BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziołowy Nos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ziołowy Nos. Pokaż wszystkie posty

05 sierpnia 2018

Od Ziołowej Łapy


Ziołowa Łapa obudził się na jakiejś polance. Nie pamiętał, żeby kiedykolwiek wcześniej na niej był. Dziwne... Podniósł się do pozycji siedzącej. Nagle poczuł, jakby coś sapało mu na kark. Odwrócił się, a za nim stało coś przypominającego wielkiego czarnego psa. Kocurek ruszył pędem przed siebie, gnał najszybciej jak tylko mógł. Nawet nie oglądał się, żeby sprawdzić czy ten pies w ogóle go goni. Po prostu biegł przed siebie, żeby być jak najdalej od tamtego miejsca, a trawiasty teren przed nim zdawał się jakby nie kończyć. Nagle zobaczył przed sobą zarys kociej sylwetki. Gdy był już blisko owej postaci w końcu obejrzał się za siebie. Po psie nie było śladu. Dopiero teraz Ziołowy zorientował się, że otoczenie się zmieniło. Niby nadal po prostu rozległy, trawiasty teren, ale... błękitne niebo zakryły czarne, kłębiaste chmury, a trawa stała się sucha i wyblakła. A postać dalej siedziała jak siedziała, nie zwracając jakby uwagi na to, że pojawił się Ziółko. Podszedł trochę bliżej i wtedy sobie uświadomił, że owa postać wygląda jak jego siostra, Skra! Podszedł jeszcze bliżej, a wtedy kotka odwróciła się. Nagle na jej ciele pojawiły się rany, nie miała oczu, tylko puste oczodoły, a z pyska spływała jej krew. Przerażony bicolor odskoczył od niej wzdrygając się. Już chciał zacząć uciekać, kiedy poczuł, że coś trzyma go na miejscu, nie może się ruszyć. I wtedy poczuł również, że grunt pod jego łapami zaczyna znikać, zapada się i znika w czarnej otchłani... i obudził się. Natychmiast poderwał się i rozejrzał po legowisku zdezorientowany. Był środek nocy. "Spokojnie, to tylko sen", powtarzał sobie w myślach. Nagle usłyszał czyiś głos.
- Może trochę ciszej, co? Niektórzy chcą tu spać - mruknął zaspany głos. Była to Konwaliowa Łapa, którą widocznie obudził.
- Przepraszam - szepnął, ale nie uzyskał już żadnej odpowiedzi, bo kotka już znowu spała.
Ziołowa Łapa westchnął. Nie miał już wcale ochoty zasypiać, więc wyszedł z legowiska, żeby nie przeszkadzać reszcie uczniów. Położył się w wysokiej kępie trawy i zaczął myśleć właściwie to o wszystkim.

-*-

- Cześć - głos jego siostry wyrwał go z zamyślenia.
Ziółko oczywiście na początku przestraszył się, bo wcześniej w ogóle nie zauważył kotki. Poderwał się i zjeżony odskoczył do tyłu, jednak gdy ogarnął kto do niego mówi, wygładził futro na grzbiecie i podszedł nieco bliżej, a gdy spojrzał w niebo dopiero teraz sobie uświadomił, że zaczyna robić się jasno.
- Um, cześć - powiedział.
- Co ty tu robisz tak wcześnie i jak długo tu siedzisz? - szylkretowa spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
- Nie mogłem spać - burknął. Ostatnio był trochę bardziej chłodny w stosunku do kotki, ponieważ wkurzało go, że ona jest już wojownikiem, a on nadal tkwi jeszcze w legowisku terminatorów. Do tego Migotka dostała już własnego ucznia! Ale oczywiście nie obwiniał za to siostry, obwiniał siebie. Uważał, że trening mu idzie beznadziejnie, a Ciernista mówi że jest dobrze tylko żeby dać mu motywacje, lub z litości.
- A coś ty taki ponury? No dalej, rozchmurz się! - kotka pacnęła brata łapą.
- Nie mam dziś humoru - wymusił u siebie sztuczny uśmiech, a ten i tak po chwili zniknął zastąpiony neutralną, może lekko wkurzoną miną.
- No dobrze, to zostawię cie w spokoju... - mruknęła Migotka z lekko zmartwioną miną po czym odeszła. Ziółko ruszył tyłek chwilę po niej. W sumie nie miał już za bardzo nic do roboty, więc usiadł przy wyjściu z obozu, czekając na pojawienie się jego mentorki. 

-*-

W końcu jego mentorka pojawiła się.
- Witaj Ciernista Łodygo - kiwnął jej głową na przywitanie.
- Witaj - powiedziała kotka. - Ruszajmy już, dzisiaj będziesz trenować polowanie. - mruknęła posyłając w jego stronę uśmiech. Żółtooki odwzajemnił szybko uśmiech i ruszył za mentorką.
Po dłuższej chwili dotarli na Północne Zbocze. Kocur zaczął węszyć, natrafił na zapach królika. Podążając jego tropem w końcu zobaczył futrzaka. Zaczął się skradać, jednak na jego nieszczęście kiedy wybijał się, żeby skoczyć na ofiarę nadepnął na jakiś patyk i królik uciekł tuż przed tym, jak miał go dosięgnąć i Ziołowa Łapa zarył pyskiem w ziemi. Wstał, wypluł ziemie która wpadła mu do pyska i skoczył w pogoń za królikiem. Gdy już prawie go doganiał, potknął się o kamień i ponownie zaliczył glebę. Podniósł się i trzepnął wściekle ogonem. Głupi królik! Wtedy zza niedużego krzaka jagód wyszła Ciernista Łodyga.
- Musisz patrzeć pod łapy - mruknęła rozbawiona.
- Mhm - burknął pod nosem Ziółko. Co za pechowy dzień!
Dalej jednak polowanie szło mu całkiem nieźle. Złapał dwie myszy, lecz nadal uważał, że jest w polowaniu beznadziejny, a to że złapał tamte myszy to po prostu fart, bo "były jakieś wolne i chyba głuche". Właśnie skradał się powoli w stronę swojej następnej przyszłej ofiary - królika. Sunął przy ziemi, tym razem patrząc pod łapy, czy na pewno nie nadepnie na jakiś patyk, lub nie potknie się o jakiś głupi kamyk. W pewnym momencie skoczył na ofiarę. Po chwili królik wisiał martwy w jego pysku.
- Świetnie! - usłyszał głos za sobą, lekko odskoczył, trochę przestraszony, jednak po chwili ogarnął się i podszedł do mentorki. Rzeczywiście, był całkiem zadowolony, że złapał tego królika. Co nie zmienia faktu, że dalej uważał, że ten królik też musiał być jakiś głuchy czy tam ślepy. Uśmiechnął się do mentorki, po czym razem poszli po dwie złowione wcześniej myszy.

-*-

Ziołowa Łapa wraz z Cienistą Łodygą dotarli do obozu popołudniu. Ziołowa Łapa odłożył zdobycze na stos i zaczął szukać Migoczącego Nieba. Humor trochę mu się poprawił i miał ochotę porozmawiać z siostrą. Po dokładnym przeszukaniu obozu, stwierdził jednak, że kotka musi być poza nim. Zrezygnowany skierował się do legowiska uczniów. Siedzieli w nim Czapla Łapa, Błękitna Łapa i Tulipanowa Łapa. Czapla Łapa i Błękitna Łapa rozmawiali ze sobą, jednak Tulipan siedziała sama, więc Ziółko się do niej dosiadł i zaczął rozmowę. Nawet dobrze mu się rozmawiało z kotką, jednak po pewnym czasie kotka poszła na polowanie ze swoim mentorem. Ziołowa Łapa zaczął się nudzić, więc postanowił odwiedzić Ciernistą Łodygę i przynieść jej coś do jedzenia. Wstał, wyszedł z legowiska i podszedł do stosu zwierzyny. Wybrał z niego królika i skierował się z nim do żłobka. Wszedł do środka, przywitał się z Pręgowanym Piórkiem i podszedł do Ciernistej Łodygi.
- Proszę, to dla ciebie - powiedział z uśmiechem kładąc przed nią królika.
- Dziękuję - mruknęła kotka i zabrała się za jedzenie.
- Ciernista Łodygo, bo mam takie jedno pytanie...
- Hm?
- Kto jest tak właściwie ojcem kociąt? - spytał z lekkim uśmiechem.
- Brzoskwiniowa Gałązka oczywiście - odparła. Ziołowa Łapa poczuł się zbity z tropu.
- Um... - kocur wyglądał na trochę zmieszanego. - Bo ja myślałem, że Brzoskwiniowa Gałązka jest kotką... - mruknął lekko zdezorientowany.
- Uh... to... to skomplikowane - ok, w takim razie kocur nie miał zamiaru dopytywać. Nagle jego uwagę przykuło coś na drugim końcu żłobka.
- Przepraszam na chwilkę... - mruknął, po czym ruszył w tamtym kierunku. Spod jednego z posłań coś wystawało... był to liść. Ten sam liść, który znalazł kiedyś przy grobie swojej matki. Był pewien, że gdy jeszcze jako kociak go zgubił, to po prostu ktoś go wyrzucił i po prostu przepadł, a tu proszę! Zadowolony ze swojego odkrycia wziął liść w zęby i wrócił z nim do mentorki.

<Ciernista? Listek Ziółka kam bak>

10 czerwca 2018

Od Ziółka

Ziółko się martwił i to bardzo. Jego ukochana matka zniknęła i nie pojawiała się od dłuższego czasu. Kocurek chciał kilka razy iść jej poszukać, ale Korowa Skóra zawsze stawała mu na drodze, nie pozwalając wyjść z obozu i mówiąc, że Rdzawy Ogon wróci. Zniknął również jego brat, oraz jeden z uczniów. Któregoś dnia do obozu weszła trójka kotów, niosąc ciało Błądzącej Łapy. Ziółko nie wiedząc co się dzieje, podszedł bliżej. Futro terminatora było poszarpane i pozlepiane jakąś czerwonawą mazią, a oczy miał puste. Żółtooki nieźle się przestraszył, gdy zobaczył wszystkie szczegóły, więc cofnął się, obserwując wszystko z wejścia do żłobka. Niektóre koty zaczęły płakać, niektóre po prostu milczały wpatrując się ze smutkiem w ziemię. Pod koniec oficjalnego pożegnania, wykorzystując chwilę nieuwagi swojej babci, Ziółko znowu chciał podejść, żeby usłyszeć o co chodziła, ale zatrzymała go Ciernista Łodyga. Kotka bez słowa po prostu chwyciła go za kark i zaniosła z powrotem do żłobka. Postawiła go na ziemi i również bez słowa wyszła. Niebieskiemu wydawało się to dziwne, nawet nie zdążył zapytać się jej, co z jego mamą. Szczerze mówiąc był już tym wszystkim zmęczony, więc postanowił ponowić próbę poszukiwania następnego dnia, a tymczasem położył się na posłaniu z mchu i zasnął. 

*-*

Rano kocurek nie obudził się tym razem koło Korowej skóry, więc w pierwszej chwili ucieszył się, myśląc, że jego kochana mama wróciła, jednak gdy tylko odrobinę bardziej się rozbudził, uświadomił sobie, ze to nie jego rodzicielka, tylko jedna z wojowniczek klanu, Pręgowane Piórko i to ona od dwóch dni się nimi zajmuje, oraz o tym, że jego mama jest teraz z „Klanem Gwiazd”. Chociaż nic z tego nie rozumiał i chciał wiedzieć co dokładnie stało się z jego mamusią, niczego więcej od pręgowanej kotki się nie dowiedział.  Spojrzał na nią i już miał zamiar wyjść, kiedy coś, a właściwie ktoś go zatrzymał.
- Ziółko, gdzie się wybierasz? – spytała Pręgowane Piórko.
- Wyjdę tylko przed żłobek, nigdzie dalej – odpowiedział lekceważąco.
-No… dobrze, ale nie oddalaj się na więcej niż parę kroków.
Ziółko tylko kiwnął głową. Wyszedł z legowiska i usiadł na trawie przed nim. Po chwili zaczęło mu się  nudzić, więc poszedł w okolice wyjścia, nie za bardzo słuchając poleceń niebieskiej kotki. Przechodząc obok wejścia do obozu poczuł znajomy zapach. Bardzo wyblakły, ale skądś znajomy. To był… zapach jego matki? Nie był tego pewien, mógł to być jakiś stary zapach jakiegoś innego kota, ale wydawało mu się, że to był właśnie zapach jego rodzicielki. A więc Pręgowane Piórko kłamała! Nie myśląc, popędził za zapachem. Nie biegł długo, ponieważ trop urywał się w miejscu niedaleko obozu. Było tam kilkanaście kopczyków ziemi. Jeden z nich pachniał właśnie jego mamą. Usiadł na nim, zastanawiając się, o co chodzi, po chwili usłyszał jednak kroki. Odwrócił się i ujrzał dawną uczennicę Rdzawego Ogona. Przez chwilę się w nią wpatrywał bez słowa. Koteczka już miała coś powiedzieć, ale Ziółko ją uprzedził.
-C-co się stało z mamą?

<Cieeeerń?>

22 maja 2018

Od Ziółka C.D Migotki

Ziółko zaczął śmiać się z kotki. Głupia dała się złapać! Żeby jeszcze jej dopiec, jako iż była przytrzymywana przez matkę, niebieski kocurek podszedł do niej i pacnął ją łapą w czoło, przez co ta przewróciła się do tyłu. Śmiejąc się odwrócił się do Migotki tyłem. Już miał ponownie się położyć, kiedy nagle coś skoczyło na niego od tyłu i przygniotło do ziemi. Przerażony kocurek próbował się wyrwać, ale nie dał rady, a Migotka leżała na nim jak na jakimś materacu. Pisnął do karmicielki, alby coś z tym zrobiła, ale ta zajmowała się jednak w tym momencie resztą swojego potomstwa. Ziółko uznał, że się podda i zechce się pobawić.
- Topse, opafie si s tpom, ale se mnie sejć (tłumaczenie z sepleniowego – Dobrze, pobawię się z tobą, ale ze mnie zejdź) – Powiedział niewyraźnie. Słysząc to, niebieska kotka od razu z niego zeszła i stanęła przed nim z triumfalnym uśmieszkiem. Kocura to zdenerwowało, więc pacnął ją w pysk łapą. Ta jednak nic sobie z tego nie zrobiła, uszczęśliwiona wieścią, że kocur jednak jest chętny do zabawy.
- Suap mnie! – wykrzyknęła i zaczęła biec przed siebie, co parę kroków potykając się o własne łapy. Ziółko ruszył powoli, potykając się dosłownie na każdym kroku. Jako, iż wcale mu się nie śpieszyło, a Migotce wręcz przeciwnie, po chwili rozpędzona koteczka uderzyła go w tył. Odwrócił się wściekły, a ta tylko się roześmiała, ale po chwili spoważniała.
- Ty fsale mnie nie gonis! – wykrzyknęła obrażona. Ziółko tylko przewrócił oczami.
- Zmcylem si, puśnij si opafimy (tłum. – Zmęczyłem się, później się pobawimy) – Odpowiedział lekceważąco, odwracając się do matki. Nie musiał nawet sam dochodzić, ponieważ rodzicielka złapała go za kark i przeniosła do siebie. Zadowolony, że chwilowo pozbył się Migotki, najadł się i miał się już kłaść sparz, kiedy przed pyskiem po raz kolejny, stanęła mu ta upierdliwa kotka z niezadowolona miną.

<Migotka?>

21 maja 2018

Od Ziółka CD. Migotki

Przez pierwsze kilkanaście wschodów słońca, mały kocurek był tylko ciągle śpiącą i jedzącą kulką futra, jednak tego dnia wydarzyło się coś, co w życiu każdego kociaka jest bardzo ważne. Mianowicie Ziółko otworzył oczy. Na początku wszystko było niewyraźne, ale po pewnym czasie zaczęło nabierać kształtów. Pierwszym co zobaczył była wielka, czarno-ruda kula futra. Obejrzał się i  zobaczył, że wokół niego leżą mniejsze kulki. Jedna z nich, leżąca po jego prawej stronie wyglądała tak jak on, dalej leżała biało-buro-ruda istotka, A po lewej dwie niebiesko-rude kotki, z których jedna wpatrywała się w niebieskiego kocurka swoimi niebieskimi oczami. Gdy tylko duża istota spostrzegła, że jej kociak widzi już świat, wykrzyknęła coś i zaczęła wytwarzać jakieś dziwne wibracje. Zwróciła ty m uwagę Ziółka, k tory zaczął się jej dokładniej przyglądać. W pierwszym momencie się przestraszył, ta istotka była przecież ogromna! Po dokładnym przyjrzeniu się i przeanalizowaniu paru rzeczy, stwierdził jednak, że to ta sama kula futra, która daje mu jedzenie. Po tym stwierdzeniu, od razu przestał się bać i uznał, że skoro to daje mu jedzenie, to znaczy, że jest bardzo dobre, więc od razu to polubił. Gdy przypomniał sobie, że jest głodny przysunął się do brzucha tego stworzenia i zaczął jeść. Gdy jego żołądek był już pełny, wtulił się w futro rodzicielki i zasnął.



*-*



Obudziło go trącanie czyjejś łapy. Niechętnie otworzył oczy i o mało nie zszedł na zawał, kiedy tuż nad sobą zobaczył parę ogromnych, niebieskich ślepi. Od razu odskoczył przerażony, przy okazji zderzając się swoja głową z głową siostry. Ta zaczęła chichotać, a on zaczął piszczeć, żeby duża kulka zrobiła porządek z tą mała kulką. Matka polizała go po głowie, ale nic poza tym. Ziółko obrażony podreptał (potykając się na każdym kroku) do kąta żłobka. Nie miał tam jednak spokoju. Zaraz w podskokach podbiegła do niego (Oczywiście też się potykając, ale i tak mistrzem w tej dziedzinie był Ziółko) Migotka. Żółtooki odwrócił od niej głowę, ale ta szybko znowu weszła mu przed oczy. Zrozumiał, że z nią po dobroci nie da rady, więc odepchnął ja od siebie łapką. Niebieska jednak się nie zraziła, i po raz kolejny stanęła bicolorowi przed pyskiem. Próbował powiedzieć coś o tym, żeby sobie poszła, ale z jego pyszczka wydobyły się tylko jakieś dziwne dźwięki przerywane piszczeniem, a Migotka tylko się zaśmiała. Obrażony na cały świat (A szczególnie na Migotkę), odwrócił  się do siostry tyłem.



<Migotko?>