BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konwaliowe Serce x Orlikowy Szept. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Konwaliowe Serce x Orlikowy Szept. Pokaż wszystkie posty

02 października 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

Wyglądała jak wrak kota. Nie przypominała w niczym tej Konwalii, którą poznał. Żółte oczy, pełne mądrości, spokoju i serdeczności, teraz wyglądały na martwe i pełne smutku. Potargana sierść wydawała się strasznie matowa, a białe łaty zdawały się wyblakłe. Ledwo co poruszała ogonem.
Drżała. I patrzyła na niego.
- Nawet ty, Orliku? - miauknęła z ogromnym smutkiem. - Jesteś po mojej stronie czy ich? Czy naprawdę nie chcesz zrobić swojej powinności, ubić mnie albo pozwolić mi samej się zabić? Chcesz mnie i moją duszę tutaj więzić?
Milczał. Wibrysy wojownika zadrżały, gdy usłyszał łamiący się głos kotki. Wystarczyłoby jedno pchnięcie łapą, by ona upadła, w końcu wyglądała na osłabioną. Następnie chwilowe podduszanie i cięcie w gardło. Tyle wystarczyło do pozbawienia życia medyczki, która nie potrafiłaby się obronić. Co by wtedy zrobił klan? Wygnałby go? Potępił na zawsze? Jeżowa Ścieżka załamałby się, Morka Gwiazda wymierzyłby sprawiedliwość, Cętkowany Kwiat zostałaby sama ze sobą, Drescza nawiedzałyby kolejne koszmary o białym potworze, straszącym i przerażającym.
Ile złego by uczynił. Ile zła przyniósłby przez wysłuchanie Konwaliowego Serca.
Miał jej pilnować, obiecał. Niebieski lider wyznaczył właśnie białego do przyglądania się każdemu ruchowi czarnej. Zgodził się z jego wolą, ponieważ ona potrzebowała pomocy.
- Jestem po twojej stronie - miauknął stanowczo, a jego głos wydawał się bardziej chłodny niż zazwyczaj. - Muszę cię pilnować. Jesteś zbyt cenna dla całego klanu. Każdy medyk jest cenny, każdy kot, kotka... Ktokolwiek. Wiesz, jak nam na tobie zależy?
- Miałam umrzeć i przebywał w Miejscu Gdzie Brak Gwiazd. Tam moje miejsce. Nie tutaj. Nie powinno mnie tu być. Jesteś moim przyjacielem, prawda? - Głos Konwaliowego Serca załamywał się coraz bardziej. - Zabij mnie. Zabij! Jestem tylko ciężarem
- Nigdy - powiedział. - Zostajesz tutaj. Twoja śmierć nic nie przyniesie dobrego. Chcesz zostawić Stokrotkę i Burzę? Je obie? Przecież tak je kochasz... Chcesz zostawić Jeżową Ścieżkę? Mnie? Nas wszystkich? - Głos Orlikowego Szeptu drżał. Walczył ze łzami we własnych oczach i chęcią zaszycia się gdzieś z boku. Zwykłe słowa nie dotrą tak szybko do łaciatej. Musieli czekać, aż czas sam uzdrowi kotkę, albo przynajmniej pozwoli jej się uspokoić.
Tak bardzo pragnął dla niej dobra. Łamało mu się serce z każdym słowem, wypowiedzianym przez nią. Tyle śmieci już przetrwał, dlaczego więc obecna chwila wydawała mu się cięższa niż wieści o utracie Koniczynki czy Bluszczowej Poświaty?
- Ja... - Konwaliowe Serce zamilkła. - Chcę umrzeć... - szepnęła.
Musiał zmienić temat, na jakikolwiek. Nie może pozwolić czarnej cały czas o tym myśleć! Myślał szybko o tym, co kotka uwielbiała i kochała. Od razu zrezygnował z podjęcia tematu odnośnie rodziny, od razu miauczałaby o Świtającej Masce, Nocy, Burzy i Stokrotce, co nie pomogłoby jej w żadnym stopniu.
- Pamiętasz o naszych wspólnych zabawach, za kociaka? - zapytał się Konwalii Orlikowy Szept. Czarna spojrzała na niego. Biały drgnął widząc ogromny smutek, żal i brak woli walki w żółtych ślepiach. - Kopaliśmy tunele, ty, ja i Cętkowany Kwiat. Razem. Tyle razy się w nich gubiliśmy, śmialiśmy w głos... Pamiętam to do dzisiaj... Albo raz bawiliśmy się w chowanego i wykorzystałem moje futro do ukrycia się. We dwie mnie szukałyście cały dzień, a ja zasnąłem w śniegu. Potem Cętka cały dzień nie opuszczała mnie o krok, bym znowu nie znikł... Pamiętasz, jak uczyłaś mnie ziół? Każdego z tych podstawowych. Powój, liście jeżyny, przytulia czepna... Znam to wszytko. Pamiętam, tyle razy mnie z tego przepytywałaś. Raz śniłem o opowieści, którą opowiedziałaś Dreszczowi. Dzielny kot, pełen odwagi... Tyle rzeczy wiem i pamiętam. To niesamowite. Wywarłaś naprawdę ogromny wpływ na moje życie. Dzięki tobie Cętkowany Kwiat jest moją partnerką, dzięki tobie poznałem zioła. Byłaś przy mnie, gdy cierpiałem
- Nie... Nie mogę dalej żyć.. Tylko was ranię - powtarzała jak mantrę Konwaliowe Serce.
- Nie zostawiłaś mnie w najgorszych chwilach, to ja nie zostawię ciebie. Nie zamierzam - miauknął Orlikowy Szept. Wymienianie ułamka ze swoich wspomnień dodało mu siły. Gdzieś nadal tlił się w nim ten żal, związany ze stanem kotki, ale rozbudziła się również nadzieja.
Że będzie lepiej, że zostanie uratowana.
Podszedł do nich Jeżowa Ścieżka.
- Jak się czuje? - zapytał się szeptem wojownika.
Orlik pokazał nieznacznie ogonem, że czarna nadal zachowywała się tak samo.
Konwaliowe Serce spojrzała na czekoladowego, wyraźnie coś od niego chcąc.

<Konwalio? Jeżyku?>

20 września 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

przed narodzinami dzieci Orlika i Cętki

Konwaliowe Serce spojrzała zasmuconym spojrzeniem na wojownika. Ostatnie zatrucia zwierzyny nie polepszały sytuacji. Ostatnimi czasy Klan Burzy nawiedzały dziwne plagi, których nikt nie potrafił wytłumaczyć. Nawet medycy.
Orlikowy Szept wolał nie myśleć, że to część kary za zdradę czarnej. Łaciata już dosyć się na słuchała złośliwych uwag na swój temat i nie wyglądała na najszczęśliwszą. Zachował dodatkowe uwagi dla siebie, pozostając typowym członkiem Klanu Burzy, cichym, milczącym, pozostał pacyfistą.

kilka dni przed obroną Klanu Wilka

Biały siedział przy legowisku Mokrej Gwiazdy, czekając na Konwaliowe Serce. Do obozu przyszedł kocur z Klanu Wilka, który posiadał trzy nogi, dosyć dziwny wyraz pyska oraz przynosił nieciekawe wieści. Pewna część klifiaków zajęła stado leśnych kotów, czyniąc ich poddanymi sobie.
Orlikowemu Szeptowi się to nie spodobało. Nie rozumiał za nic bezpodstawnej wrogości. Klan Wilka nikogo nie podburzał, a Iglasta Gwiazda nie wydawał się liderem, chętnym do walki, raczej popierając spokojne rozwiązania. Co jednak mógł wiedzieć Orliczek. Żył sobie spokojnie, we własnym klanie, wśród wysokich traw. Nie brał nigdy udziału w walce, jedynie słyszał o bitwach i widział ich skutki, odwiedzając dawny obóz Klanu Lisa podczas jednego z patroli, kilka księżyców temu.
Nigdy nie zrozumie przemocy i nie będzie jej popierał. Może oprócz przypadków polowań, wtedy krótka szarpanina z ofiarą pozwalała pokonać głód.
Patrzył na swoje łapy, wysuwając z nich pazury. Czas się dłużył, a nie miał za bardzo ochoty na bezczynność przez większą część dnia.
- Konwalio! Nareszcie! - miauknął głośno, widząc czarną. Zauważył poważny wyraz jej pyszczka. - Czy... Już obmyśleliście już plan działania?
- Jesteśmy w trakcie. Potrójny Krok, czyli ten z Klanu Wilka, wygląda na naprawdę poruszonego sytuacją. Sprawa nie należy do łatwych. Atak ze strony klifiaków nadszedł niespodziewanie, a on zostawił rodzinę samą sobie. Na pewno im pomożemy. Mokry coś mi miauczał, że najprawdopodobniej ciebie też pośle do ataku na Klan Wilka - wyjaśniła Konwaliowe Serce poważnym tonem głosu.
Wibrysy białego lekko zadrżały, a serce zabiło mocniej. Niebieski lider już planował, kogo wybierze do walki, a sam ruch nie został do końca zaplanowany. Szanował decyzje Mokrej Gwiazdy. Obawiał się zabijania, lecz był już dorosły. Predzej czy później ta chwila musiała nadejść.
- Słuchaj... Wiem, że masz utrudniony kontakt z Klanem Gwiazd, ale może znasz jakiś sposób, aby dodali mi sił podczas walki? - zapytał się biały z nadzieją w głosie. Przodkowie powinni mu pomóc, wierzył w nich, posiadając nadzieję, że nigdy nie zawiódł martwych.

<Konwalio?>

18 sierpnia 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

przed narodzinami dzieci Orlika i Cętki

Orlikowy Szept na własne oczy widział zemstę Klanu Gwiazd za złamanie panujących od wieków zasad. Konwaliowe Serce straciła jedną z tylnych łap. Musiała nauczyć się od nowa chodzić i wykonywać codzienne czynności z większą ostrożnością. Bardzo jej współczuł. Miał wrażenie, że nie tylko czarną pokarali gwiezdni, ale i jego. Stracił mamę i siostrę, kto będzie następny? Dzieci? Wszystkie kocięta urodzą się martwe?
Skoro przodkowie tak uwzięli się na członkach jego rodziny, to po co on bezkarnie chodzi po ziemi? Przecież nie mówił nic nikomu o zdradzie Konwalii. Milczał jak zaklęty. Powinien sam stracić kończynę lub któreś ze zmysłów.
Pokręcił głową. Ciągle się o wszytko obwiniał. Planował przestać, jednak to nie wychodziło.
Medyczka miauczała, że wszystko z nią dobrze. Pomógł jej podnieść się z ziemi. Na swój sposób ją podziwiał. Czarna potrzebowała wsparcia, zapewne tęskniła z miłości za swoim partnerem. Nie dawała po sobie poznać, jak bardzo wielki ból odczuwa. Jakim kosztem skrywała wszystkie emocje w sobie?
-  A ty? W końcu niedługo wasze kocięta pojawią się na świecie - zapytała się, gdy sam biały wypytał się o jej stan.
Nie odpowiedział od razu. Praktycznie nie chciał nic mówić. Tylko narzekałby na obecną sytuację, a przecież Konwaliowe Serce straciła kończynę. Wibrysy kocura zadrżały. Wkrótce zostanie ojcem. Nie planował tego, wręcz brzydził się kociąt. Przebywanie z małym Dreszczem pozwoliło mu nieco bardziej przekonać się do maluchów, ale nie nadal nie czuł się gotowy na wychowywanie.
- Dlaczego milczysz? Coś nie tak? - zapytała się czarna, bacznie przyglądając się przyjacielowi.
- Nie, nie, naprawdę, wszystko w porządku - odpowiedział od razu. Chyba zbyt szybko i niepewnie, bo kotka położyła ogon na karku wojownika.
- Możesz mi wszystko powiedzieć. Znamy się długo. Chyba... Że przestałeś mi ufać - miauczała Konwaliowe Serce.
Zerknął na nią niebieskimi oczami. Czy nadal mógł ufać medyczce? Przez długi czas ukrywała, wraz z Cętkowanym Kwiatem, informację na temat ciąży. Po części rozumiał strategię myślenia kotki, ale... Skoro we trójkę stanowili zgrane trio i obiecali nie mieć przed sobą żadnych sekretów, to dlaczego nagle nie zwierzyły mu się? Nie miauknąłby nic nikomu, z obawy przed karą od Mokrej Gwiazdy.
Nadal ufał kotce, za dużo razem przeszli, za dużo ich łączyło, by tak od razu wygarnął jej swoją dawną złość. Stało się. Stokrotka i Burza nadal przebywały w żłobku, a Nocą zajmował się Świtająca Maska.
- Ufam, po prostu nie czuję się gotowy na bycie rodzicem. Boję się, że któreś z maluchów umrze. Nie chcę nikogo stracić - miauknął, spuszczjąc głowę. Łzy cisnęły mu się do oczu. Starał się zdusić w sobie nagły atak smutku. Nie mógł się rozkleić przy Konwalii. Nie teraz.
- One nie zmarły z twojej winy, Orliku - powiedziała cicho asystentka medyka. - Koniczynka zginęła przez sprzęt Dwunożnych, a Bluszczowa Poświata przez dzikie zwierzęta. Nie miałeś wpływu na żadne z tych wydarzeń. A my... Znaczy Zajęcza Stopa, Jeżowa Ścieżka i ja doprowadzimy do tego, by wszytkie maluchy wyszły na świat zdrowe - zapewniała kotka.
- Ja... Mam taką nadzieję - szepnął. - Ja to wszytko wiem, ale... Czuję wyrzuty sumienia. Po prostu. Z mamą nie zdążyłem się pożegnać, a z siostrą pogodzić.
Na dźwięk imienia obu cynamonek coś zabolało go w sercu. Kochał je, została ku tylko Mniszkowy Kwiat, która od dnia wybuchu Orlikowego Szeptu omijała brata szerokim łukiem.
- Jest coś, co możesz dla mnie zrobić? - zapytał się medyczki.
- Ch-chyba tak...
- Daj sobie pomóc. Też potrzebujesz wsparcia. Dużo pomogłaś klanowiczom jako medyczka, teraz pozwól sobie samej pomóc.
<Konwaliowe Serce?>

06 sierpnia 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

- Zostaniesz ojcem - miauknęła Konwaliowe Serce do Orlikowego Szeptu, podczas badania Cętkowanego Kwiatu. Bura od razu zaczęła skakać i piszczeć z radości.
Biały zmarł. Chwila, dzieci? Że teraz?! W jaki sposób?! Kiedy?! Nie potrafił zrozumieć. Może przekonał się nieco bardziej do kociąt przez opiekę nad Dreszczem, ale nadal czuł obrzydzenie, widząc te małe, włochate kulki. A teraz sam zostanie rodzicem tych kuleczek.
Uśmiechnął się nerwowo. Chciał chociaż sprawiać pozory zadowolenia, lecz był bardziej zestresowany. Widział drobne mroczki przed oczami. Zastrzygł uszami. Nie, niemożliwe, że można zemdleć przez zwykłą wiadomość o rodzicielce. Co by miauknęła Koniczynka? "W końcu pszczółka wleciała do kwiatka?"
- Wody, Orliku, przynieść ci wody? - zapytała się Konwaliowe Serce, widząc stan przyjaciela.
- T-tak - odpowiedział niemrawo. Usiadł, bo czuł, że ciężej mu się oddycha. Brał głębokie wdechy i wydechy. Liczył w myślach źdźbła trawy, następnie liczbę komplementów, które powiedział Narcyzowemu Pyłowi podczas swojego uczniowania pod jego łapą. Próbował się uspokoić, aby nie zemdleć przy przyjaciółkach. Kocur nie powinien być taki słaby.
Konwaliowe Serce przyniosła mech nasączony wodą i położyła go przed łapami białego.
- Pij, tylko powoli. I za chwilę idź się przewietrzyć, bo wyglądasz niemrawo - miauknęła czarna.
Orlikowy Szept sączył powoli ciecz z rośliny, słuchając radosnego tonu głosu Cętkowanego Kwiatu. Bura cieszyła się z zostania matką, chociaż przed ostatnie kilka dni nie czuła się najlepiej.
Orlikowy Szept nie wiedział, kiedy urodzą się kocięta. Na szczęście wyjdą na świat w letniej porze roku, a nie blisko zimy. Lepiej, żeby maluchy wychowały się podczas dostatku pożywienia niż głodu.
Do legowiska zajrzał Narcyzowy Pył. Jego pysk przybrał dziwny wyraz, gdy zobaczył burą kotkę piszczącą z radości.
- Hmmm... Co mnie omija? Potrzeba mojego blasku, żeby zgromadzenie zaczęło iskrzeć i błyszczeć. - Niebieski wszedł, machając dumnie swoim ogonem. Dotknął końcówką różowego nosa Orlikowego Szeptu, który kończył picie wody z mchu. - Orliczku, czym nafaszerowałeś swoją partnerkę? Jest radosna jak nigdy. A może to ja wprawiłem ją w taki nastrój? Ha, pewnie. Jesteś genialny, Narcyzku. Musisz powiedzieć to mamusi. Ojej, jaka będzie dumna - mówił bez większego składu i ładu dawny mentor białego.
- Będziemy mieli dzieci! - wygadała się Cętkowany Kwiat. Nie lubiła mieć tajemnic przed kimkolwiek.
Żółte oczy Narcyzowego Pyłu stały się większe niż statki UFO. Spojrzał raz na Orlika, raz na Cętkę. Na chwilę zapadła nerwowa cisza, która wcale nie podobała się białemu.
- ZOSTANĘ WUJASZKIEM! - krzyknął radośnie Narcyz. - Kolejne pokolenie mnie pozna i pokomplementuje mnie! Jaki jestem szczęśliwy! Aż mi się futro puszy wszędzie! - Niebieski zaczął skakać i piszczeć wraz z burą córką Czaplego Potoku.
Konwaliowe Serce zaśmiała się, widząc dorosłego wojownika zachowującego się jak kocię. Orlikowy Szept przewrócił oczami. Przyzwyczaił się do mentora i każdego dziwnego czynu. Zdołał się już uspokoić. Wyszedł po cichu z legowiska, zostawiając tańczących razem wojowników. Usiadł, patrząc na powoli zachodzące słońce. Za chwilę cały klan dowie się o jego ojcostwie, ponieważ Narcyzowy Pył wszystkim powie. Orlikowy Szept nawet nie spróbuje go powstrzymać. Gdy nie mówił nic nikomu o potajemnej partnerce, to oberwało mu się.
Spojrzał na jedną z chmur, która kształtem przypominała radosny uśmiech Koniczynki. Czyżby cynamonka już dowiedziała się o zostaniu gwiezdną babcią? 

02 sierpnia 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

przed śmiercią Bluszcz

Orlikowy Szept spojrzał na pazuropodobną chmurę. Uśmiechnął się pod nosem. Rzeczywiście, biała, puchata struktura przypominała ostre pazury kota.
Konwaliowe Serce westchnęła.
- Pamiętam, jak wychowywali mnie Dwunożni do 6 księżyca. To były czasy... Ciepło codziennie, jedzenie pod nosem, piszczoty - uśmiechnęła się pod nosem medyczka, machając gęstym, czarnym ogonem.
- Urodziłaś i już zbiera ci się na wspominki? - zapytał się Orlikowy Szept. - Jesteśmy względnie młodzi. Pamiętam, jak rzucałem ze Słonikiem i Melodyjką kasztanami w Pląsającą Sójkę.
Kotka zaśmiała się.
- Nie gadaj? Serio to robiliście? - zapytała się z niedowierzeniem.
- Tak. Potem Koniczynka nas ukarała. Ojejku... Karne mycia. Bardziej dokładne niż zwykle. I potem przymusowe spanie przy jej ciele... Pamiętam to, jakby to się wydarzyło wczoraj - mówił biały, czując nostalgię. Cóż, dorastał i dużo czasu minęło od opuszczenia żłobka. Tyle rzeczy wydarzyło w międzyczasie... Aż trudno było w to uwierzyć.
- Chciałabym widzieć jej minę - uśmiechnęła się Konwaliowe Serce.
- Żałujesz opuszczenia obozu Dwunożnych? - zapytał się Orlikowy Szept. Nadal chciał znać każdy szczegół z dawnego życia medyczki. Początek swojego życia spędziła w zupełnie innym środowisku niż dzikie tereny kocich ziem. Wszelkie informacje na ten temat były cenne i wywoływały ciekawość w oczach wojownika.
- Wiesz co... Nie. Kiedyś nad tym myślałam i nie żałuję opuszczenia domu Dwunożnych. Mieszkają w takiej dużej norze zbudowanej z czegoś bardzo twardego, więc to nie jest ich obóz - tłumaczyła Konwaliowe Serce. - Zmieniłam otoczenie, bo wszystko tam przypominało mi o mamie. Należała kiedyś do jakiegoś kociego klanu i poszłam w jej ślady. Spotkałam Czaplą Gwiazdę... Znaczy Czapli Potok i tak tu trafiłam. - Kotka posmutniała. Nadal tęskniła za karmicielką. Orlikowy Szept znał jej ból, aż za dobrze. Sam względnie niedawno stracił mamę, więc wiedział, jaki ból sprawiało każde wspomnienie na temat utraconej osoby.
- Znam twój ból. Nawet nie wiesz, jak bardzo - skomentował cicho. - Ej, tamta chmura przypomina Narcyzowy Pył, nie uważasz? - zapytał się kotki, pokazując na kociopodobną chmurkę. Zmienił temat, aby nie drążyć nieprzyjemnej rzeczy.
- Gdzie? - zareagowała Konwaliowe Serce
- Tam. Oko, oko, długi i pusztysty ogon i tłuste, włochate dupsko - skomentował dla żartu. Niebieski od razu odpowiedziałby teatralnie wyćwiczoną reakcją.
Konwalia zaśmiała się ponownie.
- On nie jest taki gruby... Chociaż... Mógłby jeść mniej myszy, niż obecnie - miauknęła pogodnym tonem.
- Jak wrócimy, to wymyślę mu specjalną dietę. Będzie jadł tylko lawendę i stokrotki oraz... Pił wodę z mchu - ciągnął biały.
- Już widzę, jak przyjmuje twoje rady do serca - odpowiedziała Konwaliowe Serce.
- Co sprawiło, że chciałaś iść akurat z Czaplim Potokiem? Wiesz, nie mam nic przeciwko twojemu pobytowi w klanie, bo jesteśmy przyjaciółmi. Tylko po prostu... Gdybyś poszła w innym kierunku, mogłabyś trafić na Iglastą Gwiazdę i byłabyś w klanie wilka, gdzie żyje ten... Świt. Albo do klanu nocy. Coś... Tobą kierowało? - zapytał się Orlikowy Szept, ciekaw odpowiedzi medyczki.
<Konwaliowe Serce?>

27 lipca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

Wyszli razem ze żłobka, zostawiając Burzę i Stokrotkę pod opieką dwóch królowych. Oby tylko Chabrowa Bryza miała głównie oko na dwie kotki, bo Piaskowa Ścieżka nie nadawała się za nic w świecie na matkę. Wyprana z jakiejkolwiek godności kotka, rozpieszczająca tylko Wiewióra. Wrednopyska i niegodna dzieci.
Tak, Orlikowy Szept czuł ku niej zwykłą nienawiść, ponieważ niszczyła Dreszcza. Małego kremowego, którym musiał zajmować się cały klan, a nie sama królowa.
Spojrzał na Konwaliowe Serce. Czarna raz po raz odwracała głowę w kierunku miejsca zamieszkania kociąt i cicho pojękiwała. Zauważył w jej oczach łzy. Zatrzymał się.
- Co się stało, Orliku? - zapytała się kotka, gdy zauważyła czyn białego.
- Martwię się się o ciebie... Za dużo myślisz o dzieciach. Jak będziesz tak długo przy nich, to koty nabiorą podejrzeń. Jak prawda wyjdzie na jaw, to kara przyjdzie szybko i niespodziewanie. A tego nie chcę - rzekł cicho Orlikowy Szept. Starał się, chciał się starać o dobro innych. Gotowy na walkę do samego końca o bliskich. Pomimo konsekwencji.
- Ja... Muszę z nimi być. Coś mi każe o nie dbać... Nie odciągaj mnie od nich. - Głos Konwaliowego Serca załamał się. - Gdyby tylko Świt tu był... - Zaczęła płakać.
Biały podszedł bliżej kotki. Wtulił się przyjaźnie w jej sierść, wdychając ziołowy zapach ciemnego futra z białymi plamkami. Oddychał spokojnie. Czuł w sobie spokój. Przyzwyczaił się chyba do delikatnego charakteru medyczki. Już nie reagował nerwowo na każdą jej wątpliwość czy płacz. Zresztą nerwy tylko pogarszały sytuację. Tylko łagodnością, cierpliwością i spokojem mógł uspokoić żółtooką.
- Już, już. Nie o to mi chodziło. Zobaczysz się z nim już wkrótce. Zgromadzenie za niedługo, a wtedy będziesz mogła z nim porozmawiać... Wiesz... Zawsze możemy go zabrać z klanu wilka i wmówić naszym, że to jakiś samotnik czy pieszczoch, który dopiero co uciekł dwunożnym - mówił cicho Orlikowy Szept, aby nikt wokoło nie zdołał usłyszeć ich rozmowy. Inaczej cały klan dowiedziałby się o romansie czarnej z jednym z wojowników obcego klanu.
Konwaliowe Serce zaśmiała się cicho.
- On by tutaj nie pasował. Znudziłby się i zmęczył i... zostawił swoją rodzinę. Jeżowa Ścieżka i Zajęcza Stopa pamiętają go ze zgromadzenia, więc taka wymówka nic by nie dała - odpowiedziała medyczka.
- Widzisz? Już się uspokoiłaś. Dobra Konwalia, dobra - mówił z przekąsem. - O, nawet się uśmiechnęłaś. Znacznie lepiej ci z uśmiechem na pyszczku niż ze smutkiem. No już, nie udawał wściekłej - mówił, obserwując bogatą mimikę pyska medyczki. - Gdzie ten uśmiech się podział? No już, uśmiechnij się. No dalej. Kąciki ust wyżej... Wyżej... Jeszcze... O tak! I taką Konwaliowe Serce pamiętam!
Czarna wyglądała promiennie z wyszczerzem. Zaśmiała się, a chwilę później dołączył do niej biały.
- Mieliśmy iść na spacer! Nauczę cię wspinać się na traktor! To nie jest takie trudne. Będę cię asekurować, byś nie spadła i nie połamała sobie niczego - rzekł Orlikowy Szept.
<Konwaliowe Serce?>

22 lipca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

Jego życie coraz bardziej przypominało rozpędzonego zająca, którego nawet najznamienitszy wojownik nie potrafił zatrzymać z powodu zawrotnej prędkości. Sprawa z psem, śmierć siostry Cętkowanego Kwiatu, utrata matki, a teraz romans Konwaliowego Serca. Skojarzył Świtającą Maskę, kocura z klanu wilka. Siedział zawsze blisko medyków, zamiast spędzać czas z wojownikami. Osobnik, który w jakiś sposób zdołał zawrócić w głowie czarnej.
Biały sam nie wiedział, co dokładnie odczuwał. Działo się dużo, za dużo. Czuł, że tracił nad tym wszystkim kontrolę. Rzeczywistość działała mu na nerwy, próbując zacząć powolną destrukcję Orlikowego Szeptu, raczej nastawionego pozytywnie do otoczenia. Wkrótce wszystko miało się zmienić.
Siedział za Konwaliowym Sercem. Kotka jąkała się, gdy miauczała. Czuła smutek i wielkie zagubienie. Orlikowy Szept rozumiał żółtooką, sam odczuwał podobne emocje, mimo że rany w sercu po utracie Koniczynki zdołały się zabliźnić. Chciał milczeć, nie odpowiadać. Obawiał się pogorszenia sytuacji przez jakiekolwiek wypowiedziane słowa. A każdy gram niepokoju mógł wpłynąć na zdrowie czarnej i maluchów w jej wnętrzu.
Jak to śmiesznie brzmiało - ciężarna medyczka. Nigdy nie podejrzewałby kotki o taki czyn. Chciała tylko dobrze. Była tą spoza klanu, o złej reputacji. Zdołała zbudować sobie dobre imię, dzięki naukom Jeżowej Ścieżki i empatii wobec każdego. Doceniał ją, zdołali zbudować między sobą naprawdę cenną relację, mocną i silną. Teraz ich przyjaźń wydawała się cienka jak nigdy i jedno słowo mogło potłuc kruchą więź.
- Więc to prawda... Złamałaś Kodeks... Masz partnera i jesteś w ciąży - szepnął cicho biały. Zmrużył oczy, patrząc na sylwetkę kotki. Próbował znaleźć jakiś dowód na to, że to wszystko było tylko nieśmiesznym żartem, lecz nieco bardziej okrągły brzuch towarzyszki temu zaprzeczył. Oczekiwała na potomstwo, miała zostać matką, chociaż samo życie jej tego zabroniło.
Konwaliowe Serce pokiwała nieznacznie głową, nie odwracając się do przyjaciela.
Siedzieli w milczeniu, co przymnażało Orlikowemu Szeptowi coraz więcej niepokoju. Drżał, wbijając raz po raz pazury w ziemię, próbując nie mówić nic. Dodatkowe słowa mogły wywołać płacz u kotki, a tego nie chciał. Dźwięk cierpienia i bólu, dodatkowa męka dla ucha strapionego kota.
Myślał nad całą sytuacją, szybko analizując każde wydarzenie i krótką rozmowę z kotką. Nadal pamiętał jej ataki szału i podejrzane zachowania. Zacisnął zęby. Usłyszał tyle kłamstw, tyle rzeczy było przed nim ukrywane. I wiedziała o tym Cętkowany Kwiat. Obie znały wszelkiego rodzaju sekrety, nie mówiąc nic jemu samemu. Cóż miał się dziwić, kto zaufałby na stałe takiemu komuś, jak biały? Zamknięty w sobie, bez większego planu na życie, prócz chęci na wyszkolenie chociaż jednego ucznia.
Przestał myśleć. W tak głupiej chwili nie zamierzał umartwiać się nad sobą. Większą ofiarą okazała się niestety czarna. Zakochała się, a zakazane uczucie doprowadziło do ciąży, czego klan gwiazdy nie odpuści jej łatwo. Przodkowie pełni zemsty i gotowi na zesłanie najgorszej, możliwej kary.
Konwaliowe Serce obrała złą drogę. Pragnęła tylko poznać zioła i leczyć, ale okazało się, że może przeznaczona jej była droga... Bardziej kocia? Może byłaby szczęśliwsza z gromadą kociąt i swoim partnerem?
- Nie mogę cię tak zostawić... Nie podoba mi się to, że tyle to przede mną ukrywałyście, ale... Wcale się wam nie dziwię - stwierdził Orlikowy Szept.
- Naprawdę...? Nie.... N-nie j-jesteś z-zły? - zdziwiła się Konwaliowe Serce, spoglądając na towarzysza.
- Nie... Im więcej osób się dowie, tym większa szansa na to, że się wyda. Ja... Jestem zły, może gdzieś głęboko w sobie, ale... Znam emocje, które odczuwasz. Smutek, żal... Czułem to wszystko po stracie mamy... - Na myśl o Koniczynce, serce białego przyspieszyło, a tęsknota pojawiła się na horyzoncie umysłu. - Nie... Nie chcę cię stracić. Jesteś cenną sojuszniczką.
- N-nie? W-w ogóle? - Konwaliowe Serce nie potrafiła uwierzyć białemu.
- TAK! Przyjaciele powinni sobie pomagać! Nie zostawimy cię. Nikt więcej nie dowie się o małych ani o Świcie... Naprawdę. Przyrzekam. Jak komuś się wymiauczę, to... To... Nigdy sobie nie wybaczę! - mówił Orlikowy Szept. - Nie zostaniesz sama. Sam czułem się strasznie samotny, gdy ona zmarła... Więc ciebie tym bardziej nie pozostawię, bo nie dasz sobie rady.
- Nadal jesteśmy przyjaciółmi? - zdziwiła się Konwaliowe Serce.
- Tak - odpowiedział automatycznie biały. - Daj sobie pomóc. Teraz musisz myśleć przede wszystkim o sobie. Pozwól mi i Cętkowanemu Kwiatowi działać, a wszystko dobrze się skończy.
<Konwaliowe Serce?>

05 lipca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

Bał się o Konwaliowe Serce. Po prostu się bał.
Kotka dziwnie się zachowywała, z dnia na dzień jej stan się pogarszał i nawet Jeżowa Ścieżka czy Zajęcza Stopa nie potrafili jej pomóc. Cudem wyszedł z rzeki, chcąc ratować medyczkę przed wodnym nurtem. Niedawno Narcyzowy Pył wepchnął go dla zabawy na płyciznę, a dzisiaj dotarła do niego potęga żywiołów. Przez długi okres czasu nie zanuży łapy w rzece.
- Bardzo mi przykro Konwalio, ale muszę to zrobić. Martwimy się o twoje zdrowie, a wkrótce zgromadzenie - miauknęła Zajęcza Stopa, powoli idąc do eksperymentu czarnej.
Konwaliowe Serce podniosła się, z cierpieniem w oczach. Spojrzała na towarzyszkę i warknęła wrogo.
- Nie! Gdy tylko wstanę, sama ciebie otruję. Jeżową Ścieżkę też. I Cętkowany Kwiat. I Orlikowy Szept również. Wszyscy pożałujecie - miauczała. W żółtych oczach błyszczało szaleństwo. Wszyscy zamarli. Zajęcza Stopa ledwo co zdołała dotknąć eksperymentu podopiecznej. Nikt nie wiedział, co wstąpiło w czarną kotkę. - Pożałujecie, że staliście się moimi wrogami. - Oczy medyczki zaszły bielą i czarna straciła przytomność.
Zapadła cisza. Biały wojownik wstrzymał oddech. Groziła mu tak bliska przyjaciółka. Poczuł przez chwilę zawiść, którą odczuwalnego wobec medyczki za kociaka. Nasłuchał się opowieść Pląsającej Sójki odnośnie kotki spoza klanu, z białymi plamkami. Uznał ją za najgorsze zło. Dawny, mały Orlik krzyczał głośno w umyśle dorosłego Orlikowego Szeptu, "miałem rację, nie warto jej ufać, to zwykła, paskudna i fałszywa kotka".
Jednak zdołał lepiej poznać Konwalię, by wiedzieć, że należała do naprawdę serdecznych i pomocnych osobniczek.
- I... Co teraz? - szepnęła załamana Cętkowany Kwiat. Musiała czuć się okropnie. Orlikowy Szept czuł jej smutek, pragnął go jej pozbawić, ale sam nie miał siły na bohaterskie czyny czy słowa.
- Cętko, idź po Jeżową Ścieżkę. Siedzi z Dreszczem w żłobku. Powiedz, że to poważna sprawa - miauknęła Zajęcza Stopa do burej wojowniczki. Córka Czaplego Potoku kiwnęła głową i udała się po czekoladowego. - A ty... Pozbądź się tego eksperymentu. Prawdopodobnie Konwaliowe Serce się od czegoś uzależniła. Trzeba posłać ją na odwyk, żeby się uspokoiła - zwróciła się najdłuższa stażem medyczka do Orlikowego Szeptu. Podsunęłaś mu pod łapy twór czarnej.
- Co? Przecież sama widziałaś, jaka była wściekła! Jak jej to zrobię, to nic się nie polepszy. Wręcz przeciwnie, będzie tylko gorzej - miauknął zdziwiony decyzją Zajęczej Stopy. Kotka wydawała się być pewna swojej decyzji i nakazu.
- Zrób to, o co cię proszę. Nie mamy innego wyjścia. Kownwalia nie może zachorować psychicznie. Inaczej klan gwiazd ją pokara koszmarami sennymi - miauknęła medyczka, krzątając się po legowisku.
Biały wyszedł z eksperymentem przyjaciółki. Miał dylemat, co powinien uczynić. Znalazł się między prośbą, a wręcz nakazem, Zajęczej Stopy a ciężką pracą czarnej. Jeśli posłucha niebieskiej szylkretki, może utracić zaufanie Konwaliowego Serca. Jeśli nie zniszczy dzieła asystentki, może nie otrzymać oczekiwanej pomocy ze strony medyczki klanu burzy, jeśli będzie wymagała tego sytuacja.
Tylko... Czy umysł żółtookiej pracował normalnie? Skoro zachowywała się tak dziwnie, to czy nadal widziała swoje relacje w dobrym świetle? Gdyby miała więcej sił, mogłaby się rzucić na szylkretkę z pazurami. Widział w oczach Konwaliowego Serca szaleństwo, którego nigdy by o nią nie posądził. Czy naprawdę klan gwiazdy posądził ją ukarał? Czy to było spowodowame wychodzeniem z obozu mimo kary od Mokrej Gwiazdy? Nadal musieli posiadać rangę uczniów. Zostały im niecałe dwa księżyce, więc połowa za nimi.
- Orlikowy Szepcie, czy z nią wszytko dobrze? Co się stało? - zapytał się szybko Jeżowa Ścieżka, mijając białego. Cętkowany Kwiat pogoniła asystenta, rozdzielającą go z małym Dreszczem. Małym i pełnym strachu kociakiem. Tym razem musiał pomóc innej ważnej dla siebie osoby.
- Ona... Zachowuje się inaczej, jakby oszalała. Widziała w nas wrogów. Myślała, że chcemy ją zabić. Wybiegła poza obóz, dobiegła do granic z klanem lisa. Wskoczyła do rzeki i... wskoczyłem do wody, by ją uratować. I... Idź do niej. Pomóż jej, proszę. Boimy się o nią. Nie zasługuje na taki los. Jeżowa Ścieżko, błagam - mówiąc to, Orlilowy Szept miał łzy w swoich oczach. Nie chciał stracić przyjaciółki. Zależało mu na szczęściu czarnej. W tamtym momencie nawet Cętkowany Kwiat nie spoglądała z zazdrością na partnera, bo sama obawiała się o swoją przyjaciółkę.
- Zajmę się nią. Wyjdziemy z tego, Orliczku, obiecuję - rzekł Jeżowa Ścieżka i udał się z burą do legowiska medyków.
Orlikowy Szept poszedł do miejsca spoczynku wojowników. Podjął decyzę, kogo posłucha bardziej. Wykopał mały dołek, schował do niego eksperyment Komwalii i przykrył go warstwą mchu. Po części się pozbył tworu czarnej kotki.
Czekał. Godziny mijały niespokojnie. Biały starał się nie myśleć za dużo o Konwalii, lecz nie był w stanie. Spędził cały dzień z Koniczynką, aby chociaż na chwilę poczuć spokój i przestać się martwić. Drżały mu łapy. Widział w głowie same mroczne scenariusze następnych wydarzeń.
Pod wieczór wrócił do legowiska medyków. Konwaliowe Serce leżała tam sama, widocznie potrzebowała samotności.
- Orlikowy Szepcie... Przepraszam, ja nie wiedziałam. Ja... Nie kontrolowałam samej siebie. Ktoś... Coś do mnie... Nie wiem... Nic nie wiem. - Czarna jąkała się jak nigdy. Wojownik podszedł do chorej i usiadł w niewielkiej odległości w stosunku do niej.
- Twój eksperyment jest ukryty - szepnął. - Tylko nic nie mów Zajęczej Stopie, bo ona jest przekonana, że go zniszczyłem. A teraz... Wyjaśnij mi, co się dzieje? Wytłumacz, dlaczego opuszczasz obóz? Chcę ci pomóc, chociaż odrobinę.
<Konwaliowe Serce?>

26 czerwca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

Wrócił z czarną kotką do legowiska, myśląc cały czas nad tym, co Konwaliowe Serce napadło, aby wymykać się z obozu. Sam chciał udać się na patrol i nacieszyć się wiatrem, muskającym mu sierść, ale ciągle mieli karę. Gdyby Morka Gwiazda zauważył medyczkę, od razu przedłużyłby ograniczenie wolności i na dłużej zostaliby uczniami, a to nie uśmiechało się Orlikowemu Szeptowi na dłuższą metę.
- J-ja naprawdę przepraszam - miauknęła cicho kotka, odkładając na bok mech. - P-po prostu... Tak wyszło i... - Z oka medyczki wypłynęła łza, drobna i mała, ale widoczna.
- Nie przepraszaj mnie za nic. Postąpiłaś wbrew karze. Sama ze sobą musisz to przeżyć. To był twój czyn, którego jesteś świadoma. Sam długo czułem się winny śmierci Ciernistej Łapy, bo biegła za mną, zamiast za Cętkowanym Kwiatem. Z czasem mi przeszło, ponieważ nie miałem nad tym kontroli. Zginąłbym albo ja, albo ona - miauknął biały, nie chcąc widzieć płaczącej kotki. Starał się być wobec niej szczery i był, chociaż czasami nadal we śnie słyszał echo krzyku córki Czaplego Potoku, odbijający się wśród jego myśli.
- No... Jakbyś mnie nie zauważył to... I... I tak bym wróciła i... I czuła się winna... - jąkała się kotka.
- Idźmy lepiej spać. Nie dojdziemy do niczego, stojąc tu i rozmawiając po nocy - skończył krótką rozmowę Orlikowy Szept, widząc zakłopotanie na pysku przyjaciółki.
Czarna kiwnęła głową i weszła do legowiska medyków, a biały powrócił do siebie. Ciągle zastanawiał się nad tym, co ukrywała Konwaliowe Serce. Coś musiała... Nie zamierzała się przyznać. Prędzej czy później dowie się prawdy.
następny dzień
Po dzieleniu się językami z Cętkowanym Kwiatem, Orlikowy Szept udał się na poszukiwania Konwaliowego Serca. Mimo kary i wczorajszsgo spotkania w dziwnych okolicznościach nadal uczył się od niej podstaw medycyny. Ostatnio trochę zaniedbali naukę, dlatego biały sam ze sobą powtarzał nabytą wiedzę. Wyliczał za każdym krokiem nazwy ziół, które zdołał poznać do tej pory.
Zajrzał do legowiska, szukając wzrokiem znajomej sobie osobniczki, lecz nigdzie nie zdołał jej dojrzeć.
- Jeśli szukasz Konwaliowego Serca, to poszła do żłobka, do dzieci Chabrowej Bryzy - rzucił w progu Jeżowa Ścieżka, krzątając się po ograniczonej przestrzeni.
- Oh... Dzięki za informację - odpowiedział Orlikowy Szept i skierował swoje kroki w nowym kierunku.
Zauważył ją w kącie obozu. Podszedł bez przeszkód do Konwaliowego Serca.
- Witaj, jak się czujesz? - zapytał się. Nie uzyskał odpowiedzi. Dziwne, czarna zawsze odpowiadała od razu, z optymizmem w oczach i zainresowaniem na pyszczku. W tamtej chwili milczała i nie zdołała wydać nawet najmniejszego dźwięku. - K-konwalio?
- Nie... - usłyszał szept czarnej. Pełen strachu i obawy.
- Nie co? - zapytał, odsuwając się z obawą. Nie podobał mu się ton głosu medyczki. Jeden ruch i mogła zrobić coś niespodziewanego.
<Konwaliowe Serce?>

20 czerwca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

Orlikowy Szept znalazł się w dosyć dziwnej sytuacji. Właśnie miał pomóc medyczce zrozumieć, co się stało. Oboje mówili co innego, w głowach posiadali różniące się od siebie wersje wspólnej rozmowy. Biały zastanowił się. Mógł brnąć w temat ziół, lecz... Czuł, że w krótkim otępieniu Konwaliowego Serca czaiło się coś więcej.
- Wiesz co... Chyba jesteś zmęczona. Powinnaś się przespać albo chociaż na krótko zdrzemnąć. Cały dzień chodzimy po łące i wdychamy zapachy różnych ziół. Do tego jest nadzwyczaj ciepło... Wróćmy do obozu - zaproponował wojownik. Nie chciał targać nieotrzytomnej czarnej przez terytorium klanu burzy. Pamiętał, co działo się na przedostatnim zgromadzeniu. Kotka zemdlała i nie czuła się najlepiej. Przyglądał się całemu zdarzeniu z boku, gdyż obiecał Cętkowanemu Kwiatowi, że spędzi z nią czas. Czasami do dzisiaj zganiał siebie samego w myślach za brak pomocy Jeżowej Ścieżce. Mógł pójść i przekonać czekoladowego do szybszego opuszczenia zgromadzenia na rzecz stanu zdrowia asystentki.
- Nie! Czuję się dobrze, Orliku. Naprawdę. To... Tylko chwilowe zamyślenie. Uwierz mi. Mam jeszcze dużo sił. W obozie niczego nowego cię nie nauczę... - odpowiedziała medyczka, nieco wystraszona. Zastrzygła uszami. Wydawała się nieco spięta.
- Konwalio, mówię serio. Wróćmy, nie wyglądasz najlepiej - rzekł stanowczo biały, spoglądając bacznie na przyjaciółkę. - Odpocznij, już dużo mnie nauczyłaś. Jestem ci wdzięczny. - Na dowód uznania, kocur trącił przyjacielsko kotkę ogonem. Konwaliowe Serce zasługiwała na lepszy los. Miała nieciekawą przeszłość, a klan nadal wymyślał paskudne plotki na jej temat. Czarna nie przepadała kiedyś za swoim głosem i odzywała się mało, z czasem pokonała część kompleksów i zyskała większą pewność siebie. Mówiła więcej i częściej, z większą radością. Ostatnio coś się z nią działo, Orlikowy Szept postanowił, że kiedyś to odkryje.
- Mhm... No dobrze... Ale po powrocie cię przepytam! Niezależnie od tego, czy rozmawialiśmy o korzeniu łopianu, czy o korze olchy - odparła żywo kotka.
Przyjaciele wrócili do obozu, rozmawiając na inne tematy niż medycyna.

po zdarzeniu z Ciernistą Łapą

Orlikowy Szept leżał w legowisku uczniów jako jeden ze starszych osobników. Nie potrafił uwierzyć. Przez chęć pomocy i odegnania szczenięcia nie mógł opuszczać obozu! Już półtorej księżyca minęło od śmierci Ciernistej Łapy, wszyscy zdołali podnieść się po brutalnym zgonie kotki, może oprócz Czaplego Potoku. Biały, bura i czarna zostali ponownie uczniami. Na szczęście nadal nosili takie same imiona, nie wrócili do członu Łapa, co wojownikowi względnie się spodobało.
Nie mógł zasnąć. Księżyc świecił mocniej, niż zwykle. Spojrzał kątem oka na leżących obok siebie Melodyjną Łapę i Słonikową Łapę. Brat, wraz z ich wspólną kompanką zabaw z dzieciństwa, wydawali się być szczęśliwi. Orlikowy Szept miał tylko nadzieję, że nie wpadną na nic głupiego i nie narażą się Mokrej Gwieździe.
Usłyszał trzask gałęzi. Natychmiastowo podniósł się i wyszedł z legowiska najciszej, na ile tylko mógł. Zauważył w oddali Konwaliowe Serce, idącą ku wyjściu z obozu. Co ona robiła? Była noc i do tego zakazali im wychodzić na dzikie tereny ich klanu. Biały wewnętrznie nadal nie potrafił pogodzić się z karą od lidera, ale nie śmiał nawet myśleć o potajemnych wycieczkach poza miejsce zamieszkania. Jeśli ktoś nakryje Konwalię, degradacja do rangi ucznia wydłuży się. A syn Koniczynki chciał wyszkolić swojego pierwszego podopiecznego, aby wypróbować swoje umiejętności.
- Konwalio - syknął, podchodząc szybkim krokiem do czarnej. Kotka spojrzała na kocura ze zdziwieniem. Niosła w pysku kulkę mchu. - Gdzie ty idziesz? Jest noc i nie możemy pod żadnym pozorem wychodzić z obozu. Wiesz, co nam może zrobić Mokra Gwiazda?
<Konwaliowe Serce?>

18 czerwca 2020

od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

Na ból zęba? Konwaliowe Serce coś na ten temat mówiła, ale dawno temu. Ojejku, skup się, myśl... Ból zęba, ból zęba... boli cię kieł, co zrobisz, co zrobisz? – główkował Orlikowy Szept nad odpowiedzią na kolejne pytanie medyczki. Zmrużył oczy. Znał odpowiedź, tylko musiał przekopać masę informacji, aby dostać się do tego, co akurat potrzebował. Prawie wymiauczał odpowiedź, ale ta uciekła tak szybko, jak się pojawiła w szalonym ciągu myślowym wojownika.
- Noo... to jest proste. Naprawdę – powiedziała Konwaliowe Serce, widząc zamyślenie na pysku białego. Uśmiechnęła się mimowolnie z rozbawienia. - No dalej... dobrze, pomogę ci. Mokre tereny, mówi ci to coś?
- Tak! Kora olchy! - odpowiedział Orlikowy Szept, zadowolony, że w końcu zdołał przypomnieć sobie tak prostą rzecz. Pokiwał głową z politowaniem. - Nie praw mi znowu wykładu na temat zębów. Wszystko zapamiętuję, ale olchy za nic nie potrafię się nauczyć – westchnął biały. 
- Będę cię tym katowała, dopóki tego nie zapamiętasz. Przy nauce ziół dobra pamięć jest ważna, uwierz – odpowiedziała Konwaliowe Serce, myjąc przednią łapę. 
- Wyobrażam to sobie, ale nie zostanę medykiem, więc... trochę wyrozumiałości? - miauknął nieśmiało wojownik. Nie wierzył, że właśnie prosił przyjaciółkę o łaskę i miłosierdzie podczas nauki. Cóż... 
Czarna kotka zaśmiała się, lecz po chwili wyraz jej pyska spoważniał. Spojrzała w pustą przestrzeń. Zamilkła.
- Konwalio? Konwalio! - Orlikowy Szept dotknął łapą ciała medyczki. Ta nie zareagowała. Jej ciało zesztywniało, a oczy nie spojrzały nawet na wojownika. - Dziwne... może potrzebujesz czegoś więcej niż zioła... 
Orlikowy Szept nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji. Kotka oddychała, ale zachowywała się jak martwa. Nie reagowała na bodźce zewnętrzne i patrzyła przed siebie. Dotknął jej ogona, delikatnie wbijając pazury, aby nie doprowadzić do powstania krwawiących ranek. Każdy kot poczułby leki ból, pamiętał te słowa z treningów z Narcyzowym Pyłem, który powtarzał to często Orliczkowi.
- Orliku, co ty robisz? - Konwaliowe Serce spojrzała z dziwną miną na białego. - Na czym skończyliśmy? Aaaaa, już wiem! Korzeń łopianu... 
- Eeeee... coś nie tak Konwalio? Pytałaś mnie o zęby, a ja odpowiedziałem po dłuższej chwili. Patrzyłaś nieruchomo w dal i nie reagowałaś na wołania. Czy coś się stało? - zapytał się zaniepokojony Orlikowy Szept. Martwił się o przyjaciółkę. 
<Konwaliowe Serce?>

10 czerwca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca


- Rośliny? W... pudełkach? I to okrągłych? To jak niewola! - zdziwił się Orlikowy Szept, słysząc o dziwnych wynalazkach Dwunożnych. Chciał usłyszeć jakieś prawdziwe opowieści na temat tej legendarnej rasy zwierząt, na którą nikt nie polował i która niszczyła kocie obozowiska. Przynajmniej tak głosiły opowieści niektórych wojowników i wojowniczek, mających wcześniej styczność z tym przedziwnym tworem natury.
- Tak, hodowali rośliny i zioła w pudełkach, z ziemią. I podlewali wodą raz na jakiś czas. Mieli dużo roślin o ostrych kolcach, które ciągle miały suchą glebę. Współczułam im, każdy potrzebuje czegoś do picia. - Na pysku Konwaliowego Serca pojawił się smutek, dbała o faunę i florę, zachowywała się empatycznie wobec każdego. I to klan burzy doceniał.
- Nie tęsknisz za tamtym życiem? Moja matka też była pieszczoszką, ale uciekła i... urodziłem się tutaj. Nie wyobrażam sobie mieszkania w norze Dwunożnych. Bez powietrza, zapachu świeżej zwierzyny. Co to za życie w zamknięciu i z... śmierdzącą karmą? - wzdrygnął się. Nigdy nie da się złapać tym istotom. Nie pozwoli odebrać sobie wolności.
- Wiesz... czasami tęsknię. Nie wiesz, jak to jest żyć z nimi od narodzin. Przyzwyczaiłbyś się. Wbrew pozorom ta karma nie smakowała źle. Cuchnęła, ale była dobra. Chociaż nie zastąpi smaku mięsa. - Konwaliowe Serce oblizała pysk na myśl o jedzeniu.
- Jeszcze nie czas na posiłek. Muszę nauczyć się w końcu tych ziółek. Nie bez powodu cię o to poprosiłem – odpowiedział Orlikowy Szept, kończąc temat Dwunożnych.
Koty chodziły po okolicy, zbierając zioła dla Zajęczej Stopy i Jeżowej Ścieżki. Zajęło im to dużo czasu, ponieważ czarna kotka sprawdzała wiedzę białego wojownika na temat każdej zebranej roślinki. Orlikowy Szept wysilał pamięć, aby podać prawidłowe odpowiedzi na pytania asystentki. Każdy błąd, który popełnił, skwitował cichym prychnięciem.
- W miarę szybko zapamiętujesz informacje, ale nadal musisz ćwiczyć. Cieszy mnie to, że widzisz tyle pajęczyn wokoło. Częściej występują w lasach niż na naszym terenie, lecz na ich brak nie narzekamy – powiedziała Konwaliowe Serce.
- Dzięki – odpowiedział skromnie wojownik. - Może... będzie kiedyś ze mnie medyk.
- Nie wątpię, ale zostań tym, kim jesteś. Ktoś musi dla nas polować, inaczej pomarlibyśmy z głodu – rzekła kotka, zrywając jakiś kwiat.
- Mam ważne pytanie... po co wam mysia żółć? To strasznie cuchnie.
<Konwaliowe Serce?>

09 czerwca 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

Od kilku dni piątka kotów zajmowała się niespodziewanym gościem, małym, pachnącym lasem psem. Zwierzę wprawdzie urosło nieco, lecz zdołało się zadomowić w przytulnej norze. Orlikowy Szept czatował przy tymczasowym mieszkanku stworzonka, na zmianę z Cętkowanym Kwiatem. Mokra Gwiazda przynosił malcowi niedojedzone resztki mięsa, Jeżowa Ścieżka i Konwaliowe Serce dbali o wnętrze nory. Tyle kotów zajmowało się obcym zwierzęciem.
Orlikowemu Szeptowi nie podobała się decyzja zaadoptowania psa, gdzieś w pobliżu musiała szukać go matka. Nagłe przybycie dorosłej przedstawicielki obcego gatunku przyniosłoby ze sobą rzeź połowy klanu. Obawiał się o swój dom, nie bez powodu został wojownikiem. Do jego zadań należała ochrona każdego (nawet Narcyzowego Pyłu, miss klanu burzy), bez względu na powiązania i przeszłość. Ochrona była konieczna przez obecność zastępczyni w żłobku, pierwszy miot po tak długim czasie.
Udał się do Mokrej Gwiazdy, zdecydował się przedyskutować z liderem kwestię psa. Chciał przekonać kocura do zaprowadzenia zwierzęcia bliżej klanu nocy, wilka bądź jakiegokolwiek innego klanu, byleby nie stwarzał potencjalnego zagrożenia dla wojowników.
Wszedł powoli do legowiska lidera.
- Orlikowy Szepcie? Nie powinieneś pilnować psa? - zapytał się niebieski, ziewając. Chyba zakończył poobiednią drzemkę.
- Śpi. Nie ucieknie – odpowiedział biały, machając niespokojnie ogonem. Raz śledziowi śmierć, czas na rozmowę. - Mam bardzo ważną sprawę, odnośnie gościa.
- Już myślałem, że w końcu przekonałeś się do posiadania dzieci z Cętkowanym Kwiatem – uśmiechnął się serdecznie Mokry.
Orlikowy Szept na chwilę zamilkł. Potrząsnął głową z zaprzeczeniem. Nie, nie i jeszcze raz nie. Czy cały klan oczekiwał na jego dzieci? Uwzięli się akurat na niego, a on był ostatnim kocurem, który zgodziłby się na zostanie ojcem.
- Nie – zaprzeczył. - Chciałbym, aby... - Wojownik nie zdążył dokończyć, ponieważ do legowiska wparowała Cętkowany Kwiat. Bura, pełna energii, zdziwiła się na widok drugiej połówki w tym miejscu.
- Myślałam, że będziesz przy psie! Szukałam cię! Chciałam iść z psem pobawić się blisko terytorium klanu lisa. Zrobił się na tyle duży, że ze spokojem za nami nadąży. Bieganie z nim przypomina treningi – powiedziała kotka, strzygąc uszami. - Miałam iść sama, ale... wiesz... we dwójkę razem. - Zaśmiała się cicho, pod nosem. Na pysku białego, na dźwięk śmiechu Cętki, pojawił się serdeczny uśmiech. Mokra Gwiazda narysował na ziemi coś, co miało przypominać różę, symbol uczucia między ciemną a jasnym. Syn Ostrzenia przewrócił oczami.
- Musimy wyprowadzić psa poza obóz. Zagraża nam. Lada dzień obudzi się w nim instynkt i wymorduje połowę klanu! Nie warto ryzykować. Proszę, pozwól mi i medykom zaprowadzić psa dalej, żeby nie był tak blisko – rzekł w końcu Orlikowy Szept, czując, jak kamień spada mu z serca. Nareszcie, ciężar myśli dotyczących negatywnej wersji przyszłości zniknęły, przyciskały go od momentu zamieszkania psa w norze.
Mokra Gwiazda zamyślił się. Wysuwał raz po raz pazury. Zapanowała napięta atmosfera. Nikt nie śmiał nawet głośno oddychać. Nawet Cętkowany Kwiat się uspokoiła, zdołając poskromić buzującą w niej energię.
- Dobrze, zaprowadźcie go gdzieś dalej, ale nie poza nasze tereny. Na razie nie uśmiecha mi się wojna z którymkolwiek z klanów. Nacieszmy się pokojem. Tylko... ktoś musi zanosić mu jedzenie, a, mówiąc szczerze, nie mam ochoty wychodzić kilka razy na dzień poza obóz. Muszę doglądać wielu spraw. Gdy pies jest tutaj, mogę ze spokojem przynosić do jego nory mięso, lecz nie zamierzam opuszczać klanu na większość dnia, aby dokarmiać zwierzę – wypowiedział się niebieski.
- A-ale... on nie umie polować! Jest malutki... - zasmuciła się bura kotka. - Pozwólmy mu zostać chociaż do najbliższego zgromadzenia.
- Orlikowy Szept ma rację, nie możemy dłużej trzymać psa tak blisko obozu – powiedział lider do byłej uczennicy.
- Może... niech Melodyjna Łapa i Słonikowa Łapa się nim zajmą? Lubią przygody, mają oboje ryzykowne pomysły. Mogliby dokarmiać psa i przy okazji szybciej ukończą trening – zaproponował Orlikowy Szept.
- Hm... porozmawiam z nimi. - zadecydował lider.
Orlikowy Szept wyszedł z legowiska wraz z Cętkowanym Kwiatem. Udali się do kącika medyków, po Konwaliowe Serce, aby zacząć eskapadę. Poszli po psa, wabiąc go kulką mchu. Rozbawiony zwierzak wyszedł nieco zaspany z nory i pobiegł za trójką kotów. Gdy oddalili się od klanu, przystanęli na chwilę. Zauważyli majaczącą sylwetkę na horyzoncie. Okazało się, że biegnie do nich Mokra Gwiazda.
- Nie mogłem was tak samych zostawić – miauknął, oddychając szybko po wykańczającym biegu.
- Miło to słyszeć z twoich ust – skomentowała Cętkowany Kwiat.
- Jesteśmy już wszyscy! Jak fajnie – dodała Konwaliowe Serce - To... Gdzie zaprowadzimy małego? - zapytała się, spoglądając czule na lisa.
- Proponuję okolice traktora albo jego wnętrze. Co o tym myślicie? - zaproponował Orlikowy Szept
Nim ktokolwiek zdołał wypowiedzieć chociaż krótkie zdanie na temat pomysłu białego wojownika, do ich uszu doszło czyjeś wołanie.
- Czekajcie! Czekajcie! Jeszcze ja! - wołała biegnąca ku nim postać. Cztery koty automatycznie odwróciły głowę, a Cętkowany Kwiat uśmiechnęła się serdecznie. Przed wojownikami i medyczką stanęła czarna kotka, Cierniowa Łapa. - Ufff, dogoniłam was. Jak dobrze. - Uczennica szybko przygładziła sierść łapą i uśmiechnęła się serdecznie, oddychając szybko.
- Nareszcie przyszłaś! Myślałam, że Kucykowy Ogon skończył zbierać zioła z Jeżową Ścieżką. - Bura kotka otarła się z siostrą na powitanie.
Orlikowy Szept zamarł. Dlaczego Cierniowa Łapa do nich dołączyła? Czy Cętkowany Kwiat rozpowiedziała innym kotom, że w pobliżu obozu koczuje „udomowiony” pies? Wziął kilka wdechów, aby nie stracić nerwów. Słońce powoli zachodziło, chciał wrócić do klanu przed zmrokiem, bez martwienia się o życie burzaków.
- Cętkowany Kwiecie – wycedził, powoli uspokajając się. - Co tu robi Cierniowa Łapa? Mieliśmy iść w trójkę... no dobrze, we czwórkę. Plus ona jest uczennicą, powinna mieć trening, nie iść z nami. To nie patrol.
-  Oj, Orliczku, nie spinaj się tak – zaśmiała się bura. - Kucykowy Ogon obiecał Jeżowej Ścieżce pozbierać z nim zioła, więc poprosił, bym zajęła się jego uczennicą. Z racji, że to ma siostra, podzieliłam się z nią planami dotyczącymi psa i... oto przybyła – wyjaśniła wojowniczka.
- Nie mieliśmy tego rozpowiadać – wtrącił się Mokra Gwiazda, widocznie niezadowolony z przybycia kolejnej klanowiczki. - Skoro już tu jest, niech pójdzie z nami. Jak się dobrze zachowasz, Cierniowa Łapo, zapytam się twojego mentora o poczynione przez ciebie postępy i pomyślę o twym mianowaniu – zwrócił się do czarnej kotki, mierząc ją zmęczonym wzrokiem. Orlikowemu Szeptowi zrobiło się żal lidera. Nosił na karku multum obowiązków, dbał o cały klan, a na dodatek pojawił się problem dotyczący małego zwierzęcia, innej rasy.
- Chodźmy już. Pies zaczyna się nudzić. Odprowadźmy go do traktora i wracajmy do domu – miauknęła Konwaliowe Serce. Na znak zgody koty ruszyły do maszyny Dwunożnych.
Wyprawa zdawała się mieć ku końcowi. Wszyscy szli jednostajnym tempem, nie mówiąc nic. Marzyli o powrocie do legowisk i posiłku. Każdy z nich miał na oku małego psa, raz po raz ktoś z nich machał mu przed oczami ogonem lub rosnącą w pobliżu rośliną, aby maluch nie uciekł, bądź nie oddalił się znacząco.
Tragedia zaczęła się nagle, spadając niczym gwiazdy z nieba, podczas ciemnej nocy.
Coś zaszeleściło wśród traw. Zapadła cisza. Mały pies pisnął radośnie i wbiegł w zarośla, z których po chwili wyszedł z większym od siebie stworzeniem. O tym samym kolorze sierści, lecz o kilka tonów ciemniejsza.
Matka psa. Wściekła i patrząca z furią na koty.
Atmosfera zrobiła się napięta. Po dwóch stronach barykady stały drapieżniki, tylko w tym momencie ktoś z nich przyjął rolę ofiary, a druga strona myśliwego.
 - Wycofajcie się... Powoli – szepnął Mokra Gwiazda, starając się nadać swojemu głosowi stanowczy i spokojny ton. - Żadnych gwałtownych ruchów.
Reszta poszła za poleceniem lidera. Wojownicy, medyczka i uczennica wycofywali się. Orlikowemu Szeptowi drżał ogon, pragnął powrócić do obozu. Starał się nie patrzeć w oczy karmicielki psa, aby nie prowokować jej do walki. Czuł oddech śmierci na własnym karku, widział przed oczami ciało martwej Cętki. Zacisnął zęby. Nie odda jej w łapy klanu gwiazd, nie teraz, miała żyć.
Mały pies nie zwracał uwagi na powagę sytuacji. Podszedł rozbawiony do Cierniowej Łapy i polizał kotkę po ciemnym futrze. Pisnął radośnie i pomachał ogonem.
- Fuj! Ale ci brzydko pachnie z pyska – odezwała się, krzywiąc się i charcząc z niezadowolenia. - Mama musi cię nauczyć dbać o higienę.
Matka malca warknęła. Jej cierpliwość została nadszarpnięta, mogła odejść z dzieckiem, ale gwiezdni zadecydowali inaczej. Dorosła zbliżyła się niebezpiecznie szybko do uczennicy klanu burzy.
- Nie... - Orlikowy Szept usłyszał cichy głos Konwaliowego Serca.
- W NOGI! WSZYSCY! - krzyknął Mokra Gwiazda.
Koty zaczęły biec, najszybciej jak potrafiły. Za nimi ruszyła matka niedawnego gościa kociej społecznośći, szczerząca z wściekłości kły. W oczach dzikiej królowej błyszczały furia i żądza mordu. Lada moment mogła dogonić kogoś z nich i pozbawić życia kolejną, przypadkową ofiarę.
Orlikowy Szept biegł. Patrzył przed siebie. Nogi kazały mu biec, umysł chronić własny tyłek, przy okazji towarzyszy. Pierwszy raz znalazł się w takiej sytuacji. Normalnie, podczas patroli czy polowań, to koty decydowały o czyjejś śmierci. Jednakże teraz role się odwróciły. Teraz natura skazała ich na walkę o przetrwanie.
Walcz, walcz, walcz, dopóki starczy ci sił.
- Rozdzielmy się! Wejdźmy do tuneli! - miauknął szybko biały do sojuszników. - Konwalia za Mokrym, Cętka na wschód z Cierniową Łapą, ja biegnę na zachód!
- Biegniesz z nami! - miauknęła niezadowolona bura.
- Nie dyskutuj ze mną! Nie teraz, błagam! - odpowiedział Orlikowy Szept, kierując się w ustalonym przez siebie kierunku. Mokra Gwiazda, wraz z Konwaliowym Sercem, skręcili w kierunku południa. Cętkowany Kwiat, mimo początkowego sprzeciwu, ruszyła na zachód.
Biały kontynuował ucieczkę. Oddychał gwałtownie, pozwalając adrenalinie działać. Za chwilę dotrą do domu, za chwilę pełna furii drapieżniczka straci trop i zostawi ich klan w spokoju. Uda się w swoją stronę, bo ich zapachy połączą się z wonią innych zwierząt wysokich traw.
Zauważył podążającą z nim Cierniową Łapę.
- Miałaś biec ze swoją siostrą! - miauknął oburzony. Nim zdołał otrzymać odpowiedź, czarna uczennica wpadła do jakiejś dziury, wykopanej wcześniej i pokrytej cienką warstwą ziemi. - Cierń! Nie! - Zatrzymał się w odległości kilku metrów od dołu.
- Żyję! Nic mi nie jest! Pomóż mi się wydostać! - krzyknęła kotka. Biały usłyszał szuranie pazurami, uczennica chciała wyjść.
- J-już... - zdołał wydukać. Wzrokiem przeanalizował otoczenie. W pobliżu leżała duża gałąź. Podszedł do niej i prawie wziął ją do pyska, gdy zauważył pędzącą ku niemu matkę psa.
Drgnął, napiął mięśnie, chcąc odegnać ją od siebie chociaż zwykłym drapnięciem pazura. Wściekła istota zatrzymała się i zaczęła węszyć. Na nieszczęście, podeszła do nory, w której znajdowała się Cierniowa Łapa, i wskoczyła tam.
- Orlikowy Szepcie! Znalazła mnie! Pomóż mi! - usłyszał panikującą czarną uczennicę. Następnie z dołu dobiegły go zduszone wrzaski i krzyki, mrożące mu krew w żyłach. Czuł, jak sierść napuszyła się, a serce zabiło szybko ze strachu. Chciał, w całej swojej naiwności, wskoczyć do nory i wypędzić z niej wroga. Tylko... nie śmiał się nawet ruszyć. Nie pragnął tak szybkiej śmierci. Zostawiłby Bluszczową Łapę samą, biedną siostrzyczkę, jej samoocena obniżyłaby się jeszcze bardziej, co doprowadziłoby kotkę do depresji. Do tego dochodzi mama, Koniczynka, myśląca prawie cały czas o nieżyjącym Ostrzeniu. Dawna karmicielka wspominałaby utratę dziecka, podobnego tak bardzo do ojca... I jeszcze Cętkowany Kwiat. I Konwaliowe Serce. I... cały klan.
Za dużo kotów pozostawił w klanie burzy, aby tak od razu rzucać się w szpony śmierci.
- ORLIKOWY SZEPCIE, POMÓŻ MI – usłyszał głośny krzyk, znacznie bardziej bolesny i intensywniejszy niż poprzednie. Po nim do jego uszy dochodziły tylko dźwięki rozrywanego ciała i mlaskanie matki psa.
Wzdrygnął się, oniemiał. Nie dotarło to do niego w pełni.
Cierniowa Łapa zginęła. Przez niego.
Rzucił się do biegu. Musiał zmylić trop rudemu potworowi. Pobiegł okrężną drogą do najbardziej wysuniętego tunelu. Wszedł do niego. Z każdym krokiem uświadamiał sobie ciężar wydarzenia, do którego doszło. Zginęła uczennica, mająca przed sobą całe życie, a została zmuszona przez los od jego zakończenia. Do oczu napływały mu łzy. Podążał przez ciąg korytarzy instynktownie, obraz zamazał mu się przez nadmiar emocji, napływających z wnętrza.
Dotarł na miejsce. Od razu przybiegli do niego Jeżowa Ścieżka i Konwaliowe Serce. Sprawdzili stan Orlikowego Szeptu. Zadawali masę pytań, a on szeptał cicho odpowiedzi. Nie pamiętał ich, nie liczyły się. Został położony na ziemię, któreś z nich dwójki (albo Zajęcza Stopa) wsadzali mu do ust zioła. Wypluł je, przez gorzki smak. Gdzieś w oddali słyszał głos Cętkowanego Kwiatu, Koniczynki, Mokrej Gwiazdy i Kucykowego Ogona.
- Gdzie ona jest? - zapytał się Kucykowy Ogon o swoją uczennicę.
- Ona... zginęła. Nie żyje... Cierniowa Łapa nie żyje... - zdołał odpowiedzieć Orlikowy Szept.
<Mokra Gwiazdo? Konwaliowe Serce? Cętkowany Kwiecie?>

20 maja 2020

Od Orlikowego Szeptu cd. Konwaliowego Serca

rlikowy Szept zdecydował się na krótką naukę ziół i roślinek u Konwaliowego Serca, ponieważ chciał zwiększyć swoją wiedzę. Przeżył prawie czternaście księżyców. Przed nim co najmniej osiemdziesiąt do wykorzystania. Postanowił poznać podstawową wiedzę medyczną, aby nie zatruć się przypadkowym krzaczkiem i móc wykonać pierwszą pomoc, w przypadku zbyt dużego dystansu do legowiska medyków.
- A więc co powodują jagody jałowca? - zadała pytanie Konwaliowe Serce po kilku dniach mozolnego powtarzania wojownikowi zastosowań czerwonego maku, jałowca, malin i innych takich.
Orlikowy Szept się zastanowił. Zapamiętywał coraz więcej faktów, co bardzo go cieszyło. Zastanowił się nad pytaniem czarnej i wysilił umysł. Gdzieś musiała skrywać się odpowiedź na to pytanie. Wyobrażał sobie dotychczas poznane rośliny.
- Ehm... Zabijają kocięta, ale dorosłych już nie. Są takie... Czerwone. Rosną na... Blisko kolczastych liści - miauczał biały, zastanawiając się nad swoją wypowiedzią. Odpowiedź czaiła się blisko, miał ją na końcu języka, ale... Uciekła i użył zupełnie innej. Domyślił się po fakcie. Popukał się lekko ogonem po głowie. - To nie to... - Pokręcił łbem z politowaniem.
- Spokojnie. Nie denerwuj się - powiedziała Konwaliowe Serce, z lekkim uśmieszkiem rozbawienia na pysku. - Bardzo ładnie opisałeś jagody ostrokrzewu, a na razie ci tylko o nich wspomniałam. Masz dobrą pamięć.
- Dz... Dziękuję? - odpowiedział niepewnie Orlikowy Szept. Trudno przyjąć komplement od kogoś innego, niż kochana mamusia.
- To jeszcze raz. Jagoda jałowca. Co powoduje? - ponowiła pytanie asystentka.
- Już wiem! - ucieszył się Orlikowy Szept. - Uspokaja i... łagodzi ból brzucha. - Machnął z zadowoleniem ogonem. Pamiętał, cieszył się z tego. Wykonał kolejny mały krok w kierunku opanowania podstaw.
- Bardzo dobrze. Zapomniałeś tylko o tym, że pomaga, gdy masz problemy z oddychaniem. I dodaje ci sił - dodała Konwaliowe Serce. - Rośnie w mało wilgotnych miejscach. Jagody są granatowe. Teraz... Co to jest? - Czarna podsunęła pod nos intensywnie pachnący, fioletowy kwiat. Orlikowy Szept nie musiał go wąchać, woń była tak silna, że cofnął się trochę i skrzywił nos. Kichnął kilka razy, pocierając łapą narząd węchu.
- Mogłaś mnie ostrzec przed... Przed tym! - miauknął, nadal czując zapach kwiatu.
Konwaliowe Serce zaśmiała się.
- Życie medyka jest czasami znacznie bardziej zaskakujące niż medyka - miauknęła. - To jest lawenda. Leczy gorączki i pociera się nią ciało kota, który zmarł. Wiesz... Maskowanie śmierci. Rośnie u Dwunożnych, w ich siedliskach.
Orlikowy Szept poruszył wibrysami z zaciekawieniem. No, proszę... Taki mały, niepozorny, używany do mrocznych rzeczy. I rośnie w tak specyficznym miejscu.
- Zerwałaś to... u Dwunożnych? - zapytał się  biały. Nigdy nie słyszał bezpośrednich opowieści na temat tych legendarnych istot.
<Konwaliowe Serce?>

16 maja 2020

Od Orlikowego Szeptu

Słońce grzało niemiłosiernie, ziemia wydawała się bardziej sucha niż kiedykolwiek. Jedynie rzeka mogła zaradzić żarowi, lejącemu się z nieba. Na brzegu, przy granicy z klanem lisa, Orlikowy Szept kąpał się z Cętkowaną Łapą. Przypatrywał się im Narcyzowy Pył, bo niebieski kocur uparł się, by iść z kochanym Orliczkiem i Cętunią. Tak, bura również doczekała się zdrobnienia.
- Mokra Gwiazda jest wspaniały, że pozwolił MI wyjść w ramach odpoczynku. Oczywiście z wami, moje kochane bąbelki. Otrzymaliście najlepszego i najbardziej odpowiedzialnego opiekuna na tym terenie - miauczał Narcyz, uśmiechając się głupio. - A może nie jestem najlepszy, tylko arcynajlepszy? Hmm... Cudowne słowo wymyśliłeś Narcyzku, cudowne - mówił do siebie. - Tak, tak... Mamusia byłaby dumna.
Biały i bura zignorowali gadającego do siebie niebieskiego, ochlapując się wzajemnie. Bawili się, któż im zabroni?
Orlikowy Szept używał ogona do posłania fali wody na Cętkowaną Łapę. Ta w odwdzięce naskakiwała na niego, przez co wpadali razem, pod powierzchnię i wychodzili z niej cali mokrzy.
Sielankowy nastrój przerwało bolesne miauknięcie burej uczennicy. Serce białego wojownika na chwilę stanęło, a świat zamilkł. Przerażony poszedł do ukochanej, czując gulę w gardle. Jego partnerce coś się stało, nie mógł jej zostawić.
- Co się dzieje? - zapytał się, czując, jak cały ogon mu drżał z szoku i niepokoju. Plątanina negatywnych myśli zalała mu umysł.
- Skaleczyłam się - miauknęła Cętkowana Łapa, podnosząc przednią nogę. Z ciemnych poduszeczek wystawał cierń. Z tego miejsca ciekła krew, skupując kropla po kropli do rzeki.
Orlikowy Szept wyszedł z burą z wody. Narcyzowy Pył wstał z oniemienia.
- Jesteś ranna! Tylko dlaczego? - zastanowił się. - Sam to sprawdzę! - Niebieski wszedł do rzeki i przez chwilę sprawdzał dno. - W tym miejscu są splecione ze sobą ciernie z jakiegoś krzewu! - miauknął, wracając do towarzyszy. - Moje biedne futerko. Cały ranek spędziłem na jego pielęgnacji i to wszytko poszło na nic - zasmucił się, cicho wzdychając. - Wracając.. Te ciernie to wina klanu lisa! Na pewno! Nie są prawdziwym klanem! Popamiętacie mnie! Zemszczę się! - Narcyzowy Pył stanął przodem do terytorium obcego klanu zza rzeki i machał buńczucznie ogonem, krzycząc.
Orlikowy Szept trącił głową tułów mentora.
- Nie drzyj się tak. Zwabisz tu ich patrol! - syknął. Zauważył majaczące w oddali dwie majaczące kocię sylwetki, jedną czekoladową, drugą prawdopodobnie płową.
- Ale chyba się ze mną zgodzisz? Nie mów, że nie. To wrogowie - miauknął praktycznie nieporuszony Narcyzowy Pył.
- To nie jest teraz ważne. Cętkowana Łapa krwawi. Zapach jej krwi zwabi inne drapieżniki oraz patrol klanu lisa. Jak nie pójdziemy, zobaczą nas, a teraz każda chwila się liczy. Biegnij do obozu, do medyków i powiedz, że Cętka ma cierń w lapie. Oni się przyszykują - miauknął Orlikowy Szept. - Ja pomogę Cętkowanej Łapie iść.
Narcyzowy Pył odczekał chwilę, patrząc z nutą żalu na byłego ucznia. Kiwnął głową i pobiegł w kierunku klanu burzy. W międzyczasie Orlikowy Szept pomagał burej kotce iść.
Doszli po dłuższym marszu. Zajęcza Stopa, Jeżowa Ścieżka i Konwaliowe Serce od razu zajęli się Cętkowaną Łapą. Medycy uwijali się przy uczennicy, wyciągając najpierw cierń, a następnie tamując krew pajęczyną.
- Jak to się stało? - zapytała się Konwaliowe Serce, zatroskana o przyjaciółkę.
- Byliśmy przy rzece i na jej dnie znalazły się splątane ze sobą ciernie. Cętka nagle na nie nadepnęła i stało się - streścił Orlikowy Szept.
- Nic jej nie będzie. Zakażenie się nie wdarło, za kilka dni jej stan się poprawi - miauknął przyjaźnie Jeżowa Ścieżka, z optymizmem wyrysowanym na pysku.
- W rzeczy samej - poparła asystenta Zajęcza Stopa.
Biały wyszedł z legowiska medyków, aby im nie przeszkadzać. Po kilku minutach przyszła do niego Konwaliowe Serce.
- Mam do ciebie ważne pytanie. Nauczyłabyś mnie używania podstawowych ziół? Przyda mi się taka wiedza na następne księżyce - powiedział do czarnej.
<Konwaliowe Serce?>

22 kwietnia 2020

Od Orlikowej Łapy cd. Konwaliowej Łapy

Stał wśród znanych sobie kotów, po raz pierwszy w życiu nastawionych tak antagonistycznie wobec siebie. Konwaliowa Łapa, nadal z kwiatem w futrze, stała naprzeciwko Cętkowanej Łapy, wściekłej jak nigdy. On, dyszący, rozdzielił ledwo co walczące kotki. Zaszczycał spojrzeniem niebieskich oczu raz burą, raz czarną. Czary do ognia dolewały ledwo słyszalne okrzyki Narcyzowego Pyłu, dotyczące miłości Orlikowej Łapy wobec najdroższego mentora.
- Mianowicie? Co mi masz do tłumaczenia?! - oburzona córka lidera szykowała pazury, aby dopiec białemu. - Widziałam dowody na to, że czujesz coś do Konwalii. Dziwne teksty na podryw? Wplecenie kwiatu w futro? I jeszcze słowa Narcyza? Nie musisz mi nic mówić. Jesteś taki sam jak inne kocury, nędzny i nic nieznaczący - cedziła przez zęby Cętkowana Łapa, a każde słowo rozdrapywało w sercu Orlikowej Łapy jakąś ranę.
- Podglądałaś nas przez ten cały czas? Przecież tłumaczyłam mu, jak ma zdobyć twoje serce! - powiedziała zszokowana Konwaliowa Łapa.
- Tak! Ostatnio ciągle spędzasz z nim czas i nie dajesz mi okazji, by z nim porozmawiać! Nawet w legowisku, gdy wszyscy jesteśmy zmęczeni i wykończeni - kontynuowała oburzona bura.
- Ty... Chciałaś ze mną...? - zdziwił się Orlikowa Łapa.
- I jeszcze śmiesz zaprzeczać! Jak wszytko powiem tacie, to cię wygna i wrócisz do tych swoich Dwunożnych, przyjaciół - przerwała nabuzowana Cętkowana Łapa.
- Sama prosiłaś o pomoc, to jej ci udzieliłam. Przyszedł czas na Orlika, on nie umiał poradzić sobie z własnymi emocjami, a też cię kocha - broniła się uczennica medyka.
- Nie masz nic do tłumaczenia tym swoim okropnym głosem. Lepiej zamilknij na zawsze, ty stara prukwo! - wykonała ryzykowny ruch Cętkowana Łapa, pusząc się i bucząc wściekle.
W oczach Konwaliowej Łapy zalśniły łzy.
- Prędzej wracaj do swojej mamusi, lizozadko - zripostowała.
- Zamknijcie pyski! Obydwie! - krzyknął poirytowany Orlikowa Łapa, tupiąc przednią łapą. - Bo was obie tak zdzielę, że pożałujecie, iż w ogóle przyszłyście na ten świat!
Obie zamilkły i spojrzały zszokowane na białego.
- Ty... Jak co powiedziałeś? - zapytały się obie w tym samym momencie.
- Milczcie. Mam dość waszej kłótni. Teraz dajcie MI się wypowiedzieć - przerwał im. Stanął na jakimś kamieniu, aby górować nad samicami. - Co to za przyjaźń, skoro nagle w ciągu kilku sekund, bez wyjaśnienia sobie czegokolwiek, naskakujecie na siebie jak wilki? Cętko, Narcyz myślał, że do niego powiedziałem wyznanie miłości, a on wybiegł i zaczął gadać same głupoty. Nie zna mojego życia wewnętrznego. Przekręcił słowa na moją niekorzyść, przez co teraz znajdujemy się w tej okropnej sytuacji. - Usiadł, czując, jak ze złości świerzbią go łapy. - Jaką my mamy miec relację, skoro tak ulegasz zazdrości? Jak już będziemy parą czy czymkolwiek innym i porozmawiam z Konwaliową Łapą czy Krowią Łapą, ponownie naskoczysz? Znowu uznasz, iż wolę kogoś innego niż ty? Nie mogę się ograniczać tylko do jednej relacji. Jesteśmy stadem i jednym klanem nie bez powodu. Wojownicy walczą wspólnie o tereny i polują nie dla siebie czy konkretnej osoby. Zdobywają pożywienie dla całej społeczności. Jednoczą się z każdym, bez względu na prywatne intrygi. Z tego, co wiem, związek nie oznacza obracania się tylko i wyłącznie we własnym towarzystwie, ale też pomaga docenić zwykle przyjaźnie jako bardzo mocne relacje ze wzajemnym oddaniem. - Biały poszedł po różę od Konwaliowej Łapy. Położył już nieco przywiędły kwiat pod łapy Cętkowanej Łapy. - Nie tak to miało wyglądać, ale zmusiłaś mnie do tego. Moja droga, jeśli się uspokoisz i pogodzisz z Konwalią, jestem gotów na jakiś związek. Musisz się uspokoić, porozmawiać z nią. Jak się na nią wkurzysz i śmiesz podrapać bez żadnego powodu, nie licz na nic. Nie zamierzam stać w centrum waszego konfliktu.
- Bronisz jej? - zdołała powiedzieć słabo zawstydzona Cętkowana Łapa.
- Tak, bo jesteście moimi jedynymi sojuszniczkami we względnie zbliżonym wieku. Jeśli się na siebie wzajemnie obrazicie, nie będę w stanie rozmawiać z którąkolwiek z was, bo obie skończycie płacząc po kątach. - Orlikowa Łapa odwrócił się i zaczął kierować się ku legowisku. - Będę spał. Przerwijcie mi spoczynek, gdy już skończycie. Dzisiaj bądź jutro, kiedykolwiek.
Biały zostawił czarną i burą same ze sobą. Napięcie cały czas wisiało w powietrzu, niespokojna atmosfera zmuszała kotki do milczenia. Syn Ostrzenia miał to głęboko w poważaniu. Ułożył się na kupie świeżych liści. Ignorując natłok myśli o następnych możliwych scenariuszach, zasnął, śniąc o tańczącym Narcyzie.
<Konwaliowa Łapo?>

19 kwietnia 2020

Od Orlikowej Łapy cd. Konwaliowej Łapy

Biały zastanowił się nad pierwszym ruchem.
Konwalia to Cętka, Konwalia to Cętka... Skup się... Ale one inaczej pachną! I różnią się wyglądem. Użyj wyobraźni do zmiany rzeczywistości - biły się ze sobą wzajemnie myśli Orlikowej Łapy.
- Na podryw wystarczy sam kwiat? Trochę w to wątpię... Narcyzowy Pył raz na jakiś czas rymuje, więc mogę urozmaicić naszą miłosną drogę szczyptą wierszyków. Co ty na to? - miauknął, szczerząc się przy okazji. Dobra mina do trudnej gry.
- Jako Cętkowana Łapa dziwię się i wycofuję się, bo nie wiem, o czym mówisz - odpowiedziała całkowicie poważnie Konwaliowa Łapa. - Ja... Hm... Niegłupi pomysł. Chociaż może źle się skończyć, skoro pragniesz naśladować Narcyza. Zacznij.
Orlikowa Łapa szukał odpowiednio romantycznych słów do wypowiedzenia własnych emocji.
Klanie Gwiazdy, dlaczego tak męczysz biednego ucznia? 
Przez chwilę nie potrafił nic wymyśleć. W głowie miał pustkę, czarną, ogromną i niewyobrażalną dla zwykłej istoty. Z dna ciemnej przestrzeni wygrzebał rymy, proste... ale być może skutecznie.
- Cętkowana Łapo... Eeeee... bura miłości? patrz na mnie ma luba... - jąkał się.
- Dobrze! Ona na to poleci! Tylko to ładnie skończ, a zdobędziesz jej serce - dopingowała przyjaciela Konwaliowa Łapa.
- Eeee... Zobacz jakiego Koniczynka wychowała czuba - rzekł szybko pierwsze, co przyszło mu do głowy.
Czarna kotka podniosła przednią łapę i położyła ją sobie na czole. Pokiwała głową z politowaniem. Przymknęła oczy.
- Ej, sylaby się zgadzały! - chciał uratować sytuację Orlikowa Łapa. Na widok zmrużonych oczu kotki i jej sztywnej pozy ciała, położył uszy po sobie. - Już, już... Bura kocico, dzika jak burza. Ma miłość ku tobie jest duża. Serce me kołacze jak cię widzi... Ma dusza tego się nie wstydzi. Spędzimy razem wspólnie wiele księżyców, dopóki nie spotkamy w niebie naszych rodziców.
- Wiesz, że jej matka i ojciec żyją? Czapla Gwiazda od razu by cię wygnał, gdyby to usłyszał - przerwała medyczka rymowany monolog Orlikowej Łapy. - Już lepiej. Podoba mi się.
- Nie wymyśliłem lepszego rymu! Zresztą... Mój tata nie żyje, a mama... No, nadal egzystuje, ale... No... Nieważne. - Uczeń stracił w ciągu sekundy cały znany sobie zasób słów.
- Już się nie tłumacz, Orliczku - powiedziała z drwiną kotka. Na dźwięk swojego zastępczego imienia, Orlikowa Łapa przewrócił oczami. Tak się do tego przyzwyczaił, że Narcyzowy Pył ciągle tak go nazywał, ale w ustach innego kota ten pseudonim brzmiał... Dziwnie. - Przed wyrażeniem miłości w sposób rymowany powinieneś wpleść w futro Cętkowanej Łapy kwiat. Wzmoże się jej piękny zapach, co zmotywuje cię do kontynuowania gry wstępnej. Przetestuj to na mnie. Tylko użyj innego kwiatu, na przykład którąś z tych stokrotek. - Czarna wskazała ogonem białe kwiatki, rosnące w pobliżu. - Róża może mieć ślady mojej sierści. Cętka nie byłaby zadowolona z tego faktu.
Orlikowa Łapa zerwał pyszczkiem jedną ze stokrotek. Podszedł niepewne do Konwaliowej Łapy i delikatnie wplątał w jej sierść roślinę. Starał się naśladować Koniczynkę, pamiętając wyuczone ruchy cynamonki. Mama często ozdabiała futra swoich dzieci pachnącym prezentem.
Odsunął się od czarnej, gdy dokonał dzieła.
- Wplątałem ci ją na wierzchu, w miejscu, z którego łatwo spadnie. Masz tam mało sierści. Cętkowanej Łapie dam ją głębiej, by zapach róży przeniknął aż do jej skóry.
- No, jaki romantyczny kocur się z ciebie zrobił. Jestem z ciebie dumna... Mimo tego tekstu z czubem - zaśmiała się Konwaliowa Łapa. - Teraz powiedz... Jakiś tekst. Nie musi być rymowany. Cokolwiek.
- Eeee... Naważyłaś sobie mleka, to je wypij? Nie, nie... Twoje oczy... Nie... Witaj, kochanieńka, bolało, jak spadłaś z nieba? Nie... Wierzysz w miłość od pierwszego spojrzenia? Jak nie, to... Nie! Nic nie pasuje... Wszytko brzmi tak głupio... Nie przenikaj mnie wzrokiem! - miauknął głośno do czarnej, na której pysku widać było szczere rozbawienie.
- Mów dalej. Słodko się ciebie słucha, Orliczku - skwitowała lakonicznie. - Dobrze ci idzie.
- Cętkowana Łapo... Co taka piękna dama robi tutaj sama? Nie, ona ucieknie... Musisz być zmęczona, bo od dawna chodzisz mi po głowie... Skąd pochodzisz, bura kiciu? Masz urodę nie z tego klanu... Eh... Którędy wracasz do legowiska? Idę tą samą drogą... Nie, wychodzę na jakiegoś szaleńca... Zabieram cię stąd! Twoja bura sierść jest zbyt piękna, by puścić cię wolno... Albo inaczej... Mogę wrócić z tobą do legowiska? Koniczynka kazała mi podążać za marzeniami... - Orlikowa Łapa wymyślał coraz to nowe teksty na zdobycie serca Cętkowanej Łapy.
Czarna kotka śmiała się, słuchając białego.
- Może po prostu powiedz, że ją kochasz? To wystarczy. - powiedziała Konwaliowa Łapa.
- Eh... Masz rację. Już się nie wygłupiam. Czas na ostateczne wyznanie... - Orlikowa Łapa zamknął oczy. Wyobraził sobie spotkanie z przyjaciółką z dzieciństwa, skupił się na każdym detalu wyglądu burej, aby lepiej wypowiedzieć emocje, które tkwiły w nim od dłuższego czasu. - KOCHAM CIĘ, MA MIŁOŚCI - miauknął głośno te proste słowa, ze szczerością.
- Też cię kocham, Orliczku! - powiedział uradowany Narcyzowy Pył, stojący w pobliżu... Chwila?! On?! Nie! To pomyłka!
- Nie! Nie! Źle to zrozumiałeś! - powiedział spanikowany uczeń, biegnąc do Narcyza.
Niestety, niebieski kocur zaczął podbiegać do każdego z wojowników, lidera oraz zastępcy i chwalił się wyznaniem białego.
- On mnie kocha! Mój Orliczek wyznał swoje uczucia! On mnie adoruje! Mam przybranego synka! Jestem doceniony, mamusiu! - Po całym klanie rozszedł się głos mentora.
<Konwaliowa Łapo?>

17 kwietnia 2020

Od Orlikowej Łapy cd. Konwaliowej Łapy

- I tak wiem, że tam jesteś. Konwalio, proszę, nie ukrywaj się. Potrzebuję damskiej łapy do rozmowy z Cętką, skoro mówisz, że... No wiesz! - Orlikowa Łapa stanął przed Jeżową Ścieżką. Asystent medyka stał twardo i z łobuzerskim uśmieszkiem zakrywał swoim ciałem czarną, puchatą uczennicę. - Miejcie litość nad moim życiem z kotkami. - Niebieskie oczy ucznia zrobiły się dwa razy większe niż zwykle i wysyłały czekoladowemu podświadome, proszące sygnały.
Jeżowa Ścieżka pokręcił przecząco głową.
- Ona jest potrzebna mi, nie tobie. Zajmij się swoim niebieskim kumplem, jeśli życie ci miłe. Konwaliowa Łapo, możesz użyć trujących ziół, gdyby twój koleżka wrócił nieproszony - zaśmiał się dorosły i odszedł zająć się własnymi sprawami. Przyszła medyczka automatycznie uciekła w dal i skryła się wśród traw, z dala od syna Ostrzenia.
I weź tu pytaj kotkę o rady.
Orlikowa Łapa wrócił do legowiska uczniów i położył się na ciepłym od słońca kamieniu. Zamknął oczy i poddał się rozmyślaniom. Nie ukończył dwunastu księżyców, a już ma mieć ewentualną partnerkę? Hm... Większość kotek ładnie pachnie, lecz posiadanie potomstwa wychodzi z gry. Jego nienarodzony brat, Motylek, do dzisiaj przyprawia Koniczynkę o pełen żalu płacz. Śmierć małego cosia wywołuje tylko ból. Sama ciąża... Ajć, ciężki kawał myszydo zgryzienia. A wychowanie kilku podlotków? Pamiętał, jakim rozbrykanym gronem był on z resztą rodzeństwa i współczuł cynamonce trudów macierzyńskiego żywota. Podświadomie podziwiał jej anielską cierpliwość i utrzymywanie nerwów na wodzy.
Cętkowana Łapa. Czy ona go kocha? Jak tak, to dlaczego nic nie powiedziała? Jest starsza i bardziej doświadczona.
Przecież płeć piękna nie zdradzi ci swoich wewnętrznych pragnień, bo ma ich za dużo na głowie. Nie znam się na zakochiwaniu i tych sprawach - myślał, kierując swój łepek ku słońcu.
Względnie spokojne przemyślenia przerwał czyiś głos.
- Orliczek! Nie leń się! - Narcyzowy Pył zwalił z kamienia swojego ucznia. - Przybyłem ja, więc nie będziesz się nudził! - zaśmiał się i zatańczył. Wygibasy niebieskiego przykuły uwagę reszty uczniów, odpoczywających w legowisku. Dumnie puszył się, znajdując się w centrum uwagi, a żółte oczy emanowały radością i euforią.
Orliczek wstał z ziemi i otrzepał się. W nieskazitelnie białe futro wplątała się grudka ziemi. Potrącił ją kilka razy przednią łapą, a ta opadła na grunt.
- Dlaczego tak tańczysz? - zapytał się. Postanowił nie robić wyrzutów mentorowi. Do upartego nie przemówisz.
Narcyzowy Pył stanął przed Orlikową Łapą, na chwilę przerywając chaotyczny układ choreograficzny. Rozejrzał się, czy nikt nie śmiał ich podsłuchiwać.
- A to dlatego, że być może zwabię jakąś panienkę, która zobaczy, że dbam o kwiat burzowej młodzieży. I wtedy mnie pokocha, skarbeńku - szepnął konspiracyjnie Narcyz. - Teraz zostań moim partnerem do tańca! Panie i panowie, oto Orliczek! Przyszły wojownik i MÓJ wychowanek. - Niebieski zaciągnął ucznia na środek legowiska. - Nie stój tak sztywno. Ruszaj się. Znajdź w sobie wewnętrznego kocura i szalej! Daj się ponieść muzyce!
Jakiej muzyce?
Orlikowa Łapa zmusił się do czegoś, co w żadnym wypadku nie przypominało tańca. Machał ogonem, podskakiwał i ruszał głową we wszytkie możliwe strony.
- Orliczek, bialusi jak śnieżna pierzynka, przypomina mi wymyślonego synka. Tańczy jak szalony, zobaczcie kochani! Poczujcie się przez niego pokonani! On kochankę znajdzie wkrótce szybko i poradzi sobie z nią gibko! - fałszował Narcyzowy Pył, śpiewając tak głośno, że jego głos na pewno był słyszalny poza legowiskiem.
Kątem oka zauważył stojące w wejściu Cętkowaną Łapę i Konwaliową Łapę. No świetnie... Czy sytuacja mogła ulec pogorszeniu?
<Konwaliowa Łapo?>

15 kwietnia 2020

Od Orlikowej Łapy cd. Konwaliowej Łapy

Dzisiejsze polowanie udowodniło Orlikowej Łapie, że trudne godziny spędzone z Narcyzowym Pyłem opłaciły się. Mozolne droczenie się z nim i ciągłe słuchanie odmienionego przez wszystkie przypadki "Orliczka" poskutkowały upolowaniem dużej ilości zwierzyny. Klan Burzy przez najbliższe dni, a może nawet przez księżyc nie doświadczy głodu.
- Spisałeś się, śnieżynko - skomentował zaczepnie Narcyz. - Jeszcze zrobię z ciebie zamaskowanego mordercę, który capnie Śledziowe Futro. - Skrzywił się niebieski. Nadal żył wspomnieniem podwójnej przegranej.
Biały przewrócił oczami. Przyrzekł na Klan Gwiazdy, iż kiedyś tak pacnie mentora w głowę, że wojownik zapomni nawet o własnej matce.
- Chcesz znowu wylądować w rzece, Orliczku? - uśmiechnął się nieco sadystycznie Narcyz. - Mnie ten czyn szczerze rozbawił.
- Jeśli znowu nie poczuję się, jakbym tonął, to oczywiście - skwitował lakonicznie Orlikowa Łapa.
Na horyzoncie pojawił się czarno-biała kotka. Konwaliowa Łapa. Poznał ją w pierwszej chwili, bo często rozmawiał z nią i z Cętkowaną Łapą w legowisku uczniów, przed oddaniem się objęciom Morfeusza. Powoli mógł nazwać je bliskimi osobami, lecz czy były przyjaciółkami? Za wcześnie, by nazywać je tak, znali się krótko. Nawet, jeśli Cętka okazała się wierną towarzyszką zabaw, to obecnie relacja między nimi dwoma diametralnie się zmieniła. Kiedyś szaleli wśród śniegu, a teraz z dozą spokoju dzielili języki.
- Czy to twoja kochanka? - zapytał Narcyz szeptem. Poruszył uwodzicielsko brwiami i trącił ucznia zadem.
- Nie! To moja znajoma, ale nie jestem w niej zakochany - zaprzeczył biały, bucząc z niezadowoleniem. Napiął się, by nie bujać się w rytm trąceń tylną częścią ciała.
- To... Jesteś taki duży i jeszcze nie zdobyłeś serca żadnej samicy?! Eh... Nie idź w moje ślady, Orliczku. Skończysz jak ja, samotny... Biedny. Niedoceniony - szlochał teatralnie Narcyz. Oddalił się, widocznie udał się na prywatne hamletyzowanie, spowodowane przez jego emocje.
Orlikowa Łapa podjął dialog z Konwaliową Łapą. Rozmawiali o własnych treningach i mentorach. Ot, zwykła dyskusja. Taka jak zawsze. Z zapałem biały opowiadał czarnej kotce o polowaniach. Opisał sytuację nad rzeką, przez co w tym samym momencie wybuchli gromkim śmiechem.
W którymś momencie, tak nagle, uczennica medyka zamilkła, a jej wibrysy opadły. Entuzjazm, brzmiący w głosie i widoczny w postawie kotki znikł. Orlikowa Łapa zdziwił się. Nie zrozumiał zachowania znajomej, rozmowa szła dobrymi torami, lecz w ciągu jednej chwili nastała złowroga cisza.
- Coś nie tak? - zapytał się ostrożnie. Wiedział, że Konwaliowa Łapa potrafiła milczeć godzinami i nie wypowiadać żadnych słów.
- Hhm… Wiesz, bo nie musisz odpowiadać na to pytanie, ale ten… No bo… wiesz...  Co myślisz na temat Cętkowanej Łapy…? A-albo… - dukała. Plątały jej się słowa, nie czuła się pewnie.
Biały drgnął. Słabo, lecz zauważalnie. Ponownie emocje zaczęły ulegać dziwnym przemianom. Spokój przerodził się w stres. Płuca zmniejszyły się, w wyniku czego oddech kocurka przyspieszył. Stracił logiczny wątek myślowy.
Znowu. Tylko nie to. Kotki pozbawiają mnie energii życiowej. Dlaczego jest tak mało kocurów w moim wieku w Klanie Burzy? 
- J-ja? - zająkał się. Otrząsnął się, jakby znowu wpadł do rzeki. Zrobienie tej prostej czynności uspokoiło szalejące emocje Orlikowej Łapy. Przynajmniej na razie. - Ona jest dobrą kompanką. Znam ją całkiem długo... No pomogła mi. Uprzejma. Lubię was obie - opisał w wielkim skrócie swoje zdanie na temat Cętkowanej Łapy.
- N-nawet m-mnie lubisz? P-przecież j-jestem s-spoza.... k-klanu i m-mówią, że-że-że... ciągle coś knuję - mówiła niespokojnie czarna.
- Nie wierzę w te plotki. Gdybyś coś knuła, już dawno wcieliłabyś plan w życie - odpowiedział. Współczuł uczennicy znalezienia się w gąszczu fałszywych informacji. - Z ciekawości, dlaczego o nią spytałaś?
<Konwaliowa Łapo?>

22 marca 2020

Od Orlika cd. Konwaliowej Łapy

Orlik bawił się codziennie z Cętką w śniegu. Starali się biegać i ruszać się ciągle, aby nie zmarznąć. Pora Nagich Drzew nie rozpieszczała i dzień w dzień temperatura spadała. Wiatr stawał się chłodniejszy, a połowa zwierzyny łownej pochowała się. Wojownicy nie przynosili takiej ilości mięsa, co wcześniej przez co niektóre koty musiały głodować bądź dzielić posiłek z innym członkiem klanu. W tamtej chwili Orlik żałował, że już nie spożywa mleka Koniczynki, tak dobrego i ciepłego. Starczyło go dla czwórki wygłodniałych kociąt, żadne nie odczuwało głodu przez długie godziny. Nadszedł jednak taki okres w życiu kocurka, w którym już nigdy nie spożyje tego pokarmu. Z jednej strony, biała ciecz nie smakowała tak słodko i niesamowicie jak kiedyś. Z drugiej, trudniej będzie znaleźć pokarm dla samego siebie. Z tego powodu Orlik chciał mieć mentora, który nauczy go sztuki przetrwania.
- Ej! Słyszysz mnie? - Cętka skoczyła na zamyślonego kociaka. Dwie kulki futra zlały się w jedną całość i poturlały się razem przez kilka metrów, wpadając w krzaki. Sierść obu kociąt wplątała się w bezlistne gałązki. - Ojejku! Bardzo przepraszam. To moja wina - powiedziała spanikowana.
Oszołomiony niebieskooki potrząsnął łepkiem. Zaśmiał się, a jego ogon poruszył się radośnie. 
- Żartujesz sobie?! To było... Ekstra! Naprawdę! Ryzykowne, ale fajne! Byliśmy szybsi niż nasi wojownicy podczas polowania - odpowiedział pełen zapału do dalszych harcy. 
Cętka chwilę milczała, w skupieniu patrząc na swoje futro, splątane wśród gałązek. 
Trzeba działać, aby kotka nie piszczała z powodu dosyć dziwnego momentu, w którym się znaleźli. Przeanalizował szybko sytuację: bawił się, usiadł w celu odpoczynku, myślał, usłyszał głos znajomej kotki, ta naskoczyła na niego, przeturlali się przez cały żłobek i teraz tkwią razem w krzakach. Doskonale, plan wydarzeń ułożony, czas się stąd wydostać.
- Słuchaj, musimy sobie wzajemnie pomóc w wydostaniu się stąd. Inne kocięta nam nie pomogą, bo bawią się poza żłobkiem. Królowe są zajęte, ponadto dostaniemy karę, bo pomyślą, że zrobiliśmy to specjalnie - miauknął biały.
- Co mam zrobić? - zapytała się Cętka.
- Po prostu połam gałązki, a potem wyplącz z nich moją sierść za pomocą zębów. Gałęzie połam łapami. Masz większy zakres ruchów kończynami niż ja. Zaufaj instynktowi - wytłumaczył, cytując ostatnim zdaniem swoją mamę. Koniczynka często powtarzała, że Ostrzeń kierował się instynktem i dzięki niemu triumfował w walkach i szybko zdobywał pożywienie.
Kotka rozejrzała się, patrząc na strukturę ułożenia gałęzi krzewu. Przeniosła ciężar ciała na przednie łapki, łamiąc przy tym kilka gałązek. Opadła kończynami na żołądek Orlika. Syn cynamonki poczuł odruchy wymiotne, lecz chwilę potem odkrył, że w końcu może się ruszyć! Obrócił się na brzuch. Cętka względnie szybko wyplątała białą sierść kolegi z krzewu.
- Dziękuję. Jesteś bardzo dzielna i szybka! - pochwalił ją kocurek, chcąc pokrzepić kotkę na duchu. - Teraz zrobię to samo z tobą.
Wstał i wykonał podobny ciąg czynności, co przed chwilą Cętka. Ciężarem łap połamał gałęzie, by mała mogła się poruszyć. Wyplątał jej sierść.
Kocięta wyskoczyły z krzaków, zadowolone, że udało im się wydostać z roślinnej pułapki. Krzew poruszył się, a na głowę Cętki spadł śnieg. Maluchy spojrzały na siebie i w tym samym momencie zaczęły się śmiać. Sekundę później zauważyli wchodzącą do żłobka czarno-białą kotkę, uczennicę medyka Klanu Burzy. 
- Chodź. Poznam was ze sobą. To moja znajoma - powiedziała Cętka i podbiegła wraz z białym do nowo przybyłej. - O-Orlik to jest Konwaliowa Łapa - miauknęła spoglądając raz na kociaka, raz na starszą. 
- Witaj Cętko i Orliku - odpowiedziała czarno-biała, machając ze spokojem ogonem. 
- Cześ-ść - przywitał się kocurek, któremu zrobilo się zimno. Dreptał łapkami w miejscu, aby chociaż na chwilę się rozgrzać. 
 - Wiesz co dzisiaj robiłam? - rzekła podekscytowana Konwaliowa Łapa do Cętki. 
- Nie wiem - odpowiedziała lakonicznie cętkowana, acz z ciekawości patrzyła uważnie w żółte oczy bardziej doświadczonej klanowiczki. 
- Dzisiaj wyszłam poza obóz zbierać zioła, było super! - pochwaliła się uczennica medyka. Eh, medyczne środowisko. Ekscytuje się jakimiś roślinkami, które tylko sobie rosną i rosną i... Tyle. Przyroda jest ładna, ale ekscytowanie się jakimiś ziółkami podchodzi pod chorą paranoję.  Chociaż... Jakby ktoś wytłumaczył Orlikowi, co jak się używa i co się z czym klei... Może zrozumiałby lepiej zasady działające światem. 
- Poza obóz?! Jejuuuu! Co tam było? - Cętka podekscytowana zaczęła biegać wokoło Konwaliowej Łapy. Rozbudziła się, teraz będzie trudno ją uspokoić. Widocznie uczennica wiedziała doskonale, jak postępować z rozbrykaną kotką, ponieważ powiedziała tylko:
- Łąka, ale niestety była pokryta śniegiem i strasznie mało roślin - i w tym samym momencie cętkowany kłębek z chwilowym ADHD zatrzymał się i położył smętnie uszka na głowie. W zamian za to w Orliku zakwitła ciekawość. Łąka? To cudowne miejsce z pięknie pachnącą trawą? Gdzie bawił się ze Słonikiem, Bluszcz i Mniszkiem całe popołudnia i wieczory pod czujnym okiem Koniczynki? 
- Łąka? To takie zielone coś z kolorowymi kwiatami i owadami? - zapytał się, chcąc zyskać potwierdzenie. Wspomnienia zalewały jego małą główkę, machał ogonem to w jedną, to w drugą stronę. 
- Tak, tylko teraz jest pokryte tym białym, puszkowym… śniegiem - odpowiedziała Konwaliowa Łapa. 
Zapał Orlika nie zniknął. Łąka, łąka, łąka. Uda się tam ze swoim mentorem! Jak tylko zacznie szkolenie, to tam pójdzie. Sam czy z nauczycielem, kwestia obgadania. 
- Nie pozwolą nam pójść na łąkę, ale możesz nam coś opowiedzieć o ziołach, które już znasz. Tylko musimy pójść w bardziej zaciszne miejsce. Co ty na to, Orliku? - zapytała się Cętka. 
- Wiesz co? Wolałbym się zabawić! Mam w sobie teraz tyle energii, że to aż żal z tego nie skorzystać! - Skakał radośnie, chcąc potwierdzić swoje słowa. 
- Oj, kocięta, kocięta - uśmiechnęła się z politowaniem Konwaliowa Łapa. - Możemy pobawić się w chowanego. Trochę uciszymy tym Orlika, a ciebie, Cętko pobudzimy, wieczorem powiem wam więcej o ziołach po waszym karmieniu. Zacznę was szukać pierwsza. Liczę do dwudziestu. Jeden... - Uczennica zamknęła oczy. 
W tej samej chwili kocięta wybiegły ze żłobka i udały się w dwie różne strony, by znaleźć kryjówkę. Orlik wykopał szybko dołek w śniegu, za wysokimi krzewami. Umościł się w nim. Biały kolor sierści utrudni jego znalezienie, czas nauczyć się sztuki zimowego kamuflażu. 

<Konwaliowa Łapo?>