BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mysi Krok x Szczawiowy Liść. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mysi Krok x Szczawiowy Liść. Pokaż wszystkie posty

30 sierpnia 2022

Od Szczawiowego Liścia CD. Mysiego Kroku

bardzo dawno temu

    — Mogłeś powiedzieć, że aż tak ci zależy.
    Mysi Krok podniósł niepewnie łeb, siorbiąc nosem. Ujrzał przypatrującego się mu Szczawika. W spojrzeniu brata na szczęście nie dojrzał kpiny czy politowania, którego się obawiał.
    — W-wiem... ale... ale czu-czułem, że... że muszę t-to zrobić. — zachlipał.
    Liliowy westchnął, ale nie ze zmęczenia.
    — Chodź, znam miejsce, gdzie nie uschły jeszcze wszystkie kwiaty. — mruknął, podając mu łapę do wstania. — I nie znikaj tak bez zapowiedzi. Berberysowa Gwiazda wpadła już w niezłą panikę.
    Myszek położył uszy.
    — Będę musiał ją przeprosić? — zapytał, choć dobrze znał odpowiedź.
    Liliowy kiwnął łbem, klepiąc brata ogonem po grzbiecie.
    — Chyba się nie boisz mamy? — zapytał z lekkim uśmiechem.
    Mysi Krok spuścił wzrok.
    — A ty nie...?
 

    Tamtego dnia znaleźli kwiaty, które chociaż nie należały do najpiękniejszych, były ich znakiem miłości i pożegnania. Tata odszedł polować z Klanem Gwiazdy, ale wciąż mieli siebie, rodzeństwo i mamę. Szczawiowy Liść, chociaż pogrążony w żałobie, wiedział, że ma na kogo liczyć i dlatego jego serce nie rozpadło się na drobne kawałeczki. 
    A teraz siedział przed grobem, idealnym kopcem ziemi, ozdobionym licznymi kwiatami. Spoglądał na swoje łapy w nadziei, że nieprzyjemny ucisk przestanie atakować jego serce i duszę. Przed klanem mógł udawać, że się trzyma, jednak prawda wyglądała inaczej. Wojownik stracił mamę, stracił rodzeństwo. Zacisnął mocno zęby i pozwolił łzom spłynąć po liliowych policzkach. To przecież nie miało tak wyglądać! Liczył, że on i Myszek dożyją przynajmniej osiemdziesięciu księżyców! Tymczasem brat go zostawił, polując teraz z przodkami... jak wcześniej ich rodzice. Czy tam w Klanie Gwiazdy odnalazł spokój? Czy obserwuje swojego brata i za nim tęskni?
    Szczawiowy Liść tęsknił bardzo. Mysi Krok był mu bliski. Byli nie tylko braćmi, ale również przyjaciółmi. Stanowili zgrany duet. Myszek był dla niego ważny i Szczawik czuł, że to uczucie było odwzajemnione. Wbił pazury w miękką ziemię. Nic już nie mógł zrobić oprócz obietnicy, że nigdy o nim nie zapomni. 
    Liliowy kocur westchnął. Otarł łapą ostatnie łzy. Pewnego dnia się spotkają. Wiedział to. Ostrożnie sięgnął po zerwane żonkile, ulubione kwiaty Myszka. Położył je na grobie brata. 
    — Wiem, że zawsze lubiłeś kwiaty. - wyszeptał, mając nadzieję, że brat go usłyszał.

25 listopada 2020

Od Szczawiowego Liścia CD. Mysiego Kroku

Szczawiowy Liść wywrócił oczami. Strzepnął swoją łapą tą należącą do Myszka. Nie czuł się komfortowo, gdy ten mu zasłaniał jego śliczny pysk. Zachował jednak ciszę, widząc spojrzenie Mysiego Kroku. Zamiast przemówić wpatrywał się więc w Żywiczną Mordkę. Cieszył się, że tata wreszcie wrócił do Klanu Klifu, nawet jeśli odrobinę odmieniony. Chciał spędzać z nim jak najwięcej czasu, nadrabiając księżyce niepewności i ogromnej rozłąki. 
Poczekał cierpliwie aż wojownik zrobi co miał zrobić i odejdzie, a gdy to się stało, od razu wlepił oczekujące spojrzenie w brata. Mysi Krok położył uszy. Usłyszał ciche westchnięcie. Brat domyślił się, że mu nie odpuści. Ciekawość Szczawika wzięła górę. Nie rozumiał, dlaczego brat unika ich taty. Nie radował się z jego powrotu? Za czasów kociaka mieli dobrą relację. Z resztą jak każdy z pierwszego miotu, gdyż Żywiczna Mordka był obecny w ich życiu i często odwiedzał swoje szkraby. 
— No?  
— Wcale go nie unikam. — miauknął Mysi Krok. Nie uwierzył mu. Intuicja mu podpowiadała, że brat się z czymś mierzy, o czym nie chce go poinformować. Dotknął ogonem jego boku, chcąc dać mu znak, że zapewni mu bez względu na wszystko wsparcie. — Mam do niego żal. Zniknął, zostawił nas, nawet jeśli to nie jego wina. — mruknął, kładąc uszy.
Szczawiowy Liść westchnął. Żal towarzyszył pewnie większości jego rodzeństwa. Był zrozumiały, jednak zapewne bolesny dla Żywicznej Mordki. Jeśli kocur zauważył emocje jakie wywołał jego powrót. 
— Warto dać mu szansę. W końcu to nasz tata. Innego nie mamy i pamiętaj, że nas kocha. Nareszcie wrócił i tylko to powinno się liczyć. — miauknął, wtulając pysk w sierść Myszka. 

***

Miałeś kiedyś wrażenie, że gdy wszystko idzie zbyt dobrze coś musi się zepsuć? 
Szczawiowy Liść wpatrywał się w ciało Żywicznej Mordki, leżące na środku obozu. Zimne. Członkowie rodziny otaczali zmarłego, żegnając go w ostatniej wędrówce. Teraz tata będzie spoglądał na niego ze Srebrnej Skóry. Wiedział, że będzie nad nim czuwał, ale.. to było takie ciężkie. Dopiero go odzyskał i znowu stracił! Tym razem na znacznie dłużej! To bolało bardziej niż wtedy, gdy nie wracał. Bo tym razem cała nadzieja, że ponownie będzie dzielił się z nim opowieściami o swoim życiu, przejdą się na wspólne polowanie, czy nawet pobawią jak za czasów gdy był kociakiem, popadły w zapomnienie. To już nigdy się nie wydarzy. Nie w tym życiu. Stracił go. Różnili się charakterami jak ogień i woda, ale Szczawiowy Liść bardzo kochał Żywiczną Mordkę. To się nigdy nie zmieni. Tata był z niego dumny, a teraz będzie jeszcze bardziej. Pomści go.
Mysi Krok opierał się o Szczawiowy Liść, a Rumianowa Pręga cicho łkała w futro Miodowej Chmury. Daliowy Pąk siedziała w ciszy, Zroszona Łapa tuliła się do Zimorodkowej Łapy. Nawet Omszona Łapa zdawał się być przejęty. Berberysowa Gwiazda opłakiwała partnera. Ich rodzinę po raz kolejny spotkała śmierć. Jedyną dobrą myślą było to, że przynajmniej już nie cierpi przez czerwony kaszel i jest teraz z Fiołkową Doliną. To było jednak pocieszenie jedynie na jedno uderzenie serca, zanim poczuł w swoich ślipiach łzy. Zwiesił smutno głowę, spoglądając na własne łapy.


<Myszek?>

20 sierpnia 2020

Od Szczawiowego Liścia CD. Mysiej Łapy

*jeszcze na długo przed zniszczeniem Klanu Wilka*

—  Nie chciałbyś pomóc mi go szukać? Może z nim też rozmawiała — dodał z nadzieją Mysia Łapa.
Cała sprawa była coraz bardziej pokręcona. Szczawiowy Liść już nawet nie próbował ukrywać zazdrości, że to nie jego odwiedziła Sroczy Żar. Następnym razem babcia mogłaby przynieść nie tylko ciekawą informację, co przynajmniej jakieś pochlebne słowa na temat jego liliowej wspaniałości. Odepchnął na chwilę jednak żal do kocicy, by skupić się w pełni na słowach brata. Mysia Łapa na niego liczył. Z całego rodzeństwa, to z nim był najbardziej związany i nawet przez myśl mu nie przeszło, że mógłby mu odmówić. Poza tym kolejna przygoda brzmiała super!
— Masz szczęście, akurat mam wolny czas. — miauknął wojownik. 
Ruszył w stronę wyjścia z obozu. Musieli skorzystać z tego, że akurat żaden z nich, nie musi brać się za obowiązki. Zerknął kontem oka na brata. Im szybciej zostanie uczniem, tym lepiej dla nich obu i ich nielegalnych, dalekich wycieczek, oczywiście z dużą dawką niebezpieczeństwa. Mysia Łapa dotrzymywał mu kroku. Oboje zapuścili się głęboko w tereny Klanu Klifu, idąc równym, niespiesznym krokiem. Gonił ich jednak czas. Możliwe, że zanim dojdą do granicy i z powrotem, będzie już księżyc unosił się na gwiezdnym niebie. Myśl, że nie wrócą na noc go nie przerażała. Przynajmniej będzie trochę spokoju. W legowisko wojowników ciągle ktoś chrapał albo tak się wiercił, że porządnie nie mógł się wyspać. 
— Granica z Klanem Wilka jest niedaleko. Obyśmy go znaleźli. — mruknął Mysia Łapa. 
Szczawiowy Liść zastrzygł uszami, nim spojrzał na kocurka. 
— Iglasta Gwiazda jest za stary, by być członkiem naszej rodziny. Musiało chodzić o Kolca lub Ciernia, o ile te podane przez ciebie imiona, są faktycznie prawidłowe. Nie znam nikogo o takim. — zmrużył oczy, zastanawiając się. Oni nie znali. Ale był pewien wilczak, którego mogli tak sprać, że wyśpiewa im wszystko jak na spowiedzi.
Narażali tym Klan Klifu, jednak Szczawik był pewny, że jego klan zawsze sobie poradzi i nic im nie grozi. Poza tym wujek Lisia Gwiazda na pewno nie będzie zły. Jednak na wszelki wypadek lepiej, żeby się nie dowiedział.
Docierając do granicy, Szczawiowy Liść wychwycił od razu zapach wilczaków. Skrzywił się na ich jego zdaniem śmierdzącą woń. Głupcy. Rozejrzał się, zachowując czujność i pozwalając swoim uszom, wychwytywać najmniejszy dźwięk. Nie było żadnego zagrożenia. Liliowy przekroczył więc granicę z Klanem Wilka, ruszając teraz przed siebie. Usłyszał za sobą niepewne miauknięcie Mysiej Łapy, więc zatrzymał się, odwracając głowę w jego stronę.
— Przecież nie możemy przekraczać granicy.
— Ja przekroczyłem i co? Nikt mnie nie zjadł. Jak mamy znaleźć tego członka naszej rodziny, o którym mówiła babcia, to lepiej się streszczajmy. — mruknął liliowy kocur. 
Stał. Cierpliwie czekał aż Mysia Łapa przekroczy "próg", dzielący ich tereny. Syn Berberysowej Bryzy wolniej, ale jednak, dołączył do najstarszego z miotu. Znajdowali się teraz na obcym terenie, nie należącym do ich klanu. Nie było jednak odwrotu.
Szczawiowy Liść machnął ogonem. Teraz to Mysia Łapa prowadził. Teren Klanu Wilka bardzo się różnił od tego Klanu Klifu. Zapachy również się mieszały, wprawiając go w otępienie. Zostawiali również swój, chociaż starał się, by jak najmniej śladów ich obecności po nich zostało. 
Przystanął tak szybko, że ledwie Mysia Łapa zdążył również uczynić to samo. Pomarańczowe ślepia utkwił w odległej sylwetce. Mieli szczęście. Wiatr wiał od strony wilczaka, dzięki czemu jeszcze ich nie wyczuł. Zarówno Myszek, jak i Szczawik, schowali się w pobliskich krzakach. Największym cudem było to, że wilczak miał rudą sierść. Właśnie go poszukiwał liliowy. Nagietkowa Pręga. Oblizał się drapieżnie, wysuwając pazury, gotowy do zadania najboleśniejszego ciosu wojownikowi. 
— Wyciągniemy od tego lisiego bobka informacje. Idziemy, Mysia Łapo. — szepnął bratu. 
Nim kremowy zdążył zareagować, z wściekłym wrzaskiem Szczawik wyskoczył z krzaków, pędząc prosto na Nagietka. Przyszpilił zdezorientowanego kocura do ziemi, wbijając pazury w jego ciało. O tak, walka była tym, co kochał najbardziej. 


<Myszku?>

18 lipca 2020

Od Szczawiowego Liścia CD. Mysiej Łapy

— Czy... czy ciebie też odwiedził ktoś w śnie? — zapytał niepewnie. — Wiesz, ktoś kto już nie żyje? — dodał po chwili szeptem.
Szczawiowy Liść musiał przyznać, że nie spodziewał się takiego pytania. Kocur przyjrzał się jeszcze czujniej swojemu młodszemu o kilkanaście uderzeń serca bratu. Ciekawość kazała mu jak najszybciej dowiedzieć się, o co też może chodzić. Może nawet czekała na nich następna super przygoda? Szczawik niecierpliwie przystępował z łapy na łapę.
— Niee. — miauknął, lekko się krzywiąc. — Dlaczego pytasz, bracie?
Wystarczyło mu spojrzenie na Mysią Łapę. Widział, że uczeń się spiął, a jego wzrok spoczął na własnych łapach, jakby się zastanawiał, czy liliowy jest wart powierzenia tak cennej informacji. Szczawik cierpliwie czekał. Jedynie ruch koniuszka ogona zdradzał, że chciał się już dowiedzieć. Myszek wahał się jeszcze przez jakiś czas, zanim ponownie spojrzał na wojownika.
— Myślałem, że ciebie też odwiedzi...
Szczawik zastrzygł uszami. Pomarańczowe ślepia stały się jeszcze większe.
— Kto? Myszek, co się stało? — mruknął dawny uczeń Łabędziego Plusku. Poruszył ogonem, mrużąc w zamyśleniu oczy. — Gadałeś z jakimś umarlakiem?
Chociaż słowa szybko wydostały się z pyszczka liliowego, nie był pewny, czy brat go nie wyśmieje. W końcu zmarli, przebywający już z Klanem Gwiazdy, odwiedzali jedynie medyków i przywódców. A Mysia Łapa był przecież jedynie uczniem. Spodziewał się,  że brat się zaśmieje, rzuci jakimś żartem i zaproponuje porobienie coś razem. Może nawet się posiłują. Jednak Myszek milczał, wyraźnie się nad czymś zastanawiając, zanim wreszcie zabrał głos.
— Odwiedziła mnie nasza babcia. Sroczy Żar.
Gdyby coś jadł, właśnie w tym momencie, by się zakrztusił. Zamiast tego liliowy wpatrywał się jak głupi w brata, zastanawiając się na ile jego słowa są prawdą. Jednak Myszek nigdy go nie okłamał, wątpił, że nagle by się do tego posunął, żeby zyskać większy podziw u syna Berberysowej Bryzy. Spojrzał na chwilę na własne łapy. Sroczy Żar. Ich babcia. Słyszał o niej wielokrotnie jako kociak. Mama chyba za nią nie przepadała, ale tata podzielił się opowieściami o jego matce. Dzięki temu mimo, że nie dane było mu jej poznać, Szczawik polubił kocicę i pewnie starałby się, być jak najlepszym wnukiem, by zyskać jej szacunek. Niestety spotkają się dopiero po drugiej stronie. Westchnął cicho, zanim spojrzał ponownie na Mysią Łapę.
— Czego od ciebie chciała? To trochę dziwne, przecież gwiezdni nie odwiedzają zwykłych kotów. — miauknął, próbując ukryć zazdrość w swoim głosie. Jego babcia Sroczka nie raczyła odwiedzić. — Cokolwiek to było, pewnie musiało być ważne.
Liczył, że brat opowie mu trochę więcej o tym niesamowitym spotkaniu.


<Myszek?> 

18 czerwca 2020

Od Szczawiowej Łapy CD. Mysiej Łapy

Woń Klanu Nocy była w tym miejscu o wiele bardziej wyraźna. Dotarła do kocurka, zanim ten choćby pomyślał, żeby przekroczyć granicę. Skrzywił się z niezadowoleniem. Nie rozumiał jak nocniakom, mógł się podobać ten zapach. Słyszał, że żywili się rybami i byli najbardziej doświadczeni w pływaniu, ale w głowie mu się nie mieściło, żeby to miały być ciekawe zajęcia. Zdecydowanie wolał Klan Klifu.
— I co teraz? — Myszek zwrócił się do Szczawika — Może jakiś Rybojad też się nada? — zaproponował z lekkim uśmiechem.
Liliowy zastrzygł uszami, kierując spojrzenie od razu w stronę brata. Genialny pomysł! Czemu sam nie niego wcześniej nie wpadł? Oczywiście wolałby najpierw spuścić łomot, jakiemuś członkowi Klanu Wilka, zdobywać przy okazji ciekawe informacje. Jednak jak to się mówi, bierze się to, co się ma.
— Dajesz, skopiemy im tyłki. — pokiwał energicznie głową Szczawiowa Łapa.
Bracia posłali sobie pewne spojrzenia, zanim bez żadnego strachu, przekroczyli granicę. Znajdując się na obcej ziemi, Szczawik poczuł się jak prawdziwy, wielki wojownik. Wiedziony nowymi, ciekawskimi doznaniami, podążył za Mysią Łapę, w stronę głębszych terenów nocniaków. Mama opowiadała, że podczas wojny Klan Klifu, zabrał dość spory kawałek terenu Klanowi Nocy. Prychnął pod noskiem. Słabiaki. Pokonanie jakiegoś z nich, zapewne będzie proste.
— Jak to robimy? — miauknął Myszek.
— Otoczymy i pobijemy! Wyrwiemy mu ogon jako trofeum! Rybojad raz na zawsze dowie się o naszej potędze. — miauknął rozemocjonowany Szczawik, szeroko się uśmiechając.
Łapki same ciągnęły go głębiej w terytorium. Nie mógł się już doczekać, aż skopie tyłek wrogowi, pokazując tylko siłę swojego rodzinnego klanu.
Długo nie musieli czekać. Czarny arlekin  zwrócił uwagę ich dwójki. Niczego nieświadomy nerwowo rozglądał się wokół. Było jasne, że lada chwila może ich dostrzec, więc musieli działać szybko. Ofiara nie mogła im zwiać. Szczawiowa Łapa nie zwracał nawet uwagi, że może to być wojownik. Był sam, a ich dwójka. Z pewnością z łatwością go pokonają, zapewniając solidne lanie. Powoli podkradł się do kocura. Mysia Łapa zaatakował pierwszy, rzucając się na łapę nocniaka. Ten zaskoczony w pierwszej chwili nie wiedział, co się działo. Szczawik wykorzystał okazję, rzucając się i mocno wczepiając w grzbiet kocura. Zaczął orać go pazurami, chcąc jak najbardziej poranić przeciwnika. Musieli wygrać.
— Poddaj się, wronia strawo! Nas jest więcej. — syknął.
Jeśli nocniak będzie się mocno opierał, był gotowy zranić go bardziej.


<Myszku?>

07 czerwca 2020

Od Szczawika (Szczawiowej Łapy) CD. Myszka (Mysiej Łapy)

Prychnął pod noskiem. Myszek naprawdę myślał, że da mu wygrać tak łatwo? Dla liliowego przegranie byłoby cierniem na honorze, na to nie mógł sobie pozwolić. Spojrzał w kierunku brata, który wskoczył na pień, trzymając się na nim za pomocą pazurków.
- Do zobaczenia na górze, rybojadzie! - mruknął.
Szczawik napiął mięśnie, gotowy do skoku. Wczepił się w pień, próbując utrzymać równowagę. Skończyło się na upadku, ale na szczęście nie znajdował się za wysoko. Prędko otrzepał sierść z nieczystości. Uh, będzie musiał się porządnie umyć. Nie przystoi żeby chodził brudny. Liliowy ponowił próbę. Tym razem poszło lepiej, wiedział już na czym stoi.
- Przegrasz! - rzucił do Myszka.
Idąc śladem brata, zaczął się podciągać coraz wyżej. Stanowiło to dla niego nie lada wyzwanie. Kociak z determinacją wspinał się. Ciężko dysząc, spojrzał w górę, dostrzegając pierwszą gałąź. Jeszcze trochę. Mruknął pod nosem z niezadowoleniem. Myszek znajdował się wyżej od niego. Jeszcze trochę i przegra. Syn Berberysowej Bryzy zebrał w sobie wszystkie siły. Mimo wysiłku jaki włożył w swoje zadanie, dotarł do pierwszej gałęzi ostatni. Usiadł na niej, wbijając w nią pazurki i od razu rozejrzał się z zachwytem. Z góry był o wiele piękniejszy widok. Kontem oka dojrzał, że Myszek także się rozgląda.
- Wygrałeś. - burknął Szczawik. Machnął ogonkiem. - Ale następnym razem już nie pójdzie ci tak łatwo.
Po zapewnieniu kocurek chciał jeszcze coś dodać. Szelest na dole skutecznie jednak uniemożliwił mu zebranie wszystkich słów w całość. Nachylił się, obserwując Cyprysową Szyszkę, z niedowierzaniem wpatrująca się w najmłodszych członków Klanu Klifu.
- Co wy tam robicie?
Szczawik westchnął ciężko. Zabawa została zakończona, zanim się na dobre zaczęła.

***

Szczawiowa Łapa przeciągnął się. Promienia słońca ogrzewały jego liliowe futerko, przynosząc przyjemne ciepło. Cieszył się tym, zanim nadejdzie pierwsza Pora Nagich Drzew w jego życiu. Rozejrzał się po obozie w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego zajęcia. Kociaki Mak i Bluszcza, bawiły się na zewnątrz przed żłobkiem. Prychnął pod noskiem. Ostatnie spotkanie z kuzynami zakończyło się dla niego bolesnym łapaniem za ogon. Spędzanie czasu z najmłodszymi, nie było więc na pierwszej liście do zrobienia. Zazdrościł trochę, bo sam jeszcze nie tak dawno, był w ogromnym centrum uwagi. A teraz? Był uczniem, którego obowiązki stały się nudną monotonią. Nadszedł czas żeby to zmienić. Z uśmiechem podekscytowania, pobiegł poszukać Mysiej Łapy. Pamiętał o ich ostatniej akcji na Zgromadzeniu, gdzie to pokazali wstrętnemu wilczakowi, gdzie jego miejsce. Teraz przez wiele wschodów słońca będzie wiedział, żeby nie zadzierać z braćmi!
Dostrzegając Mysią Łapę, właśnie wracającego z udanego polowania z mentorem, prędko do niego podbiegł, prawie potykając się o własne łapy. Zatrzymał się zdyszany przed stertą zwierzyny, od razu wskakując na syna Żywicznej Mordki i jak to miał w zwyczaju robić, przyszpilając go do ziemi. 
- Co powiesz na małe spranie tyłka  wilczakowi? - miauknął tak cicho, żeby usłyszał go tylko Myszek. Poza tym musiał się dowiedzieć, dlaczego bratu tak zależy na dowiedzeniu się czegoś więcej o Wilczym Sercu. I kim ten cały Wilk był. 


<Myszek? Gotowy na spędzanie czasu z ukochanym braciszkiem?> 

13 maja 2020

Od Szczawika CD. Myszka

Szczawik, z zainteresowaniem śledził ruchy brata, gdy ten przybliżał się coraz bardziej ku wyjściu z kociarni. Zerknął na chwilę na Berberysową Bryzę, jednak mamusia jeszcze spała, podobnie jak reszta ich rodzinki. Westchnął smutno. Przecież nie powinni marnować czasu, który mogli wykorzystać na zabawę. Machnął ogonkiem. On zdecydowanie nie będzie marnował okazji, żeby zaznać przygody.
— Jak nie chcesz to nie — zastrzygł uszami na słowa brata. — Ale pomyśl, jest rano pewnie jeszcze połowa śpi... Można by im zrobić jakieś psikusy.
Szczawik uśmiechnął się wesoło. Tak, psikusy! Można porządnie dokuczyć wujkowi Bluszczowemu Porankowi, albo jakiemuś innemu wojownikowi. Na pewno wśród pobratymców znajdzie się ktoś odpowiedni. Nie chcąc marnować ani uderzenia serca więcej, wyskoczył z posłania, od razu podążając do brata.
— Żartujesz? Miałbym odmówić, wybrania się na przygodę? Bracie, z drzewa spadłeś? — zaśmiał się radośnie, lecz zaraz łapka Myszka zatkała mu pyszczek.
Oboje spojrzeli w stronę mamusi. Berberys jednak nie usłyszała głośniejszego dźwięku. Na szczęście, inaczej by zapewne ich nie puściła. Szczawik zaczął ugniatać ziemię. Musiał mówić. Do tego został stworzony. Brat wyczuwając najwyraźniej, że zaraz wyleje się kolejna fala słów, opuścił żłobek, a Szczawik wiernie podążył za nim.
Krople deszczu obijały się o ziemię, tworząc swego rodzaju rytm. Kap. Kap. Synowie Żywicy wsłuchali się dłuższą chwile w uderzenia, tak miłe dla uszu. Zdawało się jednak, że deszcz zaczyna pomału ustępować i wkrótce powinno się całkowicie przejaśnić. Chociaż Szczawik wątpił, że przyjdzie im przeżyć gorącą porę.
— Myszek?
— Hm?
Szczawik zaczął coraz energiczniej poruszać ogonem. Łapki aż same ciągnęły go w stronę wyjścia. Widział jednak strażnika, najwidoczniej pełniącego wartę. Zdawało się, że była to Cyprysowa Szyszka. Znał jednak zbyt słabo pobratymców, by być tego całkowicie pewien.
— Nie będziemy robić psikusów. Wyjdziemy poza obóz, jak prawdziwi wojownicy, jak ci z opowieści tatusia. — pisnął zachwycony własnym pomysłem. — Jestem taki genialny. Najlepszy. Najcudowniejszy. Mogliby już opowiadać o mnie legendy.
Urwał na chwilę swoją narcystyczną przemowę, by spojrzeć na swojego brata. Na chwilę przestał drobić łapkami w miejscu, próbując się skupić.
— Tylko jak ominiemy strażnika? — zastanowił się na głos. Las czekał tylko na wyciągnięcie łapek. Musieli działać szybko, zanim rodzice się zorientują, że się wymknęli. Obstawiał, że nie spotkają ich żadne konsekwencje. Trącił nosem bok brata. — Myszek?


<Bracie?>