Kocięta. Kocham moje małe kuleczki. Takie słodkie. Takie bezbronne. Mogłabym na nie patrzeć całymi godzinami. No właśnie mogłabym ale nie mogę. Co chwilę ktoś mi musi przeszkadzać. Albo jakiś uczeń przychodził się pytać czy nie jestem głodna i nie potrzebuje jakieś myszy, albo medyczka musiała wiedzieć co w danej chwili robi każde moje kocię. Najgorsze jednak były odwiedziny, dużej, wysokiej kotki o szarym futrze. Przychodziła nawet kilka razy dziennie, żeby dać mi jakaś radę na temat kociaków i opieki nad nimi. Pręgowana kotka, której imię brzmiało bodajże Mysi Nos, była siostrą czy jakąś inną rodziną czarnego kocura, który przyjął mnie do obozu i dał urodzić mi tu kocięta. Dziwiła mnie jedna rzecz. Wszystkie koty miały te dziwne imiona złożone z dwóch słów. Nie byłam w to wtajemniczona. Postanowiłam zrobić jakiś pożytek z szarej kotki i zapytać się jej o co chodzi. Wojowniczka odwiedziła mnie z samego rana, budząc mnie i moje dzieci ze snu. Otworzyła zaspane oczy i ziewnęłam przeciągle. Owinęłam kocięta ogonem i wlepiłam wzrok w osobę kotki. Na jej pysku jak zwykle widniał uśmiech, ten przesłodzony uśmiech.
- Witaj Casablanco. Jak miewają się twoje kocięta - powiedziała rozemocjonowana kotka podchodząc bliżej.
- Dobrze, bardzo miło, że pytasz - wysiliłam się na uśmiech. Podniosłam się na przednich łapach do siadu. Ogonem przysunęłam moje dzieci do siebie i otuliłam szczelniej ogonem. Starsza kotka podeszła i i nachyliła się nad nimi. Zmierzyłam ją chłodnym spojrzeniem i pacnęłam ogonem w pysk. Wojowniczka zachichotała i odsunęła się kawałek. - Mam do ciebie pewne pytanie, które nie jest w temacie mojego potomstwa.
- Słucham więc i mam nadzieje, że będę mogła ci jakoś pomóc - rzekła rozradowana, że w końcu ją wysłucham, a nie krótko zbyje jak zwykle.
- Dlaczego nie dostałam jeszcze takiego dziwnego imienia. Moje wciąż przypomina mi moich paskudnych właścicieli - mruknęłam poddenerwowana.
- To pewnie dlatego, że nie jesteś jeszcze częścią naszego klanu. Mój brat przyjął cie pod naszą opiekę, jednak nie jesteś częścią Klanu Burzy. Niestety nie wiem, kiedy dostaniesz klanowe imię. - powiedziała zgodnie z prawdą Mysi Nos.
- No dobrze. Czy mogłabyś popilnować przez chwile moich pociech. Sama to załatwię - wstałam otrzepując się z kurzu i ziemi. Przeciągnęłam się, wbijając pazury w suchą glebę.
- To chyba nie jest najlepszy moment. Lamparcia Gwiazda jest w bardzo złym humorze - rzekła zmartwiona kotka, jednak nie miałam zamiaru tego przeciągać. Zostawiłam ją bez słowa i ruszyłam w stronę legowiska czarnego kocura. Z wysoko podniesionym łebkiem przeszłam przez cały obóz. Przecisnęłam się przez ciasną norkę. Lider leżał skulony na swoim posłaniu, lekko drżał.
- Lamparcia Gwiazdo, przyszłam po informacje, kiedy masz zamiar uczynić mnie członkiem waszego klanu. Urodziłam wam kocięta, nazwałam je waszymi imionami, więc ja również chce takie nosić. Nie mam zamiaru czekać i się zestarzeć. - powiedziałam donośnym, chłodnym tonem. Kocur tylko podparł się na przednich łapach i obrócił łeb w moją stronę. W jego ciemnych oczach szkliły się łzy, a sam wzrok był niewidzący, zasnuty mgłą.
- Odejdź - palnął sucho i pociągnął nosem. Przez chwile rozważałam nad odwrotem, jednak potem postanowiłam pomóc przywódcy. Pomóc, na mój własny sposób. - Wynoś się!
Ton zmienił się diametralnie, zdenerwowany kocur pokazał swoje ostre kły, a sierść na jego grzbiecie podniosła się. Zmrużyłam oczy tak, że teraz przypominały dwie szparki i prychnęłam.
- Nie maż się. Masz być liderem, a nie małym kociakiem, który zgubił mamę. Powinieneś tak też się zachowywać - powiedziałam i podeszłam bliżej lidera.
<Lamparcia Gwiazdo? Powiedziałam, że pójdzie no i poszła>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)
Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żmijowa Łuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żmijowa Łuska. Pokaż wszystkie posty
29 października 2017
07 października 2017
Od Casablanki CD Małej Łapy
Kocur odszedł w stronę, którą mu wskazałam. Jego cienki ogon zniknął za drzewem, a kroki ucichły chwile potem. Jeśli będzie miał szczęście trafi na miłych ludzi. Rozejrzałam się, powiedział, że za drzewami zaczynają się tereny, jeśli tak to spotkanie jednego z tych "dzikich" nie powinno być trudne. Przeszłam obok dużego dębu, powąchałam je. Pachniało kotami, ale takimi "innymi". Zbiegłam z niskiej skarpy i weszłam w gąszcz paproci. Uderzyłam kilka razy ogonem o ziemie robiąc przy tym lekki szelest. Truchtem podbiegłam do niskiego drzewa. Wskoczyłam na gałąź, stąd był o wiele lepszy widok na niewielki lasek. Za kilkoma drzewami zaczynały się łąki, a drzew już tutaj było niewiele. Teraz pokryta białym śniegiem wydawała się być martwa. Jednak po chwili z krzaków wyleciało kilka ptaków, przysiadły i zaczęły dziobać niewielkie ziarenka ukryte pod warstwą puchu. Poczułam głód. No oczywiście. Nie zjadłam nic przed ucieczką. Chyba będę zmuszona do zjedzenia tego świństwa. Zsunęłam się z pnia głową w dół. Cicho upadłam na śnieg. Wysoko podnosząc łapy zaczęłam skradać się w stronę ptaków. Nie zrobiłam nawet kilku kroków a moja ofiara usłyszała mnie i zaczęła machać skrzydłami. Podniosłam się i zaczęłam biec w stronę uciekinierów. Skoczyłam próbując złapać chociaż jednego. Moje pazury ledwo drasnęły jego pióra na ogonie. Upadłam niezgrabnie na grzbiet. Wstałam i przeklęłam pod nosem. W krzakach po mojej prawej coś się poruszyłam. Wciągnęłam powietrze przy otwartym pysku, koty.
Po chwili z uschniętego gąszczu wyszła czwórka kotów. Na ich czele stał szary, wysoki kocur o zimnych, niebieskich oczach, za nim z postawioną na grzbiecie sierścią przygotowywała się do ataku mniejsza i drobniejsza kotka, kilka razy prychnęła w moją stronę. Po prawej niebieskiego spokojnie czekała czarno-biała, lepiej zbudowana kocica, gdzieniegdzie na jej pysku wyrastały siwe włoski. Najbardziej z tyłu lekko przestraszony czarny, pręgowany samczyk, próbował nie okazywać strachu. Zwęziłam oczy w cieniutkie szparki, a mój wzrok skakał z jednego kota na drugiego. Cisza trwała długo, bo żadna strona nie miała jak na razie zamiaru się odezwać. W końcu milczenie przerwała najmniejsza, rudo-czarna kotka.
- Co tutaj robisz kociaczku dwunogów?! To tereny Klanu Burzy! - wykrzyczała, zdenerwowana.
- Uważaj na słowa gówniaro - syknęłam na młodszą. W oczach szylkretki zapaliły się wściekłe ogniki. Uśmiechnęłam się zwycięsko, kiedy kotka nie wiedziała co odpowiedzieć.
- To ty tu jesteś wrogiem. Jesteś na naszej łasce, w każdej chwili możemy cie zabić. - powiedział kocur poddenerwowanym głosem. - Zapytamy więc jeszcze raz, co tutaj robisz i jakie masz zamiary?
- Potwory! Chcielibyście zabić kotkę, która nosi w sobie nowe życie?! Mielibyście na sumieniu, i mnie, i moje kocięta! Wstyd! - wykrzyczałam oburzona obcym kotom. - Ha! Co by mogła robić kotka sama w środku lasu? Oczywiście, że szukać was, ruszcie czasem pustymi łbami!
Na pyskach dzikich malowało się coraz większe oburzenie i niechęć skierowana w moją stronę. Niebyli pewni czy nie okłamuje ich. Czarno-biała kotka wyszeptała coś kocurowi na ucho. Na jego pysku zawitała emocja, która nie była do odszyfrowania. Młoda kotka po lewej stronie błękitnego kota próbowała trzymać emocje w sobie mimo to wyglądała jakby za chwile miała wybuchnąć i rzucić się na mnie. Dwie koty z tyłu również poczuły narastając wstręt.
- Jeśli tak bardzo ci zależy żeby się spotkać z Klanem Burzy może trochę grzeczniej - tym razem odezwała się łaciata kotka z zielonymi oczami. Przewróciłam oczami i skinęłam łepkiem. Nie chce dłużej marznąć tutaj, gdzie śnieg sięga mi prawie brzucha. - Możemy cię zaprowadzić do naszego obozu, a tam twoją propozycje rozpatrzy Lamparcia Gwiazda.
- mam nadzieję, że to nie jest daleko, bo zaraz mi łapy odmarzną! I nie wleczcie się tak, chce się przespać na suchym i miękkim posłaniu, a nie mokrej ziemi - od prychnęłam, a koty tylko cicho westchnęły i zaczęły mnie prowadzić w nie znanym mi kierunku.
<Lampion?>
- To ty tu jesteś wrogiem. Jesteś na naszej łasce, w każdej chwili możemy cie zabić. - powiedział kocur poddenerwowanym głosem. - Zapytamy więc jeszcze raz, co tutaj robisz i jakie masz zamiary?
- Potwory! Chcielibyście zabić kotkę, która nosi w sobie nowe życie?! Mielibyście na sumieniu, i mnie, i moje kocięta! Wstyd! - wykrzyczałam oburzona obcym kotom. - Ha! Co by mogła robić kotka sama w środku lasu? Oczywiście, że szukać was, ruszcie czasem pustymi łbami!
Na pyskach dzikich malowało się coraz większe oburzenie i niechęć skierowana w moją stronę. Niebyli pewni czy nie okłamuje ich. Czarno-biała kotka wyszeptała coś kocurowi na ucho. Na jego pysku zawitała emocja, która nie była do odszyfrowania. Młoda kotka po lewej stronie błękitnego kota próbowała trzymać emocje w sobie mimo to wyglądała jakby za chwile miała wybuchnąć i rzucić się na mnie. Dwie koty z tyłu również poczuły narastając wstręt.
- Jeśli tak bardzo ci zależy żeby się spotkać z Klanem Burzy może trochę grzeczniej - tym razem odezwała się łaciata kotka z zielonymi oczami. Przewróciłam oczami i skinęłam łepkiem. Nie chce dłużej marznąć tutaj, gdzie śnieg sięga mi prawie brzucha. - Możemy cię zaprowadzić do naszego obozu, a tam twoją propozycje rozpatrzy Lamparcia Gwiazda.
- mam nadzieję, że to nie jest daleko, bo zaraz mi łapy odmarzną! I nie wleczcie się tak, chce się przespać na suchym i miękkim posłaniu, a nie mokrej ziemi - od prychnęłam, a koty tylko cicho westchnęły i zaczęły mnie prowadzić w nie znanym mi kierunku.
<Lampion?>
04 października 2017
Od Casablanki CD Małej Łapy
Czarny kocur wzbudził we mnie dużą ciekawość. Był inny niż koty, które spotkałam w pobliskich ogródkach. Tamte były zadbane, a ich sierść posiadała blask. Dzikus był potwornie chudy, futro matowe, a w kącikach oczu można było zobaczyć ropę. Zmrużyłam oczy, przeszywając kota wzrokiem. Bał się, bardzo widocznie się bał. To dobrze, wystraszonymi kotami łatwiej można manipulować. Młodzik wydaję się bardzo zdesperowany, wyciągnięcie z niego niezbędnych informacji będzie niezwykle łatwe. Nawet jeśli jego ostatnie słowa były dla mnie całkowicie niezrozumiałe nie zrezygnowałam z mojego planu. Na mój pyszczek zawitał wredny uśmieszek. Podeszłam do pręgowanego towarzysza, przez jego spuszczony łepek nie mogłam wyczytać emocji, które malowały się na jego pyszczku. Nawet jeśli nie widziałam pyska kocur trząsł się, a sierść na grzbiecie unosiła się. Przyśpieszone bicie serca i głośny oddech, to takie irytujące. Moje ciche pomruki zwróciły uwagę kota, który po chwili uniósł głowę do góry. Podeszłam jeszcze bliżej, swoim długim ogonem przejechałam mu po pysku, sprawiając, że dzikus kichnął.
- Powiedz mi więcej o tych waszych klanach, a ja dam ci wskazówkę jak dojść do dobrych ludzi - pręgowany spojrzał na mnie z nadzieją w oczach, jednak kiedy po analizie zdania jego pysk pokazał dość niejednoznaczny wyraz. Jakby nie do końca rozumiał o czym mówię. Swoimi pomarańczowymi oczami spojrzał w moje, widocznie obawiał się jego wyboru, jakby nie do końca wszystko przemyślał. Widać, że do najstarszych nie należał, a młodzi często robią błędy, których potem żałują przez całe życie. Moja cierpliwość kończyła się, a emocje trzymałam na wodzy. Nie miałam tego w zwyczaju, jednak jeśli przestraszę go jeszcze bardziej, może mu zabraknąć języka w gębie, a ja nie mam zamiary spędzić nocy w ciemnym lesie. - No gadaj!
Młody zrobił krok do tyłu i przełknął głośno ślinę. Chwile zastanawiał się nad doborem słów. Nie znał moich zamiarów i nie miał pewności czy aby go nie okłamie, a po dostaniu tego czego chce nie odejdę zostawiając go samego. Szczerze, taka opcja również jest kusząca.
<Mała Łapa?>
- Powiedz mi więcej o tych waszych klanach, a ja dam ci wskazówkę jak dojść do dobrych ludzi - pręgowany spojrzał na mnie z nadzieją w oczach, jednak kiedy po analizie zdania jego pysk pokazał dość niejednoznaczny wyraz. Jakby nie do końca rozumiał o czym mówię. Swoimi pomarańczowymi oczami spojrzał w moje, widocznie obawiał się jego wyboru, jakby nie do końca wszystko przemyślał. Widać, że do najstarszych nie należał, a młodzi często robią błędy, których potem żałują przez całe życie. Moja cierpliwość kończyła się, a emocje trzymałam na wodzy. Nie miałam tego w zwyczaju, jednak jeśli przestraszę go jeszcze bardziej, może mu zabraknąć języka w gębie, a ja nie mam zamiary spędzić nocy w ciemnym lesie. - No gadaj!
Młody zrobił krok do tyłu i przełknął głośno ślinę. Chwile zastanawiał się nad doborem słów. Nie znał moich zamiarów i nie miał pewności czy aby go nie okłamie, a po dostaniu tego czego chce nie odejdę zostawiając go samego. Szczerze, taka opcja również jest kusząca.
<Mała Łapa?>
29 września 2017
Od Casablanki CD Małej Łapy
Nie wierze, że ten prostak to zrobił! Nie mogłam już z nim wytrzymać, jak on mógł sobie pomyśleć, że jest mnie wart?! Nie dorasta mi do łap. Może co najwyżej wylizać mi końcówkę ogona, bo tylko do tego się nadaję. Co ja się będę oszukiwać?! Nie poznałam jeszcze osoby, która nie jest na tak niskim poziomie co ten nafaszerowany gównem debil. Widziałam wielu niedorozwiniętych pod kilkoma względami kocurów no ale on to wymyślił jakiś nowy rodzaj głupoty. Mam nadzieję, że nie doczekam się potomstwa z tą pomyłką. Nawet jeśli doczekam się młodych nie wiem co z nimi zrobić. Nie wrócę do ludzi, znowu zamkną mnie z tym zboczeńcem! Wiem też, że jeśli pójdę do innych mogą zacząć szukać moich właścicieli, zwłaszcza, że mam na szyi obroże. Tutaj w okolicy wszyscy się znają, tak mi się przynajmniej wydaję. Od pewnego kocura, który mieszkał kawałek dalej, dowiedziałam się, że w lesie mieszkają cztery klany zdziczałych kotów. Podobno polują na zwierzęta takie jak myszy, wróble i zaskrońce, które czasem widywałam w ogrodzie. Jednak nigdy bym zbliżyła się na taką bliską odległość. Te wszystkie leśne stwory są takie... nieprzewidywalne. Nawet gdybym była głodna, nie zjadłabym czegoś takiego, przecież to jeszcze chwile temu jeszcze żyło! Ten dziwny kot gadał też coś o jakiś Gwiezdnych i zmarłych wielkich kotach. Wspomniał o wojownikach, liderze i uczniach. Mieli oni dbać o dobre imię i całokształt klanu. Może nie jest to taki głupie? Nawet jeśli mnie przyjmą, szybko zauważą moje dość... skromne umiejętności jeśli chodzi o polowanie na wszelkie gryzonie czy te latające szczury. Może w tych całych "klanach" mogę się na coś przydać nawet jeśli nie umiem za wiele. Z tych przemyśleń wyrwał mnie smród samochodów, no tak, droga jest już za tamtą skarpą. Ziemia zadrżała pod moimi łapami, musiało przejechać coś większego, może uda mi się teraz przebiec na drugą stronę, tam zaczynają się podmokłe tereny, a za nimi jest las o którym wspominał kocur. Truchtem podbiegłam do drogi. Przed pyszczkiem przejechał mi rozpędzony samochód, śmierdzące powietrze uderzyła w moje nozdrza. Kiedy śmierdząca puszka na kółkach sobie pojechała szybko przebiegłam przed drogę. Wbiegłam za gąszcz paproci, a potem wskoczyłam na powalony pieniek, żeby nie musieć wchodzić do błota. Skacząc z gałęzi na gałąź zdążyłam już zauważyć, że nie jestem aż w takiej dobrej formie jak myślałam. Przynajmniej nie jestem tłusta jak ten zidiociały karzeł. Zeskoczyłam z niskiej gałęzi zgrabnie upadając na ziemie. Poczułam dziwny zapach, pachniało kotem, ale ten zapach był zmieszany z wonią drzew. Czyżby to jeden z tych dzikusów.
<Mała Łapa? Tak dla informacji, Casi będzie chamska ale i jednocześnie zaciekawiona klanami.>
<Mała Łapa? Tak dla informacji, Casi będzie chamska ale i jednocześnie zaciekawiona klanami.>
Subskrybuj:
Posty (Atom)