— Wrotycz.
Słysząc głos mentorki, przypomniała sobie o zadaniu, które jej powierzono. Z podkulonym ogonem ruszyła mniej energicznym krokiem ku szylkretce. Już po samym jej spojrzeniu, które odczuwała nieustannie na sobie, czuła co zaraz usłyszy. Wędrowała wzrokiem po ziemi, próbując uniknąć ujrzenia rozczarowania malującego się zapewne na jej pysku.
Nie chciała jej denerwować.
— Nie zamierzasz, chociaż się wytłumaczyć?
— Przepraszam — wydukała cicho.
— Tym słowem nie wykarmisz nikogo. Zapamiętaj to.
Uczennica grzecznie pokiwała łbem, starając się pokazać po sobie całkowitą pokorę. Miała w sobie potrzebę ponownego przeproszenia, by mentorka wiedziała, że naprawdę nie chciała. Że to wszystko nie było celowe. Aczkolwiek dobrze przeczuwała, że ponowne wypowiedzenie tego słowa jedynie jeszcze bardziej zdenerwuje mentorkę.
Poinsecja rozejrzała się zagadkowo po lesie, po czym trzepnęła ogonem. Jej wzrok ponownie padł na uczennice. Westchnęła ledwo zauważalnie.
— Wracamy. Posprzątasz u starszych. Może to rozjaśni ci w głowie — padł prosty komunikat.
Wrotycz podążyła posłusznie za starszą. Innej opcji nie było za bardzo w jej łebku. Znała w tej ogromnej społeczności jedynie parę kotów, a mentorka spędzała z nią najwięcej czasu. Innych uczniów nieco się bała. Ciężko było jej odgadnąć, co siedziało im w głowach. Zdawali się zupełnie z innego świata. Ich zachowanie odbiegało od tego, co znała kotka.
***
Znalazła się w kolejnej specyficznej sytuacji, która powodowała u niej skurcz w brzuchu. Oprócz niej, u tak zwanych starszych był także inny uczeń. Młodszy od niej, czarny. Niezbyt zadowolony z obiegu sytuacji, w jakiej się znalazł i dzielący się tym z kotami znajdującymi się wokół nich. Wrotycz bardzo niepewnie przechodziła obok niego, starając się również nie podpaść już zdenerwowanemu osobnikowi. Nieustannie docierało do jej uszu imię Jaśminowiec, lecz nie miała pojęcia, kim był ten kot. Starała się wykonać zalecenia mentorki, nie chcąc znów jej zawieść. Aczkolwiek prawda była taka, że niezbyt wiele wiedziała o wykonywanych tutaj czynnościach. Instrukcje od Poinsecji jakby wyleciały z jej łba, pozostawiając nieustanne zmartwienie.
Schyliła się, by wziąć trochę mchu ze znajdującej się przed wejściem kupki. Nim udało się jej tego dokonać, głośny dźwięk przerwał spokój panujący wokół tego miejsca. Dopiero po paru uderzeniach zorientowała się, że był skierowany w jej stronę. Podobnie jak gromada ślepi. Zastygła zestresowana tą niezrozumiałą sytuacją.
— Przynieś sobie sama mech, a nie mi podkradasz — słowa zaczęły docierać do jej uszu.
Ów czarny uczeń właśnie przemawiał w jej stronę. Nie zdawał się zadowolony.
— Przepraszam — miauknęła szybko, wypuszczając obiekt sporu z pyska. — Ja... ja nie wiem skąd... — przyznała się ciszej.
Moment ciszy sprawiał, że miała ochotę zapaść się pod ziemię.
— Nie wiesz, skąd bierze się mech? — padło pytanie, ciężko było jej stwierdzić z którego pyska.
Kiwnęła jedynie łebkiem na potwierdzenie, otulając się ogonem.
<Gronostaju?>
[474 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz