BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzoskwinka x Szyszka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brzoskwinka x Szyszka. Pokaż wszystkie posty

12 listopada 2021

Od Brzoskwinki Cd Szyszki

 Tak bardzo nie chciała słuchać słów Szyszki. Zbyt bolał ją fakt, że wszystko obróciło się w nicość. Leszczyna po prostu odeszła, zostawiając ją z samym smutkiem. Czuła taki wstyd, że wcześniej nie poszła do Szyszki. Mogły porozmawiać, nawzajem sobie pomóc, a teraz szylkretka tylko i wyłącznie chciała, by czarna sobie poszła. Nie czuła do niej urazy, ale dalej była mocno zestresowana tą sytuacją. Wspomnienia były jak niejasne fragmenty, niepasujące do reszty. 
- To niesprawiedliwe. Czemu odeszła bez pożegnania? Czemu los jest taki okrutny? Ona nas zostawiła. T-to niesprawiedliwe- wyszeptała pełna żalu, myśląc nad kolejnymi słowami, lecz nie potrafiła już więcej z siebie wykrztusić.
Po prostu obróciła głowę w stronę ściany, pokazując, że chce być sama, bo tego właśnie teraz pragnęła. Spokoju. Nie chciała cierpieć, patrząc w oczy Niezapominajki czy obserwując Szyszkę. Wolała uciec od wszystkiego, ale nie znalazła na razie do tego drogi.

***


Śmierć Szyszki była dla wszystkich zaskoczeniem. Mało kto się spodziewał, że akurat w takim momencie czarna liderka umrze. Każdy wiedział o jej już podeszłym wieku, jednak kotka trzymała się dość dobrze i nic nie mówiło, że będzie gorzej. Ta wiadomość zaskoczyła oraz załamała. W jej przypadku te słowa mówiło za mało. Gdy usłyszała, że ciocia nie żyje, nie potrafiła nic powiedzieć. Pozwoliła łzom wyjść zza powiek, przegryźć ze stresu wargę. I szczerze tyle z fizycznych kwestii. Tym razem nie chciała niczego sobie zrobić, bo zdała sobie sprawę, że to byłoby bez sensu. Znowu by się nie udało, a jakby jednak? Co by się stało? Przemyślała tą kwestię i została przy żałobie. Przychodziła na grób, przynosiła kwiaty. Tyle, że nagle musiała zakończyć z myślami, krążącymi tylko wokół zmarłej. 
Została zastępcą. 
Nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Nie czuła się dumna, bo nie miała z czego. Po prostu awansowała a co za tym idzie, miała wiele obowiązków. Mówiąc wiele, trzeba zaznaczyć jeszcze to jaka była Błysk. Oprócz rozdzielania patroli i ogarniania reszty rzeczy, musiała czasem przemyśleć tą czy ową kwestię. Stresowała się decyzjami jakie podejmowała liderka, bo to miało również wpływ na nią. Widziała te spojrzenia, chcące się dowiedzieć czy popiera to w jaki sposób kotka rządzi. Tak zarywała noce, z samego stresu. Czasem próbowała się uspokoić spacerem, ale to nie pomagało. Prosiła Niezapominajkę o ziarna maku. Może dawało to jej zasnąć, jednak nie uspokoiło burzy myśli. Czy w ogóle z niej coś wywnioskowała, bo w końcu chyba powinna skoro ciągle o tym myślała? Nie, oczywiście, że nie bo jakżeby inaczej. Czy potrafiła się zgodzić z decyzjami obecnej liderki? Kotka chciała dobra dla całej społeczności, choć podejmowała dość… Radykalne postanowienia. Przerażało ją to, do czego jeszcze może dojść, jednak wolała się nie sprzeciwiać. Można było znaleźć plusy w jej działaniach. 
Czy dawała sobie radę? Niby udawało jej się trzeźwo mówić kto ma w jakim patrolu iść, ale nie czuła się zbyt pewnie. Ciążyła na niej pewna odpowiedzialność. Nie wiedziała, czy Błysk robi dobrze. Nie rozmawiała jeszcze z nią na temat jej planów dotyczących przyszłości, ich rozmowy wyglądały jak wymiana zdań na temat złapanej zwierzyny czy informacji o lisach. Musiała czasem głupio przytakiwać, co po prostu od środka ją rozdzierało, bo bała się o każdego członka Owocowego Lasu. Nie chciała również buntu, bo komuś nie spodobało się to co robiła liderka. Nie chciała mieć na sumieniu nikogo. Chciała by każdy mógł czuć się bezpieczny na tyle ile może. Chciała by jej rodzina, dzieci, wnuki, które tak niedawno pojawiły się na świecie, mogli żyć w spokoju. Jednak samo chcę, nie chcę nie miało wpływu. Czuła jakby traciła kontrolę. Tak było w rzeczywistości, sama nie miała zbytnio jak kreować swoje życie. Wszystko opierało się jedynie na tym, że musi dbać o ład na tyle ile może. Czasem przypominała sobie ojca, bo on też się borykał z rolą zastępcy, lecz u niego było prościej. Wtedy rządziła ich wspaniała liderka, a nie Błysk, która wydawała się być inna niż kiedyś. Zaczęła się nowa era i nie mogła być pewna co przyniesie. Mogła przynieść zniszczenie, chaos, zgubę. Mogła dobro, ciepło oraz bezpieczeństwo. To były dwa przeciwieństwa, według niej nie istniało nic pomiędzy a teraz tak świat się przedstawiał. Z jednej strony żyło się dobrze bo była zwierzyna, całkiem spokojnie, a z drugiej Błysk znowu coś zadecydowała, wisiała niepewność w powietrzu. Przeszkadzało to niezmiernie w jakichkolwiek rozmowach. Nie potrafiła normalnie rozmawiać z innymi. Przez ich nową liderkę oraz to, że była zastępcą, czuła się jakby reszta kotów była za pewną ścianą. Bała się osądzenia, bo gdy Błysk coś zepsuje, rozpadnie się ta harmonia, to będzie również jej wina, nawet jeśli nie maczała w tym łap. To wszystko było bardzo pokręcone, nie potrafiła się skupić na jednej myśli bo tego było za dużo. Obowiązki, relacje…
Niebieski kwiat opadł na grobie Szyszki, a szylkretka zaczęła cicho płakać.
Tak bardzo brakowało jej cioci.
I tak bardzo żałowała, że nie spędzała z nią więcej czasu. 
Mogła się od niej jeszcze tak wiele nauczyć.

05 lipca 2021

Od Brzoskwinki Cd Szyszki

*tw, poniżej próba samobójstwa, czytasz na własną odpowiedzialność*


 - Zabije lisa. 
Nie udawała, że nie usłyszała. Te słowa były dla niej jak najbardziej zrozumiałe, lecz jak zawsze oba odczucia się zaczęły kłócić. Czy to dobrze? Nie narażą swojego zdrowia oraz życia? No i pewność, że to odpowiednie, bo już nikomu nic się nie stanie. Głęboko westchnęła, z niepokojem wpatrując się w ciocię. Dawno nie rozmawiała z nią aż tak na serio. Może natrafi się okazja. 
- Jesteś pewna, że się uda, prawda? - powiedziała do niej niecierpliwie strzepując ogonem. Kotka kiwnęła głową potwierdzająco. 
- Pójdą z tobą Jabłko, Kudłacz, Tajfun, Trzmiel i Kolendra- obwieściła jej jeszcze szybko. - możesz już ich szukać i wyruszyć. My też za chwilkę się zbierzemy. 
- Dobrze. I… Dziękuję. - miauknęła do niej na pożegnanie i niemalże skoczyła w drogę powrotną. Wierzyła w Szyszkę. Była pewna, że się uda. Do tego mogła być pewna o zdrowie jej dzieci. Bo naprawdę czuła troskę, choć nikt tego chyba nie widział.

***


- Dobra, chodźcie- powiedziała do swojej grupy, jak tylko trzecia wyruszyła. Obróciła się jeszcze w tył. Szukała w legowisku zielonych ślepi jej córki, ale nie zauważyła. Widziała jednak Bza, który siedział na polanie i patrzył na koty które szły poskromić lisa. Momentalnie zmiękło jej serce na widok malucha. Nie wiedział wszystkiego i chyba dobrze. 
- No to ruszajmy! - skoczył do przodu Jabłko a ona tylko westchnęła. Nie miała sił się na niego irytować. Przed nimi była ważna misja. Zablokować dziurę. Wiedziała, że będzie kierować się zaleceniami liderki. Włożą ostrokrzew. Czuła w sobie mocną determinację. Dadzą radę. Nic nie może pójść źle, mogą się jedynie bać o tych, którzy mają unicestwić lisa. Tego wstrętnego lisa. 
Wyprzedziła Jabłko i szybko skierowała ich w stronę Ogrodzenia. Obok niej szła Kolendra. Dalej wszystkiego sobie nie wytłumaczyły. Pewne sprawy nigdy nie zostaną wyjaśnione. Z tyłu rozeszły się chichoty. Obróciła szybko głowę. Jej brat wraz z Trzmielem śmiali się pewnie z czegoś jakże ciekawego. Poczuła nagłe ukłucie. Gdyby nie liliowy, wszystko byłoby dobrze. Dalej coś się tliło w jej sercu. Rozpacz, że nie chciał z nią być? Że razem stworzyli kociaki a on nawet palcem ich nie dotknął? W jej gardle zbierało się warzczenie. Podeszła powoli do dwójki kocurów którzy momentalnie przestali. 
-Cicho głąby! - syknęła cicho, a Kudłacz i Tajfun przyglądali się tej scenie z zaciekawieniem. 

***


Udało się. Trochę pocharatali łapy, ale udało się. Z triumfem weszli do obozu. Rozejrzała się zdziwiona. Grupa trzecia jeszcze nie wróciła. Wszyscy rozeszli się, tylko ona stała skryta za krzakiem przy wejściu do obozu. Czekała. No i się doczekała. Zaniepokojone szepty rozległy się wokół. Szyszka weszła jako ostatnia a przed nią koty ciągnęły ciało Płomykówki. Czyli się nie udało do końca. Spuściła głowę. Jej kuzynka umarła. Nawet nie wyobrażała sobie, jaki to mógł być cios dla Szyszki. Ta tylko przelotnie obejrzała się po reszcie dzieci, które zbiegły się do ciała siostry. I poszła sobie. Poczuła nagły przypływ współczucia. Pokręciła łbem. Śmierć zawsze była straszna. A najbardziej bliskiej osoby. 
Szybko polizała się po piersi. To była bardzo smutna sytuacja, ale zanim pójdzie poraz ostatni zobaczyć się z martwą, chciała odwiedzić matkę. Nie widziała jej na polanie, więc pewnie była w legowisku starszyzny. Weszła powoli do środka ale zastała tylko Pędraka.
- Gdzie moja mama? - zaniepokojona zamrugała w jego stronę. On tylko wzruszył ramionami. 
- Poszła gdzieś.
- A… Masz więcej informacji?- zapytała, ale Pędrak tylko się obrócił zirytowany. 
Poczuła ucisk w gardle. Coś było nie tak. Leszczyna zawsze wracała. Zawsze się z nią witała. Zawsze przy niej była, gdy potrzebowała pomocy. Świat nagle odpłynął. Czuła dudnienie w uszach. Odgłosy jej własnej, pompowanej przez serce krwi. Musiała ją znaleźć. Nie mogła w końcu przepaść. Wybiegła z impetem do wyjścia. Za nią krzyknął Jabłko. Ona tego nie słyszała. Jej oddech świstał. Musiała znaleźć mamę. Jej kochaną mamę! Czuła się niczym porzucone kocię, które za wszelką cenę chciało znaleźć z powrotem swoją opiekunkę. Gdzieś tam ona była. Co jeżeli lis dorwał ją wcześniej niż patrol zabił tego wstrętnego szkodnika? Nie przeżyłaby tej wieści. Ona musi przecież żyć. Musi tu gdzieś być. Gorączkowo rozglądała się na boki, przesuwając wzrokiem po krzewach oraz pniach drzew. Nigdzie nie dostrzegła rudego futra kotki, która ją wychowała. Z nią czuła bliższą więź niż z ojcem. On umarł, gdy była mama. Od tamtego czasu coś się sypnęło. Nie była taka jak dawniej, a gdyby porównać jej zachowanie jak była kociakiem, to zmieniło się wiele. Teraz liczyła tylko na siebie. Nie chciała być słaba.
Zatrzymała się na leśnej drodze by wyrównać oddech. Nigdzie jej nie było. Czy naprawdę zniknęła? Rozpuściła w powietrzu? Nic takiego nie mogło chyba się stać. Prosiła tylko siły wyższe, by okazało się, że kotka po prostu spacerowała sobie pośród jabłoni. Byłaby to najlepsza możliwość, ale czuła strach. Może dalej przez to, że wcześniejsze doświadczenia z lisem były dość przerażające? Dalej była w nienajlepszym nastroju. Śmierć zawsze była czymś strasznym i będzie. Nawet nie była pewna czy Cicha dalej stąpa po tym świecie! Został jej Jabłko i właśnie Leszczyna. Do tego dzieci. Musiała je wychowywać, a to było trudne. Czy udało jej się choć trochę? Wraz z ich mianowaniem poczuła się mniej ważna w swojej roli. Mieli własne życie, które musieli przeżyć. Nie chciała im narzucać czegokolwiek, w tym to kim mają być, choć nie była pewna czy Niezapominajka da sobie radę. Zresztą o Bza też się obawiała. Miał nadzieję, że jakoś z nim będzie w przyszłości. 
Truchtała powoli pośród roślin, nawołując imię mamy. Chciała już ją zobaczyć. Mieć pewność, że tu jest. Przełknęła głośno ślinę. Takie zachowanie było niepodobne do Leszczyny. Wracała i nie przechadzała się aż tak długo sama. Obróciła głowę w prawo i nagle cały świat przestał istnieć.
Jej mama.
Kochana mama.
Leżała bezceremonialnie na podłożu, z brzuchem pełnym zaschniętej krwi. Wygięta w jakiejś dziwnej pozie. Brzoskwinka stanęła jak wryta, czując wzbierające się w niej łzy.
Jej kochana mama. 
Po prostu nie żyła. Podeszła do niej powoli. Czuła zapach kota.
Ktoś ją zamordował. 
Za. Mor. Do. Wał. Ktoś unicestwił ją na miejscu. Dlaczego? Po co? CO ONA MU NIBY ZROBIŁA???!!! Spojrzała szybko na pazury. Może odgadnie kto był sprawcą. Ale nie. Były czyste. Idealnie czyste. Ten ktoś usunął dowody. Okrążyła dookoła martwe ciało. To nie mogła być prawda. Leszczyna była bardzo miłą kotką, nie było potrzeby jej zabijać. Nagle uderzyły ją wspomnienia śmierci Śliwki. Ją też zamordowano. Czemu jej rodzina była od tak zabijana!? To było niesprawiedliwe. Po prostu niesprawiedliwe. Z głośnym szlochem wtuliła się w miękkie, pachnące krwią i śmiercią. Łzy ciekły jej z oczu niczym strumień. 
- NIEEEE! - wrzasnęła na całe gardło. 

***

*ok to tu mniej wiecej niefajne rzeczy, jeszcze jedno ostrzeżenie*

29 kwietnia 2021

Od Brzoskwinki Cd Szyszki

Nie spodziewała się wizyty cioci. Dawno nie widziała tego szczęśliwego, ale zarazem poważnego pyska. Jak to jest, znamy koty z jednej strony, a z drugiej mniej… Jej Szyszka zawsze kojarzyła się z ulgą. Po rozmowach z nią czuła się wolna od trosk, jakby spadł ten kamień, ciążący tak mocno, że miała dość. Ostatnio niestety nawet przy niej tak nie było. Rozmawiali rzadko, zazwyczaj były to krótkie wymiany zdań. Nic się nie działo. Takie puste spojrzenia, miały tylko udawać radość. Czuła się do bani. Jak to niby wytłumaczyć? Olewała kociaki, zachowywała się dość nieprzyjaźnie. Czeka ją długa rozmowa. Prosiła w myślach, by czarna nie dawała jej trudnych pytań. Na które musi odpowiedzieć. Najwyraźniej miało być inaczej. Ale cóż, lider interesuje się innymi. Każdemu była znana historia o tym jak urodziła potomków. W zimnie, poza obozem, gdzie maluchy mogły ucierpieć. Umrzeć. Hipotermia to nie był temat do żartów. Mogłaby sobie odpuścić tych myśli, lecz uwierało ją to gorzej niż cierń w łapie. Po co prawdę trzymać w cieniu? W końcu, bez owijania w bawełnę, była żałosną matką. Starającą się przebywać jak najwięcej z dala od pisków. Mówiącą w myślach “niech będą już cicho” albo “ja chcę spokoju”. Przynajmniej były tu inne karmicielki. Pomagały jej w opiece, ona odwdzięczała się tym samym wtedy kiedy mogła. Pozostały czas spędzała na wspominanie lasu. 
Jak mogła się spodziewać, oczywiście kotka chciała, by jej matka wyszła. Z nią była ta przykrywka “zwyczajna, rodzinna pogadanka”. Jednak nie, Szyszka potrzebowała chwili by z nią pogadać. Została jej decyzja, irytować się czy nie. Chyba nie. Tylko jak się nie denerwować tymi już tworzącymi się w głowie czarnej zagadnieniami? Niczym przepytywanie przez mentora.
To niestety było ważniejsze.
O wiele ważniejsze.
Stara się w końcu wypaść dość dobrze. Musi się przygotować na wszystko. Nawet na ten głos głęboko w niej, który podpowiadał niby dobre rzeczy. Teraz jedynie dziwił się, dlaczego boi się rozmowy z bliską jej osobą. Odpowiedziałaby “dlatego”. Jakoś nie pasowała jej ta fraza. Chyba mówi się bardziej… Kwieciście. Jak te piękne wiersze układane na cześć kochanki. Słyszała taką pewną historię. Nie była ważna, ale przypomniała jej się. Pewien kocur kochał kotkę, żygała tym. Obrzydlistwo. Co to była miłość? Przypominała sobie tylko tą noc. Podczas której stało się to co się stało. Może i ten temat poruszy przywódczyni?
- Jak się nazywają? 
- Ona to Niezapominajka, to jest Kolendra, a on zwie się Bez- odparła szybko. Pokazała kto jest kim, jednak dzieciaki spały. Nie trzeba było ich budzić. Westchnęła cicho. Szyszka widziała jej zdenerwowanie. Cóż, niech się nie dziwi.
- Śliczne imiona. Pasują do nich- zamruczała, po czym liznęła Brzoskwinkę za uchem. Jak za dawnych czasów. Czyli bycia kociakiem.- Jak się czujesz? I czy możesz mi powiedzieć, jak to było z tą ciążą? Trochę nas zaskoczyłaś- powiedziała kotka, po czym calico nagle odrętwiała. W głowie zaczęły się pojawiać różne sceny. Noc przy drzewie, nagłe zaskoczenie, rozsiewające się plotki, podjęcie decyzji, nakrycie z noworodkami, punkt końcowy żłobek. To była cała historia, nie zdołałaby opowiedzieć tego do wieczora. Znała słowa, którymi to zastąpić.
- Wpadka- mruknęła, patrząc co chwilę, czy aby kociaki się nie obudziły.
- W jakim sensie? 
- Zwyczajna.
- Dobrze, to w takim razie, jaki był powód porodu poza obozem? Tutaj zająłby się tobą Wschód…
- Nie chcę by ktoś się mną zajmował. One - wskazała maluchy- są zwykłą pomyłką dwóch, głupich kotów. A ja chciałam dalej kroczyć własnym przeznaczeniem. Więc miałam je podrzucić, ale Cicha, której niestety nie ma z nami, musiała mnie znaleźć. Okej? To mnie przerastało…- niemalże na jednym tchu, przedstawiła tą jakże ciekawą opowiastkę. Ciekawe czy ją zrozumie. Przecież… Po prostu nie chciała czegoś! No cóż… Tak się skończyło, nie powinna mieć do niej po tym pretensji.

<Szyszko?>

03 marca 2021

Od Brzoskwinki Cd Szyszki

- … Jest jeszcze Błysk. Wspólnie z pewnością podołają wychowaniu maluchów. Wspólnie się uzupełniają. Tak działa rodzina. A gdy zostaną dobrze wychowane, przyniosą nie raz dumę naszej społeczności.
Brzoskwinka kiwnęła głową. Zrozumiała. Chyba. Cała sprawa rodziny była dość trudna. Jak wychować dzieci, z partnerem żyć w miłości… Tego akurat niezbyt pojmowała. Dziwiła się dlaczego Leszczyna zgodziła się na takie rzeczy. Szyszka również. Ona… Niezbyt chciała. Była to wielka odpowiedzialność, a osobiście nie znała takiego słowa. Lubiła, gdy mogła na kimś polegać. Kiedy miała przy sobie przyjaciela, członka rodziny… Powinna się usamodzielnić. To było pewne. Jak tylko zostanie wojowniczką. Tak. Jak tylko będzie pełnoprawnym członkiem Owocowego Lasu. Stanie się kimś więcej. Teraz była uczniem, ale za jakiś czas. Będzie… Starsza na umyśle.
- To… Ja będę już iść.- wymamrotała. Czarna także pożegnała się, a jej mama otuliła liderkę ogonem, po czym zaczęła następną rozmowę. Uśmiechnęła się lekko. Wszystko było cudownie. W jak najlepszym porządku.

***

Oczywiście stało się, Jabłko miał już tego dzieciaka. Nie cieszyła się, ale i również nie była zła. Poziomka miała prawo do życia, a ona musiała się dostosować oraz polubić koteczkę. Oh. Leszczyna była wniebowzięta, często zaglądała do żłobka, by poznać lepiej wnuczkę. Niezmiernie szczęśliwa ciągle mówiła jaką to ma wspaniałą rodzinę. Dokładnie. Bo tylko to co jest od Jabłka to coś dobrego. Nie wiedziała czemu, ale zżerała ją złość. Złość na brata. Na zmarłego ojca. Sama nawet chyba nigdy nie była czymś dostatecznie idealnym jak on. Zawsze coś wychodziło jej nie tak. Nawet teraz. Była na zwyczajnym polowaniu. Ot tak. A TEN ŚMIERDZIEL musiał iść z nią.
- Czy nie masz innych rzeczy do roboty?- warknęła jak tylko wyszli. Miał to być samotny wypad, a jako, że byli w obozie, nie mogła wydrzeć się na niego i zabronić iść. Przyczepił się jak rzep do psiego ogona. Szedł tuż obok, z tym anielskim uśmieszkiem na pysku. Futro zadbane, bez żadnej grudki ziemi. Kremowy prosto przebierając łapami, poruszał się w linii prostej po ścieżce. Gdzie się dopatrzyć braków? Chyba oprócz samej niechęci do osobnika. Nie cierpiała go jak nikogo dotychczas. W dzieciństwie się jakoś żyło, a teraz… Tragedia.
- Zawsze jest dobrze zapolować dla klanu a z siostrą zawsze ciekawiej.- odpowiedział bez chwili namysłu czy zająknięcia. On sobie przygotowywał scenariusz co mówić? Zachowywał się strasznie… Śmiało oraz właściwie. Dlatego musiała iść dalej. Bez względu na jej zdanie. A irytacja tłamsiła się w niej… Już po prostu niemożliwie. Akurat dzisiaj chciała mieć spokojny, fajny dzień…
Dotarli do… Nawet sama nie wiedziała jakiego miejsca. Nie patrzyła na drogę, co ją obchodziła. Musiała jakoś przeżyć… To. Jabłko już odsunął się od niej, pewnie łapiąc zapach swoimi nozdrzami. Z ogonem wysoko szedł w jemu znaną stronę. A ona szukała- czegokolwiek, byle było zwierzyną. Powoli kroczyła za zapachem myszy. Drobne zwierzątko skrobało coś w ziemi, przy okazji wydając nieprzyjemne dla ucha piski. Wysokie, niezbyt donośne dźwięki. Miała nadzieję je szybko skończyć. Przysiadła w pozycji łowieckiej. Tak jak została nauczona, wagę ciała rozłożyła równomiernie między wszystkie cztery łapy. Wczuwała się w otoczenie, stawała jego częścią. Zamknęła na chwilę oczy, by potem je otworzyć w zupełnie innym świecie. Pełnym życia dookoła. Gdzieś w tle świergotał ptak, jeden, drugi. A ona skupiła się na obiekcie przed sobą. Ruszyła do przodu. Delikatnie, krok za krokiem. By za chwilę zatopić kły w szarym ciałku. 
- Patrz co złapałem!- usłyszała za sobą krzyk. Mysz się spłoszyła przez nagłe ruchy uczennicy. Wstała powoli otrzepując się z kawałków paproci. 
- Przepraszam, nie wiedziałem, że polujesz.- miauknął znowu kremowy, wyłaniając się z średniej wielkości sójką.
- Mogłeś po prostu otworzyć ślepia. Skradałam się.
- Sorka, ale patrz! Na pewno Stokrotka będzie szczęśliwa z takiego jedzenia... - zaczął. Lecz ona dalej nie słuchała. Pomknęła przed siebie ze łzami w oczach. Czyli teraz liczyło się to? Czy tylko ona odczuwała brak rodziny? Umarła Śliwka, Myszołów… Została z głupim bratem oraz niemą siostrą. Mamą. Nikogo więcej. Nie miała przyjaciół, odliczając Trzmiela. On założył sobie nową, LEPSZĄ. Nie interesowało go chyba nic. A ją ktoś pytał o zdanie? Chciała zostać ciotką? Co ona wciąż tu robiła! Do czego dążyła? Właśnie w tym momencie zdała sobie sprawę, że ranga to nie wszystko. Po co chciała być wojowniczką? I tak to przeminie, zmieni się w proch. Zrówna z ziemią. Czemu? Pędziła dalej, biegnąc ile sił w nogach, wymijając krzaki oraz drzewa. Do strumyka. Zwyczajnego strumyka. On nie zniknie tak szybko. A koty śmierci musiały. Ot tak.
Przed nią jak z ziemi wyrosła czarna sylwetka. Od razu rozpoznała Szyszkę. Powoli zwolniła, zbliżając się do wpatrującej w wodę liderki. 
- Ciociu!- miauknęła przytulając się do zaskoczonej kotki.- P-powiedz, że zawsze będziesz… Moją ciocią. Że mnie nie zostawisz!- przycisnęła się jeszcze mocniej. Niech tylko kotka to potwierdzi! Nie chciała, by ją zostawiła. Przecież… Jak? Jak mogło niby się kiedyś tak stać!

<Szyszko? :3>

23 lutego 2021

Od Brzoskwinki Cd Szyszki

- … Moja córka to niezależna kotka!- miauknęła Leszczyna. Ona sama trochę skuliła się pod napływem tego wszystkiego. Może i Jabłko spodziewał się potomków, ale ona nie chciała. Nawet mieć większego kontaktu z kocurami. Po co komu partner. Lecz… Podczas spotkań z Trzmielem, czuła takie uczucie… Sama nie wiedziała co to może oznaczać.
- Ja całe szczęście nie chcę mieć zbyt partnera.- mruknęła cicho. Ruda kotka liznęła ją po uszach, a ona znów poczuła się jak kociak. Te czasy gdy mieszkała spokojnie w żłobku… Były dalekie. To było dawno temu, nie musiała już o tym myśleć. Po chwili dodała:
- Jestem ciekawa jak on sobie poradzi z wymysłami Stokrotki. Podobno wczoraj poprosiła go o czajkę!- zamruczała ze śmiechem. Starsze kotki również uśmiechnęły się trochę. Współczuła im. Obie straciły partnerów… Dlatego też bliższe relacje z innymi jakoś… Nie wchodziły w grę. Nie była przyzwyczajona do myślenia o tym, że ma przy sobie kogoś, kogo darzy miłością. Była ona czasem dziwna. Miłość to sprawy dla każdego, ale nie wiedziała o niej zbyt dużo. Tylko ból po stracie innego kota. Jej ojciec umarł jak była mała. Przynajmniej Leszczyna wciąż żyła, tak samo Cicha i Jabłko, choć nie mieli zbyt dobrych kontaktów. Wciąż jednak to rodzina, chcąc nie chcąc urodzili się wspólnie. A teraz była taka sytuacja.
- Podobno Jabłko ostatnio ma naprawdę dobre relacje ze Stokrotką.- powiedziała ze spokojem Szyszka.
- Będzie cudownym ojcem, a ja zostanę babcią!- pełna zapału jej mama zaczęła aż piszczeć z radości. Ona tylko uśmiechnęła się lekko.
- Nie cieszysz się, że zostaniesz ciocią?- spytała czarna. Szylkretka tylko wzruszyła ramionami.
- Po prostu jakoś tego nie widzę… Jestem wciąż młoda, nie wiem czy mogę zostać ciocią.- wytłumaczyła.
- Gdybym ja była w twoim wieku… Co bym jeszcze mogła zrobić.- rozmarzona Leszczyna skinęła głową. 
- Podbiłabyś pewnie znowu cały Owocowy Las.- zaśmiała się liderka.
- To kiedyś już podbiłam?
- Pewnie tak.- wtrąciła się trochę.- Mama ma taką siłę ducha…
- Dokładnie. A wam przekazałam same dobre cechy!- z dumą wypięła pierś jej rodzicielka. Brzoskwinka mimo woli wstrzymała śmiech. Rzeczywiście, kremowemu przekazała wszystko czego potrzebował. A głównie matkowanie.
- Jestem ciekawa kociąt Błysku. Dziwne, że ich ojcem jest Pędrak co nie?
- Będzie i tak dobrym rodzicem.- miauknęła Szyszka.
- Ale… Jak je wychowa?- mruknęła.- Przecież wiesz jaki on jest. Powie im, że życie jest złe? Niesprawiedliwe?

<Szyszuniu, wytłumaczysz role w rodzinie? ❤>

20 lutego 2021

Od Brzoskwinki Cd Szyszki

- Uszatka zajmie się twoim szkoleniem.- powiedziała Szyszka.
Brzoskwinka otwarła szeroko oczy. Oficjalnie została uczniem. Obrała inną drogę niż wcześniej… Było dobrze. Przypomniała sobie słowa liderki “Daje ci dziesięć księżyców na zakończenie szkolenia”. Potwierdziła te słowa, ale… Czy da radę. Musiała przynajmniej się postarać. Nie mogła zawieść cioci. Bo co jeżeli się nie uda? Wiara w nią zostanie zrujnowana. 
- Dziękuję…- cicho odparła, troszkę przytłoczona tą sytuacją. Czarno-biała kotka uśmiechnęła się w jej stronę. Ona postarała się przyjąć pewną postawę. Wyprostowała plecy i podeszła do nowej mentorki. Szyszka skinęła głową po czym zwróciła się do niej.
- Mam nadzieję, że dasz z siebie wszystko.
- Ja… Zrobię wszystko co w mojej mocy.
- Będzie dobrze.- dodała jeszcze przywódczyni widząc jak zestresowała się młoda szylkretka. Będzie dobrze, będzie dobrze…- powtarzała sobie te słowa w myślach. Godnie zacznie trening. Zostanie wojowniczką jak reszta rodziny. Będzie… Będzie dobrze.

***

Stąpała lekko po podłożu, skradając się w stronę małej nornicy. Wbrew pozorom, to czego się uczyła, było w miarę normalne. Polowanie, walka, wspinanie na drzewa… Patrolowanie, sprzątanie u starszyzny czy w żłobku. Całkiem przyjemnie się czuła, gdy budząc się, wiedziała jaki ma cel. Zostać prawdziwym członkiem Owocowego Lasu. Miała przy sobie wspierające ją koty, Uszatkę, Leszczynę, Trzmiela, o dziwo także Jabłko oraz Szyszkę. Życie nie było zbyt skomplikowane. Wszystko było… Spokojne. Przynajmniej by było, gdyby nie śmierć Sokoła. Ten cios dotknął całą rodzinę liderki. Przygnębienie wisiało w powietrzu. Zaskoczenie, smutek… Żałowała, że nie spędziła wujkiem więcej czasu. Jednak czasu nie dało się cofnąć. To co się stało miało się stać. Wciąż były tu koty, o które trzeba było zadbać. A jej zadanie było dla niej zbyt ważne, by w nieskończoność zamartwiać się… Tą stratą.
Dziś Uszatka postanowiła dać jej wolną rękę. Musiała upolować dość zwierzyny, by klan nie głodował. Czyli według niej gdzieś około 3 sztuk zwierzyny, biorąc pod uwagę inne patrole łowieckie. Na razie miała drozda oraz mysz. A ta nornica by się przydała. Dlatego przysunęła się bliżej zwierzątka, które gryzło mały orzech. Było chyba nieświadome niebezpieczeństwa. Za chwilę miało spocząć w jej pyszczku. Tak jak ją uczyła czarna bicolorka. Mysz wyczuje twoje kroki nim cię zobaczy. Jeszcze techniki na nornicę nie słyszała, ale może ta się przyda. Odpowiedni moment… Teraz! Brązowe ciałko miało już uciec. Pazury Brzoskwinki jednak dosięgły go, po czym ugryzła je w kark. Zwierzątko bezwładnie leżało na ziemi, a mordka calico miała teraz kilka kropel krwi na futrze. Szybko je wytarła. Dobrze. Miała na tyle, wracała do obozu. Chwyciła nornicę za ogon, po czym poszła odkopać resztę zwierzyny. Zapamiętała, że ptaka zostawiła (oczywiście osłoniętego) tuż przy krzaku obok wielkiej gruszy, a gryzonia ledwie dwie długości lisiego ogona dalej. Tam ich znalazła. 
Nie oddalała się zbyt od najbezpieczniejszego miejsca w Owocowym Lesie, więc tuż przy jabłonce była szybciutko. Tuż przy wejściu do obozu stał Jabłko. Pewnie został wyznaczony do stania na warcie. Tylko skinęła oschle głową do kremowego kocura, ale ten ją zagadał.
- Jak ci poszło?- Pewnie wiedział, jaki był cel jej wyprawy. Wypluła pióra, w tym także upuściła drozda.
- Tak jak widzisz.- odparła, po czym ruszyła nie biorąc po drodze pozostawionej piszczki. 
- Poproszę kogoś innego by zaniósł to dla Stokrotki!- krzyknął za nią. Prychnęła w odpowiedzi. Ona i jej brat spodziewali się potomstwa. Jabłko dbał o partnerkę najbardziej jak mógł. Brzoskwinka była tylko wkurzona, gdy dowiedziała się o sytuacji. 
Przy drzewie była już Uszatka. Przekazała jej mysz, po czym ruszyła w stronę legowiska przywódcy. W środku jak przeczuwała, znalazła Szyszkę. Leżała ona wpatrzona w nicość. 
- Ciociu! Chcesz ze mną zjeść tą nornicę? Proszę, sama upolowałam!- uśmiechnęła się lekko podsuwając zwierzątko.

<Szyszko? <3 >

10 lutego 2021

Od Brzoskwinki Cd Szyszki

- ... to czy nie myślałaś o tym, by zostać wojowniczką?- spytała się jej Szyszka. Brzoskwinka dostała chwilowego laga mózgu. Nigdy nie myślała o... Byciu wojownikiem. Polowaniu, bronieniu klanu. Coś... Strasznie odpychało od tego. Może wiadomość, że walka z wrogiem jest niebezpieczna, można przy niej umrzeć równie prosto jak zwykła zwierzyna... No niezbyt ją przekonywała ta myśl. Lecz sama świadomość, że przejdzie przecież trening... Mogła być pocieszna. Ale czy uda jej się? Niezbyt chciała ranić inne koty... Do tej pory je leczyła. Jednak ton cioci dawał sam do zrozumienia. Skoro nie nadawała się na... Medyka, to czy na wojownika także? Musiała pokazać, że chyba tak. Zresztą podstawy polowania znała. Skradasz się i atakujesz. Na pierwszym treningu właśnie o tym było. Także deczko samoobrony. Czy to wystarczało? Mogła zostać teraz kimś innym? Zmienić nagle swoją profesję?
- Ciociu... Dla dobra klanu. I tak nie mam wyboru...- powiedziała. Szybko odwróciła się od kotki. Zaczęła tarmosić jakieś liście, sprawiając wrażenie zajętej. Liderka powoli zniknęła za legowiskiem medyka. W tym momencie Brzoskwinka przestała nerwowo przebierać łapami. Jeszcze raz zerknęła w razie jakiejś niespodziewanej wizyty, po czym westchnęła. Jej życie wywróci się o 360 stopni, nie będzie takie samo. Zmieni się mentor, treningi, gniazdko oraz... Wszystko. Włącznie z jej uczuciami.
   Wiedziała, że nigdy nie zapomni tych księżycy. Nauki oraz zwyczajnego lenistwa. Musiała wziąć się w garść. 

***

To było już dziś. Ostateczna decyzja Szyszki. Jej przyszłość zmieniała się nieodwracalnie. Teraz wszystko będzie inne. A ona musiała dbać, by dobrze się wywiązać. Już od rana czuła się nieswojo. Posprzątała swoje dotychczasowe legowisko wynosząc stary mech a dając nowy, w razie czego poukładała zioła zgodnie z zaleceniami Wschodu. On zresztą też nie był w idealnym nastroju. Cieszył się, że kotka będzie mogła robić to co jej bardziej odpowiada, ale z pewnością strata swoich dwóch pierwszych uczennic to też cios. Przynajmniej miał Owieczkę, która teraz pewnie będzie miała więcej czasu dla siebie i mentora. Mogła się uczyć w końcu spokojnie. Na pewno wkrótce zostanie asystentką medyka. Ona zacznie się szkolić na wojowniczkę. To... Było coś nowego. Czy dobrze się z tego wywiąże? Wciąż jednak miała tą wiedzę o ziołach, w razie czego mogła kogoś i tak wyleczyć. No... Serio codzienność się nie zmieniała tak bardzo. Chyba przyjaźniła się w dalszym ciągu z Trzmielem. Spotkania raczej nikomu nie będą robić większego znaczenia. Co ich to obchodziło? Po prostu się lubili. Rozmawiali, śmiali się. Nic nie miało większego znaczenia, ale było miłe. 
   Brzoskwinka usłyszała ciche kroki mentora. Spojrzała do tyłu i rzeczywiście. Powoli stąpał do niej, ze zmartwienie potrząsając końcówką ogona.
- To nie twoja wina Wschodzie. To ja zawiniłam. Może... To będzie dla mnie lepsze?- starała się, by to brzmiało przekonująco. Niestety głos jej się lekko łamał i raczej zabrzmiało to trochę żałośnie.- Po za tym ja nie mam wpływu. Trzeba...Trzeba zrobić to co lepsze dla innych. Ja się tu nie przydam.- miauknęła jeszcze i wyszła. Stanęła obok śliwy. Jej ostatnie spojrzenie na to miejsce.
     Na polanie zauważyła Szyszkę. Liderka dzieliła mysz razem z Bielik. Kotka gdy tylko zobaczyła calico, skończyła posiłek i do niej podeszła. Teraz tylko czekała. Sama nie wiedziała jak to wygląda, ta cała zmiana... Ale z pewnością za chwilę będzie miała miejsce.

<Szyszko? Ciociu kochana?>

03 lutego 2021

OD Brzoskwinki CD Szyszki

*dawno temu*

- Jak ci idzie trening? Wschód mówi, że robisz postępy, ale czas minie i dalej jesteś uczennicą zamiast asystentką. - miauknęła ostrożnie Szyszka. - Chce mieć pewność, skarbie, że wszystko dobrze z twoim treningiem. Leszczynka również się zamartwia.
    Brzoskwinka nie wiedziała co odpowiedzieć. Czy było dobrze? Z pewnością nie. Rosnące konflikty z mentorem na pewno osłabiały trening, ale medyk i tak brnął by nauczyć jej potrzebnych ziół. Ona jakoś chyba nie zdawała sobie z tego zbyt sprawy. Umiała jakieś podstawowe rośliny, ale dekoncentrowała się za każdym razem, gdy widziała chorego kota, którego miała uleczyć. Wschód też starał się pokazywać, że jej ufa, lecz to też było lekkie kłamstwo. Skoro non stop daje jeszcze więcej pretekstów by tego nie robić, to co?
- Czy wszystko dobrze?- jeszcze bardziej zmartwiona liderką zapytała młodą kotkę.
- Taaaak. Jest bardzo dobrze.- odparła z małym uśmiechem. Rzeczywiście. Wszystko było dobrze oprócz niej. 
- Hmm?- Szyszka lekko przekrzywiła głowę. Niestety. Nie uwierzyła w jej cudowne kłamstwa.
- No może nie BARDZO dobrze.- burknęła zawstydzona. Nie chciała się przyznawać do tego, że nie umie układać relacji z jej mentorem. On... Był fajny. Tylko ona się zmieniła. 
- Możesz mi wszystko powiedzieć.- zamruczała jej ciocia, czule spoglądając na młodą szylkretkę. Ona z kolei, była niepewna co odpowiedzieć. Wschód się złości bo wychodzę zbyt często za ogrodzenie? Że nie słucham się go i lenię się?
- Ja... Po prostu nie lubię się uczyć.- teraz to Brzoskwinka była w kropce. Co więcej powiedzieć, by wyszło całkiem dobrze? Chociaż przy Szyszce potrafiła powiedzieć co ją trapi. Jednak teraz... Potrafiła być całkowicie szczera? - Bez Śliwki jest o wiele trudniej, trening nie jest bez niej tak samo fajny. Jej i taty bardzo mi brakuje... Gdy Cicha straciła łapę myślałam że świat mi się zawali! Straciłam jedną trzecią rodziny a mogłam połowę, z Jabłkiem nie gadam bo jest niefajny, Cicha wiadomo, się mną nie interesuje. Z mamą... To jest inaczej, ale to mamaaaa. Nie da się rozmawiać normalnie z kotką, która cię wydała na świat, bo na pewno nie zechcesz powiedzieć jej wszystkiego. Brak mi tej relacji z innym kotem... Czuję się trochę samotna. To mi przeszkadza we wszystkim i jak nie wiem co robić, to nic nie robię. Po prostu, ja... Nie wiem!


<Szyszka? Wieeelkie sory za gniota, wena mnie opuściła>

26 listopada 2020

Od Brzoskwinki Cd Szyszki

- Witaj Brzoskwinko. Co cię sprowadza?- usłyszała miauknięcie Szyszki. Uśmiechnęła się szeroko. Wciąż dziwne było dla niej przebywanie liderki w żłobku, zauważenie tej czarnej sierści w środku jabłonki, w której się wychowywała, a za nią mnóstwo innych kociaków. Zdecydowanie, Owocowy Las rósł w siłę. Nowi wojownicy, uczniowie. Wszystko było inne. Teraz wszyscy nie bali się napaści ze strony Klanu Nocy, choć ona do tej pory żywiła dla nich tylko nienawiść. Żyło się tu spokojnie, śpiąc na drzewach niczym wiewiórki. To było najdziwniejsze. Podeszła powoli i postawiła pęk ziół. Ich smród wciąż został w jej pysku, ale całe szczęście przywykła do takich aromatów. Nawet gorszych. 
- Wschód mówi, że powinnaś zjeść te zioła, byś mogła mieć więcej mleka dla kociaków. W końcu jest ich piątka.- zamruczał a podsuwając ogórecznik koło Szyszki. Kotka bez zastanowienia zabrała liście i zjadła. Gdyby Brzoskwinka mogła, to by rozwarła szczęki w zdziwieniu. Po prostu wow. Sama nie wiedziała czy tak od razu by to zjadła jakby musiała, ale wiedziała, że to się nigdy nie stanie. Raczej nie wyobrażała sobie miziania się z jakimś brudnym kocurem. Zdecydowanie nie. Jej wzrok spoczął na zaciekawionych maluchach. Daglezja, Orzełek, Bielik, Płomykówka i Głóg. Wszystkie były przesłodkie. Rozczulona oderwała wzrok od tych małych skarbów po czym spojrzała na ich mamę. Zdecydowanie sobie radziła. Chociaż wyglądała na zmęczoną, to była w siódmym niebie. 
- Żadne z nich nie skarżyło się na nic? Nie wiem, coś je boli?- spytała znacząco, kładąc nacisk na ostatnie słowo. Gdy czarna potrząsnęła głową przecząco, odwróciła głowę i zlustrowała dokładnie kociaki. Żadne z nich nie wyglądało na chore. Były właśnie okazami zdrowia, więc uśmiechnęła się do Szyszki.
- Mogę się z nimi pobawić? Ja...- zaczęła, ale po chwili zniknęła w plątaninie futer. Maluchy rzuciły się na nią młócąc łapkami. Lekko odciągnęła ciemnego kociaka, ale z drugiej strony rzuciła się na nią reszta. Sama wcześniej nie zdawała sobie sprawy z tego, że dzieci Szyszki mogłyby ją tak pokonać. Najwyraźniej jednak było to możliwe, bo traciła powoli powietrze. Szybko oddychała, lecz kociaki przygniotły ją w całości i ogonek jednego z nich musnął po jej nosie. Kichnęła cicho.
- Ratunku...- wydyszała. Miała szczęście, że maluchy dosłyszały i zeszły z niej. Powoli wstała się otrząsnąć. Zaśmiała się pod nosem. Sama pamiętała jak czasem inne koty przychodziły do żłobka, to oni z rodzeństwem rzucali się na nich, ale nigdy nie stanęła po tej drugiej stronie. A poza tym, trudno jej było uwierzyć, że to jej rodzina.
- Następnym razem zapytajcie się, zanim na kogoś skoczycie.- powiedziała Szyszka, ale po jej minie, Brzoskwinka zauważyła, że ona także wyglądała na rozbawioną. Bardzo rozbawioną. 
- Jakim cudem wytrzymujesz z tymi rozbójnikami?- zapytała zaskoczona. Ona by nie dała sobie rady. Była ciekawa, co odpowie kotka.

<Szyszko? Przepraszam za gniot ^^>

14 października 2020

Od Brzoskwinki Cd Szyszki

- A-ale jak to? - wyjąkała wpatrując się to w rodzicielkę, to w czarną przywódczynię. - Gdzie poszedł? Powiedział, że się z nami pobawi gdy wróci... Czy nie chce się bawić?
- On nie żyje... - miauknęła cicho Szyszka, po czym spuściła głowę. Brzoskwinka przycisnęła się blisko mamy. Przecież... On nie mógł umrzeć. Nie mógł ich zostawić. Akurat przed mianowaniem na ucznia. Za niecałe ćwierć księżyca miało to się stać. A on... Odszedł. Nie widział tego, jak dorasta. Mogła mu pokazać, na co ją stać. I, że żaden zasmarkany Mirabelek nie jest taki fajny jak myślał. Wtem jedna myśl ją nawiedziła.
- W-walka jest wstrętna - syknęła. Nawet nie chciała powstrzymywać łez tlących się pod zamkniętymi powiekami. Ich tata, on... Ich kochał. Kochał klan. Oddał za niego życie, by te wszystkie obce koty mogły tu żyć w spokoju. Szyszka przycisnęła się bliżej Leszczyny oraz małej szylkretki, tłumacząc jej, że niestety tak się czasem dzieje podczas bitew, ale Brzoskwinka wyrwała się spod jej czarnego futra i pobiegła do żłobka. Cicha uniósła jedną brew spoglądając niemrawo w jedną i w drugą stronę, natomiast Mirabelek turlał kulkę mchu do Śliwki, która delikatnie popychała ją do przodu, przez co kremowy musiał się nachylić, by złapać piłkę. Jej niema siostra podeszła po chwili. Stanęła i przechyliła główkę, dając jej jasno do zrozumienia, że nie wie o co chodzi. Reszta rodzeństwa także po chwili podeszła rzucając jen pytające spojrzenie. 
- Co się stało? - zapytała po chwili cicho Śliwka. Jej zmartwione spojrzenie kierowała prosto w jej oczy. Chciała teraz zostać sama, ale oni muszą wiedzieć. Nie była przecież sama.
- Tata umarł - burknęła. Tamci pobiegli szybko do mamy, pewnie upewnić się czy to prawda. Sama przecież nie mogła w to uwierzyć. Ich tata był przecież taki dzielny... Opowiadał tyle historii, codziennie przynosił świeżą zdobycz co też wskazywało na jego niesamowite zdolności łowieckie...
- Wszystko dobrze? - usłyszała za sobą spokojny głos cioci, który lekko się załamywał. Ona też odczuła jakąś stratę, Myszołów to był brat jej partnera, Sokoła. Była też zresztą ciekawa, jak on na to zareaguje.
- Nie, nie jest dobrze.- zaszlochała.- Czemu Pszczółka go nie uratowała? - spytała cicho, starając się stłumić płacz zbierający się w jej oczach. Szyszka niepewnie na nią spojrzała.
- Ona... też umarła - wytłumaczyła zwieszając głowę.
- To wszystko moja wina! - nagle Brzoskwinka wybuchła, wypuszczając jeszcze większą fontannę łez.- Gdybym ja się nie urodziła, to mama by tam była i by go uratowała, i może jeszcze by Pszczółka ocalała, a nie, że on umarł, ona też i wszyscy się smucą!- jęknęła zakrywając pyszczek łapami. Sprawa była beznadziejna, zresztą tak jak ona sama.

<Szyszko? Mały płaczliwy dzieciak już czeka xd>

22 lipca 2020

Od Brzoskwinki cd. Szyszki

— Tylko nie oddalaj się! Owocowy Las jest ogromny, nie chcę, żebyś się zgubiła.
    — Nie zgube se, cociu — wysepleniła i oddaliła się, słysząc, że czarna zaczęła już liczyć. Znała miejsce do ukrycia się. Szyszka nigdy jej nie znajdzie! Pobiegła jak najszybciej w stronę żłobka. Wskoczyła w krzak obok. Było jej troszeczkę zimno, bo szron okrywał gałązki, wbijające się w jej bok. Niezbyt chciała tu być, ciepłej było w kociarni lub koło ogona cioci. Mama też była zawsze ciepła. Czemu musiało być akurat tak zimno! Trzęsła się lekko, a każdy powiew wiatru wzbudzał u niej jeszcze mocniejsze dreszcze. Wychynęła główkę zza liści, spoglądając na pobliskie drzewa. Czarna sierść wystawała zza konara drzew — calico zapomniała, że starsze koty mają supermoce! Kotka bez trudu wywęszy jej zapach. I tak się stało. Ciocia już biegła w jej stronę. Przestraszona Brzoskwinka ruszyła szybko gdziekolwiek, by uciec od Szyszki. Nie chciała, by tamta ją znalazła. Musiała wygrać! Jednak nic nie ujdzie uwadze liderki — czarna skoczyła w jej stronę i zagrodziła drogę ucieczki. 
    — Jesce laz! — wykrzyknęła z uporem. Musiała coś wymyślić... I miała plan. Szyszka już odliczała, a córka Leszczyny przystąpiła do działania. Nieopodal rosło coś, co wydawało niezbyt przyjemny zapach. Białe kuleczki iskrzyły się bardzo ciekawie. Rozpaćkała jedną z nich i krzywiąc się, wsmarowała sok w swoją i tak brudną sierść. Śmierdziała strasznie, ale teraz nie pachniała już Brzoskwinką, tylko tym czymś. Oraz miała pomysł na kryjówkę. Zawsze lubiła to miejsce. Kojarzyło jej się z czymś miłym, ale dalekim dla jej malutkiego noska. Wystartowała szybko, biegnąc pośród krzaków do zakamarka, w którym urządziła się kremowa vanka. Pszczółka nie lubiła, jak ktoś podbiegał do jej ziół. Mała tego nie rozumiała. Kochała, jak ktoś plątał się pod jej nogami. Gdy dotarła do kryjówki, schowała się w najgęstszym krzaku obok. Krzaki zawsze pomagały w chowaniu się. Posłała bezgłośne podziękowanie do sporawej rośliny, kuląc się, by udawać mniejszą i mniej zauważalną. Ciekawe czy tamta ją znajdzie. Przecież musi wygrać!

<Szyszko? :3>

06 lipca 2020

Od Brzoskwinki Cd Szyszki

(czasy, w których pisze Szyszka, czyli jak jeszcze bąbelki sepleniły)

Nowo przybyła nie odznaczała się niczym wyjątkowym, oprócz tego, że była liderką. Dla niej kot, jak kot. Ta jednak była chętna do zabawy. Poczuła to od jej wejścia. Zdenerwowana spojrzała na rodzicielkę. Czy musiała wspominać o tak nieprzyjemnej sytuacji. Dopiero co się obudziła, a ta już karze jej siedzieć w tym miejscu. Jeszcze szybko liznęła łapkę i odpowiedziała Szyszce, cioci o której mówił ich tata.
- Dzen Dobly Sysko- zasepleniła starając się nie wyjść na bardziej upokorzoną. Miłe spojrzenie liderki jednak zbiło ją z tropu. Nic sobie nie robi? Przecież to ona najbardziej sepleni, najbardziej jest niegrzeczna, najbardziej się brudzi i to wszystko co mówiła o niej mama przywołując do porządku.
- Chcesz się pobawić?- znów tym samym tomem zapytała jej ciocia. Co? Ona chce się bawić?- pomyślała.
- Tiak!- pisnęła na tyle głośno, by prawie zbudzić rodzeństwo. Mirabelek i siostry przekręcili się z boku na bok. Ale się nie obudzili, co zdradzały zamknięte oczy. Leszczyna z niepokojem spojrzała na czarną kocicę.
- A mozemy isc na pole?- spytała kierując wytrzeszczone oczy w ciocię. Tamta chwilę się zastanowiła. Brzoskwinka wyczekująco patrzyła na wojowniczkę.
- No... Dobrze. Jeżeli niczego nie zmalujesz.- odpowiedziała. Mała skoczyła i wydała cichutki okrzyk radości. Jej ciocia była najlepsza!
- Dasz sobie radę Szyszko? Nawet nie wiesz do czego jest zdolna...- zaczęła Leszczyna lecz liderka jej przerwała:
- Nie bój się, umiem o siebie zadbać.
    Brzoskwinka niemal udławiła się. Ona? Sama z ciocią na zewnątrz? Brzmi cudownie! Udało się przekonać mamę! Rozemocjonowana potruchtała za Szyszką. Zapachy zachęcały do inspekcji, lecz wiedziała, że nie warto. Miejsce do którego ją zaprowadziła, bardzo zdziwiło kotkę. Przecież to było drzewo! Tak, zwykły kasztan, chociaż inny na to miejsce, w którym zazwyczaj rosły wiśnie, grusze, jabłonie i wiele innych. Jak to miała w zwyczaju, przechyliła główkę. W oczkach kociaka błysnęła ciekawość, choć pytające spojrzenie które wbijała w starszą, w ogóle tego nie zdradzało. Pod lekką warstwą śniegu, skryte były gigantyczne liście a obok rosły rozłożyste paprocie i ostre krzewy. Zamrożony pień był nie do zdobycia, gdy mała spróbowała się wspiąć, jej małe pazurki drapały bezskutecznie śliską korę. Z góry przenikały drobne smugi światła, tak gęste i poplątane były gałęzie. Dwie dziuple, pewnie wydziobane przez dzięcioły,  stanowiły kiedyś domostwo jakichś ptaków lub wiewiórek. Gdy uważniej spojrzała w dół, zauważyła wystające z ziemi korzenie, tak samo zamarznięte jak pień. Dla Brzoskwinki takie znalezisko, było bardzo super. Po chwili zobaczyła ruch w krzakach dalej. Szybciutko skoczyła, lecz w locie złapała ją ciocia.
- Pamiętaj co powiedzieliśmy twojej mamie!- przypomniała jej.
- Dobze... A co to?- wskazała łapką drzewo.
- Kasztan. W Porze Opadających Liści zrzuca nie tylko liście, ale i zielone, kolczaste skorupki w których schowane są brązowe kasztany.- wytłumaczyła, pewnie tak, by wszystko było jasne dla małej. Brzoskwinka wielkimi oczami spojrzała na śnieg. Podkopała się chwilę i zobaczyła malutką, ciemną kulkę. Chwyciła ją ząbkami. Z całej siły rzuciła nią w czarną.
- Mozemy se tym pobawic!- wykrzyknęła.

<Szyszko> Sorka, że tak późno i za gniota>