Prychnął coś cicho i odwrócił wzrok od wojowniczki. Jeśli chciał być szybciej mianowany, powinien więcej ćwiczyć. Wtedy na pewno umiejętnościami przegoni tę pokrakę. Chociaż, kogo on chciał oszukać? On już umiał więcej od niej, będąc ze dwa razy młodszym. To czyniło z niego idealny potencjał na wojownika, oczywiście szybciej mianowanego. Jednak dodatkowy trening jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodził, zwłaszcza komuś takiemu jak Migoczącej Łapie, który i tak chciał się wyrwać z obozu. Dlatego nie myśląc za wiele, uczeń opuścił obóz, starając się nie zwracać niczyjej uwagi. Czysto teoretycznie nie mógł sam go opuszczać, jednak jakoś musiał poćwiczyć i doszlifować swoje umiejętności, prawda?
Tym razem zamiast zielonych terenów, udał się do granic z Klanem Burzy i Klanem Nocy. Nie chciał ćwiczyć typowo walki, bardziej coś podstawowego, jak rozłupywanie krabów, których na plaży oczywiście było pełno. Walkę zamierzał poćwiczyć dopiero jak Lśniąca Gwiazda pokaże mu nowe pozycje, co najprawdopodobniej miało wydarzyć się na dniach. A przynajmniej taką Migot miał nadzieję. Widział, że walka nie idzie mu tak dobrze, jednak nie odzywał się na ten temat. Zamiast tego, wolał w duszy modlić się do Klanu Gwiazdy o pomoc, albo chociaż większą cierpliwość dla jego mentora. Przecież w końcu musi się mu udać, lecz nie było wiadomo kiedy.
Jego łapy zanurzyły się w nieco chłodniejszym od ziemi piasku. Był on bardzo przyjemny, mimo pory Opadających Liści, która z dnia na dzień potrafiła się ochładzać. Najważniejsze jednak było to, że piasek ten nie był aż tak mokry, co często zdarzało się po ulewach. Dzięki temu Migot mógł bez większych problemów przedostać się w odpowiednie miejsca, a mówiąc "problemy", miał na myśli oczywiście narzekanie. Szczerze nienawidził jak coś było mokre, zwłaszcza jeśli miał to być jego długi ogon.
Finalnie usiadł na jednym z kamieni, skąd mógł widzieć obie granicę i morze, na którym w oddali było widać Bursztynową Wyspę. Po chwili takiego rozglądania się, uczeń cierpliwie zaczął czekać na jego ofiary, żyjące w okolicy. Miał nadzieję, że szybko przyjdą. Nie mógł przecież siedzieć na kamieniu przez całe wieki!
***
Po dłuższym czasie nieumiejętnego szukania krabów, Migocząca Łapa był w jeszcze gorszym humorze niż po mianowaniu Kurzego Pazura. Czy naprawdę cały wszechświat musiał teraz działać przeciwko niemu? W końcu chciał tylko złapać kraba!
Syknął coś pod nosem. Nie było sensu w dłuższym siedzeniu na plaży, jeśli nic nie mógł złapać. Dlatego po chwili wstał i rozejrzał się jeszcze ostatni raz dookoła. Może jednak coś by się znalazło? I wtedy jego oczom ukazała się czyjaś sylwetka. Nigdy wcześniej jej nie widział, wiedział tylko, że był to kot i to na pewno nie z jego klanu.
Szybko wskoczył za kamień, nie chcąc spotkać się z jakimś głupim wojownikiem z innego klanu. Po kilku uderzeniach serca wychylił lekko głowę, chcąc dokładnie zobaczyć, kogo przywiało pod samą granicę. Był to kocur, z jakąś dziwną rudą sierścią i zabawnie wywiniętymi uszami. Nie wyglądał groźnie. Nawet nie wyglądał na wojownika. Migocząca Łapa zaśmiał się cicho. "To przerośnięty uczeń czy jakiś marny wojownik?" – pomyślał, dalej obserwując kocura. Widział jak jego wzrok powoli przesuwa się po terenach innego klanu, aż w końcu zatrzymał się na lekko wychylonym kształcie, którym był Migot. Przez chwilę patrzyli na siebie w ciszy, obydwoje jakby zdziwieni takim spotkaniem. W końcu jednak Migocząca Łapa wyszedł zza skały i powoli podszedł do kocura, zachowując oczywiście odpowiednią odległość. Przecież nie wiadomo co taki ma w głowie.
– Co ty tu robisz? Nie nauczyli cię przebiegu granic? – zapytał ostro Migot, ignorując fakt, że nieznajomy stał po swojej stronie granicy.
<Nieznajomy?>
[776 słów]
[16%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz