BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mak x Hortensja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mak x Hortensja. Pokaż wszystkie posty

31 grudnia 2023

Od Makowej Łapy CD. Hortensjowej Łapy

Mak obserwowała oddalającą się siostrę. Jak ona mogła nie wierzyć? Przecież to było oczywiste! W końcu to wyglądało jak żywica, a robak w nim utknął, czyli musiał się przykleić. Jak tego nie zrozumieć? W każdym razie jej siostra musiała się upewnić. Mak była za daleko, by usłyszeć rozmowę Hortensjowej Łapy i Porannego Zewu, ale po pysku siostry już widziała, że będą dalej ciągnąć tę rozmowę. Gdy czarna kotka wróciła i stanęła obok siostry, dalej zaczęła dyskusję o tym kamieniu.
- Ale co powiedziała Poranny Zew? – zapytała Makowa Łapa. W końcu to była wiedza od starszego wojownika, więc musiała coś znaczyć.
- Nie jest pewna, ale może z żywicy – odparła Hortensja – Ale to niemożliwe.
- Skoro Poranny Zew tak powiedziała, to prawda, w końcu ona jest starsza i jest już wojownikiem!
Hortensja nie dawała za wygraną i dalej upierała się przy swoim zdaniu. Tak samo jak jej siostra, obie nie zamierzały się poddać.
- Udowodnię ci to! – odparła w końcu liliowa – Już niedługo dam ci sensowny argument, że to ja mam rację. – powiedziała. Hortensja już miała coś powiedzieć, ale ktoś ją zawołał i niestety musiała już iść.
 
***
 
Czas, który dostała Mak, już minął, lecz ona dalej nie miała sensownego argumentu. Ostatnio za dużo się działo, by taki zdobyć. Cały klan był w żałobie. Tyle kotów umarło. Zmienili jej mentora. Teraz był nim sam lider. Błękitna Gwiazda chyba nie lubił rozmawiać z innymi, bo na treningach prawie w ogóle się do siebie nie odzywali. Makowej Łapie to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, ona bardzo się z tego cieszyła, choć nie pokazywała tego na zewnątrz. Nie chciała rozmawiać z kocurem, nie miała na to ochoty i humoru. A słowa nie były im potrzebne, Błękitna Gwiazda posługiwał się ogonem. Tylko czasem, by przekazać bardziej konkretne zadania, używał słów. Było to trochę zabawne.
Makowa Łapa wróciła właśnie z treningu i jak zwykle udała się do legowiska uczniów, by spędzić tam resztę dnia, już wolnego od obowiązków. Weszła do środka i usiadła na swoim posłaniu, chowając głowę pomiędzy łapami.
- Hej Hortensjo. – powiedziała tylko do siedzącej obok siostry.

<Hortensja?>
[336 słów]
[Przyznano 7%]

05 grudnia 2023

Od Hortensjowej Łapy CD. Makowej Łapy

Nie widziała większego sensu w zbieraniu kamyków. Nie były one przydatne. We wroga nie było wygodnie nimi rzucać, chyba, że byłyby ostre i by się je porozrzucało po granicy. Wtedy jakieś miękkołape pewnie by przetarły opuszki. Niemniej, znaleziony bursztyn był inny. Kotka przyjrzała się mu z zainteresowaniem. Z koloru przypominał żywicę, jednak był twardszy. O wiele twardszy, w dodatku nie pachniał intensywnie sosną, czy innym świerkiem. Tylko jak w środku znalazł się owad? Czemu? I dlaczego był na wyspie, z dala od lasu i ziemi? Jakim cudem wszedł do tego kamienia? Jednak nim zdołała zdobyć odpowiedzi, siostra już maszerowała na poszukiwanie, a Tensja, niemrawo za nią. Co było fajnego w innych kamieniach, kiedy ten był najbardziej ciekawy? Chciała odkryć co w nim było, dlaczego coś znalazło się w tym kamieniu. W normalnych szarakach nie było.. dosłownie nic. Czasem się znalazł jakiś inny, o ciekawszym kolorze, kształcie, inne zostawiały mocniejsze ślady na reszcie kamieni, a jeszcze inne były lekko przezroczyste, wyglądające jak odłamki księżyca. Te uwielbiała. Było w nich coś odmiennego i zawsze zastanawiała się, od czego zależą te różnice. Miejsca w którym się wytworzyły? Warunków? Jednego i drugiego? Żaden jednak do tej pory, nie miał w środku owada. Trąciła łapą mały kamyk. Nic w nim szczególnego. 
- Czemu tak cicho chodzisz? - padło nagle pytanie z ust lilowej, na co kotka uniosła wzrok. Znów to samo? Czemu wszyscy się dziwili?
- Chodzę normalnie - stwierdziła - Po prostu wy chodzicie za głośno. 
Lilowa postawiła uszy, by lepiej słyszeć kroki innych. 
- Nie chodzisz "normalnie". Skoro i-inni chodzą głośniej, to raczej ty chodzisz źle.
- Źle to dość wątpliwe słowo - miauknęła w odpowiedzi  - Może to ktoś chodzi dobrze, a po prostu cała reszta ma wadę i nie umie chodzić? Tego nie wiesz. Może to wszyscy się mylą.
Mak westchnęła cicho.
- Ja nie mam wady! – zaprotestowała.
- No, ja też nie - stwierdziła morsko oka - Czy to znaczy, że obie jesteśmy w błędzie? - zagadnęła, wchodząc na ścieżkę taniego filozofa. W sumie było to nawet ciekawe. Może wszyscy chodzą krzywo, może kiedyś umieli wszyscy chodzić normalnie, ale się oduczyli drogą odwrotnej ewolucji? Ale chodzenie cicho jest bardziej przydatne, niż głośne tuptanie. Miało więcej logiki. Tak więc, to ona dobrze chodzi, jeśli już dzielimy na tych co chodzą źle i nie chodzą i chodzą dobrze… 
- Moim zdaniem obie mamy rację... Może to nam się wydaje, że chodzimy d-dobrze, a tak naprawdę każdy chodzi jak umie, czyli nikt nie chodzi źle? – lilowa zastanowiła się, dając się wciągnąć w dyskusję.
- Czy ,,chodzenie jak się umie" nie oznacza, że wszyscy wtedy chodzimy niechlujnie? Bez ładu i składu powstaje chaos, chociaż muszę przyznać, że podstawy większość z nas ma opanowaną, w końcu każdy wykonuje te same ruchy łapami, które powodują przemieszczanie się - O właśnie, myśl została powiedzona! 
- Chyba tak…
- Swoją drogą - mruknęła, kopiąc kolejny kamień. Skoro siostra nie widziała potrzeby kontynuować wątku, to może zapytać o coś, co Tensję rzeczywiście interesowało? Uzyskanie odpowiedzi na swoje pytania było ważne - Znalazłaś ten dziwny kamyk z owadem na zgromadzeniu... nie?
Makowa Łapa pokiwała głową.
- Poranny Zew mi go pokazała.
- Myślisz, że jak poproszę, to i mnie pokaże takie? - dopytała dalej - Nie jestem w stanie pojąć, jakim cudem owad znalazł się w czymś tak twardym - Tu rzuciła już jakby z wyrzutem, zła na braki odpowiedzi i luki w rozumowaniu. 
- Pewnie tak, jest bardzo miła – powiedziała – Mi mówiła, że to podobno jest z kory drzew? Coś takiego... Niesamowite. Bo w drzewach jest takie klejące coś i to zaatakowało robaczka. – wyjaśniła, wyraźnie zadowolona z tego, że pierwszy raz wie więcej od siostry.
- To żywica - powiedziała dymna, jakby niedowierzając. A i tym razem się Maczek nie udało. Jasne, ten dziwny gęsty sok z drzew mógłby pokonać losowego owada, ale… - Ale to głupie! - zaprotestowała - Żywica jest miękka, klejąca i przede wszystkim intensywnie pachnie. Z tym kamieniem łączy ją tylko kolor.
- Poranny Zew się nie myli! Może ona potem zamarza? I jest taka jak kamień. To na pewno przez mróz.
- Pieprzenie - burknęła pod nosem niezadowolona, jednak dość wyraźnie i z pewnością w głosie. Nic jej się tu nie zgadzało. Nic a nic! Skąd niby Poranny Zew o tym miała wiedzieć? - W takim razie na porę zielonych liści powinna odmarznąć!
- Poranny Zew o tym wie, sama możesz się jej spytać! Ja nie jestem pewna, ale ona tak!
- Spytam! - rzuciła kotka z pewnością i zdenerwowaniem. Nie miała zamiaru pozwolić, by takie kłamstwa rozchodziły się po klanie i żeby jeszcze Mak w to wierzyła. Dobra, może wojowniczka miała rację, jednak musiała mieć dobre argumenty, by do swojej racji dymną przekonać, bo jak na razie, wszystko co się tu kleiło to jedynie żywica, z której na pewno nie był zbudowany jakiś kamień. 


[764 słowa]
<Maczek?>
[Przyznano 15%]

01 grudnia 2023

Od Makowej Łapy CD. Hortensjowej Łapy

 Mak spojrzała na siostrę. Ta bezwładnie położyła się na swoim posłaniu. 
- Cześć – powiedziała Makowa Łapa, ale kotka już nic nie powiedziała. Hortensja ewidentnie nie chciała już z nią rozmawiać, więc liliowa też zamilkła.
***
Makowa Łapa oglądała swój bursztyn, znaleziony na zgromadzeniu. Od tamtej bardzo spodobało jej się szukanie różnych kamyków. Coraz częściej znikała z legowiska i szukała kamyków, tylko zawsze robiła to sama. Było to trochę smutne, lecz jej nie przeszkadzało, bo nie musiała wychodzić poza obóz. Tym razem jednak było inaczej. 
- Mak..? Wszystko dobrze? – zapytała Hortensja, która siedziała obok niej. Były w legowisku uczniów, już po treningach, więc miały trochę wolnego czasu. Liliowa znowu się zamyśliła i kompletnie zapomniała o tym, że Hortensja siedzi obok.
- Chciałaś mnie o coś zapytać? Albo poprosić. Nie jestem pewna – powiedziała siostra. Makowa Łapa na chwilę zapomniała, o co chciała zapytać. W końcu jednak jej się przypomniało. 
- A no tak! Chcesz pójść ze m-mną pozbierać kamyki? – zapytała i pokazała siostrze bursztynu z robakiem w środku. Hortensja spojrzała na kamyk. Przez chwilę się nie odzywała, ale w końcu się zgodziła. Makowa Łapa zaprowadziła ją do wyjścia, lecz tam się zatrzymała. 
- Tutaj możemy zacząć – oznajmiła. Spojrzała w ziemię i powoli przemieszczała się do przodu. Hortensja szła za nią. Chyba, bo tak cicho stawiała kroki, że nic nie było słychać. Było to trochę dziwne, lecz Mak nigdy nie zadawała pytań. W końcu liliowa, niepewna obecności siostry, odwróciła się. Kotka cały czas za nią szła, co trochę zdziwiło liliową. 
- Czemu ty tak cicho chodzisz? – zapytała w końcu.

<Hortensjo?>
[250 słów] 
[Przyznano 5%]

12 listopada 2023

Od Hortensji (Hortensjowej Łapy) CD. Maku (Makowej Łapy)


Widząc zmagania Maku ze śniegiem, Tensja postanowiła ruszyć na pomoc. W końcu powinna, prawda? Niemniej jednak nie rozumiała, czemu siostra się tak z tym szarpie. Przecież to jakby… woda, nie? Ale w wersji śniegu. Czy jakby teraz cały śnieg stopniał, to klan zostałby zalany? Czy może śniegu jest więcej niż wody, bo jest taki puchaty? Niemniej Mak właśnie biła się z białą wodą. W dodatku, postanowiła przyczepić się do dymnej, nie otrzepując się uprzednio, więc Tensja zaraz się spięła, a po jej ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. 
- Ale Maczek… to tylko woda… - wymamrotała niezbyt pewna co innego ma powiedzieć. 
- Woda? - zapytała przechylając główkę - Hortensjo to przecież p-potwór! Nie widzisz?
- Ale przecież już się topi... - wymamrotała dymna, wskazując na mokre futro siostry wzrokiem.
- T-topi? - odpowiedziała niepewnie - To c-coś złego?
-Nie... znaczy, to zależy, ale teraz będziesz morka - wytłumaczyła swoim mało żywym głosem. Mak spojrzała na swoje mokre futro.
- Rzeczywiście. Ale i tak dziękuję! Gdyby n-nie ty, mogłabym z-zamoknąć na śmierć!
- Ale to... - tu Tensja przerwała i westchnęła przeciągle ze zmęczeniem godnym samotnej matki z trójką dzieci - Może już nie atakuj śniegu…
- Ale to n-nie ja! To o-on mnie z-zaatakował! - pisnęła lilowa i tupnęła łapką.
- Kiedy on tylko leszy... - miauknęła, wychylając głowę by popatrzeć na śnieg - Chyba jest zmęczony…
- On c-chce, byś t-tak myślała - odparła lekko obrażona Mak - Tak n-naprawdę to potwór! I biega w n-nocy i nas straszy!
Kotka znów wydała z siebie długie, naprawdę długie westchnienie podkoloryzowane zmęczonym pyskiem i powolną chęcią by znów iść spać. Jak bardzo chciało jej się spać…. może jeszcze przed tym by posłuchała jakiejś historii rodzicielki, albo powbijała patyczki w ziemię tworząc niebezpieczny labirynt? 
- To wtedy by cały obóz obudził chyba...
- Może i t-tak... 
- Wiesz, śnieg spada z nieba... myślisz, że jest mu ciężko i dlatego czasami upada? Czasem też tak robię…- Kocię zaczęło się zastanawiać, po gibnięciu się sennie raz na bok. Może też mu się nie chciało? Może też był zmęczony i zaintrygowany tyloma rzeczami? Może tak leżał by odpocząć po zbieraniu wiedzy tam u góry?
- Czyli... - zaczęła - Też j-jesteś śniegiem! - pisnęła nagle Mak i pobiegła do ściany żłobka - Nie a-atakuj m-mnie!
- Ale ja przecież nie jestem biała... i nie jestem z wody - zauważyła lekko zdezorientowana gwałtowną reakcją siostry.
- Ale j-jesteś trochę biała!
- Ale ty jesteś jaśniejsza ogółem - odparowała nadal niepewnie dymna, już w jakiś sposób zirytowana, kiedy siostra spojrzała na swoją sierść.
- No t-tak... Ale śniegu n-na mnie n-nie ma i nie upadam - odpowiedziała i zastanowiła się chwilę - Na p-pewno nie ma? -zapytała siostry niepewnie poruszając ogonem.
- Nie, Maczek... - Tensja znów westchnęła ze zrezygnowaniem, wpadając na kolejne zaprzeczenie wyjaśniające - Poza tym, jestem ciepła, a śnieg jest zimny. 
- Może i tak - powiedziała lilowa, w końcu przyznając siostrze rację, kiedy to zaraz potem do ich uszu doszło wołanie rodzicielki, co skłoniło obie kotki do powrotu w ciepłe futro Alby. Hortensja jeszcze ostatni raz spojrzała na śnieg, do którego to zdążyła poczuć sympatię, po czym sama podreptała do matki, by paść na jej miękki ogon. Teraz mogła się poczuć jak prawdziwy śnieg. 

⋅°─▿⋯☽♠︎☾⋯▾─°⋅

Mama przepadła. Nie było jej już więcej w żłobku i kotka bardzo szybko pojęła kwestię śmierci jak i fakt, że tego nienawidzi. Najlepsza by była wizja nieśmiertelności, gdzie nie będzie musiała się oddzielać od osób do których się przywiązała. Nie dotyczyło się to niestety Lwiej Grzywy. Gdy go pierwszy raz zobaczyła doszła do wniosku, że jego imię jest bez sensu i postanowiła powiedzieć mu to prosto w pysk. Potrzebowała wyjaśnienia dlaczego ktoś nazwał go właśnie tak. Ani to nie było głośne, ani wyglądające jak lew. Kotka bardziej widziała w nim jakąś moczarę, noc czy co tam. Ale lwa? Tak ją to gryzło, że prawie przez cały trening mówiła tylko o tym. Może powinna spytać się Szakalej Gwiazdy czemu kocur ma tak na imię i czy da się to zmienić na coś bardziej sensownego? W dodatku był ojcem dwóch innych wojowników i kotka poczuła lekkie zawirowanie, jednak tylko przez chwilę. Pierwsze były granice, oznaczanie ich… nic ciekawego. Znaczy jasne, było jej to potrzebne, w końcu miała być wojownikiem, jednak po prostu tego nie czuła. Chciała zdobywać wiedzę i ją poszerzać, nie bić się i zdobywać blizny. Niemniej nie mówiła tego na głos. Jeszcze oberwałaby po uszach. Kiedy wróciła do obozu i dostała pozwolenie na oddalenie się, zaraz poszła do nowego legowiska, by tam paść na mech. Pewnie od jutra będzie musiała zająć się jego wymienianiem… niemniej nie była sama. Zaraz obok dostrzegła lilowe, znajome futro, na którego widok uniosła wzrok znad łap. 
- Hej - przywitała się krótko, nie licząc na nic więcej i zwyczajnie przymykając oczy. Jej ledwo wypełznięte ze żłobka ciało potrzebowało odpoczynku po długim spacerze, szczególnie, że kotka nie należała za dzieciaka do tych ruchliwych. 

<Maczek?>

[792 słów]
[Przyznano 16%]

22 października 2023

Od Mak do Hortensji

Mak chodziła zamyślona po żłobku, nie zwracając uwagi na otoczenie. Ostatnio tyle się działo! Nie mieli już sąsiadów w żłobku, a na ziemi był taki jakiś dziwny, biały puch. Mama tłumaczyła im, że to "śnieg" i że jest bardzo zimny. Mak wolała tego nie sprawdzać. No bo to może być coś innego, a nie śnieg, tak jak mama mówi. To przecież może być potwór, który tylko czeka na dobrą okazję, by zaatakować któregoś z kociaków! Więc przez całą Porę Nagich Drzew liliowa nie wychylała się ze żłobka, nawet jak Alba mówiła, że nic jej nie grozi, że śnieg już powoli będzie znikać. Co było prawdą. Coraz bliżej była Pora Nowych Liści, przez co robiło się powoli coraz cieplej, choć nie było to odczuwalne. W końcu Mak się zatrzymała i spojrzała na biały puch, leżący przed nią. Doszła do wyjścia z kociarni. Cofnęła się od śniegu, na, według niej, bezpieczną odległość. 
- Już m-mnie nie złapiesz - powiedziała cicho do śniegu i odwróciła się. Jej oczom ukazała się jej siostra, Hortensja. Mak nie miała pojęcia kiedy przyszła, nie słyszała jej. Przestraszona i zdziwiona, nagłym pojawieniem się siostry, odskoczyła i wylądowała prosto w śniegu. Liliowa starała się podnieść i uciec, niestety bez skutku. Śnieg ją dopadł. Zaczęła krzyczeć, a w jej oczach pojawiły się łzy.
- N-nie chcę! - krzyczała przerażona. Siostra postanowiła interweniować. Podeszła do Mak, złapała ją za ogon i wyciągnęła z białego puchu. Liliowa spojrzała na Hortensję. Szybko wstała i przykleiła się do niej.
- Dziękuję c-ci Hortensjo! J-jeszcze chwila i b-byłoby po m-mnie.

<Hortensjo?>