimo wszystko... Nie czuł się na siłach. Nie po tym wszystkim, co go ostatnio spotykało.
Odłączył się od reszty. Spostrzegł mniej wciągnięty w walkę odłam polany. Tam gdzieś odpocznie. Jego stawy wręcz błagały o przerwę. 
Biegł między bijącymi się kotami. Czuł krew, brud, słyszał krzyki, które echem odbijały się w jego uszach. Był zaabsorbowany przerażającym widokiem. Łapy mu miękły. Zwolnił kroku, słysząc nagle płacz. Skierował kroki w tamtą stronę. Coś go ciągnęło, by to sprawdzić. Może litość, lub jego miękkie serce. Chęć niesienia pomocy? Współczucie? W końcu wojna nigdy nie była przyjemna.
Dostrzegł jasnego kota, płaczącego nad zakrwawionym ciałem. Jego serce momentalnie przyspieszyło, zmiękło, zapragnęło okazać wsparcie. Wiedział jednak, że kot był z Klanu Nocy i może chcieć go zaatakować.
Był jednak taki mały... Bezbronny, nieświadomy. Dziecko, które potrzebowało ochrony. Jego troski... Kto wie, nad kim płakało?
Zbliżył się powoli, patrząc na niego łagodnym wzrokiem.
– Odejdź! – wrzasnął młodszy, dygocząc na całym ciele. Stojący przed nim czarny kocur nerwowo machnął ogonem. – Zostaw go! Dajcie mu spokój! – wrzasnął, a jego oczy napełniły się łzami. – C–czemu?! – jęknął, kuląc się. Czuł się taki słaby, taki zmęczony... – C–czemu wszystkich mi odbieracie?! – wydukał łamiącym się głosem i wybuchnął płaczem.
Położył po sobie uszy, powoli idąc. Widział wielkie łzy kocurka. Słyszał jego krzyki.
- Nic ci nie zrobię. - Zaczął. Chciał go uspokoić. Okazać wsparcie. - Nie każdy chce walki.
Widząc, że niewiele to dawało, okrążył go. Stanął w bezpiecznej odległości. Powoli. Ostrożnie.
- Ja ci nikogo nie odbiorę. Nie chcę walczyć. Obiecuje. Nic ci nie zrobię. - Mówił miękko. - Zaufaj mi. Chociaż odrobinkę.
Kocurek z Klanu Nocy spojrzał na niego załzawionymi oczami i załkał.
- On... On miał ze mną zostać - zaszlochał. - T-to takie niesprawiedliwe!
Opuścił ogon. Podszedł do niego nieco bliżej. Nie chciał przytłaczać kocurka, nie miał zamiaru go spłoszyć.
- Wiele jest niesprawiedliwych rzeczy. Na przykład ta wojna. Komu ona potrzebna? - Zapytał łagodnie.
- T-ta bitwa nie powinna się odbyć - jęknął, pociągając nosem. - Oszronione Futro wcale nie musiał umierać - mruknął płaczliwie, dygocąc.
Spojrzał na zmarłego. Przez krew i brud niewiele widział. Domyślał się jednak, że ten cały Oszronione Futro był dla kocurka ważny.
- Masz rację. Nie powinna. Mimo tego stało się. Ale spokojnie, ten kocur patrzy na ciebie z góry. - Uśmiechnął się łagodnie, chcąc go podnieść na duchu.
Widział, jak kocurek drżał. Wręcz trząsł się, jakby miał się rozpaść na kawałki. Barwinek podszedł bliżej.
- Chodź. Nic ci nie zrobię. Jestem już starszy. - Mruknął, żeby się usprawiedliwić. - Jak ci na imię?
Uczeń pociągnął nosem i wbił wzrok w ziemię.
- J-Jabłkowa Łapa - wymamrotał, przysuwając się do wojownika wrogiego Klanu.
Barwinek Starał się roztaczać przyjacielska aurę. Łagodność, jaka od niego biła była ogromna. Nie miał złych zamiarów. Chciał tylko wesprzeć dziecko skrzywdzone na wojnie. Przysunął do siebie Jabłkową Łapę, ogonem owijając jego niewielkie ciało. Zobaczył w kocurku jego malutką siostrę, Bodziszek. Kiedy byli malutcy, niewinni. Nie znali wtedy zła tego świata.
Jabłkowa Łapa jest tylko dzieckiem. Bezbronnym, niewinnym, który przeżywa właśnie swoją stratę.
Barwinek chciał dać mu wsparcie. Pomóc, odwieść od nieszczęścia.
Jabłkowa Łapa załkał, wtulając się w futro wroga.
- Oni wszyscy... Oni wszyscy mnie opuścili...
Barwinek nie wiedział jacy "wszyscy". Domyślał się jednak, że Jabłkowa Łapa stracił więcej, niż tego jednego kota. Opatulił go ogonem, mrucząc uspokajająco. W tej chwili nie liczyła się wojna. Nie miały znaczenia ich pochodzenia. Klan Klifu zawsze był wrogo nastawiony z Klanem Nocy, jednak nie wszyscy to popierali. Niektórzy ślepo podążali za liderami, inni mieli własną opinię. Takim kimś był właśnie Barwinek. Nie miał nic do Klanu Nocy. Nawet teraz, złączeni walką uważał ich za zwyczajny klan, któremu trochę się poprzestawiało w głowie.
Westchnął. 
- Wiesz... Każdy kogoś traci. Życie w lesie nie jest łatwe. - Oznajmił. - Ja też... Pożegnałem wiele bliskich, popełniłem mnóstwo błędów. A jednak teraz siedzę i chcę, żebyś wiedział, iż jestem dla ciebie wsparciem, Jabłuszko. 
Kocurek milczał. Płakał, pewnie Zastanawiał się nad jego słowami. Czarny więc kontynuował. 
- Jesteś taki młody i niewinny - mruknął cicho. - Mógłbyś być moim synkiem, taki jesteś malutki. - Zaśmiał się. Nigdy nie doczekał własnych dzieci, dlatego teraz robił za klanową niańkę. Nie przeszkadzało mu to. Lubił dawać innym swoją troskę.
Jabłkowa Łapa zakwilił głośno, wtulając się w futro Barwinkowego Podmuchu.
- Wszyscy, którzy chcą mi pomóc, odchodzą - jęknął. - N-nie chcę już nigdy więcej na to patrzeć! - zaszlochał, drżąc.
Ogonem pogłaskał kocurka.
- No już, ciii - próbował go uspokoić. Rozejrzał się nerwowo, czy nikt nie ma w planach ich zaatakować. Nie zapowiadało się jednak na to. Odetchnął cicho, nadal pozostając czujnym.
- Nie unikniesz straty, Jabłkowa Łapo. - Miauknął. - Ale każda strata może uczynić cię silniejszym. Oszronione Futro pewnie teraz syczy na mnie ze srebrnej skórki, że przytulam jego ucznia.
Zaśmiał się cicho. Chciał odwieść ucznia od ponurych myśli.
- Jesteś tego pewien? - zapytał łamiącym się głosem, wlepiając smutne spojrzenie w kocura. - Jesteś pewien, że Klan Gwiazd rzeczywiście istnieje?
Uśmiechnął się delikatnie.
- No pewnie. W końcu ja często czuję obecność mojej siostry, która umarła dawno temu. - Westchnął. - Wystarczy twoja wiara.

<Jabłkowa Łapo? uwu>

26 lutego 2021

Od Barwinkowego Podmuchu

Pożar i nadrabiańsko czasoprzestrzeni 

Wszystko działo się zaskakująco szybko. Pierwsze płomienie, trawiące ich obóz. Obóz, który był jego domem przez długi czas. Kiedyś stracił w ten sam sposób swoje miejsce. Gdy Klan Gwiazd nakazał im wędrówkę na nowe tereny. Wtedy też tańczyły płomienie, waliły się drzewa.
Tym razem jednak spadła lawina kamieni. Coś, co zabiło ich poprzedniego lidera, a cały czas straszyło klanowiczów swymi szponami. 
Zmiażdżyły legowiska, Barwinek drgnął, do tej pory zbyt zapatrzony w masakrę przed nim. Jego sztywne łapy nagle odzyskały chęci do biegu. Ruszył przed siebie. Uważał, by kogoś nie potrącić, jednak w fali paniki było to ciężkim zadaniem. Wdychał dym, który podrażniał jego gardło oraz oczy. Łzawiły mu. Kasłał, machając głową. 
Odnalazł swoją córkę. We dwójkę wyszli z obozu, u boku innych. Sokole Skrzydło był w opłakanym stanie. Zresztą, nie tylko on. Wąsy, jak i sierść Barwinka nieco się jarała. Miał poparzone poduszeczki łap od gorącej ziemi, traw. Oczy rozbiegane, zaczerwienione od dymu. Oddychał ciężko, co chwila pokasłując. 
Gdy uciekali z obozu w popłochu, pomagał pozostałym. Ci, którzy nie mogli iść, byli przez niego wsparci. Innych próbował uspokajać. Tak, twoje dzieci są bezpieczne. Na pewno medycy nam pomogą. Przeżyjemy. Zbudujemy nowy obóz. 
Powtarzał to niemal jak mantrę. Tak, jakby sam siebie próbował uspokajać. Jego rozszalałe serce nieomal wyskoczyło mu z piersi. Cieszył się, że kotom udało się uciec, jednakże widząc, w jakim są stanie, naprawdę miał ochotę ich opłakać. Zwłaszcza, że ostatnimi czasy odnalazł wśród nich wielu znajomych. Zajęczy Omyk, Sokół, jego drogi przyjaciel, Łabąd, Olcha... Inni też, jednakże teraz zniknęli mu z oczu. 
Westchnął cicho, rozglądając się dookoła. Kot, którego podpierał, chciał iść sam. Puścił go więc, ale nadal asekurował. Dostrzegł po chwili przed sobą kocię. Sy Maslakowego Zagajnika. Znał je, w końcu nosił posiłki ich matce. Wiedział, że kotka ich nie chciała, a dzieci były odtrącane. 
Gdy kocurek przewrócił się w błoto, Barwinek łagodnym ruchem pomógł mu wstać. Dzieciak posłał mu zdezorientowane, przerażone spojrzenie. Następnie ruszył dalej. 
Był taki silny, mimo młodego wieku. Barwinek Uśmiechnął się delikatnie. Przynajmniej wie, że są w tym klanie silne jednostki, które kiedyś ich poprowadzą. On będzie mógł sobie wtedy grzać tyłek na słoneczku. 
Westchnął, siadając wśród kotów. Oddalili się od obozu na tyle, by byli bezpieczni. Wszyscy patrzyli w jego kierunku ze łzami w oczach, a on odwrócił wzrok. Nagle, na jego nos spadła lodowata kropla deszczu. Nie minęła chwila, a ziemia została nim zroszona. Koty pochowały się gdzie mogły, a Barwinek siedział na ziemi dalej. Nie był w humorze ani kondycji, by łazić po drzewach. Patrzył się jedynie na malejące płomienie. Wiedział, że nie wrócą tam. Zbudują nowy obóz. Gdzieś, gdzie było bezpiecznie. 

~*~

Medycy ogarnęli najbardziej potrzebujących. Mieli niestety tylko odrobinę ziół, które zdołali z sobą zabrać. Barwinek od rana pomagał w poszukiwaniach pajęczyn, maku, różnych innych liści, które Bursztynowa Łapa mu dokładnie opisał. Nosił je, następnie wracał szukać dalej. Przynajmniej tyle mógł zrobić w obliczu nieszczęścia. 
Chwilowo mieszkali nieopodal zagajnika. Znaleźli sobie miejsce, gdzie zrobią nowy obóz, jednakże było to duuużo pracy. Barwinek nosił materiały, jeśli akurat nie pomagał medykom. Wykorzystywał swoją niewielką wiedzę medyczną, żeby ich nieco odciążyć. Poza tym spędzał też czas z córką, żeby nie czuła się znowu osamotniona. Wiedział, że to dla niej ciężkie czasy. On już przeżył podobne sytuacje parę razy w życiu. Wiedział, co ma robić. Nie panikował aż tak. Nie wylewał łez. Nikt mu bliski nie umarł, więc wystarczyło podnieść głowę do góry i zająć myśli czymś pożytecznym.
Poza tym zauważył, że Iskierka lubi spędzać czas z Olchą. Zanotował sobie w głowie, żeby ją któregoś razu zaczepić i poplotkować.
Ostatnimi czasy rozmawiał też sporo z Lwią Grzywą. Zastępca chętnie z nim wymieniał poglądy i różne nowinki. Poza tym często też razem pracowali. Na patrole chodzili, lub polowali. Barwinek czuł, że znalazł kota do dojrzalszych rozmów. W końcu większość jego rozmówców była dla niego dziećmi. Młodzi, niedoświadczeni, glupiutcy. Nawet z córką nie mógł rozmawiać tak, jak z zastępcą.

Rozciągnął się. Czuł w powietrzu napięcie. Jednak cóż poradzić. Kociaki będą miały opóźnione mianowanie. Żaden z wojowników nie był aktualnie w stanie, by podjąć ich szkolenie. Zresztą - on sam również. Nie, żeby miał szansę na ten zasztyt, jakim było posiadanie ucznia.
Patrzył jedynie jak strachliwa dwójka plącze się po obozie za swoim odważnym bratem. Aż mu się przypomina jego dzieciństwo, z każdym księżycem coraz bardziej zamglone. Wciąż pamiętał Bodziszek, jednak słabo. Jaśmina również. To, jak niedosłyszał i nazywał go tymi swoimi sylabami... Kochane kuleczki, musiały opuścić ten świat i go zostawić.
Owinal ogon wokół łap. Jeszcze parę księżycow i do nich dołączy. Nie miał co się oszukiwać. Starość przychodziła po niego coraz szybciej.
Uśmiechnął się pod nosem. To jednak nie znaczyło, że da jej się pokonać! Nadal miał dużo siły oraz humoru! 

19 lutego 2021

Od Barwinkowego Podmuchu

 Przed pożarem w klanie klifu

Barwinek cieszył się spokojnym dniem. Było milutko, nawet nieco słoneczka wyszło zza chmur. Nie było mu jakoś mega gorąco czy zimno. Deszcz też dał im odpoczynek, dzięki czemu nie martwił się przeziębieniem bądź ubrudzeniem futerka.
Trapiła go wciąż jedna myśl. Co miał robić? Ogółem, w swoim życiu ze swoimi problemami. Miał ich...huh, dość sporo. Może zignorować? Wyjść im na przeciw? Zostawić i liczyć, że rozwiążą się same? 
Prychnął cicho. To chyba nienajlepszy pomysł.
Przeciągnął sie, leżąc na trawie. Na razie nie będzie sobie zawracać tym głowy. Ziewnął przeciągle, wstając. Otrzepał sierść z źdźbeł oraz ziemi. Umył je, a gdy skończył, wyszedł za obóz.
Potrzebował nieco ruchu. Czuł, że jeśli za długo by leżał bądź siedział, jego stawy by zrobiły protest i nigdy już nie pozwoliły się podnieść. Nie chciał tego, jednak czuł, że to nieuniknione. W końcu...najmłodszy nie był. Ale mógł przynajmniej wciąż zajmować się Iskierką, która chociaż już została wojowniczką, potrzebowała go w swoim życiu! Znaczy...taką miał nadzieję.
Spuścił głowę, maszerując. Chciał czuć się potrzebny. Wiedział, że dla klanu staje się coraz bardziej bezużyteczny przez wiek. Nie żeby kiedykolwiek jakoś ubóstwiał klan klifu, tak jednak nie widział się mieszkającego gdzieś indziej.
Westchnął pod nosem. Im starszy, tym bardziej odsunięty na bok. Huh, ciekawe, czy będzie mógł chodzić na patrole jako starszy. W końcu one są zazwyczaj dość spokojne i takie niewymagające.

Zatrzymał się niedaleko strumienia. Słońce było wysoko na niebie, przysłonięte garścią chmur. Spojrzał na nie, cicho licząc, iż się nie rozpada. Naprawdę nie widziało mu się chowanie teraz po norach. Usłyszał szum wody. Poszedł w jej kierunku, czując bijący zapach ryb. 
Stanął na granicy, rozejrzał się. Dostrzegł po chwili ciemne, bure futro. Jakoby znajome...Chwileczka. Barwinek ruszył wzdłuż strumienia, żeby zobaczyć tego kota nieco dokładniej. Zbliżał się ku niemu. Jakie miał oczy, jaki kolor?
Zmrużył swoje. Niebieskie! Buras z błękitnymi oczami, to musiał być Wróblowa Gwiazda. Ten cały przyjaciel jego Iskierki.
- Wróblowa Gwiazdo!! - Zawołał go, stając na kamienie. Nie chciał ryzykować, że kocur mu ucieknie. - Mamy do pogadania. Wiesz kim jestem?
Bury zwrócił na niego uwagę. Wydawał się trochę nieobecny, ale zaraz odzyskał świadomość. Zbliżył się do niego. Barwinek machnął z aprobatą ogonem. Nim Wróbel odezwał się, on go uprzedził. 
- Chcę postawić sprawę jasno. - Zaczął. - Jestem tatą Iskrzącego Kroku i chciałbym cię bliżej poznać. W końcu kto wie co ci po głowie chodzi.
Wyprostował się, górując nad kocurem. Nie, żeby on był niski. Barwinek był po prostu...okazalszy. Masywniejszy, poza tym starszy. Naturalnie zdobywał nad nim władzę, hihi.
- Poza tym, ja już was kiedyś widziałem we dwoje - mruknął, marszcząc brwi. - Pozycja lidera nie daje ci pozwolenia na tykanie mojej cudownej córeczki, rozumiemy się? Tak? To super, a teraz zrób mi miejsce, bo idę do ciebie na kocimiętkę. 
Chciał w końcu spędzić z nim czas relaksując się. To nie tak, że miał w planach jakąś krzywdę dla Wróbla. Po prostu... Miał swoją taktykę. 
Ruszył przed siebie, zwinnie pokonując strumień. Znalazł się na terenie Klanu Wilka w towarzystwie ich lidera. Ah, nie ma to jak przekraczanie granic! A tu wszystko było legalnie, bo przecież Wróblowa Gwiazda był jego towarzyszem. Same plusy! No i pozwiedza trochę tych jakże zalesionych terenów.
- Okej, Wróbelku - zaczął jak prawdziwy ojciec. - To teraz zabierz mnie na spacer i odpowiadaj ładnie na moje pytania. - Posłał mu uśmiech.

<Wróblowa Gwiazdo? No nie wstydź się, ja tu tylko na przeszpiegi~ >

18 lutego 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Bursztynowej Łapy

 Słuchał młodego bardzo długo. Mimo wszystko, jego księżyce jak i fakt, że kocurek doprawdy miał słowotok sprawiły, iż mu się przysnęło. Ułożył głowę na mchu i jakoś tak poszło...a głos uczniaka był bardzo dobrą kołysanką. 

Obudził się jakiś czas później, Czuł na sobie czyjś ciężar, więc delikatnie obrócił głowę. Kremowy spał na nim w najlepsze, chyba nawet ciesząc się miękkim futrem wojownika. Barwinek zastrzygł uszami i poruszył głową, ziewając. Bursztyn był milutki w dotyku. Poza tym miał taki uroczy pyszczek. Słodki dzieciak, ale gadatliwy. Chociaż Barwinek też taki bywał. Jak się zarzuciło temat, to naprawdę mógł mówić i mówić, bez końca. Jednak wydawało mu się, iż młody medyk mógłby to robić nawet jeśli jakiś temat go nie interesował.
- Bursztyn? - Zapytał cicho i delikatnie. Nie chciał go wystraszyć, a jedynie obudzić. 
- Mmmnmam - usłyszał w odpowiedzi, nim kocurek nie przekręcił się na drugi bok.
- Hej leniu, wstawaj - zaśmiał się, trącając go ogonem.
Puchatą kitą dotknął nosa kremowego. Nie minęło długo, a ten podniósł łebek, kichając. Czarny wykorzystał moment, wyczołgując się spod ciężaru kocurka.
- Jak się spało? - Zapytał, wylizując miejsce, na którym leżała głowa młodszego. Układał sierść.
- A dobrze dobrze - odparł nadal nieco zaspany. 
- Będę lecieć. Plotki z tobą to czysta przyjemność - mruknął z uśmiechem, żegnając się.

~*~

Ileż to się ostatnio działo! Barwinek strasznie martwił się o swoją córeczkę. Wiedział w końcu, że była na celowniku Szczawiowego Liścia. Starał się jak mógł, by nie doprowadzić do ich kolejnej kłótni. Nie wiedział, jakby to zniósł. Poza tym, ugh, czemu nie mogli się polubić?? Tak ciężko było? Z jakiego w ogóle powodu powstał między nimi spór?
Potrząsnął głową. Nie spał już chyba trzecią dobę. Cały czas po jego głowie krążyły dziwne myśli. A o czym mógł nasz kochany Barwinek rozmyślać? A nad swą miłością. Właściwie to dwiema. Bo kochał jednocześnie Iskrzący Krok jak i Szczawika, a ich kłótnie rozdzierały jego serduszko. Wielokrotnie zbierał się do rozmowy z liliowym, ale coś go powstrzymywało. Z Iskierką też próbował naprawić jej relację z wojownikiem. Każde jednak zaczęcie tematu kończyło się fiaskiem. Postanowił więc spróbować kiedy indziej. Był zabiegany przez to. Szczawiowi dawał znaki na odległość. Kiedy ten się spojrzał, on z grymasem odwracał głowę. A niech się domyśli o co mu chodzi! Poza tym był też na niego wkurzony, więc miał prawo do fochów!!

Ughh, ile to już minęło? Spomiędzy chmur wyszło nędzne słońce, które idealnie w jego ślipia postanowiło posłać swe promienie. Leżał akurat na trawie w obozie. 
Poczuł zawroty głowy, a przed jego oczyma ukazał się latający kot. No normalnie lewitował w powietrzu. Barwinek aż się podniósł z wrażenia.
- Ej, jak to zrobiłeś? - Zapytał jakoś niewyraźnie. Jego powieki drgały od braku snu. 
Kiwał się na boki, kiedy chwiejnym krokiem szedł za kotem.
- Hej! - Miauknął.- No posłuchaj mnie!! Też chcę tak latać!
Upadł na ziemię, potykając się o jakiś wystający korzeń. Potrząsnął głową, otwierając szybko senne oczy. Nie mógł zasnąć! Nie mógł!!
Zobaczył przed sobą nie jednego, a trzy latające koty! W dodatku jeden jakoś dziwnie nie chciał się unieść do góry. Miał jasne futerko i mnożył się w oczach. Pozostałe latały sobie dookołą nich.
- Barwinek? - usłyszał od kota.
- Woooah! To ty mówisz?! - Zapytał z szokiem. Nagle obraz mu się rozmazał i zamiast jednego, były aż cztery dodatkowe koty! Wszystkie jak on! - Rozmnożyłeś się?! Jak to zrobiłeś?? Możesz latać???
Zmrużył oczy, turlając się po trawie. Po chwili jednak wstał chwiejnie, a ten poczwórny kot podbiegł. Bursztyn wsparł czarnego wojownika, by się znów nie wywrócił.
- Też chciałbym latać! Byłoby tak miło z wiaterkiem lecieeeć~ wyseplenił niewyraźnie. - Mógłbym uciec od problemów! I by mnie stawy nie bolały...! Same plusy!
Bursztynowi udało się zaprowadzić kocura z halucynacjami do leża medyków. Ułożył go na mchu.
- Woah! Czy jestem w niebie?? Tak łądnie tu pachnie! - Miauknął niewyraźnie. - I jak mięciutko~~ normalnie jakbym leżał na Szczawiku! - Wymruczał cicho. - Iskierka nie chce się aż tak tuliiiić! Myślisz, że dorasta?? A ja luuubię tulenie~
Nie usłyszał odpowiedzi. Kocur zajmował się dobieraniem dla niego ziół.
- Jak długo nie spałeś? - Zapytał. Oh, czy aż tak było po nim widać bezsenność?
- Ja nie nie śpię tylko pilnuję córeczki mojej kochanej! - Odparł z oburzeniem. To było przecież oczywiste! 
Podniósł się z mchu i zatoczył w stronę kocura. Barwinek widział go aż poczwórnie, więc poszedł ku temu trzeciemu. Dziwnym sposobem uderzył w ścianę legowiska. Kremowy wręcz wepchnął mu przez tę chwilę jego nieuwagi zioła do pyska. Były obrzydliwe!
- Hej no nie uciekaj! Chcę się tylko przytuliiiić! I możemy wtedy wspólnie odlecieć! - Miauknął niewyraźnie. Ziewnął po chwili, jednak potrząsnął głową. Nie może dać się zmęczeniu.
Zaczął od nowa ganiać za następną trójką kocurków. W końcu nie będą w nieskończoność uciekać przed przytuleniem, co nie? Bo Barwinek ostatnio miał niedobór tulenia!

<Bursztyn? Cho na tulaski! >

wyleczony: Barwinkowy Podmuch

12 lutego 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Iskrzącego Kroku

 — Zgadnij kto ma przesrane, tatku — zachichotała, ruchem głowy wskazując opieprzanego właśnie liliowego kocura. Napuszyła futro z dumy, uśmiechając się szeroko.
Barwinek podążył za jej wzrokiem. Szczawiowy Liść dostawał reprymendę. 
- Widzę skarbie. - Miauknął. 
Patrzył jeszcze chwilę na liliowego. Dobrze, że dostał burę. Barwinek nie cieszył się, kiedy młodszy praktycznie wszczął bójkę z liderem klanu wilka. W dodatku pokłócili się o jego córcię. Szczaw oskarżał ją tak bezczelnie, jakby był pewnien co do swoich racji. Znał go i wiedział, iż tak zapewne jest. Bardzo go to skrzywidzilo. Oboje byli dla niego ważni, jednak ostatnimi czasy jego relacja ze Szczawiowym Liściem uległa pogorszeniu. Nienawidził wręcz jego córki, którą Barwinek kochał nad życie. A co za tym idzie - tracił również w jego oczach. Chciałby, by się dogadali. Przecież nie potrafiłby między nimi wybrać. 
Nie wiedział jednak, na ile jest na to szans. Iskrząca była dla niego na tę chwilę najważniejsza. Zamierzał wygarnąć Szczawiowi jego zachowanie. Zwykłe chamstwo, jakiego się dopuścił. Mógł to rozwiązać lepiej. 
Jednak wracając do zgromadzenia... Iskrząca wspominała coś, iż woli kotki. Barwinek nie miał z tym absolutnie żadnego problemu, w końcu sam wolał kocury. Może inaczej - kotki go nie chciały. A on po prostu trafił na pewnego kocura... Zresztą nieważne!! 
Potrzasnął głową. Podniósł się, czując sztywne stawy. Poruszał parę razy łapami. 
- Chcesz się przejść? - Zaproponował. 
Wiedział, że Szczaw miał plecy w postaci matki liderki. Nie zamierzał jednak traktować go przez ten fakt inaczej. Nie bał się Berberys. Już nie. Był starszy, jej dzieci już dawno dorosły. Powinny przestać polegać na wpływach matki i zająć się swoimi sprawami własnoręcznie. 
Tak więc wyprowadził Iskierke z obozu. Długo zastanawiał się jak rozpocząć rozmowę. W końcu zdecydował. 
- Skarbie, posłuchaj - zaczął delikatnie. - Mówiłaś, że wolisz kotki? Nie przejmuj się tym! Ja absolutnie całkowicie to akceptuję. No bo widzisz, ja chcę, byś była szczęśliwa, a jeśli jakaś kotka to robi wiedz, że-
- Tato, wiem, spokojnie. - Mruknęła, przerywając mu. - Lubie kotki. Kocury też. Po prostu kocury bardziej, a Wróblowa Gwiazda jest tylko przyjacielem. A Olcha to koleżanka. Nie masz się o co martwić. Olcha pomaga mi też w tym, żeby Szczawiowy Liść się ode mnie odwalił. 
- Ah, zauważyłem, że się nie lubicie. - Miauknął nieco ciszej. 
Było mu smutno z tego powodu. Zależało mu na obojgu, chociaż liliowy ostatnio tracił w jego oczach. Był już zmęczony bieganiem za nim, szczeniackimi zagrywkami. Potrzebował nieco spokoju, którego on mu nie dawał. Ciągle domysły, jakieś problemy... 
- Szczaw to dupek - miauknęła po chwili. 
- Tak uważasz? Właściwie patrząc na to, jak źle się zachował na Zgromadzeniu... Mógł wywołać wojnę. 
- Tato, on mnie podkablował swojej matce! - Wtrąciła mu. 
Barwinek spojrzał na nią zaskoczony. 
- Poważnie? 
- Bardzo! A przecież nic złego nie zrobiłam, kodeks nie zabrania posiadania przyjaciół w innych klanach. - Odparła. 
Miała rację, przecież Wróbel był tylko jej kumplem. On sam miał znajomych za granicami klanu klifu. Barwinek odwrócił wzrok. Nie sądził, że Szczawiowy Liść posunie się do takich szczeniackich rozwiązań. Przecież był dorosłym wojownikiem! 
- Wojownicy tak nie rozwiązują swoich problemów! - Westchnął. - To było bardzo niedojrzałe zagranie. Na osty i ciernie! Przecież Ty jesteś jego ofiarą... Nie sądziłem, że kiedyś będzie kogoś tak bardzo nienawidzić, by się posunąć do takich zagrań. 
Oskarżanie, kablowanie, uprzykrzanie życia. Przecież to było okrutne. Jego córcia nie zasłużyła! Musi sobie porozmawiać ze Szczawiem. Może uda mu się go nakłonić, by przeprosił? No i, żeby ją lepiej traktował. W końcu jego śliczna córcia zasługuje na to, co najlepsze! Poza tym... On naprawdę nie chciał wybierać. 
Ah, i musiał pogadać z tym całym przyjacielem Iskierki. W końcu nie pozwoli, by się pierwszy lepszy przy niej kręcił. Pozycja nic nie zmienia. Lider lub nie - musi go poznać! 

<Iskrząca? Uwu>


14 stycznia 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Iskrzącego Kroku

 — Wiesz co? Możesz mi mówić tato, to miłe — zaśmiał się wesoło, opierając swój policzek na jej głowie. Szylkretka uniosła kącik pyszczka w uśmiechu, jeszcze bardziej wtulając się w miękkie, ciemne futro — Nie myśl sobie jednak, że rozmowa o randkowaniu i robieniu kociąt cię ominęła! 
Uczennica stęknęła żałośnie, wyrywając się z jego objęć.
— A-ale tato! Ja nie chcę!
Barwinek czuł nieznajome dotąd ciepło, które wypełniło jego organizm. Nigdy by nie przypuszczał, że znajdzie się ktoś, kto by nazwał go tatą, kto by obdarzył go uczuciem. Po śmierci swojego rodzeństwa, które było jego oczkiem w głowie, niemalże się załamał. Teraz jednak siedział wtulony w swoją córkę, adoptowaną, ale jednak! Jego własna córeczka!!
Nigdy już nie pozwoli, by była tak smutna czy przybita. Mimo krótkiego życia doświadczyła wielu przykrych spraw, a Barwinek zamierzał jej to wynagrodzić. Spędzać z nią więcej czasu, rozmawiać, tulić. No i oczywiście pilnować, by nie szlajała się z jakimiś przypadkowymi kocurami. Barwinek musi ich osobiście sprawdzić!
Dlatego otoczył ją ogonem, powoli i ostrożnie tuląc. To było dla niego nowe. Musiał się w tym odnaleźć, ale był pełen dobrych chęci.
- Dobrze się tobą zajmę - Miauknął z troską.
Resztę dnia spędził czas z Lisiczką. Chciał jej wynagrodzić wszystkie dni, kiedy było ciężko kotce, a on akurat łaził gdzieś po terenach. Teraz został ojcem, zagospodaruje dla niej osobny czas, w końcu kotki w jej wieku... Lubią to? Takie dbanie o nie i ten...
Barwinek zmarszczył brwi. Czego właściwie chcą kotki w tym wieku??

~*~

Lisia Łapa została mianowana na Iskrzący Krok. Piękne, wdzięczne imię, idealnie pasujące do kotki. Odcięła się od ponurej przeszłości, co tylko wyjdzie jej na plus! 
Poszedł oczywiście pogratulować szylkretce. Następnie musiała odbyć czuwanie, więc czarny wrócił spokojnym krokiem do legowiska. 

Następnego dnia został wyznaczony na patrol. Stawy, o dziwo, nie dokuczały mu aż tak. Może miał dziś dobry dzień? 
Ruszył więc do kotów, które szły z nim. Zajęczy Omyk, niedawno dołączyła do Klanu Klifu, jednak szybko odnalazła swoje miejsce. Do tego Muchomorowa Cętka, który udawał, iż go nie ma. Nie odzywał się, szedł tylko za nimi, kiedy już ruszyli. 
Barwinek rozglądał się i myślał, czy powinien zacząć jakiś temat. W końcu w ciszy mieli patrolować? 
Pomyślał dłuższą chwilę. Akurat miał nawet rzecz, o którą chciałby zapytać vankę. Już od paru dni po jego głowie chodziło zmartwienie, co mógłby zrobić dla córki, by była szczęśliwsza i zobaczyła, że mu zależy. Zwłaszcza teraz, gdy została wojowniczką i dostanie nowe obowiązki. 
- Hej, Zajęczy Omyku - zagadnął ją. 
- Taaak? - Kotka wydawała się być w super nastroju. Jak dobrze! Na pewno mu pomoże z jego problemem. 
- Mam do ciebie pytanie. - Miauknął. - Co lubią kotki w wieku Iskrzącego Kroku? 
Kotka wyglądała na nieco zaskoczoną tym pytaniem. Mimo to pomyślała chwilę, uśmiechając się lekko. 
- No wiesz... Wtedy to raczej miłość im w głowie - miauknęła po chwili. 
Barwinek zmarszczył brwi. O nie, co to to nie! 
- Żartujesz? Nie pozwolę nikomu się do niej zbliżyć bez pozwolenia! To moja córka i chcę o nią zadbać - odparł szybko. - Coś innego? Tylko nie zaczynaj z nią tematu partnerów. Sam się tym zajmę. 
Vanka zaśmiała się w głos, przeskakując nad gałęzią. Widocznie źle się zrozumieli, bo po chwili posłała mu łagodne spojrzenie, które mówiło, iż mu pomoże. 
- Więc o to ci chodziło! - Miauknęła. - Możesz ją zabrać na spacer! I wiesz, kotki lubią prezenty. A ona jest młoda, więc na pewno to doceni! 
Pokiwał głową, słuchając jej. Huh, tylko co on mógłby dać Iskrzącej? 
- No i oczywiście ploteczki! - Dodała po chwili, zbijając biednego Barwinka z tropu.
- Co? 
- No wiesz, nowinki z Klanu - wytłumaczyła. 
Czarny nigdy się tym nie interesował. Rozmawiał raptem z medykami, Łabędziem lub Tańczącą. Gdzie tu miejsce na plotki? 
- Ah, no tak. Dobrze - odparł. 
Zajęczy Omyk pokiwała z aprobatą głową, kontynuując patrol. Muchomorowa Cętka szedł za nimi cicho. Barwinkowy Podmuch z kolei zaczął rozmyślać w jaki sposób wprowadzi w życie te nowe aktywności. Najmłodszy nie był, ale jakoś krótki spacer z córką mu nie zaszkodzi. Albo prezent jej da? Tylko co? 

Wrócili do obozu po południu. Barwinek nie zastał przybranej córki w legowisku, więc postanowił zagospodarować ten czas inaczej. Przeszedł się po obozie, zbierając ploteczki. Następnie, pod wieczór, poszedł do Firletkowego Płatka i zapytał, co lubią kotki. Medyczka spanikowała, więc Barwinek szybko naprostowal, że chodzi mu o prezent. 
Gdy zdobył potrzebne informacje, mógł w końcu pójść spać. Było ciemno, a on naprawdę zmęczył się tym ciągłym chodzeniem. No, ale czego się nie robi dla córki? 

Nazajutrz śnieg stopniał, a pierwsze kwiaty pokazywały swoje płatki. Trawa nabrała koloru, ptaki śpiewały. No pięknie! Idealnie wręcz! 
Barwinek wstał rano, by wyjść za obóz i poszukać ładnych egzemplarzy kwiatów. Znalazł takowe, które zerwał i zabrał z sobą. Schował je u medyków, z którymi naprawdę się zaprzyjaźnił. Usłyszał po drodze, że Iskrzacy Krok zamierza iść na polowanie. Chciał wykorzystać tą okazję! 
Więc gdy jego córka wyszła, on potuptał za nią, z kwiatkami w pyszczku. 

Szylkretka zdawała się wyczuwać tu czyjąś obecność, dlatego czarny, gdy nieco oddalili się od obozu, po prostu ją dogonił. 
Położył przed nią kwiatki, które niósł bardzo delikatnie i uśmiechnął się szeroko. 
- Cześć Iskrzący Kroku!! - Zaczął wesoło. - Zobacz, zerwałem dla ciebie kwiaty, podobają ci się? Słyszałem, że kotki w twoim wieku takie lubią. 
Nim zdążyła coś odpowiedzieć, Barwinek kontynuował. 
- Zasłyszałem też, że ostatnio modne są kwiaty w futrze. Może spróbujesz też? - Zaproponował. - Na pewno Ci będzie do twarzy! O, a wiedziałaś, że Srebrna Grzywa kręci z Muchomorową Cętką? Oh, a chciałabyś zjeść ze mną później obiad? 

<Iskrzący Kroku? Patrz jaki kochany uwu>

13 stycznia 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Cichoszy

 Kocur złapał mysz. Chudą i zmizerniałą, jednak ciężko teraz o jakieś lepsze sztuki. Barwinek sam czasami Zastanawiał się, czy ich nie maleje wraz z każdą zimą. Są naprawdę chude i możliwe, iż padają z zimna, a oni ich nie znajdują.
- Złapałem! - Miauknął niewyraźnie kocurek.
Barwinek machnął ogonem z aprobatą.
- Smacznego w takim razie - mruknął miło, samemu węsząc za jakąś zdobyczą. - Nie starczy jej dla nas dwóch.
Po czym ruszył wolnym krokiem ku zapachowi, słabemu, ale jednak. Czy nos go mylił? Zdawało mu się, iż czuł tutaj drozda.
Wyjrzał za ogołocone krzaki. Śnieg lepił mu się do łap, kołtuniąc futro i wydając odgłosy przez deptanie go.
Przyjrzał się, dostrzegając faktycznie ptaka, którego wyczuł. Uśmiechnął się pod nosem. Więc obiad go nie ominie!
Zakradł się, ból w stawach odszedł na drugi plan. Wykorzystał wszystkie swoje umiejętności, przykucnął, wybił się z tylnych łap. Wysunął pazury, a ptak widząc go, spróbował odlecieć. Złapał jednak skrzydło maleństwa, ciągnąc je ku sobie.
Zabił szybko, brudząc śnieg krwią oraz piórami.
Wziął go w pysk i ruszył z powrotem do samotnika. Szukał wzrokiem czarno-białego, niosac swój obiad. Odłożył go na chwilę. 
- Cichosza? - Zapytał przestrzeń. - Jeśli zamierzasz mnie wystraszyć to ci się nie uda!
Wyostrzył wszystkie zmysły, by w razie czego na serio nie dać się zazaskoczyć.

<Cichosza? Aaa wybacz, że tak krótko >

10 stycznia 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Bursztynowej Łapy

 Sokole Skrzydło posłał karcące spojrzenie uczniowi. Barwinek z kolei siedział osłupiały, postanawiając zignorować wzmiankę o "trzymaniu się z wujkiem Szczawikiem". 
- Ehh... Dobrze, chciałem tylko... Popisać się. Jestem młody. Muszę się trochę wyszaleć. Nie łamię kodeksu, więc... Jestem niewinny - odpowiedział szybko kremowy. - Dobrze.... Panie Barwinkowy Podmuchu, witamy w legowisku medyka Klanu Klifu. Oferujemy nasze usługi, bo trafił pan w godzinach otwarcia naszego kącika. Jeśli chcesz spędzić czas z pozytywnym kocurem, wybierz Sokole Skrzydło. Jeśli chcesz ponarzekać, wybierz Firletkowy Płatek. Jeśli chcesz stracić nerkę... To znaczy zyskać kontakty u wpływowego medyka, wybierz Bursztynową Łapę... Albo załatwmy to szybciej. Co ci się stało? Co dolega?
Zamrugał szybko, analizując, co właśnie usłyszał. Siedzial w lekkim szoku, patrząc raz na Firletkę, raz NA Sokole Skrzydło, by skończyć na kremowym. 
Dziwny dzieciak... Ale przynajmniej nie był kolejnym wrednym medykiem, a zapowiadał się milutko.
Wciągnął powietrze, robiąc napięcie wokół. Widział pomarańczowe ślepia kocurka, które wbijały w niego ciekawskie spojrzenie.
- Macie tu wesoło - skomentował, uciekając wzrokiem w bok.
- A jakże - odparł Sokole Skrzydło, powolnym krokiem idąc wgłąb legowiska.
- Więc? - Dopytywał młody, zwracając na siebie uwagę.
- Oh - uśmiechnął się lekko czarny. - Bolą mnie stawy.
Poruszył łapami w miejscu, czekając na wyrok młodego ucznia medyka. Wiedział doskonale, że dostanie pewnie coś na przytłumienie bólu, który co jakiś czas atakował go. Wiedział jednak, iż kocurek jest stale testowany, więc pozwolił mu się wykazać.
- Oh, więc tak sprawa wygląda! - Miauknął z entuzjazmem. - Myślę, że najlepszym wyborem będą ziarna maku, znane ze swoich właściwości uśmierzania bólu.
- Tak uważasz? - Zapytał z uniesioną brwią.
- Zdecydowanie! - Odparł, tuptając po wspomniane zioła.
- Jedno wystarczy - pouczyła go Firletka, kiedy Bursztynowa Łapa próbował wysypać kilka według własnej miary.
Barwinek go obserwował z uśmiechem, ciesząc się, że kocurek wprowadza tu tyle dobrej atmosfery.
- Nie chcę zasnąć, Bursztynku - miauknął ze śmiechem, kiedy kremowy przyniósł mu ziarko na liściu. - W końcu zaspany nie mógłbym z tobą rozmawiać. Na pewno masz wiele medycznych ciekawostek, czyż nie? A może coś z życia klanu zasłyszałeś od pacjentów, hm? Pewnie masz ich na pęczki!
Powiedział co wiedział, biorąc mak. Teraz tylko czekać, w miłym towarzystwie, aż zacznie działać.

<Bursztyn? Dawaj ploteczki *fingerguns*>

06 stycznia 2021

Od Barwinkowego Podmuchu CD Szczawiowego Liścia

Jednak wrzucę dziś :>

 - Masz ochotę wybrać się na polowanie? Może skopiemy tyłki jakimś rybojadom. - miauknął, stając naprzeciwko starszego wojownika.
Barwinek słysząc wyrywający z zamyśleń głos, podniósł wzrok. Spojrzał prosto w pysk liliowemu. Jeszcze jego tu brakowało. Czego chciał?
W pomarańczowych oczach błysnęła nadzieja, zanim Szczawiowy Liść lekko się uśmiechnął. - Tak pomyślałem, że w towarzystwie czas szybciej zleci, co nie?
Ładny miał uśmiech. Barwinek go lubił, a tak rzadko widywał. Nie chciał jednak spędzać z nim więcej chwil. Nie po tym, co go spotkało jakiś czas temu, gdy młodszy nażarł się zielska.
Zresztą, nie miał humoru. Było mu przykro, że Rumiankowa Pręga, jego dobra koleżanka, tak szybko odeszła. Z kim ma teraz plotkować? I żartować sobie? Na pewno nie ze Szczawiowym Liściem. Łabędzi Plusk też nie był dobrym wyborem. Point unikał go, nawet wydawał się czymś zmartwiony, przestraszony.
Czarny próbował go zagadywać, ale starszy zbywał przyjaciela. Odpuścił więc, podejdzie za jakiś czas.
Barwinek zmarszczył brwi, ruszając ogonem. Odwrócił głowę od liliowego. Cały czas młodszy go krzywdził. Odrzucał, mimo tych wszystkich chwil, jakie razem spędzili. Czy możliwym było, iż naprawdę gadał tamte rzeczy, że go lubi, tylko przez zioło? Zmyślił je? Chciał, żeby Barwinka zabolało?
Wbił pazury w ziemię, prychając. Udało mu się. 
Czarny był cholernie zmęczony uganianiem się za nim. Nie zamierzał dłużej tego kontynuować, nawet jeśli skazywało by go to na samotność. Miał Lisiczkę, jego przybraną córkę, da radę. Poza tym, większość życia taki był - samotny.
- Nie, nie chcę. - Odparł obojętnym głosem, mijając kocura. Chciał, by jego postawa wydawała się pewna siebie, jednak ostatnie wydarzenia go przybiły. Zgarbił się nieco, nie patrząc na Szczawia. Tego Szczawika, którego kiedyś bronił przed lisem, zwierzał sie, próbował zburzyć granice bycia rywalami i nieprzyjaciółmi. On jednak tego nie doceniał, nie chciał widocznie Barwinka w swoim życiu.
A teraz co? Nagle, jakby zapominając o tamtym wszystkim ma czelność go gdzieś zapraszać? I to z takim uśmiechem, a nie zwyczajową obojętnością?
- Idź sam. Powodzenia - burknął jeszcze, nim wymknął się bocznym wyjściem z obozu.
Niby... Niby chciałby z nim pogadać. Znaczy... Może nie pogadać. Bardziej wygarnąć w pysk wszystko, czym go zranił. Tyle czasu. Cholernie długie księżyce, które poświęcił liliowemu i ich relacji. Na marne. Tak po prostu. Niech teraz się wypcha, bo Barwinek nie był w humorze ani na siłach, by znowu go ogarniać. Nie będzie za nim biegał posłusznie jak pies. 

<Szczawik?> 

01 stycznia 2021

Od Barwinkowego Podmuchu

 Tak, kolejne sylwestrowe opo uwu

Nastała zima. Kolejne choroby, kolejne zgony. W tym odeszła jego koleżanka, Rumiankowa Pręga. Właściwie nie wiedział czemu, nie pytał medyków. Ponad to Sokole Skrzydło odszedł do starszych.
Barwinek westchnął. Minęło dopiero parę godzin, a jemu już brakowało córki liderki. Chciał z nią znowu poplotkować. Pośmiać się i poobgadywać innych.
Wstał z miejsca, kręcąc głową. Już nie. Więcej okazji nie dostanie. Pozostało mu jedynie pójście na grób młodszej. 
Zacisnął zęby. Było ciemno i zimno, a on smucił się za kolejną duszę, która odeszła polować z przodkami. Nawet jeśli Barwinek nie do końca w nich wierzył, chciał, by dusza Rumianek odnalazła spokój. Zasłużyła, kochana kotka. 

Zamknął oczy. Nie było mu łatwo. Stracił kolejnego kota. Bał się o kolejne. Do tego jego zdrowie podupadało. Nie był już pierwszej wiosny - wiadomo. Stawy dokuczały. Teraz, siedząc w śniegu gdzieś na obrzeżach obozu czuł w nich mrowienie. Były sztywne, a gdy ruszał się, bolały. Kiedy brał zioła było jeszcze w porządku, a jak nie to... Uh, szkoda gadać.

Jego rozmyślania przerwał huk na niebie. Spojrzał do góry, widząc nad sobą kolorowe kształty. Dziwne, ale intrygujące. No i strasznie głośne. 
Skąd pochodziły? Od dwunogów? A może to znak od przodków, że wszystko u nich okej, a dusze ich zmarłych bawią się w najlepsze?
Nie znał na to odpowiedzi, ale podobały mu się te kolorki. 

Patrzył na nie dłuższą chwilę, dopóki nie przestały się pojawiać. Wtedy też dźwignął tyłek, czując zesztywniałe łapy. Otrzepał sierść ze śniegu, kierując kroki do obozu. Długi czas myślał jeszcze nad tym zjawiskiem, leżąc na posłaniu. 

31 grudnia 2020

Od Barwinkowego Podmuchu CD Cichoszy

 Czarny chciał coś powiedzieć, jednak kocurek go uprzedził. 
- Hej, Barwinku, a co ten, eeee... Klan o którym mówiłeś? Czy to taki kwiatek? Nie lubię kwiatków, pfe. Jeśli nie da się czegoś zjeść to raczej tego nie polubię. No, chyba że chodzi o kota, z chęcią się z nim lub nią zaprzyjaźnię! - Paplał dalej.
Barwinkowi minimalnie drgnęła powieka. Miał sporo cierpliwości, ale... Kurczę, on też lubił mówić!! A teraz wpadł na innego gadułę i co ma zrobić?? Zakleić mu pyszczek i pozwolić, by jego słowotok zalał czarno-białego czy może chamsko wejść w słowo?
Huh, obie opcje były kuszące, jednak Cichosza w pewnej chwili zaprzestał mówienia, i spojrzał się na niego.
To była jego szansa!
- Nie młody. Klan to ani kwiatek ani kot - zaśmiał się. - Znaczy, to grupa wielu kotów! Tak jak samotnicy łączą się w bandy, tak klany są czymś podobnym.
Machnął ogonem, ruszając się z miejsca. Czuł zesztywniałe stawy, które bolały z każdym krokiem. Stęknął cicho, próbując nie ukazać słabości.
- Samotnicy mają swoje reguły, a my swoje - Miauknął kontynuując. - Mamy wiarę w Klan Gwiazd, hierarchię, nawet inne klany. Nie jesteśmy jedyni. 
Widział, jak młodemu błyszczą się oczy. Już otwierał pysk, by coś wtrącić, ale Barwinek łapą mu go zatkał. 
- Tak jak mówiłem - kontynuował, szukając miejsca na polowanie. - Ja należę do Klanu Klifu, ale jest też Klan Nocy, Burzy i Wilka. 
Nie był pewny, czy nie mówił za dużo. Znaczy... Cichosza był kociakiem, w dodatku samotnym. Nie sądził, by miał w zamiarach wyrządzić im krzywdę, a nawet jeśli - paru samotników nie stanowi dla klifu problemu. 
Postanowił jednak nie zagłębiać się bardziej w politykę innych klanów, by nie zdradzić zbyt wiele. 
- Umiesz polować? - Zapytał, stając. Czuł woń myszy. 

<Cichosza? >